Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cetaphil. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cetaphil. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 stycznia 2016

Kosmetyczni ulubieńcy i odkrycia 2015r - pielęgnacja i pielęgnacyjne gadżety + bonus!

Cześć Dziewczyny!

W przypadku ulubieńców makijażowo-zapachowych 2015r nie miałam ŻADNYCH problemów z wyborem, ponieważ była to „oczywista oczywistość”. Natomiast w przypadku pielęgnacji sprawa była już bardziej skomplikowana gdyż w ciągu roku zużyłam mnóstwo produktów i naprawdę najczęściej trafiałam na dobre kosmetyki. Nietrudno bowiem zauważyć, że na moim blogu rzadko pojawia się słowo bubel. Nie dlatego, że ściemniam, a dlatego, że mam dobrą intuicję i jednak z reguły trafiam na przyzwoite produkty. Choć z tego co pamiętam trafił mi się w tym roku jeden bubel, jedno, a może dwa rozczarowania i pewna ilość produktów, które po prostu nie zrobiły na mnie szczególnego wrażenia. Mam nadzieję, że jeszcze Wam o nich opowiem. Wróćmy jednak do tego co przyjemne czyli kosmetycznych ulubieńców tudzież odkryć w dziedzinie pielęgnacji i gadżetów. Nie mogło zabraknąć gadżetów gdyż jak nieraz podkreślałam jestem gadżeciarą. W swoim zestawieniu wzięłam pod uwagę produkty, które poznałam w tym roku (z wyjątkiem bonusu) począwszy od stycznia aż do listopada. Grudzień został pominięty tak po prostu;) Zestawienie wygląda wizualnie dużo gorzej niż w przypadku makijażu i zapachów, ponieważ kolorówka tak szybko się nie zużywa i mogłam ładnie wszystko ze sobą zestawić. W przypadku pielęgnacji jest już jednak inaczej. Pielęgnację zużywam szybko i w niektórych przypadkach musiałam po prostu skorzystać ze zdjęć archiwalnych, a w niektórych udało mi się zrobić zdjęcia jeszcze przed zużyciem kosmetyków czyli w listopadzie;) Nad poszczególnymi kosmetykami nie będę się rozwodzić. Wszystkie, które były już opisane zostały podlinkowane. Moje recenzje najczęściej są szczegółowe, wszystko podtrzymuję więc zainteresowani mogą wejść i sprawdzić co i jak;) Tyle wywodu, a teraz zaczynamy;)


Pielęgnacyjne gadżety

Zaczynam od tej kategorii, ponieważ tu wybór był najłatwiejszy. Soniczną szczoteczkę Foreo Luna Mini zamówiłam dokładnie w Sylwestra 2014 więc trafiła do mnie w pierwszych dniach 2015r i używam jej już ponad rok. Nie jest to produkt bez wad (w recenzji był dość długi wywód), ale mimo tego lubię ten produkt, używam regularnie i chętnie, a zakupu nie żałuję. Dwa produkty marki Nacomi czyli rękawica Kessa, która sama w sobie jest fajnym i przydatnym gadżetem ciągle jeszcze przez wiele osób nie docenianym oraz naturalny peeling do rąk, który już zużyłam i może w końcu zrecenzuję. Wiem, że wiele osób uważa używanie peelingów do rąk za zbędne, ale ja akurat lubię takie produkty. Ten złuszcza, nawilża i pielęgnuje dłonie. A przy tym ładnie pachnie, podobnie do malinowej Mamby;) Jedyne co mogę mu zarzucić to opakowanie. W przypadku peelingów do dłoni wygodniejsze są tubki, które można postawić na umywalce i dzięki temu mimowolnie się po nie sięga. Ze słoiczkiem jest większy problem, ale z drugiej strony tak odżywczą konsystencję ciężko byłoby chyba zamknąć w tubce więc jest jak jest. Kolejnym produktem jest Argan Bronzer od Bielendy. Jeszcze rok temu na myśl, że mogłabym przetestować jakiś produkt brązujący umarłabym ze śmiechu. A w tym roku? Nagle sama poczułam chęć wypróbowania, nikt mnie nie zmuszał do wyboru akurat tego kosmetyku:) Produkt okazał się być wielkim zaskoczeniem w dodatku w przystępnej cenie. Mam nadzieję, że go nie wycofają. Ostatnim produktem są Dermokapsułki Rewitalizujące Dr Irena Eris z serii Clinic Way. Sprawiłam je sobie w październiku i naprawdę bardzo miło mnie zaskoczyły. Oczywiście są zużyte już od jakiegoś czasu więc mam nadzieję, że wkrótce wydam obszerniejszą opinię. 



Pielęgnacja twarzy

Wybór był naprawdę trudny, ponieważ jak już wspomniałam we wstępie zużyłam mnóstwo pielęgnacji, ale udało się wyłonić;) Uwielbiam sera i w kategorii nawilżających wahałam się między Vichy Aqualia Thermal, a Bielendą. Wybrałam serum Bielendy, ponieważ jest tańsze, a ostatecznie działanie nie odbiegało od Vichy. Bielenda w ogóle zrobiła na mnie dobre wrażenie w tym roku. Ta marka jest moim odkryciem w 2015r. Oczywiście nie bądźmy śmieszni, znałam ją już wcześniej. Zawsze jednak byłam przekonana, że ma w ofercie przeciętne produkty. Okazało się jednak, że marka się rozwija, stawia na nowoczesność i wszystko to idzie w ciekawym kierunku. Ja zawsze byłam za innowacyjnością więc w miarę na bieżąco podpatruję i próbuję nowości. Jak dotąd w większości dobierałam sobie produkty, które spełniały moje oczekiwania i ich stosowanie było przyjemne. Zawsze powtarzam, że kluczem do zadowolenia jest dobry dobór produktu. To właśnie dlatego tak rzadko muszę wylewać żale na blogu;) Drugim produktem z tej kategorii jest Żurawinowe serum napinające Norel. Markę znam tylko z tego jednego produktu więc w przeciwieństwie do Bielendy się nie wypowiem, ale serum już jakiś czas temu zużyłam i nadal polecam. O wyjątkowym działaniu kremu Sensilis Pure Perfection napisałam na tyle obszerną recenzję, że nie wiem co jeszcze mogłabym dodać oprócz tego, że bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. W zapasach nadal czeka drugi krem Sensilis. Mam nadzieję, że nie będzie rozczarowania;) W przypadku balsamu pod oczy Vichy Aqualia Thermal musiałam poczekać na efekty, ale było warto. W dodatku był bardzo wydajny (zużyłam go dopiero w grudniu, a zaczęłam w lipcu). Krem Skin Chemists Wrinkle Killer DM również bardzo mi przypadł do gustu, choć nie wiem czy kiedyś do niego wrócę ze względu na cenę (i zapasy). 

Maseczki i peeling

Uwielbiam maseczki, choć ich recenzje często pojawiają się na blogu z dużym opóźnieniem;) To dlatego, że nieraz czekam na całkowite zużycie, a później nie ma czasu i recenzja czeka w długiej kolejce;) Bardzo dobra okazała się maseczka nawilżająca Bielendy. Już nie ma co się rozwodzić nad nią, ponieważ mimo tego, że to świetny produkt niestety nie trafił w polski target i został wycofany. Polki nadal nie mają zaufania do tego co nowe i trochę inne, a szkoda. Mam jednak nadzieję, że w miejsce tych masek pojawi się coś nowego, może jeszcze lepszego? Drugą maseczką zasługującą na pochwały jest błotna maska Sephory. Jest porównywana do Glam Glow, której nie miałam więc się nie wypowiem. Mogę jednak powiedzieć, że sephorowa naprawdę działa i na pewno w końcu dostąpi łaski i doczeka się pełnej recenzji;) Z peelingów do twarzy najbardziej polubiłam Oczyszczający Dermo-Peeling Pharmaceris T. Działaniem bardzo przypomina mi ten od Dr Irena Eris Normamat. Myślę, że również dostanie swoje 5 min na blogu;) 


Prawie bym zapomniała o produkcie do oczyszczania twarzy, a najlepiej w tej materii wspominam wspaniałe „ciasteczko" Lush czyli czyścik Let The Good Times Roll:) Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę miała okazję ponownie go używać:) Z bardziej dostępnych mogę polecić piankę Biodermy


Misz-Masz


Jeśli chodzi o produkty do włosów nie mogę powiedzieć żebym zużyła ich bardzo dużo w tym roku. Powód jest prosty – krótkie włosy, a co za tym idzie duża wydajność kosmetyków. Być może w tym roku się to zmieni gdyż podjęłam decyzję, że zapuszczam (zobaczymy jak mi pójdzie). Nie znaczy to jednak, że nie odkryłam perełek bo odkryłam. Niezaprzeczalnie rewelacyjnym produktem jest odżywka Vichy Dercos Nutri Reparateur. Jestem jej pewna tak jak żadnego innego produktu do włosów. W ofercie jest też maska, ale uwaga – podobno dużo gorsza. Kolejnym produktem jest Olej ze słodkich migdałów Optima Plus. W moim przypadku świetny do olejowania, ale można go wykorzystać na wiele innych sposobów jak to olej;) Na zdjęcie załapał się też Intensywnie nawilżający krem do stóp Fuss Wohl zawierający 10% mocznika. Krem kosztuje grosze (zwłaszcza w promocji) i jest najlepszym kremem do stóp jaki miałam w życiu. Od razu zaznaczę, że nie mam szczególnych problemów ze stopami, ale gdy posmaruję je tym kremem są tak niesamowicie gładkie jak po niczym innym;) 


Pielęgnacja ciała


Z wyborem produktów do pielęgnacji ciała był największy problem, ponieważ zużyłam ich naprawdę mnóstwo. Jeśli przeglądacie moje denka to zapewne wiecie, że nie żartuję. 

Zużyłam tak dużo żeli pod prysznic zarówno tańszych jak i tych bardziej wymyślnych, że naprawdę trudno mi wskazać najlepszy, ale w końcu mnie olśniło. Najlepszym produktem okazała się Pianka pod prysznic KA-HA czyli produkt Mineralnej Kasi. To takie moje spełnione kosmetyczne marzenie. Jak wiecie lubię cuda pod prysznicem i np. pianki Organique, ale Organique nie było na tyle łaskawe aby wprowadzić do sprzedaży piankę o zapachu czekolady (albo np. kawy też bym chciała). Zrobiła to więc dla mnie Kasia.

Jeśli chodzi o peelingi do ciała nadal kocham, uwielbiam i polecam peelingi cukrowe Organique. Jednak o ich dobroczynnym działaniu wiedziałam już w latach ubiegłych. W tym roku poznałam kolejne zapachy, ale działaniem wszystkie są podobne. Uznałam zatem, że nie znajdą się  tutaj mimo, że ręczę za nie:) Wybrałam więc coś typowo z tego roku. Niestety znowu jest to Bielenda. Można by rzec, że wstyd tyle produktów jednej marki w tym samym zestawieniu, ale już kiedyś napisałam co sądzę o wstydzie (ktoś pamięta?;)). Poza tym co poradzę, że peeling z serii Golden Oils naprawdę mi pasował. Jak na drogeryjny ma całkiem dobry skład i zapach też mi odpowiadał;) A jeśli chodzi o mocniejsze zdzieranie to gorąco polecam też peeling Wellness&Beauty! Dobrym rozwiązaniem jest też peeling GoCranberry - zwłaszcza do suchej skóry.

W kategorii balsamów do ciała gdybym nie prowadziła bloga na zawsze już (albo przynajmniej na długo) zostałabym z Cetaphilem MD;) Swym zapachem i przyjemnym działaniem obezwładniał mnie Melonowy mus do ciała Organique;) Bardzo dobrze też wspominam zapach i działanie Sorbetu ujędrniającego Tołpa Dąb Paragwajski. Moje serce skradła również linia Virgin Mojito The Body Shop:)


Jeśli olejek to Malinowy Go Argan+, a jeśli dodatkowo w dobrej cenie to Wellness&Beauty:)


Jeśli chodzi o balsamy do ust w ciągu roku zużyłam ich tyle, że naprawdę brak słów;) Z tych, które poznałam w tym roku to chyba najlepiej wspominam kawowo-śmietankowe masło do ust Stenders – teraz są również w sztyfcie i też dobre. Z takich hitów, ale już poznanych dobrych kilka lat wcześniej to na pewno Clarins w niebieskiej tubce, który był w ulubieńcach grudnia

B O N U S !

Pielęgnacyjny hit życia

Zdecydowałam się na tę kategorię, ponieważ jest taki produkt, który odmienił moje życie. Zestaw do manicure japońskiego, o którym pisałam w jednym z pierwszych wpisów na blogu czyli jeszcze pod koniec 2013r. Wydatek się opłacał, ponieważ mimo regularnego stosowania po dziś dzień nie zużyłam tego zestawu:) Od przeszło dwóch lat w moim słowniku nie istnieje coś takiego jak odżywka do paznokci. Muszę przyznać, że nawet jak koleżanki wspominają o odżywkach pusty śmiech mnie ogarnia na samą myśl, że miałabym ich używać podczas gdy mam taką perełkę w domu;) Nie mam żadnego problemu z płytką paznokcia. Wszystko robi niesamowicie prosty w obsłudze zestaw do manicure japońskiego. Paznokcie są błyszczące, gładkie, mocne. Dla mnie rewelacja:) Wszystko można przeczytać w recenzji. Jedyne co się nie zgadza to końcówka gdzie napisałam, że lakier szybko odpryskuje jeśli nałożę go na manicure japoński. Po czasie okazało się, że winę za taki stan rzeczy ponosiła baza Eveline. Przy innych produktach wszystko jest ok.;) Choć obecnie np. nie maluję paznokci zbyt często, ponieważ nie mam chęć;)



Hit wszech czasów do pielęgnacji dłoni


Kremów do rąk używam jedynie na noc, ale mimo tego w ubiegłym roku zużyłam ich sporo. Jedne były fajne, inne przeciętne i ostatecznie zaświtała mi w głowie myśl żeby polecić coś co poznałam jeszcze w 2014r. Coś co powinno się sprawdzić nawet u najbardziej wymagających osób - Hudosil Hud Salva. Sama nie mam ogromnych problemów ze skórą dłoni, ale Hudosil zdążyłam polecić już wielu znajomym i osobom, które miały naprawdę poważne problemy. W tym również mamie i siostrze, mama poleciła również koleżance i wszyscy są absolutnie zachwyceni. To jest taki krem ostatniej deski ratunku. Jeśli nic nie działa wystarczająco warto sięgnąć po Hudosil Hud Salva. Można go też używać na inne mocno przesuszone partie ciała. Wadą jest cena ok 33zł/100ml i dostępność. Można go zamówić w sklepie producenta, ale np. w moim otoczeniu za zwyczaj poluje się na niego na doz.pl (gdzie też niestety często jest wykupiony, a stacjonarnie nie mają. Dlatego zwykle zamawiamy i odbieramy na miejscu). 


Pewnie coś pominęłam, ale wpis jest już tak długi, że same rozumiecie;) No niestety ten człowiek (ja) nie potrafi napisać wystarczająco krótko. Musi być krew, pot i łzy:D Poza tym kto dużo zużywa, ten ma też dużo do powiedzenia;) 
A wiecie co w tym wszystkim było najgorsze? To, że od jakiegoś czasu nie działa wyszukiwarka na blogu. Widziałam, że na wielu innych blogach też nie działa, wie ktoś jak to naprawić? Szukanie w etykietach jest cięższe zwłaszcza gdy pisałam o wielu produktach tej samej marki albo z tej samej kategorii. Archiwum niestety też nie działa już jak należy.


Znacie te produkty? A co Wy szczególnie wspominacie w kategorii pielęgnacji i gadżetów?;)


 

Czytaj dalej »

środa, 22 lipca 2015

Cetaphil MD Dermoprotektor balsam do twarzy i ciała.

Cześć Dziewczyny!

Apteczne kosmetyki przeznaczone do pielęgnacji skóry darzę szczególnym uczuciem. Kilka lat temu używałam niemal wyłącznie takich produktów. Obecnie moja pielęgnacja jest dużo bardziej zróżnicowana, ale nadal czuję miętę do produktów aptecznych. Są one dla mnie czymś w rodzaju „pewniaka”, ponieważ jak sięgam pamięcią (a pamięć do dziwnych szczegółów mam niesamowitą) nie przypominam sobie żeby jakiś kosmetyk apteczny wyrządził mi krzywdę. Owszem, również wśród takich produktów bywają lepsze i gorsze, ale szczęśliwie jeszcze żaden mi nie zaszkodził. Produkty Cetaphil interesowały mnie od dawna. Właściwie nie wiem jak to się stało, że pierwszy produkt tej marki dotarł do mnie dopiero dzięki Ofeminin.



Opis producenta

Dermoprotektor został stworzony szczególnie dla tych, którzy zmagają się z różnymi problemami dermatologicznymi. Dzięki odżywczemu składowi, preparat głęboko nawilża, wygładza skórę i chroni jej naturalny płaszcz lipidowy. Stosowany systematycznie zapobiega powstawaniu nowych podrażnień. Dzięki gruntownemu przebadaniu dermatologicznemu mamy pewność, że jest bardzo dobrze tolerowany. Do tego jest najczęściej polecany przez lekarzy specjalistów. Dermoprotektor przyśpiesza leczenie dermatologiczne, dzięki swoim właściwościom nie tylko chroni skórę ale też ułatwia wchłanianie leków stosowanych w różnych chorobach, m.in: w łuszczycy, rogowaceniu przymieszkowym, AZS, wyprysku (alergicznym), suchej, wrażliwej skórze, skórach wymęczonych preparatami antytrądzikowymi (pomaga w czasie kuracji kwasami, antybiotykami, retinoidami). Jest niekomodogenny (nie zapycha porów). Bezzapachowy.


Moja opinia

Opakowanie

Biała, pękata butelka zawierająca 250ml produktu. Opakowanie jest dość poręczne i nie zajmuje dużo miejsca, a to zawsze plus dla osoby u której półki uginają się od kosmetyków;) Butelka posiada zamknięcie na zatrzask. To dość wygodne rozwiązanie, ale jeszcze lepsze byłoby opakowanie z pompką. Otwór przez który wydobywa się balsam nie jest w żaden sposób zabezpieczony, ale produkt sprzedawany jest w aptekach więc liczę na to, że nikt go tam nie otwiera. Ja najczęściej zaopatruję się w tego typu produkty w aptece, w której kosmetyki zamknięte są w gablotkach na klucz. Co za tym idzie – chronione przed niekontrolowanym ich otwieraniem przez klientów;)


Konsystencja i zapach

Balsam ma konsystencję lekkiej, ale jednocześnie odżywczej emulsji o białej barwie. Konsystencja pozwala na łatwą i szybką aplikację. Wiem, że wiele z Was to zmartwi, ale produkt jest bezzapachowy. Mnie to akurat cieszy gdyż bardzo chętnie używam produktów bezzapachowych do twarzy oraz do ciała od pasa w górę. Z kolei na dolne partie ciała wolę używać produktów aromatycznych.




Działanie

Balsam przeznaczony jest zarówno do pielęgnacji twarzy i ciała. Ja używałam go głównie na górne partie ciała i dłonie. Gdyż jestem wrażliwa na zapachy i często jeśli smaruję całe ciało mocno aromatycznym produktem boli mnie głowa albo nie mogę zasnąć. Balsam bezzapachowy jest więc dla mnie najlepszym rozwiązaniem do zastosowania od pasa w górę;) Do twarzy użyłam go tylko raz z ciekawości, ponieważ byłam już wtedy w trakcie testów innego kremu i nie chciałam używać zbyt wielu produktów na raz. Prawdopodobnie nie każdemu będzie odpowiadał jako krem do twarzy ze względu na zawartość gliceryny wysoko w składzie. Ja jednak przejrzałam swoje poprzednie kremy do twarzy i wiele z nich zawierało glicerynę więc myślę, że w moim przypadku nie byłoby problemów. Oprócz wspomnianej gliceryny o wysokim stężeniu, która ma za zadanie silnie wiązać wodę w naskórku produkt zawiera m.in. olej z orzechów macadamia dostarczający skórze nienasyconych kwasów tluszczowych, pantenol, który znany jest z właściwości regeneracyjnych i łagodzących podrażnienia oraz składnik antybakteryjny, który pozwala na stosowanie produktu nawet w przypadku trądziku. Nie mam trądziku, AZS ani łuszczycy, ale skóra mojego ciała jest skłonna do przesuszenia zwłaszcza w okresie letnim. Przy stosowaniu na ciało Cetaphil spisał się u mnie rewelacyjnie! Balsam świetnie nawilża, wygładza i lekko natłuszcza skórę. Staje się ona miękka i aksamitna w dotyku. Nawet teraz gdy siedzę i piszę tą recenzję gładzę się po brzuchu sprawdzając czy moja skóra nadal jest przyjemna w dotyku i nawilżona:) Produkt bardzo dobrze się wchłania, oczywiście pod warunkiem, że nie zaszalejemy zbyt mocno z ilością. Efekt długotrwale nawilżonej skóry widziałam już po pierwszym użyciu, można więc powiedzieć, że jest to miłość od pierwszego zastosowania.

Równie dobrze produkt spisał się u mnie w przypadku stosowania na dłonie. Kiedy trafił do mnie Cetaphil byłam jeszcze w trakcie stosowania kremu do rąk z YR, który niestety pachniał dla mnie na tyle nieprzyjemnie, że już serdecznie miałam go dosyć! Postanowiłam wtedy, że tamten krem zużyję do stóp, a rączki uraczę bezzapachowym Cetaphilem. Jaka to była ulga… Nareszcie mogłam smarować ręce bez krzywienia nosa i problemów z zasypianiem. Bowiem jeśli zapach kremu do rąk mnie drażni niestety nie mogę zasnąć. Często wtedy muszę po jakimś czasie umyć ręce albo schować je pod kołdrę co akurat nie zawsze pomaga, ponieważ mój nos często nie daje się oszukać;) Cethapil przyniósł ulgę nie tylko moim nozdrzom, ale także skórze dłoni. Nakładam go nieco grubszą warstwą jedynie na noc, na parę minut zakładam bawełniane rękawiczki (mój typowy rytuał) i to w zupełności mi wystarcza. Przez cały dzień moje dłonie są gładkie i nawilżone nawet po wielokrotnym myciu rąk. To dla mnie idealne rozwiązanie, gdyż jak już milion razy wspominałam dłonie smaruję wyłącznie przed pójściem spać. Nie mam manii ich smarowania w ciągu dnia, nawet zimą. Dodatkowo po wieczornej kąpieli stosuję go również na skórę pod pachami gdyż pachy to najbardziej skłonna do podrażnień część mojego ciała. 

Podsumowując balsam Cetaphil MD Deromprotektor doskonale sprawdza się u mnie zarówno jako produkt do pielęgnacji ciała jak i dłoni. Bardzo się cieszę, że miałam okazję poznać kolejny dobry balsam bezzapachowy. A uwierzcie mi, że wśród balsamów bezzapachowych nie ma zbyt wielkiego wyboru! Do tej pory z tego typu produktów stosowałam głównie balsam Palmers lub Neurtogenę, teraz do tego grona dołącza również Cetaphil. Gorąco polecam takim wrażliwcom jak ja:) Dla pozostałych brak zapachu pewnie nie będzie aż tak istotny, może być nawet wadą;) Pamiętajcie jednak, że ten kosmetyk został stworzony głównie z myślą o wrażliwcach.


Koszt produktu zależny jest jak zawsze od apteki i waha się w granicach 28-33zł. Według mnie jak najbardziej warto i sama już sprawdzałam gdzie kupię kolejne opakowanie najtaniej w swojej okolicy. Ciekawa jestem również innych produktów tej marki.



Opinie pozostałych użytkowniczek Klubu Ekspertek Ofeminin na temat tego produktu możecie znaleźć TUTAJ.



Znacie ten balsam? Jak się u Was sprawdził? Jesteście wrażliwi na zapachy czy wręcz łakniecie intensywnych woni w kosmetykach?:)
Czytaj dalej »