czwartek, 23 lutego 2017

Promocja w Rossmannie -49% na kosmetyki do makijażu kwiecień-maj 2017!!

Cześć Dziewczyny!
Wygląda na to, że promocja w drogeriach Rossmann -49 procent na kolorówkę tuż tuż;)
Rossmann -49% na kosmetyki do makijażu kwiecień - maj 2017


Wstępny, nieoficjalny rozkład promocji wygląda tak:

Od 20.04.2017 TWARZ – podkłady, pudry, korektory, bronzery, róże
Od 26.04.2017 OCZY – tusze do rzęs, cenie, bazy, eyelinery, produkty do brwi
Od 04.05 USTA I PAZNOKCIE – pomadki, błyszczyki, konturówki, lakiery

Tak wygląda wstępne info. odnośnie terminu promocji w Rossmannie kwiecień-maj 2017. Jak zawsze możliwe, że daty te ulegną subtelnej zmianie. Postaram się wtedy zaedytować ten wpis. 

Czekacie na promocję w Rossmannie czy może -49% na kolorówkę już Was nie rusza? Ja na razie nie mam żadnych szczególnych planów zakupowych, ale może to ulec zmianie gdy będzie już bliżej do tego słynnego Rossmann -49 procent bo wiecie – słaba silna wola i te sprawy…

O tym co warto kupić pisałam w poprzednich wpisach na ten temat – KLIK.
Poprzedni wpis SHINYBOX WINTER SPA.
Czytaj dalej »

Shinybox luty 2017, Winter SPA.

Cześć Dziewczyny!
Wczoraj w godzinach popołudniowych dotarł do mnie lutowy Shinybox Winter SPA. Już myślałam, że tym razem kurier mnie wykiwa i uda, że mnie nie zastał gdyż parę godzin wcześniej widziałam jak odjeżdża spod pobliskiego sklepu, a najczęściej zaraz po jego „odhaczeniu” przybywa do mnie. Jak widać tym razem postanowił nieco dłużej potrzymać mnie w niepewności;) Shinybox lekko zaskoczył swym tematem przewodnim Winter SPA, ponieważ w tej końcówce lutego z niecierpliwością czekam już na wiosnę!;) Zimy nienawidzę z całego serca;) Niemniej jakby nie patrzeć nadal mamy zimę oraz jeszcze dość mocno ponurą aurę więc można by rzec, że zdążyli;)


Tym razem paczka od ekipy Shiny zaskoczyła mnie zarówno swą wielkością jak i ciężarem! Po rozerwaniu folii wewnątrz znalazłam dwa pudełka, które zostały zabezpieczone dodatkowymi „opakowaniami pocztowymi”. No nareszcie, brawo! Myślę, że w przeciwnym razie zawartość by się wysypała gdyż oba pudełka zostały wypchane po brzegi i wręcz ledwo się domykają. Byłoby miło gdyby jeszcze „usztywniono” same pudełka;) Pierwszą moją myślą po odfoliowaniu było: „a co to, dwa boxy mi wysłali?” Szybko jednak uświadomiłam sobie, że drugi box jest „ambasadorski” i zawiera dodatkowe produkty do zrecenzowania. Zagadka rozwikłana;)

Shinybox Winter SPA zawartość


Delikatnie zastanawiając się czym tym razem uraczy mnie Shinybox weszłam wczoraj na ich Fanpage, ale tradycyjnie podpowiedzi były dla mnie nie do końca jasne. Widać słaba jestem w te klocki!;) Wiedziałam jednak, że będzie dużo pielęgnacji, a to nastrajało mnie dość pozytywnie;) Pierwsza moja myśl po otwarciu to „dużo i ciężkie”;) A co znalazłam w środku? Zaczęłam od ciasteczka owsianego Consonni. Nie ma go na zdjęciach gdyż akurat byłam bezpośrednio po obiedzie i poczułam natychmiastową potrzebę żeby je pożreć;) Jestem bardziej fanką czekolady aniżeli ciasteczkowym potworem, ale akurat ciasteczka owsiane lubię i to również przypadło mi do gustu.  Było ono smaczne i dobrze wypieczone, mogą dorzucać je częściej;) Drugim prezentem do spożycia była herbata orzechowa Cup&You. Nie znam tej marki, ale piję niemalże tylko herbatę więc zobaczę co to za cudo;) Nawiasem mówiąc takie ciągłe picie herbaty nie jest zdrowe i powinnam zacząć przyjmować więcej płynów takich jak woda, ale nie mogę się przekonać więc pewnie niedługo uschnę;) Jakieś porady dla opornych? W zestawie znalazła się też próbka kremu Farmona oraz miniatura Alpha-H Liquid Gold, czyli tego samego, który znalazł się już w zestawie U.R.O.K. Uważam, że powielanie tych samych produktów w różnych boxach jest słabym pomysłem, ale zważywszy, że jest to miniatura nie chowam urazy. Będę mogła poznać ten produkt odrobinkę lepiej. 

Jednym produktem do makijażu był korektor pod oczy Pixie Cosmetics. W moim przypadku jest to odcień 03 Caramel Cream. Dobrze, że nie jest to żaden trupi kolor;) Patrząc na opakowanie miałam wątpliwości czy mimo wszystko nie będzie za ciemny, ale na skórze prezentuje się ok. Produkty Pixie mnie ciekawią, ale sama marka zdążyła mi już kilka miesięcy temu podpaść. Dalej mamy już tylko pielęgnację. Produktem, który nie znajdzie u mnie żadnego zastosowania jest krem przeciw rozstępom marki Mama’s (50ml). Cóż… bycie chudziną z natury ma w moim przypadku tą jedną, jedyną zaletę – żadnych atrakcji typu rozstępy i cellulit. W pudełku znalazł się też żel pod prysznic Elfa Pharm Green Pharmacy masło shea i zielona kawa. Muszę przyznać, że jego opakowanie mnie nie zachęca. Zwyczajnie mi się nie podoba. Zwłaszcza, że jest to ogromna 500ml butla. Ciekawa jestem jednak zapachu samego produktu. Nigdy nie piłam zielonej kawy więc nie wiem czy mogę liczyć na ładny kawowy zapach czy raczej na „coś dziwnego”?;) Do ciała mamy też peeling z filtratem ze śluzu ślimaka Elfa Pharm (znowu), tym razem Vis Plantis. W moim przypadku jest to wersja odżywcza. Nie miałam jeszcze nic z tej linii, ale ostatnio siostra chwaliła mi się, że kupiła ich balsam właśnie z filtratem ze śluzu ślimaka, a ja się z niej podśmiewałam, że pewnie niewiele śluzu zawiera zważywszy na cenę;) Znalazło się też coś dla biednych stóp, czyli Delia Cosmetics musujące kulki do kąpieli stóp Good Foot. Przyznam szczerze, że miałam kiedyś tego typu produkt i było mi z nim na tyle nie po drodze że zużywałam chyba z 1,5 roku;) Na te jednak wymyśliłam już patent i może tym razem uda się używać systematycznie;) Niemniej nie grzeje mnie ten kosmetyk. Jest też coś do pielęgnacji włosów. W moim przypadku maska Il Salone Milano do włosów farbowanych. Marka ta była mi dotychczas znana jedynie z blogów więc nie mam pojęcia jak się u mnie spisze, ale twardo zapuszczam włosy, a im są dłuższe tym więcej masek zużywam. Nie to co jak miałam krótkie;) Jest to wersja do włosów farbowanych, a ja popełniłam „życiówkę” i nie farbowałam włosów niemalże od roku, ale myślę, że spokojnie mogę wypróbować. Poza tym pewnie za jakiś czas i tak pofarbuję;) Ostatnimi produktami są dwie nowe maski AA Oceanic Beauty Bar. Maska węglowa oczyszczająca oraz kremowa maska nawilżająca. Nie jestem fanką masek w saszetkach, ale wyglądają na takie „na raz” więc wypróbuję. Zacznę od tej nawilżającej, a drugą zostawię na „kiedyś”. 

W boxie Winter SPA znalazło się 7 pełnowymiarowych produktów oraz parę dodatków. Już chciałam napisać, że nie odnotowałam żadnych uchybień w postaci krótkich dat ważności, a jednak korektor Pixie ważny jest do czerwca. Myślę, że nie ma szans żeby go zużyć w tak krótkim terminie. Na minus jest dla mnie produkt Mama’s, ale to już zależy od miejsca siedzenia;) Pozostałe produkty powinny mi się przydać. Choć nie ma żadnej „petardy”;) Obstawiam, że najmocniejszym ogniwem może być maska do włosów.

Dodatkiem ambasadorskim są kosmetyki Elfa Pharm, czyli jeszcze więcej Elfa Pharm;) Wśród nich dwa produkty z linii O’Herbalbalsam do ciała orzeźwiający i maska wzmacniająca włosy. Mam nadzieję, że się spiszą gdyż krem do stóp tej marki wstępnie przypadł mi do gustu;) Jest też krem do stóp kojący przeciw pęknięciom z linii Green Pharmacy. Nie mam popękanych stóp, ale myślę, że nie będą narzekać;) Ostatnim produktem jest Vis Plantis serum odmładzające z filtratem ze śluzu ślimaka, czyli poniekąd coś do kompletu z peelingiem z pudełka. Jest też maseczka Mincer;)

Co sądzicie o zawartości Shinybox Winter SPA?
Czytaj dalej »

wtorek, 21 lutego 2017

Inspired By U.R.O.K edycja X

Cześć Dziewczyny!
Inspired By U.R.O.K to box kosmetyczny, który wczoraj zawitał u mnie po raz pierwszy. Miałam już różne pudełka, ale z Inspired By nie miałam nigdy wcześniej do czynienia. Ze wszystkich zestawów Inspired By najbardziej podoba mi się Naturalnie Piękna lecz tym razem zostałam „zauroczona” przez pudełko U.R.O.K;) Nowa wersja pojawia się co miesiąc i obecnie jest to już X edycja;) 


Zestaw U.R.O.K to według ekipy Shiny uroda, radość, olśnienie, kobiecość. Box kosztuje 39zł, a jego zawartość pozostaje niespodzianką aż do momentu wysyłki;) Szata graficzna pudełka co miesiąc jest taka sama i przedstawia twarz kobiety;) Moje jak widać trochę ucierpiało w transporcie:( Kobietka została odarta z godności:D Dlatego też pudełko wylądowało już koszu.


Według podpowiedzi na FB Inspired By w X edycji zestawu U.R.O.K miały się znaleźć 2 produkty do pielęgnacji ciała, 3 do pielęgnacji twarzy i 1 do pielęgnacji stóp. Wiadomo było też, że w zestawie znajdzie się nowość Elfa Pharm z linii O’Herbal oraz bestseller marki Alpha-H;)  


Co znajdziemy w X edycji Inspired By U.R.O.K?



Zacznę od kosmetyków przeznaczonych do pielęgnacji twarzy, ponieważ stanowią one najliczniejszą rzeszę produktów zestawu Urok. Pierwsze co mi się rzuciło w oczy to nawilżający tonik do twarzy marki Mincer Pharma. Swego czasu firma ta dość szumnie wkroczyła do blogosfery, a ja akurat nie miałam jeszcze okazji poznać żadnego z ich produktów więc jego obecność zaliczam na plus. W dodatku jest niebieski także wiecie;) Kolejny kosmetyk pochodzi spod szyldu Ava Laboratorium i jest nim organiczne serum energetyzujące pomidor z ogórkiem. Można się więc poczuć jak w ogrodzie;) Nigdy wcześniej nie miałam produktów tej marki, ale słyszałam, że są całkiem niezłe. Serum jest 35+, ale te 5 lat w tą czy w tą nie szkodzi;) Do minusów zaliczyłabym jednak nieco krótką datę ważności (11/2017), ponieważ w kategorii serum mam jeszcze sporo produktów w zapasie i akurat część z nich ma zbliżoną datę ważności;) Jeśli nie uda mi się zużyć w terminie to będę musiała je komuś zaserwować;) Jest też szumnie zapowiadany kultowy produkt marki Alpha-H, czyli Liquid Gold smoothing and perfecting mask o pojemności 30ml, czyli w sam raz na kilkukrotne wypróbowanie oraz dodatkowo 5ml Liquid Gold z kwasem glikolowym. Te dwa produkty są dla mnie chwilowo nieco zbyt agresywne gdyż miałam wczoraj zabieg z wykorzystaniem osocza bogatopłytkowego, ale ogólnie jestem ich ciekawa więc na pewno w swoim czasie wypróbuję:) Wyjdę chyba na ignorantkę, ale o marce Alpha-H usłyszałam dopiero niedawno;) A Wy? Może polecacie coś z tej marki?

Przechodząc do pielęgnacji ciała, mamy  tutaj żel pod prysznic FA Honey Creme. Żele pod prysznic leją się u mnie strumieniami więc jest to produkt, który zawsze się przyda. Choć preferowałabym bardziej wyszukany zapach niż ten który mi zaoferowano i może jakąś słabiej dostępną markę? Dlatego też poleciał on do mojej siostry, która akurat wczoraj u mnie była. I tak nawiązując do mojego poprzedniego wpisu - klik, okazało się, że ona też ma zapasy;) Drugim produktem do ciała jest brązująca mgiełka do ciała Lirene. Zauważyłam, że marka Lirene wprost lubuje się w produkcji produktów brązujących. Ja jednak tak niekoniecznie je lubię. Zwłaszcza, że latem przyszły do mnie aż 3 kosmetyki brązujące tej marki, którym koniec końców znalazłam nowy dom;) Tak więc jeszcze nie wiem czy będę miała na nią chęć;)

Ostatnim produktem jest krem do stóp odświeżający i usuwający zmęczenie Elfa Pharm z linii O’Herbal. Dość często natykam się na recenzje produktów tej marki na blogach, a jeszcze nie próbowałam niczego z jej asortymentu więc obecność kremu oceniam na plus. Zwłaszcza, że akurat nie miałam nic typowo do stóp. Od razu poleciał więc do łazienki. Mam tylko nadzieję, że nie będzie zbyt mocno chłodził bo zimno w stópki;)

X edycję zestawu Urok oceniam dość pozytywnie. Nie ma tutaj bowiem żadnego produktu, który by mnie jakoś szczególnie zniesmaczył. Cieszę się też, że w pudełku nie znalazły się żadne "dziwne dodatki" typu chocker, tandetna biżuteria albo inne puszki, ponieważ nie jestem fanką takich rzeczy:) Myślę, że stosunek kosztu pudełka do zawartości jest całkiem ok. Wszak znajduje się w nim 5 drogeryjnych produktów pełnowymiarowych oraz dwie miniaturki z wyższej półki.


Znacie boxy Inspired By U.R.O.K? Co sądzicie o zawartości?
Czytaj dalej »

niedziela, 19 lutego 2017

14 sposobów, które pomogą Ci okiełznać kosmetyczne zapasy!

Cześć Dziewczyny!
Z problemem „zapasów kosmetycznych” zetknęłam się już na początku swojej blogowej drogi, czyli 3 lata temu. Wtedy jednak zagadnienie to zupełnie mnie nie dotyczyło;) Kiedy natrafiałam na pierwsze wpisy typu „organizacja kosmetycznych zapasów” albo „moje kosmetyczne zbiory”, byłam w lekkim szoku i zastanawiałam się jak to możliwe? Jak można do czegoś takiego dopuścić? Nie minął jednak rok blogowania, a już sama mogłam się „poszczycić” dorobkiem w postaci kosmetyków kupionych na zapas. Bardzo łatwo stracić kontrolę. Zwłaszcza mając dość lekką rękę do zakupów. Pytanie jak tę kontrolę odzyskać? Z jednej strony widzę plusy posiadania zapasów, ponieważ mam do wyboru do koloru. Kiedy kończy mi się kosmetyk danej kategorii typuję kolejny spośród „oczekujących” i problem z głowy. Z drugiej jednak strony co jakiś czas dopada mnie myśl czy to aby nie jest przesada? Czy nie lepiej kupować na bieżąco? Dlatego też coraz częściej podchodzę do tego racjonalnie i opracowałam kilka sposobów, które pomagają mi zapanować nad zapasami oraz dzięki, którym nie wyrzucam pieniędzy w błoto. Rzadko tak się zdarza na moim blogu, ale wpis skierowany jest głównie do blogerów, ponieważ to właśnie my blogerzy przodujemy jeśli chodzi o rozmiar "problemu";) Powiedziałabym nawet, że wiele blogów kosmetycznych wywodzi się w mniejszym lub większym stopniu od zakupoholizmu;) Wiele blogerek dostaje produkty od marek, ale przecież to nie przyszło od razu. Często ma to więc swoje źródło w nadmiernym pociągu do zakupów;) Nie jest to oczywiście żaden "wpis mentorski", a raczej z przymrużeniem oka;)


1. Sporządź listę



Przez długi czas swoje zapasy miałam „w głowie” i doskonale wiedziałam co wchodzi w ich skład. Niestety mimo świadomości posiadania np.  X balsamów niejednokrotnie po wizycie w drogerii do moich zapasów dołączał kolejny;) Latem postanowiłam zrobić listę kosmetyków, które mam w zapasach. Taką z podziałem na kategorie produktów i z datami ważności. Całość mieści się na jednej stronie formatu A4. Na liście znajdują się tylko kosmetyczne zapasy, czyli kosmetyki, które nigdy nie były otwarte. Kiedy kończę jeden kosmetyk z danej kategorii i wyjmuję kolejny – wykreślam go z listy. Jeśli jest już dużo wykreślonych – piszę od nowa żeby nie było brzydko;) Początkowo miałam stworzyć taką listę na komputerze, ale uznałam, że pewnie niezbyt często będę do niej zaglądać i nie spełni swej funkcji. Listę wydrukowaną też już przerabiałam i nic mi to nie dało. Dlatego postanowiłam sporządzić ją ręcznie. Jak lista pomaga mi ograniczyć namnażanie się kosmetycznych zapasów? Otóż jestem nocnym Markiem i najczęściej chodzę późno spać. Wiem, że zabrzmi to śmiesznie (w istocie to jest śmieszne!), ale często przed snem wyciągam z szuflady tą listę i analizuję – jakich produktów mam najwięcej? W której kategorii powinnam mieć zakaz kupowania, a w której mogę sobie troszkę pofolgować?;) Taka lista wypisana na jednej stronie daje do myślenia i pomaga mi ograniczyć zbędne zakupy;) Nie zawsze, ponieważ jestem tylko człowiekiem i czasami koniecznie muszę mieć coś nowego, ale coraz częściej wychodzę z tego z obronną ręką;)

2. Nie chodź po drogeriach 



Jeśli odczuwasz zakupowy głód to zamiast iść do drogerii, przejrzyj oferty sklepów internetowych. Podczas zakupów online jesteśmy bardziej rozsądni. Dodajemy kolejne produkty do koszyka i widzimy jak jego wartość niebezpiecznie rośnie. Często pojawia się wtedy myśl: „nie no, tyle to ja nie wydam” i odejmujemy parę produktów z koszyka. W drogerii stacjonarnej mamy wszystko na wyciągnięcie ręki więc często pojawia się uczucie pt.: muszę to mieć natychmiast i wędrujemy z koszykiem do kasy. Wydaje nam się, że nic szczególnego nie kupiłyśmy, a jednak przy kasie okazuje się, że trochę poniósł nas melanż i rachunek opiewa na nie taką małą kwotę;) Po usłyszeniu sumy również możemy poprosić o odłożenie czegoś, ale robimy to zdecydowanie rzadziej niż w przypadku zakupów online. Przyznam, że to nie było dla mnie łatwe, ponieważ w moim przypadku często wszystkie drogi zmierzają do Rossmanna, ale idzie mi coraz lepiej;)


3. Ćwicz silną wolę



Po jakimś czasie unikania drogerii zacznij ćwiczyć silną wolę, czyli paradoksalnie – idź do tej drogerii. Pochodź, obejrzyj co nowego (bo przecież chcesz być na bieżąco), ale kupuj tylko w wyjątkowych sytuacjach i niewiele. Ja swoją silną wolę sprawdzałam w styczniu i w lutym. Poszło mi zaskakująco dobrze;) Przed wyjściem najlepiej przestudiować listę zapasów albo zabrać ją ze sobą. Jeśli zobaczysz kosmetyk, który musisz koniecznie kupić – przypomnij sobie tą listę. Szybko sobie powiesz w duchu: no tak, ogarnij się dziewczyno;) A jeśli nie to znaczy, że nad swoją (słabą) silną wolą musisz jeszcze trochę popracować – nie od razu Kraków zbudowano;)


4. Pilnuj dat ważności



Jeśli Twoje zapasy są niemałe, koniecznie zapisuj daty ważności. W teorii najlepiej najpierw wyciągać z zapasów produkty o najkrótszym terminie ważności, a te o dłuższym zostawić na później. W praktyce bywa jednak różnie. Czasami czujemy potrzebę żeby najpierw otworzyć kosmetyk o dłuższej dacie i nie ma w tym nic złego dopóki mamy pewność, że te którym już zegar tyka, również zdążymy zużyć. 



5. Nie otwieraj wielu produktów z tej samej kategorii na raz



Im więcej otwartych kosmetyków z tej samej kategorii tym więcej czasu zajmie Ci uporanie się z nimi albo nawet w ogóle nie zdążysz ich zużyć, ponieważ przekroczony zostanie termin ważności od otwarcia. Przy 5 otwartych kremach na dzień i 6-miesięcznej dacie przydatności od otwarcia trudno będzie wykorzystać każdy z nich. A zapasy nadal będą rosły w siłę;)


6. Oceń rozmiar problemu w sposób namacalny



Zaglądaj do szafek i pudełek z zapasami - zobacz ile tego jest. Dużo? Wyjmij wszystko i rozłóż w jednym miejscu, np. na podłodze albo kanapie. Może się okazać, że jest gorzej niż myślałaś;)


7. Podziel się nadmiarem


Jeśli czujesz, że kupiony dwa lata temu i nadal nie otwarty kosmetyk np. krem może już nie spełnić Twoich oczekiwań, ponieważ potrzeby Twojej cery uległy zmianie albo zwyczajnie możesz nie zdążyć go zużyć – po prostu oddaj go komuś. Mamie, siostrze, koleżance albo zrób rozdanie dla Czytelników. Być może komuś te kosmetyki bardziej się przydadzą. Jest to jednak wskazówka, która sprawdzi się lub nie w zależności od indywidualnych cech charakteru. Dlaczego? Jeśli jesteś hojna i chętnie się dzielisz, oddanie kilku kosmetyków sprawi Ci nawet przyjemność. Jeśli jednak jesteś skąpym samolubem, oddanie czegokolwiek będzie Cię bolało bo przecież za to zapłaciłaś;) Ja chętnie się dzielę więc u mnie ta zasada się sprawdza:)


8. Kup komuś prezent



Kupowanie prezentów potrafi być tak samo albo nawet jeszcze bardziej przyjemne niż kupowanie dla siebie więc gdy poczujesz konieczność kupienia kolejnego produktu na zapas kup coś, ale nie dla siebie. Wybierz coś dla bliskiej osoby albo koleżanki. 


9. Uważaj na promocje



Promocje są świetne i większość z nas je uwielbia (ja również), ale tak naprawdę najbardziej opłaca się z nich korzystać gdy danego produktu potrzebujemy na już lub w niedalekiej przyszłości. Jeśli kosmetyk będzie musiał przeleżeć dwa lata zanim się do niego dopierzesz, lepiej odpuść. W większości przypadków okazja powtórzy się jeszcze nie raz, a może nawet będzie lepsza;)


10. Nie oglądaj się na innych



Koleżanka poleca super krem więc koniecznie chcesz go mieć? Ale czy posiadając 10 innych czekających na swą kolej na pewno musisz?;)


11. Używaj swoich kosmetyków regularnie



Być może pamiętacie jeszcze moje mega denka? Gdyby nie to, że zużywam dużo, już dawno utonęłabym w zapasach. Jeśli więc już masz pociąg do gromadzenia kosmetyków to przynajmniej je potem zużywaj, a nie zginiesz;) Czasami widzę na blogach mnóstwo nowości kosmetycznych, a później w denku dosłownie parę produktów, z czego część to nawet nie kosmetyki. Jak to możliwe? Kupują/dostają i potem tego nie zużywają? Co one z tym robią?:) Skoro recenzja była to i w denku kosmetyk powinien się pojawić jeśli ktoś takowe publikuje. 



12. Nie męcz się z bublem



Masz w użyciu kosmetyk, który kompletnie nie spełnia Twoich oczekiwań? Jeśli nikt go nie chce, wyrzuć bez żalu albo np. myj bublem wannę i wyciągnij z zapasów kolejny kosmetyk. Po co się męczyć i zużywać na siłę skoro być może w zapasach czeka na Ciebie prawdziwa perełka?;) Będzie 1 z głowy. 


13. Pamiętaj, że nie jesteś na wojnie!



Sklepy – obojętnie czy stacjonarne czy internetowe – były, są i będą! Nie musisz robić zakupów na czarną godzinę;) No chyba, że w grę wchodzą edycje limitowane, które wyprzedają się jak świeże bułeczki. Wtedy ok. kup sobie jeśli musisz bo potem naprawdę nie będzie;) A jeśli nawet przyjdzie wojna to kosmetyki na niewiele Ci się zdadzą;)


14. Selekcjonuj propozycje



Tutaj chyba nie trzeba niczego tłumaczyć ;) O współpracach parę miesięcy temu przygotowałam bardzo obszerny wpis (choć w zupełnie innym ujęciu). Nie ujrzał on jednak jeszcze światła dziennego;) Czeka grzecznie w czyśćcu;) Współprace to często dobra opcja. Sama w większości przypadków byłam zadowolona z produktu czy usługi zaoferowanej w ramach współpracy, ale nie warto przyjmować każdej propozycji;) Jeśli z góry czuję, że produkt nie spełni moich oczekiwań - odmawiam. Zwyczajnie szkoda mi wtedy czasu na robienie zdjęć, sprawdzanie i opisywanie takiego kosmetyku. Staram się więc przystawać jedynie te oferty co do których mam przeczucie, że będę zadowolona;) Niemniej coraz częściej marki przesyłają niespodzianki, a wtedy ni stąd, ni zowąd pojawia się kurier. Takie niespodzianki bywają bardzo miłe, ale czasami niestety nie trafiają w mój gust i jeszcze okazuje się, że marka liczy na wpis pisząc do mnie np. po fakcie, że wysłali niespodziankę i miło byłoby gdybym zrecenzowała. Taki zobowiązujący "prezent";) Konkludując jednak - im lepiej dobrane produkty tym mniejszy problem z ich zużyciem. 

15. (dopisane) Bierz przykład z facetów! 


Zachowania mężczyzn nie zawsze są godne naśladowania, ale w przypadku dzisiejszego zagadnienia zdecydowanie mogą oni świecić przykładem. Czy widziałyście kiedyś faceta, który ma zapasy kosmetyków? Nigdy! Faceci mają bardziej praktyczne podejście do zakupów. Najczęściej kupują elektronikę, ale nie po to by trzymać to potem w pudełkach. Tylko po to by od razu korzystać!

Skłamałabym gdybym napisała, że moje zapasy są niewielkie, ponieważ tak nie jest;) Na zapasy mam przeznaczonych 20 pudełek... (2 sporych rozmiarów, a reszta to pudełka po boxach kosmetycznych i opakowania kupione w Organique). Swego czasu wszystkie te pudełka były wypełnione, ale powoli mam coraz więcej pustych więc system póki co u mnie działa;) 


Czy posiadacie kosmetyki na zapas? Staracie się to ograniczyć czy kupujecie coraz więcej? Jakimi zasadami kierujecie się w tym zakresie?
Czytaj dalej »

piątek, 17 lutego 2017

Klorane nabłyszczający spray do włosów Magnolia

Cześć Dziewczyny!
Na spray nabłyszczający Klorane Magnolia skusiłam się w czerwcu, podczas gdy wzięło mnie na mały „powrót po latach” do kosmetyków Klorane. Chciałam sprawdzić czy nadal są tak dobre jak zapamiętałam i wrzuciłam do wirtualnego koszyka kilka produktów przeznaczonych do pielęgnacji włosów. Jakiś czas temu pisałam o suchym szamponie, który traktuję jako produkt pomocny w awaryjnych sytuacjach, a dziś pora wspomnieć o sprayu nabłyszczającym z linii Magnolia. Nabłyszczacz podobnie jak suchy szampon również nie jest produktem pierwszej potrzeby ani żadnym „must have”, ale zdecydowałam się go sprawdzić gdyż przypomniało mi się jak w trakcie studiów jedna z koleżanek z roku zapytała czego Ty używasz, że Twoje włosy są takie błyszczące? Odpowiedziałam wtedy, że raczej niczego szczególnego – po prostu farbuję włosy (miałam wtedy ciemny brąz) i używam odżywki. W domu jednak przypomniało mi się, że przecież używam… nabłyszczacza, ale zwyczajnie nie sądziłam, że to naprawdę działa;) Był to wtedy co prawda Schwarzkopf got2b, ale po latach uznałam, że skoro efekty stosowania tamtego były widoczne dla innych to Klorane tym bardziej powinien zadziałać;) 



„Ten lekki spray bez silikonu, składający się w 99% z naturalnych składników czynnych, którego zadaniem jest przywrócenie matowym włosom ich naturalnego połysku, pokrywa powierzchnię włosów ochronną mgiełką nabłyszczającą. Formuła bez spłukiwania, która nie moczy włosów, wzbogacona jest o składnik roślinny ułatwiający rozczesywanie i codzienne układanie włosów, nie obciążając ich. Lekkie, sprężyste włosy są pełne blasku każdego dnia”.

Spray otrzymujemy w przezroczystym opakowaniu z wygodnym atomizerem. Pojemność wynosi 100ml, a produkt należy zużyć w ciągu 12 miesięcy od momentu otwarcia. Jest on bardzo wydajny więc nie sądzę, że uda mi się wykorzystać opakowanie do końca. Zwłaszcza, że nie jest to produkt, którego używam codziennie, a bardziej okazjonalnie. Stosowanie po każdym myciu po prostu nie wydaje mi się konieczne;) Konsystencja produktu jest lekka i nieobciążająca. Nie pozostawia żadnego widocznego osadu na włosach. To taka delikatna mgiełka;) Zapach wyczuwalny jest przede wszystkim w momencie aplikacji i kilka minut po. Ja nie jestem szczególną fanką woni magnolii, ale ten mnie na szczęście nie drażni. Choć powiedziałabym, że wyczuwam w nim również coś w rodzaju naturalnej, ziołowej nuty. 

Linia Magnolia marki Klorane została stworzona po to aby pomóc wydobyć blask z naszych włosów. Cała seria składa się z szamponu, maski oraz sprayu. Ja zdecydowałam się jedynie na spray z tej linii, ponieważ moje włosy mimo, że na ogół potrzebują regeneracji i dobrej pielęgnacji to jednocześnie przetłuszczają się u nasady. Poza tym najbardziej lubią mix różnych firm lub serii;) Spray Magnolia stosuję na mokre włosy, czeszę je, a następnie pozostawiam żeby trochę wyschły i przystępuję do modelowania. Produkt nie obciąża włosów i nie sprawia, że są mokre. Nabłyszczenie widoczne jest od razu po aplikacji, ale najlepszy efekt otrzymujemy gdy włosy są już suche i ułożone. Spray nie usztywnia włosów więc nie przysparza dodatkowych problemów podczas modelownia;) Zadowoli również miłośniczki naturalnych kosmetyków gdyż składa się on z 95% składników pochodzenia naturalnego. Nie jest to produkt wchodzący w skład mojej codziennej pielęgnacji, ale lubię po niego sięgać gdy chcę dodać swoim włosom blasku;)


Korzystacie z kosmetyków Klorane? Zdarza Wam się sięgnąć po spray nabłyszczający?
Czytaj dalej »