wtorek, 21 sierpnia 2018

Mamonde Enriched Nutri Eye Cream - koreański krem pod oczy, którego pewnie nie znacie!

Podejrzewam, że marka Mamonde to na polskich blogach kosmetycznych niemal egzotyka;) Sama nigdy nie zetknęłam się z żadną recenzją tych produktów w polskiej blogosferze, ale gdzieś kiedyś wyczytałam, że jest to jedna z tych koreańskich marek, której warto dać szansę. No to dałam;) Ale nie od razu bo zanim zdecydowałam się na pierwszy ich produkt, odkładałam to dobre pół roku:) Cóż, twarz jest tylko jedna, a pokus tak wiele;) Pewnie znacie to? Ostatecznie premierowym produktem u mnie był krem pod oczy, ponieważ nie miałam w zapasie żadnego (grzeczna ja;)). Owy kremik to Mamonde Enriched Nutri Eye Cream. Jak się spisał?


Mamonde Enriched Nutri Eye Cream


Obietnice producenta są raczej zdawkowe. Przynajmniej te po angielsku bo reszty odczytać nie umiem;) Niemniej jest to krem zawierający kompleks olejków kwiatowych, mający zadbać o nawilżenie i odżywienie suchej skóry pod oczami:) Do wyboru jest także wersja niebieska (Mamonde Floral Hydro Eye Cream), która ma formułę żelową, ale postanowiłam sprawdzić żółtą i zdecydowanie kremową. 

Żółty krem pod oczy Mamonde przybywa do nas w kartonowym opakowaniu, wewnątrz którego znajdziemy spory słoiczek o pojemności 20ml. Koreańskie produkty pod oczy za zwyczaj sprzedawane są w większych pojemnościach niż europejskie. Często mnie to zniechęca, ale w tym przypadku jest to jedynie 5ml więcej:) Opakowanie nieco różni się od tego, które pokazane jest na Jolse. Być może jest to nowsza albo starsza szata graficzna. To ze strony wydaje mi się ładniejsze, ale to moje również prezentuje się całkiem pozytywnie. Jest takie ombre:) Jedyny minus to oczywiście gabaryty, gdyż sprawia wrażenie tylko trochę mniejszego niż krem do twarzy;) Zawartość jest dobrze zabezpieczona dodatkową plastikową osłonką;) 
Zapach kremu pod oczy Mamonde jest bardzo ładny i wyjątkowo subtelny. Milion razy delikatniejszy niż D’Alchemy, którego miałam przed nim:) Jest kwiatowy, ale wyczuwalny tylko przy dogłębnym wąchaniu;) 
Konsystencja jest kremowa. Wydaje się dość zwarta, ale jednocześnie bardzo gładko się rozprowadza. Podczas robienia zdjęć pomyślałam sobie, że nic nie wypłynie z opakowania nawet po całkowitym jego odwróceniu, podczas gdy jest otwarty. I rzeczywiście nie wypłynie;) Ale miałam taką fantazję, żeby zrobić mu sesję zdjęciową na drzewie (o tak, uwielbiam plener) i delikwent raczył z niego spaść w momencie gdy próbowałam uchwycić konsystencję;) Runął mi prosto na krzesło, na którym stałam i ze słoiczka wypadła połowa zawartości;) Ale nie to jest najśmieszniejsze. Ewelina niewiele myśląc zebrała część z kremu z krzesła i umieściła go z powrotem w słoiczku, a resztę wtarła w kolano;) Załóżmy, że krzesło było czyste;) 

Przejdźmy jednak do działania. Od razu spodobało mi się to jak ładnie się rozprowadza. Jak na kremową konsystencję przystało. Jego poprzednik był typowo treściwy, więc z tym szło po prostu łatwiej:) Krem Mamonde stosowałam pod oczy zarówno rano i wieczorem. Do pielęgnacji wieczornej miałam dodatkowo olejek z opuncji figowej, który jednak nie zawsze się nadawał do stosowania podczas upałów, ponieważ długo się wchłaniał. A wcześniej miałam również serum The Ordinary. Rano stosowałam więc solo, a wieczorem zależnie od potrzeb i pogody albo solo albo z olejkiem. Krem dobrze współpracuje z korektorem pod oczy, pudrem czy podkładem. Nic się nie roluje, a skóra jest dobrze przygotowana na nałożenie makijażu. Zdecydowanie ją zmiękcza i pomaga zapobiegać wysuszeniu. Dla niektórych istotną informacją będzie też to, że nie lepi się jak to czasem bywa w przypadku kremów o żelowych konsystencjach. Wchłania się dość szybko. Chyba, że w połączeniu z olejkiem bo wtedy trzeba uzbroić się w cierpliwość. Bardzo fajnie odżywia skórę, w połączeniu z olejkiem linie wydają się jakieś mniej widoczne:) Raczej nie zaobserwowałam większego wpływu na cienie pod oczami, ale z tego co wywnioskowałam producent tego nie obiecywał. Krem nie podrażnia oczu i nie powoduje łzawienia. Opinie klientów na jego temat na Jolse były tylko dwie, ale za to bardzo dobre i nie ukrywam, że wzięłam to pod uwagę:) Oczywiście nie jest tak, że usunął mi zmarszczki etc, ale wiecie, że jestem pod tym względem realistką:) Używało mi się go bardzo dobrze i pewnie jeszcze pokuszę się o wypróbowanie czegoś z Mamonde. Prawdopodobnie spojrzę w kierunku niebieskiej linii do twarzy i pod oczy;)


Kosmetyki Mamonde znajdziecie na Jolse.


Znacie produkty marki Mamonde? Jaki krem pod oczy ostatnio zużyłyście?
Czytaj dalej »

sobota, 18 sierpnia 2018

4 ulubione torebki na lato i nie tylko! Czy warto kupić torebkę Michael Kors?

Szumnie zapowiadane przeze mnie wpisy lifestyle nie pojawiają się na Secretaddiction zbyt często. Mimo, że pomysłów mi nie brakuje to czasu na tą ostateczną realizację niekiedy już tak;) Pierwszeństwo zawsze mają kosmetyki, gdyż rdzeniem bloga cały czas pozostaje strefa beauty;) Jednak ostatnio pogoda nastroiła mnie na tyle pozytywnie, że postanowiłam przygotować wpis o moich ulubionych torebkach, który od dawna chodził mi po głowie;) Postaram się też odpowiedzieć na pytanie czy warto inwestować w torebki Michael Kors? Jeśli jesteście gotowe na tę torebkową nutkę lifestyle to za chwilę przyjrzymy się torebkom, które wyjątkowo sobie upodobałam:)

ulubione torebki blog

Jakie torebki lubię?



Moje torebki przede wszystkim nie mogą być zbyt duże. Nigdy nie przekonałam się do ogromnych torebek typu shopper. Obserwuję jak dzielnie noszą je znajome, ale do mnie takie modele nie pasują i nie przemawiają:) Torebki Shopper zostawiam, więc dla tych kobiet, które lubią lub po prostu muszą mieć przy sobie niemal wszystko (wszak tego typu modele są bardzo pojemne i obiektywnie mają sporo zalet). Sama zaś skupiam się na małych i średnich modelach. Lubię np. torebki listonoszki - klik.

Czym się kieruję przy wyborze torebki?



Selma Messenger MK czy warto, szara Selma Messenger blog
Przede wszystkim zwracam uwagę na to żeby torebka miała dłuższy i najlepiej regulowany pasek, gdyż mam wąskie ramię. Co za tym idzie pasek często mi się z niego zsuwa i bez przerwy muszę poprawiać. Dlatego też najwygodniej jest mi nosić torebki na skos. Nie muszę się wtedy o nic martwić:) Mogą to być nawet typowe torebki na ramię, tyle że ja noszę je przez ramię:) Regulacja jest zaś dodatkowym atutem, gdyż nie należę do osób wysokich i o ile nogi mam długie to tułów akurat króciutki;) Dużą uwagę zwracam też na kolor. Najlepiej żeby to był kobalt, szarość albo tzw. Baby Blue, ale mimo, że nie przepadam za odcieniami różu to wśród ulubieńców znajduje się również Michael Kors w odcieniu fuksji. Pewnie nie będzie dla Was zaskoczeniem, że nie posiadam żadnej czarnej. Aczkolwiek rozglądam się za czernią lub granatem i jak to mi to kiedyś powiedziano w sklepie: „ach, bo dziewczynka chce takie poważniejsze!” (wtedy chodziło o buty;)). Jak już wspomniałam, raczej nie zwracam uwagi na duże modele. Czuję się z nimi tak jakby owa torebka była większa ode mnie;) Biorę pod uwagę również ciężkość torebki. Pewnie znacie przykłady torebek damskich, które sprawiają wrażenie jakby ważyły 100kg zanim jeszcze cokolwiek do nich włożymy;) Ja z powodu przebytej operacji mam zakaz dźwigania do końca życia, więc staram się nosić ze sobą jedynie rzeczy niezbędne! Pokazywałam to zresztą prawie rok temu we wpisie pt., Co można znaleźć w mojej torebce:) Nie bez znaczenia jest dla mnie również marka. Kilka lat temu miałam okazję poznać osobiście jedną ze znanych polskich projektantek torebek. Zachwyciłam się wtedy jej „dziełami” i zdecydowałam na dwa modele torebek. Jedna była w pięknym niebieskim kolorze i mimo, że po paru latach zniszczyła mi się niesamowicie to słabość do markowych torebek została we mnie zaszczepiona:) Nie oznacza to jednak, że nie przeglądam ofert sieciówek. Byłoby to błędem, gdyż i tam można trafić na ciekawe i dla odmiany niedrogie modele! Chętnie oglądam np. torebki Mohito. Jest to sklep, który lubię i za torebki i za małe rozmiary ubrań:) Zdarzyło mi się również wypróbować torebki marek katalogowych, ale finalnie nie przekonałam się do żadnej z nich. 
Mohito torebka baby blue, torebki Mohito opinie

Gdzie szukam inspiracji?


Gdy mam okazję zaglądam do butików w galeriach handlowych. Jednak ceny w nich są z reguły wyższe niż w sieci. A po drugie wiecie jak to jest… Kiedy szukamy czegoś konkretnego, często okazuje się, że pokonaliśmy niemało kilometrów w tej galerii, a jednak nic nam nie wpadło w oko albo upatrzone wcześniej modele nie są dostępne stacjonarnie. Dlatego coraz częściej z pomocą przychodzi mi wyszukiwarka modowa Domodi. Dzięki niej w szybki i łatwy sposób mogę przejrzeć torebki zaznaczając interesujące mnie filtry, czyli np. rodzaj, markę, kolor czy cenę. Można również wyszukiwać tylko oferty wyprzedażowe, z kuponami rabatowymi lub sklepy z darmową dostawą. Tych filtrów maksymalnie zawężających wyniki wyszukiwania jest naprawdę mnóstwo. Dzięki temu niewykluczone, że uda nam się znaleźć rzecz, którą widziałyśmy gdzieś na mieście, a nie znałyśmy nazwy konkretnego modelu;) Zauważyłam, że nawet moja mama lubi sobie tam pobuszować:) 
Wojewodzic mała niebieska torebka, wojewodzic torebki blog

Moje ulubione torebki



Mimo, że bardzo lubię torebki to nie jestem osobą, która musi mieć ich 50. Stawiam raczej na jakość i kolor. Robię ścisłą selekcję. Trzy z czterech moich ulubionych torebek posiadam od paru dobrych lat. Jedynie jedna jest świeżynką:) 
Torebka codzienna na ramię, torebki mohito opinie

Torebka Mohito w kolorze Baby Blue jest ze mną od 1,5 roku i sporo wypadów już zaliczyła, gdyż jest idealna zarówno na co dzień jak i na zakupy. Niestety jej pasek został podziobany przez papugi podczas mojej wizyty w papugarni, ale lubię ją tak bardzo, że nadal noszę. Posiada idealny dla mnie kształt i jest wyjątkowo wygodna w użytkowaniu:) Raz tylko musiałam oddać ekspres do naprawy, ponieważ mi się zacinał. Kosztowała niewiele, a świetnie mi służy. Żałuję nawet, że nie dokupiłam drugiej czarnej. 
Mała niebieska torebka Wojewodzic, Wojewodzic czy warto

Wspominałam, że jest jedna świeżynka i jest to niebieska torebka Wojewodzic, którą w czerwcu dostałam od Patrycji. Przyznaję, że szczęka mi opadła bo Patrycja trafiła niebywale (cały czas myślę nad zemstą;)). Uwielbiam jej odcień, który należy do moich ulubionych:) Jest to maleńka skórzana torebka kopertówka z odpinanym paskiem i kryształkiem Swarowskiego. Dzięki odpinanemu paskowi możemy wybrać czy chcemy żeby była kosmetyczką, kopertówką czy mini torebką zakładaną przez ramię:) Ja najczęściej korzystam z tej ostatniej opcji. 
Michael Kors Mini Jet Set Crossbody Bag, mała torebka Michael Kors

Torebki Michael Kors często uchodzą za oklepane, ale jeśli czytacie mnie nie od dziś to na pewno wiecie, że to dla mnie nieistotne. Patrzę na to co mi się podoba i dobrze nosi. Nie zważam na to czy nosi je pół blogosfery. Jak już kiedyś wspominałam funkcjonuję przede wszystkim w świecie realnym i o ile spotykam na mieście dziewczyny z różnymi modelami torebek Korsa to nikt z bliższych znajomych nie posiada identycznych jak moje. Także nic mi nie przeszkadza:) Obecnie posiadam dwa modele, ale spoglądam w kierunku kolejnej. Pierwszym moim wyborem był Michael Kors Mini Jet Set Crossbody Bag w kolorze fuksji. Swego czasu identyczną posiadała Kasia Tusk;) Jest ona naprawdę ultra-mała, więc nie dla każdego, ale ja ją uwielbiam:) Mam ją już ponad 5 lat i nie uległa zniszczeniu mimo, że nawet ze mną plażowała nad morzem;) Podobają mi się również złote okucia. Jedynym minusem jest to, że pasek był dla mnie za długi i brakowało regulacji. Musiałam go więc skrócić. 
Selma Messenger Michael Kors, torebki MK czy warto, Kors torebka blog
Rok później dokupiłam model Selma Messenger, czyli nieco mniejszą wersję popularnej Selmy MK. Minusem jest dla mnie jej sztywność. Dlatego ciężej było mi się do niej przyzwyczaić. Ale ostatecznie polubiłam:) Szary kolor pasuje mi do wielu ubrań:) Czy warto inwestować w torebki z logo Michael Kors? Jeśli nie zraża Was ich popularność to jak najbardziej warto! Na swoich nie podsiadam żadnych zniszczeń, a obie mają parę ładnych lat:) Jakość jest wprost rewelacyjna:) Nie wiem jak oni to robią, ale one się nie niszczą. Czego niestety finalnie nie mogłam powiedzieć o torebce od wspomnianej polskiej projektantki. Kosztują niemało, ale jest to inwestycja na lata. Duży wybór torebek Michael Kors znajdziecie tutaj


Dajcie znać jakie jest Wasze podejście do torebek? Lubicie małe, duże, a może średnie? Markowe czy z sieciówek?
Czytaj dalej »

środa, 15 sierpnia 2018

Depilacja IPL, czyli Braun Silk Expert 5 IPL i efekty po 6 miesiącach stosowania! Czy warto?

Dziś przychodzę do Was z moimi wrażeniami odnośnie depilatora Braun Silk Expert 5 IPL BD 5001, który jest ze mną od lutego, czyli już 6 miesięcy:) Jest to sprzęt, wymagający pewnej dozy cierpliwości i systematyczności. Dlatego też zanim zdecydowałam się coś napisać, po pierwsze musiałam poczekać na przełom, a po drugie upewnić się czy aby nic mi się nie wydaje;) Nie ma lekko Moi Drodzy, więc jeśli interesuje Was domowa depilacja IPL to długi wpis przed Wami!

Braun Silk Expert 5 IPL depilator

Depilacja IPL – ciekawość i wątpliwości



Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o depilatorach IPL przeznaczonych do domowego użytku, zachwyciłam się praktycznie tak samo jak w przypadku automatycznej lokówki do włosów;) Cena co prawda ostudziła mój zapał, ale pomyślałam, że przecież nie jest taka znowu nie do przejścia i może kiedyś wypróbuję;) Później gdy nieco mocniej zagłębiłam się w temat IPL okazało się, że ta depilacja nie jest do końca na stałe i że nawet gdy akcja zakończy się sukcesem to i tak raz na jakiś czas zabieg będzie trzeba powtórzyć. A dodatkowo w przypadku późniejszej chęci wykonania serii zabiegów laserem diodowym w salonie może być trudniej o efekty, gdyż IPL osłabi włoski. A jak wiadomo laser najlepiej działa przy mocnych (najlepiej ciemnych włosach) i jasnej skórze. W praktyce jednak nie do końca tak jest, gdyż dla przykładu część blogerek, które opisywały urządzenia IPL kilka miesięcy później z powodzeniem poddało się zabiegom w salonach;) Mnie zniechęcała konieczność powtarzania zabiegów, więc najpierw  postawiłam na depilację laserem diodowym w salonie. Miałam nadzieję, że będzie to dobry wybór...

Nieudana depilacja laserem diodowym w salonie

Braun Silk Expert 5 IPL czy warto

Porzuciłam myśl o depilatorze IPL na rzecz depilacji laserem diodowym Medika w salonie kosmetycznym. Miało to miejsce w lutym ubiegłego roku. Zdecydowałam się wtedy na pakiet depilacji pach. Niestety po 4 zabiegach nie mogłam dopatrzeć się różnicy. Po depilacji włoski powinny wypadać, a u mnie nawet tego efektu nie było. Byłam zawiedziona. Zmieniłam więc salon i laser na najbardziej zachwalany i reklamowany jako nawet lepszy niż Light Sheer, czyli Vectus. Po nim już włoski rzeczywiście wypadały, ale potem odrastały. Długo szukałam przyczyny tego stanu rzeczy i okazuje się, że jak się poszuka głębiej to jednak żaden z tych laserów nie jest taki idealny. U części osób, u których seria zabiegów została zakończona sukcesem po jakimś czasie włoski odrastają. Czasem odrasta 10%, a czasem niestety 80%. Tak więc nawet jeśli ktoś jest zadowolony po serii zabiegów laserowych to niestety nie oznacza, że pozbył się włosków na zawsze. Niektóre osoby za jakiś czas będą miały niemiłą niespodziankę;) Choć oczywiście nie jest to regułą, gdyż u niektórych efekty są naprawdę na lata;) Ja usłyszałam też, że czasami jedna część ciała jest po prostu oporna na laser. Pani w drugim salonie mówiła, że sama musi sobie pachy co jakiś czas „dostrzelać”, a przy innych partiach ciała nie ma tego problemu. Kłopoty mogą być również w przypadku zaburzeń hormonalnych. Aczkolwiek powiedziano mi, że nie jest tak, że wtedy zabiegi nic nie dadzą, a po prostu trzeba przeprowadzić ich u takich osób więcej. Ja jednak problemów hormonalnych nie mam, więc uznałam, że to nie to. Straciłam cierpliwość do depilacji w salonie i porzuciłam zabiegi. Choć być może w przyszłości dam jeszcze szansę np. w okolicy bikini, ponieważ podobno w tej okolicy z reguły najszybciej o efekty. Niewykluczone również, że spróbuję Light Sheer. Prawdę mówiąc chciałabym poznać tajemnicę tej nieudanej depilacji. Skoro u tylu osób przynosi efekty to dlaczego akurat nie u mnie?;) Ewelina detektyw będzie musiała jeszcze to sprawdzić;)

Może jednak IPL?


IPL czy warto

Na początku roku stanęłam przed możliwością wypróbowania depilatora IPL marki Braun. Ze względu na konieczność powtarzania zabiegów temat uważałam za zamknięty. Jednak w obliczu nieudanej depilacji laserowej w salonie uznałam, że nie zaszkodzi dać szansę. Nie robiłam sobie wielkich nadziei ani nie ekscytowałam się nadmiernie... Podeszłam do tego ze spokojem, czyli zupełnie inaczej niż w przypadku zabiegów w salonie, po których robiłam sobie zdjęcia pach i byłam sfrustrowana z powodu znikomych efektów;) To było istne szaleństwo i powiadam Wam, że naprawdę szlag mnie trafiał. Rozpacz! Snułam nawet przeróżne teorie spiskowe;) 
Przy IPL stwierdzałam więc, że będzie co ma być i tym razem świrować nie będę. Jeśli się nie uda to będę zawiedziona, ale nie będzie to koniec świata, gdyż problemów z nadmiernym owłosieniem nie mam. Jedyną moją motywacją do tego typu zabiegów nie była więc konieczność, a pokusa wygody, chęć zaoszczędzenia czasu i większego komfortu. Wychodzę bowiem z założenia, że z osiągnięć technologicznych trzeba korzystać! Sami zresztą wiecie, że jestem fanką gadżetów i dobrej jakości sprzętów. Teraz (powoli) przejdziemy do właściwej części wpisu. Mój skomplikowany przypadek wymagał nakreślenia sytuacji:D Mam nadzieję, że wszystko załapaliście;)


Braun Silk Expert 5 IPL

Braun IPL efekty

Marka Braun jest Wam zapewne doskonale znana:) Mnie kojarzy się ona z dobrą jakością. Niedawno dałam babci ich bodajże 25-letnią suszarkę do włosów (która nadal działa) żeby miała na działce;) W swojej ofercie Braun posiada kilka modeli depilatorów IPL. Można też trafić na zestawy zawierające inne produkty. Moja wersja Braun Silk Expert 5 IPL BD 5001 sprzedawana jest w pakiecie z maszynką Gilette Venus. A tak się składa, że od lat używam maszynek z serii Venus i Venus Breeze:) Depilator przychodzi do nas w kartonowym opakowaniu z gładką panią;) Dbam o swoje sprzęty, więc cały czas przechowuję go w firmowym opakowaniu;) Zdjęcia depilatora robiłam dopiero kilka dni temu i uważam, że nadal wygląda jak nowy. Dodatkowo znajduje się również ilustracja z odcieniami skóry i włosów wraz z oznaczeniami czy przy danej konfiguracji możemy się spodziewać efektów czy może lepiej IPL sobie odpuścić. Opcja prognozująca najlepszą efektywność to ciemne, mocne włosy plus blada skóra. Ale inne konfiguracje też są dopuszczalne, pod warunkiem, że nie będą to włosy blond lub typowo ciemna karnacja. 
Wewnątrz znajdziemy depilator, kabelki, wspomnianą maszynkę Gilette, a także instrukcję obsługi, której tradycyjnie nie czytałam;) Całość prezentowała się ładnie, a depilator aż pachniał nowością (tak, wąchałam;)). Przyznam, że poczułam zawód dowiedziawszy się, że depilator trzeba podłączać do kontaktu, ponieważ wygodniejszy w zastosowaniu byłby sprzęt bezprzewodowy. Jednak gdy wyczytałam, że w przypadku bezprzewodowego depilatora IPL konkurencji często jest tak, że zanim skończymy zabieg urządzenie już się rozładowuje – zmieniłam zdanie;) Wolę już podłączyć do kontaktu niż denerwować się, że nie zdążę;) Po skończonej depilacji chowam do pudełka i tyle;) Sam depilator prezentuje się estetycznie i wizualnie wpisuje się w mój gust:) Jest dość lekki i cichy (jedynie wydziela lekki wiaterek podczas użycia).

IPL Braun -  cechy urządzenia


depilator IPL Braun, warto kupić?

Depilator Braun pozwala na widoczną, trwałą depilację po przeprowadzeniu kilku zabiegów. Słowo trwała oznacza tutaj „na dłuższy czas”. Może to być miesiąc, 3, 6, a u szczęśliwców nawet 12 miesięcy;) Zależnie od indywidualnych uwarunkowań i skuteczności zabiegów. Depilacja przy zastosowaniu światła o wysokiej intensywności IPL (Intense Pulsed Light) działa na podobnej zasadzie co depilacja laserowa. Jednak z technicznego punktu widzenia urządzenia IPL nie są laserami (jak potocznie się przyjmuje). Depilator IPL wyposażony jest w specjalną lampę, która naświetla dany fragment skóry, na którym może znajdować się wiele włosków. Emitowane przez światło fale są o różnej długości. Są one pochłaniane zarówno przez włoski jak i tkanki, jednak zniszczeniu ulegają jedynie cebulki włosów. W efekcie włoski ulegają zniszczeniu i osłabieniu, a następnie przestają rosnąć. Potem zabiegi należy powtarzać zależnie od potrzeb dla podtrzymania efektów, np. raz w miesiącu. Urządzenie posiada 3 tryby: normalny (największa moc), delikatny (dostosowuje się do różnych odcieni skóry, ale pracuje z mniejszą mocą) i bardzo delikatny (najmniejsza moc, polecana dla początkujących oraz dla wrażliwych obszarów skóry). Dodatkowo depilator sam na bieżąco odczytuje odcień skóry i dostosowuje do niego intensywność światła. Wszystko to dzięki wyjątkowemu sensorowi kolorytu skóry SensoAdaptTM, który aż 80 razy na sekundę odczytuje odcień skóry. Pracowity, prawda?;) Przekłada się to na optymalną skuteczność i bezpieczeństwo. Według producenta depilator wystarcza na 15 lat zabiegów na całe ciało (300 000 impulsów). Biorąc pod uwagę, że mało kto będzie depilował caluteńkie ciało, wydajność będzie jeszcze większa;) Lampka depilatora pulsuje jedynie wtedy gdy ma całkowity kontakt ze skórą. Nie ma więc mowy o „niekontrolowanym strzale”;) Dodatkowo możliwość zastosowania trybu płynnego uwalnia fale świetlne z większą częstotliwością, a więc minimalizuje ilość pominiętych obszarów skóry. 


Dla kogo przeznaczona jest depilacja IPL?

depilacja światłem Braun

Teoretycznie dla wszystkich, którzy chcieliby się pozbyć lub zmniejszyć ilość owłosienia w strefach niepożądanych takich jak nogi, pachy, bikini, wąsik etc. Niestety skuteczność zabiegów w dużej mierze uzależniona jest od naturalnych uwarunkowań. Jak już wspomniałam na opakowaniu mamy specjalną tabelę przedstawiającą konfigurację odcieni skóry i owłosienia wraz z zaznaczeniem, przy których opcjach depilacja jest polecana, a przy których zdecydowanie nie. IPL najlepiej przeprowadzać w przypadku skóry jasnej i z ciemnymi włoskami. Chodzi oczywiście o te włosy, które mają być poddane zabiegom;) Nie poleca się IPL w przypadku ciemnej karnacji lub blond włosków, ponieważ IPL niestety nie będzie wówczas skuteczny.

Jak używać depilatora IPL?



Najpierw dokładnie golimy strefę, którą chcemy poddać naświetlaniu. Możemy to zrobić dzień przed lub tuż przed zabiegiem. Ważne żeby używać maszynki, a nie np. tradycyjnego depilatora albo wosku. Należy zrobić to dokładnie, ponieważ w przeciwnym razie światło „przypali" wystające włoski i nie będzie to przyjemne. Następnie włączamy urządzenie, wybieramy odpowiedni tryb i naświetlamy miejsce po miejscu. Zdecydowanie nie jest to skomplikowane;)


Moje wrażenia po 6 miesiącach stosowania depilatora IPL Braun

depilacja IPL efekty

Nie obawiałam się pierwszego użycia depilatora IPL, ponieważ tak jak wspomniałam, miałam już doświadczenia z depilacją laserem diodowym w salonie. A że nie było to nic strasznego (przy pierwszych dwóch zabiegach nie czułam nic, a przy kolejnych zdarzał się „lekki pożar”, ale tylko przez chwilę;)) to podeszłam do tego na luzie;) Jednak zostałam trochę zaskoczona;) Pewnie zastanawiacie się czy domowa depilacja IPL boli? Ja zawsze słyszałam, że absolutnie nie. Szybko jednak przekonałam się, że niekoniecznie;) Ja odczuwam ból przy każdym zabiegu. Nie jest to oczywiście coś nie do zniesienia. Raczej takie szczypanie/pieczenie, ale zawsze było dla mnie silniejsze niż to przy użyciu lasera diodowego w salonie. Zaskoczyło mnie to i to bardzo, ponieważ spodziewałam się, że w przypadku tego urządzenia nie będę czuła nic. Zastanawiałam się jak to możliwe i być może jest to kwestia karnacji. Moja co prawda mieści się w tym zakresie polecanych do przeprowadzania zabiegów IPL, ale jest w tej górnej granicy. Do jasnej jej daleko. Druga sprawa jest taka, że chyba łatwiej znieść coś co przeprowadza na nas ktoś inny:) Przeprowadzając zabieg sama nie mogę się w pełni zrelaksować, ponieważ muszę jednocześnie dopilnować by wykonać go możliwie dokładnie;) Przyznaję, że przy tych samodzielnych zabiegach muszę robić sobie małe przerwy żeby w myślach trochę przekląć albo chociaż powiedzieć sobie ojojoj;) Ale oczywiście jestem twarda. Nie był to aż taki ból żebym miała zrezygnować z dalszych działań;) Zarówno w przypadku pach jak i rąk pojedynczy zabieg przebiega bardzo szybko. Wszak moje ręce są wyjątkowo szczupłe, a powierzchnia pach również bardzo skromna. Z racji tego, że moja karnacja nie jest tym najlepszym podłożem dla IPL bo nie jest ani blada ani z typowo czarnymi włoskami (raczej średnia z włoskami brąz lub ciemny blond) to starałam się korzystać z trybu normalnego, w obawie o to, że delikatny nie przyniesie żadnych efektów. Z trybu delikatnego korzystam tylko przy pierwszych paru naświetlaniach żeby przygotować się mentalnie na te niezbyt przyjemne odczucia;) Po wykonaniu zabiegu zdarza się, że moja skóra jest zaczerwieniona i odczuwam na niej ciepło. Co ciekawe w przypadku lasera diodowego nigdy tego typu następstw nie miałam. Te nieprzyjemne efekty szybko jednak ustają (z reguły po kilkunastu minutach). Warto też posmarować skórę dobrym balsamem lub łagodzącym kremem. Ja często stosowałam Alantan i w pełni wystarczał.


Efekty depilacji IPL po 6 miesiącach

Braun Silk Expert 5 IPL BD 5001

Przez pierwsze 4-12 tygodni zabiegi wykonujemy raz w tygodniu. Zabiegów trzeba więc przeprowadzić zdecydowanie więcej niż w przypadku depilacji laserowej. Na jeden zabieg laserem diodowym przypada aż 4-8 zabiegów IPL. Zabawy jest więc zdecydowanie więcej, ale możemy zrobić to wszystko w domowym zaciszu. Warto również pamiętać, że z racji tego, iż jest to urządzenie przeznaczone do domowego użytku (a zatem może po nie sięgnąć osoba bez wykształcenia medycznego tudzież kosmetologicznego) siłą rzeczy musi mieć słabszą moc. Kluczowe jest tutaj bowiem bezpieczeństwo stosowania. Nawet kosztem tego, że trzeba będzie uzbroić się w cierpliwość.

Zdecydowałam się na depilację rąk i pach. Dwa razy wypróbowałam też na nogach, ale tam rosną mi włosy blond, więc stwierdziłam, że to jednak strata czasu i lepiej skupić się na obszarach gdzie jest szansa na sukces;) W związku z tym, że nie jestem tym idealnym materiałem na IPL bo skóra raczej średnia, a włoski w wybranych strefach brąz i ciemny blond to wiedziałam, że będę musiała uzbroić się w cierpliwość;) 
Zabiegi wykonywałam raz w tygodniu aż do połowy czerwca. Mniej więcej w tym momencie upewniłam się, że cotygodniowe zabiegi nie są już potrzebne:) Wcześniej widziałam już pozytywne efekty, ale nie emocjonowałam się, ponieważ chciałam mieć pewność. Przez 2 miesiące nie wykonywałam już depilacji rąk. Mam tu na myśli obszar od nadgarstka aż po łokieć jedynie po zewnętrznej stronie (wyżej ani po wewnętrznej stronie zabiegów nie wykonywałam gdyż tam można zaobserwować u mnie jedynie drobne włoski blond). Druga sprawa jest taka, że moja skóra łatwo się opala, a więc ręce w okresie letnim są na tyle ciemne, że nie kwalifikują się do zabiegów. Mimo tego jak dotąd na rękach efekty są dobre:) Skóra nie jest co prawda aksamitnie gładka i zupełnie pozbawiona włosów, ale te, które odrastają są niemal niewidoczne i cieniutkie. Tych włosków na środku ręki nie ma już wiele i po prostu ich nie widać. Chyba, że przyjrzę się naprawdę z bliska:) Wtedy dostrzegam włoski bardziej „na skraju ręki”. Pewnie dlatego, że depilatorem przejeżdżałam przede wszystkim po środku, mniej zważając na boki:) Powiem szczerze, że ten efekt mnie zachwyca tym bardziej, że przed przygodą z IPL ja tych rąk nawet nie goliłam w obawie, że włoski będą potem bardziej widoczne etc;) Teraz nie wiem jak tak mogłam;) Gdy moje ręce trochę zbledną na pewno wrócę do zabiegów kontrolnych tak by utrzymać je w ryzach:) 

Teraz pora na nieszczęsne oporne pachy. Im musiałam poświęcić trochę więcej czasu. Na szczęście moja skóra pach się nie opaliła, więc nie było tak żeby skóra stała się zbyt ciemna:) W przypadku pach długo używałam IPL co tydzień, a teraz co 2-3 tygodnie. Pod prawą pachą efekt jest bardzo fajny biorąc pod uwagę moją oporność i wcześniejsze problemy w salonie. Szacowałabym go na ok. 70% włosków mniej, a przypominam, że nie jestem tym "najlepszym" fototypem do depilacji IPL. Te włoski, które odrastają są jaśniejsze niż wcześniej, ale sporo ciemniejsze w porównaniu z tymi na rękach. Pod lewą pachą sytuacja ma się gorzej, gdyż włosków jest ok. 40-50% mniej i co ciekawe gdy odrastają osiągają większą długość niż te po prawej;) U mnie jednak występuje coś w rodzaju „jednostronnych anomalii”. Dla przykładu noga boli mnie zawsze lewa, a głowa i zatoki zwykle po prawej stronie. Nie muszę chyba dodawać, że nikt nie wie dlaczego? Nie byłam więc szczególnie zaskoczona takim obrotem sprawy. Ale póki co za mną 6 miesięcy z Braunem, więc mamy jeszcze czas na lepsze rezultaty. Wiem, że u niektórych trwa to nawet rok. Na ten moment jestem więc zadowolona i liczę, że jeszcze trochę ubędzie:) Warto też dodać, że wcześniej nie miałam co prawda gęstych włosów pod pachami, ale rosły mi one na tyle szybko, że musiałam je golić co drugi dzień. Teraz jest zdecydowanie lepiej:) 

Na minus zaliczyłabym jedynie odczucia bólowe podczas zabiegów i konieczność ich cotygodniowego przeprowadzania w pierwszej fazie, czyli przez co najmniej 4-12 tygodni zależnie od przypadku;) Istotną kwestią jest także konieczność przeprowadzania zabiegów przypominających, która jest zdecydowanie na minus. Jeśli po jakimś czasie całkowicie zaniechamy zabiegów to włoski sukcesywnie zaczną odrastać. Ale czy w przypadku depilacji laserowej jest tak słodko? Ano nie, ponieważ też w wielu przypadkach po jakimś czasie potrzebne są 1-2 zabiegi powtarzające. A zdarza się, że włoski i tak odrastają. Wbrew pozorom nie ma jak dotąd metody umożliwiającej pozbycie się 100% włosków z gwarancją na zawsze. Trzeba to brać pod uwagę:) W tym przypadku marka Braun całkiem miło mnie zaskoczyła i chętnie poznałabym także ich urządzenia SPA do pielęgnacji twarzy:)


Mieliście do czynienia z domowym urządzeniem do depilacji IPL? Podzielcie się doświadczeniami.
Czytaj dalej »

niedziela, 12 sierpnia 2018

Tonymoly Tako Pore Bubble Pore Pack – ośmiorniczka Twoją maseczką do twarzy?

Maseczki do twarzy goszczą u mnie dość regularnie:) Najczęściej te nawilżająco-rozświetlające, ale przy cerze mieszanej pomocne bywają również te oczyszczające. Z produktami Tonymoly miałam już do czynienia wielokrotnie i nie ma co ukrywać, że wiele z nich bardziej zachwycało opakowaniem aniżeli świetnym działaniem;) Dlatego też zawsze przy wyborze czegoś z ich asortymentu robię ostrą selekcję albo ewentualnie wybieram nie obiecując sobie zbyt wiele:) Kiedy po raz pierwszy dostrzegłam linię Tako Pore, nie zainteresowała mnie ona prawie wcale. Pomyślałam sobie ot jakieś… czarne potworki? Jak się potem okazało – ośmiorniczki;) Jednak seria ta zaczęła zbierać całkiem niezłe recenzje i pomyślałam sobie, że sprawdzę czy nie kłamią;) Bo ja ufam tylko sobie. Przynajmniej w dziedzinie kosmetyków bo w innych to już nie zawsze;) Miałam już włożyć do koszyka 3 produkty z tej serii, czyli krem, maseczkę i stick. Ale pomyślałam sobie hola hola! Na początek niech będzie sama maska Tonymoly Tako Pore Bubble Pore Pack. Jak się sprawdziła?

Tomymoly Tako Pore Bubble Pore Pack


Jest to produkt oczyszczający typu wash-off tudzież tzw. maska „bąblująca”. Zawarte w masce naturalne składniki borowiny i torfu oczyszczają skórę i skutecznie wchłaniają sebum. Dodatkowo sól z morza martwego, woda morska i tauryna pomagają oczyścić pory.

Tonymoly Tako Pore Bubble Pore Pack przychodzi w przezroczystym plastikowym opakowaniu, które spokojnie nadaje się na prezent dla kogoś z poczuciem humoru;) Wewnątrz znajdziemy błyszczącego czarnego potworka, czyli naszą ośmiorniczkę, która posiada wiecznie zdziwiony wyraz twarzy;) Teoretycznie nie powinna mi się podobać bo taka czarna, ale prezentuje się całkiem pociesznie i lubię po nią sięgać:) 

Po odkręceniu główki ośmiorniczki naszym oczom ukazuje się dodatkowa osłonka zabezpieczająca. Jest to dość ważne, ponieważ dzięki temu łatwiej uchronić zawartość. A w przypadku tego typu maski warto pilnować żeby nie dostała nam się woda do jej wnętrza, ponieważ trochę nam wtedy zbąbluje w opakowaniu;) Pojemność maseczki bąblującej wynosi 65g. 

Zapach maski jest delikatny i przyjemny. Raczej trudno porównać go do czegoś konkretnego:) 

Maska posiada szarą barwę i konsystencję błotka. Jeśli kojarzycie błotną maseczkę oczyszczającą z Sephory (w słoiczku) to konsystencja tej jest podobna. Choć nieco bardziej miękka;) Na twarz nakłada się ją bardzo przyjemnie:) 

Producent zaleca aplikować kosmetyk po uprzednim umyciu twarzy i pozostawić go na 3-5 minut aż do pojawienia się bąbelków. Bąbelki pojawiają się szybko jeśli podczas aplikacji wykonamy lekki masaż twarzy;) Ja nigdy nie przesadzam z maseczkami oczyszczającymi, gdyż moja cera nie należy do szczególnie zanieczyszczonych, więc wystarczają te 3 minuty. Jeśli chodzi o maski bąblujące to nie mam zbyt wielkiego porównania, gdyż wcześniej miałam tylko jedną marki Sephora (w opakowaniu z atomizerem). Tamta wytwarzała naprawdę sporą pianę. Wręcz miało się uczucie, że bąbelki za chwilę wejdą do oczu;) Maska Tonymoly bąbelkuje natomiast delikatniej, ale jest to fajne, relaksujące uczucie:) Przy mojej mieszanej, ale niezanieczyszczonej cerze sprawdza się naprawdę dobrze. Nawilżenia nie zapewnia, ale nie podrażnia, nie wysusza, nie powoduje zaczerwienienia. Idealna dla skłonnej do przetłuszczania, ale jednocześnie cienkiej i delikatnej skóry. Jest łagodna. Nie jest to produkt, od którego cera aż skrzypi z napięcia i takiego nadmiernego oczyszczenia. Skóra jest po niej oczyszczona i mniej się przetłuszcza, ale nie jest to działanie agresywne. 
Uroczą ośmiorniczkę poleciłabym przede wszystkim dla cer mieszanych i normalnych:)


Znacie ośmiorniczki Tonymoly?
Czytaj dalej »

czwartek, 9 sierpnia 2018

Vita Liberata Invisi Foaming Tan Water – woda samoopalająca!

Nie należę do bladziochów, więc czy się opalę czy nie, moje rączki i nóżki białością straszyć nie będą;) A gdy już się opalam to proces ten przebiega szybko, łatwo i bez podrażnień zapewniając mi ładny, typowo brązowy odcień. Raczej nie należę do osób, które latem chowają się pod parasolem albo za wszelką cenę szukają cienia by zaznać chwili wytchnienia;) Słońce ma na mnie zdecydowanie dobry wpływ. No może pomijając „pogrzane” pomysły, które przychodzą mi niekiedy do głowy;) Niemniej z roku na rok opalam się coraz mniej, gdyż coraz rzadziej mam na to czas i odpowiednie miejsce;) Nie wspominając już o szkodliwym wpływie promieniowania UV na skórę. W tym roku były to dosłownie 2 razy;) Znam jednak produkty pozwalające na bezpieczną opaleniznę. Oczywiście od Vita Liberata. Jedną z najciekawszych nowości w ofercie Vita Liberata jest Invisi Foaming Tan Water, czyli coś w rodzaju samoopalającej wody pod postacią pianki. Jak sprawdził się u mnie ten wynalazek?;)

woda samoopalająca Vita Liberata

Vita Liberata Invisi Foaming Tan Water


Jest to organiczny samoopalacz zawierający składniki ekologiczne takie jak Ginko Biloba, a także wyciąg z malin. Mają one działanie nawilżające oraz przeciwdziałające przedwczesnemu starzeniu się skóry;) 
Samoopalacz Vita Liberata Invisi Foaming Tan Water

Vita Liberata Invisi Foaming Tan Water występuje w przezroczystej 200ml butelce wyposażonej w pompkę. PAO wynosi 6 miesięcy. Producent informuje, że kosmetyk pozbawiony jest koloru jednak moim zdaniem posiada on barwę żółtą. Samoopalacz jest praktycznie bezzapachowy, choć po paru godzinach można wyczuć lekki, swoisty zapaszek. Nie jest on jednak taki jak w przypadku zwykłych drogeryjnych samoopalaczy. Invisi Foaming występuje w dwóch wersjach – Medium Dark oraz Super Dark. Ja wypróbowałam ten jaśniejszy. Choć myślę, że w moim przypadku spokojnie mogłabym sięgnąć po ciemniejszy;) Mimo żółtawego zabarwienia produkt rzeczywiście nie brudzi ubrań. Poza tym dzięki lekkiej konsystencji błyskawicznie się wchłania, więc nie zmarnujemy zbyt wiele czasu podczas aplikacji:) Przed aplikacją ważne jest wykonanie peelingu ciała, ale takiego, który nie pozostawia po sobie tłustej warstwy. Nie należy również stosować nawilżających żeli pod prysznic. 
rękawica do aplikacji samoopalacza Vita Liberata
Kosmetyk tak jak inne produkty tej marki najlepiej aplikować przy użyciu rękawicy Vita Liberata Tanning.  Jakiś czas temu marka wprowadziła nową wersję rękawic, które sprawdzają się bardzo dobrze. Należy pamiętać, żeby produkt nanosić dokładnie kolistymi ruchami (aby nie zafundować sobie nieestetycznych smug;)). Trzeba też pamiętać o umyciu rąk po użyciu, ale to chyba oczywiste. Opalenizna pojawia się po 4-6 godzinach. Producent zaleca żeby po 4-8 godzinach wziąć prysznic. Efekt jest naturalny, czyli tzw. skóra muśnięta słońcem. Utrzymuje się na ciele przez kilka dni. Chyba, że korzystamy peelingów - wtedy znacznie krócej. Dodatkową zaletą jest to, że kosmetyk nie wysusza skóry. Po użyciu jest ona wypielęgnowana;) To chyba najbardziej innowacyjny i najwygodniejszy w użyciu produkt tej marki. Nie jestem wielką zwolenniczką samoopalaczy, ale tym od Vita Liberata można zaufać. Zwłaszcza jeśli zależy nam na szybkim efekcie. 


Znacie Invisi Foaming Tan Water lub inne produkty Vita Liberata? Zdarza Wam się czasem sięgnąć po samoopalacz?
Czytaj dalej »