piątek, 22 września 2017

Shinybox Beauty School wrzesień 2017!

Cześć Dziewczyny!
We wrześniu Shinybox przygotował coś zarówno dla tych, którzy zaliczyli back to school jak i dla tych, którzy ten etap życia mają już za sobą bo przecież piękna można się „uczyć” bez względu na wiek:) Shinybox Beauty School wzięło sobie bowiem za „punkt honoru” odkrycie przed nami tajników urodowych;) A jak to wypadło w praktyce?

zdjęcie przedstawiające Shinybox wrzesień 2017 Beauty Schol

Wrześniowy Shinybox Beauty School przychodzi do nas w uroczym różowo-niebieskim, totalnie „dziewczyńskim” pudełeczku;) Nie jest to z pewnością szata graficzna skierowana do mrocznych niewiast, ale trudno się nie zgodzić, że prezentuje się naprawdę miło. Zresztą jeśli chodzi o kwestie „zewnętrza” to praktycznie zawsze jestem usatysfakcjonowana:)


Przejdźmy jednak do wnętrza. Shinybox w standardowej wersji gwarantował 8 produktów, z czego aż 4 do makijażu, 2 do pielęgnacji dłoni, 1 do włosów i 1 gadżet. Oczywiście żadnego nie zdołałam zdemaskować przed otrzymaniem przesyłki;) Muszę jednak przyznać, że mój kurier pocztowy się spisał, a dodatkowo wyręczył jeszcze kuriera UPS doręczając mi przesyłkę za niego;)
zdjęcie przedstawiające Shinybox wrzesień 2017

Jeśli chodzi o kolorówkę to umieszczanie jej w boxach bywa ryzykowne, ponieważ można trafić na wyjątkowo nie swój kolor. Ale nic nie jest przesądzone bo jest też szansa by znaleźć coś w sam raz dla siebie;) Forrest Gump powiedział, że życie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz na co trafisz. Z Shinyboxem jest podobnie:) Co zatem mamy z kolorówki? Jest paletka do konturowania twarzy marki Smart Girls Get More, która sama w sobie prezentuje się nawet nieźle, ale mam wrażenie, że jej odcienie będą dla mnie zbyt zimne. Jeśli zaś chodzi o samą firmę to na pewno nie jest ona szczytem moich marzeń. Jakiś czas temu było o niej głośno na blogach, ale nigdy nie czułam się przekonana do tych kosmetyków. Do paznokci mamy lakier Delia Trend & Big Brush. W moim przypadku jest to miły dla oka morski odcień 184, ale niestety od dawna nie używam już zwykłych lakierów, więc na pewno nie skorzystam. Produktem, który wydaje się być całkiem funkcjonalny jest Shimmer Roll marki Bellapierre. Pierwszy raz słyszę o tej firmie, aczkolwiek pomysł zastosowaniem aplikatora typu roll on jest całkiem niegłupi. Według producenta, dzięki temu można go nakładać bezpośrednio na wybrany obszar twarzy. W zestawie znalazła się też utrwalająca baza pod cienie Cashmere i nawet bym się ucieszyła gdyby nie data ważności 01.2018r. Z kolorówki znalazłam też testowy cień do powiek marki Pierre Rene. Znów trafił mi się fiolet. 

Z pielęgnacji dłoni w boxie znalazłam 2ml aksamitną kurację do dłoni Biały Jeleń. Po takiej ilości raczej ciężko będzie ocenić działanie, ale zużyję może dzisiaj. Jest też odświeżające mydło do rąk antybakteryjne Cleanheands i paradoksalnie to właśnie mydło przyda mi się najbardziej z całego pudełka bo mydło schodzi u mnie jak woda. Jednak trudno skakać z radości ze względu na mydło… Do włosów znalazłam Novex Deep Moisture Hair Mask Argan Oil, czyli nawilżającą maskę do włosów z olejem arganowym. Jej pojemność wynosi 100ml, więc coś tam już można sprawdzić. Produkt jest mi jednak całkiem nieznany;) Mam teraz w zapasie sporo produktów do włosów, więc maskę chyba podaruję siostrze, która akurat ma mniej więcej takie włosy jak w opisie;)
zdjęcie przedstawiające Face Chart

W boxie znalazł się też Shinybox Face Chart, czyli taki szkic makijażu, z którego korzystają najczęściej makijażyści. Prezentuje się on fajnie, choć dla mnie jest to raczej zbędne, ponieważ maluję tylko siebie. Może się pobawię kiedyś jeśli będę się nudzić. Chociaż ja rzadko się nudzę;) Trochę kojarzy mi się to z kolorowankami dla dorosłych, które często maluje moja mama, a ja kupiłam raz i nie pomalowałam ani razu (nerwowe usposobienie:P). Był też oczywiście kolejny nr Shiny Mag, z którego można się m.in. dowiedzieć jak naprawić uszkodzony kosmetyk. Jest w nim również kod do Chocolissimo. Niestety Shiny Mag schował mi się gdzieś przed aparatem, ale ma ładną okładkę.
zdjęcie przedstawiające torbę Atmosphere

W moim wrześniowym Shiny skrywała się też torba Atmosphere. Do niedawna nie miałam ani jednej takiej, a teraz mam już dwie. Jest to dodatek dla Ambasadorek. Torbę można kupić w sklepie brytyjka.pl.


Wrześniowy Shinybox Beauty School niestety wypadł w moich oczach słabo. Przydatne będzie dla mnie chyba tylko mydło, które jest po prostu produktem codziennej potrzeby. Poza tym dość ciekawy jest Shimmer Roll, a gdyby baza pod cienie miała dłuższą datę to byłabym zadowolona również z niej. Shiny tym razem się nie popisał, ale patrząc na zapowiedzi Inspired by, wydaje mi się, że w tym miesiącu fajnie się zapowiada zestaw Naturalnie Piękna.


Co sądzicie o wrześniowym Shinybox Beauty School? 

Wczorajszy wpis: Fajny olejek Alterra
Czytaj dalej »

czwartek, 21 września 2017

Alterra antycellulitowy olejek do ciała Grejpfrut i Brzoza BIO!

Cześć Dziewczyny!
Z olejkami do ciała marki Alterra nie miałam do czynienia już dawno. Miałam kiedyś wersję limetkową, ale nie byłam z niej szczególnie zadowolona. Jednak jakiś czas temu stare olejki Alterra zostały wycofane i zastąpione nowymi. Według mnie – lepszymi. W sierpniu trafił do mnie nowy antycellulitowy olejek do ciała Alterra Grejpfrut i Brzoza BIO, który mimo braku cellulitu, od razu mnie zainteresował. Głównie za sprawą grejpfruta bo jeśli chodzi o brzozę to kojarzy mi się ona z… Macierewiczem i Smoleńskiem rzecz jasna:P
„Wygładzający skórę antycellulitowy olejek do skóry Alterra został opracowany, aby zapobiegać widocznym objawom cellulitu. Skuteczna formuła pielęgnacyjna z naturalnymi ekstraktami z liści z brzozy BIO i alg z gatunku skrzydlicy jadalnej, jak również witalizującymi olejkami z limonki i grejpfruta szybko się wchłania i intensywnie nawilża skórę, która staje się jędrniejsza, elastyczniejsza i gładsza. Skuteczność potwierdzona w badaniu z udziałem 20 uczestniczek regularnie stosujących produkt przez 4 tygodnie. W udowodniony sposób wygładza i ujędrnia skórę. Wzmacnia ją i poprawia jej elastyczność. Kosmetyki naturalne Alterra z kompleksem olejów BIO. Wszystkie produkty marki Alterra opracowane są w oparciu o zasadę odpowiedzialnego obchodzenia się z naturą. Stosowanie produktów marki Alterra to decyzja na korzyść naturalnej formy pielęgnacji. Produkt godny zaufania: Nie zawiera syntetycznych barwników, aromatów i substancji konserwujących. Nie zawiera również silikonów, parafiny i innych produktów na bazie olejów mineralnych Produkt marki Alterra spełnia surowe kryteria wyznaczone przez organizację NaTrue: Posiada certyfikat kosmetyku naturalnego. Jest produkowany przede wszystkim z surowców roślinnych pochodzących z rolnictwa ekologicznego i dzikich zbiorów. Zawiera kompozycje zapachowe i ekstrakty z surowców naturalnych. Nie zawiera syntetycznych barwników ani substancji konserwujących. Nie zawiera również silikonów, parafiny i innych produktów na bazie olejów mineralnych. Jego tolerancja przez skórę została potwierdzona dermatologicznie”.


Antycellulitowy olejek do ciała Alterra Grejpfrut i Brzoza BIO otrzymujemy w kartonowym opakowaniu o wdzięcznej szacie graficznej, która trafia w mój kolorowy gust;) Wewnątrz znajdziemy szklaną butelkę o pojemności 100ml. Nie mogłam dopatrzeć się informacji ile mamy czasu na zużycie produktu ani daty ważności, ale ja zużywam szybko, więc w istocie jest to dla mnie mało ważne;) Pompkę można po użyciu przekręcić, ale nie posiada ona żadnego dodatkowego zabezpieczenia w postaci korka.  
Sam olejek ma żółtawą barwę i oleistą konsystencję. Nie jest ona jednak szczególnie tłusta. Według mnie wchłania się bardzo ładnie. Jeśli chodzi o zapach to gdy po raz pierwszy użyłam olejku, w ogóle nie mogłam go wyczuć. Chyba miałam jakąś czasową zapachową znieczulicę, ponieważ zaczęłam czuć woń olejku dopiero po paru użyciach. Nie jest to typowy zapach grejpfruta, ale jest bardzo przyjemny. Taki radosny. Pozytywnie wpływający na nastrój:) 
Jeśli chodzi o grejpfrutowy olejek Alterra to na pewno warto zwrócić uwagę na skład produktu, który jak to w przypadku Alterry bywa wypada naprawdę dobrze w stosunku do ceny. Dla mnie nie jest to super kluczowe, ale zawsze lepiej gdy jest całkiem niezły, a nie zły;) Jeśli chodzi o właściwości antycellulitowe to się nie wypowiem gdyż cellulitu nadal nie nabyłam (jejeje!). Jednak odkąd na początku roku odkryłam ciekawe właściwości serum z Bielendy, po prostu przekonałam się do tego typu produktów i co jakiś czas wdrażam je do swojej pielęgnacji;) A cóż to za efekty? Proszę Państwa, przede wszystkim super gładka i napięta… dupeczka!;) Najczęściej traktowałam olejkiem brzuch i pośladki, a gdy miałam ochotę to też całe nogi. Olejek bardzo fajnie ujędrnia, wygładza, zmiękcza i nawilża ciałko. Byłam w szoku! Miałam wręcz ochotę kupić na zapas, gdyż w sierpniu miała miejsce promocja w Rossmannie na kosmetyki do pielęgnacji ciała, ale… na stronie drogerii zauważyłam, że wchodzą jeszcze dwie inne wersje – Alterra Piwonia bio i migdały bio oraz Alterra Rokitnik bio Amarantus bio, więc pomyślałam, że może któryś z nich będzie jeszcze lepszy i z trudem się opanowałam:) Wygląda na to, że Alterra zmienia się na plus bo przypominam, że stara wersja Limetka mnie nie zachwyciła, podobnie jak olejek do włosów z pestek moreli.  Co jednak z tymi osobami, które rzeczywiście borykają się z cellulitem? Czy olejek pomoże? Skoro nigdy nie miałam z tym problemów to naprawdę ciężko mi ocenić, ale powiem szczerze, że akurat w ten aspekt powątpiewam. Mimo wszystko poleciłabym każdemu ze względu na przyjemny zapach oraz właściwości ujędrniająco-zmiękczające. To dobry produkt w dobrej cenie. Dla mnie zachwyt:) Z tego co wiem niektórzy stosują olejki do ciała Alterra również do olejowania włosów. Ten sposób polecała jakiś czas temu Kosmetyczna Hedonistka. Sama nie próbowałam, ale myślę, że spokojnie można zaryzykować:)

Znacie olejki Alterra w nowych odsłonach?
Czytaj dalej »

wtorek, 19 września 2017

L’Oreal Czysta Glinka maska detoksykująco – rozświetlająca do twarzy!

Cześć Dziewczyny!
Kilka miesięcy temu marka L’Oreal Paris wypuściła ciekawą serię nowości przeznaczonych do pielęgnacji twarzy. Wśród nich znalazły się między innymi trzy rodzaje masek Czysta Glinka. Ja po przetestowaniu próbek, które zrobiły na mnie dobre pierwsze wrażenie, postanowiłam skusić się na tę najbardziej czarną wersję, czyli detoksykująco – rozświetlającą:) Jeśli jesteście ciekawe czy pozytywne wrażenia trwały dłużej niż tyle co przetestowane próbki to zapraszam na recenzję pełnowymiarowej maski.
Zdjęcie maski detoksykująco - rozświetlającej L'Oreal Czysta Glinka

L’Oreal Czysta Glinka maska detoksykująco – rozświetlająca



Czarna wersja maski zawiera w swoim składzie 3 rodzaje glinek: kaolin, montmorylonit oraz ghassoul. Mają one za zadanie absorbować nadmiar sebum, zredukować niedoskonałości oraz rozświetlić i rozjaśnić skórę. Maska została wzbogacona również o węgiel aby przywrócić skórze blask i oczyścić ją z toksyn.

Maskę otrzymujemy w kartonowym opakowaniu, które z tego co pamiętam było jeszcze dodatkowo zafoliowane. Wewnątrz znajdziemy wygodny choć minimalistyczny słoiczek o standardowej pojemności 50ml, którą wypadałoby zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia. Po otwarciu maski naszym oczom ukazuje się dodatkowa osłonka, więc zawartość jest naprawdę dobrze chroniona. Choć z uwagi na to, że jest to glinka, resztki maski mogą delikatnie zasychać na obrzeżach opakowania. Tak to już jest z glinkami. Według producenta maska wystarcza na 10 zastosowań. W mojej ocenie wydajność jest zależna od ilości jaką nakładamy na twarz, ale z całą pewnością jest to nie mniej niż owe 10 użyć:) U mnie było to bodajże 13 zastosowań. 

Mimo, że jest to maska glinkowa to posiada ona przyjemną niemalże kremową konsystencję, która jest zdecydowanie lżejsza niż tradycyjne glinki w proszku, które trzeba najpierw rozrobić. Posiada ona gładką strukturę bez grudek. To zapewne za sprawą dodatków w składzie, ale jeśli mam być szczera, mnie to zupełnie nie przeszkadza. Wpływa za to na komfort użytkowania:) Nawet zmywanie jest łatwiejsze, ponieważ maska nie zasycha aż tak mocno, dzięki czemu można ją usunąć nawet bez użycia specjalnej gąbeczki. Ja zmywałam, jak to często u mnie bywa – będąc pod prysznicem bo najszybciej;) Zapach również pozytywnie mnie zaskoczył, ponieważ jest po prostu przyjemny. Często glinki pachną błotkiem, a tutaj zapach jest zdecydowanie miły dla nosa:)

Producent zaleca stosować maskę 2-3 razy w tygodniu, pozostawiając na skórze na 5-10 minut. Moja cera jest wrażliwa, więc najczęściej nakładałam na 5 min, co było dla mnie optymalnym czasem. L’Oreal Czysta Glinka maska detoksykująco– rozświetlająca przede wszystkim dobrze oczyszcza skórę absorbując nadmiar sebum, dzięki czemu po użyciu jest ona matowa, lekko rozjaśniona i jednocześnie odświeżona. Maska nie podrażnia skóry, zapewnia nawet delikatne nawilżenie. Przyjemnie wygładza cerę i może być również pomocna w przypadku drobnych stanów zapalnych, ponieważ lekko je wycisza. Muszę przyznać, że ten glinkowy wytwór L’Oreal pozytywnie mnie zaskoczył:) Oczywiście fanki 100% eko mogą mieć na ten temat inne zdanie, ale moje znacie;) Zresztą nie tylko moje, ponieważ maski z tej linii cieszą się dobrą sławą w sieci.


Znacie maski do twarzy L’Oreal z serii Czysta Glinka? Jak się u Was sprawdziły?
Czytaj dalej »

niedziela, 17 września 2017

Dove Nourishing Secrets Restoring Ritual balsam do ciała kokos

Cześć Dziewczyny!

Balsamy do ciała przelewają się u mnie strumieniami. Nie lubię jednak non stop używać tego samego, więc najczęściej po zużyciu poszukuję jakiegoś nowego. Takiego, którego wcześniej nie miałam;) Nie ograniczam się również do jednej półki cenowej. Próbuję zarówno droższych jak i tańszych balsamów, maseł lub olejków;) Jakiś czas temu postanowiłam spróbować nowego balsamu Dove. W ofercie jest kilka wersji zapachowych, a ja zdecydowałam się na kokos. Muszę przyznać, że naprawdę bardzo dawno nie miałam żadnego balsamu Dove, więc tym bardziej byłam ciekawa jak się sprawdzi.


Zdjęcie kokosowego balsamu do ciała Dove Nourishing Secrets Restoring Ritual
Według producenta Dove Nourishing Secrets to wyjątkowa linia produktów inspirowanych rytuałami piękna czerpanych wprost z natury. Te sekretne rytuały wykorzystywane są przez kobiety na całym świecie i dzięki Dove możemy je poznać;) Wersja Restoring Ritual o zapachu kokosa wzbogacona jest o olejek kokosowy i mleczko migdałowe.  Ma ona za zadanie długotrwale nawilżyć skórę, otulić ją egzotycznym zapachem kokosa oraz pozostawić jedwabiście miękką i gładką;) 

Balsam Dove Nourishing Secrets Restoring Ritual zapakowany został w wąską lecz wysoką białą butelkę o pojemności 400ml. Balsam nie zawiera pompki, ale wydobywanie go z opakowania nie stwarza problemów. Kosmetyk posiada jasną barwę i bardzo przyjemny słodki, kokosowy zapach, który nie jest na szczęście przesadnie słodki:) Utrzymuje się on na skórze przez parę godzin. 
Konsystencja balsamu jest pośrednia (ani tłusta i lepka ani przesadnie wodnista) więc rozprowadza się go bardzo dobrze i sprawnie. Produkt nie zostawia po sobie tłustej warstwy i szybko się wchłania. Chyba, że nałożymy go więcej, wtedy oczywiście musimy poczekać chwilę dłużej aż wsiąknie w skórę. Ja właśnie lubię taką nieco grubszą kołderkę balsamu;) Jak już wspominałam, całe wieki nie miałam żadnego kosmetyku nawilżającego Dove. Z tej marki sięgałam raczej po słynne kostki myjące, które jak dla mnie są jednymi z najlepszych mydeł drogeryjnych oraz po piankę do mycia ciała, która jakiś czas temu została wprowadzona również do Polski. Nie wiedziałam zatem czego mam się spodziewać po balsamie i czy będę z niego zadowolona. Choć oczywiście na to liczyłam bo przecież po to się używa:) Balsam Dove okazał się być fajnym produktem. Przypadł mi do gustu nie tylko jego kokosowy zapach, ale także przyjemna formuła i nawilżenie. Dobrze wywiązywał się on ze zmiękczenia i wygładzenia skóry, a nawilżenie nawet w przypadku mojej suchej skóry było na optymalnym poziomie. Myślę, że warto zwrócić na niego uwagę. Tym bardziej, że cena w stosunku do pojemności jest bardzo na plus. 


Znacie nową linię balsamów Dove? Zdarza Wam się sięgać po produkty tej marki?
Czytaj dalej »

sobota, 16 września 2017

Promocja w Rossmannie -49% i -55% na kosmetyki do makijażu październik 2017!

Cześć Dziewczyny!
Promocje w Rossmannie na stałe wpisały się już w kalendarze kosmetyko-holiczek. Kończy się jedna i już są przebłyski o kolejnej. Po wielu promocjach na pielęgnację, w październiku Rossmann zaplanował promocję -49 procent na kosmetyki do makijażu.

zdjęcie informujące o październikowej promocji w Rossmannie - 49 procent na kosmetyki do makijażu
Zdjęcie wybrane losowo.

Promocja w Rossmannie -49% i -55% na kosmetyki do makijażu październik 2017


Promocja trwać będzie w dniach 10.10-19.10.2017r lub do wyczerpania zapasów.


Promocja przeznaczona jest dla członków KLUBU ROSSMANN (dla osób spoza klubu rabat zapewne będzie mniejszy). Z promocji prawdopodobnie będzie można skorzystać tylko raz. Dokładny regulamin promocji wraz ze spisem produktów nią objętych pojawi się na stronie Rossmanna zapewne dzień przed startem akcji.


*-49% póki co napisałam jedynie w domyśle, ponieważ możliwe, że będzie to jednak 2+2 albo nawet -55% tak jak było wiosną.
Zaedytuję wpis gdy będzie więcej szczegółów;)


Czy skorzystam z promocji na kolorówkę w Rossmannie?



Jak wiecie rzadko zdarza mi się nie skorzystać. Póki co nie mam szczególnych pomysłów na zakupy. Chodzi mi po głowie nowy tusz do rzęs L’Oreal Paradise Extatic i pomada do brwi Wibo (jeśli uda mi się uświadczyć tę o najjaśniejszym odcieniu bo podobno i tak jest ona dość ciemna). Będę się jeszcze wahać, ponieważ nie mam do końca przekonania do produktów Wibo i często te ich najbardziej zachwalane produkty u mnie potem wypadają słabo. Także zobaczymy. A może polecacie pomady innych firm? Poza tym pomysłów brak, ale może do tego czasu wyjdą jakieś ciekawe nowości. 


Co warto kupić na październikowej promocji w Rossmannie -49% na kolorówkę?



Pisałam już o tym TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ

Warto też dodać, że zapewne z podobną promocją wyskoczy Super-Pharm. Za zwyczaj ma to miejsce przed promocją w Rossmannie, czyli w sam raz dla niecierpliwych;)


Czekacie na październikową promocję w Rossmannie – 49% na kolorówkę? Może macie jakieś typy co tym razem warto kupić?

 Wczorajszy wpis: Co znajdziesz w mojej torebce?

Czytaj dalej »