czwartek, 17 października 2019

AA Hydro Sorbet Korea hydro balsam nawilżający, czyli Chok Chok po polsku! Czy warto?

AA Oceanic znam od niepamiętnych czasów i z tego co widzę, również obecnie marka ładnie się rozwija podążając za trendami w kosmetyce:) Parę miesięcy temu spostrzegłam serię AA Hydro Sorbet Korea, która z miejsca mnie zaintrygowała. Potem wypadła mi z głowy, ale nadrobiłam zaległości, kupując dwa produkty. Jedynym z nich był AA Hydro Sorbet Korea hydro balsam Chok Chok w jakże uroczej tubce;)

AA Hydro Sorbet Korea hydro balsam Chok Chok opinie

AA Hydro Sorbet Korea hydro balsam Chok Chok


Jest to balsam inspirowany koreańską pielęgnacją. Producent obiecuje lekką, a jednocześnie super nawilżającą formułę opartą na cenionych właściwościach wąkrotki azjatyckiej i kwasu hialuronowego. Po użyciu skóra powinna być promienna, sprężysta, witalna i długotrwale nawodniona.


Skład: Aqua, Glycerin, Dimethicone, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isopropyl Palmitate, Isohexadecane, Polysorbate 80, Ethylhexylglycerin, Polysorbate 20, Sodium Hyaluronate, Xanthan Gum, Allantoin, Panthenol, Butylene Glycol, Centella Asiatica Leaf Extract, Phenoxyethanol, Sodium Benzoate, Sodium Citrate, Citric Acid, Propylene Glycol, Camellia Sinensis Leaf Extract, Ubiquinone, Tocopheryl Acetate, Squalane, Rubus Idaeus Fruit Extract, Fragaria Ananassa Fruit Extract, Actinidia Chinensis Fruit Extract, Pyrus Malus Fruit Extract, Prunus Persica Fruit Extract, Carica Papaya Fruit Extract, Cucumis Sativus Fruit Extract, Potassium Sorbate, Parfum.

AA Hydro Sorbet Korea hydro balsam Chok Chok blog

Balsam opakowany został według mnie w bardzo ładną tubkę, która aż woła żeby po nią sięgać:) No ślicznie wygląda na półce;) Tubka jest wygodna w użyciu. Podczas stosowania nic złego się nie dzieje, a na koniec bez problemu można ją rozciąć żeby zużyć resztki balsamu;) Pojemność to standardowe 200ml. 


AA Hydro Sorbet Korea hydro balsam Chok Chok posiada kremowo-żelową konsystencję, która bardzo dobrze się rozprowadza. Podczas smarowania balsam staje się jakby mokry, powodując, że sam proces aplikacji przebiega niezwykle sprawnie i jednocześnie odczuwamy subtelne chłodzenie. Balsam posiada przyjemny, świeży zapach, który jest wyczuwalny jedynie podczas nakładania i bezpośrednio z tubki;) 
AA Hydro Sorbet Korea hydro balsam Chok Chok

Kosmetyk bardzo szybko się wchłania, ale po wklepaniu skóra się lepi przez dobrych kilka minut. A dodam, że u mnie mało który produkt powoduje takie atrakcje. Przechodząc do działania, mam wrażenie, że prawie żadna z obietnic nie została spełniona. Balsam nawilża… trochę. Trochę nawilża, trochę wygładza i to byłoby na tyle. Prawdę mówiąc niektóre nawilżające żele pod prysznic zapewniały mi lepsze efekty niż ten balsam. Produkt nie pozostawia po sobie żadnej warstwy. Oczywiście plusem jest to, że nie ma tłustego filmu, ale efekt jest niemal taki jakby się nic nie nałożyło. Nie ma mowy o promienności, zwiększonej sprężystości i witalności. A już tym bardziej o długotrwałym nawodnieniu. Balsam szybko się kończy, ale gdybym go używała przez kilka miesięcy to sądzę, że nawet pogorszyłby stan mojej skóry. Nie ma co się oszukiwać, jego działanie jest po prostu mierne. Skóra mojego ciała ma co prawda tendencję do przesuszania, ale dzięki odpowiednio dobranym balsamom za zwyczaj jest w bardzo dobrym stanie. Ten produkt to jednak jakaś atrapa balsamu;) Plusem jest tylko ładne opakowanie, przyjemny i nienachlany zapach oraz lekka formuła. Jeśli jednak zależy Wam na porządnym nawilżeniu (a tego oczekiwałabym od nawilżacza do ciała) to nie polecam. Balsam nie jest drogi (15,99zł), ale w tej lub nawet niższej cenie można znaleźć dużo lepsze produkty. Wiem co mówię, bo balsamów używam bardzo regularnie i wręcz nałogowo;) Sama nie spodziewałam się po nim jakiegoś oceanu nawilżenia (zważywszy na formułę), ale nie sądziłam, że będzie aż tak słabo. 


Kto mógłby być z niego zadowolony? Według mnie może się sprawdzić u osób, które nie znoszą balsamowania i nie tolerują nawet minimalnej warstewki ochronnej, ale jednak chciałyby choć minimalnie zadbać o skórę ciała. To jest taki „balsam nie-balsam”, więc u takich osób może się sprawdzić na zasadzie lepsze to niż nic;) Pozostałym radzę zainwestować w coś lepszego. Róbta co chceta, ja nie polecam;)


Znacie AA Hydro Sorbet Korea hydro balsam Chok Chok? Jakie balsamy lubicie?
Czytaj dalej »

niedziela, 13 października 2019

Roller z kwarcu różowego do masażu twarzy – czy to działa?

Na początku roku zainwestowałam w roller z kwarcu różowego. Kupiłam go bez większej refleksji i nie miałam względem niego wygórowanych oczekiwań. Ot, przyjemny dla oka gadżecik, który jeśli się nie sprawdzi to przynajmniej będzie ładnie wyglądał na zdjęciach;)

Roller z kwarcu różowego

Roller z kwarcu różowego – gdzie kupić?


Większość dziewczyn kupuje swoje rollery/wałeczki z kwarcu lub jadeitu do masażu twarzy na Aliexpress, ponieważ tam jest najtaniej:) Są one też dostępne w polskich sklepach internetowych, niektórych sklepach stacjonarnych, a także na przeróżnych "targach beauty". Aktualnie wałek do masażu z kwarcu można kupić nawet w Rossmannie, co stanowi duże ułatwienie:) Ja nie chciałam czekać zbyt długo na przesyłkę, a stacjonarnie rollery były jeszcze wtedy rzadko spotykane, więc moja sztuka jest firmy BLEND IT. Była promocja 49,90zł z 69,90zł i pomyślałam, że to świetna okazja. A tymczasem owa promocja trwa po dziś dzień:D Warto dodać, że owy wałeczek zyskał nagrodę Glammies 2019.
Roller z kwarcu różowego czy warto, opinie

Ile kosztuje roller do masażu?


Ceny wahają się od ok. 20 do ponad 100zł zależnie od miejsca zakupu.

Wałek z kwarcu różowego do masażu twarzy – jakie korzyści zapewnia?


Masaż wałeczkiem z kwarcu różowego lub jadeitu według producentów zapewnia szereg korzyści. Chłód wydzielany przez wałek zwiększa krążenie krwi, zmniejsza opuchliznę i cienie pod oczami, zamyka pory  i rozluźnia mięśnie, zmniejszając tym samym widoczność drobnych zmarszczek. Ma on działanie nie tylko upiększające, ale także relaksacyjne. 
Wałek do masażu z kwarcu różowego blog

Roller z kwarcu różowego – jak używać?


Nie jest to skomplikowane. Masujemy kolejno poszczególne partie twarzy – czoło, nos, policzki, okolice ust, podbródek i szyję. W sieci znajdziemy sporo grafik lub filmików instruktażowych, które w prosty sposób wszystko wyjaśniają. Ważne żeby nie rollować skóry dociskając zbyt mocno. Masaż wykonuje się na oczyszczonej skórze twarzy. Można na nią nałożyć np. serum lub maskę w płachcie. Dla zintensyfikowania efektu chłodzenia, przed użyciem warto schłodzić roller w lodówce (tylko nie w zamrażarce!).

Lepszy roller z kwarcu czy z jadeitu?


Znalazłam informację, że zarówno roller z kwarcu jak i jadeitu mają podobne właściwości, więc tak naprawdę możemy się kierować tym, który bardziej nam się podoba wizualnie:) Dla mnie ten z kwarcu jest ładniejszy;)
Roller do masażu czy działa


Roller z kwarcu różowego – czy to naprawdę działa?


Moim zdaniem średnio na jeża, gdyż nie zauważyłam jakichś spektakularnych efektów:) Nie można mu jednak odmówić walorów relaksacyjnych. Masowanie twarzy chłodnym kwarcem jest naprawdę przyjemne i odprężające. Obojętnie czy robimy to rano czy wieczorem. Masaż wzmaga także wchłanianie się produktów takich jak krem czy serum. Zmniejszenia widoczności cieni nie zaobserwowałam. Choć po użyciu twarz wygląda na bardziej wypoczętą. Mocno polemizowałabym ze stwierdzeniem, że taki masaż rollerem może się równać z masażem twarzy podczas przeprowadzania rytuału pielęgnacyjnego w gabinecie kosmetycznym. Dłonie doświadczonej kosmetolog robią to po prostu bardziej efektywnie i jest o wiele przyjemniej:) Niemniej, kto by miał czas żeby codziennie poddawać się zabiegom i masażom w gabinetach. Dlatego mimo wszystko jest to całkiem niezła i niedroga alternatywa, po którą możemy sięgać w zaciszu własnej łazienki nawet dwa razy dziennie;) Sama zakupu nie żałuję;) 

Jak czyścić roller do masażu? 

 

Wystarczy woda z mydłem lub mokra szmatka. Producent radzi by nie zalewać metalowych elementów. Ja jednak bezpardonowo opłukuję roller pod kranem i nadal wygląda jak nowy.


Próbowałyście już masażu wałeczkiem z różowego kwarcu lub jadeitu?
Czytaj dalej »

środa, 9 października 2019

Olivia Garden Supreme Combo Ceramic + Ion szczotka do włosów z włosiem z dzika – czy warto?

Na początku roku miałam jakiś nagły zryw w kierunku testowania szczotek do włosów, które mogłyby okiełznać moje niesforne kudełki;) Najpierw zamówiłam słynną szczotkę Abody prosto z Chin, ale że cierpliwość nie jest moją mocną stroną to zanim zdążyła do mnie dotrzeć, już kupiłam dwie inne w normalnym sklepie z szybką dostawą:D Zdecydowałam się wtedy m.in. na szczotkę do włosów Olivia Garden Supreme Combo Ceramic + Ion. Czy jest warta uwagi?

Olivia Garden Supreme Combo Ceramic + Ion


Olivia Garden Supreme Combo Ceramic + Ion


Jest to profesjonalna szczotka z włosiem z dzika, której antystatyczne jonizowane kolce zakończone delikatnymi końcami bez problemu rozplątowują włosy. Szczotka przeznaczona jest do układania i prostowania włosów. Zapewnia im połysk i gładkość. Jonizowana miękka poduszka i korpus z powłoką ceramiczną gwarantują łagodność dla włosów i skóry głowy oraz idealne efekty stylizacji.


Srebrna szczotka marki Olivia Garden ma według mnie dość przyjemny wygląd. Nie jest ciężka, a jej kształt jest dla mnie wygodny. Jakość wykonania jest bardzo dobra, ponieważ po wielu miesiącach wygląda prawie jak nowa. Moja wersja została wyposażona w „igiełki”, które nie są ani zbyt ostre ani za tępe. Są więc wyczuwalne, ale nie drapią skóry. W przeciwieństwie do wspomnianej we wstępie szczotki Abody, która jest niesamowicie drapiąca. Dodatkowo wyposażona została we włosie dzika. Pierwszy raz miałam szczotkę z włosiem z dzika i muszę przyznać, że na początku jej zapach był dość intensywny. Przypominał mi woń wnętrza sklepu obuwniczego;) Słabej klasy sklepu żeby było jasne;) Po jakimś czasie stało się to jednak dla mnie niemal niewyczuwalne;) Ze względu na połączenie materiałów szczotkę nieco trudno dokładnie wyczyścić, więc warto mieć przyrząd do czyszczenia szczotek, o którym kiedyś wspominałam. Dobrze też trzymać ją w zamkniętym miejscu, np. w szufladzie, żeby tak się nie kurzyła;) Ale to tak naprawdę dotyczy każdej szczotki:)
szczotka z włosiem z dzika

Szczotka przyjemnie masuje skórę głowy. Jak już wspomniałam, nie jest ostra, więc nie należy obawiać się podrażnień. Czesze jednak szybko i skutecznie, bez problemu radząc sobie z rozplątywaniem włosów. Moje włosy mają niestety dużą tendencję do plątania. Wyjdę z domu uczesana, a wracam już potargana i niejednokrotnie z drobnymi kołtunami;) A na moim osiedlu ciągle wieje, więc wiecie;) Dodatkowym atutem jest to, że po uczesaniu włosy są przyjemnie gładkie i bardziej błyszczące. Czuć, że naprawdę dba o włosy. Jeśli chodzi o właściwości prostujące to moich całkowicie nie wyprostuje, ponieważ mają one sporą tendencję do kręcenia. Nie było to jednak dla mnie istotne, gdyż w razie potrzeby mam prostownicę i prostującą szczotkę na baterie;) Minusem jest to, że podczas jej stosowania włosy szybciej się przetłuszczają, ale podobno w przypadku szczotek z włosiem z dzika jest to zupełnie normalne;) Ja tej szczotki używam zamiennie z innymi, bo tak jak wspomniałam mam ich na stanie parę sztuk;)
Olivia Garden Supreme Combo Ceramic + Ion blog

Według mnie szczotka Olivia Garden Supreme Combo Ceramic + Ion jest warta swojej ceny, a chińska inspiracja, która miała być równie dobra, nawet obok niej nie stała. Jest tak ostra, że naprawdę nie wiem, co mogłabym nią czesać. Nie nadaje się nawet dla psa. Dobrze więc zrobiłam kupując Olivię. Możliwe, że skuszę się jeszcze na słynną Fingerbrush. 


Znacie szczotki do włosów Olivia Garden?
Czytaj dalej »

niedziela, 6 października 2019

Nuxe Insta - Masque – 2 minutowe maseczki do twarzy!

Staram się regularnie sięgać po maseczki do twarzy i na ogół nie mam problemu z ich formułami. Jestem w stanie użyć wszystkiego, co ma potencjał, od masek w płachcie, kremowych, żelowych, peel-off po glinki. Jednak część z nich wymaga specjalnego przygotowania lub np. poświęcenia 20min (tak jak np. w przypadku masek w płachcie), więc na niektóre maski muszę mieć „ten dzień”;) Tym bardziej, że nie lubię siedzieć z maseczką i nic nie robić. Dlatego najchętniej sięgam po ekspresowe maseczki w słoiczkach, które mogę sprawnie zastosować nawet pod prysznicem. Takie są właśnie nowe maseczki Nuxe Insta-Masque! Nakładamy je na 2 minuty, a tyle czasu znajdzie każda z nas, bez żadnych wymówek:) Nawet nie próbujcie mi wmówić, że nie:D

Nuxe Insta – Masque - dla kogo?


Nuxe Insta-Masque

Nowe maseczki Nuxe zostały stworzone z myślą o współczesnych kobietach, które prowadzą aktywny tryb życia, ale jednocześnie chcą by ich skóra była piękna i zadbana. Głównym składnikiem maseczek jest woda różana, która posiada właściwości kojące, zmiękczające oraz tonizujące.


W skład serii Nuxe Insta-Masque wchodzą 3 maseczki:


Złuszczająca maska ujednolicająca (różowa).

Detoksykująca maska rozświetlająca (czarna).

Oczyszczająca maska wygładzająca (zielona).
Nuxe Insta-Masque blog

Każda maseczka została zapakowana w kartonowe opakowanie. W środku znajdziemy plastikowy słoiczek o standardowej pojemności 50ml. Opakowanie należy zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia. Słoiczki wizualnie mi się podobają. Miałam tylko problem z foliami zabezpieczającymi, ponieważ naprawdę ciężko było je usunąć i przy czarnej już trochę wymiękłam, zostawiając kawałek sreberka;) Świstak zbyt mocno zawijał;)




W składzie maseczki znajdziemy w 100% naturalne złuszczające drobinki z orzechów makadamia. Są one jednak na tyle delikatne, że nadają się dla każdego typu skóry. Maska zawiera również olejek makadamia, który poprawia nawilżenie skóry i wzmacnia jej naturalną barierę ochronną. Maska ma zapewnić przede wszystkim wygładzenie i ujednolicenie kolorytu.
Nuxe Insta-Masque Złuszczająca maska ujednolicająca

Maska została opakowana w różowy słoiczek, wewnątrz którego znajdziemy dość nietypową konsystencję. Ja nazwałam ją galaretowatym żelem z cukrem;) Co ciekawe, pod wpływem masażu zmienia się ona w jedwabisty olejek, co powoduje, że staje się ona wyjątkowo przyjemnym rytuałem dla skóry:) Jest równie przyjemnie jak podczas demakijażu dobrym olejkiem z emulgatorem;) Dla mnie jest to najbardziej relaksująca wersja Insta-Masque i jednocześnie najpiękniej pachnąca. Trudno mi określić jej zapach, ale powiedzmy, że taki miodowo-kwiatowy. Subtelny, ale bardzo ładny i jednocześnie otulający. Podczas masażu złuszczające drobinki w moim odczuciu są dość dobrze wyczuwalne, ale nie podrażniają skóry i nie powodują jej zaczerwienienia. Pewnie dlatego, że mimo, iż jest to maseczka złuszczająca to jednocześnie mamy tutaj tą nietypową, bardzo komfortową formułę, która zapewnia dodatkowe działanie kojąco-nawilżające. Po użyciu skóra jest przyjemnie gładka i zrelaksowana, a wszystko to w zaledwie 2 minuty:) 


Nuxe Insta – Masque detoksykująca maska rozświetlająca


Ekspresowo detoksykująca czarna Insta-Maque w swoim składzie zawiera węgiel drzewny, który szybko usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry. Już po 2 minutach skóra staje się promienna, rozświetlona i pełna blasku.
Nuxe Insta – Masque maseczki opinie

Czarne opakowanie skrywa w sobie czarną niczym smoła i pięknie błyszczącą 2-minutową maseczkę. Konsystencja jest gładka i kremowa, w trakcie zmywania zmienia się w mleczko, dzięki czemu nie nastręcza problemów;) Zmywa się ją równie ekspresowo jak nakłada. Przynajmniej w moim przypadku, bo jak wspomniałam – tego typu maseczki stosuję zawsze pod prysznicem żeby nie tracić czasu:) Maseczka detoksykująca również posiada przyjemny zapach. Według Nuxe są to nuty drzewne w towarzystwie cedru i bergamotki. Marka rekomenduje, że zapach przypadnie do gustu również panom i muszę się z tym zgodzić. Woń jest świeża i naturalna, bez żadnych drażniących nut. Bardzo polubiłam tą wersję. Po użyciu skóra jest przyjemnie gładka, promienna, czysta i taka świeża:) 


Nuxe Insta – Masque oczyszczająca maska wygładzająca


Zielona Insta-Masque w swoim składzie zawiera glinkę białą. Jest więc wersją szczególnie polecaną do cery wrażliwej. Kaolin pochłania nadmiar sebum, matuje skórę oraz oczyszcza pory.
Nuxe Insta – Masque konsystencje masek

Ostatnia wersja zawiera lekką, kremową maskę o jasnej barwie. Zapach zielonej maski jest w moim odczuciu już taki bardziej zwyczajny, neutralny. Producent opisuje go jako połączenie figi i ylang-ylang, ale ja bardziej wyczuwam naturalną, delikatną woń glinki. Ta wersja jest najdelikatniejsza, a jednocześnie skutecznie wygładza, oczyszcza skórę i lekko matuje. Spłukuje się najszybciej ze wszystkich 3 wersji, ponieważ jej konsystencja jest najlżejsza.

Osobiście najbardziej polubiłam wersję czarną i różową. Ale warto wspomnieć, że z powodzeniem możemy zastosować multi-masking, nakładając każdą maseczkę na wybraną partię twarzy. Czyli np. zieloną na czoło i nos, a czarną na policzki i brodę etc. Spróbujcie i sprawdźcie jak odpowiada Wam najbardziej:)


Znacie już nowe Insta-Masque od Nuxe? Lubicie takie ekspresowe maseczki do twarzy czy raczej dłuższe rytuały pielęgnacyjne?
Czytaj dalej »

czwartek, 3 października 2019

Missha Time Revolution The First Treatment Essence RX 2019 - odnowiona wersja słynnej esencji!

Raz na jakiś czas pokazuję nowe albo bardziej egzotyczne koreańskie marki, ale firma Missha jest zapewne znana wszystkim, którzy choć troszkę siedzą w temacie #kbeauty;) Jakiś czas temu zainteresowała mnie seria Artemisia, ale pomyślałam, że to może później i postawiłam na nową esencję Missha Time Revolution The First Treatment Essence RX. Jest to odnowiona wersja, wydana w 2019 roku;) Do pozostałych nie mam niestety porównania, ale napiszę, jakie są moje odczucia względem tej nowej:) Nie wiem jak Wam, ale mnie ona ostatnio wyskakuje niemal z lodówki, tzn. głównie, jako reklamy sklepów na Insta i FB;) Wszędzie jest zachwalana, więc wychodzi na to, że dokonałam dobrego wyboru;)

Missha Time Revolution The First Treatment Essence RX

Missha Time Revolution The First Treatment Essence RX



Esencja zawiera aż 95% sfermentowanych drożdży. Pomagają one nawilżyć, zregenerować, a także ukoić zniszczoną skórę. Esencja ma również działanie ujędrniające i rozjaśniające. Dzięki zastosowaniu podwójnej fermentacji działa intensywniej, a składniki lepiej się wchłaniają. Kosmetyk poprawia kondycję skóry, wygładza, rozświetla, a nawet łagodzi objawy trądziku. Dodatkowo w składzie znajdziemy również Liściokwiat oraz ekstrakt z ryżu, niacynamid i ceramidy. Esencja ma również zapobiegać powstawaniu zmarszczek mimicznych i kontrolować nadmierne wydzielanie sebum.


Skład: Yeast Ferment Extract, 1,2-Hexanediol, Nicotinamide, Bifidus Ferment Filtrate, Oryza Sativa Extract, Pearl powder, Aqua, Diethoxyethyl succinate, Propanediol, Sodium PCA, Ethylhexylglycerin, Adenosine, Polyquaternium-51, Butylene Glycol, Vinegar, Glycerol, Ceramide 3, Cholesterol, Hydrogenated lecithin, Xantham Gum

Missha Time Revolution The First Treatment Essence RX nowa wersja

Esencję otrzymujemy w kartonowym opakowaniu. Wewnątrz znajdziemy 150ml butelkę z mrożonego szkła, której otwór jest bardzo dokładnie zabezpieczony. Ja musiałam go „odbezpieczyć” nożyczkami, bo było mi szkoda paznokci. Butelka należy do tych eleganckich, ale średnio ją lubię, ponieważ jest ciężka i przez to nieporęczna;) Wolałabym też dozowanie za pomocą pompki, ale w sumie już się przyzwyczaiłam do tego wylewania przez otwór. W tym przypadku na szczęście nie jest on przesadnie wąski, więc można dość sprawnie wylać odpowiednią ilość na dłoń lub wacik. Poza tym ciężko ją się fotografuje, a jak jakieś opakowanie bardziej mi się podoba to zawsze robię więcej zdjęć;) Butelka ładna, ale niekoniecznie do pokazywania na zdjęciach;) 


Konsystencja esencji to typowa woda, choć w kontakcie ze skórą sprawia wrażenie takiej nieco odżywczej, (jeśli w ogóle można tak powiedzieć o wodzie;)). Esencja jest bezwonna, co stanowi mój ulubiony zapach. Oczywiście lubię też te aromatyczne, ale bezwonność za zwyczaj jest dla mnie pełną gwarancją delikatności i komfortu stosowania. Wiem jednak, że dla niektórych brak zapachu jest dużą wadą. 
Missha Time Revolution The First Treatment Essence RX nowa wersja opinie, blog


Nową esencję Missha Time Revolution The First Treatment Essence RX wdrożyłam do swojej wieczornej pielęgnacji. Choć czasem zdarzało mi się jej używać zamiennie rano, ponieważ miałam jeszcze drugą, polską esencję. Nigdy nie stosowałam jej solo, gdyż uważam, że takie stosowanie na dłuższą metę jest mało efektywne. Zawsze więc w pielęgnacji wieloetapowej, po uprzednim dokładnym demakijażu i oczyszczeniu cery. Na początku najpierw używałam toniku, a następnie esencję aplikowałam palcami. Zauważyłam jednak, że używana zamiast toniku i nakładana wacikiem sprawdza się u mnie nawet lepiej. Choć nie wiem, z czego to wynika;) Esencja rzeczywiście jest ultra-delikatna, wręcz kojąca. Nie wysusza, nie podrażnia. Na pewno nie obciąża cery i nie zapycha. Delikatnie rozświetla, wstępnie nawilża oraz wygładza, dobrze przygotowując i ułatwiając aplikację serum i kremu, a także wspomagając ich działanie. Bardzo przypomina mi esencję Secret Key, którą stosowałam na początku roku. Nie jestem jedynie przekonana do jej ceny, tzn. cena na Jolse jest w porządku. Zwłaszcza biorąc pod uwagę tą promocyjną (a o promocje tam nietrudno). Ale taka cena jak w naszych sklepach to już według mnie lekka przesada. 


Znacie nową esencję Missha? Stosujecie ten krok w swojej codziennej pielęgnacji?
Czytaj dalej »