wtorek, 16 kwietnia 2019

Nuxe Nuxuriance Gold rozświetlający balsam pod oczy – złoto dla Twych oczu!

Kilka miesięcy temu marka NUXE wypuściła nową gamę kosmetyków Nuxuriance Gold. Cała seria składa się z czterech produktów, które łączą w sobie moc komórek kwiatu szafranu i bugenwilli, substancje oleo-aktywne z etingery wyniosłej oraz kompleks odżywczo-odbudowujący zapewniający im właściwości przeciwzmarszczkowe. Brzmi to dość spektakularnie, więc tym bardziej byłam ciekawa jak sprawdza się w praktyce;) Miałam już okazję poznać rozświetlający balsam pod oczy, który wchodzi w skład mojej pielęgnacji od początku marca. Pomyślałam, że napiszę kilka słów o nim jeszcze przed świętami;)

Nuxe Nuxuriance Gold rozswietlający balsam pod oczy

Nuxe Nuxuriance Gold rozświetlający balsam pod oczy


Nuxe Nuxuriance Gold rozswietlający balsam pod oczy opakowanie

Krem pod oczy występuje w kartoniku, wewnątrz którego znajduje się elegancki i gustowny słoiczek o pojemności 15ml. Wizualnie bardzo mi się podoba. Zwłaszcza, że jego rozmiar jest kompaktowy (nie lubię, gdy opakowania kremów pod oczy są zbyt duże, a niektóre wielkością przypominają kremy do twarzy;)). Słoiczek posiadał dodatkowe zabezpieczenie zawartości, za co również plus. 
Nuxe Nuxuriance Gold rozswietlający balsam pod oczy konsystencja

Nuxe Nuxuriance Gold balsam pod oczy biomimetyczna formuła

Byłam ciekawa konsystencji i muszę przyznać, że na pierwszy rzut oka wygląda ona na gęstą. Jednak to tylko pozory, ponieważ balsam rozprowadza się w mgnieniu oka i nie obciąża delikatnej skóry pod oczami. Ja go co prawda przeznaczyłam do stosowania na noc, ale sprawdziłam jak sobie radzi za dnia i bardzo dobrze współgra również z makijażem. Wchłania się jedynie odrobinę dłużej niż jego brat Nuxe Creme Prodigieuse Boost, ale nadal szybciutko:) Ponadto biomimetyczna formuła kremu zawiera w sobie złote mikro-drobinki, które są naprawdę mikro. Ciężko je dostrzec gołym okiem, a mimo to pozytywnie wpływają na okolice oczu, elegancko je rozświetlając (nie ma żadnego brokatu;)). Zapach również przypadł mi do gustu, ponieważ bardzo przypomina mi wspomnianego już wyżej jego poprzednika;) Według producenta jest to subtelny zapach białych kwiatów i drzewa sandałowego i myślę, że mogę się z tym zgodzić. Jest delikatny i kobiecy. Zdecydowanie dołącza do grona moich ulubionych serii Nuxe. 
Nuxe Nuxuriance Gold rozswietlający balsam pod oczy czy warto

Przyznam, że działanie balsamu pod oczy mnie usatysfakcjonowało, a komfort stosowania sprawia, że pielęgnacja staje się przyjemnością. Takim małym, wieczornym rytuałem. Cieni pod oczami mi oczywiście nie ujęło, ale nie to było jego zadaniem;) Zauważyłam jednak, że skóra pod oczami się wzmocniła. Stała się bardziej jednolita, gładka i rozświetlona. Ponadto krem bardzo dobrze nawilża, nie obciążając przy tym skóry. To dla mnie ważne, ponieważ przy zbyt treściwych formułach często pojawiają mi się drobne krostki pod oczami, które jak się dowiedziałam u okulisty – mogą być trudne do usunięcia;) Na pewno mogę też powiedzieć, że krem jest odpowiedni nawet dla wrażliwych oczu. Myślę, że to może być też dobra opcja na prezent z okazji powoli zbliżającego się Dnia Matki:)
Nuxe Nuxuriance Gold balsam pod oczy


Znacie balsam pod oczy Nuxe Nuxuriance Gold? Jakie właściwości cenicie sobie w kosmetykach do okolic oczu?  
Czytaj dalej »

sobota, 13 kwietnia 2019

Il Salone Milano olejek keratynowy Con Cheratina i maska do włosów suchych i zniszczonych

Dawno nie było nic o włosach, więc to chyba odpowiedni moment, żeby opowiedzieć o duecie Il Salone Milano, który w ostatnim czasie miał za zadanie walczyć z moimi nieposłusznymi kołtunkami;) 

Il Salone Milano kosmetyki blog

Il Salone Milano The Legendary Collection Oilo Con Cheratina


Il Salone Milano The Legendary Collection Oilo Con Cheratina

Jest to profesjonalna odbudowująca kuracja z keratyną do włosów bardzo zniszczonych i osłabionych. Olejek został wzbogacony w olej migdałowy pomagający chronić włosy przed negatywnym działaniem czynników zewnętrznych oraz rozdwajaniem się końcówek.
Il Salone Milano olejek opinie

Kartonowe opakowanie mieści w sobie 100ml plastikową butelkę wyposażoną w sprawnie działającą pompkę. Całość prezentuje się całkiem przyjemnie.

Olejek posiada dość lekką konsystencję i łatwo rozprowadza się po włosach, szybko się wchłaniając. Dodatkowo zabiegowi towarzyszy przepiękny zapach. Kiedy opowiedziano mi o obłędnym zapachu olejku, podeszłam do tego z pobłażaniem, ale rzeczywiście – zapach jest wyjątkowy. Trudno mi go z czymś porównać:) 

Produkt można stosować na 3 sposoby. W celu zmiękczenia długich włosów nakładamy olejek przed myciem włosów i pozostawiamy na kilka minut. Jeśli chcemy ochronić włosy przed elektryzowaniem, wysoką temperaturą i nadać im połysk, rozprowadzamy produkt po włosach przed rozpoczęciem stylizacji. Gdy potrzebujemy dodatkowego odżywienia, możemy wmasować kilka kropel olejku we włosy i pozostawić na całą noc. Ja korzystałam głównie z pierwszego sposobu, czyli rozprowadzałam olejek po włosach na kilka minut przed myciem. Przyznaję, że nie lubię takich atrakcji, ale na szczęście przyjemny zapach olejku pozwolił mi się zmobilizować;) Zdarzało mi się również nakładać odrobinę na końcówki po umyciu lub przed użyciem suszarki. Choć moje włosy nie mają aktualnie tendencji do elektryzowania się. Od jakiegoś czasu stały się za to jakby bardziej sztywne i skłonne do kołtunienia się. Szukałam przyczyny, ale właściwie nie znalazłam sensownego wytłumaczenia. Tłumaczyłam to więc sobie niedoczynnością tarczycy, choć w tej chwili wyniki badań krwi są w normie. Gorzej z obrazem usg;) Drugi powód jaki sobie wymyśliłam to znów niemal rok bez farbowania, a fryzjerka zapewniała mnie, że wbrew pozorom włosy farbowane są gładsze i lepiej chronione, wręcz „oblepione” substancjami koloryzującymi. Cóż, w najbliższym czasie zamierzam pofarbować, ale nie mogę się zebrać;) Niemniej zauważyłam, że faktycznie olejek przyjemnie zmiękcza włosy i zapobiega ich plątaniu podczas mycia. Regularne stosowanie wydaje się poprawiać ich strukturę i dodatkowo odżywiać. Choć skłonności do plątania w ciągu dnia nadal jeszcze nie zostały całkowicie wyeliminowane. Jest lepiej, ale to jeszcze nie tak jak było przed wystąpieniem problemu (mam tak od września).

Il Salone Milano The Legendary Collection Supreme Mask

Il Salone Milano maska do włosów suchych i zniszczonych opinie

Supreme Mask to profesjonalna maska przeznaczona do włosów suchych i zniszczonych. W skład formuły wchodzą proteiny mleka, proteiny zbóż oraz ceramidy, które poprawiają stan włosów sprawiając, że stają się one zregenerowane i aksamitne.


Maskę otrzymujemy w dużym 500ml pojemniku, ale są też mniejsze pojemności w tubkach. Ja nie przepadam za takimi pojemnościami, więc z połowy zawartości zrobiłam odlewkę dla siostry;) Pod wieczkiem maska posiadała zabezpieczenie, które dość opornie mi się zrywało. 

Produkt posiada kremowo-żelową konsystencję, która dobrze się rozprowadza, ale już spłukuje nieco opornie. Zapach jest świeży i przyjemny, ale nie wyróżnia się tak bardzo jak w przypadku olejku. Jest bardziej zwyczajny. Nie utrzymuje się na włosach po użyciu. 

Producent rekomenduje tą maskę do włosów, które potrzebują… cudu;) Co zdecydowanie podniosło poprzeczkę moich oczekiwań;) Moje włosy od zawsze mają tendencję do przyklapu i przetłuszczania się u nasady, a jednocześnie potrafią przesuszać się na długości. Do tego tak jak wspomniałam już wyżej, kilka miesięcy temu ich struktura przestała być tak gładka jak dawniej (przestały być już tak jedwabiste w dotyku). No i najbardziej uciążliwy dla mnie problem – zaczęły mieć skłonność do kołtunienia się i to codziennego;) W przypadku maski moje wrażenia są już słabsze. Zauważyłam np. że gdy przed myciem nakładam olejek Il Salone Milano to lepsze efekty osiągam nakładając po myciu inną odżywkę, aniżeli maskę z tej samej firmy. Po nałożeniu maski odnoszę wrażenie, że wygładzenie osiągnięte przez olejek zostaje częściowo zniesione. W moim przypadku lepiej, więc było stosować te kosmetyki osobno. Włosy po tej masce dobrze się rozczesują (zawsze czeszę, gdy są jeszcze mokre), ale w ogólnym rozrachunku działanie okazało się być przeciętne/w porządku. Nie doświadczyłam cudu. 


Znacie kosmetyki Il Salone Milano?

Czytaj dalej »

wtorek, 9 kwietnia 2019

Braun Face Spa Pro – czy warto?

Chętnie sięgam po gadżety przeznaczone do pielęgnacji twarzy, więc kiedy tylko zobaczyłam urządzenie Braun Face Spa Pro, niemal z miejsca mnie zainteresowało;) Czas leci jak szalony i 5 miesięcy stosowania już za mną:) O tym, że sprzęt jest warty uwagi sygnalizowałam już wstępnie w paru wpisach i w wiadomościach prywatnych wymienianych z Czytelniczkami. Jednak dopiero dłuższe stosowanie pozwala na wyrażenie bardziej miarodajnej opinii;)

Braun Face Spa Pro

Do czego służy Braun Face Spa?


Jest to urządzenie typu 3w1, a ściślej system depilacji twarzy, rewitalizacji i poprawy kolorytu, mający zapewnić profesjonalne efekty (jak w gabinecie kosmetycznym) w warunkach domowego zacisza;)  
Braun Face Spa Pro zawartosc opakowania


Skład zestawu


Wewnątrz czarnego pudełka znajdziemy depilator do twarzy FaceSpa Pro, głowicę depilatora, głowicę MicroVibration, głowicę szczoteczki do oczyszczania twarzy, stojak, kosmetyczkę, małą szczoteczkę do oczyszczania urządzenia oraz wtyczkę do ładowania;) 

Braun Face Spa Pro system 3w1


Design


Ta cecha często wydaje się drugorzędna, ale sama często przyłapuję się na tym, że chętniej sięgam po ładne przedmioty. A te nieprzemawiające do mnie wizualnie, szybciej odchodzą w niepamięć;) Wygląd sprzętu ma znaczenie. Zwłaszcza, gdy nie należy on do najtańszych;) Miałam już okazję sprawdzić, co najmniej kilka tego typu szczoteczek i niezaprzeczalnie Braun w tym aspekcie wypada najlepiej. Jakość wykonania jest zdecydowanie najwyższa ze wszystkich poznanych przeze mnie wcześniej szczoteczek z tego typu głowicami. Od razu widać, że mamy do czynienia z czymś porządnym, a nie ze sprzętem z dyskontu. Nie porównuję do Foreo, ponieważ jakby nie patrzeć jest to inny typ urządzenia;) A żeby było śmieszniej, pasuje do paru innych moich sprzętów;) Chociażby do depilatora IPL, o którym mieliście okazję już przeczytać. Swoją drogą nie mogę się nadziwić, że nie sięgam po niego już od wielu miesięcy, a odrasta mi niewielka ilość włosków:) Kontrolowałam ostatnio z lusterkiem pod pachami:P Muszę powrócić do zabiegów żeby poprawić sobie jeszcze ten wynik;) Wracając jednak do Face Spa, dużym atutem jest dla mnie jego kompaktowy rozmiar. Samo urządzenie jest wąskie, lekkie, dobrze leży w dłoni i nie zajmuje dużo miejsca. Nie jest też nadmiernie wysokie, więc z powodzeniem mieści się na półce (w przeciwieństwie do mojej dawnej szczoteczki Oral-B;)). Nie jest też zbyt głośne, choć nad tą funkcją zawsze można by jeszcze popracować. 
Braun Face Spa Pro 3w1
W kwestii wizualno-użytkowej jest tylko jedna rzecz, która mnie w nim irytuje. Spójrzcie na zdjęcie pudełka. Wygląda tak jakby można było nałożyć na urządzenie osłonkę nawet, gdy nie znajduje się pod nią żadna z końcówek. W rzeczywistości to nierealne. Żeby urządzenie było zamknięte, musi znajdować się pod nim założona już głowica depilatora. W przeciwnym przypadku ową zatyczkę możemy sobie jedynie „luźno nałożyć”. Co więcej, zawsze w grę musi wchodzić właśnie końcówka od depilatora. Nie nałożymy „kapturka” na szczoteczkę do oczyszczania ani nasadkę do masażu. Jest to dla mnie nielogiczne, ponieważ z pewnością najwięcej osób najczęściej będzie sięgać po głowicę masującą i szczoteczkę, a żeby ich użyć, należy każdorazowo zdjąć głowicę do depilacji. Szkoda więc, że w rzeczywistości nie da się zakryć urządzenia bez głowicy depilującej. Mała rzecz, ale drażniąca;) Jeśli chodzi o ładowanie, przebiega ono w sposób tradycyjny za pomocą wtyczki, ale są też tańsze modele na baterie. 


Braun Face Spa Pro 911 - moje wrażenia



Urządzenie posiada 3 głowice, więc pokrótce opiszę wrażenia dotyczące każdej z nich;)

Depilacja


Braun Face Spa Pro depilator

Wąska głowica depilatora przeznaczona jest do precyzyjnej depilacji twarzy. Przyznaję, że głowica depilatora była dla mnie najmniej istotna, ponieważ nie wykonuję jako takiej depilacji twarzy. Natura na szczęście oszczędziła mi atrakcji w postaci owłosienia w tym obszarze, a drobnego meszku, który ma każdy, przecież nie będę sobie depilować;) Pozostawały, więc moje nieszczęsne brwi, które jak wiecie przez jakiś czas zapuszczałam w celu naprawienia błędów kosmetyczek;) Co oczywiście nie oznaczało, że w ogóle ich nie regulowałam, bo mimo pewnych ubytków w ich obrębie, akurat poza wyznaczonym łukiem rosną one wyjątkowo chętnie i szybko;) Cały czas muszę coś przy nich skubać;) W przypadku Brauna nasadka depilująca wyrywa włosy wraz z cebulkami. Tak więc w przeciwieństwie do trymera do brwi, o którym niedawno pisałam, jest to lepszy wybór jeśli mamy do czynienia z szybko odrastającymi włoskami w okolicach łuku brwiowego;) Sprzęt jest jednak większy w porównaniu do trymera, więc żeby zapewnić sobie dobrą widoczność muszę usiąść wygodnie przy toaletce i przyświecić sobie moją cudaczną lampką LED wyposażoną w regulowane natężenie światła (mi światła zawsze mało i mało więc daję na full:D). Lekko mnie stresowało, że zabieg nie będzie należał do najprzyjemniejszych, ale muszę przyznać, że praktycznie nic nie czuję. Nasadka jest łatwa w obsłudze i póki co udało mi się nie wyjechać za daleko;) Przy króciutkich i mocniej „siedzących” włosków muszę się dodatkowo wspomóc tradycyjną pęsetą, ale to norma.

Oczyszczanie


Braun Face Spa Pro szczoteczka

Braun Face Spa Pro 911 fabrycznie został wyposażony w szczoteczkę do oczyszczania twarzy przeznaczoną do skóry normalnej. Nie drapie ona skóry, ale podczas wymiany tej końcówki następnym razem skuszę się na wersję do cery wrażliwej, która np. docelowo występuje razem z modelem 912, ale bez problemu można ją kupić osobno. Po szczoteczkę sięgam zależnie od potrzeb, ponieważ moja skóra jest delikatna i nie należy do nadmiernie zanieczyszczonych, a jak wiadomo – tego typu szczoteczki oczyszczają intensywniej niż te soniczne;) Szczoteczka sprawia, że używany wraz z nią produkt myjący lepiej się pieni i łatwiej rozprowadza po twarzy. Z łatwością usuwa zanieczyszczenia twarzy i ewentualne pozostałości makijażu. Po jej użyciu skóra jest miękka i gładka oraz idealnie czysta. Szczoteczka jest wodoodporna, więc można jej używać nawet pod prysznicem.

Masaż


Braun Face Spa Pro nasadka masująca

Braun nie zapomniał też o najprzyjemniejszej części całej tej imprezy, czyli o masażu:) To oczywiście moja ulubiona końcówka, która pomaga mi się zrelaksować lub obudzić albo zebrać myśli;) Głowica MicroVibration ma za zadanie sprawnie rozprowadzić serum lub krem, wspomagając tym samym poprawę kolorytu skóry i lepsze wchłanianie kosmetyków. Masaże są aktualnie na topie, a Face Spa świetnie wpisuje się w ten trend;) To taka kropka nad i dla codziennej pielęgnacji. Masaż nie trwa długo (mamy 20 sekund dla pojedynczej partii twarzy), więc każdy znajdzie tą chwilę dla siebie rano lub wieczorem. Po użyciu skóra jest przyjemnie wygładzona. Warto sięgać po tą nasadkę regularnie, ponieważ więcej korzyści, np. poprawa napięcia cery, pojawia się przy dłuższym stosowaniu.


Korzystacie ze szczoteczek do oczyszczania twarzy lub takich urządzeń wielofunkcyjnych?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Promocja Rossmann -55% na kosmetyki do makijażu kwiecień 2019!

Długo wyczekiwana przez niektórych cykliczna promocja w Rossmannie obejmująca kolorówkę znów nadciąga;) Już w kwietniu kupimy kosmetyki do makijażu aż o 55% taniej;) Dawniej w Rossmannie było -49%. Póki co to oczywiście nieoficjalne info., ale jak wiemy, promocja zawsze się pojawia, więc spokojna głowa. Zmienne mogą być jedynie reguły gry i ewentualne drobne przesunięcia w terminach;)
Rossmann promocja -55% na makijaż kwiecień 2019, kiedy promocja na kolorówkę

Promocja w Rossmannie -55% na kosmetyki kolorowe kwiecień 2019!


Akcja promocyjna -55% skierowana jest do posiadaczy karty KLUB ROSSMANN


Promocja obejmująca zakupy kosmetyków do makijażu dla klientów VIP rozpocznie się 16.04.2019r.


Dla pozostałych użytkowników aplikacji Klub Rossmann promocja rozpocznie się 19.04.2019r i potrwa do 30.04.2019.


Rabat -55% będzie obowiązywał przy zakupie 3 kosmetyków do makijażu. Z promocji można skorzystać 3 razy.


Promocja obowiązuje na zakup kosmetyków kolorowych, czyli podkłady, pudry, tusze, produkty do brwi, róże, bronzery, korektory, lakiery etc. Za zwyczaj promocja obejmuje jednak również odżywki do rzęs i balsamy do ust. 


Dokładna rozpiska produktów objętych promocją pojawi się na stronie Rossmanna jak zwykle dzień przed rozpoczęciem akcji promocyjnej;)


Czy zamierzam skorzystać z tegorocznej wiosennej akcji -55% na kolorówkę w Rossmannie?



Na dzień dzisiejszy jestem na nie, ponieważ wydaje mi się, że nic nie potrzebuję. Tusze np. kupiłam na początku marca. Ale jak znam życie to niewykluczone, że jednak się tam pojawię;) Może akurat pojawi się jakaś gorąca nowość, która mocno mnie zainteresuje albo kupię jakiś sprawdzony zestaw. A może zrobię detoks, bo w marcu sporo kupiłam. Pożyjemy, zobaczymy:P

Tradycyjnie można też oczekiwać kontrataku ze strony Super-Pharm jakby komuś się paliło (za zwyczaj ubiegają Rosska;)). 

O tym co warto kupić na promocji w Rossmannie napisałam TUTAJ.


Skorzystacie z kwietniowej promocji na kolorówkę w Rossmannie? Macie coś konkretnego na oku? Może jakaś inspiracja dla mnie:D


Zobacz:




Czytaj dalej »

niedziela, 7 kwietnia 2019

Vita Liberata Self Tanning Anti Age Serum – lato ukryte w małej butelce!

Raczej nie garnę się do używania kosmetyków samoopalających, ale dla marki Vita Liberata raz na jakiś czas robię wyjątek. Wszystko to dlatego, że zarówno ich jakość jak i komfort stosowania są na naprawdę wysokim poziomie:) W styczniu trafiły do mnie „kropelki słońca” pod postacią serum i muszę przyznać, że był to produkt, który intrygował mnie już od dłuższego czasu. Mamy wiosnę, więc to chyba dobry moment na tego typu wpis:)

Vita Liberata Self Tanning Anti Age Serum

Vita Liberata Self Tanning Anti Age Serum


Serum ma za zadanie nadać skórze subtelny złoty blask i równocześnie zapewnić jej kompletną pielęgnację. W swoim składzie zawiera m.in. wyciąg z róży i z ogórka, a także peptydy. Odpowiednio dobrany poziom dihydroksyacetonu (DHA) umożliwia wybór intensywności opalenizny. Możemy dodać 1-3 krople serum do kremu lub zastosować samodzielnie. 
Vita Liberata serum

Samopalające serum Vita Liberata otrzymujemy w maleńkim białym pojemniczku o pojemności 15ml. Ładne, nie zajmuje wiele miejsca. Czego chcieć więcej?;) Na zużycie mamy 6 miesięcy od momentu otwarcia. Serum zostało wyposażone w dozownik w postaci pipety, która działała u mnie sprawnie. W pewnym momencie byłam co prawda pewna, że mi się popsuła, ale już przy następnym zastosowaniu wszystko wróciło do normy. Zapach serum to według mojego nosa coś w kierunku moczonych w wodzie rodzynek;) Nie jest dokuczliwy. Uznałabym go nawet za całkiem przyjemny. Konsystencja zaś bardzo ciekawa i komfortowa w stosowaniu. Niektórzy określają ją mianem „suchego olejku”. Mnie jednak bardziej przypomina coś w rodzaju silikonowej bazy pod makijaż. Po zastosowaniu daje takie przyjemne wrażenie „wypełnienia” skóry. 
Vita Liberata serum samoopalające

Sposoby stosowania Vita Liberata Self Tanning Anti Age Serum są dwa. Możemy codziennie dodawać 1-3 kropelki serum do używanego przez nas kremu lub nałożyć solo na oczyszczoną i uprzednio wypeelingowaną twarz. Ja uznałam, że serum niekoniecznie super się połączy z moją pielęgnacją, więc postanowiłam stosować je solo jedynie raz na jakiś czas. Nie należę do bladzioszków, ale jak już wspominałam przy wpisie z tonikiem Pixi, zawarty w nim kwas glikolowy powoduje u mnie dość spektakularne rozjaśnienie cery. I mimo, że działanie toniku naprawdę bardzo mi się podobało to blednięcie było dla mnie takim drobnym efektem ubocznym;) Zwłaszcza, że w jego wyniku niektóre kosmetyki do makijażu potrafiły się potem odcinać od mojej skóry;) Serum było, więc dla mnie jak znalazł. Tym bardziej, że zaserwowało mi na tyle intensywne działanie, że nie musiałam po nie sięgać często:) Mój patent na aplikację był prosty. Oczyszczałam skórę, robiłam peeling gommage (Mizon), przecierałam łagodnym tonikiem i starałam się dokładnie rozprowadzić serum po twarzy, szyi i dekolcie. W taki „samoopalający wieczór” nie nakładałam już kremu. Wystarczyła grubsza warstwa serum, która zdecydowanie zaspakajała wszelkie potrzeby mojej cery na pielęgnację. Musiałam się wręcz pilnować żeby nie dotykać skóry zachwycając się jej miękkością i gładkością, gdyż pewnie nabawiłabym się drobnych smug;) Również rano nie odczuwałam żadnych niedostatków w pielęgnacji typu brak nawilżenia czy inne przykrości. Muszę jednak przyznać, że przy ilości, jaką nakładałam, po kilku godzinach pojawiał się swoisty, mało przyjemny zapaszek. Którejś nocy utrudniał mi zasypianie, więc uznałam, że niegłupim pomysłem będzie, jeśli serum będę aplikować rano w jakiś dzień, kiedy od rana nie nakładam makijażu;) Czyli np. sobota;) Po południu zmywanie i w razie potrzeby można się umalować. Serum można oczywiście stosować również pod makijaż, mieszając je np. z kremem na dzień. Ale ja uznałam, że lepiej będzie je stosować nie nakładając już makijażu;) Poza tym zależało mi żeby nie sięgać po ten produkt codziennie, a jedynie wedle potrzeb i ochoty;) A w przypadku dodawania serum do kremu, efekt byłby subtelniejszy, więc trzeba by było stosować je regularnie;) Zaś przy moim patencie uzyskiwałam efekt murowany. Jak po wakacjach:D Po takim jednorazowym zastosowaniu widoczna opalenizna utrzymywała się u mnie kilka dni. A ogólny koloryt był bardziej złocisty tak do 1,5 tygodnia. Średnio więc sięgałam po nie raz na 2-2,5 tygodnia:) Satysfakcjonujące, prawda? Muszę jednak lojalnie uprzedzić, że moja skóra nie dość, że z natury nie należy do bladych to jeszcze jest podatna zarówno na naturalne opalanie jak i to w butelce;) 

I na koniec podzielę się jeszcze moją małą wpadką związaną z zastosowaniem serum Vita Liberata;) Pewnej soboty nałożyłam je rano. Następnie po południu dokładnie zmyłam i przyszło mi do głowy żeby zrobić hennę brwi;) Jak już kiedyś wspominałam, moje brwi są oporne na hennę, więc jeśli już ją robię to nakładam nawet na 1,5h;) Tym razem spotkała mnie niespodzianka w postaci dość intensywnie pomarańczowego górnego konturu brwi:D Albo niedokładnie zmyłam serum na linii brwi albo ono mimo wszystko jeszcze działało i weszło w reakcję z henną;) Nie wiem co mi strzeliło do głowy żeby przeprowadzić oba zabiegi jednego dnia;) Pomarańczowe ślady utrzymały się na linii brwi bity tydzień;) Abstrahując jednak od tego niemądrego pomysłu - w moim odczuciu serum jak najbardziej warte wypróbowania:)


Znacie serum lub inne kosmetyki Vita Liberata?
Czytaj dalej »

środa, 3 kwietnia 2019

Kosmetyki Purito - czy sprawdziły się w mojej pielęgnacji?

Dzisiaj coś dla zwolenników naturalnych i bezpiecznych składów:) Takimi szczyci się koreańska marka Purito:) W ich kosmetykach nie znajdziemy żadnego składnika z listy 20 szkodliwych ani 26 substancji alergennych;) Marka nie testuje również na zwierzętach, a ceny są stosunkowo przystępne;) Kierując się pierwszymi pozytywnymi opiniami klientów na Jolse, w lutym wdrożyłam do swojej porannej i wieczornej pielęgnacji łącznie 5 produktów Purito:) Mamy kwiecień, więc pora na ostateczny rekonesans:) Jest coś do oczyszczania, coś z witaminą C, a także stale zyskująca na popularności wąkrotka azjatycka;) Jak tego wszystkiego używałam i które kosmetyki wypadły najlepiej?

Purito kosmetyki czy warto


Purito Defence Barrier Ph Cleanser

Purito Defence Barrier Ph Cleanser

Żel do oczyszczania twarzy został umieszczony w prostej białej tubie o pojemności 150ml. Produkt jest przezroczysty o rzadkiej, żelowej konsystencji. Ładnie się pieni zarówno przy myciu ręcznym jak i w połączeniu ze szczoteczką do oczyszczania twarzy. Zapach żelu nie należy do najprzyjemniejszych;) Według mnie jest to miks olejku eukaliptusowego z nutą pasty do butów;) Pasta kiwi but ożywi:D Przyznaję, że początkowo mnie od niego odrzucało, ale przywykłam i z każdym dniem czułam go coraz mniej;) Na polskiej stronie Purito wyczytałam, że jest bezzapachowy, ale absolutnie się z tym nie zgodzę. Może chodziło o brak sztucznych dodatków zapachowych, bo sam produkt z pewnością pozbawiony woni nie jest;) Żel nie zawiera alkoholu ani żadnych substancji drażniących. Ma on za zadanie dogłębnie oczyszczać, nie naruszając przy tym naturalnej bariery ochronnej, a nawet wspomagać regenerację skóry i hamować podrażnienia. Żel stosowałam zarówno rano jak i wieczorem po demakijażu. Oczyszcza bardzo dobrze pozostawiając skórę gładką i nienapiętą. Choć właściwości regenerujących w jego przypadku raczej nie zaobserwowałam:)


Purito Centella Green Level Buffet Serum


Purito Centella Green Level Buffet Serum

Serum otrzymujemy w 60ml buteleczce, która wizualnie bardzo przypomina kosmetyki Benton. Butelka została wyposażona w sprawnie działającą pompkę. Produkt jest bezbarwny i posiada konsystencję rozwodnionego żelu. Rozprowadza się bardzo dobrze. Zapach to w tym przypadku połączenie lawendy ze świeżą nutką bergamotki. Określiłabym go jako całkiem przyjemny, a przecież do fanek zapachu lawendy raczej się nie zaliczam:) Jest on wyczuwalny jedynie w trakcie aplikacji. Serum Buffet stosowałam zawsze w pielęgnacji porannej. Najczęściej po uprzednim zastosowaniu esencji Secret Key. Serum dobrze się wchłania i nie obciąża cery. Zawarta w serum wąkrotka azjatycka łagodzi podrażnienia, zmniejsza przebarwienia, stymuluje syntezę kolagenu i elastyny, a także regeneruje i wygładza zmarszczki. W swoim przypadku zauważyłam przede wszystkim zmniejszenie przetłuszczania się skóry i wygładzenie. 


Purito Centella Green Level Recovery Cream


Purito Centella Green Level Recovery Cream

Krem został umieszczony w miękkiej 50ml tubce ułatwiającej kontrolowanie zużycia produktu;) Szata graficzna przypomina bardziej jakąś apteczną maść niż krem do pielęgnacji twarzy;) Kosmetyk posiada białą barwę i dość lekką kremową konsystencję. Rozprowadza się bardzo sprawnie. Choć lepiej nałożyć kilka mniejszych porcji niż jedną dużą, ponieważ przy większej ilości potrafi lekko bielić podczas aplikacji. 

Zapach jest zdecydowanie delikatniejszy niż w przypadku serum, ale w podobnej nucie. Dość świeży. Co ciekawe, jeśli nie nałożyłam makijażu i po kilku godzinach lekko potarłam skórę, a następnie powąchałam palec, zwykle wyczuwałam taką lekko wapienną nutę;) 

Produkt nie lepi się i nie odciąża skóry. Stanowi dobrą bazę pod makijaż, zwiększając jego trwałość, ponieważ w połączeniu z serum Buffet, na które go nakładałam zdecydowanie ogranicza wydzielanie sebum. Podobnie jak w przypadku serum, w składzie mamy wąkrotkę azjatycką (50% wyciągu z wąkrotki). Jest to krem regenerujący, wzmacniający barierę ochronną skóry, rozświetlający, nawilżający i wygładzający. Ponadto może wspomagać również gojenie się blizn i ran. Choć przyznam, że w tym przypadku nie wróżyłabym mu zbyt dużej skuteczności. Można go stosować zarówno do twarzy jak i ciała. Ale ja smarowałam nim jedynie tradycyjnie twarz, szyję i dekolt. Sporo tych obietnic i powiedziałabym, że spełnione zostały częściowo;) Nie odczuwałam przy nim jakiegoś szczególnego efektu regeneracji. Pewnie dlatego, że również nawilżenie było przeciętne. Krem nawilża, ale sam w sobie ani nawet w połączeniu z serum nie daje efektu fali nawilżenia. Na szczęście wszelkie niedostatki udało mi się uzupełnić stosując pod serum wspomnianą już esencję Secret Key, która w połączeniu z kremem i serum działa naprawdę w porządku. Sam duet Purito miał u mnie bardziej działanie regulujące niż kojąco-nawilżające. Mimo bardzo dobrego składu, jakiegoś składnika musiało mi tu zabraknąć:) Niemniej bardzo fajnie sprawdzał się pod makijaż. Krem przeznaczony jest do każdego rodzaju cery, ale sugerowałabym raczej tłustą i mieszaną. Moja jest co prawda mieszana, ale lubi trochę więcej nawilżenia niż to serwowane przez sam wąkrotkowy duecik sam w sobie. Także stosowanie dodatkowo esencji jak najbardziej wskazane;)


Purito Pure Vitamin C Serum


Purito Pure Vitamin C Serum

Serum z witaminą C umieszczone zostało w ciemnej 60ml butelce, która ma za zadanie dobrze chronić zawartość. Prawdopodobnie trafiło do mnie jednak nieco uszkodzone opakowanie, gdyż serum ulewało mi się z buteleczki w sposób niekontrolowany. Nawet, gdy stało tylko na półce. Próbowałam mocniej je dokręcić, ale nic to nie dało. Także regularnie wokół zatyczki pojawiało się serum, które utleniało się i zasychało zostawiając po sobie żółte ślady;) Niewątpliwie trochę produktu przez to straciłam, a niestety nie miałam odpowiedniej buteleczki zastępczej. Dobrze, że pojemność jest i tak wyższa niż standardowo;) Warto się nawet podzielić tym serum, ponieważ zaleca się je zużyć jak najszybciej (najlepiej w ciągu 2 miesięcy od otwarcia). Co ciekawe dosłownie parę dni temu czytałam o problemach z buteleczką, a nawet z dozowaniem produktu na innym blogu, więc możliwe, że nie była to jednostkowa sytuacja, a wadliwa partia. Przy moim kłopotów z dozowaniem nie było, ale wyciekanie kosmetyku mnie irytowało. 

Serum posiada lekką, lejącą się konsystencję. Bardzo dobrze się rozprowadza. Choć po aplikacji trochę się lepi i błyszczy. Dlatego najczęściej po zastosowaniu serum najpierw myłam zęby, a dopiero potem nakładałam krem z tej samej linii. Dzięki odczekaniu tych 3 minut lepiej udawało mi się je ogarnąć;) Zapach jest według mnie delikatny i nie powinien nikogo drażnić. Po kilku godzinach pojawia się jednak specyficzna woń typowa dla produktów z witaminą C. Dla niektórych jest ona nieprzyjemna. Ale ja akurat lubię ten swoisty zapach, więc nie było to dla mnie nic złego. Z kolei nad ranem zwykle wyczuwałam taką lekko ziemniaczaną nutę. Choć nie wiem czy zawdzięczałam ją bardziej serum czy kremowi, ponieważ stosowałam je w duecie;) 

Serum z witaminą C stosowałam codziennie wieczorem, z przerwami na maskę całonocną Sulwhasoo, po którą sięgałam co parę dni;) W przeciwieństwie do serum Buffet, to z witaminą C używałam bez uprzedniego zastosowania esencji, ponieważ witamina C lepiej działa zastosowana bezpośrednio na skórę. Także wcześniej robiłam jedynie demakijaż, oczyszczałam cerę i serum nakładałam zaraz po przetarciu skóry tonikiem. Produkt stosowałam na twarz, szyję oraz dekolt i muszę przyznać, że ma on tendencję do brudzenia. Zwykle pojawiały się u mnie żółte ślady wokół dekoltu na bluzce od piżamy. Jeśli chodzi o działanie to przebarwień nie mam, więc ciężko mi się wypowiedzieć w tej kwestii, ale przyznam, że serum bardzo przypadło mi do gustu. Nie jest co prawda tak łatwo wchłaniające się jak serum Buffet, które stosowałam rano, ale za to efekty są bardziej intensywne. Przede wszystkim ładnie rozświetla i uelastycznia cerę, a także delikatnie ją rozjaśnia. Można je stosować również pod oczy wspomagając redukcję cieni pod oczami. Ale niestety mój system aplikacji kosmetyków, a dokładnie kolejność, powodował, że najczęściej o tym zapominałam i nakładałam pod oczy tylko krem.


Purito Sea Buckthorn Vital 70 Cream


Purito Sea Buckthorn Vital 70 Cream

Krem zapakowany został w miękką biało-pomarańczową tubkę o pojemności 50ml. Dokładnie w tym samym stylu, co krem z wąkrotką;) Nic zwracającego uwagę, ale nie mogę powiedzieć żeby opakowanie nie było wygodne;) 

Produkt posiada dość lekką kremowo-żelową konsystencję, która sprawnie się rozprowadza i nie pozostawia po sobie tłustej ani lepkiej warstwy (nakładałam na wstępnie wchłonięte już serum). Jeśli trochę kremu zostanie na tubce to utlenia się pozostawiając po sobie ciemnopomarańczową plamę, ale to naturalne w przypadku produktów z witaminą C. 

Ogromnym atutem tego kremu jest przepiękny, rokitnikowy zapach. Świeży, soczysty i totalnie optymistyczny. Coś wspaniałego:) Po prostu mniam! Zapach nie utrzymuje się zbyt długo na skórze, a w tym przypadku trochę szkoda:) Ale przynajmniej było miło podczas smarowania. 
Krem w połączeniu z serum to moje ulubione produkty Purito. W przeciwieństwie do serii z wąkrotką, bardzo dobrze nawilżają twarz, szyję i dekolt. Cera staje się rozświetlona, delikatnie jaśniejsza, miękka i gładka. Po prostu promienna:) To bardzo uniwersalny duet, który powinien zrobić dobrą robotę przy większości typów cery:)
Od góry: Purito Centella krem, Purito Pure Vit C serum, Purito Sea Buckthorn Vital 70 krem. Dół: Purito Centella serum i Defence Barrier Cleanser.

Kosmetyki Purito są dostępne w Polsce. Ale jak to zwykle bywa, dużo taniej można je zamówić bezpośrednio z Korei, czyli np. na Jolse. Tym bardziej, że regularnie można trafić na dodatkowe promocje. Często pytacie mnie o czas oczekiwania na przesyłkę i tu warto wspomnieć, że przy odpowiedniej wartości zamówienia paczka dociera do Polski nawet w 3 dni.

Znacie kosmetyki Purito? Lubicie kosmetyki z wąkrotką azjatycką lub z witaminą C?
Czytaj dalej »