poniedziałek, 28 marca 2022

Garett Beauty Curly – bezprzewodowa lokówka automatyczna!

Kręcone czy proste? Odwieczny dylemat niejednej kobiety! Sama będąc posiadaczką włosów falowanych w sposób nieregularny jestem gdzieś pośrodku;) Wizualnie najbardziej przemawia do mnie burza naturalnych loków, ale bywa, że mam ochotę też na proste, ponieważ często tak jest łatwiej;) Mam jednak ogromną słabość do loczków i pewnie mało kto pamięta, ale lata temu podjęłam decyzję o zapuszczaniu włosów z krótkiego boba, właśnie po to żeby kupić sobie lokówkę automatyczną i móc w nieskomplikowany sposób kręcić włosy! Tak też się stało, ale technika idzie do przodu, a wraz z nią to co kiedyś wydawało się nierealne teraz jest na wyciągnięcie ręki! Poszłam więc krok dalej i zostałam posiadaczką Garett Beauty Curly, czyli lokówki automatycznej, ale już bezprzewodowej:) Jak się u mnie spisuje? Czy jestem zadowolona? 

Garett Beauty Curly bezprzewodowa lokówka automatyczna

Garett Beauty Curly bezprzewodowa lokówka automatyczna

Lokówka wyposażona została w funkcję automatycznego nakręcania włosów, czytelny wyświetlacz LCD, 4 stopnie regulacji temperatury w zakresie od 150°C do 200°C, funkcję auto-wyłączania gwarantującą bezpieczeństwo oraz wbudowaną baterię litowo-jonową 4800 mAh. Jej wymiary to 230*42*48 mm, a waga 335g.

Garett Beauty Curly bezprzewodowa lokówka automatyczna blog
Garett Beauty Curly bezprzewodowa lokówka automatyczna opakowanie

Garett Beauty Curly – zawartość opakowania

Automatyczna lokówka marki Garett opakowana została w czarne pudełko, które było dodatkowo fabrycznie zabezpieczone folią. Po otwarciu opakowania od razu zauważyłam, że mam do czynienia z producentem, który dba o szczegóły. Każdy element miał swoje miejsce. Wewnątrz znalazłam tytułową lokówkę, kartę gwarancyjną, instrukcję obsługi, kabel USB-C, 2 spinki do włosów, grzebień, pokrowiec na urządzenie oraz przyrząd do pomiaru pasma włosów, czyli coś, co zaskoczyło mnie najbardziej. 

Garett Beauty Curly bezprzewodowa lokówka automatyczna recenzja

Garett Beauty Curly – wygląd lokówki

Design urządzenia od razu przypadł mi do gustu! Lokówka jest dość poręczna i niezbyt ciężka, ale jednak czuć, że ma się do czynienia z produktem profesjonalnym, a nie zabawką dla dzieci;) Połączenie grafitu z intensywnym różem sprawia, że urządzenie wygląda elegancko, nowocześnie i stylowo. Dla mnie to wcale nie taki mało istotny aspekt, ponieważ zdecydowanie chętniej sięgam po rzeczy piękne:) Kształt lokówki przypomina mi latarkę i mimo, że mam już jedną lokówkę automatyczną to ta prezentuje się zupełnie inaczej!

Garett Beauty Curly bezprzewodowa lokówka automatyczna opinie
Garett Beauty Curly lokówka
Garett Beauty Curly lokówka kod rabatowy

Garett lokówka automatyczna – sposób użycia

Przed pierwszym użyciem należy naładować lokówkę, tak żeby mieć pewność, że poziom  baterii będzie wystarczający aby zakręcić wszystkie pasma zgodnie z planem. Pełne ładowanie trwa 3h. Mechanizm działania Garett Beauty Curly jest podobny, jak w przypadku mojej lokówki automatycznej starszego typu. Sposób użycia jednak inny. Tamtą trzeba zacisnąć na paśmie włosów. W przypadku Garett wystarczy umieścić pasmo włosów w komorze lokówki, a następnie nacisnąć i przytrzymać poziom rotacji do momentu usłyszenia pierwszego sygnału dźwiękowego. Wcześniej oczywiście należy przesunąć włącznik na pozycję 1-4. Tryb domyślny to 150°C i czas nagrzewania 12 sekund. Za pomocą przełącznika można zmienić temperaturę według własnych preferencji. Można także zmienić czas nagrzewania głowicy w obrębie 5 poziomów – 8s, 10s, 12s, 16s oraz 18s. Urządzenie zapamiętuje ostatnio zastosowane parametry, więc nie trzeba wszystkiego ustawiać przy każdym użyciu:) Po włączeniu lokówki i dostosowaniu opcji pod siebie wystarczy utworzyć kosmyk włosów (zalecana przez producenta szerokość to 1cm.). A następnie tak, jak już wspomniałam – umieścić pasmo w komorze lokówki, nacisnąć i przytrzymać poziom rotacji (górny przycisk odpowiada za rotację lewostronną, natomiast ten pod nim pozwala na kręcenie pasm w prawo). Po usłyszeniu pierwszego sygnału dźwiękowego można puścić przycisk. Zależnie od ustalonego czasu urządzenie daje sygnał dźwiękowy np. 12 razy przy czasie 12 sekund. Po usłyszeniu podwójnego piknięcia informującego o zakończeniu nagrzewania, wyjmujesz pasmo włosów, cieszysz się efektem i kręcisz dalej:) W przypadku gdy uznasz skręt za mało wyrazisty, czynność możesz powtórzyć. Jeśli pasmo włosów utknie w komorze, pojawi się ciągły sygnał dźwiękowy. Lokówka zatrzyma wtedy pracę i automatycznie się wyłączy. Żeby uwolnić pasmo wystarczy wtedy nacisnąć jeden z przycisków rotacji. Nie ma więc mowy o przypadkowej utracie pasma włosów. 

Garett Beauty Curly lokówka recenzja
Garett Beauty Curly lokówka blog

Moje wrażenia ze stosowania lokówki automatycznej Garett

Obsługa lokówki jest bardzo intuicyjna, wręcz dziecinnie prosta. Mimo, że podczas takich czynności, jak kręcenie włosów mam tendencję do myślenia o niebieskich migdałach i bycia niedokładną to nie zdarzyło mi się żeby włosy mi w niej utknęły:) Bezprzewodowość to dla mnie ogromne ułatwienie, ponieważ nie muszę iść z lokówką specjalnie do łazienki żeby mieć do dyspozycji lustro i jednocześnie możliwość podpięcia kabla. Mogę jej użyć w dowolnym miejscu, czyli najchętniej przy dużym lustrze wbudowanym w szafę. To moja ulubiona zaleta lokówki Garett, oczywiście zaraz po funkcji automatycznego kręcenia włosów:) Brak kabla zapewne spodobał mi się również dlatego, że nie lubię ograniczeń, a wszelkie nowinki technologiczne i udogodnienia są dla mnie mile widziane. Lokówka w prosty sposób tworzy loki, których wygląd mnie satysfakcjonuje (włosy można zresztą potem ułożyć wedle uznania). Jedyne co muszę robić to wydzielać pasma włosów i umieszczać je w komorze. Reszta „robi się sama”:) Przy pierwszym użyciu nieco trudniej było mi się przestawić na ten sposób umieszczania pasma w urządzeniu, ponieważ byłam przyzwyczajona do mechanizmu zaciskania „podwójnej głowicy”. Nowa metoda okazała się być jednak wygodniejsza. Duży plus także za dobrej jakości wyświetlacz LCD. Mam wyświetlacz nawet w szczoteczce do zębów, więc doceniam takie gadżety;) Dzięki niewielkim rozmiarom i dołączonemu pokrowcowi lokówkę można z powodzeniem zabrać także w podróż. 

Garett Beauty Curly lokówka

Drobnym minusem jest dla mnie zalecenie ograniczenia szerokości pasma do 1cm. To naprawdę niewiele, a co za tym idzie – musisz zakręcić naprawdę sporo pasm, jeśli zależy Ci na loczkach na całych włosach. Sama należę do niecierpliwych, więc najchętniej zakręciłabym 4 szerokie pasma, ale tak niestety się nie da. Tradycyjnie nie można też zakręcić włosów bezpośrednio od nasady, ale to domena tego typu lokówek. Miewam także problem z wyborem kierunku rotacji – w prawo czy w lewo?:D 

Garett Beauty Curly lokówka
Garett Beauty Curly lokówka opinia

Poza tym jestem naprawdę bardzo zadowolona. Kręcenie loków przy użyciu tej lokówki jest dużo bardziej komfortowe i sprawne niż np. w porównaniu z jedwabnym wałkiem do włosów, do którego nie dość, że nie mam cierpliwości to trzeba jeszcze w nim spać lub chodzić kilka godzin;)

Garett Beauty Curly lokówka jak używać
Garett Beauty Curly lokówka czy warto

Bezprzewodową lokówkę automatyczną Garett Beauty Curly znajdziesz w sklepie producenta. Z kodem SECRET20 otrzymasz 20% zniżki na wszystkie nieprzecenione produkty Garett Electronics. Kod ważny jest do 31.05.2022 i jest to najwyższy możliwy rabat, jaki można uzyskać:) Świetna okazja jeśli masz na oku produkty tej marki.

A jak jest u Ciebie? Wolisz proste czy kręcone? Korzystałaś już z bezprzewodowej lokówki automatycznej? Znasz markę Garett?

 

Współpraca

Czytaj dalej »

poniedziałek, 21 marca 2022

Bielenda Professional SupremeLAB Sun Protect Satynowy krem ochronny SPF 50 – recenzja! Najlepszy polski krem z filtrem!

Jakiś czas temu w środku nocy uświadomiłam sobie, że Bielenda Professional SupremeLAB Sun Protect Satynowy krem ochronny SPF50 to jak dotąd jedyny polski krem z SPF 50, który bardzo przypadł mi do gustu! Ach, te nocne rozkminy:) Ale nie da się ukryć, że ta kategoria produktu to zawsze wyzwanie i wysoko postawiona poprzeczka. Na szczęście powoli widać światełko w tunelu i coraz rzadziej trafiam na ciężkie, tłuste i bielące filtry do twarzy. Pora więc na recenzję mojego polskiego ulubieńca w kategorii SPF!

Bielenda Professional SupremeLAB Sun Protect Satynowy krem ochronny SPF50

Oprócz fotostabilnych filtrów (Octocrylene, Parsol1789, Tinosorb M, Octinoxate) w jego składzie znajdują się także składniki pielęgnacyjne - Prebiotyki, Beta-Glukan oraz Ekstrakt z Wąkroty Azjatyckiej.

Bielenda Professional SupremeLAB Sun Protect Satynowy krem ochronny SPF 50 recenzja

Produkt został umieszczony w butelce z dozownikiem typu air-less, czyli w charakterystycznym dla tej marki opakowaniu. Gwarantuje ono higienę oraz wygodę stosowania z możliwością precyzyjnego dozowania. Jedna pompka to ok. 0,8g kremu, czyli na samą moją drobną twarz według wyliczeń za dużo. Ale dla wielu osób będzie to optymalna porcja:) Chciałoby się rzec uniwersalna dawka. Pojemność to 50ml, czyli dość standardowo, jak na europejskie spf-y. Krem zaleca się zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia.

Kosmetyk posiada przyjemną, kremową konsystencję, która łatwo się rozprowadza i dość szybko wchłania. Początkowo podczas aplikacji krem sprawia wrażenie jakby miał pozostawiać po sobie bielącą warstwę, ponieważ potrzebuje chwili na stopienie się ze skórą. Na szczęście dokładne wklepanie i wpracowanie produktu w skórę natychmiast znosi efekt białej poświaty. Krem nie roluje się i nie zostawia tłustej powłoki na twarzy. Wykończenie jakie zapewnia jest rzeczywiście satynowe! Takie zdrowe i naturalne. Powiedziałabym nawet, że zapewnia delikatny efekt blur, dzięki któremu skóra prezentuje się świeżo nawet bez makijażu. Lubię ten efekt! A co z makijażem? Również stanowi pod niego świetną bazę. Nie zauważyłam żeby krem zmniejszał jego trwałość albo nie chciał współpracować z którymś z moich kosmetyków do makijażu. 

Bielenda Professional SupremeLAB Sun Protect Satynowy krem ochronny SPF 50 konsystencja

Satynowy krem ochronny jest perfumowany taką lekko spożywczą nutą i podczas aplikacji jego zapach jest dość intensywny. Tu na dwoje babka wróżyła, bo jeden woli pachnący kosmetyk, a drugi bez substancji zapachowych;) Ja preferuję bezzapachowe, ale o takie nie tak łatwo! Jest tutaj jednak swego rodzaju kompromis, gdyż na skórze woń stopniowo zanika. Dla mnie najważniejsze by spf nie pachniał typowo filtrami, ponieważ przyprawia mnie to o mdłości i migrenę. Na szczęście Bielenda Professional była tak uprzejma by mi tego nie robić:)

Dzięki dodatkowym składnikom kojącym oraz pielęgnującym krem zapewnia skórze gładkość i miękkość oraz dobry poziom nawilżenia, więc może być stosowany bezpośrednio na serum. Ale jeśli lubisz na bogato, tak jak często ja, to dobrze współpracuje także z kremem na dzień:) Jak najbardziej warto kupić i wypróbować na sobie, jeśli jeszcze tego nie zrobiłaś:) Ja na pewno będę do niego wracać, ponieważ mimo drobnych wad doskonale się u mnie sprawdza.

Znasz już Satynowy krem ochronny SPF50 od Bielenda Professional? Korzystasz z filtrów polskich marek? Jaki jest Twoim ulubionym?

Czytaj dalej »

piątek, 11 marca 2022

Isntree TW-Real Eye Cream – krem pod oczy z probiotykami, niacynamidem, adenozyną i peptydami!

Isntree to koreańska marka kosmetyczna, która gościła na moim blogu już kilkukrotnie. Jej produkty charakteryzują się przystępnymi cenami, przyjemnymi formułami i dobrą skutecznością. Tym razem z racji upodobania do probiotyków w kosmetykach zdecydowałam się na wypróbowanie kremu pod oczy Isntree TW-Real Eye Cream. Jeśli jesteś ciekawa czy warto w niego zainwestować, zapraszam do poczytania:)

Isntree TW-Real Eye Cream

Isntree TW-Real Eye Cream recenzja

Lizat fermentacyjny BIFIDA pomaga wzmocnić bariery tkankowe w osłabionej skórze wokół oczu i dostarcza składników odżywczych dla zmęczonych oczu. 3GF(EGF+bFGF+IGF-1) i heksapeptyd acetylu-8 pomagają aktywować energię elastyczności skóry, aby nadać skórze wokół oczu większą objętość. Krem tworzy kompleksowy naturalny film nawilżający z dodatkiem masła shea, masła z nasion mango oraz składników z naturalnych olejów. Produkt zapewnia film nawilżający skórę i silnie ją odżywia.

Isntree TW-Real Eye Cream blog

Krem pod oczy Innisfree opakowany został w wizualnie dość przeciętnie prezentującą się tubkę, która jednak została wyposażona w nietypowy aplikator z kuleczkowym zakończeniem. Dla mnie to akurat w tym przypadku nieco zbędny patent, ale może dla kogoś będzie stanowić pożądane rozwiązanie. Tubka sama w sobie jest dobrej jakości i nie ma szczególnej tendencji do gniecenia się. Opakowanie zawiera aż 30ml kremu pod oczy, ponieważ Koreańczycy są wyjątkowo hojni w kwestii produktów dedykowanych na te okolice twarzy. Sama nie jestem fanką tak dużych pojemności, ale dzięki nim zawsze można komuś zrobić większą próbkę lub chociażby wcierać krem w inne partię twarzy. Czyli np. szyję, która również pokryta jest delikatną i cienką skórą. Czasem więc tak czynię;)

Isntree TW-Real Eye Cream

W moim odczuciu Isntree TW-Real Eye Cream nie posiada zapachu, co stanowi szczególną zaletę w przypadku produktów pod oczy. Jego konsystencja jest zaś nietypowa. Troszkę przypomina mi wazelinę. W pierwszym momencie podczas rozprowadzania jest dość gęsta, ale szybko staje się lżejsza. Ładnie się rozprowadza i sprawnie wchłania. Nie pozostawia po sobie tłustej ani błyszczącej warstwy, ale jest subtelna odżywcza, „kołderka” ochronna;) W jego formule jest coś, co przypomina mi bazy pod makijaż. I rzeczywiście krem ten najlepiej sprawdza się na dzień, również pod make-up. Nadaje się również na noc, choć w tej materii lepiej mi się sprawdził krem pod oczy Dr.Ceuracle

Isntree TW-Real Eye Cream konsystencja

Na początku nie byłam zadowolona z tego kremu. Wydawał mi się najzwyklejszym kremem pod oczy, jaki znam. A zdecydowanie nie tego oczekuję od kremu pod oczy, który leci do mnie z dalekiej Korei Południowej;) Z czasem jednak zaczęłam zauważać pierwsze pozytywne efekty w obrębie skóry pod oczami. Szczególnego wpływu na redukcję cieni pod oczami nie zaobserwowałam. Ale mam je od dziecka, więc nie jestem tym zaskoczona (raz wyglądają lepiej, a raz gorzej). Natomiast przy regularnym stosowaniu na dzień skóra pod oczami jest gładsza, lepiej odżywiona i dobrze nawilżona. Do tego krem lekko napina skórę w okolicach oczu. Nie podrażnia ani nie migruje do oczu. Nie zauważyłam też żeby się rolował. Krem stanowi dość ekonomiczne rozwiązanie. Zwłaszcza biorąc pod uwagę stosunek ceny do pojemności. Na ten moment nie jestem jednak pewna czy bym do niego wróciła. Chyba chętniej skusiłabym się ponownie na Dr.Jart+ Vital Hydra Solution Biome Eye Cream, który miałam w zeszłym roku. Na pewno za to wypróbuję ampułkę do twarzy z tej samej linii.

Kosmetyki Isntree znajdziesz na Jolse.

Miałaś okazję poznać Isntree TW-Real Eye Cream? A może korzystałaś z innych produktów tej marki? Jaki krem pod oczy stosujesz obecnie?

Czytaj dalej »

czwartek, 3 marca 2022

Dermalogica BioLumin-C Serum oraz Ultracalming Mist - holistyczne podejście do pielęgnacji z Topestetic!

Dermalogica to amerykańska marka kosmetyków pielęgnacyjnych, która powstała w 1986 roku w Los Angeles, czyli dokładnie w tym samym, w którym przyszłam na świat;) Marka prężnie się rozwija, a tworzone przez nią nowoczesne rozwiązania i formuły zdobywają zwolenników na całym świecie! Firma koncentruje swoje działania wokół zaawansowanych technologii oraz innowacyjnych technik zabiegowych, ale przede wszystkim stawia na holistyczne podejście do tematu pielęgnacji skóry. Dzięki temu kosmetyki Dermalogica cieszą się ogromnym uznaniem zarówno wśród profesjonalistów, jak i osób, które szukają wysokiej jakości produktów do stosowania w domu. Kosmetyki tej marki miałam okazję gościć w swojej łazience już niejednokrotnie i nigdy się nie zawiodłam! Dlatego tym razem z bogatej oferty Topestetic wypatrzyłam dla siebie Delikatny tonik w sprayu dla cer bardzo wrażliwych Ultracalming Mist oraz bestsellerowe BioLumin-C Serum. Pora więc na kilka słów na ich temat:)

Dermalogica kosmetyki

Dermalogica BioLumin-C Serum

Dermalogica BioLumin-C Serum

Serum zawiera dwie stabilne formy witaminy C - Pektynian metylosilanolowy kwasu askorbinowego i Aminopropylowy fosforan askorbylu (K3 Vita C) oraz kompleks krzemu, Palmitoyl Tripeptide-5, kwas mlekowy, wyciąg z kwiatu perełkowca japońskiego i olej z nasion chia. Serum polecane jest do każdego rodzaju cery, w tym starzejącej się, z przebarwieniami, zmagającej się z utratą jędrności, nierównym kolorytem, drobnymi zmarszczkami i liniami. Jest także doskonałym remedium w przypadku cery poszarzałej i pozbawionej blasku.

Dermalogica BioLumin-C Serum umieszczone zostało w prostej, ale estetycznej białej buteleczce o pojemności 30ml. Opakowanie jest wyposażone w pipetę, która działa bez zarzutów precyzyjnie odmierzając porcję wystarczającą na twarz i szyję. Dużą zaletę stanowi 12M PAO, dzięki któremu produkt można zastosować jako kurację ciągłą lub też podzielić np. na 3 krótsze robiąc sobie w międzyczasie przerwy w stosowaniu. Ostrzegam jednak, że jego używanie wciąga jak narkotyk:)

Kosmetyk posiada nietypowy, ale bardzo przyjemny zapach, który utrzymuje się na skórze przez jakiś czas od aplikacji. Przypomina mi on mieszankę ziół z domieszką rodzynek, ale na pewno już wiesz, że mój nos dość specyficznie odbiera zapachy. Dlatego nie ręczę za odczucia osób trzecich w tym zakresie:) Jego konsystencja jest dość lekka, w kierunku żelowej, ale jednak nieco innej niż większość znanych mi produktów. Jeśli nałoży się większą ilość, sprawia wtedy wrażenie lekko oleistej. Zresztą jest to serum wyjątkowe pod każdym względem. Spójrz tylko na skład, o którym wspomniałam wyżej. Powiedzieć o nim oryginalny to tak jakby nic nie powiedzieć. Przerobiłam mnóstwo preparatów z witaminą C, ale z tak złożonym składem jeszcze się nie spotkałam. Wśród substancji zawartych w serum znajdują się bowiem zarówno dwie stabilne formy witaminy C, kompleks krzemu, naturalne wyciągi, jak i peptyd składający się z trzech aminokwasów. 

Witamina C jest składnikiem, który z niewielkimi przerwami niemal zawsze znajduje miejsce w mojej pielęgnacji. Chętnie sprawdzam nowe produkty, ale też wracam do tych, które już znam. Jednym z nich jest bestsellerowe serum Dermalogica  Biolumin-C, które miałam już kiedyś w formacie mini, a w tym roku powróciło do mnie już w pełnym wymiarze. Pięknie wchłania się do matu i nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Najbardziej polubiłam jego stosowanie na noc w wieczór bez retinalu lub ewentualnie na dzień pod SPF. Nie zaobserwowałam żadnych podrażnień, pieczenia podczas aplikacji ani „zapychania” mojej mieszanej cery. Skóra stała się jaśniejsza, bardziej gładka i promienna, a jej koloryt jednolity. Sprawia wrażenie lepiej odżywionej i bardziej jędrnej. Serum nie wysusza skóry, a wręcz wspomaga nawilżenie.

Dermalogica Ultracalming Mist

Dermalogica Ultracalming Mist

Ultracalming Mist to delikatny tonik w sprayu dla cer bardzo wrażliwych o właściwościach łagodzących, nawilżających i błyskawicznie uwalniających od uwrażliwienia. Wspiera barierę ochronną skóry oraz pomaga uwolnić ją od podrażnienia, zaczerwienienia lub pieczenia. Mgiełka wspomaga także procesy gojenia, więc może być stosowna po zabiegach złuszczających. W jej składzie znajduje się kompleks Ultracalming oraz sok z liści aloesu znany ze swoich właściwości łagodzących.


Dermalogica Ultracalming Mist to tonik w sprayu, który został opakowany w białą butelkę o nietypowej pojemności 177ml. PAO w jego przypadku również wynosi 12M. Dzięki atomizerowi można ją rozpylać bezpośrednio na twarz. Ale jeśli nie lubisz mgiełek to można także wylać porcję na wacik i delikatnie zaaplikować na twarz lub zastosować najbardziej ekonomiczną opcję, czyli wklepać tonik bezpośrednio dłońmi. Wybór należy do Ciebie.

Co ważne, produkt nie posiada dodatkowych, sztucznych substancji zapachowych ani barwników. W moim odczuciu mgiełka jest praktycznie bezzapachowa. A jeśli „wytężyć węch” to można by rzec, ale pachnie lekko medycznie, czyli moje klimaty. Nie mam tutaj jednak na myśli zapachu szpitala. To naprawdę ultra subtelna woń, która nie utrzymuje się na skórze. Właściwości kojące toniku w mgiełce Dermalogica sprawiają, że jest on idealnym kompanem podczas kuracji kwasami lub retinoidami albo podróży samolotem, która niekiedy sprawia, że skóra staje się sucha i podrażniona.

Mgiełka posiada wodnistą konsystencję, która nie pozostawia na skórze lepkiej ani błyszczącej warstwy. Działanie najłatwiej podsumować słowami - zgodne z opisem producenta i takie kosmetyki cenię najbardziej:) Wstępnie nawilża, koi, delikatnie wygładza i dobrze przygotowuje skórę na kolejne kroki w pielęgnacji. Idealny duet z Biolumin-C serum o którym wspominałam wyżej. Ale tak naprawdę dobrze wpisze się w każdą pielęgnację. Pod warunkiem, że nie masz uczulenia na żaden ze składników.

Produkty Dermalogica dostępne są w Topestetic, gdzie dostawa zawsze jest błyskawiczna i bez opłat. A dodatkowo możesz liczyć na porady kosmetologów i próbki do każdego zamówienia.

Miałaś już okazję korzystać z kosmetyków Dermalogica? Stosujesz w swojej pielęgnacji sera z witaminą C lub kosmetyki łagodzące?

Czytaj dalej »