czwartek, 14 grudnia 2017

L’Occitane olejek pod prysznic migdał – kultowy produkt!

Cześć Dziewczyny!
Z wywodzącą się z Prowansji marką L’Occitane miałam już do czynienia kilkukrotnie:) Nie zawsze były to spotkania udane, ale też nie mogę powiedzieć żeby asortyment był mi zupełnie obojętny. Zwłaszcza, że co jakiś czas pojawiają się np. interesujące serie limitowane. Jest jednak taki produkt, którym kusili wszyscy. O którym nie usłyszałam jeszcze ani jednego negatywnego słowa (pomijając cenę;)). Tym produktem jest olejek pod prysznic L’Occitane Almond Shower Oil. To już kultowy kosmetyk tej marki! Nie byłabym więc sobą gdybym nie chciała się przekonać czy rzeczywiście jest wart zachodu:)


L’Occitane olejek pod prysznic migdał



L’Occitane olejek pod prysznic migdał występuje w paru wariantach: jako 500ml opakowanie z pompką, 250ml butelka oraz jako opakowanie do uzupełnienia. Ja byłam w posiadaniu wersji 250ml, która ma postać zgrabnej przezroczystej buteleczki z zamknięciem typu press. Butelka jest dobrej jakości i podczas użytkowania nic złego się z nią nie dzieje.

Pierwsze co mnie uderzyło w tym produkcie to zapach! Naturalny i obłędnie migdałowy! Często zdarza się, że olejki pod prysznic mimo jakiegoś konkretnego zapachu przypisanego przez producenta, pachną po prostu olejem. Takim niezbyt zachęcającym i wręcz mdłym. Te tańsze potrafią mieć na domiar złego tą słynną „rybią nutę”. Nie mówię, że wszystkie bo i zdarza się poczciwy olejek w dobrej cenie, ale na pewno niemal każdy zna taki produkt, którego zapach był daleki od oczekiwanego;) Olejek L’Occitane na szczęście nie płata takich figli. Pachnie naprawdę pięknie! Aż człowiek by chciał pluskać się bez końca. A przyznaję, że ja uwielbiam relaks pod prysznicem. W końcu jakby nie patrzeć Skorpion to znak wodny;) 
Migdałowy olejek L’Occitane posiada żółtą barwę oraz dość bogatą, oleistą konsystencję. Kosmetyk gładko rozprowadza się po wilgotnej skórze. Pod wpływem wody olejek zmienia się w aksamitną piankę. Produkt bardzo dobrze radzi sobie z oczyszczaniem skóry ciała, a jednocześnie nie narusza jej komfortu i nie wysusza. Wręcz przeciwnie, pozostawia skórę bardzo miękką, gładką i przyjemną w dotyku. Dodatkowo po kąpieli jeszcze przez jakiś czas na skórze pozostaje delikatny migdałowy zapach. To takie małe domowe SPA:) Z upodobaniem próbuję przeróżnych kosmetyków pod prysznic i jestem zadowolona, że miałam okazję na starcie z tą legendą:) Przyznam, że produkt mnie nie zawiódł. Jedyną wadą jest wysoka cena, ale raz na jakiś czas można sobie pozwolić na taki bardziej ekskluzywny produkt pod prysznic i chwilę przyjemności. Częstsze kupowanie mogłoby już być rozrzutnością;)


Znacie migdałowy olejek L’Occitane? A może polecacie inne produkty tej marki?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Nivea Hairmilk mleczna odżywka do włosów o strukturze cienkiej!

Cześć Dziewczyny!
Odkąd wiele lat temu wypróbowałam odżywkę oraz szampon marki Nivea, nie uzyskując zadowalających efektów, wrzuciłam szampony, maski i odżywki tej firmy do worka pt: niedobre – omijać szerokim łukiem. Długo nie chciałam nawet spojrzeć w kierunku szamponów i odżywek Nivea, aż do momentu kiedy w ofercie pojawiła się linia Hairmilk. Pomyślałam, mleczna seria to nawet ciekawe, ale po co ci to skoro i tak się nie sprawdzi? Ostatecznie jednak pozytywne opinie w sieci nie dawały mi spokoju i od niechcenia postanowiłam spróbować jednego produktu z tej linii. Padło na mleczną odżywkę do włosów o strukturze cienkiej. Czy udało się zatrzeć złe wrażenia sprzed laty?;)


Nivea Hairmilk



Seria Nivea Hairmilk jest dość rozbudowana i przygotowana została z myślą dla osób o różnych strukturach włosów. Nietrudno przecież zauważyć, że jedni mają włosy cienkie, inni grube, a jeszcze inni normalne, czyli są gdzieś po środku;) Małe są więc szanse żeby stworzyć jeden uniwersalny kosmetyk dla wszystkich. Wśród kosmetyków z tej linii znajdziemy więc zarówno szampony, odżywki jak i ekspresowe odżywki przydzielone do różnych typów włosów, a raczej struktur:) Ja mam włosów niemało, ale są one zdecydowanie cienkie i delikatne, więc postawiłam na wersję dla włosów cienkich.


Nivea Hairmilk mleczna odżywka do włosów o strukturze cienkiej



Nivea Hairmilk mleczna odżywka do włosów o strukturze cienkiej umieszczona została w wygodnym niebieskim opakowaniu z zamknięciem na zatrzask. Pojemność wynosi 200ml, więc jest ona dość typowa jak na odżywkę:) Przyznaję, że opakowanie wizualnie do mnie przemawia. Zwłaszcza, że jest niebieskie;) No cóż, zboczenie takie;) Odżywka posiada kremową konsystencję, która nie jest ani ciężka ani zbyt lekka. Dzięki temu sprawnie się rozprowadza zarówno po suchych jak i wilgotnych włosach;) Nie jest tłusta, więc zdecydowanie można ją nazwać nieobciążającą. Nie wiem dlaczego, ale wyobrażałam sobie, że odżywka będzie pachnieć mlekiem. No chyba ze względu na to Hairmilk:) Zapach okazał się być jednak bardzo delikatny z nutką klasycznego kremu Nivea. Osobiście bardziej preferuję „niveowe” zapachy z linii Urban Skin Detoks i Young, ale w przypadku Hairmilk zapach był subtelny, więc mi nie przeszkadzał. A co z działaniem? Czy pozytywnie mnie zaskoczyło? Przyznam, że tak. Inaczej już bym chyba sobie darowała wpis i napisała o czymś innym:) Odżywka nie obciążała moich włosów, a dodatkowo po każdorazowym użyciu były one miękkie i gładkie oraz łatwiejsze do rozczesania. Choć ja równocześnie prawie zawsze lubię dodatkowo użyć odrobinę serum po umyciu:) Nie powodowała u mnie oklapnięcia, a włosy nawet nieźle się układały i nie elektryzowały. Jak na odżywkę drogeryjnej marki (bo na ogół preferuję raczej te profesjonalne) to naprawdę pozytywnie mnie zaskoczyła. Jedynym minusem może być mniejsza wydajność niż w przypadku kosmetyków z serii profesjonalnych, ale przy jej cenie można na to przymknąć oko. Zresztą odkąd zapuściłam włosy, zużywam coraz więcej kosmetyków przeznaczonych do ich pielęgnacji. To już nie to co za czasów boba;)


Znacie serię Nivea Hairmilk? Jak u Was wypadła? Macie włosy cienkie, grube czy normalne?;)
Czytaj dalej »

piątek, 8 grudnia 2017

Manirouge na Święta 2017 - edycja limitowana Merry Christmas!

Cześć Dziewczyny!
Co roku marki produkujące lakiery hybrydowe prześcigają się w coraz to nowszych kolekcjach, a w sieci można znaleźć milion inspiracji podpowiadających jak przyozdobić nasze paznokcie:) Do wyboru mamy mnóstwo efektów, nic tylko siedzieć i malować! Ale… komu by się chciało? Są oczywiście pasjonatki w tej dziedzinie, potrafiące poświęcać swoim paznokciom całe godziny, ale ja do nich nie należę! Nie dysponuję ani talentem ani cierpliwością, więc stawiam na gotowe rozwiązania, takie jak naklejki termiczne Manirouge, które pierwszy raz pojawiły się na moim blogu jeszcze latem i odmieniły moje życie;) Manirouge non stop się rozwija i przygotowało coś specjalnego na święta – edycję limitowaną Merry Christmas

Manirouge Merry Christmas – edycja limitowana



W kolekcji znajdują się 22 wzory, z których dla siebie wybrałam 3 – Santa Claus, Snow and black i Christmas Star. Oprócz nich bardzo podobają mi się również – Blanche Neige, Bon Bons i Cadeau:) W oczy rzuciły mi się również nowe, srebrne, takie bardziej odświętne opakowania. To tylko tekturka - mała rzecz, a jednak pozytywnie wpływa na odbiór produktu.


Manirouge Santa Claus



zdjęcie przedstawiające wzór Manirouge Santa Claus
Zawsze patrzyłam z podziwem na te wszystkie manicure z wymalowanymi reniferami, bałwankami i innymi Mikołajami. Byłam jednak świadoma, że ze swoim talentem mogę tylko pomarzyć;) I tak było aż do momentu gdy Manirouge pomyślało o takich właśnie ofiarach jak ja:) Przez chwilę wahałam się czy mi wypada nosić takie paznokcie bo przecież nie jestem już dzieckiem. Jednak kto jak kto, ale Ewelina takimi rzeczami się nie przejmuje! To zestaw nie dla ponuraków! Dodatkowym atutem były oczywiście niebieskie akcenty, którym trudno było mi się oprzeć:) 
zdjęcie przedstawiające wzór Manirouge Santa Claus na paznokciach
Zaaplikowałam wszystkie naklejki z wzoru Santa Claus, ale jeśli wolicie delikatniejszy świąteczny akcent to można oczywiście zastosować mniejszą ilość naklejek np. jedynie na wybrane paznokcie, a na reszcie zrobić hybrydę lub połączyć z jakimś innym wzorem Manirouge. Wszystko zależy od Was! Ja jestem zauroczona tym kompletem:) 


Manirouge Snow and Black



zdjęcie przedstawiające wzór Manirouge Snow and black
Czerń i biel to dobrze znana klasyka, która gości u mnie za zwyczaj jedynie jako delikatny akcent, ponieważ moim żywiołem jest kolor:) 
zdjęcie przedstawiające wzór Manirouge Snow and black na paznokciach
Ostatnio jednak ćwiczyłam robić nieco spokojniejsze zdjęcia i uznałam, że taka lekka nutka elegancji też może być fajna! Podczas wybierania wzorów przypomniała mi się też pewna anegdotka. Przed maturą udałam się do sklepu obuwniczego celem zakupu odpowiednich butów. Ekspedientka pokazywała mi dość dyskusyjne modele i w końcu na którąś z rzędu odmowę odparła – aaa, bo dziewczynka chce takie bardziej dorosłe buty! Podobnie było z tym wzorem naklejek, chciałam jedne takie bardziej „poważne”;) Myślę, że mają swój urok! 



Manirouge Christmas Star


zdjęcie przedstawiające wzór Manirouge Christmas Star
Ostatni mój świąteczny wzór zawiera jeden z moich ulubionych symboli, czyli gwiazdki! Nie mogłam więc go sobie odmówić:) Zaliczyłabym go do grona eleganckich, ale z mocnym świątecznym akcentem. Bardzo mi się podoba!
zdjęcie przedstawiające Manirouge Christmas Star na paznokciach

Całą świąteczną kolekcję Manirouge Merry Christmas, a także wiele innych wzorów dopasowanych do różnych okazji tudzież nastrojów znajdziecie na www.manirouge.com


Znacie już świąteczną edycję limitowaną Manirouge? Jakie wzory wpadły Wam w oko?
Czytaj dalej »

środa, 6 grudnia 2017

Dr Irena Eris Cleanology kremowy żel do oczyszczania twarzy!

Cześć Dziewczyny!
Wiosną linia Cleanology marki Dr Irena Eris została wzbogacona o nowe produkty przeznaczone do oczyszczania twarzy. Trafił do mnie wtedy kremowy żel do oczyszczania twarzy. Dawno go już zużyłam, ale ostatnio przeglądając swoje blogowe foldery natknęłam się na jego zdjęcia i uświadomiłam sobie, że nie doczekał się recenzji. A niesłusznie bo poczciwy był to żel:) Skoro więc foteczki były to postanowiłam wpuścić recenzję zaległą bo przecież miło napisać o czymś co się dobrze wspomina:)

Dr Irena Eris Cleanology kremowy żel do oczyszczania twarzy przeznaczony jest do każdego rodzaju cery, bez względu na wiek. Ma on za zadanie zapewnić idealne oczyszczanie oraz optymalne nawilżenie, a przy tym pozostawiać cerę matową poprzez zniwelowanie nadmiaru sebum.


Żel otrzymujemy w porządnym kartonowym opakowaniu, które jest dodatkowo zafoliowane. Wewnątrz znajdziemy odkręcaną tubkę o nieco ponadprzeciętnej pojemności 175ml oraz kupon, który możemy zarejestrować w programie Holistic Club. Regularnie z niego korzystam więc polecam rejestrację:) Sama tubka prezentuje się elegancko, przypadła mi go gustu jej szata graficzna. Konsystencja żelu jest pośrednia. Ani bardzo gęsta ani nadmiernie rzadka, taka kremowo-żelowa. Dość dobrze się pieni, więc wystarczy niewielka ilość na jednorazowe użycie. Zapach natomiast jest delikatny i przyjemny, taki świeży i „zielony”;) 
zdjęcie przedstawiające Dr Irena Eris Cleanology kremowy żel do oczyszczania twarzy
Jeśli chodzi o działanie to naprawdę miło wspominam ten żel i właśnie dlatego pojawiła się ta zaległa recenzja:) Żel oczyszcza bardzo dobrze i dokładnie, ale jest przy tym delikatny. Nie narusza komfortu skóry. Dzięki temu zostaje ona świetnie oczyszczona zarówno z zanieczyszczeń powstałych w ciągu dnia jak i resztek makijażu, ale jednocześnie zachowuje miękkość, gładkość i odpowiednie nawilżenie. Dodatkowo po użyciu skóra była matowa. Podczas użytkowania nie zauważyłam żadnego negatywnego wpływu na cerę jak np. uczucie ściągnięcia czy wysuszenie, więc marka Dr Irena Eris po raz kolejny nie zawiodła. Jedyne co bym zmieniła to sposób dozowania, ponieważ wygodniejsze byłoby w tej tubce zamknięcie na klik. Poza tym naprawdę nie miałam się do czego przyczepić i gdyby nie zapasy to pewnie prędko zawitałby u mnie ponownie:) Słyszałam, że w tej serii jest jeszcze bardzo fajny peeling enzymatyczny i muszę przyznać, że jestem go bardzo ciekawa:)


Znacie serię Cleanology marki Dr Irena Eris?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Nuxe Kalendarz Adwentowy Beauty Treasures!

Cześć Dziewczyny!
W okresie przedświątecznym coraz więcej marek wypuszcza nie tylko piękne zestawy prezentowe, ale i kosmetyczne kalendarze adwentowe bo przecież jak może sobie umilić ten czas kosmetyko-holiczka albo blogerka urodowa? W tym sezonie naprawdę jest w czym wybierać i przyznam, że nadal lekko prześladuje mnie myśl o kalendarzach adwentowych;) Nie jest mi jednak smutno bo trafił do mnie Kalendarz Adwentowy Nuxe Beauty Treasures. Początkowo miałam zamiar pokazywać go na Instagramie przez 10 dni z rzędu, ale ostatecznie złapał mnie nagły zryw pt: skoro tak ci się podoba to czemuż nie pokazać na blogu? Przecież lubisz pisać o fajnych rzeczach! I tutaj trzeba dodać – UWAGA SPOILER! Żeby nie było, że nie ostrzegałam jeśli ktoś grzecznie otwiera okienko po okienku:) Sama miałam taki zamiar, ale stwierdziłam, że bardziej przysłużę się ludzkości jeśli nieco szybciej odsłonię wszystkie karty i przy okazji będę miała wymówkę dlaczego otworzyłam wcześniej;) Może ktoś akurat duma nad zakupem? Albo niech będzie, że Ewelina zepsuła święta! A co? Biorę to na klatę! Winny musi być!:D

zdjęcie na którym znajduje się Kalendarz Adwentowy Nuxe Beauty Treasures
Zaczniemy od aspektów wizualnych bo przecież w dużej mierze to one sprawiają, że chcemy to mieć. Kalendarz adwentowy Nuxe jest naprawdę ładnie oprawiony i kusi już samą okładką. Jego forma przywodzi na myśl estetycznie wydaną książkę. Na tylnej okładce mamy wyszczególniony skład zestawu, ale nie wiemy pod którymi okienkami kryją się poszczególne produkty. Można zgadywać, otwierać grzecznie okienko po okienku albo uciec się do podstępu. Wystarczy bowiem wyjąć kartoniki z wnętrza obudowy, otworzyć od góry i wysunąć zawartość nawet bez otwierania;) Polak potrafi! Nie ma cwaniaka nad warszawiaka, ale łodzianie też nie gęsi;) Ale na początku otwierałam grzecznie. Żeby nie było:P Kalendarz Nuxe mieści w sobie 10 okienek, więc w obliczu tego, że powinno być 24 to ten Adwent według Nuxe jest trochę oszukany;) Można oczywiście otwierać co drugi dzień, ale wtedy i tak nie wystarczyłoby na ostatnie dni przed świętami. Nie ma jednak tego złego gdyż w porównaniu do wielu innych kalendarzy, zawartość Nuxe wypada naprawdę dobrze. Wizualnie bardzo podoba mi się kalendarz Sephory, ale gdy przyjrzeć się wnętrzu to znajdują się w nim głównie drobiazgi np. wstążka, gumka do włosów czy jakaś saszetka albo kapsułka. Beauty Treasures z kolei nie tylko ładnie wygląda, ale i zawartość jest dobrze przemyślana. A pojemności produktów nie są aż takie małe. 


Zaglądamy do środka!


1. Nuxe Reve de Miel balsam do ust


zdjęcie przedstawiające Nuxe Reve de Miel balsam do ust

Pierwsze okienko skrywa w sobie kultowy balsam do ust Nuxe Reve de Miel. Jako balsamo-maniaczka trudno żebym go nie znała;) Pisałam o nim jeszcze w początkach istnienia bloga i z tego co pamiętam werdykt brzmiał, że jest dobry choć hitem życia nie został:) 




2. Nuxe Nuxellence Eclat 15ml

zdjęcie przedstawiające Nuxe Nuxellence Eclat

Jest to preparat przeciwstarzeniowy typu booster zawierający 10 opatentowanych substancji czynnych, kwas hialuronowy i wyciąg z kwiatu passiflory. Działa wewnątrz komórek skóry. Sprawia, że staje się ona rozświetlona i wygląda na młodszą. Można go stosować samodzielnie, ale najlepsze efekty osiągniemy w połączeniu z kremem. Nie miałam jeszcze tego produktu, ale już dostałam od Was kilka sygnałów, że warto się z nim zapoznać i na pewno to uczynię:)


3. Nuxe Nuxellence Detox 15ml



zdjęcie przedstawiające Nuxe Nuxellence Detox
To również pielęgnacja przeciwstarzeniowa akczowiek wszystkie te kosmetyki można stosować bez względu na wiek:) Ma on działać detoksykująco i odsłaniać młody wygląd skóry. Wygładza i regeneruje zmęczoną cerę. Podobno fajnie się sprawdza w połączeniu z Nuxellence Eclat.


4. Nuxe Prodigieuse Huile de douche olejek pod prysznic 30ml


zdjęcie przedstawiające Nuxe Prodigieuse Huile de douche olejek pod prysznic

Olejek ma za zadanie oczyszczać i pozostawiać skórę jedwabiście gładką. Zawiera znamienną dla Nuxe nutę zapachową. Ten produkt cieszy mnie szczególnie, ponieważ od dawna mam chęć na olejek pod prysznic Nuxe. Miałam nawet ostatnio kupić, ale akurat uzupełniłam zapasy żeli TBS. Będzie więc okazja żeby najpierw przetestować miniaturkę.


5. Nuxe Huile Prodigieuse OR olejek suchy w sprayu 10ml

zdjęcie przedstawiające Nuxe Huile Prodigieuse OR olejek suchy w sprayu

To już słynny suchy olejek Nuxe w wersji z drobinkami. Poznałam ten produkt wiele lat temu, więc mam wyrobioną opinię. Dawniej bardzo przeszkadzały mi zapachy olejków Nuxe. Natomiast od jakiegoś czasu bóle głowy związane z zapachami pojawiają się u mnie już bardzo rzadko, co niezwykle mnie cieszy. Widać to nawet po pielęgnacji, ponieważ sięgam już po kosmetyki, których używanie dawniej było dla mnie problemem np. mocniej pachnące masła do ciała. Podoba mi się niewielka pojemność, ponieważ takich produktów najczęściej nie używa się zbyt wiele albo na większe okazje. Miniaturka jest więc w sam raz. 


6. Nuxe Reve de Miel żel do oczyszczania i demakijażu twarzy 15ml


zdjęcie przedstawiające Nuxe Reve de Miel żel do oczyszczania i demakijażu twarzy

Bursztynowy żel do oczyszczania twarzy i demakijażu ma być niczym uczta dla zmysłów. Nadaje się nawet do skóry suchej i wrażliwej. Myślę, że żel do oczyszczania twarzy to też bardzo fajna opcja do przetestowania lub na wyjazdy. Na pewno go sprawdzę.


7. Nuxe Prodigieuse krem na dzień cera normalna i mieszana 15ml


zdjęcie przedstawiające Nuxe Prodigieuse krem na dzień cera normalna i mieszana

To krem na dzień, który ma nawilżać i zapobiegać zmęczeniu. W składzie zawiera przeciwutleniacze i zapobiega stresowi oksydacyjnemu. Powinien być odpowiedni dla mojej cery.


8. Nuxe Reve de Miel krem do rąk i paznokci 15ml

zdjęcie przedstawiające Nuxe Reve de Miel  krem do rąk i paznokci

Jest to krem na bazie miodu i olejków roślinnych. Ma działać odżywczo i ochronnie na skórę głowy. Niewielka tubka jest w sam raz na przetestowanie, stosowanie w ciągu dnia lub do torebki. Choć akurat z tej ostatniej opcji nigdy nie korzystam. Kilka osób mi go już polecało, więc liczę, że się sprawdzi.


9. Nuxe Prodigieux le parfum 15ml


zdjęcie przedstawiające Nuxe Prodigieux le parfum

To nic innego jak legendarna nuta zapachowa suchego olejku Huile Prodigieuse pod postacią wody perfumowanej. Przyznam szczerze, że gdyby do mnie trafiła kilka lat temu to chyba bym się załamała i natychmiast komuś oddała bo jak wspomniałam dawniej bardzo męczył mnie zapach słynnego olejku. Ostatnio jednak oglądając te wszystkie produkty doszłam do wniosku, że ten zapach już mnie nie drażni. Choć będę to jeszcze musiała dokładnie sprawdzić na skórze;) Podoba mi się ten prosty niewielki flakonik, ponieważ ze względu na niemała kolekcję zapachów jestem zwolenniczką małych pojemności:)


10. Nuxe Huile Prodigieuse olejek suchy 50ml


zdjęcie przedstawiające Nuxe Huile Prodigieuse olejek suchy

Ostatnie okienko skrywa w sobie coś największych gabarytów, a zarazem kultowy kosmetyk produkowany od 1991 roku. Nuxe Huile Prodigieuse to suchy olejek w sprayu, z którym po raz pierwszy spotkałam się bodajże w 2003-2004 roku. Jest to produkt wielofunkcyjny, który można wykorzystać w pielęgnacji twarzy, ciała oraz włosów. Tutaj podobnie jak w przypadku wersji z drobinkami, zawsze miałam problem z jego dość intensywną wonią, która teraz zdaje się mnie nie drażnić. Może musiałam do niej dojrzeć? Strach się bać bo jeszcze zacznie mi się podobać Chanel N˚5;) Chyba powinnam się zacząć martwić:) Zdanie co do działania mam wyrobione i jeśli zapach rzeczywiście mnie nie zabije to może za jakiś czas pojawi się nawet o nim wpis. 

Przyznam, że prezent w postaci kalendarza ucieszył mnie niemal tak jak gdy jako dziecko dostałam na Gwiazdkę Tamagotchi i gadającą lalkę (kiedyś dzieci miały mniejsze wymagania niż teraz:D).
Kalendarz adwentowy Nuxe jest już praktycznie nieosiągalny w Sephorze, ale nadal dostępny w internetowej aptece Gemini i być może również w dobrych aptekach stacjonarnych.

Co sądzicie o zawartości? Zaskoczył Was mój mały spoiler? Kto uwierzył, że będę grzeczna?:D 

Czytaj dalej »