sobota, 7 lipca 2018

Garnier Fructis Hair Food – Banana Hair Food i Papaya Hair Food!

Pod koniec maja usłyszałam o nowych maskach do włosów Garnier Fructis Hair Food. Od razu mnie zaintrygowały i zaraz na początku czerwca postanowiłam się zaopatrzyć w dwie wersje – Banana i Papaya. Właściwie to zależało mi głównie na bananie, ale stwierdziłam, że a niech będą dwie;) Dostałam sporo pytań odnośnie tej serii, więc stwierdziłam, że pokrótce opiszę swoje wrażenia. Czy warto przekonać się do Hair Food?

Garnier Fructis Banana Hair Food


zdjęcie maski Garnier Fructis Banana Hair Food

Maseczkę otrzymujemy w plastikowym żółtym słoiczku o bardzo pozytywnej szacie graficznej i dużej pojemności, bo aż 390ml. Muszę przyznać, że przez tą pojemność wahałam się czy przygarnąć aż dwie wersje. Ale stwierdziłam, że po pierwsze się z kimś podzielę, a po drugie włosy mam coraz dłuższe, więc potrzebuję więcej tego typu produktów;) Tym bardziej, że chcąc trochę wypłukać kolor myłam włosy nieco częściej niż zwykle. Po trzecie, dobrze wspominam serię Botanic Therapy, więc liczyłam, że się nie zawiodę;) Wybór był więc prosty;) Przez tak dużą pojemność opakowanie jest nieco toporne, ale nie utrudnia wydobywania produktu etc. 
zdjęcie maski Garnier Fructis Banana Hair Food
Pewnie zastanawiacie się skąd chęć na banana? Maska posiada właściwości odżywcze i przeznaczona jest do włosów bardzo suchych, więc niekoniecznie do moich, ale ja nie przywiązuję aż takiej wagi do zaleceń producenta;) A na banana zdecydowałam się, ponieważ jakiś czas temu wyszła bananowa seria do ciała The Body Shop, a że po pierwsze nie dostałam na nią zniżki, a po drugie nie chciało mi się tam jechać to pomyślałam, że póki co zdecyduję się na garnierowego banana do włosów;) Poza tym odczyniłam 2 farbowania w ciągu tygodnia, więc uznałam, że przyda się ten pokarm dla włosów;) Maska posiada jasną barwę i kremową konsystencję. Choć jest ona lżejsza niż ta z serii Botanic Therapy. Pewnie dlatego, że można ją stosować na 3 sposoby – jako maskę, odżywkę lub jako pielęgnację bez spłukiwania:) Skoro więc produkt ma być typu 3w1 to nie powinien być zbyt gęsty;) 
Najbardziej pewnie ciekawi Was zapach? Otóż nie jest on aż tak bardzo naturalny jak świeżo obrany banan. Ale zdecydowanie posiada bananową nutę, jest słodki i bardzo przyjemny. Utrzymuje się przez jakiś czas na włosach, ale nie jest duszący ani dokuczliwy (przynajmniej w moim przypadku). Jeśli chodzi o działanie to ja postawiłam na stosowanie jako odżywka lub ewentualnie maska. Głównie dlatego, że nie lubię zbyt długo czekać z produktem nałożonym na włosy;) Moje włosy są skłonne do przetłuszczania u nasady, zwłaszcza latem, więc ważne było u mnie dostosowanie ilości i nie używanie od nasady:) Przy odpowiedniej ilości Garnier Fructis Banana Hair Food nie obciąża włosów:) Po użyciu włosy ładnie się rozczesują, są nawilżone i bardziej elastyczne, delikatnie pachną, a przy tym mam wrażenie, że mniej się wywijają;) Plusem może być też skład, który jest całkiem niezły jak na niedrogi produkt z drogeryjnej półki. Warto wypróbować nie tylko na suchych włosach:)

 Garnier Fructis Papaya Hair Food


zdjęcie maski Garnier Fructis Papaya Hair Food

Maseczka Garnier Fructis Papaya Hair Food podobnie jak jej bananowa koleżanka umieszczona została w plastikowym słoiczku o pojemności 390ml;) Takie ekonomiczne opakowanie idealne do podziału;) Kwestie wizualne również nastrajają pozytywnie. Mam nawet wrażenie, że seria Hair Food wypada bardzo kolorowo w porównaniu z innymi drogeryjnymi produktami do włosów:)
zdjęcie maseczki  Garnier Fructis Papaya Hair Food
Konsystencja jest identyczna jak w przypadku banana, czyli kremowa, ale nie ciężka. Taka w sam raz. Nie przeleci przez palce, ale też nie jest tłusta jak smalec;) Włosy bardzo dobrze ją chłoną. Zapach jest bardzo przyjemny. Taki egzotyczny! Niczym drinki z palemkami;) Jest to papaya, ale ja wyczuwam również ananasa i subtelnego kokosa;) Świetnie skomponowana woń! Również utrzymuje się przez jakiś czas na włosach:) Podobnie jak w przypadku wersji banana, tą także możemy stosować jako odżywkę, maskę, lub bez spłukiwania np. na końcówki. Ja znowu stosowałam typowo jako maskę lub odżywkę, ponieważ bez spłukiwania mam olejek;) Papaya Hair Food to maska regenerująca przeznaczona do włosów zniszczonych;) Moje może nie są szczególnie zniszczone. Ale... 2 koloryzacje w krótkim odstępie, a zwłaszcza ta pierwsza nie wyszła im na zdrowie i sporo włosów mi wtedy wypadło. Produkt regenerujący był więc jak najbardziej odpowiedni:) Choć muszę przyznać, że za linią Fructis to ja nigdy nie przepadałam. Dopiero seria Hair Food otrzymała ode mnie wysokie noty;) Ta wersja również bardzo dobrze się u mnie spisała, może nawet o pół punkta lepiej:) Produkt nawilża, zmiękcza, wygładza, regeneruje i przyjemnie nabłyszcza włosy. Nałożony w rozsądnych ilościach nie powoduje obciążenia. Obie wersje są zdecydowanie warte polecenia:)


Znacie kosmetyki Garnier Fructis Hair Food? Postawiłybyście na banana czy papayę?

66 komentarzy:

  1. papaja, banan, kurczę aż zrobiłam się głodna :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam szczerze, że produkty te wzbudziły swego czasu moją ciekawość, ale ostatecznie ich nie kupiłam. Mam całą półkę produktów do włosów, więc na razie się wstrzymam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja teraz sporo zużywam i z tych jeszcze zrobiłam odlewki bo duże pojemności, więc spoko:) Ale jeśli masz nadmiar to warto się wstrzymać:) To nowość, więc nie ucieknie:)

      Usuń
  3. Papaja odrobinę bardziej mi się podoba, choć też bym brała obie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No papaya dla mnie nawet jakby lepsza ciut:)

      Usuń
  4. Ja bym się skusiła na papaję 😊 A serii Fructis najbardziej lubię szampony jednak.😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi z kolei te szampony nie zawsze pasowały. Choć pamiętam, że miały super zapachy :)

      Usuń
  5. Nie znam tej linii, ale chyba i banan i papaja przypadłyby mi do gustu : ) Lubię owocowe kosmetyki, zwłaszcza do włosów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oprócz nich jest jeszcze macadamia i goji:)

      Usuń
  6. Ta bananowa mnie prześladuje :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam wersję bananową i jestem z niej bardzo zadowolona, na pewno kupię ją jeszcze nie raz :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo chętnie zaopatrzę się w obie wersję, uwielbiam takie zapachy :)

    OdpowiedzUsuń
  9. chętnie się na nie skuszę, i ten skład aż z ciekawości przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Papaję uwielbiam, banana też pewnie za jakiś czas wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wiem na ile takie drogeryjne maski dogadałyby się z moimi beznadziejnymi włosami, ale baaaardzo chętnie wwąchałabym się w te pojemniki :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Kupiłam sobie bananową, na razie użyłam raz bo kończyłam jeszcze coś innego i na razie nie wiem co o niej myśleć ;) potestuję, to zobaczę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No raz to mało na werdykt ;D

      Usuń
    2. Też właśnie :/ końce mi się po niej plątały, ale może za krótko trzymałam, czy co...

      Usuń
    3. A nie wiem, ja długo nie trzymałam:P Może za dużo natury bo ona nie zawsze na włosy dobrze wpływa;)

      Usuń
  13. Po co się rozdrabniać... najlepiej wypróbować obie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że rzadko tak robię, ale tym razem musiałam :D

      Usuń
  14. Papaja! bo szukam czegoś do nabłyszczania ale na razie szkoda mi stacjonarnie dac te 30 zł :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bywają czasem niezłe promocje no i one spore są pod względem pojemności :)

      Usuń
  15. Uwielbiam marke garnier ❤️ Jestem ciekawa tych produktow

    OdpowiedzUsuń
  16. Słyszałam o tych maseczka rozne opinie, u innych sie sprawdziły u innych przeciwnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to tak zawsze jest:) Nie ma produktu, który by się u każdego sprawdził niestety:)

      Usuń
  17. Nie widziałam ich jeszcze w sklepie, ale chętnie wypróbuję. Zwłaszcza, że już sama myśl o zapachach tych kosmetyków jest zachęcająca.

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam ochotę wypróbować te maski! Kuszą :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Kiedy je zobaczyłam i zobaczyłam analizę składu, to chciałam je mieć. Teraz to już je pragnę :DD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No składziki podobno zadowalają nawet tych eko:P

      Usuń
  20. Dwa farbowania w ciągu tygodnia? Coś się musiało dziać;)
    Co do samego fructisa, bardzo wysuszał mi włosy, te maski jednak kuszą...i to nie tylko składem:D
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj działo :D pierwsze wyszło dziwnie i musiałam ratować sytuację:D

      Usuń
  21. Też byłam bardzo ciekawa tych Garnierków - po Twojej recenzji mam jeszcze większą okazję na wariant bananowy i pewnie go kupię, wydaje się być dla mnie odpowiedni, szczególnie po tym jak napisałaś, że włosy mniej się wywijają :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Słowo banan i mango w kosmetykach działa na mnie i od razu chce dany produkt mieć u siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Gdybym nie miała trzech masek do włosów ustawionych na wannie, na pewno na któregoś bym się skusiła. I chyba prędzej na banana, bowiem mam miłe wspomnienia z tego typu maskami - w końcu wersja bananowa z Kallosa jest jedną z moich ulubionych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to ja akurat Kallosa nie lubiłam :)

      Usuń
  24. Ja nie specjalnie lubię Garniera :/

    OdpowiedzUsuń
  25. lubię szampony i odżywki Fructis więc pewnie z tych też byłabym zadowolona tak, jak ty :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Zapach banana wzbudza u mnie odruch niestety wymiotny dlatego to jedyna z masek której nie spróbowałam, ale zakochałam się w ich , moje włosy bardzo je lubią ;)

    OdpowiedzUsuń
  27. wcześniej nie sięgałam po produkty od Garnier, ale teraz się zdecydowałam na tę maskę bananową i jestem bardzo ciekawa jak się u mnie sprawdzi, mam nadzieję, że będzie super :D

    OdpowiedzUsuń
  28. Lubię produkty do włosów Garniera, więc czuję się zachęcona :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Ja polecam na razie jagody goji z tej serii

    OdpowiedzUsuń
  30. Może się skuszę. ;) Wybieram papayę.

    OdpowiedzUsuń
  31. Wydaje mi się że wybrałabym banana.

    OdpowiedzUsuń
  32. Ale to musi obłędnie pachnieć!

    OdpowiedzUsuń
  33. Teraz jest szał na te maski, wszędzie je widzę, więc pewnie prędzej czy później też spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Ja wybrałabym wersję bananową. Od dawna mam na tę maskę ochotę, ale nie kupuję narazie nic do włosów, bo mam zapasy :P

    OdpowiedzUsuń
  35. Akurat te dwie bardzo polecane są w środowisku kreconowlosych :) Ja je z pewnością zakupie tylko dokończę to co jest otwarte :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Chce maskę bananowa!! Pycha 😍 Haha

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze.

Jeśli jednak nie czytasz nie komentuj i nie pisz głupot;) Proszę nie zostawiaj linków, to nie jest miejsce na Twoją reklamę. Komentarze zawierające linki będą usuwane.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...