poniedziałek, 24 lipca 2017

Lakiery hybrydowe Chiodo Pro i Chiodo Pro Soft

Cześć Dziewczyny!
Ostatnio uświadomiłam sobie, że nadal nie zrecenzowałam lakierów hybrydowych Chiodo Pro, które zawitały do mnie jeszcze w zeszłym roku. Co za ślimak ze mnie! Pora więc żeby choć trochę przybliżyć lakiery Chiodo Pro oraz Chiodo Pro Soft.

Kiedy w zeszłym roku napisała do mnie przedstawicielka Chiodo, ucieszyłam się, ponieważ akurat popadłam wtedy w hybrydomanię;) Postanowiłam poszperać w internecie i trafiłam na opinię wskazującą na to, że te lakiery bardzo trudno usunąć. A dodatkowo osoba opisująca produkty wspomniała, że PR marki jest na bardzo niskim poziomie, ponieważ spotkała się z nieprzyjemnościami. Oczywiście zaniepokoiło mnie to, ponieważ mam już spore doświadczenie w kontaktach z markami i niekompetentny PR-owiec potrafi naprawdę działać na nerwy;) Tym bardziej, że ja nie jestem osobą, która się na wszystko zgodzi i da sobie coś wmówić. Nie ze mną te numery;) Muszę jednak przyznać, że wbrew tamtej opinii, PR okazał się być na wysokim poziomie. Pewnie dlatego, że tamta opinia dotyczyła byłego, a nie obecnego pracownika;) Nawet gdy miałam problem z trwałością, nie upierano się, że coś robię źle, a po prostu dosłano mi więcej produktów żebym mogła znaleźć najlepsze rozwiązanie dla siebie. Pierwotnie jednak opowiedziałam o swoich obawach co do trudności z usuwaniem tych lakierów i przedstawicielka poleciła mi wersję Chiodo Pro Soft, od której zaczniemy;)



Chiodo Pro Soft



„Lakiery hybrydowe CHIODO PRO SOFT to idealne rozwiązanie dla kobiet chcących mieć piękne i zadbane paznokcie nawet przez dwa tygodnie. Pojemność 6ml”.

Z gamy Chiodo Pro Soft wybrałam bazę, top oraz 5 odcieni lakierów: 206, 241, 227, 213 i 221. 

206 to przepiękny kobalt, który zdobył moje serce i zebrał najwięcej pochwał od otoczenia. Niestety nie udało mi się oddać jego uroku na zdjęciach, ale jest naprawdę rewelacyjny i "na żywo" niesamowicie błyszczy!

241 to wbrew temu co sugeruje opakowanie bardziej turkus niż ciemny niebieski. Taki trochę medyczny odcień.

213 to jaśniutka, subtelna miętka.

227 to taki lila róż.

221 to gilterowe złotko.


Baza soft jest dość rzadka, ale ładnie się rozprowadza. Lakiery mają pośrednie konsystencje i ich aplikacja nie przysparza problemów. Top zaś jest bardziej gęsty. Lakiery utwardzałam zarówno w lampie LED 9W jak i 48W. W tej mocniejszej utwardzanie idzie oczywiście o wiele szybciej:) W przypadku tych lakierów napotkałam na problem, ponieważ wszystko było pięknie, ale po niedługim czasie lakiery schodziły mi płatami. Została mi więc dosłana baza i top z wersji podstawowej oraz primer. Po zastąpieniu bazy, lakiery trzymały się bez zarzutów. Nawet 3 tygodnie bez żadnego uszczerbku. Podobnie było gdy zamiast bazy soft użyłam bazy innej marki. Wychodzi więc na to, że lakiery Chiodo Soft nie współpracowały u mnie z bazą soft. Nie mam pojęcia co było powodem. Być może moje paznokcie potrzebowały mocniejszej bazy. Ze zmywaniem w takiej konfiguracji nie było problemów.

Przy okazji wypróbowałam też lakiery z podstawowej linii Chiodo Pro. Posiadam odcienie: 158, 275, 156 i 277. 158 i 275 są bardzo energetyczne. Natomiast dwa pozostałe eleganckie. 
Z rozprowadzaniem bazy, topu jak i lakierów również nie miałam problemów. Kolor trzymał się na mur beton, ale schody zaczynały się podczas usuwania, ponieważ lakiery z tej linii w połączeniu z bazą i topem zmywają się opornie. W ich przypadku zapewne najlepiej byłoby zastosować frezarkę, której ja nie posiadam. Usuwałam więc tradycyjnie przy użyciu acetonu, sreberka i klipsów. Musiałam na to poświęcić więcej czasu, ponieważ warstwa lakieru nie chciała odejść w pełni sama z siebie. Lepszym rozwiązaniem okazały się więc dla mnie lakiery Chiodo Soft, ale bez bazy soft:)


Lakiery Chiodo Pro dostępne są w sklepie internetowym oraz stacjonarnie -  w przypadku łodzianek mowa o wyspie w Manufakturze;)


Znacie lakiery Chiodo? Jakich hybryd używacie?


Czytaj dalej »

piątek, 21 lipca 2017

Shinybox Pool Party lipiec 2017!

Cześć Dziewczyny!
Dziś rano kurier przyniósł mi najnowszy, lipcowy Shinybox Pool Party. Lipcowy box zapowiadany był jako świetna zabawa, najlepsze przyjaciółki oraz gorące słońce, czyli iście letnia sceneria, której jestem wierną fanką;) Muszę jednak przyznać, że tegoroczne lato nie nastraja mnie tak optymistycznie jak za zwyczaj. Nie dość, że pogoda jest bardzo zmienna i nawet jak jest ciepło to ni stąd ni zowąd zaczyna lać, to jeszcze sytuacja w kraju jest napięta. Do granic możliwości. Wieści ze świata również nie są pokrzepiające. Wczoraj wokalista zespołu Linkin Park - Chester Bennington popełnił samobójstwo przez powieszenie. Niestety depresja to ciężka choroba. Można mieć wszystko, dom, rodzinę, talent, karierę i pieniądze, a mimo to nie móc poradzić sobie z „własnymi demonami” i życiem wewnętrznym. Chester niestety postanowił „dołączyć” do swojego przyjaciela z Soundgarden, który dwa miesiące temu również popełnił samobójstwo. A właśnie wczoraj wypadały  urodziny Chrisa Cornella, więc sytuacja jest nieprzypadkowa. Twórczość LP lubiłam co prawda za czasów nastoletnich, kiedy ich brzmienie było dużo bardziej dynamiczne niż w ostatnich latach, ale ta informacja mną wstrząsnęła. Wielka strata dla muzyki i dla ludzi. 
Po tym przydługim wstępie nie na temat (chyba muszę założyć jeszcze jednego bloga) pora odkryć zawartość lipcowego Shinyboxa. Ciekawi?


Szata graficzna lipcowego pudełka przypadła mi do gustu, ponieważ jest to typowo mój klimat. Letnia sceneria i duuuużo niebieskiego! Pudełko przyszło w stanie nienaruszonym, tzn. akurat lało, więc folia była mokra, ale tekturka nie przemokła;)


A co w środku?


8 produktów i… wszystkie pełnowymiarowe. Fifty fifty, czyli 4 produkty z kolorówki i 4 przeznaczone do pielęgnacji;) Nowością jest pierwszy numer Shiny Mag. Również z iście wakacyjną okładką;) Kiedyś kupowałam dużo prasy kobiecej, ale obecnie robię to rzadko, a jeśli już to kupuję „Twój Styl”. Uważam jednak, że Shiny miało dobry pomysł z tą gazetką kobietką, jakby to powiedział bohater „Dnia Świra”;) Stron jest niewiele, ale chętnie przejrzę. Shiny zrezygnowało też z karty produktów. Zamiast tego opis zawartości mamy wewnątrz Shiny Mag. 

Zacznę od kolorówki. Najmocniejsza z tej czwórki jest według mnie baza pod makijaż Joko Smooth Your Face. Podoba mi się jej maleńka, poręczna buteleczka oraz obietnica matowej cery. Moja ostatnio lubi sobie zaświecić, więc wypróbuję. Jest to jednak baza typowo silikonowa, zatem nie będę jej raczej używać na co dzień. Znalazłam też czerwony żelowy lakier do paznokci Catrice Iconails. Ma on utrzymywać się 7 dni bez żadnego lakieru nawierzchniowego. Jeśli chodzi o paznokcie to u mnie tylko hybryda lub manicure japoński, a lada chwila będę podejmować wyzwanie zastosowania naklejek termicznych, które mają się utrzymywać 14 dni. Tak więc tradycyjne lakiery to już dla mnie przeżytek. Większość znajomych również już nie używa, ale tak czy inaczej znajdę kogoś kogo mam nadzieję taki lakier ucieszy. Wszak to klasyczna czerwień, która zawsze jest na topie. Wymiennie można było trafić na tusz Catrice Glam&Doll i jeśli trafiłyście – cieszcie się bo jest naprawdę dobry:) W każdym razie mnie pozytywnie zaskoczył;) Są też dwa kosmetyki marki Viperacień do powiek oraz róż w kremie. Oba niezbyt w moim guście. Za różami w kremie moja mieszana cera nieszczególnie przepada, a ten ma w dodatku dość porażający odcień (grandeur), który raczej dość tandetnie wyglądałby na mojej ciepłej karnacji;) Cień mam w dość neutralnym, ale raczej chłodnym odcieniu 006. Właściwie mógłby się nadawać na co dzień, ale też może mi się nie zgrać z cerą:D 

Przechodząc do pielęgnacji mamy tu szampon Syoss Hair Reconstruction z linii Salonplex przeznaczony do włosów zniszczonych i po zabiegach chemicznych. Moje już od przeszło roku nie są farbowane i jakiś czas temu fryzjerka powiedziała mi, że zniszczone nie są, ale nie widzę szczególnych przeciwwskazań do jego wypróbowania, więc pewnie to uczynię. Niektórym pewnie nie spodoba się skład, ale u mnie akurat jest tak, że w przypadku włosów lepiej działają właśnie te z „różnymi paskudztwami”(:D) aniżeli te eko. Drugim kosmetykiem jest Kueshi żel aloesowy Gel Aloe Vera Pure 99%, czyli produkt, który był zapowiadany przez Shiny jako gwiazda pudełka. Myślę, że na plus. Latem takie produkty zdają egzamin. Z żeli aloesowych miałam tylko ten Holika Holika (jeśli zastanawiacie się nad możliwościami zastosowania to odpowiedź w podlinkowanym wpisie), więc będzie szansa by sobie trochę porównać. Choć nie wiem czy uda mi się go otworzyć jeszcze tego lata;) Miesiąc temu również były produkty Kueshi (których jeszcze nie zdążyłam wypróbować) więc może to już taka mała tradycja z obecnością tej marki;) Mamy też Antybakteryjny żel do rąk Cleanhands marki Świt. Pomyślałam sobie łeee bo jestem fanką żeli Bath&Body Works, które pachną cudnie. Ale powąchałam i zapach nawet nawet;) Ostatnim produktem jest Efektima Peeling + maska do stóp. Mój stosunek do produktów w saszetkach jest delikatnie mówiąc… chłodny, ale na szczęście jest to tzw. zabieg „na raz” więc zużyję i po bólu;) 


Tak przedstawia się zawartość i moja opinia na temat Shinybox Pool Party. Dajcie znać co o nim sądzicie i na jakie produkty trafiłyście?;)

W osobnym pudełku jako Ambasadorka Shinybox dodatkowo znalazłam odżywkę do włosów Schwarzkopf Repair Rescue Reversilane Micellar Cleansing. Bardzo lubię kosmetyki do włosów z linii profesjonalnych, więc na pewno wypróbuję;) Opakowanie to aż 500ml, zatem pewnie zrobię również odlewkę siostrze;) 

Ps. pisałam "na gorąco", więc wybaczcie jeśli są jakieś drobne błędy/pomyłki. Spałam jakieś 3h to też nie do końca jestem w formie. 

Zobacz też:



Czytaj dalej »

czwartek, 20 lipca 2017

Mixa Pro Tolerance Lekki kojący krem nawilżający. Czy warto go poznać?

Cześć Dziewczyny!
Niedawno miałam okazję poznać nowość  Mixa Pro – Tolerance Lekki Kojący krem nawilżający. Z miejsca mnie on zainteresował, ponieważ obok kosmetyków ukierunkowanych na konkretne działanie, np. przeciwzmarszczkowe lub normalizujące, cenię sobie produkty łagodne i bezzapachowe. Takie, które można bez obaw zastosować zarówno na co dzień jak i wspomagająco gdy skóra wymaga szybkiego ukojenia. Na taki właśnie produkt wyglądał mi krem Mixa Pro – Tolerance i dziś przygotowałam dla Was pierwsze wrażenia.

„Pierwszy Lekki kojący krem nawilżający Mixa PRO-TOLERANCE, zawierający formułę stworzoną, aby nawilżać, łagodzić i zmniejszać reaktywność suchej skóry nadwrażliwej. Niewielka liczba składników pozwala minimalizować ryzyko występowania alergii. Lekki kojący krem nawilżający Mixa PRO-TOLERANCE, bez konserwantów, zapewnia optymalną tolerancję dla skóry wrażliwej, również suchej, nadwrażliwej skóry twarzy oraz okolic oczu”.

Krem Mixa Pro Tolerance otrzymujemy w prostym kartonowym opakowaniu, którego niestety nie ma na zdjęciach gdyż zapewne jest już w sortowni odpadów;) Wewnątrz tego kartonika widmo znajduje się krem w prostym białym pojemniczku o standardowej pojemności 50ml i 6 miesięcznej dacie ważności od momentu otwarcia. Opakowanie jest bardzo poręczne, wielkością bardzo zbliżone do serum Norel. Dodatkowo posiada ono higieniczną pompkę, czyli rozwiązanie które bardzo lubię. Choć słoiczki też mi nie przeszkadzają;) 
Krem nie posiada kompozycji zapachowej, więc nie pachnie niczym, ale jeśli bardzo mocno się wwąchać to wyczujemy delikatny apteczny zapaszek;) Jak już pewnie sto razy wspominałam lubię pięknie pachnące kosmetyki, ale mimo wszystko największe zaufanie mam do tych bezzapachowych. Od zawsze. Nowość marki Mixa opisywana jest jako krem lekki. Czy rzeczywiście taki jest? I tak i nie. Z jednej strony tak, ponieważ nie można powiedzieć żeby był tłusty i ciężki, ale z drugiej znam kremy o lżejszych konsystencjach. Takie jak np. krem-żel Hada Labo Tokyo lub Mixa Hyalurogel. Konsystencję określiłabym więc jako pośrednią. Nie za ciężką nie za lekką. Krem nie obciąża cery, więc nadaje się do stosowania zarówno na dzień jak i na noc, jak również pod makijaż. Choć nie jest on kremem matującym więc w przypadku stosowania na dzień dobrze jest połączyć go z produktem minimalizującym świecenie (moja cera ostatnio postanowiła w tym temacie trochę zaszaleć;)) i/lub z dobrym pudrem. Przynajmniej w porze letniej gdy często najlepszym rozwiązaniem są jak najlżejsze formuły. Produkt można stosować również pod oczy, co zapewne ucieszy wyznawców kosmetycznego minimalizmu;) Przyznam jednak, że ja go w tej strefie nie używam, ponieważ mam akurat w użyciu fajny krem typowo pod oczy. 
Czy kosmetyk ten nawilża i koi wrażliwą cerę? Powiem, że tak i to dosłownie natychmiast:) Jest to najbardziej radosny aspekt użytkowania tego produktu;) Od razu po wchłonięciu skóra jest miękka, nawilżona i ukojona, a efekt ten trwa przez wiele godzin. Intuicja co do tego kremu mnie więc nie zawiodła. Oczywiście jest to jedynie pierwsze wrażenie po stosowaniu od początku miesiąca, ale podejrzewam, że w tym przypadku re-edycja wpisu nie będzie konieczna. Właśnie z uwagi na ekspresowe działanie i realne obietnice, ponieważ producent nie obiecuje gruszek na wierzbie, a jedynie ukojenie i nawilżenie:) Warto mieć taki krem pod ręką. Jeśli nawet nie znajdzie zastosowania na co dzień to doskonale sprawdzi się gdy cera wymaga szybkiego ukojenia i nawilżenia. W tej chwili zamierzam sobie go zostawić do stosowania doraźnie w sytuacjach kryzysowych:) Uważam, że bardzo dobrze sprawdziłby się po zabiegach medycyny estetycznej (np. po mezoterapii). Choć akurat ja swoje zabiegi zakończyłam już przeszło miesiąc temu, więc już nie miałam okazji użyć go w takich momentach;) Niemniej jestem pewna, że by się nadał:)  To taka tańsza wersja LRP Tolerance Ultra Nuit

Opinię innych użytkowniczek możecie znaleźć na Ofeminin


Znacie nowość Mixa Pro Tolerance? Sięgacie po łagodne kremy kojące?
Czytaj dalej »

środa, 19 lipca 2017

Rossmann -49% na minimum 2 różne produkty do pielęgnacji ciała, twarzy, włosów, ust oraz paznokci! Sierpień 2017:)

Cześć Dziewczyny!
Już w sierpniu nowa promocja w Rossmannie. Tym razem drogeria chyba posłuchała próśb swoich klientów i planuje całkiem korzystną ofertę, dzięki której nie trzeba kupować wiele!;) 

-49% na minimum 2 różne produkty do pielęgnacji ciała, ust, odżywki do włosów, odżywki do paznokci oraz maseczki do twarzy.



Promocja -49% na kosmetyki do pielęgnacji sierpień 2017


Promocja trwać będzie w dniach
21.08 – 31.08.2017r. lub do wyczerpania zapasów. Pełny regulamin wraz z dokładną listą produktów objętych promocją zapewne jak zawsze pojawi się na stronie Rossmanna dzień przed promocją. 


Akcja przeznaczona jest dla członków Klubu Rossman

Promocja obejmuje kosmetyki do pielęgnacji ciała, ust, odżywki do włosów, odżywki do paznokci oraz maseczki do twarzy.

Jeden klubowicz prawdopodobnie będzie mógł skorzystać z promocji tylko raz.

Żeby skorzystać z promocji trzeba kupić minimum dwa różne produkty. Może być to ten sam typ produktu np. dwie maseczki do twarzy, ale muszą mieć inny kod kreskowy, czyli np. inna wersja maski albo inna firma.


Czy skorzystam z promocji?


Oferta jest tym razem bardzo korzystna, ponieważ nie trzeba kupować od razu 4 produktów, a jedynie dwa. Zatem mało prawdopodobne żebym… nie skorzystała;) Wybór kategorii produktów jest dość duży, więc zapewne coś wybiorę:)

Jakie produkty do pielęgnacji warto kupić podczas promocji w Rossmannie?


Zastanowię się i napiszę oraz wkleję linki do ewentualnych recenzji:)

Planujecie skorzystać z sierpniowej promocji w Rossmannie -49% na kosmetyki do pielęgnacji?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 17 lipca 2017

Lirene Mineral Collection - pielęgnacja z minerałami z Morza Martwego;)

Cześć Dziewczyny!
Całkiem niedawno marka Lirene wypuściła nową serię produktów przeznaczonych do pielęgnacji ciała o intrygującej nazwie Mineral Collection. Mnie jako maniaczkę kosmetyków do pielęgnacji, seria oczywiście z miejsca zainteresowała:) Zwłaszcza, że zużywam tego wiele, o tak... Balsamów i pacierza nie odmawiam!;) A czy się polubiliśmy?



Lirene Mineral Collection


„Czerpiąc inspiracje z sił natury, zespół Ekspertek Lirene stworzył linię balsamów Mineral Collection, których formuły zawierają starannie dobrane składniki aktywne, takie jak minerały z Morza Martwego, Koral Morski czy Jedwab Morski. Balsamy i mgiełka doskonale pielęgnują skórę ciała, nadając jej aksamitną gładkość i pozostawiając subtelny, świeży zapach”.


W skład linii Mineral Collection wchodzą 3 produkty: Multi - Regenerujący Balsam do Ciała, Lekki Balsam Odżywczy do ciała oraz Olejkowa Mgiełka do Ciała. Mgiełkę i balsam Multi-Regenerujący sprawdziłam na sobie. Natomiast balsam w wersji lekkiej oddałam do wypróbowania siostrze. Opakowania kosmetyków z serii zostały utrzymane w morskich barwach, które świetnie wpisują się w mój gust:) 


Lirene Mineral Collection Multi - Regenerujący Balsam do Ciała


Balsam otrzymujemy w 200ml tubce z zamknięciem na zatrzask;) Opakowanie jest więc proste i wygodne. Choć bardziej lubię te z pompką lub w słoiczkach:) Balsam posiada jasną barwę oraz kremową średnio-gęstą konsystencję. Jednocześnie zawiera kapsułki z witaminą E. Przyznam, że średnio lubię dodatkowe bajery w postaci mikro-kapsułek, ponieważ trzeba poświęcić nieco więcej czasu na rozsmarowanie produktu, tak żeby wszystkie kapsułki się rozpłynęły;) Zapach balsamu rzeczywiście jest świeży i przyjemny, ale nie zrobił na mnie szczególnego wrażenia. Chyba dlatego, że skądś już go znałam. Prawdopodobnie z jakiegoś kremu do twarzy;) Po drugie nieco wcześniej zużyłam kosmetyki The Body Shop Pinita Colada, które pachniały naprawdę wybornie, więc poprzeczka była ustawiona wysoko;) Dlatego Lirene Mineral Collection nie jest zapachem, który będę wspominać miesiącami. Był po prostu poprawny. Wiem jednak, że ma już sporo fanek;) Balsam stosowałam zarówno na ciało jak i stopy, gdyż nie miałam akurat żadnego kremu do stóp. Kosmetyk wchłania się dość dobrze, choć potrzebuje na to kilku minut. Zwłaszcza gdy ktoś tak jak ja – smaruje się porządnie, a nie jedną kropelką;) Pielęgnacja jaką zapewniał mi ten produkt była na przyzwoitym poziomie. Produkt nawilżał i odżywiał moja suchą skórę, chroniąc ją przed utratą wilgoci. Nie było to jednak nawilżenie 24h. Powiedziałabym, że w granicach 14-15h.


Lirene Mineral Collection Olejkowa Mgiełka do Ciała


Olejkowa mgiełka do ciała została umieszczona w wygodnym 195ml opakowaniu z atomizerem. Jest ona produktem dwufazowym, więc należy wstrząsnąć przed użyciem. Zapach jest bardzo podobny jak w przypadku balsamu. Świeży i przyjemny, ale jak dla mnie nieporywający:) Czegoś mi w nim brakowało, ale czego? Tego nie wie nikt! Dodam jeszcze, że jest on o jakieś 70% mniej intensywny w porównaniu z balsamem i wyczuwalny właściwie jedynie podczas aplikacji. Zastanawiałam się czy produkt ze względu na swoją olejkową formułę nie będzie zbyt tłusty, ale po dobrym wstrząśnięciu ładnie się rozprowadza i szybko wchłania. Nie pozostawia po sobie nieprzyjemnej lepkiej warstwy, ale nadaje skórze subtelny, zdrowy połysk. Z tego powodu nadaje się do użycia w ciągu dnia;) Poziom pielęgnacji pozytywnie mnie zaskoczył:) Można powiedzieć, że pod tym względem mimo lżejszej konsystencji przewyższył balsam w wersji regenerującej:) Formuła mgiełki jest właściwie nawet trochę wygodniejsza niż balsam i umożliwiająca naprawdę ekspresowe zastosowanie. Gdybym miała wybierać to uważam, że mgiełka jest lepsza.


Lirene Mineral Collection Lekki Balsam Odżywczy do ciała


Lekki balsam odżywczy otrzymujemy w niemal identycznej tubce jak w przypadku wersji multi-regenerującej. Różnią je tylko drobne detale;) Tę wersję podarowałam siostrze, ponieważ lubi ona Lirene, a balsamów zużywa tak samo dużo jak ja;) Lekkiego balsamu nie wąchałam ani nie oglądałam jego konsystencji, ale z tego co deklaruje producent, również zawiera ona kapsułki z witaminą E lecz jest lżejsza, ponieważ dedykowana skórze normalnej. Zadałam siostrze 3 krótkie pytania: jak tam ten balsam Lirene, czym Ci to pachnie? Czy dobrze się wchłania? Na ile dobrze nawilża i czy robi coś jeszcze? Odpowiedź brzmiała: pachnie niczym:D Neutralnie, roślinnie może? Wchłania się dobrze i szybko. Nawilżenie przyzwoite i to tyle. Takie 8/10;) Dowód pokazywałam Wam zresztą na Instagramie;) Wnioskuję więc, że jest to typowy balsam nawilżający o lekkiej konsystencji i bez dodatkowych właściwości;)

*Fotografii tegoż egzemplarza brak, gdyż najpierw zrobiłam zdjęcia serii i dałam ten balsam siostrze, po czym stwierdziłam, że wyszły brzydko i zrobię je jeszcze raz;) A że balsam był już u siostry to nie chciałam prosić żeby go z powrotem przynosiła bo... kto daje i odbiera, ten się w piekle poniewiera:D


Znacie nową linię do pielęgnacji ciała Lirene Mineral Collection? Co sądzicie o produktach i zapachu?
Czytaj dalej »