środa, 3 kwietnia 2019

Kosmetyki Purito - czy sprawdziły się w mojej pielęgnacji?

Dzisiaj coś dla zwolenników naturalnych i bezpiecznych składów:) Takimi szczyci się koreańska marka Purito:) W ich kosmetykach nie znajdziemy żadnego składnika z listy 20 szkodliwych ani 26 substancji alergennych;) Marka nie testuje również na zwierzętach, a ceny są stosunkowo przystępne;) Kierując się pierwszymi pozytywnymi opiniami klientów na Jolse, w lutym wdrożyłam do swojej porannej i wieczornej pielęgnacji łącznie 5 produktów Purito:) Mamy kwiecień, więc pora na ostateczny rekonesans:) Jest coś do oczyszczania, coś z witaminą C, a także stale zyskująca na popularności wąkrotka azjatycka;) Jak tego wszystkiego używałam i które kosmetyki wypadły najlepiej?

Purito kosmetyki czy warto


Purito Defence Barrier Ph Cleanser

Purito Defence Barrier Ph Cleanser

Żel do oczyszczania twarzy został umieszczony w prostej białej tubie o pojemności 150ml. Produkt jest przezroczysty o rzadkiej, żelowej konsystencji. Ładnie się pieni zarówno przy myciu ręcznym jak i w połączeniu ze szczoteczką do oczyszczania twarzy. Zapach żelu nie należy do najprzyjemniejszych;) Według mnie jest to miks olejku eukaliptusowego z nutą pasty do butów;) Pasta kiwi but ożywi:D Przyznaję, że początkowo mnie od niego odrzucało, ale przywykłam i z każdym dniem czułam go coraz mniej;) Na polskiej stronie Purito wyczytałam, że jest bezzapachowy, ale absolutnie się z tym nie zgodzę. Może chodziło o brak sztucznych dodatków zapachowych, bo sam produkt z pewnością pozbawiony woni nie jest;) Żel nie zawiera alkoholu ani żadnych substancji drażniących. Ma on za zadanie dogłębnie oczyszczać, nie naruszając przy tym naturalnej bariery ochronnej, a nawet wspomagać regenerację skóry i hamować podrażnienia. Żel stosowałam zarówno rano jak i wieczorem po demakijażu. Oczyszcza bardzo dobrze pozostawiając skórę gładką i nienapiętą. Choć właściwości regenerujących w jego przypadku raczej nie zaobserwowałam:)


Purito Centella Green Level Buffet Serum


Purito Centella Green Level Buffet Serum

Serum otrzymujemy w 60ml buteleczce, która wizualnie bardzo przypomina kosmetyki Benton. Butelka została wyposażona w sprawnie działającą pompkę. Produkt jest bezbarwny i posiada konsystencję rozwodnionego żelu. Rozprowadza się bardzo dobrze. Zapach to w tym przypadku połączenie lawendy ze świeżą nutką bergamotki. Określiłabym go jako całkiem przyjemny, a przecież do fanek zapachu lawendy raczej się nie zaliczam:) Jest on wyczuwalny jedynie w trakcie aplikacji. Serum Buffet stosowałam zawsze w pielęgnacji porannej. Najczęściej po uprzednim zastosowaniu esencji Secret Key. Serum dobrze się wchłania i nie obciąża cery. Zawarta w serum wąkrotka azjatycka łagodzi podrażnienia, zmniejsza przebarwienia, stymuluje syntezę kolagenu i elastyny, a także regeneruje i wygładza zmarszczki. W swoim przypadku zauważyłam przede wszystkim zmniejszenie przetłuszczania się skóry i wygładzenie. 


Purito Centella Green Level Recovery Cream


Purito Centella Green Level Recovery Cream

Krem został umieszczony w miękkiej 50ml tubce ułatwiającej kontrolowanie zużycia produktu;) Szata graficzna przypomina bardziej jakąś apteczną maść niż krem do pielęgnacji twarzy;) Kosmetyk posiada białą barwę i dość lekką kremową konsystencję. Rozprowadza się bardzo sprawnie. Choć lepiej nałożyć kilka mniejszych porcji niż jedną dużą, ponieważ przy większej ilości potrafi lekko bielić podczas aplikacji. 

Zapach jest zdecydowanie delikatniejszy niż w przypadku serum, ale w podobnej nucie. Dość świeży. Co ciekawe, jeśli nie nałożyłam makijażu i po kilku godzinach lekko potarłam skórę, a następnie powąchałam palec, zwykle wyczuwałam taką lekko wapienną nutę;) 

Produkt nie lepi się i nie odciąża skóry. Stanowi dobrą bazę pod makijaż, zwiększając jego trwałość, ponieważ w połączeniu z serum Buffet, na które go nakładałam zdecydowanie ogranicza wydzielanie sebum. Podobnie jak w przypadku serum, w składzie mamy wąkrotkę azjatycką (50% wyciągu z wąkrotki). Jest to krem regenerujący, wzmacniający barierę ochronną skóry, rozświetlający, nawilżający i wygładzający. Ponadto może wspomagać również gojenie się blizn i ran. Choć przyznam, że w tym przypadku nie wróżyłabym mu zbyt dużej skuteczności. Można go stosować zarówno do twarzy jak i ciała. Ale ja smarowałam nim jedynie tradycyjnie twarz, szyję i dekolt. Sporo tych obietnic i powiedziałabym, że spełnione zostały częściowo;) Nie odczuwałam przy nim jakiegoś szczególnego efektu regeneracji. Pewnie dlatego, że również nawilżenie było przeciętne. Krem nawilża, ale sam w sobie ani nawet w połączeniu z serum nie daje efektu fali nawilżenia. Na szczęście wszelkie niedostatki udało mi się uzupełnić stosując pod serum wspomnianą już esencję Secret Key, która w połączeniu z kremem i serum działa naprawdę w porządku. Sam duet Purito miał u mnie bardziej działanie regulujące niż kojąco-nawilżające. Mimo bardzo dobrego składu, jakiegoś składnika musiało mi tu zabraknąć:) Niemniej bardzo fajnie sprawdzał się pod makijaż. Krem przeznaczony jest do każdego rodzaju cery, ale sugerowałabym raczej tłustą i mieszaną. Moja jest co prawda mieszana, ale lubi trochę więcej nawilżenia niż to serwowane przez sam wąkrotkowy duecik sam w sobie. Także stosowanie dodatkowo esencji jak najbardziej wskazane;)


Purito Pure Vitamin C Serum


Purito Pure Vitamin C Serum

Serum z witaminą C umieszczone zostało w ciemnej 60ml butelce, która ma za zadanie dobrze chronić zawartość. Prawdopodobnie trafiło do mnie jednak nieco uszkodzone opakowanie, gdyż serum ulewało mi się z buteleczki w sposób niekontrolowany. Nawet, gdy stało tylko na półce. Próbowałam mocniej je dokręcić, ale nic to nie dało. Także regularnie wokół zatyczki pojawiało się serum, które utleniało się i zasychało zostawiając po sobie żółte ślady;) Niewątpliwie trochę produktu przez to straciłam, a niestety nie miałam odpowiedniej buteleczki zastępczej. Dobrze, że pojemność jest i tak wyższa niż standardowo;) Warto się nawet podzielić tym serum, ponieważ zaleca się je zużyć jak najszybciej (najlepiej w ciągu 2 miesięcy od otwarcia). Co ciekawe dosłownie parę dni temu czytałam o problemach z buteleczką, a nawet z dozowaniem produktu na innym blogu, więc możliwe, że nie była to jednostkowa sytuacja, a wadliwa partia. Przy moim kłopotów z dozowaniem nie było, ale wyciekanie kosmetyku mnie irytowało. 

Serum posiada lekką, lejącą się konsystencję. Bardzo dobrze się rozprowadza. Choć po aplikacji trochę się lepi i błyszczy. Dlatego najczęściej po zastosowaniu serum najpierw myłam zęby, a dopiero potem nakładałam krem z tej samej linii. Dzięki odczekaniu tych 3 minut lepiej udawało mi się je ogarnąć;) Zapach jest według mnie delikatny i nie powinien nikogo drażnić. Po kilku godzinach pojawia się jednak specyficzna woń typowa dla produktów z witaminą C. Dla niektórych jest ona nieprzyjemna. Ale ja akurat lubię ten swoisty zapach, więc nie było to dla mnie nic złego. Z kolei nad ranem zwykle wyczuwałam taką lekko ziemniaczaną nutę. Choć nie wiem czy zawdzięczałam ją bardziej serum czy kremowi, ponieważ stosowałam je w duecie;) 

Serum z witaminą C stosowałam codziennie wieczorem, z przerwami na maskę całonocną Sulwhasoo, po którą sięgałam co parę dni;) W przeciwieństwie do serum Buffet, to z witaminą C używałam bez uprzedniego zastosowania esencji, ponieważ witamina C lepiej działa zastosowana bezpośrednio na skórę. Także wcześniej robiłam jedynie demakijaż, oczyszczałam cerę i serum nakładałam zaraz po przetarciu skóry tonikiem. Produkt stosowałam na twarz, szyję oraz dekolt i muszę przyznać, że ma on tendencję do brudzenia. Zwykle pojawiały się u mnie żółte ślady wokół dekoltu na bluzce od piżamy. Jeśli chodzi o działanie to przebarwień nie mam, więc ciężko mi się wypowiedzieć w tej kwestii, ale przyznam, że serum bardzo przypadło mi do gustu. Nie jest co prawda tak łatwo wchłaniające się jak serum Buffet, które stosowałam rano, ale za to efekty są bardziej intensywne. Przede wszystkim ładnie rozświetla i uelastycznia cerę, a także delikatnie ją rozjaśnia. Można je stosować również pod oczy wspomagając redukcję cieni pod oczami. Ale niestety mój system aplikacji kosmetyków, a dokładnie kolejność, powodował, że najczęściej o tym zapominałam i nakładałam pod oczy tylko krem.


Purito Sea Buckthorn Vital 70 Cream


Purito Sea Buckthorn Vital 70 Cream

Krem zapakowany został w miękką biało-pomarańczową tubkę o pojemności 50ml. Dokładnie w tym samym stylu, co krem z wąkrotką;) Nic zwracającego uwagę, ale nie mogę powiedzieć żeby opakowanie nie było wygodne;) 

Produkt posiada dość lekką kremowo-żelową konsystencję, która sprawnie się rozprowadza i nie pozostawia po sobie tłustej ani lepkiej warstwy (nakładałam na wstępnie wchłonięte już serum). Jeśli trochę kremu zostanie na tubce to utlenia się pozostawiając po sobie ciemnopomarańczową plamę, ale to naturalne w przypadku produktów z witaminą C. 

Ogromnym atutem tego kremu jest przepiękny, rokitnikowy zapach. Świeży, soczysty i totalnie optymistyczny. Coś wspaniałego:) Po prostu mniam! Zapach nie utrzymuje się zbyt długo na skórze, a w tym przypadku trochę szkoda:) Ale przynajmniej było miło podczas smarowania. 
Krem w połączeniu z serum to moje ulubione produkty Purito. W przeciwieństwie do serii z wąkrotką, bardzo dobrze nawilżają twarz, szyję i dekolt. Cera staje się rozświetlona, delikatnie jaśniejsza, miękka i gładka. Po prostu promienna:) To bardzo uniwersalny duet, który powinien zrobić dobrą robotę przy większości typów cery:)
Od góry: Purito Centella krem, Purito Pure Vit C serum, Purito Sea Buckthorn Vital 70 krem. Dół: Purito Centella serum i Defence Barrier Cleanser.

Kosmetyki Purito są dostępne w Polsce. Ale jak to zwykle bywa, dużo taniej można je zamówić bezpośrednio z Korei, czyli np. na Jolse. Tym bardziej, że regularnie można trafić na dodatkowe promocje. Często pytacie mnie o czas oczekiwania na przesyłkę i tu warto wspomnieć, że przy odpowiedniej wartości zamówienia paczka dociera do Polski nawet w 3 dni.

Znacie kosmetyki Purito? Lubicie kosmetyki z wąkrotką azjatycką lub z witaminą C?

43 komentarze:

  1. Moja cera lubi produkty z witaminą C. Tej marki nie kojarzę, ale może wypróbuję jakiś ich kosmetyk.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja myślałam, że miałam pecha, a tu jednak jakaś większa wadliwa partia. Właśnie chętnie bym go do czegoś przelała, ale nie miałam szczególnie do czego no i też trochę mi się nie chciało kombinować :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja kocham wąkrotkę, moj rumień ładnie się po niej uspokaja ;) chociaż na kryzysowe sytuacje nadal mam inny hit. To serum będę testowała, zobaczymy jak poradzi sobie z buraczkiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ogólnie lubię wąkotkę, ale tutaj pewne niedostatki nawilżenia:) Wit C się fajniej sprawdziło:) Pamiętam - to Angel Recipe:) Może sobie nawet je kiedyś kupię z ciekawości:)

      Usuń
    2. Nie wiem czy Cię usatysfakcjonuje jak nie zależy Ci na wybieleniu, rozjaśnieniu i złagodzeniu rumienia :) a swoją drogą teraz 13zl taniej można je nabyć 😁 ja wzięłam sobie i mamie 😉

      Usuń
    3. No pamiętam Twoją recenzję i ono generalnie niekoniecznie dla mnie, ale może kiedyś kupię z ciekawości. Mnie najbardziej rozjaśnia kwas glikolowy:D Albo może mamie sprezentuję na przebarwienia, bo ma takie dwie plamki.

      Usuń
    4. Trochę mnie tylko tam zniechęca droga przesyłka, bo 32zł bodajże.

      Usuń
  4. Powiem Ci ze z tym serum i jego opakowaniem coś jest - do mnie tez przyszło wylane ,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano widzisz. Ja byłam wielce zdziwiona, a tu jednak większa wadliwa partia z tymi opakowaniami. Swoją drogą w Buffet tego problemu nie ma🤷🏽‍♀️

      Usuń
  5. To chyba wąkrotka nie wąkotka - przynajmniej tak mi się kojarzy, specem nie jestem :D I przyznam, że marka jak i jej produkty póki co jakoś szczególnie mnie nie kuszą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak:D Ja pitolę:D Uroki pisania w wordzie:D 10 razy czytałam przed opublikowaniem i nie zauważyłam:D Tel też mi tak zaczął pisać haha

      Usuń
    2. Bo nasz mózg wszystko upraszcza i widzi słowa tak jak chcemy je widzieć :D

      Usuń
    3. No dokładnie:D Zresztą ostatnio nie wiem jak żyję:D

      Usuń
  6. jasne, że znam, miałam krem pod oczy z wąkrotką azjatycką, pisałam u siebie na blogu, miałam też próbeczki z serum z witaminą C i muszę powiedzieć, że byłam nim zachwycona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to super:)Ja byłam ciekawa tego kremu pod oczy, ale w końcu się nie zdecydowałam:)

      Usuń
  7. Też właśnie używam z przyjemnością serum z olejkiem lawendowym, tyle że ja zawsze lubiłam ten zapach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei nigdy, ale w ostatnich miesiącach miałam już tyle kosmetyków z tą nutą zapachową, że przestały na mnie robić złe wrażenie :D

      Usuń
  8. Pierwszy raz widzę tę markę, nie kojarzę jej... to serum z witaminą C brzmi ciekawie, chociaż szkoda z tym wadliwym opakowaniem. Ale to może tylko taka jedna partia była;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak myślę, że był to jakiś wypadek przy pracy, bo serum z centellą nie miało tych problemów :)

      Usuń
  9. Jestem bardzo ciekawa jak pachnie ten krem z vit. C:). Tak czy inaczej spodobał mi się ten krem i mogłabym go chętnie używać ze względu na dodatek vit. C:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślicznie pachnie:) Jest szansa żeby Ci się spodobał:)

      Usuń
  10. Ja się bardzo staram, ze względu na moje konsumenckie zachowania, zostać po polskiej pielęgnacyjnej stronie mocy (:
    Ale wiem, że u wielu osób azjatycka pielęgnacja może się sprawdzić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię polskie, ale lubię też zagraniczne marki:) Nie chcę się ograniczać:) Z azjatyckimi tak jak i x innymi - różnie bywa:) Nie wszystko jest idealne.

      Usuń
  11. To pierwsze serum z wielką chęcią bym poznała :).

    OdpowiedzUsuń
  12. Zapach pasty do butów nie, lawenda nie, ja i zużycie serum w dwa miechy? Też nie, z wąkrotką (wątróbką!) :D miałam peeling dr G i był świetny! a zapachu rokitnikia chyba nie kojarze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty zawsze na nie:D Mnie lawenda chyba przestała już wzruszać :D
      W wersji Purito, przypomina mi świeżo obieraną skórkę pomarańczy;)

      Usuń
  13. Moja cera dobrze reaguje na produkty z witaminą C :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie mogłam się skupić na recenzji przez to urocze kryształowe zwierzątko. :D Zdradzisz gdzie kupiłaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, dostałam od siostry:) Kupiła go w TK MAXX przed świętami;)

      Usuń
    2. Oj a liczyłam, że był w czymś popularniejszym. Poszukam na allegro :D

      Usuń
    3. No może będzie coś podobnego. To jest ogólnie bombka choinkowa :D

      Usuń
  15. Słyszałam o marce, ale mimo mojej miłości do k-beauty nie mam nic od niej :O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to nie wiedziałam, że pałasz miłością do k-beauty, bo w sumie rzadko o tym u Ciebie:) Co do marki, nie pali się. Może jeszcze nadrobisz. Jedne produkty są lepsze, inne gorsze.

      Usuń
  16. wooow! bardz ciekawe te produkty i sama marka;)!

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie znam w ogóle tych kosmetyków ale chyba najbardziej zaciekawiło mnie serum Centella Green. Chętnie sięgnęłabym po ten kosmetyk.

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie znam kosmetyków, ale ten renifer jest uroczy!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze.

Jeśli jednak nie czytasz nie komentuj i nie pisz głupot;) Proszę nie zostawiaj linków, to nie jest miejsce na Twoją reklamę. Komentarze zawierające linki będą usuwane.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...