sobota, 21 września 2019

Kinvane PDRN Cica Balm - Centella Asiatica po raz kolejny!

Kinvane to koreańska marka kosmetyczna, o której dowiedziałam się całkiem niedawno. Początkowo przejrzałam produkty tej firmy i nic szczególnie mnie nie zainteresowało. Wkrótce jednak w luźnej rozmowie dowiedziałam się od ekipy Jolse, że oni sami mieli okazję testować te kosmetyki jeszcze przed oficjalnym wejściem do sprzedaży i szczególnie polecają Kinvane PDRN Cica Balm. Przyznam, że nie byłam do końca przekonana, ale pomyślałam sobie, że z pewnością wypróbowali dużo więcej koreańskich kosmetyków niż ja i chyba można zaufać tej rekomendacji:) Choć oczywiście miałam też w głowie myśl, że to co się sprawdza u kogoś, niekoniecznie może zachwycić także mnie:) A to inny klimat, a to inne potrzeby. Sami wiecie;) Jednak przez ostatnich kilka miesięcy wypróbowałam sporo kosmetyków z Centella Asiatica i stwierdziłam, że sprawdzę również ten;) Czy warto było szaleć tak?;)

Kinvane PDRN Cica Balm

Kinvane PDRN Cica Balm


Kinvane PDRN Cica Balm recenzja

Balsam do twarzy Kinvane ma za zadanie łagodzić, odżywiać oraz regenerować. PDRN (Polydeoxyribonucleotide) wspomaga naprawę uszkodzonej skóry oraz ją wygładza. Beta-glukan, kwas hialuronowy, wyciąg z Centella Asiatica i madekasozyd utrzymują odpowiednią wilgotność skóry.
Kinvane PDRN Cica Balm blog

Krem otrzymujemy w kartonowym opakowaniu, wewnątrz którego mieści się biała tubka o pojemności 50ml. Tubka jest całkiem zwyczajna i jedyne co ją wyróżnia na tle innych kremów to tylna etykieta stylizowana na receptę;) Wystawił ją Dr. Kinvane;) Szkoda, że jeszcze nie napisał jak żyć:D Aczkolwiek zawsze to jakieś urozmaicenie. Mnie się nawet podoba taki pomysł na opakowanie;) Tubka nie ma tendencji do wyginania się, więc dłuższy czas prezentuje się ładnie (ja często napinam tubkę do zdjęcia, nie pytajcie;)). Z kremem Dr. Jart+ długo było podobnie, ale na koniec powyginałam go we wszystkie strony tak, że patrzenie na niego aż bolało:D 
Kinvane blog

Producent podaje, że PDRN Cica Balm posiada konsystencję galaretki, ale galaretka kojarzy mi się jednak z czymś nieco innym i chyba niekoniecznie tak bym ją określiła. Dla mnie to coś pomiędzy kremem, a żelem. Zapach jest z tych nie naprzykrzających się, ponieważ dla mnie jest wyczuwalny jedynie w momencie wyciśnięcia z tubki i bezpośredniego powąchania;) Podczas aplikacji już zanika. Jest bardzo łagodny, więc przywodzi na myśl znane dermokosmetyki. Jeśli np. dam pod niego esencję Miya, która charakteryzuje się długotrwałym aromatem, to jej zapach całkowicie dominuje nad wonią tego kremu.
Kinvane PDRN Cica Balm konsystencja

Krem Kinvane jest odpowiedni do każdego typu cery i polecany do codziennego stosowania na noc. Posiada on lekką konsystencję, ale w moim przypadku bezpośrednio po aplikacji pozostawia po sobie nieco lepką warstwę. Mam na to jednak prosty sposób – przyciskam twarz dłońmi i uczucie lepkości szybko mija. Na pewno nie jest tak żeby przykleić się do poduszki. Choć tego właściwie nie powinnam oceniać, gdyż nigdy nie idę spać bezpośrednio po posmarowaniu się kremem. Zawsze coś tam jeszcze robię. Mimo, że to krem polecany na noc, sprawdziłam również czy nadaje się pod makijaż i moim zdaniem dobrze wchłonięty jak najbardziej. Jeśli chodzi o działanie to muszę szczerze przyznać, że działa i to szybko. W mig poradził sobie z moją podrażnioną od ściereczki do demakijażu oczu skórą. Któregoś dnia, bowiem zdecydowanie przesadziłam z tarciem i pojawiły się u mnie takie szorstkie miejsca w okolicach nosa. Czasami po takich niefortunnych zdarzeniach nie mogłam doprowadzić skóry do porządku przez kilka dni, a tu już 2 dni później była w pełni zregenerowana. Poza takim podrażnieniem mechanicznym, innych podrażnień i zaczerwienienia nie miałam, więc się nie wypowiem. Mogę jednak powiedzieć, że balsam bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Świetnie nawilża, wygładza i odżywia skórę, a przy tym jej nie przetłuszcza (błyszczy się jedynie do kilku minut od nałożenia). Trochę nawet śmiałam się z siebie, bo szykowałam już miejsce w koreańskich ulubieńcach roku dla Cicapair Dr. Jart+, a teraz nie jestem pewna, bo i ten działa bardzo fajnie. Rano twarz jest taka milutka. Trzeba się mocno opanować żeby nie poddać się zbyt długiemu głaskaniu twarzy;) Nie zużyłam całego, ponieważ resztę postanowiłam zachować na bardziej kryzysowe, zimowe miesiące:)


Słyszeliście już o kosmetykach Kinvane?
Czytaj dalej »

środa, 18 września 2019

Vita Liberata peeling i balsam do ciała!

Marka Vita Liberata specjalizuje się w tworzeniu wysokiej jakości kosmetyków brązujących, ale nie każdy wie, że w ich ofercie można również znaleźć preparaty do pielęgnacji ciała, takie jak balsam i peeling:) Swój duet zużyłam jeszcze w maju, co jest wystarczającym dowodem na to jak ten czas szybko płynie! Ale wszystko jest pod kontrolą i dziś parę słów na temat tych produktów:)


Vita Liberata Super Fine Skin Polish Moisturizing Exfoliator


Vita Liberata Super Fine Skin Polish Moisturizing Exfoliator

Nawilżający peeling do ciała jest kosmetykiem polecanym do codziennego stosowania. Ma on za zadanie delikatnie złuszczać naskórek oraz nawilżać skórę. W składzie znajdziemy przeciwzapalny wosk pszczeli oraz słodkie migdały, które wpływają na poprawę odżywienia i elastyczności skóry. Za proces złuszczania odpowiadają orzechy oraz żurawina. Zaleca się stosowanie peelingu również przed użyciem kosmetyków samoopalających. 
Vita Liberata peeling do ciała opinie

Peeling do ciała Vita Liberata mieści się w smukłej 175ml tubce, czyli nieco mniejszej niż standardowo;) Ciekawostką jest to, iż jest on bezzapachowy. O ile bardzo lubię balsamy bezzapachowe to taki peeling miałam chyba pierwszy raz:) W przypadku peelingu przydałoby się trochę zapachu, ale plus jest taki, że dzięki temu produkt jest delikatniejszy i mamy mniejsze szanse na wywołanie uczulenia. Może to być więc szczególnie dobra opcja dla alergików. Sam scrub posiada jasną barwę z widocznymi mniejszymi i większymi drobinkami łupinek z orzechów oraz żurawiny. Jest on bardzo delikatny i komfortowy w użyciu, a jednocześnie skutecznie złuszcza ciało pozostawiając je miękkie i gładkie. Bywał on dla mnie również przydatny, gdy zdarzało mi się użyć pianki samoopalającej.

Vita Liberata Moisture Boost Body Treatment


Vita Liberata Moisture Boost Body Treatment

Jest to silnie nawilżający lotion do ciała posiadający intensywne działanie odżywcze. Przeznaczony jest do naprzemiennego stosowania z kosmetykiem samopalającym. W swoim składzie zawiera wyciąg z aloesu, masło shea, pantenol, witaminę E, ekstrakt z miłorzębu japońskiego oraz kwas hialuronowy. 
Vita Liberata balsam do ciała  blog

Podobnie jak peeling, lotion mieści się w wąskiej 175ml tubce. Zważywszy na moje szybkie zużycia w tym zakresie, mógłby być zdecydowanie większy, ale plusem jest to, że tubkę można było rozciąć i zużyć produkt do samego końca (co zresztą pokazywałam parę miesięcy temu na Instagramie;)). Balsam jest całkowicie bezzapachowy, co w jego przypadku bardzo mi odpowiadało:) Oczywiście lubię aromatyczne balsamy, ale te bezwonne również należą do moich ulubionych i mam do nich sentyment z czasów gdy wiele zapachów mi przeszkadzało;) Balsam posiada dość lekką, ale niespływającą konsystencję, która pięknie się rozprowadza i naprawdę szybko wchłania. Pozostawia skórę idealnie nawilżoną i nie jest to efekt na chwilę. Dodatkowo staje się ona ładnie odżywiona oraz ukojona w przypadku drobnych podrażnień, np. po goleniu. Zalecane jest stosowanie w przerwach od używania samoopalacza, ale z powodzeniem można go używać również jako normalny, codzienny balsam:) Tym bardziej, że pielęgnuje naprawdę skutecznie.


Znacie już pielęgnację marki Vita Liberata?
Czytaj dalej »

niedziela, 15 września 2019

Innisfree Apple Seed Cleansing Oil i Apple Seed Cleansing Foam – nowa wersja koreańskich jabłek!

Innisfree Apple Seed Cleansing Oil oraz Innisfree Apple Seed Cleansing Foam to zgrany duecik do oczyszczania twarzy, który za sprawą kilku miniaturek miałam okazję poznać już wcześniej. A jeśli mimo zużycia wielu miniaturek sięgnęłam po pełny wymiar to znaczy, że warto napisać kilka słów o jabłuszkach od Innisfree:) Od jakiegoś czasu dostępna jest nowa, odświeżona wersja i to właśnie na niej się skupię;) 
Innisfree Apple Seed nowa wersja

Innisfree Apple Seed Cleansing Oil


Innisfree Apple Seed Cleansing Oil nowa wersja

Olejek Innisfree ma za zadanie skutecznie i jednocześnie delikatnie oczyszczać skórę z makijażu, zanieczyszczeń oraz sebum. Producent zapewnia o łatwej do spłukiwania formule, która nie zostawia tłustej warstwy. W składzie olejku nie znajdziemy alkoholu, substancji pochodzenia zwierzęcego ani oleju mineralnego.


Skład: Cethyl Ethylhexaonate, Triethylhexanoin, Polyglyceryl 10-dioleate, C 12 - 15 Alkyl Benzoate, Hydrogenated poly(C6 - 14) Olefin, PEG - 8 Glyceryl Isostearate, Caprylic/capric Trigliceryde, Pentaerythrityl Tetraethylhexanoate, Pentaerythrityl Isostearate, Hydrogenated Polyisobutene, Cocos Nucifera Oil, Pyrus Malus Seed Oil,  Pyrus Malus Fruit Extract, Citrus Unshiu Peel Extract, Orchid, Camellia Sinensis Leaf Extract, Camellia Japonica Leaf Extract, Opuntia Coccinellifera Fruit Extract, Butylene Glycol, Coco - Caprylate/Caprate, Fragrance. 


Olejek Innisfree został umieszczony w standardowym 150ml opakowaniu z pompką. Jest ono wygodne w stosowaniu i nie sprawia problemów, ale wizualnie bardziej podobała mi się stara szata graficzna. Nowa butelka jest trudna do sfotografowania. W każdym razie mój telefon jakoś nie lubi takich opakowań albo ja nie umiem im robić zdjęć:D 
Innisfree Apple Seed Cleansing Oil nowa wersja blog

Pierwszą rzeczą, którą większość z Was zauważy sięgając po ten olejek jest przyjemny jabłkowy zapach. Nie określiłabym go, jako zupełnie naturalny, ale w moim odczuciu naprawdę umila demakijaż i nie jest przy tym drażniący. Pachnie dużo ładniej niż większość znanych mi olejków. Dużą zaletą jest także to, że olejek nie należy do tych ciężkich ani tłustych. Spodoba się nawet osobom, które nie przepadają za olejkami, gdyż nie jest taki typowo oleisty;) Nakładamy go na suchą twarz, zwilżamy dłonie i delikatnie masujemy skórę. Podczas masażu olejek zmienia się w delikatną emulsję. Bardzo łatwo się zmywa ciepłą wodą. Na mojej skórze nie zostawia po sobie żadnej tłustej warstwy. Po użyciu zalecane jest oczywiście dodatkowe oczyszczenie skóry przy użyciu żelu lub pianki (produktu na bazie wody). Innisfree o wszystkim pomyślało i w tym celu mamy piankę z tej samej serii. Choć oczywiście możemy też użyć czegoś innego. Jeśli chodzi zmiany składu między starą, a nową wersją to nie zagłębiałam się w to, ale parę słów na ten temat napisała Magda. Dla mnie nowa wersja pod względem działania jest tak samo dobra jak poprzednia. Olejek radzi sobie z każdym moim makijażem (zarówno ukochane pudry jak i podkłady, które czasem zdarza mi się nałożyć oraz inne bajery). Można go użyć również do demakijażu oczu, ale ja preferuję ściereczkę lub ewentualnie żel. Poza tym po zmyciu tuszu przy jego użyciu mam lekką mgłę przed oczami;) Jednakże nie dyskwalifikuje go to w moich oczach, ponieważ wystarcza mi, że świetnie radzi sobie z demakijażem twarzy (tylko na tym mi zależało). Skóra po jego użyciu jest świeża, miękka i gładka, bez żadnych podrażnień i uczucia tłustości.

Innisfree Apple Seed Cleansing Foam


Innisfree Apple Seed Cleansing Foam nowa wersja opinie

Oczyszczająca pianka ma za zadanie usunąć ze skóry pozostałości makijażu i zanieczyszczeń, zapewniając efekt zdrowej i świeżej cery. Formuła pianki została oparta na ekstrakcie z jabłek i oleju z jego ziaren.
Innisfree Apple Seed Cleansing Foam

Skład: WATER, GLYCERIN, MYRISTIC ACID, STEARIC ACID, POTASSIUM HYDROXIDE, PEG-32, GLYCERYL STEARATE, PEG-100 STEARATE, PYRUS MALUS (APPLE ) SEED OIL, PYRUS MALUS (APPLE) FRUIT EXTRACT, CITRUS UNSHIU PEEL EXTRACT, ORCHID EXTRACT, CAMELLIA SINENSIS LEAF EXTRACT, CAMELLIA JAPONICA LEAF EXTRACT, OPUNTIA COCCINELLIFERA FRUIT EXTRACT, BUTYLENE GLYCOL, SODIUM METHYL COCOYL TAURATE, COCAMIDOPROPYL BETAINE, POLYQUATERNIUM-7, PEG-90M, DISODIUM EDTA, SODIUM BENZOATE, FRAGRANCE
Innisfree Apple Seed Cleansing Foam nowa wersja blog

Jabłkowa pianka Innisfree została umieszczona w wygodnej 150ml zielonej tubce i tutaj też lekko doczepiłabym się do opakowania. Stare bardziej mi się podobało i mój telefon również nie potrafi zrobić miarodajnego zdjęcia jego koloru, ale nie ważne;) Pianka posiada konsystencję typową dla pianek w tubkach. Oznacza to, że nie mamy od razu takiej piankowej chmurki, tylko musimy ją sobie spienić. Pod względem konsystencji bardziej lubię te pianki, które od razu są puszystą chmurką (tak jak np. Neogen), ale po takie w tubce też sięgam. Podobnie jak w przypadku olejku, mamy tutaj milutki jabłkowy aromat, który nie jest może niczym jabłko urwane prosto z drzewa, ale naprawdę na plus. Stwierdziłam nawet, że chętnie myłabym tą pianką także ręce, ale szkoda;) Pianka należy do dość wydajnych. Nie trzeba nakładać jej dużo żeby dobrze oczyścić twarz i szyję. Bez problemu radzi sobie z domyciem olejku jak i z myciem, jeśli chcemy użyć jej do porannego oczyszczania. Zauważyłam jedynie, że nie do końca lubi się z gąbeczką Konjac. Gdy użyję obu produktów razem, moja twarz staje się nieco tępa w dotyku, tak jakby nadmiernie zmatowiona. Lepiej dogaduje się z Foreo lub przy użyciu samych dłoni. Według mnie pianka Innisfree Apple Seed Cleansing należy do tych dogłębnie oczyszczających, ale jednocześnie nie wysusza ani nie podrażnia skóry. Choć naturalnie zawsze używam po niej innych kosmetyków pielęgnacyjnych. 

Oba produkty zdecydowanie polecam:) Do dwuetapowego oczyszczania twarzy są naprawdę dobre. 
Innisfree Apple Seed Cleansing Foam konsystencja


Odświeżoną linię Innisfree Apple Seed Cleansing znajdziecie na Jolse. Pianka na stronie jest pokazana jeszcze w starej szacie, ale przychodzi już jako nowa.


Znacie jabłkową serię Innisfree? Stosujecie olejki i pianki do oczyszczania twarzy?
Czytaj dalej »

czwartek, 12 września 2019

Janda Sceniczny Make-Up podkład dobrze kryjący i dobrze matujący!

Moja twarz jest raczej nieskalana podkładem, bo od lat zawsze radośnie wracam do pudrów;) Mam nawet taką zasadę, że nie kupuję podkładów, bo jest to taka kategoria, w której dobór idzie mi wyjątkowo marnie. Zupełnie jakby moja intuicja miała wolne podczas każdego zakupu podkładu:D W tym roku jednak podkłady wyjątkowo licznie same do mnie lgnęły i małą ich część (tą co do której wyczuwałam jakiś potencjał) zobowiązałam się sprawdzić na mojej szlacheckiej, rzadko upaćkanej podkładem skórze;) Tak było np. z tytułową dwójeczką od Jandy;) Janda Sceniczny Make-Up podkład dobrze kryjący i Janda Sceniczny Make-Up podkład dobrze matujący. Aż dwa dlatego, że w tym wypadku sama nie wiedziałam który będzie dla mnie bardziej odpowiedni. Zwłaszcza, że na dobrą sprawę od podkładu nie oczekuję ani spektakularnego krycia ani wielkiego matu;) Najlepiej żeby było naturalnie, ale żebym jednocześnie poczuła tą dobrą zmianę, bo rządzący raczej mi jej nie zapewniają:D No dobra, to jak to wypadło? Warto kupić podkład sceniczny od Jandy?

Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy opinie

Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy


Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy blog

Zacznę od najradośniejszej rzeczy, czyli od aspektów wizualnych. Sama jestem zaskoczona, ale opakowania podkładów Janda wprost niebywale mi się podobają. Niby drogeryjna marka (kupicie je w Rossmannie), a taka dbałość o detale:) Szklana buteleczka z pompką mieści sobie standardowe 30ml podkładu, które należy zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia (przyznaję, że dla mnie to zbyt krótko). Wersja z czerwoną nakrętką jest dobrze kryjąca, a z zieloną dobrze matująca. I jeszcze te serduszka… No ślicznie jest. Nawet mnie zachęca do użycia;) Opakowania zdecydowanie wyróżniają się na tle innych. Choć trzeba przyznać, że w Rossmannie stoją nieco ukryte gdzieś w pobliżu maseczek;) Minusem jest to, że przez cieniowanie trudno wytypować odcień "prześwietlając" jedynie buteleczkę. Zapachy według mnie są przyjemne. Wrażenie zrobiła też na mnie nazwa;) Nie jakiś tam tynk do roboty, a SCENICZNY MAKE-UP;) Klękajcie narody! Gdybym miała wypuszczać swój produkt to pewnie też miałby równie wzniosłą nazwę:P Także lubię to;)

Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy odcienie


Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy swatche
Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy dobrze matujący swatche

W gamie scenicznych podkładów Janda znajdziemy 5 odcieni. Zawsze mam wielki problem z doborem, ponieważ moja naturalna karnacja z pewnością nie jest blada, ale też nie wydaje mi się super ciemna. Jednak z kolorami bywa przedziwnie, więc z reguły celuję w średnio ciemne lub najciemniejsze odcienie. Z tego co słyszałam nr. 01 jest naprawdę bardzo jasny, więc może być odpowiedni do bardzo jasnych twarzyczek. Sama miałam mętlik w głowie, więc wybrałam odcień nr. 03 i nr. 05. Nie byłam pewna czy np. 03 nie okaże się za jasny, a 05 już za ciemny;) Niestety z kolorami nie trafiłam. Zarówno 03 jak i 05 są dla mnie zbyt jasne. Obojętnie czy byłam opalona czy nie. Skłaniałabym się więc ku stwierdzeniu, że gama kolorystyczna należy raczej do takich jasnych, typowo polskich. Ale zdaję sobie sprawę, że w praktyce dla prawdziwych bladziochów do rozważenia będzie pewnie tylko ten najjaśniejszy odcień. Z tym już nie doradzę:) Najlepiej, gdy same obadacie testery, bo nie chcę mieć nikogo na sumieniu:D Odcienie 03 i 05 zostały utrzymane w beżowo-żółtawej naturalnej tonacji. Nie są jakieś niezdrowo szaro-bure. Z uwagi na to, że oba były dla mnie za jasne, musiałam sobie pomagać pudrem, bronzerem lub przyciemniaczem do podkładu;) Ten ostatni okazał się najlepszą opcją. Choć nie ukrywam, że mieszanie jest dla mnie trochę męczące;)
Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy dobrze kryjący swatche

Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy dobrze kryjący

Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy dobrze kryjący 05

Moja cera nie wymaga wielkiego krycia. Z reguły wystarcza, że przyprószę ją samym pudrem i tynk gotowy. Ale przyznaję, że intrygowało mnie jaka siła kryje się za tym scenicznym kryciem;) Podkład jest dość rzadki, ale w dotyku wydaje się taki nieco „tłuściutki”. Rozprowadza się dobrze, ponieważ mimo rzadkiej konsystencji nie jest on mocno lejący. Choć oczywiście trzeba nakładać go w miarę szybko żeby nie zrobić sobie smug:) Jak widać na zdjęciu, z ręki np. spływa, ale dość mocno grzebałam się podczas fotografowania;) Podkład nie pozostawia po sobie przykrego lepkiego filmu. Jeśli chodzi o to tytułowe dobre krycie to ciężko mi precyzyjnie określić z uwagi na to, że moja cera nie jest przebarwiona czy trądzikowa. Jego krycie określiłabym, jako przyzwoite w kierunku dobrego, ponieważ prezentuje się on na twarzy zdrowo i naturalnie. Upiększa, ale jednocześnie pozostawia taką przejrzystość skóry. Nie jest to więc takie totalne krycie, które może się kojarzyć z ciężkością i suchością. Dla cer wymagających mocnego krycia może być zbyt lekki, ale dla większości taki naturalny wygląd powinien być satysfakcjonujący. Zresztą zawsze troszkę można jeszcze nadbudować dobrym pudrem. Podkład nadaje skórze taki wygładzajacy naturalny glow. Nie zauważyłam żeby wysuszał skórę. Zawsze jednak nakładałam na pielęgnację. Trwałość oceniam jako dobrą. Przypudrowany dobrze kryjący podkład Janda wytrzymuje u mnie przez większość dnia. Trochę ściera się w okolicach nosa (często noszę okulary słoneczne i okulary do czytania/pisania). Czasami dodatkowo pomocne bywają bibułki matujące. Mimo cery mieszanej ta wersja bardziej przypadła mi do gustu.

Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy dobrze matujący


Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy dobrze matujący 03

Żeby było śmieszniej, od podkładu nie wymagam również wielkiego matu;) Byłam jednak ciekawa, która wersja okaże się lepsza. Sceniczny podkład dobrze matujący pod względem technicznym nie różni się wiele od dobrze kryjącego brata;) Formuła i konsystencja, a także sposób rozprowadzania są bardzo podobne;) Wykończenie jest matujące, ale również naturalne, a cera wygląda zdrowo i gładko. Podoba mi się, że jest taki lekki i nie obciąża skóry. Zauważyłam jednak, że ściera się on nieco szybciej. Zwłaszcza podczas wysokich temperatur (próbowałam go zarówno wiosną jak i latem). Przy zastosowaniu dobrze dobranej pielęgnacji nie zauważyłam żeby wysuszał. 
Janda Sceniczny Make-Up podkład do twarzy dobrze matujący opinie

Sceniczne podkłady Janda dostępne są w Rossmannie w cenie 34,99zł. Do ideałów trochę im brakuje, ponieważ zawsze można się do czegoś przyczepić (w moim przypadku przede wszystkim zbyt jasne odcienie), ale uważam, że jeśli traficie na odpowiednie odcienie to warto. I tak wypadły u mnie lepiej niż niejeden podkład marek selektywnych:) Podczas promocji na kolorówkę można je dorwać w świetnych cenach. Jak to mówi moja mama „nie mająt”, więc warto dać im szansę;)


Znacie podkłady Janda? Jak się u Was sprawdzają?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 9 września 2019

Eveline Precise Brush Liner – dobry i tani eyeliner z drogerii?

Niemalże jak ognia unikam zakupu eyelinerów:) Moje umiejętności w zakresie malowania kresek na powiekach zawsze pozostawiały wiele do życzenia, a poza tym uważam, że nie wyglądam najlepiej z grubą krechą na górnej powiece. Za bardzo mnie ona przytłacza;) Jednak na fali zachwytów eyelinerem Eveline Precise Brush Liner i dużej promocji w Rossmannie, kilka miesięcy temu dorzuciłam go do koszyka i już następnego dnia zaczęłam używać;) Co z tego wynikło? Czy pokochałam eyelinery, a zwłaszcza ten jeden?

Eveline Precise Brush Liner

Eveline Precise Brush Liner


Producent zapewnia o długotrwałej formule, intensywnej matowej czerni i odporności na rozmazywanie się. Eyeliner Eveline został wyposażony w wyjątkowo precyzyjny aplikator, który pozwala na szybkie namalowanie perfekcyjnej kreski.

Eveline Precise Brush Liner czy warto

Precise Brush Liner od Eveline otrzymujemy w niewyróżniającym się czarnym opakowaniu z dodatkowymi złotymi elementami. Jest prosto, ale elegancko. Występuje on w odcieniu Deep Black, a jego pojemność to 2g. Dużą zaletą jest aplikator w postaci wygodnego pędzelka z cienką i elastyczną końcówką. 
dobry eyeliner z drogerii
Czerń jest rzeczywiście głęboka, więc nie mam do niej żadnych zastrzeżeń. Nie jest to jednak zupełny mat, a raczej taki pół-mat, kreska wydaje się lekko błyszczeć. Niemniej dla mnie akurat nie jest to wadą. Nawet wolę takie bardziej naturalne, nie do końca matowe wykończenie. Sam produkt nie jest przesadnie gęsty ani rzadki, nie spływa ani nie rozlewa się podczas malowania. Mam dwie lewe ręce do eyelinerów, więc akurat dla mnie to ważne:D To naprawdę łatwy w obsłudze produkt nawet dla takiej eyelinerowej ofiary losu jak ja:) Szczególnie podoba mi się to, że można nim namalować nawet naprawdę cieniutką kreskę, bo jak już wspomniałam, z taką na pół szerokości powieki nie jest mi do twarzy;) Jedynym warunkiem powodzenia akcji malowania (w moim przypadku:P) jest stabilne oparcie łokcia na blacie. Mam niestety tendencję do „malowania w powietrzu”, a wtedy za zwyczaj prędzej czy później gdzieś „wyjadę”. Także odrobina dyscypliny i jest nieźle. Wszak nie powiem, że rysuję perfekcyjną kreskę, gdyż jestem jednak zbyt krytyczna wobec siebie żeby zdobyć się na taką pochwałę:D Ale! Naprawdę jestem pewna, że z Precise Brush Liner przy odrobinie skupienia, ładna kreska wyjdzie każdej z Was:) A tym wprawionym to pewnie nawet z zamkniętymi oczami;) Eyeliner Eveline jest według mnie bardzo trwały i nie ma tendencji do rozmazywania się w ciągu dnia. Nawet, jeśli zdarza mi się dotykać powiek. Aplikuję go na gołą powiekę lub na cień podparty wcześniej bazą. Jeśli szukacie dobrego drogeryjnego eyelinera (ten kosztuje 19,99zł np. w drogerii Rossmann i często są na niego duże promocje) to z czystym sumieniem polecam. Może być też dobrą opcją do poćwiczenia, jeśli podobnie jak ja, nie macie wprawnej ręki lub do sprawdzenia czy tego typu makijaż będzie Wam odpowiadał. Jeśli nie to przynajmniej nie będzie dużej straty:) 
Jest tylko jeden potencjalny problem. Nie wiem ile w tym prawdy, ale podobno nowsze partie Precise Brush Liner są mniej udane (gorszy pędzelek). Ja swój egzemplarz kupiłam w lutym i z racji tego, że nie korzystam codziennie, nie mam jeszcze kolejnego.
Eveline Precise Brush Liner Deep Black

Czy pokochałam malowanie kresek eyelinerem? Mimo tego, że jestem bardzo zadowolona z produktu to nie;) Na początku miałam zapał i malowałam codziennie, ale w końcu eyeliner poszedł w odstawkę;) Trochę też dlatego, że podczas malowania kreski muszę mieć chwilę spokoju podczas której nie będę odruchowo podnosić ręki, a często mam rozpraszający natłok myśli:D 


Znacie Eveline Precise Brush Liner? Potraficie namalować perfekcyjne kreski każdym produktem czy bliżej Wam do bycia ofiarą eyelinera?:D
Czytaj dalej »

piątek, 6 września 2019

Oriflame Love Nature Fruit Infusion!

Jeszcze w letnim klimacie postanowiłam napisać o myjącym duecie Oriflame Love Nature Fruit Infusion, który ostatnimi czasy zużyłam;) Zresztą ja jestem bardzo przewrotna, więc w kwestii zapachów pora roku nie ma dla mnie wielkiego znaczenia. Chętnie sięgam po soczyście owocowe zapachy kosmetyków nawet zimą, jak i np. nieco cięższe perfumy latem;) Po co się ograniczać:D Wiem jednak, że dla niektórych wrzesień to już tylko kawka, kocyk, słodkie zapaszki, świece i seriale:D

Oriflame Love Nature Fruit Infusion blog


Oriflame Love Nature Fruit Infusion mydło w płynie

Oriflame Love Nature Fruit Infusion mydło w płynie

Nie wiem czy już się chwaliłam tą jakże błyskotliwą myślą, ale moim absolutnie ulubionym produktem, w dodatku takim, który według mnie powinien być uwielbiany przez każdego jest – mydło! I chociaż mydeł używam wyłącznie do mycia rąk, czasem do oczyszczenia pędzli albo nawet szybkiego przeprania czegoś to nie wyobrażam sobie życia bez mydła;) W moim domu zawsze znajdzie się miejsce dla mydła w płynie lub w piance (bo i na takie mam ostatnio fazę). Nie da się ukryć, że najczęściej sięgam po mydła Isana, ponieważ są tanie i spełniają swe zadanie. Zawsze jednak chętnie wypróbuję coś innego. I tak było tym razem. Wszak seria Love Nature Fruit Fusion skusiła mnie po sprawdzeniu pachnącej strony w jednym z katalogów Orilame;) Zapach nie kojarzy mi się co prawda z naturą, ponieważ jest taki podrasowany, ale jest to bardzo przyjemna soczyście owocowa woń:) Najmocniej wyczuwam w niej zielone jabłuszko;) Także opakowanie jest bardzo miłe dla oka, takie pełne życia;) Pojemność to 300ml, więc mogłoby być więcej:) Mydełko dobrze radziło sobie z moim zapewne stukrotnym oczyszczaniem rąk w ciągu dnia, nie wysuszało i nie podrażniało skóry, mimo że skład nie należy do tych najdelikatniejszych w świecie.


Oriflame Love Nature Fruit Infusion żel pod prysznic

Oriflame Love Nature Fruit Infusion żel pod prysznic opinie

Żel pod prysznic Fruit Infusion został opakowany w 250ml butelkę, która przy zamknięciu posiadała jeszcze dodatkowe plastikowe zabezpieczenie, chroniące przed rozlaniem produktu. Szata graficzna również jest tutaj bardzo optymistyczna. Żel pod prysznic ma dość rzadką konsystencję, przez co nie należy do wydajnych. Podczas mycia wytwarza średnią ilość piany i otula skórę soczystym zapachem, który również w tym przypadku przypomina mi zielone jabłuszko wzbogacone o inne przyjemnie pachnące, owocowe dodatki. Moją skórę dobrze oczyszczał, nie wysuszał ani nie podrażniał. Jedynie zapach mógłby pozostawać na niej nieco dłużej:)


Znacie nowości Oriflame Love Nature Fruit Infusion? Co fajnego do mycia używaliście tego lata? 

Czytaj dalej »

wtorek, 3 września 2019

Promocja w Rossmannie na kosmetyki do makijażu wrzesień 2019 – nowe reguły gry!

Jesień to tradycyjnie pora na słynną promocję w Rossmannie -55% na kolorówkę! Ale nie tym razem! Tej jesieni Rossmann postanowił trochę zamieszać i zmienić zasady promocji!
Rossmann promocja na makijaż wrzesień 2019

Rossmann promocja na makijaż wrzesień 2019 zasady




Rossmann promocja na kolorówkę wrzesień 2019

Już od 16 września 2019 będzie można liczyć nie na -55%, a na zniżki rzędu 40, 50, 60, a nawet 70%! Oprócz tego będą również oferty 1+1 gratis. Ma być bardzo różnorodnie i opłacalnie;) Promocja potrwa do 30.09.2019.
Najlepszą zmianą jest to, że nie będzie wymogu zakupu 3 różnych produktów do makijażu. Wystarczy kupić nawet 1 produkt. Co więcej można kupić kilka takich samych kosmetyków! Nie będzie trzeba również posiadać karty Klub Rossmann. Jednak, jeśli już ją macie to warto skanować podczas zakupów, wspierając tym samym potrzebujących:)

Co lepsze? Dawne -55% na kolorówkę czy nowe zasady?


Na pewno bardzo podoba mi się możliwość zakupu nawet jednego produktu, ponieważ nieraz miałam przesyt;) Bywało, że chętnie kupiłabym 1 kosmetyk zamiast 3 lub 4 na raz;) Świetne jest także to, że będzie można kupić kilka takich samych produktów. Chociaż to bardziej przydałoby mi się podczas promocji na pielęgnację, bo raczej nie kupię dwóch takich samych produktów do makijażu;) Ale może promocja będzie obowiązywać także balsamy do ust. Wtedy będzie opłacalne z mojej perspektywy;) Pewnie Was to zdziwi, ale nie podoba mi się to, że promocja będzie dla wszystkich. Jak dla mnie Klub Rossmann powinien być po to żeby były oferty dla jego członków! Ale… patrząc na to okiem niektórych osób, może to być jednak ukłon w stronę tych, którzy z pewnych względów nie mogą lub nie chcą zakładać aplikacji Klub Rossmann. Powody mogą być różne – kwestia danych osobowych, brak smartfona lub brak miejsca na aplikację etc;) Podchodzę też nieco sceptycznie do tych zniżek sięgających 70%. Wiecie… pachnie mi to czymś w stylu wyprzedaży odzieży. Niby masz wielki napis -70% SALE, a w efekcie okazuje się, że to jest DO 70% i te 70% dotyczy takich pojedynczych mało lotnych sztuk:D Mówiąc wprost – można podejrzewać, że -70% będzie na jakiś pojedynczy badziew;) Ale kto wie, może Rossmann nas zaskoczy;) 


Czy zamierzam skorzystać z promocji w Rossmannie na kolorówkę w nowych zasadach?


Biorąc pod uwagę, że wystarczy kupić tylko 1 rzecz to niewykluczone, że skusi mnie coś z moich ulubieńców;) Aczkolwiek zobaczę jak to wszystko będzie wyglądało i jak wielkie będzie pole bitwy, bo bić się nie zamierzam:D Pożyjemy zobaczymy:D


Warto też dodać, że od teraz przy zamówieniach przez aplikację lub internet naliczona zostanie opłata za torbę w wysokości 50 groszy (w związku z nową ustawą, która zakazuje darmowych torebek). 


Warto też wspomnieć o akcji charytatywnej związanej z Czekotubkami Wedla. Wszelkie szczegóły znajdziecie TUTAJ.

Rossmann promocja na kolorówkę wrzesień 2019 co warto kupić?



Przemyślę to i dokleję linki:D 


AA Wings od Color (pudry, serum do ust)

Paznokcie: Hybrydy Escala,
Brwi: L'Oreal 1, Loreal 2
Usta: , Bell, Eveline olejek
Rozświetlacze i bronzery: Bell, Bourjois,
Bazy: Bielenda, Bell baza pod cienie
Bibułki matujące - Wibo,


Co sądzicie o nowych zasadach promocji na kolorówkę w Rossmannie, które zaczną obowiązywać od 16 września 2019? Wybieracie się na zakupy?
Czytaj dalej »

niedziela, 1 września 2019

Saffee Cleansing dwufazowy płyn micelarny!

Stało się! Sierpień dobiegł końca! Z uwagi na to, że jestem nieukontentowana tym faktem, pomyślałam, że może przynajmniej jakiś miły akcent na blogu w postaci recenzji niebieskiego dwufazowego płynu micelarnego marki Saffee, która dostępna jest na Notino;)

Saffee Cleansing dwufazowy płyn micelarny opinie

Saffee Cleansing dwufazowy płyn micelarny


Dwufazowy płyn micelarny Saffee Cleansing ma zapewnić szybkie i dokładne oczyszczenie twarzy, usuwając jednocześnie codzienne zanieczyszczenia i obumarłe komórki skóry. 
Saffee Cleansing gdzie kupić

Marka Saffee jest mało znana, więc nadmienię, że specjalizuje się ona głównie w kosmetykach i akcesoriach przeznaczonych do oczyszczania twarzy. Wśród produktów znajdziemy także maseczkę na noc oraz żel nawilżający. 
Saffee Cleansing dwufazowy płyn micelarny blog

Z kwestii technicznych nie da się ukryć, że moją uwagę zwróciło przyjemne dla oka niebieskie opakowanie:) Dostępne są dwie pojemności – 250ml i 100ml (ja miałam tą mniejszą). Mamy tutaj również otwarcie typu klik, które według mnie nieco mozolnie dozuje płyn. A ja mam taką przypadłość, że wiele rzeczy lubię robić szybko:D Dozowania nie ułatwia też sama butelka, która jest twarda, a zatem nie można jej docisnąć, przyspieszając ten proces. Niemniej nakrętkę zawsze można odkręcić, fiku-miku i po krzyku;) 

Płyn posiada dość neutralny zapach, który nie zostaje na skórze. Nie jest to taki zwykły płyn micelarny, ponieważ dwufazowy. Nie przypomina też znanych mi tradycyjnych płynów dwufazowych. Nie ma w nim takiej tłustej warstwy olejowej, a raczej coś w stylu połączenia wody micelarnej i rzadkiego mleczka. Przed użyciem wstrząsamy, nie mieszamy;) Po wstrząśnięciu płyn przybiera białą barwę, na waciku w pierwszej chwili wygląda jak mleko, by zaraz potem upodobnić się do wody;) Stosowałam go przede wszystkim do demakijażu twarzy i ewentualnie brwi, ponieważ tusz najchętniej usuwam moją magiczną ściereczką do demakijażu, która nie wymaga zastosowania dodatkowego produktu:) Pierwsze co wyróżnia ten dwufazowy płyn na tle innych to właśnie jego lekkość. Pozostawia skórę miękką i gładką, ale bez żadnej ciężkiej olejowej mgiełki. Sama kiedyś byłam ogromną fanką tych tradycyjnych wodno-olejowych płynów i miałam swojego ulubieńca, ale odkąd przeszłam na ściereczki tudzież rękawice do demakijażu, totalnie porzuciłam te produkty:) Do ponownego skorzystania z dwufazy zachęcił mnie dopiero ten zupełnie inny w formule niebieski płyn Saffee:) I chociaż nie zmywałam nim tuszu (a tymi dawnymi dwufazami tak) to muszę przyznać, że bardzo polubiłam się z tą formą oczyszczania twarzy. Używałam go w pierwszym etapie demakijażu wylewając odpowiednią ilość na wacik. Płyn bardzo dobrze sobie radził z wszelkimi moimi pudrami, bronzerem, rozświetlaczem, kredką do brwi, a nawet podkładem, bo akurat również próbowałam czegoś ciekawego z tej grupy kosmetyków (co jak wiecie rzadko mi się zdarza). Po użyciu oczywiście myłam jeszcze twarz przy użyciu pianki i wody, ponieważ wbrew temu co piszą producenci, zawsze należy pamiętać o zmyciu płynu;) Dwufazowy płyn oczyszczający Saffee nie wysuszył ani nie podrażnił mojej cery. Warto zwrócić na niego uwagę ze względu na jego delikatność, skuteczność oraz komfort w stosowaniu:)


Używaliście kosmetyków Saffee? Lubicie dwufazowe płyny micelarne?
Czytaj dalej »

czwartek, 29 sierpnia 2019

AA Wings of Color – pudry, tusz, mgiełka, maska całonocna do ust i serum powiększające usta! Co warto kupić?

AA Wings of Color oferuje bogaty wybór kosmetyków do makijażu i nie tylko:) Od wiosny wypróbowałam kilka z nich i dziś przychodzę z moimi wrażeniami. Pora odpowiednia, tym bardziej, że zbliża się jesień, a wraz z nią -55% zniżki na kolorówkę w Rossmannie. Czy warto zainwestować w polskie kosmetyki do makijażu? Pudry, tusz, maska całonocna do ust, a może powiększające serum do ust? Co spośród produktów AA Wings of Color chwyciło mnie za serduszko?;)

AA Wings of Color kosmetyki co warto kupić

AA Wings of Color Silky Smooth 



Jedwabisty puder występuje w skromnej, ale ładnej białej puderniczce wyposażonej w lusterko. Pojemność to 8,5g, więc całkiem w porządku. Do pudru dołączona jest również gąbeczka, ale ja nakładam pędzlem. Mojej uwadze nie umknęło także przyjemne dla oka tłoczenie. Dość szybko zniknęło na skutek użytkowania, ale miło, że tam było;) Puder według mnie nie posiada zapachu i uznaję to za plus, ponieważ zawsze lepszy jest dla mnie bezzapachowy niż np. woń starej pudernicy;) Kosmetyk posiada przyjemną jedwabistą konsystencję. Choć zawsze osiadają mi resztki na jego powierzchni, więc za zwyczaj muszę zdmuchnąć;) Nie pyli jednak zbyt mocno podczas nakładania. 
AA Wings of Color Silky Smooth puder opinie

Puder AA Wings of Color Silky Smooth występuje w 5 odcieniach do wyboru. Najjaśniejszy nr 90 jest transparentny, natomiast najciemniejszy nr 94 jest już przeznaczony do nieco ciemniejszej cery. Ja posiadam właśnie ten 94 Riviera i aktualnie jest dla mnie idealny:) Uprzedzam jednak, że zdecydowanie nie dla bladziochów. Niemniej nie jest to problemem, ponieważ pozostają jeszcze trzy inne odcienie plus jeden transparentny;) W kwestii działania nie mam do czego się przyczepić. Wszystko mi w nim odpowiada. Puder nadaje naturalne jedwabiste wykończenie. Ja stosuję go zamiast podkładu i jestem z niego zadowolona, ponieważ twarz wygląda naturalnie, a jednocześnie lepiej. Miałam lekkie wątpliwości, co do koloru, ponieważ wizualnie wydaje mi się on nieco „czerwony”. Bałam się więc efektu świnki, ale ładnie się dopasowuje do mojej ciepłej cery, nawet jeśli jest opalona tak jak np. ma to miejsce obecnie;) Wprawdzie nie jest to widoczne na moim najnowszym zdjęciu na Insta, ale w rzeczywistości aktualnie jestem niczym Mulatka;) Jeśli chcę zapewnić sobie trochę matu, to nakładam na niego puder sypki. Trwałość makijażu w połączeniu z tym pudrem jest bardzo dobra, ponieważ trzyma się on cały dzień. Jedynie z nosa trochę się ściera w ciągu dnia. Krycie według mnie jest średnie, ale dla mojej cery bez przebarwień i trądziku w pełni wystarczające. W dodatku puder nie wysusza i nie obciąża cery. Ze swojej strony polecam. 

Skład: Talc, Mica, Synthetic Fluorphlogopite, Nylon-12, Magnesium Myristate, Octyldodecyl Stearoyl Stearate, Diisostearyl Malate, Hydrogenated Polyisobutene, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Kaolin, Phenoxyethanol, CI 77492, CI 77491, Caprylyl Glycol, CI 77499, Dimethicone, Hexylene Glycol, Sapphire.

AA Wings of Color Dust Matt Loose Powder



AA Wings of Color Dust Matt Loose Powder blog

Pora na utrwalający, matujący puder sypki wzbogacony o ekstrakt z owoców acai i wyciąg z aloesu. Nie da się ukryć, że puder to jeden z moich ulubionych kosmetyków kolorowych. Chętnie więc sięgam po kolejne w poszukiwaniu nowej jakości;) Kiedyś stawiałam wyłącznie na pudry marek selektywnych, ale zauważyłam, że te drogeryjne radzą sobie coraz lepiej! W porównaniu do tego co było dostępne kiedyś to jak dzień do nocy! Jestem fanką pudrów prasowanych. Tym bardziej, że lubię sobie rzucić sam puder na twarz (zamiast podkładu). Jednak nie pogardzę również dobrym pudrem sypkim. Wszak lubię nałożyć także odrobinę na puder prasowany (jeśli chcę np. zmatowić lub rozświetlić cerę, w zależności od właściwości produktu) lub gdy już ten płynny podkład dostąpi łaski. Co również się zdarza gdy trafię na coś przekonującego;) AA Wings of Color Dust Matt Loose Powder jest podobno polecany na YT. Muszę przyznać, że nie wiem, ponieważ rzadko oglądam kanały urodowe na YT. To już naprawdę potrzebuję mieć nadmiar czasu żeby znaleźć chwilę na tego typu twórczość;) Niemniej moja intuicja podpowiadała, że podobnie jak puder prasowany, może to być coś całkiem do rzeczy:) Puder otrzymujemy w dość standardowym białym opakowaniu o pojemności 10g. Dla mnie taka gramatura jest OK., ponieważ nie lubię pudrów w wielkich 30g opakowaniach;) Na swój użytek nie potrzebuję aż tyle. Zwłaszcza, że zwykle mam otwarty więcej niż 1 puder. Mój odcień to 20 Transparent. W opakowaniu jest on beżowy. Po nałożeniu na opaloną twarz wydaje się przez chwilę lekko zabielać, ale ten efekt zaraz mija i ładnie dopasowuje się nawet do mojej karnacji. Tak więc sądzę, że nikt nie powinien mieć z tym problemów:) Puder jest mięciutki, jedwabisty i bardzo drobno zmielony. Niczym pudrowa chmurka!;) Największą zaletą jest to, że po nałożeniu skóra nie wygląda sucho i ciężko (choć oczywiście ważne żeby zadbać także o pielęgnację przed makijażem). Super współgra z pudrem prasowanym, gdy chcę dodatkowo zmatowić cerę. Dobrze dogaduje się także z podkładem. Nie rozjaśnia go ani nie przyciemnia. Zaraz po aplikacji uzyskujemy mat. Natomiast po paru godzinach cera jest już bardziej satynowa, typowo naturalna. Nie jest to więc puder matujący na mur-beton, ale bardzo dobra opcja dla kobiet ceniących sobie naturalny wygląd skóry bez jej obciążenia i wysuszenia. Nałożony oszczędnie nadaje się również pod oczy. Jeśli chcemy zapewnić skórze matowy wygląd na dłużej, niezbędne będą bibułki matujące.
AA Wings of Color Dust Matt Loose Powder opinie

Skład: Talc, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Aqua, Magnesium Stearate, P-Anisic Acid, Euterpe Oleracea Fruit Oil, CI 77492, CI 77491, CI 77499, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder.

AA Wings of Color Night Repair Lip Mask


AA Wings of Color Night Repair Lip Mask czy warto

Jak wiecie bardzo lubię koreańskie całonocne maski do ust. Na polskim rynku nie ma jednak zbyt wielu odpowiedników. Dlatego maska do ust AA Wings of Color z miejsca mnie zainteresowała;) Maska została opakowana w ładną niebieską tubeczkę o pojemności 10ml;) Posiada ona ścięty aplikator, który w teorii powinien być wygodny. Muszę jednak przyznać, że tak nie jest. Często zdarza mi się wycisnąć zbyt dużo. Być może dlatego, że maska ma nieco nietypową konsystencję. Jest to coś w rodzaju białego kremu, ale takiego trochę rzadkiego, jakby rozwodnionego. Muszę przyznać, że ta maska zupełnie nie przypomina mi tych koreańskich. Dużym minusem jest to, że po nałożeniu zostawia ona po sobie widoczną białą warstwę na ustach. Jest to co prawda produkt do ust na noc, ale inne maski mogłam z powodzeniem nakładać również w ciągu dnia lub zaraz przed wyjściem, a tutaj nie bardzo. Producent deklaruje, że biała warstwa szybko się wchłania, ale nie do końca tak jest. Zajmuje to dobrych kilka minut. Przyznam, że wyjątkowo nie lubię patrzeć na swoje rozbielone usta:D Nietypowe jak na maskę całonocną do ust jest też to, że powoduje ona przejściowe uczucie ciepła i mrowienia. Tego typu efekty wolę raczej w błyszczykach niż w maskach do ust. Plusem jest na pewno zapach, który jest delikatny, lekko kremowy, prawie niewyczuwalny. Gdy już biały nalot odejdzie w niepamięć, na ustach zostaje delikatny połysk. Po nałożeniu grubszej warstwy maska zostaje na ustach aż do rana. Jeśli chodzi o efekty to pomijając lekką uciążliwość w stosowaniu, jest całkiem nieźle. Maska dobrze radzi sobie z nocną pielęgnacją ust. Skutecznie je regeneruje, wygładza i nawilża. 


AA Wings of Color Lip Push – Up Serum


AA Wings of Color Lip Push – Up Serum opinie

Czas na serum powiększające usta;) Tubka i pojemność są identyczne jak w przypadku maski, lecz mamy tu do czynienia ze słodkim różem;) W dodatku zapach samego serum przypomina mi właśnie pączka z różą;) Posiada także subtelnie słodki smak. Taki słodziak z niego. Konsystencja jest tutaj zdecydowanie bardziej komfortowa (przypomina żel) i również aplikacja przebiega sprawniej.  Produkt nie nadaje koloru, ale sprawia, że usta są ślicznie nabłyszczone i wyglądają na bardziej jędrne. Szczególnych właściwości powiększających nie zauważyłam. Jedynie takie jak przy każdym błyszczyku. Niemniej bardzo polubiłam ten produkt. Bardzo dobrze nawilża, regeneruje i wygładza usta, przez co z powodzeniem zastępuje balsam do ust. Warto zwrócić na nie uwagę. W starciu z maską wygrywa właśnie to serum!
AA Wings of Color produkty do ust


AA Wings of Color Hydro Fixer nawilżający


AA Wings of Color Hydro Fixer nawilżający opinie

Bezalkoholowa nawilżająca mgiełka do twarzy występuje w poręcznym 50ml opakowaniu, które bardzo mi się podoba:) Posiada ona atomizer, który niestety niekiedy trochę zbyt mocno dozuje produkt;) Zapach mgiełki jest przyjemny i delikatny. Taki letni. Fixer całkiem ładnie utrwala i odświeża makijaż znosząc jego pudrowość. Ale w moim odczuciu lepiej spisuje się jako nawilżająca baza pod makijaż:) Nie pozostawia po sobie lepkiej warstwy. 


AA Wings of Color tusz X-Treme Wear


AA Wings of Color tusz X-Treme Wear

Nie ma makijażu bez tuszu:) W serii kosmetyków AA Wings of Color znajdziemy kilka propozycji. Ja wypróbowałam wodoodporny pogrubiający tusz do rzęs, który dzięki technologii TUBE zamyka każdą z rzęs w wodoodpornej tubce;) Tusz posiada pojemność 10ml i dość standardowe czarne opakowanie. 
AA Wings of Color tusz X-Treme Wear opinie
Szczoteczka posiada dość tradycyjny kształt, jest ona silikonowa i bardzo giętka. W moim przypadku zapewnia on efekt wydłużenia oraz delikatnego pogrubienia. Zrobiłam zdjęcia, ale wyszły mi dość kosmicznie, więc na dniach spróbuję wykonać je jeszcze raz. Ciekawostką jest to, że mimo wodoodporności, tusz możemy zmyć ciepłą wodą. Ja za zwyczaj zmywam go ciepłą wodą w połączeniu ze ściereczką do demakijażu. Trwa to jednak niestety nieco dłużej niż w przypadku tuszu nie wodoodpornego. Co do trwałości nie mam zastrzeżeń, ale przyznaję, że sama z siebie za zwyczaj używam tych nie wodoodpornych, ponieważ nie mam problemów z ich trwałością ani też nie pływam etc. Rzadko też się wzruszam na tyle żeby się rozmazać:D Test wodoodporności polegał więc na pochlapaniu rzęs wodą;)


Znacie serię AA Wings of Color? Polecacie jakieś kosmetyki tej marki?

Czytaj dalej »