Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L'Oreal Paris. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą L'Oreal Paris. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 maja 2018

L’Oreal Color Riche Shine 905 Bae – biała pomadka z efektem holo!

Jak już pewnie wiecie ze wpisu o ładnych kosmetykach, pomadka L’Oreal Color Riche Shine 905 Bae skusiła mnie przede wszystkim ze względu na przyjemne dla oka opakowanie oraz nietypowy efekt. Bowiem białe pomadki z efektem holo nie są aż tak powszechne jak tradycyjne:) Czy warto zainwestować w pomadkę w odcieniu Bae?

zdjęcie przedstawiające pomadkę L’Oreal Color Riche Shine 905 Bae


L’Oreal Color Riche Shine 905 Bae


zdjęcie przedstawiające pomadkę L’Oreal Color Riche Shine 905 Bae

W gamie szminek L’Oreal Color Riche Shine znajdziemy formuły odżywcze, o kremowej konsystencji zapewniające nawilżenie i blask.
zdjęcie przedstawiające pomadkę L’Oreal Color Riche Shine 905 Bae

Pomadka L’Oreal zamknięta została w opakowaniu przypominającym kryształki albo kostki lodu. Jest ono przezroczyste i dodatkowo przyozdobione złotym elementem. Opakowanie zostało wykonane z plastiku, ale jest dość porządne i prezentuje się naprawdę przyjemnie, więc nie będzie wstyd wyjąć ją z torebki w miejscu publicznym;)
zdjęcie przedstawiające pomadkę L’Oreal Color Riche Shine 905 Bae

Szminka posiada białą barwę z mnóstwem różowych drobinek, choć dostrzegam w niej również subtelniejsze drobinki w odcieniu złota. 
Sztyft jest ścięty i dość miękki, a jego formuła kremowa i bardzo komfortowa. Bardzo przyjemnie się rozprowadza, choć oczywiście drobinki są nieco wyczuwalne na ustach;)
zdjęcie przedstawiające swatch pomadki L’Oreal Color Riche Shine 905 Bae
Pomadka posiada również delikatny zapach. Mnie on się kojarzy z owocami leśnymi. Być może to jeżyny;) Jest on wyczuwalny, ale nie drażni nosa.  Cóż ciekawego może być w białej pomadce? Wygląda przecież tak niepozornie i niewinnie jak klasyczny, bezbarwny balsam do ust;) Pomadka w odcieniu Bae pięknie odbija światło, a różowe drobinki ładnie podbijają kolor ust nadając im świeżości i takiego dziewczęcego blasku. Jednocześnie uzyskujemy modny w ostatnim czasie efekt holo;) 
Dzięki niej usta wyglądają jak pokryte rozświetlającym błyszczykiem, ale z uwagi na to, że jest to pomadka nie musimy obawiać się uczucia lepkości. Przeciwnie – dzięki kremowej konsystencji nosi się ją bardzo komfortowo, a usta są dodatkowo lekko nawilżone:) Pomadkę w odcieniu nr 905 Bae możemy stosować na wiele sposobów – solo, na balsam do ust, na matową pomadkę, na szminkę i jak tylko sobie zamarzymy;) Efekt możemy budować od subtelnego rozświetlenia po nieco mocniejsze zaróżowienie;) To wyjątkowy i warty uwagi produkt!


Co sądzicie o białych pomadkach? Znacie L’Oreal Color Riche Shine w odcieniu Bae?

Czytaj dalej »

niedziela, 4 lutego 2018

L’Oreal Paris Paradise Extatic tusz do rzęs!

Cześć Dziewczyny!
Odnoszę wrażenie, że każda kolejna premiera nowego tuszu marki L’Oreal Paris spotyka się dużym zainteresowaniem kobiet. Trudno się dziwić, ponieważ większość z tych produktów kusi coraz to nowszymi patentami mającymi pomóc pokreślić nasze rzęsy;) Sama również nie mogłam przejść obojętnie obok tuszu L’Oreal Paris Paradise Extatic;) Czy Wy również odnosicie wrażenie, że te nazwy coraz częściej budzą nie do końca makijażowe skojarzenia i taką wręcz nieproporcjonalną ekscytację?;) Ja czasami czytając nazwy i opisy produktów zastanawiam się czy to aby na pewno chodzi tylko o kosmetyk:) Ale nie ważne. Lubię te radosne obietnice producentów;) 

zdjęcie przedstawiające tusz do rzęs L’Oreal Paris Paradise Extatic

L’Oreal Paradise Extatic



Tusz do rzęs L’Oreal Paris Paradise Extatic ma za zadanie rzęsy wydłużyć oraz dodać im większej objętości. 
Produkt otrzymujemy w kartonowym opakowaniu, co jest niezbyt częste w przypadku tuszów marek drogeryjnych. Oceniam to jednak bardzo na plus, gdyż odpowiednie zabezpieczenie daje większą pewność, że otrzymujemy w pełni świeży, przez nikogo nie otwierany produkt. Przyznam, że nie wiedziałam czy ta recenzja w ogóle powstanie, ale na wszelki wypadek zachowałam kartonik i oto jest;) Ostatnio coraz częściej robię zdjęcia produktom, które już całkiem długo sobie poużywałam, a ten mam w użyciu od dłuższego czasu. Opakowanie samego tuszu jest nietypowe jak na markę L’Oreal. Rzekłabym, że wizualnie zupełnie inne niż pozostałe tusze. Wyczytałam na Facebooku, że wielu klientkom ta szata graficzna nie do końca przypadła do gustu i może coś w tym jest. Choć z drugiej strony uważam, że brzydkie nie jest;) 
zdjęcie przedstawiające szczoteczkę tuszu do rzęs L’Oreal Paris Paradise Extatic
Tusz Paradise Extatic wyposażony został w klasyczną szczoteczkę o dość zwyczajnym kształcie. Jak wiecie wolę te bardziej fikuśne, wygięte, ale ciekawość zwyciężyła. 
zdjęcie przedstawiające efekt po użyciu tuszu do rzęs L’Oreal Paris Paradise Extatic
Aplikacja tuszu nie sprawia problemów, a konsystencja jest pośrednia, więc tak naprawdę produkt od razu nadawał się do użycia. Zresztą ja nie mam w zwyczaju czekać aż tusz podeschnie, tak jak robią to niektóre kobiety;) Ma działać tu i teraz;) Przyznam, że tusz już po pierwszym użyciu przypadł mi do gustu i tak też pozostało. Moje rzęsy przede wszystkim wydłuża, zaznacza ich linię (wygląda jakbym namalowała kreskę na górnej powiece mimo, że zrobiłam to tylko na dolnej), a także pogrubia. Oczywiście niektórym zawsze może się wydawać, że pogrubienie nie jest wystarczające, ale zaznaczam, że moje rzęsy są naprawdę cieniuteńkie i ten efekt pogrubienia jest tutaj duży w porównaniu do gołych rzęs;) Tradycyjnie dodam też, że nie jestem mistrzem w uwiecznianiu efektów malowania rzęs, a to zdjęcie zostało zrobione po 3 miesięcznym użytkowaniu kosmetyku. W dodatku wcale nie z myślą o recenzji tuszu, tylko pomadki;) Najzabawniejsze jest to, że był to taki mój makijaż na szybko do lekarza, więc zdjęcie zrobiłam spontanicznie. Tak naprawdę mach, mach i już;) Ja zresztą nigdy nie tuszuję rzęs z należytą precyzją i np. prawie nigdy nie maluję tych w kącikach oczu;) Warto też dodać, że obecnie nie używam odżywek, więc nastało pewne zubożenie w kwestii moich rzęs;) Tak czy inaczej jestem z niego zadowolona. Ma dobrą cenę, jest wydajny i nie sprawia żadnych problemów;)  


Znacie tusz L’Oreal Paradise Extatic? Jaki tusz był Waszym ulubionym w ubiegłym roku?
Czytaj dalej »

piątek, 29 grudnia 2017

Kosmetyczni ulubieńcy i odkrycia 2017 roku – makijaż i paznokcie!

Cześć Dziewczyny!
Święta, święta i po świętach! Nie wiem jak Wy, ale ja ogromnie się cieszę, że już po!:) W tym roku ten świąteczny czas wyjątkowo, wręcz nieprzeciętnie mnie rozleniwił. Do tego stopnia, że przez 3 dni nie włączałam komputera i nie wiedziałam czy w końcu zmobilizuję się do powstania tego wpisu. A jeśli ja (JA!) nie wiedziałam czy przygotuję wpis to zapewniam Was, że było ciężko! Wszak znana jestem z tego, że choćby się waliło i paliło to nie ma opcji żeby nie powstał nowy materiał na bloga;) Dlatego nie ma to jak zwyczajny, przyzwoity dzień powszedni… A wraz z nim całkiem odświętny wpis, na który przyszło czekać cały rok! Kosmetyczni ulubieńcy i odkrycia 2017 roku w dziedzinie makijażu i paznokci! W całej „karierze” tego bloga napisałam już parę tego typu podsumowań, ale tym razem dokonałam bardzo ścisłej selekcji i w ramach ulubieńców oraz odkryć roku pojawiło się jedynie 9 produktów!

zdjęcie przedstawiające kosmetycznych ulubieńców 2017 roku

Kosmetyczne odkrycie 2017 roku – naklejki termiczne na paznokcie Manirouge!

zdjęcie przedstawiające kosmetyczne odkrycie 2017 roku, czyli naklejki termiczne Manirouge

Z satysfakcją mogę stwierdzić, że w tej kategorii nie miałam nawet najmniejszego problemu z wyborem:) A dodatkowo jestem dumna, że Manirouge to nasza polska marka! Mam nadzieję, że w 2018 roku będzie się prężnie rozwijać i jeszcze nie raz zaskoczy fantazyjnym wzornictwem oraz nietypowymi rozwiązaniami na miarę naszych czasów. Czasów postępu, ale i… permanentnego pośpiechu bo Manirouge jest idealnym rozwiązaniem dla kobiet, którym marzy się oryginalny manicure, ale nie mają wystarczającej ilości czasu lub zdolności żeby namalować misterne wzory! Rok temu zachwyciłam się tym, że mogę we własnym domowym zaciszu stworzyć manicure hybrydowy i nadal cieszę się z tej możliwości. Jednak w tym roku to Manirouge sprawiło mi dużo więcej radości. Zwłaszcza, że usunięcie ozdób termicznych nie wymaga użycia acetonu:) Zresztą Manirouge jest tworem na tyle elastycznym i nowoczesnym, że można je połączyć z manicure hybrydowym. A tradycyjne lakiery? To już dla mnie prehistoria. O tym co to jest Manirouge, jak nakładać i usuwać przeczytacie TUTAJ. Natomiast prezentację paru wzorów z kolekcji świąteczno-zimowej, która aktualnie jest w promocji znajdziecie TUTAJ. Dla mnie wielki hit, po który sięgam z przyjemnością!

Kosmetyczni ulubieńcy 2017 roku - makijaż twarzy


zdjęcie ukazujące kosmetycznych ulubieńców 2017 roku z makijażu twarzy

Z produktów do makijażu twarzy wybrałam tylko 2 kosmetyki! Nie lubię tradycyjnych płynnych podkładów, więc na próżno ich szukać wśród moich ulubieńców;) W tym roku nadal byłam wierna formułom sypkim, czyli minerałom, a także podkładowi w pudrze z Givenchy. Dlatego na tym polu nie ma nic nowego:) Po prostu byłam wierna temu co poznałam wcześniej:) Lubię jednak dobre wykończenie makijażu, a także róże, bronzery i rozświetlacze. Dlatego postanowiłam wybrać coś z tej kategorii i tutaj trafiłam na sporo godnych produktów:) Wśród pudrów wykończeniowych zwyciężył matujący ryżowy puder prasowany marki Ecocera, do którego podchodziłam sceptycznie, ponieważ jego cena jest strasznie niska, a opakowanie delikatnie mówiąc mało wyrafinowane. Okazało się jednak, że jego wnętrze jest naprawdę bogate, a dzięki temu, że jest prasowany, zajmuje mniej miejsca i sprawia, że mogę go użyć naprawdę szybko:) Pachnie delikatnie, dobrze matuje i wygładza skórę. Drugi produkt dla odmiany kosztował miliony monet, ale nie żałuję, ponieważ nie dość, że jest bardzo wydajny to jeszcze wielofunkcyjny. Służy mi jako róż, bronzer, a nawet delikatny rozświetlacz. Dodatkowo jego opakowanie cieszy oko. Taki właśnie jest Sisley L’Orchidee! 


Kosmetyczni ulubieńcy 2017 roku - makijaż oczu


zdjęcie ukazujące kosmetycznych ulubieńców 2017 roku z makijażu oczu

W przypadku makijażu oczu i okolic, stawiam na proste i trwałe rozwiązania. W kwestii brwi taki efekt zapewnia mi zestaw do brwi Lily Lolo Eyebrow Duo Dark! Dzięki niemu mogę w szybki sposób podrasować swoje marne z natury brwi bez krzty przerysowania, a makijaż utrzymuje się bez skazy aż do momentu jego usunięcia. Przechodząc już do oczu, nie ma makijażu bez tuszu. W tej dziedzinie najlepiej sprawdziła się u mnie jedna z nowości L’Oreal, czyli Paradiste Extatic. Wolałabym może nieco bardziej finezyjną szczoteczkę, ale z efektów jestem naprawdę zadowolona. Dla mnie to najlepszy tusz tego roku. Fajnie nadać swoim powiekom nieco koloru, a żeby odcień był trwały i głęboki, warto użyć dobrej bazy. I tutaj mamy mały psikus, ponieważ ulubieńcem w tej dziedzinie została baza pod cienie Bell Hypoallergenic, która jakiś czas temu w całkiem niewyjaśnionych okolicznościach zaginęła w akcji;) Miałam jednak w zanadrzu bazę z najnowszej limitki tej samej marki – Bell Glitter Eyeshadow Base, która okazała się inna pod względem technicznym (rzadsza i nieco połyskująca), ale finalnie równie dobra! Z czystym sumieniem mogę polecić obie! No i cienie do powiek. Można mieć niezliczoną ilość paletek cieni do powiek, ale moim absolutnym sztosem okazał się niepozornie wyglądający cień do powiek Nabla w odcieniu Absinthe. Przebija każdą moją paletkę cieni do powiek, a uwierzcie, że nie mam byle jakich:) Czym przebija te wszystkie moje paletki? Ano tym, że jest to cień samowystarczalny. Jeden cień daje taki efekt jakbym nałożyła 3 i muszę powiedzieć, że kiedy mam go na powiekach to wiele osób nie wierzy, że naprawdę użyłam tylko jednego jedynego cienia;) A jednak! Jego mocy niestety nie widać w pełni w recenzji (a jest naprawdę dobrze napigmentowany), ale coś tam widać;) Możliwe, że w przyszłym roku powiększę rodzinę cieni Nabla:) Jeśli każdy jest tak dobry jak odcień Absinthe to naprawdę warto.


Kosmetyczni ulubieńcy 2017 roku - makijaż ust

zdjęcie ukazujące kosmetycznych ulubieńców 2017 roku z makijażu ust

Na koniec makijaż ust. Jak wiadomo nie od dziś, moje usta są skłonne do wysuszenia, więc nie nakładam na nie co popadnie;) Bardzo polubiłam pomadkę Innisfree Glow Tint Lip Balm #Garden Balsam, która jednocześnie nadaje kolor i chroni skórę warg. Bardzo ładnie podbija czerwień ust i wiem, że miałam uzupełnić wpis o zdjęcie na ustach, ale niestety jeszcze tego nie zrobiłam (nadrobię!). Drugim zwycięskim produktem do ust jest Nabla Dreamy Matt Liquid w odcieniu Grand Amore. Nie jest to co prawda pomadka, której używam na co dzień, ale jestem z niej naprawdę bardzo zadowolona. Dobrze się czuję w tym kolorze, ładnie pachnie, nie wysusza i jest trwała!


I to już wszyscy ulubieńcy i odkrycia 2017 roku w dziedzinie makijażu i paznokci. Linki do osobnych recenzji znajdują się w tekście;) Książka, którą widzicie w tle to Face Paint. Historia makijażu. Jest bardzo ładnie wydana i fajnie napisana:)
 

Napiszcie czy znacie któreś z tych kosmetyków? Chętnie się też dowiem co należy do Waszych makijażowo-paznokciowych hitów tego roku. Zdradźcie choć jeden ulubiony produkt! 

Czytaj dalej »

wtorek, 19 września 2017

L’Oreal Czysta Glinka maska detoksykująco – rozświetlająca do twarzy!

Cześć Dziewczyny!
Kilka miesięcy temu marka L’Oreal Paris wypuściła ciekawą serię nowości przeznaczonych do pielęgnacji twarzy. Wśród nich znalazły się między innymi trzy rodzaje masek Czysta Glinka. Ja po przetestowaniu próbek, które zrobiły na mnie dobre pierwsze wrażenie, postanowiłam skusić się na tę najbardziej czarną wersję, czyli detoksykująco – rozświetlającą:) Jeśli jesteście ciekawe czy pozytywne wrażenia trwały dłużej niż tyle co przetestowane próbki to zapraszam na recenzję pełnowymiarowej maski.
Zdjęcie maski detoksykująco - rozświetlającej L'Oreal Czysta Glinka

L’Oreal Czysta Glinka maska detoksykująco – rozświetlająca



Czarna wersja maski zawiera w swoim składzie 3 rodzaje glinek: kaolin, montmorylonit oraz ghassoul. Mają one za zadanie absorbować nadmiar sebum, zredukować niedoskonałości oraz rozświetlić i rozjaśnić skórę. Maska została wzbogacona również o węgiel aby przywrócić skórze blask i oczyścić ją z toksyn.

Maskę otrzymujemy w kartonowym opakowaniu, które z tego co pamiętam było jeszcze dodatkowo zafoliowane. Wewnątrz znajdziemy wygodny choć minimalistyczny słoiczek o standardowej pojemności 50ml, którą wypadałoby zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia. Po otwarciu maski naszym oczom ukazuje się dodatkowa osłonka, więc zawartość jest naprawdę dobrze chroniona. Choć z uwagi na to, że jest to glinka, resztki maski mogą delikatnie zasychać na obrzeżach opakowania. Tak to już jest z glinkami. Według producenta maska wystarcza na 10 zastosowań. W mojej ocenie wydajność jest zależna od ilości jaką nakładamy na twarz, ale z całą pewnością jest to nie mniej niż owe 10 użyć:) U mnie było to bodajże 13 zastosowań. 

Mimo, że jest to maska glinkowa to posiada ona przyjemną niemalże kremową konsystencję, która jest zdecydowanie lżejsza niż tradycyjne glinki w proszku, które trzeba najpierw rozrobić. Posiada ona gładką strukturę bez grudek. To zapewne za sprawą dodatków w składzie, ale jeśli mam być szczera, mnie to zupełnie nie przeszkadza. Wpływa za to na komfort użytkowania:) Nawet zmywanie jest łatwiejsze, ponieważ maska nie zasycha aż tak mocno, dzięki czemu można ją usunąć nawet bez użycia specjalnej gąbeczki. Ja zmywałam, jak to często u mnie bywa – będąc pod prysznicem bo najszybciej;) Zapach również pozytywnie mnie zaskoczył, ponieważ jest po prostu przyjemny. Często glinki pachną błotkiem, a tutaj zapach jest zdecydowanie miły dla nosa:)

Producent zaleca stosować maskę 2-3 razy w tygodniu, pozostawiając na skórze na 5-10 minut. Moja cera jest wrażliwa, więc najczęściej nakładałam na 5 min, co było dla mnie optymalnym czasem. L’Oreal Czysta Glinka maska detoksykująco– rozświetlająca przede wszystkim dobrze oczyszcza skórę absorbując nadmiar sebum, dzięki czemu po użyciu jest ona matowa, lekko rozjaśniona i jednocześnie odświeżona. Maska nie podrażnia skóry, zapewnia nawet delikatne nawilżenie. Przyjemnie wygładza cerę i może być również pomocna w przypadku drobnych stanów zapalnych, ponieważ lekko je wycisza. Muszę przyznać, że ten glinkowy wytwór L’Oreal pozytywnie mnie zaskoczył:) Oczywiście fanki 100% eko mogą mieć na ten temat inne zdanie, ale moje znacie;) Zresztą nie tylko moje, ponieważ maski z tej linii cieszą się dobrą sławą w sieci.


Znacie maski do twarzy L’Oreal z serii Czysta Glinka? Jak się u Was sprawdziły?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 2 stycznia 2017

Kosmetyczni ulubieńcy i odkrycia 2016 roku – makijaż!

Cześć Dziewczyny!

Nadeszła pora na jeden z najważniejszych wpisów w roku, czyli kosmetycznych ulubieńców z całego roku!:) Część z Was zapewne pamięta, że taki wpis pojawił się już u mnie w czerwcu. Dotyczył on jednak pielęgnacji, którą postanowiłam podzielić na dwie części (a ostatecznie nawet trzy gdyż pod drodze pojawili się jeszcze ulubieńcy lata). Ostatnia część pielęgnacyjnych ulubieńców pojawi się już wkrótce, a dziś porozmawiamy o makijażu! Które kosmetyki do makijażu najbardziej przypadły mi do gustu w 2016 roku? Już na wstępie mogę wyznać, że te z Was, które czytają mnie regularnie raczej nie będą zaskoczone produktami ujętymi w zestawieniu:) Wszystko dlatego, że większość z tych produktów miało już na moim blogu opływające w zachwyty „5 minut”, a niekiedy również pojawiały się w ulubieńcach danego miesiąca tudzież na Instagramie;) Drugim powodem jest to, że w przypadku kolorówki jestem bardziej wierna:) Po pierwsze dlatego, że kolorówka na ogół jest niesamowicie wydajna więc jak już trafię na świetne produkty to ich używam i używam. Prędzej mi się znudzą i oddam siostrze albo mamie niż zużyję całkowicie;) Ta wydajność niekiedy mnie wręcz załamuje, ale powiadają, że kolorówki się używa, a nie zużywa więc załóżmy, że niech tak będzie;) Z powodu wysokiej wydajności chętnie inwestuję w kosmetyki do makijażu z wyższej półki. Wprawdzie bardzo lubię różnorodność i używam zarówno kolorówki z półki selektywnej, średniej oraz tej nieco niższej, ale koniec końców w przypadku tego typu produktów najczęściej tymi największymi ulubieńcami zostają kosmetyki z wyższej i średniej półki;)



USTA


Zaczniemy od ust i tutaj najbardziej chce mi się śmiać gdyż wszystkie te trzy produkty chwaliłam już chyba z milion razy;) Ale… w końcu to ulubieńcy roku, więc nie sposób żeby się tu nie pojawiły:) Produktami, które mam caluteńki rok są Dior Lip Maximizer i Givenchy Le Rouge a Porter;) Błyszczyk Dior Lip Maximizer uwielbiam za naturalny efekt, przyjemny zapach i delikatne mrowienie. Co ciekawe jeszcze go nie zużyłam, ale to tylko dlatego, że produktów do ust mam już chyba więcej niż ustawa przewiduje i staram się w miarę możliwości używać zamiennie;) Pomadkę Givenchy Le Rouge a Porter posiadam w twarzowym odcieniu Corail Decollete. Tytuł mojej recenzji odnośnie tego kosmetyku zaczynał się od słów: „Moja najlepsza pomadka!” więc chyba nie muszę już nic dodawać, prawda?:) Z powodu zachwytu nad tą pomadką skusiłam się też na wersję w różowej skórce Givenchy Le Rouge Perfecto, która pełni funkcję pomadko-balsamu:) Jak nietrudno się domyślić to też był hit! Wszystkie 3 pomadki zostały już opisane na blogu (każda z osobna);) 


OCZY


Podobno są zwierciadłem duszy więc warto je podkreślić żeby się nie wydało, że jesteśmy bezduszne;) W 2016 roku trafiłam na całkiem sporo dobrych tuszów do rzęs, ale gdybym miała wybrać ten najlepszy to zdecydowanie jest nim L’Oreal False Lash Wings Sculpt. Ujęła mnie jego dziwaczna szczoteczka i dość spektakularny efekt na moich rzęsach:) Drugim świetnym produktem z linii Sculpt okazał się być tusz do brwi L’Oreal Brow Artist Sculpt. Jego aplikator również należy do dość oryginalnych, ale sam produkt bardzo polubiłam i jest prawdopodobne, że kupię ponownie. A bardzo rzadko kupuję dwa razy ten sam produkt z kolorówki:) Ostatnim produktem z kategorii oczy jest korektor pod oczy MUFE Ultra HD. Wprawdzie używanie korektora nie jest dla mnie szczególną przyjemnością, ale mam cienie pod oczami więc niestety jest to wielce wskazane, a ten korektor towarzyszył mi przez wiele miesięcy i jeszcze go nie zużyłam. Nie kryje bardzo mocno, ale za to pozostawia naturalny efekt, a gama kolorystyczna jest bardzo bogata:) Kredek do powiek nie ujęłam w zestawieniu gdyż w dalszym ciągu prym wiodą kredki Marc Jacobs, które były już chwalone w ubiegłym roku.

TWARZ


Moimi ulubionymi produktami do makijażu twarzy są oczywiście pudry i rozświetlacze. Bardzo wątpliwe, że kiedykolwiek w ulubieńcach roku pojawi się jakiś tradycyjny podkład gdyż preferuję podkłady w pudrze, a z fluidów jeszcze się nie narodził taki, który by mi w pełni dogodził;) Dzieje się tak dlatego, że nawet jeśli efekt mnie satysfakcjonuje to chociażby odcień nie do końca mi pasuje. W przypadku podkładów w pudrze zdecydowanie łatwiej trafić na coś dobrego:) Moim pudrowym hitem jest Givenchy Teint Couture, czyli długotrwały podkład w pudrze. Jest idealny. Jedynie różowy rozświetlacz zastąpiłabym bardziej złocistym:) Różem, który zrobił na mnie największe wrażenie w tym roku jest słynny Nars Orgasm. Posiadam jedynie miniaturkę, ale jej gramatura jest dla mnie w pełni satysfakcjonująca:) Kiedy oglądałam ten róż w perfumerii lekko przeraziła mnie jego złota poświata i miałam wątpliwości czy aby nie będę wyglądać w nim tandetnie, ale okazało się, że na twarzy wygląda zacnie. Rzeczywiście wszystkie te zachwyty innych blogerek mogę uznać za uzasadnione:) Na koniec przechodzimy do mojego konika, czyli rozświetlaczy;) Mam ich sporo więc tutaj niestety ciężko mi było wybrać jeden jedyny. Dlatego wybrałam 3! Limitowany Dior Diorskin Nude Air Glowing 002 Nude, który nie(stety)? koniecznie musiałam mieć! Jednak nie żałuję, ponieważ nie dość, że wygląda bosko to i korzystanie z niego jest czystą przyjemnością;) Bardzo dobry jest również rozświetlacz Dr Irena Eris Provoke Sun Shimmer z letniej edycji limitowanej Sun Illusion:) Powiedziałabym nawet, że jego jakość jest równie dobra jak w przypadku Diora, a to spory komplement. Ostatnim produktem jest tzw. „mniej znana siostra”, czyli Betty Lou Manizer The Balm. Jest to rozświetlający bronzer, który niestety nie sprawdzi się u każdego (u bladziochów widzę go raczej marnie), ale akurat u mnie sprawdza się bardzo dobrze i niedługo o nim napiszę gdyż obok różu Nars jest to jedyny produkt, który nie miał jeszcze swej recenzji:) Pozostałe produkty były już recenzowane więc makijażowych ulubieńców 2016 roku traktujcie bardziej jak wpis podsumowujący aniżeli recenzję:)

PAZNOKCIE


W tej kategorii dla odmiany nie konkretne produkty, a bardziej słowo klucz – #hybryda. Jeśli czytacie mnie nieco dłużej to już na pewno wiecie, że manicure hybrydowy mnie pochłonął:) Wcześniej potrafiłam cały rok nie malować paznokci, a tu proszę… Taka zmiana frontu;) Wypróbowałam już różne marki, ale na razie jeszcze nie jestem pewna, które lubię najbardziej:) Być może za jakiś czas sytuacja się wyklaruje. Pisałam już zarówno o wadach jak i zaletach manicure hybrydowego, ale zalety zdecydowanie przeważają. Na tyle by manicure hybrydowy znalazł się wśród ulubieńców roku:) Muszę jedynie popracować nad tym żeby ładniej malować.


Znacie, któreś z moich makijażowych hitów 2016 roku? Koniecznie podzielcie się swoimi odkryciami! 

Czytaj dalej »

środa, 29 czerwca 2016

Kosmetyczni ulubieńcy i odkrycia 2016 roku – pielęgnacja, część pierwsza!

Cześć Dziewczyny!

Ulubieńców czerwca tym razem nie będzie, ale będzie coś lepszego:) Coś co Was o tej porze roku zapewne zaskoczy;) Kosmetyczni ulubieńcy 2016 roku! Nie, to nie żart! W tym roku postanowiłam podzielić ulubieńców z zakresu pielęgnacji na dwie części i oto już dziś mamy część pierwszą, czyli pierwsze półrocze;) A co? Nie można? Wszystko można!:) Część ulubieńców posiada już odrębną recenzję więc nie będę powtarzać tego samego gdyż jak napisałam w recenzji tak też uważam. Zatem zrecenzowane produkty mają podlinkowaną recenzję w nazwie i chętni mogą się zapoznać ze szczegółowymi informacjami na ich temat;) Zdjęcia są archiwalne, nie robiłam specjalnie nowych na tę okoliczność. Zwłaszcza, że spora część została już zużyta.



PIELĘGNACJA TWARZY

Największym odkryciem w kategorii demakijażu okazał się być olejek Resibo, który chwaliłam już nie raz;) 

Przechodząc o krok dalej tonikiem, który najbardziej przypadł mi do gustu w ciągu pierwszej połowy roku jest Sylveco tonik hibiskusowy. Niestety nadal nie doczekał się recenzji, ale myślę, że ta chwila nastąpi;)  

Najlepszym produktem do mycia twarzy okazał się być krem-żel L’Oreal Ideal Soft przeznaczony do cery suchej i wrażliwej. Moja jest mieszana, a mimo tego ten produkt sprawdził się u mnie o niebo lepiej niż jego brat przeznaczony do mojego typu cery. Produkt jest bardzo łagodny i bezzapachowy, nie wysusza, nie podrażnia. Nie dostrzegłam w nim żadnych wad. Gdyby nie spore zapasy pewnie kupiłabym jeszcze kilka opakowań. 

W kategorii produkt pod oczy moje największe uznanie zyskała Ekoampułka 5 pod oczy marki Pat&Rub. To lekkie i łagodne serum, które może służyć również jako maseczka.

W kategorii serum do twarzy najbardziej uwiodło mnie to od Dr Irena Eris z serii Clinic Way, o którym pisałam całkiem niedawno. 

Z maseczek najbardziej polubiłam Dr Irena Eris Algorithm. Wprawdzie przeznaczona jest dla pań starszych o minimum dekadę, ale jak nietrudno się domyślić mam to w poważaniu;) Przyjemnie pachnie, świetnie nawilża i odżywia cerę. Kiedyś doczeka się wpisu bo na razie nie jestem w stanie wszystkiego ogarnąć!

Największą sympatię moich ust zyskał balsam Douglas Beauty System More Than Moisture. Jest dość wydajny (nawet jak na mnie więc co dopiero u innych;)), świetnie nawilża, a na ustach wygląda jak bezbarwny błyszczyk. Pachnie przyjemnie i subtelnie nie drażniąc swą obecnością;) Widzę tu silną inspirację moim ulubionym Clarinsem. 


PIELĘGNACJA CIAŁA

Totalnym odkryciem w tej kategorii są dla mnie peelingi kawowe Body Boom. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to produkt, który zyska sympatię każdego bo niektórzy wolą pobawić się w „zrób to sam”, ale ja nie wolę! Uwielbiam i kropka. Recenzja naturalnie się pojawi:) Mam nadzieję, że w lipcu;)

Nawilżanie i regeneracja skóry ciała to podstawa i w tym zakresie wygrało masło do ciała z kozim mlekiem i liczi marki Organique!:)


WŁOSY

W kategorii włosy nic innego jak Rekonstruktor JOICO K-PAK!:) 


Tak wygląda moje pielęgnacyjne TOP 10 za pierwsze półrocze 2016 roku! 


Znacie te kosmetyki? Również zyskały Wasze uznanie czy może wręcz przeciwnie?
Czytaj dalej »