Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylveco. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylveco. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 listopada 2016

4 kosmetyki, które (chyba) nigdy mi się nie znudzą!

Cześć Dziewczyny!

Dziś chciałabym Wam napisać parę słów na temat produktów, które znam już dość długo i które chyba nigdy mi się nie znudzą! Dlaczego z naciskiem na chyba, a nie na pewno skoro takie fajne? Otóż bloger, zwłaszcza ten urodowy jest ciągłym poszukiwaczem. Bloger jest niewierny albo po prostu „wierzy w wielu bogów”;) I nie powiecie mi, że to nieprawda - spójrzcie tylko na siebie!:) Osobiście zawsze lubiłam kosmetyki. Jednak różnica między mną obecnie, a mną kiedyś, czyli przed erą blogowania jest taka, że dawniej kiedy trafiłam np. na świetny krem do twarzy zużywałam go, a potem kupowałam ponownie i niekiedy kupowałam 3 razy pod rząd ten sam kosmetyk. Co więcej bywały produkty, którym byłam dozgonnie wierna, tak jak np. bezzapachowemu kremowi do rąk Neutrogeny;) Kupowałam go naprawdę długo i regularnie! Odkąd bloguję, a właściwie to nawet jeszcze trochę zanim zaczęłam blogować moje podejście się zmieniło. Wprawdzie mam to szczęście, że naprawdę często trafiam na dobre lub wręcz świetne produkty, ale mimo wszystko niezbyt często kończy się to dłuższą znajomością. Dlaczego? Odpowiedzią na to pytanie jest m.in. właśnie to moje bycie „ciągłym poszukiwaczem”. Zawsze mam nadzieję, że kolejny produkt będzie jeszcze lepszy i… często jest! Brawo ja! Ale… nie zawsze. Bywają bowiem takie produkty, które prawdopodobnie umiłowałam sobie na dobre! Dziś właśnie będzie o 4 z nich!:)


Sylveco pomadka peelingująca


Polską markę Sylveco zna chyba każdy! Sama poznałam ją właśnie dzięki blogom gdzieś w początkach mojego blogowania, czyli pod koniec 2013 roku. Nie wszystkie produkty tej marki mnie zachwyciły, ale np. bardzo dobrze wspominam tonik hibiskusowy oraz żel tymiankowy. Jest jednak jeden taki produkt, który uwiódł mnie swoim działaniem. Pomadka peelingująca Sylveco po raz pierwszy zawitała u mnie w 2014r. Od tej pory kupuję ją dość regularnie (i już nawet nie pokazuję jej w postach zakupowych). Ma ona drobne wady, do których należy niezbyt urocze opakowanie i może nienajwspanialszy zapach. Choć muszę przyznać, że po tylu zużytych opakowaniach ja już go niemal nie czuję, a gdy chcę trochę zmienić zapach po użyciu pomadki nakładam balsam do ust EOS i już wtedy doznania zmysłowe są zupełnie inne:) Nie o doznania tu jednak chodzi, a o działanie! Dla mnie jest ono wręcz rewelacyjne! Moje usta są z natury bardzo suche i wrażliwe, a dodatkowo jestem maniaczką pielęgnacji ust i muszę z ręką na sercu powiedzieć, że nic tak nie działa na moje usta jak pomadka peelingująca Sylveco. Natychmiastowa regeneracja, wygładzenie i zmiękczenie ust. A wszystko to w dobrej cenie:) Fajnie gdyby jeszcze producent stworzył pomadkę o identycznym działaniu, ale bez peelingu żeby można było stosować bardziej „na szybko”. Oczywiście wiem, że w ofercie jest m.in. pomadka brzozowa, która też jest dobra, ale peelingująca jest jeszcze dużo lepsza więc fajnie gdyby była do wyboru również taka sama wersja bez peelingu:) Niemniej tak czy inaczej uwielbiam pomadkę peelingującą i nadal będę ją kupować!


Dior Addict Lip Maximizer


Powyżej Sylveco, a teraz Dior;) Wiem, że niektórzy uważają, iż na blogu powinno się pokazywać kosmetyki z jednej półki cenowej, a nie raz tańsze, raz droższe. Ale szczerze? Nigdy nie słyszałam większej bzdury!  Sama uwielbiam różnorodność i niewyobrażam sobie używać tylko tanich kosmetyków albo wyłącznie marek selektywnych i nie wierzę, że osoby piszące wyłącznie o kosmetykach z wyższej półki korzystają tylko z takich i np. kąpią się w Chanel;) Wracając jednak do właściwej kwestii Dior Addict Lip Maximizer towarzyszy mi już od wielu miesięcy i spokojnie mogę powiedzieć, że jest moim ulubionym błyszczykiem. Jeszcze go nie zużyłam tylko dlatego, że mam całkiem sporo produktów do ust, a poza tym chcę cieszyć się nim jak najdłużej:) Pisałam już o nim nie raz więc ci, którzy czytają mnie nie od dziś na pewno nie są zaskoczeni, że znalazł się w tym zestawieniu. Lubię go za naturalny i piękny połysk, właściwości pielęgnacyjne i optycznie powiększające, świeży zapach, a także subtelny efekt chłodu na ustach (którego akurat niektórzy niecierpią, ale w końcu to moje zestawienie;)). 


Dolce&Gabbana L’Imperatrice 3


Zapach Dolce&Gabbana L’Imperatrice 3 też był już na moim blogu nie tylko recenzowany, a także wielokrotnie wspominany. Są to perfumy typowo wiosenno-letnie, ale ja nie uznaję sztywnych podziałów więc dla mnie Cesarzowa jest zapachem całorocznym. Wonią radości i beztroski! Muszę też przyznać, że po wielu miesiącach użytkowania zauważyłam, że jesienią i zimą utrzymuje się on u mnie znacznie dłużej niż latem. Myślę, że dawno bym już go zużyła i musiała zamawiać kolejny flakon, ale z racji tego iż posiadam dużo zapachów jeszcze go mam. Dużo to oczywiście pojęcie względne i dla każdego oznacza co innego, ale uważam, że jak na swój osobisty użytek mam ich sporo, a dawniej wystarczały mi 1-2 butelki;) Polecam testy tego zapachu bo z doświadczenia wiem, że jest to zapach, który wielu osobom się podoba!:)


Peelingi kawowe BodyBoom


Kiedy analizuję treści swoich wpisów, a zdarza mi się czasem to robić dochodzę do wniosku, że nie ma drugiej takiej marki, która „dostała” ode mnie tak unikalny i niemalże emocjonalny wpis;) Mowa oczywiście o recenzji peelingów BodyBoom! Pierwszy mój kontakt z tymi produktami miał miejsce na początku wiosny tego roku i przepadłam od razu! Po więcej odsyłam do mojej recenzji, a nawet dwóch gdyż niedawno pisałam o trzech nowych zapachach:)


Macie takie produkty, które są dla Was wyjątkowe i zdaje się, że nigdy się nie znudzą?:) Znacie może któreś z moich?
Czytaj dalej »

niedziela, 7 sierpnia 2016

Lipcowe nowości

Cześć Dziewczyny!

Lipiec już za nami, a ja znowu się ociągałam z publikacją nowości;) To zapewne dlatego, że najczęściej wolę puścić porządną recenzję niż jakiś tam wpis prezentacyjny:) Co nie oznacza, że nie lubię oglądać nowości u innych. Wręcz przeciwnie - bardzo lubię! Muszę też dodać, że w lipcu pod względem publikacji byłam dość produktywna. Energii mi nie brakowało bo lato to mój czas! Co prawda obiecałam sobie, że będę w tym roku pisać rzadziej, ale jakoś mi nie wychodzi bo w głowie mam zbyt wiele pomysłów... Najgorsze w lipcowych nowościach jest to, że część zdążyłam już zrecenzować, a część nawet zużyć;) Tradycyjnie post podzielony na zakupy i nie-zakupy. Zapraszam do przeglądania oraz do przeczytania moich krótkich wywodów;)




ZAKUPY


Kiedy w ubiegłym miesiącu zobaczyłam miesięczne nowości Justyny i jej stwierdzenie, że w ciągu miesiąca wydała jedynie 9zł, przez chwilę pomyślałam, że ja też tak potrafię! Ale nie wytrwałam gdyż pewnego lipcowego dnia mimowolnie przekroczyłam próg Rossmanna i wyszłam z niego z nowym olejkiem pod prysznic Lirene Shower Oil Mango & Jaśmin (bo przecież ja muszę mieć niemal każdą prysznicową nowość) oraz przeciwzmarszczkowymi płatkami pod oczy Revital Q10 marki Rival de Loop (to już z czystej ciekawości). Niedaleko była też apteka więc peelingująca pomadka Sylveco wróciła ze mną do domu po raz kolejny;) Tego samego dnia, ale już prawie przed północą naszła mnie fantazja żeby zamówić serum ProFiller marki Norel dr Wilsz. Powiedzmy, że miałam paru kandydatów, ale wyszukałam sobie promocję i kupiłam akurat to. Doszły też moje zamówienia z ebay'a, czyli brushegg (który z racji posiadania płytki do czyszczenia pędzli FYB okazał się już trochę zbędny) oraz banany do ust TonyMoly;)


Jakiś czas temu przekonałam się o tym, że Instagram to ZUO! Ni stąd ni zowąd trafiłam na blogerkę Hanię, która jak się okazało prowadzi sklep, w którym można kupić kosmetyki słabiej dostępne w Polsce. Powiedzmy, że zostałam osobiście przekonana przez właścicielkę, co w efekcie zaskutkowało zamówieniem. Kupiłam zestaw kosmetyków Rituals The Ritual of Sakura składający się z pianki pod prysznic, olejku pod prysznic, kremu do ciała oraz peelingu. Początkowo chciałam wersję Laughing Budda Rituals, ale podobno pachnie dość intensywnie więc ostatecznie wybrałam zielony;) W ostatnim czasie nie miałam już żadnego preparatu do nawilżania skórek więc jaśniepaństwo się wysuszyli;) Z tego powodu do koszyka wpadł też Orly Color Argan Cuticle Oil. W gratisie dostałam lakier OPI i kilka próbek. Wszystko było ładnie opakowane i dotarło do mnie niezwłocznie;) Wnętrze zestawu można zobaczyć na moim IG. 


Postanowiłam, że do mojej rodzinki TonyMoly dołączy jeszcze Panda's Dream White Hand Cream. Wprawdzie produkty te jakiegoś wielkiego szału nie robią, ale nie mogłam odmówić sobie tłuściutkiej "pandzioszki". Zwłaszcza, że jak ja to nazwałam wariacka sztafeta ebay'a bardzo mi się spodobała;) Muszę przyznać, że listy z Korei dochodzą do mnie nieraz szybciej niż te wysyłane w obrębie naszego kraju:]
Zamówienie, w którym znajdował się wymarzony balsam do ust Givenchy Le Rouge Perfecto przyszło do mnie już pierwszego sierpnia, ale opłacone jeszcze w lipcu więc podpinam pod lipcowe:) Balsam został szybko wykupiony więc dobrze, że się pospieszyłam:)




POZOSTAŁE


Na początku lipca przywędrowała do mnie przesyłka od Lirene zawierająca serum (dla mnie) oraz koncentrat (dla mamy) z linii Folacyna. Mama swoje jeszcze dokańcza, a ja zużyłam na początku sierpnia i wrażenia własne i mamy opisałam TUTAJ.


Również na początku lipca przybyły do mnie nowości od Bielendy. Wybrałam zmysłowe olejki, czyli Multifazowy olejek do ciała rozkoszna regeneracja i Multifazowy olejek do ciała namiętne nawilżenie oraz Ujędrniający witaminowy olejek pod prysznic;) Zużyte i opisane - KLIK!


Na samym początku lipca zostałam również zaproszona do wypróbowania kilku produktów z Eveline Cosmetics. Szczerze mówiąc miałam przeczucie, że być może nie każdy produkt spełni moje oczekiwania więc miałam już odmówić, ale siostra stwierdziła, że chciałaby mi pomóc w testach niektórych produktów;) W przesyłce znalazłam krem do twarzy pod prysznic, olejek do ust wanilia, peeling do ust w formie pomadki, zestaw do wykonania manicure bez lampy UV , saszetki Royal SPA Pedicure, odżywczo-regenerujący balsam do ust cherry, matową pomadkę w płynie Velvet Matt oraz tusz do rzęs Big Volume Lash. Jak widać większość z tych produktów miało już swoje 5 minut na blogu. Pozostały jeszcze dwa wpisy. Jeden napiszę ja, a od drugiego mam swoich ludzi:P


Givenchy Teint Couture, czyli długotrwały pudrowy podkład z rozświetlaczem oraz maska do włosów Kerastase Resistance to także wynik współpracy i również z początku miesiąca;) 


Od marki Femi przywędrował do mnie olejek do ciała Cocoa Samba;) 
  
Z nowości włosowych jeszcze totalna innowacja, czyli JOICO Co+Wash Color:) 

O moje dłonie i paznokcie postanowiło zadbać Herome. Do wypróbowania wybrałam Nail Hardener Sensitive, peeling do dłoni One Minute Manicure oraz Cuticle Remover, czyli płyn do usuwania skórek.


Jako Ambasadorka Klubu Ekspertek Ofeminin otrzymałam intensywnie nawilżający krem do twarzy Mixa Hyalurogel. Niebawem będzie "pierwsze wrażenie", ponieważ regulamin zakłada dość krótki test.  


Z rzeczy nie-kosmetycznych przywędrowały do mnie dwie książki. Na zrecenzowanie Sekretnego życia Chanel No 5 wyraziłam chęć, natomiast Wszystkie kolory nieba przyszły do mnie mimo, że nie potwierdziłam zainteresowania. 

Jak tam Wasze nowości z lipca? Było ich mało czy dużo? Znacie coś z tych produktów?
Czytaj dalej »