środa, 24 maja 2017

BeGLOSSY maj 2017 Sekret Piękna!

Cześć Dziewczyny!
Czekam sobie właśnie wesoło na majowy Shinybox, ale w statusie nadal jest WER „Uć”, że tak się wyrażę z 3 nad ranem, więc moje dzisiejsze spotkanie z tym boxem to raczej niepewna akcja:) Dlatego spontanicznie postanowiłam pokazać majowe BeGLOSSY Sekret Piękna, które sama dobrowolnie nabyłam w piątek drogą kupna;) A było warto, ponieważ edycja jest wyjątkowo udana:) Co zatem mnie skusiło?

Gwiazdą pudełka jest kosmetyk marki Organique z najnowszej terapii detoksykującej Sea Essence. Można było trafić na balsam lub peeling. Stwierdziłam, że co będzie to będzie i tak będę zadowolona bo jak ja to mówię jest Organique jest impreza;) W moim pudełku ukrywał się peeling. Jak nietrudno się domyślić pudełko zamówiłam właśnie dla Organique. Pomyślałam, że albo będę go używać osobiście albo przeznaczę na prezent bo kosmetyki Organique, które dość często kupuję na prezent zawsze cieszą obdarowywanych:) Peeling kosztuje 59,90zł, więc już sam koszt pudełka zwraca się z nawiązką;) Kolejnym produktem, który mnie ucieszył jest Jedwabisty mus do mycia ciała pod prysznic Rabarbar i Malina marki Nivea. Jest to edycja limitowana, a ja nie miałam jeszcze okazji wypróbować musów do mycia Nivea, więc jestem zadowolona. Zdarzało mi się czytać o przypadkach uczulenia, ale myślę, że u mnie tego typu problemy nie powinny się pojawić. W boxie znalazło się też coś do stópek i jest to Shefoot Kuracja wzmacniająca – odżywianie paznokci, skórek i skóry stóp. Z produktami do stóp jest u mnie tak, że nie muszę ich używać, ponieważ nie mam żadnych problemów z tą częścią ciała, ale jak mi się trafi taki produkt to zawsze zużywam i na ogół jestem zadowolona. Także spoko;) Jest to produkt pełnowymiarowy, ale jedynie 50ml, więc zapewne szybko upłynnię. Dobrze, że nie trafił mi się dezodorant bo o ile wszelkie smarowidła zawsze wklepię to deo byłby całkiem zbędny dla moich niepotliwych stópek;)

Przechodząc do produktów twarzowych, mamy tutaj Vianek Normalizujący peeling do twarzy. Przeznaczenie peelingu wydaje się mieć u mnie szansę, ponieważ moja cera jest mieszana i lubi się czasem przetłuścić. Choć jest ona jednocześnie wrażliwa i niestety nie każdy peeling jej pasuje. Także ogólnie obecność tego produktu jest na plus, ponieważ ma potencjał, ale nie mam 100% pewności, że mnie nie podrażni. Może znacie ten produkt i coś podpowiecie?:)  Ostatnim pełnowymiarowym produktem jest Maska hialuronowa na płatku fizelinowym marki Exclusive Cosmetics. Z marką nie miałam nigdy do czynienia, ale ostatnio lubię sobie rzucić płachtę na twarz i jeszcze żadna krzywdy mi nie zrobiła, więc z całą pewnością będzie mogła dotknąć mojej twarzy:P Na karcie produktów mam adnotację, że jest to prezent. Jedynym niepełnowymiarowym produktem jest Uriage Dermatologiczny żel do mycia twarzy i ciała. Nie przepadam za próbkami w saszetetkach, ale takie w tubkach lub słoiczkach są jak najbardziej ok. Taka 8ml tubka z całą pewnością zostanie przeze mnie  zużyta jako żel do mycia twarzy w trakcie jakiegoś kilkudniowego wyjazdu. W takich okolicznościach przyrody miniaturki są na wagę złota. 

Z zawartości majowego BeGLOSSY Sekret Piękna jestem bardzo zadowolona i nie żałuję ani jednej złotówki (z tych 39,20zł z kodem rabatowym znalezionym w internecie), które na nie wydałam:) Nie jestem jedynie pewna jak będzie z peelingiem, a jest to stosunkowo nowy produkt i informacji na jego temat jest niewiele:) Z tego co widzę boxy są jeszcze dostępne, więc jak ktoś odczuwa potrzebę,  podaję kod rabatowy, z którego sama korzystałam - DM20PB. Jedyny minus, który dostrzegam to zbyt długi czas oczekiwania na wysyłkę. Zamówienie złożyłam w piątek, a dopiero wczoraj zostało wysłane i dziś do mnie dotarło. Oczywiście pudełko zamówiłam dopiero po ujawnieniu zawartości:)


Co sądzicie o majowym BeGLOSSY? Też uważacie je za udane czy wręcz przeciwnie?

Wczorajszy wpis: DERMOFUTURE
Czytaj dalej »

wtorek, 23 maja 2017

Dermofuture Precision Kuracja uszczelniająca naczynka z witaminą K

Cześć Dziewczyny!
Moja cera jest mieszana, wrażliwa i lekko łojotokowa w strefie T. Jednocześnie jest częściowo naczynkowa. W widoczny sposób dotyczy to skrzydełek nosa oraz strefy wokół niego, a po naciągnięciu skóry lekko popękane naczynka są również delikatnie dostrzegalne w okolicy policzków. Problem popękanych naczynek dostrzegłam bardzo wcześnie, ponieważ już w okolicach 16 r.ż;) Przy okazji wizyty u dermatologa zapytałam wtedy cóż mogłabym z tym zrobić. Usłyszałam kup sobie krem Pharmaceris w aptece;) Gdy byłam już dorosła brałam pod uwagę laserowe zamknięcie naczynek, ale dermatolog powiedział, że będzie to rozwiązanie jedynie czasowe. Ostatecznie temat więc zaniechałam i nie używałam żadnych kosmetyków mających na celu uszczelnienie naczynek;) Po kilku latach temat powrócił podczas wizyty w salonie kosmetycznym. Pani kosmetolog oceniła moją cerę jako w dobrym stanie i prawidłowo pielęgnowaną, ale powiedziała, że powinnam rozważyć stosowanie serum z witaminą K. Właśnie ze względu na popękane naczynka w okolicach nosa. Polski rynek kosmetyczny aż roi się od produktów typu serum, ale co ciekawe serum z witaminą K oferuje naprawdę niewiele marek. Są to tak naprawdę jedynie 2-3 produkty. Jedną z najnowszych propozycji w tym zakresie jest kuracja uszczelniająca naczynka z witaminą K marki DermoFuture, którą miałam okazję wypróbować za sprawą Michała prowadzącego blog Twoje Źródło Urody. Równocześnie było to moje pierwsze spotkanie z marką Dermofuture. Jak wypadło?

„Innowacyjna kuracja uszczelniająca naczynka z witaminą K, jedyna dostępna na rynku w stężeniu 1% do samodzielnej aplikacji w domu. Witamina K w stężeniu 1% szybko łagodzi i zmniejsza nasilenie zaczerwienienia skóry oraz widoczność rozszerzonych naczynek. Kuracja z witaminą K zawiera unikalne składniki z intensywnymi właściwościami regenerującymi i kondycjonującymi skórę. Uszczelniają one ścianki naczynek krwionośnych, zapobiegając ich nadmiernemu rozszerzaniu oraz zmniejszając ich widoczność. Ze względu na dużą zawartość (1%) witaminy K, zostają szybko zredukowane zaczerwieniania i zasinienia Olej arganowy optymalnie odżywia, zwiększając jędrność i elastyczność naskórka. Działanie: wzmacnia i uszczelnia osłabione ścianki naczyń zmniejsza widoczność naczynek krwionośnych zapobiega nadmiernemu rozszerzaniu naczynek stymuluje procesy naprawcze regeneruje podrażnienia Wygodna aplikacja pozwala na dokładny masaż twarzy, który skutecznie przyspieszy wchłanianie olejku i pozostawia skórę nawilżoną i elastyczną w dotyku. W przypadku skóry suchej należy dodatkowo nałożyć krem. Produkt przebadany dermatologicznie, pH przyjazne dla skóry”.

Kuracja uszczelniająca naczynka z witaminą K marki Dermofuture umieszczona została w kartonowym opakowaniu, wewnątrz którego znajdziemy niewielkich rozmiarów buteleczkę wykonaną z ciemnego szkła, która jest wyposażona w pipetę;) Opakowanie zawiera 20ml kuracji, czyli trochę mniej niż standardowo i należy je zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia. Dlatego też według mnie z powodzeniem możemy je stosować albo na całą twarz albo jedynie miejscowo. Bez obaw, że nie zdążymy rozprawić się z produktem w terminie;) 

Konsystencja produktu od razu mnie zaskoczyła, ponieważ w butelce sprawia wrażenie gęstej. Jest to coś na kształt nie do końca zsiadłej, przezroczystej galaretki;) Wyjątkowo przypadła mi to do gustu, ponieważ wyróżnia się na tle innych, a ja lubię takie bajerki;) Ma bardzo dobry poślizg, dzięki czemu bardzo gładko rozprowadza się po skórze. Aż miło posmarować;) Kuracja nadaje się pod krem, ale tutaj trzeba iść na ustępstwa i chwilę odczekać, ponieważ krem nałożony od razu na nią ma tendencję do rolowania się. Zapach kosmetyku jest bardzo delikatny. Początkowo wyczuwałam w nim coś z kremu Nivea, ale po kilku dniach stosowania zupełnie przestałam czuć zapach, a to znak, że mój nos dobrze go toleruje;) 

Jak już wspomniałam, nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z pielęgnacją Dermofuture. Silnie kojarzyła mi się ona jednak z Interendo, która niejednokrotnie opisywała produkty tej marki w taki sposób, że mocno utkwiły mi w pamięci;) Kto jak kto, ale Pata potrafi;) Serum przeznaczone jest do stosowania na noc i to nieco mnie zmartwiło, ponieważ miałam już w użyciu inne serum na noc. Stwierdziłam jednak, że sprawdzę czy może nada się również na dzień i nadaje się. Można używać nawet pod makijaż, ale jest jedno ale – trzeba poczekać aż dobrze się wchłonie i dopiero można nakładać krem, a następnie makijaż. W przeciwnym razie rolowanie murowane;) Na wszystko można znaleźć sposób. Chyba, że bardzo się spieszymy. Wtedy pozostaje nam stosowanie na noc tak jak producent przykazał;) Kurację z witaminą K wybrałam z myślą o stosowaniu miejscowym na nos i jego okolice. Jednak okazało się być na tyle komfortowe w stosowaniu, że często lądowało na całej twarzy i szyi;) Tym bardziej, że w trakcie kuracji poddawałam się zabiegom mezoterapii i w międzyczasie wyczytałam, że przed takimi zabiegami warto wzmacniać skórę właśnie przy użyciu produktów z witaminą K, która dodatkowo może wpłynąć na zmniejszenie zasinienia oraz zaczerwienienia. Jeśli chodzi o moje naczynka na nosie to oczywiście nie zniknęły, ponieważ walka z nimi wcale nie jest łatwa. Zauważyłam jednak, że stały się one mniej widoczne i nie pojawiło się ich więcej niż miałam do tej pory. Dodatkowo kuracja przyjemnie odżywia i uelastycznia skórę. Oprócz kuracji z witaminą K dostępnych jest parę innych wersji, więc każdy znajdzie coś dla siebie;)


Znacie produkty Dermofuture? Coś szczególnie polecacie?

Czytaj dalej »

poniedziałek, 22 maja 2017

Klub Rossmann – czy warto?

Cześć Dziewczyny!
Dziś chciałabym się z Wami podzielić swoimi wrażeniami odnośnie Klubu Rossmann, dostępnego w aplikacji mobilnej Rossmann PL. Ponad 2 lata temu uraczyłam Was wpisem Karty stałego klienta – zysk czy strata i bodajże już wtedy ubolewałam, że karty stałego klienta nie posiada sieć Rossmann. Drogeria ta dość długo kazała nam czekać na program lojalnościowy, ale w końcu się udało i od jakiegoś czasu można już korzystać z przywilejów w Klubie Rossmann przy użyciu wirtualnej karty. Mimo, że dostrzegam zarówno wady jak i zalety wszystkich programów partnerskich to i tak posiadam sporą ilość kart. Przezorny zawsze ubezpieczony i nigdy nie wiadomo kiedy akurat się przyda, więc warto mieć taką kartę w portfelu lub w telefonie jak ma to miejsce w przypadku Rossmanna. Jako stała bywalczyni tejże drogerii nie byłabym sobą gdybym o tym nie napisała;)




Klub Rossmann – jak zostać członkiem?


Pierwsze przecieki o mającym wejść w życie klubie Rossmann znalazłam jak zwykle w internecie;) Podana była informacja, że 10 kwietnia pojawi się aplikacja mobilna Klub Rossmann. Jak się jednak później okazało informacja nie była do końca precyzyjna, ponieważ wpisywałam w App Store „klub Rossmann” i nic nie wyskakiwało;) Zajrzałam więc do aplikacji mobilnej Rossmann PL i okazało się, że Klub Rossmann to nie żadna nowa odrębna aplikacja, a wirtualna karta działająca w obrębie aplikacji Rossmann PL. Wystarczyło więc, że wypełniłam formularz i moim oczom ukazała się wirtualna karta Rossmann. Proste prawda? Zależnie od telefonu, z którego korzystacie, aplikację Rossmann PL możecie pobrać w App Store, Google Play lub Windows. Nie pokazuję tutaj żadnego krok po kroku jak założyć kartę, ponieważ apka jest tak intuicyjna, że po wejściu w nią z całą pewnością każdy będzie wiedział jak z niej skorzystać:)


Jak korzystać z karty Klub Rossmann?


Klub Rossmann jest systemem w pełni wirtualnym. Nie mamy więc żadnej plastikowej karty. Wystarczy mieć zawsze ze sobą telefon;) Będąc przy kasie otwieramy aplikację, kasjerka skanuje kod kreskowy z naszej karty i gotowe. Muszę przyznać, że początkowo poczułam z tego powodu zawód no bo jak to? Sama aplikacja bez żadnej karty? Szybko jednak się przekonałam i jedyne co mi przeszkadza to fakt, że wyjmowanie telefonu z torebki podczas gdy trzymam np. drobne zakupy i portfel jest trochę niewygodne;) Początkowo nie pamiętałam też o swojej karcie, ale akurat panie przy kasie zawsze pytały czy posiadam;) Ostatecznie stwierdziłam, że może faktycznie pomysł z wirtualną kartą nie jest taki zły. W tym przekonaniu utwierdziłam się jeszcze bardziej gdy podczas przeglądania Instagrama trafiłam na reklamę aplikacji mobilnej Stocard (screen poniżej). Rzadko klikam w reklamy, ale tym razem coś mnie tknęło i wtedy właśnie mnie olśniło, że prawdopodobnie coraz więcej sklepów będzie wprowadzać wirtualne karty stałego klienta. Wspomniana aplikacja okazała się być całkiem ciekawym pomysłem, ponieważ wystarczy, że zeskanujemy kody ze swoich kart np. Douglas, Sephora, Club Card etc i możemy je mieć w jednym miejscu, czyli właśnie w aplikacji Stocard. Nie wiem czy będę z tego regularnie korzystać, ponieważ zawsze mam najczęściej używane karty w portfelu, ale zainstalowałam i zeskanowałam swoje karty na wypadek gdybym zapomniała którejś zabrać na zakupy. Muszę jeszcze poszukać karty Ikea, która niestety gdzieś mi zaginęła w akcji:P Paradoksalnie właśnie aplikacja Stocard zainspirowała mnie do napisania o klubie Rossmann;) 

Korzyści


Swoją wirtualną kartę założyłam przed kwietniową promocją na kolorówkę, ponieważ z aplikacją miało być nie -49%, a -55% zniżki. Jak już wspomniałam, poczułam się zniesmaczona z uwagi na brak tradycyjnej karty, ale cóż miałam zrobić? Często zaglądam do Rossmanna. Nawet jeśli nie po kosmetyki to po chemię domową, środki czystości, przekąski dla psa etc. W myśl zasady „a nuż się przyda”, uznałam więc, że lepsza taka karta niż żadna i potulnie zostałam członkiem sekty rosskowych klubowiczów;) Do podstawowych korzyści bycia członkiem klubu Rossmann można zaliczyć przede wszystkim lepsze oferty promocyjne dla klubowiczów, takie jak większy rabat jak w przypadku promocji na kolorówkę lub więcej gratisów w przypadku promocji 2+2 (w przypadku braku karty jedynie 2+1). Dodatkowo otrzymujemy -20% na wydruk zdjęć natychmiastowych, co akurat dla mnie wydaje się mało przydatne. A także otrzymujemy specjalne rabaty dopasowane do swoich potrzeb. Wystarczy po wejściu w aplikację przejść do sekcji „Dla Ciebie”. Również na półkach drogerii pojawiły się specjalne etykietki z adnotacją „cena w klubie Rossmann” co oznacza, że klubowicze niektóre produkty mogą kupić taniej. Są też dodatkowe korzyści dla osób będących w programie Rossnę. Ja jednak „nie rossnę”, w moim brzuchu też nic nie rośnie, więc nie zagłębiałam się w kwestię programu Rossnę;) Chociaż czasem kupuję Bobo Fruita i pytają wtedy czy posiadam:P Korzystając z karty Rossmann wspieramy również lokalne organizacje charytatywne. Dodatkowo w aplikacji Rossmann PL można zrobić zakupy, przejrzeć nowości oraz promocje.

Czego wciąż mi brak?


Zbierania punktów i możliwości wymiany ich na nagrody. Może rabat urodzinowy? Coś ekstra? Klub Rossmann jest jednak jeszcze młodym tworem, więc może z czasem pojawią się dodatkowe korzyści dla klubowiczów? 


Czy wszystko działa jak natura chciała?


Osobiście nie miałam jeszcze problemów ze swoją kartą. Korzystam z niej nawet przy najmniejszych zakupach. Skorzystałam również podczas promocji na kolorówkę, promocji 2+2 na pielęgnację, a także zdarzyło mi się kupić produkty w specjalnej cenie dla klubowiczów. Doszły mnie jednak słuchy, że niektóre z Was miały problemy z rejestracją, a także przy finalizacji transakcji bo np. padł system. Z tego co widziałam w App Store – swoją opinię oraz ewentualne problemy z aplikacją można zgłosić pisząc na adres aplikacja_mobilna@rossmann.com.pl. Gdybym miała problemy to na pewno napisałabym stosownego maila. Zauważyłam też, że Rossmann dość sprawnie odpowiada na pytania na Instagramie. Ostatnio miałam wątpliwości w kwestii trwającej właśnie promocji i odpowiedź na zadane pytanie uzyskałam w kilka minut;) Kto pyta nie błądzi:)

Pozostając jeszcze w temacie aplikacji, pod względem kosmetyków przydatna może być apka Cosmetic Scan. Wystarczy skanować kod kosmetyku by otrzymać werdykt;) Wadą jest jednak to, że niektóre  kosmetyki nie znajdują się w bazie, więc nie wszystko można sprawdzić. Przykład powyżej na podstawie mojego niedawnego zakupu;) Ja traktuję to z przymrużeniem oka, ponieważ nie kupuję wyłącznie kosmetyków o krystalicznie czystym składzie;) Jednak podejrzewam, że dla wielu osób aplikacja może być pomocna podczas zakupów;)


Korzystacie z klubu Rossmann? Jakie są Wasze wrażenia? Wszystko gra czy wręcz przeciwnie? Znacie pozostałe wspomniane przeze mnie aplikacje? 

Czytaj dalej »

niedziela, 21 maja 2017

Dr Irena Eris SPA Resort Fiji!

Cześć Dziewczyny!
Dr Irena Eris SPA Resort to seria luksusowych kosmetyków przeznaczonych do pielęgnacji ciała, dostępnych wyłącznie w perfumeriach Douglas. Raz na kilka miesięcy marka wypuszcza nową linię kosmetyków, zabierając nas w najodleglejsze, egzotyczne zakątki świata! Tego lata lecimy na Fiji! Przyznam, że SPA Resort to jedna z moich ulubionych linii tej marki i zawsze z zaciekawieniem wypatruję nowości:) SPA Resort Fiji miałam już okazję wypróbować w kwietniu podczas zakupów w Douglasie, ale skusiłam się wówczas na balsam Hawaii:)


Dr Irena Eris SPA Resort Fiji Wygładzający peeling do ciała


„Pobudź zmysły wygładzającym peelingiem, dzięki któremu poczujesz doskonałą gładkość i cudowną miękkość skóry. Zawarte w peelingu drobinki oczyszczą skórę, a kojąca moc ekstraktu z urzekającego kwiatu „Królowa Raju”, dostarczy jej niezbędnego nawilżenia. Pozwól, aby tropikalny zabieg oczyszczania pozostawił na dłużej uczucie energetyzującego odświeżenia”.

Wygładzający peeling do ciała Fiji otrzymujemy w barwnym, kartonowym opakowaniu. Sam produkt umieszczony został w wygodnej 200ml zakręcanej tubce. Muszę przyznać, że szata graficzna zrobiła na mnie spektakularne wrażenie już od pierwszego wejrzenia;) Oceaniczny błękit, granat, zieleń, złoto… To są kolory lata i moje kolory! Takie połączenie barw to dla mnie zawsze +10 do dobrego samopoczucia;) Nawet z oprawą bloga ładnie się komponują. Mamy więc 100% dopasowanie;)

Zapach produktu jest świeży, czysty i błogi… W doskonały sposób uprzyjemnia chwile spędzone pod prysznicem:) Nie jest on długotrwały, ale od utrwalenia zapachu mamy balsam-nektar z tej samej linii;)

Peeling posiada białą barwę i kremową konsystencję, w której zanurzone zostały ciemniejsze drobinki. Nie jest to peeling intensywnie złuszczający. Jego moc zaliczyłabym do delikatnej w kierunku średniej. Będzie więc idealny dla posiadaczek skóry wrażliwej:) Po zabiegu złuszczającym skóra jest miękka i wygładzona oraz dobrze przygotowana na kolejny etap pielęgnacyjny, czyli odżywczy balsam-nektar:)


Dr Irena Eris SPA Resort Fiji Odżywczy balsam-nektar


„Odżywczy Balsam-nektar to niezapomniana uczta dla skóry i zmysłów. Balsam, dzięki zawartości ekstraktu z urzekającego kwiatu „Królowa Raju” sprawia, że skóra odzyskuje zmysłową gładkość, miękkość i sprężystość. Ekstrakt posiada unikalne właściwości, które wspomagają detoksykację skóry, zapobiegając w ten sposób przedwczesnemu jej starzeniu się. Optymalny kompleks dobroczynnych wosków odżywia i nawilża skórę. Balsam jest komfortowy w użyciu, łatwo się aplikuje i szybko wchłania. Już po pierwszym użyciu skóra staje się gładka, miękka i delikatna”.

Odżywczy balsam-nektar z linii Fiji opakowany został w białe kartonowe pudełko z kolorową nakładką;) Wewnątrz znajdziemy elegancki, ale nie ciężki słoiczek o równie pięknej, wakacyjnej szacie graficznej co wspomniany wyżej peeling:) To jeden z tych produktów, po które aż miło sięgać;) 

Co kryje się pod określeniem odżywczy balsam-nektar? Jest to biały krem, który ma bardziej odżywczą konsystencję niż jego „koledzy” z serii Mauritius i Tahiti, ale równocześnie formuła ta jest daleka od np. naturalnego masła shea. Nie ma więc absolutnie żadnych problemów z rozprowadzaniem produktu. Wchłanianie też idzie gładko. Przynajmniej w przypadku mojej skłonnej do wysuszenia skóry ciała;) Zapach jest równie kojący i świeży jak w przypadku peelingu. Utrzymuje się na ciele przez parę godzin, ale nie należy do intensywnych. Jest idealnie wyważony z subtelną kwiatową nutą. Właściwości pielęgnacyjne są na dobrym poziomie, ponieważ balsam zapewnia optymalny poziom nawilżenia suchej skóry przez cały dzień, zapewniając jej dodatkowo miękkość i gładkość oraz delikatny zapach:) Tak naprawdę jego nawilżającą moc poczułam już podczas wizyty w perfumerii kiedy to konsultantka posmarowała mi nim dłonie. Pamiętam, że balsam zapewnił im wtedy nawilżenie przez wiele godzin:)


Znacie serię SPA Resort marki Dr Irena Eris? Mieliście już do czynienia z najnowszą linią Fiji?:)


Czytaj dalej »

piątek, 19 maja 2017

Lirene Olejek pod prysznic Inca Inchi. Polej olej!;)

Cześć Dziewczyny!
Człowiek uczy się całe życie:) Ja np. dopiero w marcu dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak olejek Inca Inchi;) Nie wiem czy jest to powód do wstydu, ale takie są fakty;) Tym razem garść nowej wiedzy posiadłam dzięki marce Lirene, która wypuściła olejek pod prysznic Inca Inchi. Upłynniłam go już jakiś czas temu (hmmm "dwa żele temu"?), więc myślę, że nie zaszkodzi podzielić się krótką opinią;)




„Olejek dokładnie oczyszcza oraz intensywnie odżywia i zmiękcza skórę. Dzięki zawartości oleju inca inchi, bogatego w kwasy Omega-3 i Omega-6, produkt wzmacnia barierę hydrolipidową naskórka, zapobiega utracie wody, dodatkowo poprawiając kondycję skóry. Olej jojoba i sojowy intensywnie odżywiają i zapobiegają przesuszeniu skóry. Ciało po kąpieli staje się miękkie, gładkie i doskonale nawilżone”.


Glycine Soja Oil, Laureth-4, Mipa-Laureth Sulfate, Ricinus Communis Seed Oil, Cocamide Dea, Plukenetia Volubilis Seed Oil, Propyl Gallate, Phenoxyethanol, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Tocopheryl Acetate, BHT, Parfum, Tocopherol, Coumarin, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool.


Olejek pod prysznic Lirene Inca Inchi otrzymujemy w buteleczce, która jest niejako znakiem (kształtem?) rozpoznawczym marki Lirene, gdyż bardzo często w takich opakowaniach umieszczane są ich toniki, płyny micelarne, żele pod prysznic, a także żele do mycia twarzy;) Według mnie butelki te są wygodne i pozwalają na wydobycie produktu praktycznie do samego końca. Pojemność olejku to w tym przypadku 200ml, czyli w granicach normy;) 

Olejek posiada dość rzadką, olejkową konsystencję o żółtawym zabarwieniu. Nie pieni się, ale ładnie się rozprowadza po mocno zwilżonej skórze. Wtedy barwa zmienia się w białą, a konsystencja staje się bardziej kremowa/emulsyjna. Zapach w opakowaniu jest dość ciepły, otulający i zarazem męski, ale podczas mycia łagodnieje i staje się bardziej oleisty;) Nie ma więc takiego efektu zapachowego jak np. przy olejkach Rituals, ale najważniejsze, że produkt nie posiada swoistej „rybiej nuty”;) Właściwości oczyszczające były dla mnie bez zarzutów. Myję się codziennie, więc nie ma wiele brudu do zmycia:D Jeśli zaś chodzi o właściwości pielęgnacyjne to podczas stosowania zauważyłam lekkie nawilżenie i zmiękczenie skóry. Nie zastąpił mi on balsamu, ale nie wymagam takich cudów od produktów myjących:) Podrażnienia, krostek i innych nieprzyjemności nie odnotowałam. Zużyłam go do samego końca;) Wydajność oczywiście nie była powalająca, ale to też nie było dla mnie zaskoczeniem. Skład jak na produkt z drogerii wydaje mi się całkiem przyzwoity, choć nie jestem znawczynią w tej materii;) Dlatego to już każdy sam musi ocenić (dobrze pamiętam, że niektóre z Was są bardzo wybredne;)). Wiem, że tego typu olejków można również używać do czyszczenia pędzli, ale szczerze mówiąc było mi szkoda chłopaka;)


Znacie olejek pod prysznic Lirene Inca Inchi? Stosujecie tego typu produkty? Może coś polecicie? 
Czytaj dalej »