czwartek, 27 października 2022

SVR Sun Secure Blur SPF 50+ nowa formuła i moja opinia!

SVR Sun Secure Blur SPF 50+ to filtr, na który od dawna miałam ochotę, ale się bałam!;) Dlaczego? Jest to krem optycznie ujednolicający kolor cery, a ja stronię od takich produktów. Na moim profilu na IG nie ma nawet zdjęcia, na którym mam na twarzy tradycyjny podkład😅 Kremom, które mają wizualnie poprawiać koloryt cery nie ufam, ponieważ zazwyczaj są produkowane z myślą o bladolicych. A ja czy zima czy lato - do bladych nie należę. Obawiałam się więc, że Sun Secure Blur przybierze na mojej skórze jakiś dziwny, „wybladzający” odcień, a jego zapach mnie zabije. Ale tak się złożyło, że dostałam próbkę o siostry i... przepadłam. Od razu się zakochałam:) Co skończyło się natychmiastowym zakupem;)


SVR Sun Secure Blur SPF 50+

Efekt jest zupełnie nieporównywalny z żadnym innym SPF, jakiego używałam. Na mojej skórze nie zostawia koloru, pięknie się wtapia. Dzięki zawartości silikonu działa jak baza pod makijaż. A nawet może go zastąpić, jeśli preferujesz delikatne wyrównanie kolorytu zamiast mocnego krycia. SPF posiada brzoskwiniową barwę oraz niespotykaną konsystencję musu, która jest bardzo komfortowa w użyciu. Mus momentalnie się wchłania. Nie smuży i nie roluje się. Bez problemu można nałożyć odpowiednią ilość na twarz. Pozostawia na skórze aksamitne, delikatnie matowe wykończenie z efektem wygładzenia;) 

Na mojej mieszanej skórze spisuje się idealnie! Na pewno docenią go również posiadacze cer tłustych. Krem kontroluje wydzielanie sebum, a jednocześnie nie podrażnia ani nie wysusza. Dostałam wiele pytań o to czy „nie zapycha”, ale to kwestia indywidualna, więc nie  odpowiem jednoznacznie. U siebie nie zauważyłam zwiększonej częstotliwości pojawiania się niedoskonałości, ale moja cera nie jest trądzikowa i nie ma szczególnej skłonności do ich powstawania.

SVR Sun Secure Blur SPF 50+ - zapach i odcień

Produkt jest perfumowany i w pierwszych dniach stosowania potrafiłam czuć jego zapach przez większość dnia. Z czasem stał się on dla mnie słabiej wyczuwalny, a najszybciej przestaje być obecny, gdy dodatkowo nałożę puder (nawet bezbarwny). Bardzo obawiałam się jego zapachu, ale finalnie oceniam go jako całkiem przyjemny i mający „coś w sobie”. Choć zdecydowanie mógłby być mniej intensywny. Zwłaszcza, że preferuję bezzapachowe.

Krem może się nieco odcinać od reszty ciała przy jasnych i bardzo jasnych karnacjach, ale średnim i nieco ciemniejszym bardzo polecam! W końcu coś dla nas.

SVR Ochronny krem optycznie ujednolicający skórę SPF50 jakiś czas temu przeszedł pewne zmiany:

💙4 opatentowane filtry

💙1 silikon zamiast 4

💙Eko opakowanie

 

Znasz już nowy SVR Sun Secure Blur SPF 50+? Jakiego SPF używasz do twarzy?

Czytaj dalej »

wtorek, 18 października 2022

Moje polskie nowości kosmetyczne ze sklepu bee.pl!

Od wiosny nie pokazywałam żadnego zestawienia kosmetycznych nowości i może jeszcze to nadrobię;) A tymczasem mały przedsmak, czyli kilka kosmetyków polskich marek, które w swoim asortymencie posiada sklep bee.pl. Zdecydowałam się na produkty takich firm jak Apis, Vianek, Orientana i Mydlarnia 4 Szpaki.

Sklep Bee.pl kosmetyki naturalne

Sklep Bee wyróżnia się tym, że znajdziesz w nim nie tylko kosmetyki naturalne z różnych półek cenowych, ale także żywność, suplementy, wysokiej jakości delikatesy, artykuły zarówno dla mam, jak i dzieci, a nawet książki i akcesoria dla zwierząt. Jest w czym wybierać, a sam sklep przypadnie do gustu szczególnie tym, którzy nie lubią tracić czasu na bieganie po sklepach stacjonarnych albo zamówienia z kilku różnych miejsc.

Co wybrałam dla siebie tym razem?

Apis Mus do ciała arbuzowy z mango i witaminą E

Apis to marka, którą znam naprawdę słabo. Dlatego też moją uwagę zwróciły dwa produkty. Apis Trichological Care trychologiczny peeling do skóry głowy to enzymatyczny peeling o delikatnej, lekko żelowej konsystencji oraz przepięknym, takim wręcz ekskluzywnym zapachu, który od razu zyskał uznanie mojego wybrednego nosa. Niewielkie, 80ml opakowanie z wąską końcówką jest poręczne i wygodne w użyciu. Sam peeling łatwo się spłukuje i dobrze odświeża skórę głowy. Niestety finalnie musiałam go odstawić, gdyż wywołuje u mnie uczucie swędzenia. Liczę, że lepiej sprawdzi się u siostry. Apis Mus do ciała arbuzowy z mango i witaminą E to z kolei produkt do pielęgnacji ciała, który skusił mnie za sprawą zapachu arbuza. Wszak owocowe klimaty potrafią skutecznie poprawić humor. Zwłaszcza jesienią i zimą. Zapach nie jest co prawda zbyt naturalny w odbiorze (to zdecydowanie podrasowany arbuzik), ale mimo wszystko oceniam go jako przyjemny. Mus posiada lekką konsystencję, która lubi się jednak mazać podczas rozprowadzania. Trzeba więc poświęcić kilka minut na dokładne wmasowanie produktu i ważne żeby nie szaleć z ilością. Sam w sobie nie jest jednak kleisty ani tłusty. Po dobrym wklepaniu szybko się wchłania. A po użyciu skóra jest miękka i nawilżona.

Mydlarnia 4 Szpaki Mydło w płynie Cytryna i Mięta

Zawsze się śmieję, że cóż może być ważniejszego i bardziej niezbędnego niż mydło? Ciężko byłoby przebić tego typu produkt pod względem użyteczności!;) Zużywam hektolitry mydeł;) Najczęściej robię własne mydło w piance, ale zawsze chętnie wypróbuję także coś innego. W ten oto sposób wybór padł na Mydlarnia 4 Szpaki Mydło w płynie Cytryna i Mięta. Mydło opakowane zostało w 500ml, szklaną butelkę z pompką. Nie do końca mnie to przekonuje w kontekście mydła. Ale finalnie szczęśliwie mi nie upadło, więc mogłam się nim cieszyć do końca (co w moim przypadku oznaczało niecałe 2,5tyg. stosowania do mycia rąk). Można używać go również jako żelu pod prysznic. Sama nie próbowałam, ale jestem przekonana, że jak najbardziej się nadaje. Mydło posiada żelową konsystencję, która sprawia wrażenie jakby była wzbogacona o oleje (które zresztą są w składzie). Komfort stosowania jest więc wysoki, a samo mydło dobrze się pieni. Zapach jest naturalny w odbiorze. Początkowo był dla mnie nieco męczący, ale potem przywykłam. Przypomina mi liście cytryny, gdzieś w tle wybija także mięta. Produkt nie wysusza skóry, a nawet daje wrażenie delikatnego nawilżenia.

Orientana Naturalny balsam do ust Coconut Energy

Orientana Naturalny balsam do ust Coconut Energy to produkt nad którym zastanawiałam się najdłużej, ponieważ kosmetyki tej marki mają dla mnie niekiedy zbyt intensywne zapachy. Niemniej ostatecznie „pasja smarowania ust” zwyciężyła. Balsam ma przepiękne opakowanie z egzotycznym motywem. Jest ono co prawda tekturowe, ale jednocześnie naprawdę porządnie wykonane. Mamy tu więc win-win, czyli zarówno wygodę, jak i ekologię;) Sztyft posiada intensywnie żółty kolor i jak się okazało neutralny, niemal niewyczuwalny zapach, który ciężko do czegoś porównać. Dla mnie to zaleta, gdyż przynajmniej nie drażni. Na moich wybitnie wymagających ustach przy częstym stosowaniu wypadł całkiem dobrze. Przyjemnie nawilża i odżywia, choć nie jest to najbardziej regenerujący produkt do pielęgnacji ust, jaki znam. Trochę brakuje mi w nim połysku. 

Vianek Normalizujący tonik-wcierka do skóry głowy

Ze wszelkimi wcierkami do skóry głowy mam trudną relację pt.: chciałabym używać, bo wiem, że są efekty. Ale… bardzo mi się nie chce;) Dopiero niedawno otworzyłam pierwszy tego typu produkt, a Vianek Normalizujący tonik-wcierka do skóry głowy jest kolejnym;) Kosmetyk występuje w wygodnej formie toniku w sprayu, dzięki czemu jest łatwy i szybki w stosowaniu. Tonik posiada wodnistą, nieobciążającą konsystencję, która dobrze się rozprowadza i szybko wchłania. Jego woń jest ziołowa, ale ulotna i niemęcząca. Po użyciu zapewnia subtelne uczucie kojącego chłodzenia. Na ten moment ciężko mi jeszcze ocenić efekty, ale dam znać po zużyciu całej butelki.

Znasz sklep Bee? Lubisz wielobranżowe sklepy online? Używasz kosmetyków polskich marek?

Współpraca reklamowa 

Czytaj dalej »

środa, 5 października 2022

Geek & Gorgeous A-Game 5 - Serum z retinalem 0,05%. Retinal, który Cię nie sponiewiera!

Współpraca reklamowa

Przestrzegając odpowiednich zasad można stosować retinoidy przez cały rok. Nie da się jednak ukryć, że wysoki sezon jest właśnie teraz! Dlatego zmobilizowałam się żeby w końcu opowiedzieć o moich doświadczeniach z produktem, którego używałam… w zeszłym sezonie:) Dokładnie od 10.10 do 30.04, bo właśnie wtedy zorientowałam się, że przekroczyłam 6M PAO;) Mowa oczywiście o Geek & Gorgeous A-Game 5, czyli serum zawierającym 0.05% retinalu.

Dlaczego dopiero teraz?

Był tak dobry, że nie wiedziałam co o nim napisać;) Kusiło mnie zdanie - lubię w nim wszystko:) Postanowiłam jednak się wysilić i rozwinąć tą wypowiedź w typowym dla siebie stylu. 

Geek & Gorgeous A-Game 5 recenzja

Dlaczego A-Game jest tak wyjątkowy?

💙Sama substancja czynna (retinal) potrzebuje tylko jednej konwersji żeby przekształcić się w kwas retinowy i tym samym móc przynieść realne korzyści skórze.

💙Zawarty w nim retinal jest kapsułkowany oraz stabilizowany cyklodekstryną. To kluczowe, ponieważ retinal sam w sobie jest niestabilny. System kapsułkowania gwarantuje odpowiednią stabilność retinalu, wspomaga wchłanianie oraz co najważniejsze - zapewnia stopniowe uwalnianie. Dzięki temu proces retinizacji jest znacznie zminimalizowany. Nie bez znaczenia jest także butelka airless, która dodatkowo chroni formułę (unikaj retinoidów w butelkach z pipetkami).

💙Retinal jest efektywny nawet przy niskich stężeniach, a dodatkowo posiada właściwości antybakteryjne. Jest zatem idealny dla osób z tendencją do powstawania wyprysków.

💙Serum A-Game posiada krótki skład, który mimo prostej formuły zawiera dodatkowe  substancje nawilżające i łagodzące (gliceryna, pantenol, alantoina, polisacharyd Biosaccharide-Gum 4).

💙Bez substancji zapachowych!

💙Świetny stosunek ceny do jakości.

Serum A-Game 5 marki Geek&Gorgeous opakowane zostało w białą, 30ml buteleczkę typu airless. Brawo za to, ponieważ w przypadku retinoidów odpowiednie opakowanie również wpływa na stabilność formuły. A dodatkowo pozwala na precyzyjne dozowanie oraz pełne wykorzystanie zawartości. Muszę jednak przyznać, że produkt jest szalenie wydajny!Sama troszkę się zgapiłam i przekroczyłam 6M PAO. A mimo tego jeszcze pozostały mi resztki kosmetyku w opakowaniu. Dodam jednak, że stosowałam go wyłącznie na twarz, pomijając szyję, dekolt oraz okolice oczu. 

Serum posiada intensywnie żółtą barwę oraz konsystencję emulsji, która sprawnie się rozprowadza i szybko wchłania. Formuła ta świetnie współpracowała z każdym produktem, który nakładałam zarówno na jak i pod retinal. Nic się nie rolowało ani nie lepiło. Największym miodem na moje serce było to, że A-Game jest pozbawiony substancji zapachowych. Nie wyczuwałam w nim dosłownie nic! Mimo żółtego zabarwienia serum, nie zauważyłam żeby produkt brudził poszewkę. Ale od mojej wieczornej pielęgnacji aż do momentu uderzenia w kimono zwykle mija sporo czasu;)

Proces retinizacji

Na co dzień nie mam szczególnych problemów z cerą. Dlatego wszelkie niedogodności związane ze stosowaniem kosmetyków i budowaniem tolerancji na poszczególne substancje aktywne są u mnie niemile widziane;) Cenię sobie produkty, które nie sprawiają wielkiego kłopotu podczas użytkowania i nie powodują przejściowego pogorszenia stanu cery. Niestety nikt nie da gwarancji jak skóra zareaguje na retinoidy. Serum G&G otworzyłam z duszą na ramieniu, ponieważ rok wcześniej stosując krem z retinolem doświadczyłam większości działań niepożądanych i mimo kilkumiesięcznego używania moja cera i tak nie tolerowała go najlepiej.

Geek & Gorgeous A-Game 5 konsystencja

Serum A-Game to jednak dzień do nocy w porównaniu z tamtym produktem! Jedynie po pierwszej aplikacji doświadczyłam delikatnego uczucia tkliwości. Później ZUPEŁNIE NIC! Żadnego przesuszenia, zaczerwienienia, łuszczenia czy uczucia ściągnięcia.

Jak stosowałam A-Game 5?

Należy pamiętać żeby wprowadzać retinoidy małymi kroczkami. Sama zaczęłam od stosowania co 4 dzień. Ale tylko w pierwszym tygodniu, gdyż wyjątkowo szybko „wyczułam produkt” i już od drugiego tygodnia aplikowałam go co 2 dzień. Przy takim stosowaniu zostałam już do końca. Nie używałam A-Game codziennie, ponieważ mimo niezauważalnej retinizacji bardzo dbałam o barierę hydrolipidową i regenerację.

Z uwagi na wysoką wydajność produktu i kilkumiesięczne stosowanie, zdążyłam przetestować aplikację A-Game w różnych konfiguracjach. Najczęściej była to metoda kanapkowa. Na co dzień i tak jestem fanką wieloetapowej pielęgnacji, więc taka opcja była mi najbliższa. Przykładowo? Po wieczornym demakijażu i łagodnym oczyszczaniu cery aplikowałam tonik, następnie odrobinę esencji Dr.Ceuracle Vegan Kombucha i na to kapkę nawilżającego serum o lekkiej formule. Gdy wszystko się wchłonęło do akcji wkraczał bohater postu. Ważne żeby nie przesadzać z ilością. Wystarczy wycisnąć porcję retinalu odpowiadającą wielkości ziarnka grochu. Całość zwieńczałam kremem o właściwościach nawilżających i regenerujących. Jeśli chodzi o odstęp czasowy to tutaj również sprawdzałam różne warianty. Każdej skórze służy co innego, więc w granicach rozsądku warto sprawdzać różne opcje. Dodam jednak, że A-Game był dla mnie tak komfortowy w użyciu, że po aplikacji moja skóra była miękka i gładka. Gdybym preferowała prostszą pielęgnację, mogłabym go aplikować „bez bazy” i zwieńczając tylko kremem lub nawet bez. Czasem nawet tak robiłam i nigdy nie doznałam podrażnienia!

Geek & Gorgeous A-Game 5  jak używać

Za co polubiłam A-Game 5?

Gdybym miała określić ten produkt jednym słowem to byłoby to BEZPROBLEMOWY! Żadnych przykrości😄 Począwszy od braku zapachu po przyjemną konsystencję i 0 podrażnień.

To tylko kosmetyk, więc nie zmieni rysów twarzy, nie wyprasuje zmarszczek ani nie odnowi skóry na tyle żeby wyglądała jak przysłowiowa pupcia niemowlaka;) Ale! Stosując go miałam poczucie, że osiągam maksimum możliwych korzyści. Podczas regularnego używania skóra prezentowała się… czysto i świeżo. Zauważyłam także poprawę elastyczności. Drobne linie były mniej widoczne, a skóra sama w sobie gładsza i lepiej napięta. Ciężko mi ocenić właściwości antybakteryjne, ponieważ nie mam szczególnej tendencji do powstawania wyprysków. Niemniej moja mieszana cera przetłuszczała się zdecydowanie mniej.

To idealny produkt z retinalem na początek. Zwłaszcza dla strachliwych z cienką, delikatną i wrażliwą skórą💙 Każda cera jest inna, ale są duże szanse, że to właśnie dzięki niemu nie zniechęcisz się do stosowania retinalu.

W ofercie jest również Geek & Gorgeous A-Game 5, czyli serum zawierające 0.1% retinalu dla bardziej zaawansowanych. Na pewno sięgnę po nie w przyszłości.

Znasz retinal węgierskiej marki Geek & Gorgeous? A może polecasz inne produkty z retinoidami? Daj znać!

Czytaj dalej »

czwartek, 1 września 2022

Bielenda Skin Restart Sensory Mask Kojąco-chłodząca maseczka prebiotyczna do twarzy – recenzja!

Kojąco-chłodząca maseczka prebiotyczna do twarzy Bielenda Skin Restart Sensory Mask wpadła w moje łapki krótko po premierze:) Chciałam wersję nawilżającą, ale była wykupiona, więc dałam szansę różowej! Okazało się, że dobrze wybrałam, gdyż to właśnie ona zbiera wyższe noty;) Rzadko sięgam po maski drogeryjne, ale tym razem naprawdę było warto!

Bielenda Skin Restart Sensory Mask Kojąco-chłodząca maseczka prebiotyczna do twarzy blog

Bielenda Skin Restart Sensory Mask Kojąco-chłodząca maseczka prebiotyczna do twarzy

Maska zamknięta została w 50ml szklanym słoiczku, który wystarcza na 12 aplikacji. Na zużycie jest 6 miesięcy od otwarcia. Kosmetyk posiada różową barwę i dość gęstą, kremową konsystencję, która łatwo się rozprowadza. Zapach maseczki przypomina mi perfumy i tu drobny zgrzyt, ponieważ preferuję bardziej naturalne wonie na twarzy. Utrzymuje się on na skórze aż do momentu zmycia.

Bielenda Skin Restart Sensory Mask Kojąco-chłodząca maseczka prebiotyczna do twarzy recenzja
Bielenda Skin Restart Sensory Mask Kojąco-chłodząca maseczka prebiotyczna do twarzy konsystencja

Maseczkę aplikuje się na oczyszczoną, suchą skórę na 15 minut. Po tym czasie można ją spłukać letnią wodą (wystarczą dłonie lub zwilżony wacik, ponieważ z biegiem czasu maska i tak częściowo się wchłania) albo wklepać pozostałości w skórę. Polecam jednak ten pierwszy sposób ponieważ obficie nałożona maska i wmasowana na koniec w skórę ma tendencję do lekkiego rolowania;) Także w drugim przypadku musiałaby to być naprawdę cienka warstwa. Zaraz po aplikacji odczuwalne jest subtelne chłodzenie za które odpowiada obecność mentolu w składzie. Efekt ten jest jednak przejściowy, więc bez obaw, że odmrozi Ci twarzy;) A działanie? To świetna maska w jeszcze lepszej cenie! Już po pierwszym użyciu cera jest miękka, jedwabiście gładka, ukojona i bardzo dobrze nawilżona. Ideał po męczącym dniu, zwłaszcza gdy skóra wymaga ukojenia i złagodzenia.

Bielenda Skin Restart Sensory Mask Kojąco-chłodząca maseczka prebiotyczna do twarzy opinie

Skład również na medal. Wśród składników znajduje się ekstrakt z kasztanowca, olej ryżowy, skrobia, Piperonyl Glucoside czy też ferment drożdżowy. Szczególnie ucieszyła mnie obecność cennej ektoiny, która jest antyoksydantem. Posiada ona m.in. silne właściwości wiązania wody, łagodzi stany zapalne, wspiera naturalną barierę skóry i działa przeciwstarzeniowo. Często można ją znaleźć w produktach do skóry z AZS oraz w farmaceutykach. No i oczywiście doceniam obecność prebiotyków, które moja skóra uwielbia:)

Stosowałaś już maseczki Bielenda Skin Restart Sensory Mask? A może znasz inne maski drogeryjne do twarzy, które są godne polecenia?

Czytaj dalej »

czwartek, 25 sierpnia 2022

NEOGEN Dermalogy V.Biome Firming Cream - recenzja!

Dość często sięgam po koreańskie kremy przeznaczone do pielęgnacji twarzy. Jestem już dość dobrze rozeznana w kosmetykach z tego rejonu świata i najczęściej celuję bezbłędnie:) Latem postawiłam na nocne ujędrnianie z kremem NEOGEN Dermalogy V.Biome Firming Cream. Był to produkt, który chodził za mną od wielu miesięcy. W końcu zamówiłam go więc na niezawodnym Jolse. A czy warto było dać mu szansę? 

NEOGEN Dermalogy V.Biome Firming Cream

NEOGEN Dermalogy V.Biome Firming Cream to krem o działaniu ujędrniającym, który w swoim składzie zawiera 10% liposomów V.Biome, 10 rodzajów peptydów wspomagających napięcie skóry, probiotyki oraz 19 witamin:) Zastosowana w nim technologia nanokapsułek NMF (naturalny czynnik nawilżający) sprawia, że szybciej i głębiej wnika w skórę.

 

Krem opakowany został w szklany słoiczek o pojemności 60g. Jest on mega kompaktowy! Widać, że marka nie marnowała bez sensu materiału żeby słoiczek prezentował się bardziej ekskluzywnie. Etykieta jest naklejona w taki sposób, że po zużyciu można ją łatwo zdjąć. Praktycznie i ekologicznie! Ciekawostką jest wbudowany w nakrętkę kuleczkowy masażer mający wspomagać rozprowadzanie produktu. Choć dla mnie to trochę zbędne i nie do końca higieniczne akcesorium. Zazwyczaj po prostu nabierałam nim porcję produktu, ale nie wykonywałam skomplikowanych masażów twarzy;) 

Krem nie posiada dodatków zapachowych, ale w moim odczuciu  pachnie jak 5 woda po kremie Nivea;) Jest to wyczuwalne jedynie podczas aplikacji. Dlatego w żaden sposób nie drażni nosa.

Formuła na pierwszy rzut oka wydaje się średnio gęsta. W rzeczywistości jest dość lekka, ale pozostawia po sobie delikatny, nietłusty film ochronny. Cera się po nim nie błyszczy ani się nie lepi. Najlepiej sprawdza się na noc, ale cieńsza warstwa na dzień pod filtr też może być;) Przy grubszej warstwie jest już trochę za ciężko. Krem bardzo dobrze wspiera barierę lipidową, ponadto świetnie nawilża i odżywia, dzięki czemu cera jest lepiej napięta;) Z pewnością świetnie sprawdzi się również jesienią i zimą. Jest dość uniwersalny. Dostępna jest także wersja uspokajająca Neogen Dermalogy V.Biome Soothing Cream po którą również prawdopodobnie sięgnę:)

Markę Neogen i wiele innych koreańskich kosmetyków znajdziesz na Jolse.

Znasz kosmetyki Neogen? Jakiego kremu aktualnie używasz na noc?

Wpis powstał we współpracy z Jolse

Czytaj dalej »