Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uroda i zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uroda i zdrowie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 27 lipca 2019

Lifting rzęs – czy warto? Moje wrażenia i efekty!

Lifting rzęs polega na podniesieniu i podkręceniu naszych naturalnych rzęs:) Każda z nas marzy o zdrowych, długich i pięknie uniesionych rzęsach. Jednak nie każda skłonna jest zdecydować się na ich przedłużanie. Dla niezdecydowanych pozostaje, więc naturalna alternatywa w postaci liftingu rzęs! Sama poddałam się takiemu zabiegowi dwa razy i w dwóch różnych salonach. Pierwszy raz miał miejsce rok temu w czerwcu i niestety moje odczucia względem efektów były mocno mieszane. Dostałam zresztą wtedy od Was wiele wiadomości zarówno z pytaniami jak i Waszymi osobistymi doświadczeniami. Stwierdziłam wówczas, że tzw. trwała na rzęsy to gra nie warta świeczki… Ale wiedziałam, że w przyszłości będę chciała poddać się zabiegowi jeszcze raz w innym miejscu, żeby mieć porównanie;) I tak o to po przeszło roku spróbowałam szczęścia jeszcze raz;) Jak prezentują się moje wrażenia tym razem?
One Million Lashes Łódź

Co to jest lifting rzęs?


Lifting rzęs tudzież trwała na rzęsy jest nieinwazyjnym zabiegiem, który ma zapewnić trwałe podkręcenie i uniesienie rzęs. Efekt utrzymuje się do 6 tygodni. Rzęsy regularnie wypadają i są zastępowane nowymi, zatem będzie to w dużej mierze zależne od naszego naturalnego cyklu wymiany rzęs. U niektórych efekt utrzyma się krócej, u innych dłużej. Można zrobić sam lifting rzęs, ale jak już szaleć to najlepiej pełen pakiet, czyli lifting, laminacja, botox i henna. Nie ma co się rozdrabniać;) W każdym razie ja lubię na bogato;)

Lifting rzęs – dla kogo?


Lifting rzęs przeznaczony jest przede wszystkim dla kobiet ceniących sobie naturalny wygląd rzęs. Bazujemy tu wyłącznie na naszych naturalnych rzęsach. Nic nie jest doczepiane ani przedłużane. Zabieg jest idealny dla osób chcących „podnieść”, podkręcić i zdyscyplinować swoje rzęsy. Dzięki botoxowi i laminacji, rzęsy dodatkowo zostaną wzmocnione i odżywione. Najbardziej spektakularne efekty uzyskają kobiety, których rzęsy są długie, ale proste, a nawet rosnące w dół. Przy typowo krótkich rzęsach lepiej rozważyć inną metodę (np. klasyczne przedłużanie rzęs), ponieważ efekt może nie być satysfakcjonujący. Niestety z pustego Salomon nie naleje;) 
Lifting rzęs czy warto

Lifting rzęs gdzie wykonać?


Usługa jest obecnie dość popularna, więc nie powinno być problemów z jej dostępnością w większości polskich miast. Lifting powinien być wykonywany przez certyfikowaną stylistkę rzęs, po odpowiednich szkoleniach. Zabieg dostępny jest w salonach zajmujących się stylizacją rzęs i brwi jak i u osób prywatnych. Sama nie mam przekonania do tych drugich, więc jeśli decyduję się na jakiś zabieg to wybieram spośród renomowanych salonów. Warto przejrzeć opinie w sieci, aczkolwiek nie daje to gwarancji zadowolenia;) Za pierwszym razem byłam w salonie, który tytułował się mianem najlepszego i miał dobre opinie, a jednak efekty mnie rozczarowały;) Warto dodać, że jestem wymagająca i zwracam uwagę na różne dziwne niuanse;) Zresztą wiecie, że zawsze piszę bez ogródek.
Lifting rzęs czy warto, opinie

Ja tym razem wybrałam się do One Million Lashes, który jest jedynym w województwie łódzkim Centrum Szkoleniowo – Kosmetycznym, działającym pod patronatem Noble Lashes. Salon mieści się w Łodzi przy ul. Dowborczyków 17/19. Okolica nieco nieprzyjemna, ale za to jest stosunkowo blisko centrum i całkiem niezły dojazd. Dużym udogodnieniem jest możliwość zapisania się poprzez aplikację Boosksy, którą serdecznie polecam:) Nie trzeba nigdzie dzwonić, w jednym miejscu mamy adres i telefon firmy, a nawet mapkę. Od razu jest też spis wszystkich dostępnych w salonie zabiegów wraz z cenami i czasem trwania. Nie musimy szukać kalendarza, bo również jest wbudowany w aplikację;) Możemy sobie nawet wybrać, do której stylistki chcemy się zapisać i zostawić dodatkową wiadomość w razie potrzeby. Zapominalscy nie muszą się martwić, ponieważ dzień wcześniej dostaniemy przypomnienie na maila i w formie sms’a. Do mnie jeszcze dodatkowo zadzwoniła pani z salonu celem potwierdzenia przybycia, co akurat było dla mnie minusem, bo skoro się zapisałam to oczywiste, że przyjdę;) Ale doskonale wiem o co chodzi, po prostu ludzie są niepoważni – zapisują się i nie przychodzą;) Po zakończonej wizycie możemy także wystawić salonowi opinię i dodać zdjęcie;) Mamy też dostęp do archiwum wizyt. Na drugi zabieg (pudrowa henna brwi) zapisałam się schodząc po schodach salonu po zakończonym liftingu, więc naprawdę szybkie i wygodne;)

Ile kosztuje lifting rzęs?


Cena zależna jest zarówno od miasta, lokalizacji jak i „ekskluzywności” salonu. Poprzednio zapłaciłam 150zł. Natomiast w One Million Lashes koszt liftingu rzęs wraz z laminacją, botoxem oraz henną wynosi 120zł. Z tego, co zaobserwowałam w Łodzi najczęściej cena waha się w granicach 60-150zł.  
Lifting rzęs czy warto blog


Jak przygotować się do liftingu rzęs?


Nie trzeba się specjalnie przygotowywać:) Na lifting rzęs należy przyjść bez makijażu oczu. Makijaż twarzy też lepiej sobie odpuścić, ponieważ po skończonym zabiegu raczej nie wyglądałby zbyt estetycznie, gdyż okolice wokół oczu i tak trzeba wtedy oczyścić;)

Lifting rzęs – przebieg zabiegu


Lifting rzęs rozpoczyna się od oczyszczenia rzęs specjalną pianką (taką samą, której używa się również w przypadku przedłużanych rzęs). Tutaj panie zbiły mnie z tropu, ponieważ zapytały czy myłam już oczy? Ja tak popatrzyłam i odpowiedziałam, że jestem bez makijażu;) Okazało się, że chodzi o przygotowanie rzęs do zabiegu przy użyciu owej oczyszczającej pianki. W poprzednim salonie było to już elementem zabiegu, tzn. stylistka sama oczyszczała mi rzęsy za pomocą pianki przed przystąpieniem do dalszych czynności. Także nie załapałam;) Z dwojga złego jednak dobrze, gdyż wolę to zrobić sama;) 
Noble Lashes lifting rzęs opinie

Po ceremonii oczyszczenia rzęs zostałam zaproszona do gabinetu na leżankę. Kosmetyczka usiadła za moją głową i przystąpiła do akcji;) Najpierw zostały mi zaaplikowane ochronne podkładki na dolną powiekę. Był jakiś problem z dopasowaniem do mojej mizernej twarzy, więc chwilę to trwało;) Gdy już się udało, rzęsy zostały przemyte specjalnym preparatem, a na górne powieki zostały mi przyklejone miękkie silikonowe wałeczki. Z tego, co wiem dostępne są 3 rozmiary (S, M, L), a ich dobór zależny jest od długości naszych rzęs i oczekiwanego efektu. Nie wiem, jaki rozmiar został użyty u mnie, ale miałam nadzieję, że odpowiedni i nie wnikałam w to;) Stylistka powiedziała, że moje rzęsy są długie i bardzo gęste, przez co idealne do liftingu. To był najbardziej budujący moment, gdyż zawsze sądziłam, że moje rzęsy są rzadkie… Także 3 razy zapytałam żeby się upewnić czy aby się nie przesłyszałam co do jakości moich rzęs:P Ale skoro ta pani ma codziennie do czynienia z rzęsami (w przeciwieństwie do mnie, bo nigdy nawet nie dotykałam cudzych) to zapewne wie co mówi. Teraz jak ktoś mi napisze przy recenzji tuszu, że „długie, ale rzadkie” to od razu kopa zasadzę;) Dalej nakładane są kolejne podkładki, a rzęsy są dokładnie rozczesywane tak żeby można je było dobrze ułożyć. Potem aplikowany jest produkt, który działa na strukturę włosa i gwarantuje trwałe podkręcenie na wałku. Nakłada się także preparat utrwalający skręt rzęs. Kolejnym etapem jest laminacja rzęs, która polega na nałożeniu na rzęsy oleju keratynowego, który stanowi wartościową odżywkę do rzęs. Zawiera on proteiny zboża, soi oraz keratyny, które wpływają na kondycję rzęs, a także ich strukturę. Laminacja zapewnia rzęsom nawilżenie oraz odbudowę. Następnie robiona jest henna górnych rzęs, dzięki której będą one ciemniejsze. Na koniec lash botox (choć nie jestem do końca pewna czy jednak nie przed henną). Botox jest niczym witaminowa odżywka do rzęs, dzięki której zyskują one blask, sprężystość i odżywienie. Wszystkich tych etapów tak naprawdę jest sporo i ciężko jest je kontrolować mając jednocześnie zamknięte oczy oraz próbując się trochę zrelaksować:) Z perspektywy klienta tak naprawdę nie ma to wielkiego znaczenia, ponieważ czujemy po prostu "majstrowanie" przy rzęsach i musimy się uzbroić w cierpliwość;) Liczy się efekt końcowy. Ja poszłam z nastawieniem „róbta co chceta”;) Lifting wykonywany jest oczywiście na zamkniętych oczach.

Lifting rzęs wrażenia podczas zabiegu


Przyznaję, że sam zabieg nie należy do rozrywek w moim guście;) Długotrwałe leżenie na plecach z lekko odchyloną do tyłu głową było dla mnie mało komfortowe, mimo że sama leżanka była wygodna. Miałam też wrażenie, że w takiej pozycji wyjątkowo głośno przełykam ślinę:D Nie przepadam także za majstrowaniem przy oczach (ale wiadomo bezdotykowo się nie da;)). Minusem był dla mnie też czas trwania zabiegu – 2 godziny, a nastawiałam się na 1,5;) Ja jestem z tych niecierpliwych i czas jest dla mnie kluczowym wyznacznikiem zaraz po bezpieczeństwie i higienie pracy;) Wiem jednak, że dla niektórych pół godziny w tą czy w tą jest bez różnicy. Podobnie jak konieczność leżenia przez dłuższą chwilę. Wszystko zależy od człowieka. Niektórych to wręcz relaksuje i cieszą się, że mogą trochę poleżeć;) Sama słyszałam jak pani za parawanem wesoło sobie pochrapywała;) Czy lifting rzęs boli? Na pewno nie ma mowy o żadnym bólu. Chociaż ja w niektórych momentach (bodajże botox) odczuwałam coś w rodzaju lekkiego drapania podczas aplikacji preparatu. 

Lifting rzęs co po zabiegu?


Zaraz po zabiegu rzęsy są ciemniejsze, podkręcone i dzięki temu optycznie wydłużone. Są jednak posklejane, więc sprawiają wrażenie jakby było ich mało. Przez 24h po liftingu zaleca się nie moczyć rzęs, gdyż wchłaniają jeszcze dobroczynne substancje i utrwala się efekt. Nie korzystamy też z sauny, solarium oraz nie malujemy rzęs. Zastosowanie kremu pod oczy również nie jest wskazane. Najlepiej w ogóle nie dotykać oczu i nie kłaść się twarzą do poduszki;) Po 24h nie ma już żadnych ograniczeń. Możemy spokojnie umyć i rozczesać rzęsy. Stają się wtedy bardziej „puszyste”, miękkie i gładkie w dotyku. Po liftingu na moich powiekach zostało jeszcze trochę kleju. Pani zapewniła, że sam odpadnie i tak też się stało. Choć lekko mnie to irytowało i część zdjęłam sama. W nocy łzawiły mi oczy, więc możliwe, że dostało się do nich trochę kleju lub to zasługa któregoś ze specyfików. Dodam, że mam wrażliwe oczy, ale poprzednio nie miałam takiej reakcji.
rzęsy po liftingu, botoxie i laminacji

Lifting rzęs efekty, rzęsy po liftingu
Z liftingu wróciłam ok. godz. 17 i nie miałam już czasu wykonać zdjęć, więc zrobiłam je następnego dnia po południu. Na wszystkich zdjęciach powyżej widoczne są zatem rzęsy jakieś 20 godzin po zabiegu. Zgodnie z zaleceniami nie były jeszcze wtedy myte, więc są zlepione;)

Lifting rzęs efekty


Z efektów jestem zadowolona, ponieważ wyszło to lepiej niż za pierwszym razem i na tym mi właśnie zależało;) Nie jest to zabieg, który lubię, biorąc pod uwagę wszystkie te procedury, ale myślę, że jeszcze go powtórzę. Od czasu do czasu chodzi mi po głowie przedłużenie rzęs i mimo, że nie mam przekonania to pewnie w dalszej przyszłości również spróbuję z czystej ciekawości. Rzęsy zostały podkręcone, dzięki czemu oko wydaje się bardziej otwarte. Stały się także bardziej gładkie i błyszczące. Moje rzęsy są naturalnie lekko podkręcone, więc rezultat nie był dla mnie tak szokujący jak u dziewczyn, których rzęsy rosną całkowicie prosto lub w dół. Ale różnica jest zauważalna:) I na szczęście pani dobrze zabezpieczyła rzęsy, bo poprzednio niestety podkręciło i skleiło mi się również kilka rzęs dolnych. 
Lifting rzęs efekty, zdjęcia, blog
Tutaj już po umyciu i przeczesaniu rzęs ok. godz. 21 więc mało korzystne światło;) Wszystkie zdjęcia robiłam telefonem bez doświetlenia etc, więc oczywiście nie widać wyraźnie każdej pojedynczej rzęski;) Robiłam je sama "z ręki", także było mi trochę niewygodnie:D


Czy lifting niszczy rzęsy?


Jak wiemy trwała niszczy włosy. W przypadku rzęs preparat trzymany jest jednak krócej i podejrzewam, że stężenie również jest odpowiednio dostosowane do okolicy (mniej drażniące). Na pewno dobrym wyborem jest pełen pakiet, czyli lifting wzbogacony o laminację i botox, które dodatkowo pielęgnują rzęski.

Jak długo utrzymał się u mnie efekt liftingu rzęs?


Za pierwszym razem było to poniżej dwóch tygodni:/ Teraz jestem 2,5 tygodnia po i rzęsy nadal są podkręcone. Choć oczywiście z dnia na dzień staje się to mniej widoczne. Henna zaś utrzymała się u mnie tydzień. Moje włoski są bardzo oporne na hennę, więc zawsze mam ją krótko.

Lifting rzęs czy warto?


To już zależy od naszych oczekiwań. Każda chciałaby wyciągnąć z liftingu jak najwięcej, ale nie u każdej będzie to możliwe. Przy krótkich rzęsach efekt sam w sobie nie będzie mocno widoczny, ale już po pomalowaniu tuszem zobaczycie różnicę nawet przy krótkich rzęsach. Najlepszy efekt będzie przy rzęsach rosnących w dół lub prosto, ponieważ od razu będzie widać, że się "podniosły". Nie nastawiajcie się jednak na spektakularne efekty, gdyż warto pamiętać, że bazujemy tutaj jedynie na tym co mamy (na naszych naturalnych rzęsach). Nie osiągniemy więc takiego efektu jak przy przedłużaniu rzęs. Lifting rzęs według mnie jest dla tych kobiet, które chciałyby trochę podrasować swoje rzęsy, ale nie chcą lub nie mogą korzystać z przedłużania. Coś w rodzaju "lepszy rydz niż nic":) To jest metoda dla realistek, które nie oczekują cudu nad Wisłą;) Przy długich rzęsach na pewno warto spróbować chociaż raz. Nie jest to metoda idealna, ale ciekawa i nieinwazyjna. Plus jest też taki, że nie musimy na te rzęsy jakoś specjalnie uważać (a po przedłużaniu nie można np. stosować olejków, bo rozpuszczają klej etc). Nie ma żadnych ograniczeń jeśli chodzi o makijaż, demakijaż, styl życia etc;) Sama niekoniecznie powtarzałabym lifting rzęs regularnie ze względu na czas i średni (jak dla mnie) komfort podczas zabiegu, ale od czasu do czasu jak najbardziej;) Czy po liftingu można odpuścić malowanie rzęs? Wszystko zależy od tego co nas satysfakcjonuje. Według mnie nie jest to aż taki efekt żeby ich nie malować. Ale na pewno nieumalowane rzęsy po liftingu wyglądają lepiej niż nieumalowane bez liftingu;)

Lifting rzęs przeciwwskazania


Lifting rzęs jest zabiegiem nieinwazyjnym i bezpiecznym (pod warunkiem, że wykonuje go wykwalifikowana stylistka). Istnienie jednak kilka przeciwwskazań. Należą do nich – jaskra, zaćma, zespół suchego oka, uczulenia na składniki preparatów, nadmierne wypadanie rzęs i infekcje oczu. Sama miałam podczas zabiegu krostkę na dolnej powiece. Liczyłam, że zniknie przed liftingiem, ale udało mi się jej pozbyć dopiero 3 dni później;) Nie był to jednak żaden stan chorobowy.


Korzystałyście z liftingu rzęs? Jakie były Wasze wrażenia?
Czytaj dalej »

niedziela, 2 czerwca 2019

YASUMI SPA rytuały japońskie SHIDO i OSAJI!

Odrobina błogiego odpoczynku i oderwania się od codziennych spraw jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a tak się składa, że Yasumi znaczy relaks:) Wybór był więc prosty – pora zrobić coś dla siebie:) Z bogatej oferty łódzkiego Yasumi wybrałam dla siebie m.in. dwa pielęgnacyjno-relaksacyjne zabiegi na twarz z działu rytuały japońskie:) Na moim blogu często pojawiają się kosmetyki koreańskie i pomyślałam, że fajnie by było spróbować również czegoś inspirowanego Japonią:) Zdecydowałam się na zabieg Ōsaji oraz Shido:) Czy miło spędziłam czas podczas tych zabiegów?
Yasumi Łódź

YASUMI to największa w Polsce sieć instytutów kosmetycznych oraz SPA. Firma działa na terenie kraju już 15 lat. Yasumi to nie tylko zabiegi kosmetyczne na twarz i ciało, ale także kosmetyki i urządzenia z kategorii beauty, które pojawiały się już zresztą na moim blogu:) W Łodzi funkcjonują dwa gabinety Yasumi. Jeden z nich zlokalizowany jest w samym centrum. Byłam w nim już kilka razy w zeszłym roku, a w maju pojawiłam się tam dwa razy na wspomnianych wyżej zabiegach:) Sieć Yasumi posiada tzw. Day SPA, co oznacza, że nie zostajemy tam na noc;)

YASUMI Rytuały japońskie – zabieg Ōsaji


Ōsaji był pierwszym z zabiegów, na który wybrałam się na początku maja. Na stronie Yasumi rytuał ten opisany jest, jako azjatycka recepta na nieprawidłowości skóry. Problemów z cerą nie mam, ale czytając opis zabiegu spodobał mi się masaż łyżeczkami. Wydało mi się to takie niecodzienne i całkiem zabawne, a ja lubię nietypowe atrakcje;)
Yasumi Łódź rytuały japońskie

Zabieg rozpoczyna się od demakijażu oczu. Następnie mamy demakijaż i oczyszczanie twarzy gąbeczką Yasumi Konjac Sponge (to właśnie dzięki temu krokowi przypomniałam sobie, że lubię gąbeczki Konjac i po latach zakupiłam nówkę sztukę;)). Po oczyszczeniu skóry przychodzi pora na peeling enzymatyczny, a następnie aplikacja ampułki. Zaproponowano mi wersję z witaminą C. Moja cera lubi witaminę C, więc chętnie na to przystałam. Wtłoczenie składników aktywnych według opisu następuje za pomocą masażu łyżeczkami i… tutaj miałam zaskoczenie. Okazało się bowiem, że poszczególne gabinety Yasumi mogą nieco modyfikować zabiegi i w Łodzi zamiast łyżeczkami wykonuje się… masaż pędzelkami. A ja byłam mocno nastawiona na te łyżeczki;) Pani wykonująca zabieg postanowiła mi to jednak zrekompensować i dodatkowo wykonała masaż manualny twarzy oraz masaż dłoni, podczas gdy leżałam z peelingiem enzymatycznym. Tutaj więc rada z mojej strony – jeśli zależy Wam na konkretnych procedurach, najlepiej upewnić się wcześniej telefonicznie co do dokładnego przebiegu rytuału, który Was interesuje:) 
Produkt z witaminą C zrobił mi psikusa, ponieważ twarz zaczęła mnie piec. Było to 30% stężenie witaminy C, więc pewnie to dlatego (przy stężeniach do 20% nigdy nie miałam takich przypadków). Pani zapytała mnie jak określiłabym ból w skali 1-10 i miałam kłopot z oceną sytuacji, ponieważ jako osobie mającej na co dzień do czynienia z bólem, mimo wszystko ciężko mi było sklasyfikować to jako ból:) Był to po prostu dyskomfort, ale mimo wszystko zdecydowałyśmy się na zmianę preparatu na nawilżający. Przy nim nie było już żadnych nietypowych atrakcji, a sam masaż pędzelkami oraz masaż manualny był przyjemny. Po ampułce została mi nałożona kremowa maska kojąca, która zdecydowanie przypadła mi do gustu. Relaksowałam się tak pod kocykiem przez 20 minut, a następnie pani zmyła mi maskę i zaaplikowała krem na zakończenie zabiegu. Przy wysokim stężeniu witaminy C, która ma właściwości drażniące, pieczenie może być naturalnym objawem, więc niekoniecznie trzeba się tym przejmować. Jednak ze względu na delikatną skórę wolałam zmienić produkt na nawilżający. Na szczęście moja cera po zabiegu nie była podrażniona ani zaczerwieniona. Cały rytuał trwał niecałe 2 godziny
YASUMI zabieg Ōsaji

YASUMI Rytuały japońskie – zabieg Shido


Zabieg Shido widniejący na stronie, jako ryżowe odżywienie, oparty został na bazie ekstraktów z ryżu (Shido z japońskiego oznacza ziarno). Przed przystąpieniem do rytuału, kosmetyczka przygotowała wodę z płatkami ryżowymi niezbędną podczas Shido. Oglądając moją cerę stwierdziła, że właściwie nie ma nad czym u mnie pracować, gdyż cera jest zadbana. Wygląda więc na to, że moja domowa pielęgnacja działa bez zarzutów:) Taki zabieg pielęgnacyjny w gabinecie to przecież przede wszystkim relaks i uzupełnienie domowej pielęgnacji. Żeby widzieć efekty długofalowe o cerę trzeba dbać regularnie:) Zabieg rozpoczyna się od demakijażu i oczyszczania twarzy przy użyciu Rice Cleaning Gel. Tego dnia przybyłam do Yasumi bez makijażu, więc było to jedynie oczyszczanie. Następnie zastosowany został peeling Rice Facial Scrub – dla odmiany drobnoziarnisty. Po wykonaniu peelingu nastąpił masaż manualny przy użyciu olejku Rice Bran Oil. Masaż był dość długi i bardzo przyjemny. Naprawdę rewelacja! Można mieć różne masażery i szczoteczki, ale coś takiego ciężko byłoby powtórzyć na sobie w domowym zaciszu. Nie mówiąc już o tym, że prawdopodobnie nie chciałoby mi się samej tego robić ze względu na czasochłonność:) Po tym jakże udanym masażu zrobiono mi kompres z miękkiej tkaniny zanurzonej w ciepłej esencji ryżowej. Coś jak maska w płachcie tyle, że ze świeżych składników", a dokładniej z tej wody z płatkami ryżowymi, która została przygotowana przed zabiegiem:) Ta część również bardzo przypadła mi do gustu! Po zabawie z esencją ryżową przyszła pora na maskę algową. Miałam już kilka razy wykonywaną maskę algową w gabinecie i za zwyczaj prosiłam o pominięcie ust oraz powiek. Ale tym razem zaryzykowałam i pozwoliłam nałożyć sobie maskę na calusieńką twarz! Zawahałam się, bo nie lubię majstrowania przy oczach. Zwłaszcza po niedawnej akcji z ciałem obcym na rogówce:D Ale kto nie ryzykuje ten nie pije szampana;) Okazało się to być całkiem dobrym pomysłem. Tym bardziej, że nie byłabym w stanie sama sobie nałożyć maski algowej na oczy w domowym zaciszu. Maska miło chłodziła twarz, a ja przez 20 minut mogłam się relaksować w całkowitych ciemnościach;) Zdjęcie maski algowej było dość nietypowym doświadczeniem w momencie gdy pani dotarła do okolic oczu:D Choć oczywiście nic nie bolało, odruchowo podniosłam ręce do twarzy:D Sama zaczęłam się z siebie śmiać;) Na koniec został mi nałożony Rice Face Cream:) 
Yasumi Spa zabieg Shido

Ten zabieg to był sztos! Nie dość, że podobał mi się pomysł jak i pełny przebieg zabiegu, to niektóre kosmetyki bardzo apetycznie pachniały, np. wafelkami ryżowymi <3 Ja mam naturę myśliciela i nawet jeśli nic nie mówię to nieustannie albo o czymś myślę albo coś analizuje, a podczas Shido nawet mnie udało się „wyjść z siebie i stanąć obok”:D Choć na chwilę całkowicie wyłączyć myślenie;) Shido w Yasumi zdecydowanie mogę polecić każdemu. Sama na pewno pójdę na Shido raz jeszcze! Na tym rytuale byłam pod koniec maja i wcześniej jeszcze miałam zrobione hybrydy na stópkach, ale wątpię żebyście chcieli oglądać stopy:D Zabieg Shido trwał 1,5h

Prezent marzeń voucher do Yasumi

Myślę, że taki reset w Yasumi to świetny pomysł zarówno na prezent dla bliskiej osoby jak i taki totalnie egoistyczny – wyłącznie dla siebie! Na pewno niejedną mamę, siostrę czy koleżankę ucieszyłby bon do takiego SPA. Oferta jest bogata, więc bez wątpienia każdy znajdzie coś dla siebie:) Voucher do YASUMI można zakupić na parę sposobów. Jednym z nich jest strona Prezent Marzeń. Zakup prezentu poprzez tą stronę jest bardzo intuicyjny. Wystarczy wybrać interesującą lokalizację oraz konkretną atrakcję i dokonać zamówienia. Dostawa jest błyskawiczna, więc sprawdzi się również, jako prezent last minute. Obdarowany sam wybiera zabieg. Od czasu do czasu do niektórych atrakcji dodawane są gratisy. W kwietniu, gdy sama otrzymałam bony w prezencie, był to np. zestaw Lirene. Sama strona była mi już znana z ubiegłego roku albo nawet wcześniej. Zamówione prezenty pakowane są w specjalne puszeczki oraz torebki, więc nie musimy martwić się opakowaniem:) A jeśli jesteście fankami mocniejszych wrażeń to na stronie Prezent Marzeń nie brakuje również bardziej ekstremalnych atrakcji. Stawiając na taki upominek możemy podarować emocje:) Przyznam, że marzy mi się coś zapewniającego adrenalinę, ale niestety zdrówko nie pozwala mi na tego typu wyskoki:D Rozważałam też strzelanie, bo przydałoby się trochę rozładować negatywne emocje, ale nie wiem czy miałabym siłę utrzymać broń. To chyba nie dla chuderlaków:D Także pomyślałam – spokojnie Ewelka, idź sobie do SPA;) Tego lata będę tam częstym gościem. Kolejna wizyta umówiona;) 
Yasumi Łódź

Informacje na temat poszczególnych zabiegów znajdziecie na stronach Yasumi. Trzeba jedynie wpisać swoje miasto, np. Yasumi Łódź. Oferta cenowa jak i sam przebieg zabiegów jest uzależniony od miasta, więc warto dopytywać o szczegóły u źródła.


Bywacie w instytutach Yasumi? Co sądzicie o takich prezentach?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 4 września 2017

Osocze bogatopłytkowe, czyli Dermoklinika i mój wywiad z wampirem!

Cześć Dziewczyny!
Przyszła pora na długo wyczekiwany wpis, czyli moją relację z zabiegów z wykorzystaniem osocza bogatopłytkowego, którym poddawałam się w serii od połowy lutego do połowy czerwca w łódzkiej Dermoklinice. W rzeczywistości będzie to jednak nie tylko relacja z zabiegów. Wpis będzie bowiem wielopłaszczyznowy. Napiszę nie tylko o samym zabiegu, jego przebiegu i efektach, ale również poświęcę trochę miejsca na „czynnik ludzki”, kwestię bólu, ewentualne wahania i rozterki;) Słowem będzie to taki wpis, który ja chciałabym przeczytać przed zabiegiem. A niestety nie znalazłam relacji, która byłaby napisana na tyle szczegółowo jakbym chciała. Większość wpisów to króciutkie relacje z zabiegów i bez zbędnego wysiłku mogłabym taką relację napisać już w lutym, ale mam duszę idealistki i chciałam zrobić coś więcej;) Dlatego czekałam na zakończenie serii zabiegów i mój wpis w dużej mierze będzie miał charakter studium przypadku;) Oczywiście mimo wielowątkowości wszystko to przedstawię w sposób przystępny, ponieważ wpis na blogu to nie praca naukowa i jest to dość specyficzna forma przekazu. Będzie więc rzetelnie, ale z zachowaniem pewnej dozy walorów rozrywkowych, czyli z humorem i bez zbędnego nadęcia;) Dokładnie tak jak lubicie:) Muszę jednak uprzedzić, że ze względu na kilka prywatnych dygresji i moją szczegółowość jest to niemalże epopeja i końca nie widać;) Dlatego dla osób totalnie zamkniętych na tego typu tematy, wpis ten może być ciężki do przejścia. Natomiast dla osób, które to interesuje (a z maili od Was wnioskuję, że jest ich bardzo dużo) będzie przydatny i powinien rozwiać wiele wątpliwości. Choć zaznaczam, że większość oparta jest na moich subiektywnych doświadczeniach, czyli z punktu widzenia pacjenta. W ewentualnych kwestiach nierozwikłanych polecam udać się na konsultację dermatologiczną:)

zdjęcie budynku Dermokliniki w Łodzi


Dlaczego osocze bogatopłytkowe?


Pierwotnie wpis rozpoczynał się od wyjaśnienia skąd wzięło się moje zainteresowanie medycyną estetyczną. Było to jednak tak zawiłe, że podjęłam decyzję pt: „to się wytnie” i postanowiłam od razu przejść do rzeczy;) Moje pierwsze skojarzenia dotyczące popularnego „wampirzego liftingu” nie były pozytywne. Kiedy kilka lat temu usłyszałam o tej metodzie, byłam wręcz całkowicie na nie! Odmładzanie za pomocą osocza pozyskiwanego z własnej krwi? Czy już naprawdę nie ma lepszych metod? To się w głowie nie mieści! Nie dość, że obrzydliwe to jeszcze wygląda na bardzo bolesne! W owym czasie zaklasyfikowałam więc ten zabieg jako ekstrawagancki kaprys celebrytów i pustych lalek;) Stereotypowe myślenie nie jest jednak moją domeną, ponieważ jestem bardzo otwarta na nowości:) Dlatego kiedy temat osocza bogatopłytkowego zaczął powracać niczym bumerang, coraz częściej pojawiając się w mediach (gdzie można było zobaczyć jak to wszystko wygląda) – zaczęłam się tym interesować. Coraz bardziej. Im więcej wiedziałam tym bardziej wydawało mi się to logiczne i przekonujące. Przestało być obrzydliwe bo tak naprawdę czego tu się brzydzić skoro bez krwi organizm ludzki nie mógłby funkcjonować? Przekonało mnie również szerokie zastosowanie osocza w innych dziedzinach medycyny. Okazało się bowiem, że nie jest to jakiś „wymysł szarlatana”, a metoda sprawdza się doskonale przy wielu typowo medycznych schorzeniach.  Właśnie dlatego jej dobroczynny wpływ postanowiono wykorzystać także w medycynie estetycznej;) Dodatkowo zabieg rekomendowany jest jako nieinwazyjny i odpowiedni dla osób  praktycznie w każdym wieku, również (a nawet przede wszystkim) młodych. Największym atutem jest jednak jego naturalność, a dokładnie biozgodność „materiału” i brak ryzyka reakcji alergicznej:) Jaki z tego wniosek? Kiedy coś budzi w Tobie zastrzeżenia, dowiedz się o tym więcej. Spróbuj zrozumieć i nie zamykaj się na nowe doświadczenia. Dlatego czytajcie dalej;)


Z jakimi problemami borykała się moja cera?


Teoretycznie z żadnymi. Moja cera często jest komplementowana. Najczęściej pytają mnie jakiego podkładu używam i niemal zawsze przecierają oczy ze zdumienia kiedy zgodnie z prawdą odpowiadam, że makijaż mojej cery to w 99% przypadków jedynie puder plus dodatki typu róż i rozświetlacz. Tradycyjnych podkładów używam niezwykle rzadko, ponieważ nie lubię o czym doskonale wiecie;) Mimo, że jestem wobec siebie bardzo krytyczna to rzeczywiście obiektywnie mogę stwierdzić, że moja cera wygląda lepiej w porównaniu do większości rówieśniczek. Nie mam tutaj oczywiście na myśli urody, ale skórę samą w sobie;) Nie posiadam przebarwień ani większych problemów z cerą. Poza momentami w których coś mi wyskoczy i postanowię to spektakularnie rozdrapać pogarszając sytuację, do czego mam niestety niezwykły wręcz talent;). Pielęgnacja również jest u mnie prawidłowa. Jedyny grzech, który mogę sobie zarzucić to intensywne opalanie w okresie letnim od czasów wczesnej młodości. W tej kwestii opamiętałam się dopiero 1-2 lata temu, więc z całą pewnością moja skóra zdążyła już nabyć pewne uszkodzenia za sprawą negatywnego działania promieniowania UV. Wspomniałam jednak, że jestem wobec siebie krytyczna i co za tym idzie dostrzegam pewne mankamenty, nad którymi można troszkę popracować;) Skoro są możliwości to czemu nie? Do największych „problemów” (w cudzysłowie, ponieważ nie jest to kwestia życia lub śmierci;)) zaliczyłam bardzo wyraźne cienie pod oczami. Jeśli zaś chodzi o pozostałą część twarzy to przede wszystkim moja  skóra jest cienka i bardzo delikatna, odrobinę wiotka. Miejscowo zaczęły się też u mnie pojawiać zmarszczki. Najmocniej dostrzegałam te w obrębie czoła i pod oczami;) Jestem osobą szczupłą, więc wszelkie drobne mankamenty są u mnie mocniej widoczne. Myślę, że tego typu problem w dużej mierze rozwiązałoby kilka dodatkowych kg, ale niestety moja skłonność do tycia jest na poziomie 0, a waga od lat stoi w miejscu;) Często śmieję się ze znajomymi, że przydałby mi się przeszczep tłuszczu, ale nie ma skąd pobrać, więc musiałby pochodzić od dawcy;) Chętnych jest co nie miara! Szkoda, że tak się nie da;) Podsumowując moja cera miała się dobrze i nie byłam przyparta do muru, ale czułam, że nie zaszkodzi jej jakiś mały dopalacz;) 


Co to jest osocze bogatopłytkowe


Osocze bogatopłytkowe PRP (ang. Platelet Rich Plasma) to inaczej autologiczny (czyli pochodzący od pacjenta) koncentrat płytek krwi w niewielkiej objętości osocza. Aby go uzyskać, bezpośrednio przed zabiegiem przy użyciu dedykowanego zestawu, do specjalnych probówek pobiera się od pacjenta niewielką ilość krwi żylnej (najczęściej od 6 do 60 ml w zależności od obszaru zastosowania). Następnie probówki umieszcza się w specjalnej wirówce laboratoryjnej (najlepiej w pozycji horyzontalnej) oraz poddaje wirowaniu celem oddzielenia leukocytów i erytrocytów od osocza zawierającego płytki krwi. Proces wirowania trwa od kilku do kilkunastu minut zależnie od zastosowanej wirówki. Po zakończeniu wirowania osocze pobierane jest do strzykawki i można dodać do niego aktywator czynników wzrostu w postaci chlorku wapnia lecz nie jest to konieczne. Czynniki wzrostu zawarte w osoczu bogatopłytkowym nie są aktywne w nieskończoność, więc ważne jest żeby preparat został podany możliwie szybko i sprawnie. 


Dlaczego to działa i w czym tkwi przewaga PRP nad innymi metodami?


Terapia PRP uznawana jest za jeden z najbardziej skutecznych zabiegów regenerujących. W medycynie estetycznej osocze jest stosowane od kilkunastu lat. Natomiast już wiele lat wcześniej metoda ta była (i nadal jest) z powodzeniem stosowana w takich dziedzinach medycyny jak ortopedia, stomatologia oraz chirurgia, a nawet weterynaria. Bardzo często stosuje się ją u sportowców, którzy niestety są narażeni na liczne kontuzje, a jednocześnie zależy im na szybkim powrocie do formy. Skąd tak wysoka skuteczność osocza bogatopłytkowego w procesie odmładzania i regeneracji skóry? Otóż PRP bogate jest w tzw. czynniki wzrostu, czyli substancje stymulujące procesy naprawcze. Pobudzają one fibroblasty do produkcji kolagenu, poprawiają mikrokrążenie, a także wspomagają namnażanie i dojrzewanie komórek naskórka oraz zwiększają napływ komórek macierzystych. Poza cennymi płytkami krwi, osocze zawiera również m.in. kompleks witamin, sole mineralne oraz hormony. PRP podaje się metodą iniekcji za pomocą cienkiej igły. Podczas iniekcji nasz organizm dostaje fałszywy sygnał, że nastąpiło uszkodzenie (nakłucie) i tym samym skóra zostaje pobudzona do rozpoczęcia procesów naprawczych, dokładnie takich samych jak w przypadku powstawania ran oraz ich gojenia. Wersja dla dzieci brzmi: ojojoj ktoś skrzywdził człowieka, trzeba go ratować! Skóra nie wie, że robimy to na własne życzenie. Wie jednak, że nastąpiło uszkodzenie i trzeba się z nim jak najszybciej uporać;) Procesy gojenia mają wiele wspólnego z procesami odmładzania i rewitalizacji, ponieważ w obu przypadkach kluczowe są te same czynniki wzrostu. Już samo nakłuwanie skóry ma ogromne znaczenie w procesie jej regeneracji i rewitalizacji. Po co więc osocze? Czy nie lepiej podać np. syntetyczny koktajl witaminowy, czyli zamiast mezoterapii osoczem bogatopłytkowym zastosować mezoterapię z użyciem specjalnych leków lub koktajli albo skorzystać z dermarollera w połączeniu z serum?  Otóż wszystkie te zabiegi z powodzeniem można stosować uzyskując satysfakcjonujące efekty. Szkopuł jednak w tym, że żadne laboratorium nie jest w stanie stworzyć tak naturalnego, w pełni biozgodnego i dobrze tolerowanego preparatu jakim jest osocze bogatopłytkowe! Mimo ogromnego postępu technologicznego oraz rozwoju przemysłu kosmetycznego, organizm ludzki nadal pozostaje niedoścignionym ideałem;) Osocze jest preparatem krwiopochodnym uzyskanym od pacjenta i podanym specjalnie dla niego. Jest to więc preparat „skrojony na miarę” indywidualnych potrzeb każdego z nas. Natomiast w przypadku substancji syntetycznych nie ma możliwości idealnego dopasowania do potrzeb cery, ponieważ każdy z nas jest inny. To trochę tak jak z kremem marki X. U jednego sprawdzi się świetnie, a innego niestety uczuli. Tutaj dobra wiadomość jest taka, że podanie osocza nie powoduje reakcji alergicznych:) Warto również dodać, że cały ten proces związany z podaniem PRP określany jest mianem Autologicznej Odnowy Komórkowej (ACR Autologus Cellular Regeneration).

Wampirzy lifting?

zdjęcie wampirzy lifting

Przyjęło się, że zabieg z użyciem osocza bogatopłytkowego potocznie zwie się wampirzym liftingiem. Geneza tej nazwy nie jest do końca znana, ale często podaje się, że to za sprawą Kim Kardashian, która kilka lat temu opublikowała w sieci zdjęcie swojej zakrwawionej twarzy;) Z mojego punktu widzenia nazwa ta jest nieco chybiona, ponieważ efektem zabiegu jest bardziej kondycjonowanie skóry niż stricte lifting. A wampirzy? Też niekoniecznie, ponieważ wbrew temu co sądzą niektórzy, nie wstrzykuje się krwi, a osocze, które z niej pochodzi;) Krew pojawia się w wyniku nakłuwania, co jest naturalną reakcją. Jedyne co mi przychodzi do głowy na obronę tego terminu to fakt, że bezpośrednio po zabiegu na twarzy pojawia się krew, czyli można by rzec, że wygląda ona jak po spotkaniu z wampirem;) Ale wtedy każdy zabieg wykonany techniką mezoterapii należałoby określić mianem wampirzego liftingu;) Dla mnie o wiele ładniej brzmi osocze bogatopłytkowe, PRP, Autologiczna Odnowa Komórkowa, koncentrat płytek czy nawet plazma;) 


Wskazania do terapii PRP


Zabieg z wykorzystaniem PRP polecany jest zarówno dla kobiet jak i mężczyzn w każdym wieku. Oczywiście owe „w każdym wieku” najczęściej interpretuje się jako dolną granicę 25+. Trudno mi sobie bowiem wyobrazić 18-latkę, która już puka do drzwi gabinetu medycyny estetycznej celem zastosowania np. prewencji przeciwzmarszczkowej;) Chociaż powody wizyty tak młodej osoby mogą być oczywiście inne, np. blizny potrądzikowe. Wtedy rzeczywiście dobrze zadziałać możliwie szybko wybierając np. laser, ponieważ im później tym szanse na ich usunięcie maleją.  Wracając jednak do osocza, do wskazań zabiegu należą: rewitalizacja skóry w obrębie twarzy, okolic oczu, dekoltu oraz dłoni, oznaki starzenia się skóry, skóra wrażliwa i alergiczna, łysienie typu męskiego, skóra wymagająca stymulacji i odnowy, regeneracja po innych zabiegach (np. bezpośrednio po zastosowaniu lasera frakcyjnego), delikatne blizny i przebawienia. Osocze bogatopłytkowe jest idealne dla alergików oraz osób, które nie mogą lub nie chcą korzystać z innych metod (np. z wypełniaczy), ponieważ obawiają się uzyskania sztucznego efektu lub ryzyka alergii. 


Przeciwwskazania


W porównaniu do innych metod, przeciwwskazań do zastosowania PRP jest niewiele:) Należą do nich: ciąża i okres laktacji, nowotwory, choroby krwi, choroby wirusowe (np. HIV, WZW B, WZW C), zażywanie niektórych antykoagulantów (leki przeciwzakrzepowe) oraz leków na bazie kwasu acetylosalicylowego (np. Aspiryna, Polopiryna – należy odstawić na tydzień przed planowanym zabiegiem). Czasami podaje się również choroby autoimmunologiczne. Jest to jednak przeciwwskazanie względne – decyzję podejmuje lekarz w zależności od konkretnego przypadku (najczęściej po zapoznaniu się z wynikami badań). W wielu przypadkach wykonanie zabiegu jest dopuszczalne. Do przeciwwskazań można też zaliczyć tzw. nierealistyczne oczekiwania względem zabiegu, a także strach przed pobieraniem krwi oraz iniekcjami. Leczenie tego typu fobii co prawda często polega na zmierzeniu się z nią i jej okiełznaniu, ale lepiej zacząć od małych kroczków typu podstawowe badania albo szczepionka niż rzucać się od razu na głęboką wodę, taką jak wielokrotne nakłuwanie twarzy;) Jeśli ktoś ma tendencję do mdlenia podczas pobierania krwi to też lepiej odpuścić.


Dermoklinika i mój wywiad z wampirem;)


Wiemy już trochę o osoczu bogatopłytkowym, mechanizmach jego działania, wskazaniach i przeciwwskazaniach oraz o tym jak się na to wstępnie zapatrywałam. Pora więc o samym miejscu, w którym dokonywano „rzezi” na mojej twarzy:) Dermoklinika to placówka, która mieści się w Łodzi przy ul. Kościuszki 93. Dojazd jest więc bardzo dobry z większości rejonów Łodzi, a także spoza Łodzi z uwagi na nieszczególnie dużą odległość od dworców i lokalizację praktycznie w centrum miasta;) Dermoklinika działa już od ponad 5 lat oferując nie tylko zabiegi z zakresu dermatologii estetycznej, ale także dermatologii klinicznej. Miejsce to nastawione jest więc nie tylko na upiększanie, ale przede wszystkim na niesienie pomocy pacjentom w przypadku chorób skóry etc. Opiekę nad pacjentami sprawują nie tylko lekarze dermatolodzy, ale także lekarze innych specjalności oraz oczywiście panie pielęgniarki.  Sama placówka jest niewielka i przytulna, a gabinety dość dobrze wyposażone. Pacjenci zapisywani są na konkretną godzinę, więc nie ma mojej „ulubionej” sytuacji pt: „Pan tu nie stał”;) Dla ludzi tak niecierpliwych jak ja, jest to jeden z kluczowych czynników;)


Wybierz dobrego lekarza – najlepiej dermatologa

zdjęcie przedstawiające dermatolog dr Aleksandrę Lesiak

Większość zabiegów wymaga kwalifikacji medycznej i wcześniejszego przeprowadzenia wywiadu z pacjentem, a także omówienia ewentualnych przeciwwskazań i możliwych powikłań. Moim lekarzem została dr hab. n. med. Aleksandra Lesiaklekarz medycyny estetycznej, pediatra, ale przede wszystkim jak sama podkreśla - dermatolog.  Mam duże doświadczenie z lekarzami różnych specjalności i niestety tych „z powołania”, którzy naprawdę chcą pomóc pacjentowi mogłabym policzyć na palcach jednej ręki;) Choć akurat z dermatologami miałam wcześniej niewielką styczność, gdyż przez całe swoje ponad 30 letnie życie byłam u dr tej specjalności łącznie 3 razy. Dwa razy jako nastolatka i raz parę lat temu. Ta wizyta sprzed paru lat rozłożyła mnie na łopatki, ponieważ diagnoza brzmiała: „ja nie wiem co to jest, ale przepiszę pani maść”;) Nie chowam jednak urazy, ponieważ owa recepturowa maść na „nie wiadomo co” pomogła. Cud!;) Czy jednak mam zaufanie do lekarzy? Ze względu na swoje ciężkie doświadczenia z kręgosłupem (ponieważ to właśnie przez nieodpowiednie leczenie musiałam mieć operację i niestety skierowano mnie na nią trochę zbyt późno) niestety nie do końca;) Staram się jednak postępować zgodnie z zasadą: nie mierz wszystkich jedną miarą. Ufaj, ale sprawdzaj, patrz na ręce, zorientuj się jakie lekarz ma kompetencje, sprawdź opinie, obserwuj jakie ma podejście do Ciebie jako do pacjenta. Nie jestem bowiem z tych osób, które boją się opowiedzieć o swoich wątpliwościach. Pamiętajcie, że to lekarz jest dla Was, a nie na odwrót i dla każdego pacjenta jest ważny on sam, jego oczekiwania i bezpieczeństwo. Od czego więc zaczęłam? Po pierwsze sprawdziłam kompetencje pani dr, gdyż nieodpowiednio wykwalifikowany lekarz z niewielkim doświadczeniem może wyrządzić więcej szkody niż pożytku, a zabieg miał dotyczyć twarzy więc w razie błędu w sztuce problem byłby naprawdę widoczny. W dobie internetu i mediów społecznościowych szybko znalazłam niezbędne informacje odnośnie dr Aleksandry Lesiak, a także opinie pacjentów. Oprócz praktyki lekarskiej pani dr stawia na ciągły rozwój naukowy. Jest autorką wielu artykułów, członkiem Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Dermatologicznego, członkiem European Society for Dermatological Research oraz European Academy of Dermatology and Venereology. Odbyła liczne staże zagraniczne w tym stypendium L’Oreal. Jest ekspertem marki Garnier, została także laureatką konkursu Supertalenty w Medycynie;) Musicie przyznać, że brzmi pokrzepiająco, prawda?;) Panią doktor od czasu do czasu można także zobaczyć w mediach, więc jest i sława;) Opinie pacjentów na portalach, również te na FB były dobre, więc pod względem kompetencji i zaangażowania nie miałam czego się obawiać. Oczywiście w teorii, ponieważ od razu pojawił się głos: ale przecież zawsze coś może pójść nie tak i to akurat w przypadku MOJEJ twarzy;) Należy mieć na uwadze, że absolutnie każdy zabieg, nawet ten mało inwazyjny niesie za sobą jakieś ryzyko i trzeba się z tym liczyć. No risk, no fun;) W przypadku dobrze przygotowanego specjalisty ryzyko to najczęściej jest nieznaczne, ale nie można go w pełni wykluczyć. Rada ode mnie: zawsze sprawdzaj opinie pacjentów. Jeśli większość jest negatywnych lub neutralnych masz 99% szansy, że są one prawdziwe;) Zdarzało mi się udać do lekarza, który miał niezbyt pochlebne opinie i naprawdę o prawdziwości tych opinii przekonywałam się zaraz po przekroczeniu gabinetu;) Nie ma sensu tracić swego cennego czasu na kogoś kto będzie wobec Ciebie obojętny;) Na co jeszcze zwrócić uwagę podczas wizyty u dr medycyny estetycznej? Nie zabrzmi to dobrze, ale na jego wygląd. Nie chodzi tutaj oczywiście o ogólne walory urodowe, ponieważ byłoby nietaktem to oceniać, ale jeśli lekarz ma usta jak pontony, a jego twarz nie wyraża absolutnie żadnych emocji… możesz zacząć się bać, że zrobi z Ciebie karykaturę człowieka i kolejnego klona;) Spójrzcie zresztą na niektóre nasze rodzime celebrytki. Kto im to robi? Lekarze właśnie! Na szczęście w Dermoklinice powiedziano mi, że u nich nie wyznaje się tego typu „kanonów piękna”;) Oczywiście lekarze medycyny estetycznej sami korzystają z zabiegów i nie ma w tym nic zdrożnego (jeśli zachowują umiar). W przeciwnym wypadku nie byłoby zaufania do takiego specjalisty. Mnie by się to zaraz skojarzyło z bezzębnym stomatologiem;) Zaufałabyś takiemu?:) To duże przejaskrawienie, ale myślę, że dobrze obrazuje to co mam do przekazania. Dlaczego najlepiej wybrać lekarza dermatologa? Zabiegi z zakresu medycyny estetycznej zawsze powinien wykonywać lekarz (nie kosmetyczka!). Według polskiego prawa lekarz medycyny estetycznej wcale nie musi być dermatologiem. Jednak różnica między lekarzem dermatologiem, a lekarzem innej specjalności przy tego typu zabiegach jest taka, że dermatolog posiada kompleksową wiedzę z zakresu problemów skóry, diagnostyki etc. Co za tym idzie będzie miał szersze spojrzenie na Twoją skórę. Mnie to osobiście przekonuje i nawet miałam okazję się o tym przekonać, ponieważ pomiędzy sesjami zabiegowymi parę razy zdarzyło mi się coś niefortunnie wycisnąć lub rozdrapać. Na tyle, że żaden ze znanych mi produktów nie pomagał. Wtedy też dostałam od dr Lesiak receptę na preparaty lecznicze. Jeden z nich został moim hitem:)


Osocze bogatopłytkowe u kosmetyczki lub kosmetologa? NIGDY!


Wiemy już, że zabiegi z zakresu medycyny estetycznej takie jak np. osocze bogatopłytkowe bezwzględnie powinien wykonywać lekarz. Jeśli już nawet nie dermatolog to lekarz, po studiach podyplomowych. Coraz częściej jednak salony kosmetyczne oferują pełen pakiet zabiegów medycyny estetycznej, kusząc przede wszystkim konkurencyjnymi cenami. Poruszam tę kwestię, ponieważ w wielu mailach od Was pojawiał się radosny komunikat pt: „fajnie, umówię się na taki zabieg u kosmetyczki bo jest taniej:)”. Przyznam, że wprawiło mnie to w osłupienie, ponieważ sądziłam, że to jasne jak słońce co może, a czego nie powinna wykonywać kosmetyczka bądź kosmetolog. Zapytacie więc: skoro nie powinno się wykonywać takich zabiegów w salonach kosmetycznych to dlaczego mają je w ofercie? Wynika to z tego, że jak dotąd polskie prawo nie reguluje tych kwestii i właśnie dlatego salony wykorzystują tę lukę w prawie (oby już niedługo). Ale czy naprawdę chcesz ryzykować zdrowie tylko po to by trochę zaoszczędzić? Kosmetolog jest osobą z wykształceniem wyższym (licencjat, magister lub studia podyplomowe), często nawet uzyskanym na Uniwersytecie Medycznym, ale nie jest lekarzem i nie posiada wystarczającego przygotowania. Rzetelny i doświadczony kosmetolog zapytany o tego typu zabiegi, odeśle klientkę do lekarza. A kosmetyczka? To najczęściej osoba po rozmaitych kursach np. stylizacji paznokci. Czy naprawdę widzisz tu jakikolwiek związek z medycyną? Nie wyobrażam sobie udziału kosmetyczki bądź kosmetologa przy czynnościach związanych z pobieraniem krwi, jej odwirowaniem i podaniem w zmienionej już formie etc. Przy tego typu czynnościach niezbędne jest przestrzeganie odpowiednich procedur, które mogą zostać spełnione jedynie w ściśle określonych warunkach medycznych, z udziałem lekarzy i pielęgniarek. Twoje ciało, Twój wybór. Jedna Ewelina świata nie zmieni. Żeby tylko potem nie było płaczu, ponieważ konsekwencje mogą być opłakane. Nie tylko pod względem estetycznym, ale przede wszystkim medycznym. Wtedy i tak z oszczędności nici;)
zdjęcie gabinetu Dermokliniki


Przebieg konsultacji dermatologicznej  i moje oczekiwania


Konsultacja dermatologiczna przed ewentualnym zabiegiem jest bezbolesna, więc nie ma się czego obawiać. Krew, pot i łzy będą później (albo i nie;)). Wizyta ma dość standardowy charakter. Polega na zebraniu wywiadu od pacjenta odnośnie problemu, z którym się zgłosił, jego oczekiwań, przebytych chorób, a także ewentualnych przeciwwskazań medycznych. Dobry lekarz nie będzie narażał pacjenta jeśli w jego przypadku zabieg obarczony jest dużym ryzykiem. Została także obejrzana skóra mojej twarzy i oceniono ją jako ładną i w dobrej kondycji. Nie mam bowiem przebarwień, trądziku czy innych większych problemów w jej obrębie. Poza oczywiście drobnymi epizodami krostkowymi i cieniami pod oczami bo przecież nikt nie ma cery idealnej;) Skóra mojej twarzy jest jednak delikatna i wrażliwa. Jestem osobą szczupłą więc również niektóre linie są na niej bardziej widoczne. Moje oczekiwania były dość realistyczne. Co nie oznacza, że niskie;) Zależało mi na zabiegu kondycjonującym, który wzmocni, zrewitalizuje i wygładzi skórę, ale nie zrobi ze mnie nieruchomej kukiełki i nie zmieni rysów twarzy;) Chciałam również zadziałać prewencyjnie;) Mam dobrą intuicję więc z góry wiedziałam co pani doktor może mi zaproponować. Nie pomyliłam się, ponieważ dr Lesiak uznała, że na wypełniacze jest jeszcze za wcześnie i zarekomendowała mi coś w pełni naturalnego o maksymalnie niskim ryzyku, czyli osocze bogatopłytkowe potocznie zwane „wampirzym liftingiem”. Mezoterapia osoczem jest jednym z najmniej inwazyjnych zabiegów więc jest idealna na „pierwszy raz z medycyną estetyczną”. Dr Lesiak nie musiała mnie przekonywać ani namawiać, ponieważ sama obstawiałam właśnie ten zabieg i interesował mnie on najbardziej. Od dawna miałam już rozeznanie odnośnie mechanizmu działania i samego przebiegu zabiegu, więc nie musiałam pytać o szczegóły. Zadałam jedynie kilka pytań kontrolnych weryfikujących to czego dowiedziałam się wcześniej. Z tego co pamiętam pojawiło się też jakieś dziwne pytanie z mojej strony, z którego potem sama się śmiałam, ale podobno nie ma głupich pytań do lekarza;) Najistotniejszymi pytaniami były oczywiście - kwestia bólu podczas zabiegu, wygląd skóry bezpośrednio po zabiegu, jak długo będą się utrzymywać ślady po wkłuciach i ewentualne siniaki oraz czym pielęgnować skórę po zabiegu. Oczekiwałam w pełni szczerej odpowiedzi, ponieważ musiałam to sobie zwizualizować i wyobrazić ten ewentualnie najgorszy i najbardziej drastyczny z możliwych scenariuszy;) Poza tym wolę najgorszą prawdę aniżeli najsłodsze kłamstwo! Pani doktor odpowiedziała szczerze i bez ogródek (co bardzo sobie cenię), że twarz przed zabiegiem będzie znieczulona kremem Emla, ale zabieg polega na nakłuwaniu skóry, więc mimo wszystko mogę odczuwać wkłucia porównywalne do szczepionki. Odczucie bólu jest jednak czynnikiem mocno indywidualnym więc nie może precyzyjnie określić jakie będę miała odczucia. Pomyślałam sobie, że jak porównywalne do szczepionki to „pikuś”. Zwłaszcza biorąc pod uwagę moje dużo bardziej hardcorowe doświadczenia typu operacje kręgosłupa, ale z drugiej strony „50 szczepionek w twarz” powodowało, że nastawiałam się na różne scenariusze. Ślady po nakłuciach i ewentualne siniaki to też czynnik indywidualny, ale najczęściej utrzymują się nie dłużej niż tydzień. Wszystko już wiedziałam i pozostawało się umówić na pierwszy zabieg;)


Psychiczne przygotowanie do zabiegu


Zabiegu się nie bałam. Wręcz przeciwnie byłam go niesamowicie ciekawa i towarzyszyło mi uczucie ekscytacji;) Dużo bardziej stresowały mnie wszelkie egzaminy od gimnazjum aż po studia niż perspektywa zabiegu;) Nie ukrywam, że chciałam zaznać trochę adrenaliny. A że sporty ekstremalne są u mnie wykluczone to muszę sobie radzić na inne sposoby i tak naprawdę wiele razy zdarzyło mi się zrobić coś tylko po to żeby poczuć dreszczyk emocji;) Choć akurat w tym przypadku adrenalina nie była oczywiście czynnikiem decydującym, a raczej pobocznym. Warto podkreślić, że zabiegi z zakresu medycyny estetycznej to nie są procedury ratujące zdrowie i życie pacjenta. Nie musimy tego robić i nikt nie może nas do tego zmusić. Są niczym odpowiedź dla chętnych albo zadanie specjalne;) Wbrew temu co głoszą media raczej nie sprawią, że nasze życie nagle odmieni się o 360˚;) Decyzja o podjęciu tego typu działań powinna być w pełni świadoma, a tego typu zabiegi powinniśmy robić tylko i wyłącznie dla siebie. Mnie bardzo pomagał fakt, że sama tego chciałam, a to naprawdę duży komfort – chcieć, a nie musieć;) O tym jak działa osocze bogatopłytkowe wiedziałam już praktycznie wszystko, ale jako że jestem z pokolenia Dr Google, przeczesałam jeszcze internet w poszukiwaniu dodatkowych informacji żeby się trochę podręczyć;) Musicie bowiem wiedzieć, że jestem „typem myślicielki” i jak nikt potrafię stwarzać sobie potencjalne problemy, a potem dzielić je na milion małych kawałków analizując wszystko krok po kroku. Najbardziej zależało mi na relacjach innych, jak oceniają ból oraz efekty. Zajrzałam nawet na YT gdzie znalazłam filmik z serii „Piękno boli”, w którym dziennikarka jednego z portali poddała się takiemu zabiegowi. Dziewczyna ta w skali 1-10 oceniła poziom bólu na 6,5 mimo wcześniejszego znieczulenia. Film ten nakręcony został z przymrużeniem oka i miał ukazać rzekomą grozę zabiegu;) Pacjentka po zabiegu miała całe czerwone czoło żeby podkreślić krwawość procedury;) Udało mi się jednak dotrzeć do wypowiedzi lekarza, który przeprowadzał ten zabieg i wyjaśnił on, że dopasował się do formuły programu „wbijając się” nieco mocniej niż standardowo dla uzyskania lepszych walorów wizualnych. Różnica tutaj polega na tym, że dziennikarki chciały pokazać grozę (mocno zresztą naciąganą!), a ja chcę pokazać prawdę:) A Ty co wolałabyś zobaczyć jako potencjalny pacjent: wyolbrzymioną grozę czy prawdę? Trafiłam też na wypowiedź jednej z naszych celebrytek brzmiącą: nigdy więcej, ponieważ mimo, że są efekty to sam zabieg jest zbyt bolesny;) Zaskoczyło mnie to, ponieważ wydaje się, że pani ta korzystała również z innych metod, które niekoniecznie należały do bezbolesnych. Ale nie mnie to oceniać. Każdy ma prawo do wyrażania swoich odczuć i poglądów, a ja nie zamierzam nikogo obrażać:) Celebryci nie stanowią dla mnie jednak żadnego autorytetu, dlatego opinia była dla mnie po prostu jedną z wielu:) Tak czy inaczej jeśli rozważacie tego typu zabieg to mimo wszystko polecam obejrzeć większość dostępnych filmików i przeczytać jak najwięcej na ten temat. Właśnie po to żeby spojrzeć na to z szerszej perspektywy i przygotować się na różne scenariusze. Również po to żebyście nie mogli sobie zarzucić niewiedzy. Ja osobiście wolę wiedzieć wszystko żeby móc przygotować się na różne opcje niż nie wiedzieć i być potem niemiło zaskoczona, że o czymś nie wiedziałam;) 


Czarne scenariusze


Jak już wspomniałam, do zabiegu byłam pozytywnie nastawiona i chciałam go doświadczyć. Jest on uważany za jeden z najbardziej bezpiecznych i nieinwazyjnych, ale jako że jestem mistrzynią w stwarzaniu problemów i jednocześnie osobą która ma łeb na karku, dopuszczałam niewielki procent potencjalnego ryzyka. Dodatkowo oliwy do ognia dolewała moja mama, która niemal do końca myślała, że nie mówię poważnie o tym zabiegu. Kiedy jednak się zorientowała, że to nie żart, rzekła: zobaczysz, wszczepią ci jakąś bakterię i będziesz wyła albo zostaną ci ślady, a cera się pogorszy;) Rzeczywiście ryzyko zainfekowania skóry teoretycznie istnieje, ponieważ podczas zabiegu pojawia się krew. Jednak zabieg wykonany przez dobrze wykwalifikowanego lekarza i w odpowiednich warunkach powoduje, że coś takiego nie ma prawa się wydarzyć. W tym momencie przypomniała mi się moja rozmowa z anestezjologiem sprzed kilku lat, podczas której poruszyłam temat tzw. świadomej narkozy. Odpowiedział on wtedy, że jak najbardziej jest to możliwe, ale… nie w jego zespole;) Myślę, że to dobrze obrazuje sedno sprawy. Pogorszenia cery trochę się obawiałam, ponieważ nie życzyłam sobie żadnych zabiegów, które mogłyby spowodować np. wysyp niedoskonałości = po pierwsze nie szkodzić. Uspokojono mnie jednak, że takie ryzyko nie istnieje. A czy ślady na pewno mi znikną zapytałam kilka razy:D Tak pro forma;) Pozostawał też oczywiście problem bólu podczas zabiegu, ale intuicja podpowiadała mi, że mało prawdopodobne aby był on dla mnie nie do przejścia skoro miałam za sobą dużo gorsze doświadczenia. Na wszelki wypadek wyobraziłam sobie jednak coś w rodzaju wbijania sztyletów w twarz, w razie gdyby intuicja mnie zawiodła;) Wybaczcie mój czarny humor, musiałam;) Co jeszcze wymyśliłam? Że być może mam jakąś ukrytą chorobę, o której jeszcze nie wiem i zabieg spowoduje nieoczekiwane problemy;) Swego czasu byłam jednak dość dobrze przebadana, więc tego typu ryzyko oceniłam na nie więcej niż 20%;)


Rzeczywiste przygotowanie do zabiegu

zdjęcie Dermoklinika Łódź

Zabieg z osoczem bogatopłytkowym nie wymaga specjalnego przygotowania w domu ani premedykacji. Zaleca się jedynie dobrze nawodnić organizm w dniu zabiegu. Najlepiej wypić 1-2 litry wody. Jeśli Ci się to nie uda to przynajmniej wypij szklankę wody na kilkanaście minut przed pobraniem krwi. Przed zabiegiem należy zmyć makijaż. Ja zawsze przychodziłam na zabiegi już nie umalowana żeby nie tracić czasu, ale na miejscu przemywałam twarz płynem żeby zetrzeć z siebie zanieczyszczenia nabyte m.in. w MPK;) W Dermoklinice na 30-45min przed zabiegiem otrzymujemy znieczulenie w postaci kremu Emla (znieczulenie jest już w cenie zabiegu). Pani smaruje nam twarz kremem, a następnie nakłada na nią folię, dzięki której skóra się nagrzewa, a krem ma szansę zadziałać szybciej i lepiej;) Gdy nasza twarz posmarowana jest preparatem Emla, możemy odczuwać delikatne mrowienie. Jest to naturalna reakcja i nie musimy się obawiać. Przyznam, że nie obiecywałam sobie zbyt wiele po tym znieczuleniu, ponieważ jestem dość oporna nawet na opioidowe leki przeciwbólowe (morfina, tramadol etc);) Perspektywa skutecznego znieczulenia kremem wydawała mi się więc wręcz śmieszna i liczyłam się z tym, że może kompletnie nie zadziałać. Mimo tego nie zniechęciło mnie to, ponieważ uznałam, że przy tym co przeżyłam (m.in. 2 operacje kręgosłupa), tego typu ból nie powinien zrobić na mnie wrażenia. Choć z drugiej strony nigdy wcześniej nie miałam żadnych tego typu zabiegów na twarz i (jak ja to nazwałam) „50 igieł w mojej twarzy” mimo wszystko wydawało mi się być czymś dość abstrakcyjnym;) W domu śmiałam się, że gdybym miała jakieś doświadczenia z damskim bokserem to może byłoby mi łatwiej to sobie wyobrazić, ale jakoś trafiałam na troskliwych:D Czy jednak mam wysoki próg bólu i niczego się nie boję? Zaskoczę Was, ponieważ odpowiedź brzmi: nie. Mam niski próg bólu. Jego odczuwanie zależne jest jednak u mnie w dużej mierze od nastawienia. Kiedy decyduję się na coś świadomie, nie dlatego, że muszę, a dlatego, że chcę (to ogromny komfort!) to moje nastawienie jest pozytywne i co za tym idzie odczucie bólu niższe. Organizm ludzki jest bardzo złożony, większość procesów rozpoczyna się w mózgu i nasze nastawienie ma ogromne znaczenie. Brzmi to naiwnie, ale naprawdę w dużej mierze tak jest. Nie oznacza to jednak, że do każdego zabiegu czy badania potrafię nastroić się pozytywnie. Parę lat temu dostałam skierowanie na gastroskopię i kolonoskopię. Perspektywa wykonania tych badań w stanie świadomości wywoływała we mnie poczucie paraliżującego wręcz strachu. Badania te wykonałam, ale zapewniłam sobie tzw. krótkie znieczulenie dożylne, co zresztą szczerze polecam jeśli nie czujecie się na siłach żeby przejść tego typu badania „na żywca”;)  Piszę to właśnie dlatego, że jeśli rozważacie zabiegi medycyny estetycznej to bardzo ważne żeby ewentualna decyzja o ich przeprowadzeniu była w pełni świadoma, dobrze przemyślana i przede wszystkim Wasza. To naprawdę wiele ułatwia:) 
zdjęcie znieczulenia kremem Emla
Wracając do zabiegu, gdy już się znieczulamy, przychodzi pielęgniarka i pobiera krew. Korzysta przy tym ze specjalnego zestawu przeznaczonego do PRP. Na rynku dostępne są różne systemy, natomiast w Dermoklinice wykorzystuje się system Autologic. Ilość krwi pobranej do zabiegu zależna jest od tego jak duże obszary będą mu poddawane. W moim przypadku za każdym razem były to dwie probówki dające łącznie 18ml krwi, czyli optymalnie do przygotowania preparatu na samą twarz. Następnie pani umieszcza probówki z naszą krwią w specjalnej wirówce. 
zdjęcie osocza bogatopłytkowego po odwirowaniu
Osocze bogatopłytkowe gotowe do podania drogą iniekcji.
W niektórych placówkach wirówki znajdują się w gabinetach, więc krew wiruje się bezpośrednio przy pacjencie. Natomiast w Dermoklinice krew zabierana jest „na górę”. Wiruje się tam przez 15 minut i pacjent widzi już tylko gotowy preparat;) Osobiście wolałabym żeby krew wirowała się przy mnie, ponieważ chętnie bym to zobaczyła. Podejrzewam jednak, że większość pacjentów dla swojego własnego komfortu woli tego nie widzieć:) Niektórzy zapewne gotowi byliby uciec;) Po ok. 30-40min od nałożenia kremu znieczulającego jesteśmy w pełni przygotowani i przechodzimy do gabinetu pani doktor celem wykonania zabiegu. 


Osocze bogatopłytkowe – przebieg zabiegu
Zdjęcie z zabiegu z zastosowaniem osocza bogatopłytkowego

Opisując przebieg zabiegu z wykorzystaniem osocza bogatopłytkowego odniosę się przede wszystkim do moich wrażeń z pierwszego zabiegu. Była to wtedy dla mnie totalna nowość, więc byłam maksymalnie skupiona:) Po przekroczeniu progu gabinetu zostałam poproszona o podpisanie zgody na przeprowadzenie zabiegu. Jest to standardowa procedura medyczna i podpisywałam tego typu zgody już parę razy przy okazji badań diagnostycznych i operacji kręgosłupa, ale muszę przyznać, że w przypadku tego zabiegu się tego nie spodziewałam:) Podpisujemy, że zostaliśmy poinformowani o przebiegu zabiegu oraz możliwych powikłaniach, jesteśmy tego w pełni świadomi i zabiegowi poddajemy się dobrowolnie. 
zdjęcie podczas zabiegu z osoczem bogatopłytkowym na twarz
Potem kładziemy się na leżance. Pani dr zdejmuje z twarzy folię i ściera krem znieczulający. Następnie twarz jest dezynfekowana i można już przystąpić do wykonania zabiegu. Osocze można podawać klasyczną techniką mezoterapii (meso) tudzież liniowo, wzdłuż zmarszczek lub fałdów skóry (voluma). U mnie zastosowano metodę mezoterapii. Przed zabiegiem wzięłam do ręki chusteczkę żeby ją ściskać w przypadku wystąpienia bólu. Chusteczka okazała się jednak zbędna;) Miałam jeszcze powiedzieć, że jeśli będzie bardzo bolało to będę przeklinać (udowodnione działanie przeciwbólowe;)). Ale nie zdążyłam gdyż pani dr zapytała czy jestem gotowa i sprawnie przystąpiła do przeprowadzenia zabiegu;) Wcześniej zapytałam jeszcze ile dokładnie będzie tych wkłuć (żebym sobie mogła policzyć ile jeszcze, prawie jak osioł ze Shreka pytający czy daleko jeszcze?;)) ale dr Lesiak odrzekła, że potem nie będzie już pani liczyć;) Co w wolnym tłumaczeniu oznaczało, że będzie tego tyle, że wszystkiego nie zliczę;) 1 wkłucie, 2, 10, 15… i nic! Gdzie jest ten ból? Andrzej Ból?:D Jedyne co czułam to delikatne „kujnięcia”. W skali 1-10? Dla mnie podczas pierwszego zabiegu naciągane 1! Byłam w szoku, że idzie tak sprawnie i gładko;) Zresztą chyba widać ten stoicki spokój, który maluje się na mej twarzy?;) Właściwie to z trudem opanowywałam śmiech:) Miejscami czułam jedynie, że po mojej twarzy płynęły strużki krwi. Krew była jednak na bieżąco wycierana, więc nie byłam „cała we krwi”;) Zabieg przebiegł szybko i sprawnie, zajmując mi ok. 15min, choć miałam wrażenie jakby trwał 5min. Nie miałam żadnych niepokojących dolegliwości i nie odczuwałam bólu, więc nie robiliśmy przerw. Uczucie lekkiego dyskomfortu pojawiło się u mnie jedynie podczas ukłucia w jednej okolicy sąsiadującej z nosem (po obu stronach). Nie był to jednak ból, gdyż owe uczucie dyskomfortu polegało po prostu na tym, że pojawiał się odruch bezwarunkowy w postaci wywołania łez;) Łzy po wkłuciu w tejże okolicy pojawiały się u mnie niemal za każdym razem. Mimo, że praktycznie nic nie czułam:) Uczucie, że kompletnie nie mogę nad tym zapanować było dla mnie lekko irytujące, ponieważ lubię mieć kontrolę nad wszystkim;) Dodam jeszcze, że zabieg rozpoczyna się od iniekcji czoła i następnie schodzi coraz niżej, aż do brody. Pani doktor uprzedziła, że najbardziej boli w okolicy ust, ale osobiście nie odczułam żadnej różnicy;) Sam zabieg wydaje się nieskomplikowany, gdyż polega na nakłuwaniu skóry. Jednak tak jak już wcześniej wspomniałam, ważne żeby wykonywał go dobrze przygotowany lekarz. Powtarzam to po raz kolejny, ponieważ często w mailach od Was pojawiały się pytania o możliwość przeprowadzenia takiego zabiegu u kosmetyczki z uwagi na niższą cenę – nie ryzykujcie. 


Cziuje boli?;)

zdjęcie ból

Kojarzycie scenę akupunktury z "Dnia Świra"? Fragment: „(…) Cziuje? No przecież igły to są!” (…) Cziuje boli? Jak cholera. Boli cziuje”;)  Śmiałam się, że +/- tak to może wyglądać. Jednak bezbolesność zabiegu bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Wspomniałam o naciąganym 1 w skali 1-10, ale taki „ból” to nie ból. Użycie słowa ból w odniesieniu do tego zabiegu to w moim odczuciu wręcz nadużycie:) Wiem co mówię, ponieważ często zmagam się z dokuczliwym bólem, a leki przeciwbólowe są moimi dobrymi kompanami. Poddając się operacji kręgosłupa (z konieczności) nie tylko doświadczyłam nie najszczęśliwszych chwil w życiu, ale również widziałam dużo większe cierpienie innych, m.in. pacjentów po operacjach przedłużania kończyn, które uważane, są za te absolutnie najbardziej bolesne na świecie. Chcesz zobaczyć silny ból? Według mnie znajdziesz go np. na oddziałach chirurgicznych, onkologicznych, ortopedycznych, a nie podczas zabiegu z PRP;) Czy jednak mogę zagwarantować, że u każdego odczucie bólu podczas zabiegu będzie aż tak minimalne jak u mnie? Chciałabym, ale niestety nie mogę, ponieważ w dużej mierze w grę wchodzi tzw. czynnik indywidualny, na który może się składać próg bólu, nastawienie, a także wcześniejsze doświadczenia, czyli skala porównawcza;) Z całą pewnością nie będzie to jednak najgorszy ból jaki można sobie wyobrazić:) A wyobrażałam sobie różne scenariusze (przezorny zawsze ubezpieczony).


Jak Kim Kardashian? Czyli jak wygląda twarz bezpośrednio po zabiegu?

Żródło: Instagram.

Po skończonym zabiegu twarz jest wycierana z pozostałości krwi, która pojawiła się w wyniku nakłuć, a następnie jest dezynfekowana. Wtedy też możemy przejrzeć się w lustrze by zobaczyć jak wyglądamy. Dostałam radosny komunikat, że wcale nie wyglądam tak strasznie i pamiętam, że odpowiedziałam: „No… nie jest źle… Albo jednak jest (przyglądając się dokładniej;))”. Jakbym określiła wygląd mojej skóry bezpośrednio po 1 zabiegu? Przypominało mi to rozległy trądzik. Miałam delikatny obrzęk, podskórne wypukłości i mnóstwo małych śladów po wkłuciach. Tak naprawdę moja twarz nigdy w życiu nie wyglądała gorzej niż wtedy;) Ale po pierwsze widok ten był daleki od tego co swego czasu zaprezentowała Kim Kardashian – na mojej twarzy nie było już ani śladu krwi. A po drugie – nie zabrzmi to dobrze, ale z moich obserwacji wynika, że niektórzy mają taką skórę na co dzień (trądzik). Nie było więc powodów do dramatyzowania. Zwłaszcza, że wszystkie te ślady miały zejść +/- do tygodnia po zabiegu. Skąd więc tyle krwi na zdjęciu twarzy Kim Kardashian? Po prostu krew została roztarta po jej twarzy dla wywołania szumu medialnego;) Na jednym z blogów wyczytałam kiedyś, że dziewczyna wracała z twarzą umazaną krwią i zastanawiałam się jak to możliwe skoro po zarówno w trakcie nakłuwania jak i bezpośrednio po skóra jest wycierana? Być może chodziło o to, że podobno niektórzy lekarze po skończonym zabiegu wklepują pozostałości krwi w skórę;) Ma to rzekomo zapewniać dodatkowe efekty, ale szczerze mówiąc nie chciałabym wracać do domu z krwią wtartą w twarz:) Gdy już wiemy jak wyglądamy pani doktor nakłada na twarz krem i na to jeszcze maskę w płacie. Następnie otrzymujemy zalecenia i przechodzimy do innego gabinetu gdzie przez 30 minut relaksujemy się z ową maseczką na twarzy. Ja najchętniej od razu bym wyszła, ponieważ jestem w gorącej wodzie kąpana, ale maska działa naprawdę solidnie, silnie kojąc skórę, więc poświęciłam się dla dobra mej zmasakrowanej po zabiegu twarzy;) A jak wyglądała moja twarz już po zdjęciu maski? Skóra była złagodzona i dobrze nawilżona, ale wszelkie ślady i wypukłości nadal były widoczne. Jednak czytajcie dalej bo wkrótce przyjdzie pora na przełom;)


Pielęgnacja skóry po zabiegu z osoczem bogatopłytkowym


Żródło

Pani doktor zaleciła żeby w dniu zabiegu nie myć już twarzy. Mamy więc dzień brudaska;) Przez pierwszych 7 dni po zabiegu poleca się stosować łagodne kosmetyki oczyszczające oraz kremy przyspieszające regenerację skóry. Najlepiej zatem sięgnąć po łagodne dla skóry i zarazem kojące dermokosmetyki. Moja seria zabiegów trwała łącznie kilka miesięcy, najczęściej w 2-4 tygodniowych odstępach. Zdążyłam więc wypróbować różne kosmetyki. Z kremów najlepiej sprawdziły się u mnie Bepanthen Sensiderm oraz La Roche Posay Ultra Nuit na noc. A po ostatnich dwóch zabiegach używałam po prostu tego co aktualnie miałam w użyciu, czyli kosmetyków Hada Labo Tokyo, które są bezzapachowe i świetnie nawilżają, więc spisały się idealnie. Zdarzało mi się też sięgać po Alantan Dermoline, który jest niedrogi lecz poczciwy;) Nieco gorzej za to wypadł u mnie dobrze znany Avene Cicalfate. Do oczyszczania twarzy największą łagodność wykazywały: Oleożel Dr Irena Eris, pianka z serii Aloe Holika Holika oraz żel Hada Labo Tokyo. U mnie regeneracja skóry przebiegała dość szybko i wcale nie musiałam jej łagodzić przez całe 7 dni. Najczęściej po 5 dniach mogłam już nakładać na twarz co tylko chciałam. Jedynie zawsze po zabiegu na 1-1,5 tygodnia odstawiałam soniczną szczoteczkę do mycia twarzy Foreo Luna. Ochrona przeciwsłoneczna po zabiegu nie jest bezwzględnie konieczna gdyż sam zabieg nie zwiększa ryzyka powstawania przebarwień. Warto jednak ją stosować. Dobre filtry posiada chociażby Pharmaceris, Vichy, LRP, a z drogeryjnych Lirene. Jeśli chcemy zrobić dla siebie jeszcze więcej to pomiędzy kolejnymi zabiegami możemy udać się do salonu kosmetycznego. Nieopodal Dermokliniki znajduje się M.A.J. Gabinety Urody;) Przed skorzystaniem z zabiegów najlepiej zasięgnąć porady dermatologa i kosmetologa, którzy podpowiedzą najlepsze rozwiązania dla naszej cery;) Żeby skorzystać z zabiegów typowo pielęgnacyjnych, wystarczy poczekać aż znikną nam wszystkie ślady zbrodni;) Ja wykonywałam zabieg  z witaminą C oraz oxybrazję.


Czy skóra po zabiegu boli? Czy można pokazać się ludziom?;)


Po pierwszym i drugim zabiegu moja skóra przez pierwsze 24h była lekko tkliwa podczas mycia. Natomiast po kolejnych uczucie to już nie występowało. Również wygląd skóry bezpośrednio po zabiegu, po każdej kolejnej „sesji” był coraz mniej drastyczny:) Prawdę mówiąc po pierwszym zabiegu specjalnie zaangażowałam tatę żeby mnie odwiózł, ponieważ nie wiedziałam jak dokładnie zareaguje moja skóra. A po drugim zamówiłam sobie taksówkę. Po 3, 4, 5 i 6 skóra po zdjęciu maseczki wyglądała już naprawdę znośnie i właściwie nie budziła większych zastrzeżeń (poza całkowitym brakiem makijażu oczywiście;)). Dlatego też po kolejnych zabiegach zakładałam okulary przeciwsłoneczne i radośnie wracałam tramwajem. Trzy razy byłam nawet straszyć w galerii łódzkiej i nikt nie uciekł ani nie odmówił mi obsługi w sklepach;) 


Czy każdy kolejny zabieg przebiega tak samo?


Procedura zabiegowa za każdym razem jest identyczna. Jednak po każdym kolejnym zabiegu ślady są mniej spektakularne i większość z nich znika szybciej niż za 1 i 2 razem, a skóra przestaje reagować lekką tkliwością. Wszystko to dlatego, że skóra sukcesywnie się wzmacnia (a m.in właśnie o to chodzi w tym zabiegu). Zmienne może być też odczucie bólu w trakcie zabiegu. Jedna z pań powiedziała mi, że niektóre pacjentki donoszą iż czasami nic nie czują, a innym razem ból jest jakby większy. Może to być związane z poszczególnymi fazami cyklu. Raz poddawałam się zabiegowi będąc w trakcie okresu i muszę przyznać, że rzeczywiście jest coś na rzeczy, gdyż tego dnia znieczuliłam się trochę słabiej i moje odczucia oscylowały już w granicach 2 (w skali 1-10). Ponadto moje nastawienie było mniej entuzjastyczne i odczuwałam lekki niepokój. Miesiączka nie jest przeciwwskazaniem do wykonania tego zabiegu, ale jeśli mam coś doradzić to w takim przypadku polecam przełożyć wizytę.


Jak długo utrzymują się ślady zbrodni i jak w razie potrzeby je zamaskować?

zdjęcie śladów po wkłuciach po zastosowaniu osocza bogatopłytkowego
Ślady po niespełna dobie od 2 zabiegu. Twarz pokryta jedynie kremem. Widocznych jest kilka większych i kilka drobniejszych śladów (część to jedynie pieprzyki) oraz powoli tworzące się siniaczki.

Pierwsze ślady w postaci podskórnych wypukłości powinny zniknąć jeszcze tego samego dnia. Najczęściej znikają w ciągu 1-2 godzin. Ewentualne siniaki powinny pojawić się bezpośrednio po zabiegu lub jeszcze tego samego dnia. Co ciekawe u mnie najczęściej pojawiały się po 4-5 dniach i trwały na twarzy do 8-9 dnia licząc od momentu zabiegu. Same ślady po iniekcjach znikały stopniowo. Część z nich niemal od razu, a reszta najczęściej do 5-6 dni. Całkowity czas, po którym nie było już ani jednego śladu średnio wynosił 7 i nie przekraczał 9dni;) Najczęściej od 3 dnia na twarzy utrzymywało się jedynie parę tych najbardziej „upartych” kropek plus ewentualne siniaki, których po pierwszych zabiegach było 8-10, a po końcowych 2-3. Co miało oznaczać, że skóra się wzmacnia:) Kiedy zapytałam panią doktor czy uda mi się zamaskować ślady zdrobni lekkim makijażem, odpowiedziała, że niekoniecznie;) W praktyce jednak okazało się to być całkiem realne, ponieważ najczęściej w razie potrzeby używałam pudru Givenchy Teint Couture oraz miejscowo korektora Catrice na lekko czerwone punkty (a czasami nawet samego korektora miejscowo). Ten duet nie zapewniał pełnego krycia, ale twarz nie budziła zastrzeżeń i naprawdę nikt się nie połapał, że w grę wchodziły igły;) A w moje zabiegi nie wtajemniczałam nikogo oprócz 3 osób z rodziny (i oczywiście Czytelników bloga;)). Dla odmiany kiedy spektakularnie rozdrapałam sobie krostkę, znajomi pytali kto mnie pobił albo podrapał;) Jeśli kogoś by mocno martwił delikatny prześwit śladów pod lekkim makijażem lub po prostu jego praca wymaga nienagannego wyglądu to myślę, że ciężki kaliber w postaci podkładu Estee Lauder Double Wear plus korektor, powinny załatwić sprawę:) Osobiście jednak brzydzę się tym produktem i wolę lekki prześwit niż efekt maski;) Natomiast dla miłośników naturalnych składów pozostają sypkie podkłady mineralne, które są szczególnie rekomendowane po zabiegach, ponieważ dzięki nim „skóra oddycha”. Jeśli zamierzacie się poddać zabiegowi przed wielkim dniem typu ślub albo spotkanie na szczycie to dla pewności najlepiej wykonać go minimum 2 tygodnie przed planowanym wydarzeniem żeby mieć pewność, że wszelkie ślady zbrodni zdążą zniknąć;)


Osocze bogatopłytkowe - ile zabiegów trzeba wykonać? Kiedy się pojawiają i jak długo utrzymują efekty?


Najczęściej „wampirzy lifting” poleca się przeprowadzać w seriach. Z reguły seria obejmuje 4-6 zabiegów w 2-3 tygodniowych odstępach lub nieco dłuższych jeśli tak zaleci lekarz albo gdy nie jesteśmy w stanie pojawiać się tak często. Ilość zabiegów uwarunkowana jest różnymi czynnikami i jest dość indywidualna. Zależy ona nie tylko od wieku i stanu cery pacjenta, ale także od jego oczekiwań oraz tego czy były to jego pierwsze zabiegi czy może zabieg przypominający po kilku miesiącach od zakończenia serii. Niektórych efekt usatysfakcjonuje szybciej, a inni będą czekać na więcej:) Podobno najlepsze efekty uzyskuje się w okolicach 40 r.ż, gdyż osocze jest wtedy najbardziej bogate w czynniki wzrostu. Ja mam 30 (no prawie 31;)), więc póki co ciężko mi to potwierdzić;) W moim przypadku przeprowadzono pełną serię, czyli 6 zabiegów w odstępach 2-5 tygodniowych. Często można także zastosować terapie skojarzone, czyli np. laser frakcyjny plus osocze bogatopłytkowe. W takim przypadku zabieg jest bardziej efektywny, a podanie osocza bezpośrednio po laserze powoduje, że skraca się czas gojenia i rekonwalescencji po jego zastosowaniu (gdyż laser jest już bardziej inwazyjny). Sama jednak nie łączyłam osocza z innymi zabiegami medycyny estetycznej, więc na ten temat się nie wypowiem. Wspomniałam, że moje oczekiwania były realistyczne i rzeczywiście nie liczyłam na wyprasowanie wszelkich linii, całkowite zniwelowanie cieni pod oczami ani np. na uwypuklenie policzków, ponieważ osocze nie jest wypełniaczem (pamiętajcie, że jest to metoda naturalna i nie zapewni natychmiastowych efektów). Nie oznacza to jednak, że moje oczekiwania były niskie;) Poddając się zabiegom chciałam uzyskać możliwie jak najlepsze rezultaty.  Dodatkowo z racji tego, że na co dzień recenzuję kosmetyki, starałam się rozgraniczyć efekty stosowania kosmetyków, od tych które zapewniły mi zabiegi. W wolnym tłumaczeniu oznacza to, że nie usatysfakcjonowałby mnie efekt porównywalny z tym jaki mogę osiągnąć stosując nawet najbardziej kompleksową pielęgnację domową. Pozytywny efekt w przypadku zabiegu musiał więc oznaczać coś więcej niż działanie powierzchniowe jakie zapewniają kosmetyki. Myślę, że to logiczne, ponieważ gdyby efekty miały być porównywalne to każdy wolałby zainwestować w pielęgnację (nawet bardzo drogą) którą może stosować regularnie i samodzielnie niż poddawać się zabiegom, nawet tym budzącym ciekawość;) Na co więc liczyłam i kiedy zauważyłam efekty? Po pierwszych 2-3 zabiegach efekty wydawały mi się powierzchniowe i przemijające – trochę jak po często stosowanych maseczkach. Bardziej trwałe i satysfakcjonujące rezultaty, czyli zauważalną zmianę w strukturze skóry zaczęłam dostrzegać od 4 zabiegu wzwyż.  Dlaczego efekty nie pojawiły się szybciej? Prawdopodobnie dlatego, że moja cera była wyjściowo w dobrym stanie i zwyczajnie ciężej było mi dostrzec poprawę. Spotkałam się ze stwierdzeniem, że łatwiej poczuć różnicę gdy skóra jest wyjściowo w gorszym stanie;) Wiedziałam, że np. całkowite zniwelowanie cieni przy zastosowaniu samego osocza nie jest w moim przypadku możliwe z uwagi na naprawdę spektakularne cienie. A ponadto najczęściej nie miałam ostrzykiwanej tej bezpośredniej okolicy oczu, a bardziej na granicy cieni i policzków;) W ocenie pani dermatolog poprawa w okolicach oczu jest bardzo duża. Natomiast z mojej perspektywy pozytywna zmiana występuje, gdyż cienie są jaśniejsze (zwłaszcza na granicy okolic oczu i policzków po zewnętrznej stronie), ale nadal mogłabym je zaklasyfikować jako widoczne na pierwszym planie. Może już nie tak bardzo mocno, ale średnio widoczne na pewno (głównie po wewnętrznej stronie i bezpośrednio pod oczami). Myślę, że na cienie musiałabym jeszcze zadziałać inną metodą, np. laserem frakcyjnym. Jeśli zaś chodzi o pozostałą część twarzy, delikatne linie na czole zniknęły, a te wyraźniejsze stały się trochę mniej widoczne. W obrębie tzw. lwiej zmarszczki nie ma szczególnej poprawy, ponieważ bardzo długo miałam tam problematyczną krostkę i pomijaliśmy to miejsce. Zniknęła mi za to pozioma zmarszczka nad ustami i większość najdrobniejszych linii. Należy pamiętać, że osocze to nie remedium na wszelkie bolączki skóry. Nie jest też botoksem więc nie usunie całkowicie wszelkich linii;) Najlepsze rezultaty dostrzegam na poziomie poprawy struktury skóry. Nie jest już tak bardzo cienka i delikatna, stała się wyraźnie mocniejsza i gładsza. Jej koloryt jest ładniejszy, a cera bardziej promienna. Jest po prostu w lepszej kondycji. Jeśli chodzi o kwestię nawilżenia to terapia PRP oczywiście nie zastąpi odpowiednio dobranej pielęgnacji (nie jest tak, że możemy już nic nie używać;)). Jednak dobrze zregenerowana i „pobudzona do działania” skóra zdecydowanie lepiej przyswaja składniki pielęgnacyjne zawarte w kosmetykach. Dużym plusem zabiegów jest także brak ryzyka wystąpienia sztucznego efektu, nienaturalnego wyrazu twarzy etc. Osoby niewtajemniczone mogą zauważyć, że nasza skóra stała się bardziej gładka i promienna, ale na pewno nie domyślą się, że w grę wchodził „romans z igiełkami”;) Jeśli ktoś potrzebuje mocniejszych efektów to tak jak wspomniałam zabieg z wykorzystaniem osocza bogatopłytkowego jest bardzo elastyczny i można rozplanować sobie terapie skojarzone w połączeniu np. z laserem frakcyjnym, a w najbardziej newralgicznych miejscach zastosować, któryś z wypełniaczy. Wszystko zależy od oczekiwań pacjenta. Jeśli oczywiście koszta nie stanowią problemu. Dla wielu osób ogromnym plusem będzie naturalność metody. Ja osobiście jestem skłonna spróbować również preparatów syntetycznych, ale w przypadku osocza dużym plusem była dla mnie pełna biokompatybiloność oraz brak ryzyka uczulenia. Dlatego też spróbowanie tego zabiegu było najlepszym wyborem na początek. Konfrontując to wszystko ze wskazaniami sądzę, że efekty wypadły u mnie dość książkowo;) A jak długo się utrzymają? Tego jeszcze nie wiem. Najczęściej podaje się 6-12 miesięcy, ale jest to kwestia indywidualna (u mnie minęły już niemal 3 miesiące od zakończenia serii). W razie potrzeby i chęci za parę miesięcy można zrobić zabieg przypominający. Tak naprawdę nie ma żadnych przeciwwskazań żeby tego typu zabiegi wykonywać regularnie, nawet co miesiąc. Ale przecież we wszystkim warto zachować umiar:) 

Koszt jednorazowego zabiegu zależny jest m.in od zastosowanego systemu oraz obszaru, który chcemy mu poddać.



Słyszałyście o mezoterapii osoczem bogatopłytkowym? Korzystałyście już z drobnych zabiegów z zakresu medycyny estetycznej? Podzielcie się swoimi doświadczeniami.
Czytaj dalej »