środa, 11 grudnia 2019

Natural Secrets Esencja aloesowa - recenzja!

W ostatnich latach bardzo polubiłam ten dodatkowy krok w pielęgnacji twarzy, jakim jest esencja:) Pielęgnację wieloetapową stosuję niemal od zarania dziejów. Dawniej były jednak sera i inne dodatki, ale nikt nie słyszał o esencjach. Jeszcze nie tak dawno podpadały niemalże pod produkty egzotyczne, a od jakiegoś czasu już prawie każda szanująca się marka (nie tylko koreańska!) ma do zaoferowania esencje o przeróżnych właściwościach. Natural Secrets Esencja aloesowa to jeden z tych produktów, na które pewnie nie zwróciłabym uwagi gdyby nie zdjęcia na Instagramie;) Seria Premium marki Natural Secrets od razu do mnie „przemówiła” i szybciutko wpisałam dwa produkty na swoją wishlistę:) Po prostu poczułam, że się nie zawiodę:) Czy warto zainwestować w esencję aloesową polskiego producenta?

Natural Secrets Esencja aloesowa

Natural Secrets Esencja aloesowa


Jest to pierwszy produkt z linii premium marki Natural Secrets. Esencja Aloesowa to aż 98% składników, które stanowią substancje aktywne, w tym 90% to czysty sok aloesowy.


Skład: Aloe Vera Barbadensis Leaf Juice, Panthenol, Lactobacillus Ferment, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Sodium Hyaluronate, Centella Asiatica Extract, Allantoin, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol

Natural Secrets Esencja aloesowa opinie

Esencja aloesowa Natural Secrets przyszła do mnie zapakowana w elegancki grantowy woreczek i w przeciwieństwie do tonizującej kuracji rozjaśniającej z tej samej serii, pompka była już zainstalowana w produkcie;) Zwróciłam na to uwagę gdyż wspomniana kuracja rozjaśniająca miała osobno zapakowaną pompkę i moje lenistwo sprawiło, że dopiero po 3 tygodniach stosowania raczyłam ją założyć;) Sam produkt występuje w ciemnej 100ml szklanej buteleczce z niebieską etykietą. Bardzo mi się podoba! Opakowanie zostało wyposażone w perfekcyjnie działającą pompkę oraz dodatkowy kapturek chroniący otwór;) Dla mnie to ważne, ponieważ nie lubię odsłoniętych otworów dozujących:D Mam wtedy nieoparte wrażenie, że taki kosmetyk stojący w łazience szybciej traci swoje właściwości;) Choć pewnie to tylko „moje paranoje”;) 


Esencja aloesowa posiada neutralny, bardzo subtelnie ogórkowy zapach. Nie utrzymuje się on na skórze, więc jest idealnym wyborem dla wrażliwych nosów;) Warto wspomnieć, że delikatny zapach nie jest zasługą żadnych dodatkowych substancji, a jedynie naturalnych składników. Konsystencja aloesowej esencji Natural Secrets to coś w rodzaju rzadkiego żelu. Kosmetyk jest leciutki i pięknie się rozprowadza. Ma jednak tendencję do lepienia. Zwłaszcza, jeśli jest nałożony po uprzednim zastosowaniu kuracji rozjaśniającej z tej samej linii. Dla mnie nie jest to jednak problemem, ponieważ zawsze po użyciu dociskam twarz dłońmi wspomagając wchłanianie. A resztę lepkości świetnie niweluje u mnie mgiełka Dr. Jart+, a także nałożenie kremu. 


Esencja aloesowa to produkt orkiestra, który z powodzeniem może być stosowany u całej rodziny! Panowie, którzy nie lubią tłustych konsystencji mogą ją wykorzystać do pielęgnacji twarzy, po goleniu lub musnąć nią brodę. Ze względu na brak drażniących substancji świetnie sprawdzi się także do pielęgnacji delikatnej skóry dzieci. Esencję można wykorzystać jako produkt nawilżająco-kojący do twarzy czy jako dodatek do maseczek. Ponadto esencja redukuje przebarwienia, wzmacnia naczynia krwionośne, łagodzi podrażnienia i zmniejsza stany zapalne oraz poprawia jędrność skóry. Produkt można stosować również na skórę głowy lub użyć jako podkład do olejowania włosów:)
Natural Secrets Esencja aloesowa gdzie kupić

U mnie esencja znalazła zastosowanie przede wszystkim jako jeden z etapów pielęgnacji twarzy. W moim odczuciu najlepiej sprawdza się w połączeniu z innymi produktami, ponieważ wtedy najdobitniej uwalnia się jej potencjał. Po zastosowaniu solo, twarz prezentuje się wprawdzie zdrowo, a esencja wchłania się praktycznie do matu (po przyklepaniu jej dłońmi), ale nie mam wtedy takiego długotrwałego uczucia nawilżenia i po kilku godzinach cera woła pić:) Esencję aloesową najlepiej zatem stosować pod krem:) Wtedy cera odwdzięcza się ładnym nawilżeniem i zwiększoną elastycznością. Zauważyłam też, że rzeczywiście dobrze radzi sobie z drobnymi podrażnieniami (zwłaszcza mechanicznymi). Ładnie koi skórę nie powodując przy tym szczypania. Mam również wrażenie, że moje naczynka na nosie są mniej czerwone. Jeśli chodzi o wady to zarówno esencja jak i kuracja nałożone na szyję powodują u mnie swędzenie. Zupełnie nie wiem dlaczego, ale pewnie to jakaś typowa dla mnie anomalia;) Chętnie dodaję również trochę esencji do maseczek, np. z glinki. Są wtedy bardziej delikatne dla mojej skóry. O wpływie esencji na redukcję przebarwień się nie wypowiem, ponieważ ich nie posiadam. 


Esencję aloesową wykorzystuję również jako podkład do olejowania włosów i muszę przyznać, że po takim zastosowaniu moje niesforne włosy są nieco bardziej posłuszne i lepiej się rozczesują. Przy tego typu zastosowaniu mam jednak problem z regularnością, ponieważ wymaga to trochę czasu i zdarza mi się o tym zapomnieć albo jestem już zbyt zmęczona. Poza drobnymi wadami tj. przemijającą lepkością i niekompatybilnością z moją szyją, esencję aloesową Natural Secrets uważam naprawdę za bardzo przyjemny, pomocny i uniwersalny produkt. Nie zrażajcie się do polskich esencji. Nie jest prawdą, że polski produkt nie może być dobry:) Esencja aloesowa Natural Secrets jest tego najlepszym przykładem. Zresztą nawet jej składniki, subtelny zapach i lekka konsystencja kojarzą mi się tak koreańsko:)
Natural Secrets Esencja aloesowa recenzja

Esencję aloesową jak i inne kosmetyki Natural Secrets znajdziesz w sklepie Triny.pl, który już być może znasz:) Sama znam ten sklep dobrych parę lat (o czym już na pewno wspominałam) i muszę przyznać, że ich asortyment jest sukcesywnie wzbogacany o nowe naturalne marki kosmetyków. Zamówienia pakowane są bezpiecznie, ale ekologicznie bez dodatku folii bąbelkowej. Miłym akcentem są słodkie krówki dołączane do zakupów (ja miałam o smaku korzennych ciasteczek;)), a także garść próbek. Z moich próbek najbardziej zainteresowała mnie odżywka Anwen, którą bałabym się zamówić w ciemno ze względu na niesforne włosy, które nie zawsze lubią dobre składy;) Czasem oczekiwania na zakupy nie musicie się martwić, ponieważ wysyłki realizowane są ekspresowo. 


Znasz esencję aloesową Natural Secrets? Lubisz takie uniwersalne produkty? Zamawiałaś już kosmetyki w sklepie Triny?
Czytaj dalej »

sobota, 7 grudnia 2019

SIN SKIN kosmetyki do makijażu - co warto kupić?

Marka SIN SKIN jest dostępna w drogeriach Rossmann już od dłuższego czasu. Od momentu premiery miałam okazję poznać całkiem niemało asortymentu, ale jeszcze o żadnym z produktów nie udało mi się napisać;) Ciężko byłoby mi podzielić się wrażeniami ze stosowania każdego kosmetyku. Dlatego wybrałam dla Was przegląd tych najnowszych, a dokładnie tych, które zasiliły moją piękną toaletkę w maju:) Co okazało się warte uwagi i czy trafiłam z kolorami? Zapraszam do czytania:)

Sin Skin kosmetyki do makijażu blog

Kosmetyki SIN SKIN występują w czarnych kartonowych opakowaniach. Wewnątrz znajdziemy równie czarne tubki i puderniczki wyposażone w lusterka. Wszystkie prezentują się elegancko. Ogólne wrażenie tych w większości kwadratowych pudełeczek jest zachęcające. Choć niestety bardzo łatwo o nieestetyczne odciski palców na opakowaniach;) Ponadto wypiekane formuły zostawiają dość sporo bałaganu wewnątrz puderniczek i właściwie nie sposób precyzyjnie tego doczyścić. Stąd też trochę nieestetycznego "prochu" na opakowaniach, który osadził się wewnątrz nich już w transporcie;) Data ważności od otwarcia to w większości 12 i 18 miesięcy od otwarcia. Poza korektorem, który należy zużyć w ciągu 6 miesięcy. Zapachy przypominają mi te z serii Dr. Irena Eris ProVoke. 


SIN SKIN MUST HAVE BAKED POWDER N20 SAND i N30 PEACH


Spiekany mineralny puder do twarzy posiada przyjemną aksamitną konsystencję. Nadaje skórze naturalne satynowe wykończenie, delikatnie wyrównując jej kolor i ładnie się z nią stapiając. Można go stosować na podkład lub samodzielnie.

Jako fanka pudrowego makijażu wybrałam ten puder w celu używania go zamiast podkładu:) Przy cerze, która nie wymaga dużego krycia, czyli takiej jak moja – puder nadaje się do tego idealnie. Posiada komfortową aksamitną konsystencję, która gładko się rozprowadza i nie obciąża skóry. W dodatku wypiekana formuła zapewnia wysoką wydajność. Puder rzeczywiście nadaje cerze takie naturalne, satynowe wykończenie. Nie jest błyszczący ani też nadmiernie pudrowy. Trwałość jest bardzo dobra. Fajnie łączy się również z pudrem transparentnym (ja akurat lubię taki myk;)). Niestety nie do końca trafiłam z odcieniami. Za zwyczaj typuję dla siebie takie ciemniejsze albo średnio-ciemne kolory, więc moim pierwszym wyborem był N30 Peach. Ale tym razem to był dla mnie nie peach, a zwyczajny pech;) Po otwarciu kolor nie budził moich podejrzeń, ale niestety okazało się, że na twarzy ciemnieje. Z tego względu nawet u mnie wyglądał pomarańczowo. Nawet przy lekkiej opaleniźnie wydawał mi się jeszcze trochę za ciemny. Zaskoczyło mnie to, ponieważ u mnie zwykle występuje taka anomalia, że kosmetyki po nałożeniu mi jaśnieją albo różowieją. Pomyślałam więc, że skoro tak się sprawy mają to wypróbuję już ten dwa odcienie jaśniejszy, czyli N20 Sand. Ten z kolei okazał się bladziutki. Zbyt jasny zarówno na wiosnę, lato, jesień, jak i zimę;) Trzeba było pomyśleć o N25 Beige i może byłby w sam raz! Wielka szkoda, bo sama jakość produktu naprawdę bez zarzutów:) Kolory wybierałam przez internet i niestety tak średnio odwzorowywały stan faktyczny. 


SIN SKIN MUST HAVE ILLUMINATING CONCEALER


Rozświetlający korektor SIN SKIN doskonale się rozprowadza ukrywając oznaki zmęczenia takie jak cienie i zasinienia pod oczami. Lekka formuła wspomaga aplikację i nie zbiera się w załamaniach skóry. Dodatkowo korektor w składzie zawiera kwas hialuronowy.

Korektor rozświetlający SIN SIN otrzymujemy w niewielkim, poręcznym i oczywiście czarnym opakowaniu. Produkt posiada wygodny wbudowany aplikator w formie pędzelka. Dozujemy go poprzez wykręcanie. Trzeba jednak uważać żeby za bardzo się nie rozkręcić i nie wycisnąć zbyt dużej ilości. I mała uwaga – opakowanie ciężko się zamyka. Korektor ma przyjemną, kremową konsystencję i bardzo dobrze się rozprowadza, zostawiając po sobie takie naturalne, satynowe i gładkie wykończenie. Przyznaję, że nie spodziewałam się aż takiej dobrej jakości. Jeśli chodzi o krycie to jak na produkt w pędzelku, jest ono zaskakująco dobre. Korektor kryje całkiem nieźle i jednocześnie nie obciąża skóry. Nienajlepiej wygląda jedynie w okolicach górnej powieki po wewnętrznej stronie. Prezentuje się tam bardziej sucho. Dlatego w tym miejscu nakładam jak najmniej. Trwałość jest bez uwag, korektor dobrze się trzyma przez większość dnia. Jeśli oczywiście nie majstruje po oczach. To mój ulubiony korektor w tym roku:)


SIN SKIN MUST HAVE SMOOTHING & MATYFYING PRIMER


Matująco-wygładzająca baza pod makijaż ma za zadanie przedłużać trwałość makijażu i ułatwić rozprowadzanie podkładu. Dzięki sferycznym cząsteczkom matującym skutecznie absorbuje sebum. Jednocześnie baza zapobiega wysuszaniu cery.

Baza matująca marki SIN SKIN występuje w wygodnej czarnej tubce ze zwężoną końcówką ułatwiającą precyzyjną aplikację nawet niewielkiej ilości produktu. Baza pod makijaż nie jest dla mnie kosmetykiem niezbędnym, ale niekiedy jakiś konkretny produkt mnie zainteresuje i o dziwo baz w swojej toaletce mam kilka;) Niektóre potrafią zapewniać całkiem przyjemne efekty. Ta od SIN SKIN posiada jasną barwę i leciutką kremową konsystencję, która jak na bazę przystało świetnie się rozprowadza i szybko wchłania pozostawiając po sobie uczucie wygładzenia. Nie jest ono jednak aż tak spektakularne jak w przypadku niektórych baz. Efekt matujący był u mnie w tym przypadku praktycznie niezauważalny. Nie było dużej różnicy czy nałożyłam podkład lub puder na samą pielęgnację czy tylko na tą bazę. Produkt okazał się więc dla mnie przeciętny.


SIN SKIN MUST HAVE MINERAL LOOSE POWDER 01 TRANSLUCENT


Mineralny puder sypki o delikatnej jedwabistej konsystencji polecany jest do wykańczania zarówno makijażu dziennego jak i wieczorowego. Dopasowuje się do ocienia skóry zapewniając jej świeży i matowy wygląd.

Mineralny puder sypki marki SIN SKIN występuje dla odmiany w okrągłej puderniczce. Wewnątrz znajduje się milutki czarny puszek. Ja jednak nakładam puder pędzlem;) Wieczko pudru nie jest odkręcane, a jedynie otwierane, co według mnie powoduje trudności podczas dozowania. Trochę nie rozumiem fantazji producenta, ponieważ musiałabym przechylić zawartość tak żeby znalazła się na lusterku umieszczonym po wewnętrznej stronie wieczka. A to nieco karkołomne w wykonaniu, gdyż zawsze się coś rozsypie;) Tego nie lubię! Puder muszę więc wysypywać np. na chusteczkę;) To jednak byłoby na tyle jeśli chodzi o wady. Poza tym ideał. Lekki, milutki. Dobrze się rozprowadza i zapewnia skórze naturalny mat (taki nie za mocny, nie za słaby). Dobrze współpracuje zarówno z podkładami jak i pudrami, które zwykłam nakładać zamiast podkładów;) Jego kolor jest dość jasny i bałam się, że zrobi ze mnie trupka (sama typowałam ten drugi odcień, a trafił mi się jaśniejszy), ale nie zmienia koloru pudrów ani podkładów. W ogóle nie sprawia żadnych problemów (z wyjątkiem dozowania). 


SIN SKIN MUST HAVE MINERAL HIGHLIGHTER 043 JOYFULNESS


Rozświetlacz mineralny został wzbogacony o sferyczne drobinki rozświetlające, pozwalające wydobyć ze skóry blask. 

Rozświetlacz mineralny SIN SKIN posiada wypiekaną formułę i taką mozaikową fakturę o nietypowym kolorze. Na skórze wygląda ona jednak złociście i zdrowo. Trzeba jednak zaznaczyć, że drobinek jest w nim sporo i nie każdemu będzie odpowiadał na co dzień. Może też zbyt mocno się odcinać w przypadku bladej karnacji. Do mojej średniej i ciepłej pasuje idealnie. Z trwałością jest w porządku pod warunkiem, że nie dotykam zbyt często twarzy, ponieważ wtedy drobinki potrafią lekko migrować. 


SIN SKIN MUST HAVE MINERAL BRONZING POWDER 022 MAROCO


Mineralny bronzer SIN SKIN nadaje skórze efekt subtelnej opalenizny i rozświetlenia.

Bronzer nazwałabym bardziej złocistym rozświetlaczem z subtelnym efektem skóry muśniętej słońcem. Mimo, że zawiera sporo drobinek to jest jakby stworzony dla mnie. Wygląda u mnie cudownie i świetliście. Zwłaszcza latem! Efekt można łatwo stopniować wzmacniając tym samym intensywność koloru. Jedna warstwa jest u mnie taka niemal przejrzysta z lekko złocistą poświatą. Osoby wymagające konturowania oraz te o bardzo jasnej karnacji nie będą z niego zadowolone. Przy drobnych twarzach takich jak moja blask jest w pełni uzasadniony;) Bardzo go polubiłam.


SIN SKIN MUST HAVE MINERAL BLUSH POWDER 033 RESPECTED


Róż mineralny nadaje skórze subtelny kolor oraz blask. Nie tworzy plam i idealnie stapia się ze skórą.

Mineralny róż marki SIN SKIN 033 posiada dziewczęcy brzoskwiniowo-różowy, świeży odcień. Łatwo się go rozprowadza bez plam i smug. Intensywność można stopniować, ale nie należy do tych bardzo mocno napigmentowanych. Na jego powierzchni znajdują się delikatne złociste drobinki, ale nie są one tak rozświetlające jak w przypadku bronzera. Efekt jest więc satynowy z lekką dozą połysku.  


SIN SKIN LIP STICK 513 DESIRED


Wodoodporna matowa pomadka do ust w kredce pozwala na szybkie wykonanie profesjonalnego makijażu z trwałością do 6h bez efektu wysuszenia.

Pomadka do ust występuje w postaci kredki. Nie jest ona jednak wykręcana, a niestety trzeba ją temperować. W zestawie mamy dołączoną temperówkę i przyznaję, że zmroziło mi to krew w żyłach. Bardzo nie lubię bowiem bawić się w temperowanie. Odcień 513 Desired to intensywny róż, który na swatchu wydaje się wpadać w czerwień, ale na ustach ten róż jest chłodniejszy. Trwałość rzeczywiście jest bardzo dobra. Pomadka wręcz wgryza się w wargi niczym tint;) 
Sin Skin: rozświetlacz, róż, korektor, pomadka
Sin Skin: puder wypiekany N30, puder wypiekany N20, bronzer


Kosmetyki SIN SKIN dostępne są w wybranych drogeriach Rossmann. Pełny asortyment i lista sklepów znajduje się w drogerii online. 


Znasz kosmetyki SIN SKIN? Masz swoich ulubieńców wśród nich?


Czytaj dalej »

wtorek, 3 grudnia 2019

Co pod prysznicem? Yope, FA, Oriflame, Dove!

Przez moją łazienkę przelewa się sporo żeli pod prysznic:) Z racji dużych zużyć, zwykle mam w użyciu dwie sztuki na raz. Poza tym miło jest mieć urozmaicenie:) Jakiś czas temu wpadłam na pomysł żeby napisać o kosmetykach pod prysznic, których używałam w ostatnim czasie. Trochę nie wyszło, bo zanim się zebrałam to zdążyłam wykorzystać jeszcze inne, ale cóż począć;) Jedziemy z tym co jest na zdjęciu grupowym;)

Żele i pianki pod prysznic co kupić

Yope Yunnan naturalny żel pod prysznic 


Yope Yunnan naturalny żel pod prysznic recenzja

Marka Yope słynie m.in. z naturalnych mydeł i żeli pod prysznic. Przyznam, że nie każdy z nich mi odpowiadał, ale zapach herbaty Yunnan wydał mi się ciekawy. Żel został opakowany w wygodną ciemną 400ml butelkę z pompką. Jak na Yope przystało, na etykiecie mamy całkiem zabawnie wyglądającego zwierzaczka. Żel przeznaczony jest do nawet najbardziej suchej i wrażliwej skóry. Posiada delikatny skład. Według producenta żel pachnie orzeźwiająco i pobudzająco niczym świeże liście herbaty. Muszę się z tym zgodzić. Zapach jest bardzo przyjemny, świeży i herbaciany. Ja zresztą jestem „herbaciara”, bo jesienią i zimą 99% mojej dziennej „napitki” to herbata;) Herbata po stokroć;) Jak na naturalny żel przystało, zapach ten nie jest bardzo intensywny i nie utrzymuje się na skórze. To minusik, ponieważ w tym przypadku byłoby miło gdyby pachniał dłużej:) Żel posiada żelową, ale dość lejącą się konsystencję. Nie podrażnia i nie wysusza skóry, a za to przyjemnie ją wygładza;) Choć ja zawsze stosuję balsamy po kąpieli. Yope Yunnan naturalny żel pod prysznic to dobra opcja dla każdego typu skóry.


Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Cocoamphoacetate, Lauryl Glucoside, Sodium Lauroyl Methyl Isethionate, Citric Acid, Sorbitan Sesquicaprylate, Camellia Sinensis Leaf Extract, Sodium Sunflowerseed Amphoacetate, Parfum, Glycerin, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Citral, Geraniol, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Hexyl Cinnamal, Limonene.

Dove żel pod prysznic Pink Clay


Dove żel pod prysznic Pink Clay opinie

Przywracający blask żel pod prysznic Dove różowa glinka występuje w różnych pojemnościach. Ja wybrałam mniejszą, czyli 250ml. Oprócz niego mamy jeszcze wersję z glinką zieloną;) Opakowanie żelu jest klasyczne dla Dove, czyli skromne, ale całkiem ładne. Bardzo lubię żele Dove, ponieważ skóra jest po nich milutka. Dlatego też skusiłam się na ten, który był nowością już chyba zeszłej zimy;) Żel pod prysznic Dove Pink Clay pachnie przyjemnie. Nie czuć takiej typowej glinkowej nuty, a bardziej tą charakterystyczną dla Dove, czyli taką świeżą, kremową, trochę mydlaną;) Osobiście lubię ten zapach, choć kiedyś wydawał mi się mdły;) Żel posiada kremową konsystencję, dobrze oczyszcza skórę i oczywiście jej nie podrażnia. Według mnie nawet nawilża i sprawia, że wygląda ona ładnie. 


Skład: Aqua, Sodium Hydroxypropyl Starch Phosphate, Lauric Acid, Sodium Lauroyl Isethionate, Sodium Isethionate, Zinc Oxide, Sodium Lauroyl Glycinate, Glycerin, Sodium Chloride, Stearic Acid, Helianthus Annuus Hybrid Oil, Hydrogenated Soybean Oil, BHT, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Benzoate, DMDM Hydantoin, Iodopropynyl Butylcarbamate, Butylene Glycol, Tetrasodium EDTA, Citric Acid, Sodium Hydroxide, Parfum, Sodium Sulfate, Hydrated Silica, Bentonite, Alpha Isomethyl Ionone, Benzyl Alcohol, Citronellol, Geraniol, Hexyl Cinnamal, Linalool, CI 17200, CI 19140, CI 73360, CI 77891.

Oriflame mus pod prysznic Feel Good Be Happy


Oriflame mus pod prysznic Feel Good Be Happy

Oprócz żeli chętnie sięgam także po rozmaite pianki i musy pod prysznic. Jednym z nich był Oriflame mus pod prysznic Feel Good Be Happy. Jest to mus pod prysznic 2w1, który nie tylko oczyszcza ciało, ale i ułatwia golenie. W obu przypadkach sprawdza się dobrze, ale oczywiście warto dodać, że do golenia można użyć tak naprawdę każdej pianki, żelu, szamponu czy nawet odżywki do włosów. Po prostu każdy z tych produktów ułatwia maszynce poślizg;) Mus ma przyjemną puchatą konsystencję i białą barwę. Do tego posiada apetyczny zapach czerwonych pomarańczy i kurkumy, który utrzymuje się na skórze jeszcze po użyciu. Mus Oriflame również nie wysuszył i nie podrażnił mojej skóry. Dobrze spełniał swe zadanie, więc może wypróbuję jeszcze kiedyś inny wariant zapachowy. 


Skład: AQUA, DISODIUM COCOYL GLUTAMATE, COCO-GLUCOSIDE, BUTANE, GLYCERIN, COCAMIDOPROPYL BETAINE, ISOBUTANE, GLYCERYL OLEATE, PROPANE, PERSEA GRATISSIMA OIL, PEG-40 HYDROGENATED CASTOR OIL, PARFUM, PHENOXYETHANOL, CITRIC ACID, ETHYLHEXYLGLYCERIN, LIMONENE, CITRUS AURANTIUM DULCIS PEEL OIL, LINALOOL, BENZYL SALICYLATE, CITRUS LIMON PEEL OIL, PENTAERYTHRITYL TETRA-DI-T-BUTYL HYDROXYHYDROCINNAMATE, ELETTARIA CARDAMOMUM SEED OIL, CITRUS SINENSIS FRUIT EXTRACT, TOCOPHEROL, CANARIUM LUZONICUM GUM NONVOLATILES, HYDROGENATED PALM GLYCERIDES CITRATE, CURCUMA LONGA ROOT EXTRACT, SODIUM BENZOATE, POTASSIUM SORBATE

FA Foam & Oil Magnolia


FA Foam & Oil Magnolia opinie

Wydaje mi się, że częściej stawiam na zapachy owocowe lub smakowite typu kawa lub czekolada, ale pianka pod prysznic FA o dziwo skutecznie mnie zachęciła zarówno opakowaniem jak i zapachem (a mówiłam już, że nie lubię różu?:D). Formuła pianki zawiera w swoim składzie olej migdałowy, który chroni skórę przed wysuszeniem. Pianka ma fajną konsystencję, a zapach magnolii wyjątkowo przypadł mi do gustu. Mimo, że zwykle za nim nie przepadam. Nie zauważyłam tutaj wielkich właściwości pielęgnujących, ale pianka również nie wpłynęła negatywnie na stan mojej skóry. Była ona czysta i przyjemnie pachnąca:) 


Skład: Aqua Sodium Laureth Sulfate Butane Disodium Cocoamphodiacetate Cocamidopropyl Betaine Glycerin Prunus Amygdalus Dulcis Oil Helianthus Annuus Seed Oil Sodium Chloride Parfum Propane PEG-40 Hydrogenated Castor Oil PEG-60 Hydrogenated Castor Oil Isobutane Sodium Hydroxide Citric Acid Benzyl Alcohol Geraniol Citronellol Benzyl Salicylate Limonene Sodium Benzoate Sodium Salicylate


Znasz któryś z tych kosmetyków pod prysznic? Wolisz żele czy pianki?
Czytaj dalej »

niedziela, 1 grudnia 2019

Eveline Cosmetics Magic Mask Llama Queen i Cute Unicorn!

Na blogu rzadko pojawiają się maski w płachcie, bo jak już wspominałam, mój stosunek do nich jest taki, że zużyję i nie jest tak, że nie lubię. Ale sama formuła nie należy do moich ulubionych i muszę mieć „ten dzień” żeby po nie sięgnąć:) Jednak nowe Magic Mask od Eveline Cosmetics są tak słodkie, że postanowiłam poświęcić im sekundkę:) Jakie wrażenie zrobiły na mnie Cute Unicorn i Llama Queen?

Eveline Cosmetics Magic Mask

Eveline Cosmetics Magic Mask Llama Queen


Eveline Cosmetics Magic Mask Llama Queen

Maseczka przeznaczona jest do skóry mieszanej i normalnej ze skłonnością do błyszczenia (szczególnie w strefie T). Ma ona za zadanie przywrócić skórze równowagę i zapewnić efekt zmatowienia. Została ona nasączona skoncentrowanym serum zawierającym kompleks matujący, ekstrakt z czarnego ryżu, wakame i aloesu. Maseczka w formie płatu 3D matuje, wygładza, zmiękcza skórę oraz łagodzi podrażnienia. Cera jest po niej promienna, ale bez nieestetycznego błyszczenia i niedoskonałości. 


Skład: Aqua (Water), Glycerin, Butylene Glycol, Glycereth-26, Betaine, Panthenol, Camellia Sinensis Leaf Extract, Sesamum Indicum (Sesame) Seed Extract, Glycine Max (Soybean) Seed Extract, Oryza Sativa (Rice) Extract, Undaria Pinnatifida Extract, Laminaria Japonica Extract, Hizikia Fusiforme Extract, Propylene Glycol, Ribes Nigrum (Black Currant) Fruit Extract, Vitis Vinifera (Grape) Seed Extract, Vaccinium Macrocarpon (Cranberry) Fruit Extract, Aronia Melanocarpa Fruit Extract, Euterpe Oleracea Fruit Extract, Xanthan Gum, Phenoxyethanol, Carbomer, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Polysorbate 80, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder, Artemisia Princeps Extract, Allantoin, Dipotassium Glycyrrhizate, Disodium EDTA, Sodium Hyaluronate, Charcoal Powder, Volcanic Ash Extract, Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer, 1,2-Hexanediol, Parfum (Fragrance), Sodium Hydroxide, Caviar Extract, Ethylhexylglycerin, Linaloo

Jak już zdążyłam wspomnieć, maska Eveline Cosmetics Magic Mask Llama Queen została opakowana w zieloną saszetkę z wizerunkiem słodkiej lamy z pokaźnymi rzęsami (to pewnie przedłużane;)). Trochę mi się nie podoba podwójne L w nazwie, lepiej brzmiałoby po prostu lama;) Llama trochę boli mnie w oczy:D Swoją drogą pamiętacie Familiadę? Więcej niż jedno zwierzę to…? Lama:D Saszetkę łatwo otworzyć przy użyciu rąk, ponieważ na opakowaniu mamy wygodne „nacięcie”. Wewnątrz znajduje się złożona w kostkę płachta 3D, która wygląda uroczo:) Choć na mnie nie aż tak bardzo, ponieważ praktycznie każda płachta jest na mnie zbyt duża i tym samym nie mogę jej tak perfekcyjnie umieścić na twarzy;) Ta jest dość dobra na szerokość twarzy, nawet mogłaby być odrobinę szersza, ponieważ nie sięgała początku ucha, ale jest zbyt długa. Maski w płachtach zawsze nachodzą mi na nasadę włosów i wystają jeszcze poza brodę, więc zwykle muszę je trochę zaginać;) Tkanina, z której została wykonana maska nie należy do tych najcieńszych i delikatnych. Jest raczej nieco sztywniejsza. Zapach według mnie bliżej nieokreślony z lekko ziołowo-alkoholową nutką. Maskę nakładamy na 15 minut, a pozostałości serum lekko wklepujemy w skórę lub przecieramy wacikiem. Maska nie jest z takich aż kapiących esencją, więc po jej użyciu resztki możemy spokojnie wklepać. Po wchłonięciu się skóra rzeczywiście jest matowa, gładka i taka bardziej jednolita. Całkiem przyjemny efekt. Spoko lama. A przepraszam – Llama;)

Eveline Cosmetics Magic Mask Cute Unicorn


Eveline Cosmetics Magic Mask Cute Unicorn

Maska z jednorożcem posiada działanie oczyszczające. Wspomaga redukcję niedoskonałości i zaskórników, a także zapewnia skórze detoks. Maska w płacie 3D nasączona została skoncentrowanym serum zawierającym kompleks oczyszczający, ekstrakt z orchidei, ogórka i białej wierzby. Po aplikacji skóra jest czysta, świeża i gładka, a niedoskonałości ukojone. 


Skład: Aqua (Water), Glycerin, Butylene Glycol, Glycereth-26, Betaine, Panthenol, Xanthan Gum, Cucumis Sativus (Cucumber) Fruit Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Phenoxyethanol, Carbomer, PEG-60 Hydrogenated Castor Oil, Polysorbate 80, Phalaenopsis Amabilis Extract, Calanthe Discolor Extract, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder, Artemisia Princeps Extract, Allantoin, Dipotassium Glycyrrhizate, Disodium EDTA, Pinus Densiflora Extract, Cymbidium Kanran Extract, Salix Alba (Willow) Bark Extract, Hydrolyzed Collagen, Glyceryl Acrylate/Acrylic Acid Copolymer, Propanediol, Parfum (Fragrance), Sodium Hydroxide, Linalool, Limonene.

Maska w płachcie Eveline Cosmetics Magic Mask Cute Unicorn prezentuje się cudnie;) Jest zdecydowanie bardziej urocza od naszego łódzkiego pomnika jednorożca, który jest taki szary;) Jeśli chodzi o kwestie techniczne, czyli wielkość i miękkość płachty to jest tak samo jak w przypadku lamy. Unicorn jest po prostu bardziej kolorowy;) Producent zaleca nałożyć płachtę na 15 min, a pozostałości serum wklepać lub zmyć letnią wodą. Ta wersja płachty według mnie była nieco mocniej nasączona, ale na szczęście nadal nie tak żeby aż z niej kapało;) Zapach Magic Mask Cute Unicorn jest według mnie kwiatowo-owocowy bez wyczuwalnej alkoholowej nutki. Bardzo przyjemny, pozostaje na skórze jeszcze przez jakiś czas po użyciu;) Po zastosowaniu moja cera rzeczywiście była bardziej oczyszczona i odświeżona, ale jednocześnie nawilżona i taka milutka w dotyku. Powiedziałabym więc, że jest to maska oczyszczająco-nawilżająca. 

Jeśli już sięgam po maski w płachcie to za zwyczaj są to wersje nawilżające, rozświetlające, rewitalizujące lub odżywcze. Oczyszczających i matujących masek w płachcie używam rzadko, ale muszę przyznać, że Magic Mask z Eveline Cosmetics całkiem miło mnie zaskoczyły. Szczególnie Cute Unicorn jest taka dość uniwersalna:) 


Znasz już Magic Mask Eveline Cosmetics? Wybrałabyś Cute Unicorn czy Llama Queen? A może nie używasz masek w płacie, więc na nic słodkie lamy i jednorożce? Daj znać!
Czytaj dalej »