piątek, 3 lutego 2017

Dr Irena Eris ProVoke Liquid Matt Lip Tint – matowe pomadki w płynie!

Cześć Dziewczyny!
Matowe pomadki już od paru sezonów święcą triumfy na salonach, ale w sezonie jesień-zima 2016/2017 tego typu makijaż ust zdaje się osiągać prawdziwe apogeum:) Podobno przez ostatnich kilka miesięcy mocno przyczyniła się do tego Kylie Jenner za sprawą swoich publikacji na Instagramie i… kobiety oszalały na punkcie matowych ust;) Długo zastanawiałam się dlaczego ten trend cieszy się aż taką popularnością i nie mogłam znaleźć matowej pomadki idealnej gdyż każda wysuszała mi usta, a dodatkowo tego typu wykończenie wydawało mi się być nie do końca w moim stylu. Sytuacja zmieniła się dopiero w grudniu, kiedy to po raz pierwszy trafiłam na matową szminkę, która nie wysuszyła mi ust. Jej kolor nie do końca mi pasował, ale miałam już wyraźny sygnał, że jednak istnieją matowe pomadki o łagodniejszych formułach. To właśnie przekonało mnie do wypróbowania nowych matowych pomadek w płynie Dr Irena Eris ProVoke Liquid Matt Lip Tint! Czy i tym razem moje usta na tym nie straciły?;)
„Pomadka o aksamitnej konsystencji otula usta eleganckim, matowym wykończeniem. Usta pozostają podkreślone wyrafinowanym, intensywnym kolorem przez wiele godzin. DOUBLE WAX COMPLEX™ o właściwościach pielęgnacyjnych i ochronnych sprawia, że produkt nie wysusza ust”.

Pomadki Dr Irena Eris ProVoke Liquid Matt Lip Tint występują w 6 odcieniach, wśród których znajdują się zarówno delikatne jak i zdecydowane kolory. Do mnie trafiły dwa odcienie – pierwszy (701 Etheral Beige) i… ostatni (706 Vanguard Red). Byłam ciekawa jakie odcienie do mnie zawitają, ponieważ postanowiłam, że dla odmiany los (a właściwie Pani Magda;)) zdecyduje za mnie;) Ale intuicyjnie czułam, że przywędruje do mnie czerwień oraz coś delikatniejszego dla kontrastu. Sama nigdy wcześniej nie kupiłam intensywnie czerwonej pomadki, ale zważywszy na pozostałe kolory, które są zachowane raczej w różowych barwach 701 i 706 wydają mi się mimo wszystko najbardziej moje;) Choć intryguje mnie jeszcze 702, który póki co kupiłam na prezent (oby odcień przypadł do gustu obdarowanej!)


Jeśli chodzi o opakowania pomadek ProVoke Liquid Matt Lip Tint – są bardzo eleganckie jak na ProVoke przystało:) Powiedziałabym nawet, że najładniejsze ze wszystkich produktów do ust tej marki (posiadam jeszcze trzy błyszczyki i dwie pomadki klasyczne). Bardzo podoba mi się, że przez opakowanie widoczny jest kolor pomadki;) Również aplikator jest bardzo komfortowy w użyciu. Data przydatności wynosi 6 miesięcy od momentu otwarcia, czyli niestety krócej niż w przypadku klasycznych szminek Provoke. Jeśli chodzi o moje poprzednie doświadczenia z produktami do ust tej marki to lubię zarówno błyszczyki jak i pomadkę nabłyszczającą. Nie lubię za to klasycznej pomadki matującej. Byłam więc ciekawa czy pomadki w płynie mi podpadną czy też będę mogła powiedzieć „lubię to!”;) Okazało się jednak, że nie ma co porównywać do klasycznej matowej pomadki. Wersja w płynie to zupełnie co innego:) Choć dzięki temu, że posiadam dwa „przeciwstawne” odcienie, mogłam wyłapać różnice jakie między nimi występują. A występują! Dlatego polecam przeczytać opis obu kolorów;) Najpierw jednak podam cechy wspólne, a należą do nich zapach, który jest bardzo przyjemny - owocowy lecz z delikatną, elegancką nutą oraz konsystencja, która na aplikatorze sprawia wrażenie suchej, ale w kontakcie z ustami jest aksamitna;)

706 Vanguard Red to odcień tak intensywny jakiego jeszcze nigdy nie było mi dane używać. Zwykle unikam takich jak ognia, ale ten jakoś niebezpiecznie mnie intrygował;) Pokrywa usta intensywnym kolorem już przy jednej warstwie (dwóch nawet nie próbowałam nakładać;)). Podczas pierwszego malowania ujrzawszy moc tego koloru stwierdziłam, że daje on tak mocny kontrast względem moich naturalnych ust jakby były one niemalże bezbarwne. Mimo, że w rzeczywistości moje usta nie należą do bardzo jasnych. Nie jest to kolor łatwy do okiełznania, ponieważ wymaga wprawy przy malowaniu, której mi niestety trochę brakuje (także nie śmiejcie się;)). Nie jest to również odcień na każdą okazję, ale paradoksalnie bardzo mi się podoba! Jest bardzo trwały. To tint z prawdziwego zdarzenia. „Wgryza się” w wargi i trwa na nich przez kilka godzin. Całkowite starcie go chusteczką jest niemożliwe. Trzeba użyć płynu do demakijażu albo kilka razy umyć buzię mydłem (ale przy tej drugiej opcji kolor rozmazuje się na resztę twarzy więc polecam płyn do demakijażu). Mimo tak intensywnego i trwałego koloru, pomadka nie wysusza ust. Ja co prawda używam na balsam, ale wierzcie, że niemalże każda matowa pomadka mnie wysusza nawet nałożona na balsam. Odetchnęłam więc wielką ulgą, że ta tego nie robi. W przeciwnym razie moja ocena z pewnością byłaby negatywna. 

701 Etheral Beige to zupełne przeciwieństwo czerwieni – spokojny brzoskwiniowo-beżowy nudziak. Delikatny i niezobowiązujący. W sam raz na co dzień. Mam wrażenie, że od czerwieni odróżnia go również jakby pół-transparentna formuła. Nie zapewni on bowiem krycia za jednym pociągnięciem. Wręcz przeciwnie, odcień moich naturalnych ust, który jest od niego ciemniejszy, po prostu przebija. Muszę więc nałożyć parę warstw żeby ujrzeć kolor i nawet przy kilku warwach jest spokojny, nie rzuca się w oczy;) Czy to źle? Moim zdaniem nie gdyż taki delikates idealnie nadaje się na co dzień. Jest jeszcze coś co wyraźnie odróżnia 701 od 706 – mniejsza trwałość i większa łatwość usuwania. W przeciwieństwie do czerwieni, nudziaka z łatwością usuniemy paroma przetarciami chusteczką albo wodą z mydłem;) Nie „wgryza się” on w usta tak jak 706 więc w odróżnieniu od niego nie jest klasycznym tintem. Na szczęście podobnie jak „kolega” nie wysusza ust. Jeśli chodzi o wady to mam wrażenie, że 701 trochę ochładza koloryt cery. Trudno go również uwiecznić na zdjęciach, ponieważ wydaje się jakby tego koloru tam nie było;) W rzeczywistości jednak wcale nie jest on tożsamy z naturalnym kolorem moich ust. Ten kolor naprawdę tam jest, ale prezentuje się bardzo subtelnie! Jest to więc odcień dla miłośniczek naturalnego look’u;)

Podsumowując, 701 i 706 są jak ogień i woda! Który odcień podoba mi się bardziej? Ku mojemu zaskoczeniu… czerwień! Muszę ją jednak jeszcze trochę „oswoić”  oraz popracować nad malunkiem i pewnością siebie by móc nosić tak całkiem bezwstydnie;) 


Matowe pomadki Liquid Matt Lip Tint znajdziecie na Douglas.pl , w sklepie Dr Irena Eris, na Sephora.pl oraz w wybranych drogeriach Rossmann.

Jeśli chcecie obejrzeć wszystkie kolory to na YT jest filmik Karoliny Baszak gdzie poszczególne odcienie zostały zaprezentowane zarówno na brunetce jak i blondynce - KLIK. Pamiętajcie jednak, że u każdego ten sam odcień będzie wyglądał trochę inaczej w zależności od chociażby naturalnego odcienia ust i karnacji.


Znacie nowe pomadki Dr Irena Eris ProVoke Liquid Matt Lip Tint? Które odcienie najbardziej pasują do Was?

65 komentarzy:

  1. bardzo spodobał mi się ten naturalny odcień pomadki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja w swojej paczce znalazłam 702, ta którą kupowalaś w prezencie, i sądzę że obdarowanej przypadnie do gustu, bo jest pięknie naturalna na pomadka. Tyle tylko że będzie jak z 701 gdzie piszesz ze nie wgryza się tak w usta. Ale jest idealna do noszenia na co dzień �� mnie się ten nudziak podoba strasznie ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ciekawa jestem czy 702 przypadnie jej do gustu:D Zamawiałam w ciemno w Sephorze i intuicyjnie wydała mi się najbardziej odpowiednia dla niej, ale to się dopiero okaże;D
      Dziś może zajrzę do Ross to sobie obejrzę inne odcienie bo ta 702 i mnie kusi:)

      Usuń
  3. Ten cielisty kolor wygląda niesamowicie ładnie. W życiu nie spodziewałabym się, że mi się spodoba :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. 706 Vanguard Red- jestem na tak, ja za to NIGDY nie używam jasnych nudziaków, wyglądam w nich KOSZMARNIE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 706 mnie urzekł i muszę przyznać, że jak na mnie to dziwne:D

      Usuń
    2. U mnie na odwrót ' uwielbiam nudziaki i dobrze się w nich czuję 😊

      Usuń
  5. Przypadły mi do gustu te pomadki, ale gama odcieni opiera się głównie na różach :) podejrzewam, że mnie tylko w tym najjaśniejszym byłoby niedobrze ;) a z malowaniem czerwienią i innymi intensywnymi odcieniami - na początku trzeba ostrożnie, zanim zdobędzie się wprawę ;) ale to szybko przychodzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczę, że może za jakiś czas wzbogacą gamę o takie odcienie bardziej wpadające w czerwień, ale jednocześnie delikatniejsze bo ja lubię takie "czerwonkawe". Myślę, że wiesz co mam na myśli:D Ale na tych zdjęciach już lepiej niż na tym z insta co?:D Chociaż ja doszłam do wniosku, że albo mam krzywe usta albo zgryz bo z jednej str coś mi lekko nie gra haha. Ja jeszcze się jednak zastanawiam nad tym 702, muszę pomacać:)

      Usuń
    2. No dużo lepiej :) a 702 właśnie z tych wszystkich mogłoby najbardziej Ci pasować, to taki różobrąz o niejednym obliczu ;) rozumiem, może kiedyś będzie więcej odcieni :)

      Usuń
    3. Robiłam z pędzelkiem, tak jak radziłaś i wydaje mi się, że już zrobiłam idealnie bo dokładnie oglądałam, ale na jednej górnej coś widzę. Stąd stwierdzam, że to jakaś wada anatomiczna. Obczaję go dzisiaj bo ten co na prezent to zamawiałam w S i nie otwierałam :)

      Usuń
  6. Dwa skrajne odcienie. Mnie urzekł ten nudziak 💋

    OdpowiedzUsuń
  7. Oba kolory raczej nie moje ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja uwielbiam matowe szminki :) Te od Irena Eris wyglądają na prawdę fajnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. a dla mnie oba odcienie są super! Chociaż czerwień 'robi robotę' :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Hmmm, nie wiem, czy w którymś z tych kolorów czułabym się dobrze :D Najczęściej sięgam po róże

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to akurat 4 pozostałe kolory są różowe;)

      Usuń
  11. 701 może być odpowiedni dla mnie - lubię takie naturalne usta, nierzucające się za bardzo w oczy :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Pomadki prezentują się bardzo ładnie, obydwa kolory są przepiękne!

    OdpowiedzUsuń
  13. Pierwszym kolorkiem bym nie pogardziła ! ;) Drugi kompletnie nie mój ;(

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie znam i raczej nie będą na mojej liście zakupów, ale na Twoich ustach prezentują się cudnie😍

    OdpowiedzUsuń
  15. Obie są śliczne :) i nie uważam abyś nie miała wprawy w malowaniu ust :) pierwsza zdecydowanie na jakąś imprezę bo przy codziennym makijażu nie byłaby dla mnie, ale na jakąś imprezę czemu by nie? Drugi subtelny, delikatny i bardzo naturalny, takiego kolorku mogłabym używać codziennie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty to zawsze podniesiesz na duchu;D

      Usuń
  16. obie piekne - nie miałam nic z tej firmy więc nie ukrywam,że chętnie bym wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei miałam bardzo dużo kosmetyków Provoke i większość mi pasuje. Także warto spróbować:)

      Usuń
  17. 701 Etheral Beige bardziej mi się widzi;) mimo tej półtransparentnej formuły i odrobinę słabszej trwałości. Zerknę też na inne odcienie.
    PS. Jak zwykle świetny wpis:). Jeszcze mi się nie zdarzyło nie uśmiechnąć podczas czytania Twoich postów, nie inaczej było tym razem:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dziś jeszcze obejrzałam sobie na ręce pozostałe i mam zamiar za jakiś czas dokupić 702:)Właśnie tak z nimi jest, niby ten sam produkt, a jednak różnice spore:)

      Nawet nie wiesz jak mi miło <3

      Usuń
  18. Chcę Beige ale szczerze mówiąc czerwien tez by mi pasowała ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heheh, wczoraj oglądałam pozostałe odcienie i jeszcze jeden capnę za jakiś czas:)

      Usuń
  19. Nudziak bardziej do mnie przemawia :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ten nudziak bardziej mi się podoba. Fajnie, że nie wysuszają ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Super kolorki, chyba się skuszę ponieważ wszystko co matowe bardzo wysusza mi usta i cały czas szukam czegoś idealnego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ja też ciągle miałam z tym problem. Nie wysuszyła mnie jedynie pomadka Bell Hypoallergenic i te:)

      Usuń
  22. Bardzo podobają mi się oba odcienie, choć czerwień bardziej by się u mnie sprawdziła :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Obie mają naprawdę piękne kolory! Ale ten nude... jest boski!

    OdpowiedzUsuń
  24. Prezentują się pięknie, choć na ustach wyglądają na satynowe niż matowe. Czerwień jest rewelacyjna :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są matowe, ale ja nakładałam na balsam, który ma trochę połysku. Stąd ten efekt:)

      Usuń
  25. Czerwień mnie urzekła i ta trwałość mocno zaintrygowała :D

    OdpowiedzUsuń
  26. oba kolory przepiękne:)

    jestem 3 posty do tyłu:< nie wyświetlają mi się powiadomienia teraz jak coś nowego się pojawi:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj niedobrze, pewnie blogger coś zepsuł:/ Może dodaj mnie jeszcze raz do Obs. powinno pomóc.

      Usuń
  27. Oba odcienie bardzo ładne, lubię zarówno takie czerwienie jak i nudziaki, ale tylko te wpadające w brzoskwinię nie w róż, więc ten jest idealny :D W dodatku lubię matowe pomadki, ale często wysuszają, więc te mają duży plus za brak tego efektu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ja właśnie nienawidzę suszy na ustach:D

      Usuń
  28. Jestem;). Mam też te pomadki, i bardzo już zdążyłam polubić. Komfortowe są i przypominają mi trochę pomadkę w płynie Burberry. Moje kolory to 703 i 706 też mam;). Oba bardzo udane:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nareszcie:) jak przypominają Burberry to chyba dobrze:)

      Usuń
  29. Czerwona pomadka - marzenie! :)

    OdpowiedzUsuń
  30. nie znam tej serii, ale faktycznie wygladają bardzo ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Czerwień nie dla mnie, ale ten nudziak jest genialny! Dawno żaden jasny odcień mnie tak nie przyciągnął :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze.

Jeśli jednak nie czytasz nie komentuj i nie pisz głupot;) Proszę nie zostawiaj linków, to nie jest miejsce na Twoją reklamę. Komentarze zawierające linki będą usuwane.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...