sobota, 21 września 2019

Kinvane PDRN Cica Balm - Centella Asiatica po raz kolejny!

Kinvane to koreańska marka kosmetyczna, o której dowiedziałam się całkiem niedawno. Początkowo przejrzałam produkty tej firmy i nic szczególnie mnie nie zainteresowało. Wkrótce jednak w luźnej rozmowie dowiedziałam się od ekipy Jolse, że oni sami mieli okazję testować te kosmetyki jeszcze przed oficjalnym wejściem do sprzedaży i szczególnie polecają Kinvane PDRN Cica Balm. Przyznam, że nie byłam do końca przekonana, ale pomyślałam sobie, że z pewnością wypróbowali dużo więcej koreańskich kosmetyków niż ja i chyba można zaufać tej rekomendacji:) Choć oczywiście miałam też w głowie myśl, że to co się sprawdza u kogoś, niekoniecznie może zachwycić także mnie:) A to inny klimat, a to inne potrzeby. Sami wiecie;) Jednak przez ostatnich kilka miesięcy wypróbowałam sporo kosmetyków z Centella Asiatica i stwierdziłam, że sprawdzę również ten;) Czy warto było szaleć tak?;)

Kinvane PDRN Cica Balm

Kinvane PDRN Cica Balm


Kinvane PDRN Cica Balm recenzja

Balsam do twarzy Kinvane ma za zadanie łagodzić, odżywiać oraz regenerować. PDRN (Polydeoxyribonucleotide) wspomaga naprawę uszkodzonej skóry oraz ją wygładza. Beta-glukan, kwas hialuronowy, wyciąg z Centella Asiatica i madekasozyd utrzymują odpowiednią wilgotność skóry.
Kinvane PDRN Cica Balm blog

Krem otrzymujemy w kartonowym opakowaniu, wewnątrz którego mieści się biała tubka o pojemności 50ml. Tubka jest całkiem zwyczajna i jedyne co ją wyróżnia na tle innych kremów to tylna etykieta stylizowana na receptę;) Wystawił ją Dr. Kinvane;) Szkoda, że jeszcze nie napisał jak żyć:D Aczkolwiek zawsze to jakieś urozmaicenie. Mnie się nawet podoba taki pomysł na opakowanie;) Tubka nie ma tendencji do wyginania się, więc dłuższy czas prezentuje się ładnie (ja często napinam tubkę do zdjęcia, nie pytajcie;)). Z kremem Dr. Jart+ długo było podobnie, ale na koniec powyginałam go we wszystkie strony tak, że patrzenie na niego aż bolało:D 
Kinvane blog

Producent podaje, że PDRN Cica Balm posiada konsystencję galaretki, ale galaretka kojarzy mi się jednak z czymś nieco innym i chyba niekoniecznie tak bym ją określiła. Dla mnie to coś pomiędzy kremem, a żelem. Zapach jest z tych nie naprzykrzających się, ponieważ dla mnie jest wyczuwalny jedynie w momencie wyciśnięcia z tubki i bezpośredniego powąchania;) Podczas aplikacji już zanika. Jest bardzo łagodny, więc przywodzi na myśl znane dermokosmetyki. Jeśli np. dam pod niego esencję Miya, która charakteryzuje się długotrwałym aromatem, to jej zapach całkowicie dominuje nad wonią tego kremu.
Kinvane PDRN Cica Balm konsystencja

Krem Kinvane jest odpowiedni do każdego typu cery i polecany do codziennego stosowania na noc. Posiada on lekką konsystencję, ale w moim przypadku bezpośrednio po aplikacji pozostawia po sobie nieco lepką warstwę. Mam na to jednak prosty sposób – przyciskam twarz dłońmi i uczucie lepkości szybko mija. Na pewno nie jest tak żeby przykleić się do poduszki. Choć tego właściwie nie powinnam oceniać, gdyż nigdy nie idę spać bezpośrednio po posmarowaniu się kremem. Zawsze coś tam jeszcze robię. Mimo, że to krem polecany na noc, sprawdziłam również czy nadaje się pod makijaż i moim zdaniem dobrze wchłonięty jak najbardziej. Jeśli chodzi o działanie to muszę szczerze przyznać, że działa i to szybko. W mig poradził sobie z moją podrażnioną od ściereczki do demakijażu oczu skórą. Któregoś dnia, bowiem zdecydowanie przesadziłam z tarciem i pojawiły się u mnie takie szorstkie miejsca w okolicach nosa. Czasami po takich niefortunnych zdarzeniach nie mogłam doprowadzić skóry do porządku przez kilka dni, a tu już 2 dni później była w pełni zregenerowana. Poza takim podrażnieniem mechanicznym, innych podrażnień i zaczerwienienia nie miałam, więc się nie wypowiem. Mogę jednak powiedzieć, że balsam bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Świetnie nawilża, wygładza i odżywia skórę, a przy tym jej nie przetłuszcza (błyszczy się jedynie do kilku minut od nałożenia). Trochę nawet śmiałam się z siebie, bo szykowałam już miejsce w koreańskich ulubieńcach roku dla Cicapair Dr. Jart+, a teraz nie jestem pewna, bo i ten działa bardzo fajnie. Rano twarz jest taka milutka. Trzeba się mocno opanować żeby nie poddać się zbyt długiemu głaskaniu twarzy;) Nie zużyłam całego, ponieważ resztę postanowiłam zachować na bardziej kryzysowe, zimowe miesiące:)


Słyszeliście już o kosmetykach Kinvane?
Czytaj dalej »

środa, 18 września 2019

Vita Liberata peeling i balsam do ciała!

Marka Vita Liberata specjalizuje się w tworzeniu wysokiej jakości kosmetyków brązujących, ale nie każdy wie, że w ich ofercie można również znaleźć preparaty do pielęgnacji ciała, takie jak balsam i peeling:) Swój duet zużyłam jeszcze w maju, co jest wystarczającym dowodem na to jak ten czas szybko płynie! Ale wszystko jest pod kontrolą i dziś parę słów na temat tych produktów:)


Vita Liberata Super Fine Skin Polish Moisturizing Exfoliator


Vita Liberata Super Fine Skin Polish Moisturizing Exfoliator

Nawilżający peeling do ciała jest kosmetykiem polecanym do codziennego stosowania. Ma on za zadanie delikatnie złuszczać naskórek oraz nawilżać skórę. W składzie znajdziemy przeciwzapalny wosk pszczeli oraz słodkie migdały, które wpływają na poprawę odżywienia i elastyczności skóry. Za proces złuszczania odpowiadają orzechy oraz żurawina. Zaleca się stosowanie peelingu również przed użyciem kosmetyków samoopalających. 
Vita Liberata peeling do ciała opinie

Peeling do ciała Vita Liberata mieści się w smukłej 175ml tubce, czyli nieco mniejszej niż standardowo;) Ciekawostką jest to, iż jest on bezzapachowy. O ile bardzo lubię balsamy bezzapachowe to taki peeling miałam chyba pierwszy raz:) W przypadku peelingu przydałoby się trochę zapachu, ale plus jest taki, że dzięki temu produkt jest delikatniejszy i mamy mniejsze szanse na wywołanie uczulenia. Może to być więc szczególnie dobra opcja dla alergików. Sam scrub posiada jasną barwę z widocznymi mniejszymi i większymi drobinkami łupinek z orzechów oraz żurawiny. Jest on bardzo delikatny i komfortowy w użyciu, a jednocześnie skutecznie złuszcza ciało pozostawiając je miękkie i gładkie. Bywał on dla mnie również przydatny, gdy zdarzało mi się użyć pianki samoopalającej.

Vita Liberata Moisture Boost Body Treatment


Vita Liberata Moisture Boost Body Treatment

Jest to silnie nawilżający lotion do ciała posiadający intensywne działanie odżywcze. Przeznaczony jest do naprzemiennego stosowania z kosmetykiem samopalającym. W swoim składzie zawiera wyciąg z aloesu, masło shea, pantenol, witaminę E, ekstrakt z miłorzębu japońskiego oraz kwas hialuronowy. 
Vita Liberata balsam do ciała  blog

Podobnie jak peeling, lotion mieści się w wąskiej 175ml tubce. Zważywszy na moje szybkie zużycia w tym zakresie, mógłby być zdecydowanie większy, ale plusem jest to, że tubkę można było rozciąć i zużyć produkt do samego końca (co zresztą pokazywałam parę miesięcy temu na Instagramie;)). Balsam jest całkowicie bezzapachowy, co w jego przypadku bardzo mi odpowiadało:) Oczywiście lubię aromatyczne balsamy, ale te bezwonne również należą do moich ulubionych i mam do nich sentyment z czasów gdy wiele zapachów mi przeszkadzało;) Balsam posiada dość lekką, ale niespływającą konsystencję, która pięknie się rozprowadza i naprawdę szybko wchłania. Pozostawia skórę idealnie nawilżoną i nie jest to efekt na chwilę. Dodatkowo staje się ona ładnie odżywiona oraz ukojona w przypadku drobnych podrażnień, np. po goleniu. Zalecane jest stosowanie w przerwach od używania samoopalacza, ale z powodzeniem można go używać również jako normalny, codzienny balsam:) Tym bardziej, że pielęgnuje naprawdę skutecznie.


Znacie już pielęgnację marki Vita Liberata?
Czytaj dalej »

niedziela, 15 września 2019

Innisfree Apple Seed Cleansing Oil i Apple Seed Cleansing Foam – nowa wersja koreańskich jabłek!

Innisfree Apple Seed Cleansing Oil oraz Innisfree Apple Seed Cleansing Foam to zgrany duecik do oczyszczania twarzy, który za sprawą kilku miniaturek miałam okazję poznać już wcześniej. A jeśli mimo zużycia wielu miniaturek sięgnęłam po pełny wymiar to znaczy, że warto napisać kilka słów o jabłuszkach od Innisfree:) Od jakiegoś czasu dostępna jest nowa, odświeżona wersja i to właśnie na niej się skupię;) 
Innisfree Apple Seed nowa wersja

Innisfree Apple Seed Cleansing Oil


Innisfree Apple Seed Cleansing Oil nowa wersja

Olejek Innisfree ma za zadanie skutecznie i jednocześnie delikatnie oczyszczać skórę z makijażu, zanieczyszczeń oraz sebum. Producent zapewnia o łatwej do spłukiwania formule, która nie zostawia tłustej warstwy. W składzie olejku nie znajdziemy alkoholu, substancji pochodzenia zwierzęcego ani oleju mineralnego.


Skład: Cethyl Ethylhexaonate, Triethylhexanoin, Polyglyceryl 10-dioleate, C 12 - 15 Alkyl Benzoate, Hydrogenated poly(C6 - 14) Olefin, PEG - 8 Glyceryl Isostearate, Caprylic/capric Trigliceryde, Pentaerythrityl Tetraethylhexanoate, Pentaerythrityl Isostearate, Hydrogenated Polyisobutene, Cocos Nucifera Oil, Pyrus Malus Seed Oil,  Pyrus Malus Fruit Extract, Citrus Unshiu Peel Extract, Orchid, Camellia Sinensis Leaf Extract, Camellia Japonica Leaf Extract, Opuntia Coccinellifera Fruit Extract, Butylene Glycol, Coco - Caprylate/Caprate, Fragrance. 


Olejek Innisfree został umieszczony w standardowym 150ml opakowaniu z pompką. Jest ono wygodne w stosowaniu i nie sprawia problemów, ale wizualnie bardziej podobała mi się stara szata graficzna. Nowa butelka jest trudna do sfotografowania. W każdym razie mój telefon jakoś nie lubi takich opakowań albo ja nie umiem im robić zdjęć:D 
Innisfree Apple Seed Cleansing Oil nowa wersja blog

Pierwszą rzeczą, którą większość z Was zauważy sięgając po ten olejek jest przyjemny jabłkowy zapach. Nie określiłabym go, jako zupełnie naturalny, ale w moim odczuciu naprawdę umila demakijaż i nie jest przy tym drażniący. Pachnie dużo ładniej niż większość znanych mi olejków. Dużą zaletą jest także to, że olejek nie należy do tych ciężkich ani tłustych. Spodoba się nawet osobom, które nie przepadają za olejkami, gdyż nie jest taki typowo oleisty;) Nakładamy go na suchą twarz, zwilżamy dłonie i delikatnie masujemy skórę. Podczas masażu olejek zmienia się w delikatną emulsję. Bardzo łatwo się zmywa ciepłą wodą. Na mojej skórze nie zostawia po sobie żadnej tłustej warstwy. Po użyciu zalecane jest oczywiście dodatkowe oczyszczenie skóry przy użyciu żelu lub pianki (produktu na bazie wody). Innisfree o wszystkim pomyślało i w tym celu mamy piankę z tej samej serii. Choć oczywiście możemy też użyć czegoś innego. Jeśli chodzi zmiany składu między starą, a nową wersją to nie zagłębiałam się w to, ale parę słów na ten temat napisała Magda. Dla mnie nowa wersja pod względem działania jest tak samo dobra jak poprzednia. Olejek radzi sobie z każdym moim makijażem (zarówno ukochane pudry jak i podkłady, które czasem zdarza mi się nałożyć oraz inne bajery). Można go użyć również do demakijażu oczu, ale ja preferuję ściereczkę lub ewentualnie żel. Poza tym po zmyciu tuszu przy jego użyciu mam lekką mgłę przed oczami;) Jednakże nie dyskwalifikuje go to w moich oczach, ponieważ wystarcza mi, że świetnie radzi sobie z demakijażem twarzy (tylko na tym mi zależało). Skóra po jego użyciu jest świeża, miękka i gładka, bez żadnych podrażnień i uczucia tłustości.

Innisfree Apple Seed Cleansing Foam


Innisfree Apple Seed Cleansing Foam nowa wersja opinie

Oczyszczająca pianka ma za zadanie usunąć ze skóry pozostałości makijażu i zanieczyszczeń, zapewniając efekt zdrowej i świeżej cery. Formuła pianki została oparta na ekstrakcie z jabłek i oleju z jego ziaren.
Innisfree Apple Seed Cleansing Foam

Skład: WATER, GLYCERIN, MYRISTIC ACID, STEARIC ACID, POTASSIUM HYDROXIDE, PEG-32, GLYCERYL STEARATE, PEG-100 STEARATE, PYRUS MALUS (APPLE ) SEED OIL, PYRUS MALUS (APPLE) FRUIT EXTRACT, CITRUS UNSHIU PEEL EXTRACT, ORCHID EXTRACT, CAMELLIA SINENSIS LEAF EXTRACT, CAMELLIA JAPONICA LEAF EXTRACT, OPUNTIA COCCINELLIFERA FRUIT EXTRACT, BUTYLENE GLYCOL, SODIUM METHYL COCOYL TAURATE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, POLYQUATERNIUM-7, PEG-90M, DISODIUM EDTA, SODIUM BENZOATE, FRAGRANCE
Innisfree Apple Seed Cleansing Foam nowa wersja blog

Jabłkowa pianka Innisfree została umieszczona w wygodnej 150ml zielonej tubce i tutaj też lekko doczepiłabym się do opakowania. Stare bardziej mi się podobało i mój telefon również nie potrafi zrobić miarodajnego zdjęcia jego koloru, ale nie ważne;) Pianka posiada konsystencję typową dla pianek w tubkach. Oznacza to, że nie mamy od razu takiej piankowej chmurki, tylko musimy ją sobie spienić. Pod względem konsystencji bardziej lubię te pianki, które od razu są puszystą chmurką (tak jak np. Neogen), ale po takie w tubce też sięgam. Podobnie jak w przypadku olejku, mamy tutaj milutki jabłkowy aromat, który nie jest może niczym jabłko urwane prosto z drzewa, ale naprawdę na plus. Stwierdziłam nawet, że chętnie myłabym tą pianką także ręce, ale szkoda;) Pianka należy do dość wydajnych. Nie trzeba nakładać jej dużo żeby dobrze oczyścić twarz i szyję. Bez problemu radzi sobie z domyciem olejku jak i z myciem, jeśli chcemy użyć jej do porannego oczyszczania. Zauważyłam jedynie, że nie do końca lubi się z gąbeczką Konjac. Gdy użyję obu produktów razem, moja twarz staje się nieco tępa w dotyku, tak jakby nadmiernie zmatowiona. Lepiej dogaduje się z Foreo lub przy użyciu samych dłoni. Według mnie pianka Innisfree Apple Seed Cleansing należy do tych dogłębnie oczyszczających, ale jednocześnie nie wysusza ani nie podrażnia skóry. Choć naturalnie zawsze używam po niej innych kosmetyków pielęgnacyjnych. 

Oba produkty zdecydowanie polecam:) Do dwuetapowego oczyszczania twarzy są naprawdę dobre. 
Innisfree Apple Seed Cleansing Foam konsystencja


Odświeżoną linię Innisfree Apple Seed Cleansing znajdziecie na Jolse. Pianka na stronie jest pokazana jeszcze w starej szacie, ale przychodzi już jako nowa.


Znacie jabłkową serię Innisfree? Stosujecie olejki i pianki do oczyszczania twarzy?
Czytaj dalej »

czwartek, 12 września 2019

Janda Sceniczny Make-Up podkład dobrze kryjący i dobrze matujący!

Moja twarz jest raczej nieskalana podkładem, bo od lat zawsze radośnie wracam do pudrów;) Mam nawet taką zasadę, że nie kupuję podkładów, bo jest to taka kategoria, w której dobór idzie mi wyjątkowo marnie. Zupełnie jakby moja intuicja miała wolne podczas każdego zakupu podkładu:D W tym roku jednak podkłady wyjątkowo licznie same do mnie lgnęły i małą ich część (tą co do której wyczuwałam jakiś potencjał) zobowiązałam się sprawdzić na mojej szlacheckiej, rzadko upaćkanej podkładem skórze;) Tak było np. z tytułową dwójeczką od Jandy;) Janda Sceniczny Make-Up podkład dobrze kryjący i Janda Sceniczny Make-Up podkład dobrze matujący. Aż dwa dlatego, że w tym wypadku sama nie wiedziałam który będzie dla mnie bardziej odpowiedni. Zwłaszcza, że na dobrą sprawę od podkładu nie oczekuję ani spektakularnego krycia ani wielkiego matu;) Najlepiej żeby było naturalnie, ale żebym jednocześnie poczuła tą dobrą zmianę, bo rządzący raczej mi jej nie zapewniają:D No dobra, to jak to wypadło? Warto kupić podkład sceniczny od Jandy?

Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy opinie

Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy


Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy blog

Zacznę od najradośniejszej rzeczy, czyli od aspektów wizualnych. Sama jestem zaskoczona, ale opakowania podkładów Janda wprost niebywale mi się podobają. Niby drogeryjna marka (kupicie je w Rossmannie), a taka dbałość o detale:) Szklana buteleczka z pompką mieści sobie standardowe 30ml podkładu, które należy zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia (przyznaję, że dla mnie to zbyt krótko). Wersja z czerwoną nakrętką jest dobrze kryjąca, a z zieloną dobrze matująca. I jeszcze te serduszka… No ślicznie jest. Nawet mnie zachęca do użycia;) Opakowania zdecydowanie wyróżniają się na tle innych. Choć trzeba przyznać, że w Rossmannie stoją nieco ukryte gdzieś w pobliżu maseczek;) Minusem jest to, że przez cieniowanie trudno wytypować odcień "prześwietlając" jedynie buteleczkę. Zapachy według mnie są przyjemne. Wrażenie zrobiła też na mnie nazwa;) Nie jakiś tam tynk do roboty, a SCENICZNY MAKE-UP;) Klękajcie narody! Gdybym miała wypuszczać swój produkt to pewnie też miałby równie wzniosłą nazwę:P Także lubię to;)

Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy odcienie


Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy swatche
Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy dobrze matujący swatche

W gamie scenicznych podkładów Janda znajdziemy 5 odcieni. Zawsze mam wielki problem z doborem, ponieważ moja naturalna karnacja z pewnością nie jest blada, ale też nie wydaje mi się super ciemna. Jednak z kolorami bywa przedziwnie, więc z reguły celuję w średnio ciemne lub najciemniejsze odcienie. Z tego co słyszałam nr. 01 jest naprawdę bardzo jasny, więc może być odpowiedni do bardzo jasnych twarzyczek. Sama miałam mętlik w głowie, więc wybrałam odcień nr. 03 i nr. 05. Nie byłam pewna czy np. 03 nie okaże się za jasny, a 05 już za ciemny;) Niestety z kolorami nie trafiłam. Zarówno 03 jak i 05 są dla mnie zbyt jasne. Obojętnie czy byłam opalona czy nie. Skłaniałabym się więc ku stwierdzeniu, że gama kolorystyczna należy raczej do takich jasnych, typowo polskich. Ale zdaję sobie sprawę, że w praktyce dla prawdziwych bladziochów do rozważenia będzie pewnie tylko ten najjaśniejszy odcień. Z tym już nie doradzę:) Najlepiej, gdy same obadacie testery, bo nie chcę mieć nikogo na sumieniu:D Odcienie 03 i 05 zostały utrzymane w beżowo-żółtawej naturalnej tonacji. Nie są jakieś niezdrowo szaro-bure. Z uwagi na to, że oba były dla mnie za jasne, musiałam sobie pomagać pudrem, bronzerem lub przyciemniaczem do podkładu;) Ten ostatni okazał się najlepszą opcją. Choć nie ukrywam, że mieszanie jest dla mnie trochę męczące;)
Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy dobrze kryjący swatche

Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy dobrze kryjący

Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy dobrze kryjący 05

Moja cera nie wymaga wielkiego krycia. Z reguły wystarcza, że przyprószę ją samym pudrem i tynk gotowy. Ale przyznaję, że intrygowało mnie jaka siła kryje się za tym scenicznym kryciem;) Podkład jest dość rzadki, ale w dotyku wydaje się taki nieco „tłuściutki”. Rozprowadza się dobrze, ponieważ mimo rzadkiej konsystencji nie jest on mocno lejący. Choć oczywiście trzeba nakładać go w miarę szybko żeby nie zrobić sobie smug:) Jak widać na zdjęciu, z ręki np. spływa, ale dość mocno grzebałam się podczas fotografowania;) Podkład nie pozostawia po sobie przykrego lepkiego filmu. Jeśli chodzi o to tytułowe dobre krycie to ciężko mi precyzyjnie określić z uwagi na to, że moja cera nie jest przebarwiona czy trądzikowa. Jego krycie określiłabym, jako przyzwoite w kierunku dobrego, ponieważ prezentuje się on na twarzy zdrowo i naturalnie. Upiększa, ale jednocześnie pozostawia taką przejrzystość skóry. Nie jest to więc takie totalne krycie, które może się kojarzyć z ciężkością i suchością. Dla cer wymagających mocnego krycia może być zbyt lekki, ale dla większości taki naturalny wygląd powinien być satysfakcjonujący. Zresztą zawsze troszkę można jeszcze nadbudować dobrym pudrem. Podkład nadaje skórze taki wygładzajacy naturalny glow. Nie zauważyłam żeby wysuszał skórę. Zawsze jednak nakładałam na pielęgnację. Trwałość oceniam jako dobrą. Przypudrowany dobrze kryjący podkład Janda wytrzymuje u mnie przez większość dnia. Trochę ściera się w okolicach nosa (często noszę okulary słoneczne i okulary do czytania/pisania). Czasami dodatkowo pomocne bywają bibułki matujące. Mimo cery mieszanej ta wersja bardziej przypadła mi do gustu.

Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy dobrze matujący


Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy dobrze matujący 03

Żeby było śmieszniej, od podkładu nie wymagam również wielkiego matu;) Byłam jednak ciekawa, która wersja okaże się lepsza. Sceniczny podkład dobrze matujący pod względem technicznym nie różni się wiele od dobrze kryjącego brata;) Formuła i konsystencja, a także sposób rozprowadzania są bardzo podobne;) Wykończenie jest matujące, ale również naturalne, a cera wygląda zdrowo i gładko. Podoba mi się, że jest taki lekki i nie obciąża skóry. Zauważyłam jednak, że ściera się on nieco szybciej. Zwłaszcza podczas wysokich temperatur (próbowałam go zarówno wiosną jak i latem). Przy zastosowaniu dobrze dobranej pielęgnacji nie zauważyłam żeby wysuszał. 
Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy dobrze matujący opinie

Sceniczne podkłady Janda dostępne są w Rossmannie w cenie 34,99zł. Do ideałów trochę im brakuje, ponieważ zawsze można się do czegoś przyczepić (w moim przypadku przede wszystkim zbyt jasne odcienie), ale uważam, że jeśli traficie na odpowiednie odcienie to warto. I tak wypadły u mnie lepiej niż niejeden podkład marek selektywnych:) Podczas promocji na kolorówkę można je dorwać w świetnych cenach. Jak to mówi moja mama „nie mająt”, więc warto dać im szansę;)


Znacie podkłady Janda? Jak się u Was sprawdzają?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 9 września 2019

Eveline Precise Brush Liner – dobry i tani eyeliner z drogerii?

Niemalże jak ognia unikam zakupu eyelinerów:) Moje umiejętności w zakresie malowania kresek na powiekach zawsze pozostawiały wiele do życzenia, a poza tym uważam, że nie wyglądam najlepiej z grubą krechą na górnej powiece. Za bardzo mnie ona przytłacza;) Jednak na fali zachwytów eyelinerem Eveline Precise Brush Liner i dużej promocji w Rossmannie, kilka miesięcy temu dorzuciłam go do koszyka i już następnego dnia zaczęłam używać;) Co z tego wynikło? Czy pokochałam eyelinery, a zwłaszcza ten jeden?

Eveline Precise Brush Liner

Eveline Precise Brush Liner


Producent zapewnia o długotrwałej formule, intensywnej matowej czerni i odporności na rozmazywanie się. Eyeliner Eveline został wyposażony w wyjątkowo precyzyjny aplikator, który pozwala na szybkie namalowanie perfekcyjnej kreski.

Eveline Precise Brush Liner czy warto

Precise Brush Liner od Eveline otrzymujemy w niewyróżniającym się czarnym opakowaniu z dodatkowymi złotymi elementami. Jest prosto, ale elegancko. Występuje on w odcieniu Deep Black, a jego pojemność to 2g. Dużą zaletą jest aplikator w postaci wygodnego pędzelka z cienką i elastyczną końcówką. 
dobry eyeliner z drogerii
Czerń jest rzeczywiście głęboka, więc nie mam do niej żadnych zastrzeżeń. Nie jest to jednak zupełny mat, a raczej taki pół-mat, kreska wydaje się lekko błyszczeć. Niemniej dla mnie akurat nie jest to wadą. Nawet wolę takie bardziej naturalne, nie do końca matowe wykończenie. Sam produkt nie jest przesadnie gęsty ani rzadki, nie spływa ani nie rozlewa się podczas malowania. Mam dwie lewe ręce do eyelinerów, więc akurat dla mnie to ważne:D To naprawdę łatwy w obsłudze produkt nawet dla takiej eyelinerowej ofiary losu jak ja:) Szczególnie podoba mi się to, że można nim namalować nawet naprawdę cieniutką kreskę, bo jak już wspomniałam, z taką na pół szerokości powieki nie jest mi do twarzy;) Jedynym warunkiem powodzenia akcji malowania (w moim przypadku:P) jest stabilne oparcie łokcia na blacie. Mam niestety tendencję do „malowania w powietrzu”, a wtedy za zwyczaj prędzej czy później gdzieś „wyjadę”. Także odrobina dyscypliny i jest nieźle. Wszak nie powiem, że rysuję perfekcyjną kreskę, gdyż jestem jednak zbyt krytyczna wobec siebie żeby zdobyć się na taką pochwałę:D Ale! Naprawdę jestem pewna, że z Precise Brush Liner przy odrobinie skupienia, ładna kreska wyjdzie każdej z Was:) A tym wprawionym to pewnie nawet z zamkniętymi oczami;) Eyeliner Eveline jest według mnie bardzo trwały i nie ma tendencji do rozmazywania się w ciągu dnia. Nawet, jeśli zdarza mi się dotykać powiek. Aplikuję go na gołą powiekę lub na cień podparty wcześniej bazą. Jeśli szukacie dobrego drogeryjnego eyelinera (ten kosztuje 19,99zł np. w drogerii Rossmann i często są na niego duże promocje) to z czystym sumieniem polecam. Może być też dobrą opcją do poćwiczenia, jeśli podobnie jak ja, nie macie wprawnej ręki lub do sprawdzenia czy tego typu makijaż będzie Wam odpowiadał. Jeśli nie to przynajmniej nie będzie dużej straty:) 
Jest tylko jeden potencjalny problem. Nie wiem ile w tym prawdy, ale podobno nowsze partie Precise Brush Liner są mniej udane (gorszy pędzelek). Ja swój egzemplarz kupiłam w lutym i z racji tego, że nie korzystam codziennie, nie mam jeszcze kolejnego.
Eveline Precise Brush Liner Deep Black

Czy pokochałam malowanie kresek eyelinerem? Mimo tego, że jestem bardzo zadowolona z produktu to nie;) Na początku miałam zapał i malowałam codziennie, ale w końcu eyeliner poszedł w odstawkę;) Trochę też dlatego, że podczas malowania kreski muszę mieć chwilę spokoju podczas której nie będę odruchowo podnosić ręki, a często mam rozpraszający natłok myśli:D 


Znacie Eveline Precise Brush Liner? Potraficie namalować perfekcyjne kreski każdym produktem czy bliżej Wam do bycia ofiarą eyelinera?:D
Czytaj dalej »