Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem do stóp. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem do stóp. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 grudnia 2020

HempKing – pielęgnacja ust, dłoni i stóp kosmetykami z CBD!

Moje doświadczenie z kosmetykami z CBD nie jest zbyt wielkie. Choć miałam z nimi styczność już wcześniej:) CBD to oczywiście nie marihuana. Nie posiada żadnych właściwości psychoaktywnych, więc bez obaw:) Olej konopny stosowany w kosmetyce nie pochodzi od konopi indyjskich, (które wykazują działanie narkotyczne) lecz z innej odmiany, czyli konopi siewnych. CBD zapewnia szereg dobroczynnych właściwości zarówno prozdrowotnych (działanie wewnętrzne – kapsułki, olej, herbatki etc) jak i pielęgnacyjnych (działanie zewnętrzne – kosmetyki). Tym razem podzielę się moimi wrażeniami dotyczącymi właściwości pielęgnacyjnych, a dokładnie dotyczących kosmetyków, które powstały we współpracy Hushaaabye z marką HempKing. Zaznaczam jednak, że oceniam je sprawiedliwie, bez sentymentów. Patrząc po prostu na produkt sam w sobie:)

HempKing kosmetyki konopne

Zacznę od tego, co zwróciło moją uwagę już na pierwszy rzut oka. Bardzo spodobały mi się opakowania kosmetyków HempKing. Mają coś, co sobie cenię, czyli naprawdę kompaktowe rozmiary. Na pewno kojarzysz opakowania, które są nieproporcjonalnie duże do zawartości;) Daje to takie złudzenie, że mamy więcej kosmetyku niż w rzeczywistości. Strasznie tego nie lubię! Dla mnie najlepiej, gdy opakowanie jest jak najmniejsze i zajmuje niewiele miejsca. Tutaj właśnie tak jest. Maksimum produktu, minimum zbędnej otoczki;) Do najnowszych kosmetyków HempKing należą – Konopny peeling do ust z CBD z pomarańczą, Kojące serum konopne do ust z CBD, Ultraodżywczy konopny krem do rąk z CBD o zapachu trawy cytrynowej, Regenerujące serum do stóp z CBD o zapachu drzewa herbacianego, Konopny krem do rąk o zapachu wanilii i pomarańczy. Każdy z nich został umieszczony w słoiczku z ciemnego szkła z aluminiową zakrętką. Dodatkowo wszystko jest zapakowane w kartoniki. Pominę tutaj opisy i obietnice, ponieważ w sklepie HempKing wszystko jest dokładnie rozpisane dosłownie składnik po składniku. Garść informacji z cyklu, co autor miał na myśli znajdziesz też u Justyny. Skupię się więc na moich spostrzeżeniach.  

HempKing kosmetyki konopne

HempKing Konopny peeling do ust z CBD z pomarańczą 15ml

HempKing Konopny peeling do ust z CBD z pomarańczą

Jak już wiele razy wspominałam mam świra na punkcie pielęgnacji ust. Po pierwsze moje usta są bardzo wymagające i mają dużą skłonność do podrażnień oraz wysuszenia. A po drugie lubię je pielęgnować, ponieważ zwyczajnie sprawia mi to przyjemność. Paradoksalnie nie zawsze jednak mam asa w rękawie w postaci peelingu do ust. Nie tak łatwo znaleźć coś odpowiedniego, ponieważ część z nich działa zbyt agresywnie. A to powoduje, że po jakimś czasie usta są w jeszcze gorszej kondycji niż pierwotnie. Zdarza się więc, że peeling do ust idzie u mnie w odstawkę. Miałam już jeden taki przypadek w tym roku;) Maleńki słoiczek konopnego peelingu do ust z CBD z pomarańczą posiada dość gęstą konsystencję i sporą ilość drobinek. Na jedno użycie wystarcza stosunkowo niewielka porcja, więc wydajność jest w porządku. Peeling pachnie świeżą pomarańczą. Zapach jest bardzo naturalny i jednocześnie dobrze wyważony, czyli nie nadmiernie intensywny. Lubię cytrusowe aromaty, więc w moim odczuciu na plus:) Peeling nie barwi ust, więc nie trzeba się obawiać towarzyskich wpadek w razie skorzystania w pośpiechu:D Kosmetyk skutecznie złuszcza, ale jednocześnie nie podrażnia moich delikatnych warg. Po użyciu usta są miękkie, gładkie i nawilżone. Pozostaje na nich lekko natłuszczająca, ochronna warstewka. Stosuję go raz na kilka dni. 

HempKing Kojące serum konopne do ust z CBD 15ml

HempKing Kojące serum konopne do ust z CBD

Mimo, że peeling zapewnia ustom niezłą pielęgnację to moje uzależnienie od wszelkich smarowideł do ust, nie pozwoliłoby mi na nie użycie tuż po nim kojącego serum konopnego do ust;) Czułabym lekki niedosyt. Poza tym uważam, że takie produkty najlepiej działają w duecie, stanowiąc coś w rodzaju pielęgnacyjnego zabiegu na usta;) Zarówno do peelingu ani serum do ust nie dołączono żadnej szpatułki, ale ja zawsze mam coś takiego na stanie. Opcjonalnie nakładam patyczkiem do uszu lub zginam palec i zanurzam go w słoiczku. Typowo opuszką palca nie ze względu na to, że noszę nieco dłuższe paznokcie;) Choć jak się postaram to potrafię nałożyć tak żeby nic nie znalazło się pod nimi:D Samo umieszczenie serum do ust w słoiczku mnie nie razi, ponieważ wielokrotnie miałam np. koreańskie całonocne maski do ust, które również były pakowane w ten sposób. Nie da się jednak ukryć, że w takim przypadku przydaje się drugi tego typu kosmetyk (w tubce albo sztyfcie), ponieważ nie zawsze wygodnie jest skorzystać z serum tudzież balsamu do ust w słoiczku. Najlepiej sprawdza się w domu, kiedy mamy chwilę dla siebie. 

Przy tym produkcie mina mi zrzedła zaraz po tym jak odkręciłam słoiczek i rzuciłam okiem na konsystencję. Przypomina mi ona coś pomiędzy masłem shea, a drobną kaszką;) Wydaje mi się, że nie miałam wcześniej masła do ust o takiej formule. Obawiałam się, że serum będzie pozostawiało na ustach nieprzyjemne grudki, ale na szczęście nic z tego. Serum zaskakująco gładko się rozprowadza. Po nałożeniu przypomina mi coś w rodzaju lekkiego olejku do ust. Na szczęście zostawia po sobie trochę połysku. Wszak nie przepadam za matowym wykończeniem przy produktach do pielęgnacji ust. Zapach kojącego serum do ust HempKing to czysta mięta. W związku z tym po nałożeniu odczuwalne jest delikatne uczucie chłodzenia, które z czasem zanika. Nie jest to jednak efekt jak po piekących błyszczykach powiększających usta. Serum zapewnia ustom ochronę, nawilżenie i regenerację bez uczucia tłustości. Minusem jest dla mnie to, że jest to kosmetyk, który wchłania się szybciej niż bym chciała. Mam na myśli to, że jeśli nałożę na noc grubszą warstwę balsamu do ust lub specjalną maseczkę do ust to rano wciąż mam je na ustach. Serum do ust HempKing zaś po jakimś czasie wchłania się w moje usta całkowicie. A ja lubię niemal non stop czuć na ustach tą delikatną ochronną powłoczkę. To już takie zboczenie;) Wiem, że niektórzy mają wręcz odwrotnie i tego typu atrakcje im przeszkadzają, więc dla takich osób będzie to zaletą. Dla mnie z uwagi, na wchłanialność jest to kosmetyk bardziej do stosowania w ciągu dnia w domu. Tak żebym mogła co jakiś czas  go sobie reaplikować;)

HempKing Ultraodżywczy konopny krem do rąk z CBD o zapachu trawy cytrynowej 50ml

HempKing Ultraodżywczy konopny krem do rąk z CBD o zapachu trawy cytrynowej

Wspomniałam już, że podobają mi się poręczne słoiczki kosmetyków HempKing. Ale jednocześnie zaskoczyło mnie, że krem do rąk również został umieszczony w słoiczku. Chyba nigdy wcześniej nie miałam kremu do rąk w słoiczku. Raczej były to tubki lub opakowania z pompką. Okazało się jednak, że to całkiem sprytne, ponieważ można bez problemu zużyć produkt do samego końca (tubki trzeba rozcinać). I tutaj ponownie nie grzebię opuszką, a zginam palec wskazujący i zanurzam w opakowaniu. Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało serio tak robię i jest to dla mnie mega wygodne;) Nic się nie tłuści dookoła. Formuła kremu w moim odczuciu jest pośrednia. Nie jest lejąca, ale też nie maślana. Bardzo dobrze się rozprowadza. Szybkość wchłaniania zależy od użytej ilości. Nałożony z umiarem ładnie się wchłania pozostawiając po sobie delikatną ochronną warstewkę. Mnie się zdarza posmarować dłonie i po chwili czytać książkę;) Aplikowany bardziej obficie wchłania się nieco dłużej, ale też sprawnie. Przy takiej solidniejszej porcji zawsze można nałożyć bawełniane rękawiczki żeby zintensyfikować efekt pielęgnacyjny. 

Mocnym punktem ultraodżywczego konopnego kremu do rąk jest zapach! Polubiłam go od razu po odkręceniu, a jestem strasznie wybredna na tym polu i często przez to preferuję kosmetyki bezwonne. W moim odczuciu krem pachnie bardzo naturalnie trawą cytrynową z lekką, radosną nutką Vibovitu gdzieś w tle:D Działanie również, co tu dużo mówić jest bardzo dobre;) Nawilża, wygładza, regeneruje, chroni i co najważniejsze – efekt ten nie utrzymuje się jedynie do mycia:) Na pewno zetknęłaś się kiedyś z określeniem „niewidzialne” rękawiczki. W tym przypadku ma ono zastosowanie. Dobrze pielęgnuje też skórki wokół paznokci. A zaznaczam, że na manicure chodzę, co kilka tygodni i potem w domu nie robię nic ze skórkami (nie wycinam i nie odsuwam). Mimo tego nie mam zadziorków etc. Jedyna wada jest taka, że nie mam manii kremowania rąk, więc najchętniej robię to tylko raz dziennie – przed pójściem do łóżka. Przy takiej częstotliwości stosowania kremu HempKing czułam lekki niedosyt. Może dlatego, że nadal żele antybakteryjne są na porządku dziennym, a sprzątanie też często odbywa się u mnie bez rękawiczek. Zaczęłam więc aplikować szalone 2x na dobę (1x warstwę grubszą i 1x cieńszą) i to okazało się optymalne:D Tak to już ze mną jest, że usta mogę smarować wielokrotnie w ciągu dnia, a rączek nie;) Niemniej z czystym sumieniem mogę polecić ten krem, bo w moich oczach zasługuje na ulubieńca drugiej połowy roku. Plus też za wydajność, ponieważ przy niewielkiej pojemności (50ml) po niecałym miesiącu jeszcze trochę go mam. A ja, mimo, że nie nakładam wiele razy dziennie to z reguły szybko zużywam kremy do rąk.

HempKing Regenerujące serum do stóp z CBD o zapachu drzewa herbacianego 100ml

HempKing Regenerujące serum do stóp z CBD o zapachu drzewa herbacianego

Stopy większość z nas traktuje po macoszemu i ja również jakoś szczególnie się nad nimi nie pieszczę. Dbam o nie w ten sposób, że wykonuję peeling, a po kąpieli wcieram balsam lub krem do stóp (jeśli akurat posiadam odrębny) i zakładam bawełniane skarpetki (zrzucam je dopiero przed pójściem spać, bo nie lubię spać w skarpetkach). Można więc powiedzieć, że pielęgnacja stóp u mnie funkcjonuje, ale bez fajerwerków w stylu masaż albo moczenie ich w jakichś substancjach. Do tego nie mam cierpliwości. Także smaru-smaru i gotowe. Nie mam też jakichś problemów ze stopami. Skóra moich stóp wygląda w porządku. Zasadę mam jednak taką, że jeśli posiadam specjalny krem do stóp to chętnie go używam. W tym przypadku jest to serum, ale jego konsystencja jest kremowa. Serum do stóp pachnie bardzo naturalnie drzewem herbacianym. Wolałabym zapach owocowy, ale jak pewnie wiesz kremy do stóp najczęściej posiadają specyficzne zapachy. Po części z uwagi na zawartość składników działających antybakteryjnie i przeciwzapalnie. Serum do stóp posiada dość gęstą, treściwą konsystencję, która trochę bieli podczas rozsmarowywania. Na to jednak nie zwracam wielkiej uwagi, ponieważ nie czekam na zupełne wchłonięcie tylko sprawnie wskakuję we wspomniane już bawełniane skarpety. Szybkość wchłaniania jest dla mnie w tym przypadku bez znaczenia. Serum do stóp zmiękcza, odżywia i nawilża skórę. Stosowanie raz dziennie jest dla mnie wystarczające, ale tak jak wspomniałam moje stopy nie są bardzo wymagające.

Znasz linię pielęgnacyjną HempKing? Stosowałaś kosmetyki z CBD?

Czytaj dalej »

sobota, 31 grudnia 2016

Lirene skarpetki złuszczające oraz rękawiczki regenerujące

Cześć Dziewczyny!

Pod koniec października prezentowałam Wam nowości marki Lirene. Jeszcze tego samego dnia postanowiłam wypróbować skarpetki złuszczające, a dwa dni później rękawiczki regenerujące. Jakie były moje wrażenia odnośnie tych dwóch produktów?





Lirene Skarpetki Złuszczające profesjonalny zabieg do domowego użytku



„Profesjonalny zabieg do samodzielnego wykonania w domu, zapewniający efektywne usunięcie martwego naskórka i intensywne wygładzenie skóry stóp. Maseczka w formie gotowych do użycia, nasączonych skarpetek zawiera 7,5% kompleksu kwasów owocowych (mlekowego i glikolowego), które efektywnie stymulują proces eksfoliacji obumarłego naskórka, wspomagając odnowę skóry stóp. Intensywne działanie złuszczające maseczki trwa 7 – 10 dni po zastosowaniu. Zawarty w maseczce bogaty zestaw składników aktywnych pielęgnuje skórę w czasie i po zakończeniu zabiegu. UREA nawilża i reguluje proces rogowacenia, wyciąg z trawy azjatyckiej oraz olejek kokosowy regenerują i zmiękczają stwardniałą skórę. Kwas salicylowy w połączeniu z ekstraktem z miodu i afrykańskiego czerwonokrzewu (Rooibos) działają kojąco na świeżo złuszczoną skórę”.



Skarpetki złuszczające Lirene umieszczone zostały w płaskim papierowym opakowaniu. Wewnątrz znajdziemy jedną parę skarpetek o pokaźnym, czyli tzw. uniwersalnym rozmiarze;) Skarpetki posiadają specjalny zgrzew chroniący zawartość więc żeby z nich skorzystać należy go po prostu rozdzielić. Nie wiem z jakiego dokładnie materiału były wykonane te skarpetki, ale kojarzyły mi się z czymś szpitalnym;) 
Skarpetki według mnie posiadają kwasowo-alkoholowy zapach, który przed użyciem jest bardzo delikatny, ale już po zdjęciu i nawet umyciu stóp bardziej intensywny. Utrzymuje się na stopach jeszcze po jakimś czasie po zdjęciu skarpetek i umyciu stópek. 
Jeśli chodzi o same skarpetki to jest to jeden z tych produktów, których raczej nie kupiłabym z własnej inicjatywy. Zawsze uważałam bowiem, że taki wynalazek nie jest mi potrzebny. Zwłaszcza, że nigdy nie miałam jakiegoś szczególnego problemu ze skórą stóp. Gdy jednak takie skarpetki do mnie dotarły uznałam, że mam dwa wyjścia: albo rzucę je gdzieś na dno szuflady albo użyję od razu żeby „mieć je z głowy”. Jak nietrudno się domyślić żeby mi nie zalegały postawiłam na tę drugą opcję. 
Producent zaleca żeby nałożyć skarpetki na umyte i osuszone stopy na czas 60-90 minut. Uznałam, że skoro moje stopy nie są problematyczne to wystarczy 60 max. 70 minut i tak też uczyniłam. Skarpetki nie są szczególnie komfortowe w noszeniu gdyż po pierwsze są wielkie (rozmiar uniwersalny zobowiązuje), a ja akurat mam drobne stópki, a po drugie podczas chodzenia wydają z siebie odgłosy chlupania;) Ślizgają się w klapkach więc lepiej nie biegać;) Po upływie ustalonego przeze mnie czasu opłukałam stopy wodą i lekko przemyłam mydłem gdyż zapach z "płynu skarpetkowego" nie był zbyt kuszący. 
Proces złuszczania miał pojawić się po 5-7dniach od użycia. Ja skarpetki zastosowałam dokładnie 31.10, a pierwsze symptomy łuszczenia zaobserwowałam 8 listopada. Podczas łuszczenia zaleca się smarowanie stóp odżywczymi kremami i tak też robiłam. Kiedy widziałam łuszczące się fragmenty skóry stóp dodatkowo wspomagałam ten proces skubiąc te skórki. Choć możliwe, że powinno się je zostawić same sobie. To jednak nie na moje nerwy;) Łuszczenie zakończyło się 15 listopada więc według mnie cały ten proces trwał długo. Stopy zyskały ładniejszy kolor, gładkość oraz miękkość. Wszak odsłoniły przede mną nową skórę. 
Jednak czy ten efekt był warty aż tak długiego czekania? Nie jestem co do tego przekonana, gdyż w moim odczuciu nie był on spektakularny. Podobne odczucia „dotykowe” zapewniały u mnie tradycyjne kremy i peelingi. Z tą jedynie różnicą, że tamte nie obdzierały mnie ze skóry;) Być może lepsze efekty można zaobserwować u osób, które mają naprawdę duże problemy ze skórą stóp i u których same kremy i peelingi to za mało. Dla mnie ten zabieg nie był szczególnie potrzebny, ale z przekory kupiłam jeszcze tego typu skarpetki Bielendy żeby mieć potem porównanie. Choć do tamtych niestety trzeba samodzielnie zaaplikować płyn. 


Lirene Rękawiczki Regenerujące dwustopniowy zabieg wygładzający



„Profesjonalny zabieg w dwóch krokach do samodzielnego wykonania w domu:
1. Intensywnie wygładzający peeling kwasowy typu gommage
2. Regenerująca maseczka w formie nasączonych rękawiczek
Unikalne połączenie wygładzająco-złuszczającego peelingu gommage do rąk z przywracającą miękkość, regenerującą maseczką w jednym rytuale pielęgnacyjnym”!



W przeciwieństwie do skarpetek rękawiczki regenerujące to produkt, który bardziej mnie ucieszył, ponieważ możliwość dodatkowego zadbania o dłonie jest zawsze na plus;) 
Zabieg na dłonie składa się z dwóch kroków. Pierwszym z nich jest peeling typu gommage, który dość słabo zapamiętałam gdyż po jego użyciu nic szczególnego nie zaobserwowałam. Z tego co pamiętam miał dość rzadką konsystencję. 
Drugim krokiem po wykonaniu peelingu i osuszeniu dłoni są rękawiczki, które podobnie jak skarpetki należy rozdzielić na zgrzewie, a następnie założyć, w tym przypadku na nasze rączki;) Rękawiczki, a raczej ich zawartość bardzo ładnie pachniała. Wydaje mi się, że jakby grejpfrutowo;) 
Rękawiczki należy pozostawić na dłoniach na 30 minut, a po zdjęciu pozostałość płynu wmasować w dłonie. Płyn z rękawiczek był z tych „mokrych” więc rzeczywiście po ich zdjęciu pozostało go jeszcze sporo. Po użyciu dłonie były gładkie, miękkie, nawilżone i jedwabiste w dotyku. Efekt utrzymał się do 24h. Jest to więc fajny gadżet do użycia raz jakiś czas albo jako kuracja uzupełniająca. Ze względu jednak na to, że rękawiczki są jednorazowego użytku ich zakup nie byłby zbyt opłacalny do częstego stosowania. W takim przypadku lepiej zainwestować nawet w jakiś drogi krem, który wystarczy na przynajmniej kilkanaście zastosowań. Jeśli jednak macie ochotę na domowe SPA to jak najbardziej takie rękawiczki mogą być miłą odmianą.


Korzystałyście ze skarpetek złuszczających lub rękawiczek regenerujących? Znacie te od Lirene? A może polecacie coś z tej kategorii?

Życzę Wam wspaniałego Sylwestra oraz Szczęśliwego Nowego Roku!:)
Czytaj dalej »

niedziela, 21 sierpnia 2016

Lirene Antycellulitowy Endo-Masaż i Nawilżająco-odżywczy krem do stóp

Cześć Dziewczyny!

Podobno niemal każda kobieta ma cellulit. Ale ja nie jestem każdy i cellulitu nie posiadam. Chociaż raz mam się z czego cieszyć bo innych wad mam pod dostatkiem;) Kiedy więc w czerwcu trafił do mnie m.in. zestaw Antycellulitowy Endo-Masaż zawierający olejek oraz bańkę chińską pomyślałam, że sam zamysł brzmi ciekawie, ale skoro cellulitu brak to daruję sobie tego typu katusze i jeszcze tego samego dnia zestaw trafił do mojej siostry:) Jednocześnie trafił do mnie nawilżająco-odżywczy krem do stóp zawierający 10% Urea, a że stopy (na całe szczęście!) posiadam to za niego zabrałam się osobiście;) Dziś więc zapraszam na nieco chaotyczny wpis z cyklu co powie Ewelina i co powie siostra;) 



Lirene Antycellulitowy Endo-Masaż


Opis producenta

Opis jest dość rozbudowany więc tym razem odsyłam do sklepu producenta. Znajdziecie tam wszystkie informacje dotyczące tego jak wykonać masaż bańką chińską oraz jakie są przeciwwskazania do wykonywania takich zabiegów

Opinia siostry

Zestaw Antycellulitowy Endo-Masaż otrzymujemy w jaskrawo-zielonym opakowaniu. Wewnątrz znajdziemy plastikową butelkę z olejkiem o pojemności 100ml oraz bańkę chińską. Olejek ma żółtą barwę i pośrednią konsystencję. Wchłania się dość dobrze. Pachnie bardzo ładnie, a wonią dominującą jest energetyczny grejpfrut z domieszką innych cytrusów. 

Siostra sam olejek oceniła pozytywnie gdyż całkiem nieźle nawilża, lekko ujędrnia oraz ładnie nabłyszcza ciało, dzięki czemu dobrze się ono prezentuje. Zwłaszcza do letniej sukienki;) Siostra nie wierzy w cudotwórcze działanie takich produktów, ale jest osobą aktywną i regularnie ćwiczącą więc traktuje takie zabiegi głównie jako uzupełnienie dla ćwiczeń oraz aktywności fizycznej, a także wzmocnienie skóry. Jeśli chodzi o samą bańkę chińską to siostra nie była zachwycona gdyż każdorazowe użycie powodowało u niej dyskomfort i ból mimo, że jest osobą dość odporną na tego typu doznania i np. podczas masażu próżniowego nie odczuwała bólu, a tutaj tak. Dodatkowo po każdym zabiegu siostra obserwowała pękające naczynka oraz zaczerwienienie. Same zabiegi spowodowały lekkie ujędrnienie i wygładzenie skóry, ale spektakularnych w zakresie zmniejszenia cellulitu siostra nie odnotowała. Olejek jest wydajny gdyż widzę, że po ponad dwóch miesiącach stosowania siostra ma jeszcze trochę. 


Koszt zestawu wynosi 29,99zł.


Lirene Stop suchości, nawilżająco-odżywczy krem do stóp 10% Urea


Opis producenta

Nawilżająco – odżywczy krem do stóp polecany jest do bardzo suchej  i skłonnej do przesuszania skóry stóp. Dzięki zawartości 10% mocznika (UREA) krem zapewnia intensywne nawilżenie i działa wygładzająco. Równocześnie regeneruje szorstką i popękaną skórę pięt.  Zawarty w kremie wosk z oliwek zmiękcza, wspaniale odżywia, pozostawiając skórę delikatnie natłuszczoną i przyjemną w dotyku. Krem zalecany do codziennej pielęgnacji stóp, dla podtrzymania ich w dobrej kondycji.

Moja opinia

Krem otrzymujemy w ładnej biało-niebieskiej tubce o pojemności 75ml. Niestety w trakcie użytkowania z tubki schodziły niektóre elementy. Krem ma jasną barwę i delikatny kremowy zapach, za co plus, ponieważ nie przepadam za mocno pachnącymi kremami do stóp. Ciężko mi ocenić wchłanianie się gdyż ja go stosowałam bezpośrednio po kąpieli i zakładałam na stopy bawełniane skarpetki, które ściągałam dopiero przed pójściem spać. Jeśli chodzi o działanie to było ok. stopy były gładkie i nawilżone lecz krem nie przebił mojego ulubieńca, czyli Fusswohl Intensiv Creme. Moje stopy nie są jednak bardzo wymagające więc sądzę, że przy bardziej problematycznych stopach efekt mógłby być nie do końca satysfakcjonujący. Z tego co pamiętam krem wystarczył mi na ok.2,5 tygodnia stosowania (zużyłam go jeszcze w czerwcu).


Koszt kremu wynosi 10-12zł.


Znacie któryś z tych produktów?

 

Czytaj dalej »

niedziela, 10 lipca 2016

Eveline Cosmetics Royal SPA Pedicure

Cześć Dziewczyny!

Na samym początku lipca otrzymałam propozycję przetestowania kilku produktów z asortymentu marki Eveline Cosmetics. Marka jest mi oczywiście znana. Choć już dawno nic z niej nie miałam;) Produktami, które były najłatwiejsze i najszybsze do przetestowania były zabiegi na stopy w formie saszetek z linii Royal SPA Pedicure. Dlatego też one idą na pierwszy ogień;) Nie będzie to jednak długi wpis gdyż tak naprawdę nie mogę zbyt wiele wywnioskować po użyciu dwóch saszetek. Choć teoretycznie zabiegi w saszetkach powinny dawać ten natychmiastowy i piorunujący efekt. A jak było  w praktyce?




Eveline Cosmetics Royal SPA Pedicure intensywnie zmiękczający zabieg kawowy

Opis producenta

 
Można przeczytać TUTAJ.


Moja opinia
Produkt umieszczony został w saszetce podzielonej na dwie części. Każda część zawiera 6ml produktu i taka ilość w moim przypadku wystarczyła na jednorazowe użycie. Mimo, że mam niewielkie stópki;) 
Pierwszy krok stanowi kawowy peeling redukujący zrogowacenia. Muszę przyznać, że moje stopy są w całkiem niezłej kondycji i nie posiadam zrogowaceń. Ciężko mi więc stwierdzić czy produkt zadziałałby na tym polu. Peeling ma kremową konsystencję, beżową barwę i przyjemny kawowy zapach. Wewnątrz zatopione zostały również kawowe drobinki;) Po użyciu skóra była miękka i przyjemnie wygładzona lecz bez dodatkowej warstewki nawilżającej. Aby zaznać nawilżenia należało przejść do kolejnego kroku, czyli multiodżywczej maski do stóp. Maska miała lekko maślaną konsystencję i zapach z kategorii kawa pomieszana jakby z olejkiem kamforowym. Po posmarowaniu założyłam oczywiście swoje ulubione bawełniane „skarpetki do kremu” i zdjęłam je dopiero bezpośrednio przed pójściem spać. Po zdjęciu stopy były zmiękczone i nawilżone, ale nie w sposób szałowy. Co oznacza tyle, że zabieg nie przewyższył działania mojego ulubionego kremu do stóp. Co ciekawe maska wykazywała efekt chłodzący i w nocy było mi zimno w stópki. Mimo, że był upał;) Muszę przyznać, że nie przepadam za tego typu efektami specjalnymi. Ogólnie zabieg był ok., ale nie dał mi zachwycających rezultatów. Moje stopy nie są bardzo wymagające więc sądzę, że u osób mających duże problemy z tą częścią ciała zabieg może być słabiutki. Jednak być może przy dłuższym użytkowaniu efekty byłyby bardziej zauważalne.


Eveline Cosmetics Royal SPA Pedicure nawilżająco-regenerujący zabieg z algami atlantyckimi


Opis producenta

Można przeczytać TUTAJ.


Tutaj kwestie techniczne są również takie same, czyli dwie saszetki po 6ml. W jednej peeling, a w drugiej maska. Pierwszym krokiem jest głęboko oczyszczający peeling z naturalnym pumeksem. Peeling ma jasną barwę, kremową konsystencję i jakby mniejszą ilość drobinek. Peelinguje delikatniej niż jego poprzednik i sam w sobie również nie nawilża. Maseczka ma kremową i lżejszą konsystencję niż ta z zabiegu kawowego. Zapach jest typowo kosmetyczny i delikatny. Po użyciu na szczęście nie było efektu chłodzenia. Stopy zostały nawilżone i wygładzone. Również nie w sposób spektakularny, ale trochę lepszy niż w przypadku wersji kawowej. 


Koszt każdego zabiegu wynosi 3,99zł. 


Czy kupiłabym te produkty?

Raczej nie. Przede wszystkim ze względu na saszetkową formę i mało spektakularne efekty. Słowem - brakuje mi tu tego royal;) Gdyby zabieg algowy występował w formie tubki lub słoiczka byłabym skłonna kupić maskę i dać jej szansę przy bardziej długofalowym użytkowaniu.


Znacie te produkty? Korzystacie z takich form podania kosmetyków czy również nie przepadacie za saszetkami?

Wczorajszy wpis: FEMI
Przedwczoraj: płytka do czyszczenia pędzli 
Czytaj dalej »