czwartek, 7 stycznia 2021

Garnier Ambre Solaire Sensitive Advanced Face UV Face Fluid SPF50+ - czy rzeczywiście HIT?

Mam wielki sentyment do marki Garnier, ale o powodach opowiem innym razem:) Dzisiaj filtry! W zeszłym roku zapanował prawdziwy szał na ultra-lekki fluid do twarzy UV Garnier Ambre Solaire Sensitive Advanced Face UV Face Fluid SPF50+. Wyskakiwał mi już chyba, z co drugiej relacji na Instagramie i zachwytom nie było końca! Na początku patrzyłam na to z przymrużeniem oka, ale ostatecznie w przypływie zakupowego impulsu uległam wpływom tłumu i wrzuciłam do koszyka;) I tu muszę przyznać, że nie było to łatwe, ponieważ filtr ten jest tak samo dobrze dostępny jak mydło i żele antybakteryjne za czasów wiosennego lockdownu;) Trzeba się nagimnastykować, żeby go zamówić, ponieważ z wysyłką do Polski jest dostępny jedynie w dwóch miejscach, m.in. na Notino. Znika w mgnieniu oka, więc warto polować albo zapisać się na powiadomienie o dostępności:) W czym jednak tkwi jego sekret? Czy rzeczywiście to taki hit? Daję znać z perspektywy osoby, która jest niezwykle wybredna w kwestii filtrów:D

Garnier Ambre Solaire Sensitive Advanced Face UV Face Fluid SPF50+

Lekki fluid do twarzy Garnier zapewnia wysoką ochronę SPF50+. Fotostabilne filtry pomagają chronić skórę przed uszkodzeniami powodowanymi przez słońce, które przyczyniają się do przedwczesnego starzenia się skóry. Ultralekki fluid przeznaczony jest zarówno do stosowania na twarz jak i wrażliwą skórę wokół oczu. Szybko wchłaniająca się formuła w swoim składzie dodatkowo zawiera kwas hialuronowy, który wspomaga nawilżenie. Fluid jest odpowiedni dla skóry wrażliwej. Nie zawiera substancji zapachowych ani nie zostawia tłustej warstwy na skórze. Zapewnia matowe wykończenie.

Garnier Ambre Solaire Sensitive Advanced Face UV Face Fluid SPF50+ opinie recenzja

Garnier UV Fluid do twarzy umieszczony został w białej, poręcznej 40ml butelce. Rozwiązanie to było mi już znane z fluidu UV do twarzy Nuxe SUN. Przed użyciem należy nim mocno wstrząsnąć żeby uzyskać pożądaną konsystencję. A jest ona naprawdę bardzo lekka. Podczas potrząsania aż słychać jak chlupie;) Filtr posiada białą barwę oraz konsystencję lekkiego fluidu. Producent zapewnia o braku dodatków zapachowych, ale ja niestety wyczuwam specyficzny filtrowy zapach. Bardzo nie lubię tych filtrowych woni i muszę przyznać, że jedynym kremem z filtrem praktycznie bezwonnym w moim odczuciu jest ten z Is Clinical. Każdy inny mi czymś pachnie. Albo filtrami albo dodatkowym aromatem. Na tym polu trochę się rozczarowałam, ponieważ pytałam kilka osób o kwestię zapachu fluidu SPF50+ od Garniera i dostałam odpowiedzi, że nie ma zapachu i można, co najwyżej wyczuć subtelną woń alkoholu podczas aplikacji. Ja niestety czuję w nim filtry, ale jak wiesz mam bardzo wyczulony nos;) Po jakimś czasie można się jednak trochę przyzwyczaić. Na szczęście nie jest to wysoki poziom intensywności zapachu;)

Garnier Ambre Solaire Sensitive Advanced Face UV Face Fluid SPF50+ blog

Poza zapachem nie mam już żadnych innych zastrzeżeń:) Nie kłamali, ponieważ to naprawdę najlżejszy produkt z filtrem, z jakim kiedykolwiek miałam do czynienia. W dodatku w rewelacyjnej cenie! Na Notino jest ona, co prawda zmienna, ale jest to przedział 30-40zł. Co najważniejsze fluid Garnier nie bieli! Jestem wyjątkowo nieufna w tej kwestii. Nawet, jeśli ktoś mi mówi, że filtr nie bieli to mam wątpliwości, ponieważ na bardzo jasnych karnacjach nie sposób miarodajnie to ocenić. Moja cera jest w ciepłym odcieniu i nieco ciemniejsza, więc nie raz się nacięłam na takie polecenia. A uwierz, że przy mojej karnacji naprawdę mocno się to odznacza i wygląda bardzo nienaturalnie. Garnier jednak pod tym względem zachowuje się nienagannie, co daje ogromną ulgę, bo nie chcę mieć sztucznie rozbielonej cery;) Wykończenie, jakie zapewnia ten filtr określiłabym, jako naturalne. Taki pół-mat. Twarz się nie błyszczy, nie ma żadnej tłustej warstwy. Rzeczywiście zaskakująco szybko się wchłania:) Dobrze współpracuje także z makijażem, nic się nie roluje. Nie zwracałam wielkiej uwagi na właściwości pielęgnacyjne, ponieważ zawsze stosuję coś pod kosmetyk z filtrem, ale mojej skóry nie ściąga, nie podrażnia ani nie wysusza. Wysypu niedoskonałości również nie odnotowałam, ale zaznaczam, że moja cera nie przejawia takiej tendencji. Okazał się dobrym wyborem podczas kuracji retinolem i gdyby nie zapach, który wyczuwam to byłby niekwestionowanym hitem. Ale i tak oceniam go na bardzo dobry:) W jego składzie znajdują się dobrze dobrane filtry, ale rozmów na Instagramie wiem, że niektórych niepokoi zawartość alkoholu. Sama nie mam z tym problemu, ponieważ w mojej ocenie nie w każdym kosmetyku alkohol to zło. Zwłaszcza, jeśli możemy uzyskać lekki, komfortowy w stosowaniu krem z filtrem, który jest tak skomponowany, że nie wysusza. Ale zdaję sobie sprawę, że nie ma kosmetyków dla każdego. Dlatego każdy sam powinien odpowiedzieć sobie na pytanie czy ten produkt będzie dla niego odpowiedni. W końcu różnimy się doświadczeniami, potrzebami, typem cery etc.

Według mnie warto spróbować. Szczególnie, jeśli bezskutecznie szukasz naprawdę nieobciążającego, nietłustego produktu z filtrem w przystępnej cenie. A nie jest łatwo taki znaleźć, zwłaszcza posiadaczom cery tłustej i mieszanej.

Miałaś już okazję poznać ten słynny fluid UV Garnier SPF50+? Stosujesz kosmetyki z filtrem? Jakich filtrów używasz na twarz?

Czytaj dalej »

niedziela, 3 stycznia 2021

d'Alba White Truffle First Spray Serum – hit targów beautyVISION!

D’ALBA to koreańska marka kosmetyków do pielęgnacji cery, na którą natknęłam się podczas poszukiwań czegoś fajnego na prezent:) Co było potem to na pewno już wiesz;) Finalnie musiałam wypróbować też na sobie, ponieważ d'Alba White Truffle First Spray Serum kusiło mnie i nęciło, a drobnym pokusom nie ma sensu się opierać;) W produktach tej marki znajdują się cenne ekstrakty roślinne bogate w silnie działające składniki aktywne. Większość z nich zainspirowana została białą truflą. A że miałam już kiedyś serum innej firmy na bazie tego składnika, (które bardzo dobrze wspominam) to uznałam, że tym razem chętnie spróbuję czegoś od d’Alba:)

d'Alba White Truffle First Spray Serum

d'Alba White Truffle First Spray Serum

Jest to serum w formie mgiełki, które jednocześnie nawilża, tonizuje i wzmacnia barierę ochronną skóry. Posiada również właściwości uelastyczniające oraz poprawiające koloryt cery. Idealnie sprawdzi się także w podróży. Działa już w 3 sekundy. W jego składzie znajduje się m.in. ekstrakt z białej trufli, olej z nasion słonecznika, wyciąg z nasion chia, ekstrakt z awokado, lizat fermentacyjny Bifida, adenozyna oraz niacynamid.

d'Alba White Truffle First Spray Serum

d'Alba White Truffle First Spray Serum opakowane zostało w plastikową butelkę z atomizerem. Mgiełka dostępna jest w dwóch pojemnościach – 50ml i 100ml. Ja wolę kompaktowe rozmiary, więc zdecydowałam się na tą mniejszą. Ale oczywiście zakup większej bardziej się opłaca. Mgiełka ma postać dwufazową. Przed użyciem należy kilkakrotnie wstrząsnąć butelką, a następnie rozpylić w odległości 20cm od twarzy. Atomizer działa sprawnie, nie zauważyłam żeby się zacinał. Rozpyla dość drobną mgiełkę, więc nietrudno nad nim zapanować. 

d'Alba White Truffle First Spray Serum

Zapach produktu jest bardzo przyjemny i niesłychanie ulotny. Nie utrzymuje się na skórze, co uznaję za plus, ponieważ zawsze wolę zapach zwiewny niż ten długotrwały. Mgiełka natychmiast się wchłania. Jej formuła jest ultra-lekka, więc nie pozostawia po sobie żadnej tłustej ani lepkiej warstwy. Jestem zwolenniczką wieloetapowej pielęgnacji twarzy, więc White Truffle First Spray Serum stosowałam nie w zastępstwie serum, a typowo, jako mgiełkę przed zastosowaniem serum np. o żelowo-płynnej formule, a także w ciągu dnia, jako produkt uzupełniający nawilżenie oraz dla przyjemności;) Mgiełka zapewnia skórze wstępne nawilżenie, wspomaga łagodzenie podrażnień, odświeża i sprawia, że twarz jest bardziej promienna. Jednocześnie jej nie obciąża. Myślę, że warto mieć ją również w podróży. Poręczne 50ml opakowanie sprawdzi się nawet podczas lotu samolotem. Podobno jest hitem targów beautyVISION uwielbianym przez koreańskie gwiazdy;) Marka d’Alba powoli zyskuje sympatię także w Polsce z racji coraz lepszej dostępności.

White Truffle First Spray Serum oraz inne kosmetyki d’Alba w dobrych cenach znajdziesz na Jolse:)

Znasz White Truffle First Spray Serum albo inne kosmetyki d’Alba? Sięgasz po mgiełki do twarzy?

Czytaj dalej »

środa, 30 grudnia 2020

Real Barrier Cicarelief Cream oraz Real Barrier Extreme Lip Repair – twarz i usta pod specjalną opieką!

W październiku w końcu udało mi się zamówić na Jolse dwa kosmetyki koreańskiej marki Real Barrier, które interesowały mnie szczególnie. Mowa o kremie do twarzy Real Barrier Cicarelief Cream oraz balsamie do ust Real Barrier Extreme Lip Repair. Moje usta są wymagające i zawsze potrzebujące intensywnej pielęgnacji, a na krem zdecydowałam się ze względu na kurację retinolem i towarzyszące temu ekscesy;) Jak wypadł u mnie ten koreański duet ratunkowy?

Real Barrier Cicarelief Cream

Real Barrier Cicarelief Cream

Jest to kojący krem przeciwzapalny z wąkrotką azjatycką przeznaczony dla skóry po zabiegach kosmetycznych i dermatologicznych, a także narażonej na czynniki środowiskowe. Krem przywraca funkcje osłabionej bariery hydrolipidowej, nawilża, zmiękcza, łagodzi podrażnienia, swędzenie, zaczerwienienie oraz inne nieprzyjemne dolegliwości skórne. W jego składzie znajduje się Calamina, która łagodzi podrażnienia i zaczerwienienie, a do tego działa kojąco i antyseptycznie. Ponadto opatentowana formuła MLE Skin Barrier + Ceramid chroni skórę przed odwodnieniem oraz wzmacnia jej naturalną barierę ochronną. Kojący kompleks pantenolu, madeksasodydu i alantoiny wpływa na poprawę suchej, wrażliwej oraz podrażnionej skóry.

Real Barrier Cicarelief Cream recenzja

Krem opakowany został w dość zwyczajną biało-różowo-niebieską tubkę z odkręcaną nakrętką. Pojemność to 30g, czyli niestety mniej niż taki standardowy krem. Ale w istocie nie jest to taki zwykły krem, a bardziej kosmetyk do zadań specjalnych. Krem barierowy:) Na zużycie mamy 12 miesięcy od pierwszego otwarcia. 

Krem posiada białą barwę i na pozór zwyczajną, lekką konsystencję, która na pierwszy rzut oka nie powinna sprawiać problemów. Jednak w praktyce okazało się trochę inaczej;) Krem mimo lekkości bieli podczas rozprowadzania i sprawia wrażenie jakby stopniowo topił się pod wpływem ciepła palców. Finalnie bielenie jest na szczęście jedynie przejściowe i po paru minutach krem wtapia się w skórę. Ale nie ukrywam, że pierwszą moją reakcją było – Boże, co to?:D Żeby przyspieszyć proces wchłaniania polecam nakładać krem w małych ilościach, stopniowo dokładając kolejne porcje. Koniecznie na wstępnie już wchłonięte serum, ponieważ na mokrej skórze produkt się marze. Do dobrych wiadomości należy to, że krem jest praktycznie bezzapachowy. Można wyczuć jedynie subtelnie medyczną, niedrażniącą nutę po wyciśnięciu i podczas wklepywania. Także na pewno nikogo nie zirytuje. Uważam, że kremy kojące nie powinny intensywnie pachnieć, więc to dla mnie zaleta! 

Na krem zdecydowałam się ze względu na kurację retinolem, którą kontynuuję od września. Mimo upływu tylu miesięcy mojej skórze nadal raz na jakiś czas zdarza się podrażnienie, łuszczenie lub miejscowe zaczerwienienie. Najwidoczniej jest dość wrażliwa na retinol. Moim hitem wśród kremów intensywnie regenerujących jest Bielenda Professional SupremeLAB Barrier Renew Intensywnie odżywczy krem na noc z ceramidami, który jest treściwszy, lecz naprawdę rewelacyjnie odżywia i szybko koi podrażnienia. Ale w momencie składania zamówienia na Jolse kończyłam już drugie opakowanie i uznałam, że sprawdzę jak z tego typu problemami poradzi sobie koreański Real Barrier. Mimo tej dziwnej lekkiej i zarazem bielącej formuły, z którą trzeba chwilkę popracować już po wchłonięciu krem tworzy na skórze przyjemną absolutnie nietłustą powłokę ochronną. Jest niczym delikatny, niewidzialny plater kojący podrażnioną skórę. Twarz staje się natychmiastowo gładsza, a jednocześnie się nie błyszczy, ponieważ krem pozostawia na niej naturalne wykończenie. W razie potrzeby krem nadaje się również pod makijaż. Produkt spełnia obietnice producenta, ponieważ sprawnie łagodzi podrażnienia, stany zapalne i swędzenie. Dzięki czemu nawet łuszcząca się skóra szybko się regeneruje i twarz znowu wygląda normalnie. Jeśli zaś chodzi o zaczerwienienie to u mnie przy retinolu występuje ono rzadziej i jedynie miejscowo na niewielkim obszarze policzka. Najczęściej sięgam wtedy po żel Thermi, który w moim przypadku dobrze gasi zaczerwienienie. Pod względem działania Real Barrier Cicarelief Cream jest bardzo dobrym i nieobciążającym skóry kremem kojąco-regenerującym, który zapewnia jej wszystko, czego potrzebuje w przypadku podrażnień.

Real Barrier Extreme Lip Repair

Real Barrier Extreme Lip Repair opinie

Jest to balsam do suchej i wrażliwej skóry ust, który chroni je nawet przez 72h. Oprócz tego nawilża, zmiękcza oraz redukuje podrażnienia i łuszczenie. W balsamie zastosowano specjalną formułę MLE, która stanowi wielowarstwową emulsję o teksturze przypominającej struktury międzykomórkowych warstw lipidowych skóry. MLE (Multi-Lamellar Emulsion) zawiera pseudoceramid, kwasy tłuszczowe, witaminę E i witaminę B5 oraz naturalne substancje nawilżające.

Real Barrier Extreme Lip Repair opinie

Balsam do ust Real Barrier umieszczony został w 7g tubce ze ściętym aplikatorem. Nie jest ona niestety najlepszej jakości, gdyż w trakcie używania przetarła mi się w dwóch miejscach. Przez co szybko przestała prezentować się estetycznie. Muszę przyznać, że rzadko zdarza mi się coś takiego. Tubka wystarcza na kilka tygodni stosowania. 

Produkt posiada konsystencję typową dla balsamów do ust w tubkach, czyli taką śliską i jednocześnie odżywczą, skoncentrowaną. Przywodzi na myśl coś na kształt zagęszczonego żelu. Nie klei się i pozostawia na ustach ładny połysk, więc może zastąpić bezbarwny błyszczyk. Balsam jest niemalże bezzapachowy, można wyczuć jedynie lekko medyczną, niedrażniącą nutę. Ma nieco słodki posmak. 

Zaletą tego balsamu jest to, że nie znika z ust nadmiernie szybko. Po zastosowaniu na noc zostaje na nich aż do rana. W ciągu dnia zależnie od jedzenia i picia;) Ja lubię mieć usta zawsze pokryte balsamem, więc ponawiam aplikację w ciągu dnia. Obietnica ochrony ust przez 72h to zdecydowanie przesada. Zwłaszcza, że nie wyobrażam sobie nie zaaplikować balsamu przez 3 doby:D Moje uzależnienie od tego typu produktów by na to nie pozwoliło. Niemniej to naprawdę dobry balsam do ust. Skutecznie nawilża, regeneruje i chroni nawet moje wrażliwe usta, które czasami są tak suche, że wręcz się łuszczą. To porządny i wygodny w użyciu produkt pielęgnacyjny:)

Real Barrier Extreme Lip Repair blog

Znasz kosmetyki Real Barrier? Czego używasz w przypadku podrażnień twarzy lub suchych i wrażliwych ust?

Czytaj dalej »

sobota, 26 grudnia 2020

Pielęgnacja ciała z kosmetykami Zielone Laboratorium. Topestetic!

Na kosmetyki Zielone Laboratorium miałam chrapkę już od dawna, ale dopiero ten 2020 rok przyniósł mi spełnienie w tym zakresie:) Zielone Laboratorium jest polską marką tworzącą kosmetyki naturalne. Ich formuły są w 100% wegańskie, naturalne i bezpieczne dla skóry. Produkty nie zawierają składników pochodzenia zwierzęcego ani nie są testowane na zwierzętach. Dodatkowo część zysków ze sprzedaży kosmetyków zasila konta różnych fundacji na rzecz zwierząt. Jest to zatem firma, która nie pozostaje obojętna na los istot zależnych od człowieka:) Wracając już do produktów asortyment jest bardzo ciekawy i każdy znajdzie coś dla siebie. Ja na początek postawiłam na kosmetyki do pielęgnacji ciała – Cytrusowy peeling myjący, Ujędrniający krem do mycia i Balsam do ciała ujędrniająco-wzmacniający:) A jak się u mnie spisały?

Zielone Laboratorium kosmetyki

Zielone Laboratorium Cytrusowy peeling myjący Pomarańcza i Cytryna

Jest to odświeżający peeling myjący o cytrusowym aromacie. Ma on za zadanie dogłębnie oczyszczać i relaksować ciało. Produkt zawiera delikatne drobinki ścierające, które pomagają pozbyć się martwego naskórka. W składzie znajdują się ekstrakty z lawendy i rozmarynu, olejek pomarańczowy oraz origanol.

Zielone Laboratorium Cytrusowy peeling myjący Pomarańcza i Cytryna

Peeling został opakowany w plastikową butelkę o pojemności 250ml, które należy zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia. Opakowanie posiada dość wygodne zamknięcie na klik. Sam produkt ma żółtawą barwę i żelową, lejącą się konsystencję. W porównaniu do takich typowych treściwych peelingów jest zdecydowanie rzadki, ale naszpikowany sporą ilością drobinek. Jego zapach jest przepiękny! Ja wyczuwam w nim woń świeżo obieranych pomarańczy z nutką cytryny. Jest totalnie orzeźwiający i naturalny w odbiorze. Zero sztucznych nut, więc zdecydowanie uprzyjemnia kąpiel:) Niestety nie utrzymuje się zbyt długo na skórze po użyciu;) Z reguły nie przepadam za takimi peelingami myjącymi. Częściej wybieram te bardziej odżywcze, ale w tym przypadku intrygował mnie zapach i przyznaję, że miałam nosa. Peeling aplikuje się na mokrą skórę, a następnie należy masować okrężnymi ruchami aż do wytworzenia pianki. Owa piana jest taka bardziej kremowa, subtelna. Kosmetyk bardzo dobrze oczyszcza ciało, relaksując przy tym zmysły za sprawą swego zapachu. A dodatkowo ze względu na właściwości złuszczające pozostawia skórę miękką i gładką oraz subtelnie nawilżoną, idealnie przygotowując ją tym samym na użycie balsamu. Nie pozostawia po sobie tłustej warstwy. Nie jest to mocny zdzierak, więc spokojnie można po niego sięgać nawet kilka razy w tygodniu bez obaw o podrażnienia:)

Zielone Laboratorium Ujędrniający krem do mycia Aloes i olejek pomarańczowy

Krem myjący został skomponowany na bazie roślinnych środków myjących. Posiada on działanie ujędrniające i regenerujące. Dobrze oczyszcza skórę, a przy tym łagodzi podrażnienia oraz stany zapalne. Działa również antyoksydacyjnie. Jest polecany do każdego typu skóry, także tej zmagającej się z utratą jędrności.

Zielone Laboratorium Ujędrniający krem do mycia Aloes i olejek pomarańczowy

Podobnie jak produkt wyżej, krem myjący znajduje się w 250ml przezroczystej butelce, której zawartość należy zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia. Po opisie spodziewałabym się kremowej konsystencji, ale raczej bym jej tak nie określiła. Nie jest taka sama jak w przypadku peelingu, ale również rzadka. Taka swobodnie przelewająca się;) Wewnątrz kremu myjącego również znajdują się delikatne drobinki. Krem przyjemnie się rozprowadza wytwarzając delikatną, kremową piankę. Jego zapach to w moim odczuciu cytrusy z ziołowo-ogórkową nutką. Naturalny i świeży, ale już nie aż tak zniewalający w odbiorze jak peeling myjący;) Te dodatkowe lekko ziołowe nuty trochę zaburzają jego piękno:) Krem myjący bardzo dobrze sprawdza się pod prysznicem. Oczyszcza łagodnie, bez żadnych podrażnień, a jednocześnie robi to skutecznie. Po użyciu skóra jest gładka i lekko nawilżona. Dobrze współgra z balsamem z tej samej linii.

Zielone Laboratorium Balsam do ciała ujędrniająco-wzmacniający

Balsam bazuje na składniku Body3 Complex, dzięki któremu skóra staje się bardziej jędrna, a rozstępy i cellulit zredukowany. W jego składzie znajduje się masło shea, proteiny owsa oraz olejek cytrynowy. Balsam polecany jest do każdego typu skóry. Zwłaszcza tej zmagającej się z wiotkością, niedostatecznym odżywieniem i nawilżeniem, a także utratą jędrności, rozstępami i cellulitem.

Zielone Laboratorium Balsam do ciała ujędrniająco-wzmacniający

Balsam opakowany został w plastikowy słoiczek o pojemności 250ml. Zawartość jest dodatkowo zabezpieczona sreberkiem. Jego zapach jest świeży, podobnie jak krem myjący z tej samej linii. Przez jakiś czas utrzymuje się na skórze po aplikacji, ale nie jest dokuczliwy. Produkt posiada dość gęstą konsystencję, która niestety trochę się marze, pozostawiając po sobie bielącą powłoczkę. Trzeba go więc dobrze wklepać i dłuższą chwilę poczekać na wchłonięcie. Dodatkowo balsam zawiera coś w rodzaju mikrokapsułek, które rozpuszczają się podczas masażu ciała. Osobiście nie mam problemu z utratą jędrności skóry ciała. Szczęśliwie nadal nie posiadam też cellulitu ani rozstępów (chyba po prostu nie mam do tego predyspozycji;)). Ciężko mi więc ocenić tego typu działanie, ale prawdę mówiąc jestem pewna, że nawet jeśli ktoś ma wszystkie te problemy to żaden kosmetyk sam w sobie tego nie zażegna. Nie ma co wierzyć w cuda. Muszę jednak przyznać, że z perspektywy osoby szczupłej i bez tego typu defektów skórnych raz na jakiś czas funduję sobie spotkania z kosmetykami o takim profilu działania i z reguły jestem zadowolona. Wszystko to dlatego, że nie tylko zapewniają podstawową pielęgnację w postaci nawilżenia i odżywienia skóry ciała, ale także pięknie je wygładzają i napinają, więc skóra jest w jeszcze lepszej kondycji. I tak też jest w tym przypadku. Brakuje mi jedynie bardziej komfortowej w rozprowadzaniu, niebielącej formuły. Dobrze byłoby ten kosmetyk nieco ulepszyć pod tym względem, ponieważ z reguły do takich produktów się nie wraca. Poza tym moje kosteczki są zadowolone:D

Szeroki wybór kosmetyków Zielone Laboratorium wraz z bezpłatnymi konsultacjami kosmetologa i równie darmową dostawą znajdziesz na Topestetic.

Miałaś do czynienia z kosmetykami Zielone Laboratorium? Co mogłabyś polecić?

Czytaj dalej »

wtorek, 22 grudnia 2020

SOME BY MI Yuja Niacin serum, toner, krem i maska całonocna. Mini recenzje!

Na początku tego kończącego się już roku miałam okazję wypróbować swój pierwszy produkt koreańskiej marki SOME BY MI. Pomyślałam wtedy, że kolejnym będzie SOME BY MI Yuja Niacin 30 Days Brightening Starter Kit, czyli zestaw mini produktów składający się z serum, tonera, kremu-żelu oraz maski całonocnej. Koronawirus znacząco jednak utrudnił dostawy z Korei i tak naprawdę na spokojnie można było zacząć zamawiać na Jolse dopiero w październiku. Żeby było śmieszniej, w ciągu całego roku zdążyłam sprezentować kilku koleżankom zarówno sera jak i zestawy kupione w polskich sklepach. Tak już mam, że często to, co mi się podoba „testuję” najpierw na innych:D Siebie zostawiłam na koniec, gdyż uznałam, że nie spieszy mi się;) W końcu jednak i na mnie nadeszła pora;)

SOME BY MI Yuja Niacin 30 Days Brightening Starter Kit

SOME BY MI Yuja Niacin 30 Days Brightening Starter Kit

Jest to startowy tudzież podróżny zestaw produktów SOME BY MI z linii Yuja Niacin, który składa się z tonera, serum, kremu żelowego i maski całonocnej. Kosmetyki te zawierają ekstrakt z yuji, glutation, niacynamid oraz 12 rodzajów witamin. Mają one rozjaśniać przebarwienia, nawilżać, rewitalizować matową skórę, rozświetlać i wyrównywać koloryt cery, działać przeciwstarzeniowo oraz regulować pracę gruczołów łojowych.

Zestaw mini produktów opakowany został w żółte kartonowe pudełko. Znajdziemy w nim toner (30ml), serum (10ml), krem żelowy (30ml) oraz maskę całonocną (20ml). Są to pojemności w sam raz do wypróbowania i zapoznania się z serią. Poza serum i tonikiem wcale nie takie bardzo mini, więc spokojnie można wyrobić sobie pierwsze wrażenia ze stosowania. Seria Yuja Niacin polecana jest praktycznie dla każdego rodzaju cery – tłustej, mieszanej, normalnej, również tej dojrzałej. W szczególności zaś tej z przebarwieniami i wymagającej rozświetlenia oraz wyrównania kolorytu. Sama nie posiadam przebarwień ani widocznie nierównego kolorytu, więc skusiłam się na wypróbowanie tych kosmetyków głównie ze względu na koktajl składników aktywnych, które lubię za to, że ładnie rozświetlają cerę. W efekcie, czego wygląda ona na bardziej zdrową i wypoczętą. Stosowałam je wymiennie z innymi produktami, ponieważ w mojej pielęgnacji jest jeszcze retinol i skóra dodatkowo wymaga też regeneracji.

Wszystkie produkty posiadają zapach gorzkiej pomarańczy. Nie każdemu przypadnie do gustu, ale jest bardzo ulotny. Wyczuwalny jedynie podczas aplikacji, więc nie powinien nikogo drażnić. W moim odczuciu do najpiękniejszych nie należy, ale jest przeze mnie w pełni akceptowalny. Do szczególnie brzydkich bym go nie zaliczyła:)

SOME BY MI Yuja Niacin Brightening Toner

SOME BY MI Yuja Niacin Brightening Toner

Toner zawiera 90% esktraktu z yuji, wyciąg z korzenia chińskiego wędzonego, 5% niacynamid, glutation i arbutynę oraz ekstrakt z kwiatu pomarańczy. Występuje w wygodnym 30ml plastikowym opakowaniu. Jego konsystencja jest wodnista, ale sprawia wrażenie odrobinę zagęszczonej. Bardzo przyjemnie się rozprowadza i szybko wnika w skórę. Już na tym etapie pielęgnacji odczuwalne jest wstępne nawilżenie i wygładzenie. Tonik dobrze przygotowuje skórę na przyjęcie serum.

SOME BY MI Yuja Niacin 30 Days Blemish Care Serum

SOME BY MI Yuja Niacin 30 Days Blemish Care Serum

Serum zawiera 82,3% ekstraktu z yuji, 5% niacynamid, glutation i arbutynę, olej ze skórki Yuja i 12 rodzajów witamin. W zestawie mini produktów znajduje się plastikowa 10ml butelka wyposażona w pipetkę. Ja dodatkowo zdecydowałam się również na wersję pełnowymiarową w 50ml butelce z pompką. Ostatecznie jednak duże opakowanie zostawiłam na później. Serum posiada przyjemną, lekko żelową konsystencję. Dobrze się rozprowadza, nie klei się ani nie pozostawia tłustej powłoczki. Idealnie współpracuje z innymi kosmetykami, ale warto pamiętać żeby nie aplikować produktów z tej linii na podrażnioną skórę. Miniatura zrobiła na mnie świetne pierwsze wrażenie. Serum wspomaga nawilżenie, a cera jest po nim gładka i rozświetlona oraz się nie przetłuszcza. Twarz zyskuje ładniejszy koloryt.

SOME BY MI Yuja Niacin Brightening Moisture Gel Cream

SOME BY MI Yuja Niacin Brightening Moisture Gel Cream

Krem-żel zawiera 90% ekstraktu z yuji, 5% niacynamid, glutation i arbutynę. Umieszczony został w wygodnej tubce o pojemności 30ml. Jego formuła jest typowo żelowa. Dobrze się wchłania i w moim przypadku nie zostawia żadnej lepkiej warstwy. Zauważyłam, że zapewniał on u mnie przede wszystkim działanie regulujące wydzielanie sebum. Jednocześnie właściwie wcale nie nawilżał, więc miałam wrażenie, że troszkę niweczy nawilżające działanie pozostałych 3 produktów. Ono samo w sobie też nie było tak intensywne jak w przypadku preparatów typowo nawilżających lub regenerujących, ale było. Krem-żel niestety ten efekt trochę psuł, więc po kilku użyciach go odstawiłam. W moim odczuciu to najsłabszy kosmetyk z tej serii i nie kupiłabym go w wersji pełnowymiarowej.

SOME BY MI Yuja Niacin Brightening Sleeping Mask

SOME BY MI Yuja Niacin Brightening Sleeping Mask

Rozjaśniająco-nawilżająca maska na noc zawiera 70% ekstraktu z yuji, 5% niacynamid, glutation i arbutynę, olej ze skórki Yuja i 12 rodzajów witamin. Maska została umieszczona w tubce o pojemności 20ml, czyli niestety trochę mniejszej niż krem. A wolałabym żeby to ona była większa. Maska całonocna posiada lekką kremowo-żelową konsystencję, która dobrze się rozprowadza i ładnie wchłania. Nie zostawia u mnie nieprzyjemnej, lepkiej warstwy. Jak już wspomniałam u mnie nałożona z pominięciem wcześniejszej aplikacji kremu z tej samej serii sprawdza się dużo lepiej niż z nim;) Rano skóra jest gładka, nawilżona i rozświetlona. Ale jednocześnie nie przetłuszcza się.

Całą serię poleciłabym posiadaczkom cer normalnych, tłustych i mieszanych. Nawet tym bez przebarwień, czyli tak jak w moim przypadku, ponieważ ładnie ożywia cerę. Dla suchych można, jako uzupełnienie pielęgnacji o składniki aktywne, które mimo wszystko są dość uniwersalne. O ile oczywiście nasza skóra je toleruje.

Znasz kosmetyki SOME BY MI Yuja?

Czytaj dalej »