piątek, 20 października 2017

Resibo – kojący balsam do ust, krem pod oczy oraz specjalistyczny wyszczuplający balsam do ciała!

Cześć Dziewczyny!
Kosmetyki marki Resibo mieliście już okazję widywać na moim blogu, gdyż nie tylko recenzowałam olejek do demakijażu jak i odżywczy krem do twarzy, ale także pojawiały się one w moich ulubieńcach;) Po dłuższej przerwie miałam okazję wypróbować kolejne produkty tej marki. Tym razem zdecydowałam się na dwie nowości, czyli balsam do ust i specjalistyczny wyszczuplający balsam do ciała oraz produkt, który już wcześniej znałam, ale nigdy wcześniej nie udało mi się poświęcić dla niego osobnego wpisu, czyli krem pod oczy

zdjęcie przedstawiające kosmetyki Resibo



Resibo kojący balsam do ust Perfector 3 w 1


„Chroni i odżywia skórę ust. Zwiększa ich objętość. Uwydatnia naturalną czerwień”.


Zaczniemy od kojącego balsamu do ust bo przecież w moim przypadku nie mogło być inaczej! Balsam opakowany został w poręczną tubkę o pojemności 10ml z typową dla Resibo szatą graficzną nawiązującą do natury. Tubka wyposażona została w ścięty aplikator, który ułatwia nakładanie produktu. Jest to dość istotne, ponieważ spotkałam się kiedyś z balsamem do ust Kiehl’s który nie miał ściętego aplikatora i stosowanie produktu było naprawdę uciążliwe. Na opakowaniu nie ma podanej daty ważności od momentu otwarcia, więc jak sądzę obowiązuje data ważności;) Balsamy w tubkach są nieco wydajniejsze niż sztyfty, więc również jest to istotna informacja. Choć akurat ja balsamy do ust na ogół zużywam szybko. Jeśli chodzi o tubkę to przyznam, że preferuję sztyfty, ale prawda jest taka, że wiele dobrych balsamów występuje właśnie w w formie tubek, więc nie przejęłam się tym zanadto. 
zdjęcie przedstawiające kojący balsam do ust Resibo


Konsystencja balsamu jest dość gęsta i odżywcza, dzięki czemu balsam jest wyczuwalny na ustach i mamy pewność, że naprawdę czegoś użyliśmy;) Wiem, że niektórzy wolą szybko wchłaniające się balsamy, Ala akurat ja lubię czuć tą balsamiczną kołderkę na ustach;) Oczywiście pod warunkiem, że nie zakleja mi ust:) Producent deklaruje, że balsam pachnie słodyczą stewii  połączoną ze świeżym aromatem mango. Nie mam pewności co do mango, ponieważ mocno się wczuwałam i nie do końca czuję mango. Mogę jednak rzec, że w mojej ocenie balsam pachnie przyjemnie. Nie jest ani przesłodzony ani zbyt cierpki. Zdecydowanie wyczuwalna jest roślinna świeżość z delikatnymi cytrusowymi nutami. 

Mamy też dość ciekawą informację, że balsam uwydatnia czerwień ust. To nie do końca udało mi się zweryfikować gdyż na noc nakładam całonocną maskę do ust, która działa trochę na zasadzie peelingu enzymatycznego i może po prostu nieco rozjaśniać usta. Wychodziłoby więc, że oba te produkty mają względem siebie działanie antagonistyczne. Choć co do właściwości rozjaśniających tego drugiego pewności w praktyce też nie mam. Z całą pewnością mogę jednak stwierdzić, że po użyciu balsamu Resibo usta prezentują się ładnie:) A kojący balsam do ust Resibo w przeciwieństwie do (maski, którą trzymam w łazience) mogę mieć zawsze przy sobie czy to w torebce czy na biurku;) Wracając do walorów kojącego balsamu Resibo, muszę przyznać, że zaczęłam go używać od razu gdy tylko wyjęłam z paczuszki;) Co jak co, ale na użycie balsamu do ust czekać nie lubię. Już po pierwszej aplikacji poczułam ukojenie i nawilżenie oraz tą wspomnianą przyjemną, ochronną warstewkę;) Co prawda dzięki stosowaniu całonocnej maski do ust, moje usta nie są już tak niesamowicie wymagające jak wcześniej, ale nadal muszę dbać o nie regularnie. Pomijając już to, że po prostu lubię smarować usta;) Balsam dość długo utrzymuje się na ustach, nawet u takiej osoby jak ja (która lubi „ciamkać” wargami;)). Co tu dużo mówić, przypadł mi do gustu od razu i tak już pozostało. Dla niektórych zniechęcająca może być cena (39zł), ale jak wiecie na balsamach do ust nie oszczędzam. Poza tym i tak wychodzi taniej niż Clarins i MAC, które również są bardzo dobre lecz składy mają gorsze (co dla niektórych może być istotne).


Resibo specjalistyczny balsam wyszczuplający



„Specjalistyczny balsam o działaniu antycellulitowym, wyszczuplającym i wysmuklającym sylwetkę. Intensywnie nawilża, silnie odżywia, regeneruje i chroni”.

zdjęcie przedstawiające specjalistyczny balsam wyszczuplający Resibo

Przeskoczymy teraz do ciałka, a potem wrócimy do twarzy;) Specjalistyczny balsam wyszczuplający marki Resibo otrzymujemy w 200ml tubce o minimalistycznej szacie graficznej:) Balsam posiada jasną barwę oraz lekką, kremową konsystencję, dzięki której gładko sunie po ciele. Jego zapach jest świeży, nieco słodki i delikatnie cytrusowy:) Przypomina mi zapach balsamu hipoalergicznego z dawnego Pat&Rub, ale ten jest dużo delikatniejszy.
Producent poleca ten balsam nie tylko osobom, które się odchudzają i walczą z takimi mankamentami skóry jak cellulit i rozstępy, ale także tym, którzy chcą takim problemom zapobiegać, a dodatkowo pragną zadbać o jędrność swojej skóry. Jak wiecie jestem osobą perfidnie szczupłą i na moje szczęście nie mam ani rozstępów ani cellulitu. Balsam ten chciałam jednak wypróbować ze względu na to, że (jak już kiedyś wspominałam) kilka miesięcy temu dostrzegłam potencjał w takich produktach. Po prostu żaden „zwykły balsam”  nie wygładzi i nie ujędrni skóry aż tak bardzo jak te które mają w nazwie wyszczuplający bądź antycellulitowy. Poza tym chyba każdy zdaje sobie sprawę, że np. żaden balsam wyszczuplający nie zrobi z nagle kobiety z nadwagą modelki;) Do tego niezbędna jest odpowiednia dieta i ćwiczenia. Aczkolwiek w tym temacie nic nie poradzę gdyż nigdy nie byłam na diecie (chyba, że na wysoko-kalorycznej:D). U takich osób balsamy mogą pełnić po prostu rolę wspomagaczy:) A u mnie? U mnie ulubiony efekt super gładkiej, sprężystej i bardziej jędrnej skóry brzucha i pośladków:) Dodatkowo odżywienie i nawilżenie. Do swojego balsamu, marka Resibo dodaje niewielką broszurkę z opisem mechanizmu działania balsamu oraz informacją pt. pielęgnacja to nie wszystko, zawierającą 10 pomocnych porad dotyczących m.in. zdrowego snu, jedzenia i picia.


Resibo krem pod oczy



„Poprawia mikrokrążenie, redukuje cienie i obrzęki, wygładza zmarszczki”.

zdjęcie tuby Resibo

Krem pod oczy marki Resibo to produkt, który miałam już wcześniej, ale jedynie w formie saszetek. Ilość saszetek jaką zużyłam równała się pełnowymiarowemu produktowi, ale nie chciałam dodawać zdjęć próbek;) To też postanowiłam opisać swoje wcześniejsze wrażenia dopiero gdy stałam się w posiadaniu pełnowymiarowego opakowania. Zaczynając od walorów zewnętrznych mamy tutaj słynną tekturową tubę, którą jedni się zachwycają, a inni drwią:) Według mnie to miły akcent. A mini tubka od kremu pod oczy prezentuje się wyjątkowo przyjemnie. Aczkolwiek nigdy nie miałam pomysłu cóż z tymi tubkami potem zrobić (rady typu tuba na pędzle mnie nie przekonywały). Chyba jednak jestem za mało kreatywna;) Przechodząc jednak do kremu, pełnowymiarowa wersja została umieszczona w wygodnym opakowaniu wyposażonym w pompkę. Pojemność jest standardowa i wynosi 15ml. 
zdjęcie przedstawiające krem pod oczy Resibo
Krem posiada jasną barwę oraz odżywczą lecz nie ciężką konsystencję (spokojnie można używać pod makijaż). Zapach kremu jest bardzo przyjemny i delikatny. Ciężko mi określić jaka to konkretnie woń, ale jak dla mnie jedna z ładniejszych zapachów Resibo. 
Krem pod oczy Resibo rozprowadza się bardzo dobrze i dość szybko wchłania pozostawiając po sobie delikatny film ochronny. Dzięki odżywczej, ale jednocześnie lekkiej konsystencji można go stosować zarówno na dzień jak i na noc. Choć słyszałam, że dla niektórych na noc jest nieco zbyt lekki. Krem przede wszystkim dobrze nawilża, odżywia i wygładza skórę. Przynosi jej uczucie komfortu i ukojenie. Nie powoduje też łzawienia. Jest to kosmetyk w sam raz do stosowania na co dzień. Nawet gdy się spieszymy.


Kosmetyki dostępne są w sklepie Resibo


Znacie produkty Resibo? Co sądzicie o tych trzech?
Czytaj dalej »

środa, 18 października 2017

Liqpharm serum LIQ CC Rich – hit czy kit?

Cześć Dziewczyny!
Już od wielu miesięcy czytam pieśni pochwalne odnośnie kosmetyków polskiej marki Liqpharm. Przyznam, że dość szybko się na nie złapałam!:) W pewnym momencie jednak co jakiś czas zaczęłam otrzymywać na blogu komentarze od osób, które założyły konto tylko po to żeby pochwalić serum Liq CC… Z miejsca wydało mi się to podejrzane bo skoro takie dobre i samo się broni to po co nasyłają ludzi żeby wypisywali takie komentarze na blogach?;) No, ale mimo wszystko popularność serum Liq CC nie malała i cały czas pojawiały się pozytywne wpisy na blogach, więc pomyślałam OK. może to był przypadek i ich produkty tak czy inaczej są takie rewelacyjne jak mówią:) Zaczęłam więc poważnie rozważać zakup i wtedy to zupełnie nieoczekiwanie, serum wygrała dla mnie Aneta.  Ucieszyłam się bardzo i jako że serum posiadało dość krótką datę ważności, to nie zwlekałam z jego otwarciem. Wczoraj produkt dobił dna, więc pomyślałam, że opowiem Wam o moich wrażeniach. A te mogą Was zaskoczyć.

zdjęcie przedstawiające kosmetyk Liqpharm

Liqpharm serum LIQ CC Rich


Serum z witaminą C marki Liqpharm występuje w dwóch wersjach: light oraz rich. Mam cerę mieszaną, więc bardziej odpowiednie powinno być dla mnie light, choć muszę przyznać, że po zużyciu próbki light nie zauważyłam szczególnej różnicy. Jest jedynie ciut lżejsze i tyle. Serum otrzymujmy w kartonowym różowym opakowaniu, które zachowałam do samego końca, gdyż przez niedawne problemy ze zdjęciami trochę dmuchałam na zimne;) Samo serum umieszczone zostało w ciemnej buteleczce z aplikatorem w postaci pipety. Pojemność produktu to 30ml, a na zużycie mamy 3 miesiące od momentu otwarcia (starcza zdecydowanie na krócej). Buteleczka jest porządnie wykonana i nic złego się z nią nie dzieje. To co widzicie na zdjęciach to już zużyte opakowanie serum:) Jedyny minus jaki dostrzegam to fakt, że ciężko ocenić poziom zużycia. Nie widać nawet gdy uniesiemy butelkę pod światło. Pozostaje jedynie lekko zajrzeć do środka. Ja zauważyłam, że serum się kończy dopiero w momencie gdy pipeta zaczęła nieco gorzej nabierać produkt.
zdjęcie przedstawiające serum z witaminą C Liqpharm


Jeśli chodzi o konsystencję to w moim odczuciu jest to coś w rodzaju lekkiego nietłustego olejku. Nie jest to serum wodne, ale też nie przypomina typowego olejku. Kolor serum z tego co zrozumiałam może się zmieniać i gdy produkt jest świeżo wyprodukowany, może mieć barwę niemal przezroczystą. Natomiast moje serum jak już wspominałam miało nieco krótką już datę ważności (01/2018) i było już mocno żółte od samego początku, czyli od otwarcia. Serum według mnie praktycznie nie posiada zapachu. Choć parę godzin od aplikacji zaczyna się wydzielać na skórze taki nieco specyficzny delikatny, apteczny zapaszek. Mnie on zupełnie nie przeszkadzał. 


Dobre początki



Pierwsze wrażenia dotyczące serum były bardzo pozytywne. Miałam wręcz wrażenie, że działa natychmiast! Pojawiło się uczucie odżywienia, rozświetlenia, skóra była rozpromieniona, a jej koloryt taki równomierny!


Nie tak słodkie jak myślisz


zdjęcie przedstawiające Liqpharm serum Liq CC Rich

Serum używałam więc regularnie dwa razy dziennie, zarówno na dzień jak i na noc. Ładnie współpracowało z kremem i z makijażem. Jednak do czasu… W pewnym momencie moja mieszana cera, która lubi się zaświecić, stała się sucha i bez wyrazu. Wchłaniała hektolitry kremów, a potem znów była sucha, szorstka i napięta. Zupełnie jak nie moja twarz! Musiałam zacząć ją ratować przy użyciu serum Miya (o czym wspominałam w recenzji). Dopiero w połączeniu z nim (bo sam krem to jeszcze było za mało) moja cera odzyskała komfort i przestała być nadwrażliwa. Muszę przyznać, że byłam naprawdę zaskoczona, ponieważ zużyłam mnóstwo kosmetyków typu serum, a takie z witaminą C również nie było dla mnie nowością i moja cera zawsze świetnie na nie reagowała, a tu klopsik… To naprawdę pierwsze serum, które spowodowało u mnie takie nieprzyjemności. Jestem tym bardziej zaskoczona, gdyż zdarzało mi się używać produktów z dużo gorszym składem i było w porządku. A tutaj dobry skład, bez niczego zbędnego, a jednak wystąpiło podrażnienie. Aż trudno mi sobie wyobrazić osobę z cerą suchą, stosującą na co dzień to serum. Nie oznacza to jednak, że serum jest złe. Na swój sposób jest dobre, ale nadaje się bardziej jako kuracja z przerwami niż produkt stosowany na co dzień. A ja jak już używam to wolę coś co nadaje się do codziennego stosowania. 
Zastanawiam się co mogło spowodować u mnie taką reakcję i naprawdę nie wiem. Być może to dlatego, że serum miało już tylko kilkumiesięczną datę ważności. Może takie świeżo wyprodukowane sprawdziłoby się lepiej? Z drugiej strony jeśli produkt był dobrze przechowywany i według daty ważności nadal zdatny do użycia to nie powinno być problemów. Przeszło mi przez myśl, że serum było już wcześniej otwierane, ale skoro przyszło bezpośrednio od producenta, to jednak mało prawdopodobne. Czuję się zawiedziona i nie piszę tego złośliwie bo przecież wiecie jak cenię sobie polskie marki! Co więcej moim blogu ukazują się przede wszystkim recenzje tych produktów, które się u mnie sprawdziły i pod którymi "mogę się podpisać". Z przyjemnością poleciłabym również to serum, ale niestety tutaj coś nie zagrało:(


Znacie kosmetyki Liqpharm? Co sądzicie o serum Liq CC? 

Czytaj dalej »

wtorek, 17 października 2017

Promocja w Rossmannie Black Friday 1+1 na perfumy i zestawy świąteczne, listopad 2017!

Cześć Dziewczyny!
Kończy się promocja w Rossmannie na kosmetyki do makijażu, ale już w listopadzie nowa okazja! Tym razem chodzą słuchy, że w dniach 24, 25 i 26 listopada będzie promocja 1+1 na perfumy oraz zestawy świąteczne.

zdjęcie informujące o promocji w Rossmannie 1+1 na perfumy i zestawy świąteczne

Black Friday w Rossmannie



1+1 na perfumy oraz zestawy świąteczne

Promocja ma obowiązywać w dniach 24-26 listopada. Podobno tylko online, ale to się jeszcze okaże zapewne dzień przed startem promocji gdy Rossmann poda oficjalny regulamin promocji. 


Czy skorzystam z promocji?


Niestety jestem w gorącej wodzie kąpana i większość prezentów już kupiłam, ale pobuszuję i popatrzę;) Być może trafi się coś ciekawego. Co do perfum to chyba nie, ponieważ mam sporo flakonów i raczej nie zdarza mi się kupować dwóch na raz. Ale również popatrzę czy aby na pewno?;) 


Poniżej kilka moich recenzji perfum gdyby ktoś potrzebował. Aczkolwiek nie wiem czy wszystkie są dostępne w Rossmannie, ponieważ chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się kupić tam perfum. Jeśli chodzi o perfumy to na pewno najlepszy wybór jest w tym największym Rossmannie, czyli w łódzkiej Manufakturze.












Zobacz też: KLUB ROSSMANN

Według mnie to całkiem niezła opcja przed świętami gdyby nie to, że już większość prezentów mam, ale zawsze można kupić coś dla siebie;) 


Co sądzicie o promocji w Rossmannie 1+1 na perfumy oraz świąteczne zestawy kosmetyków? Podoba Wam się taka promocja? 

 Nowy wpis: Serum Liq CC
Czytaj dalej »

poniedziałek, 16 października 2017

Nourish oczyszczająca emulsja z jarmużem 3D oraz Biomimetyczny przeciwstarzeniowy krem pod oczy!

Cześć Dziewczyny!
Letnie spotkanie z serum Nourish wywołało u mnie niemały zachwyt, więc byłam naprawdę ciekawa innych produktów tej marki. Na kolejne spotkanie wybrałam dwa kosmetyki z linii Kale (wzbogaconej o jarmuż). Będzie zatem dziś mowa o Nourish Kale 3D Cleanse i Nourish Kale Biomimetic Anti-Ageing Eye Cream. Musicie przyznać, że nazwy zacne. A co się za nimi kryje? Coś dobrego czy może jednak niekoniecznie?
zdjęcie przedstawiające kosmetyki Nourish London

Nourish Kale 3D Cleanse



„Zmieniająca kolor emulsja oczyszczająca, która usuwając zanieczyszczenia sprawia, że skóra jest zdrowsza i bardziej promienna. Kwas hialuronowy, probiotyki oraz wyciągi o właściwościach dotleniających działają w synergii, by dodać skórze energii poprzez usunięcie makijażu oraz zanieczyszczeń. Jarmuż oraz czarna fasola afrykańska z jednej strony oczyszczają z toksyn, z drugiej chronią skórę przed ich niekorzystnym wpływem. W efekcie cera wygląda młodziej, a oznaki starzenia są mniej widoczne”.
zdjęcie przedstawiające Kale 3D Cleanse

Oczyszczająca emulsja z jarmużem 3D umieszczona została w minimalistycznym kartonowym opakowaniu opatrzonym certyfikatami, które zostały przyznane tejże marce:) Wewnątrz znajdziemy zgrabną buteleczkę wyposażoną w pompkę typu airless, pozwalającą na maksymalnie higieniczne korzystanie z produktu. Opakowanie zawiera 100ml kosmetyku, czyli nieco mniej niż typowe produkty służące do oczyszczania twarzy i zaleca się je zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia. Emulsja posiada jasną, perłową barwę oraz przyjemną kremową konsystencję, która gładko się rozprowadza. Zwłaszcza po dobrze zwilżonej twarzy:) I tutaj zaskoczenie – podczas użycia, emulsja zmienia kolor na zielony:) Jest to zdecydowanie miłe urozmaicenie dla naszych rytuałów oczyszczających;)
zdjęcie przedstawiające oczyszczającą emulsję z jarmużem Nourish
Zapach produktu jest niespotykany, ponieważ ja wyczuwam w nim marchewkę. Taką prosto z gleby. Początkowo woń ta była dla mnie dość zabawna. Na szczęście lubię marchewki:D Jednocześnie zaliczyłabym go do kategorii ziołowych i naturalnych. Kosmetyk ten świetnie się sprawdza zarówno jako produkt typowo oczyszczający jak i w roli peelingu enzymatycznego gdy zostawimy go nieco dłużej na twarzy:) A muszę przyznać, że wcześniej miałam bardzo fajną piankę do oczyszczania twarzy, więc poprzeczka była ustawiona naprawdę wysoko. Po zmyciu skóra jest miękka, gładka, nawilżona, dokładnie oczyszczona i doskonale przygotowana na dalszą pielęgnację. Produkt nie wysusza i nie podrażnia cery. Będzie idealny dla osób ceniących sobie kosmetyczne bajerki:)

Kale Biomimetic Anti-Ageing Eye Cream

 
zdjęcie przedstawiające Biomimetyczny krem przeciwstarzeniowy Nourish


„Redukuje widoczność zmarszczek i cieni pod oczami, by w efekcie cała twarz wyglądała młodziej i bardziej promiennie”.

Biomimetyczny przeciwstarzeniowy krem pod oczy marki Nourish został opakowany w kartonik o bardzo podobnej szacie graficznej jak ta która występuje w przypadku emulsji 3D. Wewnątrz znajdziemy małe i zgrabne opakowanie o pojemności 10ml, które jest wyposażone w wygodną pompkę. Pojemność jest tutaj zatem również nieco mniejsza niż standardowo. Na zużycie kosmetyku mamy pół roku od otwarcia. 

Krem pod oczy Nourish postanowiłam wypróbować do kompletu z emulsją, choć wcale nie tak często stosuję produkty seriami;) Dodam też, że zafrapowało mnie słowo biomimetyczny;) Dobry krem pod oczy jest dla mnie ważny, ponieważ nie ukrywam, akurat ta strefa jest u mnie najbardziej problematyczna. Dorobiłam się linii, głównie dlatego, że intensywnie pocierałam oczy;) Często po dziś dzień nie mogę się opanować, ale cóż poradzić. Każdy ma jakieś małe natręctwa, a u mnie pocieranie oczu o poranku jest niczym rytuał. Szkodliwy rytuał;) 


Krem podsiada lekką konsystencję, beżowo-żółtawą barwę oraz praktycznie niewyczuwalny zapach. Można go stosować zarówno na dzień jak i na noc. A przyznam, że ja najczęściej używam jednego kosmetyku pod oczy zarówno na dzień jak i na noc, z racji tego, że nie lubię niepotrzebnie mnożyć bytów w łazience. Choć niekiedy robię mały wyjątek od reguły i np. ten krem lubię na noc stosować w połączeniu z wielofunkcyjnym serum, o którym napiszę niebawem. Biomimetyczny krem pod oczy Nourish dedykowany jest do każdego rodzaju skóry. Działa on przede wszystkim profilaktycznie, nawilżająco, a także kojąco. Jest bardzo łagodny dla wrażliwej skóry w okolicach oczu, nie powoduje łzawienia ani podrażnienia. Na duży plus zasługuje również zawartość peptydów, aminokwasów oraz witamin.


Kosmetyki Nourish dostępne są na Costasy. Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem jakości tych kosmetyków. Często było mi nie po drodze z naturalną pielęgnacją twarzy, ale Nourish to zupełnie inna bajka i przede wszystkim przyjemność stosowania:)


Znacie kosmetyki Nourish z jarmużem?
Czytaj dalej »

sobota, 14 października 2017

Moja aktualna pielęgnacja włosów i małe włosowe rytuały;)

Cześć Dziewczyny!
Moje włosy przeszły w ostatnich latach trochę zmian, ponieważ po pierwsze zaczęłam je zapuszczać (a było co zapuszczać bo miałam krótkiego, asymetrycznego boba), po drugie 1,5 roku temu przestałam je farbować (co też było zdumiewające, gdyż farbowałam od gimnazjum;)), po trzecie zaczęłam zwracać większą uwagę na sprzęty pomagające nieco je okiełznać;) Jakiś czas temu pokazywałam Wam na Instagramie efekty mojego zapuszczania. Dostałam potem sporo pytań o pielęgnację. Uświadomiłam sobie wtedy, że właściwie nie robię nic szczególnego. Ale że od tego momentu trochę już minęło to postanowiłam nie cofać się wstecz tylko napisać o swojej aktualnej pielęgnacji włosów tudzież małych rytuałach. Bo w końcu kto jak nie ja uwielbia różne gadżety?

zdjęcie szamponu i odżywki Cece Sweden Hello Nature Black Caviar
Podstawą pielęgnacji włosów jest oczywiście oczyszczanie. Przyznam, że często sięgam po mocno oczyszczające szampony, ale akurat aktualnie mam coś eko. Jest to szampon Cece Sweden Hello Nature w wersji Black Caviar. Muszę przyznać, że wahałam się między tą wersją, a kokosową, ale ostatecznie postawiłam na powiew luksusu, czyli czarny kawior. Oba produkty umieszczone zostały w dość ładnych choć nie do końca praktycznych buteleczkach, ponieważ mam drobne problemy z wydobywaniem odżywki, która jest dość gęsta. Zauważyłam też ciekawą zależność. A mianowicie odżywka w połączeniu z szamponem innej marki działała mało spektakularnie. Swoją moc ukazała dopiero w duecie z szamponem tej samej linii. To zapewne dlatego, że szampon bardzo fajnie wygładza i zmiękcza włosy. Dzięki temu odżywka może po nim lepiej zadziałać. W tym wypadku okazuje się więc, że warto czasami sięgać po całą serię. Black Caviar Conditioner posiada dość ciekawą kremowo-żelową konsystencję, która jednocześnie jest zwarta i gęsta. Sprawia ona wrażenie bardzo odżywczej, ale szczęśliwie nie obciąża moich cienkich włosów. Cece posiada w ofercie również duety z olejem z konopii oraz z olejem kokosowym. Dla każdego coś dobrego;)
zdjęcie przedstawiające micelarną odżywkę myjącą Schwarzkopf

W prezencie od Shinybox wpadła mi ciekawostka w postaci Schwarzkopf BC Repair Rescue, czyli micelarna odżywka myjąca. I tutaj muszę powiedzieć, że używam jej mniej regularnie, ponieważ byłam w trakcie testowania innych produktów, a nie chciałam zbyt wiele mieszać. Poza tym nawet sam producent zaleca żeby nie używać codziennie, a np. co 2-3 mycia. A to dlatego, że jest to produkt, który oczyszcza delikatnie i przy przetłuszczającej się skórze głowy można mieć wrażenie zbyt słabego oczyszczenia (w przypadku stosowania na co dzień). Sam produkt ze swym zamysłem przypomina mi piankę Joico, którą uwielbiam, z tą różnicą, że nie jest w moim odczuciu aż tak super no i niestety nie jest pianką:) Micelarnej odżywki myjącej używam więc raz na jakiś czas z doskoku, ale muszę przyznać, że zrobiłam dużą odlewkę siostrze, która posiada suche włosy i jest tym produktem wręcz zachwycona. Zresztą wspomnę jeszcze o tym w innym wpisie. Balsam odbudowujący Biovax Opuntia Oil & Mango dotarł do mnie wiosną i aktualnie pozostało mi już odrobinę na spodzie:) Ta seria zachwyca przepięknym zapachem, ale i cieszy działaniem. Wystarczy odrobinę kremu rozetrzeć w dłoniach, a następnie wetrzeć we włosy ze szczególnym uwzględnieniem końcówek. Balsam nie obciąża włosów, a moje włosy mimo, że od półtora roku ścinam jedynie grzywkę, są w dobrej kondycji i jest to opinia fryzjera:)

zdjęcie przedstawiające zestaw Hello Body Cozy Hair Set

Każda pielęgnacja powinna zapewniać nam odrobinę relaksu i przyjemności. Dlatego warto zaopatrzyć się w niesztampowe kosmetyki i akcesoria. Niemiecka marka Hello Body ma w swej ofercie ciekawe zestawy do pielęgnacji. Moją uwagę zwrócił Cozy Hair Set składający się ze szczotki Hello Shiny Hair Brush, ręcznika Hello Fluffy oraz maski do włosów CoCo Shine
zdjęcie przedstawiające Hello Body CoCo Shine
Ręcznik jest miły i mięciutki w dotyku oraz całkiem niemałych rozmiarów. Szczotka posiada wygodną rączkę oraz fajny kształt, można nią rozczesać włosy bez wyrywania i szarpania bo jak to określił producent – Twoje włosy nacierpiały się już wystarczająco:) Maska to z kolei zaskakujący wynalazek. Opakowana została w 100ml zamykaną saszetkę przypominającą te z Babuszki Agafii, ale na szczęście jakość jest zdecydowanie wyższa. Jak wiecie nie służą mi rosyjskie kosmetyki, niemieckie za to z reguły jak najbardziej;) A co w tej masce jest takiego nietypowego? Przed użyciem należy na 15 minut włożyć ją do lodówki aby uzyskać konsystencję kremu. Przyznam, że spotykałam się już z maskami na gorąco, ale takimi z lodówki? Chyba jeszcze nie. Kosmetyk nakładamy na włosy oraz skórę głowy na 30 minut, a następnie zmywamy, myjemy szamponem i jak zawsze nakładamy odżywkę. Takie małe SPA dla włosów:) Kosmetyki dostępne są na Hello Body. Z kodem ADDICTION15 otrzymacie 15% zniżki na wszystkie kosmetyki tej marki. 

Jak zapuściłam włosy?


zdjęcie przestawiające witaminę C Colyfine

Pytaliście mnie czy używam suplementów wspomagających wzrost włosów. Od bardzo dawna nic takiego nie używam, ale tak „offtopowo” mogę wspomnieć o ciekawym suplemencie od Colyfine. Jest to Witamina C + Echinacea + Imbir + Kurkuma. Kiedyś ochoczo zażywałam przeróżne suplementy przeznaczając na to znaczne środki. Od jakiegoś czasu jestem jednak dość sceptyczna w tej kwestii i używam niewiele. Dlatego kiedy w niespodziance znalazłam ten produkt, od razu nabrałam wątpliwości;) Pokazałam jednak opakowanie siostrze i skład zatwierdziła mówiąc, że sama by takie chętnie brała;) Postanowiłam więc stosować i jak dotąd żadnych przykrych dolegliwości nie mam. Na minus mogę zaliczyć jedynie to, że kapsułki nie pachną zbyt pięknie. Mam nadzieję, że zyskam trochę sił witalnych bo tego niestety trochę mi brak;) Odpowiadając, więc na pytanie z podtytułu: nie robiłam nic szczególnego. Normalna pielęgnacja plus brak ścinania włosów, ponieważ od momentu powzięcia decyzji o zapuszczaniu, podcięłam końcówki tylko raz, a obecnie nie robiłam tego już 1,5 roku (choć niebawem zamierzam;)).

We wstępie zaznaczyłam, że mile widziane są u mnie sprzęty przeznaczone do stylizacji włosów. Stawiam na porządny sprzęt. Taki, na który nie będę musiała narzekać ani obawiać się, że zniszczy mi włosy. Na łamach bloga mieliście już okazję zapoznać się z recenzją lokówki Babyliss Curl Secret i prostownicy Philips Moisture Protect. Wkrótce zamierzam napisać kilka słów na temat suszarki Philips. Również z linii Moisture Protect. Na razie zdradzę Wam, że jestem z niej zadowolona i jak najbardziej warto.


A jak wygląda Wasza aktualna pielęgnacja włosów? Skupiacie się na myciu i odżywianiu czy może stosujecie jakieś dodatkowe rytuały albo triki? Chętnie się dowiem!
Czytaj dalej »