sobota, 24 maja 2014

Revlon Parfumerie China Flower i Pink Pineapple.

Cześć Dziewczyny!
Jakiś czas temu pisałam o pachnącym lakierze Revlon w odcieniu Orange Blossom. Dziś chciałam zaprezentować pozostałe dwa odcienie, które posiadam: Pink Pineapple i China Flower.

Pink Pineapple

Niestety lakier był ostatni i trafiła mi się przybrudzona buteleczka.
Jasnoróżowy lakier, według mnie kolor ten jest bardzo uniwersalny i subtelny,  nadaje się na wiele okazji. Dodatkowo pięknie błyszczy. Dokupiłam go do dwóch pozostałych odcieni, które już wcześniej otrzymałam w prezencie.
Niestety ten lakier w przeciwieństwie do dwóch pozostałych do pełnego krycia potrzebuje nawet trzech warstw lakieru. Za to używając jednej warstwy może się sprawdzić w roli lakieru do frencza, choć trzeba się postarać, ponieważ lakier potrafi smużyć. Zapach lakieru jest ananasowy i utrzymuje się do trzech dni, najbardziej intensywnie pachnie pierwszego dnia. Osobiście nie lubię ananasów, ale sam zapach mi się podoba i w żaden sposób mnie nie drażni. Trwałość w przypadku tego koloru to u mnie 5 dni bez odprysków (oczywiście na bazie). Orange Blossom utrzymał się zatem o jeden dzień dłużej. Ze zmywaniem nie ma najmniejszych problemów.


China Flower

Piękna błyszcząca czerwień. Do pełnego krycia wystarczają dwie warstwy. Co ciekawe zauważyłam, że schnie najszybciej z całej trójki (ok. 10min). W przypadku tego koloru trwałość wyniosła 5 dni bez odprysków. Niestety kwiatowy zapach tego lakieru nie przypadł mi do gustu. Pewnie dlatego, że preferuję owocowe zapachy. Na szczęście zapach utrzymywał się 2 dni, w kolejnych dniach był już praktycznie  niewyczuwalny. 


Oba lakiery mają lekko wodnistą konsystencję i szczupłe pędzelki (pędzelek można zobaczyć w tym poście). Buteleczka zawiera 11,7ml lakieru i w cenie regularnej kosztuje 19,99zł, dlatego najkorzystniej było go nabyć podczas promocji -49%. Osobiście jestem zachwycona tymi lakierami, choć do pełni szczęścia potrzebowałabym 7dniowej trwałości. W pewnym sensie rekompensują mi to piękne buteleczki;)

Który bardziej Wam się podoba?
Czytaj dalej »

czwartek, 22 maja 2014

Moje balsamy do ust:)

Cześć Dziewczyny!
Staram się dbać o swoje usta i codziennie używam specjalnie przeznaczonych do tego produktów.  Szminek używam dość rzadko, ale o ochronie ust nigdy nie zapominam. Bardzo ważne jest dla mnie aby produkty do ust miały niedrażniące zapachy, a najbardziej cenię te bezzapachowe. Dziś przybliżę Wam te balsamy, które były już w użyciu (mam niestety jeszcze trochę nieotwartych). Niektóre z tych produktów okazały się być hitami, a inne bublami. Po tym wpisie parę z nich wyrzucę;) Oczywiście nie używałam wszystkich na raz, a ten post jest swego rodzaju zestawieniem balsamów, których miałam okazje używać w ciągu ostatnich kilku miesięcy:)


  • Regenerum regeneracyjne serum do ust – produkty Regenerum nie robią na mnie wielkiego wrażenia, ich słynna odżywka do paznokci nie przyniosła u mnie oczekiwanych efektów. Serum do ust ma delikatny zapach i nieźle radzi sobie z ustami, ale nie ma tego wow.
  • Tisane balsam do ust – mocno chwalona jest wersja w słoiczku, ja jednak wybrałam wersję w sztyfcie i nie jestem z niej zadowolona. Raczej nie uda mi się go zużyć. Słabiutki z niego balsam.
  • Sylveco pomadka brzozowa z betuliną - w tej chwili zostało mi już po niej tylko opakowanie. Świetna pomadka na zimę o specyficznym, ale niedrażniącym zapachu (recenzja). Kupię ponownie zimą, na lato wydaje mi się zbyt ciężka.
  • Maybelline Baby Lips – pamiętam, że był wielki szał na te pomadki jeszcze w 2013r więc kupiłam i ja. Niestety ta pomadka to dla mnie bubel roku, wysusza usta (recenzja).
  • Nivea Essenial Care – pomadki Nivea były jednymi z moich pierwszych, przerobiłam wiele wersji. Tej pomadki używam w okresie jesienno-zimowym, ponieważ latem ma tendencję do roztapiania się. Sprawdza się u mnie zawsze, dodatkowo jest praktycznie bezzapachowa co bardzo mi odpowiada. Miałam już milion opakowań;)
  • Nivea Fruity Shine Watermelon – arbuzowa pomadka do ust. Nadaje ustom lekki kolor i ładnie pachnie. Pielęgnuje trochę gorzej niż wersja bezzapachowa, ale jest ok.
  • Nivea Fruity Shine Peach – brzoskwiniowa pomadka do ust. Ma ładny zapach, przypominający nektar brzoskwiniowy z Biedronki;) Na ustach jednak ten zapach trochę mi przeszkadza. Poziom pielęgnacji jest również całkiem dobry.
  • Nivea Hydro Care – (brak foto). Lekka, bezzapachowa  pomadka, która najlepiej sprawdza się u mnie w okresie wiosenno-letnim. Dobrze nawilża, zużyłam już mnóstwo opakowań. W okresie jesienno-zimowym jest za słaba.
  • EOS waniliowy balsam do ust – Balsam do ust w postaci jajka. Nie tylko ciekawy gadżet, ale także całkiem niezły nawilżacz. Jest bardzo wydajny, czasem zdarza mi się robić po kilka powtórzeń na raz, a balsamu praktycznie nie ubywa.
  • Organique czekoladowy balsam do ust – na początku wydawał mi się mało wydajny, ale teraz minęły już ponad 2 miesiące kiedy zaczęłam stosować i nie zanosi się na denko. Nie wiem czy uda mi się go zużyć w te pół roku. Balsam jest świetny, w dodatku czekoladowy. Już nie mogę się doczekać aż otworzę pozostałe smaki. Jedyny minus to opakowanie, ubolewam, że nie ma wersji w sztyfcie (recenzja).
  • Anatomicals balsam do ust – świetnie sprawdził się u mnie w okresie zimowym, ale jego posmak nieszczególnie mi odpowiada niestety (recenzja).
  • Nivea Lip Butter Original – lubię pomadki Nivea w sztyfcie, więc myślałam, że z tego produktu również będę zadowolona, ale się pomyliłam. To masełko to bubel, nieestetycznie zbiera się w załamaniach ust, a nawilżenie jest mizerne. Używanie tego to nie na moje nerwy.
  • Dior Addict Lip Glow – balsam do ust, który lekko wzmacnia ich naturalny kolor. Mam go już niemal rok i jestem zadowolona. Nawilża usta i nadaje im ładny, naturalny wygląd. Minusem jest oczywiście cena (recenzja).



Używacie balsamów do ust czy stawiacie na kolor?

Co możecie polecić ze swojej strony?
Czytaj dalej »

wtorek, 20 maja 2014

Benefit paletka do makijażu Do The Bright Thing czyli mój deal roku;)



Cześć Dziewczyny!
Jakiś czas temu prezentowałam Wam mój zakup ze sklepu Strawberry.net – paletkę marki Benefit. Produkt ten udało mi się zakupić w zawrotnej cenie 60zł z wysyłką, podczas gdy za ten sam produkt w Sephorze musimy zapłacić 145zł. Gdyby nie ta promocja i zachęcające opakowanie raczej bym się nie skusiła.


Paletka zawiera pięć mini produktów. W pudełku mamy nawet zaznaczoną kolejność stosowania. Może Was to zaskoczy, ale ja stosuję zupełnie inną kolejność. Najpierw używam tuszu, potem bazy, różu, a na koniec kredki. W paletce znajduje się również lusterko i instrukcja użycia;)



They’re Real tusz do rzęs Gumowa szczoteczka wg obietnic producenta zapewni długotrwały efekt sztucznych rzęs z pokryciem nawet najkrótszych rzęs. Nie rozmazuje się i nie wysycha. Należy aplikować szczoteczką poziomo w celu uzyskania pogrubienia i wydłużenia, a pionowo w celu rozdzielenia rzęs.
Według testów konsumenckich tusz daje
- 94% wydłużenia i objętości
- 90% podkręcenia
- 94% uniesienia
- 100% trwałości efektu.
Opakowanie zawiera 3g produktu, według mnie to dobra ilość żeby spokojnie przetestować produkt. Poza tym nigdy nie zdarzyło mi się zużyć jakiegokolwiek tuszu do końca. Jestem w miarę zadowolona z wydłużenia jakie daje ten tusz. Nie rozmazuje się, ale  niestety czasem odbija się na górnej powiece.  Zauważyłam też, że powoduje u mnie mrużenie oczu i lekkie łzawienie. Niestety chyba ma jakiś składnik, który mnie podrażnia, dodatkowo szczoteczka drapie powiekę. Z tego powodu nie pokuszę się na zakup pełnowymiarowego produktu.



High Beam rozświetlacz -  opalizujący delikatnie na różowo uniwersalny rozświetlacz na policzki, skronie, powieki i usta. Daje satynowy połysk tworząc młodszą, świeżą i rozświetloną cerę. Można go dodawać także do podkładu lub kremu dla większego efektu.
Ten produkt poszedł w świat, tym samym obniżając mi cenę paletki do bardzo przyjemnej kwoty. Miałam kiedyś pełnowymiarowy produkt i niestety mi nie pasował, kolor jest dla mnie zbyt jasny i po jego użyciu nie wyglądałam zbyt promiennie,  a wręcz powiedziałabym niezdrowo. Ma on jednak wiele zwolenniczek, myślę że dla dziewczyn o jasnej cerze wpadającej w róż będzie idealny.

Dandelion - super delikatny rozświetlający puder prasowany o delikatnym, różowym kolorze. Ożywia cerę i nadaje jej blasku dzięki zawartemu w nim ekstraktowi z mniszka lekarskiego. Idealny dla bardzo jasnych karnacji i osób lubiących naturalny makijaż.
Można go używać jako rozświetlającego pudru na całą twarz (zawiera drobniuteńkie rozświetlające drobinki) oraz jako delikatnego różu do policzków.
Z tego produktu jestem najbardziej zadowolona, jednak nie zgodzę się z faktem, że można go stosować na całą twarz. Owszem osoby o dość jasnej i różowej karnacji mogą spróbować delikatnie oprószyć nim całą twarz, ale w moim przypadku nie jest to najlepszym pomysłem. Używam tego produktu wyłącznie jako różu. Daje on delikatny, naturalny i dziewczęcy efekt. Drobinki właściwie nie są widoczne na twarzy. Do zdjęć użyłam większej ilości produktu, żeby było coś widać;) Na twarzy utrzymuje się dość długo i schodzi z niej równomiernie, dzięki czemu cały czas wyglądamy naturalnie. Zdecydowanie gwóźdź programu;)



That Gal  jedwabista baza rozświetlająca twarz. Może być stosowana jedynie jako rozświetlacz, bez konieczności nakładania podkładu (daje naturalny efekt, lekko kryjący) lub wraz z fluidem. Pięknie rozświetla, długo utrzymuje się na twarzy.
Do produkcji wykorzystano naturalne składniki wyciągu z malin i rumianku oraz extrakt z alg i słodkich migdałów.
Wolałabym bazę PoreFessional, ale trudno się jej spodziewać w paletce produktów rozświetlających. Nigdy nie używałam bazy rozświetlającej. Z tej jednak jestem zadowolona, nakładam niewielką ilość na policzki. Efekt jaki daje to delikatne, nienachalne rozświetlenie. Baza ma różowy kolor, ale w tym przypadku mi to nie przeszkadza. Dobrze wtapia się w skórę.

Bad Gal czarna kredka - Podkreśl oczy BADgal - największą, najniegrzeczniejszą, najczarniejszą kredką w mieście. Oczy ciemne, przydymione, tajemnicze...Ach, jak to dobrze wyglądać niegrzecznie!
Jak to czarna kredka, niczym szczególnym się nie wyróżnia, ale jest trwała, łatwo się nią maluje i nie podrażnia oczu. Tego typu produkt zawsze się przyda.

Róż, kredka i baza.

Pędzelek – cóż, od biedy da się używać, ale niestety nie jest zbyt miękki i trochę drapie. Trudno go porównać do pędzli Real Techniques czy Bdellium Tools – to nie ta liga. Nie jest to dla mnie jednak zaskoczeniem, nie od dziś wiadomo, że pędzelki dodawane do produktów często są marnej jakości.

Nie wszystko się u mnie sprawdziło, ale po sprzedaniu rozświetlacza paletka wyniosła mnie naprawdę niewiele i nie żałuję zakupu. Warto było nawet dla samego różu, bazy i kredki. Samo opakowanie naprawdę cieszy oko (mimo, że nie przepadam za różem;). Wizualnie przypomina mi książeczki dla dzieci. Po zużyciu wszystkich produktów na pewno ją wykorzystam w jakiś inny sposób np. do przechowywania drobiazgów. Jeżeli w przyszłości będzie jeszcze promocja na inny rodzaj paletki na pewno ją kupię. Jeżeli nie dla siebie to na prezent:) Poza tym tego typu produkty świetnie sprawdzają się podczas wyjazdów.
Czytaj dalej »

niedziela, 18 maja 2014

Organique czekoladowe masło brązujące - tylko gdzie ta czekolada?


Witajcie!
Jak już nieraz wspomniałam jestem fanką nie tylko czekolady, ale także czekoladowych kosmetyków. Czekoladowe masło Organique zwróciło moją uwagę już przy jednej z pierwszych wizyt w tym sklepie. Długo jednak nosiłam się z zamiarem zakupu tego produktu, gdyż jest to masło brązujące, a ja właściwie nie używam tego typu produktów, a dodatkowo cena jest wysoka jak na balsam – 66zł. Czytałam też opinie w Internecie, ale te były podzielone. Jedynym zapach się bardzo podobał, a innym wręcz przeciwnie. Dlatego też wcześniej skusiłam się na serum endorfinowe (recenzja), z którego byłam zadowolona, a dopiero po pewnym czasie dokupiłam masło.  Czy było warto?


  Moja opinia
Opakowanie
Produkt zamknięty jest przezroczystym opakowaniu, typowym dla produktów tej firmy. Zawiera 200ml masła.


Konsystencja i zapach
Konsystencja pozornie jest nieco zbita, masełkowata (w końcu to masło) jednak produkt rozprowadza się gładko i bezproblemowo. Zapach okazał się dla mnie niestety rozczarowaniem. O ile zapach serum endorfinowego bardzo mi się podobał to w tym maśle coś mi nie pasuje. Osobiście nie wyczuwam w nim zapachu czekolady, a jeśli już to jest to czekolada ze sztucznym nadzieniem i dodatkiem czegoś nieokreślonego, co mi nie odpowiada. Z tego względu aplikowałam produkt głównie na nogi. Niestety spodziewałam się czegoś lepszego, choć nie mogę też powiedzieć, że zapach jest bardzo dokuczliwy. Masło ma również nieco dziwną barwę.


Działanie
Co do działania nie mam większych zastrzeżeń, ponieważ masło całkiem dobrze nawilża, a skóra po jego użyciu wygląda ładnie i zdrowo. Efekt lekkiej opalenizny pojawia się szybko, ale nie jest długotrwały. Masło nie pozostawia smug, ale trzeba chwilę poczekać aż się wchłonie. W przeciwnym razie mogą pozostać brązowe ślady na ubraniach (w moim przypadku na piżamie, ponieważ używałam na noc;)).

Wydajność
Masło wystarczyło mi na trochę ponad 2 miesiące, ale używałam go przeważnie tylko na nogi.

Podsumowując jest to jeden z nielicznych produktów Organique, który mnie nie zachwycił. Uważam, że ten produkt nie jest wart swojej ceny (mimo, że pod względem pielęgnacyjnym jest ok). Bardzo się starałam poczuć w nim ową czekoladową woń, ale się nie udało. Szukam zatem dalej swojej idealnej czekoladki;)
Czytaj dalej »

piątek, 16 maja 2014

Uczta dla zmysłów - Yves Rocher Jardins du Monde żel pod prysznic ziarna kawy.


Witajcie!
Kawę piję rzadko, a jeśli już to głównie towarzysko, ponieważ niestety kawa nie działa na mnie pobudzająco. Bardzo jednak lubię aromat kawy, dlatego często sięgam po kosmetyki o takim zapachu. Jednym z tych kosmetyków jest żel YR ziarna kawy. Miałam już chyba milion opakowań tego żelu, aż do znudzenia;)





Opis producenta
Żel pod prysznic Ziarna kawy z Brazylii to kosmetyk do mycia ciała o kremowej konsystencji, który jednocześnie pielęgnuje skórę puszystą pianą o zapachu świeżo zmielonej kawy, przywołując skojarzenia z aromatycznymi brazylijskimi plantacjami kawowców. Formuła wykorzystująca pobudzające właściwości zapachu kawy, wzbogacona została składnikami o działaniu nawilżającym i łagodzącym. Kosmetyk ma neutralny dla skóry odczyn pH.
Działanie
· myje
· pielęgnuje skórę
Składniki
· wyciąg z ziaren brazylijskiej kawy - właściwości pobudzające.

Moja opinia

Opakowanie
Jest dość małe i zgrabne, więc może być przydatne np. podczas wakacji. Zawiera 200ml żelu. Obecnie szata graficzna żelu jest lekko zmieniona.

Konsystencja i zapach
Konsystencja jest kremowa, nie spływa z rąk podczas mycia. Zapach jest według mnie przepiękny, bardzo aromatyczny i realistyczny (ale to już każdy musi sam ocenić).





Działanie
Żel dobrze sobie radzi z oczyszczaniem ciała. Po jego użyciu skóra nie jest wysuszona, ale nie zauważyłam też nawilżenia. Gdyby wykazywał silniejsze działanie pielęgnacyjne byłby moim absolutnym ideałem. Kupuję go ze względu na cudny kawowy zapach. Polecam miłośnikom kawowych aromatów.
Żel zależnie od promocji lub jej braku kosztuje 7-9zł, według mnie nie jest to wygórowana kwota. Niestety jest to produkt z tzw. zielonym punktem, dlatego nie obejmują go promocje typu -40%. 
Jeśli nie lubicie zapachu kawy wśród produktów YR znajdziecie wiele innych ładnych zapachów. 

O żelach z tej serii możecie poczytać również na portalu Idealna.



Znacie żele YR?

Lubicie aromatyczne żele pod prysznic?

Czytaj dalej »