czwartek, 22 kwietnia 2021

SOME BY MI Super Matcha - tonik i maseczka!

Ten, kto jest na bieżąco z nowościami w dziedzinie #beauty, pewnie już zauważył, że od jakiegoś czasu zaczęły się pojawiać kosmetyki na bazie herbaty matcha;) Jako herbaciara nie mogłam przejść obok nich obojętnie;) Szukałam czegoś z potencjałem i wtedy okazało się, że marka SOME BY MI wypuściła nową serię Super Matcha. Zdecydowałam się na SOME BY MI Super Matcha Pore Clean Clay Mask oraz SOME BY MI Super Matcha Pore Tightening Toner, ale w serii jest jeszcze serum. Czy warto sięgnąć po toner lub maseczkę z tej linii?

SOME BY MI Super Matcha blog

SOME BY MI Super Matcha Pore Tightening Toner

 

SOME BY MI Super Matcha Pore Tightening Toner

Dwufazowy tonik na bazie herbaty matcha posiada właściwości nawilżające oraz odżywcze. A dzięki zawartości kwasu salicylowego wspomaga oczyszczanie porów i wykazuje delikatne działanie złuszczające. Kwas ten wnika głęboko w komórki poprzez pory ze względu na to, że jest rozpuszczalny w tłuszczach. Dzięki temu złuszcza martwe komórki naskórka i rozpuszcza zrogowaciałe warstwy. Głównym składnikiem toniku (83%) jest hydrolat z matcha, który jest silnym antyoksydantem. Łagodzi stany zapalne i podrażnienia, nawilża i odżywia, wspomaga zwężanie porów i przyspiesza gojenie się drobnych ran. Tonik został wzbogacony o opatentowany proszek Sebocontrol, który wchłania sebum oraz inne zanieczyszczenia, a także zapobiega zatykaniu porów. W składzie znajdują się także substancje aktywne, które wykazują działanie kojące, łagodzą zaczerwienienia oraz stany zapalne. Należą do nich wąkrota azjatycka oraz jej 4 pochodne, drzewo herbaciane czy też haittyunia. Ponadto produkt zawiera wodę mineralną oraz wodę lodowcową.

SOME BY MI Super Matcha Pore Tightening Toner recenzja

SOME BY MI Super Matcha Pore Tightening Toner umieszczony został w ładnym, błyszczącym zielonym kartoniku, który od razu zwrócił moją uwagę;) Sam produkt znajduje się w plastikowej butelce o pojemności 150ml. Na zużycie mamy 12 miesięcy od momentu otwarcia. 

Toner posiada dwufazową formułę. Na dnie mamy wspomniany wyżej proszek. Natomiast część górna to faza płynna. Przed użyciem należy dobrze wymieszać obie fazy, czyli energicznie wstrząsnąć butelką z produktem. Cały proces przebiega sprawnie;) Tonik ma delikatny, świeży zapach. Osobiście bardzo mi się podoba, bo pachnie mniej więcej tak go sobie wyobrażałam zanim do mnie dotarł:) Po zmieszaniu obu faz konsystencja staje się płynna, dzięki czemu tonik przyjemnie się aplikuje. Nie stosowałam go codziennie. A bardziej wdrożyłam, jako produkt dodatkowy mający na celu delikatnie złuszczyć cerę i oczyścić pory. Po użyciu cera jest przyjemnie odświeżona i wygładzona. Przy mojej częstotliwości stosowania (3x w tygodniu) nie zauważyłam żeby wysuszał albo podrażniał. Ładnie ograniczył wydzielanie sebum i sprawił, że pory są mniej widoczne, a cera gładsza i wyglądająca zdrowiej:) Żeby zintensyfikować działanie w bardziej problematycznych strefach można zastosować go, jako maskę/kompres, czyli nasączyć nim cienkie waciki i nałożyć na wybrane obszary. I przyznam, że czasami stosuję go właśnie jedynie punktowo. Polecam ten sposób zwłaszcza w przypadku cery mieszanej, ale jednocześnie delikatnej.

SOME BY MI Super Matcha Pore Clean Clay Mask

SOME BY MI Super Matcha Pore Clean Clay Mask

Maska glinkowa na bazie herbaty matcha przeznaczona jest przede wszystkim do głębokiego oczyszczania porów. Kwasy BHA z ekstraktu z kory wierzby i liści zielonej herbaty wspomagają odblokowanie porów oraz złuszczają martwe komórki naskórka. Zawarta w maseczce glinka oraz sproszkowana matcha pomagają pozbyć się zanieczyszczeń oraz regulują wydzielanie sebum. W składzie znajduje się również wyciąg z wąkroty azjatyckiej, liści drzewa herbacianego, hauttuini jak również woda lodowcowa i mineralna. Maska wykazuje działanie antyoksydacyjne, oczyszczające i łagodnie złuszczające. Nawilża, zmiękcza, wyrównuje koloryt cery. A jednocześnie koi oraz utrzymuje równowagę bariery hydrolipidowej skóry.

SOME BY MI Super Matcha Pore Clean Clay Mask

Maska do twarzy SOME BY MI Super Matcha Pore Clean Clay Mask opakowana została w plastikowy słoiczek o pojemności 100g. Pojemniczek jest wygodny w użyciu, a dodatkowo posiada wewnętrzną plastikową osłonkę chroniącą zawartość oraz szpatułkę ułatwiającą aplikację. 

Konsystencja jest typowa dla masek glinkowych. Bardzo sprawnie się rozprowadza. A zapach jest świeży i przyjemny z domieszką subtelnie glinkowej nuty. Maskę należy aplikować na oczyszczoną twarz, a następnie pozostawić na 10-20 minut i po upływie tego czasu zmyć wodą, jednocześnie masując skórę okrężnymi ruchami. Jest to jedna z tych masek, które zasychają na twarzy. Trzeba też chwilę poświęcić żeby ją zmyć. Można wspomóc się gąbeczką celulozową, ale spokojnie można to też zrobić samymi dłońmi. Przed użyciem najczęściej stosuję tonik z tej samej serii. Po zastosowaniu maseczki cera jest bardzo dobrze oczyszczona, a pory mniej widoczne. Jednocześnie jest przyjemna i gładka w dotyku. Naprawdę dobrze odświeżona. Zaraz po zmyciu nie mam uczucia ściągnięcia, ale naturalnie i tak od razu przechodzę do dalszych kroków w pielęgnacji:)

Nowości Some by Mi Super Matcha znajdziesz na Jolse.

Stosowałaś kosmetyki na bazie herbaty matcha? Znasz Super Matcha od Some by Mi?


Czytaj dalej »

niedziela, 18 kwietnia 2021

Nacific Real Rose Floral Toner i Real Calendula Floral Toner – toniki z płatkami róży i nagietka!

Jakiś czas temu miałam drobną akcję spełniania kilku kosmetycznych chciejstw rodem z Korei, które intrygowały mnie już od dawna. Wśród nich znalazły się toniki Nacific. Pierwszy z ekstraktem z róży oraz zatopionymi wewnątrz butelki płatkami róż. Drugi natomiast na bazie wody z kwiatów nagietka i zatopionymi płatkami tych kwiatów. Brzmi i wygląda bardzo dobrze, a jak działa?

Nacific toniki recenzja

Nacific Real Rose Floral Toner

Nacific Real Rose FloralToner

Zawarty w toniku ekstrakt z róży działa kojąco, przeciwzmarszczkowo, antyseptycznie, wzmacniająco i ściągająco. Ponadto ekstrakt 7 ziół z wyspy Jeju posiada działanie łagodzące i chroni przed ucieczką wilgoci z naskórka. 

Nacific tonik z płatkami róży blog

Tonik mieści się w plastikowej butelce o pojemności 180ml, czyli trochę mniejszej niż ma to miejsce zazwyczaj. Muszę przyznać, że zaskoczył mnie ten plastik, ponieważ patrząc na zdjęcia produktowe, zawsze miałam nieodparte wrażenie, że butelka wykonana jest z mrożonego szkła;) Sam toner ma przyjemną, wodnistą konsystencję, która pozostawia po sobie wygładzającą warstewkę po aplikacji. Ale w żaden sposób się nie lepi. Zaraz po pierwszym otwarciu toner wydawał mi się bezzapachowy, ale podczas użycia okazało się, że zapach jednak jest. Choć nie taki, jak można było sobie wyobrazić:) Zabrzmi to dziwnie, ale mnie jego woń przypomina smak witaminy C. Takiej zwykłej, w tabletkach z apteki;) Nie pytaj, jak zapach może przypominać mi smak;) W każdym razie w moim odczuciu tonik Nacific z zanurzonymi wewnątrz płatkami róż pachnie naprawdę przyjemnie. Zapach jednak nie utrzymuje się na skórze i dodam też, że sam w sobie jest delikatny. Wewnątrz toniku zatopione zostały płatki róży, co bardzo mi się spodobało. Ale jeśli chodzi o minusy to niekiedy podczas aplikacji wypłynie z butelki jakiś ukruszony płatek, którego trzeba potem zbierać z twarzy;) Do działania nie mam żadnych zastrzeżeń. Zaraz po aplikacji cera jest przyjemnie odświeżona, wygładzona i wstępnie nawilżona, dzięki czemu stanowi idealne podłoże pod dalszą pielęgnację. Wspomaga także łagodzenie drobnych podrażnień oraz delikatnie rozświetla cerę.

Nacific Real Calendula Floral Toner

Nacific tonik z płatkami nagietka opinie

Tonik w swoim składzie zawiera wodę z kwiatów nagietka (91%), która wykazuje działanie łagodzące oraz wspomaga walkę z przebarwieniami. Bogaty w aminokwasy i kwasy tłuszczowe wyciąg z wąkroty azjatyckiej, który działa przeciwstarzeniowo i przeciwzapalnie. Pomagający utrzymać wilgoć skóry kwas hialuronowy oraz alantoinę, która przyspiesza jej regenerację.

Nacific Real Calendula Floral Toner

Kwestia opakowania nagietkowego toniku Nacific wygląda niemalże identycznie, jak w przypadku „różanej siostry”. Mamy więc 180ml plastikową butelkę, która w łatwy sposób dozuje płyn oraz zatopione wewnątrz płatki kwiatów. Tyle, że w tym wypadku nagietka. A całość jest bardziej żółta;) Konsystencja również jest taka sama, czyli wodnista, ale natychmiast dająca uczucie wygładzenia i zapewniająca odpowiednie przygotowanie pod dalszą pielęgnację. Zapach jest delikatny i ulotny. Nie powinien nikogo drażnić. Po użyciu cera jest odświeżona, miękka i delikatnie nawilżona. 

Nie widzę dużych różnic pomiędzy tymi wersjami. Obie bardzo polubiłam i możliwe, że wypróbuję kiedyś kremy z tej samej linii:)

Marka Nacific dostępna jest na Jolse.

Czytaj dalej »

środa, 14 kwietnia 2021

Cell Fusion C Calming Down Cream – krem łagodzący do skóry wrażliwej!

W ciągu ostatniego roku, stosując różne substancje aktywne wraz z retinolem na czele, miałam szansę w sposób szczególny przekonać się, jak ważne jest stosowanie produktów, które w razie potrzeby ukoją podrażnioną skórę oraz wspomogą odbudowę i ochronę naturalnej bariery hydrolipidowej. Nie mogę narzekać, ponieważ miałam wysoką trafność w doborze tego typu produktów. W końcu jednak przyszedł czas na wypróbowanie Cell Fusion C Calming Down Cream, który jeszcze w zeszłym roku trafił na moją wishlistę;) Krem cieszy się dość szerokim uznaniem zwłaszcza wśród miłośników koreańskiej pielęgnacji. A czy rzeczywiście jest tak dobry, jak go malują?

Cell Fusion C Calming Down Cream konsystencja

Cell Fusion C Calming Down Cream

Krem nadaje się do stosowania przy każdym typie cery, zwłaszcza wrażliwej, odwodnionej, podrażnionej lub alergicznej. Jest również pomocny w pielęgnacji cery z trądzikiem różowatym lub pospolitym. Dzięki zawartości azulenu produkt wykazuje działanie łagodzące, regenerujące, przeciwzapalne oraz zmniejszające obrzęki. Ponadto hamuje wydzielanie histaminy, przez co działa przeciwalergicznie. W składzie znajduje się także szereg ekstraktów roślinnych. Ekstrakt z wąkroty azjatyckiej o działaniu ujędrniającym. Ekstrakt z portulaki pospolitej, który przynosi ukojenie wrażliwej i alergicznej skórze. Ekstrakt z kurkumy o właściwościach przeciwzapalnych. Ekstrakt z owsa o działaniu przeciwzapalnym, regenerującym, oczyszczającym oraz uszczelniającym naczynia krwionośne. Opatentowany przez markę Cell Fusion C kompleks NEO CMS zawiera hydrolizowane białko łubinu, cholesterol oraz intensywnie nawilżający izomeraz sacharydowy. Dzięki czemu korzystnie wpływa na kondycję skóry, wygładza oraz zapewnia odpowiednie nawodnienie.

Cell Fusion C Calming Down Cream umieszczono w porządnym słoiczku o standardowej pojemności 50ml. Opakowanie jest minimalistyczne, ale mnie osobiście bardzo się podoba. Kojarzy mi się z łagodnością produktów aptecznych. PAO wynosi 12 miesięcy. 

Cell Fusion C Calming Down Cream blog

Sama zawartość została dodatkowo zabezpieczona „sreberkiem”. Lekkim rozczarowaniem, już przy pierwszym użyciu był dla mnie zapach, ponieważ krem pachnie jak delikatne perfumy, a do produktu o działaniu kojącym bardziej pasowałaby mi bezwonna formuła;) Dobra wiadomość jest jednak taka, że nie jest to żadna dusząca woń, a do tego nie utrzymuje się długo na skórze. Krem posiada zielone zabarwienie, dzięki czemu delikatnie maskuje zaczerwienienia skóry. Nie jest to oczywiście tak spektakularny efekt jak po zastosowaniu korektora, ale zawsze to jakaś dodatkowa korzyść ze stosowania. Choć przyznam szczerze, że moja cera nie ma skłonności do zaczerwienienia, więc ten problem zwykle mnie nie dotyczy. 

Calming Down Cream posiada przyjemnie lekką konsystencję, która bardzo ładnie się rozprowadza i szybko wchłania, pozostawiając po sobie jedynie delikatną, nietłustą warstewkę ochronną. Ma u mnie lekką tendencję do świecenia w okolicach czoła, na pozostałej części twarzy prezentuje się bardzo naturalnie. Bez nadmiernego blasku ani płaskiego matu. Bezpośrednio po nałożeniu odczuwalne jest przyjemne, subtelne chłodzenie skóry, które potęguje efekt kojący;) Dzięki efektowi orzeźwienia doskonale sprawdzi się także w letniej pielęgnacji twarzy. Uwielbiam jego formułę! Ma w sobie coś, co mnie relaksuje. Krem nadaje się zarówno do stosowania na dzień, pod makijaż, jak i na noc. Bez problemu można na niego nałożyć lekki filtr SPF50. Nic się nie roluje. Świetnie koi i łagodzi podrażnienia, a do tego wygładza i zabezpiecza skórę przed utratą wody. Idealnie sprawdza się także po złuszczaniu cery lub podczas kuracji retinolem. Kiedy skóra schodziła mi płatami, doprowadził ją do porządku w ciągu 2-3 dni. Na pewno jeszcze wrócę do tego zielonego cuda:) 

Cell Fusion C Calming Down Cream opinie

Mój egzemplarz pochodzi z Jolse, które słynie z częstych promocji na kosmetyki koreańskie:)

Znasz Calming Down Cream albo inne kosmetyki marki Cell Fusion C?

Czytaj dalej »

sobota, 10 kwietnia 2021

Creamy, Asoa i MyCeutic – pielęgnacyjna 3 z Cosibella!

Dzisiaj coś specjalnie dla miłośników naturalnej pielęgnacji twarzy, czyli moje kolejne spotkanie z marką Creamy oraz dwa produkty firm, które nie były mi wcześniej znane. Mowa o Asoa i MyCeutic:) U mnie z kosmetykami naturalnymi bywa różnie, ale zawsze staram się znaleźć coś, co będzie miało potencjał. A jak poradziłam sobie tym razem?

Cremy, Asoa, MyCeutic blog

Creamy Moringa Pure Olejek do Mycia Twarzy i Demakijażu

Creamy Moringa Pure Olejek do Mycia Twarzy i Demakijażu opinie

Moringa Pure to olejek typu 2w1, ponieważ można go użyć zarówno do demakijażu jak i do mycia twarzy. U mnie pełnił przede wszystkim tą pierwszą funkcję. Ale potwierdzam, że jako produkt myjący również jest bardzo komfortowy w użyciu. Czasem sobie zrzędzę, np. na zapach, ale tutaj nie mam się do czego przyczepić! Olejek pachnie delikatnie i bardzo naturalnie, jedynie swoimi składnikami. Żadnych zdziwaczałych woni:) Tzn. jest jedna rzecz - dozowanie poprzez pipetę w przypadku „wyższych” butelek, takich jak ta, dla mnie nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem. Zawsze się coś uroni, ale „jeśli nic nie skapnie to znaczy, że za mało nalane”, jak mawiał Adaś Miauczyński;) Olejek doskonale się rozprowadza, więc już sam proces demakijażu jest bardzo relaksujący. Świetnie radzi sobie zarówno z makijażem twarzy jak i oczu (nie szczypie). Co ważne, dokładnie oczyszcza także z filtrów. Po zwilżeniu skóry wodą pięknie emulguje, więc zmywa się bardzo sprawnie. Nie ma mowy o pozostawianiu tłustej warstwy na twarzy. Ale miękka, gładka i wstępnie nawilżona cera bez podrażnień owszem! Olejek jest wegański. W jego składzie znajduje się olej moringa, który wykazuje działanie przeciwzapalne i odżywcze oraz olej ze słodkich migdałów, który wzmacnia barierę lipidową skóry i poprawia jej elastyczność. Całość zamknięta została w oryginalnym czarnym opakowaniu, które po odklejeniu etykiety prezentuje się bardzo elegancko. Butelka zawiera 100ml olejku. Na opakowaniu nie ma podanego PAO, więc obowiązuje data ważności. Zaznaczę też, że kosmetyki Creamy produkowane są „na świeżo” i nie mają bardzo długich terminów, więc lepiej nie kupować większej ilości na zapas:) Creamy Moringa Pure to jeden z najlepszych olejków do demakijażu, których używałam:)

MyCeutic 100% Organiczny Sok Aloesowy

MyCeutic 100% Organiczny Sok Aloesowy opinie

Jest to w pełni organiczny sok aloesowy, który wykazuje silne właściwości nawilżające, kojące i łagodzące podrażnienia, a także wspomagające procesy regeneracyjne naskórka. Jest także pomocny przy stanach zapalnych i poparzeniach. MyCeutic 100% Organic Aloe Vera Juice występuje w dwóch opcjach do wyboru – 30ml i 100ml. PAO wynosi 6 miesięcy. Moja 30ml szklana butelka wyposażona została w sprawnie działającą pipetę, która ułatwia dozowanie. Kosmetyk posiada bardzo lekką, wręcz wodnistą konsystencję, która przywodzi na myśl koreańskie esencje do pielęgnacji twarzy. I tak naprawdę z powodzeniem spełnia rolę esencji, którą nakładamy na uprzednio oczyszczoną twarz. Bardzo komfortowo się rozprowadza i błyskawicznie wchłania. Nie ma mowy o jakimkolwiek uczuciu lepkości. Warto jednak pamiętać, że sok aloesowy sam w sobie nie zapewni spektakularnych efektów. To produkt, który najlepiej sprawdza się w pielęgnacji warstwowej. Skóra potrzebuje okluzji, więc po użyciu konieczne jest przynajmniej nałożenie kremu:) Oprócz stosowania, jako esencji można go również użyć do maseczek (np. w proszku albo w płachcie) oraz jako podkład pod olej do olejowania włosów:) Na pewno każdy znajdzie dla niego zastosowanie (z wyjątkiem osób uczulonych na sok z aloesu). Sok z aloesu MyCeutic rzeczywiście ładnie zmiękcza skórę przygotowując ją na dalsze kroki w pielęgnacji, wspomaga nawilżenie i regenerację oraz koi drobne podrażnienia. Czy jednak są jakieś minusy? Owszem! Nie sądziłam, że sok z aloesu będzie tak brzydko pachniał. Pamiętaj, że jestem przewrażliwiona na tym punkcie, ale w moim odczuciu jest to zapach przybrudzonej, mokrej szmatki do mycia podłogi. A spodziewałabym się raczej jakiejś świeżej, roślinnej woni. Na szczęście zapach nie utrzymuje się na twarzy. Jest wyczuwalny jedynie w momencie rozprowadzania po skórze, a inne nakładane po nim produkty z łatwością go maskują.

Asoa Serum dla Koneserów


Asoa Serum dla Koneserów blog
Bazą serum jest hydrolat z rumianku i hydrolat z kwiatów pomarańczy, które wykazują właściwości nawilżające oraz antyseptyczne. Oprócz tego w składzie zawarto miks olejów – olej jojoba, olej ze słodkich migdałów i olej migdałowy, które pomagają uelastycznić oraz odżywić cerę. Dodatkowo zawarte w serum bogate w antyoksydanty masło mango działa przeciwstarzeniowo, wygładza oraz natłuszcza skórę. Asoa Serum dla Koneserów (skądinąd nazwa świetna!) opakowane zostało w naprawdę ładną butelkę, która prezentuje się dość elegancko i jednocześnie kojarzy się z naturą. A do tego jest wygodna w użyciu ze względu na pompkę, która ułatwia dozowanie. Swoją drogą widziałam, że poprzednia wersja opakowania prezentowała się dużo gorzej, tak zwyczajnie. Nie to co teraz;) Pojemność to standardowe dla serum 30ml, PAO to natomiast 6 miesięcy. Serum posiada formułę kremu. Najlepiej sprawdzi się w przypadku cery suchej lub takiej, która została wysuszona np. w wyniku stosowania niektórych substancji aktywnych. U posiadaczy cery tłustej może spełnić rolę kremu. Mimo dość bogatej, jak na serum konsystencji, serum wchłania się całkiem sprawnie pozostawiając po sobie miękką, gładką i dobrze nawilżoną oraz odżywioną cerę. Jego zapach jest dość delikatny, ciężko mi go porównać do czegoś konkretnego.

Markę Creamy, Asoa, MyCeutic oraz szeroki wybór innych kosmetyków naturalnych (i nie tylko) znajdziesz na Cosibella.pl.

Używasz olejów do demakijażu lub mycia twarzy? Masz jakichś faworytów w tej dziedzinie? A może stosujesz sok z aloesu w pielęgnacji twarzy lub próbowałaś już serum dla koneserów?

Czytaj dalej »

wtorek, 6 kwietnia 2021

Vichy Liftactiv Collagen Specialist SPF 25 – przeciwzmarszczkowy krem na dzień!

Zaobserwowałam, że marka Vichy rzadko pojawia się na blogach. Popadła w jakąś niełaskę;) Pokutuje przeświadczenie, że efekty stosowania dermokosmetyków Vichy są nieadekwatne do ich ceny, a w ofercie nie ma nic godnego uwagi. Ale polemizowałabym z tą tezą;) Wystarczy przyjrzeć się nowościom, jakie pojawiły się w ostatnich latach. Składy też są już nieco inne niż jeszcze kilkanaście lat temu. Sama szczególnie dobrze wspominam ampułki z witaminą C i bio-peptydem, czyli Liftactiv Specialist Peptide-C. Pisałam o nich jeszcze latem ubiegłego roku. A dziś na tapecie inny produkt z tej samej linii - Vichy Liftactiv Collagen Specialist SPF 25. Stosowałam go już dłuższy czas temu, ale doczekał się wpisu dopiero teraz:)

Vichy Liftactiv Collagen Specialist SPF 25

Vichy Liftactiv Collagen Specialist SPF 25

Jest to krem przeciwzmarszczkowy wzbogacony o ochronę przed promieniowaniem UVA i UVB. W swoim składzie zawiera przeciwzmarszczkowy bio-peptyd pozyskiwany z zielonego groszku, a także witaminę Cg naturalnego pochodzenia, która wyrównuje koloryt cery. Phe Rezorcyna hamuje produkcję melaniny i zmniejsza przebarwienia. Kwas glikolowy delikatnie złuszcza oraz pomaga zredukować przebarwienia. Oprócz tego produkt wzbogacony został o kwas hialuronowy oraz wodę termalną Vichy.

Krem posiada higieniczne opakowanie z pompką. Jest dość sztywne, więc nie odkształca się. Powiedziałabym też, że prezentuje się nietypowo. Wyróżnia się na tle tych wszystkich tubek, butelek i słoiczków. Wygodna pompka działa bez zarzutów i zapewnia przyjemne dozowanie. Dodatkowo nie ma szans, że cokolwiek rozleje się w transporcie;) Na zużycie opakowania mamy 12 miesięcy od otwarcia. Pojemność to standardowe 50ml.

Vichy Liftactiv Collagen Specialist SPF 25 opinie

Po nałożeniu krem jest biały. Bardzo sprawnie się jednak rozprowadza, nie pozostawiając po sobie tłustej ani bielącej warstwy. Choć nie da się ukryć, potrzebuje trochę czasu na wchłonięcie (do kilkunastu minut). Nie roluje się, co dla mnie jest ważne. Z powodzeniem można go nałożyć np. na serum, esencję etc. Zapach dla większości będzie raczej neutralny. Gdzieś czytałam, że część osób odbiera ten krem, jako bezwonny. Jednak było w nim coś, co nie do końca mi odpowiadało. Wyczuwałam specyficzną „filtrową woń”, która bez nałożenia makijażu, co jakiś czas przypominała o sobie. Produkt dobrze sprawdza się w roli bazy pod makijaż, ponieważ ładnie wygładza i nawilża skórę. Można go też używać w połączeniu z ampułkami z tej samej serii. Vichy Liftactiv Collagen Specialist SPF 25 to bardzo ciekawa propozycja, ponieważ zawiera składniki aktywne, które działają przeciwzmarszczkowo, pomagają ujednolicić koloryt cery, redukują przebarwienia i nawilżają, a jednocześnie zawiera już w sobie SPF. Jest tutaj oczywiście pewien zgrzyt, ponieważ krem zapewnia ochronę na poziomie SPF 25, a nie SPF 50, ale jak to się mówi – coś za coś. Na Home Office jest wystarczający:D Aczkolwiek jeśli nie uznajesz kompromisów to w ofercie marki niedawno pojawiła się nowość - Vichy Capital Soleil UV Age Daily fluid przeciw fotostarzeniu się skóry SPF50+ (ale o nim za jakiś czas). Wracając do bohatera dzisiejszego wpisu, krem poprawia kondycję skóry i sprawia, że wygląda ona na bardziej zrelaksowaną, wypoczętą. Drobne zmarszczki są mniej widoczne, a koloryt cery bardziej jednolity. W przypadku plamek pigmentacyjnych się nie wypowiem, ponieważ ich nie posiadam.

Używasz kosmetyków Vichy? Miałaś do czynienia z kremem Vichy Liftactiv Collagen Specialist SPF 25 lub innym produktem z tej serii? Podziel się swoimi wrażeniami;)

Czytaj dalej »

czwartek, 1 kwietnia 2021

Eveline Food For Hair – szampon Sweet Coconut i maska Aroma Coffee – saszetkowa pielęgnacja włosów.

Z perspektywy czasu wydaje mi się to zabawne, ale gdy byłam mała, fascynowały mnie kosmetyki w saszetkach. Zwłaszcza szampony i odżywki do włosów albo żele pod prysznic. Jawiły mi się one wtedy jako szczyt wygody i luksusu, ponieważ można było sobie kupić taką poręczną saszetkę, a po zużyciu wyrzucić i mieć z głowy. Przydatne było to zwłaszcza podczas krótkich wycieczek. Dziś z kolei mam odwrotnie. Zauważyłam, że coraz rzadziej sięgam po produkty jednorazowego użytku. A jeśli już to stawiam bardziej na miniatury niż saszetki. Jednak produkty Eveline Cosmetics z linii Food For Hair po kilku miesiącach leżakowania w komodzie doczekały się zużycia;) Mowa o szamponie kokosowym i masce kawowej;)

Eveline Food For Hair

Eveline Food For Hair szampon Sweet Coconut

Jest to szampon nawilżający o zapachu kokosa, który przeznaczony jest do włosów cienkich i normalnych. Ma on za zadanie delikatnie oczyścić skórę głowy i włosy jednocześnie poprawiając ich kondycję. Zawarty w szamponie olej makadamia wzmacnia cebulki włosów i zapobiega uszkodzeniom. Woda kokosowa odpowiada za intensywne nawilżenie. A ekstrakt z marakui odżywia, zapewnia witalność i połysk.

Eveline Food For Hair szampon Sweet Coconut

Niebieska saszetka z egzotyczną szatą graficzną zawiera 20ml szamponu, czyli wcale nie aż tak mało. Z tego, co pamiętam mi wystarczyła na 2 użycia, więc tak naprawdę 4 mycia, ponieważ włosy myję zawsze dwukrotnie. Jego zapach jest przyjemnie kokosowy, ale w moim przypadku nie utrzymywał się na włosach. Szampon posiada formułę przezroczystego żelu, który dobrze się rozprowadza i całkiem nieźle pieni. Sprawnie się też spłukuje. Zrobił na mnie pozytywne wrażenie, ponieważ nie plątał włosów, a nawet przyjemnie je wygładzał. Skóra głowy mnie po nim nie swędziała ani nie była podrażniona. Poziom oczyszczenia jak najbardziej satysfakcjonujący. 

Eveline Food For Hair maska Aroma Coffee

Maska Aroma Coffee przeznaczona jest do włosów słabych i łamliwych. W swoim składzie zawiera naturalny ekstrakt z kawy, który pobudza cebulki włosów jednocześnie zapobiegając ich wypadaniu. Ekstrakt z czerwonej papryczki przyspiesza wzrost włosów, a ekstrakt z guarany regeneruje i wzmacnia.

Eveline Food For Hair maska Aroma Coffee

Podobnie jak szampon, maska została opakowana w saszetkę o pojemności 20ml. U mnie przykładowo 1 sztuka wystarcza na 2 zastosowania. Maseczka posiada białą barwę i przyjemną, kremową konsystencję, którą sprawnie się aplikuje. Pachnie całkiem ładnie. W moim odczuciu ma w sobie taką kakaową nutkę. Podczas rozprowadzania na włosach zapach nie jest jednak zbyt intensywny, a po zmyciu nie utrzymuje się na nich. Maska łatwo się spłukuje. Włosy są po niej miękkie i błyszczące oraz dobrze się rozczesują.

Znasz serię Eveline Food For Hair? Używasz czasem takich szamponów i masek w formie saszetek?

Czytaj dalej »

niedziela, 28 marca 2021

Is Clinical Cooper Firming Mist - odświeżająca mgiełka do twarzy!

Mam taką dziwną przypadłość, że jak coś mi się podoba to często kupuję to komuś innemu:) Czasem mi to wystarcza, ale bywa, że jednak też muszę to mieć;) I tak było w przypadku Is Clinical Cooper Firming Mist, czyli odświeżającej, lekkiej mgiełki do twarzy.

Is Clinical Cooper Firming Mist blog

Is Clinical Cooper Firming Mist

Mgiełka przeznaczona jest do każdego rodzaju cery, również odwodnionej, z oznakami starzenia i po oparzeniach słonecznych wywołujących rumień.

Wśród składników aktywnych znajduje się:

💙Miedź PCA

💙Resweratrol

💙Wyciąg z nasion Cola Nitida

💙Wyciąg z Cupana Paullinia

💙Wyciąg z liści Ilex Paraguariensi

💙Biopeptyd Cu

Is Clinical Cooper Firming Mist recenzja

Mgiełka do twarzy Is Clinical opakowana została w bardzo ładny, błyszczący kartonik, który od razu połechtał me serce;) Sam produkt umieszczony został w pięknej niebieskiej butelce wykonanej z plastiku. Co ciekawe, całość skutecznie chronią dwie nakrętki. Z takim rozwiązaniem nie spotkałam się przy żadnym innym produkcie tego typu. Pojemność to 75ml, które należy zużyć w ciągu 9 miesięcy od otwarcia. Moja sztuka posiadała sprawnie działający atomizer, który nie wydawał z siebie może tak drobniutkiej mgiełki jak produkty koreańskie, ale zdecydowanie nie chlapał gdzie popadnie. Choć część dziewczyn na Instagramie donosiło mi, że zdarzały im się atomizery, które serwowały bardziej orzeźwiający prysznic niż mgiełkę. Możliwe więc, że były jakieś wadliwe partie. Ciężko mi to ocenić;)

Is Clinical mgiełka blog

Cooper Firming Mist zawiera bogactwo cennych dla skóry składników aktywnych, które wspomagają również działanie przeciwstarzeniowe i doskonale przygotowują ją na dalsze kroki w pielęgnacji. Mgiełka jest na tyle uniwersalna, że może być także stosowana w miejsce esencji albo toniku. To produkt idealny do stosowania nie tylko latem, ale i przez cały rok, ponieważ doskonale koi, regeneruje, odświeża i uzupełnia poziom nawilżenia skóry w ciągu dnia. Można po nią sięgać w każdej sytuacji, a jej subtelny i ulotny zapach uprzyjemnia aplikację i nie wywołuje u mnie bólów głowy, do których niestety mam skłonności. I choć to już kolejny produkt Is Clinical, o którym piszę na blogu, to właśnie on był tym pierwszym:) A pozytywne wrażenia zachęciły mnie do dalszego poznawania marki i tym sposobem w ciągu roku wypróbowałam ich już kilka:) Jeszcze żaden mnie nie zawiódł, więc polecam spojrzeć w kierunku kosmetyków Is Clinical.

Is Clinical mgiełka opinie

Miałaś okazję używać mgiełki do twarzy Is Clinical albo innych produktów marki?

Czytaj dalej »

środa, 24 marca 2021

Germaine de Capuccini Night High Recovery Cream - regenerujący krem na noc – hiszpańska pielęgnacja z Topestetic!

Germaine de Capuccini to dla mnie nie pierwszyzna, gdyż miałam już do czynienia z tą hiszpańską marką w zeszłym roku. Całkiem dobrze wspominałam pierwsze spotkanie z tymi kosmetykami, więc kilka miesięcy później pokusiłam się o wypróbowanie kolejnego produktu do pielęgnacji twarzy. Tym razem na Topestetic moją uwagę zwrócił regenerujący krem na noc Germaine de Capuccini Night High Recovery Cream, ponieważ w sezonie jesienno-zimowym tego typu produkty były u mnie szczególnie mile widziane. Czy i tym razem krem sprostał moim oczekiwaniom?

Germaine de Capuccini Night High Recovery Cream

Krem w swoim składzie zawiera nagradzany kompleks cynkowo-glicynowy, dzięki któremu skóra odzyskuje zdrowy wygląd podczas snu. Produkt posiada działanie odmładzające, rewitalizujące oraz naprawcze. Za sprawą zawartego w nim kompleksu RC-Advanced krem chroni komórki skóry. Zaś ekstrakt z algi Euglena gracilis wspomaga efekt odnowy skóry w trakcie snu. Dedykowany jest zwłaszcza cerze suchej, dojrzałej i potrzebującej odżywienia.

Regenerujący krem na noc Germaine de Capuccini Night High Recovery Cream otrzymujemy w dość ciężkim, eleganckim, ciemnym słoiczku o pojemności 50ml. Po otwarciu naszym oczom ukazuje się fabryczne zabezpieczenie folią. Produkt należy zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia. 

Sam krem posiada białą barwę i dość bogatą, ale aksamitną konsystencję. W moim odczuciu, z perspektywy cery mieszanej owa formuła nie jest ciężka w kontakcie ze skórą. Przyjemnie się rozprowadza i sprawnie się wchłania, nie pozostawiając po sobie ani tłustej ani błyszczącej powłoki. Po nałożeniu twarz ma naturalne, pół-satynowe wykończenie. Bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie to, że mimo dość treściwej konsystencji krem dobrze współpracuje z moją skórą i jej nie obciąża. 

Lekko obawiałam się jego zapachu. Zwłaszcza po tym jak przeczytałam jedną z opinii na Topestetic, wskazującą na to, że krem posiada zbyt intensywny, perfumowany zapach, który może przeszkadzać. Druga rzecz, że mój poprzedni krem z Gemaine de Cappucni miał bardzo świeżą, ale jak dla mnie zbyt długotrwałą woń. Jednak prawdę powiedziawszy intuicja podpowiadała mi, że z tym zapachem się dogadam;) Całe szczęście intuicja mnie nie zawiodła. Aromat kremu rzeczywiście przypomina perfumy. Choć nie przychodzi mi na myśl nic konkretnego. Najważniejsze jednak jest to, że z mojej skóry zapach ten szybko znika. Wyczuwam go max. kilka minut. Zaraz po nałożeniu Night High Recovery Cream cera zyskuje przyjemną miękkość i gładkość. Muszę jednak przyznać, że po pierwszych nocach z tym kremem nie zanosiło się na hit. Nawet tak się złożyło, że rano już po pierwszym zastosowaniu na mojej twarzy pojawiły się suche skórki. Cera zdecydowanie wymagała regeneracji. W miarę upływu czasu i regularnego stosowania, sytuacja uległa jednak poprawie. Skóra twarzy stała się wygładzona i odżywiona. Wszelkie suche skórki zniknęły, a ubytki nawilżenia zostały uzupełnione w połączeniu z serum. Zauważyłam też, że skóra jest nieco bardziej jędrna i elastyczna. Krem nie spowodował u mnie żadnych nieprzyjemnych niespodzianek w postaci wysypu lub podrażnień. 

Kosmetyki Germaine de Cappucini znajdziesz na Topestetic. Marka nie jest jeszcze zbyt powszechna w Polsce. Także gdybyś miała wątpliwości, który produkt będzie dla Ciebie najbardziej odpowiedni to bez obaw możesz skorzystać z bezpłatnej porady kosmetologa na stronie sklepu. Kosmetolog zbierze wywiad i podpowie strategię działania:) Wiem, że sporo osób z tego korzysta oraz ceni sobie tą możliwość.

Stosowałaś już może Night High Recovery Cream lub inne kosmetyki Germaine de Cappucini?

Czytaj dalej »

sobota, 20 marca 2021

Olivia Garden Finger Brush Combo Medium Pastel Blue – czy warto kupić słynną szczotkę do włosów?

To już nie pierwszy wpis dotyczący szczotki do włosów, który pojawia się na łamach mojego bloga:) Prawda jest taka, że po prostu… lubię się czesać! Zawsze lubiłam:) W liceum np. notorycznie się spóźniałam. Mimo, że miałam naprawdę blisko;) Po pierwsze, dlatego, że koleżanka przychodziła po mnie 3 minuty przed dzwonkiem i jeszcze wjeżdżała na górę, a po drugie przed wyjściem musiałam się jeszcze raz jak ja to mówię - „czesnąć” na drogę. Nie ma zmiłuj! Mania czesania pozostała mi do dziś, a nawet lekko ewoluowała, bo teraz nie mam już tylko jednej szczotki, a kilka;) W pielęgnacji nie lubię mieć otwartych zbyt wielu produktów. Najczęściej jest to krem na dzień, krem na noc, serum etc. Z reguły po jednej, góra dwie sztuki z danej kategorii. Dla odmiany w przypadku szczotek do włosów lubię mieć wybór. Co jakiś czas skuszę się na nowy egzemplarz:) Jeszcze przed jesienią zdecydowałam się na szczotkę do włosów Olivia Garden Finger Brush Combo Medium, która jest chyba najpopularniejszym modelem tej marki. Skusiłam się na tą z kolekcji pastelowej i postawiłam oczywiście na wersję niebieską - Pastel Blue. I to akurat na pewno nikogo nie zdziwi;) Jeśli chodzi o szczotki Olivia Garden to wcześniej moje szeregi zasilała już Supreme Combo Ceramic + Ion, więc byłam dobrej myśli, co do kolejnego nabytku;) Jak coś się sprawdzi to zawsze potem masz większe zaufanie do marki, czyż nie?;)

Olivia Garden Finger Brush Combo Medium Pastel Blue

Olivia Garden Finger Brush Combo Medium

Innowacyjna szczotka do włosów Olivia Garden delikatnie rozdziela pasma, jednocześnie chroniąc je przed uszkodzeniami, łamaniem i szarpaniem. Dodatkowo szczotka zapobiega puszeniu i elektryzowaniu się włosów. Jest odpowiednia do codziennej pielęgnacji każdego rodzaju włosów. Dokładnie rozczesuje zarówno krótkie jak i długie włosy. Szczotka posiada szeroki rozstaw zębów oraz unikalną budowę, co sprawia, że doskonale pielęgnuje nawet oporne na rozczesywanie włosy. Ceramiczne zaokrąglone końce masują skórę głowy, pobudzając krążenie. Natomiast delikatne włosie z dzika rozdziela pasma włosów w sposób delikatny i nie narażający ich na uszkodzenia.

Szczotka do włosów Olivia Garden Finger Brush Combo Medium z tego co pamiętam opakowana była jedynie w folijkę plus miała doczepione metki. Nie ma, więc co się rozwodzić nad pięknem opakowania;) Sama szczotka prezentuje się zaś całkiem zacnie. Kolekcja pastelowa zawiera 3 kolory – róż, zieleń i widoczny na zdjęciach niebieski. Naprawdę przyjemny dla oka błękitny odcień;) Miło gdy szczotka jest ładna, bo zawsze przyjemniej się czesze:D Ale równie dobrze można kupić tą z podstawowej kolekcji. Co pewnie będzie dla niektórych bardziej praktycznym wyborem. Sama szczotka jest porządnie wykonana. Choć słabym punktem okazała się „obrączka” umieszczona na końcu rączki. Już tego samego dnia, kiedy dotarła do mnie szczotka, udało mi się tą końcówkę ułamać;) Na zakończeniu rączki ukryty został wysuwany szpikulec, który można wykorzystać np. do zrobienia przedziałka. Pociągnęłam więc za końcówkę i połowa obręczy została mi w dłoni;) No cóż, mam ręce, które kaleczą;) Od razu doszłam do wniosku, że może zaszła jakaś pomyłka w opisie producenta i w tym modelu nie ma żadnego szpikulca;) Stwierdziłam, że i tak nie jest mi on do niczego potrzebny, więc mało ważne. Dopiero teraz pisząc ten tekst, wstałam od biurka i dla pewności pociągnęłam za końcówkę raz jeszcze... Wtedy moim oczom ukazał się szpikululec. Także kurtyna:D 

Olivia Garden Finger Brush Combo Medium

W kwestii działania szczotka Olivia Garden Finger Brush spełniła moje oczekiwania. Czesanie nią to przyjemność. Jest delikatna dla skóry głowy, a jednocześnie bardzo dobrze rozczesuje zarówno suche jak i mokre włosy. Nie ciągnie i nie szarpie moich długich włosów. Włosy się po niej nie elektryzują, nie łamią i nie wypadają nadmiernie. Myślę, że byłaby dobrym wyborem również dla dzieci, które stronią od czesania;) Minusem jest to, że szczotka szybko się zanieczyszcza. Nawet, jeśli leży w szufladzie. Łatwo przylega do niej kurz i inne zanieczyszczenia. Warto, więc wyposażyć się w popularny, specjalny przyrząd do czyszczenia szczotek i oczywiście pamiętać żeby myć ją regularnie. Po myciu nic złego się nie dzieje. Mam tą szczotkę od września i nadal jest w dobrym stanie. Jak najbardziej warto w nią zainwestować.

Olivia Garden Finger Brush Combo Medium blog

Jakich szczotek używasz? Miałaś szczotkę Olivia Garden Finger Brush?

Czytaj dalej »

wtorek, 16 marca 2021

Is Clinical Hydra-Intensive Cooling Masque – maseczka do twarzy zapewniająca arktyczne doznania!

Zawsze stroniłam od kosmetyków zapewniających efekty termiczne. Zwłaszcza takich, od których „wiało chłodem”, ponieważ jestem osobą ciepłolubną:) Intensywnie rozgrzewające właściwie też potrafiły doprowadzić mnie do wścieklizny, czyli do poddania się i zmycia ich z siebie:D Dla mroźnej maseczki do twarzy Is Clinical Hydra-Intensive Cooling Masque zrobiłam jednak wyjątek. Tym bardziej, że wcześniej o dziwo niesamowicie spodobał mi się ich preparat głęboko oczyszczający, który dodatkowo posiada lekkie właściwości rozgrzewające. Mowa oczywiście o Is Clinical Warming Honey Cleanser i tutaj odsyłam do recenzji:) Nie wspominając już o tym, że marka Is Clinical do tej pory nigdy mnie nie zawiodła. Dlatego grzechem byłoby nie spróbować także maseczki. Nawet, jeśli jest chłodząca:)

 

Is Clinical Hydra-Intensive Cooling Masque - profesjonalna maska żelowa do użytku domowego

 

Is Clinical Hydra-Intensive Cooling Masque opinie

Jest to lekka maska do twarzy o konsystencji żelu, która powstała z myślą o osobach potrzebujących silnego odżywienia, wzmocnienia, nawilżenia i ukojenia skóry. To produkt idealny do wykorzystania podczas domowego SPA. Maska w swoim składzie zawiera silne przeciwutleniacze pochodzenia roślinnego, czyli np. resweratrol, aloes, rozmaryn, wyciąg z zielonej herbaty, lukrecję, azjatykozyd czy też wyciąg z nasion winogrona.

Is Clinical maska chłodząca

Is Clinical Hydra-Intensive Cooling Masque opakowana została w naprawdę duży, bo aż 120g słoiczek w moim ulubionym kolorze:) Bardzo lubię design kosmetyków Is Clinical, są totalnie w moim guście:) Maskę zaleca się zużyć w ciągu 9 miesięcy od otwarcia. Maseczka posiada żelową konsystencję, która bardzo sprawnie się rozprowadza nawet pod prysznicem. Jej zapach jest cytrusowy, ale nie jest to taka typowa, naturalna cytrynka. Bardziej coś w kierunku galaretki cytrynowej. Jest on dość ulotny, wyczuwalny jedynie podczas rozprowadzania po skórze.

Is Clinical Hydra-Intensive Cooling Masque konsystencja

Chłodząca maska do twarzy Is Clinical to nie przelewki:) Kiedy w styczniu nałożyłam ją po raz pierwszy, miałam wątpliwości czy to wytrzymam. Wymroziła mnie za wszystkie czasy! Śmiałam się wtedy, że szczególnie modne w tym roku morsowanie, po zastosowaniu tej maski mogę uznać za zaliczone:D Nazwa jest naprawdę idealna, gdyż maska zapewnia prawdziwie arktyczne doznania:) Bezpośrednio po nałożeniu mam odczucie jakby mroźna świeżość tej maski oddziaływała wręcz na moje drogi oddechowe. Trochę jak po wzięciu do ust intensywnie miętowej pastylki. Bardzo nietypowe uczucie i tutaj miałam taką refleksję, że np. moja mama, która zmaga się z astmą, mogłaby po nałożeniu tej maski zareagować mocnym kaszlem. Także np. przy schorzeniach dróg oddechowych zastanawiałabym się czy sięgnięcie po nią będzie dobrym wyborem. Na pewno trzeba pilnować żeby nie zaaplikować maski zbyt blisko okolic oczu. Ja zawsze zachowuję „bezpieczną odległość”, ale mimo tego zaraz po aplikacji odruchowo mrużę oczy. Dodam też, że po nałożeniu odczuwalne jest też mrowienie skóry, ale to uczcie szybko przemija. Co ciekawe, mimo mini szoku termicznego nie poddałam się i nie pożałowałam, ponieważ efekt mnie zauroczył! Po zmyciu twarz była tak gładka, że nie mogłam przestać jej dotykać:) Od tej pory sięgam po nią regularnie. Po zastosowaniu twarz jest cudownie gładka, nawilżona i odżywiona. A do tego świeża i taka rześka, bo warto wspomnieć, że uczucie chłodu utrzymuje się jeszcze przez jakiś czas po zmyciu. Kiedy po użyciu osuszam twarz ręcznikiem, mam takie wrażenie jakbym przykładała do niej zimny materiał:D Bardzo lubię ją stosować również po peelingu kwasowym, ponieważ skóra potrzebuje wtedy dodatkowej dawki pielęgnacji. Maskę wystarczy pozostawić na skórze na 5-10 minut lub nałożyć cienką warstwę na całą noc. Ale przyznam, że korzystam z tego pierwszego sposobu.W miarę stosowania zauważyłam też, że po zastosowaniu cienkiej warstwy odczucie chłodzenia jest mniej intensywne.

zabieg rozgrzewająco-chłodzący Warm Up, Cool Down

Gdy jeszcze miałam Warm Honey Cleanser, robiłam sobie domowe SPA, czyli zabieg rozgrzewająco-chłodzący Warm Up, Cool Down. Polega on na tym, że najpierw stosuje się głęboko oczyszczający i jednocześnie chroniący barierę hydrolipidową preparat Warm Honey Cleanser, który posiada odprężający, miodowy zapach i niespotykaną, wyjątkowo komfortową formułę. Podczas masażu stopniowo narasta uczucie rozgrzewania, ale nie jest ono intensywne. Dla lepszych efektów można pozostawić go na twarzy na kilka minut. Ja zazwyczaj stosowałam go podczas ciepłej kąpieli, zapewniając sobie jeszcze większy relaks:) Po zmyciu „miodku” do gry wkraczała bohaterka dzisiejszego wpisu, czyli Hydra-Intensive Cooling Masque. Przyznam, że uwielbiałam to połączenie:) Oczywiście nie trzeba koniecznie mieć miodowego cleanser’a żeby być zadowolonym z maseczki, ale należy pamiętać żeby dobrze oczyścić skórę przed użyciem. Tak by cera mogła w pełni skorzystać z jej dobrodziejstw:)

Co sądzisz o kosmetykach, które nie tylko pielęgnują, ale także serwują „efekt termiczny” w postaci chłodzenia lub rozgrzewania? Zdarza Ci się sięgać po takie? Znasz już kosmoceutyki Is Clinical?

Czytaj dalej »