wtorek, 30 kwietnia 2019

Rossmann promocja 2+2 maj 2019 pielęgnacja twarzy! Co warto kupić w drogerii?

Dziś kończy się akcja promocyjna -55% na kolorówkę i tradycyjnie już za parę tygodni coś nowego;) W maju będzie można uzupełnić produkty do pielęgnacji twarzy;)


Rossmann 2+2 pielęgacja twarzy maj 2019

Promocja w Rossmannie 2+2 na kosmetyki do pielęgnacji twarzy maj 2019 „Pielęgnuj swój blask”


Jakie są zasady majowej promocji w Rossmannie? Kiedy promocja w Rossmannie?


Promocja rusza 21 maja 2019

Oferta przeznaczona jest dla posiadaczy Karty Klub Rossmann.


Zakupy będzie można zrobić jedynie raz.


By móc skorzystać z promocji Rossmann 2+2 maj 2019 należy kupić 4 różne produkty do pielęgnacji twarzy. Oznacza to, że każdy produkt musi mieć inny kod kreskowy. Płacimy za 2 droższe kosmetyki, a otrzymujemy 2 tańsze gratis;)


Dokładna lista kosmetyków objętych promocją pojawi się na stronie Rossmann przed rozpoczęciem akcji. 

Żeby sprawdzić czy konkretny towar objęty jest promocją wystarczy go również wyszukać w aplikacji Rossmann (będzie specjalne oznaczenie 2+2).


Promocja Rossmann 2+2 twarz maj 2019. Co warto kupić?


W zeszłych latach promocja obejmowała kremy do twarzy, kremy pod oczy, esencje, lotiony, sera, pianki, toniki, maseczki, płyny micelarne etc. Wybór jest, zatem bardzo szeroki, więc jeśli cierpimy na jakieś niedobory to warto skorzystać z okazji;)

Sama jeszcze nie wiem czy skorzystam, ponieważ na tą chwilę wydaje mi się, że niczego nie będę potrzebowała. Ale zawsze tak mówię, a potem okazuje się, że znów znalazłam coś nowego do kupienia;) 


Co warto kupić na majowej promocji w Rossmannie?



Miya (dostępne w niektórych Rossmannach)





































Zamierzacie skorzystać z majowej promocji na pielęgnację twarzy w Rossmannie?
Czytaj dalej »

niedziela, 28 kwietnia 2019

Rossmann spakował mi kosmetyczkę na majówkę! Czy podołał?

Co prawda w tym roku na majówkę nigdzie się nie wybieram, ale nie ubolewam, albowiem w zamian otrzymam coś naprawdę cennego;) Coś, co powoduje, że wręcz nie posiadam się z radości;) Majówka w mieście nie przeszkadza mi jednak trochę poteoretyzować i ocenić czy Rossmann spakował mnie z sensem? Wszak swoje na majówkach jednak przeżyłam i czasami był to przyjemny czas, a z niektórych lat pamiętam głównie zamarzanie:D Poza tym pomyślałam sobie, że dawno nie było takiego luźnego, spontanicznego wpisu. A że ta jakże pakowna kosmetyczka wywołała u mnie uśmieszek to jest i spontan;)

jednorożec

W tym miesiącu znów zachowałam się nieasertywnie i odwiedzałam drogerie Rossmann częściej niż ustawa przewiduje;) Ale zabawne w tym wszystkim było to, że dwa razy z rzędu po moich zakupach kolorówki, owa drogeria „przyszła” też do mnie;) Jak jakieś wsparcie po-promocyjne;) Czwartkową niespodzianką okazała się być kosmetyczka pełna produktów, które mogą się przydać podczas majówki.
Rossmann kosmetyczka

Pierwsze, co zwróciło moją uwagę to sama kosmetyczka. Kosmetyczek ci u mnie nie brak, choć chyba częściej je rozdaję po rodzinie lub znajomych niż korzystam. Jednak patrząc na nią uznałam, że takiej jeszcze nie mam i że ma w sobie to bliżej nieokreślone radosne „coś” (nie pytajcie!;)). Muszę przyznać, że jest naprawdę pojemna i porządnie wykonana. Łącznie posiada jedną dużą przegrodę i dwie małe kieszonki. Widzę jedynie jedną sporą wadę. A mianowicie brak jakiejkolwiek rączki powalającej na wygodne przenoszenie;) A ja np. lubię sobie wziąć kosmetyczkę do samochodu, jako taki „bagaż podręczny”;) Tą będzie trzeba wrzucać do większej torby. Można też korzystać w warunkach domowych, jeśli ktoś ma potrzebę. Choć ja akurat kosmetyki pielęgnacyjne trzymam na półkach w łazience, a kolorówkę w toaletce. Nie wiem jak z dostępnością samej kosmetyczki, ponieważ jako stała bywalczyni drogerii jakoś się na nią nie natknęłam. W apce też nie widzę. Ale możliwe, że dopiero będą w sprzedaży;) 
Co zabrać na majówkę, jakie kosmetyki zabrać na majówkę

Przechodząc do zawartości, wewnątrz znalazłam kosmetyki Alterra i Sin Skin. Jakie kosmetyki z Rosska można zabrać na majówkę?
żel pod prysznic Alterra o długotrwałym egzotycznym zapachu Frangipani i Bio Pomelo

Produktami pierwszej potrzeby są oczywiście te przeznaczone do mycia;) Częste mycie skraca życie, ale lepiej umrzeć czystym i pachnącym:P Mam tutaj żel pod prysznic Alterra o długotrwałym egzotycznym zapachu Frangipani i Bio Pomelo. Całkiem niedawno rozmawiałam o tym żelu z Hellojzą i pisała, że niestety zapach wcale taki egzotyczny nie jest, a bardziej podpada pod niemrawy. Ale przyznaję, że ciekawił mnie już jakiś czas, więc na pewno spróbuję i mój bezwzględny nos go oceni na mokro (tj. pod prysznicem;)). Może wyczuję jakieś dziwne aromaty? Wiem, że na to czekacie;) Te eko żele często mają takie bardziej łagodne zapachy, co może być zarówno wadą jak i zaletą. Do włosów jest Alterra szampon Kakao i Baobab, czyli dość interesujące połączenie. Polecany jest do włosów zmęczonych i zniszczonych. Ostatnio ciągle narzekałam na swoje włosy, ale co ciekawe przed świętami fryzjerka powiedziała mi, że mam „normalne, zdrowe włosy”;) Także może byłam wobec nich zbyt krytyczna:D Plus za poręczne opakowanie, bo jest to ważne podczas potencjalnego wyjazdu;) Produkty do włosów z Alterry dotychczas słabo się u mnie sprawdzały, ale kakao nawet mnie intryguje i sprawdzę co warte;) 
Alterra nawilżane chusteczki micelarne

Alterra nawilżane chusteczki micelarne to produkt, który zdecydowanie może być przydatny podczas wyjazdu. Przynajmniej mamy pewność, że nic nam się nie rozleje;) Kiedy patrzę na takie chusteczki zawsze przypomina mi się sytuacja z Oiomu, a dokładnie pytania pielęgniarek pt.: myjesz się wodą czy chusteczkami? I te odpowiedzi pacjentów (w tym moje) chusteczkaaamiiii… Ale co się dziwić skoro wszyscy byli wykończeni:D Dwa razy miałam okazję tam leżeć i za każdym razem to jakże fascynujące pytanie;) A tak serio, te chusteczki są do demakijażu, więc warto pamiętać żeby potem umyć twarz np. żelem albo pianką.

Jeśli majówka to pewnie chciałoby się zrobić grilla i może złapać pierwsze promienie słońca? Skóra Polek często jest jednak wrażliwa, więc faktycznie przydać się może krem z filtrem, np. Alterra SPF30 z bio migdałem i bio hibiskusem.
Alterra SPF30 z bio migdałem i bio hibiskusem
A potem coś łagodzącego po opalaniu na wszelki wypadek albo żeby po prostu nawilżyć ciało, np. Alterra balsam po opalaniu aloes bio i arnika górska bio. Choć przyznaję, że akurat moja skóra bardzo dobrze toleruje słońce, tzn. nie przytrafiają mi się podrażnienia etc. Dlatego tego typu produkty stosuję za zwyczaj jak każdy inny balsam do ciała:) Balsamów nigdy za wiele, bo zużywam je litrami;)
Alterra balsam po opalaniu aloes bio i arnika górska bio
Obecnie mam już w użyciu filtr Innisfree, a moje jakiekolwiek opalanie w tym roku będzie zależne od tego czy zdecyduję się na proponowaną przez lekarza terapię przeciwbólową lekiem fotouczulającym. Słońca będę wtedy musiała unikać jak ognia, więc cały czas rozważam czy nie poczekać do końca lata;) Nie chodzi już nawet o jakieś wielkie opalanie, ale perspektywa ciągłego chowania się przed słońcem nie nastraja mnie pozytywnie;) Nie mówiąc już o wielu potencjalnych problemach wynikających z zażywania tego cuda. Tak czy inaczej kosmetyk z filtrem i balsam do ciała zawsze warto mieć w pogotowiu. Ale patrząc na prognozy pogody, dla równowagi polecam zabrać też ze sobą jakąś kurtałkę z kapturkiem, bo zanosi się na deszcz;) W tym miejscu pojadę klasykiem: "sorry, taki mamy klimat";)
Alterra krem do rąk rokitnik bio i olej arganowy bio

No i rączki. Zastanawiałam się co tak ładnie pachnie w tej kosmetyczce, taką nutką pomarańczki i być może to ten krem, czyli Alterra krem do rąk rokitnik bio i olej arganowy bio? Maniaczką kremowania rąk nie jestem, ale wieczorem zawsze smaruję;) Chyba, że jestem „umierająca” np. na ciężki katar to wtedy nie;)  
Sin Skin kosmetyki

O majówkowy makijaż ma zadbać SIN SKIN i tu trzeba przyznać, że jest niekonwencjonalnie;) Na zakup zielonego tuszu rzęs raczej bym nie wpadła. Bardziej pociągnęłoby mnie w stronę niebieskiego lub granatowego (kiedyś całkiem często takich używałam). Ale SIN SKIN Must Have The Perfect Eye będący wegańskim tuszem do rzęs w poręcznym mini opakowaniu, może skłonić do małych eksperymentów;) Niekoniecznie musimy użyć na całe rzęsy. Możemy potraktować nim same końce rzęs, tylko górne albo dolne rzęsy, tudzież pomalować zielonym jedynie w kącikach. Wszystko zależy od naszej kreatywności;) 
Sin Skin kosmetyki
Jest też SIN SKIN Must Have The Perfect Line, czyli eyeliner. Tutaj znów w kolorze – 05 Fling It! który jest całkiem spoko fioletem i zamierzam go pomolestować;) Ostatnią rzeczą jest błyszczyk SIN SKIN Must Have The Perfect Lip w odcieniu 05 Dazzle me. Błyszczyki lubię. Ciekawa jestem jak wypadnie na moich ustach, ponieważ kolor przez opakowanie wydaje się dość chłodny. Ale podejrzewam, że można też zastosować na szminkę korygując nieco efekt finalny.


Myślę, że zawartość całkiem do rzeczy. W każdym razie mnie zaskoczyła ogólnie pozytywnie. Musiałabym dorzucić jedynie trochę produktów;) Wszak wyznaję zasadę - lepiej nosić niż się prosić, czyli wolę zabrać więcej nawet gdyby nie wszystko miało się przydać;) Trzeba być gotowym na ewentualny kataklizm;) Poza tym dzięki temu Ewelina zawsze poratuje odpowiednim kremem, zestawem tabletek na każdą okazję, plastrem czy nawet podpaską ze skrzydełkami;)

Ps. jednorożca tam nie było;)


Wybieracie się gdzieś na majówkę? Jakie kosmetyki za zwyczaj zabieracie na takie wyjazdy?

Czytaj dalej »

czwartek, 25 kwietnia 2019

Kwietniowa drogeria, czyli kosmetyczne nowości!

Kwiecień w dużej mierze upłynął mi pod znakiem rajdów po lekarzach:D I o ile do tej pory narzekałam na brak diagnozy to teraz sypią pomysłami jak z rękawa. Szkoda tylko, że te rewelacje, a szczególnie proponowane zalecenia rozkładają mnie na łopatki i w efekcie jestem w kropce:P Ale to już zbyt zawiłe jak na ten mały kawałek podłogi, więc przejdźmy do kwietniowych nowości;) Na początek moje skromne zakupy z czterech pierwszych zdjęć;)

Bielenda Fresh Juice zainteresowała mnie jeszcze przed premierą;) Ale do tanga trzeba dwojga. Mnie i promocji;) Inaczej nigdy razem na tej sali nie spotkamy się:P I na początku kwietnia stało się, więc uległam wrzucając do koszyka nawilżający płyn micelarny z pomarańczką oraz Hydro-esencję z ananaskiem, bo jakoś zapragnęłam czegoś z ananasem dla odmiany;) 

Była też promocja 1+1 na Hada Labo Tokyo. Nie bardzo miałam ochotę kupować dwa produkty, ponieważ nie chciałam robić szczególnych zapasów. Ale, że mam słabość do tej marki to mamy tutaj klasyczny przykład słabej silnej woli:P Zdecydowałam się na coś czego jeszcze nie miałam, czyli Special Repair Treatment Night Cream oraz znany mi już wcześniej, mega nawilżający Intense Hydrating Skin-Plumping Gel, o którym pisałam 3 lata temu – KLIK. W Hebe z kolei przyczepiła się do mnie pianka pod prysznic FA z magnolią, bo jakiś czas temu polubiłam tę woń;)

Niby nie wybierałam się na promocję w Rossmannie, ale tym razem dziwnym trafem zostałam VIP'em i mimo braku palących potrzeb, mimowolnie znalazłam się w drogerii;)  Nie wiem co mną kierowało, bo przecież mogłam trafić na sucharki, ale skusiłam się na 3 tusze Eveline (Extension Volume, Volume Celebrities, Mega Size Lashes). Żadnego z nich nie znałam, ale uznałam, że wypróbuję sobie. Na razie otworzyłam żółty i wstępnie jestem na tak;) Z rzeczy wcześniej już znanych przytargałam Wibo Feather Brow i pomadkę Alterra;) Przy okazji po przeszło 2 miesiącach dotarła do mnie słynna  szczotka do włosów Abody.  Jest tak ostra, że nie wiem co sobie nią czesać:D 
Choć tego nie planowałam to dziś jeszcze raz poniosło mnie na promocję w Rossmannie;) Punktem zapalnym były mgiełki Bielenda Magic Water;) Ona temu winna:D Niestety nie było wersji Gold ani Nude, więc przygarnęłam brązującą Terracota;) Skusiłam się też na 2 produkty Bell Hypoallergenic - Puder kompaktowy SPF50 i kredkę do brwi;) Kolor pudru dobierałam w okularach przeciwsłonecznych, bo przyznaję, że wpadłam tam jak po ogień:D Jest najciemniejszy, ale może będzie OK, bo pozostałe były za blade. Niestety w tej chwili nie wykluczam 3-ciego podejścia. Ale póki co to wszystko jeśli chodzi o moje zakupy;)

Moja koreańska gromada z kwietnia to tym razem przewaga reprezentantów w różowych i zielonych strojach;) Postawiłam na trio nowej serii Innisfree, czyli Jeju Cherry Blossom (toner, żelowy krem i lotion), bo jak nietrudno się domyślić – miałam na nią chrapkę od dnia premiery;) Choć miałam w głowie też parę innych konfiguracji, ale twarz tylko jedna;) Z Innisfree jest też jeden „niebieski rodzynek” pod postacią kremu z wysokim filtrem;) Wracając jednak do różowych, wahałam się między tym, a serum Laneige, ale beztrosko postawiłam na Aromatica Lively Super Brite Vita Serum. Skusiła mnie zawartość witamin, rozświetlenie etc;) Urocze pudełko to Merbliss Wedding Tear Eye Patch, czyli płatki pod oczy;) Już wybierałam inne, ale jednak opakowanie mnie ujęło;) 
Wspomniane zielone to tak naprawdę znane mi już wcześniej produkty, czyli set mini kremów Tonymoly The Chok Chok Tea oraz Laneige Lip Glowy Balm lecz tym razem gruszkowy;) Natomiast dziwnie wyglądający biały produkt to Tosowoong Spot Vita Clinic Vitamin Eye Cream;)

Z Oriflame mam dwa produkty do ust z serii The Onebalsam do ust Lip Spa Care i błyszczyk powiększający Lip Spa. Jest też sprytna kosmetyczka Daphne z wbudowanym wieszakiem;) I… podjęłam wyzwanie wypróbowania podkładu Giordani Gold Liquid Silk. Jak wiecie, mam podkłado-fobię i jedynym moim ulubieńcem jest Bell Nude Liquid Powder. Ale przyznaję, że ten kusił mnie już od przeszło roku, kiedy to wytypowałam go dla mojej mamy. Ona zużyła go do cna i była zadowolona;) Kto wie, może pojawi się też moja opinia;) 

Przybyły też do mnie dwa produkty do ciała. Wybrałam żel do kąpieli Lab One Black Honey oraz masło Dottore Sacha Butter Glam, bo moja twarz miała już w tym momencie wytypowaną pełną obstawę:D Choć akurat tego drugiego można używać też do twarzy jeśli miałoby się takie życzenie;)

Rossmann podesłał mi kosmetyki na cellulit. Zostałam najpierw zapytana czy aby go posiadam, żebym nie czuła ewentualnej urazy:D Szczęśliwie nie posiadam, ale napisałam, że chcę mieć… te produkty:P Profilaktyka zawsze spoko, a ja akurat chętnie sobie wetrę to i owo. Przybył, więc do mnie olejek Alterra, o którym nawet już kiedyś pisałam – KLIK, Masażer calego ciała For Your Beauty Wellness i nowe ampułki Lirene;) 

Ruda podesłała mi Zajączka, takiego nawet dość koreańskiego, bo jest maseczka Skinfood Freshmade Lemon Mask, dwie maski w płachcie – Too Cool For School i Belleza Castillo oraz krem do rąk Frudia i to nawet  z lubianym przeze mnie ostatnio ananaskiem. Dwa kosmetyki pod prysznic – pianka Oriflame Swedish SPA i żel Yope chińska herbata. Jest też SkinShot z Bielendy no coś sweetaśnego w jednym z „moich” kolorów, czyli skarpecioszki, a dokładnie stopki. Dziękuję:* 


W dzień publikacji wpisu Rossmann podesłał mi kosmetyczkę z produktami na majówkę, której zawartość pokażę w osobnym wpisie w niedzielę. 
Joico Defy Damage Home Care
Dotarły też do mnie kosmetyki Joico Defy Damage Home Care.



I to już chyba wszystko. Choć możliwe,  że o czymś zapomniałam, bo ostatnio mam mózg na ścianie:P 

Edit. kilka rzeczy z dzisiaj dokleję na dniach;)
Czytaj dalej »

piątek, 19 kwietnia 2019

Mizon Vita Lemon Sparkling Peeling Gel – wybitny peeling do twarzy!

Parę lat temu (bloguję już ponad 5, więc coraz częściej będą się pojawiały wątki historyczne:D) Mizon Vita Lemon Sparkling Peeling Gel był na mojej ścisłej liście do wypróbowania. Cieszył się on wtedy niemałą sławą, która spowodowała, że nawet ja zaczęłam się nim interesować. Mimo, że w owym czasie nie było mi szczególnie po drodze z koreańskimi kosmetykami;) W końcu jednak mimowolnie peeling Mizon wypadł z mojej wishlisty i niemal o nim zapomniałam. Traf chciał, że przypomniała mi o nim Anetka, która przeszło rok temu podarowała mi go w prezencie. I… chwała jej za to! Jeśli jesteście ciekawe, dlaczego, czytajcie dalej:)

Mizon Vita Lemon Sparkling Peeling Gel czy warto

Mizon Vita Lemon Sparkling Peeling Gel


Jest to rewitalizujący peeling typu gommage, który ma za zadanie delikatnie odświeżać i skutecznie zbierać martwy naskórek, odsłaniając tym samym zdrową, jaśniejszą cerę. W składzie znajdziemy ekstrakty roślinne takie jak wyciąg z szałwii, wyciąg z liści i korzeni wąkrotki oraz wyciąg z owoców papai. Produkt został wyróżniony przez Allure jako najlepszy peeling 2015 roku.
Mizon Vita Lemon Sparkling Peeling Gel opinie blog

Peeling Mizon otrzymujemy w kartonowym opakowaniu, wewnątrz którego znajdziemy zwykłą białą butelkę z pompką. Peeling otworzyłam w lipcu ubiegłego roku. Zdjęcia robiłam dopiero ok. miesiąc temu i jak widać butelka nie uległa zniszczeniu;) Co więcej, do tej pory nie udało mi się zużyć opakowania. Mimo, że dałam odlewki paru osobom;) Wszystko to dlatego, że pojemność peelingu to aż 150ml. Jak na peeling do twarzy to naprawdę dużo. Zwłaszcza, że nie należę do osób, które peelingują twarz nadmiernie często;) PAO wynosi 12 miesięcy, więc mam jeszcze trochę czasu;) 
Mizon Vita Lemon Sparkling Peeling Gel konsystencja

Peeling posiada lekką, żelową konsystencję i chemicznie cytrusowy zapach. Zdarzyło mi się trafić na opinię, że kosmetyk ten pachnie przyjemną cytrynką, co jest grubą przesadą. Zapach jest na wskroś syntetyczny;) Ale to naprawdę jedyna jego wada. W dodatku niewielka, ponieważ chcąc nie chcąc woń ta jest naprawdę łagodna i krótkotrwała. Mój nos wyczuje jednak wszelkie odchylenia od normy;) 
Mizon Vita Lemon Sparkling Peeling Gel grudki

Mizon Vita Lemon Sparkling Peeling Gel peeling gommage

Peeling Mizon – jak używać?


Peeling aplikujemy na uprzednio oczyszczoną i osuszoną skórę twarzy (możemy też pokusić się o szyję, dekolt albo dłonie). Masujemy skórę i po niespełna minucie naszym oczom ukazują się takie „gumiaste” grudki;) W sieci można wyczytać, że owe grudki to właśnie nasz martwy naskórek. Aczkolwiek gdyby tak było to po kilku użyciach nasza skóra byłaby nadmiernie złuszczona i podrażniona, a peeling jest ultra-delikatny;) Po pojawieniu się grudek warto pomasować jeszcze przez 1-2 minuty;)  Wtedy zaobserwujemy najlepsze efekty. Ja czasami zamiast przedłużonego masażu po prostu zostawiam te farfocle na twarzy jeszcze na dodatkową minutę czy dwie. Najczęściej nakładam peeling pod prysznicem, więc nie jest to dla mnie uciążliwe.

Peeling jest zalecany nawet dla wrażliwej lub naczynkowej cery i muszę się z tym zgodzić, ponieważ moja delikatna skóra twarzy toleruje go bardzo dobrze! Początkowo stosowałam go raz na 2 tygodnie, ponieważ miałam w użyciu jeszcze płatki peelingujące. Potem już raz w tygodniu. Muszę przyznać, że wcześniej użyłam peelingu typu gommage tylko raz, a raczej użyto go na mnie w salonie kosmetycznym. W warunkach domowych nigdy takiego nie stosowałam. Nie sądziłam, że tak polubię ten rodzaj peelingu, ale produkt marki Mizon totalnie mnie oczarował i mogę się podpisać pod wszystkimi zachwytami, które kiedyś czytałam na jego temat w sieci. Z wyjątkiem zapachu, ale tak jak wspomniałam, nie jest on dokuczliwy. To najlepszy peeling do twarzy jaki miałam w życiu, a miałam tego sporo;)! 

Przede wszystkim jest skuteczny. Nie tylko zbiera martwy naskórek odblokowując pory i nie podrażniając przy tym skóry, ale i doskonale radzi sobie z ewentualnymi suchymi skórkami, spektakularnie wygładza oraz delikatnie rozświetla. Jest łagodny, ale efektywny.  Nigdy mnie nie podrażnił ani nie spowodował zaczerwienienia. Skóra natychmiast zyskuje witalność. Po jego użyciu cera jest gładsza niż pupcia niemowlaka i nie jest to efekt na godzinę czy dwie:) Szczególnie lubię go stosować przed "większym wyjściem";) Wszelkie produkty pielęgnacyjne zastosowane zaraz po nim, np. maseczka, serum czy krem idealnie się wchłaniają i działają jeszcze lepiej niż za zwyczaj, ponieważ cera jest świetnie przygotowana na kolejne kroki;) Polecam jak jasny gwint!:D Jedyną wadą (poza chemicznym zapaszkiem) jest zbyt duża pojemność. Ale od biedy możemy zamówić z kimś na spółkę. Jest to produkt koreański, ale dla odmiany dość dobrze dostępny w popularnych polskich sklepach internetowych:)

Znacie peeling Mizon? Używaliście peelingów gommage? 

Czytaj dalej »

wtorek, 16 kwietnia 2019

Nuxe Nuxuriance Gold rozświetlający balsam pod oczy – złoto dla Twych oczu!

Kilka miesięcy temu marka NUXE wypuściła nową gamę kosmetyków Nuxuriance Gold. Cała seria składa się z czterech produktów, które łączą w sobie moc komórek kwiatu szafranu i bugenwilli, substancje oleo-aktywne z etingery wyniosłej oraz kompleks odżywczo-odbudowujący zapewniający im właściwości przeciwzmarszczkowe. Brzmi to dość spektakularnie, więc tym bardziej byłam ciekawa jak sprawdza się w praktyce;) Miałam już okazję poznać rozświetlający balsam pod oczy, który wchodzi w skład mojej pielęgnacji od początku marca. Pomyślałam, że napiszę kilka słów o nim jeszcze przed świętami;)

Nuxe Nuxuriance Gold rozswietlający balsam pod oczy

Nuxe Nuxuriance Gold rozświetlający balsam pod oczy


Nuxe Nuxuriance Gold rozswietlający balsam pod oczy opakowanie

Krem pod oczy występuje w kartoniku, wewnątrz którego znajduje się elegancki i gustowny słoiczek o pojemności 15ml. Wizualnie bardzo mi się podoba. Zwłaszcza, że jego rozmiar jest kompaktowy (nie lubię, gdy opakowania kremów pod oczy są zbyt duże, a niektóre wielkością przypominają kremy do twarzy;)). Słoiczek posiadał dodatkowe zabezpieczenie zawartości, za co również plus. 
Nuxe Nuxuriance Gold rozswietlający balsam pod oczy konsystencja

Nuxe Nuxuriance Gold balsam pod oczy biomimetyczna formuła

Byłam ciekawa konsystencji i muszę przyznać, że na pierwszy rzut oka wygląda ona na gęstą. Jednak to tylko pozory, ponieważ balsam rozprowadza się w mgnieniu oka i nie obciąża delikatnej skóry pod oczami. Ja go co prawda przeznaczyłam do stosowania na noc, ale sprawdziłam jak sobie radzi za dnia i bardzo dobrze współgra również z makijażem. Wchłania się jedynie odrobinę dłużej niż jego brat Nuxe Creme Prodigieuse Boost, ale nadal szybciutko:) Ponadto biomimetyczna formuła kremu zawiera w sobie złote mikro-drobinki, które są naprawdę mikro. Ciężko je dostrzec gołym okiem, a mimo to pozytywnie wpływają na okolice oczu, elegancko je rozświetlając (nie ma żadnego brokatu;)). Zapach również przypadł mi do gustu, ponieważ bardzo przypomina mi wspomnianego już wyżej jego poprzednika;) Według producenta jest to subtelny zapach białych kwiatów i drzewa sandałowego i myślę, że mogę się z tym zgodzić. Jest delikatny i kobiecy. Zdecydowanie dołącza do grona moich ulubionych serii Nuxe. 
Nuxe Nuxuriance Gold rozswietlający balsam pod oczy czy warto

Przyznam, że działanie balsamu pod oczy mnie usatysfakcjonowało, a komfort stosowania sprawia, że pielęgnacja staje się przyjemnością. Takim małym, wieczornym rytuałem. Cieni pod oczami mi oczywiście nie ujęło, ale nie to było jego zadaniem;) Zauważyłam jednak, że skóra pod oczami się wzmocniła. Stała się bardziej jednolita, gładka i rozświetlona. Ponadto krem bardzo dobrze nawilża, nie obciążając przy tym skóry. To dla mnie ważne, ponieważ przy zbyt treściwych formułach często pojawiają mi się drobne krostki pod oczami, które jak się dowiedziałam u okulisty – mogą być trudne do usunięcia;) Na pewno mogę też powiedzieć, że krem jest odpowiedni nawet dla wrażliwych oczu. Myślę, że to może być też dobra opcja na prezent z okazji powoli zbliżającego się Dnia Matki:)
Nuxe Nuxuriance Gold balsam pod oczy


Znacie balsam pod oczy Nuxe Nuxuriance Gold? Jakie właściwości cenicie sobie w kosmetykach do okolic oczu?  
Czytaj dalej »

sobota, 13 kwietnia 2019

Il Salone Milano olejek keratynowy Con Cheratina i maska do włosów suchych i zniszczonych

Dawno nie było nic o włosach, więc to chyba odpowiedni moment, żeby opowiedzieć o duecie Il Salone Milano, który w ostatnim czasie miał za zadanie walczyć z moimi nieposłusznymi kołtunkami;) 

Il Salone Milano kosmetyki blog

Il Salone Milano The Legendary Collection Oilo Con Cheratina


Il Salone Milano The Legendary Collection Oilo Con Cheratina

Jest to profesjonalna odbudowująca kuracja z keratyną do włosów bardzo zniszczonych i osłabionych. Olejek został wzbogacony w olej migdałowy pomagający chronić włosy przed negatywnym działaniem czynników zewnętrznych oraz rozdwajaniem się końcówek.
Il Salone Milano olejek opinie

Kartonowe opakowanie mieści w sobie 100ml plastikową butelkę wyposażoną w sprawnie działającą pompkę. Całość prezentuje się całkiem przyjemnie.

Olejek posiada dość lekką konsystencję i łatwo rozprowadza się po włosach, szybko się wchłaniając. Dodatkowo zabiegowi towarzyszy przepiękny zapach. Kiedy opowiedziano mi o obłędnym zapachu olejku, podeszłam do tego z pobłażaniem, ale rzeczywiście – zapach jest wyjątkowy. Trudno mi go z czymś porównać:) 

Produkt można stosować na 3 sposoby. W celu zmiękczenia długich włosów nakładamy olejek przed myciem włosów i pozostawiamy na kilka minut. Jeśli chcemy ochronić włosy przed elektryzowaniem, wysoką temperaturą i nadać im połysk, rozprowadzamy produkt po włosach przed rozpoczęciem stylizacji. Gdy potrzebujemy dodatkowego odżywienia, możemy wmasować kilka kropel olejku we włosy i pozostawić na całą noc. Ja korzystałam głównie z pierwszego sposobu, czyli rozprowadzałam olejek po włosach na kilka minut przed myciem. Przyznaję, że nie lubię takich atrakcji, ale na szczęście przyjemny zapach olejku pozwolił mi się zmobilizować;) Zdarzało mi się również nakładać odrobinę na końcówki po umyciu lub przed użyciem suszarki. Choć moje włosy nie mają aktualnie tendencji do elektryzowania się. Od jakiegoś czasu stały się za to jakby bardziej sztywne i skłonne do kołtunienia się. Szukałam przyczyny, ale właściwie nie znalazłam sensownego wytłumaczenia. Tłumaczyłam to więc sobie niedoczynnością tarczycy, choć w tej chwili wyniki badań krwi są w normie. Gorzej z obrazem usg;) Drugi powód jaki sobie wymyśliłam to znów niemal rok bez farbowania, a fryzjerka zapewniała mnie, że wbrew pozorom włosy farbowane są gładsze i lepiej chronione, wręcz „oblepione” substancjami koloryzującymi. Cóż, w najbliższym czasie zamierzam pofarbować, ale nie mogę się zebrać;) Niemniej zauważyłam, że faktycznie olejek przyjemnie zmiękcza włosy i zapobiega ich plątaniu podczas mycia. Regularne stosowanie wydaje się poprawiać ich strukturę i dodatkowo odżywiać. Choć skłonności do plątania w ciągu dnia nadal jeszcze nie zostały całkowicie wyeliminowane. Jest lepiej, ale to jeszcze nie tak jak było przed wystąpieniem problemu (mam tak od września).

Il Salone Milano The Legendary Collection Supreme Mask

Il Salone Milano maska do włosów suchych i zniszczonych opinie

Supreme Mask to profesjonalna maska przeznaczona do włosów suchych i zniszczonych. W skład formuły wchodzą proteiny mleka, proteiny zbóż oraz ceramidy, które poprawiają stan włosów sprawiając, że stają się one zregenerowane i aksamitne.


Maskę otrzymujemy w dużym 500ml pojemniku, ale są też mniejsze pojemności w tubkach. Ja nie przepadam za takimi pojemnościami, więc z połowy zawartości zrobiłam odlewkę dla siostry;) Pod wieczkiem maska posiadała zabezpieczenie, które dość opornie mi się zrywało. 

Produkt posiada kremowo-żelową konsystencję, która dobrze się rozprowadza, ale już spłukuje nieco opornie. Zapach jest świeży i przyjemny, ale nie wyróżnia się tak bardzo jak w przypadku olejku. Jest bardziej zwyczajny. Nie utrzymuje się na włosach po użyciu. 

Producent rekomenduje tą maskę do włosów, które potrzebują… cudu;) Co zdecydowanie podniosło poprzeczkę moich oczekiwań;) Moje włosy od zawsze mają tendencję do przyklapu i przetłuszczania się u nasady, a jednocześnie potrafią przesuszać się na długości. Do tego tak jak wspomniałam już wyżej, kilka miesięcy temu ich struktura przestała być tak gładka jak dawniej (przestały być już tak jedwabiste w dotyku). No i najbardziej uciążliwy dla mnie problem – zaczęły mieć skłonność do kołtunienia się i to codziennego;) W przypadku maski moje wrażenia są już słabsze. Zauważyłam np. że gdy przed myciem nakładam olejek Il Salone Milano to lepsze efekty osiągam nakładając po myciu inną odżywkę, aniżeli maskę z tej samej firmy. Po nałożeniu maski odnoszę wrażenie, że wygładzenie osiągnięte przez olejek zostaje częściowo zniesione. W moim przypadku lepiej, więc było stosować te kosmetyki osobno. Włosy po tej masce dobrze się rozczesują (zawsze czeszę, gdy są jeszcze mokre), ale w ogólnym rozrachunku działanie okazało się być przeciętne/w porządku. Nie doświadczyłam cudu. 


Znacie kosmetyki Il Salone Milano?

Czytaj dalej »

wtorek, 9 kwietnia 2019

Braun Face Spa Pro – czy warto?

Chętnie sięgam po gadżety przeznaczone do pielęgnacji twarzy, więc kiedy tylko zobaczyłam urządzenie Braun Face Spa Pro, niemal z miejsca mnie zainteresowało;) Czas leci jak szalony i 5 miesięcy stosowania już za mną:) O tym, że sprzęt jest warty uwagi sygnalizowałam już wstępnie w paru wpisach i w wiadomościach prywatnych wymienianych z Czytelniczkami. Jednak dopiero dłuższe stosowanie pozwala na wyrażenie bardziej miarodajnej opinii;)

Braun Face Spa Pro

Do czego służy Braun Face Spa?


Jest to urządzenie typu 3w1, a ściślej system depilacji twarzy, rewitalizacji i poprawy kolorytu, mający zapewnić profesjonalne efekty (jak w gabinecie kosmetycznym) w warunkach domowego zacisza;)  
Braun Face Spa Pro zawartosc opakowania


Skład zestawu


Wewnątrz czarnego pudełka znajdziemy depilator do twarzy FaceSpa Pro, głowicę depilatora, głowicę MicroVibration, głowicę szczoteczki do oczyszczania twarzy, stojak, kosmetyczkę, małą szczoteczkę do oczyszczania urządzenia oraz wtyczkę do ładowania;) 

Braun Face Spa Pro system 3w1


Design


Ta cecha często wydaje się drugorzędna, ale sama często przyłapuję się na tym, że chętniej sięgam po ładne przedmioty. A te nieprzemawiające do mnie wizualnie, szybciej odchodzą w niepamięć;) Wygląd sprzętu ma znaczenie. Zwłaszcza, gdy nie należy on do najtańszych;) Miałam już okazję sprawdzić, co najmniej kilka tego typu szczoteczek i niezaprzeczalnie Braun w tym aspekcie wypada najlepiej. Jakość wykonania jest zdecydowanie najwyższa ze wszystkich poznanych przeze mnie wcześniej szczoteczek z tego typu głowicami. Od razu widać, że mamy do czynienia z czymś porządnym, a nie ze sprzętem z dyskontu. Nie porównuję do Foreo, ponieważ jakby nie patrzeć jest to inny typ urządzenia;) A żeby było śmieszniej, pasuje do paru innych moich sprzętów;) Chociażby do depilatora IPL, o którym mieliście okazję już przeczytać. Swoją drogą nie mogę się nadziwić, że nie sięgam po niego już od wielu miesięcy, a odrasta mi niewielka ilość włosków:) Kontrolowałam ostatnio z lusterkiem pod pachami:P Muszę powrócić do zabiegów żeby poprawić sobie jeszcze ten wynik;) Wracając jednak do Face Spa, dużym atutem jest dla mnie jego kompaktowy rozmiar. Samo urządzenie jest wąskie, lekkie, dobrze leży w dłoni i nie zajmuje dużo miejsca. Nie jest też nadmiernie wysokie, więc z powodzeniem mieści się na półce (w przeciwieństwie do mojej dawnej szczoteczki Oral-B;)). Nie jest też zbyt głośne, choć nad tą funkcją zawsze można by jeszcze popracować. 
Braun Face Spa Pro 3w1
W kwestii wizualno-użytkowej jest tylko jedna rzecz, która mnie w nim irytuje. Spójrzcie na zdjęcie pudełka. Wygląda tak jakby można było nałożyć na urządzenie osłonkę nawet, gdy nie znajduje się pod nią żadna z końcówek. W rzeczywistości to nierealne. Żeby urządzenie było zamknięte, musi znajdować się pod nim założona już głowica depilatora. W przeciwnym przypadku ową zatyczkę możemy sobie jedynie „luźno nałożyć”. Co więcej, zawsze w grę musi wchodzić właśnie końcówka od depilatora. Nie nałożymy „kapturka” na szczoteczkę do oczyszczania ani nasadkę do masażu. Jest to dla mnie nielogiczne, ponieważ z pewnością najwięcej osób najczęściej będzie sięgać po głowicę masującą i szczoteczkę, a żeby ich użyć, należy każdorazowo zdjąć głowicę do depilacji. Szkoda więc, że w rzeczywistości nie da się zakryć urządzenia bez głowicy depilującej. Mała rzecz, ale drażniąca;) Jeśli chodzi o ładowanie, przebiega ono w sposób tradycyjny za pomocą wtyczki, ale są też tańsze modele na baterie. 


Braun Face Spa Pro 911 - moje wrażenia



Urządzenie posiada 3 głowice, więc pokrótce opiszę wrażenia dotyczące każdej z nich;)

Depilacja


Braun Face Spa Pro depilator

Wąska głowica depilatora przeznaczona jest do precyzyjnej depilacji twarzy. Przyznaję, że głowica depilatora była dla mnie najmniej istotna, ponieważ nie wykonuję jako takiej depilacji twarzy. Natura na szczęście oszczędziła mi atrakcji w postaci owłosienia w tym obszarze, a drobnego meszku, który ma każdy, przecież nie będę sobie depilować;) Pozostawały, więc moje nieszczęsne brwi, które jak wiecie przez jakiś czas zapuszczałam w celu naprawienia błędów kosmetyczek;) Co oczywiście nie oznaczało, że w ogóle ich nie regulowałam, bo mimo pewnych ubytków w ich obrębie, akurat poza wyznaczonym łukiem rosną one wyjątkowo chętnie i szybko;) Cały czas muszę coś przy nich skubać;) W przypadku Brauna nasadka depilująca wyrywa włosy wraz z cebulkami. Tak więc w przeciwieństwie do trymera do brwi, o którym niedawno pisałam, jest to lepszy wybór jeśli mamy do czynienia z szybko odrastającymi włoskami w okolicach łuku brwiowego;) Sprzęt jest jednak większy w porównaniu do trymera, więc żeby zapewnić sobie dobrą widoczność muszę usiąść wygodnie przy toaletce i przyświecić sobie moją cudaczną lampką LED wyposażoną w regulowane natężenie światła (mi światła zawsze mało i mało więc daję na full:D). Lekko mnie stresowało, że zabieg nie będzie należał do najprzyjemniejszych, ale muszę przyznać, że praktycznie nic nie czuję. Nasadka jest łatwa w obsłudze i póki co udało mi się nie wyjechać za daleko;) Przy króciutkich i mocniej „siedzących” włosków muszę się dodatkowo wspomóc tradycyjną pęsetą, ale to norma.

Oczyszczanie


Braun Face Spa Pro szczoteczka

Braun Face Spa Pro 911 fabrycznie został wyposażony w szczoteczkę do oczyszczania twarzy przeznaczoną do skóry normalnej. Nie drapie ona skóry, ale podczas wymiany tej końcówki następnym razem skuszę się na wersję do cery wrażliwej, która np. docelowo występuje razem z modelem 912, ale bez problemu można ją kupić osobno. Po szczoteczkę sięgam zależnie od potrzeb, ponieważ moja skóra jest delikatna i nie należy do nadmiernie zanieczyszczonych, a jak wiadomo – tego typu szczoteczki oczyszczają intensywniej niż te soniczne;) Szczoteczka sprawia, że używany wraz z nią produkt myjący lepiej się pieni i łatwiej rozprowadza po twarzy. Z łatwością usuwa zanieczyszczenia twarzy i ewentualne pozostałości makijażu. Po jej użyciu skóra jest miękka i gładka oraz idealnie czysta. Szczoteczka jest wodoodporna, więc można jej używać nawet pod prysznicem.

Masaż


Braun Face Spa Pro nasadka masująca

Braun nie zapomniał też o najprzyjemniejszej części całej tej imprezy, czyli o masażu:) To oczywiście moja ulubiona końcówka, która pomaga mi się zrelaksować lub obudzić albo zebrać myśli;) Głowica MicroVibration ma za zadanie sprawnie rozprowadzić serum lub krem, wspomagając tym samym poprawę kolorytu skóry i lepsze wchłanianie kosmetyków. Masaże są aktualnie na topie, a Face Spa świetnie wpisuje się w ten trend;) To taka kropka nad i dla codziennej pielęgnacji. Masaż nie trwa długo (mamy 20 sekund dla pojedynczej partii twarzy), więc każdy znajdzie tą chwilę dla siebie rano lub wieczorem. Po użyciu skóra jest przyjemnie wygładzona. Warto sięgać po tą nasadkę regularnie, ponieważ więcej korzyści, np. poprawa napięcia cery, pojawia się przy dłuższym stosowaniu.


Korzystacie ze szczoteczek do oczyszczania twarzy lub takich urządzeń wielofunkcyjnych?
Czytaj dalej »