środa, 17 lipca 2019

iUNIK Propolis Vitamin Synergy Serum - pielęgnacja z propolisem w tle!

W ten listopadowy, a przepraszam… lipcowy wieczór zbieram się do napisania recenzji mojego pierwszego produktu marki iUNIK, która od jakiegoś czasu dostępna jest na Jolse, kusząc dobrymi opiniami klientów oraz niewygórowanymi cenami. Długo zastanawiałam się, co wybrać na pierwszy ogień i początkowo myślałam o pielęgnacyjnym trio, ale ostatecznie zdecydowałam się na iUNIK Propolis Vitamin Synergy Serum, a resztę pielęgnacji uzupełniłam innymi markami;) 
iUNIK Propolis Vitamin Synergy Serum

iUNIK Propolis Vitamin Synergy Serum


Jest to witaminowe serum do twarzy w 70% składające się z ekstraktu z propolisu, który ma za zadanie odżywiać i koić skórę. Ponadto 12% składu stanowi ekstrakt z rokitnika, dalej mamy jeszcze jakże popularny ekstrakt z wąkroty azjatyckiej oraz hydrolat z róży. Serum posiada właściwości przeciwzapalne, rewitalizujące, wygładzające i rozjaśniające cerę.
iUNIK Propolis Vitamin Synergy Serum blog

Skład: Propolis Extract, Hippophae Rhmnoides Fruit Extract, Water, Butylene Glycol, Glycerin, Methylprpanediol, Niancinamide, Dipropylene Glycol, 1,2-Hexaanediol, Rosa Damascena Flower Water, Sodium Hyaluronate, Betaine, Glycosyl Trehalose, Honey Extract, Beta-Glucan, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Allantoin, Carbomer, Arginine, Hydroxyethylcellulose, Adenosine, Dipotassium Glycyrrhizate, Pentylene Glycol, Citrus Auranitum Eergamia Fruit Oil, Centella Asiatica Extract, Portulaca Oleracea Extract, Hamamelis Virginiana Extract, Punica Granatum Fruit Extract, Ficus Carica Fruit Extract, Mours Alba Fruit Extract, Ginkgo Biloba Nut Extract, Caprylyl Glycol.
iUNIK Propolis Vitamin Synergy Serum gdzie kupić

W przeciwieństwie do przecudnej urody serum Mamonde, Propolis Vitamin Synergy Serum marki iUNIK, nie powala swoim wyglądem;) Nie ma w nim nic niezwykłego. Ot, pospolita szklana butelka z pipetą. Aczkolwiek na plus zasługuje to, że owa pipeta nie jest awaryjna;) Udało mi się bowiem uszkodzić tego typu ustrojstwo w serum Perfecty, które zużyłam jakiś czas temu;) Pojemność wynosi 50ml, więc całkiem przyjemnie jak na serum dla takiego nałogowego wklepywacza jak ja;) 
iUNIK Propolis Vitamin Synergy Serum opinie
Serum według mnie nie posiada zapachu i spoko, bo mogła to być jakaś nieznośna, bliżej nieokreślona woń;) A zapach „niczego” zawsze mile widziany;) Konsystencja serum jest delikatna niczym lekko zagęszczona woda;) Jego kolor w opakowaniu jest złocisty i może nie będę pisać co mi przypomina;) Niemniej na skórze serum jest bezbarwne. Wchłania się szybciutko nie powodując rolowania się innych kosmetyków. Nie lepi się ani nie pozostawia błyszczącej, tzn. tłustej poświaty. Bez problemu można od razu nałożyć na nie krem lub maskę całonocną. Serum włączyłam do swojej wieczornej pielęgnacji, ale zdarzało mi się też użyć na dzień żeby sprawdzić jak się dogaduje z makijażem. I tutaj nie zauważyłam żadnych problemów, obojętnie czy nakładałam jeszcze dodatkowo bazę czy tylko krem. Miałam lekkie obawy, co do propolisu, ale muszę przyznać, że na mojej mieszanej skórze serum wypadło naprawdę wzorowo. A dzięki temu, że rano używałam innego produktu, moja pielęgnacja była urozmaicona:) Najdobitniej udało mi się zaobserwować właściwości rozświetlające, całkiem dobrze serum radzi sobie też z drobnymi podrażnieniami. Nie jest to kosmetyk, który może zastąpić krem, ponieważ jego formuła jest zdecydowanie zbyt lekka, ale w połączeniu z kremem działa jak natura chciała;) Cera staje się gładka i odżywiona. Właściwości rozjaśniających nie odnotowałam, ale akurat nie było mi to potrzebne, bo lubię swoją karnację i nie mam przebarwień. Nie zauważyłam wzmożonego powstawania niedoskonałości etc. Mimo wcześniejszych wątpliwości i mało zachęcających opakowań, na pewno wypróbuję jeszcze coś z tej marki:) Według mnie godne polecenia serum w przystępnej cenie.


Znacie koreańskie kosmetyki iUNIK? Co polecacie?
Czytaj dalej »

niedziela, 14 lipca 2019

Mamonde Red Energy Recovery Serum – czerwona siła dla Twojej skóry!

Kiedy zobaczyłam nowość Mamonde Red Energy Recovery Serum, od razu wiedziałam, że chcę je wypróbować:) W zeszłym roku byłam bardzo zadowolona z kremu pod oczy tej marki (to ten od wypadku na drzewie:P), więc cały czas miałam Mamonde w pamięci:) Czy tylko mnie się kojarzy z mamoną?;) Przyznaję jednak, że trochę się wahałam czy wybrać owe serum od razu, przecierając szlaki innym czy może jednak skomponować pielęgnację na bazie jednej marki, a o serum pomyśleć później;) Ostatecznie jednak czerwień wygrała;) 
Mamonde Red Energy Recovery Serum blog

Mamonde Red Energy Recovery Serum


Mamonde Red Energy Recovery Serum opinie

Jest to serum regenerujące, które ma za zadanie wygładzić skórę zaledwie w ciągu 5dni, a po 14 dniach ma ona zyskać blask i wzmocnienie. Energia pochodząca z kwiatów codziennie odżywia skórę wzmacniając jej barierę ochronną, dostarczając wilgoć i niwelując oznaki zmęczenia.
Mamonde Red Energy Recovery Serum review

Serum otrzymujemy w takim całkiem radosnym kartoniku z dodatkową nakładką;) Wewnątrz znajduje się porządna szklana butelka o pojemności 50ml, czyli większej niż standardowo. Sera za zwyczaj szybko mi się kończą, więc nawet doceniam ten gest;) Sama butelka jest po prostu śliczna. Zdjęcia nie oddają jej piękna, ale na żywo prezentuje się bardzo elegancko. Widzę, że Mamonde lubi ombre tak jak ja;) Pompka działa bardzo sprawnie, przez cały czas użytkowania nic się nie zniszczyło. Nie udało mi się też oberwać zawartością w oko;) Pełna profeska. Poziom zużycia możemy kontrolować patrząc pod światło;) 
Mamonde serum czy warto

Red Energy Recovery Serum od Mamonde posiada konsystencję lekkiej emulsji, która szybko się wchłania i rozprowadza bez żadnych przeszkód. Zapomniałam zrobić zdjęcia, ale postaram się potem uzupełnić:)  Zapach serum jest bardzo ładny i jednocześnie z tych niemalże niewyczuwalnych, a jeśli już to tylko podczas aplikacji, co akurat mnie bardzo odpowiada. Ciężko mi do czegoś porównać tę niewinną woń, ale powiedzmy, że idzie w kierunku jakiegoś egzotycznego kwiatu (wszak Mamonde bazuje w dużej mierze na ekstraktach kwiatowych) z leciutką domieszką owocowej nutki. Dla mnie śliczny i właściwie jednak nie obraziłabym się gdyby utrzymywał się na skórze;) Na pewno nikomu nie będzie przeszkadzał, bo nie jest to żaden zapach z ogonem. Cieszę się, że zdecydowałam się na to serum, ponieważ nie mogę powiedzieć żeby mnie zawiodło. Przeciwnie, bardzo ładnie wpisało się w moją letnią pielęgnację (używam od początku czerwca). Serum jest lekkie, nie obciąża i nie przetłuszcza skóry. Nie lepi się, nie roluje. Dobrze współpracuje tak naprawdę z każdym kosmetykiem. Łącznie z maską całonocną Dr.Jart+ i makijażem (stosowałam je głównie na dzień, ale i na noc jest w porządku). A jeśli bardzo nie chce nam się aplikować kremu (np. podczas upałów) to serum nałożone grubszą warstwą solo też da radę;) Nie miałam co prawda cery wymagającej głębokiej regeneracji, ale myślę, że obietnice producenta zostały spełnione. Skóra stała się lepiej nawilżona, bardziej promienna i po prostu zdrowa. Nie mam żadnych zastrzeżeń, co do działania czy też komfortu stosowania. Wstyd przyznać, ale wszystko mi w nim pasuje. Jedynie cena mogłaby być nieco niższa. Choć na Jolse bardzo często są rozmaite promocje:)  


Jak Wam się podoba moje ombre serum? Znacie koreańską markę Mamonde? Coś polecacie albo odradzacie?
Czytaj dalej »

czwartek, 11 lipca 2019

Dr. Jart+ Water Fuse Hydro Sleep Mask!

Kosmetyki Dr. Jart+ interesowały mnie już od pewnego czasu, ale jakoś nie mogliśmy się zgrać pod względem terminu;) W końcu jednak przyszła pora i jako pierwszy produkt wybrałam Dr. Jart+ Water Fuse Hydro Sleep Mask, czyli maseczkę całonocną. Miałam w planach też krem lub jeszcze jedną maskę, ale schodziły jak świeże bułeczki i póki co musiałam obejść się smakiem:) A jak sprawdził się u mnie ten premierowy kosmetyk?

Dr. Jart+ Water Fuse Hydro Sleep Mask blog

Dr. Jart+ Water Fuse Hydro Sleep Mask


Różowa sól himalajska, która jest bogata w minerały pomaga zatrzymać w skórze wilgoć i zwiększyć jej witalność. Akwaporyny wspomagają wygładzanie i wchłanianie. 
Dr. Jart+ maska całonocna gdzie kupić

Całonocna maska Dr. Jart+ znajduje się w smukłym opakowaniu wyposażonym w wygodny atomizer. Nie ma żadnej dodatkowej osłonki, więc jest zawsze gotowy do użycia;) Pojemność to standardowe 50ml, PAO natomiast 12 miesięcy. Wizualnie opakowanie mi się podoba. W zeszłym miesiącu zrobiłam sobie nawet paznokcie pod kolor;) Muszę jednak przyznać, że nie jest zbyt fotogeniczne. Nie mogłam dojść do ładu ze zdjęciami;) Pojemnik jest chyba za długi żeby ładnie wyglądał na fotografiach w moich warunkach mieszkaniowych;) Na minus jest to, że niestety nie można kontrolować poziomu zużycia maski. Próbowałam pod światło, ale albo zużyłam za mało (co wydaje mi się mało prawdopodobne przy regularnym stosowaniu) albo po prostu nie mogę się dopatrzeć. No nic;)
Dr. Jart+ Water Fuse Hydro Sleep Mask konsystencja

Maska Dr. Jart+ jest przezroczystym kremem o konsystencji żelu;) Bardzo sprawnie i gładko się rozprowadza, wręcz ślizgając się po skórze. Dlatego przypomina mi silikonowe bazy pod makijaż;) Po wklepaniu maski warto przycisnąć twarz dłońmi żeby ładniej się wchłonęła;) Przy pielęgnacji warstwowej robię tak właściwie zawsze. Niemniej nie zauważyłam żeby jakoś szczególnie się lepiła. Bardziej lepka była moja esencja, a maska w moim odczuciu pomagała zniwelować ten efekt;) Jeśli chodzi o zapach to maska idzie raczej w kierunku bezwonnej, ale możliwe, że po prostu inne moje kosmetyki zagłuszały jej zapach;) Sądzę jednak, że mój nos by to wyczuł, więc skłaniam się ku bezzapachowej lub bardzo subtelnej woni;) Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie to plus. Tak czy inaczej komfort stosowania w moim odczuciu jest na wysokim poziomie. Odkąd mam tą maskę stosuję codziennie wieczorem. Można jako ostatni etap pielęgnacji, czyli już po kremie, ale bardzo dobrze spisuje się też na serum;) Zwłaszcza podczas upalnych dni, które ostatnio brutalnie mi odebrano:D Przyznam, że mimo iż jest to maska całonocna to polubiłam ją na tyle, że zdarza mi się użyć również rano. Sprawdza się bez zarzutów nawet pod makijaż;) Nie obciąża mojej mieszanej cery i nie powoduje powstawania niedoskonałości. Sprawia, że skóra jest bardziej gładka, a uczucie nawilżenia pozostaje na dłużej. Twarz jest po niej milutka, a ja dodatkowo stosuję też na szyję i dekolt. Zdecydowanie polecam:)
Dr. Jart+ Water Fuse Hydro Sleep Mask opinie

Maska dostępna jest na Jolse. Trzeba jednak polować, ponieważ często jest wykupiona. Zwłaszcza, gdy trwają promocje. 


Znacie Dr. Jart+ Water Fuse Hydro Sleep Mask? Polecacie jakieś inne kosmetyki Dr. Jart+?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 8 lipca 2019

NYX Glitter Primer – hit czy kit?

NYX Glitter Primer zwany też klejem do brokatu to chyba najpopularniejszy produkt marki NYX;) Przez większość czasu pozostawałam obojętna na jego wdzięki. Ale mimo tego, że niemalże wcale nie oglądam urodowych filmików na YT, to nawet mi zaczął wyskakiwać z lodówki i odnosiłam wrażenie, że używa go prawie każda miłośniczka makijażu;) Miałam w swoich zasobach bardzo dobrą bazę Smashbox, ale pomyślałam sobie, że wypróbuję to błyszczące cudo. Czy baza pod brokat okazała się przydatna?
NYX Glitter Primer blog

NYX Glitter Primer to produkt, który poprzez zwiększenie przyczepności do skóry, ma za zadanie zapobiec osypywaniu się produktów do makijażu. Zwłaszcza brokatowych lub sypkich cieni albo do bardziej artystycznych makijaży. Można go stosować również na usta. Wszystko zależy od naszej inwencji twórczej;) 
NYX Glitter Primer czy warto

Baza NYX opakowana została w kartonik, wewnątrz którego znajdziemy holograficzną 10ml tubkę z wąską końcówką umożliwiającą precyzyjne dozowanie nawet minimalnej ilości produktu. PAO to zaledwie 6 miesięcy i myślę, że przy domowym, nawet codziennym użytkowaniu nie ma szans, żeby zużyć bazę w tym terminie. Zwłaszcza, że produkt na ogół nakłada się w naprawdę śladowych ilościach. Sama baza według mnie nie posiada zapachu. Po wyciśnięciu ma ona jasny, lekko perłowy kolor. Natomiast po rozprowadzeniu baza staje się praktycznie bezbarwna. 
NYX Glitter Primer jak stosować

Jaka jest różnica między zwykłą bazą, a Glitter Primer? 


Większość baz pod cienie sprawia wrażenie lekko tłustawych albo przypomina typowe silikonowe bazy pod podkład. Z kolei baza NYX jest klejąca, dzięki czemu zdecydowanie ułatwia aplikację cieni, zapobiegając irytującemu osypywaniu się. Nie wiem jak jest z Wami, ale mnie mega irytują sypiące się cienie. Nie mam ochoty czyścić blatu toaletki po każdym makijażu;) Po użyciu bazy NYX cienie stają się bardziej błyszczące, a kolory intensywniejsze i trwają na powiekach przez wiele godzin. Tak naprawdę do momentu zmycia. Sprawdzone na tzw. tłustej powiece, mojej własnej;) Ciekawe jest też to, że bazę można nakładać także na inne, nałożone już cienie, gdy np. na matowy cień nakładamy połyskujący z tendencją do osypywania. Baza szybko zastyga, więc nie trzeba czekać rok z aplikacją cieni;) Czytałam, że niekiedy uczula, ale uczulać tak naprawdę może wszystko. U mnie na szczęście nic złego się nie dzieje. Doskonale sprawdza się również, jako baza pod zwykłe cienie, niekoniecznie błyszczące, brokatowe, foliowe czy sypkie. 
NYX Glitter Primer opinie
Poza krótką datą przydatności od otwarcia (wspomniane już 6 miesięcy) produkt bez wad, niedrogi, łatwy, szybki w użyciu i przede wszystkim skuteczny. Spełnia swe zadanie w 100%:) Na usta nakładać nie próbowałam, bo przyznaję, że nie miałam potrzeby tego robić. Nie jest to może must have, ale na pewno wiele ułatwia podczas makijażu. Jeśli lubicie cienie do powiek to warto zainwestować w Glitter Primer od NYX.


Znacie NYX Glitter Primer?
Czytaj dalej »

piątek, 5 lipca 2019

Notino Summer Black Friday 2019!

Podobnie jak w zeszłym roku, już za parę dni Notino rusza z Summer Black Friday. Czarny piątek tyle, że w wersji hot;) Nie wiem jak jest z Wami, ale mnie nawet bardziej przekonuje taki wakacyjny termin;) W ogóle wszystko, co letnie mocniej do mnie trafia. Co nie powinno dziwić w przypadku osoby, która ze wszystkich pór roku w pełni uznaje jedynie lato;) Prawdziwie letniej pogody, (poza małymi incydentami) w tym roku w Polsce nie brakuje, więc może by tak uczcić to jakimiś kosmetycznymi zakupami? Zobaczcie, co w tym roku przygotowało Notino.

Notino Summer Black Friday 2019 promocje




Promocja trwać będzie w dniach 8.07-14.07.2019r.


Black Summer Friday przewiduje 20% zniżkę m.in. na produkty marek – Dermacol, Calvin Klein, Bath and Body Works, Filorga, Sally Hansen, Rimmel, American Crew, Foreo, Braun, Philips. Pełna lista marek objętych promocją dostępna jest pod linkiem wyżej. Żeby skorzystać z promocji wystarczy w koszyku wpisać kod - notino.
Notino Black Summer Friday 2019

Procentowo nie jest to może bardzo duży rabat, ale warto pamiętać, że na Notino i tak wiele produktów ma niższą cenę wyjściową w porównaniu do innych perfumerii. Dobór marek wydaje mi się fajny, ponieważ niemalże z każdej byłabym w stanie wybrać coś typowo dla siebie;) Gratką jest tutaj Bath and Body Works, bo jak sami wiecie, stacjonarny dostęp do ich świec i kosmetyków jest naprawdę mocno ograniczony. Jak już ostatnio wspominałam, udało mi się tam upolować świecę Island Margarita, o której pisałam w poprzednim wpisie. A znalezienie czegokolwiek z tej linii zapachowej graniczyło z cudem, nawet w salonach firmowych;) Liczę, że pewnego dnia uda mi się trafić ponownie na żel antybakteryjny Island Margarita albo żel pod prysznic. Cokolwiek, bo uwielbiam ten zapaszek, a nadzieja umiera ostatnia:D Na pewno warto też zwrócić uwagę na kosmetyki Filorga. Sama zaopatrzyłam się w zeszłym miesiącu w krem pod oczy i na pewno mogę też polecić maskę Meso Mask, której pełnowymiarowe opakowanie miałam dłuższy czas temu, a potem trafiła jeszcze do mnie w formie miniaturki. Mocno wakacyjną propozycją wydaje mi się Calvin Klein, który w dużej mierze kojarzy się z letnimi edycjami limitowanymi CK Summer. Sama zastanawiałam się nad tegoroczną odsłoną Summer, ale jeszcze nie zdecydowałam czy muszę to mieć:) Jest to też dobra okazja żeby wybrać coś na prezent. U mnie ten temat jest na czasie właściwie przez większość roku, ponieważ sporo upominków wybieram naprawdę duuuużo wcześniej i niektórzy dostali już ode mnie na przyszłą gwiazdkę. To nie żart;) Teraz muszę się pilnować, bo jeśli dalej tak pójdzie to za chwilę będę miała prezenty na przeróżne urodziny w 2020 etc;) Tak czy inaczej zachęcam do pobuszowania po stronie, może wpadnie Wam coś w oko:)


Lubicie marki objęte promocją?
Czytaj dalej »

wtorek, 2 lipca 2019

Bath and Body Works Island Margarita!

Coś podejrzanie trudno było mi wrócić do rzeczywistości po przyjemnym weekendzie;) Ale po odrobinę dłuższej niż za zwyczaj przerwie, jestem i jako tako ogarniam;) Choć przez brak zgranych zdjęć, wizja odroczenia publikacji zaczęła mi się wydawać kusząca;) Ja właściwie nie potrafię napisać tekstu, jeśli nie mam przygotowanych w folderze zdjęć;) Po chwili zwątpienia przesłałam sobie jednak na szybko te moje „arcydzieła” i oto jestem z rzeczą niecodzienną;) Wszak przez ponad 5 lat istnienia tego bloga chyba jeszcze nie zdarzyło mi się napisać o świecy;) Dodałabym nawet „głupiej świecy”;) A sorry, jednak była raz w 2013;) Nie lubię świec. Same w sobie nie są niczym złym, ale za zwyczaj nie mam ochoty ich palić, więc jak jakąś dostanę to najczęściej przekazuję dalej. Choć paradoksalnie zdarza mi się też kupić na prezent (jeśli wiem, że osoba obdarowana je lubi;)). Sama jednak nieszczególnie potrzebuję tego typu dodatków. Kiedyś byłam fanką, ale ludzie się zmieniają;) Niemniej jak na pełną sprzeczności osobę przystało, gdy tylko zobaczyłam na Notino świecę Island Margarita od Bath and Body Works, musiałam ją mieć;) Straciłam już nadzieję na ponowny zakup żelu antybakteryjnego o tej samej nazwie, ale lubię ten zapach tak bardzo, że postawiłam na substytut, tyle, że pod postacią świecy. Byleby móc cieszyć się tym zapachem;) Czasem nawet Skorpion idzie na drobne ustępstwa;)

Bath and Body Works Island Margarita świeca opinie

Bath and Body Works Island Margarita świeca zapachowa


Island Margarita to według tego, co znalazłam w sieci tropikalny koktajl ze świeżo wyciśniętej limonki, gruszki Anjou i soli morskiej. Gdzieniegdzie można też trafić na wzmiankę o obecności słodkiej mandarynki;) Moja świeca to wersja duża – 411g. Jeśli już mam kupić świecę to wolę raczej te kompaktowe. Dostępna była jednak tylko duża i w obawie, że mi wykupią postanowiłam nie wybrzydzać;) Miałam już raz świecę tej marki i nie da się ukryć, że Bath and Body Works „umie w świece”;) One pachną intensywnie także na sucho, bez palenia;) Zapach nawet zamkniętej świecy jest dla mojego nosa na tyle wyczuwalny, że na noc muszę ją chować do szafki;) Tak, szlachta nie lubi, gdy coś zakłóca i tak mało spokojny już sen;) Jestem osobą, która budzi się w nocy kilka razy i potem wygląda jak Zombiak;) A przy mocniej manifestujących się woniach mogę wręcz w ogóle nie zasnąć;) 
Bath and Body Works świeca czy warto

Przy dużej świecy nowością były dla mnie 3 knoty, bo muszę przyznać, że mam taką świecę po raz pierwszy;) Na plus jest na pewno to, że wypala się równomiernie. Przynajmniej do tej pory;)

Jak pachnie Island Margarita?


Pojadę banałem, ale wiecie, że nie lubię silić się na niestworzone historie, które nie mają zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością;) Wolę mało romantyczny, ale prawdziwy zbiór skojarzeń;) Dla mnie Island Margarita pachnie szczęściem, radością i beztroską. To na wskroś wakacyjny zapach. Soczysty niczym drinki z palemkami gdzieś w nadmorskiej miejscowości;) Limonka i sól morska budzą we mnie same pozytywne emocje, a gdzieś w oddali pobrzmiewa odrobina słodyczy;) Czy świeca zastąpiła mi ukochany żel antybakteryjny o tym samym zapachu? Nie do końca, ponieważ nie ma to jak poczuć zapach bezpośrednio na sobie. A uwierzcie… to jest sztos! Kiedy go miałam, większość znajomych chciało go ode mnie odkupić:D Świeca to jedynie zapach w tle, ale lepszy rydz niż nic! Pod względem jakości i tak jest to najlepsza świeca z jaką miałam do czynienia. Zostawię sobie trochę na zimę, żebym mogła ją dzielnie bojkotować i udawać, że jest lato, kiedy już przyjdzie złośliwy bałwanek;)
Bath and Body Works świeca Island Margarita opinie

Jeśli zależy Wam na dobrej, jakości świecach o pięknych i intensywnych zapachach, to na pewno warto spojrzeć w kierunku BBW:) Salonów tej marki jest w Polsce niewiele. Zakup online też graniczy z cudem, ale tak jak wspomniałam, można trafić na takie rarytaski w sklepie Notino. Mają teraz duży wybór świec:) Zapachów co nie miara, a jeśli nawet tak wybredny nos jak mój znalazł coś dla siebie to każdy da radę;)


Znacie świece BBW? Macie jakieś ulubione zapachy tej marki? Co możecie polecić?
Czytaj dalej »

piątek, 28 czerwca 2019

Czerwcowa drogeria niczym fanaberia!

W maju nowości miałam mnóstwo lecz zakupów jak na lekarstwo. Dlatego też w czerwcu trochę mi się ulało i przytuliłam kilka rarytasków z inicjatywy własnej;) Chociaż nowości ze świata również nie zabrakło;) Dodatkowo miałam też nastrój na stopniowe kompletowanie prezentów gwiazdkowych i jest spory progres w tej kwestii:D Ale o tym już wiecie z mojego Insta, gdzie czasem uchylam rąbka tajemnicy:P Miałam się ogarnąć z tą prezentową nadpobudliwością, ale finalnie postanowiłam nie walczyć z przeznaczeniem;) Pochwalę jeszcze ładną czerwcową pogodę i możemy przechodzić do rzeczy, czyli czerwcowych nowości kosmetycznych.


Sephora Box

Zacznę od moich zakupów;) Na manicure i pedicure hybrydowy chodzę do salonów (tak, żeby życie miało smaczek jeden jest od stóp, a drugi od dłoni:P), ale na moje nieszczęście wybór niebieskich lakierów jest w nich niemal znikomy;) Manikiurzystki chyba nie kochają blue:/ Dlatego też przygarnęłam dwa niebieskie odcienie z nowych kolekcji lakierów hybrydowych. Pierwszy z nich to Semilac 545, a drugi Neonail Cool Breeze;) Któregoś razu zobaczyłam u kogoś na Insta Story pudełka Sephora Happy Birthday Box, przeznaczone do sprzedaży z okazji 20-lecia działalności perfumerii Sephora w Polsce. Pomyślałam sobie „boxy sroksy, na co to komu”. Ale następnego dnia rano znowu mnie zaatakowały na jednym z blogów i jak to mówi Interendo, dostałam kociokwiku:P Nagle musiałam mieć box dla siebie i jeszcze tego samego dnia misja została zakończona sukcesem;) Wszak w Galerii Łódzkiej szczęśliwie były. Potem olśniło mnie żeby kupić dodatkowo jeden na prezent, ale niestety dwa dni później było już po Ptokach;) Wybrałam box nr 1:) Nie robiłam zdjęć poszczególnych produktów, ale spis zawartości można zobaczyć na stronie Sephory;) Częścią składu się podzieliłam żeby zrobić małą przyjemność innym, ale uważam, że całość była naprawdę bardzo udana i warta zakupu:) W dodatku box był ładnie opakowany. Jedyne co mnie zniesmaczyło to fakt, że część produktów miało napis - "próbka, nie do sprzedaży", więc de facto powinny być gratisami;) Widoczna na zdjęciu biała tubka to z kolei Żel pielęgnacyjno-łagodzący Thermi, który sprezentowała mi moja mama po tym jak pewnego dnia zobaczyła moją twarz:D Miałam pewien groźnie wyglądający incydent skutkujący silnym zaczerwienieniem, a także napięciem, swędzeniem i łuszczeniem się skóry. Pierwszy raz mnie coś takiego spotkało (życie jednak potrafi zaskoczyć:P), ale zmierzam do tego, że dopiero ten żel mi pomógł i to bardzo szybko! Także hit, bo nic z codziennej pielęgnacji nie przyniosło ulgi. 
Bath and Body Works Island Margarita
Przez parę dobrych lat miałam "żałobę" po żelu antybakteryjnym Bath and Body Works Island Margarita, ponieważ ciągle był nieuchwytny, a piekielnie mi się podobał... Kiedy więc zobaczyłam świecę BBW Island Margarita to kupiłam, mimo że nie przepadam za świecami i rzadko je palę;) Ważne jednak było to, że to TEN ZAPACH. Jakiś czas chodziły mi po głowie perfumy Roberto Cavalli Paradiso (nazwa działała na moją wyobraźnię:P), ale niestety w Łodzi nie było gdzie sprawdzić zapachu;) Po drobnym namyśle i krótkiej konsultacji ze Snow White, kupiłam jednak w ciemno:D
Filorga blog
Marka Filorga dotychczas była mi znana jedynie z maseczki Meso Mask, ale miałam apetyt na więcej;) Kupiłam więc tym razem krem pod oczy Time-Filler Eyes i załapałam się też na zestaw gratisowych miniaturek. W końcu zdecydowałam się też na esencję do twarzy Caudalie Vinoperfect oraz żel Dove z glinką różową;) 
Miya maseczki i peeling Mizon
Postanowiłam też uzupełnić braki moich ulubieńców:) Chodzi o fenomenalny peeling Mizon, który niedawno zużyłam oraz maseczki Miya, które goszczą u mnie już po raz 3-ci;) To są takie rzeczy, które po prostu muszę mieć kolejny raz:) Mimo, że raczej nie lubię mieć w kółko tego samego;) Drogeria Pigment dorzuciła mi do zakupu tego jednego peelingu ponad 30 szt cukierków;) Także jeśli zastanawiacie się, która drogeria jest najsłodsza to bez wątpienia Pigment!:D Cała rodzina się najadła😋 Jeśli chcesz nie tylko o siebie zadbać, ale także osłodzić sobie życie - kupuj w Pigmencie😂 Sorry, musiałam;)
Bath and Body Works nowosci
Przy okazji krótkiej wymiany wrażeń odnośnie wspaniałego zapachu Island Margarita upolowanego w sieci, zmolestowałam Adę o zakup kilku żeli antybakteryjnych Bath and Body Works;) Na sklep stacjonarny w Łodzi na razie nie ma co liczyć, a te żele są naprawdę nie do podrobienia i zawsze muszę jakiś mieć. Najlepsze! Skusiłam się na 5 sztuk, z czego 1 trafił do siostry:) Moje zapachy to Peach Bellini, Pineapple Mango, Let's Flamingle i I'm Really a mermaid. Nieśmiało pomyślałam też o mydłach w piance od BBW, które swego czasu były wszem i wobec zachwalane;) Nigdy ich nie miałam, więc kupiłam dwa na wypróbowanie. Są to zapachy Island Papaya i White Tea & Sage:) Kiedy Ada napisała, że oba te zapachy są sztosem, nie trzeba było powtarzać mi dwa razy, bo klamka zapadła automatycznie:D I to tyle z moich zakupów;)
nowości w pielęgnacji koreańskiej blog
Przechodząc do pozostałych nowości, nie mogło zabraknąć tych koreańskich;) Tym razem postawiłam na totalnie różnorodne pielęgnacyjne trio, w skład którego wchodzi Dr. Jart+ Water Fuse Hydro Sleep Mask, nowość Mamonde, czyli Red Energy Recovery Serum oraz iUNIK Propolis Vitamin Synergy Serum;) Niebawem na pewno dam znać co i jak;)
Perfecta Bird's Nest
Nie zabrakło też czegoś bardziej rodzimego inspirowanego azjatyckimi klimatami, czyli Perfecta Bird's Nest, o której typowo prezentacyjnie napisałam razem z 17-letnim już Maciusiem;) Narzekałam, że ślina jaskółki fuj, a tymczasem w dniu publikacji wpisu jednak otworzyłam serum. Kurtyna... Pomyślałam sobie, że jak będzie pachnieć tak jak maska to komuś oddam, ale serum posiada bardziej przyzwoity zapach i w sumie nie jest takie złe. Choć ślina jaskółek to nadal nie mój klimat;)
Oriflame nowości czerwiec 2019
Oriflame zegarek Calm

Od Oriflame tym razem wybrałam dla siebie Żel do mycia rąk i ciała oraz Balsam do rąk i ciała Essence&Co Różowy Pieprz i Rabarbar, wodę perfumowaną Paradise i delikatny złoty zegarek Calm:) 

Drugą przesyłką od Oriflame, ale już taką totalnie niespodziewaną, były letnie nowości związane z akcją  #pięknasobota. Pokazywałam je już TUTAJ.
Nuxe Huile Prodigieuse Florale
Niedawno marka NUXE wypuściła olejek Huile Prodigieuse Florale. Nie mogłam dotrzeć na event w stolicy, więc olejek sam do mnie przyjechał. Pisałam już kiedyś o 3 wersjach olejku Huile Prodigieuse, a Florale to po prostu klasyczny olejek Nuxe, tyle że w nowej odsłonie zapachowej. Zupełnie nowej... Jak już kiedyś wspominałam, nie jestem fanką zapachów olejków Nuxe, które były do tej pory dostępne. Kiedyś były dla mnie wręcz nieznośne, a po latach można powiedzieć, że zaczęłam je tolerować lecz nadal nie należą do moich ulubionych woni... Nową odsłonę otworzyłam więc z niepokojem, a tu ogromna niespodzianka! Zapach jest totalnie inny. Intensywny, kwiatowy, kobiecy i jednocześnie taki rześki. Piękny! Wersja z Maciejem dostępna TUTAJ :P


To tyle jeśli o niczym nie zapomniałam w kwestii czerwcowych nowości:)
Czytaj dalej »

wtorek, 25 czerwca 2019

Bielenda Fresh Juice rozświetlająca hydro-esencja ananas oraz nawilżający płyn micelarny pomarańcza. Warte uwagi?

Bielenda nie przestaje zaskakiwać i muszę przyznać, że od czasu do czasu sama chętnie próbuję ich nowości:) Nie bez echa przeszła u mnie seria Fresh Juice, z której ochoczo wybrałam coś dla siebie:) Żeby nie było nudno, postawiłam na dwa produkty w dwóch wersjach zapachowo-składnikowych;) Jak wypadła rozświetlająca hydro-esencja z bioaktywną wodą cytrusową oraz nawilżający płyn micelarny? Już biegnę opowiadać;)
Bielenda Fresh Juice opinie

Bielenda Fresh Juice rozświetlająca hydro-esencja z bioaktywną wodą cytrusową ananas


Długa nazwa jak na Bielendę przystało, ale przebrnęliśmy dzielnie!;) Jest to produkt inspirowany azjatyckimi rytuałami piękna. No i fajnie, bo pielęgnacja „po azjatycku” wcale nie musi być oparta w 100% na kosmetykach azjatyckich. Sama z powodzeniem stosowałam wieloetapową pielęgnację jeszcze na długo przed tym, zanim udało mi się wyodrębnić jakiekolwiek azjatyckie perełki;) Choć trzeba przyznać, że z czasem ta pielęgnacja stała się bardziej rozbudowana i dołączyły do niej np. maski całonocne i esencje;) Esencja to produkt, po który sięgam bardzo chętnie i moim tegorocznym koreańskim hitem zdecydowanie jest Secret Key. Nie ukrywam jednak, że po esencję Bielendy sięgnęłam z dużą ciekawością, ale i lekkimi obawami, co do tego czy spełni moje oczekiwania. Ze wszystkich trzech wersji zdecydowałam się na rozświetlającą. Jest ona przeznaczona do cery pozbawionej blasku. Ma zapewniać skórze natychmiastowe orzeźwienie, wspierać redukcję przebarwień, rozświetlać cerę, działać antyoksydacyjnie, odświeżać i wygładzać skórę;) Nie jest ona tak do końca przeznaczona do mojego typu cery, ponieważ przebarwień nie mam i moja skóra jest raczej zdrowa. Ale odrobina rozświetlenia jeszcze nigdy mi nie zaszkodziła;) A mając cerę w niezłym stanie, tak na dobrą sprawę mogę dość sprawnie żonglować produktami i układać swoje autorskie plany pielęgnacyjne;) Dodatkowym atutem przy wyborze był zapach ananasa, a akurat dawno nie miałam kosmetyku o tym zapachu. Swoją drogą kiedyś nie lubiłam ananasów, ale… nie lubisz to polubisz;) 
Bielenda Fresh Juice rozświetlająca hydro-esencja z bioaktywną wodą cytrusową ananas opinie

Duży plus za radosną szatę graficzną. Zarówno kartonik jak i sama butelka, wizualnie do mnie trafiają. Zresztą cała seria Fresh Juice od Bielendy prezentuje się świetnie. Tak wakacyjnie i soczyście;) Pojemność butelki to 110ml, czyli sporo, ale te koreańskie również do malutkich nie należą. PAO to 8 miesięcy i już widziałam narzekania, że nie uda się zużyć w terminie. Ale moim zdaniem kto używa sumiennie, ten zużywa i kropka:P A jak raz na tydzień to nie dziwota;) Mam małe zastrzeżenie co do dozowania, ponieważ niestety resztki płynu zasychają przy otworze i co jakiś czas trzeba go zeskrobać i przepłukać. A nie lubimy tracić czasu na pierdoły;)


Esencja posiada wodnistą konsystencję, ale nie należy do najlżejszych jakie znam;) Nie jest to taka totalna woda. Na mojej skórze trochę się lepi. Mówi się, że prawdziwa azjatycka esencja jest lekka jak woda, ale to też nie do końca prawda, ponieważ miewałam produkty, którym bliżej było nawet do kremu niż wody;) Esencja Bielendy pod względem konsystencji to dla mnie coś pomiędzy esencją, a serum. Taka lekko zagęszczona woda. Przyjemnie się rozprowadza. Choć podczas aplikacji sprawia wrażenie jakby delikatnie, miejscowo się pieniła. Uczucie subtelnej lepkości po nałożeniu jest dla mnie minusem, ale zawsze dociskam jeszcze skórę dłońmi usprawniając wchłanianie kosmetyku. Dodatkowo staram się mieć tak ułożoną pielęgnację, żeby ostatni krok (krem lub maska całonocna) skutecznie znosił uczucie lepkości (świetnie robią to zwłaszcza kremy i maski o konsystencji żelu). Producent rekomenduje stosowanie samodzielne lub pod krem. Sama esencja to raczej słaby pomysł, ponieważ nie zapewni skórze odpowiedniej pielęgnacji, a na dłuższą metę takie używanie może nawet pogorszyć jej stan;) Ale w połączeniu z kremem, a najlepiej wieloetapową pielęgnacją jak najbardziej! Komfort stosowania jest tutaj niższy niż przy Secret Key, ale nie mogę powiedzieć żeby to był zły produkt. Zwłaszcza w tej półce cenowej. Esencja jest przyjemna w stosowaniu i bardzo dobrze współpracuje z innymi kosmetykami, takimi jak serum, krem czy maska całonocna. Próbowałam jej w różnych konfiguracjach, czyli np. w opcji full albo np. tylko pod krem. Przebarwień nie mam, więc się nie wypowiem. Moja cera nie jest też raczej pozbawiona blasku (chyba, że po zarwanej nocy albo stresującym dniu), ale to przyjemny i wart poznania produkt. Jakby tu powiedzieć tanie „esencjowanie”;) Na pewno wspomaga rozświetlenie cery, która staje się gładsza i wygląda świeżo. Nawilżenie niewystarczające, ale od tego są dalsze kroki;) A zapach ananasa? Nie jest taki do końca naturalny, ale podoba mi się. To jak długo utrzymuje się na skórze zależy od tego, co nałożymy po nim, ale nie należy on do szczególnie uciążliwych. Myślę, że mimo drobnych wad, spokojnie mogłabym się pokusić o kolejną buteleczkę. Z tego, co czytałam u którejś z dziewczyn, skład również jest całkiem do rzeczy.

Bielenda Fresh Juice nawilżający płyn micelarny pomarańcza


Bielenda Fresh Juice nawilżający płyn micelarny pomarańcza opinie

Na ogół dobrze wspominam płyny micelarne Bielendy, więc bez głębszego zastanowienia postawiłam na ten z linii Fresh Juice. Dla odmiany pomarańcza, bo gdyby np. zapach esencji ananasowej mi się nie spodobał to przynajmniej miałabym micel o innym zapachu;) Główka pracuje;) Szczęśliwie jednak oba zapachy przypadły mi do gustu. Pomarańczka pachnie świeżo i delikatnie. PAO to w tym wypadku 6 miesięcy i też na spokojnie można zużyć. Do wyboru są obecnie pojemności 500ml i 100ml, choć na ten mały jakoś nigdzie nie mogę trafić. Micel ma konsystencję typowej wody i po użyciu rzeczywiście można doświadczyć uczucia nawilżenia. Ale cóż z tego skoro płyn micelarny i tak należy potem zmyć? Niemniej najważniejsze, że nie wysusza i nie podrażnia. Ja jestem specyficzną użytkowniczką płynów micelarnych, ponieważ nie używam ich do zmywania tuszu. Uważam, że większość z nich jest do tego za słaba i sama stosuję ściereczkę do demakijażu już bardzo długo;) Potrzebuję jednak micela do „patyczkowania powiek”, czyli usunięcia tego, co wyjechałam sobie wesoło tuszem na powiece (a jako ofiara tuszu, z reguły wyjeżdżam spektakularnie;)) i do demakijażu samej twarzy, czyli najczęściej pudru albo kremu BB. Zdarza mi się też zmyć micelem cienie, ponieważ z tym nie ma na ogół problemu;) Puder czy krem BB schodzi naprawdę gładko, z „wyjechanym” tuszem też luzik. Samego tuszu zmyć nim nigdy nie próbowałam. Ale usiłowałam np. zmyć produkty do brwi typu kredka czy pisak i tu już tak kolorowo nie jest, ponieważ trzeba poprawić szmatką;) Z pomadkami też jest średnio. Ciężko mi nim było usunąć także swatche pomadek Bell;) Cały czas zostawała różowawa poświata na ręce. Tak więc zależy do czego używamy micela. Z długotrwałymi pomadkami radzi sobie bardzo średnio;) Ja go kupiłam głównie do twarzy i do „patyczkowania”, więc nie jestem zbytnio zawiedziona, ale testowanie go na niektórych produktach lekko nadwyrężyło moje nerwiki;) Co zrobisz, nic nie zrobisz;) Osoby stosujące mocną tapetę niech się lepiej dwa razy zastanowią;) Dla pudernic jak najbardziej w porządku;)

Znacie kosmetyki Bielenda Fresh Juice?
Czytaj dalej »

sobota, 22 czerwca 2019

Oriflame #PięknaSOBOTA i nowości!

Oriflame wraz z Natalią Szroeder, która jest Ambasadorką marki ogłasza sobotę dniem piękna! Teraz każdy może zostać Ambasadorką Oriflame, dołączając tym samym do Natalii;)


Co trzeba zrobić żeby spróbować swoich sił?


To proste!

Oriflame #PięknaSOBOTA

Na swoim profilu na Instagramie wstaw zdjęcie lub wideo wraz z uzasadnieniem, dlaczego właśnie Ty powinnaś zostać InstaAmbasadorką akcji Oriflame. Pamiętaj, aby oznaczyć post #AmbasadorkaPięknejSoboty, #PięknaSobota i @oriflamepoland
 

Zgłoszenia przyjmowane są do 10 lipca! Nagrodą jest współpraca z Oriflame i roczny zapas kosmetyków;) Szczegółowy regulamin TUTAJ.


Sobota to najlepszy czas na znalezienie chwili tylko dla siebie;)


Korzystając z okazji pokażę Wam kilka nowości:)

Oriflame torebka Energy


Torebka Energy – Oriflame to nie tylko kosmetyki, ale również przeróżne dodatki i akcesoria. Muszę przyznać, że ta torebka totalnie mnie zaskoczyła! W życiu Romana bym jej nie zamówiła, ponieważ wydawała mi się wybitnie nie w moim stylu. Nawet nie zwróciłam na nią uwagi w katalogu;) A muszę przyznać, że na żywo torebka naprawdę zyskuje! Zdobyła nawet moje uznanie, a jestem strasznie wybredna i monotematyczna w kwestii toreb;) Nie jest to według mnie taka torba na co dzień, ale na jakieś zakupy, wyjazdy czy na plażę świetna! W komplecie mamy dodatkowo kosmetyczkę, którą możemy odpiąć i nosić osobno, a nawet przypiąć do niej pasek. Bardzo pomysłowo! Cieszę się do tej torebki jak głupi do sera:D Za kobietą jednak nie trafisz… Jedyne co bym zmieniła to kolor kosmetyczki. Rzecz jasna na niebieski:P Ale wiadomo, żółty kojarzy się ze słońcem i wakacjami;)


Okulary przeciwsłoneczne Energy – ja noszę właściwie przez większość roku, więc okulary zawsze mile widziane. Te są na mnie niestety za duże, co przy mojej drobnej twarzy nie jest niespodzianką, ale ich szczęśliwą posiadaczką stała się moja mama;)


Zestaw Energy – to też jest bardzo ciekawa sprawa! Możemy użyć, jako apaszkę, na głowę, a nawet jako torebkę dzięki dołączonemu brązowemu uchwytowi. Kolory iście wakacyjne! 
Oriflame #PięknaSOBOTA


Feel Good – ostatnio pojawiła się też nowa seria w skład, której wchodzi woda toaletowa i żel pod prysznic Loved Up oraz woda toaletowa i żel pod prysznic Wake Up! Loved Up jest bardziej romantyczna i zmysłowa, a Wake Up orzeźwiająca i radosna:)


Sun Zone nawilżający balsam po opalaniu do twarzy i ciała – latem warto mieć w zanadrzu chłodzący balsam po opalaniu, który nawilży i ukoi skórę. 


Pomadka The ONE Colour Obsession, Tempting Orange – odważny i nasycony kolor na letnie wieczory;) 


Na koniec zostawiłam coś, co zdążyłam już porządnie wypróbować i totalnie mnie oczarowało:)

Żel do mycia rąk i ciała oraz Balsam do rąk i ciała Różowy Pieprz i Rabarbar Essence&Co


Oriflame Różowy Pieprz i Rabarbar Essence&Co opinie

Zdecydowałam się na nie po tym jak potarłam pachnącą karteczkę w katalogu:) Różnie bywa z tymi karteczkami, ale tym razem nie zawiodłam się! Zapach jest naprawdę fenomenalny i wyjątkowy! Przyznacie, że połączenie różowego pieprzu i rabarbaru raczej nie jest zbyt często spotykane w kosmetykach? Może brzmi to nieco dziwnie, ale pachnie nieziemsko. Mamy wyraźny akcent rabarbaru, przełamany zadziorną pieprzową nutą. Zapach utrzymuje się na skórze przez wiele godzin. Zwłaszcza po użyciu balsamu. Sam balsam bardzo dobrze nawilża i wygładza. Miałam szansę się o tym przekonać, ponieważ jego poprzednik z Alterry robił to niestety słabo i w dodatku nieprzyjemnie się mazał. Tutaj rozprowadzanie i pielęgnacja – bajka:) Również żel do rąk i ciała jest bardzo przyjemny w użyciu. Pozostawia skórę czystą, niepodrażnioną i pachnącą:) To jedna z najfajniejszych serii Oriflame jakie miałam. Polecam jeśli lubicie nietypowe połączenia zapachowe:)
Czytaj dalej »

środa, 19 czerwca 2019

Zegarek damski Michael Kors – czy warto?

Nosicie zegarki? Ja miałam dłuższą przerwę od zakładania zegarków, ale gdzieś pod koniec zimy olśniło mnie, że znowu zacznę ich używać i mimo, że miałam coś w mojej magicznej komodzie, to uznałam, że przydałby się powiew świeżości;) Mam lekkie skłonności do przesady, więc nie skończyło się na jednym, a na trzech nowych zegarkach… I dzisiaj w ramach lekko zaniedbywanego cyklu lifestyle chciałabym napisać kilka słów o tym najulubieńszym;) Chodzi oczywiście o zegarek na stalowej bransolecie Michael Kors MK3514 MINI SLIM RUNWAY;) Czy warto kupić zegarek Michael Kors? Jak dobrać zegarek na bardzo szczupłą rękę? 
Michael Kors MK3514 MINI SLIM RUNWAY

Jeśli zastanawiacie się, dlaczego przyciągnęły mnie modne zegarki Michael Kors to odpowiedź jest bardzo prosta. Jak być może pamiętacie z mojego wpisu sprzed roku, bardzo lubię torebki Michaela Korsa. Moja opinia na ich temat nadal pozostaje niezmienna. Jakość jest bez zarzutów i w międzyczasie dorobiłam się kolejnej sztuki. Czego również nie żałuję;) Nie jestem osobą, która musi mieć wszystko markowe ani tym bardziej jednej firmy czy też w tym samym kolorze lub stylu;) Wręcz przeciwnie - lubię gdy sporo się dzieje, jest kolor i różnorodność;) Jednak wzornictwo akcesoriów MK zdecydowanie do mnie trafia i wiem, że jeśli na coś się zdecyduję to będę zadowolona:) 
Michael Kors MINI SLIM RUNWAY opinie

Wybór odpowiedniego modelu zegarka nie jest łatwy. Zwłaszcza jeśli jest się posiadaczką tak „masywnej” ręki jak moja:D Mój nadgarstek ma obwód 12,5cm, więc jest to nie lada wyzwanie;) W takich przypadkach niezbędne jest dokładne przeczesanie sklepu, który oferuje największy wybór damskich zegarków. Ja przez swoje chude łapki zawsze starałam się wybierać jak najdelikatniejsze zegarki z niewielkimi tarczami. Takie najlepiej komponują się z moją, jak ja to mówię – dramatyczną ręką;) Ale na początku tego roku pomyślałam sobie, że ręce mam, jakie mam i skoro do tej pory się to nie zmieniło to możliwe, że już się nie zmieni;) Ewelina też chce być czasem modna, a nie tylko myśleć o drobnej rączce albo nóżce. Grunt, że są;) Z związku z tym, parę miesięcy temu zaszalałam i postawiłam na model z tarczą 38mm. Noszę go, ale wyobraźnia jednak mnie trochę poniosła, ponieważ jego tarcza praktycznie wystaje poza mój nadgarstek;) W dodatku pasek z regulowanym (przesuwanym) zapięciem sam w sobie jest super, ale po dopasowaniu powoduje, że… mam go pod tarczą;) Ta ostatnia kwestia mi co prawda nie przeszkadza (występuje w dwóch moich zegarkach), ale muszę przyznać, że bawi mnie niezmiernie;) Niektórzy nawet twierdzą, że powinnam zapłakać nad swym losem. Ale ja wiem, że w niczym mi to nie pomoże;)
Michael Kors MK3514 MINI SLIM RUNWAY blog

Metodą prób i błędów doszłam więc do wniosku, że jeśli już chcę mieć modny zegarek z dużą tarczą to mimo wszystko musi być trochę mniejsza;) W ten sposób wytypowałam, że maksymalna szerokość tarczy dla mnie to 34mm. Mała różnica, a jednak kluczowa;) Taką właśnie tarczę ma mój obecny ulubieniec Michael Kors MK3514 MINI SLIM RUNWAY. Zakochałam się w nim od razu, gdy wyjęłam go z paczki:) A muszę przyznać, że ZEGAREK.NET przepięknie pakuje zamówienia. Jeśli np. zamawiacie na prezent to nie musicie się już martwić opakowaniem:) A jeśli tylko dla siebie to też jakże miło rozpakować taką przesyłkę i poczuć się rozpieszczoną:) Dodatkowo za jedyne 1zł można dokupić usługę grawerowania zegarka:) W pierwszej chwili miałam z tego nie korzystać, ale mimowolnie wpadłam na jakże „błyskotliwy” grawer Born lucky:D Muszę przyznać, że został wykonany idealnie i równiutko, a ja lubię jak jest pod linijkę;) 
Grawer na zegarku MK
Michael Kors MK3514 MINI SLIM RUNWAY czy warto

Wracając do „nadgarstkowych dramatów”, mój zegarek MK jest na stalowej bransolecie z wygodnym motylkowym zapięciem. Wiąże się to jednak z tym, że fabrycznie mamy obwód maksymalny. Na szczęście w przeciwieństwie do zegarków na bransolecie z przesuwanym zapięciem (gdzie w moim przypadku finalnie pojawia się konieczność noszenia końcówki paska pod tarczą;)) tego typu bransoletę można łatwo dopasować, zdejmując jej część. Niektórzy robią to samodzielnie, inni zanoszą do zegarmistrza, a ja poprosiłam o pomoc znajomego;) Zmniejszył mi tak, że już bardziej się nawet nie da i mogę nosić bez stresu, że zgubię;) 
Zegarek MK Mini Slim Runway

Zegarek MK Mini Slim Runway występuje w 3 wersjach kolorystycznychzłoty, różowe złoto oraz srebro z elementami rose gold;) Wybrałam ten ostatni wariant, ponieważ lubię takie dwukolorowe dodatki;) Design to oczywiście rzecz gustu. Mnie się bardzo podoba. Dla mnie jest prosty i elegancki, a dzięki połączeniu dwóch odcieni nie jest nudny:) To idealny dodatek na co dzień jak i na większe wyjścia. Mam nadzieję, że posłuży mi naprawdę długo. Jak wiecie ja o swoje rzeczy dbam i często naprawdę są jak nowe mimo intensywnego użytku;) Na ten moment, jakość mnie nie rozczarowuje. Widać, że mam do czynienia ze starannie wykonanym i komfortowym w noszeniu zegarkiem:) Szczęśliwi czasu nie liczą. Chyba, że z Michaelem;) Taki suchar dnia - nie mogłam się powstrzymać;) Zresztą dla mnie zegarek to nie tyle klasyczny czasomierz, co element biżuterii i przyjemny dla oka dodatek;)
Michael Kors zegarek MK3514 MINI SLIM RUNWAY na ręce


A Wy jakie zegarki lubicie? Macie jakieś sprawdzone marki zegarków?
Czytaj dalej »