środa, 25 listopada 2020

Black Friday 2020 na Notino – co wpadło mi w oko?

Odnoszę wrażenie, że tegoroczny Czarny Piątek trwa nad wyraz długo!:D Część sklepów zarzuciła na nas swoje sieci już na początku miesiąca. Na pewno poniekąd jest to podyktowane obecnymi obostrzeniami. Ale nie ma tego złego (w kwestii terminu rozciągniętego w czasie). Przynajmniej jest więcej czasu do namysłu, porównania ofert i różnych opcji. Na Notino Czarny Piątek 2020 również trwa w najlepsze! Co z kosmetyków wpadło mi w oko? Na co warto zwrócić uwagę?

Zestawy do pielęgnacji włosów Kerastase

Kerastase to dość droga, ale w moim odczuciu naprawdę skuteczna marka specjalizująca się w profesjonalnej pielęgnacji włosów.
Ich produkty często można spotkać w dobrych salonach fryzjerskich. Uwielbiam zarówno sama używać preparatów Kerastase jak i kupować je na prezent:) W tym sezonie kilka osób dostało ode mnie zestawy bądź pojedyncze kosmetyki Kerastase. Ale muszę przyznać, że w przypadku Kerastase Chronologiste trochę się pospieszyłam, ponieważ aktualnie jest taki bardziej odświętny zestaw upominkowy, a ja kupowałam kosmetyki tej linii na sztuki. Cóż jednak poradzić jeśli człowiek lubi mieć wszystko wcześniej:D Na szczęście inne serie udało mi się zamówić w pięknych zestawach, choć w bardziej wiosennych niż gwiazdkowych klimatach;) Kerastase Chronologiste to najnowsza rewitalizująca seria przeciw oznakom starzenia włosów. Nie wiem jak się spisuje w tej kwestii, ale w ogólnym rozrachunku ma potencjał i w przyszłości pewnie wypróbuję ją również na sobie:) Zestaw upominkowy Kerastase Genesis także prezentuje się pięknie. Seria Genesis pachnie nieziemsko (zwłaszcza szampon w wersji lekkiej) i pielęgnuje naprawdę super:) Miałam już okazję poznać dwa rodzaje szamponu z tej serii, odżywkę oraz maskę. Co więcej ta linia okazała się być u mnie piekielnie wydajna:) I coś dla blondynek, czyli nie dla mnie! Choć mam też za sobą erę blondu;) A mianowicie Kerastase Blond Absolu. To taki mój prezentowy pewnik dla blondynek. Obecnie zestawy z tej serii dostępne są w kilku wersjach do wyboru. Na zdjęciu taka bardziej mini opcja w nie najwyższej cenie;) W sam raz na wstępne przetestowanie. Z tego co słyszałam od koleżanek, seria ma wiele fanek! A nie da się ukryć, że pielęgnacja włosów rozjaśnianych nie należy do najłatwiejszych.   

Warto przyjrzeć się marce Vichy, bowiem ma w swej ofercie świetne ampułki z witaminą C i peptydami o przyjemnej, lekkiej konsystencji. Mowa o Vichy Liftactiv Specialist Peptide-C. Pisałam o nich latem:)

Wpadł mi też w oko zestaw Avene A-Oxitive. Od jakiegoś czasu przyglądam się tej serii i myślę, że w przyszłości wypróbuję Avene A-Oxitive Krem peelingujący na noc, który w swoim składzie zawiera m.in. Retinaldehyd i Prowitaminę E. W dodatku jego ogromną zaletą jest to, że jest bezzapachowy:) Zresztą intryguje mnie cała ta seria:)

Warto wspomnieć, że w tym tygodniu na Notino z kodem black25 otrzymasz -25% zniżki na 20 topowych marek:) Sama jeszcze nie zdążyłam nic kliknąć, ale będę przeglądać intensywnie:D

Jestem ciekawa czy skorzystałaś już jakichś okazji na Black Friday? Były wśród nich zakupy kosmetyczne czy raczej inne kategorie? Daj znać!

Czytaj dalej »

poniedziałek, 23 listopada 2020

Resibo Regenerujący peeling do ciała – Topestetic!

Jesień i zima sprzyjają rozpieszczaniu skóry twarzy i ciała:) Siedzenie pod kocykiem w masce na twarzy to, co prawda rozrywka nie dla mnie, ale peelingowanie, masowanie i balsamowanie zawsze! Niezależnie od pory roku:) Ilość peelingów do ciała dostępnych na naszym rynku przyprawia o zawrót głowy! Zauważyłam jednak, że najchętniej sięgam po te naturalne, często od naszych polskich, prężnie rozwijających się marek:) Resibo zaczynało od olejku do demakijażu, a teraz proszę! Czego tam nie ma? Peeling do ciała? Bardzo proszę – Regenerujący peeling do ciała od Resibo już czeka! A czy na oklaski? O tym za chwilę:)

Resibo Regenerujący peeling do ciała

Resibo Regenerujący peeling do ciała

Mocno regenerujący i zarazem intensywnie złuszczający peeling do ciała polecany do każdego typu skóry. W składzie zawiera dwa rodzaje drobinek złuszczających – cukier i sól z Morza Martwego. Świeży zapach ma zapewnić przyjemność stosowania. Przewodzą w nim cytrusowe nuty pomarańczy, mandarynki, cytryny i bergamotki, a całość dopełnia słodka wanilia oraz cynamon. Jeśli kolor jest niejednolity należy wymieszać kosmetyk przed użyciem w celu zmieszania drobinek i olejków.

Regenerujący peeling do ciała Resibo opakowany został w ciężki szklany pojemniczek o pojemności 300g. Marka Resibo przywiązuje dużą uwagę do ochrony środowiska i cały czas poszukuje nowych rozwiązań w kwestii opakowań, co jest bardzo na plus. Ale akurat w przypadku peelingu do ciała, który stosuje się przecież pod prysznicem, nie jest to najszczęśliwsze rozwiązanie w moim odczuciu. Za dużo się nasłuchałam o tym jak komuś spadło coś na stopę i miał potem zapewnionych wiele medycznych atrakcji;) Także cóż, trzeba z tym słoiczkiem ostrożnie;) Pomijając szkło słoiczek jest świetnym rozwiązaniem, ponieważ pozwala na swobodne wydobycie produktu do samego końca.

Peeling do ciała Resibo po otwarciu właściwie nie przypomina peelingu. Bardziej coś w rodzaju olejkowego balsamu do ciała, ale takiego o zbitej konsystencji, którą trzeba najpierw rozgrzać w dłoni;) Ale jakkolwiek na pierwszy rzut oka by nie wyglądał to jednak tym peelingiem jest i wbrew pozorom wcale nie jest twardy ani trudny do nałożenia:) 

Resibo Regenerujący peeling do ciała

Zapach budził moje wątpliwości, ponieważ z jednej strony mamy tu pomarańczę, mandarynkę, bergamotkę i cytrynę, czyli cytrusowe nuty, które lubię w tego typu produktach. A z drugiej strony wanilię, która niekiedy bywa słodka aż do bólu i korzenne aromaty cynamonu, które niekoniecznie są w moim guście;) Po otwarciu stwierdziłam jednak, że zapach jest dość oryginalny, ale całkiem do rzeczy. Cytrusowe nuty są dominujące, przełamane jedynie szczyptą słodyczy. Wyczuwalna jest w nim świeżość, a jednocześnie bardzo subtelna nuta przywodząca powoli zbliżające się święta Bożego Narodzenia. Z definicji nie do końca w moim stylu, a jednak tak wyważone, że mi się podoba:)

Resibo Regenerujący peeling do ciała

Drobinki cukru i soli z Morza Martwego zawarte w peelingu Resibo są drobno zmielone. Zapewniają skuteczne, ale nieagresywne złuszczanie, tj. bez niechcianych podrażnień;) Peeling w swoim składzie zawiera olej sezamowy, awokado i słonecznikowy, a co za tym idzie pozostawia wyczuwalną natłuszczającą warstewkę na skórze. Unikający balsamowania jak ognia powinni być zadowoleni, ponieważ peeling ładnie pielęgnuje, zmiękcza i odżywia skórę na tyle dobrze, że można już sobie darować ten nieszczęsny (w ich mniemaniu:D) balsam. Dla niektórych jednak olejkowa powłoczka może być kłopotliwa. W skrócie dla bojących się olejków – nie, dla tolerujących – tak;) Ja akurat jestem niepoprawnym balsamo-maniakiem, więc po każdym peelingu i tak nakładam jeszcze troszkę nawilżacza w postaci balsamu lub olejku;) Według mnie peeling jest świetnym rozwiązaniem dla posiadaczek suchej skóry ciała, również tej wrażliwej. Uprzedzam jedynie żeby nie nakładać zbyt wiele na raz;) Z szybką i darmową dostawą można go dostać na Topestetic. W ofercie są oczywiście także inne kosmetyki Resibo:)

Jakie peelingi do ciała preferujesz? Poznałaś już Regenerujący peeling do ciała od Resibo?

Czytaj dalej »

czwartek, 19 listopada 2020

Pielęgnacja włosów z marką Phyto – Topestetic!

Kosmetyki marki Phyto, którą znajdziesz na Topestetic nie płacąc nic za dostawę, znam już od kilku ładnych lat, ale jeszcze nie było okazji o nich napisać:) W tym roku trochę jednak nadgoniłam z włosomaniactwem, więc uznałam, że to dobry moment na recenzję:) Tym razem wybrałam dla siebie duet w postaci szamponu odbudowującego Phyto PhytoKeratine Shampoo oraz maski nadającej włosom objętość Phyto PhytoVolume Mask. Czy warto zwrócić na nie uwagę?

Phyto pielęgnacja włosów

Phyto PhytoKeratine Shampoo szampon odbudowujący

Szampon odbudowujący Phyto PhytoKeratine  w swoim składzie zawiera botaniczną keratynę pozyskaną z białek komosy ryżowej, łubinu i grochu. Dzięki temu przywraca włosom świetny wygląd oraz naprawia uszkodzenia. Ekstrakt z bławatka odpowiada zaś za dogłębne nawilżenie i poprawę sprężystości włosów. Tak by były one bardziej miękkie i jedwabiste w dotyku. Szampon oparty został na delikatnej bazie myjącej, dzięki której oczyszcza włosy nie powodując dalszych uszkodzeń. Produkt przeznaczony jest do włosów suchych, zniszczonych i łamliwych.

Phyto Phytokeratine szampon

Szampon odbudowujący marki Phyto został umieszczony w dość zwyczajnym, ale poręcznym plastikowym opakowaniu o pojemności 250ml. Warto jednak wspomnieć, że np. kartony, do których pakowane są kosmetyki Phyto wytwarzane są z półproduktów z drewna, które jest pozyskiwane ze zrównoważonej gospodarki leśnej w taki sposób, że w miejsce każdego ściętego drzewa sadzone jest nowe. Kosmetyk należy zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia.

Szampon posiada delikatny, roślinny zapach. Nie jest zbyt wyszukany, ale przyjemny i niedrażniący. Raczej nie utrzymuje się na włosach. Jego kolor jest piaskowo-perłowy, a konsystencja taka bogatsza, ale nie typowo kremowa. Bardzo dobrze się rozprowadza (zawsze mieszam szampon w dłoni z niewielką ilością wody) i jak na delikatnie oczyszczający produkt wyjątkowo ładnie się pieni. Zdecydowanie jest łagodny dla skóry głowy. Nie podrażnia i nie wywołuje swędzenia. Oczyszcza naprawdę łagodnie, więc nadaje się nawet do codziennego stosowania. Z uwagi na to, że jestem posiadaczką przetłuszczającej się skóry głowy i włosów z tendencją do przesuszenia na długości wspomagam go jeszcze dodatkowo mocniej oczyszczającym szamponem na samym skalpie (włosy myję zawsze dwukrotnie). Szampon nie plącze włosów podczas mycia, a po użyciu są przyjemnie miękkie. Jeśli potrzebujesz delikatnego, odżywczego szamponu to jest to produkt dla Ciebie:)

Phyto PhytoVolume Mask maska nadająca włosom objętość

Maska nadająca włosom objętość Phyto PhytoVolume Mask w składzie zawiera ekstrakt z bambusa, wywar z pięciornika oraz wywar z krwawnika. Ma ona za zadanie zapewnić włosom efekt zwiększenia objętości oraz odbić je od nasady, a dodatkowo posiada właściwości odżywiające strukturę włosów. Maska szczególnie polecana jest do włosów cienkich, plączących się i pozbawionych objętości.

Phyto PhytoVolume Mask maska nadająca włosom objętość

Maska do włosów Phyto PhytoVolume zamknięta została w metalowej tubce o prostej szacie graficznej i pojemności 150ml. Wszystko to zostało zwieńczone małą nakrętką, która nie jest zbyt wygodna pod prysznicem. Kiedy dotarła do mnie przesyłka otworzyłam kartonik, odkręciłam tubkę i niestety zawartość zaczęła z niej wypływać w sposób niekontrolowany. O mały włos maska nie wylądowała na moich spodniach:D Radzę więc otwierać tubkę z otworem do góry żeby nie marnować zawartości;) Termin przydatności do zużycia to w tym przypadku również 12 miesięcy od otwarcia.

Maska posiada bursztynową barwę oraz nietypową, lekką, żelową konsystencję, która bardzo sprawnie się rozprowadza nie pozostawiając po sobie wrażenia obciążenia. To najlżejsza maska do włosów, z jaką kiedykolwiek miałam do czynienia. W moim odczuciu bardziej odżywka niż maska i nawet pisząc ten tekst kilka razy intuicyjnie napisałam odżywka zamiast maska:) Ale z drugiej strony ciężko wyobrazić sobie gęstą maskę zwiększającą objętość włosów;) Ważnym punktem programu jest tutaj zapach! Ciężko mnie zachwycić w tym aspekcie, ale marce Phyto się udało! Maska nadająca włosom objętość pachnie PRZEPIĘKNIE! Ciężko mi do czegoś porównać ten zapach, ale jest elegancki i zarazem naturalny. Naprawdę wyjątkowy:) Po zastosowaniu utrzymuje się na włosach przez niedługi czas.

A co z działaniem? Jak już wspomniałam maska z całą pewnością nie obciąża i nie przetłuszcza włosów. Przy takiej konsystencji byłby to wręcz nierealne;) Do minusów zaliczyłabym to, że po jej zastosowaniu włosy nie rozczesują się tak dobrze jak po kosmetykach Kerastase. Przy długich włosach trzeba poświęcić na to nieco więcej czasu niż zazwyczaj. W przypadku moich włosów jest to częsta wada produktów o naturalnym składzie. Choć zdarzały się też wyjątki. Efekt odbicia od nasady i zwiększenia objętości owszem jest. Moje włosy co prawda są cienkie, ale jest ich sporo i z natury mają całkiem niezłą objętość, ale mam manię mocnego czesania. Przez co niekiedy szybko stają się przyklapnięte. Dlatego taka maseczka od czasu do czasu jest dla mnie całkiem sensownym rozwiązaniem:) Dodatkowo włosy po jej zastosowaniu są bardziej sprężyste. 

Phyto kosmetyki

Znasz kosmetyki do włosów marki Phyto? Używasz naturalnych produktów do pielęgnacji włosów?

Czytaj dalej »

środa, 18 listopada 2020

Co chciałbym dostać na Święta od Notino?

Ostatnio było o sprawianiu radości innym:) Czas zatem na mnie… Z jednej strony wydawać by się mogło, że mam w sobie sporo z egoistki, a z drugiej mam duszę altruistki;) Niemożliwe? A jednak u mnie sprzeczności łączą się idealnie! Niejednokrotnie łapię się na tym, że gdzieś tam zapominam o sobie w kwestii kosmetycznych przyjemności:) Pora więc trochę pofantazjować… Podczas poszukiwania przeróżnych inspiracji na prezenty dla moich potencjalnych ofiar w dziale prezenty dla niej na Notino wpadło mi w oko kilka łakomych kąsków, których z domu na pewno bym nie wyrzuciła. A Mikołaj na pewno nie musiałby przyjmować reklamacji:)

 

Co chciałbym dostać na Święta od Notino

Większość moich zachcianek to kosmetyczne Kalendarze Adwentowe. Zazwyczaj ograniczałam się do tych czekoladowych i przyznaję, że długo nie rozumiałam fenomenu tych kosmetycznych. Zresztą nadal chyba nie do końca rozumiem, ale zupełnie nie przeszkodziło mi to w tym żeby zauroczyło mnie sztuk kilka:D Winą za ten stan obarczam Interendo. Wszak Patrycja co i rusz macha mi coraz bardziej wyszukanymi propozycjami kalendarzy na IS;) Sama zresztą sprezentowała mi ten 3D z Rituals i już 1 grudnia będę go radośnie otwierać:D Na początku miałam na oku tylko 2, może 3 kalendarze, ale najpierw popsuła mnie Patrycja, a potem jeszcze sama mimowolnie wygrzebałam parę innych;)

Pragnę zacząć od Yves Saint Laurent Advent Calendar. Panuje w nim niemal taki przepych jak w pięknej i długiej reklamie Apartu;) Wprawdzie nie wszystko mi w nim odpowiada, ponieważ np. już nigdy nie zamierzam użyć tradycyjnego lakieru do paznokci, a i pomadki na pewno nie wszystkie będą mi pasowały kolorystycznie. Ale ma w sobie ten typ elegancji, który przyciąga mnie jak magnes. Poza tym mam duży sentyment do YSL.

Markę Clarins znam i mam raczej dobre doświadczenia z ich produktami. Na pewno nie wzgardziłabym więc również ich kalendarzem pełnym kosmetyków do pielęgnacji i makijażu:)

Lancome proponuje z kolei kalendarz trójwymiarowy, czyli coś na kształt tego z Rituals. Tyle, że tutaj pierwsze skrzypce gra magiczny Paryż. Pomysł świetny, a zawartość jak najbardziej satysfakcjonująca:)

Payot to marka, której nie miałam okazji poznać. Dlatego ich kalendarz mógłby być całkiem sensownym rozwiązaniem na początek. Ciekawe które z produktów przypadłyby mi szczególnie do gustu?

Żebym nie utonęła w tych kalendarzach to jeszcze parę drobiazgów. Bardzo dobrze wspominam kosmetyki pod oczy Estee Lauder, więc chętnie przygarnęłabym regenerujący krem pod oczy Advanced Night Repair Eye Supercharged Complex:) Jest też coś wokół czego krążę od zeszłego lata, czyli Armani Acqua di Gioia. Mam w pamięci taki przebłysk, że już kiedyś je wąchałam i mi się podobały;) Nie zdecydowałam się od razu chyba tylko z uwagi na moją liczną już rodzinkę zapachów skrywanych w komodzie. Ale chodzą za mną nadal, a do lata miejmy nadzieję szybko zleci;) Na zdjęciu w uroczym zestawie, ale w istocie zadowolę się samym najmniejszym flakonem:)

No i karta podarunkowa. Nie da się ukryć, że lubię sama wybierać:D Moi „ankietowani” twierdzą, że wszystko mam i naprawdę wybór czegoś dla mnie przyprawia o zawrót głowy;) Z jednej strony brzmi to dla mnie dość egzotycznie, ale jakby się szczerze zastanowić to sporo w tym prawdy;) Także wszelkie bony, nie tylko kosmetyczne zawsze mile widziane:)

A Ty masz jakieś mniejsze lub większe kosmetyczne zachcianki na święta? A może bardziej coś z innych kategorii?

Czytaj dalej »

wtorek, 17 listopada 2020

Prezenty świąteczne – jak wybrać? Moje wskazówki!

Doszłam do wniosku, że urodziłam się m.in. po to żeby robić innym ludziom prezenty! Jestem w tym szaleństwie totalnie niepoprawna i nie da się ukryć – nietypowa! Zawsze lubiłam mieć wcześniej przygotowane prezenty, ale w tym roku powoli przechodzę już samą siebie:D Wszystkie upominki dawno już przygotowałam, a do wręczenia zostały mi już jedynie te dla rodziców;) Ale to jeszcze nic. Lwia część osób dostała już ode mnie prezenty na kolejny rok, a niektórzy na jeszcze następny;) To się nazywa rozpęd! Jak się bawić to się bawić! Zawsze lubiłam robić po swojemu i kwestia podarunków nie jest w tym odosobniona. Któż więc mógłby udzielić kilku drobnych porad odnośnie prezentów jeśli nie osoba, która jest gotowa na wszystko?:D

Pierwsza z nich brzmi – nie rób tak jak ja! W kwestii pośpiechu oczywiście:) Ja po prostu nie mogę się powstrzymać. Kiedy coś oglądam często nachodzi mnie myśl pt. o, to było by fajne dla X i nie mogąc się oprzeć – kupuję;) Potem zaczyna we mnie wzbierać irytacja dotycząca przechowywania tych wszystkich bibelotów i wręczam grubo przed czasem. Zupełnie jakby jutra miało nie być;) Wśród obdarowywanych przeze mnie osób mało kogo już to dziwi, więc mam rozgrzeszenie. Prawda jest jednak taka, że nie zawsze czekam na promocję, a na ten 1-1,5 miesiąca przed świętami pojawia się coraz więcej korzystnych ofert cenowych, więc można kupić więcej za mniej. Nie wspominając już o pięknych zestawach prezentowych, które często są nieuchwytne poza sezonem:)

Moją specjalnością są prezenty dla niej, czyli te typowo kobiece. Dla koleżanek, mamy albo siostry. Wybór męskich prezentów nie sprawia mi aż tyle radości, ponieważ faceci nie są tak łasi na kosmetyki, a ja mam chyba największy pociąg do wybierania spośród tej kategorii. Dla znajomych kobiet za to hulaj dusza, piekła nie ma!

Naprawdę jest w czym wybrać! Ja w kwestii doboru w miarę możliwości kieruję się kilkoma zasadami:

Wybieram to, co podoba się również mnie – może nieco brzydko to brzmi, ale w większości przypadków obdarowane otrzymują ode mnie to, co sama chciałabym mieć. Czasami jest to dla mnie taki środek zastępczy. Nie kupię sobie, a kupię koleżance. Choć bywa i tak, że muszę kupić drugi pakiet dla siebie. Niekiedy za jednym zamachem, a kiedy indziej nawet kilka miesięcy później. Nie brzmi to może zupełnie normalnie, ale z drugiej strony ktoś mi niedawno napisał, że widocznie chcę dać od siebie to co najlepsze. I nieskromnie mówiąc to prawda:) Uważam, że to żadna sztuka dać komuś coś nieciekawego. Byleby było na odczepne.

Daję w prezencie to, co znam – trafia do mnie wiele kosmetyków, więc wiem, co w trawie piszczy. A skoro z pozytywnym skutkiem wypróbowałam coś na sobie to niech będzie z tego jakiś pożytek. Może się sprawdzi również u koleżanki albo siostry? Zawsze jest ryzyko, że nie, ale przynajmniej się starałam:)

Jestem podstępna – jak to Skorpion;) Umiem czytać między wierszami. Czasami np. wychwycę jakiś komentarz i już pomysł gotowy. Bywa też, że zadam jakieś niewinne, ale podstępne pytanie;)

Pytam wprost – przyznaję, że rzadko, ponieważ jestem Zosia-Samosia, ale zdarza się i to zawsze jest dobra opcja. Sama też często jestem pytana, gdyż rzekomo za mną ciężko trafić;)

Korzystam z gotowych podpowiedzi – czasami jest to np. wishlista opublikowana na profilu społecznościowym. Ja nie mam problemu, a i obdarowana jest zadowolona:) Jest też wtedy dawka adrenaliny, ponieważ mam lekką obawę, że ktoś zdążył mnie wyprzedzić albo np. ta osoba sama już to sobie kupiła:) Ale z drugiej strony mnie ciężko uprzedzić i przechytrzyć;)

Obserwuję – jestem wnikliwa i staram się poznać potrzeby i upodobania danej osoby. Może osoba, której chcemy sprawić radość ma jakiegoś bzika? Chociażby perfumy! Albo zmaga się z jakimś problemem skórnym i wciąż poszukuje złotego środka np. na przebarwienia? Wtedy dobrym wyborem może być odpowiednio dobrane serum. 

Pamiętam – jeśli np. mama chwali moje perfumy to ma to prawie jak w banku, że prędzej czy później też je dostanie. A ja jestem szczęśliwa, że nie będzie wybrzydzania.

Wskazówki dotyczące prezentów Świątecznych

To kilka pokrętnych wskazówek prosto z mojego niebieskiego serca, a teraz czas na kilka produktów, które ostatnio wpadły mi w oko na Notino:)

Karta podarunkowa jest zawsze świetnym rozwiązaniem! Szczególnie dla tych, którzy mają wszystko lub aktualnie nie wiedzą, czego chcą. Nawet jak nie wiedzą to się dowiedzą. Bon z pewnością im w tym pomoże (sprawdzone na sobie i na innych).

Dla lubujących się w nietypowych kosmetykach do pielęgnacji idealnym wyborem będzie Serum rewitalizujące w kapsułkach Clinic Way Dr Irena Eris. Sama je kiedyś miałam i dobrze wspominam:)

Nuxe co roku wypuszcza zestawy świąteczne, a te tegoroczne prezentują się naprawdę pięknie. Wpadł mi w oko zestaw upominkowy Nuxe Huile Prodigieuse Florale. Olejek o nucie Florale jest moim faworytem wśród olejków Nuxe, a w zestawie jest jeszcze żel pod prysznic i świeca o tym samym zapachu. Dodatkowo zestaw zawiera jeszcze krem do twarzy Creme Prodigieuse Boost. Nic tylko brać!

Estee Lauder nie trzeba nikomu przedstawiać. Ich sera naprawdę robią robotę! Na zdjęciu przeciwzmarszczkowe serum na noc Advanced Night Repair Synchronized Multi-Recovery Complex.

Moją uwagę przykuł także zestaw upominkowy Victoria’s Secret Bombshell. Nie miałam jeszcze nic z tej marki, ale zestaw prezentuje się naprawdę okazale. Ucieszy niejedną wielbicielkę słodkich zapachów i różu;)

Dla wrażliwców zaś zdecydowanie dobrym wyborem będzie zestaw Bioderma Atoderm. Znam tą linię i jest godna polecenia.

I nieśmiertelne La Vie Est Belle w zestawie upominkowym – to tylko przykład, gdyż nie ma zapachów dla każdego. Warto przebadać grunt zanim zdecydujemy się na konkretny zapach:) Mnie się zdarza typować w ciemno, ale zawsze to ryzyko;) Najlepiej wywiedzieć się w jakich woniach i markach gustuje nasza ofiara.

A jaki jest Twój patent na prezenty? Świąteczne upominki już gotowe czy wciąż jeszcze szukasz czegoś odpowiedniego? Stawiasz na perfumy i kosmetyki czy raczej coś innego?

Czytaj dalej »

niedziela, 15 listopada 2020

Paula’s Choice Clinical Ceramide-Enriching Firming Eye Cream – ujędrniający krem pod oczy z ceramidami!

Pielęgnacja okolic oczu jest wyjątkowo wymagająca. Zwłaszcza, że skóra pod oczami jest cienka i bardziej wrażliwa. W dodatku często też same oczy mają skłonność do podrażnień i łzawienia, więc nie każdy krem im odpowiada. Czy da się jednak połączyć skuteczność z delikatnością? Wygląda na to, że znalazłam mocnego zawodnika w tej kategorii! Mowa o kremie pod oczy Paula’s Choice Clinical Ceramide-Enriching Firming Eye Cream:) Co takiego w sobie ma ten krem?

Paula’s Choice Clinical Ceramide-Enriching Firming Eye Cream


Krem pod oczy w swoim składzie zawiera mieszankę 5 ceramidów, 3 formy witaminy C, retinol, ekstrakt z winogron, peptydy oraz alantoinę i bisabolol. Ujędrniający krem pod oczy z ceramidami Paula’s Choice jest więc produktem zawierającym całe bogactwo składników aktywnych, których połączenie zapewnia dogłębne nawilżenie i wzmocnienie delikatnej skóry wokół oczu oraz działanie regenerujące, rozjaśniające i przeciwzmarszczkowe. Kosmetyk przeznaczony jest do każdego rodzaju skóry. W szczególności zaś dojrzałej, z pierwszymi zmarszczkami, dojrzałej, suchej, poszarzałej i pozbawionej blasku.

Ujędrniający krem pod oczy z ceramidami Paula’s Choice umieszczony został w fioletowym opakowaniu typu airless, które zdecydowanie wyróżnia się na mojej półce w łazience. Pompka dozuje produkt bez zarzutów i z dużą precyzją, więc nietrudno o wydobycie optymalnej ilości potrzebnej na pokrycie okolicy obojga oczu;) Kosmetyk należy zużyć w ciągu 12 miesięcy od pierwszego otwarcia.

Produkt posiada żółtą barwę oraz nietypową konsystencję, która sprawia wrażenie jednocześnie lekkiej i treściwej, jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało;) Kojarzy mi się troszkę z jakąś maścią, ale bardzo dobrze się rozprowadza, szybko wchłania i co najważniejsze – nie roluje. Podczas pierwszego użycia jego zapach okazał się być dla mnie niemiłym zaskoczeniem. Jest dość osobliwy, przypomina mi woń potu i to wcale nie mojego;) Na szczęście nie jest wyczuwalny na twarzy, a jedynie bezpośrednio po wyciśnięciu z opakowania. Nie spotkałam się jeszcze z takim zapachem w przypadku kosmetyku, ale słyszałam, że niektóre produkty Paula’s Choice pachną swoiście, np. rosołkiem;) Nie mam porównania gdyż to mój pierwszy, ale zapewne to zweryfikuję w przyszłości:) Gorzki lek najlepiej leczy, więc idąc tym tropem chciałoby się zaryzykować tezę, że niezbyt pięknie pachnący kosmetyk najlepiej pielęgnuje:D Coś może w tym być, ponieważ jego działanie naprawdę przypadło mi do gustu! A nie ukrywam, że jestem w tej materii wymagająca. Wszak niedobór tkanki tłuszczowej i skłonność do pocierania oczu robią swoje;)

Nie ukrywam, że na widok składników aktywnych zawartych w kremie pod oczy Paula’s Choice od razu zaświeciły mi się oczy! Ceramidy, peptydy i witamina C to moi sprzymierzeńcy, a tutaj dodatkowo mamy jeszcze retinol, czyli pogromcę zmarszczek (i nie tylko) o naukowo potwierdzonej skuteczności. W tym roku wprowadziłam go do swojej pielęgnacji po raz pierwszy i o ile w przypadku kremu do pielęgnacji twarzy z 0,5% retinolem spadły na mnie niemal wszystkie plagi związane z budowaniem tolerancji przez moją skórę to wdrożenie kremu pod oczy przebiegło gładko:) Krem pod oczy Paula’s Choice zawiera 0,01% retinolu, ale w przypadku tego składnika nawet niewielkie stężenie wykazuje pozytywny wpływ na skórę. Kluczem jest jedynie wytrwałość w stosowaniu:) Choć przyznaję, że w tym przypadku szybko zaczęłam dostrzegać pierwsze efekty. Żadnego podrażnienia, samo dobro! Krem przeznaczyłam do stosowania na noc. Do jego największych zalet należą dogłębne nawilżenie i odżywienie skóry pod oczami. Skóra stała się lepiej napięta, wygładzona i sprawia wrażenie „mocniejszej”. Spojrzenie jest rozświetlone, dzięki czemu moje dość duże cienie są nieco mniej widoczne. Drobne linie również mniej rzucają się w oczy:) Jakość tego kremu jest w moim odczuciu porównywalna do kosmetyków pod oczy z Estee Lauder, czyli bardzo dobra:) Idealny dla wymagającej skóry.

Kosmetyki Paula’s Choice dostępne są w sklepie Cosibella, w którym oprócz nich znajdziesz duży wybór świetnych marek. Również tych trudno-dostępnych. Do dodatkowych atutów sklepu należą możliwość konsultacji z kosmetologiem, szybka wysyłka w ekologicznym opakowaniu oraz to, że dostajemy informację o każdym etapie realizacji naszego zamówienia.

Poznałaś już Ujędrniający krem pod oczy z ceramidami Paula’s Choice? A może miałaś okazję korzystać z innych kosmetyków tej marki? Jak dbasz o okolice oczu?

Czytaj dalej »

czwartek, 12 listopada 2020

Nuxe Reve de Miel krem do rąk i paznokci!

Nuxe Reve de Miel krem do rąk i paznokci to jeden z tych produktów znanych i lubianych:) Sama na przestrzeni lat miałam go niejeden raz, a że powoli zbliża się zima to uznałam, że warto w końcu o nim napisać:) Wygrzebałam zatem stare zdjęcia i oto jest!

Nuxe Reve de Miel krem do rąk i paznokci

Jest to beztłuszczowy krem do rąk o jedwabistej formule i otulającym miodowym zapachu. W swoim składzie zawiera substancje czynne pochodzenia naturalnego. Posiada właściwości odżywcze, regenerujące oraz zmiękczające. Polecany jest nawet do suchych i zniszczonych dłoni, a dodatkowo wzmacnia paznokcie.


Krem do rąk i paznokci Reve de Miel od Nuxe nazwałam ulubionym kremem farmaceutek;) A to dlatego, że pewnego razu snując się po aptece usłyszałam rozmowę pracujących tam pań dotyczącą zachwytów nad jego działaniem:) Nie to żebym podsłuchiwała... Po prostu mam dobry słuch, więc mimowolnie usłyszałam:D Coś musi w tym być, bo pamiętam, że Dziennik Farmaceutki też chwaliła go na Instagramie. Sama miałam go już ładnych kilka razy. Jest to nietłusty krem odżywczo-regenerujący o szybko wchłaniającej się formule i charakterystycznym dla linii Reve de Miel miodowym i dość długotrwałym zapachu. Osobiście wolę bardziej ulotne zapachy i przyznaję, że lata temu wyjątkowo nie lubiłam tej woni, ale z czasem przestała mnie irytować.

Poręczna tubka jest w sam raz do torebki dla nałogowych „smarowaczy”;) Choć ja akurat nigdy nie noszę ze sobą kremów, bo używam tylko wieczorem. A w ciągu dnia, jeśli mi się przypomni. Wiem jednak, że jestem w mniejszości, bo w rozmowach na priv. często przewija się temat nałogowego wręcz kremowania dłoni:D A już tym bardziej w czasach pandemii;) Pojemność opakowania to 50ml, ale można też trafić np. na 15 i 30ml w różnych zestawach (tych świątecznych, z miniaturami albo w kalendarzu adwentowym). Działanie jest naprawdę dobre, ponieważ spełnia obietnice producenta zapewniając dłoniom miękkość, gładkość i odżywienie bez uczucia lepkości. Nie jest moim nr 1, ponieważ to miejsce zarezerwowane jest dla maści Hudsalva, ale to też zupełnie inna formuła... Z takich lekkich lecz całkiem skutecznych kremów do dłoni zdecydowanie mogę polecić właśnie ten z serii Reve de Miel:) Na koniec dodam, że krem do rąk Reve de Miel to 90,6% składników pochodzenia naturalnego takich jak miód, oleje roślinne, masło shea, alantoina, wyciąg z jęczmienia, olej słonecznikowy i witamina E, które łącząc siły odpowiadają za odżywienie i regenerację.

Miałaś już krem do rąk Reve de Miel marki Nuxe? Jakiego kremu używasz obecnie? Stawiasz na lekkie czy treściwe formuły?

Czytaj dalej »