niedziela, 30 lipca 2017

Lipcowe nowości!

Cześć Dziewczyny!
Kiedy lipiec się kończy, zaczynam odczuwać smuteczek, że już niewiele lata pozostało. Chociaż właściwie w tym roku lipiec był wyjątkowo mało atrakcyjny. Ani humor ani pogoda mi nie sprzyjały. Nie jestem obecnie w szczytowej formie, a to dość dziwne, ponieważ za zwyczaj lato to "mój czas". Jak już wspominałam kilka wpisów wcześniej, dodatkowo wiele emocji wywołała we mnie śmierć Chestera. Co prawda najnowsza twórczość LP już niekoniecznie do mnie trafiała, ale mam dużo wspomnień z pierwszymi dwiema płytami. Zresztą jego działalność nie ograniczała się jedynie do LP. To także współpraca z innymi muzykami, covery etc. A może też dlatego, że wiem jakim gównem jest depresja. To bagno. Głębsze niż może się wydawać. W tym miejscu chciałabym Wam polecić materiał autorstwa Reżysera Życia. Rzadko zdarza mi się trafić na coś godnego uwagi na YT, a on trafił w sedno. Zwłaszcza zdaniem: „Mówią, że depresja jest jak miłość. Kto jej nie poczuł, kto jej nie widział - nie jest w stanie jej opisać”. Tym mało optymistycznym akcentem rozpoczynamy wpis na temat kosmetycznych nowości lipca. Pewnie będziecie nieco zdziwione bo większość moich tekstów jest dość pozytywnych, ale kto wie... Może wreszcie zacznę tutaj publikować ten obiecany kilka miesięcy temu szeroko pojęty lifestyle i nie tylko. Jak do tej pory coś słabo się do tego zbieram;) Głównie dlatego, że za zwyczaj mam zbyt wiele pomysłów na wpisy kosmetyczne i na tamte już nie starcza czasu. A przecież mogłabym podjąć wiele innych tematów... Być może po prostu jeszcze nie wiem czy aby na pewno tego chcę;)

Zaczniemy od kosmetyków Bielenda z linii Bikini, ponieważ zdjęcie wyszło mi dość kolorowe i uznałam, że zostanie "okładką wpisu" tak na przekór czarnym myślom;) Mam tutaj Kakaowy olejek do opalania SPF 6, Kokosowe mleczko do opalania SPF 30 oraz Ochronny balsam po opalaniu z naturalnymi olejkami eterycznymi. Wszystkie w jakże miłych dla oka opakowaniach;) 

Od Bielendy są również nowe kremy do depilacji z serii Vanity Soft Touch w wersji Kaszmirowy Dotyk oraz Złoty Pył;) 

Nowość marki Mixa, czyli Kojący krem nawilżający Pro Tolerance, bardzo udany zresztą;) Pierwsze wrażenie, które jednocześnie nazwałabym również tym ostatnim znajdziecie TUTAJ.

Niespodzianka od Delia Cosmetics, czyli 3 płukanki do włosówróżowa, fioletowa i srebrna. Przez chwilę zastanawiałam się nad użyciem różowej. Mimo, że nie lubię różu, ale kobiety nie zrozumiesz. Ostatecznie jednak uznałam, że małe szanse żeby coś na moich włosach wyszło, ponieważ produkty te są przeznaczone dla blondynek. Wszystkie 3 powędrowały więc do siostry i jej koleżanek. Siostra nawet wypróbowała tą różową i powiem Wam, że wyszło i to dość mocno. Mimo, że też nie jest blondynką;)

Gdy na Twojej twarzy jawi się tłuszcz, z odsieczą przychodzi Costasy i Jakoś to będzie... Mamy tutaj pudry Lily Lolo Flawless Silk oraz Flawless Matte i Nourish Balance Nutritius Peptide Serum.


I znowu filtry. W tym roku ich u mnie pod dostakiem. Szkoda, że niewspółmiernie do ilości słońca!:D Tym razem od Pharmaceris. Jest to Suchy olejek do ciała dla dorosłych SPF 50 oraz Hydrolipidowy krem ochronny do twarzy SPF 50

Totalna nowość na rynku, czyli zestaw Manirouge. Mam je na paznokciach już od tygodnia i niedługo chyba zmienię na nowy wzór;) Zwłaszcza, że wybrałam wszystkie typowo wakacyjne.


Kosmetyki WS Academy, czyli wytwór znanego duetu fryzjerów Wierzbicki & Schmidt
Delia postanowiła też zadbać o moje stopy;)


Lipcowy Shinybox mogliście zobaczyć TUTAJ


Na koniec moje zakupy


Drobne zakupy z Rosska i Biedronki, czyli Marion Glutoretka do mycia ciała. Jedna o zapachu coli, a druga w wersji guma balonowa oraz Dove Shower Foam gruszka i aloes;) 
I trochę mniej skromne zakupy, czyli masowanie, smarowanie i malowanie;) Z kolorówki - The Balm Nude Beach paletka cieni do powiek , Nabla cień do powiek Absinthe, Nabla Dreamy Matte Liquid Lipstick w odcieniu Grande Amore, Ecocera prasowany puder ryżowy, Refectocil henna. Natomiast z pielęgnacji - Dermofuture pulsacyjny masażer do twarzy, zestaw Semilac SPA, 4 kremy do rąk (Evree, Mincer Pharma, Barwa i Nivelazione) oraz rękawiczki Donegal (bo nie mogę żyć bez rękawiczek do kremu;)). Na koniec Bielenda. Bardzo polubiłam zieloną Multi Essence, więc stwierdziłam, że pozostałe też wypróbuję, jest też nowa maseczka peel-off zielona herbata


Weszłam do Organique żeby tylko powąchać mgiełkę Mango, ale niestety spodobała mi się:P Jakby ktoś był ciekawy zapachów wszystkich mgiełek Organique to spieszę z odpowiedzią, że są wiernym odzwierciedleniem poszczególnych linii do pielęgnacji ciała, czyli np. mgiełka mango pachnie dokładnie tak jak pianka z tej samej serii.


To już prawie wszystko. Prawie bo w poniedziałek jeszcze coś do mnie doleci, więc może "dokleję". Znacie coś z moich lipcowych nowości? Jak Wam minął lipiec, humorki lepsze niż moje? Jeśli macie mi do przekazania coś pozytywnego to chętnie się dowiem;) A może polecicie jakiś wartościowy film?

A i zapraszam na konkurs. Można się zgłaszać na blogu, na Instagramie oraz na FB. Szczegóły TUTAJ. Nie łam mi serca i pozostaw swoje zgłoszenie Jaśnie Pani/Panie:P
Czytaj dalej »

piątek, 28 lipca 2017

Norel ProFiller serum wypełniające zmarszczki;)

Cześć Dziewczyny!
Serum do twarzy Norel ProFiller kupiłam dobry rok temu pod wpływem pozytywnych opinii na blogach;) Cóż… czasami nawet mnie potrafią skusić albo nawet nieco częściej;) Z tego co pamiętam z owych recenzji wynikało, że powinnam być zadowolona. A już najbardziej spodobały mi się wstawki o tym, że serum jest lekkie i bezzapachowe:) Z uwagi na to, że miałam już pozytywne doświadczenia z serum żurawinowym Face Rejuve, nie trzeba mnie było długo namawiać do kliknięcia;) Potem jednak emocje opadły i serum przeleżało wiele miesięcy w zapasach. Aż zaczął się zbliżać koniec terminu ważności do zużycia produktu, więc musiałam się za niego wziąć;) Serum pojawiło się wśród ulubieńców pierwszej połowy roku. Zużyłam je już jakiś czas temu i obecnie jestem w trakcie używania serum Nourish, więc postanowiłam w końcu zrecenzować to z Norel:) Zwłaszcza, że o marce ostatnio bardzo ucichło... Nikt nie pisze o Norel, zatem ja wtrącę swoje 3 grosze;)




Norel ProFiller serum wypełniające zmarszczki z aktywatorem kwasu hialuronowego


„Pierwsze polskie serum wykorzystujące światowe osiągnięcie biotechnologii – aktywator kwasu hialuronowego. Polecane dla cery dojrzałej, suchej, odwodnionej, również wrażliwej po 35. roku życia. Zapewnia skórze bezinwazyjne „wypełnienie” zmarszczek połączone z odczuciem liftingu. Serum głęboko i długotrwale nawilża skórę nadając jej gładkość i elastyczność. Cera odzyskuje młodzieńczą witalność i blask. Innowacyjna receptura zapewnia potrójne działanie, już w ciągu 10  dni”.


Serum Norel opakowane zostało w kartonik, który z tego co pamiętam był dodatkowo ofoliowany. W każdym z kosmetyków Norel czeka na nas miła niespodzianka w postaci próbki innego produktu. W moim serum znalazłam próbkę maski z linii Anti-Age. W przeciwieństwie do serum, dorwałam się do niej zaraz po zakupie, czyli rok temu. A mimo tego dokładnie pamiętam jaka to była próbka. Mistrz!;) Opakowanie utrzymane zostało w minimalistycznym stylu, ale przyznam, że pod względem wizualnym wyjątkowo przypadło mi do gustu. Mrożone szkło wraz ze srebrnymi elementami bardzo ładnie prezentowało się na łazienkowej półce. Napotkałam tylko na jeden problem. Otóż pod koniec używania, czyli jakieś 2 tygodnie przed zużyciem, z nakrętki zaczęło odpadać sreberko. Odpadło go całkiem sporo, co niestety trochę zaburzyło te moje wcześniejsze pozytywne doznania estetyczne. Przyznam, że czytałam o tym zjawisku wiele razy na innych blogach. Sama jednak miałam już kilka innych produktów Norel i na problem ze sreberkiem napotkałam dopiero w trakcie używania tego serum. Dodam jeszcze, że pojemność opakowania wynosi 30ml, czyli dość standardowo. 

Serum ma postać przezroczystego żelu i jest całkowicie bezwonne. Dla mnie było to zaletą, ponieważ w przypadku pachnących kosmetyków zawsze jest ryzyko, że zapach nie przypadnie mi do gustu, a tu nie było takiego problemu. Poza tym od zawsze cenię sobie bezzapachowe kosmetyki do pielęgnacji twarzy. Serum dzięki swojej żelowej konsystencji rozprowadza się bardzo dobrze i szybko wchłania. Z powodzeniem można je stosować zarówno pod krem jak i pod makijaż. Warto jednak pamiętać żeby je nakładać na uprzednio zwilżoną skórę, np. przy użyciu toniku. Słyszałam bowiem o przypadkach wysuszenia skóry gdy dziewczyny nakładały serum na umytą i osuszoną twarz, bez zastosowania toniku. Prawdę mówiąc ja zawsze stosuję tonik, hydrolat lub inny wynalazek przed nałożeniem serum, więc nie było to dla mnie problemem:) Serum ProFiller można stosować jako 10 dniową kurację lub codziennie rano i wieczorem. Ja jak już decyduję się na używanie konkretnego produktu to najczęściej nie robię sobie nim kuracji żeby nie mnożyć bytów w łazience, tylko używam aż do zużycia;) Tak też było w tym przypadku. Zresztą nie widziałam powodów żeby przerywać stosowanie skoro produkt przypadł mi do gustu;) Według producenta serum przeznaczone jest do cery wrażliwej, suchej i dojrzałej po 35 r.ż. Zatem teoretycznie nie do mojej bowiem moja kwalifikuje się tutaj jedynie jako wrażliwa, a lat mam 30 (i pół…;)) Nie przejmuję się jednak takimi zaleceniami, ponieważ wiem, że moja cera i tak może zyskać na kontakcie z tego typu produktami:) Uważam, że tego typu serum spokojnie można sobie zafundować już po 25 r.ż. Na pewno nie zaszkodzi! Kosmetyk ma zapewniać nie tylko głębokie nawilżenie, poprawę elastyczności i gładkości, ale także ma dawać poczucie liftingu oraz w sposób nieinwazyjny wypełniać zmarszczki... Poza tym wypełnieniem zmarszczek, które moim zdaniem jest średnio możliwe przy użyciu kosmetyków, (które przecież działają jedynie powierzchniowo) serum wszystko to robi! Nawilża, wygładza, zmiękcza, daje wrażenie lekkiego liftingu oraz zwiększa elastyczność skóry. A tą nieszczęsną kwestię wypełnienia zmarszczek mogę po prostu uznać za efekt wizualny – dobrze wypielęgnowana cera prezentuje się lepiej i wtedy drobne niedoskonałości są mniej widoczne, optycznie wygładzone. Serum ma też oczywiście przede wszystkim działanie prewencyjne. 
Moje wymagania ten produkt spełnił, ponieważ mam naprawdę realistyczne podejście do kosmetyków i wiem co jest możliwe, a co niekoniecznie i naprawdę czuję się jak kosmitka gdy czytam, że komuś krem lub serum usunęło (!) zmarszczki np. po 4 tygodniach stosowania:P Tak dobrze to Moje Drogie nie ma i nie będzie. Przy żadnym serum;)
Jeśli chodzi o wydajność to serum wystarczyło mi na ok. 7 tygodni regularnego stosowania na twarz, szyję i czasem dekolt.  W moim przypadku to standardowa wydajność, więc nie mam zastrzeżeń.

Przyznam, że chętnie zaprosiłabym serum Norel do swojej łazienki raz jeszcze. Poczciwy polski produkt:)


Serum można kupić w internetowym sklepie Norel, w sieci perfumerii Douglas oraz podczas rozmaitych targów kosmetycznych. Ja zaś kupiłam je w sklepie Madric.pl;) 


Znacie serum Norel ProFiller? Jakie kosmetyki marki Norel polecacie?
Czytaj dalej »

środa, 26 lipca 2017

Ekodrogeria.pl – Nikel, BIOpha, Nature Moi, Etja oraz KONKURS / wyniki

Cześć Dziewczyny!
Ekodrogeria.pl to sklep internetowy, w którym znajdziemy marki kosmetyków naturalnych. Kiedy dotarła do mnie przesyłka z tego sklepu, moją uwagę zwróciło zdanie: „My sprawdzamy składy, Tobie pozostaje cieszyć się wysoką jakością”:) Jak wiecie, używam różnych kosmetyków. Z całą pewnością nie tylko tych ekologicznych. Kiedy jednak zapragnę wypróbować coś z oferty kosmetyków naturalnych, nie lubię zaprzątać sobie głowy szczegółową analizą składów i rozkładaniem każdej substancji na czynniki pierwsze. Wolę gdy mogę dowiedzieć się wszystkiego w prosty i przystępny sposób, a zaoszczędzony czas mogę przeznaczyć na przyjemności;) Przebierając z oferty sklepu można mieć pewność, że kosmetyki będą naturalne nie tylko z nazwy. Dodatkowo spodobała mi się możliwość selekcji produktów, która jest przydatna jeśli zależy Wam na kosmetyku z konkretnym certyfikatem lub o preferowanej konsystencji;) Ale dziś nie o tym, a o moich wrażeniach odnośnie czterech kosmetyków pochodzących właśnie z Ekodrogerii. Przyznam, że dość długo zastanawiałam się nad wyborem produktów (jak na mnie bo za zwyczaj wystarcza mi kilka minut;)), ale ostatecznie zdecydowałam się na kosmetyki, które w większości przeznaczone są do codziennego użytku. Pora na opinię!

Nikel Nikelift przeciwzmarszczkowy krem pod oczy z kwiatem Immortelle


O chorwackiej marce Nikel dowiedziałam się ponad rok temu. Przyznam, że z jednej strony marka wzbudziła moje zainteresowanie, ale z drugiej byłam sceptyczna, ponieważ naturalne kosmetyki przeznaczone do pielęgnacji twarzy nie zawsze zdają u mnie egzamin. Kiedy jednak zobaczyłam piękne opakowanie kremu pod oczy Nikel Nikelift zaczęłam rozważać czy może jednak dać mu szansę:) Próbowałam znaleźć opinie, ale było z tym ciężko. Znalazłam jedynie opinię Tatiany na temat wersji nawilżającej. Pomyślałam wtedy, że jeśli była ona zadowolona z nawilżającego kremu pod oczy to ja z przeciwzmarszczkowego (bo jak wiadomo takie działają silniej) również powinnam:) Tym bardziej, że niekiedy mamy dość zbieżne opinie na temat produktów:) Kiedy tylko krem do mnie dotarł, od razu go otworzyłam. Muszę przyznać, że opakowanie mnie nie zawiodło. Naprawdę miło się z niego korzysta;) Z kwestii technicznych ta fikuśna kosteczka zawiera 15ml kremu, który należy zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia. Krem ten pachnie słonecznikiem, a przynajmniej mnie się tak ten zapach kojarzy. Jest on niezwykle delikatny i wyczuwalny właściwie jedynie po dokładnym „wwąchaniu” się w niego;) To oczywiście zaleta, ponieważ perfumowane kremy pod oczy ze względu na wrażliwość tych okolic, nie są dobrym rozwiązaniem. Tutaj jest tylko subtelny zapach natury;) Trochę się obawiałam, że Nikelift spowoduje u mnie krostki, łzawienie lub uczulenie, ponieważ moje okolice oczu są wrażliwe i raczej nie wybieram kosmetyków naturalnych do pielęgnacji w tej strefie. Jednak zaryzykowałam i nic złego się nie stało. 
Krem posiada dość bogatą konsystencję, ale nie jest tłusty. Powiedziałabym, że mimo swej odżywczej formuły jest dużo lżejszy niż Clinique Pep Start. Z powodzeniem nadaje się zarówno na noc jak i sprawdza się pod makijaż. Przynajmniej mój bo muszę uprzedzić, że na co dzień wykonuję delikatny makijaż typu puder, tusz, kredka i coś na brwi oraz usta;) Ale myślę, że pod podkład też z powodzeniem powinien się sprawdzić. Krem można stosować również na okolice ust, które są szczególnie narażone na powstawanie zmarszczek (zwłaszcza u takich śmieszków jak ja;)). Muszę jednak przyznać, że na okolice ust go nie stosowałam, ponieważ zawsze z rozpędu w tych miejscach nakładam serum i krem do twarzy. Krem znalazł się w moich ulubieńcach, więc zapewne wiecie, że się polubiliśmy:) Efekty jakie zaobserwowałam przy codziennym stosowaniu to przede wszystkim silne nawilżenie skóry. Dodatkowo wyczuwalne jest napięcie i odżywienie okolic oczu, ale bez nieprzyjemnego uczucia ściągnięcia skóry. Najbardziej lubię stosować ten krem w po uprzednim użyciu płatków pod oczy:) Jeśli chodzi o cienie to z tym bywa różnie. Mało ostatnio śpię, więc ciężko oczekiwać ich braku. Zwłaszcza, że mam ogromną skłonność do ich powstawania. W tej materii co nieco zdziałały u mnie zabiegi, a kremy i płatki traktuję bardziej jako „powierzchniowych sprzymierzeńców”;) Mogę jednak powiedzieć, że według mnie produkt ten nie ustępuje jakością swoim konkurentom z perfumeryjnych półek:) 


Nature Moi nawilżający żel pod prysznic słodka morela



O marce Nature Moi nigdy wcześniej nie słyszałam. Zauważyłam ją dopiero podczas przeczesywania asortymentu ekodrogerii;) Moją uwagę zwróciły miłe dla oka opakowania oraz zapachy. Wybrałam zapach słodka morela, ponieważ wydawał mi się taki mniej spotykany. W drogeriach znajdziemy żele o zapachu brzoskwini czy mango, ale morelowe już niekoniecznie:) Produkt nie zawiera SLS, silikonów czy parabenów, co będzie wielkim atutem dla osób, które tego typu substancji muszą unikać. U mnie akurat od lat jest tak, że używam zarówno tych łagodnych środków myjących, jak i bardziej „chemicznych”. Żel posiada przezroczystą barwę oraz rzadką konsystencję. Nie należy do wydajnych, ale czy kiedykolwiek napisałam o jakimś żelu, że jest wydajny? No raczej nie:) Według mnie nieco bardziej wydajne są żele BBW, a reszta wypada bardzo podobnie, czyli dość szybko się kończą:) Żel posiada przyjemną śliską formułę, którą gładko rozprowadza się po ciele. Pieni się dość delikatnie, a jego morelowy zapach jest naturalny, przepiękny i bardzo optymistyczny:) Pozwala zrelaksować się chociaż przez chwilę. Nie jest on jednak długotrwały, ponieważ znika tuż po zmyciu. Po umyciu skóra jest gładka i rzeczywiście delikatnie nawilżona (choć ja oczywiście i tak dodatkowo stosowałam balsam). Nie zauważyłam żadnych podrażnień tudzież niedostatecznego oczyszczenia. Chętnie sięgnęłabym jeszcze po inne zapachy:) Żel możecie kupić w ekodrogeria.pl.


BIOpha Naprawczy Krem do Rąk z Masłem Shea i Olejkami


Marka Biopha również nie była mi znana, ale trochę kojarzyłam ją z blogów. Wybrałam krem do rąk, ponieważ w owym czasie w zapasie pozostał mi już tylko jeden, a jego poprzednik trochę mnie zawiódł. Postanowiłam więc znaleźć dla siebie jakiś porządny krem do rąk, który nawilży na dłużej i tutaj z pomocą przyszły mi zachęcające opinie klientów zamieszczone na stronie. BIOpha Naprawczy krem do rąk z masłem shea i olejkami umieszczony został w szaro-zielonej tubce o standardowej pojemności 100ml. Pod względem wizualnym nie wyróżnia się on niczym szczególnym.

Produkt posiada białą barwę i dość odżywczą formułę. Jest on idealny do stosowania na noc, czyli w sam raz dla mnie, ponieważ rzadko się zdarza żebym sięgnęła po krem do rąk w ciągu dnia. Mogę smarować usta wiele razy dziennie, ale użycie kremu do rąk jakoś zawsze mi umyka:) W tej kategorii poszukuję więc rozwiązań radykalnych – nawilżenie uzyskane przed snem ma utrzymać się przez większość następnego dnia, a najlepiej aż do kolejnego smarowania:) Co tu dużo mówić, ten krem nawilża naprawdę zacnie i na długo. Skóra jest po nim tak gładka, że aż czuję wewnętrzną satysfakcję z jego stosowania:) W dodatku ma nienajgorszą wydajność. Często kremy do rąk wystarczają mi na 2 tygodnie (lubię położyć grubszą warstewkę), a ten stosuję ok. 1,5 miesiąca i jeszcze pozostało mi troszkę:) Nie wiem jeszcze czy do niego wrócę, ponieważ aktualnie uzupełniłam zapasy o różne nieznane mi kremy. Myślę jednak, że polecę ten krem mamie, która ma spore problemy z suchością dłoni. Dodam jeszcze na koniec słówko o zapachu. Opinie głoszą, że krem posiada piękny zapach. Mnie akurat ta woń nie zachwyciła, ponieważ nie wyodrębniam w niej nic konkretnego – ot naturalny kremowy zapach. Nie jest on jednak nieprzyjemny ani uciążliwy:)


Etja olej z pestek arbuza


Marka Etja była jedyną, z którą miałam już wcześniej do czynienia za sprawą olejków eterycznych. Czytałam jednak wiele dobrego o ich olejach i od dawna mnie one kusiły. Wybór jest na tyle duży, że już nie wiedziałam który będzie dla mnie najlepszy. Dlatego zdecydowałam się na ten, który kusił mnie najbardziej i najdłużej – olej z pestek arbuza, który znajdziecie na ekodrogeria.pl.

Olej otrzymujemy w ładnym, (że aż ślinka cieknie) kartonowym opakowaniu. Wewnątrz znajdziemy niewielką ciemną buteleczkę (50ml) wyposażoną w wygodną pompkę. Konsystencja jest typowo oleista, ale nie za ciężka. Zapach powiedziałabym, że neutralny, prawie niewyczuwalny. Nie pachnie arbuzem, ale o tym wiedziałam jeszcze zanim go wybrałam. Ten brak zapachu może jednak stanowić zaletę gdyż można go użyć jako oleju bazowego w połączeniu z olejkami eterycznymi. Dobra wiadomość jest taka, że olej ten nie należy do szczególnie tłustych i można go stosować na wiele sposobów np. dodać do kąpieli, zastosować na włosy, jako dodatek do masek i odżywek, do masażu, do pielęgnacji skóry pod oczami, a także bezpośrednio na skórę. W moim przypadku bardzo fajnie sprawdza się jako dodatek do kąpieli, a także do stosowania na włosy przed myciem. W przeciwieństwie jednak do pozostałych 3 produktów nie  był on jednak przeze mnie używany codziennie. 


Te oraz wiele innych produktów znajdziecie na Ekodrogeria.pl


Na koniec KONKURS!

Mam dla Was 3 zestawy kosmetyków, które osobiście wybrałam z asortymentu sklepu. Jeden można wygrać na blogu, jeden na FB i jeden na Instagramie! Każdy z zestawów zawiera Olej z miąższu kokosa oraz olej pistacjowy marki Etja!


Regulamin


Konkurs trwa w dniach 26.07-20.08.2017r Organizatorem jest autorka bloga secretaddiction.pl, natomiast sponsorem sklep Ekodrogeria.pl. Konkurs odbywa się jednocześnie na blogu, FB oraz Instagramie. Na każdej z platform można wygrać jeden zestaw składający się z dwóch olejów Etja widocznych na zdjęciu powyżej. Nagrody nie podlegają wymianie na ekwiwalent pieniężny.

Można wziąć udział w konkursie na każdej z platform, ale jeden uczestnik może wygrać tylko jeden zestaw. Za wysyłkę nagród odpowiedzialny jest sklep Ekodrogeria.pl. Wysyłka nastąpi w ciągu 14dni, wyłącznie na terenie Polski. Wyniki ukażą się jako edycja tego wpisu w ciągu 7dni od daty zakończenia konkursu. Na dane do wysyłki czekam 3 dni od momentu ukazania się wyników. W przypadku braku zgłoszenia się którejś z osób nastąpi ponowny wybór zwycięzcy.

Aby wziąć udział w konkursie



W przypadku zgłoszenia na blogu secretaddiction.pl wystarczy:

- zostać obserwatorem bloga (gadżet obserwatorzy po prawej stronie)

- pozostawić zgłoszenie w komentarzu z informacją pod jakim pseudonimem obserwujesz secretaddiction.pl wraz z odpowiedzią na pytanie.

W przypadku zgłoszenia na Instagramie wystarczy:

- dodać @secretaddiction.pl do obserwowanych
 - odpowiedzieć na pytanie pod grafiką konkursową umieszczoną na moim Instagramie

- można też udostępnić grafikę konkursową na swoim profilu na instagramie oznaczając hasztagiem #ekosecretaddictionpl (udostępnienie musi być publiczne żebym mogła je zobaczyć)



W przypadku zgłoszenia na FB wystarczy:

- Polubić stronę Secretaddiction.pl na Facebooku

- W komentarzu pod postem konkursowym zadeklarować chęć wzięcia udziału oraz odpowiedzieć na pytanie

Pytanie konkursowe jest takie samo na wszystkich 3 platformach:

Bez jakiego naturalnego kosmetyku nie wyobrażasz sobie lata i dlaczego?

Będzie również miło jeśli polubicie profile Ekodrogerii na FB lub Instagramie.



Niniejszy konkurs nie jest grą losową w rozumieniu ustawy z dnia 19. 11. 2009 o grach hazardowych (Dz.U.09.201.1540 z póz. Zm.).



*Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr. 4, poz. 27 z późn. zm).



*Serwis Facebook jest w pełni zwolniony z jakiejkolwiek odpowiedzialności za ten konkurs.



*Wysyłka tylko na terenie PL!



Przetwarzanie danych osobowych:



1. Warunkiem udziału w konkursie jest podanie danych osobowych w celu przekazania nagrody.



2. Zgłaszając się do konkursu akceptujesz warunki Regulaminu i wyrażasz zgodę na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z ustawą o Ochronie Danych Osobowych  ( Dz.U. 1997 nr 133 poz. 883). 
 
Jeśli nagrody Wam odpowiadają zachęcam do udziału w konkursie. Dajcie też znać co sądzicie o przetestowanych przeze mnie produktach. 


25.08 19:15 WYNIKI!

Kochani, serdecznie dziękuję za udział w konkursie i wszystkie odpowiedzi. Na jesieni na pewno będą kolejne szanse na wygrane:)

Zestawy od Ekodrogerii wędrują do:

Blog: Fabryczna
FB - Ola Szum
Instagram - bury9521

Gratuluję i czekam na dane do wysyłki - secretaddiction86@gmail.com. Jeżeli po przesłaniu danych nie otrzymacie ode mnie potwierdzenia to napiszcie jeszcze raz lub skontaktujcie się na FB lub Insta (czasem maile nie dochodzą). Na dane czekam 3 dni od ujawnienia wyników.

Czytaj dalej »

poniedziałek, 24 lipca 2017

Lakiery hybrydowe Chiodo Pro i Chiodo Pro Soft

Cześć Dziewczyny!
Ostatnio uświadomiłam sobie, że nadal nie zrecenzowałam lakierów hybrydowych Chiodo Pro, które zawitały do mnie jeszcze w zeszłym roku. Co za ślimak ze mnie! Pora więc żeby choć trochę przybliżyć lakiery Chiodo Pro oraz Chiodo Pro Soft.

Kiedy w zeszłym roku napisała do mnie przedstawicielka Chiodo, ucieszyłam się, ponieważ akurat popadłam wtedy w hybrydomanię;) Postanowiłam poszperać w internecie i trafiłam na opinię wskazującą na to, że te lakiery bardzo trudno usunąć. A dodatkowo osoba opisująca produkty wspomniała, że PR marki jest na bardzo niskim poziomie, ponieważ spotkała się z nieprzyjemnościami. Oczywiście zaniepokoiło mnie to, ponieważ mam już spore doświadczenie w kontaktach z markami i niekompetentny PR-owiec potrafi naprawdę działać na nerwy;) Tym bardziej, że ja nie jestem osobą, która się na wszystko zgodzi i da sobie coś wmówić. Nie ze mną te numery;) Muszę jednak przyznać, że wbrew tamtej opinii, PR okazał się być na wysokim poziomie. Pewnie dlatego, że tamta opinia dotyczyła byłego, a nie obecnego pracownika;) Nawet gdy miałam problem z trwałością, nie upierano się, że coś robię źle, a po prostu dosłano mi więcej produktów żebym mogła znaleźć najlepsze rozwiązanie dla siebie. Pierwotnie jednak opowiedziałam o swoich obawach co do trudności z usuwaniem tych lakierów i przedstawicielka poleciła mi wersję Chiodo Pro Soft, od której zaczniemy;)



Chiodo Pro Soft



„Lakiery hybrydowe CHIODO PRO SOFT to idealne rozwiązanie dla kobiet chcących mieć piękne i zadbane paznokcie nawet przez dwa tygodnie. Pojemność 6ml”.

Z gamy Chiodo Pro Soft wybrałam bazę, top oraz 5 odcieni lakierów: 206, 241, 227, 213 i 221. 

206 to przepiękny kobalt, który zdobył moje serce i zebrał najwięcej pochwał od otoczenia. Niestety nie udało mi się oddać jego uroku na zdjęciach, ale jest naprawdę rewelacyjny i "na żywo" niesamowicie błyszczy!

241 to wbrew temu co sugeruje opakowanie bardziej turkus niż ciemny niebieski. Taki trochę medyczny odcień.

213 to jaśniutka, subtelna miętka.

227 to taki lila róż.

221 to gilterowe złotko.


Baza soft jest dość rzadka, ale ładnie się rozprowadza. Lakiery mają pośrednie konsystencje i ich aplikacja nie przysparza problemów. Top zaś jest bardziej gęsty. Lakiery utwardzałam zarówno w lampie LED 9W jak i 48W. W tej mocniejszej utwardzanie idzie oczywiście o wiele szybciej:) W przypadku tych lakierów napotkałam na problem, ponieważ wszystko było pięknie, ale po niedługim czasie lakiery schodziły mi płatami. Została mi więc dosłana baza i top z wersji podstawowej oraz primer. Po zastąpieniu bazy, lakiery trzymały się bez zarzutów. Nawet 3 tygodnie bez żadnego uszczerbku. Podobnie było gdy zamiast bazy soft użyłam bazy innej marki. Wychodzi więc na to, że lakiery Chiodo Soft nie współpracowały u mnie z bazą soft. Nie mam pojęcia co było powodem. Być może moje paznokcie potrzebowały mocniejszej bazy. Ze zmywaniem w takiej konfiguracji nie było problemów.

Przy okazji wypróbowałam też lakiery z podstawowej linii Chiodo Pro. Posiadam odcienie: 158, 275, 156 i 277. 158 i 275 są bardzo energetyczne. Natomiast dwa pozostałe eleganckie. 
Z rozprowadzaniem bazy, topu jak i lakierów również nie miałam problemów. Kolor trzymał się na mur beton, ale schody zaczynały się podczas usuwania, ponieważ lakiery z tej linii w połączeniu z bazą i topem zmywają się opornie. W ich przypadku zapewne najlepiej byłoby zastosować frezarkę, której ja nie posiadam. Usuwałam więc tradycyjnie przy użyciu acetonu, sreberka i klipsów. Musiałam na to poświęcić więcej czasu, ponieważ warstwa lakieru nie chciała odejść w pełni sama z siebie. Lepszym rozwiązaniem okazały się więc dla mnie lakiery Chiodo Soft, ale bez bazy soft:)


Lakiery Chiodo Pro dostępne są w sklepie internetowym oraz stacjonarnie -  w przypadku łodzianek mowa o wyspie w Manufakturze;)


Znacie lakiery Chiodo? Jakich hybryd używacie?


Czytaj dalej »

piątek, 21 lipca 2017

Shinybox Pool Party lipiec 2017!

Cześć Dziewczyny!
Dziś rano kurier przyniósł mi najnowszy, lipcowy Shinybox Pool Party. Lipcowy box zapowiadany był jako świetna zabawa, najlepsze przyjaciółki oraz gorące słońce, czyli iście letnia sceneria, której jestem wierną fanką;) Muszę jednak przyznać, że tegoroczne lato nie nastraja mnie tak optymistycznie jak za zwyczaj. Nie dość, że pogoda jest bardzo zmienna i nawet jak jest ciepło to ni stąd ni zowąd zaczyna lać, to jeszcze sytuacja w kraju jest napięta. Do granic możliwości. Wieści ze świata również nie są pokrzepiające. Wczoraj wokalista zespołu Linkin Park - Chester Bennington popełnił samobójstwo przez powieszenie. Niestety depresja to ciężka choroba. Można mieć wszystko, dom, rodzinę, talent, karierę i pieniądze, a mimo to nie móc poradzić sobie z „własnymi demonami” i życiem wewnętrznym. Chester niestety postanowił „dołączyć” do swojego przyjaciela z Soundgarden, który dwa miesiące temu również popełnił samobójstwo. A właśnie wczoraj wypadały  urodziny Chrisa Cornella, więc sytuacja jest nieprzypadkowa. Twórczość LP lubiłam co prawda za czasów nastoletnich, kiedy ich brzmienie było dużo bardziej dynamiczne niż w ostatnich latach, ale ta informacja mną wstrząsnęła. Wielka strata dla muzyki i dla ludzi. 
Po tym przydługim wstępie nie na temat (chyba muszę założyć jeszcze jednego bloga) pora odkryć zawartość lipcowego Shinyboxa. Ciekawi?


Szata graficzna lipcowego pudełka przypadła mi do gustu, ponieważ jest to typowo mój klimat. Letnia sceneria i duuuużo niebieskiego! Pudełko przyszło w stanie nienaruszonym, tzn. akurat lało, więc folia była mokra, ale tekturka nie przemokła;)


A co w środku?


8 produktów i… wszystkie pełnowymiarowe. Fifty fifty, czyli 4 produkty z kolorówki i 4 przeznaczone do pielęgnacji;) Nowością jest pierwszy numer Shiny Mag. Również z iście wakacyjną okładką;) Kiedyś kupowałam dużo prasy kobiecej, ale obecnie robię to rzadko, a jeśli już to kupuję „Twój Styl”. Uważam jednak, że Shiny miało dobry pomysł z tą gazetką kobietką, jakby to powiedział bohater „Dnia Świra”;) Stron jest niewiele, ale chętnie przejrzę. Shiny zrezygnowało też z karty produktów. Zamiast tego opis zawartości mamy wewnątrz Shiny Mag. 

Zacznę od kolorówki. Najmocniejsza z tej czwórki jest według mnie baza pod makijaż Joko Smooth Your Face. Podoba mi się jej maleńka, poręczna buteleczka oraz obietnica matowej cery. Moja ostatnio lubi sobie zaświecić, więc wypróbuję. Jest to jednak baza typowo silikonowa, zatem nie będę jej raczej używać na co dzień. Znalazłam też czerwony żelowy lakier do paznokci Catrice Iconails. Ma on utrzymywać się 7 dni bez żadnego lakieru nawierzchniowego. Jeśli chodzi o paznokcie to u mnie tylko hybryda lub manicure japoński, a lada chwila będę podejmować wyzwanie zastosowania naklejek termicznych, które mają się utrzymywać 14 dni. Tak więc tradycyjne lakiery to już dla mnie przeżytek. Większość znajomych również już nie używa, ale tak czy inaczej znajdę kogoś kogo mam nadzieję taki lakier ucieszy. Wszak to klasyczna czerwień, która zawsze jest na topie. Wymiennie można było trafić na tusz Catrice Glam&Doll i jeśli trafiłyście – cieszcie się bo jest naprawdę dobry:) W każdym razie mnie pozytywnie zaskoczył;) Są też dwa kosmetyki marki Viperacień do powiek oraz róż w kremie. Oba niezbyt w moim guście. Za różami w kremie moja mieszana cera nieszczególnie przepada, a ten ma w dodatku dość porażający odcień (grandeur), który raczej dość tandetnie wyglądałby na mojej ciepłej karnacji;) Cień mam w dość neutralnym, ale raczej chłodnym odcieniu 006. Właściwie mógłby się nadawać na co dzień, ale też może mi się nie zgrać z cerą:D 

Przechodząc do pielęgnacji mamy tu szampon Syoss Hair Reconstruction z linii Salonplex przeznaczony do włosów zniszczonych i po zabiegach chemicznych. Moje już od przeszło roku nie są farbowane i jakiś czas temu fryzjerka powiedziała mi, że zniszczone nie są, ale nie widzę szczególnych przeciwwskazań do jego wypróbowania, więc pewnie to uczynię. Niektórym pewnie nie spodoba się skład, ale u mnie akurat jest tak, że w przypadku włosów lepiej działają właśnie te z „różnymi paskudztwami”(:D) aniżeli te eko. Drugim kosmetykiem jest Kueshi żel aloesowy Gel Aloe Vera Pure 99%, czyli produkt, który był zapowiadany przez Shiny jako gwiazda pudełka. Myślę, że na plus. Latem takie produkty zdają egzamin. Z żeli aloesowych miałam tylko ten Holika Holika (jeśli zastanawiacie się nad możliwościami zastosowania to odpowiedź w podlinkowanym wpisie), więc będzie szansa by sobie trochę porównać. Choć nie wiem czy uda mi się go otworzyć jeszcze tego lata;) Miesiąc temu również były produkty Kueshi (których jeszcze nie zdążyłam wypróbować) więc może to już taka mała tradycja z obecnością tej marki;) Mamy też Antybakteryjny żel do rąk Cleanhands. Pomyślałam sobie łeee bo jestem fanką żeli Bath&Body Works, które pachną cudnie. Ale powąchałam i zapach nawet nawet;) Ostatnim produktem jest Efektima Peeling + maska do stóp. Mój stosunek do produktów w saszetkach jest delikatnie mówiąc… chłodny, ale na szczęście jest to tzw. zabieg „na raz” więc zużyję i po bólu;) 


Tak przedstawia się zawartość i moja opinia na temat Shinybox Pool Party. Dajcie znać co o nim sądzicie i na jakie produkty trafiłyście?;)

W osobnym pudełku jako Ambasadorka Shinybox dodatkowo znalazłam odżywkę do włosów Schwarzkopf Repair Rescue Reversilane Micellar Cleansing. Bardzo lubię kosmetyki do włosów z linii profesjonalnych, więc na pewno wypróbuję;) Opakowanie to aż 500ml, zatem pewnie zrobię również odlewkę siostrze;) 

Ps. pisałam "na gorąco", więc wybaczcie jeśli są jakieś drobne błędy/pomyłki. Spałam jakieś 3h to też nie do końca jestem w formie. 

Zobacz też:



Czytaj dalej »

czwartek, 20 lipca 2017

Mixa Pro Tolerance Lekki kojący krem nawilżający. Czy warto go poznać?

Cześć Dziewczyny!
Niedawno miałam okazję poznać nowość  Mixa Pro – Tolerance Lekki Kojący krem nawilżający. Z miejsca mnie on zainteresował, ponieważ obok kosmetyków ukierunkowanych na konkretne działanie, np. przeciwzmarszczkowe lub normalizujące, cenię sobie produkty łagodne i bezzapachowe. Takie, które można bez obaw zastosować zarówno na co dzień jak i wspomagająco gdy skóra wymaga szybkiego ukojenia. Na taki właśnie produkt wyglądał mi krem Mixa Pro – Tolerance i dziś przygotowałam dla Was pierwsze wrażenia.

„Pierwszy Lekki kojący krem nawilżający Mixa PRO-TOLERANCE, zawierający formułę stworzoną, aby nawilżać, łagodzić i zmniejszać reaktywność suchej skóry nadwrażliwej. Niewielka liczba składników pozwala minimalizować ryzyko występowania alergii. Lekki kojący krem nawilżający Mixa PRO-TOLERANCE, bez konserwantów, zapewnia optymalną tolerancję dla skóry wrażliwej, również suchej, nadwrażliwej skóry twarzy oraz okolic oczu”.

Krem Mixa Pro Tolerance otrzymujemy w prostym kartonowym opakowaniu, którego niestety nie ma na zdjęciach gdyż zapewne jest już w sortowni odpadów;) Wewnątrz tego kartonika widmo znajduje się krem w prostym białym pojemniczku o standardowej pojemności 50ml i 6 miesięcznej dacie ważności od momentu otwarcia. Opakowanie jest bardzo poręczne, wielkością bardzo zbliżone do serum Norel. Dodatkowo posiada ono higieniczną pompkę, czyli rozwiązanie które bardzo lubię. Choć słoiczki też mi nie przeszkadzają;) 
Krem nie posiada kompozycji zapachowej, więc nie pachnie niczym, ale jeśli bardzo mocno się wwąchać to wyczujemy delikatny apteczny zapaszek;) Jak już pewnie sto razy wspominałam lubię pięknie pachnące kosmetyki, ale mimo wszystko największe zaufanie mam do tych bezzapachowych. Od zawsze. Nowość marki Mixa opisywana jest jako krem lekki. Czy rzeczywiście taki jest? I tak i nie. Z jednej strony tak, ponieważ nie można powiedzieć żeby był tłusty i ciężki, ale z drugiej znam kremy o lżejszych konsystencjach. Takie jak np. krem-żel Hada Labo Tokyo lub Mixa Hyalurogel. Konsystencję określiłabym więc jako pośrednią. Nie za ciężką nie za lekką. Krem nie obciąża cery, więc nadaje się do stosowania zarówno na dzień jak i na noc, jak również pod makijaż. Choć nie jest on kremem matującym więc w przypadku stosowania na dzień dobrze jest połączyć go z produktem minimalizującym świecenie (moja cera ostatnio postanowiła w tym temacie trochę zaszaleć;)) i/lub z dobrym pudrem. Przynajmniej w porze letniej gdy często najlepszym rozwiązaniem są jak najlżejsze formuły. Produkt można stosować również pod oczy, co zapewne ucieszy wyznawców kosmetycznego minimalizmu;) Przyznam jednak, że ja go w tej strefie nie używam, ponieważ mam akurat w użyciu fajny krem typowo pod oczy. 
Czy kosmetyk ten nawilża i koi wrażliwą cerę? Powiem, że tak i to dosłownie natychmiast:) Jest to najbardziej radosny aspekt użytkowania tego produktu;) Od razu po wchłonięciu skóra jest miękka, nawilżona i ukojona, a efekt ten trwa przez wiele godzin. Intuicja co do tego kremu mnie więc nie zawiodła. Oczywiście jest to jedynie pierwsze wrażenie po stosowaniu od początku miesiąca, ale podejrzewam, że w tym przypadku re-edycja wpisu nie będzie konieczna. Właśnie z uwagi na ekspresowe działanie i realne obietnice, ponieważ producent nie obiecuje gruszek na wierzbie, a jedynie ukojenie i nawilżenie:) Warto mieć taki krem pod ręką. Jeśli nawet nie znajdzie zastosowania na co dzień to doskonale sprawdzi się gdy cera wymaga szybkiego ukojenia i nawilżenia. W tej chwili zamierzam sobie go zostawić do stosowania doraźnie w sytuacjach kryzysowych:) Uważam, że bardzo dobrze sprawdziłby się po zabiegach medycyny estetycznej (np. po mezoterapii). Choć akurat ja swoje zabiegi zakończyłam już przeszło miesiąc temu, więc już nie miałam okazji użyć go w takich momentach;) Niemniej jestem pewna, że by się nadał:)  To taka tańsza wersja LRP Tolerance Ultra Nuit

Opinię innych użytkowniczek możecie znaleźć na Ofeminin


Znacie nowość Mixa Pro Tolerance? Sięgacie po łagodne kremy kojące?
Czytaj dalej »