niedziela, 29 kwietnia 2018

Dermedic szampony do włosów oraz mydło w płynie!

Jakiś czas temu opisywałam swoje wrażenia związane ze stosowaniem produktów do ciała Dermedic z serii Linum Emolient. Kosmetyki te zrobiły na mnie dobre wrażenie, więc nie zawahałam się wypróbować jeszcze czegoś z tej serii – a mianowicie mydła oraz czegoś do włosów, czyli szamponów;) Czy i tym razem produkty spełniły moje oczekiwania? Zapraszam na małe podsumowanie:)

Dermedic Capilarte szampon normalizujący do włosów przetłuszczających się z problemem wypadania


Jest to nowość w ofercie Dermedic. Wśród składników aktywnych tego produktu znajdziemy PilotantumTM, Niacynamid, Sok z brzozy, Cynk PCA, Kwas salicylowy, D-Panthenol. Szampon ten ma działanie przeciwbakteryjne, regulujące wydzielanie sebum, wzmacniające, a także stymulujące wzrost włosów. Ma on także zapobiegać ich wypadaniu. 

Szampon występuje w zgrabnej 300ml butelce z zamknięciem na klik. Opakowanie jest przezroczyste, więc na bieżąco możemy obserwować poziom zużycia. 
Konsystencja jest żelowa i przyjemna w aplikacji. Zapach przypomina mi szampon Pharmaceris z linii przeciwłupieżowej, ale ten jest łagodniejszy. Ja wyczuwam coś w rodzaju woni łodygi;) Niemniej zapach nie utrzymuje się na włosach po spłukaniu.
Jeśli chodzi o wypadanie włosów to nie mam z tym szczególnych problemów, ale w okolicach wiosny zawsze obserwuję, że tych włosów pozostaje więcej na szczotce i pod prysznicem. Nigdy więc nie zaszkodzi trochę ich wzmocnić. Co ciekawe mam wrażenie, że podczas stosowania włosy rzeczywiście rosły ciut szybciej. A warto dodać, że moje włosy raczej nie należą do tych, które rosną jak na drożdżach. Wprawdzie udało mi się je zapuścić, ale mam wrażenie, że trwało to dłużej niż powinno;) Także cieszy mnie jeśli obserwuję lekkie przyspieszenie;) Szampon dobrze oczyszcza włosy i skórę głowy. Nie zauważyłam podrażnienia, ale ważne jest żeby po jego użyciu zastosować dobrą odżywkę/maskę, ponieważ zauważyłam, że nie tylko reguluje wydzielanie sebum, ale i włosy na długości stają się takie bardziej sypkie i nieco trudniej je rozczesać. Ewentualnie można myć nim samą skórę głowy, a na resztę włosów stosować inny szampon. Choć wiem, że niektórzy w ogóle myją tylko skórę głowy. Ale ja bym tak nie mogła:) To dobry wybór zwłaszcza w przypadku przetłuszczających się włosów i skóry głowy.

Dermedic Capilarte Szampon zwalczający łupież i jego przyczyny


To również nowość w ofercie Dermedic. Wśród składników aktywnych znajdziemy Klotrimazol, Pirytionian cynku, Piroktonian olaminy, Lactitol, Gliceryna, D-Panthenol. Produkt ten ma działanie przeciwłupieżowe i przeciwgrzybiczne. Poza tym łagodnie oczyszcza włosy i skórę głowy, wykazując przy tym działanie łagodzące i znoszące uczucie świądu. Jest polecany zarówno w przypadku łupieżu suchego jak i tłustego. 

Szampon przeciwłupieżowy podobnie jak jego poprzednik zapakowany został w 300ml butelkę o identycznym kształcie. Jednak tutaj butelka jest nieprzezroczysta i dodatkowo zapakowana w kartonik. 
Jego konsystencja jest bardziej kremowa i dobrze się pieni. A jego zapach przypomina mi niektóre produkty z serii Linum Emolient. Jest świeży i bardzo go polubiłam. 
Szampon należy nanieść na dobrze zwilżoną skórę głowy, pozostawić na 3 minuty, a następnie dokładnie spłukać. Zaleca się go stosować przez 4 tygodnie 2-3 razy w tygodniu. Natomiast w celach profilaktycznych 1-2 razy w tygodniu. 
Jeśli chodzi o mój problem z łupieżem to zaczął się on u mnie wiele lat temu. Nie zawsze występuje, czasem jego ekspansja jest bardzo subtelna, a niekiedy jest pogorszenie, które skłania mnie do drapania i wtedy dopiero zaczyna się jazda w postaci strupków w obrębie skóry głowy. Niestety miewam „pasję drapania”;) Zwłaszcza kiedy mam bardziej napięty i nerwowy okres w życiu. Pod koniec lutego niestety trochę się zagalopowałam, a drapiąc skórę głowy dopuściłam do rozprzestrzenienia się problemu. Nie mówiąc już o tym, że musiałam czekać z wizytą u fryzjera aż zagoi mi się skóra głowy, ponieważ było mi trochę wstyd, a w dodatku to niezbyt higieniczne;) Swego czasu stosowałam szampon innej aptecznej marki i byłam z niego zadowolona. Jednak kiedyś przy okazji wizyty u dermatologa postanowiłam zapytać o coś wartego polecenia i wiecie co? Lekarz wyjął karteczkę z nazwą szamponu i powiedział – ten podobno jest dobry, nie wiem bo nie stosowałam. Podobno… Wygooglowałam nazwę tego szamponu i opinie były naprawdę słabe, więc stwierdziłam, że mi raczej też nie pomoże. Radź sobie sam człowieku;) Poza tym dermatolog powiedział, że nie ma takich szamponów, które pomogą raz na zawsze. Po udanej kuracji trzeba stosować przynajmniej raz na jakiś czas profilaktycznie i to akurat prawda. Co mnie zaskoczyło pozytywnie w szamponie Dermedic? Przede wszystkim delikatność. Nie szczypał skóry głowy nawet gdy była pokryta strupkami. Wiem, wiem obrzydliwe, ale wiecie, że wolę zobrazować sytuację dosadnie;) Złagodzenie skóry głowy zaowocowało tym, że ręce coraz mniej mnie świerzbiły, aż stopniowo niemalże odpuściłam sobie drapanie;) Po kilku tygodniach stosowania zaobserwowałam znaczną poprawę i co ciekawe szampon dobrze wpływa też na moje włosy na długości pozostawiając je miękkie i gładkie. Z tego powodu polubiłam go bardziej niż wersję normalizującą:) Tym bardziej, że on również sam w sobie wykazuje działanie normalizujące. Polecam zwłaszcza do przetłuszczającej się skóry głowy z problemem łupieżu.

Dermedic Linum Emolient Mydło do rąk chroniące barierę lipidową skóry


Mydło do rąk chroniące barierę lipidową skóry zawiera m.in. Olej lniany z zawartymi w nim NNKT Omega 3, Omega 6, Omega 9, Micele estrów kwasów tłuszczowych, Glicerynę i  Alantoinę. Ma ono za zadanie dokładnie oczyszczać skórę, nie naruszając przy tym bariery lipidowej.

Mydło w płynie występuje w butelce z pompką. Jego pojemność wynosi 300ml, czyli tak samo jak w przypadku szamponów. 
Produkt posiada delikatną kremową konsystencję oraz zapach bardzo zbliżony do tego, który występuje w przypadku preparatu intensywnie natłuszczającego z tej samej linii. 
Jeśli chodzi o mydła w płynie to przyznaję, że ze względu na ogromne zużycia tego typu asortymentu (mydło leje się strumieniami:P) najczęściej używam tych tańszych typu Isana. One na ogół nie pielęgnują, ale i krzywdy mi nie robią. Choć zdarza się, że raz na jakiś czas trafi się typowo wysuszający egzemplarz. Jednak niekiedy miło wypróbować coś lepszego, zwłaszcza gdy warunki atmosferyczne są niesprzyjające. A butelkę mydła Dermedic zużyłam podczas marcowej (jeszcze) zimy;) Ze względu na duże zużycia długo się nim nie nacieszyłam, ale muszę przyznać, że jest ono naprawdę łagodne dla skóry, a po użyciu rączki są gładkie i lekko nawilżone. Może być przydatne szczególnie w sytuacjach gdy dłonie są podrażnione. 


Znacie szampony lub mydełko Dermedic?
Czytaj dalej »

czwartek, 26 kwietnia 2018

Oriflame NovAge Kapsułki do twarzy Nutri6 oraz Intensywnie regenerująca maseczka do twarzy na noc Intense Skin Recharge!

Już chyba nawet najstarsi górale nie pamiętają kiedy ostatni raz miałam do czynienia z produktami do pielęgnacji twarzy rodem z katalogu Oriflame:) Oczywiście pomijając ostatnie miesiące, poczynając od początku tego roku:) Jak przez mgłę pamiętam pierwsze produkty z serii NovAge. Jednak przyznam, że kiedy wkraczały one do sprzedaży, nie interesowały mnie zbytnio, ponieważ byłam wtedy jeszcze +/- dwudziestolatką i wydawały mi się wtedy dla mnie nieodpowiednie;) Teraz jednak już linia Novage wydaje mi się bardziej interesująca. Zwłaszcza, że jest w czym wybierać gdyż wśród tych produktów znajdziemy zarówno kosmetyki dedykowane poszczególnym grupom wiekowym (choć ja akurat raczej się nie sugeruję widełkami wiekowymi) jak i pielęgnację specjalną nadającą się dla osób w każdym wieku. Taką jak np. bohaterki dzisiejszego wpisu, czyli kapsułki do twarzy NovAge Nutri6 oraz intensywnie regenerująca maseczka do twarzy na noc NovAge Intense Skin Recharge. Jak się u mnie spisały te produkty?

Oriflame Intensywnie regenerująca maseczka do twarzy na noc NovAge Intense Skin Recharge



Według producenta jest to intensywnie działająca maseczka bez spłukiwania, zawierająca silnie odżywczy olejek Inca-Inchi, masło cupuacu oraz kwas hialuronowy. Ma ona usuwać oznaki zmęczenia tak żeby rano skóra wyglądała na wypoczętą;)
zdjęcie przedstwiające Oriflame Intensywnie regenerującą maseczkę do twarzy na noc NovAge Intense Skin Recharge

Maskę otrzymujemy w kartonowym opakowaniu, wewnątrz znajdziemy elegancki słoiczek o kobaltowej barwie i pojemności 50ml. Absolutnie się nie niszczy. Produkt mam w użyciu od stycznia, a zdjęcie wykonałam dopiero w marcu. PAO wynosi 12 miesięcy, więc na pewno każdy zdąży się z nim rozprawić w terminie;) 

Maska posiada białą barwę przypominającą mi klasyczny krem Nivea, lecz jej konsystencja jest lżejsza. Co ciekawe, w przeciwieństwie do azjatyckich masek całonocnych nie ma tendencji do lepienia się. Wręcz przeciwnie – tak jakby nawet pomagała znieść ewentualną lepkość kremu. Nie pozostawia po sobie też żadnej błyszczącej warstewki, cera jest po niej niemal matowa. Nie powoduje też rolowania się kremów, a mam ją od stycznia, więc zdążyłam wypróbować różne konfiguracje. 

Zapach maseczki jest delikatny. Choć mnie przypomina woń unoszącą się w… gabinecie stomatologicznym, a dokładniej przywodzi na myśl preparaty stosowane podczas leczenia kanałowego;) Nie lękajcie się jednak bowiem Ewelina miewa dziwne skojarzenia zapachowe, które nie zawsze są potem odczuwalne u innych;) Radosna nowina jest taka, że ja akurat lubię medyczne zapaszki;) Zawsze lepszy dentysta niż np. zapach potu;) Przechodząc już do działania przyznam, że maseczki całonocne nie są moją ulubioną formą dbania o cerę. Nie wiem więc czy wybrałabym ten produkt z własnej inicjatywy. Jednak pobieżnie przeglądając opinie zauważyłam, że są pochlebne, a dodatkowo to piękne opakowanie, więc nie ociągałam się z otwarciem;) Najmilej zaskoczyła mnie lekka konsystencja, gdyż dzięki niej maska nadaje się nawet do zastosowania na nieco lepki lub cięższy krem, ponieważ ładnie się z nimi spaja;) Z całą pewnością nie trzeba martwić się o ślady na poduszce, choć przyznam, że akurat w moim przypadku od ostatniego namaszczenia (twarzy:P) do udania się na spoczynek nocny mija za zwyczaj parę godzin;) Niemniej maska wsiąka naprawdę szybko, nie pozostawiając po sobie lepkiej warstwy. Nie to co Hada Labo, którą skądinąd sobie ceniłam, ale tendencję do lepkości miała;) Propozycja Oriflame będzie więc odpowiednia dla osób nieprzekonanych do stosowania masek całonocnych i obawiających się kleistych powłoczek. I cóż, że ze Szwecji jak efekt również przyjemny:) Maseczka nie zapycha skóry, jest delikatna, nie podrażnia i rzeczywiście zwiększa poziom nawilżenia oraz wspomaga regenerację. Z powodzeniem można ją stosować w każdym wieku i przy każdym typie cery. Najlepiej na krem na noc, ale można również bezpośrednio na serum.

Oriflame NovAge Nutri6 kapsułki do twarzy


Intensywnie odżywcze kapsułki przeznaczone są dla osób w każdym wieku do stosowania na twarz, szyję i dekolt.

zdjęcie przedstawiające Oriflame NovAge Nutri6 kapsułki do twarzy

Kapsułki Novage opakowane zostały w kartonik, wewnątrz znajdziemy przezroczysty słoiczek zawierający 30 złotych kapsułek zwanych przeze mnie „rybkami”;) 
zdjęcie przedstawiające kapsułki Oriflame Novage
Kapsułek należy używać rano i wieczorem najlepiej przez miesiąc. O czym dowiedziałam się dopiero w połowie stosowania, gdyż byłam przekonana, że są przeznaczone typowo na noc;) Jednak przyznam, że wszystko mi się zgadza, gdyż szybko w mojej głowie zaświtała myśl, że są one na tyle lekkie iż nadają się nawet pod makijaż:) Zauważyłam tutaj jednak jeden minus, ponieważ kapsułki poleca się stosować na twarz, szyję i dekolt i oczywiście ja zawsze najchętniej właśnie w ten sposób stosuję kosmetyki do twarzy. Jednak powiedziałabym, że pojedyncza kapsułka zawiera nieco zbyt małą ilość produktu. W moim przypadku 1 kapsułka wystarczała na pokrycie twarzy i skromne użycie na szyję. Jeśli chciałam odżywić zarówno twarz, szyję i dekolt to musiałam zużyć 2 kapsułki na raz;) A jak wiecie moja twarz jest raczej mizerna pod względem objętości;) Z drugiej strony będzie to plusem dla osób, które lubią nakładać kosmetyki cieńszymi warstwami. Kapsułki NovAge to coś w rodzaju skoncentrowanego serum do twarzy, które warto zastosować jako intensywną kurację. Można ją oczywiście dopasować według potrzeb i uznania, czyli 2 razy dziennie lub jedynie na noc. U mnie było to pół na pół plus niekiedy zużywałam dwie kapsułki jednocześnie. Kapsułki NovAge stosuje się po oczyszczeniu i tonizowaniu twarzy. Można to zrobić bezpośrednio lub np. na lekką esencję tak jak było w moim przypadku. Dużym plusem jest tutaj konsystencja, która jest oleista, ale w rzeczywistości bardzo lekka i dobrze wchłaniająca się:) Od razu po zastosowaniu odczuwalne jest złagodzenie i odprężenie skóry (zwłaszcza podczas pielęgnacji nocnej po zastosowaniu peelingu). Kapsułki przyjemnie nawilżają, zmiękczają i odżywiają skórę. Po zastosowaniu spokojnie można również skorzystać z maski całonocnej. Ten produkt wybrałam już typowo z własnej inicjatywy po pozytywnej ocenie maski całonocnej;) Efekty są szybko zauważalne i muszę przyznać, że produkt ten nie ustępuje działaniem aptecznym kapsułkom Dr Irena Eris Clinic Way. Cóż... to był niewątpliwie złoty strzał;) Poza tym oba te produkty (maskę i kapsułki) tak naprawdę spokojnie można sobie wpleść w wieloetapową pielęgnację twarzy;) Zapomniałam wspomnieć o zapachu - tutaj dość standardowo, bez nietypowych skojarzeń. Zapach jest delikatny i szybko znika;)

Znacie serię NovAge z Oriflame? Lubicie pielęgnację specjalną w postaci kapsułek lub masek całonocnych?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Kupiłam bo było ładne! 11 kosmetycznych pokus, którym uległam!

Czy zdarzyło Wam się kupić kosmetyk w dużej mierze dlatego, że jego opakowanie lub nietypowe właściwości budziły natychmiastową żądzę posiadania oraz myśl pt: jakie to piękne? Mi tak i to wiele razy! Dziś właśnie o kosmetykach, które kupiłam (lub ewentualnie wybrałam do wypróbowania) bo były ładne! 


Nabla Dreamy paletka cieni do powiek

zdjęcie przedstawiające Nabla Dreamy paletka cieni do powiek

O tej paletce pisałam całkiem niedawno;) Nie ma co ukrywać, że głównym motorem do zakupu był "nagły zryw" oraz aspekty wizualne;) W moim przypadku zarówno wnętrze jak i „zewnętrze”;) Okładka jest według mnie przepiękna! Zakup jak najbardziej trafiony! Od 3 maja w sprzedaży ma pojawić się nowa paletka cieni Nabla Soul Blooming. Jeszcze nie wiem czy skończy się to zakupem, ale nigdy nie mów nigdy;)

Zobacz - Nabla Dreamy


Becca Ocean Jewels paletka cieni do powiek

zdjęcie przedstawiające Becca Ocean Jewels paletka cieni do powiek

Znów paletka cieni bo ostatnio mam na nie jakąś zajawkę;) Paletka zawiera 7 cieni do powiek, które są bardzo dobrej jakości. Mam ją dopiero od ponad tygodnia, ale wstępnie jestem zadowolona. Pokazywałam nawet na Instagramie makijaż wykonany cieniami z tej paletki, ale niestety zupełnie nie udało się uchwycić efektu. Niemniej bardzo dobrze jest to pokazane na modelkach w sklepie Sephory online;) Identyczny rezultat osiągnęłam:D W tej paletce spodobało mi się ułożenie cieni. Nie wiem dlaczego, ale zawołała do mnie i już. Jest piękna, porządnie wykonana i wyposażona w duże, dobrej jakości lusterko. Świetna propozycja na lato, a nazwa idealnie opisuje zawartość! Kupiłam ją właściwie nawet bez oglądania. Po prostu poprosiłam o odłożenie, rzuciłam okiem i OK - poproszę;) Ewelina to klient idealny;)

Kat von D Alchemist Holographic Palette


zdjęcie przedstawiające Kat von D Alchemist Holographic Palette

Paletka rozświetlaczy do twarzy i oczu nazywana przeze mnie po prostu trójkątem;) Ze względu na specyficzne efekty jakie można dzięki niej uzyskać jest to raczej ekstrawagancki wybór i absolutnie żaden must have. Ale nie mogłam się oprzeć jej urokowi;) Plusy i minusy nakreślę w osobnej recenzji i wtedy też pokażę Wam ją z bliska!

L’Oreal Color Riche Shine Bae 905



zdjęcie przedstawiające L’Oreal Color Riche Shine Bae 905
Pozostając w temacie holo, ale już w nieco przystępniejszej cenie:) Propozycja marki L’Oreal, czyli odżywcza pomadka nawilżająco-nabłyszczająca o komfortowej konsystencji zapewniającej efekt holo z różowymi drobinkami (w żadnym wypadku nie barwi ust na biało:D). L’Oreal Color Riche Shine Bae 905 to prawdopodobnie najbardziej komfortowy produkt do ust tej marki z jakim miałam do czynienia.  I rzecz jasna opakowanie oraz nietypowy kolor sztyftu zdecydowanie skłoniły mnie do zakupu! Wkrótce pokażę ją z bliska w osobnym wpisie.

Too Faced Sweetie Pie

zdjęcie przedstawiające

Marka Too Faced słynie z niebanalnych i radosnych opakowań oraz wodzących na pokuszenie zapachów takich jak np. czekolada albo brzoskwinka. Nie jestem kolekcjonerką i moje zakupy są bardziej wynikiem impulsu niż zamysłu kolekcjonowania, ale zdarza się, że coś mnie skusi:) Ten egzemplarz Sweetie Pie jest co prawda prezentem od Interendo, ale jak już wspominałam, wyszło na tyle śmiesznie, że w tym samym czasie zdążyłam go sobie kupić (co tylko potwierdza trafność prezentu:D) Chodziła za mną też paletka cieni Too Faced Just Peachy Matte Eye Palette i niewykluczone, że zasili moją toaletkę, ale nie była ona pragnieniem pierwszorzędnym, ponieważ lepsze cienie zdecydowanie ma Nabla:) A bronzer? Sama słodycz! Szkoda tylko, że tłoczenie nie zostaje na zawsze;)

Sisley L’Orchidee


zdjęcie przedstawiające Sisley L’Orchidee

Orchidea Sisley, czyli mój ukochany róż:) Pomimo upływu czasu, nadal cieszy moje oczy! Tym bardziej, że jest bardzo wydajny, więc tłoczenie jeszcze się nie wytarło (cały czas używam górnej części żeby dolna pozostawała ładna:P). W jego cenie mogłam mieć pierdylion różów, ale musiałam mieć ten;) 

Zobacz: Sisley L'Orchidee róż do policzków

Lovely – Banana Chocolate, Creamy Chocolate, Glow Junky


zdjęcie przedstawiające Lovely  Banana Chocolate, Creamy Chocolate, Glow Junky

Na moim celowniku był właściwie jedynie Lovely Banana Chocolate, ale że Creamy Chocolate i Glow Junky też były ładne i dostępne, a nawet tanie… to złapałam je jak Pokemony:P Przynajmniej raz moje uwielbienie do piękna nie potrząsnęło za portfel:D Bananek mimo, że żółty, w moim przypadku ma niestety tendencję do bielenia, więc muszę się z nim obchodzić delikatnie:D Radosne opakowania to coś co lubię!:D 

Zobacz: Mój haul z promocji w Rossmannie


Huda Beauty Lip Tin zestaw do konturowania


zdjęcie przedstawiające zestaw Huda Beauty Lip Tin Bombshell&Ritzy
Kiedy jakiś czas temu do perfumerii Sephora wkroczyła marka Huda Beauty, nie zainteresowała mnie ona ani trochę, a już na pewno nie zamierzałam kupić czegokolwiek z jej asortymentu. Jednak pewnego kwietniowego dnia, w którym wstąpiłam do Sephory celem zakupu prezentu, moim oczom ukazały się usta, czyli zestaw do konturowania ust Huda Beauty Lip Tin Bombshell&Ritzy. Bajeranckie pudełko było mi już wcześniej znane z Instagrama, ale dopiero na żywo nieśmiało do mnie zawołało;) Odłożyłam jednak potulnie usta na półkę kierując się do kasy jedynie z owym prezentem. A potem co ja paczę wieczorem na Insta? Interendo z usteczkami:P Jeszcze tego samego dnia usta były moje bo stwierdziłam, że potem mi wykupią i będę narzekać. Nawiasem mówiąc gdy czekałam na tramwaj, wyświetliła się tablica z kierunkiem Kochanówka. Jak pewnie niektóre z Was wiedzą to dawna nazwa szpitala psychiatrycznego w Łodzi, więc pomyślałam, że MKP chyba mi sugeruje właściwy kierunek, tj. psychiatryk zamiast Sephory:P Jak myślicie?

Guerlain Meteorites Compact


zdjęcie przedstawiające Guerlain Meteorites Compact

Dawno temu podążając za rekomendacjami innych skusiłam się na słynne Meteoryty w kulkach. Produkt jednak zupełnie mi nie podszedł (zwłaszcza, że miałam zbyt jasny odcień – Medium) i puściłam zawartość w świat, sobie zostawiając jedynie uroczą puszeczkę;) Meteoryty w kompakcie kusiły mnie dobrych parę lat. Wołała do mnie urocza puderniczka i kolorowe wnętrze, ale obawiałam się, że znów ciężko będzie z zadowoleniem. Finalnie jednak pojawiła się okazja żeby je wypróbować, więc nauczona złymi doświadczeniami wybrałam już odcień najciemniejszy – Dore/Golden. Nie ma jednak co ukrywać, że opakowanie grało pierwsze skrzypce przy wyborze:D 


To tylko kilka przykładów typowo makijażowych bo jeśli miałabym wziąć pod uwagę inne dziedziny i szersze ramy czasowe to byłby niezły tasiemiec:D Jak pewnie zauważyłyście, większość z nich to kosmetyki z nieco wyższej półki. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Jeśli już mam wydać na jakiś produkt więcej to wymagam od niego pewnej estetyki tudzież nietuzinkowości;) Nie mam sprecyzowane jakiej, ale musi być to coś co do mnie "przemówi";) Przy średniej półce mogę nieco przymknąć oko;) Z kolei ta niższa rzadko mnie kusi, więc jeśli mam się na coś zdecydować to też dobrze by było żeby opakowania nie były szpetne;) Cały ten tekst potraktujcie z przymrużeniem oka - wygląd oczywiście nie był jedynym kryterium wyboru:) Często jednak taką pierwszą przesłanką, impulsem;) Kto jak kto, ale ja potrafię połączyć przyjemne z pożytecznym. W tym wypadku - wygląd i działanie:)


A jak jest u Was? Zdarza Wam się kupować kosmetyki oczami czy jednak jesteście nieczułe na tego typu atrakcje wizualne?;)
Czytaj dalej »

piątek, 20 kwietnia 2018

Makeup Revolution Conceal & Define korektor w płynie C8. Jak się spisuje w przypadku dużych cieni pod oczami?

Kosmetyki marki Makeup Revolution uznałabym za całkiem popularne w Polsce. Opinie przeważnie są takie, że jest to dobra jakość w świetnej cenie. Ja jednak aż do lutego tego roku nigdy nie miałam żadnego produktu tej marki. Jakoś nie było okazji wypróbować ani też nic mnie szczególnie nie pociągało do zakupów. Jakiś czas temu jednak usłyszałam, że jest szał na nowy korektor Makeup Revolution Conceal & Define, który podobno jest świetnym zamiennikiem dla sporo droższego spod szyldu Tarte. Ta cała histeria początkowo jakoś do mnie nie dotarła, ale kiedy gdzieś obiło mi się o uszy, że jest to aktualnie produkt na czasie, wpisałam w wyszukiwarkę i okazało się, że a i owszem;) Jest szał, a nawet lament, że najjaśniejszy odcień jest praktycznie nieosiągalny;) Wywołało to u mnie nieco szyderczy uśmieszek bo i tak najjaśniejszego odcienia nie potrzebuję, ale że pojawiła się okazja wypróbowania to beztrosko wytypowałam dla siebie jeden odcień z jakże bogatej gamy kolorystycznej. Jak się więc sprawdził ten gorący towar u osoby, która może się „poszczycić” sporymi cieniami pod oczyma?

zdjęcie przedstawiające korektor Makeup Revolution Conceal & Define C8


Makeup Revolution Conceal & Define C8


Korektor Makeup Revolution Revolution Conceal & Define umieszczono w całkiem ładnym, solidnym i wygodnym opakowaniu o pojemności 3,4ml. PAO wynosi 12 miesięcy, a produkt jest wydajny, więc nie wiem czy uda mi się go zużyć;) 
zdjęcie przedstawiające korektor Makeup Revolution Conceal & Define

Korektor został wyposażony w całkiem sensowny gąbczasty wyprofilowany aplikator, który ułatwia nakładanie produktu na skórę. Dzięki niemu na pewno nie nałożymy zbyt dużej ilości kosmetyku, dlatego też jest on tak wydajny. Warto też dodać, że gama kolorystyczna Conceal & Define jest bardzo bogata, gdyż zawiera aż 18 odcieni. Od spektakularnie bladego po odcienie dla ciemnoskórych. Można by więc rzec, że jest to korektor stworzony z myślą o ludziach praktycznie z każdego zakątku świata i prawdopodobnie każdy znajdzie odcień odpowiedni dla siebie. To zdecydowanie plus, ponieważ często mamy do wyboru 2-3 odcienie i zdarza się, że np. dla mnie każdy jeden jest za jasny, a dla niektórych z kolei wszystko za ciemne. Moja karnacja jest średnia, więc celowałam +/- w środek zastanawiając się między C7, C8, a C10. Przed ostatecznym wyborem obejrzałam swatch’e w internecie, ale bardziej sugerowałam się kolorem „przez opakowanie” niż swatchami. A to dlatego, że mam mega pecha do swatchy i najczęściej gdy widzę u kogoś odcień na ręce to jakimś dziwnym trafem potem na mojej wygląda… zupełnie inaczej;) Słusznie zrobiłam bowiem tak było również w tym przypadku. Otóż w sieci odcień wygląda na dość ciemny, a u mnie typowo na średni kolor, czyli tak jak sobie życzyłam;) Nigdy nie ufam malowidłom na cudzych dłoniach, o nie;)
zdjęcie przedstawiające korektor Makeup Revolution Conceal & Define C8

Jest jednak pewna ciekawostka. Bezpośrednio po nałożeniu jest ciemniejszy niż chwilkę później. Nałożony na moją skórę zwyczajnie jaśnieje. Nie wiem czy tylko u mnie tak jest czy on tak po prostu ma. Ale często kobiety narzekają, że odcień ciemnieje, a u mnie wręcz odwrotnie. 


Konsystencja korektora jest nieco gęsta, ale nie sprawia trudności podczas aplikacji i nie obciąża skóry. Należy go jednak nakładać na dobry krem pod oczy, gdyż bez odpowiedniego przygotowania cery będzie wyglądał sucho i na nic wtedy całe to maskowanie;) Można się też nim pobawić przy konturowaniu twarzy, ale ja używam tylko w sposób tradycyjny, czyli na cienie pod oczami;) 

Jeśli chodzi o działanie to korektor nie przebił mojego ulubieńca MUFE HD, ale uplasowałabym go w pierwszej 5, więc jest to dobry wynik jak na produkt w tak przystępnej cenie. Jest trwały, nie roluje się, a poziom krycia określiłabym jako całkiem niezły. Mam duże cienie, a nawet po nałożeniu cienkiej warstwy widzę znaczną różnicę. Mogłabym oczywiście nadbudować krycie nakładając większą ilość, ale nie lubię sztuczności, więc wolę nieco mniejsze krycie niż „tapetkę” pod okiem. Spotkałam się ze stwierdzeniami, że korektor wchodzi w zmarszczki. W moim przypadku powiedziałabym, że nie. Wprawdzie moje linie pod oczami są widoczne (zwłaszcza gdy się uśmiechnę), ale prawdę mówiąc wyglądają tak samo nawet bez makijażu. Stąd więc wniosek, że korektor nie ma na to większego wpływu. Oczywiście pod warunkiem, że nie zaszaleję z ilością bo przecież wtedy każdy będzie wchodził w linie, nawet u tych, którzy na pierwszy rzut oka w ogóle ich nie posiadają;) Umiar przede wszystkim;) Kończąc ten nieco dziwny wywód myślę, że warto dać mu szansę. Dużych cieni w pełni nie zakryje (uważam, że nie zrobi tego żaden), ale jest całkiem niezły (zwłaszcza biorąc pod uwagę cenę i wybór odcieni).


Znacie korektor Makeup Revolution Conceal & Define, a może zamierzacie go wypróbować?

Wczoraj pojawiły się wyniki konkursu - KLIK 

Czytaj dalej »

czwartek, 19 kwietnia 2018

ROSSMANN 2 + 2 NA PRODUKTY DO PIELĘGNACJI TWARZY - MAJ 2018! CO WARTO KUPIĆ?

Rossmann nie próżnuje! Już w maju kolejna promocja dla klubowiczów posiadających aplikację Klub Rossmann:) Tym razem promocja 2+2 na produkty do pielęgnacji twarzy!


zdjęcie informujące o promocji w Rossmannie na produkty do pielęgnacji twarzy w maju 2018

Promocja w Rossmannie 2+2 na produkty do pielęgnacji twarzy maj 2018!



Promocja trwać będzie od 18.05 do 28.05.2018 lub do wyczerpania zapasów.

Promocja skierowana jest do członków KLUBU ROSSMANN.


Aby skorzystać z promocji 2+2 na pielęgnację twarzy trzeba kupić 4 różne produkty np. krem na dzień, tonik, serum, krem na noc. Mogą być też kosmetyki z tej samej kategorii np. 4 kremy do twarzy, ale muszą się różnić kodami kreskowymi.


Jeszcze nie wiadomo czy z promocji będzie można skorzystać tylko raz czy też wielokrotnie tak jak w przypadku promocji na kolorówkę.

Pełny regulamin promocji wraz z dokładnym spisem produktów objętych akcją promocyjną dostępny będzie na stronie Rossmanna przed rozpoczęciem promocji.


Jeśli coś ulegnie zmianie zaedytuję wpis;)


Rossmann 2+2 na pielęgnację twarzy – co warto kupić?

























Pollena-Ewa Dermo Red Off (w niektórych Rossmannach np. w Sukcesji).






Czy skorzystam z promocji w Rossmannie na produkty do pielęgnacji twarzy?


Raczej niczego nie potrzebuję, ale znając życie i ilość drogerii w moim mieście to zapewne wejdę i wtedy możliwe, że upatrzę coś co mnie zainteresuje;)

W przypadku promocji na kolorówkę myślałam, że albo nie skorzystam albo kupię jedynie 3 rzeczy, a jednak kupiłam 9;) A o tym co kupiłam mogliście przeczytać w poprzednim wpisie – KLIK.


Szykujecie się na majową promocję w Rossmannie na kosmetyki do pielęgnacji twarzy? Jesteście zadowolone z promocji, która wczoraj dobiegła końca? A może macie jakieś perełki do polecenia? 

Zobacz też:

Nabla Dreamy 

promocje w klubie rossmann, rossmann 2 plus 2 twarz co kupić, rossmann promocja maj 2018
Czytaj dalej »

wtorek, 17 kwietnia 2018

Rossmann -55% 2018 - mój haul z promocji! Drogeria mnie pokonała! Nowości Deborah Milano, Lovely, Maybelline!

Wydaje mi się, że żywię całkiem ciepłe uczucia do drogerii Rossmann. Aczkolwiek tym razem wahałam się czy poddać się szaleństwu promocji -55% na kolorówkę;) Wszystko dlatego, że nie cierpiałam na żadne niedobory. Mam w swoich zasobach dobrą kolorówkę, z której jestem naprawdę zadowolona, więc żadnego pożaru nie było;) Jednak w Łodzi jest jakoś tak, że wszystkie drogi prowadzą do Rossmanna, więc skierowałam tam swoje kroki już pierwszego dnia promocji;) A potem... Rossmann mnie pokonał jeszcze 2 razy!:) Właściwie nie miałam zamiaru o tym pisać bo i tak pokażę w kwietniowych nowościach, ale naszło mnie równie spontanicznie jak na te wszystkie wycieczki do Rossmanna;)


ROSSMANN HAUL -55% 2018
 

zdjęcie przedstawiajace zakupy z kwietniowej promocji w Rossmannie 2018
Za pierwszym razem nie bardzo wiedziałam co kupić, ponieważ naprawdę niczego nie musiałam mieć na cito;) Jednak Rossmanów ci u mnie pod dostatkiem i gdzie bym nie była tam jakiś Rossmann, więc ciężko byłoby nie zajrzeć;) A jak się zajrzy to już samo jakoś leci;)
zdjęcie przedstawiające korektor  Maybelline Instant Anti-Age Eraser Concealer
Chciałam dokonać skromnego zakupu, którego rdzeniem miał być wychwalany korektor Maybelline Instant Anti-Age Eraser Concealer. Miałam lekkie wątpliwości, ponieważ moje cienie pod oczami to naprawdę twarde zawodniki, ale gdy zobaczyłam całkiem ładny i przede wszystkim nie blady odcień 02 Nude to stwierdziłam, że to może być nawet niegłupie. A to dlatego, że ja w przeciwieństwie do większości mam takiego pecha, że dużo korektorów jest dla mnie zbyt bladych i w dodatku często jaśnieją mi po nałożeniu;) Nie było testera, ale uznałam, że przez opakowanie wygląda on przyzwoicie. Zresztą bladzioszki narzekały, a to dla mnie wyraźny sygnał potencjalnego zadowolenia:D
zdjęcie odżywki do rzęs 4 Long Lashes
Nie miałam żadnego wielkiego chciejstwa, a że teoretycznie wymagany był zakup 3 różnych produktów do makijażu to skusiłam się jeszcze na ulubione bibułki matujące Wibo i odżywkę do rzęs Oceanic 4 Long Lashes. Odżywki teraz praktycznie nie używam, ale poczeka na lepsze czasy;) A dlaczego teoretycznie trzeba było kupić 3 produkty, a praktycznie nie koniecznie? Bo zauważyłam, że robiąc symulację w aplikacji zniżka wchodziła nawet przy zakupie 1 produktu. Niemniej ja robiłam zakupy stacjonarnie i nie miałam za dużo czasu na dopytywanie czy tutaj ten myk również przejdzie. Na pochwałę zasługuje spokój podczas promocji w osiedlowym Rossku. Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie to pewnie widziałyście na story jakie były pustki. Wszystkie szafy dla mnie;) Nikt się nie przepychał ani nie bił o produkty;) Choć np. już w Manufakturze 2 dni później panował niezły rozgardiasz (weszłam przy okazji obadać sytuację;)) i tam nie zdecydowałam się nic kupić;)
Zdjęcie przedstawiające nowości Deborah Milano

Byłam przekonana, że to moje jedyne zakupy podczas promocji, więc pochwaliłam się wstrzemięźliwością na Insta Story:P Ale… w sobotę „wezwała mnie” na zakupy Galeria Łódzka i wiadomo, że tam również jest Rossmann. W owym Rossku ludu było już trochę więcej, ale nadal stabilnie, a towaru całkiem sporo. Prawda jest taka, że od początku miałam chęć na Deborah Milano, a że w moich najbliższych drogeriach nie ma ich szaf to zamierzałam odpuścić. Jednak skoro w galerii szafa była, a kosmetyki niewymacane to nie pozostawało nic innego jak kupić;) Marka była już kiedyś w Polsce i swego czasu miałam to i owo z asortymentu, choć produkty wyglądały wtedy inaczej. 
Zdjęcie przedstawiające kosmetyki Deborah Milano
Postawiłam na paletkę do konturowania Deborah Secrets of Contouring 02 oraz Deborah Hi-Tech róż do policzków 62. Różów miałam właściwie tylko dwie sztuki z czego jedna jest miniaturką, więc spoko. Muszę jednak ostrzec, że ten kolor jest naprawdę konkretny i dobrze napigmentowany, więc trzeba z nim uważać:) Wstępnie jestem z niego zadowolona. Udało mi się też zakupić rumiankową pomadkę Alterra, gdyż tak naprawdę chciałam ją zamiast bibułek, ale za pierwszym razem nie było;) Lubię ten jej smrodek;) I… oddaliłam się wesoło;)
zdjęcie przedstawiające nowości marki Lovely

Tego samego dnia już późnym wieczorem naszła mnie myśl żeby jeszcze przejrzeć aplikację Rossmann w poszukiwaniu kolejnych potencjalnych ofiar;) Wpadło mi wtedy w oko parę nowości Lovely. Bardzo rzadko kupuję coś z tej marki, ale aspekty wizualne zachęcały;) Wczoraj musiałam się wybrać do wpłatomatu celem wpłaty hajsu na takie przyziemne sprawy jak przelewy na opłaty etc;) A wiadomo co jest nieopodal wpłatomatu? Nie wiem czy Wy też tak macie, ale ja prawie zawsze po drodze do wpłatomatu „zgubię” trochę piniędzy! 
Szafa Lovely była już dość przebrana, ale znalazłam po sztuce Lovely Creamy Chocolate, czyli nowy matowy bronzer oraz Lovely Glow Junky w odcieniu 1 Caramel, czyli rozświetlacz. Nie chciałam ich zostawiać na pastwę losu, więc przygarnęłam;) 
zdjęcie przedstawiające kosmetyki Lovely z Rossmanna
zdjęcie przedstawiające Lovely Banana Chocolate i Lovely Glow Junky
Najbardziej zależało mi jednak na bananowym pudrze, ponieważ jeszcze takiego nie używałam;) Zapytałam zatem czy nie znalazłby się jakiś na zapleczu i owszem – pani wyłowiła dla mnie ponoć ostatni:) I tak oto trio łącznie z Lovely Banana Chocolate wróciło ze mną do domu w wyniku 3 już podejścia do promocji;) Może jeszcze przygarnę korektor Lovely Liquid Camouflage jeśli przy okazji jeszcze gdzieś do jutra go spotkam...

Ile zaoszczędziłam podczas kwietniowej promocji w Rossmannie -55% na kosmetyki do makijażu?

zdjęcie haulu z promocji -55% w Rossmannie

Biorąc pod uwagę to, że pierwotnie niekoniecznie miałam zamiar kupować cokolwiek albo zaliczyć promocję tylko raz to… raczej NIC bo jak można było kiedyś usłyszeć w reklamie ING – zaoszczędziłeś tyle ile masz na koncie:D Na zakupy łącznie wydałam 130zł na 9 produktów, ale nie powiem żebym żałowała;) Mimo, że za każdym razem to był spontan;) Jak wiecie mam raczej dobrą rękę kosmetyków i wielkich rozczarowań tu nie wróżę:P Poza tym w mojej toaletce jest jeszcze trochę miejsca:D A że się nie udało zachować zakupowej wstrzemięźliwości to trudno:P Wisła się nie zarwała, a Łódź też nie utonęła:D Wiosenną edycję promocji w tym roku oceniam bardzo dobrze. Nikt się nie przepychał ani nie bił o kosmetyki, nie doznałam dodatkowych uszczerbków na zdrowiu, więc luz. Jedynie w Manu wyglądało to nieco bardziej spektakularnie, dlatego tam zakupy odpuściłam;) Jedyne do czego mogłabym się doczepić jest to, że pierwszego dnia promocji były problemy z przejrzeniem produktów, ponieważ aplikacja się zawieszała.


A jak tam u Was? Były zakupy w Rossmannie czy jednak wygrał rozsądek? A może spotkały Was jakieś niemiłe incydenty?

 Zobacz też



Poprzedni wpis: NABLA DREAMY! 
Czytaj dalej »

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Nabla Dreamy paletka cieni do powiek z Twoich snów?

Paletka cieni do powiek Nabla Dreamy wizualnie wpadła mi w oko już podczas zapowiedzi jesienią ubiegłego roku. Nie brałam jednak pod uwagę zakupu, gdyż odcienie jakie zawiera wydały mi się niekoniecznie odpowiednie dla mnie i zbyt jaskrawe/różowiaste. To ostatnie jak się potem okazało było związane z tym, że zdjęcia na niektórych blogach były tak poprzerabiane jakby to była zupełnie inna paletka niż w rzeczywistości;) Oglądając potem zdjęcia z przeróżnych źródeł totalnie nie wiedziałam, które +/- miarodajnie oddają stan faktyczny?;) W końcu jednak zaczęłam szukać na YT i tam znalazłam dość wierne odwzorowanie kolorów, które pomogło mi podjąć decyzję. Ale to dopiero kilka miesięcy później, gdyż początkowo paletka wyprzedała się w ciągu 2 dni od premiery. Był na nią prawdziwy szał! Ja nie jestem aż takim typem łowcy, więc nie przejęłam się tym i odpuściłam zakup. Ale na początku marca poczułam zew natury i nagle zaświtało mi, że może jednak bym kupiła?;) Wahałam się jeszcze między pędzelkami Mbrush i oczywiście ktoś zdążył mi wyjąć paletkę z koszyka;) Miałam już klikać pędzelki, ale niespodziewanie paletka objawiła mi się w Mintishop i zostałam jej szczęśliwą posiadaczką;) Tak więc info. dla zainteresowanych paletką Nabla – warto monitorować sytuację w sklepach internetowych;) A czy ta walka się opłaciła?


zdjęcie przedstawiające opakowanie paletki cieni Nabla Dreamy

Nabla Dreamy czy warto o niej marzyć?



Paletka Nabla Dreamy opakowana została w czarną tekturową osłonkę zawierającą takie informacje jak skład poszczególnych cieni oraz PAO – w tym przypadku 18 miesięcy. Po jej zdjęciu naszym oczom ukazuje się przepiękne opakowanie w odcieniach czerni i złota, które przyozdobione zostało gwiezdnymi motywami. Prezentuje się magicznie i bardzo trafia w mój gust:) Cudo! Paletka jest porządnie wykonana, więc jej opakowanie nie powinno ulec zniszczeniu:) Chyba, że ktoś będzie nią rzucał;) Ja jednak o swoje rzeczy dbam:) Bardzo podoba mi się również rozmiar i kształt opakowania. Paletka nie jest długa, więc wygodnie leży w dłoni:) Została również zaopatrzona w całkiem niemałe lusterko. Zdecydowanie najładniejsza paletka jaką miałam w życiu:) 
zdjęcie przedstawiające odcienie paletki Nabla Dreamy

Paletka Nabla Dreamy jest moim trzecim produktem tej marki i muszę przyznać, że każdy z nich należy do grona moich niekwestionowanych ulubieńców. Mając już bardzo dobre doświadczenia z pomadką i cieniem pojedynczym, które gorąco polecam, nie miałam wątpliwości co do jakości paletki:) Choć słyszałam też, że niektóre cienie pojedyncze tej marki nie są tak dobre jak mój Absinthe. Nabla Dreamy zawiera 12 cieni o dość zróżnicowanej kolorystyce i wykończeniach – matowym, metalicznym i perłowym:) Cienie posiadają przyjemną konsystencję i gładko rozprowadzają się na powiece. Nie mają tendencji do nadmiernego osypywania się i są dobrze napigmentowane. Natomiast ze względu na to, że posiadam „tłuste powieki” cienie zawsze aplikuję po uprzednim zastosowaniu bazy (obecnie używam Smashbox). 
zdjęcie przedstawiające paletkę Nabla Dreamy

Immaculate – opalizująca biel ze złocistą poświatą. Świetnie nadaje się do rozświetlenia kącików oczu, a także strefy pod łukiem brwiowym.

Illusion – matowy, neutralny brąz. Taki klasyczny odcień. Zdarza mi się użyć go też trochę jako cień bazowy, choć dla niektórych może być zbyt ciemny żeby zastosować go w ten sposób;)

Vanitas – brzoskwiniowo-złoty duochrome. Taki radosny odcień:)

Delirium – przepiękny metaliczny, wielotonowy fiolet. Jest to jedyny cień, którego nie używałam, gdyż każdy twierdzi, że to jedyne słabe ogniwo palety i jest to ponoć cień trudny w aplikacji, ponieważ nie chce trzymać się powieki. Nie używałam bo nie chciałam się denerwować. Marzec był dla mnie wystarczająco męczący:P Także ten jeden cień na razie spisałam na straty.

Byzanthine – metaliczne złoto, jeden z moich ulubieńców. Zawsze zmaluję z nim coś fajnego:) Lubię też nałożyć na niego cień Saphyre z paletki Alchemist Kat von D.

Sistina – różany mat. Taki dziewczęcy odcień;)

Metal Cupid – metaliczny rdzawy brąz opalizujący na różowo. Również jeden z moich ulubionych:)

Inception – połyskujący zgaszony fiolet z liliowymi refleksami.

Senorita – koralowy mat. Początkowo sądziłam, że jego wykorzystanie u mnie będzie wątpliwe, a jednak bardzo dobrze sprawdza się jako dodatkowy, mocniejszy akcent i również stał się moim ulubieńcem:) Bardzo lubię go w połączeniu z Metal Cupid i Byzanthine lub Rose Gold.

Rose Gold – metaliczne różowe złoto. Bardzo je lubię:)

Lullaby – zgaszony fiołkowy mat z szarawym podtonem. Fajny do spokojniejszego makijażu.

Dogma – matowy ciemniejszy brąz. Brązy zawsze mile widziane:)
zdjęcie przedstawiające paletkę Nabla Dreamy

Paletkę mam od początku marca, więc pachnie jeszcze troszkę świeżością;) Jednak od razu wzięłam ją w obroty i muszę przyznać, że z miejsca skradła moje serce:) Zarówno pod kątem estetyki, jakości jak i kolorów, które okazały się być jednak bardzo moje:) Miałam lekkie wątpliwości czy każdy z cieni znajdzie u mnie zastosowanie, ale używam wszystkich prócz Delirium ze względu na to co napisałam powyżej:) Paletka towarzyszy mi teraz praktycznie codziennie, a do moich najulubieńszych odcieni należą – Rose Gold, Senorita, Metal Cupid i Byzanthine oraz Immaculate.  Użyte razem fajnie podkreślają moją cerę:) Zdjęć makijaży brak, ponieważ ciężko mi je uchwycić robiąc zdjęcie z rączki, a niestety nie mam czasu przez pół dnia próbować wykonać idealne selfie:D Swatchy też nie robiłam, ale jest ich w sieci pełno, zwłaszcza na Instagramie Nabla. Przed ewentualnym zakupem radziłabym obejrzeć dużo zdjęć dla porównania, ponieważ wiele jest niestety bardzo przejaskrawionych;) 
Paletka nadal jest rozchwytywana i trudno dostępna, ale warto obserwować w sklepach internetowych. Co jakiś czas na chwilę się pojawia i wtedy można przyatakować:) 
zdjęcie obrazujące Nabla Dreamy
Ja jestem z niej bardzo zadowolona!:) Od razu trafiła do moich ulubieńców i szczerze mówiąc Too Faced, Dior, Provoke, Urban Decay, The Balm i wszystko inne może się przy niej schować:) Jak najbardziej jest warta swojej ceny (159zł). A już niebawem nowa paletka cieni Nabla Soul Blooming, którą można podejrzeć na Instagramie marki Nabla.


Znacie paletkę Nabla Dreamy? Uległyście jej urokowi tak samo jak ja?
Czytaj dalej »