Cześć
Dziewczyny!
Na początku maja zaczęłam
stosować kosmetyki Hada Labo Tokyo,
wokół których narosło mnóstwo krzyku i kontrowersji;) Przeciwnicy kosmetyków
Hada Labo Tokyo od niedawna dostępnych w sieci drogerii Rossmann, zarzucają, że
nie jest to „oryginalne Hada Labo” takie jak w Japonii;) Narzekają na różnicę w
składach i konsystencjach oraz to, że na niektórych z tych produktów nie
widnieje napis „Made In Japan”, a „Made In USA”. A co ja na to? Przede
wszystkim poczułam dezorientację.
Jedni traktują różnice w składach jako coś na zasadzie oszustwa, złej woli
producenta i nabijania polskich konsumentów w butelkę, mamiąc ich azjatyckimi
kosmetykami na wyciągnięcie ręki. Inni z kolei twierdzą, że jest to związane z
prawem i surowymi normami w Unii Europejskiej, powodującym, że składniki, które
mogą być wykorzystywane tam, nie mogą być dopuszczone u nas. Kto ma rację i gdzie leży prawda?
Szczerze mówiąc naprawdę nie wiem!:( Nigdy nie miałam kosmetyków Hada Labo tych
dostępnych w Japonii, więc nie mam porównania. Jednak jeśli czytacie mojego
bloga od dłuższego czasu to na pewno wiecie, że dla mnie skład nie jest decydujący.
W pierwszej kolejności zawsze oceniam działanie, a następnie komfort użytkowania. Owszem, używam
również kosmetyków organicznych, ale skład nie jest dla mnie czynnikiem
pierwszorzędnym. Zwłaszcza w kwestii pielęgnacji twarzy. Co mi po świetnym
składzie jeśli kosmetyk działa marnie? Na czym więc skupię się w swoim wpisie?
Przede wszystkim na swojej opinii w kwestii działania tych kosmetyków.

Hada
Labo Tokyo
„Japońska
bestsellerowa marka Hada Labo TokyoTM powstała w zgodzie
z japońską filozofią piękna, która opiera się na przekonaniu, że działanie
kosmetyków powinno odbywać się w pełnej harmonii ze skórą. Dlatego ich
zadaniem jest przywrócenie skórze jej kluczowego składnika – kwasu
hialuronowego, którego zawartość maleje wraz z wiekiem. Kosmetyki Hada Labo
TokyoTM są bogate w Super
Hyaluronic AcidTM - ekskluzywne połączenie
kilku rodzajów kwasu hialuronowego. Zapewniają głębokie, wielopoziomowe
nawilżenie oraz LOCK-in-MOIST, czyli zamknięcie wilgoci wewnątrz skóry. Dzięki
temu skutecznie redukują zmarszczki i przywracają cerze młodzieńczy blask
i gładkość. Cechuje je japońska czystość i prostota – nie zawierają
zbędnych składników, niepotrzebnie obciążających skórę.Oryginalne, niezwykle
lekkie receptury kosmetyków Hada Labo są doskonałe do aplikacji w sposób,
jaki czynią to Japonki, czyli warstwa na warstwę, co sprawia, że pielęgnacja
skóry staje się prawdziwie japońskim rytuałem piękna. Marka Hada Labo TokyoTM
to bestseller w Japonii i na świecie. Produkty tej marki sprzedają
się co niespełna 2 sekundy”.
Kosmetyki Hada Labo Tokyo są dystrybuowane przez
markę Dax Cosmetics, która jest
obecnie w posiadaniu japońskiego koncernu Rotho
Pharmaceuitcs Group. Obecnie w drogeriach Rossmann dostępne są dwie linie –
White, przeznaczona dla każdego typu
skóry bez ograniczeń wieku oraz linia Red
z retinolem i kolagenem dla skóry dojrzałej 40+. Ja znalazłam się w posiadaniu
5 kosmetyków z linii białej. Jakie są moje wrażenia dotyczące tych produktów?
Hada Labo
Tokyo , Gentle Hydrating Cleanser, kremowy żel oczyszczający do mycia twarzy (Made in USA)
„Japoński kosmetyk
rozpoczynający rytuał pielęgnacji skóry twarzy. Krem o puszystej konsystencji w
kontakcie z wodą zamienia się w kremową piankę, która doskonale oczyszcza skórę
z wszelkich zanieczyszczeń. Pozostawia skórę idealnie czystą, znakomicie nawilżoną
i jedwabiście wygładzoną. Zawiera Hyaluronic Acid. Produkt polecany także dla
cery wrażliwej”.
Kremowy żel do
oczyszczania twarzy mieści się w wygodnej białej tubce o pojemności 150ml. Żel
należy zużyć w ciągu 9 miesięcy od momentu otwarcia. Pod względem estetyki,
tubka żelu i wszystkie inne kosmetyki z linii białej prezentują się bardzo
ładnie. Według mnie dużo lepiej niż owe „oryginalne” Hada Labo;) Tamte jak dla
mnie mają wręcz brzydkie opakowania i w ogóle mi się nie podobają. Żel/krem
jest dość gęsty i w kontakcie z wodą zmienia się w delikatną kremową piankę;)
Żel jest praktycznie bezzapachowy co mi osobiście odpowiada, ale wiem, że
niektórym może przeszkadzać;) W składzie nie posiada SLS. Produkt nie
podrażnia, nie uczula, jest bardzo łagodny, ale oczyszcza skutecznie. Według
mnie spełnia swe zadanie. Po użyciu skóra jest miękka i gładka, dobrze
przygotowana na dalsze pielęgnacyjne kroki.
Hada Labo Tokyo, Lotion No.1 - Super Hydrator,
intensywny nawilżacz skóry (Made in
USA)
„SUPER
NAWILŻACZ SKÓRY TO BESTSELLER W JAPONII – SPRZEDAWANY CO 2 SEKUNDY! Japoński,
silnie nawilżający lotion z formułą LOCK-in-MOIST do częstego stosowania.
Zawiera Super Hyaluronic Acid™. Gwarantuje utrzymanie optymalnego poziomu
wilgoci w skórze i przeciwdziała procesom starzenia. Produkt polecany także dla
cery wrażliwej”.
Lotion został umieszczony
w dość wysokim 150ml opakowaniu, wyposażonym w pompkę. Produkt jest bezbarwny i
posiada ultra-lekką wodnistą konsystencję. Jest bezzapachowy. Kosmetyk
wklepujemy po oczyszczeniu twarzy i nie pełni on funkcji toniku. Dla pewności
zapytałam Interendo żeby się później nie okazało, że źle używam;) Był to bowiem
mój absolutnie pierwszy kontakt z tego typu produktem. Muszę przyznać, że
trochę się obawiałam tego produktu. Zwłaszcza, że po nim należy nałożyć jeszcze
serum i krem;) Okazał się on jednak niezwykle lekki i przyjemny w stosowaniu.
Wystarczy niewielką ilość rozgrzać w dłoniach, a następnie wklepać w skórę
twarzy i szyi. Można stosować również w ciągu dnia na makijaż, ale szczerze
mówiąc tego typu zastosowanie mnie nie przekonało;) Poza tym kosmetyki Hada
Labo nawilżają tak bardzo, że nie wyobrażam sobie już czegokolwiek dokładać na
makijaż;) Lotion Hada Labo jest bestsellerem marki i podobno na świecie
sprzedaje się co 2 sekundy;) Przez wiele osób uważany jest jako najmocniejszy
produkt z tej serii. Według mnie jest to bardzo lekki kosmetyk
wygładzająco-nawilżający. Nadaje się pod makijaż, również w przypadku cery
tłustej. Czasami jednak miałam wrażenie, że lotion, serum plus krem to już
trochę zbyt wiele dla mojej mieszanej cery. Tak jakby zapewniały mojej skórze
wręcz zbyt silne nawilżenie. Muszę przyznać, że chyba po raz pierwszy spotykam
się z czymś takim;)
Hada Labo
Tokyo, Concentrated Water Serum, wodne serum Lock-in-Moist na dzień i na noc (Made in Japan)
„WODNE
SERUM LOCK-IN-MOIST NA DZIEŃ I NA NOC. Mocno nawilżające wodne serum
zawierające skoncentrowany Super Hyaluronic Acid™. Preparat jest prawdziwym
zastrzykiem nawilżającym dla skóry oraz pomaga zatrzymać w jej wnętrzu zapasy
wilgoci na wiele godzin. Serum zmniejsza widoczne oznaki zmęczenia i sprawia,
że cera zyskuje zdrowy wygląd, jest odświeżona i wypełniona. Produkt polecany
także dla cery wrażliwej”.
Serum otrzymujemy w
kartonowym opakowaniu wewnątrz, którego znajdziemy niewielki 30ml pojemniczek
wyposażony w pompkę. Na zużycie mamy 9 miesięcy od momentu otwarcia. I tutaj
musicie mi wybaczyć, ponieważ nie miałam jeszcze okazji go użyć, gdyż
miałam w użyciu coś innego. Opinię o serum dopiszę więc w stosownym czasie.
Hada Labo
Tokyo, Skin-Plumping Gel, hydro-żel wypełniający skórę na dzień i na noc (Made in USA)
„HYDRO-ŻEL
WYPEŁNIAJĄCY SKÓRĘ NA DZIEŃ I NA NOC. Luksusowy preparat o delikatnej, żelowej
konsystencji, który łączy w sobie udoskonalające działanie kremu i serum.
Dzięki wysokiemu stężeniu Super Hyaluronic Acid™ bardzo intensywnie nawilża i
wypełnia skórę, pozostawiając efekt aksamitnie miękkiej i gładkiej cery.
Produkt polecany także dla cery wrażliwej”.
Krem otrzymujemy w
kartonowym opakowaniu. Wewnątrz znajdziemy 50ml szklany słoiczek, który
prezentuje się naprawdę przyjemnie;) Wewnątrz opakowania znajduje się dodatkowa
osłonka chroniąca zawartość. Konsystencja kremu jest ultra-lekka, czego
niestety nie udało mi się uchwycić na zdjęciach więc pominęłam ich dodanie.
Jest to lekki krem-żel, coś na kształt kremu wodnego;) Trochę przypomina mi
krem Mixa Hyalurogel, choć ten
wydaje się być jeszcze lżejszy i bardziej żelowy;) Choć muszę przyznać, że po nałożeniu
delikatnie się lepi i przez jakiś czas jest wyczuwalny na skórze.
Kosmetyk nie posiada
zapachu, co osobiście mnie cieszy:) Mimo, że potrafię się zachwycić zapachem
kosmetyku to jednak do tych bezzapachowych mam wielki sentyment i darzę je
większym zaufaniem;) A musicie przyznać, że nie tak łatwo spotkać bezzapachowy
krem na drogeryjnej półce?
Krem nosi nazwę hydro-żelu wypełniającego skórę:)
Według mnie to lekka
przesada bo wypełniać mogą specjalne wypełniacze takie jak kwas hialuronowy
wstrzykiwany w skórę, a nie kremy;) Nie wiem więc do końca co producent miał na
myśli. Może chodziło o „poczucie wypełnienia”, a nie stricte wypełnienie;) W
każdym razie ja go potraktowałam jako typowy kosmetyk pielęgnacyjny i muszę
przyznać, że pielęgnuje naprawdę intensywnie. Przy mojej mieszanej cerze krem
naprawdę dobrze nawilża nawet zastosowany solo lub tylko na serum już bez
lotionu tudzież zamiennie na lotion lub serum,
a nałożony na lotion i serum* nawilża spektakularnie. Ja ten efekt
nazwałam perfidnym wręcz nawilżeniem;) Myślę zatem, że w przypadku cery tłustej
użycie wszystkich kroków, mimo leciutkich konsystencji może być zbyt
obciążające. Przy mojej mieszanej cerze czasami odczuwałam wręcz zbyt silne
nawilżenie, co jak wspomniałam dość mocno mnie zaskoczyło. Myślę, że zastosowanie
wszystkich kroków razem na co dzień najlepiej sprawdzi się w przypadku cer
suchych i wrażliwych, a także normalnych. Cery tłuste i mieszane mogą sobie
tutaj czasem pofolgować bo nawet krem „zrobi robotę”;) Nawilżenie, które
zapewnia ten krem jest w moim przypadku naprawdę długotrwałe. Dodatkowo
kosmetyk wygładza i uelastycznia skórę. Dobrze nadaje się również pod makijaż
lecz należy chwilę odczekać gdyż mimo swej lekkości, bezpośrednio po nałożeniu
jest trochę lepki. Jedyny minus jaki zauważyłam jest taki, że po zastosowaniu
na noc, rano skóra jest przetłuszczona w
strefie T. Kilka razy na krem nakładałam jeszcze sleeping mask z innej firmy i
to w połączeniu z kosmetykami Hada Labo było już dla mnie zbyt wiele;) A
przynajmniej nie na co dzień;) Co ciekawe po jakiś dwóch tygodniach stosowania
pielęgnacji HL miałam wrażenie, że te kosmetyki mnie zapychają, ponieważ wyszły
mi na twarzy dwie mikro krostki (które rozdrapałam czyniąc je dużymi). Byłam
już niemal pewna, że to ich sprawka, ale kiedy podobne mikro zmiany pojawiły mi
się w miejscach, w których nie smarowałam się tymi kosmetykami, doszłam do
wniosku, że to jednak nie od tego.
*
gdy piszę serum mam na myśli serum innej marki (i to wcale nie stricte
nawilżające), gdyż tego z HL jeszcze nie otworzyłam. Opiszę je w późniejszym
terminie, ponieważ miałam już w użyciu inny tego typu produkt, a nie chciałam
używać paru na raz. Myślę, że to nawet lepiej, ponieważ w połączeniu z tym
serum nawilżenie byłoby już chyba wręcz mocarne:P
Hada Labo
Tokyo, Moisturizing Facial Sheet Mask, głęboko nawilżająca maska na tkaninie (Made in Japan)
„GŁĘBOKO
NAWILŻAJĄCA MASKA NA TKANINIE. Japońska maseczka w płacie na twarz, nasączona
całą buteleczką serum* z 3 rodzajami kwasu hialuronowego - SUPER HYALURONIC
ACID™. Głęboko nawilża, orzeźwia i wygładza skórę. Produkt polecany także dla
cery wrażliwej”.
Ostatnim produktem, o
którym chcę wspomnieć jest maska w płachcie. Przyznam, że ten produkt
pierwotnie zainteresował mnie najbardziej i gdybym miała sama kupować kosmetyki
Hada Labo to najprawdopodobniej zaczęłabym zachowawczo właśnie od maseczki w
płachcie;) Maska wydawała mi się po prostu produktem najniższego ryzyka;) Maska
ma postać białej płachty. Płachta była dla mnie trochę za duża, ale każda jest
na mnie za duża, więc już nie zwracam na to uwagi. Producent poleca pozostawić
maskę na skórze na 15 min, a następnie zdjąć. Nie będzie chyba zaskoczeniem, że
maska bardzo dobrze nawilżyła moją twarz. Po jej zdjęciu i wklepaniu
pozostałości serum nie nakładałam na twarz już nic więcej, a rzadko mi się to
zdarza;) Myślę, że jeszcze kiedyś wpadnie do mojego koszyka. Nie będę też miała
żadnych oporów przed wypróbowaniem maski z serii Red. Ciekawi mnie też maska w
słoiczku Hada Labo 3D Lifting Mask Shape-Memory Gel. Dajcie znać czy jej
próbowałyście?

Według mnie kosmetyki Hada Labo to przede wszystkim bardzo dobre
nawilżacze, posiadające lekkie (choć trochę lepkie) i bezzapachowe formuły. Dla mnie cały ten spór toczący
wokół tych kosmetyków to niestety klasyczny przykład „gównoburzy”, czyli bezpodstawnego
szumu z G powodu;) Gdyby jeszcze producent obiecywał gruszki na wierzbie, spektakularne
efekty i odmłodzenie o 10lat to może byłoby o co się tak zaciekle spierać… Ale
oni (pomijając rzekomo wypełniający krem) obiecują przede wszystkim nawilżenie i odżywienie.
I dokładnie to zapewniają… Przynajmniej w moim przypadku. Bardzo dobrze spisują się również po zabiegach na twarz, więc chyba rzeczywiście mają coś z dermokosmetyków. Oczywiście każdy ma
prawo do innego spojrzenia na tę kwestię i w żadnym wypadku nie zmuszam do
zakupów, ponieważ każdy musi być przede wszystkim w zgodzie z samym sobą;) Moje
podejście jest jednak takie i nawet skłonna jestem w przyszłości kupić inne
kosmetyki tej marki za własny pieniążek;) Mam ochotę na 3D Lifting Mask Shape-Memory Gel oraz maskę w płacie z linii czerwonej;) Mimo, że nie mam oporów przed
zagranicznymi zakupami i zamawianiem z Ebaya to dobra dostępność (w Rossmannie) jest dla mnie
dużym atutem;)
Ps. wiem, że w te kosmetyki zainwestowała Interendo, czyli wielka fanka tego typu pielęgnacji. Jeśli więc będziecie potrzebowały dodatkowej opinii (być może całkiem innej) to prawdopodobnie za jakiś czas pojawi się u niej wpis. Postaram się wtedy podlinkować;)
Znacie
kosmetyki Hada Labo Tokyo? Jakie jest Wasze zdanie w kwestii tych wszystkich kontrowersji?
Edit: na końcu wpisu u Saurii znajdziecie odpowiedź Dax Cosmetics w kwestii składów.