Paletka
cieni do powiek Nabla Dreamy wizualnie wpadła mi w oko
już podczas zapowiedzi jesienią ubiegłego roku. Nie brałam jednak pod uwagę zakupu,
gdyż odcienie jakie zawiera wydały mi się niekoniecznie odpowiednie dla mnie i
zbyt jaskrawe/różowiaste. To ostatnie jak się potem okazało było związane z
tym, że zdjęcia na niektórych blogach były tak poprzerabiane jakby to była
zupełnie inna paletka niż w rzeczywistości;) Oglądając potem zdjęcia z
przeróżnych źródeł totalnie nie wiedziałam, które +/- miarodajnie oddają stan
faktyczny?;) W końcu jednak zaczęłam szukać na YT i tam znalazłam dość wierne
odwzorowanie kolorów, które pomogło mi podjąć decyzję. Ale to dopiero kilka
miesięcy później, gdyż początkowo paletka wyprzedała się w ciągu 2 dni od
premiery. Był na nią prawdziwy szał! Ja nie jestem aż takim typem łowcy, więc nie
przejęłam się tym i odpuściłam zakup. Ale na początku marca poczułam zew natury
i nagle zaświtało mi, że może jednak bym kupiła?;) Wahałam się jeszcze między
pędzelkami Mbrush i oczywiście ktoś zdążył mi wyjąć paletkę z koszyka;) Miałam
już klikać pędzelki, ale niespodziewanie paletka objawiła mi się w Mintishop i
zostałam jej szczęśliwą posiadaczką;) Tak więc info. dla zainteresowanych
paletką Nabla – warto monitorować sytuację w sklepach internetowych;) A czy ta
walka się opłaciła?

Nabla
Dreamy czy warto o niej marzyć?
Paletka Nabla Dreamy
opakowana została w czarną tekturową osłonkę zawierającą takie informacje jak
skład poszczególnych cieni oraz PAO – w tym przypadku 18 miesięcy. Po jej
zdjęciu naszym oczom ukazuje się przepiękne opakowanie w odcieniach czerni i
złota, które przyozdobione zostało gwiezdnymi motywami. Prezentuje się
magicznie i bardzo trafia w mój gust:) Cudo! Paletka jest porządnie wykonana,
więc jej opakowanie nie powinno ulec zniszczeniu:) Chyba, że ktoś będzie nią
rzucał;) Ja jednak o swoje rzeczy dbam:) Bardzo podoba mi się również rozmiar i
kształt opakowania. Paletka nie jest długa, więc wygodnie leży w dłoni:)
Została również zaopatrzona w całkiem niemałe lusterko. Zdecydowanie
najładniejsza paletka jaką miałam w życiu:)

Paletka
Nabla Dreamy jest moim trzecim produktem tej marki i
muszę przyznać, że każdy z nich należy do grona moich niekwestionowanych
ulubieńców. Mając już bardzo dobre doświadczenia z pomadką i cieniem pojedynczym, które gorąco polecam, nie miałam wątpliwości co do jakości
paletki:) Choć słyszałam też, że niektóre cienie pojedyncze tej marki nie są
tak dobre jak mój Absinthe. Nabla Dreamy zawiera 12 cieni o dość zróżnicowanej
kolorystyce i wykończeniach – matowym, metalicznym i perłowym:) Cienie
posiadają przyjemną konsystencję i gładko rozprowadzają się na powiece. Nie
mają tendencji do nadmiernego osypywania się i są dobrze napigmentowane. Natomiast
ze względu na to, że posiadam „tłuste powieki” cienie zawsze aplikuję po
uprzednim zastosowaniu bazy (obecnie używam Smashbox).
Immaculate –
opalizująca biel ze złocistą poświatą. Świetnie nadaje się do rozświetlenia
kącików oczu, a także strefy pod łukiem brwiowym.
Illusion –
matowy, neutralny brąz. Taki klasyczny odcień. Zdarza mi się użyć go też trochę
jako cień bazowy, choć dla niektórych może być zbyt ciemny żeby zastosować go w
ten sposób;)
Vanitas –
brzoskwiniowo-złoty duochrome. Taki radosny odcień:)
Delirium –
przepiękny metaliczny, wielotonowy fiolet. Jest to jedyny cień, którego nie
używałam, gdyż każdy twierdzi, że to jedyne słabe ogniwo palety i jest to ponoć
cień trudny w aplikacji, ponieważ nie chce trzymać się powieki. Nie używałam bo
nie chciałam się denerwować. Marzec był dla mnie wystarczająco męczący:P Także
ten jeden cień na razie spisałam na straty.
Byzanthine –
metaliczne złoto, jeden z moich ulubieńców. Zawsze zmaluję z nim coś fajnego:)
Lubię też nałożyć na niego cień Saphyre z paletki Alchemist Kat von D.
Sistina –
różany mat. Taki dziewczęcy odcień;)
Metal
Cupid – metaliczny rdzawy brąz opalizujący na różowo.
Również jeden z moich ulubionych:)
Inception –
połyskujący zgaszony fiolet z liliowymi refleksami.
Senorita –
koralowy mat. Początkowo sądziłam, że jego wykorzystanie u mnie będzie
wątpliwe, a jednak bardzo dobrze sprawdza się jako dodatkowy, mocniejszy akcent
i również stał się moim ulubieńcem:) Bardzo lubię go w połączeniu z Metal Cupid
i Byzanthine lub Rose Gold.
Rose
Gold
– metaliczne różowe złoto. Bardzo je lubię:)
Lullaby –
zgaszony fiołkowy mat z szarawym podtonem. Fajny do spokojniejszego makijażu.
Dogma –
matowy ciemniejszy brąz. Brązy zawsze mile widziane:)
Paletkę mam od początku
marca, więc pachnie jeszcze troszkę świeżością;) Jednak od razu wzięłam ją w obroty i muszę przyznać, że z miejsca skradła
moje serce:) Zarówno pod kątem estetyki, jakości jak i kolorów, które okazały
się być jednak bardzo moje:) Miałam lekkie wątpliwości czy każdy z cieni znajdzie u
mnie zastosowanie, ale używam wszystkich prócz Delirium ze względu na to co
napisałam powyżej:) Paletka towarzyszy mi teraz praktycznie codziennie, a do
moich najulubieńszych odcieni należą – Rose
Gold, Senorita, Metal Cupid i Byzanthine
oraz Immaculate. Użyte razem fajnie podkreślają moją cerę:)
Zdjęć makijaży brak, ponieważ ciężko mi je uchwycić robiąc zdjęcie z rączki, a
niestety nie mam czasu przez pół dnia próbować wykonać idealne selfie:D Swatchy
też nie robiłam, ale jest ich w sieci pełno, zwłaszcza na Instagramie Nabla. Przed
ewentualnym zakupem radziłabym obejrzeć dużo zdjęć dla porównania, ponieważ
wiele jest niestety bardzo przejaskrawionych;)

Paletka nadal jest rozchwytywana
i trudno dostępna, ale warto obserwować w sklepach internetowych. Co jakiś czas
na chwilę się pojawia i wtedy można przyatakować:)
Ja jestem z niej bardzo zadowolona!:) Od razu trafiła do
moich ulubieńców i szczerze mówiąc Too Faced, Dior, Provoke, Urban Decay, The
Balm i wszystko inne może się przy niej schować:) Jak najbardziej jest warta
swojej ceny (159zł). A już niebawem nowa paletka cieni Nabla Soul Blooming, którą można podejrzeć na Instagramie marki Nabla.
Znacie
paletkę Nabla Dreamy? Uległyście jej urokowi tak samo jak ja?
Czytaj dalej »