środa, 15 sierpnia 2018

Depilacja IPL, czyli Braun Silk Expert 5 IPL i efekty po 6 miesiącach stosowania! Czy warto?

Dziś przychodzę do Was z moimi wrażeniami odnośnie depilatora Braun Silk Expert 5 IPL BD 5001, który jest ze mną od lutego, czyli już 6 miesięcy:) Jest to sprzęt, wymagający pewnej dozy cierpliwości i systematyczności. Dlatego też zanim zdecydowałam się coś napisać, po pierwsze musiałam poczekać na przełom, a po drugie upewnić się czy aby nic mi się nie wydaje;) Nie ma lekko Moi Drodzy, więc jeśli interesuje Was domowa depilacja IPL to długi wpis przed Wami!

Braun Silk Expert 5 IPL depilator

Depilacja IPL – ciekawość i wątpliwości



Kiedy po raz pierwszy usłyszałam o depilatorach IPL przeznaczonych do domowego użytku, zachwyciłam się praktycznie tak samo jak w przypadku automatycznej lokówki do włosów;) Cena co prawda ostudziła mój zapał, ale pomyślałam, że przecież nie jest taka znowu nie do przejścia i może kiedyś wypróbuję;) Później gdy nieco mocniej zagłębiłam się w temat IPL okazało się, że ta depilacja nie jest do końca na stałe i że nawet gdy akcja zakończy się sukcesem to i tak raz na jakiś czas zabieg będzie trzeba powtórzyć. A dodatkowo w przypadku późniejszej chęci wykonania serii zabiegów laserem diodowym w salonie może być trudniej o efekty, gdyż IPL osłabi włoski. A jak wiadomo laser najlepiej działa przy mocnych (najlepiej ciemnych włosach) i jasnej skórze. W praktyce jednak nie do końca tak jest, gdyż dla przykładu część blogerek, które opisywały urządzenia IPL kilka miesięcy później z powodzeniem poddało się zabiegom w salonach;) Mnie zniechęcała konieczność powtarzania zabiegów, więc najpierw  postawiłam na depilację laserem diodowym w salonie. Miałam nadzieję, że będzie to dobry wybór...

Nieudana depilacja laserem diodowym w salonie

Braun Silk Expert 5 IPL czy warto

Porzuciłam myśl o depilatorze IPL na rzecz depilacji laserem diodowym Medika w salonie kosmetycznym. Miało to miejsce w lutym ubiegłego roku. Zdecydowałam się wtedy na pakiet depilacji pach. Niestety po 4 zabiegach nie mogłam dopatrzeć się różnicy. Po depilacji włoski powinny wypadać, a u mnie nawet tego efektu nie było. Byłam zawiedziona. Zmieniłam więc salon i laser na najbardziej zachwalany i reklamowany jako nawet lepszy niż Light Sheer, czyli Vectus. Po nim już włoski rzeczywiście wypadały, ale potem odrastały. Długo szukałam przyczyny tego stanu rzeczy i okazuje się, że jak się poszuka głębiej to jednak żaden z tych laserów nie jest taki idealny. U części osób, u których seria zabiegów została zakończona sukcesem po jakimś czasie włoski odrastają. Czasem odrasta 10%, a czasem niestety 80%. Tak więc nawet jeśli ktoś jest zadowolony po serii zabiegów laserowych to niestety nie oznacza, że pozbył się włosków na zawsze. Niektóre osoby za jakiś czas będą miały niemiłą niespodziankę;) Choć oczywiście nie jest to regułą, gdyż u niektórych efekty są naprawdę na lata;) Ja usłyszałam też, że czasami jedna część ciała jest po prostu oporna na laser. Pani w drugim salonie mówiła, że sama musi sobie pachy co jakiś czas „dostrzelać”, a przy innych partiach ciała nie ma tego problemu. Kłopoty mogą być również w przypadku zaburzeń hormonalnych. Aczkolwiek powiedziano mi, że nie jest tak, że wtedy zabiegi nic nie dadzą, a po prostu trzeba przeprowadzić ich u takich osób więcej. Ja jednak problemów hormonalnych nie mam, więc uznałam, że to nie to. Straciłam cierpliwość do depilacji w salonie i porzuciłam zabiegi. Choć być może w przyszłości dam jeszcze szansę np. w okolicy bikini, ponieważ podobno w tej okolicy z reguły najszybciej o efekty. Niewykluczone również, że spróbuję Light Sheer. Prawdę mówiąc chciałabym poznać tajemnicę tej nieudanej depilacji. Skoro u tylu osób przynosi efekty to dlaczego akurat nie u mnie?;) Ewelina detektyw będzie musiała jeszcze to sprawdzić;)

Może jednak IPL?


IPL czy warto

Na początku roku stanęłam przed możliwością wypróbowania depilatora IPL marki Braun. Ze względu na konieczność powtarzania zabiegów temat uważałam za zamknięty. Jednak w obliczu nieudanej depilacji laserowej w salonie uznałam, że nie zaszkodzi dać szansę. Nie robiłam sobie wielkich nadziei ani nie ekscytowałam się nadmiernie... Podeszłam do tego ze spokojem, czyli zupełnie inaczej niż w przypadku zabiegów w salonie, po których robiłam sobie zdjęcia pach i byłam sfrustrowana z powodu znikomych efektów;) To było istne szaleństwo i powiadam Wam, że naprawdę szlag mnie trafiał. Rozpacz! Snułam nawet przeróżne teorie spiskowe;) 
Przy IPL stwierdzałam więc, że będzie co ma być i tym razem świrować nie będę. Jeśli się nie uda to będę zawiedziona, ale nie będzie to koniec świata, gdyż problemów z nadmiernym owłosieniem nie mam. Jedyną moją motywacją do tego typu zabiegów nie była więc konieczność, a pokusa wygody, chęć zaoszczędzenia czasu i większego komfortu. Wychodzę bowiem z założenia, że z osiągnięć technologicznych trzeba korzystać! Sami zresztą wiecie, że jestem fanką gadżetów i dobrej jakości sprzętów. Teraz (powoli) przejdziemy do właściwej części wpisu. Mój skomplikowany przypadek wymagał nakreślenia sytuacji:D Mam nadzieję, że wszystko załapaliście;)


Braun Silk Expert 5 IPL

Braun IPL efekty

Marka Braun jest Wam zapewne doskonale znana:) Mnie kojarzy się ona z dobrą jakością. Niedawno dałam babci ich bodajże 25-letnią suszarkę do włosów (która nadal działa) żeby miała na działce;) W swojej ofercie Braun posiada kilka modeli depilatorów IPL. Można też trafić na zestawy zawierające inne produkty. Moja wersja Braun Silk Expert 5 IPL BD 5001 sprzedawana jest w pakiecie z maszynką Gilette Venus. A tak się składa, że od lat używam maszynek z serii Venus i Venus Breeze:) Depilator przychodzi do nas w kartonowym opakowaniu z gładką panią;) Dbam o swoje sprzęty, więc cały czas przechowuję go w firmowym opakowaniu;) Zdjęcia depilatora robiłam dopiero kilka dni temu i uważam, że nadal wygląda jak nowy. Dodatkowo znajduje się również ilustracja z odcieniami skóry i włosów wraz z oznaczeniami czy przy danej konfiguracji możemy się spodziewać efektów czy może lepiej IPL sobie odpuścić. Opcja prognozująca najlepszą efektywność to ciemne, mocne włosy plus blada skóra. Ale inne konfiguracje też są dopuszczalne, pod warunkiem, że nie będą to włosy blond lub typowo ciemna karnacja. 
Wewnątrz znajdziemy depilator, kabelki, wspomnianą maszynkę Gilette, a także instrukcję obsługi, której tradycyjnie nie czytałam;) Całość prezentowała się ładnie, a depilator aż pachniał nowością (tak, wąchałam;)). Przyznam, że poczułam zawód dowiedziawszy się, że depilator trzeba podłączać do kontaktu, ponieważ wygodniejszy w zastosowaniu byłby sprzęt bezprzewodowy. Jednak gdy wyczytałam, że w przypadku bezprzewodowego depilatora IPL konkurencji często jest tak, że zanim skończymy zabieg urządzenie już się rozładowuje – zmieniłam zdanie;) Wolę już podłączyć do kontaktu niż denerwować się, że nie zdążę;) Po skończonej depilacji chowam do pudełka i tyle;) Sam depilator prezentuje się estetycznie i wizualnie wpisuje się w mój gust:) Jest dość lekki i cichy (jedynie wydziela lekki wiaterek podczas użycia).

IPL Braun -  cechy urządzenia


depilator IPL Braun, warto kupić?

Depilator Braun pozwala na widoczną, trwałą depilację po przeprowadzeniu kilku zabiegów. Słowo trwała oznacza tutaj „na dłuższy czas”. Może to być miesiąc, 3, 6, a u szczęśliwców nawet 12 miesięcy;) Zależnie od indywidualnych uwarunkowań i skuteczności zabiegów. Depilacja przy zastosowaniu światła o wysokiej intensywności IPL (Intense Pulsed Light) działa na podobnej zasadzie co depilacja laserowa. Jednak z technicznego punktu widzenia urządzenia IPL nie są laserami (jak potocznie się przyjmuje). Depilator IPL wyposażony jest w specjalną lampę, która naświetla dany fragment skóry, na którym może znajdować się wiele włosków. Emitowane przez światło fale są o różnej długości. Są one pochłaniane zarówno przez włoski jak i tkanki, jednak zniszczeniu ulegają jedynie cebulki włosów. W efekcie włoski ulegają zniszczeniu i osłabieniu, a następnie przestają rosnąć. Potem zabiegi należy powtarzać zależnie od potrzeb dla podtrzymania efektów, np. raz w miesiącu. Urządzenie posiada 3 tryby: normalny (największa moc), delikatny (dostosowuje się do różnych odcieni skóry, ale pracuje z mniejszą mocą) i bardzo delikatny (najmniejsza moc, polecana dla początkujących oraz dla wrażliwych obszarów skóry). Dodatkowo depilator sam na bieżąco odczytuje odcień skóry i dostosowuje do niego intensywność światła. Wszystko to dzięki wyjątkowemu sensorowi kolorytu skóry SensoAdaptTM, który aż 80 razy na sekundę odczytuje odcień skóry. Pracowity, prawda?;) Przekłada się to na optymalną skuteczność i bezpieczeństwo. Według producenta depilator wystarcza na 15 lat zabiegów na całe ciało (300 000 impulsów). Biorąc pod uwagę, że mało kto będzie depilował caluteńkie ciało, wydajność będzie jeszcze większa;) Lampka depilatora pulsuje jedynie wtedy gdy ma całkowity kontakt ze skórą. Nie ma więc mowy o „niekontrolowanym strzale”;) Dodatkowo możliwość zastosowania trybu płynnego uwalnia fale świetlne z większą częstotliwością, a więc minimalizuje ilość pominiętych obszarów skóry. 


Dla kogo przeznaczona jest depilacja IPL?

depilacja światłem Braun

Teoretycznie dla wszystkich, którzy chcieliby się pozbyć lub zmniejszyć ilość owłosienia w strefach niepożądanych takich jak nogi, pachy, bikini, wąsik etc. Niestety skuteczność zabiegów w dużej mierze uzależniona jest od naturalnych uwarunkowań. Jak już wspomniałam na opakowaniu mamy specjalną tabelę przedstawiającą konfigurację odcieni skóry i owłosienia wraz z zaznaczeniem, przy których opcjach depilacja jest polecana, a przy których zdecydowanie nie. IPL najlepiej przeprowadzać w przypadku skóry jasnej i z ciemnymi włoskami. Chodzi oczywiście o te włosy, które mają być poddane zabiegom;) Nie poleca się IPL w przypadku ciemnej karnacji lub blond włosków, ponieważ IPL niestety nie będzie wówczas skuteczny.

Jak używać depilatora IPL?



Najpierw dokładnie golimy strefę, którą chcemy poddać naświetlaniu. Możemy to zrobić dzień przed lub tuż przed zabiegiem. Ważne żeby używać maszynki, a nie np. tradycyjnego depilatora albo wosku. Należy zrobić to dokładnie, ponieważ w przeciwnym razie światło „przypali" wystające włoski i nie będzie to przyjemne. Następnie włączamy urządzenie, wybieramy odpowiedni tryb i naświetlamy miejsce po miejscu. Zdecydowanie nie jest to skomplikowane;)


Moje wrażenia po 6 miesiącach stosowania depilatora IPL Braun

depilacja IPL efekty

Nie obawiałam się pierwszego użycia depilatora IPL, ponieważ tak jak wspomniałam, miałam już doświadczenia z depilacją laserem diodowym w salonie. A że nie było to nic strasznego (przy pierwszych dwóch zabiegach nie czułam nic, a przy kolejnych zdarzał się „lekki pożar”, ale tylko przez chwilę;)) to podeszłam do tego na luzie;) Jednak zostałam trochę zaskoczona;) Pewnie zastanawiacie się czy domowa depilacja IPL boli? Ja zawsze słyszałam, że absolutnie nie. Szybko jednak przekonałam się, że niekoniecznie;) Ja odczuwam ból przy każdym zabiegu. Nie jest to oczywiście coś nie do zniesienia. Raczej takie szczypanie/pieczenie, ale zawsze było dla mnie silniejsze niż to przy użyciu lasera diodowego w salonie. Zaskoczyło mnie to i to bardzo, ponieważ spodziewałam się, że w przypadku tego urządzenia nie będę czuła nic. Zastanawiałam się jak to możliwe i być może jest to kwestia karnacji. Moja co prawda mieści się w tym zakresie polecanych do przeprowadzania zabiegów IPL, ale jest w tej górnej granicy. Do jasnej jej daleko. Druga sprawa jest taka, że chyba łatwiej znieść coś co przeprowadza na nas ktoś inny:) Przeprowadzając zabieg sama nie mogę się w pełni zrelaksować, ponieważ muszę jednocześnie dopilnować by wykonać go możliwie dokładnie;) Przyznaję, że przy tych samodzielnych zabiegach muszę robić sobie małe przerwy żeby w myślach trochę przekląć albo chociaż powiedzieć sobie ojojoj;) Ale oczywiście jestem twarda. Nie był to aż taki ból żebym miała zrezygnować z dalszych działań;) Zarówno w przypadku pach jak i rąk pojedynczy zabieg przebiega bardzo szybko. Wszak moje ręce są wyjątkowo szczupłe, a powierzchnia pach również bardzo skromna. Z racji tego, że moja karnacja nie jest tym najlepszym podłożem dla IPL bo nie jest ani blada ani z typowo czarnymi włoskami (raczej średnia z włoskami brąz lub ciemny blond) to starałam się korzystać z trybu normalnego, w obawie o to, że delikatny nie przyniesie żadnych efektów. Z trybu delikatnego korzystam tylko przy pierwszych paru naświetlaniach żeby przygotować się mentalnie na te niezbyt przyjemne odczucia;) Po wykonaniu zabiegu zdarza się, że moja skóra jest zaczerwieniona i odczuwam na niej ciepło. Co ciekawe w przypadku lasera diodowego nigdy tego typu następstw nie miałam. Te nieprzyjemne efekty szybko jednak ustają (z reguły po kilkunastu minutach). Warto też posmarować skórę dobrym balsamem lub łagodzącym kremem. Ja często stosowałam Alantan i w pełni wystarczał.


Efekty depilacji IPL po 6 miesiącach

Braun Silk Expert 5 IPL BD 5001

Przez pierwsze 4-12 tygodni zabiegi wykonujemy raz w tygodniu. Zabiegów trzeba więc przeprowadzić zdecydowanie więcej niż w przypadku depilacji laserowej. Na jeden zabieg laserem diodowym przypada aż 4-8 zabiegów IPL. Zabawy jest więc zdecydowanie więcej, ale możemy zrobić to wszystko w domowym zaciszu. Warto również pamiętać, że z racji tego, iż jest to urządzenie przeznaczone do domowego użytku (a zatem może po nie sięgnąć osoba bez wykształcenia medycznego tudzież kosmetologicznego) siłą rzeczy musi mieć słabszą moc. Kluczowe jest tutaj bowiem bezpieczeństwo stosowania. Nawet kosztem tego, że trzeba będzie uzbroić się w cierpliwość.

Zdecydowałam się na depilację rąk i pach. Dwa razy wypróbowałam też na nogach, ale tam rosną mi włosy blond, więc stwierdziłam, że to jednak strata czasu i lepiej skupić się na obszarach gdzie jest szansa na sukces;) W związku z tym, że nie jestem tym idealnym materiałem na IPL bo skóra raczej średnia, a włoski w wybranych strefach brąz i ciemny blond to wiedziałam, że będę musiała uzbroić się w cierpliwość;) 
Zabiegi wykonywałam raz w tygodniu aż do połowy czerwca. Mniej więcej w tym momencie upewniłam się, że cotygodniowe zabiegi nie są już potrzebne:) Wcześniej widziałam już pozytywne efekty, ale nie emocjonowałam się, ponieważ chciałam mieć pewność. Przez 2 miesiące nie wykonywałam już depilacji rąk. Mam tu na myśli obszar od nadgarstka aż po łokieć jedynie po zewnętrznej stronie (wyżej ani po wewnętrznej stronie zabiegów nie wykonywałam gdyż tam można zaobserwować u mnie jedynie drobne włoski blond). Druga sprawa jest taka, że moja skóra łatwo się opala, a więc ręce w okresie letnim są na tyle ciemne, że nie kwalifikują się do zabiegów. Mimo tego jak dotąd na rękach efekty są dobre:) Skóra nie jest co prawda aksamitnie gładka i zupełnie pozbawiona włosów, ale te, które odrastają są niemal niewidoczne i cieniutkie. Tych włosków na środku ręki nie ma już wiele i po prostu ich nie widać. Chyba, że przyjrzę się naprawdę z bliska:) Wtedy dostrzegam włoski bardziej „na skraju ręki”. Pewnie dlatego, że depilatorem przejeżdżałam przede wszystkim po środku, mniej zważając na boki:) Powiem szczerze, że ten efekt mnie zachwyca tym bardziej, że przed przygodą z IPL ja tych rąk nawet nie goliłam w obawie, że włoski będą potem bardziej widoczne etc;) Teraz nie wiem jak tak mogłam;) Gdy moje ręce trochę zbledną na pewno wrócę do zabiegów kontrolnych tak by utrzymać je w ryzach:) 

Teraz pora na nieszczęsne oporne pachy. Im musiałam poświęcić trochę więcej czasu. Na szczęście moja skóra pach się nie opaliła, więc nie było tak żeby skóra stała się zbyt ciemna:) W przypadku pach długo używałam IPL co tydzień, a teraz co 2-3 tygodnie. Pod prawą pachą efekt jest bardzo fajny biorąc pod uwagę moją oporność i wcześniejsze problemy w salonie. Szacowałabym go na ok. 70% włosków mniej, a przypominam, że nie jestem tym "najlepszym" fototypem do depilacji IPL. Te włoski, które odrastają są jaśniejsze niż wcześniej, ale sporo ciemniejsze w porównaniu z tymi na rękach. Pod lewą pachą sytuacja ma się gorzej, gdyż włosków jest ok. 40-50% mniej i co ciekawe gdy odrastają osiągają większą długość niż te po prawej;) U mnie jednak występuje coś w rodzaju „jednostronnych anomalii”. Dla przykładu noga boli mnie zawsze lewa, a głowa i zatoki zwykle po prawej stronie. Nie muszę chyba dodawać, że nikt nie wie dlaczego? Nie byłam więc szczególnie zaskoczona takim obrotem sprawy. Ale póki co za mną 6 miesięcy z Braunem, więc mamy jeszcze czas na lepsze rezultaty. Wiem, że u niektórych trwa to nawet rok. Na ten moment jestem więc zadowolona i liczę, że jeszcze trochę ubędzie:) Warto też dodać, że wcześniej nie miałam co prawda gęstych włosów pod pachami, ale rosły mi one na tyle szybko, że musiałam je golić co drugi dzień. Teraz jest zdecydowanie lepiej:) 

Na minus zaliczyłabym jedynie odczucia bólowe podczas zabiegów i konieczność ich cotygodniowego przeprowadzania w pierwszej fazie, czyli przez co najmniej 4-12 tygodni zależnie od przypadku;) Istotną kwestią jest także konieczność przeprowadzania zabiegów przypominających, która jest zdecydowanie na minus. Jeśli po jakimś czasie całkowicie zaniechamy zabiegów to włoski sukcesywnie zaczną odrastać. Ale czy w przypadku depilacji laserowej jest tak słodko? Ano nie, ponieważ też w wielu przypadkach po jakimś czasie potrzebne są 1-2 zabiegi powtarzające. A zdarza się, że włoski i tak odrastają. Wbrew pozorom nie ma jak dotąd metody umożliwiającej pozbycie się 100% włosków z gwarancją na zawsze. Trzeba to brać pod uwagę:) W tym przypadku marka Braun całkiem miło mnie zaskoczyła i chętnie poznałabym także ich urządzenia SPA do pielęgnacji twarzy:)


Mieliście do czynienia z domowym urządzeniem do depilacji IPL? Podzielcie się doświadczeniami.
Czytaj dalej »

niedziela, 12 sierpnia 2018

Tonymoly Tako Pore Bubble Pore Pack – ośmiorniczka Twoją maseczką do twarzy?

Maseczki do twarzy goszczą u mnie dość regularnie:) Najczęściej te nawilżająco-rozświetlające, ale przy cerze mieszanej pomocne bywają również te oczyszczające. Z produktami Tonymoly miałam już do czynienia wielokrotnie i nie ma co ukrywać, że wiele z nich bardziej zachwycało opakowaniem aniżeli świetnym działaniem;) Dlatego też zawsze przy wyborze czegoś z ich asortymentu robię ostrą selekcję albo ewentualnie wybieram nie obiecując sobie zbyt wiele:) Kiedy po raz pierwszy dostrzegłam linię Tako Pore, nie zainteresowała mnie ona prawie wcale. Pomyślałam sobie ot jakieś… czarne potworki? Jak się potem okazało – ośmiorniczki;) Jednak seria ta zaczęła zbierać całkiem niezłe recenzje i pomyślałam sobie, że sprawdzę czy nie kłamią;) Bo ja ufam tylko sobie. Przynajmniej w dziedzinie kosmetyków bo w innych to już nie zawsze;) Miałam już włożyć do koszyka 3 produkty z tej serii, czyli krem, maseczkę i stick. Ale pomyślałam sobie hola hola! Na początek niech będzie sama maska Tonymoly Tako Pore Bubble Pore Pack. Jak się sprawdziła?

Tomymoly Tako Pore Bubble Pore Pack


Jest to produkt oczyszczający typu wash-off tudzież tzw. maska „bąblująca”. Zawarte w masce naturalne składniki borowiny i torfu oczyszczają skórę i skutecznie wchłaniają sebum. Dodatkowo sól z morza martwego, woda morska i tauryna pomagają oczyścić pory.

Tonymoly Tako Pore Bubble Pore Pack przychodzi w przezroczystym plastikowym opakowaniu, które spokojnie nadaje się na prezent dla kogoś z poczuciem humoru;) Wewnątrz znajdziemy błyszczącego czarnego potworka, czyli naszą ośmiorniczkę, która posiada wiecznie zdziwiony wyraz twarzy;) Teoretycznie nie powinna mi się podobać bo taka czarna, ale prezentuje się całkiem pociesznie i lubię po nią sięgać:) 

Po odkręceniu główki ośmiorniczki naszym oczom ukazuje się dodatkowa osłonka zabezpieczająca. Jest to dość ważne, ponieważ dzięki temu łatwiej uchronić zawartość. A w przypadku tego typu maski warto pilnować żeby nie dostała nam się woda do jej wnętrza, ponieważ trochę nam wtedy zbąbluje w opakowaniu;) Pojemność maseczki bąblującej wynosi 65g. 

Zapach maski jest delikatny i przyjemny. Raczej trudno porównać go do czegoś konkretnego:) 

Maska posiada szarą barwę i konsystencję błotka. Jeśli kojarzycie błotną maseczkę oczyszczającą z Sephory (w słoiczku) to konsystencja tej jest podobna. Choć nieco bardziej miękka;) Na twarz nakłada się ją bardzo przyjemnie:) 

Producent zaleca aplikować kosmetyk po uprzednim umyciu twarzy i pozostawić go na 3-5 minut aż do pojawienia się bąbelków. Bąbelki pojawiają się szybko jeśli podczas aplikacji wykonamy lekki masaż twarzy;) Ja nigdy nie przesadzam z maseczkami oczyszczającymi, gdyż moja cera nie należy do szczególnie zanieczyszczonych, więc wystarczają te 3 minuty. Jeśli chodzi o maski bąblujące to nie mam zbyt wielkiego porównania, gdyż wcześniej miałam tylko jedną marki Sephora (w opakowaniu z atomizerem). Tamta wytwarzała naprawdę sporą pianę. Wręcz miało się uczucie, że bąbelki za chwilę wejdą do oczu;) Maska Tonymoly bąbelkuje natomiast delikatniej, ale jest to fajne, relaksujące uczucie:) Przy mojej mieszanej, ale niezanieczyszczonej cerze sprawdza się naprawdę dobrze. Nawilżenia nie zapewnia, ale nie podrażnia, nie wysusza, nie powoduje zaczerwienienia. Idealna dla skłonnej do przetłuszczania, ale jednocześnie cienkiej i delikatnej skóry. Jest łagodna. Nie jest to produkt, od którego cera aż skrzypi z napięcia i takiego nadmiernego oczyszczenia. Skóra jest po niej oczyszczona i mniej się przetłuszcza, ale nie jest to działanie agresywne. 
Uroczą ośmiorniczkę poleciłabym przede wszystkim dla cer mieszanych i normalnych:)


Znacie ośmiorniczki Tonymoly?
Czytaj dalej »

czwartek, 9 sierpnia 2018

Vita Liberata Invisi Foaming Tan Water – woda samoopalająca!

Nie należę do bladziochów, więc czy się opalę czy nie, moje rączki i nóżki białością straszyć nie będą;) A gdy już się opalam to proces ten przebiega szybko, łatwo i bez podrażnień zapewniając mi ładny, typowo brązowy odcień. Raczej nie należę do osób, które latem chowają się pod parasolem albo za wszelką cenę szukają cienia by zaznać chwili wytchnienia;) Słońce ma na mnie zdecydowanie dobry wpływ. No może pomijając „pogrzane” pomysły, które przychodzą mi niekiedy do głowy;) Niemniej z roku na rok opalam się coraz mniej, gdyż coraz rzadziej mam na to czas i odpowiednie miejsce;) Nie wspominając już o szkodliwym wpływie promieniowania UV na skórę. W tym roku były to dosłownie 2 razy;) Znam jednak produkty pozwalające na bezpieczną opaleniznę. Oczywiście od Vita Liberata. Jedną z najciekawszych nowości w ofercie Vita Liberata jest Invisi Foaming Tan Water, czyli coś w rodzaju samoopalającej wody pod postacią pianki. Jak sprawdził się u mnie ten wynalazek?;)

woda samoopalająca Vita Liberata

Vita Liberata Invisi Foaming Tan Water


Jest to organiczny samoopalacz zawierający składniki ekologiczne takie jak Ginko Biloba, a także wyciąg z malin. Mają one działanie nawilżające oraz przeciwdziałające przedwczesnemu starzeniu się skóry;) 
Samoopalacz Vita Liberata Invisi Foaming Tan Water

Vita Liberata Invisi Foaming Tan Water występuje w przezroczystej 200ml butelce wyposażonej w pompkę. PAO wynosi 6 miesięcy. Producent informuje, że kosmetyk pozbawiony jest koloru jednak moim zdaniem posiada on barwę żółtą. Samoopalacz jest praktycznie bezzapachowy, choć po paru godzinach można wyczuć lekki, swoisty zapaszek. Nie jest on jednak taki jak w przypadku zwykłych drogeryjnych samoopalaczy. Invisi Foaming występuje w dwóch wersjach – Medium Dark oraz Super Dark. Ja wypróbowałam ten jaśniejszy. Choć myślę, że w moim przypadku spokojnie mogłabym sięgnąć po ciemniejszy;) Mimo żółtawego zabarwienia produkt rzeczywiście nie brudzi ubrań. Poza tym dzięki lekkiej konsystencji błyskawicznie się wchłania, więc nie zmarnujemy zbyt wiele czasu podczas aplikacji:) Przed aplikacją ważne jest wykonanie peelingu ciała, ale takiego, który nie pozostawia po sobie tłustej warstwy. Nie należy również stosować nawilżających żeli pod prysznic. 
rękawica do aplikacji samoopalacza Vita Liberata
Kosmetyk tak jak inne produkty tej marki najlepiej aplikować przy użyciu rękawicy Vita Liberata Tanning.  Jakiś czas temu marka wprowadziła nową wersję rękawic, które sprawdzają się bardzo dobrze. Należy pamiętać, żeby produkt nanosić dokładnie kolistymi ruchami (aby nie zafundować sobie nieestetycznych smug;)). Trzeba też pamiętać o umyciu rąk po użyciu, ale to chyba oczywiste. Opalenizna pojawia się po 4-6 godzinach. Producent zaleca żeby po 4-8 godzinach wziąć prysznic. Efekt jest naturalny, czyli tzw. skóra muśnięta słońcem. Utrzymuje się na ciele przez kilka dni. Chyba, że korzystamy peelingów - wtedy znacznie krócej. Dodatkową zaletą jest to, że kosmetyk nie wysusza skóry. Po użyciu jest ona wypielęgnowana;) To chyba najbardziej innowacyjny i najwygodniejszy w użyciu produkt tej marki. Nie jestem wielką zwolenniczką samoopalaczy, ale tym od Vita Liberata można zaufać. Zwłaszcza jeśli zależy nam na szybkim efekcie. 


Znacie Invisi Foaming Tan Water lub inne produkty Vita Liberata? Zdarza Wam się czasem sięgnąć po samoopalacz?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

Lipcowe kosmetyczne plony, czyli nowości!

Lipiec minął zdecydowanie za szybko! Ani się obejrzałam, a już było po wszystkim! Na szczęście pogoda przez większość dni dopisywała (z wyjątkiem tych deszczowo-burzowych);) A czy w lipcu był urodzaj pod względem nowości kosmetycznych? Zaraz się temu przyjrzymy;)


zdjęcie przedstawiające Hydra Intensive vit C ampule serum
Zaraz po See Bloggers skontaktował się ze mną Skingarden, który był tam jednym z wystawców. Po dłuższej wymianie korespondencji trafiło do mnie coś z witaminką C, czyli Hydra Intensive vit C ampoule serum. Jest to zestaw 6 ampułek wystarczający na 6 tygodniową kurację (wkrótce dam znać jak przebiegła). A jeśli macie chęć na zakupy w sklepach skingarden.pl lub missha.pl to z kodem secretaddiction otrzymacie 30% zniżki;) Jest też konkurs na Instagramie - KLIK.
zdjęcie Oriflame Love Nature

Z Oriflame wytypowałam dla siebie limitowany balsam i żel pod prysznic Love Nature o zapachu wody kokosowej i melona oraz perfumy Eclat Femme Weekend. Były jeszcze dwa produkty, ale schowały mi się przed obiektywem telefonu;) Duecik do ciała zużyłam i nieźle wypadł, więc nawet wysiliłam się na recenzję - KLIK.
zdjęcie Nuxe Huile Prodigieuse edycja lato 2018

Nuxe natomiast postanowiło umilić mi lato limitowaną odsłoną olejku Huile Prodigieuse. Do przesyłki dołączone były również zmywalne tatuaże przywołujące wspomnienia z dziecięcych lat i garść żółciutkich piórek;) O olejkach Nuxe już kiedyś pisałam - KLIK.

Ostatnio dość często spotykam swoje włosy w odpływie wanny i na szczotkach, więc propozycja sprawdzenia szamponu i toniku Hair Medic wydała mi się całkiem sensowna;) Dam znać jak tam moje kudełki.

Rossmann zaś nadesłał mi pakiecik urlopowo-podróżniczy, który bliżej można obejrzeć TUTAJ.


O moje delikatne dłonie zadbała Orphica ze swoimi produktami z linii Touch, a dokładniej nawilżającymi rękawiczkami, peelingiem oraz kremem do rąk. 

Nivea zawitała u mnie aż dwa razy. Najpierw był Olejek w balsamie o zapachu kwiatu pomarańczy. Pachnie delikatnie (dla mnie bardziej jabłkiem niż kwiatem pomarańczy:D) i pozytywnie mnie zaskoczył. Wypadł o niebo lepiej niż bananowy jogurt TBS, który nadwyrężył moje nerwy. A kilka dni później zawitał do mnie suchy szampon Fresh Revive. Moja wersja przeznaczona jest dla „ciemnych”;) Nie jestem zwolenniczką suchych szamponów, ale jest przydatny w sytuacjach podbramkowych. Nie bieli jak zwykłe szampony, ale nie jest też typowo ciemny.


Od Laboratorium Joanna zawitały do mnie kosmetyki z serii Cannabis Seed, które wchodzą w skład linii Botanicals for Home SPA

Dotarł do mnie również prezent w postaci dwóch szamponów Healing Catzy. O podanie adresu celem wysyłki niespodzianki zostałam poproszona... w marcu, więc prawdę mówiąc prawie już o tym zapomniałam. Paczka zawierała mnóstwo białych kulek, które chyba miały symbolizować łupież:P Niestety przyklejały się do wszystkiego, więc nie obyło się bez odkurzacza;) 

zdjęcie nowych wzorów Manirouge
W prezencie dotarło też do mnie 5 nowych wzorów Manirouge;) Marka funkcjonuje już ponad rok i zyskała rozgłos m.in. dzięki mnie:D (tak, to ich słowa;)).
zdjęcie kosmetyków Naturativ
Dotarł też do mnie Stymulujący scrub do ciała z linii Home SPA i Otulający żel pod prysznic Naturativ wraz z pytaniem jak mi się podoba ich nowa szata graficzna i logo;) Jak dla mnie najlepiej pod względem graficznym wypadają wszystkie produkty, które wyposażone zostały w kolorowe etykiety, czyli np. linia Home SPA, balsam do biustu i balsam wyszczuplający;)
zdjęcie ukazujące Detox by Volante
Ja i detox to dwie sprzeczności. Niemniej chęć wypróbowania pakietu Detox by Volante zadeklarowała moja siostra;) Krótkiej opinii możecie spodziewać się na moim Instagramie.
zdjęcie żelu do mycia twarzy Sylveco Aloesove

Do zakupów mnie nie ciągnęło, ale wszyscy na Insta trąbili o wielkiej okazji, jaką miał być zakup miesięcznika Zwierciadło wraz z produktem Sylveco Aloesove. W owym czasie przebywałam kilka dni na zadupiu, ale mama złowiła dla mnie ostatni egzemplarz z żelem do mycia twarzy;) Szczerze mówiąc nawet nie wiedziałam, że Sylveco ma kolejną markę. Zaczęłam się już gubić w tych ich wytworach;) 

Od dłuższego czasu jakoś mi nie po drodze do Manufaktury, gdzie znajduje się jedyny łódzki salon The Body Shop. Niemniej w piątek 13-stego będąc w centrum miasta stwierdziłam, że podjadę jeszcze do Manu dokupić coś na prezent dla siostry i przy okazji wstąpię do TBS. Zwłaszcza, że prześladowała mnie ich nowa seria bananowa, a ja jestem balsamożercą:P Był to akurat przedostatni dzień wyprzedaży połączony z promocją 3za2 i 5za3 i niestety asortyment był już mocno przebrany;) Kupiłam więc żel i jogurt do ciała z serii Banana, a reszta to po dwa żele brzoskwiniowe i Virgin Mojito, które były mi już wcześniej znane i należą do moich ulubionych oraz peeling brzoskwiniowy i masło do ciała Moringa, które niespodziewanie zachęciło mnie swoim zapachem (a wydawało mi się, że nie mój). Recenzję mleczka z tej serii znajdziecie u Ani. Jeśli chodzi o bananka to zapach jest +/- taki jak w przypadku znanej bananowej serii do włosów. Jest on jednak intensywny i utrzymuje się na skórze przez wiele godzin. Moja mama jak go kiedyś u mnie wyczuła (z daleka!) to niemalże dostała ataku astmy:P Dla mnie również był stanowczo zbyt mocny, więc mogłam go stosować jedynie od pasa w dół, a na górę dawałam balsam Nivea. Poza tym powiem szczerze, że nie warto! Masła TBS są super, ale ten jogurt to jakiś żart za tą cenę (59zł). Przyjemna konsystencja, ale nawilżenie niewielkie i najgorsze było to, że rolował mi się na skórze. Na pewno nigdy więcej nie kupię i nie polecam. Miałam brać masło, ale chciałam dać szansę jogurtowi. Jak widać niesłusznie. A uwierzcie, że mam porównanie bo zużywam mnóstwo balsamów. Ten jest wegański etc, ale nic to bo dużo lepiej wypadły powyższe balsamy z Oriflame i Nivea. Za to żel z tej linii jest jak najbardziej w porządku! 
opaska na włosy królicze uszy
Pod koniec lipca skusiłam się na opaskę w kształcie króliczych uszu w Skingarden;) Opaski te zwróciły moją uwagę podczas See Bloggers i nie mogły mi wyjść z głowy;) Żałowałam wtedy, że nie zapytałam czy można je kupić na miejscu:D Do zakupów dołączono sporo próbek, głównie Missha. Myślałam, że opaski zostaną wysłane w jakiejś zwykłej folii i kopercie, a tu elegancja. Każda osobno w kolorowym pudełku;) Na zdjęciu załapała się również łagodząca pomadka Vianek. To już 3 poznany przeze mnie rodzaj (jest o zapachu banana). Świetne są te pomadki:) Zwłaszcza wersja pomarańczowa o zapachu moreli i mango;)


I to już (chyba) wszystkie moje lipcowe nowości. Dajcie znać co o nich sądzicie etc;)
Czytaj dalej »

piątek, 3 sierpnia 2018

Maybelline Instant Anti-Age Eraser Concealer – dobry korektor marki drogeryjnej?

Już dość dawno temu obiło mi się o uszy, że panuje szał na korektor Maybelline Instant Anti-Age Eraser Concealer. A dokładniej było to jeszcze wtedy zanim trafił do sprzedaży w polskich drogeriach. Ja podeszłam do tego raczej beznamiętnie. No bo Maybelline? Ich korektor miałby pomóc w przypadku moich cieni pod oczami? Kilka lat temu zaopatrzyłam się w dwa korektory tej marki, wyposażone w aplikatory w postaci pędzelków i zadowolenia jakoś sobie nie przypominam. Z tego co pamiętam jedyną zaletą był duży wybór odcieni jak na tamte czasy;) Poza tym nic szczególnego. Jednak, kiedy w końcu zachwalany produkt Maybelline dotarł do Polski to postanowiłam, że jednak wypróbuję żebym potem nie narzekała, że nawet nie spróbowałam;) Trzy miesiące używania za mną, więc pora na opinię;)
zdjęcie korektora Maybelline Instant Anti-Age Eraser
Korektor Instant Anti-Age Eraser marki Maybelline to z założenia multifunkcyjny produkt, który ma za zadanie ukryć niedoskonałości i cienie pod oczami jednocześnie nie wchodząc w zmarszczki. Stąd też dopisek Anti-Age;) Kosmetyk posiada skoncentrowaną i lekką formułę, w skład której wchodzi m.in. wyciąg z owoców Goji. 
zdjęcie Maybelline Instant Anti-Age Eraser Concealer

Korektor Maybelline otrzymujemy w przezroczystym opakowaniu o pojemności 6,8ml. PAO wynosi 6 miesięcy, ale według mnie dość ciężko zużyć w takim terminie jeśli stosujemy wyłącznie pod oczy;) Korektor występuje w dwóch odcieniach – 01 Light i 02 Nude. Choć poza granicami Polski jest tych odcieni nieco więcej;) 
zdjęcie gąbeczki w Maybelline Instant Anti-Age Eraser Concealer
Korektor wyposażony został w świetny, mięciutki, gąbeczkowy aplikator. Po prostu cudo! Nie jest to oczywiście zbyt higieniczne rozwiązanie i przyznaję, że jak większość dziewczyn miałam zamiar go zdjąć. Ale niestety tym razem komfort użytkowania wygrał i zostawiłam go takim jakim stworzył go producent;) Na swoje usprawiedliwienie dodam, że używam go sama i przede wszystkim na strefę pod oczami. Jeśli nakładam punktowo na inne miejsce to nakładam najpierw na czystą dłoń. 
zdjęcie Maybelline Instant Anti-Age Eraser Concealer na twarzy
Jeśli chodzi o odcienie to 01 nie brałam pod uwagę, gdyż nigdy nie używam najjaśniejszych;) Co do 02 to również obawiałam się, że będzie za jasny, ale może być. Jeśli po nałożeniu wydaje mi się trochę zbyt blady to nakładam trochę pudru lub podkładu na „granicy” cieni pod oczami, a resztą twarzy;) Nie lubię bowiem zbytniego efektu rozbielenia, ponieważ nie uzyskuję wtedy oczekiwanego krycia cieni, a raczej zamianę cieni ciemnych na białe;) Bardziej zależy mi na tym żeby odcień na całej twarzy był mniej więcej jednolity, a pod oczami jaśniejszy lecz nie wzbudzający podejrzeń, że tak to ujmę;) Korektor ma przyjemną formułę i naprawdę milutko się go aplikuje. Nie wysusza okolic oczu, ale należy pamiętać żeby nakładać go pod dobry i już wchłonięty krem pod oczy. Nieco ciężej przebiega jednak aplikacja w kącikach oczu, ponieważ tam potrafi wyglądać sucho. Należy, więc uważać na ilość jaką nakładamy w tych okolicach. Zwłaszcza jeśli planujemy użyć cieni do powiek lub rozświetlacza w kącikach oczu. Te produkty nie wyglądają dobrze jeśli nałożymy zbyt wiele korektora. Jeśli chodzi o kamuflaż cieni pod oczami to jak na moje warunki (jest co zakrywać) efekt jest naprawdę super:) Nie jest to na pewno takie pełne krycie, ale zawsze widzę spektakularną różnicę kiedy zdążę pokryć jedynie skórę pod jednym okiem;) Na mojej skórze pod oczami jawią się linie (głównie pod prawym okiem), ale powiedziałabym, że korektor tego mocniej nie uwidacznia. W moim odczuciu pod tym względem wygląda to tak samo jak i bez makijażu;) Choć ostatnio przeglądając zdjęcia doszłam też do wniosku, że jest to również zależne od ujęcia;) Przyznam też, że najczęściej nie skupiam się na idealnej aplikacji. Nakładam bardziej od wewnętrznego kącika, a na zewnątrz mniej;) Na jednym ze zdjęć mały podgląd makijażu z użyciem korektora Maybelline. Co ciekawe, podobno niektórzy nakładają Instant Anti-Age Eraser na całą twarz zamiast podkładu;) Sama nie próbowałam z uwagi na to, że odcień 02 na całą twarz byłby dla mnie za jasny. Ale korektor jest lekki i przyjemny w użyciu, więc może nawet wypróbuję ten sposób gdy trafią do nas ciemniejsze odcienie. Dodam jeszcze, że odcień po wykręceniu na gąbeczkę wydaje się być naprawdę ciemny. Nawet ja pomyślałam, że to się może nie udać;) Ale w użyciu odcień okazał się być dość standardowy. W moim odczuciu typowo średni kolor. Według mnie korektor jak najbardziej wart zakupu:)


Znacie korektor Maybelline Instant Anti-Age Eraser? Jakich korektorów używacie?
Czytaj dalej »