sobota, 18 stycznia 2020

Dr. Jart+ Ceramidin Cream Mist – poznajcie krem w sprayu!

Nie należę do fanek kosmetyków w formie sprayu, wręcz lekko wzdrygam się na samą myśl o nich. Jednak gdy przeglądając nowości w sklepie Sephora trafiłam na Dr. Jart+ Ceramidin Cream Mist opisany jako krem w sprayu, poczułam się zaintrygowana;) Początkowo pomyślałam, że to nie ma sensu, bo pewnie kupię i będzie leżał, ale cały czas chodził mi po głowie, a potem jeszcze zachwalała go Interendo;) Koniec końców postanowiłam wypróbować. Choć przedtem zapytałam Patrycję czy aby nie śmierdzi, a potem jeszcze sprawdziłam to osobiście;) Finalnie w pierwszej połowie listopada kosmetyk był już u mnie i jeśli pamiętacie wpis na temat 8 najlepszych kosmetyków koreańskich 2019 to już wiecie, że "ryzyko" popłaciło;)

Dr. Jart+ Ceramidin Cream Mist krem w sprayu blog

Dr. Jart+ Ceramidin Cream Mist krem w sprayu


Jest to nawilżający krem w sprayu służący do rozpylania w ciągu dnia. W swoim składzie zawiera kompleks 5-Cera z pięcioma ceramidami. Pomaga zmniejszyć suchość skóry związaną z zimnym powietrzem lub intensywnym ciepłem.
Dr. Jart+ Ceramidin Mist recenzja

Krem w sprayu Dr. Jart+ Ceramidin występuje w formie plastikowego pojemnika, o typowej dla linii Ceramidin biało-żółtej szacie. Pojemność to aż 110ml, a kosmetyk należy do wydajnych (nawet dla takich „papraczy” jak ja). Po ponad 2 miesiącach stosowania na twarz i szyję (bez żałowania sobie) moje opakowanie jest zużyte do litery „n” w wyrazie Ceramidin:) Na zużycie mamy 12 miesięcy od otwarcia. Atomizer działa sprawnie, nie ma tendencji do strzelania i nadmiernego rozlewania produktu.
Dr. Jart+ Ceramidin Mist opinie

Zapach produktu jest delikatny z +/- charakterystyczną dla tej serii nutką. Nie jest to typowa lekka mgiełka, ponieważ formuła kosmetyku jest dwufazowa. Nazwałabym ją „mleczną mgiełką”, czyli taką bardziej „treściwą”. Nie mylić jednak z tłustą:) Po prostu jest bardziej odżywcza niż typowo wodne mgiełki. Przed użyciem należy oczywiście porządnie wstrząsnąć butelką, tak, aby obie fazy miały szansę się połączyć dla optymalnego efektu:) Ja pryskam twarz i szyję z bliska. Następnie delikatnie rozsmarowuję i wklepuję wodnisto-mleczną maź;) Inni pewnie robią to nieco inaczej, czyli spryskują z większej odległości uzyskując subtelniejszą mgiełkę. Ale cóż… Ja i te moje zwyczaje;) Po takiej aplikacji moja skóra promienieje naturalnym blaskiem. Rzekłabym, że jest to efekt glass skin;) Dodatkowo jest ukojona i miękka w dotyku bez efektu odciążenia. Zauważyłam też, że ładnie eliminuje problem lepkości jeśli np. nałożony przed nim kosmetyk ma tendencję do klejenia;) Produkt nie „zapycha” skóry. Ja go stosuję najczęściej po esencji, ponieważ tak sprawdza się u mnie najlepiej. Ale nic nie stoi na przeszkodzie żeby każdy znalazł na niego swój sposób;)
krem w sprayu dr jart

Czy Dr. Jart+ Ceramidin Mist rzeczywiście można nazwać kremem w spray’u? I tak i nie! Zależy jak na to spojrzeć:) Jeśli rozpylać go parę razy w ciągu dnia (tak jak zaleca producent) to jak najbardziej! Ja jednak, na co dzień nie wyobrażam sobie takiego stosowania. Zwłaszcza, jeśli mam makijaż, bo nie jest to produkt, który można aplikować na makijaż:) Ale np. podczas wakacji takie regularne spryskiwanie twarzy mogłoby być całkiem niezłą opcją w niektórych przypadkach. Sama ograniczyłam się do stosowania rano i wieczorem, co zapewniło mi bardziej efekt odżywczej mgiełki niż kremu:) Nie ubolewam jednak, gdyż produkt świetnie wpisał się w moją wieloetapową pielęgnację. Całość wykańczałam kremem lub maską całonocną. Z przyjemnością wykorzystam całą butelczynę i muszę przyznać, że nieco łaskawszym okiem spojrzałam na mgiełki etc. Chodzi mi po głowie Shangpree Marine Hydrogel Mist (odkąd zobaczyłam w nowościach na Jolse) i LRP Toleriane Ulra 8:) A mgiełkę Dr. Jart+ zdecydowanie polecam! Jej cena regularna w Sephorze to 99zł, ale regularnie można liczyć na 20% zniżki przy okazji dni VIP. Stosunek ceny do jakości i pojemności sprawia, że naprawdę warto:) Jestem zadowolona, że wyszłam poza swoją strefę komfortu:D 


Co sądzisz kosmetykach w sprayu? Mogłabyś polubić krem w sprayu Dr. Jart+ Ceramidin Cream Mist? A może już go znasz?
Czytaj dalej »

środa, 15 stycznia 2020

Natural Secrets Tonizująca kuracja rozjaśniająca!

Natural Secrets Tonizująca kuracja rozjaśniająca, to kolejny produkt tej marki, którego recenzji wprost nie mogę sobie odmówić:) Polska firma Natural Secrets była jednym z moich kosmetycznych odkryć zeszłego roku:) Wypatrzyłam ją na Instagramie u Interendo i dość szybko zapragnęłam sprawdzić na sobie działanie kosmetyków z linii Premium. Pierwszym produktem, na który się zdecydowałam była właśnie tonizująca kuracja rozjaśniająca:)

Natural Secrets Tonizująca kuracja rozjaśniająca


Natural Secrets Tonizująca kuracja rozjaśniająca opinie

Tonizująca kuracja rozjaśniająca w swoim składzie zawiera wyjątkowe połączenie składników aktywnych z wyciągami roślinnymi, które wykazują silne właściwości wygładzające, przeciwzapalne i rozjaśniające. W składzie znajdziemy 10% stężenie kwasu laktobionowego, witaminę B3, wyciągi z różowego lotosu, wąkroty azjatyckiej oraz aloes. Produkt jest odpowiedni dla osób ze skórą wrażliwą, naczyniową oraz problematyczną, również z tendencją do powstawania zaskórników.


Skład: Aloe barbadensis (Aloe vera) Leaf Juice, Aqua, Nulembo Nucifera (Pink Lotus) Water, Lactobionic Acid, Propanediol, Sodium Hyaluronate, Centella Asiatica Extract, D-Panthenol, Bambusa Arundinacea Stem Extract, Niacinamide, Lactobacillus Ferment, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Dehydroacetic Acid, Benzyl AlcoholSodium Lactate


Podobnie jak Esencja Aloesowa, tonizująca kuracja rozjaśniająca zapakowana została w elegancki granatowy woreczek (zamawiałam ze strony producenta i w ogóle całość była pięknie opakowana). Pompka była umieszczona osobno i byłam tak leniwa, że zainstalowałam ją dopiero po 3 tygodniach stosowania;) Wcześniej wylewałam produkt na wacik. Szklana butelka zawiera 100ml kosmetyku. Kuracja posiada lekką konsystencję przypominającą delikatnie zagęszczoną wodę. Mocno kojarzy mi się z wieloma koreańskimi tonikami lub lekkimi esencjami. Również biorąc pod uwagę skład (probiotyki, wąkrota azjatycka, aloes, niacynamid, kwas hialuronowy etc). Choć nie zawsze zwracam na to uwagę to moim zdaniem naprawdę bardzo dobry. Prawdziwa perełka na polskim rynku! Tonizująca kuracja rozjaśniająca posiada dość neutralny i szybko ulatniający się zapach, który mnie się kojarzy z medyczną skutecznością;)
Natural Secrets Tonizująca kuracja rozjaśniająca blog

Żeby zauważyć korzystny wpływ na skórę, producent zaleca stosowanie minimum 3 razy w tygodniu. Ja patrząc na skład stwierdziłam, że kuracja nie powinna zrobić mi krzywdy, więc od razu wdrożyłam stosowanie 2 razy dziennie;) Zresztą już po pierwszym użyciu nie mogłam się powstrzymać żeby nie używać codziennie. Warto też dodać, że zawarty w kuracji kwas laktobionowy należący do grupy polihydroksykwasów PHA jest kwasem nowej generacji, pozbawionym właściwości drażniących. Może być więc stosowany nawet w przypadku cery suchej, wrażliwej, naczynkowej, z AZS i przy trądziku różowatym. Kwas laktobionowy posiada właściwości antyoksydacyjne i przeciwzapalne. Wzmacnia barierę ochronną skóry, przyspiesza proces gojenia się ran, złuszcza powierzchowne warstwy komórek warstwy rogowej. Ponadto posiada właściwości nawilżające i rozjaśniające, a także wspomaga odnowę komórkową stymulując fibroblasty do produkcji włókien kolagenowych i elastyny. Idealnie sprawdzi się w prewencji przeciwzmarszczkowej, a także na skórze zniszczonej słońcem. Można go stosować nawet po podrażniających peelingach.


Produkt bardzo przyjemnie się rozprowadza i od razu czuć wygładzenie, zwłaszcza na nosie;) Można go stosować, jako tonik, ale w mojej pielęgnacji składającej się z kilku kroków, nałożenie na niego kolejnych kosmetyków powodowało, że po kilku minutach mi się rolowały, więc stosowałam ją bardziej jako esencję, czyli już po lekkim, wodnistym toniku. Wtedy wszystko łączyło się ze sobą idealnie:) Poza tym jak już wcześniej wspominałam, zarówno kuracja jak i esencja aloesowa nie nadawały się u mnie na skórę szyi, ponieważ powodowały swędzenie. Po kilku dniach stosowania kuracji zaczęłam na nią nakładać również wspomnianą esencję aloesową. Takie połączenie oczywiście nie jest konieczne, ale u mnie dobrze się sprawdzało. Po nałożeniu produkt przez chwilę pozostawia lepką warstwę, o czym wspomina również producent. Jest to spowodowane wysokim stężeniem składników aktywnych. Uczucie lepkości jednak szybko mija. U mnie w takich sytuacjach prawie zawsze pomaga przyciśnięcie twarzy obiema dłońmi;) To takie drobne wady, o których muszę wspomnieć. Reszta to już same zalety;) Przynajmniej z mojej perspektywy;)
Natural Secrets Tonizująca kuracja rozjaśniająca recenzja

Na początku wylewałam produkt na wacik, a gdy już założyłam pompkę, przeszłam do wylewania kosmetyku w zgłębienie dłoni, a właściwie to po prostu na palce;) Pierwsze efekty zaobserwowałam już po pierwszym użyciu, a należało do nich zauważalne wygładzenie nosa. Poza tym produkt wprowadziłam do swojej pielęgnacji w trudnym momencie, czyli po odstawieniu skwalanu O! Figa, który zafundował mi brzydko wyglądającą skórę na policzkach. Problem został szybko zażegnany i myślę, że kuracja zdecydowanie miała w tym swój udział. Nie mam bowiem skłonności do powstawania niedoskonałości, ale jak już coś takiego mi się przytrafi to niekiedy ciężko mi opanować sytuację. Zwłaszcza, że mam wówczas brzydkie ciągoty do „dłubania w skórze”. Nie ocenię wpływu kuracji na przebarwienia, ponieważ takowych nie posiadam i nie w tym celu ją kupiłam. Sądzę jednak, że produkt może zapewnić poprawę w przypadku świeżych drobnych przebarwień, np. posłonecznych. Wątpię żeby przyniósł efekty przy większych problemach z przebarwieniami, ponieważ w takich przypadkach potrzebne są już intensywniejsze kuracje, a najlepiej bardziej inwazyjne zabiegi. U siebie ze względu na brak przebarwień oczekiwałam bardziej efektu rozświetlenia oraz wygładzenia i zdecydowanie go otrzymałam;) Dodatkowo kuracja fajnie koi i nawilża, ale jest to oczywiście takie wstępne nawilżenie, które trzeba czymś domknąć (czyli np. serum, kremem etc). W wieloetapowej pielęgnacji sprawdza się znakomicie. Cera po prostu zyskuje na "jakości":) Najlepiej użyć samemu żeby to poczuć, bo naprawdę warto:) Przy regularnym stosowaniu skóra staje się jaśniejsza, ale nie przesadnie blada:) Linia Premium marki Natural Secrets powinna być zdecydowanie bardziej popularna i mam nadzieję, że wkrótce tak się stanie:)



Znasz już Tonizującą kurację rozjaśniającą Natural Secrets lub inne produkty tej marki?  
Czytaj dalej »

niedziela, 12 stycznia 2020

Listopadowo - grudniowa drogeria!

Wydawało mi się, że w październiku czyniąc sobie kilka przed-urodzinowych prezentów zaspokoiłam się zakupowo na tyle, że w listopadzie na nic już nie spojrzę;) Złudne me nadzieje, bo już na początku miesiąca zaczęłam czuć zakupowego bluesa;) Moje palce jakoś tak bezwiednie zaczęły stukać na stronach sklepów internetowych, a nogi wyciągały mnie w kierunku stacjonarnej siedziby szatana, czyli galerii handlowych;) Z kosmetyków kupiłam jednak głównie to, co już wcześniej wpadło mi w oko lub było na mojej wishliście i zaprzątało mi głowę:) A grudzień z kolei pędził jak szalony:)

listopadowe nowości kosmetyczne

Pierwszą rzeczą, którą zamówiłam i na której zakup byłam zdecydowana już od jakiegoś czasu, była Tonizująca kuracja rozjaśniająca Natural Secrets. Od razu poszła w ruch, a jej recenzja jest już prawie gotowa:) W sklepie internetowym Hebe wpadła mi oko Naturalna pianka do mycia ciała i rąk marki LaQ. Kupiłam więc jedną dla siebie i drugą na prezent;) Mogłam od razu udać się do drogerii stacjonarnej, ale przeczuwałam, że na miejscu tych pianek nie będzie i tak też było;) Teoretycznie jest to produkt dla dzieci, ale kto by się tym przejmował;) Zresztą i tak już zużyłam;) Dla maski do włosów Botanicals Lavender Soothing Therapy kupiłam gazetkę kobietkę, czyli magazyn Elle;) 
Miniso płatki kosmetyczne

Te niechlujnie rzucone opakowania powyżej to płatki kosmetyczne;) Za zwyczaj nie pokazuję tak oczywistych i potrzebnych, choć pierdołowatych rzeczy jak waciki, ale z tymi wiąże się wielomiesięczna historia, która na pewno Was urzeknie, gdy już (być może) opowiem ją w osobnym wpisie:P Jak już znajdę te idealne, bo to jeszcze jednak nie do końca te. Owe płatki pochodzą ze sklepu Miniso, którego wydawało mi się, że nie znam. A jednak doszłam do wniosku, że byłam w nim już wcześniej ze 3 razy;) Tak to jest jak nie patrzysz gdzie wchodzisz:D 
krem w spray’u Dr. Jart+ Ceramidin
Neonail 2+2 zakupy

Nie przepadam za kosmetykami w formie spray’u, ale że nie należę do klasycznych, normalnych jednostek to nie przeszkadzało mi to żeby zapragnąć… kremu w spray’u;) I tak do wirtualnego koszyka wpadł mi krem w spray’u Dr. Jart+ Ceramidin. Markę zresztą bardzo lubię;) Ceny tego produktu w sklepach koreańskich wcale nie były korzystniejsze, więc zakup poczyniłam w Sephorze. Cóż... wygodnie i z nutką prestiżu:D W NeoNail była promocja 2+2, a że mają świetne odcienie niebieskiego to skusiłam się na zakupy;) Starannie wyselekcjonowałam odcienie stawiając na - Twinkling, Blue Cream Jelly, Fashion Mania oraz Moving River;) Moje paznokcie za zwyczaj można obczaić na Instagramie jakby ktoś miał potrzebę;) Lubię męczyć ludzi, więc czasami dodaję tą samą stylizację w różnych ujęciach:P 
Skusiłam się też na parę duperelków, czyli nowe małe kremiki do rąk z Eveline i Bielendy, balsam Eos, (który okazał się być dla mnie za mało nawilżający nawet do stosowania w ciągu dnia, ale plus za fajne uczucie orzeźwienia) i maski do ust Eveline, ponieważ zyskały moją sympatię po wcześniejszym wypróbowaniu (o czym niżej). Dotarło do mnie też parę pierdół z Aliexpress, czyli niebieski lakier hybrydowy Rosalind, jakiś czarny żel Venalisa z drobinkami i pyłek, a także piękne niebieskie kryształki do zdobień, które się nie załapały na fotkę;) 
Na początku grudnia w ramach świątecznego prezentu od siebie dla siebie jako niepoprawna Foreo-holiczka sprawiłam sobie Foreo Lunę Go. Tym razem padło na róż;) Kupiłam sobie również znaną mi już wcześniej Silnie natłuszczającą maść Hudsalva Vitamin E Swederm.
Eveline Cosmetics nowości listopad
Przechodząc już do innych rzeczy, na początku listopada trafiła do mnie paczka z nowościami od Eveline Cosmetics. Proponowano mi lakiery hybrydowe z nowej kolekcji, ale że nie były to do końca moje odcienie, a ja dość mocno selekcjonuję tego typu działania to ostatecznie padło na inny typ nowości;) Jako ten najbardziej interesujący kosmetyk wskazałam Egyptian Miracle:) W przesyłce znalazłam też kilka innych kosmetyków, tj. maseczki w płachcie Magic Mask, intensywnie nawilżającą żelową maseczkę do ust S.O.S Expert, błyszczyk OH! My Lips Lip Maximizer Chili, mgiełkę do twarzy Aqua Miracle, profesjonalny płyn micelarny Face med+, ultraodżywczy krem do twarzy Bio Vegan oraz skoncentrowaną odżywkę do paznokci 8w1 Total Action, którą dałam mamie, bo przy hybrydach nie mam jak wypróbować;)
Trafiła też do mnie Esencja aloesowa Natural Secrets, która również zaraz poszła w ruch i miała tu już swoje 5 minut;) 
Z nowości koreańskich miałam tym razem Dr. Jart+ Ceramidin Body Lotion, Cosrx AHA 7 Whitehead Power Liquid, Purito Galacto Niacin 97 Power Essence i All Day Glow Calming Balance Ampoule.  Na pewno niebawem pojawią się wpisy każdego z nich;)
Nowy produkt Resibo, który miał swoją premierę pod koniec listopada również do mnie zawitał. A jest nim Resibo Naturalny krem liftingujący. W przesyłce znalazłam także pięknie pachnący Mood Spray, list od właścicielki, kolorowankę i garść informacji.

Przyszedł też do mnie urodzinowo-świąteczny prezent od Ines Beauty zawierający jej firmowy niebieski notesik, czyli Beauty Flower Of Life, AA Hydro Sorbet żelowy krem na noc, Benefit High Brow, peeling do skóry głowy, pomadkę Barbie Power i maseczkę w płachcie marki Sephora, a także Tonizujący żel do mycia twarzy Bandi EcoFriendly Care

Od Rudej dostałam serum pod oczy O Figa Uwaga granat, zestaw kosmetyków Yumi i "stworka" z Etude House;) Gwoździem programu była jednak niebieska lama, która jest długopisem:) 
Od Anetki na Mikołaja dostałam przepiękny prezent z dozą niebieskiego:) W jego skład wchodził zestaw Laneige, zestaw Dr. Jart+ Ceramidin, zestaw Pai, Samarite Divine Elixir, Phlov by Anna Lewandowska mgiełka do twarzy, miniatura Gucci, maseczki Niuqi i idealna dla mnie bransoletka Lilou z księżycem:)

Od Nuxe dotarła do mnie paczka relaksacyjna na jesienne wieczory. Macie już gotowe recenzje peelingu i olejku, bo tak się składa, że już kiedyś je miałam;) 
Drugim prezentem od Nuxe był zestaw świąteczny składający się z 4 produktów:) Również każdy znałam już wcześniej:) Taki ze mnie znawca;)
Rossmann nowości
Świąteczna niespodzianka od Rossmanna zawierała całą masę ciekawostek głównie marek własnych, a także coś słodkiego;) Większość pokazałam TUTAJ.
Interendo w dużej mierze wydała się już wcześniej co będzie moim prezentem, a było nim od dawna chciane przeze mnie Foreo UFO, perfumy YSL Black Opium Intense i różowiutka lodówka na kosmetyki Coldy Mini. W paczce znalazłam też zestaw kandyjskich maseczek do ust Bite Agave Lip Mask, kulę do kąpieli, maskę do stóp, a także peelingi do twarzy i ciała w formie innowacyjnej gąbeczki. Patrycja trafiła z paczką w samą Wigilię, więc był to taki najprawdziwszy Mikołaj:D Całość pokazywałam już zresztą na Insta Story. Na pewno będzie wpis na temat Ufo i Coldy, bo już mam silną wizję:P Kula Organique Mango była z kolei od siostry:)
Sin Skin Honey Bee
Kiedy myślałam, że to już koniec, dotarła do mnie przed-sylwestrowa niespodzianka z kosmetykami Sin Skin z kolekcji Honey Bee:) Pokażę je jeszcze w tym miesiącu:)

Tyle na dziś! Kto dotrwał do końca i jeszcze nie "odzobaczył"?


Czytaj dalej »

czwartek, 9 stycznia 2020

Isana Sunsu, For Your Beauty, Wellness & Beauty, Fusswohl - co nowego w Rossmannie?

Przeszło tydzień przed świętami zawitała do mnie przesyłka z nowościami głównie marek własnych Rossmanna, które weszły do sprzedaży w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Pokazywałam je już co prawda na Insta Story. Ale postanowiłam pokusić się jeszcze o mały, luźny przegląd na blogu;) Co ciekawego znajdziemy na półkach Rossmanna?

Rossmann nowości  2020

SUNSU BY ISANA


Sunsu by Isana blog

Marki nieustannie inspirują się azjatyckimi rytuałami piękna i tym razem mamy całą linię Isany o wdzięcznej nazwie SUNSU BY ISANA. Sunsu znaczy czystość, a ja jestem czyścioszkiem i lubię koreańskie kosmetyki, więc potencjalnie coś w sam raz dla mnie;) Motto marki brzmi: „mniej makijażu, więcej pielęgnacji skóry”, co z powodzeniem mogę nazwać również swoim własnym;) Przyznam, że jestem jednocześnie zaintrygowana, ale i trochę sceptyczna:) Wszak z Isaną różnie bywa. Można trafić na perełki w świetnej cenie, ale i totalne przeciętniaki:) Na razie zużyłam jedynie maseczkę w płachcie, ale nie w sposób tradycyjny;) Pocięłam ją na kawałki i używałam razem z Foreo UFO. Efekt był całkiem spoko;)


SUNSU BY ISANA to obecnie 4 produkty do pielęgnacji twarzy:


SUNSU BY ISANA maska w płacie (7,59zł)


SUNSU BY ISANA krem do mycia twarzy (14,99zł)


SUNSU BY ISANA tonik do twarzy (14,99zł)


SUNSU BY ISANA krem na dzień (24,99zł)

Isana nowości do pielęgnacji dłoni

 


Wśród nowości Isany znajdziemy, co nieco do pielęgnacji dłoni. Do mnie trafiły 3 produkty:

Isana Mus do rąk Aloes & Jedwab (10,99zł)


Ten produkt kupiłam już w październiku, więc nie był dla mnie nowością:) W związku z tym mogę o nim napisać kilka słów;) Mus posiada wygodne i całkiem stylowo prezentujące się 200ml opakowanie wyposażone w pompkę, która zdecydowanie ułatwia i uprzyjemnia stosowanie. Mus do rąk pachnie jak dla mnie dość nietypowo, ale przyjemnie. Zapach ten przypomina mi dobrej jakości kosmetyki fryzjerskie. Przyznam jednak, że musiałam się do niego przyzwyczaić, gdyż należy do tych długotrwałych i nieco świdrujących;) Konsystencja kremu rzeczywiście przypomina mus i ładnie się rozprowadza. Krem szybko się wchłania, całkiem nieźle wygładza i nawilża dłonie. Ale efekt nie należy niestety do długotrwałych, a ja preferuję bardziej intensywną pielęgnację dłoni, gdyż rączki smaruję jedynie wieczorem;) Nawilżenie jakie zapewnia ten krem jest na max. kilka godzinek. Dla osób, które smarują dłonie kilka razy w ciągu dnia może być jednak całkiem dobry:)

Isana Aromatyczne mydło w płynie magnolia i drzewo cedrowe (8,99zł)



Mydła Isany często kupuję, ponieważ najczęściej sprawdzają się u mnie nawet te z najzwyklejszych serii, a mydła zużywam naprawdę dużo, ponieważ ręce myję wiele razy w ciągu dnia;) Ta wersja mydła jest wegańska. W składzie znajdziemy glicerynę i ekstrakt z magnolii. Mydło ma u mnie zawsze honorowe miejsce:P Zdążyłam już oczywiście je wypróbować:) Bardzo ładnie pachnie. Są to bardziej "cedrowe klimaty" niż magnolia. Ma ono postać przezroczystego rzadkiego żelu i nie należy do wydajnych (ale u mnie to norma w przypadku mydeł). Pieni się delikatnie i nie wysusza dłoni. Powiedziałabym, że spokojnie może konkurować z droższymi mydłami innych producentów.

Isana Maska do rąk w rękawiczkach olejek makadamia (12,99zł)



Rzadko kupuję takie produkty, ponieważ są jednorazowe i za zwyczaj wolę kupić jakiś fajny krem. Ale przyznaję, że gdy do mnie trafiają to chętnie je zużywam. Wieczorem zawsze smaruję dłonie kremem, a następnie nakładam bawełniane rękawiczki chociaż na parę minut, więc taka maska jest dla mnie urozmaiceniem w formie od razu gotowej do użycia:) Moje dłonie na zdjęciach prawie zawsze wyglądają jakby nigdy nie zaznały kremu, ale w rzeczywistości wcale nie należą do przesuszonych... To jakaś złośliwość aparatu w telefonie:P Nawet jak kiedyś poszłam na parafinę na dłonie to kosmetyczka była zdziwiona po co przyszłam, bo przecież mam nawilżone. Serio;) 
Ale do brzegu... Maskę w formie rękawiczek wypróbowałam podczas jednego z wieczorów z Netflixem. Rękawiczki są bardzo duże, więc na moje drobne dłonie za wielkie, ale są wyposażone w "przylepiec" ułatwiający dopasowanie do nadgarstka (tak żeby się nie zsuwały). Niestety ten z lewej ręki od razu mi się odkleił i już potem nie chciał się trzymać. Kiedy po 20 minutach zdjęłam rękawiczki, było na nich jeszcze sporo kremu, który w konsystencji przypominał mi mus. Rozsmarowałam go i wklepałam w ręce, ale nadal nie do końca się wchłaniał. Na pozór dłonie wydawały się nawilżone, ale efekt utrzymał się tylko do pierwszego mycia. Tak więc zbyt duże poświęcenie w stosunku do efektów. Lepiej kupić krem.

Fusswohl nowości do pielęgnacji stóp



Fusswohl maska do stóp w postaci skarpetek (11,99zł)


Maskę do pielęgnacji stóp w formie skarpetek marki Fusswohl już zużyłam. Rzadko sięgam po takie produkty, ale gdy do mnie trafiają to zawsze z ciekawości próbuję. Skarpetki mają uniwersalny rozmiar i są łatwe w użyciu. Posiadają specjalny samoprzylepny plasterek ułatwiający dopasowanie skarpetek do stóp. Tu jednak muszę się trochę przyczepić, ponieważ „przylepiec” był za mało lepki, nie trzymał się u mnie dostatecznie i podczas chodzenia skarpetki ześlizgiwały mi się ze stóp, czego efektem były odsłonięte pięty;) Same skarpetki pachną delikatnie kremowo. Mimo niedociągnięć ze strony producenta, z samego efektu byłam zadowolona. Stópki były ładnie nawilżone i przyjemnie gładkie. Zaznaczę jednak, że nie mam szczególnych problemów ze skórą stóp, więc nie wiem jakby się sprawdziły przy wymagających stopach. 


Fusswohl Wellness masło do stóp (12,99zł)


Stopy za zwyczaj smaruję tym samym balsamem, co resztę ciała. Tutaj jednak podobna sytuacja – chętnie wypróbuję produkt dedykowany stopom, jeśli akurat do mnie trafi. Nawet muszę przyznać, że ucieszyło mnie to masło. Masełko do stóp Fusswohl ma całkiem przyjemny świeży zapach i dość treściwą, ale nie tłustą konsystencję. Jeśli smaruję czymś stopy to zawsze zakładam na nie bawełniane skarpetki marki For Your Beauty (polecam, choć szybko się niszczą) i tak też jest w tym przypadku:) Masło bardzo fajnie nawilża i wygładza stopy. Nie jestem zresztą zaskoczona, bo kosmetyki tej marki zwykle się u mnie sprawdzają. Dodatkowym atutem jest większa pojemność – 200ml, czyli tyle, co standardowy balsam do całego ciała.

Wellness & Beauty The Balance Of Ayurveda kosmetyki do pielęgnacji ciała


Wellness & Beauty The Balance Of Ayurveda spray do pościeli i ciała olej ryżowy i ekstrakt z kwiatu lotosu (16,99zł)


Spryskiwanie pościeli spray’em zapachowym to raczej nie moja bajka, bo mogłabym po takich atrakcjach nie zasnąć, ale na ciało można wypróbować;)


Wellness & Beauty The Balance Of Ayurveda peeling do ciała bambus i lotos (15,99zł)


Miałam w zapasie akurat tylko jeden peeling, więc ten produkt jak najbardziej mnie ucieszył. 

Wellness & Beauty The Balance Of Ayurveda krem pod prysznic i do kąpieli bambus i lotos (9,99zł)


Coś fajnego pod prysznic również zawsze mile widziane:) Mam go obecnie w użyciu. Kosmetyk ma przyjemną kremową konsystencję, choć nie taką jak w żelach Dove, a po prostu szybciej rozpuszczającą się. Zapach żelu jest delikatny, ale sam produkt nie nie powalił mnie na kolana;)


Wellness & Beauty The Balance Of Ayurveda balsam do ciała bambus i lotos (14,49zł)


Balsam mam już w użyciu. Ma lekką, delikatną konsystencję. Szybko się wchłania, więc nadaje się nawet do stosowania rano. Przyjemnie nawilża i bardzo fajnie wygładza skórę ciała. W sam raz do codziennego stosowania, ponieważ u mnie daje efekt do 24h. Jego zapach jest delikatnie kwiatowy, nie utrzymuje się zbyt długo na skórze. 


For Your Beauty akcesoria


For Your Beauty Wałek do twarzy z kwarcu różowego (44,99zł)


Dla mnie o rok za późno, ponieważ mam już tego typu wałek. Recenzję można przeczytać TUTAJ. Dobrze jednak, że teraz roller z kwarcu bez problemu można kupić w Rossmannie, ponieważ w momencie, gdy ja kupowałam nie były jeszcze tak dostępne i musiałam specjalnie zamawiać.

For Your Beauty Gąbka do czyszczenia pędzli (13,79zł)



Na początku myślałam, że będzie to coś do mycia pędzli, ale wyglądało zbyt dziwnie żeby mogło do tego służyć:) Gąbeczka służy bowiem bardziej do wycierania pędzli podczas wykonywania makijażu. Może to być szczególnie przydatne, gdy chcemy użyć jednego pędzla do nałożenia różnych kolorów w tym samym makijażu. Wystarczy wytrzeć pędzel o gąbeczkę i jedziemy dalej z kolejnym cieniem;) Całkiem cwane, zwłaszcza, że produkt jest w zamykanym pudełeczku. Choć przyznam szczerze, że ja do takich manewrów zwykle używałam chusteczki higienicznej;) Ale powiedzmy, że taka gąbeczka wielorazowego użytku jest bardziej eko;) Ciekawostką jest też to, że niedawno tego typu gadżet wypuściło Fenty Beauty;) Ich produkt prezentuje się bardziej światowo, ale za to kosztuje 89zł;) W tej cenie możemy mieć kilka takich z Rossmanna;)

SIN SKIN matowa pomadka do ust



Nie zabrakło również kolorowego akcentu w postaci matowej pomadki do ust w płynie w intensywnym odcieniu. Jakiś czas temu pojawił się u mnie wpis na temat kilku produktów SIN SKIN i o tej pomadce akurat nie będę pisać, bo wydaje się być dla mnie za różowa. Ale napiszę o kolekcji Honey Bee, która jest piękna i idealnie trafia w mój gust:)


Lubisz nowości marek dostępnych w Rossmannie? Zainteresowało Cię coś szczególnie?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Foreo Iris masażer do okolic oczu – opinia po 3 miesiącach używania!

Poprzedni rok należał do Foreo:) Moja kolekcja urodowych gadżetów wzbogaciła się o aż 3 nowe produkty z rodziny Foreo – Iris, Luna Go oraz długo będące w sferze kosmetycznych marzeń UFO:) Z okazji urodzin, choć tak naprawdę już jakiś miesiąc przed terminem, sprawiłam sobie Foreo Iris, czyli masażer do okolic oczu:) Kiedy pokazałam go na Instagramie wiadomości nie było końca, bo jak się okazało – większości skojarzył się on dość sprośnie i dla niektórych było mocno wątpliwe czy to aby na pewno niewinny masażer pod oczy czy może jednak Ewelina robi tutaj kogoś w balona;) Nie wiem co robią z nim inni, ale ja używam „po bożemu”:D

Foreo Iris opinie

Foreo Iris jak działa?


Foreo Iris powstał z inspiracji drenażem limfatycznym okolic oczu. Masażer Iris wzmacnia korzyści z tradycyjnej pielęgnacji, zwiększając jej skuteczność za pomocą możliwych do regulowania sonicznych pulsacji T-SonicTM. Foreo Iris oferuje dwa tryby masażu. Tryb SPA odtwarza profesjonalny zabieg łączący punktowe stymulowanie skóry pod oczami z delikatnymi pulsacjami. Z kolei tryb Pure inspirowany jest manualnym masażem okolic oczu (opuszkami palców). Jest jednak od niego bardziej efektywny.

Foreo Iris design


Jakkolwiek by się nie kojarzył, ja w nim widzę przede wszystkim przyjemny dla oka (dosłownie i w przenośni) nowoczesny sprzęt, który jednocześnie nie zajmuje wiele miejsca w łazience lub w walizce;) Zawsze to podkreślam, ale bardzo lubię design Foreo. Gdyby ich gadżety były brzydsze to na pewno dużo łatwiej byłoby mi odeprzeć pokusę zakupu. Zwłaszcza, że nie należą do najtańszych – cena regularna Iris to 599zł (choć oczywiście można polować na mniejsze lub większe promocje). Oprócz tytułowego masażera w pudełku znajdziemy też szary woreczek, który przyda się do tego żeby nasz mały przyjaciel mógł podróżować z godnością;) Sprzęt ładujemy przez kabel usb. Foreo Iris dostępny jest w 4 kolorach – Black, Petal Pink, Magenta i Mint. Ja jestem fanką niebieskiego, a wśród tych odcieni nie ma typowego niebieskiego, ale akurat w przypadku Foreo podobają mi się wszystkie kolory i z każdego byłabym zadowolona (no może z wyjątkiem czarnego;)). W momencie zakupu Iris miałam już turkusową Lunę Mini i Issę w odcieniu Magenta, więc zdecydowałam się na wersję miętową żeby życie miało smaczek;) 
Foreo Iris blog


Foreo Iris jak używać


Stosowanie Foreo Iris to żadna filozofia, więc nawet dziecku nie trzeba by było tego tłumaczyć:) Nakładamy krem pod oczy lub serum, a następnie przechodzimy do masażu pierwszego oka;) Przez 30 sekund zmieniamy punktowe położenie masażera w okolicy oka, a następnie czynność tę powtarzamy pod drugim okiem. Najlepiej wykonywać masaż okolic oczu rano i wieczorem, ale jeśli rano żyjemy w pośpiechu i nie wyrabiamy na zakrętach to przynajmniej wieczorem. U mnie różnie bywa, ale staram się poświęcić tą minutę zarówno rano jak i wieczorem. Dla mnie ten czas nigdy nie jest stracony, bo za zwyczaj mogę sobie coś przemyśleć, opracować w głowie kolejny krok planu zawładnięcia światem etc;) Dodatkową atrakcją jest to, że podczas masażu nasz "Irysek" śmiesznie się porusza, tak jakby kiwał "ramionkami" na boki;) Pocieszny z niego gadżecik;)
Foreo Iris recenzja


Foreo Iris moje wrażenia ze stosowania


Gdybym miała określić urządzenie jednym słowem to zdecydowanie byłby to relaks, ale to normalne w przypadku Foreo, bo moje doświadczenia z marką wskazują na to, że ich produkty nie tylko wykorzystują nowoczesne technologie, ale i są bezpieczne oraz przyjemne w stosowaniu. Masaż okolic oczu możemy oczywiście z powodzeniem wykonać własnymi opuszkami palców, ale muszę przyznać, że nigdy nie było mi z tym po drodze. Dopiero zakup Iris stał się dla mnie gwarantem przeprowadzania masażu, bo skoro już go kupiłam to pamiętam o stosowaniu:) Palce mam zawsze „pod ręką”, a jednak nie pamiętam;) Foreo Iris dobrze współpracuje z serum oraz kremami pod oczy (przynajmniej tymi, które stosowałam w połączeniu z nim do tej pory). Najlepiej oczywiście, jeśli kosmetyk ma dobry poślizg. Mam duże cienie pod oczami, więc nie mogę powiedzieć żeby masażer w połączeniu z kremem je likwidował, ale zawsze widzę różnicę na plus. Starych linii, zwłaszcza tych moich od powiedzmy sobie wprost – dłubania w oczach, masażer nie usunie, bo to nie botoks, ale pomaga zadbać o resztę skóry;) Kosmetyki szybciej się wchłaniają i skóra lepiej przyjmuje zawarte w nich składniki aktywne. Po takim minutowym masażu skóra pod oczami jest gładsza i bardziej napięta, a człowiek nieco bardziej zrelaksowany. Najlepiej, jeśli wcześniej schłodzimy kosmetyki, których zamierzamy użyć. Mam teraz lodówkę na kosmetyki Coldy Mini i muszę przyznać, że masaż w połączeniu ze schłodzonym kosmetykiem jest jeszcze fajniejszy. 
Czy taki masażer zastąpi wizyty w profesjonalnych gabinetach SPA? Może nie do końca, ponieważ panie kosmetolog znają różne techniki, których zastosowanie bywa niezwykle przyjemne, a dodatkowo w dobry nastrój wprowadza nas odpowiednie światło i zapach świec lub olejków. Ale SPA nie jest tak dobrze dostępne, ponieważ nie zawsze mamy czas żeby przyjechać i poświęcić go na zabieg. Poza tym częste wizyty byłyby kosztowne. A Foreo Iris możemy mieć zawsze w łazience i cieszyć się nim każdego dnia. Mimo nie najniższej ceny z mojej perspektywy zakup był opłacalny. Nie jest to oczywiście produkt niezbędny, ale rozrzutne fanki takich duchowo-cielesnych przyjemności (bo i pielęgnacja i chwila relaksu) na pewno go docenią;) Foreo Iris dedykowany jest okolicy oczu, ale można się również pokusić o stosowanie w innych newralgicznych miejscach na twarzy;) Od ponad miesiąca mam Lunę Go (wersja podróżna z funkcją oczyszczania i masażu twarzy), więc już tego nie robię, ale zdarzało mi się tak popłynąć, że niekiedy używałam Iris na całą twarz;) Choć tutaj muszę przyznać, że pierwsze tego typu użycia kończyły się u mnie migrenami. Ale ja mam dość specyficzną dolegliwość i niestety wiele czynników może u mnie wywołać ból głowy, więc nie ma co się sugerować:) Sama musisz sobie odpowiedzieć czy chętnie używałabyś takiego gadżetu. Ja muszę przyznać, że jestem zadowolona:)


Jak Ci się podoba Foreo Iris? Byłabyś skłonna używać go regularnie czy masz już za dużo gadżetów?:)
Czytaj dalej »