czwartek, 17 maja 2018

75 urodowych faktów o mnie!

Przy okazji wpisu pt. 60 nieistotnych faktów o mnie wspomniałam, że szykuję więcej tego typu „rozrywki”;) W tym m.in. coś typowo urodowego kiełkowało w mojej głowie;) Od kiełkowania do napisania czasem mija trochę czasu, ale w końcu mamy to;) Przed Wami długie i bolesne kosmetyczne wyznania Secretaddiction! Nie zawsze poprawne politycznie, ale prawdziwe:D


1. Kosmetykami zainteresowałam się sama


Nikt w rodzinie nie miał bzika ani na punkcie kosmetyków do pielęgnacji ani do makijażu. Nikt nie wskazał mi drogi jak dbać o skórę ani tym bardziej jak się malować;) Każdy oczywiście miał jakieś tam swoje kosmetyki, ale powiedziałabym, że były one używane przez członków rodziny raczej beznamiętnie:D Dopiero ja zaczęłam zachęcać niektórych do bardziej radosnego używania;)


2. Nigdy nie użyłam płynu do higieny intymnej do mycia twarzy ani włosów


Kilka lat temu bardzo modne było używanie płynu do higieny intymnej Facelle niezgodnie z przeznaczeniem, czyli np. do mycia twarzy lub włosów;) Zachwytom nie było końca, ale ja mimo, że mam niejedno dziwne zagranie na swoim koncie to nigdy tej metody nie spróbowałam;) Płyn do higieny intymnej nadal jest dla mnie tylko płynem do higieny intymnej.


3. Nie „myję” włosów odżywką i nie odmawiam sobie szamponu


Potrzebuję dobrego oczyszczenia, a nie jakichś popłuczyn, które mimowolnie spływają po włosach tudzież mycia włosów samą odżywką;) Dla mnie to jest tak jakby człowiek się niedomywał:P A potem zdziwienie, że włosy są tłuste już w parę godzin po „myciu”. No, ale nie wnikam. Jeśli ktoś twierdzi, że takie metody mu służą, to spoczko bo na szczęście mamy wolny wybór:)


4. Dopuszczam jednak olejowanie


Dobry olej nie jest zły i potrafi wiele zdziałać. Tylko niestety miewam do tego nieco słomiany zapał tzn. jak już zacznę to staram się robić to regularnie. Ale jak już wykończę produkt to zdarza mi się naprawdę długa przerwa;) 


5. Rozczesuję włosy gdy są mokre 


Podobno to grzech rozczesywać włosy zaraz po umyciu, ale nie wyobrażam sobie inaczej. Ja generalnie raczej nie pieszczę się nad sobą;) Nakładam jakiś krem do włosów tudzież serum i jadę szczotą jak się patrzy;) 

6. Nie chodzę z turbanem na głowie


Niektórzy kilka godzin potrafią przechodzić z turbanem na włosach, a ja zdejmuję ręcznik z włosów tuż po nasmarowaniu się balsamem do ciała i założeniu piżamy;)


7. Od 2 lat nie farbuję włosów


Chciałabym pofarbować, ale… mi się nie chce;) Włosy zaczęłam farbować wcześnie bo już w gimnazjum, ale w pewnym momencie straciłam ochotę na tę czynność, tzn. chciałabym mieć ufarbowane, ale nie chce mi się farbować ani tkwić u fryzjera przez te parę godzin:D Jak żyć?;) 


8. Poprawna regulacja brwi „odmieniła moje życie”


A miało to miejsce dopiero w 2006 roku u kosmetyczki:D Wcześniej wyrywałam brwi od góry uzyskując coś w rodzaju prostego łuku i oczywiście wydawało mi się, że jestem ikoną stylu:D Do dziś mam nieco jaśniejszą skórę w miejscu, z którego wcześniej nie wyrywałam brwi, czyli pod łukiem;D A było co wyregulować bo moje brwi są z natury rzadkie, ale szerokie;) Idealnych brwi co prawda nadal nie mam bo potrafię sobie zrobić „jedną bardziej”, ale i tak jest o niebo lepiej:P 


9. Picie wody przychodzi mi z trudem


Jest to fakt urodowy, ponieważ woda ma wpływ również na skórę, a nawet cienie pod oczami, które są u mnie bardzo wyraźne. W ciepłe dni jeszcze mi się udaje wypić trochę wody, ale poza tym najczęściej 99% mojego picia to herbata… Jakieś rady? Jak pić żeby się napić?;)


10. Nie otwieram kilku kosmetyków pielęgnacyjnych z tej samej kategorii na raz


Mam wrażenie, że u niektórych wygląda to +/- tak – standardowo krem na dzień i na noc, a dodatkowo krem na wypadek trąby powietrznej, krem na wypadek deszczu, krem na dobry humor, krem na zły humor, krem na niedzielę i pierdyliard innych. Wszystko to w użyciu, a potem zdziwienie, że wielu produktów nie udało się zużyć w terminie albo coś nie działa tak jak powinno tudzież efektów brak;) Na mojej półce w łazience na próżno szukać kremów na każdy dzień tygodnia. Dzięki temu wiem co działa i nie mam problemów z oceną poszczególnych produktów. W dodatku nic mi się nie psuje i nie marnuje bo zwyczajnie nie zdąży:) Za zwyczaj mam otwarte jeden lub ewentualnie dwa produkty z tej samej kategorii (czyli np. krem na dzień + krem na noc). Zdarzają się oczywiście wyjątki, ale one najczęściej dotyczą kosmetyków, które zużywam bardzo szybko. Takich jak np. balsam do ust, żel pod prysznic czy balsam do ciała. Moja pielęgnacja twarzy np. jest wieloetapowa, a jednocześnie minimalistyczna bo rzadko goszczą w niej różnorakie „opcje alternatywne” z cyklu „albo albo”. Oczywiście to nie jest tak, że różnorodna pielęgnacja i używanie produktów zamiennie jest złe. Dawno temu (przed erą bloga) sama tak robiłam, ale uważam, że recenzując produkty nie powinno się mieć w użyciu zbyt wiele jednocześnie. Mnie np. nie przekonuje jak ktoś pisze, że używał produktu np. miesiąc i posiłkuje się stwierdzeniem „więc już czas na opinię” podczas gdy… w rzeczywistości używał 5 kremów zamiennie;)

A tak btw. któregoś dnia siostra została na noc i po odbyciu swoich rytuałów rzuciła do mnie z wyrzutem, że pochowałam przed nią kosmetyki:D A ja po prostu nie mam pootwieranych bez pojęcia i dodatkowo część mi się skończyła, a nie zdążyłam wyjąć nowych:D


11. Nie dotyczy to kolorówki!


Makijaż to w dużym stopniu zabawa z kolorami i formułami, więc tutaj dopuszczam dużo większą różnorodność i z całą pewnością nie czekam z otwarciem np. nowego bronzera aż zdenkuję stary bo mogłabym się przez kilka lat nie doczekać. Ale… też bez przesadyzmu! Nie mam takiej ilości kolorówki jak makijażystki.


12. Nie mam cellulitu

Podobno 9 na 10 kobiet go ma bez względu na wiek czy wagę, więc skoro go nie mam to chyba wygrałam los na loterii:D Chociaż przyznaję, że już wolałabym go mieć np. w zamian za pozbycie się innych problemów:D


13. Nie testuję – ja używam

Gdy ktoś raczy określić mnie mianem „testerki kosmetycznej” uznaję to za formę obrazy:P Kosmetyków po prostu używam i przy okazji dzielę się swoją subiektywną opinią lub ewentualnie pokażę coś nowego w formie prezentacji/przeglądu/inspiracji, ale nigdy nie traktowałam tego jak testu. Zauważcie nawet, że bardzo rzadko używam słowa test. Częściej wypróbowałam, zużyłam etc. Przetestować to ja mogę jakiś sprzęt, a nie kosmetyk;) Nie. Nie jestem kosmetyczną testerką i nie testuję wszystkiego. Bardzo lubię różnorodność i ciekawe nowości, ale nigdy nie próbuję czegoś tylko po to żeby sobie "przetestować tak dla sportu". Po prostu mi się nie chce. Testerka kosmetyczna to w moim mniemaniu taki ktoś kto użyje kilka razy, a potem otwiera coś nowego żeby sobie przetestować coś innego. Natomiast ja swoje kosmetyki zużywam (mowa oczywiście o pielęgnacji). 


14. Mój kosmetyk nie musi mieć super eko składu


Super skład + super działanie to najlepsze połączenie i nieposiadam się z radości, gdy na nie trafiam;) Ale nie zamierzam trwać przy słabym kosmetyku tylko dlatego, że jest eko i moja skóra rzekomo odwdzięczy mi się za to za jakiś czas. W takiej sytuacji wolę postawić na kosmetyk z gorszym składem, ale satysfakcjonującym działaniem tu i teraz. To efekt, a nie skład jest dla mnie na pierwszym miejscu. Na szczęście nie jestem wrażliwa na „chemię”, a nawet uważam, że dobra chemia nie jest zła. Organizm ludzki to też chemia:P


15. Nie musi też pachnieć!


Świetnie jak kosmetyk pięknie pachnie, ale równocześnie uwielbiam też… „zapach niczego”;)


16. Myję ręce 100 x dziennie i jeszcze poganiam innych niczym Grażynka z Klanu:P


Klanu co prawda nie oglądam, ale nie trzeba było oglądać żeby usłyszeć to słynne „Dzieci, umyjcie rączki”:D Ja dzieci nie mam, ale często upominam pozostałych domowników:P


17. Mam starannie wyselekcjonowaną kolorówkę


Niektórzy zbyt poważnie wzięli mój wpis – Kupiłam bo było ładne:) Kupiłam bo było ładne, ale… wiedziałam co robiłam;) Nie ma u mnie eksponatów muzealnych. Wszystko jest przeznaczone do użycia. A że ładne? To tym lepiej bo milej się korzysta;) Ot co!


18. Nie czytam „gazetek-kobietek”


Kiedyś wydawałam sporo hajsu na prasę kobiecą. Teraz czytam już tylko Twój Styl i darmowy Skarb albo kupuję jakiś tytuł dla dodatków;) Niestety treści jakie można zastać w magazynach są bez problemu dostępne w Internecie i na blogach. Często dużo lepszej jakości;)


19. Nie jestem niewolnikiem paznokci


Nie mam problemu z nieumalowanymi paznokciami, nie muszę mieć koniecznie umalowanych. Zdarza się, że długo nie robię manicure bo nie mam ochoty:P Manicure nie definiuje mnie jako osoby, więc luz;) Ale jak już zrobię hybrydę albo Manirouge to często zachwytom nie ma końca;)


20. W makijażu jestem powolniaczkiem


Często spotykam się ze stwierdzeniem, że komuś makijaż zajmuje 5 minut. Mi niestety z 5 minut zajmują same rzęsy mimo, że nakładam 1 lub max 2 warstwy:D A to dlatego, że zawsze ubrudzę się tuszem. ZAWSZE! Dlatego w ten czas wliczone jest też „patyczkowanie powiek”, czyli oczyszczenie okolic oczu z tego co wyjechałam tuszem:P Reszta z reguły też nie idzie tak szybko bo najczęściej mam tendencję do myślenia o niebieskich migdałach w trakcie:P A potem i tak nie jestem wymuskana jak lala:D No słabo pani, słabo!


21. Nie używam tradycyjnego podkładu


Jeśli mnie czytacie to na pewno to wiecie:D Nawet na większe okazje moim podkładem jest jedynie puder w kompakcie albo minerały. Chyba, że dostanę jakiś podkład lub próbkę i akurat dostąpi łaski lecz prawdopodobieństwo jest takie jak wygrana w totka:D Po prostu nie lubię podkładów, a moja cera poza wielkimi cieniami pod oczami jest OK. więc… po co przepłacać?;) 


22. W makijażu niektóre kroki wykonuję na odwrót


W makijażowych tutorialach najczęściej tusz nakłada się na końcu, a ja przez to, że zawsze się nim ubrudzę – nakładam na początku tj. od razu po umyciu twarzy i jeszcze przed nałożeniem pielęgnacji. Cienie też nakładam dopiero gdy rzęsy są pomalowane tuszem. Jest to nielogiczne bo zawsze coś „sypnie” mi się na rzęski nawet przy nieosypujących się cieniach, ale tak już mam:D 


23. Mój makijaż nigdy nie jest idealny


Nie jestem niczym wystylizowana instagramerka albo dziewczyna z okładki. W moim makijażu zawsze są niedociągnięcia, ponieważ nie spinam się aż tak bardzo przy jego tworzeniu. Mam do tego duży dystans. Powiedziałabym nawet, że gardzę nadmierną tapetą albo brwiami wymalowanymi tak, że widać zużyte pół pomady na jeden raz;) Wolę nie tak perfekcyjnie, ale naturalniej… Poza tym ze swoim tempem malowania musiałabym spędzać pół dnia przed lustrem żeby mieć makijaż rodem z magazynów i jeszcze potem zainwestować w Photoshopa:P


24. Zużywam mnóstwo balsamów do ust, do ciała i produktów pod prysznic

Niektórzy mawiają, że Ewelina ma nowy balsam do zjedzenia i cóź… przy mojej prędkości zużyć trudno się z tym nie zgodzić;)



25. W makijażu nie przywiązuję dużej wagi do trendów;)


Coś tam dla siebie wyłuskam jeśli akurat aktualny trend przypadnie mi do gustu, ale rzadko się tym emocjonuję:)


26. Rzadko kupuję ten sam produkt ponownie


Nawet gdy jest super, hiper, extra… Mam niewiele produktów, którym jestem wierna na dłużej i wracam do nich regularnie. Ale nie martwi mnie to, ponieważ często trafiam na jeszcze lepsze;)


27. „Wróżę z opakowań”


O tym wspominałam już w 60 nieistotnych faktów o mnie. Zatem dla przypomnienia – mam dobrą intuicję, która rzadko wprowadza mnie w błąd, więc za zwyczaj z góry wiem co się u mnie sprawdzi, a co może lepiej podać dalej;) Bardzo lubię ten swój talent;) I to akurat nie żart:D


28. Mam alergię na „jestem piękna”


Zawsze spoglądam kpiącym wzrokiem gdy ktoś sam o sobie mówi – jestem piękna! Ja wiem, że powinno się mieć o sobie dobre zdanie, ale wczytywanie się w takie teksty lub słuchanie takich słów to już dla mnie zbyt wiele;) Po prostu boli mnie to w oczy i uszy:D Niektórym nie zaszkodziłoby więcej skromności;) Zwłaszcza, że za piękne często uważają się osoby o przeciętnej urodzie;) Jeśli mam być szczera – gdybym miała wskazać kilka pięknych osób to miałabym problem z wyborem;) Ktoś ładny to może prędzej, ale piękny to już zbyt duże słowo i chyba nie znam:D A jeśli chodzi o mnie to chyba zapadłabym się pod ziemię gdybym miała o sobie powiedzieć, że jestem piękna:D Co innego usłyszeć od kogoś, a co innego podziwiać siebie samą. Dla mnie to niezrozumiałe;)


29. Przy wyborze kosmetyków rzadko kieruję się zdaniem innych


Czytam opinie na blogach, ale nie patrzę przez pryzmat tej drugiej osoby bo każda z nas jest inna. Najczęściej patrzę na produkt i analizuję czy ma u mnie szansę;) Dawniej często korzystałam z rekomendacji znajomych albo tych znalezionych w sieci i nie raz zaliczyłam wpadkę. Obecnie podchodzę do tego z dystansem i dzięki temu rzadko trafiam na taki totalny niewypał. Czasem coś się nie sprawdzi albo zadziała gorzej niż oczekiwałam, ale są to jednostkowe przypadki. W końcu wcześniej zawsze sobie wróżę:D 

30. Męczą mnie kanały urodowe na YT

To nie tak żebym uważała je za słabe i niepotrzebne. Przeciwnie, YT ma swoją wartość i zdarzyło mi się czasem znaleźć odpowiedź na konkretne pytanie właśnie dzięki filmikom. Ale... nie potrafię być wiernym odbiorą, który czeka na nowy materiał.  Raz na jakiś czas mam dzień łaski dla urodowego YT i przelecę kilka filmików, ale na co dzień nie jestem ich grupą docelową. Przy prowadzeniu bloga to już dla mnie zbyt wiele, więc zamiast w kółko wałkować tematy kosmetyczne wolę zapoznać się z innymi treściami. Takie wierne oglądanie kanałów urodowych w dużej mierze jest dla mnie stratą czasu. Zdecydowanie wolę słowo pisane i blogi, ponieważ zapoznanie się z treścią najczęściej trwa chwilkę i w łatwy sposób możemy wyłuskać interesujące nas fragmenty. Z filmikami jest już gorzej. Zwłaszcza jeśli pojedynczy trwa 30 minut. W tym czasie zdążyłabym już przeczytać kilkanaście wpisów na blogach...

31. Nie noszę ze sobą kosmetyków

Nie noszę w torebce kamieni;) Z produktów kosmetycznych za zwyczaj mam ze sobą jedynie żel antybakteryjny, balsam do ust plus jakąś szminkę lub błyszczyk, bibułki matujące i chusteczki. Zresztą przykładową zawartość pokazywałam we wpisie Co można znaleźć w mojej torebce? Nie rozumiem jak można taszczyć ze sobą cały tabun kosmetyków do makijażu i pielęgnacji:D Chyba, że system (np. zmiany 24/48h) albo specyfika pracy tego wymagają.

32. Nie mam manii kremowania rąk 

Z niedowierzaniem patrzę na ludzi, którzy smarują ręce kremem po każdym ich umyciu albo po prostu rytualnie co godzinkę i robią to dosłownie wszędzie. W domu, w pracy, na ulicy, w tramwaju...  Ja jakoś nie potrafię sobie wyrobić takiego nawyku. Choć z pewnością byłoby to korzystne dla mojej skóry:) 

33. Mam za to inne manie np. częste smarowanie ust balsamami:P 

Ale o tym już doskonale wiecie. Wszak łączy się z nr 24;) 

34. Lubię nietypowe rozwiązania i pomysłowe kosmetyki

Biała pomadka, masażery, gadżety, bajery? Spoko, biorę!  

35. Nie rozumiem fenomenu niektórych makijażów

Na Instagramie często widzę 20-latki w makijażach, które dodają im kolejnych 20 lat...  Zupełnie mnie to nie przekonuje. Kiedyś bardziej stawiało się na podkreślenie dziewczęcości, a teraz każda chce być taka poważna i odpicowana do granic możliwości;)

36. Polubiłam koreańskie kosmetyki dopiero po wielu nieudanych spotkaniach z nimi

Z koreańskimi kosmetykami po raz pierwszy miałam do czynienia jeszcze na długo zanim zaczęłam prowadzić bloga. Nie były to jednak udane spotkania, a najgorzej wspominam kontakt z trupiobladymi kremami BB, które wyglądały na mnie tak jakbym już miała spocząć na zawsze. Na zawsze już... Dopiero jakieś 2 lata temu powoli zaczęłam łapać co mogę wyłuskać dla siebie z tych kosmetyków żeby potem nie narzekać. Aż w końcu mój "talent wróżbiarski" zaczął obejmować i je:D Teraz mam już nawet swoje koreańskie hity, o których nawet planuję wpis:) I co ciekawe, coraz częściej gdy spoglądam na swoją półkę w łazience - widzę tam przewagę kosmetyków koreańskich. 

37. Dawniej potrafiłam smażyć się na słońcu do oporu

Potrafiłam smażyć się jak nadmorska rybka w smażalni. Całymi godzinami, odczuwając przy tym wręcz irracjonalną radość;) Nikt nie dawał rady opalać się tak długo jak ja i wszyscy dziwili się jak tak mogę? Kiedy przychodziły pierwsze cieplejsze dni, szukałam okazji żeby tylko poleżeć sobie gdzieś plackiem w pełnym słońcu. Nawet gdyby to miał być balkon. Raz nawet dostałam udaru słonecznego po całym dniu spędzonym na opalaniu... Ale opamiętałam się!:)  Jakiś czas temu stwierdziłam, że przecież i tak blada nie jestem, więc po co tracić czas na opalanie...

38. Pielęgnacja jest dla mnie ważniejsza niż makijaż

Lubię kolorówkę. Nawet bardzo, ale to pielęgnacja jest u mnie na pierwszym miejscu. Od zawsze. Prędzej się nie umaluję niż nie posmaruję.

39. Nie mam problemu żeby gdzieś wyjść bez makijażu

Oczywiście nie mam tutaj na myśli wielkich wyjść, ale nie jestem z tych osób, które nie wyjdą bez makijażu nawet po bułki czy z psem.  

40. Kocham swoją toaletkę!

Och! Długo nie mogłam zrozumieć po co komu toaletka i swoją kupiłam tak naprawdę dość impulsywnie.  Ale jak już u mnie stanęła to szybko stwierdziłam, że było warto. Tylko niestety czasami mam tendencję do gapienia się na nią jak sroka w gnat, co nieraz negatywnie wpływa na moją produktywność:D

Zobacz: Moja toaletka Ikea

41. Teksty na bloga opracowuję pod prysznicem

Najczęściej zdania, które rozśmieszyły Was najbardziej powstały właśnie pod prysznicem:D 

42. Mam talent do robienia sobie krzywdy 

Nie mam takich problemów jak trądzik, ale co jakiś czas dostrzegę jakąś mini krostkę, niedoskonałość czy pryszcza. Cokolwiek. I niestety trudno mi się powstrzymać żeby w tym nie majstrować albo spróbować wycisnąć. W efekcie z takiego "niby nic" potrafię sobie zrobić spektakularną skazę, której nie da się zakamuflować i po której zostaje czasem ślad na wiele miesięcy:D Aż lekarz potrafił być pod wrażeniem jak ja to zrobiłam... Staram się trzymać rączki przy sobie, ale nieraz to silniejsze ode mnie. Zwłaszcza gdy mam jakiś bardziej nerwowy czas w życiu etc. 

43. W mojej twarzy najbardziej przeszkadzają mi cienie pod oczami

Stosuję kremy pod oczy, które niekiedy potrafią lekko zmniejszyć cienie i korektory pod oczy,  po użyciu których różnica jest naprawdę duża. Ale... cokolwiek bym nie zrobiła oraz nie nałożyła to i tak mniejszym lub większym stopniu dostrzegam moje cienie. Marzy mi się jakieś radykalne rozwiązanie, które pozwoliłoby mi się pożegnać z cieniami na dłużej, a najlepiej na zawsze! 

44. Nie mam nic przeciwko medycynie estetycznej

Uważam, że wszystko jest dla ludzi i piętnowanie medycyny estetycznej jest po prostu śmieszne:) Jeśli tylko jest wykonywane z rozsądkiem oraz przez wykwalifikowany personel medyczny (nie kosmetyczkę!) i w sterylnych warunkach to właśnie po to są najnowsze technologie oraz rozwój medycyny żeby móc sobie pomóc! Wszak medycyna estetyczna to nie tylko upiększanie, ale i pomoc w zwalczaniu defektów takich jak np. blizny. Osobiście nie miałam jeszcze do czynienia z zabiegami poza osoczem bogatopłytkowym, które jest nieinwazyjne i przyniosło efekty jedynie na kilka miesięcy. Ale nie boję się tego i chętnie bym spróbowała czegoś nowego w przyszłości. Miałam już nawet kolejne tego typu oferty, ale akurat uznałam, że nie były do końca dopasowane do mojej osoby, więc odmówiłam:)

45. Nigdy nie miałam przedłużanych rzęs

Kusi mnie to co jakiś czas, ale boję się ewentualnych powikłań lub uczulenia, które w okolicy oczu byłoby naprawdę dokuczliwe, więc jak dotąd nigdy nie próbowałam. A Wy macie jakieś doświadczenia z tym związane? 

46. Nie użyłabym czyjejś szminki

Wspominałam już, że jestem brzydliwa:D Produktu do ust nie użyłabym nawet po kimś z rodziny:P Ale patrząc po ilości dziewczyn malujących się testerami w drogeriach, innym to jakoś nie przeszkadza... Wolę już kupić w ciemno niż pomalować się bezpośrednio testerem. 

47. Gdybym miała wskazać markę, która zainspirowała mnie do założenia bloga to zdecydowanie było nią...

ORGANIQUE! Chłonęłam wtedy niemal każdą ich nowość i nawet pierwszy wpis na blogu dotyczył ich produktów;)  Pamiętam, że fascynowała mnie wtedy u nich możliwość... zakupu kosmetyków na wagę:) Do dziś bardzo się lubimy, a na blogu znajdziecie wiele recenzji ich produktów. 

48. Wolę prysznic!

Mam wannę, ale najczęściej biorę w niej prysznic:) Kiedyś byłam zwolenniczką wylegiwania się w wannie, ale mi przeszło. 

49. Mój prysznic potrafi trwać godzinę!

Wiem, nie jest to ekologiczne. Przyznaję, że powolniaczek ze mnie nie tylko w makijażu, ale i w kwestii mycia. Dlatego wieczorny prysznic jest dla mnie niczym długa kąpiel. Ale w trakcie robię np. maseczkę, peeling etc:P  

50. Nie rozumiem fenomenu rosyjskich kosmetyków

Te wszystkie babuszki, sruszki, pierdziuszki to dla mnie jakaś katastrofa:D Nie jestem w stanie wymienić żadnego rosyjskiego hitu kosmetycznego i proszę mi tego nie przysyłać:P Jedyne co toleruję to coś pod prysznic albo peeling;) Reszta jest dla mnie niczym zakazane piosenki:P 

51. Lubię polskie kosmetyki do pielęgnacji

Dobre bo polskie powiadają. No nie zawsze i niekoniecznie. Ale uważam, że polskie marki (zwłaszcza te specjalizujące się w pielęgnacji) mają naprawdę wiele do zaoferowania i zawsze chętnie wypromuję godny polski produkt.  

52. W przypadku makijażu wolę jednak marki zagraniczne

Choć i tutaj można znaleźć perełki chociażby wśród takich firm jak Dr Irena Eris Provoke, Bell Hypoallergenic albo Delia. Nadal jednak rynek polskiej kolorówki nie jest tak rozbudowany jak ten zagraniczny. 

53. Nie ograniczam się do jednej półki cenowej

Ktoś kiedyś napisał, że to dziwne jeśli blogerka pisze zarówno o drogich i tanich kosmetykach. A guzik mnie to obchodzi! Lubię różnorodność i z każdej półki cenowej potrafię wybrać coś dobrego dla siebie. Skoro więc używam zarówno tańszych i droższych to chyba logiczne, że na blogu pojawiają się "reprezentanci różnych klas":P 

54. Chętnie dzielę się kosmetykami z rodziną i znajomymi

Twarz i ciało mam tylko jedno, więc nie jestem w stanie np. zużyć każdej niespodzianki od marki;) Zwłaszcza, że czasami jest to dość zróżnicowany przekrój produktów i formuł, a ja jak wspomniałam - nie jestem testerką i nie lubię np. nałożyć szminki w nieodpowiadającym mi odcieniu tylko po to żeby zrobić zdjęcie. Albo przekazuję zbędny mi produkt dalej albo co najwyżej zrobię swatch i też puszczam dalej.

55. Nie lubię marnowania kosmetyków

Nie ma u mnie sytuacji pt. przeterminowało się albo nie zdążyłam zużyć. Jeśli coś się u mnie nie sprawdza, daję np. siostrze, ponieważ u niej nieraz zdaje egzamin to co u mnie niekoniecznie. Wolę wydać niż miałoby się zmarnować skoro ktoś inny może być zadowolony.

56. Nie kupuję już na zapas

No prawie bo oczywiście są wyjątki typu mega kusząca promocja w Rossmannie. A że Rossmannów jest u mnie dużo to z lekka trudno je ominąć:D Jednak w dużej mierze udało mi się poskromić moje nadmierne zakupowe zapędy. Większość produktów, które mam na zapas to kosmetyki z paczek PR. Niewiele kupiłam na zapas sama. 

57. Kosmetyki, na które kiedyś nie chciałabym spojrzeć teraz mi służą...

Z wiekiem gust i potrzeby się zmieniają:D

58. Nie zadziałała na mnie depilacja laserowa w salonie

Na blogach można wyczytać zachwyty na temat depilacji laserowej w salonie. Prawda jest jednak taka, że za jakiś czas część z tych osób zacznie narzekać na to, że mniej lub więcej włosków jednak zaczęło sukcesywnie odrastać. Oczywiście nie u wszystkich, ponieważ u wielu osób efekt jest super przez wiele lat albo potrafią odrosnąć dosłownie 3 włoski. Ale gdy zagłębicie się w temat to okaże się, że nie u wszystkich jest to tak skuteczne jak zwykło się mówić. Nawet gdy nie było przeciwwskazań. U mnie było jeszcze inaczej. Kilkaset złotych wydanych na depilację laserową poszło w błoto, ponieważ efekty były niewielkie:( Póki co używam depilatora IPL w domowym zaciszu, czyli czegoś jeszcze innego, ale jak wiadomo nie jest to urządzenie, które dawałoby typowo trwałe efekty. Dlatego nie skreślam zupełnie depilacji laserowej w salonie, ponieważ chciałabym jeszcze sprawdzić urządzenie innej firmy i być może ono przyniesie lepsze efekty.

59. Nie mam miliona pędzli

Zawsze mnie zastanawiało czy niektóre dziewczyny naprawdę potrzebują takiej ilości pędzli? Mam oczywiście na myśli osoby, które malują tylko siebie. Najczęściej nie widzę tej różnicy na plus porównując mój makijaż twarzy wykonany powiedzmy 3 pędzlami (do pudru, różu i rozświetlacza), a makijażem osoby X, która bawiła się przy tym 15 pędzelkami:D Z moim tempem makijaż przy użyciu tylu akcesoriów zająłby mi pół dnia:D

60. Pisanie postów na bloga czasami zajmuje mi pół godziny, a czasami pół dnia albo dwa dni na raty:D

Nigdy nie wiesz na ile Cię pochłonie:D

61. Nie umiem miarodajnie oddać efektu makijażu na zdjęciach

Może dlatego, że nie mam tych wszystkich cudów na kiju w postaci blend albo lamp pierścieniowych i foty strzelam po prostu z rączki telefonem:D Zawsze wychodząc przy tym jak pół dupy spod krzaka:P

62. Ostatnio robienie zdjęć butom sprawiło mi więcej radości niż robienie zdjęć kosmetyków

Sama siebie zaskoczyłam:P Nawet bym nie pomyślała, że to będzie tak relaksująca rozrywka:D

63. Nie kolekcjonuję kosmetyków

Mam np. trochę więcej kolorówki albo perfum niż ustawa przewiduje, ale nie traktuję tego jako kolekcji:D Zastanawiam się też czasem czy osoby, które mają niezliczoną ilość kosmetyków i perfum w ogóle ich używają czy może tylko na nie patrzą jak na eksponaty muzealne? Albo np. czy nie mają problemu pt. czego dziś użyć? Czy nie psują im się te kosmetyki bo przecież nic nie jest wieczne;) Nie jestem za radykalnym minimalizmem, ale za nadmierną ilością rzeczy też nie;)

64. Nie lubię mazać sobie rąk kosmetykami

Chodzi o pokazywanie konsystencji produktów i swatche. Czuję taką bezsensowność tej czynności i nie lubię tego, więc jeśli np. paletka cieni ma kilkanaście odcieni to małe szanse, że upaprzę sobie nimi ręce tylko po to żeby zrobić zdjęcie. Zawsze odsyłam do kogoś innego na tego typu oględziny. Skoro już ktoś inny to zrobił to nie czuję potrzeby by robić to samo. Wolę skupić się na opinii i zdjęciach produktowych. Sama gdy oglądam swatche - nigdy im nie ufam, ponieważ najczęściej zaliczyłam wtopę właśnie wtedy gdy się sugerowałam swatchem albo cudzym makijażem. Finalnie u mnie zawsze odcień wypadał inaczej. Zawsze. 

65. Uwielbiam miniaturki dobrej kolorówki

Kosmetyki do makijażu o dużych pojemnościach typu 30g puder są dobre dla profesjonalistów.  Osobiście nie nakładam na twarz tony pudru, więc bardziej ucieszy mnie 5g miniatura, która i tak wystarczy mi na długo niż produkt pełnowymiarowy. Gdyby była możliwość to każdy kosmetyk kolorowy kupowałabym w formacie mini:) Ale niestety nie zawsze mogę trafić na satysfakcjonujące mnie miniatury i często wypadają też one mniej korzystnie cenowo.

66. W gorącej wodzie kąpana 

Nie ma u mnie czegoś takiego jak zimny prysznic. Jest tylko ciepły plus ewentualnie letni do spłukania szamponu i odżywki z włosów:P Nawet moja mama mawiała, że myję ręce wrzątkiem i nikt inny nie potrafi ich myć na takich ustawieniach jak ja:D Muszę przyznać, że to prawda. Naczynia też myję w gorącej wodzie. Nie jest to niestety zdrowe dla skóry, ale przynajmniej lepiej usuwa bakterie. Poza tym lubię ciepełko...

67. Jestem bardzo regularna w pielęgnacji

Niektórzy twierdzą, że ciężko im znaleźć te parę chwil na poranną i wieczorną pielęgnację, więc często rano ograniczają się jedynie do mycia i makijażu.  Ja wychodzę z założenia, że zawsze znajdzie się ta chwilka. W moim odczuciu nawet wieloetapowa pielęgnacja nie trwa długo. Kwestia wprawy i chęci. Nie ma też u mnie takich sytuacji, że np. otwieram kosmetyk i przypominam sobie o nim dopiero za miesiąc. Po miesiącu to już jest zużyty:D

68. Mam dziwne skojarzenia z zapachami kosmetyków

Dla mnie zapach kosmetyków może być nie tylko delikatny i przyjemny lub nieprzyjemny, ale również chociażby pańciowy (czyli elegancki), radosny albo przywołujący dziwne skojarzenia jak np. zapach wapna, mydła czy czegoś czego w tym samym produkcie nie wyczuwają inni. Mój nos jest bardzo wyczulony na niuanse:P 

69. Zdarza mi się nie odróżnić szkła od plastiku

To już jest hit... Ale serio:D Pisząc recenzję czasem nie jestem pewna czy opakowanie było szklane czy był to jedynie grubszy plastik przypominający szkło.  

70. Nie potrafię leżeć bezczynnie z maseczką na twarzy

Nie lubię tracić czasu, więc maseczki robię najczęściej pod prysznicem albo podczas sprzątania. A jeśli już mam położyć się z maseczką na twarzy to przynajmniej w międzyczasie odpiszę na maile albo zajrzę na Insta. 

71. Nie lubię gdy ktoś mi doradza w kwestii kosmetyków

Sama doskonale wiem po co przyszłam, a jeśli nie to się dowiem w trakcie albo chcę jedynie rzucić okiem na nowości.  Pytanie - w czym mogę pomóc wyprowadza mnie z równowagi i potrafię przez nie zapomnieć po co przyszłam:D Namolna obsługa jest najbardziej widoczna w Sukcesji. Pewnie dlatego, że klientów jest tam tyle co kot napłakał, a plany sprzedażowe wypadałoby wyrobić. Co wydaje się nieosiągalne przy takiej ilości klientów. Ta galeria chyba w ogóle na siebie nie zarabia. 

72. Moją ulubioną drogerią jest Rossmann

Oczywiście biorąc pod uwagę stacjonarne drogerie ze "standardowym asortymentem" bo oprócz Rosska lubię też Sephorę, iperfumy, Minti Shop, Jolse i Super-Pharm. Najczęściej jestem jednak w Rossmannie, ponieważ w Łodzi jest ich mnóstwo i gdzie się nie obrócę to i Rossek w okolicy:P Nie od razu jednak lubiłam tą drogerię. Jako nastolatka dwa razy zostałam tam podejrzana o... kradzież tuszu do rzęs! To chyba przez te marne rzęski wyglądałam na złodziejkę:D Teraz na szczęście ochrona w Rosskach nie ma już takiego problemu ze wzrokiem bo ich system monitorowania się rozwinął:D Również obsługa jest mniej namolna niż w innych drogeriach. Lubię sobie tam wejść. Nawet jak nie planuję zakupów kosmetycznych to popatrzę co nowego albo kupię jakąś chemię domową, dodatki, coś na prezent czy coś dla psa. 

73. Nie muszę mieć kremu do stóp

Jeśli go mam to używam z przyjemnością (pod warunkiem, że nie śmierdzi). A jeśli nie mam to smaruję balsamem albo ewentualnie czymś co mi nie odpowiadało do twarzy. Stopy przyjmą wszystko:D

74. Bardzo rzadko maluję paznokcie u stóp

Pięknie wyglądają umalowane paznokcie u stóp, ale ich malowanie jest dla mnie bardzo niewygodne, zawsze zaleję skórki i w ogóle mi się nie chce:D Z tego powodu rzadko też chodzę w sandałkach bo stopa nie prezentuje się wtedy tak ładnie. No, ale dobrze, że chociaż nie mam grzyba:D   

75. Nie mam wielkich kosmetycznych marzeń

Miewam zachcianki i zdarza mi się mocno ekscytować gdy kupię coś fajnego albo dostanę jakiś miły prezent.  Ale nie traktuję tego niczym spełnienia marzeń. To tylko rzecz, która dziś cieszy, a za jakiś czas spowszednieje albo zostanie zużyta;)


I to już wszystkie urodowe fakty o mnie. Potraktujcie je z dystansem bo wpis ma wymiar w pełni subiektywny:D A już niedługo kolejny wpis z tego cyklu;)

Ps. recenzja nowej książki Barbary Kwiatkowskiej już napisana. Puszczę w niedzielę;) 
Czytaj dalej »

poniedziałek, 14 maja 2018

Nivea lekkie musy do pielęgnacji ciała – Dzika Malina i Biała Herbata oraz Świeży Ogórek i Herbata Matcha. Coś dla leniuszków!

Producenci kosmetyków do pielęgnacji prześcigają się w coraz to nowszych i bardziej komfortowych formułach:) Nie lubisz balsamowania? Zwłaszcza długiego oczekiwania na wchłonięcie się produktów? Ale gładkie i nawilżone ciałko to na pewno mieć byś chciała? Teraz jest na to rada bowiem z odsieczą coraz częściej przychodzą produkty w postaci pianek. Nie do golenia, a do balsamowania właśnie:) Z pomocą przyszła też marka Nivea i choć osobiście nie mam problemów z regularnym stosowaniem balsamów (nawet tych trochę cięższych) to chętnie sprawdziłam piankowe nowości Nivea Mousse, czyli na nasze lekki mus do pielęgnacji ciała;) Dotarły one do mnie w dwóch ciekawych wersjach zapachowych -  Dzika Malina i Biała Herbata oraz Świeży Ogórek i Herbata Matcha. Która z nich została ze mną aż do dna?:)

zdjęcie przedstawiające lekkie musy do pielęgnacji ciała Nivea


Nivea lekkie musy do pielęgnacji ciała



Balsam do ciała w musie marki Nivea występuje w dwóch wspomnianych wyżej wersjach zapachowych oraz w wersji klasycznej, czyli typowo „niveowej”;)  Dziś będzie o wersjach zapachowych:) Na początek warto jednak wspomnieć o kwestiach technicznych. Każdy z musów występuje w ładnym opakowaniu przypominającym piankę pod prysznic lub dezodorant w sprayu. Szatę graficzną obu wersji zaliczyłabym do bardzo udanych:) Pojemność każdego z musu wynosi 200ml. Nie jestem pewna PAO, gdyż u mnie dawno nastąpiło już całkowite zużycie, ale wydaje mi się, że albo było to 12 miesięcy albo brak danych. Wstyd przyznać, ale mi sztuka wystarczyła na tydzień;) Ale bez obaw, większości zapewne wystarczy na nieco dłużej;) Ja jak smaruję to smaruję regularnie i naprawdę;)
zdjęcie przedstawiające Nivea Lekki mus do pielęgnacji ciała Świeży Ogórek i Herbata Matcha
Nivea Lekki mus do pielęgnacji ciała Świeży Ogórek i Herbata Matcha oczarował mnie swoją świeżością i rześkością. Idealny zapach na wiosnę i lato. Choć miałam wrażenie, że u mnie po nałożeniu na skórę zapach ewoluował w jakimś innym kierunku i finalnie zgarnęła go siostra, która nic takiego nie zauważyła:) Ja natomiast od razu wzięłam w obroty wersję różową:)
zdjęcie przedstawiające Nivea Lekki mus do pielęgnacji ciała Dzika Malina i Biała Herbata
Nivea Lekki mus do pielęgnacji ciała Dzika Malina i Biała Herbata to zapach, na który początkowo miałam mniejszą chęć, ale finalnie bardzo przypadł mi do gustu i lekko ubolewałam nad jego końcem;) Jego zapach jest malinowy, ale nieprzesłodzony, z lekko pudrową i herbacianą nutą. Taki lekko elegancki;) W przeciwieństwie do wersji zielonej, moją skórę lekko rozgrzewał:) Konsystencja musów bardzo mi się spodobała:) To gęsta, biała pianka, która jest jednocześnie lekka. Bardzo dobrze się rozprowadza i szybko wchłania, a jednocześnie odczuwalnie chroni skórę przed wysuszeniem. Spokojnie można zastosować nawet rano jeśli jest taka potrzeba. Myślę, że szczególnie polubią je osoby, które nie przepadają za balsamowaniem i wszystko wydaje im się zbyt tłuste. Ja co prawda balsamy stosuję aż nad wyraz chętnie, ale wiem, że nie każdemu z nimi po drodze. Nawilżenie przy mojej typowo suchej skórze nie było tak intensywne jak np. w przypadku balsamów aptecznych, ale jak na kosmetyk marki drogeryjnej i to w takiej lekkiej formie to wypadło naprawdę dobrze. Mam nadzieję, że pojawi się więcej wariantów zapachowych:) 


Znacie lekkie musy do pielęgnacji ciała od Nivea? Jak jest u Was z tym balsamowaniem? Karmicie swoje ciałka sowicie tak jak ja czy może raz na ruski rok?
Czytaj dalej »

sobota, 12 maja 2018

Nike Air Max czy warto? Air Maxy po 3 latach noszenia oraz nowa para!

Gdy choć raz je założysz to już nigdy nie będziesz chciał nosić innych sneakersów! Tak zwykło się mówić o ultra wygodnych i kultowych już butach Nike Air Max! Wprowadzenie pierwszych air maxów nie było łatwe, ponieważ zarząd Nike podobno nie był zbyt przychylny wstępnym projektom. Obawiano się również, że tak innowacyjny produkt nie zda egzaminu w praktyce i będzie sporo reklamacji. Jednak w marcu 1987 roku w końcu udało się wypuścić pierwszy model – Air Max 1. Trochę później do sprzedaży wszedł kultowy model Air Max 90. Od tego czasu coraz to nowsze modele nadal nie przestają zaskakiwać:)

zdjęcie przedstawiające Nike Air Max Thea Wolf Grey/black

Nike Air Max w czym tkwi sekret?


W latach 80’ zaprojektowano buty, w których specjalnie pominięto część podeszwy ukazując jej wnętrze za pomocą „okienka”. Początkowo podeszwy oraz pianki wyglądały nieco inaczej i niestety były podatne na zniszczenia. Jednak kolejne modele były sukcesywnie ulepszane aż Nike doszło do perfekcji:) Dziś system poduszek powietrznych zamontowany w wewnętrznej części butów działa bez zarzutów! To dzięki poduszeczkom gazowym buty świetnie amortyzują wstrząsy i zapewniają ponadprzeciętny komfort chodzenia:)
zdjęcie przedstawiające Nike Air Max Thea Wolf Grey/black

Raj dla kolekcjonerów!


W ofercie Nike nieustannie pojawiają się nowe modele Air Maxów! Kolekcjonerzy mają więc tutaj ogromne pole do popisu. Ale oczywiście największą popularnością cieszą się klasyki takie jak Air Max 90 i Air Max 1. Natomiast dla fanów bardziej subtelnego wzornictwa marka przygotowała modele z linii Air Max Thea i Air Max Zero. 


Air Max design

O gustach się nie dyskutuje, ale według mnie wzornictwo air maxów jest nowoczesne i przyjemne dla oka. Nie wszystkie modele mi się podobają, ale Nike wprowadza ich tyle, że prawie każdy znajdzie coś dla siebie (jeśli oczywiście rozgląda się za tego typu butami). Moje osobiste modele uważam za bardzo ładne i podoba mi się jeszcze parę;)

Moje pierwsze Air Maxy!

 
Air Max 1 Nike czy warto kupić

Swoje pierwsze Air Maxy kupiłam 3 lata temu i muszę zgodzić się ze wstępem, ponieważ od tej pory nie założyłam żadnych innych sneakersów! Mało tego… Po 3 latach intensywnego użytkowania, nie tylko podczas wiosny i jesieni, a także w wiele zimowych oraz upalnych dni (bo potrafię chodzić w nich nawet przy 30 stopniowym upale albo temperaturach ujemnych) ich stan jest niemal niezmienny! Ślady zużycia widać jedynie wewnątrz, ponieważ wkładka uległa bardziej trwałemu zabrudzeniu. Lekko zużyte są również szmurówki, gdyż mam tendencję do naprawdę mocnego wiązania;) Już chyba kiedyś pisałam, że nie pieszczę się nad sobą?;) Dodatkowo jestem ofiarą losu, więc potrafię się potknąć nawet na prostej drodze albo wejść komuś w drogę zaliczając bliskie spotkanie;) I jeszcze ciągle mi ktoś na nie rzuca swoje buty (co akurat doprowadza mnie do szału bo jak można bić moje „najcze”?!) Warto też dodać, że buty można bez problemu wyprać w pralce. Moje „niebieskie air maxy” bo tak zwykłam o nich mówić mimo, że w rzeczywistości są szare z kolorowymi elementami niejedno ze mną przeszły i nie mogę im nic zarzucić! Nie jestem maniaczką obuwia i zdecydowanie mogę powiedzieć, ze w ciągu ostatnich lat więcej butów „rozdałam po ludziach” niż kupiłam. Wszystko to dlatego, że niestety mam pecha do butów! A to za małe, a to za duże, a to za luźne, a to niewygodne i Ewelina nie chce nosić… A te buty towarzyszyły mi już nie tylko na co dzień, ale i na przeróżnych okazjach. Nawet tych gdzie wypadało założyć coś bardziej stonowanego, ale ja jestem typem luzaka i buntownika, więc często olewam „dress code”;) I podczas gdy inni często narzekali na ból stóp, mnie on nigdy nie dotyczył bo w Nike’ach się po prostu „płynie”…

A wszystko to przez siostrę!

zdjęcie przedstawiające Nike Air Max Thea Wolf Grey/black

A może raczej dzięki niej bo przyznaję, że sama bym na to nie wpadła;) Moja siostra jest właścicielką sporej ilości sportowych butów. Natomiast ja nigdy nie byłam typem kolekcjonera czy fascynata obuwia (głównie przez wspomnianego pecha) ani sportowca (to już ze względów zdrowotnych). Mam niewiele butów, które lubię i uznaję za wygodne, a należą do nich Nike, EMU i Melissy. Na pierwsze Air Maxy (jeden z modeli Air Max 1 widoczny na trzecim zdjęciu) zdecydowałam się w 2015 roku (nawet pokazywałam wtedy na Instagramie) tylko dlatego, że pokazała mi je siostra i wpadły mi w oko z uwagi na niebieskie elementy, które wydały mi się bardzo radosne (cała ja!) ;­) Kluczowym powodem była wtedy również mocno promocyjna cena, więc pomimo wątpliwości i strachu czy uda mi się dobrać właściwy rozmiar bo musicie wiedzieć, że mam nietypowy. Na szerokość najlepiej pasowałyby mi wszelkie buty 35, ponieważ mam płaską i wąską stopę. Natomiast na długość teoretycznie mam 36, ale przez to, że mój długi paluch jest sporo dłuższy od pozostałych to czasami 36 ciśnie mnie w ten biedny palec;) Na szczęście Nike ma idealne dla mnie (w przypadku sportowych) 36,5, a ewentualnymi luzami na szerokości nie muszę się przejmować bo nie są to baleriny, więc noga trzyma się stabilnie. Tak… zdarza mi się spektakularnie wypaść z balerin i to w najmniej oczekiwanych sytuacjach. Serio;)

Czy rzeczywiście Air Maxy są takie wygodne?


zdjęcie przedstawiające Nike Air Max Thea Wolf Grey/black

Odpowiedź jest jedna – TAK! Naprawdę nie znam nic wygodniejszego, a jestem pod tym względem bardzo wybredna. Potrafię założyć buty tylko raz jeśli są niewygodne albo ewentualnie trzymać na okazje typu „zło konieczne”. Jakakolwiek by nie była technologia air maxów – ona naprawdę działa. Miałam wcześniej buty różnych marek i nie ma porównania! W Air Maxach się po prostu „płynie”. Oczywiście nie mam na myśli spoconej stopy tylko płynność i komfort ruchów;) A przy okazji buty są skonstruowane tak, że w chłodniejsze dni zakładam skarpetkę i nie jest w nich zimno, a w upały zakładam cieniutkie skarpetki lub stopki i jest przewiew. Stopa się nie poci. Choć muszę uprzedzić, że moje nie mają problemów z nadpotliwością i smrodkiem;) Dużą zaletą jest wyprofilowane wnętrze oraz wyższa podeszwa.

Kolejna para Air Maxów!


zdjęcie przedstawiające Nike Air Max Thea Wolf Grey/black

Niedawno zostałam szczęśliwą posiadaczką nowych Air Maxów i będę miała teraz wybór! Tym razem znowu kusiły mnie jeszcze bardziej odjechane i rzucające się w oczy kolorowe modele, ale brakowało mi czegoś stonowanego, więc zdecydowałam się na równie lubianą przeze mnie szarość i dostojny model Nike Air Max Thea Wolf Grey/Black. Moja nowa para pochodzi ze sklepu Footway, gdzie znajdziecie szeroki wybór obuwia nie tylko sportowego. Muszę przyznać, że sklep pozytywnie mnie zaskoczył! Po pierwsze nie trzeba zakładać konta klienta, więc cały proces zamówienia trwa szybciutko. Dodatkowo płatności można dokonywać w złotówkach mimo, że towar wysyłany jest ze Szwecji. Również koszt wysyłki nie jest duży (jak na przesyłkę zagraniczną). Ale nie to zaskoczyło mnie najbardziej! Moje zamówienie dotarło do mnie w mniej niż 24h od momentu jego złożenia! W ubiegłym miesiącu byłam pod wrażeniem przesyłki z Korei, która za pośrednictwem EMS została doręczona w ciągu 2 dni roboczych, ale DHL Express i jego czas doręczenia poniżej doby również bardzo mile mnie zaskoczył! Wiem, że się podniecam, ale musicie przyznać, że czasami nawet przy wysyłce z Polski trwa to nawet kilka dni bo niektóre sklepy nadal się nie spieszą.  A ja jestem w gorącej wodzie kąpana!
zdjęcie przedstawiające damskie Nike Air Max Thea Wolf Grey/black


Oczywiście moja opinia odnośnie butów została oparta na podstawie wcześniejszej pary. Z nową zrobię jeszcze sporo km przed oceną czy wypada równie dobrze. Niemniej jestem dobrej myśli. Pierwsze wyjścia mamy już zaliczone!

Nike Air Max 1 vs. Nike Air Max Thea!



Na koniec kilka słów o różnicach między moim starym modelem (Air Max 1), a nowym (Air Max Thea). Air Max 1 są wizualnie szersze i mają wyższy profil oraz więcej ozdobników. Dodatkowo ich wnętrze (czyli wkładka i materiał „okalający” kostkę) są wykonane jakby z czegoś bardziej „puszystego”. Wnętrze może być przez to nieco bardziej podatne na zabrudzenia. Również sznurówki są miękkie i mają luźniejszy splot, a cały but na żywo wygląda na większy niż w przypadku modelu Thea. Ps. tego konkretnego wzoru nie ma już w sklepach. 

Natomiast nowy nabytek Air Max Thea już wizualnie wygląda na mniejszy i delikatniejszy, dzięki czemu nie poszerza zbytnio wąskich stópek;) Buty te mają niższy profil przez co również dodają im subtelności jeśli oczywiście można tak powiedzieć o sportowych butach, ale według mnie – można. Także sprawa detali wygląda nieco inaczej. Sznurówki są gładkie w dotyku i o ciaśniejszym splocie, dzięki czemu powinny być mocniejsze (tak mi się przynajmniej wydaje). Dodatkowo całe wnętrze buta wykonane jest z gładkiego materiału, więc prawdopodobnie będzie mniej podatne na ewentualne zabrudzenia wkładki. Aczkolwiek przyznam, że ja swój "stary" model w ciągu 3 lat, mimo intensywnego chodzenia przy różnych warunkach atmosferycznych – prałam tylko raz;) Wydaje się jednak, że model Thea przez zastosowanie innego materiału wewnątrz może być trochę zbyt chłodny na zimę bo np. w poprzednich chodziłam również zimą jeśli nie było śniegu. Przez to, że są węższe mogą się w nich nie zmieścić grubsze skarpetki. Dlatego myślę, że model Thea najlepiej sprawdzi się u mnie od wiosny po jesień:) Aczkolwiek to się dopiero okaże.
zdjęcie przedstawiające sneakersy damskie Nike Air Max

Jak na mój blog temat butów jest raczej nietypowy, ale po 3 latach chodzenia w Air Maxach mogę je Wam polecić naprawdę bez mrugnięcia okiem. Poza tym nie musiałam pisać aż tak rozbudowanego wpisu ani robić zdjęć w parku o 6 rano odczyniając jakieś wygibasy typu podkładanie sobie telefonu pod tył nogi bo wystarczyłoby zdjęcie i parę słów. Ale… taki miałam pomysł na realizację i podpisuję się pod wszystkim co napisałam. Jestem #teamnike :D


Znacie Air Maxy? Macie jakieś ulubione modele? A może lubicie inne buty sportowe lub nosicie tylko eleganckie buciki? Jestem ciekawa Waszych najwygodniejszych modeli więc podanie ich w komentarzach mile widziane! 

* Wpis powstał we współpracy z Footway
Czytaj dalej »