Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demakijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demakijaż. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 kwietnia 2021

Creamy, Asoa i MyCeutic – pielęgnacyjna 3 z Cosibella!

Dzisiaj coś specjalnie dla miłośników naturalnej pielęgnacji twarzy, czyli moje kolejne spotkanie z marką Creamy oraz dwa produkty firm, które nie były mi wcześniej znane. Mowa o Asoa i MyCeutic:) U mnie z kosmetykami naturalnymi bywa różnie, ale zawsze staram się znaleźć coś, co będzie miało potencjał. A jak poradziłam sobie tym razem?

Cremy, Asoa, MyCeutic blog

Creamy Moringa Pure Olejek do Mycia Twarzy i Demakijażu

Creamy Moringa Pure Olejek do Mycia Twarzy i Demakijażu opinie

Moringa Pure to olejek typu 2w1, ponieważ można go użyć zarówno do demakijażu jak i do mycia twarzy. U mnie pełnił przede wszystkim tą pierwszą funkcję. Ale potwierdzam, że jako produkt myjący również jest bardzo komfortowy w użyciu. Czasem sobie zrzędzę, np. na zapach, ale tutaj nie mam się do czego przyczepić! Olejek pachnie delikatnie i bardzo naturalnie, jedynie swoimi składnikami. Żadnych zdziwaczałych woni:) Tzn. jest jedna rzecz - dozowanie poprzez pipetę w przypadku „wyższych” butelek, takich jak ta, dla mnie nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem. Zawsze się coś uroni, ale „jeśli nic nie skapnie to znaczy, że za mało nalane”, jak mawiał Adaś Miauczyński;) Olejek doskonale się rozprowadza, więc już sam proces demakijażu jest bardzo relaksujący. Świetnie radzi sobie zarówno z makijażem twarzy jak i oczu (nie szczypie). Co ważne, dokładnie oczyszcza także z filtrów. Po zwilżeniu skóry wodą pięknie emulguje, więc zmywa się bardzo sprawnie. Nie ma mowy o pozostawianiu tłustej warstwy na twarzy. Ale miękka, gładka i wstępnie nawilżona cera bez podrażnień owszem! Olejek jest wegański. W jego składzie znajduje się olej moringa, który wykazuje działanie przeciwzapalne i odżywcze oraz olej ze słodkich migdałów, który wzmacnia barierę lipidową skóry i poprawia jej elastyczność. Całość zamknięta została w oryginalnym czarnym opakowaniu, które po odklejeniu etykiety prezentuje się bardzo elegancko. Butelka zawiera 100ml olejku. Na opakowaniu nie ma podanego PAO, więc obowiązuje data ważności. Zaznaczę też, że kosmetyki Creamy produkowane są „na świeżo” i nie mają bardzo długich terminów, więc lepiej nie kupować większej ilości na zapas:) Creamy Moringa Pure to jeden z najlepszych olejków do demakijażu, których używałam:)

MyCeutic 100% Organiczny Sok Aloesowy

MyCeutic 100% Organiczny Sok Aloesowy opinie

Jest to w pełni organiczny sok aloesowy, który wykazuje silne właściwości nawilżające, kojące i łagodzące podrażnienia, a także wspomagające procesy regeneracyjne naskórka. Jest także pomocny przy stanach zapalnych i poparzeniach. MyCeutic 100% Organic Aloe Vera Juice występuje w dwóch opcjach do wyboru – 30ml i 100ml. PAO wynosi 6 miesięcy. Moja 30ml szklana butelka wyposażona została w sprawnie działającą pipetę, która ułatwia dozowanie. Kosmetyk posiada bardzo lekką, wręcz wodnistą konsystencję, która przywodzi na myśl koreańskie esencje do pielęgnacji twarzy. I tak naprawdę z powodzeniem spełnia rolę esencji, którą nakładamy na uprzednio oczyszczoną twarz. Bardzo komfortowo się rozprowadza i błyskawicznie wchłania. Nie ma mowy o jakimkolwiek uczuciu lepkości. Warto jednak pamiętać, że sok aloesowy sam w sobie nie zapewni spektakularnych efektów. To produkt, który najlepiej sprawdza się w pielęgnacji warstwowej. Skóra potrzebuje okluzji, więc po użyciu konieczne jest przynajmniej nałożenie kremu:) Oprócz stosowania, jako esencji można go również użyć do maseczek (np. w proszku albo w płachcie) oraz jako podkład pod olej do olejowania włosów:) Na pewno każdy znajdzie dla niego zastosowanie (z wyjątkiem osób uczulonych na sok z aloesu). Sok z aloesu MyCeutic rzeczywiście ładnie zmiękcza skórę przygotowując ją na dalsze kroki w pielęgnacji, wspomaga nawilżenie i regenerację oraz koi drobne podrażnienia. Czy jednak są jakieś minusy? Owszem! Nie sądziłam, że sok z aloesu będzie tak brzydko pachniał. Pamiętaj, że jestem przewrażliwiona na tym punkcie, ale w moim odczuciu jest to zapach przybrudzonej, mokrej szmatki do mycia podłogi. A spodziewałabym się raczej jakiejś świeżej, roślinnej woni. Na szczęście zapach nie utrzymuje się na twarzy. Jest wyczuwalny jedynie w momencie rozprowadzania po skórze, a inne nakładane po nim produkty z łatwością go maskują.

Asoa Serum dla Koneserów


Asoa Serum dla Koneserów blog
Bazą serum jest hydrolat z rumianku i hydrolat z kwiatów pomarańczy, które wykazują właściwości nawilżające oraz antyseptyczne. Oprócz tego w składzie zawarto miks olejów – olej jojoba, olej ze słodkich migdałów i olej migdałowy, które pomagają uelastycznić oraz odżywić cerę. Dodatkowo zawarte w serum bogate w antyoksydanty masło mango działa przeciwstarzeniowo, wygładza oraz natłuszcza skórę. Asoa Serum dla Koneserów (skądinąd nazwa świetna!) opakowane zostało w naprawdę ładną butelkę, która prezentuje się dość elegancko i jednocześnie kojarzy się z naturą. A do tego jest wygodna w użyciu ze względu na pompkę, która ułatwia dozowanie. Swoją drogą widziałam, że poprzednia wersja opakowania prezentowała się dużo gorzej, tak zwyczajnie. Nie to co teraz;) Pojemność to standardowe dla serum 30ml, PAO to natomiast 6 miesięcy. Serum posiada formułę kremu. Najlepiej sprawdzi się w przypadku cery suchej lub takiej, która została wysuszona np. w wyniku stosowania niektórych substancji aktywnych. U posiadaczy cery tłustej może spełnić rolę kremu. Mimo dość bogatej, jak na serum konsystencji, serum wchłania się całkiem sprawnie pozostawiając po sobie miękką, gładką i dobrze nawilżoną oraz odżywioną cerę. Jego zapach jest dość delikatny, ciężko mi go porównać do czegoś konkretnego.

Markę Creamy, Asoa, MyCeutic oraz szeroki wybór innych kosmetyków naturalnych (i nie tylko) znajdziesz na Cosibella.pl.

Używasz olejów do demakijażu lub mycia twarzy? Masz jakichś faworytów w tej dziedzinie? A może stosujesz sok z aloesu w pielęgnacji twarzy lub próbowałaś już serum dla koneserów?

Czytaj dalej »

środa, 11 stycznia 2017

Dr Irena Eris Clinic Way Intensywna Dermokuracja przeciwzmarszczkowa z kwasami i Przeciwzmarszczkowy 3-fazowy oczyszczający oleożel

Cześć Dziewczyny!

Uwielbiam pielęgnację apteczną, ponieważ kojarzy mi się ze skutecznością oraz bezpieczeństwem stosowania:) Co więcej darzę ją sentymentem gdyż jeszcze kilka lat temu, na początku swego dorosłego życia cierpiałam na dziwną przypadłość – większość zapachów kosmetyków drażniła mnie do tego stopnia, że po użyciu bolała mnie głowa… Na szczęście ten etap dawno mam za sobą i dziś mogę już sięgać po coraz bardziej aromatyczne produkty, ale mam swoje ulubione marki apteczne, które zapadły mi w pamięć jako „wybawcy”. Nie tylko ze względu na dobre działanie, ale także z uwagi na hipoalergiczne kompozycje zapachowe tudzież zapachy łagodne, a niekiedy nawet brak zapachu. Staram się śledzić apteczne nowości na bieżąco i chętnie sprawdzam na sobie te, które szczególnie mnie zainteresują:) Z racji tego, że przekroczyłam już próg magicznej 30stki i latka lecą, coraz częściej obok nawilżania i złuszczania wdrażam również pielęgnację przeciwzmarszczkową. Jedną z marek, którą darzę zaufaniem w tym zakresie jest Dr Irena Eris. Oprócz kosmetyków do makijażu i ekskluzywnej pielęgnacji marka ta posiada w swoim asortymencie również pielęgnację apteczną – Dr Irena Eris Clinic Way. Dziś chciałabym się podzielić z Wami pierwszym wrażeniem tudzież relacją "na gorąco" odnośnie dwóch produktów z tej serii. Pierwszym z nich jest absolutna nowość, czyli Dr Irena Eris Clinic Way Intensywna Dermokuracja przeciwzmarszczkowa z kwasami. Natomiast drugim produktem jest innowacyjny kosmetyk służący do oczyszczania twarzy, który miał swą premierę jeszcze wiosną ubiegłego roku – Dr Irena Eris Clinic Way Przeciwzmarszczkowy 3-fazowy oczyszczający oleożel.

"Dr" Secretaddiction prezentuje...




Dr Irena Eris Clinic Way Przeciwzmarszczkowy 3-fazowy oczyszczający oleożel


„Dermołagodzący, oleożel oczyszczający do demakijażu i mycia twarzy o właściwościach przeciwzmarszczkowych posiada trójfazową, sensoryczną formułę, przeobrażającą się w trakcie stosowania z żelu w pielęgnacyjny olejek, a następnie w oczyszczające mleczko. Idealnie eliminuje wszelkie zanieczyszczenia, usuwa makijaż i pozostawia skórę doskonale oczyszczoną, odżywioną i nawilżoną. Sprawia, że odzyskuje ona swoją naturalną równowagę fizjologiczną. Formuła wzbogacona w wyciąg ze złotej algi, wzmacnia płaszcz hydrolipidowy skóry i chroni ją przed niekorzystnym wpływem środowiska. Kompleks natłuszczających i zmiękczających olejków pozostawia skórę aksamitną w dotyku. Niezastąpiony w codziennym demakijażu, zwłaszcza skóry dojrzałej, posiada udowodnione działanie wygładzające oraz redukujące drobne zmarszczki. Hipoalergiczny, nie zawiera mydła oraz alergenów. Odpowiedni dla każdego typu skóry, również wrażliwej i alergicznej”.

Oleożel otrzymujemy w kartonowym opakowaniu o prostej, typowej dla kosmetyków aptecznych szacie graficznej. Może nawet lekko patriotycznej;) Osobiście lubię ten design. Wewnątrz znajdziemy ulotkę opisującą całą serię Clinic Way oraz naszego pierwszego bohatera wpisu, czyli oleożel we własnej osobie;) Produkt ten występuje w wygodnej tubie ze srebrną nakrętką. Pojemność wynosi 175ml, czyli trochę więcej niż standardowo. Dlatego też będę się nim mogła cieszyć ciut dłużej;) 

Muszę przyznać, że oleożel zainteresował mnie jeszcze w tamtym roku. Przede wszystkim ze względu na swoją nazwę, która sugerowała, że będę miała do czynienia z nieco innym wymiarem oczyszczania. Takie wynalazki kojarzą mi się z azjatyckim rynkiem kosmetycznym, który jak wiadomo obfituje w produkty o innowacyjnym działaniu:) Polki coraz chętniej sięgają po tego typu kosmetyki więc również polscy producenci zaczęli szukać nowych rozwiązań:) I bardzo dobrze! 

Po wyciśnięciu z tubki naszym oczom ukazuje się przezroczysty żel. Jest on bardzo przyjemny w dotyku i przypomina mi coś z pogranicza dobrej jakości olejkowych żeli pod prysznic tudzież silikonowych baz pod makijaż. Co ciekawe żel ten należy łagodnie, okrężnymi ruchami wmasować w niezwilżoną wodą skórę twarzy, omijając okolicę oczu. Taki relaksacyjny masaż wykonujemy aż do momentu zmiany konsystencji żelu w olejek i wtedy możemy już zmyć produkt. W kontakcie z ciepłą wodą olejek zmienia się w delikatne mleczko. Mamy więc 3 fazy: żel – olejek – mleczko, stąd też 3-fazowy oleożel;) Dzięki dobremu poślizgowi wykonanie masażu idzie jak z płatka. Na razie jeszcze nie jestem w stanie ocenić ewentualnych właściwości przeciwzmarszczkowych i dokładnego wpływu na stan cery, ale w kwestii oczyszczania moje pierwsze wrażenia są na plus. Oleożel oczyszcza skutecznie, ale delikatnie usuwając przy tym makijaż oraz zanieczyszczenia skóry nagromadzone w ciągu dnia lub nocy. Po zmyciu nie występuje uczucie ściągnięcia ani swędzenie. Skóra jest za to miękka i gładka. Wydaje się, że jest to produkt dobrze dostosowany do obecnych, (niezbyt sprzyjających) warunków atmosferycznych, w obliczu których skóra może szybko tracić odpowiedni poziom nawodnienia i reagować zaczerwienieniem. Oleożel może więc pomóc zapobiegać tego typu problemom, a jego sposób stosowania powoduje, że po całym ciężkim dniu możemy poczuć się jak w SPA lub miło rozpocząć nowy dzień;) Dokładną instrukcję wykonania oczyszczającego masażu można znaleźć tutaj.



Dr Irena Eris Clinic Way Intensywna Dermokuracja przeciwzmarszczkowa z kwasami


„Intensywna dermokuracja przeciwzmarszczkowa z kwasami o delikatnej konsystencji polecana, niezależnie od wieku, jako okresowa pielęgnacja o podwójnym działaniu: redukującym zmarszczki, jak również poprawiającym kondycję skóry. Innowacyjny kompleks kwasów PRO•ACID LWG w postaci wodnego żelu o specjalnej lamelarnej strukturze zapewnia stopniowe uwalnianie składników aktywnych w głąb skóry twarzy, redukując jednocześnie możliwość wystąpienia podrażnień i zapewniając możliwość stosowania produktu przez cały rok, także w przypadku skóry alergicznej i wrażliwej. Dermokuracja poprawia elastyczność i jędrność skóry, rozjaśnia oraz wyrównuje jej koloryt. Zawarte w niej emolienty i naturalny olej z porzeczki pozwalają utrzymać odpowiednie nawilżenie (87%*) i odżywienie skóry (80%*)”.

Maskę otrzymujemy w kartonowym opakowaniu, które dla odmiany na przedniej etykiecie posiada więcej czerwieni;) Poręczne 30ml opakowanie z wygodną pompką od razu u mnie zapunktowało, ponieważ zdecydowanie preferuję tego typu kompaktowe pojemniczki. Produkt należy stosować na noc na oczyszczoną skórę twarzy (z wyjątkiem okolic oczu), szyi i dekoltu. Taka intensywna kuracja powinna trwać min. 3 tygodnie, po czym najlepiej kontynuować stosowanie 2-3 razy w tygodniu. Po Intensywną Dermokurację można sięgnąć już powyżej 25 r.ż, czyli wtedy kiedy nasza skóra "spowalnia" i zaczynają być widoczne pierwsze, drobne symptomy starzenia;) Dermokuracja zawiera kwasy, a jesień i zima aż po wczesną wiosnę stanowią najlepszy moment na stosowanie tego typu preparatów. 
Maska posiada jasną barwę i lekką konsystencję, dzięki czemu przypadnie do gustu osobom, które unikają ciężkich i treściwych kosmetyków. Produkt aplikuje się bardzo komfortowo i szybko się wchłania pozostawiając po sobie uczucie wygładzenia i nawilżenia. Jego zapach jest delikatny i bardzo przyjemny. Póki co jest to najprzyjemniej pachnący preparat z kwasami z jakim miałam do czynienia. Taki świeży i czysty. Nie wyczuwam w nim charakterystycznej "kwasowej nutki". Bardzo mnie to cieszy gdyż zdecydowanie wpływa na przyjemność stosowania:) Na konkretną ocenę działania jest jeszcze zbyt wcześnie, ponieważ zawarte w produkcie kwasy muszą mieć czas żeby zadziałać. Liczę jednak, że efekty mnie nie zawiodą! 

Marzy mi się przede wszystkim poprawa jędrności, wyrównanie kolorytu oraz spłycenie drobnych zmarszczek bez drażniącego wpływu na skórę, ponieważ moja cera jest wrażliwa i wymaga troskliwej opieki:) Po zużyciu kosmetyków postaram się wrócić z aktualizacją. Kto wie, może moje marzenia się ziszczą? Na to właśnie liczę!:)


Seria Clinic Way dostępna jest w aptekach oraz w sklepie producenta, gdzie aktualnie trwa promocja.


Znacie kosmetyki Dr Irena Eris Clinic Way? Które z nich polecacie? Czy sięgacie po kosmetyki dostępne w aptekach?
Czytaj dalej »

środa, 4 stycznia 2017

Kosmetyczni ulubieńcy i odkrycia 2016 roku – pielęgnacja i zapachy, część trzecia!

Cześć Dziewczyny!

Pod koniec czerwca zaskoczyłam Was wpisem z kosmetycznymi ulubieńcami i odkryciami 2016 roku z zakresu pielęgnacji;) Wszystko dlatego, że tym razem postanowiłam podzielić ulubieńców roku na dwie części. Miało być 1 i 2 półrocze lecz w praktyce po drodze wpadli jeszcze ulubieńcy lata;) Co za tym idzie ostatnia część pielęgnacyjnych ulubieńców to okres od września do grudnia. Taaaak, musiałam wszystko jak zawsze objaśnić – szczegółowo aż do bólu. Żeby nie było wątpliwości czyj to wpis bo chyba nikt inny się aż tak nie patyczkuje;) Starałam się mocno zawęzić te najlepsze produkty z zakresu pielęgnacji, a dodatkowo wzbogaciłam też wpis o ulubiony zapach tego roku! Niestety zdjęcia są trochę niespójne i częściowo „archiwalne”, ponieważ jak wiadomo pielęgnacja szybko się zużywa (przynajmniej u mnie). Skoro już wiadomo co i jak to zaczynamy!


TWARZ


W kwestii pielęgnacji twarzy bardzo pozytywnie mnie zaskoczył duet polskiej marki Norel dr Wilsz. Mowa tutaj o produktach z linii MultiVitaminRozświetlający krem pod oczy oraz Energizujący sorbet witaminowy. Produkty te przez wiele miesięcy leżakowały u mnie w zapasach i im dłużej czekały nieotwarte tym bardziej traciłam ochotę żeby zacząć ich używać. Wręcz żałowałam, że je kupiłam. Myślałam nawet żeby je komuś sprezentować albo zrobić konkurs na blogu. Jednak ostatecznie stwierdziłam, że skoro są kosmetykami o najkrótszej dacie ważności ze wszystkich moich twarzowych zapasów to dam im szansę i wdrożę do swej pielęgnacji. Krem pod oczy otworzyłam w momencie gdy doznałam silnego wysuszenia strefy pod oczami (nie wiem czy to z racji choroby, jakaś alergia czy jeszcze coś innego) i już nic mi nie pomagało. Nawet drogie serum. Jakież było moje zdziwienie kiedy krem uporał się z moim problemem w ciągu dwóch dni! W dodatku jest lekki, szybko się wchłania, dobrze nawilża i lekko rozświetla skórę pod oczami. A do tego jest bezzapachowy co jest dość pożądane w przypadku kosmetyków pod oczy;) Energizujący sorbet witaminowy pachnie zaś dokładnie jak multiwitamina i ma bardzo przyjemną sorbetową konsystencję. Bardzo dobrze współgra z kremem pod oczy. To naprawdę zgrany duet. W zasadzie nie ma wad. Poza tym, że okazał się być mniej wydajny niż inne kremy. Niemniej i tak warto. Myślę, że ten duet sprawdzi się niemalże u każdego. Nie wiem czy uda mi się napisać osobną recenzję, ale mam nadzieję, że tak:)

Kolejnym produktem jest Glov on-the-go color edition. Ten produkt recenzowałam w czerwcu podając zarówno wady jak i zalety (czyli standard). Natomiast po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że jednak… rękawica do demakijażu odmieniła moje życie! (dlatego pojawia się dopiero w tej części). Zaczęłam jej używać już tylko do demakijażu oczu i brwi i to jest właśnie to! Zawsze byłam fanką płynów dwufazowych, a teraz już od wielu miesięcy ani razu nie zmyłam oczu dwufazą:) Na razie nie zamierzam rezygnować z rękawic:) Wiem, że produkt budzi kontrowersje, ale według mnie są one z lekka nieuzasadnione:)

Klairs Freshly Juiced Vitamin Drop Serum to kosmetyk, który również miał już swą osobistą recenzję. Dodam więc jedynie, że nie jestem jakimś wielkim azjatykomaniakiem, ale to serum jest naprawdę perfidnie dobre! Jeśli Twoja skóra lubi witaminę C – warto wziąć je pod uwagę:)

The Body Shop maska Superfood Amazonian Acai. Mam dwie maski z serii Superfood (Amazonian Acai i Himalayan Charcoal) – obie lubię, ale najbardziej przypadła mi do gustu Amazonian Acai (różowa). Jej konsystencja i zapach przypominają jakieś konfitury, dzięki czemu maseczkowy seansik jest bardzo przyjemny. Maska dodaje cerze blasku i bardzo delikatnie ją złuszcza. Po użyciu skóra jest mięciutka:) Postaram się napisać o tych maskach za jakiś czas.

USTA


Może przemilczę ile balsamów do ust zużyłam w ciągu ostatnich miesięcy. Na dobrą sprawę sama tego nie wiem, ponieważ już dawno zaniechałam projektu denko;) Produktem, który chciałabym wyróżnić jest MAC Lip Conditioner, czyli pieszczotliwie mówiąc odżywka do ust;) Kupiłam go tak dla kaprysu, ponieważ czułam, że muszę wypróbować i muszę przyznać, że było warto. Balsam ma przyjemną konsystencję i zapach. Pozostawia na ustach lekki połysk. Jest wydajny nawet dla takiego „zjadacza” jak ja. Ma tylko jedną wadę – z racji tego, że jest w tubce zawsze dodatkowo muszę mieć jeszcze zamiennie drugi produkt w sztyfcie. Tak z czystego przyzwyczajenia, nie pytajcie;) Jeśli nie szkoda Wam kasy to polecam.

CIAŁO


Z higieną rzecz ma się podobnie jak z balsamami do ust – multum zużyć! Wyłoniłam jednak jedną totalną perełkę spod szyldu Rituals. Jej dokładna nazwa to Ritual of Sakura. Kilka miesięcy temu kupiłam całą serię produktów i muszę przyznać, że tym najlepszym okazała się pianka do mycia ciała. Jest inna niż zwykłe pianki. Ma kremową konsystencję, która po aplikacji „rośnie” zmieniając się w gęstą, białą pianę. Dodatkowo przyjemnie pachnie i jest delikatna dla skóry. Za jakiś czas napiszę o całym zestawie.

Nie inaczej jest z wszelkimi balsamami i masłami do ciała. Tego typu produkty średnio wystarczają mi na 1-2 tygodnie stosowania co generuje naprawdę pokaźne zużycia. Zużywam tego tyle, że nie jestem w stanie opisać każdego produktu, który zużyłam. Choć bardzo bym chciała. Nie przedłużając wyróżnię tutaj masło Iossi Mandarynka&Bergamotka. Marka Iossi w ogóle jest dla mnie sporym odkryciem i jako że mam zaległy wpis do napisania na temat produktów tej marki, które zużyłam już jakiś czas temu napiszę tylko, że wszystko będzie we wpisie! 

Drugim produktem jest masło Organique z linii Bloom Essence. Starałam się dać tylko jednego ulubieńca w danej kategorii, ale tu zrobiłam wyjątek. Ci, którzy czytają mnie od początku zapewne wiedzą, że marka Organique została przeze mnie prześwietlona dogłębnie i napisałam już mnóstwo na jej temat (etykiety na dole) więc nie powinno być zdziwienia, że chwalę masło Bloom Essence. Za co? W skrócie: piękny zapach, gęsta konsystencja i wspaniałe nawilżenie!


Nie ma żadnego peelingu, ponieważ wypróbowałam sporo dobrych, ale moje serce nadal najbardziej „należy” do BodyBoom, które były już w części 1:) 


WŁOSY


W tym roku zapuszczałam włosy co niejednokrotnie doprowadzało mnie do szału. Przerobiłam sporo dobrych, ale też trochę złych produktów. Najlepiej sprawdza się u mnie tzw. pielęgnacja profesjonalna. Do ulubionych marek należy Joico, L’Oreal Professionnel oraz Kerastase. I tutaj chciałabym wyróżnić maskę Kerastase Resistance. Podpatrzyłam ją kiedyś u siostry, raz użyłam i już wiedziałam, że „kiedyś” będę musiała ją mieć. W lutym postaram się napisać o niej więcej:)


PERFUMY


Nadal lubię wszystkie zapachy, które pojawiły się w ulubieńcach zeszłego roku oraz przy okazji innych „chwalebnych” wpisów, ale ponieważ znalazły się one w zeszłorocznym zestawieniu to nie spełniają już wymogów ulubieńców 2016 gdyż muszą to być produkty, które posiadłam w tym roku;) Taaak.. nie przedłużając wygrywa Chanel Chance Eau Vive. Zapach budzący kontrowersje i skrajne emocje, że niby jakiś taki mało „chanelowy”;) Mało mnie to obchodzi:) Jest on bowiem bardzo mój i na pewno w końcu doczeka się odrębnej recenzji! 


I to już wszystko jeśli chodzi o ostatnią część ulubieńców roku w kategorii pielęgnacji i zapachów:) Za rok pewnie opracuję jeszcze jakiś inny system:)


Znacie te produkty? Pochwalcie się swoimi pielęgnacyjno-zapachowymi hitami minionego już roku!
Czytaj dalej »

czwartek, 29 grudnia 2016

4 niebieskie produkty od Lirene, Bio Nawilżenie, Błękitna Alga oraz Płyn Dwufazowy

Cześć Dziewczyny!

Dziś przygotowałam dla Was cztery mini recenzje dotyczące produktów do pielęgnacji oraz oczyszczania twarzy z asortymentu marki Lirene. Miałam napisać o nich dużo wcześniej, ale niestety nie złożyło się więc postanowiłam połączyć wszystko w jednym wpisie, ponieważ produkty dawno już mam za sobą, a jednego z nich używała moja mama. Jakby nie patrzeć jest coś co łączy wszystkie te produkty. Niebieskie akcenty;) Czy jednak niebieskie było niebiańskie w działaniu?




Lirene Bio Nawilżenie Nawilżający żel micelarny z witaminą E


Nawilżający żel micelarny z linii Bio Nawilżenie otrzymujemy w opakowaniu typowym bardziej dla toników lub płynów micelarnych. Miałam wątpliwości czy opakowanie nie będzie mnie irytować, ale okazało się dość wygodne i funkcjonalne w użyciu. Nic się nie rozlewało, a pod koniec ustawiłam żel „na główce” dzięki czemu zawartość zużyłam do samego końca. Pojemność opakowania to 200ml i należy je zużyć w ciągu 9 miesięcy od otwarcia. Mnie oczywiście wystarczył na o wiele, wiele krócej, ale to standard;) Kosmetyk ma lekką żelową konsystencję z dodatkowymi witaminowymi kapsułkami, które rozpuszczają się podczas mycia. Produktu można używać na dwa sposoby: jako płyn micelarny nakładając na wacik lub jako żel do mycia twarzy w połączeniu z wodą;) Z tego pierwszego sposobu jakoś nigdy nie skorzystałam. Używałam go jako tradycyjnego żelu oczyszczającego. Warto też wspomnieć, że produkt posiada bardzo przyjemny zapach. Mnie on trochę przypominał serię Mauritius z linii SPA Resort Dr Irena Eris;) Jeśli chodzi o działanie nie miałam do niego żadnych zastrzeżeń. Dobrze spełniał swe działanie oczyszczając, a jednocześnie nie podrażniając mojej cery. A dodatkowo proces oczyszczania uprzyjemniał mi jego zapach. Bardzo prawdopodobne, że kiedyś w przyszłości go kupię:)


Lirene Bio Nawilżenie Nawilżająco-matujący krem-mus z witaminą E na dzień i na noc - cera mieszana i tłusta



Krem otrzymujemy w niebieskim kartoniku, a wewnątrz otrzymujemy równie niebieski plastikowy słoiczek, który prezentuje się całkiem ładnie. Pojemność to standardowe 50ml, a zawartość należy zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia. Produkt posiada bardzo przyjemną konsystencję musu (niestety nie widać tego na zdjęciu), a dodatkowo również niebieskie kapsułki. 
Jego zapach jest bardzo subtelny, lekko morski. Jeśli chodzi o działanie to tutaj niestety wiele nie powiem gdyż się na nim zawiodłam i w efekcie szybko odstawiłam ten produkt. Moja cera jest mieszana, ale jednocześnie wrażliwa i być może właśnie dlatego ten krem nie przypadł mi do gustu. Rzeczywiście matuje, ale w moim przypadku słabo nawilżał i występowało u mnie uczucie ściągnięcia oraz suche skórki. Dlatego też krem oddałam siostrze. Co ciekawe jej nawet pasował. Do wyboru są jeszcze dwie inne wersje tych kremów. Osobiście tej wersji nie polecam, ale każdy jest inny i może akurat u kogoś się sprawdzi. Ja myślę, że bardziej do cery tłustej niż mieszanej.



Lirene Physio-Micelarny żel do oczyszczania twarzy z błękitną algą

Ten produkt otrzymujemy w wygodnym 200ml opakowaniu z pompką. Na jego zużycie mamy 9 miesięcy od momentu otwarcia.  Żel posiada delikatną i dość rzadką konsystencję oraz niezbyt przyjemny (jak dla mnie) zapach. To właśnie ten zapach (chyba alg?) powoduje, że nie wrócę do tego produktu w przeszłości. Sam żel podobnie jak ten z linii Bio Nawilżenie można stosować bez spłukiwania, czyli aplikując na wacik albo jako tradycyjny żel. Ja znowu stosowałam jako typowy żel, czyli do oczyszczania twarzy przy użyciu wody. W kwestii działania spotkałam się z różnymi opiniami. Jednych zachwycił, a innych podrażnił. Mnie natomiast ani nie zachwycił ani nie podrażnił. Oczyszcza dokładnie (ja używałam do samego mycia twarzy, a nie np. do demakijażu powiek), ale poza tym nie zauważyłam żadnych symptomów pielęgnacji. Jest to taki średniaczek;)


Lirene Dwufazowy płyn do demakijażu oczu wydłużający rzęsy


Ten produkt oddałam mamie. Miałam go używać sama, ale pochłonęła mnie rękawica do demakijażu więc kiedy pewnego razu mama zapytała czy przypadkiem nie mam dla niej jakiegoś płynu do demakijażu uznałam, że dam jej ten;) Produkt umieszczony został w dość zgrabnym 125ml opakowaniu z zamknięciem na zatrzask. Mama uznała jednak, że opakowanie jest wadą tego produktu gdyż jej zdaniem „ulewa się” podczas aplikacji na wacik. Gdzieś już się spotkałam z takim stwierdzeniem odnośnie tego produktu więc chyba rzeczywiście jest coś na rzeczy;) Jeśli chodzi o kosmetyki, które przekazuję mamie to… mama nigdy nie czyta ich etykiet. Chyba mi ufa:D Zawsze więc zarzucam jej tekstem typu „ten kosmetyk podobno ma… (i tu wymieniam w skrócie obietnice producenta). W przypadku tego płynu rzekłam, że ta dwufaza podobno ma wydłużać rzęsy, ale raczej na to nie licz;) Jeśli chodzi o działanie to mama jest alergikiem, ale nie zgłaszała żadnych podrażnień. Zmywała nim makijaż oczu, czyli głównie tusz i kredkę z dobrym skutkiem. Pewnego dnia rozbawiła mnie tekstem „ten płyn Lirene miał wydłużać rzęsy?”, na co ja „no tak teoretycznie”. Po czym mama odrzekła, że chyba nawet działa bo ma ostatnio jakieś wyraźniejsze i mocniejsze rzęsy;) Stwierdziłam, że jej nie wierzę, ale skoro ona tak czuje to może rzeczywiście coś jest na rzeczy;) 


Znacie linię Lirene Bio Nawilżenie albo dwa ostatnie produkty? Jakie były Wasze wrażenia względem nich? 

Ps. coś jestem zakręcona po tych Świętach. Dopiero wczoraj zauważyłam, że dodałam dwa razy to samo zdjęcie w poprzednim wpisie, ale już poprawiłam - KLIK;)
Czytaj dalej »