piątek, 30 października 2020

Kerastase Resistance Therapiste odżywka do włosów suchych i zniszczonych!

Powrót do korzeni, czyli profesjonalnej pielęgnacji włosów, a w szczególności zaś marki Kerastase w tym roku trwa u mnie w najlepsze! Tym razem wybór padł na Kerastase Resistance Therapiste, czyli odżywkę do włosów suchych i zniszczonych do stosowania przed kąpielą, tj. szamponem;) Kosmetyk wpadł mi w oko w sklepie Fryzomania i muszę przyznać, że trochę się zawahałam, bo niekoniecznie używam tego typu produktów przed myciem włosów, ale doczytałam, że równie dobrze można jej używać również w tradycyjny sposób, czyli już po umyciu. To właśnie przesądziło o moim wyborze;) Wolałam mieć taką dodatkową furtkę na wypadek gdybym nie znalazła w sobie motywacji do nakładania tej odżywki przed myciem;) 


Kerastase Resistance Therapiste odżywka przed kąpielą

Kosmetyk ma za zadanie intensywnie regenerować i odżywiać włosy bardzo zniszczone, a także poddawane częstym zabiegom modelującym. Najlepiej stosować ją przed myciem włosów. Chroni włókna włosów, a także zapewnia im miękkość. Jest idealna dla cienkich włosów, ponieważ ich nie obciąża.

Odżywkę Kerastase Resistance Therapiste otrzymujemy w ciemnozielonej tubce z typową dla marki nakrętką, która prezentuje się elegancko, ale nie jest tak wygodna jak zamknięcie na klik;) Pojemność to dość standardowe 200ml. Wewnątrz znajdziemy jeszcze dodatkową folię ochronną. Produkt posiada białą barwę, kremową konsystencję oraz długotrwały zapach (potrafię wyczuć subtelny powiew zapachu nawet chwilę przed kolejnym myciem, a myję włosy co drugi dzień). Nie jest on tak zniewalający jak w przypadku linii Genesis, ale przyjemny. Elegancki i „fryzjerski”;) 

Serię Kerastase Resistance po raz pierwszy miałam okazję poznać kilka lat temu i zawsze dobrze ją wspominałam. Nie odpowiadał mi jedynie słynny cement termiczny, gdyż nieprzyjemnie usztywniał moje włosy. Warto tutaj dodać, że w skład serii wchodzą produkty o dwóch poziomach: poziom 1-2 przeznaczony jest do włosów zniszczonych, natomiast poziom 3-4 do włosów bardzo zniszczonych i poddawanych częstym zabiegom stylizacyjnym. Odżywka przed myciem Therapiste to poziom 3-4 i tutaj muszę przyznać, że moje włosy nie są ani bardzo zniszczone ani na obecną chwilę jakoś szczególnie często modelowane. Wybrałam ją jednak z tego względu, że lubię intensywną pielęgnację włosów;) A do tego moje włosy mają sporą skłonność do targania się;) Wolę więc zaserwować im coś intensywniejszego niż słabego. Zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym:) Dobra wiadomość jest taka, że nie trzeba jej nakładać na zbyt długo przed myciem. Wystarczą 2-3 minuty, więc o ile nie zapomnimy to nie sprawia to dużego kłopotu;) Przyznaję jednak, że czasami aplikuję ją na dłużej, nawet dodatkowo po zastosowaniu oleju i zajmuję się swoimi sprawami;) Jeśli zapomnę przed myciem to nie ma problemu, gdyż z powodzeniem można ją zastosować tradycyjnie po myciu. A najlepiej zarówno przed jak i po;) Wtedy efekt jest najbardziej intensywny. Po użyciu włosy są miękkie, gładkie i błyszczące. Łatwo się rozczesują. Odżywka nie obciąża moich cienkich włosów oraz stanowi dla nich intensywną kurację wzmacniającą. Kerastase nie zawodzi:) 

Odżywkę Therapiste oraz inne kosmetyki Kerastase znajdziesz w sklepie fryzomania.pl.  

Lubisz profesjonalną pielęgnację włosów? Znasz serię Kerastase Resistance?

Czytaj dalej »

poniedziałek, 26 października 2020

Sente Intensive Bio Complete Cream, moja pierwsza przygoda z retinolem! Topestetic

Lubię poznawać nowe produkty, ale są też takie, do których podchodzę z lekką rezerwą. Tak właśnie było z kosmetykami z retinolem. Już od kilku lat chciałam przekonać się o jego potężnej mocy, ale zawsze coś mnie stopowało. Czułam przed nim respekt. Co roku odkładałam więc tą przygodę na „może za rok”? W końcu jednak trafiłam na amerykańską markę Sente, która jest jedną z nowszych na Topestetic i odważyłam się sięgnąć po Intensive Bio Complete Cream, czyli Intensywnie regenerujący krem na noc z 0,5% retinolem. Kilka tygodni stosowania za mną, więc pora na pierwsze wrażenia. Nie będzie to typowa recenzja, gdyż pielęgnację retinolem należy wdrażać stopniowo, a najlepsze efekty pojawiają się dopiero po kilku miesiącach stosowania:)

Sente Intensive Bio Complete Cream

Jest to krem przeciwstarzeniowy, który posiada nawilżającą formułę. Dzięki temu po użyciu skóra ma być gładka i bardziej jędrna. W składzie znajduje się retinol zamknięty w kapsułkach. Jest on stopniowo uwalniany z analogiem siarczanu i analogiem siarczanu chondroityny. Połączenie to zapewnia głębszą penetrację substancji aktywnych, ponieważ retinol spełnia funkcję ich nośnika. Dodatkowo substancje te posiadają właściwości kojące i nawilżające, dzięki czemu pomagają uporać się z działaniami niepożądanymi retinolu, do których może należeć łuszczenie, wysuszenie lub zaczerwienienie.


Sente Intensive Bio Complete Cream opakowany został w naprawdę przyjemną dla oka niebieską butelkę wyposażoną w pompkę, która działa w 100% bez zarzutów:) Jego pojemność to 30ml, czyli zdecydowanie mniej niż standardowy krem, ale warto pamiętać, że retinol wprowadza się stopniowo, a ponadto zazwyczaj po zbudowaniu tolerancji przechodzi się na nieco wyższe stężenie. Gramatura jest więc optymalna. Na zużycie mamy łącznie 12 miesięcy od otwarcia. Krem z retinolem marki Sente posiada żółtawą barwę i lekką konsystencję, która bardzo przyjemnie się rozprowadza. Po jakimś czasie od wchłonięcia ma jednak u mnie niestety tendencję do drobnego rolowania się, co jest dla mnie irytujące;) Zapach jest specyficzny. Według mojego nosa idzie w kierunku aptecznych klimatów. Nie każdemu będzie się podobał, ale mnie akurat przypadł do gustu:) Dodam też, że jest dość delikatny i wyczuwalny jedynie podczas aplikacji. 

Już po 25 roku życia zmniejsza się produkcja elastyny oraz kolagenu, a co za tym idzie skóra powoli zaczyna tracić dawną jędrność i elastyczność. Nie jest to proces drastyczny, ale w pewnym momencie dostrzegamy zmiany w swojej skórze. Kiedy więc sięgnąć po retinol? Najlepiej podejść do tego indywidualnie analizując stan, problemy i potrzeby naszej cery. Najczęściej przyjmuje się, że pierwsze spotkanie z retinolem powinno mieć miejsce około 30-stki. Nierzadko jest on jednak stosowany wcześniej, czyli już po przekroczeniu ćwierćwiecza. Głównie u osób z trądzikiem oraz cerą tłustą, ponieważ retinol normalizuje pracę gruczołów łojowych. Granica wiekowa jest więc w pewnym sensie płynna. Jeśli nadal się wahasz czy to już pora albo masz problem z wyborem odpowiedniego produktu z retinolem albo np. na bazie kwasów to śmiało możesz skorzystać z konsultacji kosmetologicznej w sklepie Topestetic. Taka porada jest zawsze bezpłatna i łatwo dostępna, ponieważ może się odbyć za pośrednictwem czatu lub telefonicznie. Duże udogodnienie zwłaszcza w pandemicznych czasach;) Do retinolu warto podejść świadomie, więc w razie wątpliwości lepiej zapytać niż nie wiedzieć. Sama sięgnęłam po pierwszy kosmetyk z retinolem, czyli tytułowy krem Sente stosunkowo późno, gdyż za kilka dni skończę 34 lata;) Wybrałam go w szczególności ze względu na to, że 0,5% stężenie retinolu jest odpowiednie na początek (choć można zacząć nawet od 0,1%) i dlatego, że z uwagi na skład jest polecany nawet dla osób nietolerujących retinolu. A ja nie mając wcześniej do czynienia z tym składnikiem nie miałam pewności jak zareaguje moja skóra. Absolutnie nie sięgaj po wysokie stężenie czystego retinolu, np. 2% na początku kuracji, ponieważ przyniesie ono więcej szkody niż pożytku. Nawet, jeśli przez kilka pierwszych aplikacji nic się nie stanie to później skóra może zareagować silnym łuszczeniem i zaczerwienieniem. Rozsądek przede wszystkim i powolutku do celu;)

Jak stosuję Intensywnie regenerujący krem na noc z 0,5% retinolem marki Sente?

 

Retinol aplikuję na suchą skórę po upływie +/- 30 minut od umycia twarzy zaczynając od czoła, na którym skóra jest grubsza i mniej wrażliwa, a kończąc na policzkach, brodzie oraz szyi. Stosuję go w pielęgnacji wieczornej, a w ciągu dnia nakładam filtr SPF50 (to ważne!). Zaczęłam od stosowania 2 razy w tygodniu i póki co jeszcze nie zwiększyłam częstotliwości stosowania. Przyznam, że stosowanie kremu na taką zupełnie suchą skórę nie jest dla mnie do końca komfortowe, ponieważ jestem przyzwyczajona do pielęgnacji warstwowej. Ale przy retinolu mniej znaczy więcej i nie chciałam za dużo mieszać. Dlatego w wieczory z retinolem już za mocno nie kombinuję;) Po aplikacji kremu Sente rzeczywiście odczuwam na skórze nawilżenie i wygładzenie. Jego formuła nie jest wysuszająca. Ale mimo wszystko np. następnego dnia moja delikatna cera doświadczała takiego uczucia większej tkliwości po myciu. Czasami coś mnie lekko zapiekło podczas aplikacji kosmetyków w inne dni i skóra była nieco ściągnięta, wymagająca większej dawki nawilżenia. Muszę więc dbać o to szczególnie, ale to naturalne przy retinolu:) Przejściowe łuszczenie skóry twarzy i miejscowe zaczerwienienie na jednym z policzków również u mnie wystąpiło. Pierwsze „niedogodności” zauważyłam dość szybko. Dobrze więc się stało, że mimo wszystko sięgnęłam po ten produkt, a nie taki z mniejszą zawartością dodatkowych substancji pielęgnacyjnych. Wtedy pewnie moja cera zareagowałaby gorzej;)

Ciekawa jestem efektów po skończeniu opakowania i być może po przejściu na wyższe stężenie. Interesuje mnie efekt anti-aging, więc na pewno ocenię to po kilku miesiącach. Na razie kontynuuję swoją kurację stężeniem 0,5% retinolu marki Sente %:)

Znasz już markę Sente? Stosujesz kuracje retinolem?

Czytaj dalej »

czwartek, 22 października 2020

Dermomedica Gold EGF Serum – złota pielęgnacja z Topestetic!

Mam dzisiaj dla Ciebie prawdziwe złoto:) I to dosłownie! Wszak bohaterem wpisu jest serum przeciwzmarszczkowe z kompleksami złota, czyli Dermomedica Gold EGF Serum. Znalazłam je na Topestetic i z miejsca mnie zaintrygowało, ponieważ zawiera w sobie wiele składników, które ewidentnie służą mojej skórze:) A jak wypadło w praktyce? Już spieszę z opowieścią!

Dermomedica Gold EGF Serum

Serum przeznaczone jest do każdego rodzaju cery. Przede wszystkim zaś tej z oznakami starzenia, utratą elastyczności i jędrności, zmarszczkami czy wiotkością. W swoim składzie serum zawiera peptydy biomimetyczne, 2% kompleks 24 karatowego złota i 2% EGF oraz 5% kolagen. Serum posiada właściwości przeciwzmarszczkowe, rozświetlające oraz ujędrniające. Epidermalny Czynnik Wzrostu (EGF) pobudza komórki macierzyste oraz wspomaga regenerację skóry. Kompleks złota posiada właściwości antybakteryjne i przeciwzapalne, a także spowalnia procesy starzenia, nadaje cerze promienności i wyrównuje jej koloryt. Argirelina wykazuje działanie podobne do botoksu przez co zmniejsza widoczność zmarszczek mimicznych. Serum może być stosowane również w przypadku cery wrażliwej oraz po zabiegach dermatologicznych.

Serum opakowane zostało w ciemną butelkę wykonaną z mrożonego szkła. Etykieta jest profesjonalna i minimalistyczna jak przystało na produkt marki gabinetowej. Pojemność to standardowe 30ml, które zaleca się zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia. Butelka została wyposażona w pipetę, która w tym przypadku pozwala na sprawne dozowanie i przy okazji cieszy oko ze względu na zawarte w serum drobinki złota:) Jednym słowem – na bogato! Konsystencja Dermomedica Gold EGF Serum jest wodno-żelowa i jak już wspomniałam – z dodatkową „złotą wkładką”;) Bardzo dobrze się wchłania i szybko rozprowadza. Nic się nie lepi. Świetnie nadaje się też do masażu z użyciem Gold Derma Rollera, ponieważ daje przyjemny poślizg podczas rozprowadzania. Pozostawia po sobie naturalne wykończenie bez nadmiernego połysku, ale też nie przesadnie matowe. Skóra po nałożeniu serum wygląda bardzo naturalnie. 

Zapach jest prawie niewyczuwalny. Przy wnikliwym wąchaniu kojarzy mi się po prostu peptydowo i laboratoryjnie;) Wielki plus za to, ponieważ takie niemal bezwonne kosmetyki do twarzy są zawsze najmilsze dla mojego nosa;) Pod względem zapachu i konsystencji stosowanie serum Dermomedica to sama przyjemność. Zresztą czułam, że się polubimy jeszcze zanim je otworzyłam;) 

Serum Dermomedica z kompleksami złota stosowałam oczywiście pod krem, ponieważ samo w sobie byłoby dla mnie zbyt lekkie do stosowania solo. Zwłaszcza, że jestem przyzwyczajona do pielęgnacji warstwowej:) Jego wodno-żelowa formuła powoduje, że stanowi idealną bazę pod krem zarówno na noc jak i na dzień. Dodatkowo specjalistka z Topestetic poleciła mi je także w ramach wparcia kuracji retinolem, celem wzmocnienia ochrony bariery lipidowej. Nie na zasadzie łączenia, a po prostu wtedy, gdy nie nakładam retinolu. I rzeczywiście serum wydaje się takie wręcz kojące, więc dobrze wspiera procesy regeneracji skóry. Choć tak jak podkreślam – w połączeniu z kremem. Argirelina, EGF, kolagen i kompleks złota wydały się ekipą idealną, więc przyznaję, że serum poszło w ruch niezwłocznie po wizycie kuriera;) Przy regularnym stosowaniu serum wspomaga nawilżenie cery, a jednocześnie w żaden sposób jej nie obciąża, więc może być stosowane zarówno na noc jak i na dzień. Dodatkowo cera staje się bardziej promienna, a drobne linie mniej widoczne. Żeby poczuć pełnię działania peptydów trzeba je stosować regularnie i przez dłuższy czas, ale warto to robić:) Peptydy pobudzają fibroblasty do produkcji elastyny i kolagenu, w wyniku czego staje się ona lepiej napięta i bardziej elastyczna. Dodatkowym atutem jest także to, że nie wykazują działania drażniącego:) Warto jednak pamiętać żeby nie łączyć ich w jednej pielęgnacji z kwasami AHA i BHA, ponieważ przy kwaśnym pH peptydy tracą swoje cenne właściwości. Omawiany dziś kosmetyk Dermomedica wywarł na mnie dobre wrażenie i chciałabym wypróbować więcej produktów tej marki:)

Stosujesz peptydy w pielęgnacji twarzy? Stosowałaś już serum Dermomedica z kompleksami złota?

Czytaj dalej »

niedziela, 18 października 2020

Pyunkang Yul Essence Toner – koreański tonik-esencja nawilżająca!

Pyunkang Yul Essence Toner to chyba jeden z najpopularniejszych kosmetyków w tej marki. Kupiłam go jeszcze wtedy, gdy całkiem beztrosko można było zamawiać kosmetyki z Korei. Dziś ze względu na sytuację związaną z Covidem nie jest to już tak korzystne i powiedziałabym nawet, że możliwości są mocno ograniczone. Ale akurat Pyunkang Yul bez problemu można znaleźć na notino.pl. A jak sprawdził się tytułowy tonik?

Pyunkang Yul Essence Toner

Jest to wodno-żelowy tonik nawilżający oparty na ekstrakcie z korzenia traganka błoniastego, który wykazuje działanie przeciwzapalne, antyoksydacyjne, antyseptyczne i regenerujące. Toner przeznaczony jest do każdego typu cery, szczególnie suchej.


Pyunkang Yul Essence Toner został opakowany w granatową plastikową butelkę i szczerze mówiąc jej wygląd odrobinę mnie zawiódł, ponieważ myślałam, że będzie miała ładniejszy odcień i bardziej elegancką prezencję;) Do wyboru mamy dwie pojemności 100ml i 200ml. Miałam tą mniejszą, ale wydajność jest całkiem niezła. Butelka posiada wąski otwór, dość typowy dla wielu koreańskich tonerów, więc dozowanie nie jest w pełni wygodne. Ale nie trwa też znowu wieki;) Tonik jest niemalże bezzapachowy, co mnie akurat bardzo odpowiadało. Konsystencja produktu jest wodno-żelowa, troszkę jak leciutkie serum wodne Albo mocno rozwodniony żel. Nie jest gęsta ani lepka, a muszę przyznać, że trochę się tego obawiałam. Bardzo ładnie się rozprowadza zarówno za pomocą cienkich wacików jak i palcami jeśli akurat ktoś tak woli;) Szybciutko się wchłania, więc sprawnie można przejść do kolejnych kroków w pielęgnacji. Nie przetłuszcza, nie obciąża i nie podrażnia skóry. Dobrze przygotowuje twarz na dalszą pielęgnację zapewniając jej wstępne nawilżenie i wygładzenie oraz uczucie świeżości. A także likwiduje ewentualne uczucie delikatnego ściągnięcia po myciu. Wspomaga również skórę przy drobnych podrażnieniach i przesuszeniach. Jest to właściwie takie 2w1 – tonik i esencja, więc korzystając z niego nie trzeba sięgać już po esencję. Idealny do pielęgnacji warstwowej! Jeśli lubisz minimalistyczną pielęgnację to może Ci zastąpić nawet lekkie serum;) Pyunkang Yul Essence Toner zużyłam już jakiś czas temu, ale uznałam, że jednak warto poświęcić mu osobny wpis:) Zwłaszcza, że niedawno pisałam o płatkach z tej samej marki.

Znasz Pyunkang Yul Essence Toner lub inne kosmetyki tej marki?

Czytaj dalej »

środa, 14 października 2020

Pyunkang Yul koreańskie ultra cienkie płatki kosmetyczne!

Pewnie pomyślisz, że już naprawdę nie mam, o czym pisać skoro wyskakuję z tekstem na temat płatków kosmetycznych Pyunkang Yul 1/3 Cotton Pad. Ale nic z tych rzeczy;) Wręcz nie wiem, w co ręce włożyć, ale chciałam napisać kilka słów akurat o wacikach;) To są właśnie problemy pierwszego świata:D Przez większość życia, podobnie jak statystyczna kobieta używałam drogeryjnych płatków kosmetycznych. Nie przywiązywałam do tego wielkiej uwagi. Kupowałam takie, jakie mi wpadły w ręce lub były w promocji;) Dwa lata temu dostałam jednak paczkę PR od Pixi z ich słynnym tonikiem oraz świetnymi, okrągłymi wacikami do jego aplikacji. Były na tyle przyjemne i delikatne, że zapragnęłam znaleźć coś podobnego na półkach drogerii;) Ale nic z tego! Okazało się, że fajne płatki kosmetyczne można dostać w sklepie Miniso. Radość nie trwała jednak długo gdyż jakiś czas temu sieć zniknęła z Polski. Jednak dzięki ich produktom zdążyłam się rozeznać, jakie rodzaje płatków mi odpowiadają. Mówiąc w skrócie jedne bardziej „puchate” i mięciutkie. Drugie zaś nie tak miękkie, ale za to cieniutkie, co też ma swoje zalety;) Dziś właśnie o tych drugich wraz z małym porównaniem, do tych, których już kupić się nie da;) 


Pyunkang Yul 1/3 Cotton Pad

Delikatne płatki kosmetyczne Pyunkang Yul zostały opakowane w biało-granatowy kartonik z wygodnym otwarciem. W pudełku mamy 160 sztuk pojedynczych płatków i przyznaję, że wychodzi to mniej korzystnie. Wszak ich odpowiednik z Miniso również zawierał 160 sztuk płatków, ale podwójnych (wersja z Różową Panterą), a dodatku za niecałe 10zł, a tu cena jest już jeszcze raz taka. W dodatku ja je przecinałam na pół i miałam wygodny rozmiar. W przypadku Pyunkang Yul najwygodniej mi złożyć płatek na pół. Ale skoro tamte stały się nieuchwytne byłam szczęśliwa, że w ogóle udało mi się je czymś zastąpić;) Poza tym kto bogatemu zabroni:D 

Płatki można oczywiście stosować do aplikacji toniku lub demakijażu. Ja do demakijażu wolę ten drugi, bardziej puchaty rodzaj płatków, w przypadku, którego odpowiednikiem są płatki Alaxo, ale o tym może innym razem;) Do demakijażu nie próbowałam używać Pyunkang Yul, ponieważ wydają mi się za cienkie do tego celu. Są naprawdę ultra-cienkie! Ale do aplikacji toniku są dla mnie idealne. Oczywiście wiem, że tonik równie dobrze można nakładać palcami, ale ja akurat tak nie lubię. Według producenta dzięki płatkom Pyunkang Yul wystarczy jedynie 1/3 ilości zużywanego produktu, co ciężko mi ocenić. Ale mogę zapewnić, że nie wchłaniają tyle toniku czy esencji, co zwykłe waciki. Mam pewność, że produkt ląduje na skórze, a nie zostaje wchłonięty przez płatek;) Dodatkowo można je też zastosować do samodzielnego wykonania maski w płachcie lub zrobić sobie taki miejscowy nawilżający kompresik.

Znasz płatki Pyunkang Yul?

Czytaj dalej »