niedziela, 17 lutego 2019

L’Oreal Paris pomada do brwi – czy warto?

Ostatnio było o pomadzie Delia, a dziś jak ja to mówię – to samo tylko, że inne;) Tak jak już wspomniałam chcąc mieć porównanie w kwestii pomad, po kilku miesiącach ciągłego stosowania produktu Delia, we wrześniu skusiłam się na L’Oreal Paris Brow Artist Paradise Extatic Pomade, czyli po naszemu pomadę do brwi koncernu L’Oreal Paris, którego część z Was nie lubi, a ja akurat od czasu do czasu mam chęć na jakiś ich produkt (najczęściej właśnie z kolorówki albo do włosów).

Loreal Paris pomada do brwi blog

Pomada marki L’Oreal Paris występuje w trzech odcieniach – 102 Warm Blonde, 103 Chatain i 104 Brunette. Moje brwi nie należą do tych blond, ale nie są też ciemne, więc początkowo nastawiałam się na odcień pośredni, czyli 103. Gdy jednak obejrzałam zdjęcia w akcji na jednym z blogów, którego autorka ma dość jasne brwi, stwierdziłam, że to jednak nie będzie dobry wybór, ponieważ nawet moje gołe brwi są ciemniejsze niż ten odcień;) 
Loreal Paris pomada do brwi 104 brunette
Postawiłam więc na odcień 104 Brunette, który jest chłodnym i dość ciemnym brązem. Mógłby być odrobinę jaśniejszy, ale jeśli nie przesadzę z ilością to jest OK. 
pomada do brwi loreal czy warto blog

Zacznijmy jednak od początku:) Pomada L’Oreal została umieszczona w bardzo fajnym, funkcjonalnym opakowaniu. Na górze mamy wyjmowany pędzelek, a odkręcając dolną partię naszym oczom ukazuje się niewielki słoiczek. Opakowanie zawiera 3g pomady, czyli naprawdę niewiele, ale według mnie jak na tego typu produkt to i tak dużo. Chyba, że dla makijażystów to wtedy mało;) Dla mnie jednak wystarczająco. Zwłaszcza, że produkt jest bardzo dość kryjący, więc nie potrzeba go nakładać zbyt wiele. Co za tym idzie, wydajność również jest wysoka.
loreal paris pomada do brwi opinie

Pomada według mnie nie posiada zapachu. Konsystencja produktu jest dość sucha, zupełnie inna niż w przypadku Delii. Dzięki takiej konsystencji możemy osiągnąć efekt jak po pudrowej hennie brwi, ale z drugiej strony produkt wymaga więcej wprawy i ostrożności. Dlatego jeśli nie mam czasu to wolę sięgnąć po kredkę lub pomadę Delia. Minusem jest też to, że pomada potrafi się osypywać podczas aplikacji. A takie okruszki opadające na policzki podczas malowania nie są zbyt sympatyczne;) Tego typu pomada może zaschnąć też w opakowaniu zdecydowanie szybciej niż taka kremowa. Wtedy pozostaje nam skrobanie wierzchniej warstwy lub dodanie kropelki specjalnego preparatu, który regeneruje kosmetyki w takich sytuacjach;) Tak więc pomada L’Oreal w porównaniu do Delii to już trochę wyższa szkoła wtajemniczenia;) Z tego powodu cieszę się, że poznałam ją jako drugą, gdy już byłam nieco oblatana w temacie;) Choć nie będę ukrywać – nadal nie jestem wielkim brow exportem;) Jeśli chodzi o pędzelek dołączony do opakowania to z tego co wiem większość osób go nie używa. Ja jednak aplikuję produkt tylko nim i uważam, że jest w porządku. Poza tym jest zawsze na miejscu;) Przy użyciu pomady L’Oreal można uzyskać naprawdę kryjący, matowy i pudrowy efekt bez konieczności nakładania dużej ilości produktu. Polecam więc rozwagę w stosowaniu, zwłaszcza gdy w grę wchodzi najciemniejszy odcień:) Pomada wymaga nieco więcej wprawy, ale lubię ją i jestem z niej zadowolona. Przydaje się zwłaszcza wtedy gdy chcę mocniej podkreślić brwi.


Znacie pomadę do brwi L’Oreal?
Czytaj dalej »

czwartek, 14 lutego 2019

Isana Young Egg White - pianka, peeling i maseczka! Zrobieni w jajo?

Isana Young Egg White to kosmetyki na bazie białka jaja, których premiery zdecydowanie wyczekiwałam już od momentu zapowiedzi:) Nie da się ukryć, że tym razem marka własna drogerii Rossmann idealnie wpasowała się w kosmetyczne trendy nie rujnując przy tym portfela;) Ale niska cena nigdy nie była dla mnie kluczowym wyznacznikiem. Liczy się działanie! No właśnie, jak to z nim jest? Wypróbowałam piankę, peeling i maseczkę. Czy zasłużyły na moje uznanie? A może Isana zrobiła mnie w jajo? Czytajcie dalej;)


Isana Young Egg White kosmetyki z białkiem jaja

Isana Young Egg White pianka oczyszczająca z białkiem jaja



Oczyszczająca pianka do twarzy wykorzystuje technologię micelarną, która ma za zadanie usuwać zanieczyszczenia i makijaż przyciągając je niczym magnes;) Dodatkowo zapobiega przesuszaniu i przeznaczona jest do każdego typu cery.


Skład: Aqua, Coco-Glucoside, Glycerin, Sodium, Coco-Sulfate, Glyceryl Oleate, Decyl Glucoside, Citric Acid, Panthenol, Parfum, Sodium Benzoate Albumen, Potassium Sorbate, Tocopherol, Hydrogenated Palm Glycerides Citrate.
Isana Young Egg White pianka oczyszczająca z białkiem jaja

Piankę otrzymujemy w uroczym żółtym opakowaniu z uśmiechniętym jajeczkiem sadzonym:D Pojemność wynosi 100ml, więc mniej niż standardowo, ale myślę, że przy cenie regularnej rzędu 12,99zł można przymknąć na to oko. Pojemnik jest wygodny i nigdy nie miałam problemu z dozowaniem produktu. 

Po naciśnięciu pompki naszym oczom ukazuje się puszysta niczym chmurka biała pianka. Najbardziej lubię pianki właśnie o takiej formule, choć nie mogę odmówić dobrego działania również tym o bardziej kremowych konsystencjach;)

Zapach pianki Isana Egg White to zdecydowanie jej słaby punkt;) Czytałam co prawda pozytywne opinie, że pianka pachnie owocami, ale sorry… Chyba jedliśmy inne owoce;) Woń tej pianki jest delikatna lecz na wskroś syntetyczna. Także wolałabym żeby była ona bezzapachowa, bo mój nos przyjemności z tego nie miał;) A tfu! Na szczęście nie utrzymuje się na skórze po zmyciu:) 

Jeśli jednak chodzi o jakość to muszę przyznać, że piankę oceniam naprawdę wysoko:) Może nie polubiłam jej aż tak jak pianki Neogen, ale naprawdę nie mam jej nic szczególnego do zarzucenia. Nie odpowiem co prawda na pytanie jak radzi sobie z makijażem bo nie wyobrażam sobie zmyć oczu pianką:P A z kolei twarz traktuję zawsze dwuetapowo gdzie pierwszym etapem jest najczęściej skuteczny płyn micelarny, a drugim właśnie produkt do użycia z wodą, czyli np. pianka:) Nie uskuteczniam jakiejś niebywałej tapety, więc na ogół pianka służy już głównie do oczyszczenia z zanieczyszczeń i resztek makijażu;) I nie mam tutaj uwag, wszystko było jak należy:) Nie zaobserwowałam też uczucia ściągnięcia czy podrażnienia. Po użyciu skóra była miękka i przyjemnie gładka, bez efektu zaczerwienienia. Oczywiście po myciu zawsze stosowałam dalszą pielęgnację, więc jak ktoś liczy, że pianka załatwi całą pielęgnację to się zdziwi:D Ostatnio nie wiedzieć czemu często słyszę o ludziach z takimi oczekiwaniami;) Podsumowując dla mnie to naprawdę warty uwagi produkt do mycia twarzy:) 


Isana Young Egg White peeling do twarzy



Peeling z białkiem jaja polecany do każdego rodzaju cery. Ma za zadanie usunąć martwe komórki naskórka i nadmiar sebum, a także poprawić strukturę skóry.


Skład: Aqua, Glycine Soja Oil, Pumice, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Stearic Acid, Helianthus Annuus Seed Oil, Cetyl Alcohol, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Sodium Cetearyl Sulfate, Phenoxyethanol, Magnesium Aluminum Silicate, Albumen, Parfum, Sodium Benzoate, Xanthan Gum, Lauryl Glucoside, Citric Acid, Limonene, Lactic Acid, Citral, Lecithin, Tocopherol, Ascorbyl Palmitate, Glyceryl Stearate, Glyceryl Oleate, Disodium Phosphate, Silver Citrate, Potassium Phosphate.
Isana Young Egg White peeling do twarzy

Peeling do twarzy Isana Egg White występuje w równie uroczej żółciutkiej tubce z radosnym sadzonym jajcem;) Pojemność to także 100ml;)

Przyznaję, że do peelingu podeszłam z mniejszym entuzjazmem, ponieważ znając kozacki peeling Mizon (którego recenzja kiedyś łaskawie się pojawi) i uwielbiane przeze mnie płatki Neogen czułam, że poziom zadowolenia będzie mierny, a w najlepszym wypadku dostateczny;) 

Co do zapachu znów mam zastrzeżenia;) Czytałam o ślicznym aromacie domowych ciasteczek, a dostałam jakiś wybór ciastko-podobny;) No nie takie ciastka mama robiła:D Fujka! Konsystencja jest zaś kremowa z dużą ilością maleńkich drobinek;) Pozornie peeling wydaje się leciutki, ale drobinki są dość ostre. Nie polecałabym go przy cerach wrażliwych lub trądzikowych. Moja delikatna skóra nieszczególnie go polubiła. Nie dość, że komfort stosowania nie jest taki jak w przypadku moich ulubieńców to efekty również niekoniecznie to wynagradzają;) Szczerze mówiąc odzwyczaiłam się od tak zwykłych peelingów:P Moja skóra osiągała przy nim po prostu przeciętne efekty. Lekkie wygładzenie i oczyszczenie. Bez większych fajerwerków i pragnienia dotykania twarzy godzinami;) To taki produkt, który można stosować z braku laku. Krzywdy mi nie zrobił, ale niczym nie zachwycił. W tym przypadku mogę więc napisać, że jaka cena, takie działanie. Ostatecznie przeznaczyłam go do peelingowania stóp i rąk. Moja facjata zna lepsze peelingi;)


Isana Young Egg White maska do twarzy z białkiem jaja



Maska w swoim składzie zawiera m.in. pantenol i glinkę białą. Ma ona działanie nawilżająco-matujące. A według producenta również relaksujące niczym pobyt w SPA;)


Skład: Aqua, Glycerin, Glyceryl Stearate SE, Kaolin, Helianthus Annuus Seed Oil, Octyldodecanol, Panthenol, Parfum, Cetearyl Alcohol, Phenoxyethanol, Palmitic Acid, Stearic Acid, Xanthan Gum, Sodium Benzoate, Albumen, Tocopherol, Lactic Acid, Ethylhexylglycerin.
Isana Young Egg White maska do twarzy z białkiem jaja

Maseczkę z białkiem jaja od Isany dokupiłam sama zaraz po premierze;) Podczas wizyty w Rossmannie kilka razy wkładałam i wyjmowałam ją z koszyka, bo gdzieś tam w powietrzu wisiała przeciętność:D Ale w końcu postanowiłam zabrać do domu tą maleńką 40ml tubkę z wesołym jajeczkiem;) Opakowanie jest naprawdę kompaktowych rozmiarów, więc w razie potrzeby zmieści się nawet w torebce;) Zapach to znów nic przyjemnego. Mój nos sklasyfikował go, jako arbuzowe cukierki zmiksowane z jakimś syropem na kaszel dla dzieci:P Jest syntetycznie, ale w porównaniu do pianki i peelingu jakoś najbardziej znośnie;) 

Maseczka posiada delikatną kremową konsystencję, która gładko się rozprowadza i łatwo zmywa. 

Producent zaleca nałożyć maskę na oczyszczoną skórę na 10-15 minut. Po tym czasie skóra jest trochę gładsza i nieco bardziej miękka. Nie zauważyłam szczególnych właściwości usuwających nadmiar sebum. Mocna średniawka. Nie kupiłabym ponownie. Wolę dołożyć i kupić kolejne opakowania maseczek Miya. Co zresztą uczyniłam;) I uwaga – czytałam, że maseczka Isana Egg White wiele osób podrażniła lub uczuliła, więc jeśli macie skłonność do takich sensacji to lepiej odpuścić. U mnie obeszło się bez problemów, ale efekty nie są satysfakcjonujące. Także tutaj również mogłabym napisać, że działa jak kosztuje;)


Z 3 produktów Isana Egg White zdecydowanie mogę polecić piankę. Natomiast peeling i maseczka to kosmetyki w stylu „ujdzie w tłoku”. Jeśli lubicie kupić coś niedrogiego żeby po prostu sobie przetestować to można spróbować, ale na cuda nie liczcie;) Ja jak wiecie nastawiona jestem na więcej, więc ponownie mogłabym zobaczyć u siebie tylko piankę:) 


Znacie kosmetyki Isana Egg White? Używaliście kiedyś produktów z białkiem jaja? 

Czytaj dalej »

poniedziałek, 11 lutego 2019

Pixi Glow Tonic – tonik z kwasem glikolowym dla każdego!

Pixi Glow Tonic to najpopularniejszy na świecie tonik z kwasem glikolowym, który od kilku miesięcy dostępny jest również w Polsce:) Od dłuższego czasu przymierzałam się do jego wypróbowania, więc kiedy całkowicie niespodziewanie do mnie trafił – nie zamierzałam już czekać ani chwili by zmierzyć się z jego legendą!
Pixi Glow Tonic opinie

Pixi Glow Tonic



Tonik Pixi zawiera 5% kwas glikolowy, który ma za zadanie delikatnie złuszczać martwy naskórek, przyspieszać odnowę komórkową, wyrównywać koloryt skóry, zmniejszyć widoczność porów oraz ograniczyć nadprodukcję sebum. Kwas glikolowy posiada również właściwości rozświetlające oraz rozjaśniające przebarwienia. Może być on stosowany do każdego typu cery – od tłustej i mieszanej po normalną, suchą, dojrzałą i wrażliwą. Oprócz kwasu glikolowego tonik zawiera żeń-szeń, aloes i wyciąg z kasztanowca, które mają właściwości kojące oraz pozytywnie wpływają na mikro-krążenie skóry, a także wyciąg z oczaru wirginijskiego, który posiada właściwości wygładzające i ujędrniające. W składzie toniku nie znajdziemy alkoholu. 
Pixi Glow Tonic blog

Pixi Glow Tonic występuje w 3 pojemnościach – 100ml, 250ml i 500ml (ta ostatnia póki co nie jest dostępna w Polsce). Do mnie dotarła spersonalizowana 500ml butelka wraz z dołączoną pompką. Przyznaję jednak, że samej pompki nie zainstalowałam:) Wylewanie na wacik mi po prostu nie przeszkadza;) Butelka posiada bursztynowy kolor, ale sam płyn jest bezbarwny. 
Pixi tonik z kwasem glikolowym czy warto

Zapach toniku jest specyficzny i podejrzewam, że nie każdemu będzie odpowiadał. Przy pierwszych użyciach dość długo dawał mi o sobie znać, ale po paru dniach się do niego przyzwyczaiłam. Wyczuwam w nim głównie nuty żeń-szenia i określiłabym ten zapach, jako trochę babciny, ale niedrażniący. Nie jest to woń, która wykrzywia nos:) Aczkolwiek wersje Rose i Retinol pachną przyjemniej:) Tonik posiada tradycyjną wodnistą konsystencję, która pozostawia po sobie uczucie miękkości. Dalsze kosmetyki zastosowane po toniku takie jak np. serum i krem zdecydowanie lepiej się wchłaniają. Produkt możemy aplikować za pomocą wacików lub bezpośrednio dłońmi. Ja jak już wiecie jestem wacikowa, więc wybór był oczywisty;) Tym bardziej, że Pixi dodatkowo dołączyło mi niesamowicie miękkie waciki:) 


Słyszałam wiele zachwytów odnośnie Pixi Glow Tonic, choć muszę przyznać, że nie zagłębiałam się w szczegóły. Zakodowałam sobie tylko, że jest świetny, a czy rzeczywiście to się okaże, gdy… sama go wypróbuję;) Tak jak wspomniałam we wstępie, nie zwlekałam z tym ani chwili:) I muszę przyznać, że już po pierwszym użyciu miałam ochotę wyśpiewać mu jakieś pieśni pochwalne! Moja skóra od razu mu się „poddała”, wyczuwając w nim potencjał;) Uznałam jednak, że jeszcze trochę posiedzę cicho i poobserwuję, bo czasami pierwsze wrażenia mogą być mylne. Może pojawić się np. reakcja uczuleniowa, wysyp albo przesuszenie. Muszę jednak z satysfakcją stwierdzić, że nic takiego się nie wydarzyło i mogę z czystym sumieniem napisać, że jestem bardzo zadowolona z tego toniku:) 

Jeśli nie jesteście pewne swojej reakcji na kwas glikolowy to najlepiej włączać go do swojej pielęgnacji stopniowo, używając np. 2x w tygodniu wieczorem. Zawarte w Pixi Glow Tonic 5% stężenie kwasu glikolowego jest niewielkie i z powodzeniem można go stosować nawet w przypadku cery wrażliwej. Mi ten składnik był już znany. Wiem, że moja skóra dobrze na niego reaguje, więc od razu włączyłam tonik do codziennej pielęgnacji wieczornej. Po miesiącu trafiły do mnie jeszcze mini wersje Pixi Retinol Tonic i Pixi Rose Tonic wraz z poradą, że można je stosować razem, więc na wieczór zaczęłam stosować wymiennie Retinol i Glow, a na dzień Rose;) Można też używać ich warstwowo. 
Wracając do wersji Glow – co mnie w niej zachwyciło? Już po pierwszym użyciu zauważyłam zwiększenie gładkości skóry i rozświetlenie! Miałam ochotę cały czas dotykać twarzy. Skóra bardzo dobrze absorbowała nałożone na tonik kosmetyki. Stanowi on naprawdę świetną bazę pod dalszą pielęgnację. Tonik nie podrażnia skóry, efekt złuszczania jest delikatny i powierzchowny, więc nie musimy się obawiać „sypiącej się” skóry;) Wręcz przeciwnie, dzięki działaniu złuszczającemu tonik pomaga łagodnie pozbyć się drobnych suchych skórek, które niekiedy lubią pojawiać się np. na nosie. Przy dłuższym stosowaniu koloryt cery staje się bardziej jednolity. Skóra jest także bardziej „zwarta”. Tonik nie wysusza skóry. Powiedziałabym nawet, że zdecydowanie wspomaga nawilżenie. Nie zauważyłam też żadnego podrażnienia ani efektu ściągnięcia. Potrafił jedynie lekko zaszczypać, jeśli miałam coś mocno rozdrapane;) Przebarwień nie mam, więc pod tym względem nie ocenię. Muszę jednak przyznać, że tonik mocno rozjaśnił moją skórę, czyli dość spektakularnie zbladłam. Ten efekt był mi już znany z wcześniejszych doświadczeń z kwasem glikolowym, więc spodziewałam się tego;) Jeśli natomiast chodzi o zmniejszenie przetłuszczania się cery to akurat nie zauważyłam zbyt wielkiego wpływu samego toniku na ten aspekt. W moim przypadku on przede wszystkim rozjaśnia, rozświetla, wygładza, wspomaga nawilżenie i lekko ujędrnia. Myślę więc, że to naprawdę dużo jak na tonik i zdecydowanie polecam każdemu:) 


Kosmetyki Pixi dostępne są w perfumeriach Sephora


Znacie Pixi Glow Tonic lub inne kosmetyki tej marki?
Czytaj dalej »

piątek, 8 lutego 2019

Su:m37 Secret Repair Concentrated Eye Cream – luksus po koreańsku?

Od dłuższego czasu przymierzałam się do wypróbowania jakiegoś pełnowymiarowego kosmetyku marki su:m37, która należy do koreańskiego segmentu premium;) Zużywam może 5% próbek kosmetyków, które do mnie trafiają, ponieważ nie lubię tego grzebania w saszetkach… Ale w przypadku su:m37 nie mogłam sobie odmówić;) Przetestowałam to i owo z lepszym lub gorszym skutkiem i uznałam, że moim pierwszym produktem tej marki będzie krem pod oczy Secret Repair Concentrated Eye Cream:) W czym tkwi jego sekret? Czy wyróżnia się na tle konkurencji?
 

Su:m37 Secret Repair Concentrated Eye Cream

Su:m37 Secret Repair Concentrated Eye Cream

Su:m37 Secret Repair Concentrated Eye Cream

Krem pod oczy z linii Secret Repair jest produktem regenerującym o skoncentrowanej formule, polecanym zwłaszcza dla osób, które mrużą oczy, zwiększając tym samym podatność skóry na zmarszczki. Dzięki naturalnym koreańskim ziołom i składnikom poddanym fermentacji ma on za zadanie odżywić skórę i zmniejszyć widoczność zmarszczek.
Su:m37 krem pod oczy

Krem otrzymujemy w bordowym kartoniku, wewnątrz znajdziemy naprawdę ładnie wykonany 20ml słoiczek oraz niemniej porządną szpatułkę ułatwiającą aplikację;) Przyznaję jednak, że mimo jej urody nakładałam krem palcami;) Stwierdziłam, że szpatułka może mi się przydać do czegoś innego;) Wszelkie kwestie wizualne oceniam jak najbardziej na plus. Zdecydowanie miło sięgać po ten krem. 
su:m37 krem pod oczy secret repair

Produkt posiada bardzo delikatny zapach, który nie jest już wyczuwalny po aplikacji. To plus, ponieważ niektóre próbki kosmetyków tej marki, po które sięgnęłam miały dość swoiste zapachy;) Skoncentrowana formuła, która widnieje w nazwie może budzić pewne obawy co do ciężkości, ale zapewniam, że jest naprawdę komfortowa i nie trzeba się szczególnie pilnować z nakładaną ilością;) Krem nie lepi się ani nie obciąża skóry, ale pozostawia po sobie przyjemną warstewkę ochronną. Nadaje się również pod makijaż, w tym oczywiście korektor pod oczy. 
Su:m37 Secret Repair Concentrated Eye Cream

Moja skóra twarzy jest w dobrej kondycji ogólnej. Nie posiadam przebarwień ani stanów zapalnych i gdyby nie dość spektakularne cienie pod oczami to mogłabym spokojnie chodzić bez makijażu twarzy;) Jeśli chodzi o cienie pod oczami to raczej nie stawiam przed kremami pod oczy wielkich wymagań w tym zakresie;) Jestem realistką i wiem, że żaden krem cieni pod oczami nie usunie. No chyba, że takie przejściowe, które pojawiają się w wyniku zarwanej nocy etc. Moje występują jednak niezależnie i obserwuję, że są mniejsze jedynie wieczorami. Pewnie dlatego, że wieczorem zwykle mam najwięcej energii i tym samym wyglądam lepiej, a rano czuję się jak zombiak;) I tu zgodnie z przypuszczeniami krem nie wpłynął szczególnie na zmniejszenie tych moich ciemnych dziadów pod oczami;) Ale też producent nic takiego nie obiecywał, więc nie chowam urazy;) 
sum37 krem pod oczy blog
Nastawiałam się więc przede wszystkim na odżywienie i regenerację skóry pod oczami. Często mrużę oczy, a zimą w obliczu niezbyt sprzyjających warunków atmosferycznych stają się one szczególnie wrażliwe. Są suche i zaczerwienione, a gdy przebywam na dworze co i rusz zalewam się łzami:D Co za tym idzie chusteczka ciągle jest w ruchu podrażniając delikatną skórę pod oczami. Do moich stałych problemów należą też linie, głównie pod prawym okiem, których nabawiłam się od pocierania, dłubania w oczach, zbyt dużej dawki śmiechu na co dzień, a także spania na boku;) Mimo wielu prób ciężko mi wyeliminować raz na zawsze pewne nawyki, a dodatkowo wyjątkowo niska zawartość tkanki tłuszczowej w organizmie też robi swoje;) Także jest jak jest. Różnie w życiu bywa:D 
su:m37 kosmetyki czy warto
Nie wymagam od kremu pod oczy usunięcia linii bo takie rzeczy to już raczej medycyna estetyczna, ale zawsze oczekuję, że krem poprawi kondycję skóry przynajmniej doraźnie:) Muszę przyznać, że tego produktu używa się naprawdę świetnie. Jeśli miałabym do czegoś porównać komfort stosowania to według mnie, jakość jest na poziomie Estee Lauder, który słynie z dobrych produktów do tych okolic. Krem super radzi sobie z łagodzeniem skóry pod oczami, gdy staje się ona podrażniona na skutek niepogody lub tarcia. Bardzo dobrze nawilża, regeneruje, uelastycznia i odczuwalnie wygładza skórę pod oczami. Głębszej linii pod prawym okiem oczywiście nie usunął bo przecież nie jest on małym chirurgiem w słoiczku;) Ale również ona stała się nieco mniej widoczna. Jedyne moje wątpliwości dotyczą wysokiej ceny, która jest na poziomie wspomnianego EL. Ale jeśli miałabym przymknąć na to oko to byłam naprawdę zadowolona z Su:m37 Secret Repair Concentrated Eye Cream i z przyjemnością używałabym go jeszcze długo. Może jeszcze wydajność mogłaby być wyższa, ponieważ wystarczył na ok. 2 miesiące, ale przyznaję, że sobie go nie żałowałam (zwłaszcza wieczorami). 


Znacie kosmetyki S:um37? Polecacie coś z tej marki? A może polecicie jakiś hit pod oczy?
Czytaj dalej »

wtorek, 5 lutego 2019

IOPE Deep Care Lip Rich Balm – koreański hit do pielęgnacji ust!

Balsam do ust to niewątpliwie mój konik i kosmetyk pierwszej potrzeby! Mimo, że bez problemów mogę zaopatrzyć się w dobre, często nawet niedrogie i ogólnodostępne tego typu produkty to chętnie przeczesuję te bardziej odległe zakątki świata;) A marki koreańskie mają na tym polu całkiem sporo do zaoferowania:) Jednym z moich odkryć ostatniego miesiąca ubiegłego roku jest IOPE Deep Care Lip Rich Balm, który spokojnie mógłby stanąć do walki z maską do ust Laneige i tą walkę… wygrać!:)


Iope Deep Care Lip Rich Balm

IOPE Deep Care Lip Rich Balm


Jest to ultra odżywczy balsam do ust z nawilżającą formułą pochodzenia roślinnego. Ma on za zadanie usunąć martwe komórki naskórka by odsłonić nową gładką, zdrową skórę ust. Deep Care Lip Complex zawiera w swoim składzie witaminy A i E, które działają kojąco na usta. Natomiast ekstrakt z oleju z moreli zapewnia działanie złuszczające. 

Balsam do ust marki Iope otrzymujemy w czarnym kartoniku. Wewnątrz znajdziemy niepozorny, ale niesamowicie funkcjonalny biały „krążek” zawierający 12g balsamu:) Co w nim takiego wyjątkowego? Mimo, że jest to balsam w formie znienawidzonego przez wiele osób słoiczka to posiada sprytne rozwiązanie, które zdecydowanie podnosi komfort użytkowania;) Dołączona do niego szpatułka służąca do jego aplikacji stanowi integralną część produktu;) Wieczko kosmetyku posiada bowiem specjalną komorę, w której przechowujemy szpatułkę. Dzięki temu wszystko, czego potrzebujemy mamy zawsze pod ręką i na upartego możemy używać takiego balsamu również poza domem;) Dla mnie ten patent jest rewelacyjny i mam nadzieję, że w przyszłości więcej marek pójdzie w ślady Iope;) 

Konsystencja smarowidła do ust Iope jest nieco nietypowa. Coś pomiędzy żelem, a wazeliną? Dość zbita, ale łatwo się rozprowadza za pomocą wychwalonego już przeze mnie aplikatora;) Jeżeli chodzi o odczucia na ustach to są one zależne od tego, jaką ilość balsamu nałożymy;) Jedna niezbyt gruba warstewka będzie w sam raz do zastosowania w ciągu dnia lub pod szminkę. Na noc zaś najlepiej sprawdzi się grubsza warstwa produktu, która działa niczym plaster na usta i zostaje na nich praktycznie aż do śniadania;) Jeśli jednak już przesadnie zaszalejemy z ilością, będzie się trochę lepić i może się zdarzyć, że pozostawimy sobie ślady na pościeli;) Także jedna grubsza warstwa lub dwie cienkie wystarczą. Ja w ciągu dnia sięgałam po Laneige Lip Glowy Balm, a balsam Iope zarezerwowałam sobie do stosowania w roli całonocnej maski do ust;) 

Wracając jeszcze do detali, balsam ten może się poszczycić delikatnym i w moim odczuciu wyjątkowo przyjemnym cytrusowym zapachem. Nie jest to żadna toaletowa cytrynka tylko wyrafinowane cytrusy, w których wyczuwam pewną złożoność nut zapachowych!:D Zapach to bardzo indywidualna kwestia, ale jak dla mnie jest to idealnie skomponowana i wyważona woń. W kwestii zapachów koreańskich balsamów do ust mój nr 1:) W działaniu również! Nawet myślałam o umieszczeniu go w ulubieńcach zeszłego roku, ale uznałam, że w przypadku pielęgnacji to byłoby jeszcze za krótko, więc znalazły się tam wyłącznie całkowicie zużyte przeze mnie na tamtą porę produkty;) 
Ale do rzeczy, bo podniecam się dziś jak potłuczona;) Zacznę może od minusów. Jak już wspomniałam na początku, balsam Iope oprócz właściwości nawilżająco-regenerujących ma za zadanie również złuszczać martwe komórki naskórka. To niewątpliwie plus, ponieważ dobrze wygładzona i złuszczona skóra lepiej chłonie substancje odżywcze. Wiem jednak, że niektóre osoby mają złą tolerancję na tego typu produkty i potrafią reagować podrażnieniem. W moim przypadku nie wystąpiły żadne nieprzyjemności, ale tak jak wspomniałam – produkt ten włączyłam głównie do pielęgnacji nocnej:) Drugim minusem jest cena, która bez promocji sięga 20$, ale przyznam, że w moim przypadku wszelkie smarowidła do ust stanowią grupę produktów, za które jestem w stanie zapłacić najwięcej (pod warunkiem, że wyczuję w nich potencjał;)). Przechodząc już do działania, balsam sprawdził się u mnie rewelacyjnie i odpowiada mi w nim wszystko od opakowania po zapach i działanie:) Jego właściwości złuszczające powodują, że świetnie wygładza usta. Po zastosowaniu jako całonocna maska do ust balsam sprawia, że stają się one nie tylko gładkie, ale także świetnie zregenerowane i nawilżone. Co ciekawe, zauważyłam nawet poprawę kolorytu ust, a także zaobserwowałam, że po nocy z maską moje usta są jakby… pełniejsze. To zaskoczyło mnie najbardziej;) Ten ostatni efekt jest oczywiście typowo przejściowy, ale pozytywny;) Kończąc ten chaotyczny i pełen euforii wywód – jestem z niego bardzo zadowolona.


Deep Care Rich Lip Balm, a także inne kosmetyki IOPE znajdziecie na Jolse.
Czytaj dalej »