niedziela, 24 stycznia 2016

Couleur Caramel Matująca baza pod makijaż

Cześć Dziewczyny!

Nigdy nie uważałam baz pod makijaż za produkty typu „must have”, ale z całą pewnością zawsze sądziłam, że warto mieć chociaż jedną w zanadrzu. Nawet jeśli miałabym używać jedynie raz na jakiś czas. Couleur Caramel to francuska marka zajmująca się tworzeniem naturalnych kosmetyków kolorowych. Początki marki sięgają 2003r. Od tego czasu firma zdobyła wiele prestiżowych certyfikatów. O wszystkich można przeczytać na stronie producenta. W Polsce Couleur Caramel nie jest jeszcze zbyt dobrze znany. W każdym razie ja jak dotąd nie trafiłam na zbyt wiele wzmianek o produktach tej marki. Miałam jednak okazję poznać działanie matującej bazy pod makijaż. Jeśli jesteście ciekawe jak się spisuje zapraszam do dalszej części wpisu.


Opis producenta

Aksamitna baza Couleur Caramel wygładza strukturę skóry i nadaje jej jedwabisty dotyk. Matuje cerę nie wysuszając jej. Skóra pozostaje jedwabiście miękka a makijaż na niej trwalszy. Baza wygładzająca Couleur Caramel idealnie absorbuje nadmiar sebum, dlatego rekomendowana jest do cery tłustej i mieszanej. Nie polecana natomiast do cery suchej.
Wskazówka: przed nałożeniem makijażu, za pomocą szerszego pędzelka nałóż na całą twarz wygładzającą bazę Couleur Caramel tylko na strefę T (czoło, nos, broda). 100% wszystkich składników jest pochodzenia naturalnego.


Skład : Silica -Coco caprylate/ caprate - Dicaprylyl Ether - Trihydroxystearin - Mica -Sesamum indicum (Sesame) seed oil* Simmondsia chinensis (Jojoba) seed oil* - Camelina sativa seed oil* - Ricinus communis (Castor) oil* - Cera alba (beeswax)* -Oenothera biennis (Evening primerose) oil* - Tocopherol - Parfum (Fragrance).


Moja opinia

Opakowanie

Bazę otrzymujemy w niewielkiej 30ml tubce, co stanowi dość standardową pojemność dla tego typu produktów. Szata graficzna jest barwna, przyjemna dla oka, ale jednocześnie lekko w stylu vintage. Naklejka nie przylega idealnie do tubki i delikatnie mnie to irytuje. Myślę, że przy dłuższym stosowaniu albo noszeniu w torebce etykieta mogłaby się przez to trochę podniszczyć lub rozkleić.

Konsystencja i zapach

Zapach bazy przypomina mi woń kleju szkolnego, ale spokojnie. Zapach ten wyczuwalny jest jedynie w opakowaniu oraz podczas aplikacji. Nie utrzymuje się na skórze. Konsystencja jest lekko glutkowata i właściwie też trochę o niej myślę w kontekście kleju. Jednak paradoksalnie bardzo gładko się rozprowadza i nie zostawia po sobie ciężkiej ani lepkiej warstwy.

Działanie

Baza Couleur Caramel należy do tych matujących więc oczekiwałam od niej przede wszystkim zmatowienia cery i przedłużenia trwałości makijażu bez zapychania porów. Przy typowo silikonowych bazach z perfumerii często osiągałam dobre efekty matująco-wygładzające. Jednak ze względu na możliwość zapychania często bałam się ich używać zbyt regularnie. Baza Couleur Caramel skomponowana została w większości na bazie naturalnych składników więc z jednej strony liczyłam, że nie spowoduje u mnie powstawania wyprysków i zapychania, a z drugiej lekko obawiałam się, że naturalny skład może mi zaszkodzić. Nie od dziś bowiem wiadomo, że naturalne może uczulać. Na szczęście nic złego się nie stało;) Mimo naturalnego składu baza jest podobna w obejściu do innych znanych mi baz. Pozostawia po sobie przyjemną gładką powłoczkę, a jednocześnie cera jest zmatowiona bez uczucia ściągnięcia. Jak wiecie wielką fanką podkładów tradycyjnych nie jestem więc bazę stosuję głównie w duecie z sypkim podkładem mineralnym. Podkłady mineralne w moim przypadku same w sobie nie matują więc żeby osiągnąć zamierzone wykończenie muszę się posiłkować dodatkowo pudrem transparentnym albo właśnie bazą. Baza matująca dobrze więc wpisała się w moje potrzeby. Często nakładam ją na jeszcze nie do końca wchłonięty krem i mimo tego nic się nie roluje, ale może to być również zależne od rodzaju stosowanego kremu;) Po rozsmarowaniu nie muszę zbyt długo czekać na wchłonięcie więc niemal od razu przy użyciu pędzla mogę już nakładać podkład mineralny. Producent sugeruje nakładanie bazy również pędzlem, ale ja preferuję palce;) Baza zapewnia matowe wykończenie, ale nie jest to niezdrowy, szary mat;) Efekt utrzymuje się dobrych kilka godzin. Ja właściwie nigdy nie dokładam dodatkowych warstw podkładu w ciągu dnia. Baza matuje na wiele godzin. Jednak pod wieczór cera potrafi się trochę wybłyszczyć. Wtedy jeśli zależy mi na dodatkowym zmatowieniu sięgam po bibułki matujące. Mimo wszystko uważam, że jak na cerę mieszaną i używanie pod podkład mineralny efekt jest zadowalający. Myślę, że byłoby jeszcze lepiej gdyby nie to, że używam tej bazy w połączeniu z kremem na dzień, który ma niestety tendencję do pozostawiania lekko błyszczącej warstewki.


Baza dostępna jest w sklepie internetowym Couleur Caramel. Na stronie można również znaleźć listę sklepów stacjonarnych. W ofercie dostępna jest również baza nawilżająca. 


Znacie markę Couleur Caramel czy dopiero u mnie się z nią zetknęliście? Używacie baz pod makijaż? Jeśli tak to jakich?

Czytaj dalej »

piątek, 22 stycznia 2016

Wibo Paleta do konturowania twarzy 3 steps to perfect face

Cześć Dziewczyny!

Paletę do konturowania twarzy marki Wibo po raz pierwszy dostrzegłam na Agu Blog. Czułam, że ze względu na nie moje kolory to może się nie udać, ale mimo wszystko prezentacja tego produktu wydała mi się na tyle przyjemna dla oka, że z niewyjaśnionych przyczyn musiałam ją mieć.  Parę godzin później gdy nie mogłam zasnąć, dokładnie koło 2 nad ranem wstałam i zamówiłam tą paletkę. Akurat trwała promocja -49%. Wiedziałam, że stacjonarnie na pewno jej u mnie nie będzie (i miałam rację) więc postanowiłam skorzystać z oferty internetowego Rossmanna. Rabaty tam również były uwzględniane, zamówienie przebiegło bardzo sprawnie i z moją ulubioną formą płatności. Wybrałam odbiór w drogerii i już o 9 rano dostałam powiadomienie o możliwości odbioru zamówienia;) Swoją drogą Rossmann śmiesznie pakuje zamówienia w takie wielkie, przezroczyste, zaklejone torby. Wygląda to komicznie gdy zamawia się jedną rzecz, a ja najczęściej zamawiam tam właśnie jedną rzecz czyli coś czego nie mogę dorwać stacjonarnie. Często można tam też dorwać produkty z promocji „cena na do widzenia”, choć z tego akurat korzystam rzadko. Wracając już do gwoździa programu czy te 8zł z groszami było dla mnie opłacalną inwestycją?;)



Opis producenta

Paleta do zadań specjalnych, zaprojektowana z myślą o konturowaniu twarzy. Składa się z trzech niezbędnych elementów do wykonania tego typu makijażu.

W jej skład wchodzi:

Rozświetlacz nadający złocisty blask bez pozostawienia koloru, idealnie rozprowadzająca się formuła zapewnia efekt rozświetlenia na wiele godzin.

Bronzer nadaje opalony odcień skóry w klasycznym odcieniu, dzięki umiejętnemu użyciu można wykreować idealny kształt twarzy.

Róż w najbardziej pożądanym odcieniu z perłą holograficzną. Daje niesamowity odcień różu ze złotą poświatą. Idealna aplikacja, wystarczy jedno muśnięcie aby uzyskać subtelny odcień promiennych policzków ze złotą poświatą.

Moja opinia

Opakowanie

Produkt otrzymujemy w kartonowym opakowaniu. Na odwrocie dodatkowo mamy przykładową instrukcję użytkowania. Wewnątrz znajdziemy całkiem przyjemną dla oka puderniczkę silnie inspirowaną paletkami Sleeka oraz MUR;) Gramatura produktu wynosi 10g czyli według mnie całkiem ok. jak na trzy produkty w jednym. Osobiście bowiem nie lubię zbyt dużych gramatur, ale to też już kwestia preferencji. Puderniczka jest ciemna i błyszcząca, prawie zawsze pozostają na niej ślady palców. Nie czepiam się o to mocno, ale nie jest to przyjemny widok;)


Konsystencja i zapach

Konsystencja produktów jest pudrowa, produkt nie pyli jakoś szczególnie więc aplikacja nie jest problematyczna. Zapach w moim odczuciu nie należy do przyjemnych. Przypomina mi takie starodawne pudry, ale jak wiecie jestem na to wyczulona. Czytałam, że wiele osób tego nawet nie czuje;) Po jakimś czasie od aplikacji zapach znika.


Działanie

We wstępie napisałam, że czułam iż to może się nie udać. Dlaczego? Dlatego, że mam bardzo ciepłą cerę o średniej karnacji, a paletka występuje (przynajmniej póki co) w jednym odcieniu Light. Rozświetlacz jest dość jasny, lekko zaróżowiony. Jest dla mnie za jasny. Wolę bardziej złociste, cieplejsze odcienie. Jednak nakładany w niewielkich ilościach daję radę. Choć nie należy do moich ulubieńców. Bronzer w moim odczuciu bardziej w kierunku chłodnego niż ciepłego albo po prostu pośredniego – przynajmniej tak wygląda na mojej twarzy bo powiedzmy sobie szczerze to jak prezentuje się produkt na twarzy też jest w dużej mierze zależne od odcienia i tonacji cery. Z relacji niektórych dziewczyn wynikało, że dla nich z kolei bronzer jest zbyt mało chłodny. Dla mnie jest trochę zbyt chłodny, osobiście lepiej się czuję i wyglądam w cieplejszych odcieniach. Mamy tu też pewną niespójność. Na stronie jest określany jako bronzer, z kolei na opakowaniu jako puder matujący. Można go więc używać tak jak uważamy. Róż jest taki brzoskwiniowo-różowy. Kolor wydaje się teoretycznie nawet niezły dla mnie, ale wróćmy do opisu producenta „(…) z perłą holograficzną. Daje niesamowity odcień różu ze złotą poświatą”. W tym właśnie tkwi problem. Mimo, że wcale nie stronię od błyszczących różów wykończenie tego różu jest dla mnie problematyczne. Zupełnie nie widać tego na moich swatchach, ale po nałożeniu na policzki prezentuje się on u mnie jak mocno błyszczący złoto-różowy rozświetlacz, a nie róż. Przywodzi mi to na myśl taką błyszczącą szyneczkę jeśli wiecie co mam na myśli. Pomalowana nim wyglądam niestety dość przaśnie;) Jakoś nie mogę dojść z tym elementem paletki do porozumienia bo bronzer i rozświetlacz mimo wszystko mogę jakoś ogarnąć. Nie wiem czy tylko ja tak w nim wyglądam, ale takie są fakty. 

Paleta do konturowania Wibo nie jest więc najlepszą kolorystyczną propozycją dla mnie. Produkt w sam w sobie nie jest jednak taki zły. Dobrze się aplikuje i długo utrzymuje. Myślę, że dużo lepiej się sprawdzi u dziewczyn o jasnych i raczej chłodnych lub neutralnych cerach. Sama ewentualnie poczekam na wersję Medium. O ile taka się pojawi. Cena regularna wynosi 16,99zł. W promocjach, które pojawiają się dwa razy w roku można ją upolować za trochę ponad 8zł.


Znacie ten produkt? A może używałyście pierwowzorów czyli chociażby Sleeka?
Czytaj dalej »

środa, 20 stycznia 2016

Stenders Płyn do demakijażu Dzika Róża

Cześć Dziewczyny!

Jak już pewnie zauważyłyście na moim blogu panuje duża różnorodność w kwestii recenzowanych kosmetyków. Można by rzec, że od Isany aż po Diora;) Lubię odkryć niedrogą, ogólnodostępną perełkę, ale uwielbiam różnorodność i nie ograniczam się wyłącznie do tego typu produktów. Nie żal mi na dobry krem, serum, balsam czy też droższą kolorówkę. Do czego zmierzam? Są produkty, za które jestem w stanie zapłacić więcej mimo, że można znaleźć też tańsze, ale istnieją też produkty, w które niekoniecznie bym zainwestowała. Jedynym z takich produktów jest dwufazowy płyn do demakijażu Stenders z linii Dzika Róża. Produkt otrzymałam na otwarciu salonu Stenders w Manufakturze. Sama nie zdecydowałabym się na jego zakup ze względu na cenę oraz na to, że z reguły unikam produktów różanych (poza drobnymi wyjątkami czyli np. linią wiśnia i róża z Wellness&Beauty). Skoro jednak płyn trafił w moje ręce dałam mu szansę tym bardziej, że mimo wszystko płyny dwufazowe są bliskie memu sercu;)


Opis producenta

Kojący płyn do demakijażu oczy i ust, który delikatnie usuwa nawet wodoodporny makijaż. Pielęgnuje Twoje usta, powieki i rzęsy. Nawilża wrażliwą i delikatną skórę wokół oczu. Płyn do demakijażu wzbogacony został ekstraktem z płatków i korzenia dzikiej róży by dbać o odpowiedni poziom nawilżenia skóry. Natomiast ekstrakt z rumianku ma właściwości kojące i łagodzące.


Skład: Water, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Isohexadecane, Hexylene Glycol, Sodium Chloride, Poloxamer 184, Phenoxyethanol, Benzyl Alcohol, Sodium Citrate, Adansonia, Digitata Seed Extract, Glycerin, Butylene Glycol, Benzalkonium Chloride, Citric Acid, Disodium EDTA, Rosa Rugosa Root Extract, Rosa Rugosa Flower Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Ethylhexylglycerin, Caprylyl Glycol, Gossypium Herbaceum (Cotton) Extract, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, CI 17200, Hydrolyzed Collagen.

Moja opinia

Opakowanie

Płyn otrzymujemy w różowym pojemniczku o pojemności 150ml z zamknięciem na zatrzask. Gdy otworzymy opakowanie czeka na nas niespodzianka w postaci pompki podobnej do tych, które są umieszczone w niektórych opakowaniach zmywaczy do paznokci (niestety nie uwieczniłam tego na zdjęciach). Muszę przyznać, że byłam zaskoczona, ponieważ nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką formą dozowania w przypadku płynów dwufazowych. Ostatecznie pomyślałam więc fajnie… Będzie wygodniej! Jednak niestety się pomyliłam. Sposób dozorowania lekko mnie irytował, zawsze część płynu wylewała się na boki cieknąc po opakowaniu więc po każdym użyciu musiałam opakowanie przemyć wodą i wytrzeć ręcznikiem. Myślę, że zamysł z pompką był dobry, ale trochę nie wyszło. Jednak czasami najprostsze rozwiązania są najlepsze.

Konsystencja i zapach

Jak już pewnie nieraz wspominałam najczęściej gdy widzę na etykiecie kosmetyku napis „róża” idę dalej. Głównie ze względu na zapach. O ile zapach róż kocham to różane zapachy w kosmetykach już niekoniecznie. Wyjątek stanowi dla mnie jedynie seria wiśnia i róża z W&B, którą lubię. Z reguły wolę też gdy produkt do demakijażu jest bezzapachowy = mniejsze ryzyko podrażnień, ale akceptuję gdy zapach jest delikatny. W płynie Stenders zapach jest wyraźnie wyczuwalny. Jest to dzika róża w połączeniu z czymś bliżej nieokreślonym. Nie był to dla mnie jakiś fascynujący zapach, ale na szczęście nie okazał się też być drażniący. Po użyciu płynu opłukiwałam lekko oczy wodą i zapach znikał. Po wstrząśnięciu konsystencja przypominała mi coś w rodzaju rzadkiego zaróżowionego mleka. W płynie nie była wyczuwalna taka typowa oleistość. 


Działanie

Mimo paru kwestii spornych nie mogę odmówić temu płynowi skutecznego działania i łagodności. Dzięki nietypowej (jak na płyn dwufazowy) konsystencji jakby rozwodnionego mleka płyn był bardzo łagodny dla skóry. Zmywanie cieni, linera czy też tuszu przebiegało bez problemów. Dłuższą chwilę musiałam poświęcić jedynie przy zmywaniu tuszu Feline, który niestety zmywa się nieco opornie;) Produkt nie powodował u mnie zamglenia ani tłustości powiek, choć ja i tak odruchowo po użyciu zawsze przemywam jeszcze twarz wodą (nie wyobrażam sobie inaczej). Płyn nie wysuszał skóry, a nawet lekko ją nawilżał i koił. Do demakijażu ust go nie próbowałam, ponieważ nie używam na tyle intensywnych produktów do ust żebym musiała je potem jeszcze domywać tego typu produktami. Obstawiam jednak, że płyn bez większych problemów da sobie z tym radę. Działanie jest więc bardzo na plus. Gdyby nie irytujące opakowanie z pompką oraz cena (69zł) może byłabym w stanie jeszcze kiedyś go kupić. Do skąpców zdecydowanie nie należę. Jednak mimo wszystko wolę tańsze i również skuteczne dwufazy np. Bielendy i YR, a za zaoszczędzone pieniądze kupić sobie droższą pomadkę lub chociażby krem;) Jeśli jednak nie jest to dla Was problemem śmiało mogę polecić z uwagi na dobre działanie. 


Kosmetyki Stenders dostępne są w sklepie internetowym, w kilku sklepach stacjonarnych oraz w sieci perfumerii Douglas (tam jednak asortyment jest ograniczony).


Znacie tą linię kosmetyków Stenders? Inwestujecie więcej w produkty do demakijażu czy tak jak ja wolicie wydać więcej na inne kategorie produktów?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Bielenda Skin Clinic Professional balsam do ciała odżywczy SOS

Cześć Dziewczyny!

Jak już nieraz wspominałam lubuję się w nawilżaczach do ciała. Na ogół staram się ich używać regularnie. Opuszczam się w tej czynności jedynie gdy nadchodzi późna jesień i zima. Wtedy jeśli już nie daję rady stosować codziennie robię to co drugi dzień;) Dobrze więc jeśli z pomocą przyjdzie mi produkt, który nawilży moją skórę na dłużej tak abym nie czuła dyskomfortu mimo nieco rzadszego używania. Czy takim produktem okazał się być odżywczy balsam do ciała marki Bielenda?


Opis producenta

Balsam odżywczy do ciała Skin Clinic Professional Bielenda zapewnienia odpowiedni poziom nawilżenia skóry, poprawia jej kondycję, jędrność i elastyczność, zmiękcza i wygładza szorstki naskórek. Działa jak opatrunek - daje uczucie ochrony, komfortu i otulenia skóry. Formułę balsamu wzbogacono o cenne dla skóry masło shea, który wzmacnia, wygładza i zabezpiecza naskórek, chroni go przed wysuszeniem. Efekt nawilżenia utrzymuje się nawet do 48 godzin, w zależności od rodzaju i kondycji skóry. Balsam dobrze rozprowadza się i szybko wchłania, pozostawiając skórę miękką i odżywioną.

Moja opinia

Opakowanie  

Balsam zapakowany został w białą butelkę z zamknięciem na zatrzask. Jego pojemność to 400ml. Opakowanie wygodnie leży w dłoni, ale w miarę zużycia już trochę ciężej wycisnąć zawartość na skórę. Szata graficzna jest prosta, przypomina kosmetyki apteczne co w tym wypadku powoduje pozytywne konotacje;)

Konsystencja i zapach

Konsystencja jest kremowa, średnio gęsta. Zapach jest zwyczajny, taki balsamowy, lekko kremowy. Po jakimś czasie niemal przestałam go czuć. Nie jest to dla mnie wadą, ponieważ lubię subtelne zapachy zwłaszcza gdy stosuję produkt na górne partie ciała;)

Działanie

Balsam przeznaczony jest do skóry bardzo suchej i ma za zadanie zapewnić jej 48h komfort. Myślę, że przy takiej naprawdę bardzo suchej skórze bardziej optymalne będzie jednak codzienne stosowanie. Moja skóra ciała jest teoretycznie normalna, ale z tendencją do wysuszenia. Raz większą, raz mniejszą. Co ciekawe w okresie jesienno-zimowym zdaje się być nieco mniej wymagająca więc w tym czasie z reguły stosowanie nawilżaczy co drugi dzień jest u mnie wystarczające. Dlatego też zainteresował mnie ten balsam;) Skład produktu nie jest zbyt długi, ale znajdziemy w nim parafinę co niektórych zasmuci. Mnie nie przeszkadza, choć oczywiście też wolę gdy jej nie ma albo gdy jest gdzieś na szarym końcu składu. Balsam bardzo łatwo i szybko się rozprowadza. Nie trzeba długo czekać na wchłonięcie. Jest to szczególnie ważne zimą gdy chcemy się szybko ubrać aby nie zamarzać w łazience;) Produkt nawilża na wiele godzin zapewniając skórze komfort i odżywienie. Kondycja skóry zostaje utrzymana na dobrym poziomie. W moim przypadku nawet przy stosowaniu co drugi dzień skóra nie „woła pić”, ale oczywiście z czasem poziom nawilżenia maleje. W drugiej dobie nie jest już tak spektakularny jak w pierwszej;) Mimo tego radzi sobie dobrze, ponieważ przy niektórych produktach suchość pewnie już dawałaby się u mnie we znaki. Jednak jak już wspominałam przy takiej naprawdę mocno suchej skórze bardziej polecałabym jednak codzienne stosowanie gdyż w takim przypadku produkt stosowany zbyt rzadko może okazać się niewystarczający. 

Produkt jest łatwo dostępny, kosztuje ok. 15-16zł/400ml. W ofercie dostępna jest również wersja nawilżająca, której także jestem ciekawa.


Znacie balsamy Bielendy z serii Skin Clinic Professional? Czym traktujecie swoje ciałka zimą?
Czytaj dalej »