piątek, 29 maja 2020

Listopadowe urodziny przeniesione na kwiecień!

Mam taką nietypową przypadłość, że lubię dawać prezenty przed terminem;) Szczególnie zaś dotyczy to tych prezentów, które wręczam korespondencyjnie, czyli dla blogowych koleżanek;) Dawniej był to miesiąc, może dwa… A teraz potrafię wyskoczyć z prezentem gwiazdkowym nawet w marcu:D Niekiedy zakładam sobie, że tym razem będzie inaczej;) Ale wystarczy drobny impuls… Jakaś rzecz, która skojarzy mi się z konkretną osobą i już wariacka machina rusza od nowa;) A potem… irytują mnie kiszone w domu rzeczy, więc w pewnym momencie stwierdzam, że czas odwiedzić pocztę;) Nie przejmuje się czy to jesień czy to lato i już nawet obdarowani do tego przywykli:D Pod koniec kwietnia jednak to mi przytrafiło się coś nietypowego. Aneta z bloga allaicandoiswriteaboutit.pl postanowiła wykorzystać czas pandemicznego Home Office m.in. na skompletowanie urodzinowego prezentu dla mnie. A urodziny jak pewnie wiesz mam w najbardziej „imprezowy” dzień w roku, czyli 1 listopada;) Pikanterii dodaje fakt, że jestem „rocznikiem Czarnobyla”;) Stąd pewnie te wszystkie moje ekscesy;) Całkiem miło się jednak złożyło, bo kwiecień należy do moich ulubionych i wyjątkowo sentymentalnych miesięcy;) A w tym roku można powiedzieć, że obchodziłam już 20-lecie dnia, który miał wpływ na całe moje życie. Dnia, który co roku przypomina mi ile można znieść, a mimo tego pozostać całkiem wesołym, zakręconym człowiekiem:) I akurat dzień przed tym corocznym dniem refleksji dotarł do mnie prezent od Anetki. Powoli robi się łzawo, więc przejdę już do tego co znalazłam wewnątrz ozdobnego pudełka?



Nie wiem dlaczego, ale zarówno Aneta jak i wszyscy inni mówią, że wybrać coś dla mnie to jest ciężki orzech do zgryzienia:D Często pojawia się argument, że wszystko mam. Choć naprawdę nie wiem skąd te wnioski:D Ale faktycznie jestem specyficzną osobą, temu zaprzeczyć się nie da;)

Pierwsze zdjęcie pokazuje, że moja Insta Psiapsi zainspirowała się moim wpisem na temat kosmetyków koreańskich dostępnych niemal „od ręki”. Nie da się ukryć, że wpadła mi w oko mgiełka The Saem Essential Water Mist w stylizowanej na bambus buteleczce;) We wpisie wspominałam też o One. Two. Free! Super Glow Serum, które jest wprawdzie produkowane w Niemczech, ale inspirowane koreańskimi rytuałami piękna;) Ten uroczy kotek to Regenerujący krem do rąk Melon i Banan #xoxo marki Venus. Mocno kojarzy się z koreańskimi kosmetykami Tonymoly;) Wpadł mi w oko już podczas zapowiedzi na stronie Rossmanna, co zresztą pokazywałam na Insta Story;) Mam słabość do takich uroczych kosmetyków;) Jest także Rose Face Mask marki Fresh, która również mnie ucieszyła, bo akurat nie miałam wtedy żadnej takiej tradycyjnej maski.
Jo Malone Lime Basil & Mandarin Body Creme

Jo Malone Lime Basil & Mandarin Body Creme bardzo mnie zaskoczył. Nie wiem skąd ona wiedziała, że od dawna intrygował mnie ten zapach, ale jakoś nie miałam okazji wypróbować;) Strzał w 10! Zapach jest wybitnie mój! Bardzo długo utrzymuje się na mojej skórze nawet, jeśli użyję odrobinkę;)

Jestem szczęśliwą posiadaczką Foreo UFO, więc również maseczki mnie ucieszyły. Jestem co prawda w stanie używać UFO z innymi płachtami, ale te firmowe są idealnie dopasowane i gotowe do użycia;) Co nie bez znaczenia dla lenia. 
Luksja Marsh Mallow

Dawniej dostać mydło to było niczym sugestia;) Ale dziś jest tyle miłych dla oka mydeł, że aż miło je otrzymać:) Poza tym jak wiesz, mydło to dla mnie świętość:D A na te słodkie mydła Luksja polowałam bezskutecznie od miesięcy! 
BodyBoom

Jeśli oglądasz moje Insta Story to zapewne wiesz, że na początku maja dopadła mnie jakaś obsesja nowości BodyBoom i Faceboom;) Zanim jednak to nastąpiło, stałam się szczęśliwą posiadaczką Peelingu z pestek winogron BodyBoom oraz Ujędrniającego masła do ciała tej samej marki. Dobre peelingi i smarowidła do ciała są u mnie zawsze mile widziane. 

Zapach Avon Icandessence Lotus to ulubieniec Anety spośród wytworów Avonu. Ja całe wieki nie miałam już perfum Avonu, ale jak prawie każdy zaczynałam od ich zapachów i niektóre jestem w stanie rozpoznać do dziś! A tej kuleczki akurat nigdy wcześniej nie miałam:) Jest urocza, prawda? Aneta ma też talent do wyłapywania perełek z Biedry! W przeciwieństwie do mnie, bo ja nienawidzę chodzić tam na zakupy! Niekiedy wypatrzę jednak coś kuszącego na Insta i najpierw tydzień się zastanawiam czy pociągnąć tam swoje zwłoki… A gdy już tego dokonam to za zwyczaj okazuje się, że już po ptokach! Tak też było z tym nawilżaczem powietrza marki Hoffen! Fajny bajerek, poręczny i świeci w różnych barwach (tak, niebieski też tam występuje;)). 

Czytaj dalej »

poniedziałek, 25 maja 2020

Emporio Armani In Love With You - przypadkowe zauroczenie!

Zawsze mam „dylemat moralny”, o jakim zapachu napisać;) A kolekcja ponad 30 flakonów perfum wcale tego wyboru nie ułatwia;) W końcu każdy z nich znajduje się w moich zbiorach z jakiegoś powodu, ma swoją historię i kojarzy mi się z konkretnymi wspomnieniami lub wydarzeniami. Często pamiętam jaki zapach miałam na sobie w konkretnej sytuacji. Po dłuższych zmaganiach ze swoimi pokrętnymi myślami doszłam do wniosku, że czas napisać o perfumach, które znalazły się wśród moich ulubieńców zeszłego roku. Wszak lepiej późno niż wcale. Mowa oczywiście o zapachu Emporio Armani In Love With You, który trafił do mnie rok temu jako niespodziewany prezent. Dawanie pachnidełek w prezencie jest wielką sztuką. Tym bardziej, że należę do osób niesamowicie niedogodnych pod tym względem. Dlatego rzadko ktoś ma odwagę zrobić mi taką niespodziankę. Chyba, że wie dokładnie, czego pragnę;) Zapach był mi kompletnie nieznany, więc podeszłam do niego z wielką ostrożnością i przez chwilę się wahałam czy w ogóle go otworzyć. Gdy już się odważyłam okazało się, że to miłość od pierwszego powąchania;)

Emporio Armani In Love With You blog


Nuty głowy: czereśnia, malina, czarna porzeczka

Nuty serca: róża, jaśmin arabski, davana

Nuty bazy: wanilia, irys, paczuli

Emporio Armani In Love With You recenzja

Perfumy zostały umieszczone w dość prostym flakonie, który nieszczególnie chwyta za serce. Ale nie jest też jakimś koszmarkiem, ponieważ prezentuje się całkiem elegancko. Jakość jego wykonania jest bardzo dobra, nic się nie uszkodziło. Flakon bardzo trudno jednak sfotografować;) Zapach jest dostępny w czterech pojemnościach. Ja miałam w ulubionej, czyli 30ml. Lubię małe i średnie pojemności. 
Emporio Armani In Love With You

In Love With You (swoją drogą bardzo mi się podoba ta nazwa) posiadają wpadającą w pomarańczową barwę i nosząc latem jasne bluzki miałam wrażenie, że zostawiają na nich plamy...  Pryskałam oczywiście na skórę, ale prawie zawsze coś osiądzie na ubraniu;)
Armani In Love With You blog

Perfumy należą do kategorii kwiatowo-owocowej. W moim odczuciu są słodkie i ciepłe. Otwarcie zapachu to nuty owocowe, ale takie bardziej „gęste”. Niczym skoncentrowany syrop owocowy;) Wyczuwalny jest ciepły aromat maliny i czarnej porzeczki. Po jakimś czasie do głosu zaczyna dochodzić jaśmin. A następnie wanilia okraszona nutą paczuli. To nadaje całej kompozycji miękkości i zmysłowości. To zapach bardziej jesienno-zimowy, ale ja z upodobaniem nosiłam go o każdej porze roku. Zarówno na dzień jak i na wieczór:) Jest bardzo trwały. Czuję go na sobie nawet kilkanaście godzin, a na ubraniach pozostaje zanim proszek i woda nie rozdzielą  go w pralce;) Mogę go też pochwalić za świetną projekcję! Wszak trzymałam dystans społeczny jeszcze na długo przed tym zanim stało się to modne. A raczej konieczne;) Tak, tak. Bliskość jest ściśle zarezerwowana dla nielicznych, reszta z daleka;) I... niejednokrotnie słyszałam, że czuć moje perfumy z na odległość:) Na szczęście nikt nie sugerował, że owa woń nie należy do przyjemnych;) Jeśli lubisz np. Lancome La Vie Est Belle to jest szansa, że In Love With You również przypadnie Ci do gustu.
Armani In Love With You

Pokochałam te perfumy i pozazdrościła mi ich też mama, więc dostała ode mnie identyczne na urodziny. A ja byłam zadowolona, że dzięki temu nie miałam dylematów co kupić;) W przyszłości pewnie skuszę się na Because It’s You. Muszę przyznać, że w przypadku tej serii Armani bardzo pozytywnie mnie zaskoczył:) Warto też dodać, że In Love With You stanowi parę z męską wersją Emporio Stronger With You Intensely:)


Jaki zapach był Twoim ulubionym w minionym roku lub obecnie? Podobają Ci się perfumy Emporio Armani?
Czytaj dalej »

czwartek, 21 maja 2020

Foreo Ufo – przetestowałam i dzielę się opinią!

Mam słabość do gadżetów Foreo, więc nie ukrywam, że po premierze Foreo Ufo moje oczy były jak 5 złotych;) Urządzenie pojawiło się zresztą kiedyś na mojej blogowej wishliście, więc nie kłamię Cię. Oj nie;) I tak pewnego razu w Hollyłódź… Wigilia 2019 – mija właśnie kilkanaście miesięcy od publikacji urodowej chciejlisty i wtedy wchodzi ona (Interendo) – cała na biało:D A właściwie to jej renifer w przebraniu kuriera z pięknym miętowym UFO i nie tylko;) Czy można sobie wyobrazić bardziej rozpustne święta? Minęło już trochę czasu odkąd wylądowało u mnie UFO, więc pora na garść refleksji!

Foreo Ufo

FOREO UFO


Foreo Ufo jest połączeniem zaawansowanej technologii z ekskluzywną formułą koreańskich maseczek w płachcie, które oferują efektywną pielęgnację w zaledwie 90 sekund. Dzięki technologii Hiper–Infusion, która polega na emitowaniu ciepła lub zimna w głąb skóry oraz pulsacji T-Sonic odpowiedzialnych za przenoszenie składników aktywnych zaznasz pielęgnacji nie z tej ziemi;) 


Rozgrzewanie – ciepło koi, odpręża i rewitalizuje zarówno ciało jak i umysł. Dzięki stopniowemu rozgrzewaniu w trybie termoterapii składniki aktywne zostają wprowadzone w głąb skóry, a ich działanie jest skutecznie aktywowane.


Ochładzanie – tryb krioterapii to sposób na zmniejszenie widoczności porów i redukcję obrzęków. Dzięki temu Ufo skutecznie ożywi, odświeży i ochłodzi skórę. 


Pulsacje T-Sonic – dbają o wchłanianie składników, dzięki czemu skóra staje się zdrowa i promienna. 


Terapia światłem LED – w programy Ufo zostały wbudowane 3 rodzaje fototerapii – czerwone, zielone i niebieskie światło LED. Dzięki nim zyskujemy dodatkowe właściwości regenerujące, odmładzające etc. 
Foreo Ufo blog

Foreo Ufo umieszczone zostało w plastikowym opakowaniu. Oprócz urządzenia wewnątrz znajdziemy także jedną sztukę maseczki na dobry początek, ring do przytwierdzania maseczek, podstawkę oraz ładowarkę usb. W ofercie dostępne są 3 kolory Ufo – Pearl Pink, Fuchsia i Mint. Interendo upolowała dla mnie taki najbardziej mój – miętowy kolor, ale przyznaję, że podoba mi się każdy wariant:) Design robi wrażenie, co w przypadku Foreo jest normą. Ale Ufo podoba mi się wręcz wybitnie (pora na fanfary:D). 
Foreo make my day maska

Ufo ma wbudowane dwa programy, z których możemy skorzystać od początku wciskając przycisk odpowiednią ilość razy. Jeśli chcemy użyć bardziej zaawansowanych funkcji oraz wgrać inne maseczki, musimy pobrać aplikację na telefon. Jest ona prosta i intuicyjna w użyciu. Chociaż mam co do niej mieszane uczucia, ponieważ z jednej strony taka aplikacja to znak naszych czasów, a z drugiej niekoniecznie chcę chodzić z telefonem do łazienki. Poza tym korzystając z aplikacji za każdym razem musimy skanować kod wybranej maski, który znajduje się na opakowaniu. Na szczęście poszczególne maski jednocześnie są już potem wgrane w urządzenie, więc celem użycia wystarczy przycisnąć odpowiednią ilość razy. Jeśli korzystamy z aplikacji to podłożony głos mówi o poszczególnych etapach podczas maseczkowania;) 


Ufo zainteresowało mnie, ponieważ lubię efekty jakie zapewnia dobra maska w płachcie, ale nie jestem zbyt cierpliwa i kwitnięcie 20-30 minut z płachtą na twarzy nie należy do moich ulubionych rozrywek;) Przy tradycyjnych maskach w płachcie najgorszy jest dla mnie ten pierwszy moment po nałożeniu – maska jest taka zimna i oślizgła. Nie lubię tego;) W dodatku dla mojej drobnej twarzy nie istnieją idealnie dopasowane maseczki. Także nawet jak mam z jakimś fajnym nadrukiem to i tak na mnie nie prezentuje się to odpowiednio;) Dlatego taka mini płachta nakładana na urządzenie wydawała mi się ideałem. Zwłaszcza, że wystarczy 90 sekund masowania i gotowe:) 
Foreo Shimmer Freak maska

Żeby skorzystać z Ufo wystarczy wyjąć maseczkę z opakowania, przytwierdzić ją ringiem do urządzenia i włączyć odpowiedni program bezpośrednio w urządzeniu lub w aplikacji. Następnie przykładamy urządzenie do twarzy i masujemy przez 90sek;) Każda maseczka zapewnia nam inny rytuał. Przykładowo w Make My Day Mask1. Przygotowanie (30sek) – grzanie, czerwone światło led, 2. Nawilżanie (30sek) – grzanie, czerwone światło LED, T-Sonic, 3. Ochrona (30sek) – zielone światło led, T-Sonic. Świetna sprawa, ale wadą jest to, że Ufo jest moim zdaniem dość ciężkie i zdarza się, że podczas masowania lekko rozboli ręka;) Komfort użytkowania byłby wyższy gdyby było lżejsze. Jak na moje realia Ufo jest też dość duże. Wygodniej by mi się masowało gdyby było trochę mniejsze. Przy maskach przeznaczonych do stosowania na twarz jeszcze można to ogarnąć. Schody zaczynają się przy masce pod oczy Shimmer Freak. Moim zdaniem w jej przypadku nawet posiadaczki pełniejszych twarzy nie będą w stanie wykonać w pełni efektywnego masażu okolic oczu. Ufo ma po prostu zbyt dużą powierzchnię masującą, przez co trudno się skoncentrować jedynie na tym niewielkim obszarze skóry;) Maseczkę pod oczy stosowałam, więc na całą twarz, uwzględniając przy tym okolice oczu na tyle na ile udało mi się do nich dotrzeć;) Z samego działania maski byłam zadowolona, ale rozmiar urządzenia jest tu problemem;) Efekty moim zdaniem są takie same jak przy dobrych maskach w płachcie. Z tą różnicą, że mamy je już po 1,5 min (lub po 3min, bo zabieg można też powtórzyć). 


Foreo Ufo alternatywne metody stosowania


Od początku wiedziałam, że używanie Foreo Ufo jedynie do wykonywania masek w płachcie i to tylko tych dedykowanych wyłącznie Foreo, nie pozwoli mi na pełne wykorzystanie potencjału mojego kosmicznego przyjaciela;) Tym bardziej zważywszy na jego cenę. Choć przyznaję, że nie lubię skupiać się na cenie, bo wychodzę z założenia, że rzecz jest warta tyle ile ludzie są w stanie za nią zapłacić. A niewątpliwie były osoby, które zapłaciły za urządzenie pełną kwotę. Jaki by nie był koszt, zawsze ktoś go poniesie. Często nawet towar jest bardziej pożądany, bo jest drogi…  Przejdźmy jednak do alternatywnych sposobów wykorzystania Ufo. 
Foreo Ufo czy warto

Maski Foreo są inspirowane koreańskimi maskami w płachcie i również składy są bardzo podobne. Można więc pokusić się o małe kombinacje;) Choć zaznaczę, że Foreo tego nie rekomenduje. Mając zapas maseczek w płachcie postanowiłam ciąć je na kawałki tak żeby można było ich użyć z Ufo. Przy takim zastosowaniu jedna płachta wystarcza na 3-4 zastosowania. Trzeba jedynie pamiętać żeby szczelnie zamknąć nieużyte „ścinki” otwartej już maski, bo inaczej wyschnie. Jeśli mamy wgrane maski Foreo i zostawimy sobie opakowania potrzebne do zeskanowania kodu w aplikacji to bez problemu użyjemy dowolnej maski z wybranym programem pielęgnacyjnym Foreo. Możemy też pokusić się o sterowanie manualne, czyli ustawić sobie chłodzenie albo grzanie, pulsację i rodzaj światła LED (przy sterowaniu manualnym można je zmieniać dowoli, więc mamy wtedy do wyboru więcej niż tylko niebieski, czerwony i zielony;)). Światło traktowałabym jednak, jako dodatek, dlatego, że terapia światłem wymaga czasu, a te 90s to oczywiście mało;) Dla porównania w salonach kosmetycznych terapia światłem LED stosowana jest indywidualnie lub jako dodatek do innych rytuałów pielęgnacyjnych i najczęściej zalecana jest seria np. 10 zabiegów, z których każdy trwa przykładowo 30-60min plus moc światła jest większa, gdyż urządzenia do profesjonalnego wykorzystywania rządzą się swoimi prawami. A w przypadku urządzeń domowych parametry muszą być tak dostosowane żeby każdy użytkownik mógł korzystać z nich bezpiecznie bez odpowiednich szkoleń;) Wada użycia masek innych niż Foreo jest jednak taka, że musimy dopasować kształt, czyli wziąć oślizgłą płachtę w rękę, a następnie ją pociąć. Nie jest już, więc tak elegancko jak przy maskach Foreo, tzn. że wyjmujemy gotowy płachtowy krążek z opakowania, przytwierdzamy do Ufo i jazda;) A przecież właśnie o ten komfort chodzi w Ufo:) Muszę też przyznać, że oryginalne maski Foreo są idealnie dopasowane grubością, więc masaż przebiega bardzo przyjemnie. Przy innych maskach zdarza się, że płachta jest z cieniutkiego materiału i wtedy średnio się nadaje, ponieważ zawadza ring trzymający maskę w ryzach i maseczka trochę ciągnie po skórze. Wyjściem jest wtedy złożenie płachty na pół albo dodatkowe podłożenie jednej warwy suchej płachty pod spód. Słabo też nadają się te płachty, które są niezbyt mocno nasączone esencją (znowu jest wtedy wrażenie ciągnięcia po skórze). Tak więc oryginalne płachty Foreo są najwygodniejsze w stosowaniu, ale można się pokusić o użycie innych. Byleby nie były zbyt cienkie i suche.


Można też skorzystać ze skompresowanych maseczek w płachcie, które nasączamy, czym chcemy, czyli np. fajną esencją albo serum;) 


Kolejny mój sposób to do dodatkowego ochłodzenia płatków pod oczy. Nakładam płatki pod oczy, ustawiam chłodzenie i przykładam do płatka. 


Można też pokusić się o użycie razem z serum do twarzy lub pod oczy żeby pielęgnacja była bardziej efektywna. W przypadku funkcji ochładzania nie stosuję dodatkowego „podkładu” w postaci suchej płachty nałożonej na Ufo. Jednak w przypadku chęci skorzystania funkcji grzania konieczne jest podłożenie takiej płachty, np. nasączonej esencją i użycie większej ilości serum. Tutaj ku przestrodze… raz nałożyłam na twarz serum i zaczęłam masować twarz niczym niepokrytym Ufo z włączoną funkcją grzania. Efekt był taki, że skóra się trochę przegrzała, a moją twarz pokryło parę małych czerwonych bąbelków i nie chodzi tu o dzieci:P Coś w rodzaju lekkiego poparzenia. Skóra wróciła do normy już po kilkunastu minutach, ale w jednym miejscu stała się bardziej „reaktywna”. W efekcie czego co jakiś czas pojawia mi się mała czerwona plama na jednym policzku i muszę się wtedy ratować żelem na poparzenia oraz kremem regenerującym. Wiem, że to na pewno od tego, bo np. parę lat temu bardzo brzydko sobie coś wydusiłam pod ustami i jak się opalę to skóra w tym miejscu też robi się zaczerwieniona. Coraz mniej, ale na początku była bardzo wrażliwa. Sądzę więc, że w tym przypadku też powstało jakieś głębsze podrażnienie. Moja skóra jest bardzo delikatna, więc nie wiem co mi strzeliło do głowy. Jestem pełna podziwu dla swojej głupoty;) Ta czerwona kropka nawiedzała mnie przez jakieś 2,5 miesiąca. W drugiej połowie marca poratowała mnie seria Barrier Renew od Bielendy Professional i na razie problem nie wrócił, ale może się ujawnić po ekspozycji na słońce. Trzeba też zwrócić uwagę na sam produkt, który stosujemy, ponieważ grzanie może być słabym pomysłem. W razie wątpliwości zawsze bezpieczniej użyć chłodzenia.  


Jest też możliwość nałożenia tradycyjnej maski w płachcie i przykładanie do niej Ufo miejsce po miejscu. Ale jak dla mnie to trochę mija się z celem, bo po to jest Ufo żeby już nie nakładać maski na twarz;) Wiem jednak, że niektórzy lubią ten sposób;)
Foreo Ufo jak używać

Jakiś czas temu Foreo wprowadziło Ufo 2, więc tym samym cena pierwszego Ufo poszła w dół. To jednocześnie pokrzepiające jak i zasmucające, bo chciałoby się mieć to nowsze;) Jak już wspomniałam, swoje Ufo dostałam w prezencie od Patrycji. Ale na pytanie czy warto kupić (mimo pewnych minusów urządzenia, które wyraźnie zasygnalizowałam), odpowiadam – tak, warto. Na pewno prędzej czy później i tak bym je kupiła przy dobrej promocji, czyli np. cenie rzędu 600-700zł:) Ufo pozwala zaoszczędzić czas, a czas to pieniądz:D Nie jest to produkt dla każdego, bo nie każdy go doceni. Jednak jeśli jesteś gadżeciarą i masz słabość do Foreo to Ufo jest jak najbardziej do rozważenia. 

A jak jest u Ciebie? Foreo Ufo intryguje czy nie wzrusza?;)
Czytaj dalej »

poniedziałek, 18 maja 2020

Cell Fusion C Papaya Granule Peels - wyjątkowy peeling enzymatyczny z Topestetic!

Marka Cell Fusion C intrygowała mnie od dawna, więc wypróbowanie czegoś z jej asortymentu było już dla mnie tylko kwestią czasu! Myślałam bardziej o jakimś kremie albo serum, ale ujrzawszy ponad 220 pozytywnych opinii klientów sklepu Topestetic na temat Cell Fusion C Papaya Granule Peels, poczułam się naprawdę zaintrygowana! Taka dawka zachwytów nie mogła być przecież kwestią przypadku:) I tutaj przyznam, że zawsze chętniej patrzę na opinie w sklepach niż szukam recenzji na blogach;) Miałam w zapasie jeszcze parę nieotwartych peelingów, ale ciekawość zwyciężyła;)

Cell Fusion C Papaya Granule Peels

Cell Fusion C Papaya Granule Peels


Jest to peeling enzymatyczny rekomendowany do każdego typu cery, w szczególności wrażliwej. Charakteryzuje się on skutecznym i jednocześnie łagodnym działaniem bez efektu podrażnienia. Dokładnie oczyszcza skórę z zanieczyszczeń, usuwając przy tym martwy naskórek. Peeling wyrównuje koloryt i teksturę skóry oraz ją rozjaśnia. W składzie znajduje się ekstrakt z papai w postaci specjalnych enzymów, witamina C oraz minerały, które nawilżają i wygładzają skórę. Peeling poprawia też jędrność skóry przywraca równowagę pH oraz reguluje wydzielenie sebum. 
Cell Fusion C Papaya Granule Peels Topestetic

Cell Fusion C Papaya Granule Peels opakowany został w kartonik. Wewnątrz niego znajduje się zwykła biała plastikowa butelka dodatkowo ściśle zabezpieczona folią. Butelka jest nieco większa niż byłoby to konieczne, ponieważ zawartość nie wypełnia jej po brzegi. Pojemność to 50g zdatne do zużycia w ciągu 12 miesięcy od otwarcia. Dość szybko oceniłam, że będzie to produkt należący do wydajnych i zrobiłam z niego też odsypki do wypróbowania dla 3 dziewczyn;) W woreczkach strunowych, zupełnie jak diler;) 
Cell Fusion C Papaya Granule Peels peeling w proszku

Peeling ma postać sproszkowanych mikrogranulek przez co sprawia nieodparte wrażenie jakbyśmy mieli do czynienia nie z kosmetykiem, a z jakąś substancją psychoaktywną;) Ale to naprawdę tylko peeling, a nie dobrze oczyszczony towar:D Produkt według mnie pachnie niczym, co zaliczam do zalet. Zawsze lepszy brak zapachu niż jakiś uporczywy;) 


Jak stosować tego cudaka? Wystarczy wysypać porcję białego proszku na zwilżone dłonie, a następnie wmasować go okrężnymi ruchami w zwilżoną skórę twarzy przez 2-3 minuty. Na koniec obficie spłukujemy wodą. Nie jest to taki zwykły produkt do złuszczania. Podczas użycia szybko się rozpuszcza... wytwarzając pianę. Można go używać 1-2 razy w tygodniu. 
Cell Fusion C Papaya Granule Peels recenzja

Po pierwszym użyciu byłam zachwycona tym, co peeling zrobił w strefie T. Cera była dogłębnie oczyszczona, gładka, rozjaśniona, z wyrównanym kolorytem i wręcz promienna! Na policzkach miałam jednak uczcie ściągnięcia przez dobrych kilka godzin mimo zastosowania dalszej pielęgnacji. Doszłam więc do wniosku, że z uwagi na to iż produkt w swoim składzie zawiera substancje myjące to następnym razem użyję go na zwilżoną twarz, ale bez uprzedniego mycia pianką. Oczywiście mowa tu o sytuacji, w której nie mam na sobie makijażu lub po prostu już po demakijażu olejkiem;) Ta jedna rzecz zmieniła wszystko i dalej mogłam się już cieszyć idealnie oczyszczoną cerą bez uczucia ściągnięcia na policzkach:) Peeling stanowi też świetne przygotowanie pod maseczkę i sprawia, że nałożone po nim kosmetyki do pielęgnacji działają jeszcze efektywniej. Regularne złuszczanie skóry jest bardzo ważne, ponieważ zwiększa ono penetrację składników aktywnych zawartych w serum i kremach. Nawet najlepsze kremy i drogie sera niewiele pomogą jeśli nie będziemy pamiętać o cyklicznym usuwaniu martwych komórek skóry, które stanowią swoistą blokadę utrudniającą przenikanie aplikowanych kosmetyków. Dokładne złuszczanie pozwala utrzymać skórze zdrowy blask, a także powoduje, że kolejny produkt głębiej się wchłania zapewniając tym samym lepsze efekty. Nie warto więc rezygnować z peelingów, ale trzeba pamiętać żeby stosować je z rozwagą:)
Cell Fusion C Papaya Granule Peels opinie

Marka Cell Fusion C dostępna jest w sklepie Topestetic. Wysyłka jest tam niezmiennie bezpłatna i zawsze można liczyć na całkiem nieźle dopasowane próbki. Jest też takie ciekawe rozwiązanie. Sklep już w momencie wysyłki zamówienia informuje drogą mailową jakie próbki zostały dołączone. Nie jest to jednak taka sucha informacja, bo każda próbka jest podlinkowana, więc mamy wszystko w jednym miejscu i nie musimy potem szukać informacji o konkretnych próbkach. 
Cell Fusion C Papaya Granule Peels blog

Co powiesz na taki peeling enzymatyczny w formie sproszkowanych mikrogranulek? Pamiętasz o regularnym złuszczaniu? A może znasz już markę Cell Fusion C?
Czytaj dalej »

piątek, 15 maja 2020

Rossmann -55% na kosmetyki do makijażu i nie tylko maj 2020 - Promocyjna Fiesta!

Pandemia koronawirusa przesunęła w czasie słynną promocję -55% na kosmetyki do makijażu w Rossmannie. Ale już od soboty 16.05 startuje Promocyjna Fiesta! Maj jest miesiącem urodzin drogerii Rossmann:) To już 27 lat od momentu otwarcia pierwszego Rossmanna w Polsce! Z tego powodu oprócz tradycyjnej promocji będzie też szereg innych okazji.

Akcja Promocyjna Fiesta trwać będzie w dniach 16-31 maja 2020 lub do wyczerpania zapasów.

Rossmann -55% na kosmetyki do makijażu maj 2020 Promocyjna Fiesta

Promocja -55% dotyczy wszystkich marek kosmetyków kolorowych do twarzy, ust, oczu i paznokci. Z wyjątkiem marki Semilac, której produkty będą dostępne w promocji 2+1 gratis. 


Każdy klient będzie mógł kupić max 3 sztuki tego samego produktu podczas jednych zakupów


Oprócz tego przewidziane są liczne promocje na produkty do pielęgnacji ciała, twarzy i włosów oraz artykuły do domu. Będą one oznaczone specjalną etykietą.


Poza zniżkami -55%, -50%, -40% klienci będą też mogli skorzystać z ofert typu: 2+2, 1+1, 2+1 czy 3+1. Przy tych promocjach klienci sami będą mogli skomponować swoje zestawy z oznaczonych etykietą lub wobblerem produktów, a najtańszy artykuł otrzymają gratis. Inne propozycje to np. drugi produkt 50% taniej, 2 produkty w supercenie, 3 produkty w supercenie i wiele innych.


Promocje z rabatem procentowym na pojedyncze produkty, będą dostępne w drogeriach stacjonarnych i w drogerii internetowej. Natomiast promocje, w których klienci będą korzystali z rabatu lub gratisu przy zakupie przynajmniej dwóch sztuk jak np. 1+1 gratis będą obowiązywały wyłącznie w drogeriach stacjonarnych.


Dodatkowo przez 3 dni (od 18 do 20 maja) 680 z 1400 drogerii Rossmann będzie czynnych dłużej - już od godziny 6:00 rano do 22:00. Godziny otwarć wszystkich sklepów Rossmann można znaleźć na stronie: www.rossmann.pl/drogerie.


Nie wiem jeszcze czy skorzystam. Teoretycznie nie planuję zakupów, ale jak znam życie to pewnie jak zwykle będę pierwsza przeglądać aplikację Rossmann już po północy:P Może coś mi wpadnie w oko;) 


Wydaje mi się, że jest jeszcze trochę za wcześnie na taką promocję i uznaję to za mimo wszystko nie najlepsze posunięcie… Pozostaje tylko mieć nadzieję, że klienci nie rzucą się zaraz szturmem do Rossmanna z  samego rana i będą przestrzegać wszystkich obostrzeń (maseczki, rękawiczki, dezynfekcja, zachowanie odległości).


Co sądzicie o promocyjnej fieście w Rossmannie? Zamierzacie skorzystać z -55% rabatu na kolorówkę lub z innych okazji?

Czytaj dalej »