czwartek, 19 kwietnia 2018

ROSSMANN 2 + 2 NA PRODUKTY DO PIELĘGNACJI TWARZY - MAJ 2018! CO WARTO KUPIĆ?

Rossmann nie próżnuje! Już w maju kolejna promocja dla klubowiczów posiadających aplikację Klub Rossmann:) Tym razem promocja 2+2 na produkty do pielęgnacji twarzy!


zdjęcie informujące o promocji w Rossmannie na produkty do pielęgnacji twarzy w maju 2018

Promocja w Rossmannie 2+2 na produkty do pielęgnacji twarzy maj 2018!



Promocja trwać będzie od 18.05 do 28.05.2018 lub do wyczerpania zapasów.

Promocja skierowana jest do członków KLUBU ROSSMANN.


Aby skorzystać z promocji 2+2 na pielęgnację twarzy trzeba kupić 4 różne produkty np. krem na dzień, tonik, serum, krem na noc. Mogą być też kosmetyki z tej samej kategorii np. 4 kremy do twarzy, ale muszą się różnić kodami kreskowymi.


Jeszcze nie wiadomo czy z promocji będzie można skorzystać tylko raz czy też wielokrotnie tak jak w przypadku promocji na kolorówkę.

Pełny regulamin promocji wraz z dokładnym spisem produktów objętych akcją promocyjną dostępny będzie na stronie Rossmanna przed rozpoczęciem promocji.


Jeśli coś ulegnie zmianie zaedytuję wpis;)


Rossmann 2+2 na pielęgnację twarzy – co warto kupić?

























Pollena-Ewa Dermo Red Off (w niektórych Rossmannach np. w Sukcesji).






Czy skorzystam z promocji w Rossmannie na produkty do pielęgnacji twarzy?


Raczej niczego nie potrzebuję, ale znając życie i ilość drogerii w moim mieście to zapewne wejdę i wtedy możliwe, że upatrzę coś co mnie zainteresuje;)

W przypadku promocji na kolorówkę myślałam, że albo nie skorzystam albo kupię jedynie 3 rzeczy, a jednak kupiłam 9;) A o tym co kupiłam mogliście przeczytać w poprzednim wpisie – KLIK.


Szykujecie się na majową promocję w Rossmannie na kosmetyki do pielęgnacji twarzy? Jesteście zadowolone z promocji, która wczoraj dobiegła końca? A może macie jakieś perełki do polecenia? 

Zobacz też:

Czytaj dalej »

wtorek, 17 kwietnia 2018

Rossmann -55% 2018 - mój haul z promocji! Drogeria mnie pokonała! Nowości Deborah Milano, Lovely, Maybelline!

Wydaje mi się, że żywię całkiem ciepłe uczucia do drogerii Rossmann. Aczkolwiek tym razem wahałam się czy poddać się szaleństwu promocji -55% na kolorówkę;) Wszystko dlatego, że nie cierpiałam na żadne niedobory. Mam w swoich zasobach dobrą kolorówkę, z której jestem naprawdę zadowolona, więc żadnego pożaru nie było;) Jednak w Łodzi jest jakoś tak, że wszystkie drogi prowadzą do Rossmanna, więc skierowałam tam swoje kroki już pierwszego dnia promocji;) A potem... Rossmann mnie pokonał jeszcze 2 razy!:) Właściwie nie miałam zamiaru o tym pisać bo i tak pokażę w kwietniowych nowościach, ale naszło mnie równie spontanicznie jak na te wszystkie wycieczki do Rossmanna;)


ROSSMANN HAUL -55% 2018
 

zdjęcie przedstawiajace zakupy z kwietniowej promocji w Rossmannie 2018
Za pierwszym razem nie bardzo wiedziałam co kupić, ponieważ naprawdę niczego nie musiałam mieć na cito;) Jednak Rossmanów ci u mnie pod dostatkiem i gdzie bym nie była tam jakiś Rossmann, więc ciężko byłoby nie zajrzeć;) A jak się zajrzy to już samo jakoś leci;)
zdjęcie przedstawiające korektor  Maybelline Instant Anti-Age Eraser Concealer
Chciałam dokonać skromnego zakupu, którego rdzeniem miał być wychwalany korektor Maybelline Instant Anti-Age Eraser Concealer. Miałam lekkie wątpliwości, ponieważ moje cienie pod oczami to naprawdę twarde zawodniki, ale gdy zobaczyłam całkiem ładny i przede wszystkim nie blady odcień 02 Nude to stwierdziłam, że to może być nawet niegłupie. A to dlatego, że ja w przeciwieństwie do większości mam takiego pecha, że dużo korektorów jest dla mnie zbyt bladych i w dodatku często jaśnieją mi po nałożeniu;) Nie było testera, ale uznałam, że przez opakowanie wygląda on przyzwoicie. Zresztą bladzioszki narzekały, a to dla mnie wyraźny sygnał potencjalnego zadowolenia:D
zdjęcie odżywki do rzęs 4 Long Lashes
Nie miałam żadnego wielkiego chciejstwa, a że teoretycznie wymagany był zakup 3 różnych produktów do makijażu to skusiłam się jeszcze na ulubione bibułki matujące Wibo i odżywkę do rzęs Oceanic 4 Long Lashes. Odżywki teraz praktycznie nie używam, ale poczeka na lepsze czasy;) A dlaczego teoretycznie trzeba było kupić 3 produkty, a praktycznie nie koniecznie? Bo zauważyłam, że robiąc symulację w aplikacji zniżka wchodziła nawet przy zakupie 1 produktu. Niemniej ja robiłam zakupy stacjonarnie i nie miałam za dużo czasu na dopytywanie czy tutaj ten myk również przejdzie. Na pochwałę zasługuje spokój podczas promocji w osiedlowym Rossku. Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie to pewnie widziałyście na story jakie były pustki. Wszystkie szafy dla mnie;) Nikt się nie przepychał ani nie bił o produkty;) Choć np. już w Manufakturze 2 dni później panował niezły rozgardiasz (weszłam przy okazji obadać sytuację;)) i tam nie zdecydowałam się nic kupić;)
Zdjęcie przedstawiające nowości Deborah Milano

Byłam przekonana, że to moje jedyne zakupy podczas promocji, więc pochwaliłam się wstrzemięźliwością na Insta Story:P Ale… w sobotę „wezwała mnie” na zakupy Galeria Łódzka i wiadomo, że tam również jest Rossmann. W owym Rossku ludu było już trochę więcej, ale nadal stabilnie, a towaru całkiem sporo. Prawda jest taka, że od początku miałam chęć na Deborah Milano, a że w moich najbliższych drogeriach nie ma ich szaf to zamierzałam odpuścić. Jednak skoro w galerii szafa była, a kosmetyki niewymacane to nie pozostawało nic innego jak kupić;) Marka była już kiedyś w Polsce i swego czasu miałam to i owo z asortymentu, choć produkty wyglądały wtedy inaczej. 
Zdjęcie przedstawiające kosmetyki Deborah Milano
Postawiłam na paletkę do konturowania Deborah Secrets of Contouring 02 oraz Deborah Hi-Tech róż do policzków 62. Różów miałam właściwie tylko dwie sztuki z czego jedna jest miniaturką, więc spoko. Muszę jednak ostrzec, że ten kolor jest naprawdę konkretny i dobrze napigmentowany, więc trzeba z nim uważać:) Wstępnie jestem z niego zadowolona. Udało mi się też zakupić rumiankową pomadkę Alterra, gdyż tak naprawdę chciałam ją zamiast bibułek, ale za pierwszym razem nie było;) Lubię ten jej smrodek;) I… oddaliłam się wesoło;)
zdjęcie przedstawiające nowości marki Lovely

Tego samego dnia już późnym wieczorem naszła mnie myśl żeby jeszcze przejrzeć aplikację Rossmann w poszukiwaniu kolejnych potencjalnych ofiar;) Wpadło mi wtedy w oko parę nowości Lovely. Bardzo rzadko kupuję coś z tej marki, ale aspekty wizualne zachęcały;) Wczoraj musiałam się wybrać do wpłatomatu celem wpłaty hajsu na takie przyziemne sprawy jak przelewy na opłaty etc;) A wiadomo co jest nieopodal wpłatomatu? Nie wiem czy Wy też tak macie, ale ja prawie zawsze po drodze do wpłatomatu „zgubię” trochę piniędzy! 
Szafa Lovely była już dość przebrana, ale znalazłam po sztuce Lovely Creamy Chocolate, czyli nowy matowy bronzer oraz Lovely Glow Junky w odcieniu 1 Caramel, czyli rozświetlacz. Nie chciałam ich zostawiać na pastwę losu, więc przygarnęłam;) 
zdjęcie przedstawiające kosmetyki Lovely z Rossmanna
zdjęcie przedstawiające Lovely Banana Chocolate i Lovely Glow Junky
Najbardziej zależało mi jednak na bananowym pudrze, ponieważ jeszcze takiego nie używałam;) Zapytałam zatem czy nie znalazłby się jakiś na zapleczu i owszem – pani wyłowiła dla mnie ponoć ostatni:) I tak oto trio łącznie z Lovely Banana Chocolate wróciło ze mną do domu w wyniku 3 już podejścia do promocji;) Może jeszcze przygarnę korektor Lovely Liquid Camouflage jeśli przy okazji jeszcze gdzieś do jutra go spotkam...

Ile zaoszczędziłam podczas kwietniowej promocji w Rossmannie -55% na kosmetyki do makijażu?

zdjęcie haulu z promocji -55% w Rossmannie

Biorąc pod uwagę to, że pierwotnie niekoniecznie miałam zamiar kupować cokolwiek albo zaliczyć promocję tylko raz to… raczej NIC bo jak można było kiedyś usłyszeć w reklamie ING – zaoszczędziłeś tyle ile masz na koncie:D Na zakupy łącznie wydałam 130zł na 9 produktów, ale nie powiem żebym żałowała;) Mimo, że za każdym razem to był spontan;) Jak wiecie mam raczej dobrą rękę kosmetyków i wielkich rozczarowań tu nie wróżę:P Poza tym w mojej toaletce jest jeszcze trochę miejsca:D A że się nie udało zachować zakupowej wstrzemięźliwości to trudno:P Wisła się nie zarwała, a Łódź też nie utonęła:D Wiosenną edycję promocji w tym roku oceniam bardzo dobrze. Nikt się nie przepychał ani nie bił o kosmetyki, nie doznałam dodatkowych uszczerbków na zdrowiu, więc luz. Jedynie w Manu wyglądało to nieco bardziej spektakularnie, dlatego tam zakupy odpuściłam;) Jedyne do czego mogłabym się doczepić jest to, że pierwszego dnia promocji były problemy z przejrzeniem produktów, ponieważ aplikacja się zawieszała.


A jak tam u Was? Były zakupy w Rossmannie czy jednak wygrał rozsądek? A może spotkały Was jakieś niemiłe incydenty?

 Zobacz też



Poprzedni wpis: NABLA DREAMY! 
Czytaj dalej »

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Nabla Dreamy paletka cieni do powiek z Twoich snów?

Paletka cieni do powiek Nabla Dreamy wizualnie wpadła mi w oko już podczas zapowiedzi jesienią ubiegłego roku. Nie brałam jednak pod uwagę zakupu, gdyż odcienie jakie zawiera wydały mi się niekoniecznie odpowiednie dla mnie i zbyt jaskrawe/różowiaste. To ostatnie jak się potem okazało było związane z tym, że zdjęcia na niektórych blogach były tak poprzerabiane jakby to była zupełnie inna paletka niż w rzeczywistości;) Oglądając potem zdjęcia z przeróżnych źródeł totalnie nie wiedziałam, które +/- miarodajnie oddają stan faktyczny?;) W końcu jednak zaczęłam szukać na YT i tam znalazłam dość wierne odwzorowanie kolorów, które pomogło mi podjąć decyzję. Ale to dopiero kilka miesięcy później, gdyż początkowo paletka wyprzedała się w ciągu 2 dni od premiery. Był na nią prawdziwy szał! Ja nie jestem aż takim typem łowcy, więc nie przejęłam się tym i odpuściłam zakup. Ale na początku marca poczułam zew natury i nagle zaświtało mi, że może jednak bym kupiła?;) Wahałam się jeszcze między pędzelkami Mbrush i oczywiście ktoś zdążył mi wyjąć paletkę z koszyka;) Miałam już klikać pędzelki, ale niespodziewanie paletka objawiła mi się w Mintishop i zostałam jej szczęśliwą posiadaczką;) Tak więc info. dla zainteresowanych paletką Nabla – warto monitorować sytuację w sklepach internetowych;) A czy ta walka się opłaciła?


zdjęcie przedstawiające opakowanie paletki cieni Nabla Dreamy

Nabla Dreamy czy warto o niej marzyć?



Paletka Nabla Dreamy opakowana została w czarną tekturową osłonkę zawierającą takie informacje jak skład poszczególnych cieni oraz PAO – w tym przypadku 18 miesięcy. Po jej zdjęciu naszym oczom ukazuje się przepiękne opakowanie w odcieniach czerni i złota, które przyozdobione zostało gwiezdnymi motywami. Prezentuje się magicznie i bardzo trafia w mój gust:) Cudo! Paletka jest porządnie wykonana, więc jej opakowanie nie powinno ulec zniszczeniu:) Chyba, że ktoś będzie nią rzucał;) Ja jednak o swoje rzeczy dbam:) Bardzo podoba mi się również rozmiar i kształt opakowania. Paletka nie jest długa, więc wygodnie leży w dłoni:) Została również zaopatrzona w całkiem niemałe lusterko. Zdecydowanie najładniejsza paletka jaką miałam w życiu:) 
zdjęcie przedstawiające odcienie paletki Nabla Dreamy

Paletka Nabla Dreamy jest moim trzecim produktem tej marki i muszę przyznać, że każdy z nich należy do grona moich niekwestionowanych ulubieńców. Mając już bardzo dobre doświadczenia z pomadką i cieniem pojedynczym, które gorąco polecam, nie miałam wątpliwości co do jakości paletki:) Choć słyszałam też, że niektóre cienie pojedyncze tej marki nie są tak dobre jak mój Absinthe. Nabla Dreamy zawiera 12 cieni o dość zróżnicowanej kolorystyce i wykończeniach – matowym, metalicznym i perłowym:) Cienie posiadają przyjemną konsystencję i gładko rozprowadzają się na powiece. Nie mają tendencji do nadmiernego osypywania się i są dobrze napigmentowane. Natomiast ze względu na to, że posiadam „tłuste powieki” cienie zawsze aplikuję po uprzednim zastosowaniu bazy (obecnie używam Smashbox). 
zdjęcie przedstawiające paletkę Nabla Dreamy

Immaculate – opalizująca biel ze złocistą poświatą. Świetnie nadaje się do rozświetlenia kącików oczu, a także strefy pod łukiem brwiowym.

Illusion – matowy, neutralny brąz. Taki klasyczny odcień. Zdarza mi się użyć go też trochę jako cień bazowy, choć dla niektórych może być zbyt ciemny żeby zastosować go w ten sposób;)

Vanitas – brzoskwiniowo-złoty duochrome. Taki radosny odcień:)

Delirium – przepiękny metaliczny, wielotonowy fiolet. Jest to jedyny cień, którego nie używałam, gdyż każdy twierdzi, że to jedyne słabe ogniwo palety i jest to ponoć cień trudny w aplikacji, ponieważ nie chce trzymać się powieki. Nie używałam bo nie chciałam się denerwować. Marzec był dla mnie wystarczająco męczący:P Także ten jeden cień na razie spisałam na straty.

Byzanthine – metaliczne złoto, jeden z moich ulubieńców. Zawsze zmaluję z nim coś fajnego:) Lubię też nałożyć na niego cień Saphyre z paletki Alchemist Kat von D.

Sistina – różany mat. Taki dziewczęcy odcień;)

Metal Cupid – metaliczny rdzawy brąz opalizujący na różowo. Również jeden z moich ulubionych:)

Inception – połyskujący zgaszony fiolet z liliowymi refleksami.

Senorita – koralowy mat. Początkowo sądziłam, że jego wykorzystanie u mnie będzie wątpliwe, a jednak bardzo dobrze sprawdza się jako dodatkowy, mocniejszy akcent i również stał się moim ulubieńcem:) Bardzo lubię go w połączeniu z Metal Cupid i Byzanthine lub Rose Gold.

Rose Gold – metaliczne różowe złoto. Bardzo je lubię:)

Lullaby – zgaszony fiołkowy mat z szarawym podtonem. Fajny do spokojniejszego makijażu.

Dogma – matowy ciemniejszy brąz. Brązy zawsze mile widziane:)
zdjęcie przedstawiające paletkę Nabla Dreamy

Paletkę mam od początku marca, więc pachnie jeszcze troszkę świeżością;) Jednak od razu wzięłam ją w obroty i muszę przyznać, że z miejsca skradła moje serce:) Zarówno pod kątem estetyki, jakości jak i kolorów, które okazały się być jednak bardzo moje:) Miałam lekkie wątpliwości czy każdy z cieni znajdzie u mnie zastosowanie, ale używam wszystkich prócz Delirium ze względu na to co napisałam powyżej:) Paletka towarzyszy mi teraz praktycznie codziennie, a do moich najulubieńszych odcieni należą – Rose Gold, Senorita, Metal Cupid i Byzanthine oraz Immaculate.  Użyte razem fajnie podkreślają moją cerę:) Zdjęć makijaży brak, ponieważ ciężko mi je uchwycić robiąc zdjęcie z rączki, a niestety nie mam czasu przez pół dnia próbować wykonać idealne selfie:D Swatchy też nie robiłam, ale jest ich w sieci pełno, zwłaszcza na Instagramie Nabla. Przed ewentualnym zakupem radziłabym obejrzeć dużo zdjęć dla porównania, ponieważ wiele jest niestety bardzo przejaskrawionych;) 
Paletka nadal jest rozchwytywana i trudno dostępna, ale warto obserwować w sklepach internetowych. Co jakiś czas na chwilę się pojawia i wtedy można przyatakować:) 
zdjęcie obrazujące Nabla Dreamy
Ja jestem z niej bardzo zadowolona!:) Od razu trafiła do moich ulubieńców i szczerze mówiąc Too Faced, Dior, Provoke, Urban Decay, The Balm i wszystko inne może się przy niej schować:) Jak najbardziej jest warta swojej ceny (159zł). A już niebawem nowa paletka cieni Nabla Soul Blooming:)


Znacie paletkę Nabla Dreamy? Uległyście jej urokowi tak samo jak ja? 


Zapraszam też do udziału w konkursie: 

Czytaj dalej »

piątek, 13 kwietnia 2018

Oriflame Giordani Gold czy warto? Tusz, pomadka, puder i podkład – przegląd produktów!

Giordani Gold to taka makijażowa linia premium w obrębie marki Oriflame. Jak już kiedyś wspominałam, dawniej byłam dobrze rozeznana w kosmetykach popularnych „marek katalogowych” i miałam nawet mały epizod „kariery” konsultantki. Już w owych czasach ceniłam sobie serię Giordani Gold, a na początku tego roku miałam okazję zacząć poznawać te kosmetyki na nowo. Jakie są moje wrażenia już jako osoby, która niejednego próbowała?;) Pora na mały przegląd kilku produktów Giordani Gold z Oriflame!

zdjęcie przedstawiające kosmetyki do makijażu Oriflame Giordani Gold

Oriflame Giordani Gold tusz do rzęs Incredible Length


zdjęcie przedstawiające tusz Oriflame Giordani Gold Incredible Length
Oriflame Giordani Gold Incredible Length to tusz do rzęs zawierający mikrowłókna, dzięki którym ma za zadanie zapewnić efekt długich i pięknie rozdzielonych rzęs. Posiada również delikatne właściwości pielęgnacyjne. 
zdjęcie przedstawiające szczoteczkę tuszu Oriflame Giordani Gold Incredible Length

Tusz zapakowany został w elegancki kartonik, wewnątrz którego znajduje się opakowanie utrzymane w barwach czerni i złota. Pojemność tuszu wynosi 8ml, czyli całkiem niemało. PAO wynosi 6 miesięcy. Konsystencja tuszu sprawia wrażenie dość odżywczej, ale produkt ładnie się aplikuje bez osypywania. Tusz posiada również zapach, choć ciężko mi go do czegoś porównać. Jest delikatny. Szczoteczka jest klasyczna, bez szaleństw;) Na tą mascarę „przesiadłam się” z L’Oreal Paradise Extatic, z którego byłam zadowolona, więc oczekiwałam, że i ten okaże się nie gorszy. I muszę przyznać, że polubiłam go od pierwszego użycia. Konsystencja od razu była dobra, więc nie musiałam bezsensownie czekać żeby produkt lekko podeschnął (zresztą nie robię tego nigdy). Tusz okazał się całkiem niezłą konkurencją dla wspomnianego L’Oreala zapewniając mi ładne wydłużenie i lekkie pogrubienie oraz podkręcenie (czyli tak jak lubię). Dodatkowo ujęła mnie jego delikatność dla oczu, ponieważ mimo wytuszowanych rzęs oczy są bardzo „lekkie”, a rzęsy zupełnie nieobciążone i zachowujące swą naturalną elastyczność. Dodatkowo tusz jest trwały, ale bardzo ładnie się zmywa (w moim przypadku przede wszystkim ściereczką do demakijażu). Ten kosmetyk pozytywnie mnie zaskoczył i w przyszłości chętnie poznam drugą wersję. Jedyna wada jest taka, że po ponad 3 miesiącach użytkowania wymaga już wymiany na nowy model, czyli w moim przypadku wysycha szybciej niż większość znanych mi mascar. Wiem jednak, że dla niektórych te 3 miesiące to raczej standard:) 


Oriflame Pomadka Giordani Gold Iconic SPF 15


zdjęcie przedstawiające pomadkę Oriflame Giordani Gold Iconic

Pomadka Giordani Gold Iconic za sprawą eleganckiego złotego opakowania oraz tłoczenia prezentuje się naprawdę jakościowo, niczym produkt rodem z marek selektywnych.

Pomadek w serii Giordani Gold jest całkiem sporo i dostępne są różne rodzaje wykończenia. Do mnie trafiła szminka Gold Iconic w odcieniu Rose Petal. Nie wiem czy sama zdecydowałabym się na taki odcień, ale ostatecznie wypróbowałam i uznałam go za całkiem ładny. Pomadka posiada przyjemny słodki zapach i kremową konsystencję. Łatwo się rozprowadza i nie wysusza ust, a jej kolor jest delikatny, ale widoczny. Nadaje się do noszenia na co dzień jak i na wieczór jeśli pokryjemy nią usta nieco mocniej.

Oriflame Puder do twarzy Giordani Gold SPF 15


zdjęcie przedstawiające puder Oriflame Giordani Gold w odcieniu natural

W serii Giordani Gold występują dwa rodzaje pudrów prasowanych. Wybrany przeze mnie w 90% oparty jest na formule mineralnej, zawiera antyoksydanty oraz filtr SPF 15. Jego stopień krycia opisywany jest jako od lekkiego do średniego. 
zdjęcie przedstawiające puder Oriflame Giordani Gold w odcieniu natural

Puder tak jak wszystkie kosmetyki z tej serii otrzymujemy w eleganckim kartoniku. Wewnątrz znajdziemy dość płaską i zgrabną puderniczkę wyposażoną w lusterko i gąbeczkę. Pojemność pudru wynosi 9g, a PAO nie jest podane lecz mamy tutaj dokładną datę ważności. Puder Giordani Gold posiada przyjemną konsystencję, która nie jest zbyt miękka ani przesadnie zbita. Dzięki temu nie ma zbytniej tendencji do osypywania się pod wpływem dotyku pędzla i nie muszę szczególnie zdmuchiwać pyłu z jego powierzchni;) Sam produkt jest praktycznie bezzapachowy, a przynajmniej ja niczego nie wyczuwam. W ofercie dostępne są niestety tylko dwa odcienie – Light i Natural. Trudno więc stwierdzić czy każdy znajdzie odpowiedni dla siebie. Ja jasnych odcieni nigdy nie biorę pod uwagę, więc celowałam w ten ciemniejszy – Natural. Muszę przyznać, że ten odcień ładnie wtapia się w moją cerę bo trzeba tutaj zaznaczyć, że ja nie stosuję podkładu, a jedynie puder – całkiem solo tzn. nakładam po zastosowaniu pielęgnacji:) Puder jest więc moim podkładem i w związku z tym musi spełniać nieco inne oczekiwania niż u osób, które chcą nim jedynie wykończyć makijaż:) 
zdjęcie przedstawiające puder Oriflame Giordani Gold w odcieniu natural
Odcień jest całkiem ładny, bez różowych tonów i przede wszystkim nie jest blady. Niestety nie udało mi się perfekcyjnie odwzorować koloru na zdjęciach gdyż w rzeczywistości jest ciemniejszy. Pasuje do typowo średniej karnacji o żółtej, ale nie przesadnie żółtej tonacji. Krycie jakie uzyskuję przy jego użyciu to tak jak producent zapowiedział – od lekkiego do średniego, w zależności od ilości jaką nałożę. Dla mnie z reguły jest to wystarczające. Oczywiście pod warunkiem, że nie wyskoczy mi na twarzy coś co raczę sobie paskudnie rozdrapać:) Wykończenie jakie zapewnia puder to według mnie naturalny mat. Puder posiada dobrą trwałość i raczej nie zdarza mi się poprawiać makijażu. W razie potrzeby używam jedynie bibułek matujących po kilku godzinach od wykonania makijażu. Jestem z tego pudru zadowolona i ciekawa jestem jaka jest różnica między nim, a wersją Jewell:) Poniżej makijaż z użyciem pudru Giordani Gold rzecz jasna bez podkładu, a jedynie w połączeniu z różem i bazą matującą, której akurat w dolnej partii nałożyłam ciut za dużo i nieco mnie rozbieliła;) A mina doskonale obrazuje moją "radość" ze świąt wielkanocnych;)

Oriflame Podkład Giordani Gold Liquid Silk SPF 12

zdjęcie przedstawiające Oriflame Podkład Giordani Gold Liquid Silk SPF 12

Według producenta jest to lekki i płynny podkład zainspirowany subtelnością jedwabiu. Ma on zapewniać perfekcyjny i naturalny efekt, a zarazem pozostawać niewyczuwalny na skórze. Podkład polecany jest do cery normalnej i tłustej.

Podkład umieszczony został w zgrabnej 30ml buteleczce z pipetą, czyli coś na kształt dobrze (prawie) wszystkim znanego podkładu Catrice HD Liquid Coverage. Swoją drogą ciekawa jestem jak długo jest on w ofercie Oriflame, ale wydaje mi się, że naturalnie Catrice był wcześniej jeśli chodzi o tego typu podkłady. 
zdjęcie przedstawiające swatche produktów Oriflame Giordani Gold

Podczas wzmianki o pudrze wspomniałam, że stosuję jedynie puder solo i nie używam podkładu. A tu nagle podkład;) Otóż podkład wybrałam specjalnie z myślą o przetestowaniu na mojej mamie. Swego czasu bardzo polubiła wspomniany przede mnie podkład Catrice i stwierdziłam, że propozycja Giordani Gold również może przypaść jej do gustu. W ofercie jest 5 odcieni podkładu i z racji tego, że moja mama podobnie jak ja również nie należy do bladziochów to wytypowałam dla niej najciemniejszy – Amber;) Gdybym miała typować dla siebie to pewnie wybrałabym jeden odcień wcześniej, czyli Natural Beige. Jednak moja mama według mnie posiada takie lekko różowe i beżowe tony w skórze, a tamten odcień mógłby być dla niej zbyt żółty lub po prostu za ciepły. Z kolei jaśniejsze zdecydowanie za blade. Wystrzelałam więc dla niej Amber i na szczęście trafiłam z odcieniem, co uważam za sukces, ponieważ nie tak łatwo dobrać odcień w ciemno, a zwłaszcza nie dla siebie;) Podkład posiada przyjemny delikatny zapach oraz lekką, rzadką konsystencję. Spodobała mi się ona na tyle, że może nawet w przyszłości spróbuję go sprawdzić na sobie choć jako rasowa pudernica raczej się do tego nie palę;) Jak pewnie się domyślacie, nie wyciągnęłam z mamy zbyt wiele:D Rzekła przede wszystkim, że jest OK. i że jest zadowolona:) Może się wydawać, że niewiele, ale uwierzcie, że gdy jest niezadowolona to narzekaniom nie ma końca;) Wiem, że przede wszystkim odpowiada jej odcień, ponieważ jej poprzedni (Rimmel) był trochę za ciemny i musiała uważać z ilością oraz to, że jest lekki bo mama podobnie jak ja nie jest fanką ciężkich produktów do makijażu. Na minus można zaliczyć to, że nie daje pełnego krycia plam pigmentacyjnych, które mama niestety posiada. Ale jak zapewne zdajecie sobie sprawę – tego typu ciemne przebarwienia trudno ukryć lekkim podkładem o tak komfortowej formule. Na te bardziej problematyczne partie trzeba by było zastosować raczej kamuflaż. 


Znacie kosmetyki do makijażu Oriflame z linii Giordani Gold?
Czytaj dalej »

wtorek, 10 kwietnia 2018

Nuxe Nuxellence Zone Regard krem pod oczy, który Cię zaskoczy!

Krem pod oczy Nuxe Nuxellence Zone Regard to kosmetyk, którego niespodziewane pojawienie się w moim domu wywołało uśmiech na mojej twarzy. Wszystko to dlatego, że na skórę pod oczami narzekam niemal od zawsze. Już od dziecka miałam widoczne zasinienia pod oczami, a z czasem doszły do tego linie. Choć te już typowo z mojej winy, gdyż pocieranie skóry pod oczami chyba należy do moich mocno pielęgnowanych pasji;) A, że godnych pożałowania to już druga sprawa;) Tak więc to co zepsuję dobrze jest potem spróbować częściowo naprawić albo chociaż zamaskować;) Czy krem Nuxe zrobił coś w tym kierunku?;)

zdjęcie przedstawiające krem pod oczy Nuxe Nuxellence Zone Regard

Nuxe Nuxellence Zone Regard


Nuxellence to gama kosmetyków marki Nuxe, w której skład wchodzą preparaty o działaniu przeciwstarzeniowym. Polecane są one do każdego rodzaju cery bez względu na wiek. W skład linii Nuxellence wchodzą 3 produkty i dziś o tym najmniejszym pod względem gramatury, czyli kremie pod oczy Nuxe Nuxellence Zone Regard. Jest to przeciwzmarszczkowy krem pod oczy z efektem udoskonalenia i rozświetlenia skóry. Producent chwali się, że jego formuła jest przedmiotem 10 zgłoszeń patentowych we Francji. W swoim składzie zawiera m.in. kwas hialuronowy i kwiat męczennicy. Dzięki nim spojrzenie ma wydawać się młodsze, a skóra gładsza. Dodatkowym atutem jest chłodzący aplikator oraz konsystencja zapewniająca efekt „blur”.
zdjęcie przedstawiające aplikator kremu pod oczy Nuxe Nuxellence Zone Regard

Krem pod oczy Nuxe Nuxellence Zone Regard otrzymujemy w fioletowym kartoniku, wewnątrz którego znajdziemy tubkę o pojemności 15ml. PAO wynosi 6 miesięcy. Opakowanie jest przyjemne dla oka i funkcjonalne, gdyż z jednej strony mamy dozownik z którego możemy bezpośrednio zaaplikować kosmetyk, a z drugiej chłodzący aplikator, przy pomocy którego możemy wykonać masaż. Jedyna wada jaką dostrzegam jest taka, że tubki nie da się postawić do końca prosto;) 

Jak używać kremu pod oczy Nuxe? 


Producent zaleca żeby za pomocą aplikatora nałożyć trzy małe kropelki Nuxellence – pod łukiem brwiowym, w kąciku oka i na cieniu pod okiem. Następnie wygładzamy aplikatorem dolną powiekę w kierunku od wewnątrz do zewnątrz. Tak samo postępujemy pod łukiem brwiowym i na górnej powiece. Ja kładę nacisk przede wszystkim na obszar pod okiem oraz delikatnie w kącikach oczu i pod łukiem brwiowym. 
zdjęcie przedstawiające krem pod oczy Nuxe Nuxellence Zone Regard
Krem można stosować rano i wieczorem, ale ze względu na jego specyficzną konsystencję i działanie polecałabym przede wszystkim na dzień, w szczególności pod makijaż. W mojej ocenie jest to bowiem kosmetyk z pogranicza pielęgnacji i makijażu:) Już jego beżowy kolor przywodzi na myśl korektor i coś w tym jest, ponieważ zaraz po nałożeniu skóra wygląda tak jakby zastosowano na niej lekki, rozświetlający korektor (zawiera subtelne drobinki, które ładnie odbijają światło). Nawet ja jako posiadaczka spektakularnych cieni pod oczami tuż po nałożeniu widzę różnicę na tym polu i lekkie wyrównanie kolorytu. Nie jest to oczywiście efekt jak po kryjącym korektorze pod oczy (z moimi cieniami to nawet takie produkty nie radzą sobie w 100%;)), ale… pierwszy raz mi się zdarzyło żeby krem pod oczy robił takie optyczne fiku-miku;) I to jest właśnie ten efekt „blur”:) 
Nuxellence aplikuję na serum z The Ordinary i muszę przyznać, że ładnie ze sobą współpracują. Nic się nie roluje. Podobnie jest też korektorem, którego ten krem ładnie wspiera;) Oczywiście nawet krem i korektor nie dają u mnie takiego totalnego krycia, ale pamiętajcie, że jestem realistką i wiem, że moje cienie to wyższy kaliber;) Nie mówiąc już o tym, że nie nakładam tony korektora jak niektórzy;) Niemniej już sam Nuxellence powoduje, że moje linie są optycznie wygładzone, mniej widoczne. Formuła kremu jest bowiem taka silikonowa i powiedziałabym, że w działaniu przypomina dobrą bazę pod makijaż. W tym przypadku pod korektor. 
Warto wspomnieć też o zapachu, gdyż jest to najdelikatniej pachnący produkt Nuxe z jakim miałam do czynienia. Wszystko to dlatego, że przeznaczony jest do tak delikatnej strefy jak okolice oczu. Przyznam, że bardzo mi się ten zapach podoba. Jest ultra-delikatny, taki czysty i apteczny:)

Komu poleciłabym Nuxellence Zone Regard? 


Przede wszystkim osobom mającym problemy z zasinieniami, u których skóra pod oczami często wygląda na zmęczoną i posiada już pierwsze symptomy starzenia. Zwłaszcza dla tych, którzy poszukują dobrej bazy pod korektor na okolice oczu i chcą optycznie zmniejszyć widoczność niedoskonałości pod oczami. W mojej ocenie jest to taki krem-baza. Nie jest to typowy nawilżający krem pod oczy.


Znacie Nuxe Nuxellence Zone Regard lub inne produkty z tej gamy? A może miałyście do czynienia z podobnym kosmetykiem?

Czytaj dalej »