Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kerastase. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kerastase. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 marca 2021

Kerastase Nutritive 8H Magic Night Serum – odżywcze serum do włosów na noc!

W pielęgnacji włosów najczęściej stawiam na produkty, które zapewniają szybkie i satysfakcjonujące efekty. A tego najprędzej można oczekiwać po markach profesjonalnych. Takich, które można spotkać na półkach dobrych salonów fryzjerskich lub w sklepach online zaopatrzonych w bardzo różnorodny asortyment. Moim małym konikiem jest m.in. Kerastase. Większość produktów tej marki świetnie się u mnie sprawdza, więc z chęcią sięgam po nowości:) Kerastase Nutritive 8H Magic Night Serum zostało, co prawda wypuszczone już jakiś czas temu, ale do mnie trafiło w ramach wymarzonego prezentu gwiazdkowego jeszcze w listopadzie ubiegłego roku. Produkt sam w sobie od dawna mnie intrygował, więc od razu wzięłam się za stosowanie;) Dodatkowo w moim zestawie prezentowym był jeszcze olejek, o którym pisałam kilka lat temu.

Kerastase Nutritive 8H Magic Night Serum recenzja

Kerastase Nutritive 8H Magic Night Serum

Serum wchodzi w skład serii Nutritive, która dedykowana jest włosom suchym. Ma ono za zadanie głęboko regenerować i odżywiać włosy, podczas gdy śpimy. Łączy ono w sobie odżywczą moc maski oraz przyjemność stosowania za sprawą tego, że jest to produkt bez spłukiwania. Do składników aktywnych należy kompleks pięciu witamin, który pozwala na stopniowe przenikanie składników odżywczych, a także domknięcie łusek włosa. Z kolei wyciąg z korzenia irysa uzupełnia stracone za dnia składniki odżywcze, tworzy barierę ochronną na powierzchni włosów oraz zapewnia im odżywienie. Zawarta w serum witamina B5 utrzymuje optymalny poziom nawilżenia włosa, głęboko odżywia, przyspiesza regenerację oraz opóźnia procesy starzenia się włosów.

Kerastase Nutritive 8H Magic Night Serum opakowane zostało w bardzo ładną butelkę stylizowaną na ombre. Ewidentnie w moim stylu. Samo opakowanie jest szklane i dość ciężkie. Jego pojemność to 90ml, PAO to z kolei 12 miesięcy. Elegancka butelka została wyposażona w sprawnie działającą pompkę, która precyzyjnie dozuje produkt i nie strzela na boki;) Jak większość kosmetyków Kerastase, serum jest bardzo wydajne. Na jedno użycie wystarczą 1-2 pompki produktu. Wydajność rekompensuje więc jego cenę.

Odżywcze serum do włosów na noc marki Kerastase posiada formułę lekkiego kremu. Może nawet krem-żelu. Bardzo rzadko sięgam po takie konsystencje kosmetyków bez spłukiwania, ale tym razem nie mogłam się oprzeć. Zapach serum jest luksusowy i jednocześnie fryzjerski. Pachnie bosko, ale ciężko mi go zestawić z czymś konkretnym:) Jednocześnie jego woń nie jest długo wyczuwalna. Gdy stosowałam go w połączeniu z kosmetykami Kerastase Genesis to właśnie ich woń „przebijała” się nawet przez serum. 

Kerastase Nutritive 8H Magic Night Serum blog

Jak stosować nocne serum do włosów Kerastase z linii Nutritive? Bardzo prosto! Wystarczy nałożyć 1-2 pompki serum przed snem. Można je aplikować na suche lub jeszcze lekko wilgotne po umyciu włosy. Ja najczęściej stosuję na umyte i osuszone ręcznikiem włosy, od linii ucha aż po końce. Jeśli pasma wymagają wysuszenia lub ułożenia to serum zdecydowanie ułatwia stylizację. Łatwiej wtedy ujarzmić niesforne włosy;) Dobra wiadomość jest taka, że serum nie wymaga spłukiwania, więc rano nie trzeba się niczym martwić;) Staram się je stosować po każdym myciu, czyli z reguły, co drugi dzień. Nie zauważyłam żeby serum obciążało włosy. Niekiedy wręcz miałam wrażenie, że pozostają dłużej świeże. Błyskawicznie się wchłania. Rano włosy dobrze się rozczesują, są miękkie i gładkie oraz zdecydowanie lepiej nawilżone. Zwłaszcza końcówki. Bardzo polubiłam to nocne serum do włosów!:)

Miałaś już okazję poznać Kerastase Nutritive 8H Magic Night Serum lub inne kosmetyki z linii Nutritive? Stosujesz takie produkty do włosów bez spłukiwania?

Czytaj dalej »

piątek, 12 lutego 2021

Kerastase Genesis wzmacniająca maska przeciw utracie gęstości włosów!

Pora na kolejną odsłonę moich doświadczeń z serią Kerastase Genesis. Tym razem słówko na temat wzmacniającej maski przeciw utracie gęstości włosów, która dopełniała moją pielęgnację przy użyciu szamponu z tej samej linii. Zgodzisz się chyba, że sam szampon to za mało. Zawsze warto go uzupełnić dobrą odżywką lub maską. Zwłaszcza, że produkty do włosów w obrębie tej samej linii zazwyczaj dobrze ze sobą współpracują. A jak było w przypadku tej maski?

Kerastase Genesis wzmacniająca maska przeciw utracie gęstości włosów opinie recenzje

Kerastase Genesis Masque Reconstituant

Maska w swoim składzie zawiera korzeń imbiru, który wzmacnia włosy, odżywia skórę głowy i stymuluje mikrokrążenie. Komórki macierzyste szarotki alpejskiej chronią przed uszkodzeniami włókien włosów, zmniejszają ich łamliwość oraz silnie nawilżają. Zawarta w masce gliceryna nawilża i uelastycznia włosy oraz chroni je przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych.

Kerastase Genesis Masque Reconstituant opakowana została w papierowy i dodatkowo zafoliowany kartonik, wewnątrz którego znajduje się różowy słoiczek o nietypowym kształcie i pojemności 200ml. Całość prezentuje się luksusowo, jak na markę Kerastase przystało. Nie ma tutaj miejsca na jakieś niedociągnięcia. Słoiczkowa forma podania mi odpowiada, ponieważ można zużyć produkt do samego końca;) 

Maska posiada konsystencję dość gęstego kremu. Nie jest to jednak obciążająca formuła. Bardzo dobrze się rozprowadza i spłukuje bez problemów. W mojej ocenie, jak prawie każdy kosmetyk Kerastase jest wydajna:) Nie jest to produkt na kilka użyć. Warto też po raz kolejny wspomnieć o fenomenalnym zapachu linii Genesis. Szampon w wersji bogatej pachniał zdecydowanie delikatniej niż ten o lekkiej formule, ale dzięki masce mogłam się cieszyć pięknym zapachem na dłużej:) Jej woń to starannie dobrana kompozycja skórki bergamotki, cedru i limonki w nucie głowy. Bazylii, kwiatu bergamotki i róży w nucie serca. Nuta bazy to zaś wetiwera, piżmo i fasola tonka. Na mnie ten zapach działa niesamowicie pozytywnie i relaksująco:) Samo działanie w połączeniu z szamponem z tej samej linii, rzecz jasna również mnie nie rozczarowało. A dzięki dobrej wydajności miałam możliwość używać tego duetu długo:) Po użyciu maski włosy bardzo dobrze się rozczesują, są gładkie i świetnie nawilżone, ale jednocześnie nieobciążone. Choć jak już wspominałam nie jest to seria, która dodaje mega objętości. Powiedziałabym raczej, że dzięki niej włosy są bardziej proste i nie elektryzują się. Po dłuższym stosowaniu włosy są lepiej odżywione, mniej wypadają i mają zdecydowanie mniejszą tendencję do łamliwości. Są wyraźnie mocniejsze:)

Używałaś już maski do włosów Kerastase Genesis albo innych kosmetyków z tej linii?

Czytaj dalej »

poniedziałek, 8 lutego 2021

Kerastase Genesis Bain Nutri-Fortifiant wzbogacona kąpiel przeciw utracie gęstości włosów!

Dwa pierwsze kosmetyki z linii Kerastase Genesis spodobały mi się na tyle, że zaraz po ich zużyciu bez wahania zdecydowałam się na kolejne:) Padło m.in. na szampon w wersji bogatej, czyli Kerastase Genesis Bain Nutri-Fortifiant, który według producenta opisywany jest, jako wzbogacona kąpiel przeciw utracie gęstości włosów, spowodowanej ich tendencją do łamliwości. Polecana jest ona do włosów grubych i posiada dodatkowe właściwości nawilżająco-rewitalizujące. Czy ta wersja szamponu Kerastase sprawdziła się u mnie równie dobrze jak ta o żelowej formule?

Kerastase Genesis Bain Nutri-Fortifiant recenzja opinie

Kerastase Genesis Bain Nutri-Fortifiant

Kąpiel ma za zadanie łagodnie oczyścić włosy i skórę głowy. A jednocześnie wzmocnić, nawilżyć i odżywić słabe, łamliwe i mające tendencję do wypadania włosy, które zauważalnie tracą gęstość. Bogata formuła szamponu polecana jest w szczególności do włosów grubych i suchych. W składzie znajduje się korzeń imbiru, komórki macierzyste szarotki alpejskiej oraz gliceryna. Dodatkowo kąpiel wyróżnia się wyjątkową nutą zapachową.

Nuta głowy: skórka bergamotki, cedr, limonka

Nuta serca: bazylia, kwiat bergamotki, róża

Nuta bazy: wetiwera, piżmo, fasola tonka

Szampon Kerastase Genesis Bain Nutri-Fortifiant został umieszczony w eleganckim, różowym opakowaniu o pojemności 250ml. PAO wynosi 12 miesięcy i tu zaznaczę, że szampony Kerastase w mojej ocenie są bardzo wydajne. Choć niektórzy twierdzą, że szybko je upłynniają. U mnie jedna butelka wystarcza na kilka miesięcy stosowania, więc wydajność zdecydowanie rekompensuje mi ich cenę. Konsystencja wersji bogatej, w przeciwieństwie do lekkiej ma postać delikatnego kremu. Dobrze się jednak rozprowadza i ładnie pieni. Zapach jest bardzo przyjemny, charakterystyczny dla serii Genesis, ale w moim odczuciu wersja Nutri-Fortifiant pachnie już mniej spektakularnie niż ta żelowa. Jego zapach jest mniej esencjonalny i bardziej ulotny. Dlatego sam w sobie nie czaruje już aż tak. Ale, od czego jest maska;)

Kerastase Genesis Bain Nutri-Fortifiant blog

Początkowo miałam kupić kolejną butelkę znanego mi już wcześniej szamponu w wersji lżejszej, ponieważ moje włosy są cienkie i delikatne, z tendencją do przetłuszczania od nasady i przesuszeń na końcach. A wersja bogata polecana jest bardziej do włosów grubych i suchych. Coś mnie jednak tknęło żeby dla odmiany zaryzykować;) 

W mojej ocenie jest jeszcze delikatniejsza dla włosów i skóry głowy. Trzeba jednak zaznaczyć, że szampony marek fryzjerskich nie są odpowiednie dla każdego. Osoby ze schorzeniami skóry głowy często ich nie tolerują. Warto, więc wspomnieć, że ja nie zmagam się z żadnymi stanami chorobowymi w obrębie skóry głowy. Mam jednak problemy z tarczycą, które nie pozostają bez wpływu na stan włosów. Okresowo zdarza mi się, więc znajdywać ich więcej czy to w wannie czy to na szczotce;) Staram się, więc odpowiadać na ich potrzeby. A seria Genesis zdecydowanie to ułatwia:) Mimo, że szampon jest przeznaczony do włosów grubych, to podczas jego stosowania nie odczuwałam obciążania ani nadmiernego przetłuszczania. Choć nie jest to też produkt, który nadawałby włosom dużą objętość. Szampon zapewnia włosom nawilżenie i wygładzenie, które zdecydowanie ułatwia rozczesywanie. Dla mnie to ważne, ponieważ moje włosy są długie i mają tendencję do plątania się. Po naprawdę wielu miesiącach z serią Genesis mogę stwierdzić, że rzeczywiście wzmacnia włosy oraz ogranicza ich wypadanie. Ten szampon najczęściej stosowałam w połączeniu z maską z tej samej linii, o której niebawem. Ale tak jak wspomniałam, wcześniej używałam szamponu w wersji lekkiej oraz odżywki z tej samej linii. Obie wersje szamponu są bardzo dobre, lecz w przypadku moich włosów więcej zalet ma jednak wersja lekka:)

Lubisz szampony Kerastase? Używałaś tych z linii Genesis? Która wersja bardziej Ci odpowiadała?

Czytaj dalej »

piątek, 30 października 2020

Kerastase Resistance Therapiste odżywka do włosów suchych i zniszczonych!

Powrót do korzeni, czyli profesjonalnej pielęgnacji włosów, a w szczególności zaś marki Kerastase w tym roku trwa u mnie w najlepsze! Tym razem wybór padł na Kerastase Resistance Therapiste, czyli odżywkę do włosów suchych i zniszczonych do stosowania przed kąpielą, tj. szamponem;) Kosmetyk wpadł mi w oko w sklepie Fryzomania i muszę przyznać, że trochę się zawahałam, bo niekoniecznie używam tego typu produktów przed myciem włosów, ale doczytałam, że równie dobrze można jej używać również w tradycyjny sposób, czyli już po umyciu. To właśnie przesądziło o moim wyborze;) Wolałam mieć taką dodatkową furtkę na wypadek gdybym nie znalazła w sobie motywacji do nakładania tej odżywki przed myciem;) 


Kerastase Resistance Therapiste odżywka przed kąpielą

Kosmetyk ma za zadanie intensywnie regenerować i odżywiać włosy bardzo zniszczone, a także poddawane częstym zabiegom modelującym. Najlepiej stosować ją przed myciem włosów. Chroni włókna włosów, a także zapewnia im miękkość. Jest idealna dla cienkich włosów, ponieważ ich nie obciąża.

Odżywkę Kerastase Resistance Therapiste otrzymujemy w ciemnozielonej tubce z typową dla marki nakrętką, która prezentuje się elegancko, ale nie jest tak wygodna jak zamknięcie na klik;) Pojemność to dość standardowe 200ml. Wewnątrz znajdziemy jeszcze dodatkową folię ochronną. Produkt posiada białą barwę, kremową konsystencję oraz długotrwały zapach (potrafię wyczuć subtelny powiew zapachu nawet chwilę przed kolejnym myciem, a myję włosy co drugi dzień). Nie jest on tak zniewalający jak w przypadku linii Genesis, ale przyjemny. Elegancki i „fryzjerski”;) 

Serię Kerastase Resistance po raz pierwszy miałam okazję poznać kilka lat temu i zawsze dobrze ją wspominałam. Nie odpowiadał mi jedynie słynny cement termiczny, gdyż nieprzyjemnie usztywniał moje włosy. Warto tutaj dodać, że w skład serii wchodzą produkty o dwóch poziomach: poziom 1-2 przeznaczony jest do włosów zniszczonych, natomiast poziom 3-4 do włosów bardzo zniszczonych i poddawanych częstym zabiegom stylizacyjnym. Odżywka przed myciem Therapiste to poziom 3-4 i tutaj muszę przyznać, że moje włosy nie są ani bardzo zniszczone ani na obecną chwilę jakoś szczególnie często modelowane. Wybrałam ją jednak z tego względu, że lubię intensywną pielęgnację włosów;) A do tego moje włosy mają sporą skłonność do targania się;) Wolę więc zaserwować im coś intensywniejszego niż słabego. Zwłaszcza w okresie jesienno-zimowym:) Dobra wiadomość jest taka, że nie trzeba jej nakładać na zbyt długo przed myciem. Wystarczą 2-3 minuty, więc o ile nie zapomnimy to nie sprawia to dużego kłopotu;) Przyznaję jednak, że czasami aplikuję ją na dłużej, nawet dodatkowo po zastosowaniu oleju i zajmuję się swoimi sprawami;) Jeśli zapomnę przed myciem to nie ma problemu, gdyż z powodzeniem można ją zastosować tradycyjnie po myciu. A najlepiej zarówno przed jak i po;) Wtedy efekt jest najbardziej intensywny. Po użyciu włosy są miękkie, gładkie i błyszczące. Łatwo się rozczesują. Odżywka nie obciąża moich cienkich włosów oraz stanowi dla nich intensywną kurację wzmacniającą. Kerastase nie zawodzi:) 

Odżywkę Therapiste oraz inne kosmetyki Kerastase znajdziesz w sklepie fryzomania.pl.  

Lubisz profesjonalną pielęgnację włosów? Znasz serię Kerastase Resistance?

Czytaj dalej »

środa, 15 lutego 2017

Kerastase Resistance maska do włosów

Cześć Dziewczyny!
Uwielbiam profesjonalną pielęgnację włosów i z reguły najchętniej sięgam właśnie po tego typu produkty. Maskę do włosów Kerastase Resistance rok temu kupiła sobie moja siostra. Gdy jeszcze mieszkałyśmy razem, rzadko kiedy podkradałam jej kosmetyki, ponieważ zawsze miałam w zanadrzu wiele swoich, ale markę Kerastase lubię więc ta maska od razu zwróciła moją uwagę;) Dlatego też zapytałam siostrę czy mogę sobie użyć testowo;)  Użyłam i już wiedziałam, że będę musiała ją mieć. Po jakimś czasie tak też się stało i już mogłam cieszyć się całym opakowaniem. Choć maska odczekała jeszcze swoje w czyśćcu, tj. w zapasach;) Produkt ten pojawił się w ostatniej części kosmetycznych ulubieńców 2016 roku i jako że zużyłam go już jakiś czas temu, pora coś o nim napisać:)
„Pierwsza maska odbudowująca, zawierająca Vita-Ciment® + Ekstrakt Rezurekcyjny dla osób z łamliwymi, zniszczonymi włosami i rozdwojonymi końcami (skala erozji 1-2)”.


Maskę otrzymujemy w kartonowym opakowaniu, które jest dodatkowo ofoliowane. Sam produkt występuje w formie przyjemnego dla oka plastikowego słoiczka, z dodatkową wewnętrzną osłonką. Do wyboru mamy dwie pojemności: 200ml oraz 500ml. Moja siostra miała tą większą, ponieważ w owym czasie miała bardzo długie włosy, a ja posiadałam wersję 200ml, gdyż uznałam wtedy, że na moje potrzeby powinna być wystarczająca. Cała linia Kerastase Resistance jest dość rozbudowana i oprócz opisywanej przeze mnie maski polecanej przy (jak to określił producent) skali erozji 1-2, dostępna jest jeszcze wersja do włosów bardzo zniszczonych, czyli analogicznie wtedy skala erozji 3-4;) Ja stwierdziłam, że maska do włosów bardzo zniszczonych mogłaby być dla mnie zbyt obciążająca więc wybrałam poziom 1-2, czyli maskę wzmacniającą do włosów delikatnych, cienkich i rozdwojonych. Rozdwojonych co prawda nie miałam, ale delikatne tak, a wzmocnienie zawsze się przyda. Zwłaszcza, że stałam się bardzo nieregularna w cudowaniu z włosami typu olejowanie etc. Choć chciałabym do tego wrócić;) Za zwyczaj poleca się stosować całą serię, ale ja używałam tylko maski. Miałam jeszcze cement termiczny, ale niestety jako jedyny produkt z tej marki okazał się być zupełnie nie dla moich włosów;) Jak już wspomniałam we wstępie pierwszy kontakt z tą maską miałam za sprawą opakowania siostry. Siostra z kolei kupiła ją, ponieważ chwaliła ją sobie jej znajoma, która jest posiadaczką ładnych włosów;) 
A jak się spisała u mnie maska Kerastase? Idealnie! Przypadła mi do gustu już po pierwszym użyciu. Maska posiada żelową konsystencję oraz delikatny, „fryzjerski” zapach. Za każdym razem nakładałam ją na nie więcej niż 5 minut i zawsze byłam zadowolona. Jest to produkt w pełni „kompatybilny” z moimi włosami, ponieważ robi co ma robić, czyli wygładza, nawilża, regeneruje i lekko dyscyplinuje, a jednocześnie nie obciąża włosów i nie przyspiesza ich przetłuszczania. Przyznam, że miałam zamiar ją stosować jedynie raz w tygodniu, ale tak mi przypadła do gustu, że nie mogłam się powstrzymać żeby stosować ją po każdym myciu. Nie ma co sobie żałować;) Wydajność określiłabym jako średnią, ale to też dlatego, że zapuszczam włosy i powoli, powoli są coraz dłuższe. A co za tym idzie potrzebują coraz większej dawki masek i odżywek. Do wad należy cena, ale to typowe dla linii profesjonalnych. Moja siostra uważa, że dobrym zamiennikiem maski Kerastase jest maska L’Oreal Professionnel Absolut Repair Lipidium, sama jednak nie miałam jeszcze okazji tego zweryfikować.


Kosmetyki Kerastase dostępne są m.in. na iperfumy.pl


Korzystacie z kosmetyków marki Kerastase? Znacie maskę Kerastase Resistance?
Czytaj dalej »

środa, 4 stycznia 2017

Kosmetyczni ulubieńcy i odkrycia 2016 roku – pielęgnacja i zapachy, część trzecia!

Cześć Dziewczyny!

Pod koniec czerwca zaskoczyłam Was wpisem z kosmetycznymi ulubieńcami i odkryciami 2016 roku z zakresu pielęgnacji;) Wszystko dlatego, że tym razem postanowiłam podzielić ulubieńców roku na dwie części. Miało być 1 i 2 półrocze lecz w praktyce po drodze wpadli jeszcze ulubieńcy lata;) Co za tym idzie ostatnia część pielęgnacyjnych ulubieńców to okres od września do grudnia. Taaaak, musiałam wszystko jak zawsze objaśnić – szczegółowo aż do bólu. Żeby nie było wątpliwości czyj to wpis bo chyba nikt inny się aż tak nie patyczkuje;) Starałam się mocno zawęzić te najlepsze produkty z zakresu pielęgnacji, a dodatkowo wzbogaciłam też wpis o ulubiony zapach tego roku! Niestety zdjęcia są trochę niespójne i częściowo „archiwalne”, ponieważ jak wiadomo pielęgnacja szybko się zużywa (przynajmniej u mnie). Skoro już wiadomo co i jak to zaczynamy!


TWARZ


W kwestii pielęgnacji twarzy bardzo pozytywnie mnie zaskoczył duet polskiej marki Norel dr Wilsz. Mowa tutaj o produktach z linii MultiVitaminRozświetlający krem pod oczy oraz Energizujący sorbet witaminowy. Produkty te przez wiele miesięcy leżakowały u mnie w zapasach i im dłużej czekały nieotwarte tym bardziej traciłam ochotę żeby zacząć ich używać. Wręcz żałowałam, że je kupiłam. Myślałam nawet żeby je komuś sprezentować albo zrobić konkurs na blogu. Jednak ostatecznie stwierdziłam, że skoro są kosmetykami o najkrótszej dacie ważności ze wszystkich moich twarzowych zapasów to dam im szansę i wdrożę do swej pielęgnacji. Krem pod oczy otworzyłam w momencie gdy doznałam silnego wysuszenia strefy pod oczami (nie wiem czy to z racji choroby, jakaś alergia czy jeszcze coś innego) i już nic mi nie pomagało. Nawet drogie serum. Jakież było moje zdziwienie kiedy krem uporał się z moim problemem w ciągu dwóch dni! W dodatku jest lekki, szybko się wchłania, dobrze nawilża i lekko rozświetla skórę pod oczami. A do tego jest bezzapachowy co jest dość pożądane w przypadku kosmetyków pod oczy;) Energizujący sorbet witaminowy pachnie zaś dokładnie jak multiwitamina i ma bardzo przyjemną sorbetową konsystencję. Bardzo dobrze współgra z kremem pod oczy. To naprawdę zgrany duet. W zasadzie nie ma wad. Poza tym, że okazał się być mniej wydajny niż inne kremy. Niemniej i tak warto. Myślę, że ten duet sprawdzi się niemalże u każdego. Nie wiem czy uda mi się napisać osobną recenzję, ale mam nadzieję, że tak:)

Kolejnym produktem jest Glov on-the-go color edition. Ten produkt recenzowałam w czerwcu podając zarówno wady jak i zalety (czyli standard). Natomiast po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że jednak… rękawica do demakijażu odmieniła moje życie! (dlatego pojawia się dopiero w tej części). Zaczęłam jej używać już tylko do demakijażu oczu i brwi i to jest właśnie to! Zawsze byłam fanką płynów dwufazowych, a teraz już od wielu miesięcy ani razu nie zmyłam oczu dwufazą:) Na razie nie zamierzam rezygnować z rękawic:) Wiem, że produkt budzi kontrowersje, ale według mnie są one z lekka nieuzasadnione:)

Klairs Freshly Juiced Vitamin Drop Serum to kosmetyk, który również miał już swą osobistą recenzję. Dodam więc jedynie, że nie jestem jakimś wielkim azjatykomaniakiem, ale to serum jest naprawdę perfidnie dobre! Jeśli Twoja skóra lubi witaminę C – warto wziąć je pod uwagę:)

The Body Shop maska Superfood Amazonian Acai. Mam dwie maski z serii Superfood (Amazonian Acai i Himalayan Charcoal) – obie lubię, ale najbardziej przypadła mi do gustu Amazonian Acai (różowa). Jej konsystencja i zapach przypominają jakieś konfitury, dzięki czemu maseczkowy seansik jest bardzo przyjemny. Maska dodaje cerze blasku i bardzo delikatnie ją złuszcza. Po użyciu skóra jest mięciutka:) Postaram się napisać o tych maskach za jakiś czas.

USTA


Może przemilczę ile balsamów do ust zużyłam w ciągu ostatnich miesięcy. Na dobrą sprawę sama tego nie wiem, ponieważ już dawno zaniechałam projektu denko;) Produktem, który chciałabym wyróżnić jest MAC Lip Conditioner, czyli pieszczotliwie mówiąc odżywka do ust;) Kupiłam go tak dla kaprysu, ponieważ czułam, że muszę wypróbować i muszę przyznać, że było warto. Balsam ma przyjemną konsystencję i zapach. Pozostawia na ustach lekki połysk. Jest wydajny nawet dla takiego „zjadacza” jak ja. Ma tylko jedną wadę – z racji tego, że jest w tubce zawsze dodatkowo muszę mieć jeszcze zamiennie drugi produkt w sztyfcie. Tak z czystego przyzwyczajenia, nie pytajcie;) Jeśli nie szkoda Wam kasy to polecam.

CIAŁO


Z higieną rzecz ma się podobnie jak z balsamami do ust – multum zużyć! Wyłoniłam jednak jedną totalną perełkę spod szyldu Rituals. Jej dokładna nazwa to Ritual of Sakura. Kilka miesięcy temu kupiłam całą serię produktów i muszę przyznać, że tym najlepszym okazała się pianka do mycia ciała. Jest inna niż zwykłe pianki. Ma kremową konsystencję, która po aplikacji „rośnie” zmieniając się w gęstą, białą pianę. Dodatkowo przyjemnie pachnie i jest delikatna dla skóry. Za jakiś czas napiszę o całym zestawie.

Nie inaczej jest z wszelkimi balsamami i masłami do ciała. Tego typu produkty średnio wystarczają mi na 1-2 tygodnie stosowania co generuje naprawdę pokaźne zużycia. Zużywam tego tyle, że nie jestem w stanie opisać każdego produktu, który zużyłam. Choć bardzo bym chciała. Nie przedłużając wyróżnię tutaj masło Iossi Mandarynka&Bergamotka. Marka Iossi w ogóle jest dla mnie sporym odkryciem i jako że mam zaległy wpis do napisania na temat produktów tej marki, które zużyłam już jakiś czas temu napiszę tylko, że wszystko będzie we wpisie! 

Drugim produktem jest masło Organique z linii Bloom Essence. Starałam się dać tylko jednego ulubieńca w danej kategorii, ale tu zrobiłam wyjątek. Ci, którzy czytają mnie od początku zapewne wiedzą, że marka Organique została przeze mnie prześwietlona dogłębnie i napisałam już mnóstwo na jej temat (etykiety na dole) więc nie powinno być zdziwienia, że chwalę masło Bloom Essence. Za co? W skrócie: piękny zapach, gęsta konsystencja i wspaniałe nawilżenie!


Nie ma żadnego peelingu, ponieważ wypróbowałam sporo dobrych, ale moje serce nadal najbardziej „należy” do BodyBoom, które były już w części 1:) 


WŁOSY


W tym roku zapuszczałam włosy co niejednokrotnie doprowadzało mnie do szału. Przerobiłam sporo dobrych, ale też trochę złych produktów. Najlepiej sprawdza się u mnie tzw. pielęgnacja profesjonalna. Do ulubionych marek należy Joico, L’Oreal Professionnel oraz Kerastase. I tutaj chciałabym wyróżnić maskę Kerastase Resistance. Podpatrzyłam ją kiedyś u siostry, raz użyłam i już wiedziałam, że „kiedyś” będę musiała ją mieć. W lutym postaram się napisać o niej więcej:)


PERFUMY


Nadal lubię wszystkie zapachy, które pojawiły się w ulubieńcach zeszłego roku oraz przy okazji innych „chwalebnych” wpisów, ale ponieważ znalazły się one w zeszłorocznym zestawieniu to nie spełniają już wymogów ulubieńców 2016 gdyż muszą to być produkty, które posiadłam w tym roku;) Taaak.. nie przedłużając wygrywa Chanel Chance Eau Vive. Zapach budzący kontrowersje i skrajne emocje, że niby jakiś taki mało „chanelowy”;) Mało mnie to obchodzi:) Jest on bowiem bardzo mój i na pewno w końcu doczeka się odrębnej recenzji! 


I to już wszystko jeśli chodzi o ostatnią część ulubieńców roku w kategorii pielęgnacji i zapachów:) Za rok pewnie opracuję jeszcze jakiś inny system:)


Znacie te produkty? Pochwalcie się swoimi pielęgnacyjno-zapachowymi hitami minionego już roku!
Czytaj dalej »

niedziela, 7 sierpnia 2016

Lipcowe nowości

Cześć Dziewczyny!

Lipiec już za nami, a ja znowu się ociągałam z publikacją nowości;) To zapewne dlatego, że najczęściej wolę puścić porządną recenzję niż jakiś tam wpis prezentacyjny:) Co nie oznacza, że nie lubię oglądać nowości u innych. Wręcz przeciwnie - bardzo lubię! Muszę też dodać, że w lipcu pod względem publikacji byłam dość produktywna. Energii mi nie brakowało bo lato to mój czas! Co prawda obiecałam sobie, że będę w tym roku pisać rzadziej, ale jakoś mi nie wychodzi bo w głowie mam zbyt wiele pomysłów... Najgorsze w lipcowych nowościach jest to, że część zdążyłam już zrecenzować, a część nawet zużyć;) Tradycyjnie post podzielony na zakupy i nie-zakupy. Zapraszam do przeglądania oraz do przeczytania moich krótkich wywodów;)




ZAKUPY


Kiedy w ubiegłym miesiącu zobaczyłam miesięczne nowości Justyny i jej stwierdzenie, że w ciągu miesiąca wydała jedynie 9zł, przez chwilę pomyślałam, że ja też tak potrafię! Ale nie wytrwałam gdyż pewnego lipcowego dnia mimowolnie przekroczyłam próg Rossmanna i wyszłam z niego z nowym olejkiem pod prysznic Lirene Shower Oil Mango & Jaśmin (bo przecież ja muszę mieć niemal każdą prysznicową nowość) oraz przeciwzmarszczkowymi płatkami pod oczy Revital Q10 marki Rival de Loop (to już z czystej ciekawości). Niedaleko była też apteka więc peelingująca pomadka Sylveco wróciła ze mną do domu po raz kolejny;) Tego samego dnia, ale już prawie przed północą naszła mnie fantazja żeby zamówić serum ProFiller marki Norel dr Wilsz. Powiedzmy, że miałam paru kandydatów, ale wyszukałam sobie promocję i kupiłam akurat to. Doszły też moje zamówienia z ebay'a, czyli brushegg (który z racji posiadania płytki do czyszczenia pędzli FYB okazał się już trochę zbędny) oraz banany do ust TonyMoly;)


Jakiś czas temu przekonałam się o tym, że Instagram to ZUO! Ni stąd ni zowąd trafiłam na blogerkę Hanię, która jak się okazało prowadzi sklep, w którym można kupić kosmetyki słabiej dostępne w Polsce. Powiedzmy, że zostałam osobiście przekonana przez właścicielkę, co w efekcie zaskutkowało zamówieniem. Kupiłam zestaw kosmetyków Rituals The Ritual of Sakura składający się z pianki pod prysznic, olejku pod prysznic, kremu do ciała oraz peelingu. Początkowo chciałam wersję Laughing Budda Rituals, ale podobno pachnie dość intensywnie więc ostatecznie wybrałam zielony;) W ostatnim czasie nie miałam już żadnego preparatu do nawilżania skórek więc jaśniepaństwo się wysuszyli;) Z tego powodu do koszyka wpadł też Orly Color Argan Cuticle Oil. W gratisie dostałam lakier OPI i kilka próbek. Wszystko było ładnie opakowane i dotarło do mnie niezwłocznie;) Wnętrze zestawu można zobaczyć na moim IG


Postanowiłam, że do mojej rodzinki TonyMoly dołączy jeszcze Panda's Dream White Hand Cream. Wprawdzie produkty te jakiegoś wielkiego szału nie robią, ale nie mogłam odmówić sobie tłuściutkiej "pandzioszki". Zwłaszcza, że jak ja to nazwałam wariacka sztafeta ebay'a bardzo mi się spodobała;) Muszę przyznać, że listy z Korei dochodzą do mnie nieraz szybciej niż te wysyłane w obrębie naszego kraju:]
Zamówienie, w którym znajdował się wymarzony balsam do ust Givenchy Le Rouge Perfecto przyszło do mnie już pierwszego sierpnia, ale opłacone jeszcze w lipcu więc podpinam pod lipcowe:) Balsam został szybko wykupiony więc dobrze, że się pospieszyłam:)




POZOSTAŁE


Na początku lipca przywędrowała do mnie przesyłka od Lirene zawierająca serum (dla mnie) oraz koncentrat (dla mamy) z linii Folacyna. Mama swoje jeszcze dokańcza, a ja zużyłam na początku sierpnia i wrażenia własne i mamy opisałam TUTAJ.


Również na początku lipca przybyły do mnie nowości od Bielendy. Wybrałam zmysłowe olejki, czyli Multifazowy olejek do ciała rozkoszna regeneracja i Multifazowy olejek do ciała namiętne nawilżenie oraz Ujędrniający witaminowy olejek pod prysznic;) Zużyte i opisane - KLIK!


Na samym początku lipca zostałam również zaproszona do wypróbowania kilku produktów z Eveline Cosmetics. Szczerze mówiąc miałam przeczucie, że być może nie każdy produkt spełni moje oczekiwania więc miałam już odmówić, ale siostra stwierdziła, że chciałaby mi pomóc w testach niektórych produktów;) W przesyłce znalazłam krem do twarzy pod prysznic, olejek do ust wanilia, peeling do ust w formie pomadki, zestaw do wykonania manicure bez lampy UV , saszetki Royal SPA Pedicure, odżywczo-regenerujący balsam do ust cherry, matową pomadkę w płynie Velvet Matt oraz tusz do rzęs Big Volume Lash. Jak widać większość z tych produktów miało już swoje 5 minut na blogu. Pozostały jeszcze dwa wpisy. Jeden napiszę ja, a od drugiego mam swoich ludzi:P


Givenchy Teint Couture, czyli długotrwały pudrowy podkład z rozświetlaczem oraz maska do włosów Kerastase Resistance to także wynik współpracy i również z początku miesiąca;) 


Od marki Femi przywędrował do mnie olejek do ciała Cocoa Samba;) 
  
Z nowości włosowych jeszcze totalna innowacja, czyli JOICO Co+Wash Color:) 

O moje dłonie i paznokcie postanowiło zadbać Herome. Do wypróbowania wybrałam Nail Hardener Sensitive, peeling do dłoni One Minute Manicure oraz Cuticle Remover, czyli płyn do usuwania skórek.


Jako Ambasadorka Klubu Ekspertek Ofeminin otrzymałam intensywnie nawilżający krem do twarzy Mixa Hyalurogel. Niebawem będzie "pierwsze wrażenie", ponieważ regulamin zakłada dość krótki test.  


Z rzeczy nie-kosmetycznych przywędrowały do mnie dwie książki. Na zrecenzowanie Sekretnego życia Chanel No 5 wyraziłam chęć, natomiast Wszystkie kolory nieba przyszły do mnie mimo, że nie potwierdziłam zainteresowania. 

Jak tam Wasze nowości z lipca? Było ich mało czy dużo? Znacie coś z tych produktów?
Czytaj dalej »