poniedziałek, 12 lutego 2018

60 Nieistotnych faktów o mnie!

Jest jedno takie pytanie… Pytanie, które jeśli zostanie mi zadane nieoczekiwanie, potrafi mnie zbić z tropu i totalnie wybić z rytmu. Z pozoru niewinne i nieszkodliwe. W pewnym sensie nawet przyjemne bo przecież miło gdy ktoś wykazuje zainteresowanie Twoją osobą! To pytanie brzmi: powiedz coś o sobie… POWIEDZ COŚ O SOBIE natychmiast pobrzmiewa w mojej głowie i powoduje, że nagle czuję pustkę, a moje ciało zalewa fala irracjonalnego stresu;) I to nie dlatego, że nie mam nic do powiedzenia. Przeciwnie, wiele mogłabym o sobie powiedzieć. Ale… nie chcę tego robić pod dyktando:) Jestem człowiekiem, który lubi stawiać czynny opór;) Często w takich sytuacjach pojawia się u mnie myśl pt: tego nie powiem, to też nie, tamto to bez sensu. A właściwie to dlaczego mam o sobie mówić?;) Koniec końców mówię cokolwiek, byle by skończyć temat;) Oczywiście z wyjątkiem sytuacji typu ważne spotkanie, ale wtedy już za zwyczaj wiem czego mogę się spodziewać i co zdradzić;) Bloga prowadzę już ponad 4 lata, ale z całą pewnością niewiele o mnie wiecie. Poza tym ja sama nie odczuwam potrzeby żeby dzielić się istotnymi faktami z życia albo dokumentować każdy swój krok na Insta Story;) Stąd też pomysł na dzisiejszy wpis – nieistotnych faktów o mnie:) Będzie rzecz jasna lekko i z przymrużeniem oka i... na moich zasadach;)





1. Jestem pełna sprzeczności.


Niech to będzie naszym punktem wyjścia. Jeśli przeczytacie dokładnie każdy z punktów to na pewno dojdziecie do wniosku, że coś w tym jest;)


2. Jestem z miasta, ale dość sprawnie posługuję się "wiejskim slangiem";)


No cóż… wiejskie wstawki zawsze spoko! Wzbogacają życie towarzyskie, a konwersacje stają się takie barwne;)


3. Od dziecka panicznie boję się psów.


Jeśli idę z kimś i na horyzoncie pojawia się pies, który nie jest na smyczy to przechodzę z drugiej strony towarzyszącej mi osoby. Jeśli idę sama, potrafię nawet przejść na drugą stronę ulicy żeby tylko nie przejść obok psa, który wydaje się być bez opieki. Nieoczekiwane szczeknięcie psa powoduje u mnie palpitacje serca. Gdy pies zdaje się biec w moim kierunku, zaraz ogarnia mnie lęk, że biegnie prosto na mnie żeby odgryźć mi nóżki!:D Ostatnio idąc przez park nagle poczułam coś dziwnego na tylnej części nóg. Odwróciłam się, a tam pies wącha sobie moje nogi! Zawał na miejscu! Zaczęłam iść w drugą stronę, a on za mną! Przerażona wydukałam po cichutku idź sobie i po jakimś czasie odpuścił. Wyglądał na naprawdę przyjaznego pieska, ale mój strach był silniejszy. Totalnie mnie sparaliżował.  Nie jest tak, że nie lubię psów. Lubię, ale trzymam się z daleka od tych, których nie znam.


4. Ale mam własnego pieseła!

Paniczny strach przed psami nie przeszkodził mi w tym żebym sama zostala właścicielką psa. Była to jedna z wielu moich nagłych decyzji;) Piesek miał być z tych spokojnych i nie szczekających, a okazał się być wyszczekany jak pańcia;) Słowem… tak samo perfidny charakter jak mój, a jednocześnie kochany więc pasujemy do siebie idealnie;) Szczerze mówiąc gdy tylko zobaczyłam ojca mojego psa, który wybiegł z domu niczym szarańcza, to już wiedziałam, że z tego szczeniaka nie będzie żaden aniołek;) Ale jako że nie chciałam wracać z niczym to podjęłam wyzwanie okiełznania tego niewinnie wyglądającego diabełka, którego znacie z mojego Instagrama;) Na początku przerażało mnie gdy szczekał i nawet kładłam nogi na kanapie z obawy, że chce mnie pogryźć:D (przez pierwsze 2 tygodnie nie umiał jeszcze wskoczyć). A potem się oswoiłam i swojego Dextera zdrobniale zwanego Dexiem się nie boję:D 



5. Po domu lubię chodzić w… „podomce”:D


Moja podomka składa się najczęściej z koszulki, rozpinanej bluzy oraz dresowych spodni. Wyczytałam kiedyś, że życie jest zbyt krótkie na brzydkie ciuchy po domu i zgadzam się, ale kiedy moje podomki są tak wygodne?:D Poza tym nie są brzydkie:D


6. Nie lubię „śpiewających ludzi”! 


Chodzi o takich, którzy prawie zawsze nucą sobie coś pod nosem. Żeby to jeszcze był godny śpiew, ale nie… Najczęściej stają mi na drodze ci fałszujący, ale święcie przekonani o swoich talentach. A ja już widzę oczyma wyobraźni jak ich ubijam;) Chłopak z gitarą nie byłby dla mnie parą bo… zabiłabym go tą gitarą:)


7. Jestem bardzo dokładna, ale fuszerka to moje drugie imię.


Uchodzę za perfekcjonistkę. Ewelina to taka dokładna mówią. Zawsze się stara. I rzeczywiście tak jest. Tam gdzie potrafię zrobię wszystko najlepiej jak tylko możliwe. Ale tam gdzie nie znam się/nie potrafię – robię fuszerkę! A jaka jestem potem dumna jeśli coś co w mojej ocenie jest fuszerką, spełnia potem swe zadanie i nie budzi podejrzeń;) Poezja… 


8. Jestem nie-fotogeniczna i nie lubię się pokazywać.


Zdecydowanie wolę robić zdjęcia komuś lub czemuś niż żeby było odwrotnie. Poza tym nie umiem robić sobie samej zdjęć. Zawsze wychodzę jak kosmitka. Toż szok, że na tym blogu zawisło moje zdjęcie bo dawniej było to dla mnie nie do pomyślenia;) Mały krok dla ludzkości, wielki krok dla Eweliny;) 


9. Nie rozumiem dlaczego niektórzy codziennie dodają nowe selfie?


No nie ogarniam. Przecież twarz aż tak bardzo się nie zmieniła od wczoraj. Zakładam, że to jakiś przejaw samouwielbienia. Nie mam nic przeciwko selfie raz na jakiś czas, ale co za dużo to nie zdrowo;)


10. Nie lubię rozmawiać przez telefon.


Nie chcę mi się z Tobą gadać! Czy nie możemy napisać maila, wiadomości albo sms jak normalni ludzie?:D A tak serio, zadzwonię i załatwię telefonicznie wszystko jeśli tylko trzeba, ale zwyczajnie tego nie lubię. W sprawach formalnych preferuję maile, a prywatnie wiadomości na portalach społecznościowych lub smsy bo nie lubię jak ktoś podsłuchuje!:D


11. Nie używam dzwonka w telefonie.


Dzwonki mnie irytują, więc nie używam ich od lat. Jak nie usłyszę, że ktoś dzwonił to najwyżej oddzwonię bo mam "darmowe" minuty w abonamencie:P


12. Nie oglądam „mówionego” Insta Story. 

Najczęściej jedynie przelatuję „poklatkowo” nie wysłuchawszy przekazu bo nie chciało mi się włączać dzwonka albo nie miałam czasu słuchać;) Chyba, że ktoś mówi o mnie to włączę;)



13. Cierpię na przewlekły ból, więc na imię mi Lekomanka!


Mogłabym być Eweliną B., czyli Eweliną Ból;) Najczęściej boli mnie głowa, zatoki i noga. A nie… przepraszam – nogę mi wyrywa:P Oczywiście żaden lekarz nie wie jak temu zaradzić, więc…


14. Zawyżam statystyki spożycia leków przeciwbólowych w Polsce.


Koncerny farmaceutyczne mają zyski z mego bólu;) Jako że na leki przeciwbólowe jestem dość oporna to zawsze biorę wyższą dawkę niż zalecane. Oczywiście nie róbcie tego w domu;) 


15. Przyciągam wariatów.


W „Dniu Świra” pada tekst: „(…) może ja przyciągam wariatów?” Jeszcze w wieku nastoletnim wraz z grupą koleżanek doszłyśmy do wniosku, że ten tekst to wypisz wymaluj o mnie;)


16. Najchudszy człowiek świata.

Takimi heheszkami przywitała mnie ostatnio znajoma już pielęgniarka pobierająca krew:D Sama również uważam się za najchudszego człowieka świata. Czasami mama mówi mi, że widziała gdzieś dziewczynę chudszą ode mnie, a ja wtedy zawsze odpowiadam: o nie, nie. Kłamiesz. Nie ma chudszych ode mnie:D


17. Jestem chudziną, ale nigdy się nie byłam na diecie.


Chyba, że na wysokokalorycznej to i owszem!:D Byłam, jestem i pewnie już umrę jako patyczak;) Dlaczego jesteś taka chuda? To pytanie, które niezwykle często słyszałam w dzieciństwie. Nigdy jednak nie poznałam odpowiedzi. Po prostu tak mam:D Lekarze nie doszukali się żadnych nieprawidłowości i skwitowali tekstem – taka pani uroda. Jem co chcę i jakoś nie widzę postępów jeśli chodzi o przybywające kilogramy. Dlatego przestałam się już ważyć bo przecież to to rozpacz:D 


18. Miałam ogromne kompleksy z tego powodu.


Ale nie dlatego, że mi to przeszkadza. Tak naprawdę mi to zwisa. Jako osobie szczupłej z całą pewnością jest mi łatwiej funkcjonować niż np. takiej z dużą nadwagą, więc mimo pewnych smuteczków z tego powodu nie zamieniłabym się;) Poza tym to czy ważę tyle czy tyle kg tak naprawdę nie wnosi żadnej wartości do mojego życia. Ma to nawet swoje plusy, chociażby nie muszę się ograniczać. A koleżanki często narzekają, że zjedzą fast-fooda i już są grube;) Sęk jedynie w tym, że ludzie potrafią dopiec;) Ale… jeśli macie jakieś zbędne kg to możecie podesłać:D Potrzebowałabym 10kg. Ale jeśli jeszcze raz ktoś zapyta dlaczego jestem chuda - zabiję:P Kiedyś babka na ulicy zapytała mnie co jeść żeby być takim szczupłym? A co ja jestem Chodakowska? Skąd mam wiedzieć?:D Jic pani wszystko:P


19. Kocham łóżko.

Czy istnieje piękniejszy i bardziej funkcjonalny mebel? 


20. Uwielbiam wylegiwać się w łóżku.


W niedzielę zdarza mi się do 15:P I wcale nie jest mi wstyd. Nie żałuję. Ale nie to żebym była leniem. Najczęściej leżę, czytam i dużo myślę:P


21. Jestem zakałą rodziny.


Tak sądzę:D Zawsze mam swoje zdanie i niekoniecznie jest ono spójne ze zdaniem rodziny, a ja nie boję się go wyrażać w sposób dobitny i rozwalający system;) Czasem ma to swoje plusy bo jeśli np. trzeba coś komuś powiedzieć wprost, a każdy się krępuje to przejmuję pałeczkę i załatwiam sprawę od ręki. Korzystam wtedy z mocnych argumentów, a jednocześnie każdy z nich dokładnie wyjaśniam;)


22. Uwielbiam wietrzyć!


Wietrzenie to podstawa. Nie rozumiem ludzi którzy całymi dniami nie otwierają okien. Ja muszę mieć przewietrzone rano i przed snem, a także w następstwie podejrzanych zapaszków:D


23. Nie poznaję ludzi na ulicy!


Często zauważę w ostatniej chwili albo dopiero wtedy gdy ktoś powie cześć, albo dzień dobry;) Prawie zawsze o czymś myślę w drodze, więc to pewnie dlatego. Jeśli z kolei widziałam kogoś raz to mogę nie rozpoznać kolejnym razem;) Chyba, że osoba miała charakterystyczny wygląd. Jeśli „z twarzy podobny do nikogo” to małe szanse;) Mnie za to ludzie poznają zawsze. Szkoda, nie będę bogata:D


24. Za dużo myślę.


Ciągle o czymś myślę, wszystko analizuję. Często dochodzę do wniosku, że coś mogłam powiedzieć ładniej albo zrobić lepiej. Czy można umrzeć od natłoku myśli?;)


25. Choruję jak facet.


Ja nie choruję, ja walczę o życie!:D Przeżyłam dwie operacje, ale i tak to katar jest u mnie wysoko w rankingu chorób potencjalnie śmiertelnych...


26. Mam specyficzne poczucie humoru i podejście do życia. 

Chyba nie ma dnia żebym sobie nie robiła z czegoś żartów:P Część z Was dostrzega to nawet w tekstach na blogu, ale to tylko subtelny % moich możliwości;)

27. Mam bardzo słabą orientację w terenie.

Potrafię lekko zbłądzić nawet na sąsiednim osiedlu:D Gdy mam udać się w nieznane miejsce zawsze sprawdzam trasę albo proszę kogoś żeby mi wytłumaczył "wizualnie", czyli np. obok jakiego charakterystycznego budynku ma się znajdować mój cel. A gdy już jestem w okolicy to i tak zdarza mi się pogubić i muszę prosić przechodniów o pomoc:D Gdy się da idę z kimś ogarniętym żebym nie musiała się martwić:P Lepiej też żeby nikt nie pytał mnie o drogę bo jest ryzyko, że nie doradzę zbyt dobrze:D 



28. Sporo przeklinam.


Tu jest Polska, tu się przeklina;) Trzeba stawiać przecinki;) Staram się jednak nie robić tego na blogu;) Trzeba trzymać poziom:D


29. Jestem „brzydliwa”.


Chcesz łyka albo gryza? Oczywiście, że Ci dam. Ale już sobie dopij i zjedz do końca:D Nie wezmę też pączka w rękę. Zawsze przez torebkę:D


30. Nie przywiązuję się do rzeczy.


Podobno blogi urodowe są jednymi z najbardziej nastawionych na konsumpcjonizm i trudno się z tym nie zgodzić. Pojawia się u nas sporo produktów, wiele nowości etc. Jednak dla mnie rzeczy to tylko rzeczy. Bez większości z nich spokojnie można sobie radzić. 


31. Ale nie mogę żyć bez Iphona;)


Jeden wyjątek;) Iphone nie pyta, Iphone rozumie…


32. Przez całe życie nie zapaliłam ani jednego papierosa.


Odkąd pamiętam moi rodzicie są nałogowymi palaczami. Pewnie dlatego nigdy nie miałam pokusy żeby oddać się temu nałogowi;) Nic nie odrzuca mnie tak jak zapach tytoniu. Wiele uzależnień jestem sobie w stanie logicznie wytłumaczyć, ale palenie śmierdzących papierosów mnie przerasta;) Jedyny pozytywny aspekt jaki w tym widzę to ten społeczny. Wiecie… przerwa na papieroska i pogaduszki z kolegami etc. Ale gdyby to ode mnie zależało, fajos byłby zakazany:P



33. Jak gdzieś idę to nie idę tylko za***


Rzekomo dogonić mnie nie można. Nie wiem o co chodzi:P Przecież nie jestem żółwikiem to nie będę szła godzinę np. na przystanek;)


34. Jak kogoś nie lubię to od razu po mnie widać.


Nie umiem udawać. Zaraz gdzieś tam przewracam oczami, więc osoby, których nie lubię raczej o tym wiedzą;) 


35. Toksycznych ludzi i wampirów energetycznych wyrzucam ze swojego życia na bruk.


Jestem z tych co pomogą w nocy o północy, ale skończyłam z jednostronną pomocą;) 


36. Nie lubię filmów typu fantasy i science-fiction.


Władcy Pierścieni, Harry Potter i inne takie zawsze mnie nudziły. Wyjątek stanowi dla mnie „Black Mirror”, które szczerze polecam każdemu. Najnowszy sezon jest świetny (z wyjątkiem odcinka parodiującego Gwiezdne Wojny;)). 


37. Uchodzę za spokojną dziewoję, a w rzeczywistości jestem strasznie nerwowa i niecierpliwa. Wydrzeć też się potrafię.


No cóż… Cicha woda brzegi rwie.


38. W rodzinie uchodzę za szlachtę;)


To zasługa mojego podłego charakteru;)


39. Czytam horoskopy.


Miesięczne, tygodniowe i roczne. Dziennych nie bo nigdy się nie sprawdzają:P Rozrywka, że hej… Czasem się sprawdza:D Ogólnie jestem niemalże książkowym przykładem Skorpiona i jestem z tego dumna:P


40. Wróżę z opakowań!


W kwestii kosmetyków najczęściej z góry wiem co się u mnie sprawdzi, a co nie;) Mam skuteczność na poziomie 98-99%;) Jeśli coś się u mnie nie sprawdza to najczęściej są to produkty nadesłane losowo. Bardzo rzadko coś co sama wybrałam. Jeśli przeczuwam, że coś się u mnie nie sprawdzi to najczęściej nawet nie próbuję;) Bardzo ufam swojej intuicji, rzadko mnie zawodzi.


41. Nienawidzę skoków narciarskich.

Nie wiem co w tym ciekawego? Mało intrygująca akcja. Skacze jeden, drugi, dziesiąty… Nuda! Już sam dźwięk mnie irytuje:P 


42. Lubię jeść zarówno zdrowo jak i niezdrowo.


Może być gotowanie na parze, ale lubię też hot-dogi z Żabki, Śledzika na raz i kiełbasę:P 


43. Czekolada to świętość.


Musi być w domu! Najlepiej z całymi orzechami. Dużo orzechów.


44. Jestem pamiętliwa i mściwa.


Jeśli ktoś jest wobec mnie zawsze w porządku, postaram się żeby sięgnął gwiazd, nagroda na pewno go nie ominie:D  Jeśli mnie skrzywdzi – zapamiętam na zawsze. Jestem mściwa, więc nie warto. Jako rasowy Skorpion mam na koncie spektakularne zemsty i chwyty poniżej pasa. Znam wyrafinowane sposoby:P Ale nie martwcie się, nigdy nie atakuję pierwsza ani bez powodu;)

45. Jestem kłótliwa.

Wiele osób unika kłótni jak ognia. Natomiast ja potrafię się kłócić z prawdziwą pasją... Choć też coraz częściej odpuszczam i oszczędzam energię. Czasami nie warto. 

46. Ze wszystkich pór roku lubię tylko lato i połowę wiosny.

Latem wiem, że żyję. Zimą najchętniej zapadłabym w sen zimowy, a jesień jest taka ponura. Wcale nie złota:P  


47. Zosia-Samosia.

Liczę przede wszystkim na siebie. Nie lubię obciążać innych swoimi problemami i lubię radzić sobie sama. Niektórzy czują się nieswojo nawet gdy idą sami na zakupy. Ja nie mam tego problemu. Przeciwnie - lubię chodzić sama na zakupy. Zwłaszcza, że niektórzy są mega niezdecydowani i szlag mnie trafia gdy ktoś zastanawia się godzinę nad jedną bluzką:D Ale oczywiście nie wszystko zrobię sama. Pewne rzeczy trzeba pozostawić innym:D

48. Jestem impulsywna i szybko podejmuję decyzje.

W gorącej wodzie kąpana! Często jest tak, że wymyślę coś nagle i od razu przechodzę do realizacji. 

49. Bardzo się zmieniłam w ciągu ostatnich kilku lat.

Polubiłam wiele rzeczy, których wcześniej nie lubiłam. Zmieniłam podejście do wielu kwestii. Nigdy nie mów nigdy... 

50. Diagnozuję się u Dr Google.

Potem mam raka i guza mózgu...  


51. Wzruszam się podczas "Na dobre i na złe".

Twórców serialu coraz częściej ponosi wyobraźnia, a podejście serialowych lekarzy do pacjentów ma niewiele wspólnego z realiami w polskich szpitalach... A jednak lubię ten serial:D

52. Moją ulubioną postacią jest prof. Falkowicz.

Falko wymiata!:D

53. Jestem luzakiem, a jednak często piszę czarne scenariusze...

Z jednej strony jestem wesołym człowiekiem, z drugiej wszystkim się przejmuję, ciągle analizuję i nawet drobnostka potrafi mnie zestresować;)

54. Jestem zdruzgotana, że tak wiele osób słucha Disco Polo.

Totalnie tego nie ogarniam. Jak można tego słuchać? To straszne. 

55. Kłamię niezwykle rzadko.

Kłamstwo jest przereklamowane. Wolę wystrzelić najgorszą prawdę niż najsłodsze kłamstwo. Czasem wprowadzam tym kogoś w zakłopotanie;) 
 

56. Mam świetną pamięć.

Często do mało istotnych szczegółów:D  

57. Kocham zwierzęta.

Mam psa i papugę, ale chciałabym jeszcze królika i kaczkę. Choć dwa ostatnie to raczej słaby pomysł:D O moich zwierzętach zawsze mówię, że przygarnęłam je po to żeby je męczyć. Męczenie oznacza głaskanie:P  Tak więc pies dość często słyszy - chodź, pani Cię pomaca:P 

58. Nie piję kawy.

Większość ludzi zaczyna dzień od kawy. Ale nie ja... Kawa mnie usypia, pozbawia energii i dobrego humoru. A na domiar złego potrafi wywołać u mnie rewolucje jelitowe. Kawę piję więc może 2 x do roku. Smak lubię, ale działanie mi nie służy. Najczęściej piję herbatę;) Dużo herbaty. 

59. Kręci mnie ryzyko. 

Zdarzało mi się zrobić coś wyłącznie dla chwili adrenaliny.


60. Nie znalazłam jeszcze swego miejsca w życiu.

Miało być nieistotne, ale jak to napiszę to może doznam jakiegoś nagłego olśnienia?;) Ostatnio np. narzekanie na blogu przyniosło pierwsze efekty już dzień później;) Mam poczucie, że moje miejsce jest gdzie indziej. Tylko gdzie?


Ok, jak na kogoś kto nie lubi opowiadać o sobie to trochę popłynęłam:P Nie da się ukryć, że jestem raczej skomplikowana i specyficzna:D Będą jeszcze fakty innego typu, ale to już w osobnym wpisie. Może uda się krócej;) 

I jak sądzicie? Bardzo jestem stuknięta?;) Pogotowie psychiatryczne już jedzie:D

Ps. zdjęcia są od czapki;) 
Czytaj dalej »

piątek, 9 lutego 2018

Dr Irena Eris Body Art, krem do rąk oraz mleczko do ciała!

Cześć Dziewczyny!
Kosmetyki Dr Irena Eris od lat cieszą się moim uznaniem. Lubię nie tylko ich kolorówkę, ale także pielęgnację:) Jedną z moich ulubionych serii jest Body Art. Po raz pierwszy zetknęłam się z nią parę lat temu, jeszcze przed zmianą oprawy wizualnej, a następnie rok temu już w odmiennej szacie graficznej. Bardzo przypadł mi wtedy do gustu balsam do biustu i zapragnęłam więcej. Jako stała klientka miałam okazję wymienić swoje punkty w Holistic Club i w ubiegłym roku postanowiłam przeznaczyć je właśnie na kolejne produkty Body Art:) Zdecydowałam się wtedy na krem do rąk i mleczko do ciała. Znów są to produkty, które zużyłam już dawno, ale dobrze je wspominam, więc nie chciałam ich pomijać:) Choć przyznaję, że ledwo znalazłam zdjęcia. Były w folderze z października;)

zdjęcie przedstawiające kosmetyki Dr Irena Eris Body Art

Dr Irena Eris Body Art Milk Euphoria Lekkie mleczko nawilżająco-odżywcze do ciała


zdjęcie przedstawiające Dr Irena Eris Body Art Lekkie mleczko nawilżająco-odżywcze do ciała

Mleczko do ciała dr Irena Eris Body Art otrzymujemy w wygodnej 400ml butelce z pompką, która w moim przypadku działała bez zarzutów przez cały okres użytkowania. Dr Irena Eris Body Art Lekkie mleczko nawilżająco-odżywcze do ciała posiada jasną barwę oraz lekką konsystencję, która jednocześnie nie jest wodnista, więc łatwo się rozprowadza. Jest to lekki produkt idealny do częstego stosowania. Szybko się wchłania, więc można go używać nawet rano. Zapach, jak to bywa w przypadku linii Body Art Jest cudny. Kremowy, kobiecy, subtelny i elegancki. A przynajmniej ja go tak odbieram:) Myślę, że nie powinien nikomu dokuczać;) Jeśli chodzi o działanie to w przypadku kosmetyków perfumeryjnych zawsze mówię, że jest to przede wszystkim pielęgnacja zmysłów:) Warto sięgnąć po ten balsam gdy zależy nam na przyjemnej formule, szybkim wchłanianiu i kojącym zmysły zapachu:) Nawilżenie jakie zapewnia to mleczko jest dobre, ale nie tak silne i długotrwałe jak w przypadku kosmetyków marek aptecznych przeznaczonych do skóry suchej, wrażliwej czy nawet atopowej. Dla mnie to oczywiste, ponieważ takie produkty są skierowane do innej grupy docelowej, ale wiem, że niektórzy niekoniecznie to rozumieją, więc wolałam o tym wspomnieć:) Sama pewnie jeszcze kiedyś do niego wrócę. Mały minus za to, że mleczko nie posiada kartonowego opakowania, więc co za tym idzie, nie znajdziemy w nim punktów do Holistic Club.

Dr Irena Eris Body Art Silky Hands Regenerujący krem do rąk rozjaśniający przebarwienia SPF20


zdjęcie przedstawiające Dr Irena Eris Body Art Regenerujący krem do rąk rozjaśniający przebarwienia

Dr Irena Eris Body Art Regenerujący krem do rąk rozjaśniający przebarwienia, w przeciwieństwie do mleczka otrzymujemy w kartonowym opakowaniu wraz z punktami klubowymi;) Wewnątrz znajdziemy zgrabną tubkę o pojemności 75ml. Jedynym minusem jest to, że zakrętka jest odkręcana. Krem posiada przyjemną konsystencję i bardzo lubiany przeze mnie zapach, który nie odbiega od pozostałych produktów z tej linii. Kosmetyk ma za zadanie nie tylko regenerować i nawilżać skórę dłoni, ale także chronić przed promieniowaniem oraz rozjaśniać przebarwienia. Przebarwień właściwie nie posiadam, a jeśli chodzi o właściwości nawilżające to byłam zadowolona. Wprawdzie nie lubię stosować kremu do rąk w ciągu dnia, ale tutaj ze względu na filtr oraz piękny zapach, starałam się to robić umilając sobie czas;) Zwłaszcza, że zapach dość ładnie się utrzymywał, a jednocześnie nie był zbyt mocny.


Znacie kosmetyki Dr Irena Eris Body Art? Co o nich sądzicie?
Czytaj dalej »

środa, 7 lutego 2018

Bielenda Vegan Friendly peeling do ciała arbuz!

Cześć Dziewczyny!
Całkiem niedawno była recenzja peelingu o zniewalającym zapachu śliwki, ale prawda jest taka, że na długo przed nim zużyłam jeszcze chociażby peeling arbuzowy Bielendy;) Miało to miejsce bodajże w listopadzie, ale jak wiecie nie jestem w stanie opisać wszystkiego na bieżąco;) Myślę jednak, że nie ma to wielkiego znaczenia. Opinia jest opinią i tyle:) 

Bielenda Vegan Friendly peeling do ciała arbuz


zdjęcie przedstawiające peeling do ciała arbuz Bielenda Vegan Friendly

Bielenda jest jedną z najprężniej rozwijających się polskich marek drogeryjnych. Mam wrażenie, że naprawdę uważnie śledzi trendy i bardzo szybko je materializuje, odpowiadając na rosnące potrzeby klientów. Myślę, że wśród tych produktów już niemal każdy znajdzie coś dla siebie. Bardzo fajną serią do pielęgnacji ciała jest Vegan Friendly. Miałam już kiedyś do czynienia z masłami, więc od razu zainteresowały mnie peelingi:) W ofercie jest pomarańcza oraz arbuz. Jestem fanką arbuzowych aromatów, więc Bielenda Vegan Friendly peeling do ciała arbuz okazał się być dla mnie tą najbardziej kuszącą opcją i przygarnęłam go jeszcze w ubiegłe lato;) Rzadko sięgam po peelingi marek drogeryjnych, gdyż te typowo eko najczęściej mają nad nimi przewagę. Ale tak jak wspomniałam, z serią Vegan Friendly miałam już wcześniej pozytywne doświadczenia, więc bez wahania postanowiłam wypróbować;)
zdjęcie przedstawiające arbuzowy peeling do ciała Bielenda Vegan Friendly

Arbuzowy peeling Bielenda Vegan Friendly podany został w tubce o pojemności 200g. Jest ona wygodna, choć pod koniec użytkowania nieco trudno wycisnąć zawartość. Na zużycie mamy pół roku od otwarcia, ale przy regularnym stosowaniu peeling wystarcza na jakieś 3 tygodnie. Jak pewnie się domyślacie, szata graficzna bardzo mi się podoba. Jest apetyczna i radosna. Zachęca do użycia;) W każdym razie ja lubię się otaczać kolorowymi opakowaniami;) Peeling posiada czerwoną barwę i ciemne drobinki (zmielone pestki kokosa), więc rzeczywiście mocno kojarzy się z arbuzem;) Choć akurat czerwony kolor peelingu niekoniecznie przywodzi mi na myśl naturę;) Konsystencja peelingu jest żelowa, ale mimo tego produkt złuszcza skutecznie pozostawiając skórę miękką i gładką. Nie pozostawia jednak po sobie tłustej warstwy, więc szczególnie spodoba się tym, którzy nie lubią mocno odżywczych peelingów. Jeśli chodzi o mnie to lubię zarówno te natłuszczające jak i lekkie, ponieważ i tak prawie zawsze po peelingowaniu używam balsamu. Najbardziej jednak pewnie interesuje Was zapach? Marka określa go jako egzotyczny i wakacyjny. Według mnie jest przyjemny i delikatny. Całkiem nieźle odzwierciedla zapach arbuza, który jest przecież subtelny:) Z całą pewnością nie umywa się do zapachu śliwkowego peelingu z Ministerstwa Dobrego Mydła, ale prawdę mówiąc tamtego już raczej nic nie przebije;) Zresztą chyba bez sensu porównywać śliwkę do arbuza. Wszak arbuz jest arbuzem i ten z Bielendy ma się całkiem dobrze:) Warto spróbować, na dodatek jego cena jest bardzo przystępna.


Znacie serię Vegan Friendly z Bielendy? Jak oceniacie te peelingi?
Czytaj dalej »

niedziela, 4 lutego 2018

L’Oreal Paris Paradise Extatic tusz do rzęs!

Cześć Dziewczyny!
Odnoszę wrażenie, że każda kolejna premiera nowego tuszu marki L’Oreal Paris spotyka się dużym zainteresowaniem kobiet. Trudno się dziwić, ponieważ większość z tych produktów kusi coraz to nowszymi patentami mającymi pomóc pokreślić nasze rzęsy;) Sama również nie mogłam przejść obojętnie obok tuszu L’Oreal Paris Paradise Extatic;) Czy Wy również odnosicie wrażenie, że te nazwy coraz częściej budzą nie do końca makijażowe skojarzenia i taką wręcz nieproporcjonalną ekscytację?;) Ja czasami czytając nazwy i opisy produktów zastanawiam się czy to aby na pewno chodzi tylko o kosmetyk:) Ale nie ważne. Lubię te radosne obietnice producentów;) 

zdjęcie przedstawiające tusz do rzęs L’Oreal Paris Paradise Extatic

L’Oreal Paradise Extatic



Tusz do rzęs L’Oreal Paris Paradise Extatic ma za zadanie rzęsy wydłużyć oraz dodać im większej objętości. 
Produkt otrzymujemy w kartonowym opakowaniu, co jest niezbyt częste w przypadku tuszów marek drogeryjnych. Oceniam to jednak bardzo na plus, gdyż odpowiednie zabezpieczenie daje większą pewność, że otrzymujemy w pełni świeży, przez nikogo nie otwierany produkt. Przyznam, że nie wiedziałam czy ta recenzja w ogóle powstanie, ale na wszelki wypadek zachowałam kartonik i oto jest;) Ostatnio coraz częściej robię zdjęcia produktom, które już całkiem długo sobie poużywałam, a ten mam w użyciu od dłuższego czasu. Opakowanie samego tuszu jest nietypowe jak na markę L’Oreal. Rzekłabym, że wizualnie zupełnie inne niż pozostałe tusze. Wyczytałam na Facebooku, że wielu klientkom ta szata graficzna nie do końca przypadła do gustu i może coś w tym jest. Choć z drugiej strony uważam, że brzydkie nie jest;) 
zdjęcie przedstawiające szczoteczkę tuszu do rzęs L’Oreal Paris Paradise Extatic
Tusz Paradise Extatic wyposażony został w klasyczną szczoteczkę o dość zwyczajnym kształcie. Jak wiecie wolę te bardziej fikuśne, wygięte, ale ciekawość zwyciężyła. 
zdjęcie przedstawiające efekt po użyciu tuszu do rzęs L’Oreal Paris Paradise Extatic
Aplikacja tuszu nie sprawia problemów, a konsystencja jest pośrednia, więc tak naprawdę produkt od razu nadawał się do użycia. Zresztą ja nie mam w zwyczaju czekać aż tusz podeschnie, tak jak robią to niektóre kobiety;) Ma działać tu i teraz;) Przyznam, że tusz już po pierwszym użyciu przypadł mi do gustu i tak też pozostało. Moje rzęsy przede wszystkim wydłuża, zaznacza ich linię (wygląda jakbym namalowała kreskę na górnej powiece mimo, że zrobiłam to tylko na dolnej), a także pogrubia. Oczywiście niektórym zawsze może się wydawać, że pogrubienie nie jest wystarczające, ale zaznaczam, że moje rzęsy są naprawdę cieniuteńkie i ten efekt pogrubienia jest tutaj duży w porównaniu do gołych rzęs;) Tradycyjnie dodam też, że nie jestem mistrzem w uwiecznianiu efektów malowania rzęs, a to zdjęcie zostało zrobione po 3 miesięcznym użytkowaniu kosmetyku. W dodatku wcale nie z myślą o recenzji tuszu, tylko pomadki;) Najzabawniejsze jest to, że był to taki mój makijaż na szybko do lekarza, więc zdjęcie zrobiłam spontanicznie. Tak naprawdę mach, mach i już;) Ja zresztą nigdy nie tuszuję rzęs z należytą precyzją i np. prawie nigdy nie maluję tych w kącikach oczu;) Warto też dodać, że obecnie nie używam odżywek, więc nastało pewne zubożenie w kwestii moich rzęs;) Tak czy inaczej jestem z niego zadowolona. Ma dobrą cenę, jest wydajny i nie sprawia żadnych problemów;)  


Znacie tusz L’Oreal Paradise Extatic? Jaki tusz był Waszym ulubionym w ubiegłym roku?
Czytaj dalej »

czwartek, 1 lutego 2018

32 styczniowe nowości!

Styczeń upłynął mi niesamowicie szybko! Nowy Rok, a ja idąc za przykładem z grudnia znowu nic nie kupiłam;) Chyba już czas żeby wystawić mi pomnik albo przyznać jakiś order:P Żadne nagłe pragnienia nie zawładnęły moim umysłem i nie potrząsnęły za kieszeń, ale pokażę Wam jakie nowości trafiły do mnie ze świata;) Poza tym miesiąc upłynął m.in. pod znakiem diagnozowania, z którego wyszłam prawie obronną ręką bo nic niepokojącego u mnie nie wynaleźli. No może z wyjątkiem lekkiego niedoboru żelaza, który wielce mnie zaskoczył i spowodował reakcję pt: ale jak to? Nawet lekarz nie dowierzał, ale powtórne badanie wykazało, że rzeczywiście jest coś na rzeczy:/ Mam jednak nadzieję, że to chwilowe i w miarę szybko to sobie wyprowadzę. Może doradzicie co jeść etc, ale z takich rzeczy żeby były znośne? Wątróbka zdecydowanie odpada:P Dalej kontynuuję też swoją wizję oczyszczania przestrzeni i tak oto kilka dni temu z 3 segregatorów zrobiłam 1;) Szczyt minimalizmu! Jest też grupa osób, które mam ochotę hmm... kopnąć, ale trochę nie mam manewru:D Może jak to napiszę to będzie mi lżej i sprawy w końcu ruszą z kopyta niczym samospełniająca się przepowiednia:) Cierpliwość nie jest niestety moją mocną stroną;) Pewnie zauważyliście też, że począwszy od grudnia w końcu wdrożyłam od dawna zapowiadane zmniejszenie liczby publikacji. Posty pojawiają się teraz co 3-ci dzień plus drobne "przecinki";) Nie wiem jednak jak długo tak pociągnę bo kocham pisać i... jest mi z tym dziwnie;) Zwłaszcza, że mam tyle pobocznych tematów, które od dawna czekają na wypłynięcie;) W dodatku w lutym puszczę trochę recenzji produktów, które zużyłam w pażdzierniku i listopadzie więc wiecie - level hard! Moją jedyną bolączką są zdjęcia bo te mam wrażenie, że zawsze idą mi jak krew z nosa i oczywiście cykliczne problemy techniczne z platformą blogową, na które nie mam wpływu. Cieszę się jednak, że styczeń minął bo już tylko luty, marzec i będzie wiosna! Po tym przydługim wstępie możemy już przejść do szybkiej i bezbolesnej prezentacji nowości:)

zdjęcie przedstawiające karnawałową kolekcję Manirouge

Jak wiecie bardzo polubiłam naklejki termiczne Manirouge i tym razem wybrałam dla siebie 3 wzory, które prezentowałam już na blogu – KLIK. Myślę, że tym razem całkiem ładnie mi wyszły zdjęcia paznokci;) No i nie ukrywam - kocham te naklejki:)
zdjęcie przedstawiające Nowości Lily Lolo i Nourish

Bardzo lubię też markę Nourish i tym razem trafił do mnie krem oraz serum z serii rozświetlającej, a także paletka cieni do powiek Pure Indulgence z Lily Lolo. Na pewno pojawią się w osobnych wpisach;)
zdjęcie przedstawiające kosmetyki Dermedic Linum Emolient
Skóra mojego ciała należy do tych suchych i wymagających regularnego używania produktów nawilżających oraz odżywczych. Tym razem dbają o nią kosmetyki Dermedic z serii Linum Emolientlotion do ciała, krem do rąk, a także preparat do ciała intensywnie natłuszczający. Mogę zdradzić, że to naprawdę porządne produkty dla wymagającej skóry. Jako rasowy wklepywacz już dogłębnie się z nimi zapoznałam - czyt. na długo już nie starczą;) 
zdjęcie przedstawiające Nivea krem do rąk kwiat wiśni i olejek jojoba

Marka Nivea tym razem wypuściła nowość pt. krem do rąk kwiat wiśni i olejek jojoba. Jest to tzw. olejek w kremie. Posiada leciutką konsystencję i przyjemny lecz jak dla mnie zbyt intensywny zapach, więc podarowałam go już dawno siostrze, która w przeciwieństwie do mnie często sięga po kremy do rąk w ciągu dnia, a zapachy rzadko kiedy jej przeszkadzają;) Zabrała go do pracy i z tego co słyszałam to używa z przyjemnością. Mogę jednak powiedzieć, że bardzo podobają mi się opakowania tych kremów. Swoją drogą to zdjęcie robiłam o 2 nad ranem, dzień po tym jak do mnie trafił;)
zdjęcie przedstawiające nowości marki Oriflame

Nie wiem czy o tym wspominałam, ale począwszy od gimnazjum aż po kawałek studiów byłam entuzjastką m.in. marek katalogowych (tak, popęd do kosmetyków miałam już od wczesnej młodości;)). Najpierw kupowałam Avon, potem przerzuciłam się na Oriflame. Miałam nawet mały epizod bycia konsultantką, ale kariery w tym biznesie nie zrobiłam, gdyż najwięcej kupowałam dla siebie;) Potem kosmetyki katalogowe mimowolnie odeszły w niepamięć i sięgałam już tylko po jeden produkt, któremu byłam wierna przez wiele lat, a był to korektor Oriflame z olejkiem z drzewa herbacianego. Po paru latach, w ciągu których nie miałam w ręku nawet katalogu, będę miała okazję sprawdzić czy marka Oriflame nadąża za aktualnymi trendami;) W styczniu trafiło do mnie kilka produktów – szminka oraz tusz do rzęs z linii Giordani Gold, olejek do włosów Eleo, woda perfumowana Possess The Secret oraz Intensywnie regenerująca maseczka na noc z serii NovAge.  Dobór produktów okazał się być zaskakująco przemyślany. Serię Giordani Gold kiedyś lubiłam. Focus na szminkę można zobaczyć na moim Instagramie. Postaram się jeszcze pokazać na ustach jeśli tylko łaska światła na mnie spadnie (wiecie jak jest, mam już dosyć tej szarówki;)). 
zdjęcie przedstawiające nowy olejek Nuxe Huile Prodigieuse Rich
Zawitała też do mnie noworoczna niespodzianka NUXE, zawierająca nowy olejek Huile Prodigieuse Rich, który posiada zwiększone stężenie olejków roślinnych, Odżywczy peeling do ciała Reve de Miel i maseczkę bankietową Nuxuriance Ultra Roll-On. Był też miły dodatek od Minty dot w postaci bransoletki z kolekcji Buckler. Ze wszystkimi miałam już okazję się zapoznać i na pewno zrobię porównanie olejków Nuxe, a także przybliżę pozostałe produkty bo akurat wpisały się w moje potrzeby;) Nie da się ukryć, że kocham maseczki i peelingi, a  te występują w ciekawych formach np. konsystencja peelingu rzeczywiście przypomina miód;)
zdjęcie przedstawiające kolekcję Bell Girl, City&Love
Trafiła też do mnie najnowsza kolekcja Bell Girl, City&Love zawierająca serduszkowych 6 szminek My Sweet Lipstick, które prezentują się naprawdę uroczo i jeszcze nie miałam serca żeby się nimi pomalować, ale lada chwila to uczynię:)
Są też dwie paletki do konturowania My Lovely Set z ładnymi tłoczeniami, a także lakiery do paznokci3 He Colour Nail Enamel i 3 She Shine Nail Enamel.

zdjęcie przedstawiające lakiery do paznokci Bell Girl, City&Love
Lakierów tradycyjnych od dawna już nie używam, ale przyznaję, że te brokatowe wpadają w oko. Wydaje mi się, że pod względem wizualnym to jedna z najbardziej udanych kolekcji Bell ostatnich miesięcy:) Na pewno sprawdzę jak się spisują. Kolekcja Bell Girl, City&Love jest już dostępna w sprzedaży.

I to już wszystkie styczniowe nowości. A jak tam u Was? Zrobił sobie ktoś zakupowy detoks? Dobrze wkroczyliście w Nowy Rok?:) 

Ps. jeśli nie wyświetlają Wam się moje wpisy, dodajcie mnie proszę jeszcze raz do obserwatorów.

Zobacz też: Maska pod oczy!
Czytaj dalej »