piątek, 6 maja 2016

Make Me Bio krem do twarzy Anti – Aging Night

Cześć Dziewczyny!

O ile naturalne kosmetyki przeznaczone do pielęgnacji ciała dość często świetnie się u mnie sprawdzają, to z naturalnymi kosmetykami do pielęgnacji twarzy bywa różnie, a na te naturalne przeznaczone do włosów staram się nawet nie patrzeć gdyż mi nie służą (wyjątek stanowią oleje).  Wracając jednak do twarzy w marcu miałam okazję zapoznać się z kremem do twarzy na noc pochodzącym od Make Me Bio (Anti-Aging Night). Czy naturalny „krem dla staruszków” sprostał moim oczekiwaniom?;)


Opis producenta  

Dostępny jest TUTAJ.




Moja opinia

Opakowanie

Krem otrzymujemy w szklanym słoiczku. Pojemność wynosi 60ml czyli więcej niż standardowo (z tego powodu postanowiłam podzielić się nim z siostrą). Opakowanie prezentuje się naprawdę uroczo. Nie sądziłam, że pod względem wizualnym aż tak przypadnie mi do gustu. Ktoś miał naprawdę fajny pomysł na design. Dla niektórych problemem będzie słoiczkowa forma. Ja bardzo lubię opakowania z pompką, ale nie mogę powiedzieć żebym robiła aferę w przypadku słoiczka. Po prostu dbam o higienę. Myję ręce zarówno przed jak i po zastosowaniu, a następnie dokładnie zamykam. Krem ważny jest 6 miesięcy od momentu otwarcia, ale nie więcej niż rok od daty produkcji podanej na opakowaniu (mój był świeżutki marcowy;)).
 


Konsystencja i zapach

Zapach kremu Anti – Aging Night jest specyficzny i… wyjątkowo przyjemny, a mówię to ja fanka bezzapachowych kremów do twarzy. Ciężko mi wręcz opisać tą woń, ale na pewno wyczuwam w nim winogrona. Przynajmniej mój nos to tak odbierał;) Zapach ten jest wręcz odurzający. Wyczułam go już w momencie rozpakowywania przesyłki i od razu mnie zaintrygował. Smarowanie twarzy tym kremem to prawdziwa uczta dla nosa. Czasami zapach tak mnie rozpraszał,  że aż z rozpędu nakładałam zbyt dużą porcję. Dobrze, że nikt nie widział mojego zachwyconego wyrazu twarzy podczas aplikacji;) Woń utrzymuje się nie więcej niż godzinę od aplikacji. Konsystencja jest zbita i dość treściwa. W końcu to odżywczy krem na noc;) Podczas smarowania trochę się marze na biało więc ważne żeby dobrze go wklepać. Plusem jest jednak to, że nie zostawia tłustej warstwy, a twarz po jego użyciu jest praktycznie matowa. To mnie zaskoczyło gdyż spodziewałam się błyszczącego filmu. Należy jednak pamiętać by nie przesadzić z ilością, ponieważ wtedy krem będzie się rolował.

Działanie

Jak nietrudno się domyślić krem Make Me Bio ma dobry i bogaty skład. Jeśli jednak czytacie mnie dłużej na pewno wiecie, że dla mnie sam skład jeszcze niewiele znaczy. Czuję się zaintrygowana kiedy skład jest dobry, ale przede wszystkim czekam na efekty! Nic mi po dobrym składzie jeśli krem będzie działał marnie albo co gorsza któryś ze stu wyszukanych ekstraktów z nie wiadomo czego zaszkodzi mojej cerze. Wdrażając do swojej pielęgnacji twarzy krem o naturalnym składzie zawsze odczuwam pewne obawy, ale jednocześnie mam naturę ryzykanta i staram się nie zakładać z góry czarnych scenariuszy, bo a nuż przypadkiem odkryję perełkę? Kończąc już te opowieści dziwnej treści postaram się przejść do sedna;)

Wiele z Was na pewno przeraziło Anti-Aging w nazwie gdyż z reguły kojarzy się to z kremami dla starszych pań;) Make Me Bio rekomenduje jednak tą serię zarówno dla osób posiadających cerę dojrzałą jak i dla osób młodszych jako kurację;) Ja z uwagi na większą pojemność podzieliłam się tym produktem z moją o 6 lat młodszą siostrą. Nie znam jej dokładnych wrażeń. Natomiast zaobserwowałam, że jej „działka” sukcesywnie została zużyta, a siostra żyje nadal, nie zestarzała się więc chyba było nieźle;) A jak krem sprawdził się u mnie? Jestem już w wieku pt.: już nie taka młodziutka, ale jeszcze nie stara;) Krem przede wszystkim nie wywołał u mnie uczulenia ani wysypu. Oczywiście co jakiś czas mi coś wyskoczyło, ale to już niezależnie od kremu gdyż tak już jest w przypadku mojej mieszanej cery. Krem przede wszystkim ładnie nawilżał i odżywiał cerę. Było to dla mnie ważne gdyż na dzień stosowałam inny krem, który nie zapewniał mi 100% nawilżenia. Ciężko precyzyjnie ocenić właściwości przeciwzmarszczkowe, ale rano cera zawsze wyglądała na wypoczętą, a dodatkowo nie była nadmiernie przetłuszczona gdyż krem zapewniał matowe wykończenie. Po dłuższym czasie zaobserwowałam poprawę kolorytu cery. Podobno jest to typowe dla kremów tej marki (czytałam tak kiedyś na blogu Alina Rose o ile mnie pamięć nie myli). Jedyne czego mi brakowało w tym kremie to takiego uczucia niesamowitej gładkości skóry. Mimo tego przygodę z tym kremem uważam za udaną.



Krem dostępny jest w sklepie producenta. Znajdziecie tam również pełny skład. 


Znacie kremy Make Me Bio? Jak się u Was spisywały?

61 komentarzy:

  1. Znowu Make Me Bio :D Ta marka chodzi za mną już od kilku miesięcy ale mają tak naturalny i atrakcyjny asortyment, że chciałabym kupić wszystko xD

    Zapraszam Na Mojego Bloga Sakurakotoo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pamiętam, ze gustujesz w naturalnych produktach :) mógłyby Ci się spodobać ;)

      Usuń
  2. Uwielbiam ich produkty! Są świetne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja poznałam 3;) dwa spoko i jeden taki nieszczególny;)

      Usuń
    2. a ja jeszcze nic nie poznałam z tej marki:(

      Usuń
  3. Właśnie, szkoda, że nikt nie widział Twojego zachwyconego wyrazu twarzy podczas nakładania, bo ja myślę, że to mógłby być bardzo miły widok;)- taki wiesz, jak z reklamy;)
    A sam krem- ciekawy, i myślę, że fajny, ja lubię takie konkretne;)najlepiej na noc właśnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe myślę, że niektórzy padliby ze śmiechu;D chociaż... domownicy i tak wiedzą, że jestem stuknięta i wszystkiego można się po mnie spodziewać ;) No on taki treściwy, ale nie tłusty. Chociaż na upały byłby chyba za ciężki.

      Usuń
    2. Kochana, do upałów to ja nie zużyję tego co już mam;)

      Usuń
    3. Ja z tym się uporałam, ale w moich złożach jest jeszcze trochę tego:D Jeszcze wczoraj Sephora wysłała gazetkę promocyjną,a tam takie ciekawostki hihi

      Usuń
  4. miałam tyko krem różany z tej firmy, ale taką kurację przeciwzmarszczkową też sobie chętnie kiedyś zafunduję :) Mam w planach nabyć jeszcze ich krem pod oczy :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z chęcią sama bym przetestowała ten krem. Dla mnie już sam fakt,że ładnie nawilżył skórę to dużo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, nawilżenie najważniejsze. Tutaj jeszcze mi się podobała poprawa kolorytu ;)

      Usuń
  6. Zaciekawiłaŝ mnie tym kremem :) opakowanie też ma fajne :)
    Mi też nie przeszkadza krem zapakowany w słoiczku ale i tak jestem zwolennikiem produktów z pompką lub pipetką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z pipetką nie lubię, ale juz się nauczyłam tolerować :P rzadko kiedy zniechęca mnie samo opakowanie;) chyba że utrudnia korzystanie ;)

      Usuń
  7. jak już wiesz też sobie zakupiłam 2 kremiki i jak narazie jestem bardzo zadowolona skóra jest fajnie nawilżona, ale mnie osobiście bardzo wkurza to opakowanie zdecydowanie wolę pompki :) a co do tego kremu może u mnie jako kuracja też by się sprawdził, zobaczę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię pompki, ale słoiczek jakoś szczególnie mnie nie mierził. Zwłaszcza, że był całkiem ładny :D No to czekam na Twoje wrażenia po dłuższym stosowaniu. Myślę, że ten miałby u Ciebie szansę;) Młodsza siostra nie narzekała :D

      Usuń
  8. ale kusisz, nie miałam nic z marki jeszcze, ale z wielką przyjemnością przetestowałabym te produkty na sobie i oceniła ich działanie ;)

    zaczarowana-oczarowana.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej ocenić na sobie właśnie ;)

      Usuń
  9. Muszę się w końcu skusić na jakiś ich kremik :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja generalnie lubię produkty make me bio, choć jakaś wielka miłość to nie jest :) z tym jeszcze nie miałam styczności, testowałam do tej pory pomarańczowy i różany ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dwa nawet polubiłam, a jeden niespecjalnie.

      Usuń
  11. Te opakowania są absolutnie genialne... czy tylko mi kojarzą się z czymś pysznym do jedzenia ? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja juz sama nie wiem z czym mi się kojarzą, ale wyglądają oryginalnie :D

      Usuń
  12. Mąkę mi bio miałam tylko krem Różany który miłe wspominam ,;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kusił mnie bo jest bardzo chwalony, ale zapach róży mógłby być dla mnie nieznośny ;D

      Usuń
  13. Używam różanego i bardzo go lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Chyba w końcu trzeba będzie coś wypróbować tej firmy :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Super, że nie zostawia filmu na twarzy, bardzo mi na tym zależy w kremach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No na szczęście nie zostawia mimo, że jest treściwy;)

      Usuń
  16. Podoba mi się :) Marka mnie bardzo ciekawi i jak tylko zobaczyłam ten krem u Ciebie w rozdaniu to bez wahania się zgłosiłam ;))

    OdpowiedzUsuń
  17. intryguję mnie te ksometyki, ostatnio o nich głośno :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Twarzowe naturalne mnie też przerażają ;D jak siostrze twarz nie odpadła to można używać ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No z Twoimi przeżyciami to trza by dokładnie przestudiować skład :D

      Usuń
    2. Na którym się i tak nie znam ;D

      Usuń
    3. Ja też nie jestem specjalistką w tym zakresie:D Ale za to potrafię sobie dobrać na wyczucie haha

      Usuń
  19. Mi się strasznie podobają te opakowania :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Strasznie, ale to strasznie mnie ciekawią ich kosmetyki.

    OdpowiedzUsuń
  21. bardzo lubię woń winogronową:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też:) tutaj był bardzo fajny zapaszek

      Usuń
  22. O ile się nie mylę to marka ta ma proszek do oczyszczania twarzy prawda? I zapakowany jest w podobny słoiczek? Bo jak zobaczyłam ten krem na zdjęciu to byłam pewna, że właśnie o nim będzie :) Nie znam kompletnie asortymentu marki, ale piszą o niej dobrze i na pewno intryguje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ofercie jest jeszcze coś takiego jak puder myjący i almond scrub czyli taki delikatny peeling. Oba w tego typu sloiczkach ;) Ja mam właśnie ten almond scrub. Tego drugiego z kolei nie miałam, ale gdzieś mi mignęło, że średni. Dlatego wybrałam peeling i będzie o nim za jakiś czas;)

      Usuń
  23. Nigdy nie miałam kremów tejże firmy. ;) Ciekawe, czy zapach by mi się spodobał i nie podrażniał moich oczu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To krem do twarzy więc oczu nie powinien podrażniać ;)

      Usuń
  24. Bardzo podobają mi się te słoiki, przypominają starą aptekę lub rosołek w proszku. Nie wiem czy go kojarzysz. Może już go nie ma. Taki chemiczny. Chciałabym wypróbować ten krem na noc. Twoja siostra ma szczęście, fajnie , że się z nią wszystkim dzielisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E, nie. Nie wszystkim:D hihi. Ale rosołku nie kojarzę...

      Usuń
  25. Już od dawna kusi mnie wypróbowanie kosmetyków Make Me Bio, ale nie wiem na co się zdecydować, tyle dobroci mają :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż tak duży asortyment nie jest:)

      Usuń
  26. Nie znam kremów od Make Me Bio, ale recenzja brzmi zachęcająco :) Na razie jednak jestem wierna również naturalnemu kremowi, ale od Resibo :) Może jednak kiedyś.... ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. Myślę, że spodobałby mi sie zapach i fakt, że skóra jest zmatowiona. I rzeczywiście dużo tego kremu ;)

    OdpowiedzUsuń
  28. Krem mógłby być u mnie świetny na jesień no i ten zapach zachęcający bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Czaję się i czaję na kosmetyki Make Me Bio i jakoś mi ciągle nie wychodzi...A ciekawe mają rzeczy, nie powiem :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Uwielbiam takie treściwe kremy w słoiczku,chyba odwrotnie niż większość :) Ten bym z chęcią spróbowała :)
    Zapraszam do siebie na nowego posta i zachęcam do obserwowania,żeby być na bieżąco!

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie znam, ale kuszą mnie ogromnie, szczególnie po wpisach na blogach, takich jak Twój :)

    OdpowiedzUsuń
  32. z używania marki nie znam zupełnie ale bardzo mi się podobają opakowania :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Dużo słyszałam o tym kremie, mam go na wish liście :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Ja używam obecnie już drugiego kremu tej marki. Zimą miałam wersję różaną Garden Roses, który jak na minioną porę roku sprawdził się znakomicie przy mojej mieszanej cerze. A na wiosnę zdecydowałam się na wersję tonizującą Orange Energy. Ta wersja okazała się nieco mniej treściwa, ale nadal mi odpowiada. Nadaje się pod makijaż, nic się nie roluje. Myślę, że na wersję Anti Aging też się kiedyś skuszę, ale pewnie bliżej jesieni/zimy. :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze.

Jeśli jednak nie czytasz nie komentuj i nie pisz głupot;) Proszę nie zostawiaj linków, to nie jest miejsce na Twoją reklamę. Komentarze zawierające linki będą usuwane.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...