Cześć Dziewczyny!
Czytaj dalej »
W
przypadku ulubieńców makijażowo-zapachowych 2015r nie miałam ŻADNYCH
problemów z wyborem, ponieważ była to „oczywista oczywistość”. Natomiast w
przypadku pielęgnacji sprawa była już bardziej skomplikowana gdyż w ciągu roku
zużyłam mnóstwo produktów i naprawdę najczęściej trafiałam na dobre kosmetyki.
Nietrudno bowiem zauważyć, że na moim blogu rzadko pojawia się słowo bubel. Nie
dlatego, że ściemniam, a dlatego, że mam dobrą intuicję i jednak z reguły
trafiam na przyzwoite produkty. Choć z tego co pamiętam trafił mi się w tym
roku jeden bubel, jedno, a może dwa rozczarowania i pewna ilość produktów,
które po prostu nie zrobiły na mnie szczególnego wrażenia. Mam nadzieję, że jeszcze Wam o nich opowiem. Wróćmy jednak do tego co przyjemne czyli
kosmetycznych ulubieńców tudzież odkryć w dziedzinie pielęgnacji i gadżetów. Nie
mogło zabraknąć gadżetów gdyż jak nieraz podkreślałam jestem gadżeciarą. W
swoim zestawieniu wzięłam pod uwagę produkty, które poznałam w tym roku
(z wyjątkiem bonusu) począwszy od stycznia aż do listopada. Grudzień został pominięty tak po
prostu;) Zestawienie wygląda wizualnie dużo gorzej niż w przypadku makijażu i
zapachów, ponieważ kolorówka tak szybko się nie zużywa i mogłam ładnie wszystko
ze sobą zestawić. W przypadku pielęgnacji jest już jednak inaczej. Pielęgnację
zużywam szybko i w niektórych przypadkach musiałam po prostu skorzystać ze
zdjęć archiwalnych, a w niektórych udało mi się zrobić zdjęcia jeszcze przed
zużyciem kosmetyków czyli w listopadzie;) Nad poszczególnymi kosmetykami nie
będę się rozwodzić. Wszystkie, które były już opisane zostały podlinkowane.
Moje recenzje najczęściej są szczegółowe, wszystko podtrzymuję więc zainteresowani
mogą wejść i sprawdzić co i jak;) Tyle wywodu, a teraz zaczynamy;)
Pielęgnacyjne
gadżety
Zaczynam
od tej kategorii, ponieważ tu wybór był najłatwiejszy. Soniczną szczoteczkę Foreo Luna Mini zamówiłam dokładnie w Sylwestra 2014 więc trafiła
do mnie w pierwszych dniach 2015r i używam jej już ponad rok. Nie jest to
produkt bez wad (w recenzji był dość długi wywód), ale mimo tego lubię ten
produkt, używam regularnie i chętnie, a zakupu nie żałuję. Dwa produkty marki Nacomi czyli
rękawica Kessa, która sama w sobie jest fajnym i przydatnym
gadżetem ciągle jeszcze przez wiele osób nie docenianym oraz naturalny peeling do rąk, który już zużyłam i może w końcu zrecenzuję.
Wiem, że wiele osób uważa używanie peelingów do rąk za zbędne, ale ja akurat
lubię takie produkty. Ten złuszcza, nawilża i pielęgnuje dłonie. A przy tym
ładnie pachnie, podobnie do malinowej Mamby;) Jedyne co mogę mu zarzucić to
opakowanie. W przypadku peelingów do dłoni wygodniejsze są tubki, które można
postawić na umywalce i dzięki temu mimowolnie się po nie sięga. Ze słoiczkiem
jest większy problem, ale z drugiej strony tak odżywczą konsystencję ciężko
byłoby chyba zamknąć w tubce więc jest jak jest. Kolejnym produktem jest Argan Bronzer od Bielendy.
Jeszcze rok temu na myśl, że mogłabym przetestować jakiś produkt brązujący
umarłabym ze śmiechu. A w tym roku? Nagle sama poczułam chęć wypróbowania, nikt
mnie nie zmuszał do wyboru akurat tego kosmetyku:) Produkt okazał się być
wielkim zaskoczeniem w dodatku w przystępnej cenie. Mam nadzieję, że go nie
wycofają. Ostatnim produktem są Dermokapsułki
Rewitalizujące Dr Irena Eris z serii Clinic Way. Sprawiłam je sobie w październiku i naprawdę
bardzo miło mnie zaskoczyły. Oczywiście są zużyte już od jakiegoś czasu więc
mam nadzieję, że wkrótce wydam obszerniejszą opinię.
Pielęgnacja
twarzy
Wybór
był naprawdę trudny, ponieważ jak już wspomniałam we wstępie zużyłam mnóstwo
pielęgnacji, ale udało się wyłonić;) Uwielbiam sera i w kategorii nawilżających
wahałam się między Vichy Aqualia Thermal, a Bielendą. Wybrałam serum Bielendy,
ponieważ jest tańsze, a ostatecznie działanie nie odbiegało od Vichy. Bielenda
w ogóle zrobiła na mnie dobre wrażenie w tym roku. Ta marka jest moim odkryciem w 2015r. Oczywiście nie bądźmy śmieszni, znałam ją już wcześniej. Zawsze jednak
byłam przekonana, że ma w ofercie przeciętne produkty. Okazało się jednak, że
marka się rozwija, stawia na nowoczesność i wszystko to idzie w ciekawym
kierunku. Ja zawsze byłam za innowacyjnością więc w miarę na bieżąco podpatruję
i próbuję nowości. Jak dotąd w większości dobierałam sobie produkty, które
spełniały moje oczekiwania i ich stosowanie było przyjemne. Zawsze powtarzam,
że kluczem do zadowolenia jest dobry dobór produktu. To właśnie dlatego tak
rzadko muszę wylewać żale na blogu;) Drugim produktem z tej kategorii jest Żurawinowe serum napinające Norel. Markę znam tylko z tego jednego produktu
więc w przeciwieństwie do Bielendy się nie wypowiem, ale serum już jakiś czas
temu zużyłam i nadal polecam. O wyjątkowym działaniu kremu Sensilis Pure Perfection napisałam na tyle obszerną recenzję, że nie
wiem co jeszcze mogłabym dodać oprócz tego, że bardzo pozytywnie mnie
zaskoczył. W zapasach nadal czeka drugi krem Sensilis. Mam nadzieję, że nie
będzie rozczarowania;) W przypadku balsamu pod oczy Vichy Aqualia Thermal
musiałam poczekać na efekty, ale było warto. W dodatku był bardzo wydajny
(zużyłam go dopiero w grudniu, a zaczęłam w lipcu). Krem Skin Chemists Wrinkle Killer DM również bardzo mi przypadł do gustu, choć nie
wiem czy kiedyś do niego wrócę ze względu na cenę (i zapasy).
Maseczki i
peeling
Uwielbiam
maseczki, choć ich recenzje często pojawiają się na blogu z dużym opóźnieniem;)
To dlatego, że nieraz czekam na całkowite zużycie, a później nie ma czasu i
recenzja czeka w długiej kolejce;) Bardzo dobra okazała się maseczka nawilżająca Bielendy. Już nie ma co się rozwodzić nad nią,
ponieważ mimo tego, że to świetny produkt niestety nie trafił w polski target i został wycofany.
Polki nadal nie mają zaufania do tego co nowe i trochę inne, a szkoda. Mam
jednak nadzieję, że w miejsce tych masek pojawi się coś nowego, może jeszcze lepszego?
Drugą maseczką zasługującą na pochwały jest błotna maska
Sephory. Jest
porównywana do Glam Glow, której nie miałam więc się nie wypowiem. Mogę jednak
powiedzieć, że sephorowa naprawdę działa i na pewno w końcu dostąpi łaski i
doczeka się pełnej recenzji;) Z peelingów do twarzy najbardziej polubiłam Oczyszczający Dermo-Peeling Pharmaceris T. Działaniem bardzo przypomina mi ten od Dr
Irena Eris Normamat. Myślę, że również dostanie swoje 5 min na blogu;)
Prawie
bym zapomniała o produkcie do oczyszczania twarzy, a najlepiej w tej materii
wspominam wspaniałe „ciasteczko" Lush czyli czyścik Let The Good Times Roll:) Mam
nadzieję, że jeszcze kiedyś będę miała okazję ponownie go używać:) Z bardziej dostępnych mogę polecić piankę Biodermy.
Jeśli
chodzi o produkty do włosów nie mogę powiedzieć żebym zużyła ich bardzo dużo w
tym roku. Powód jest prosty – krótkie włosy, a co za tym idzie duża wydajność
kosmetyków. Być może w tym roku się to zmieni gdyż podjęłam decyzję, że
zapuszczam (zobaczymy jak mi pójdzie). Nie znaczy to jednak, że nie odkryłam
perełek bo odkryłam. Niezaprzeczalnie rewelacyjnym produktem jest odżywka Vichy Dercos Nutri Reparateur. Jestem jej pewna tak jak żadnego innego
produktu do włosów. W ofercie jest też maska, ale uwaga – podobno dużo gorsza. Kolejnym
produktem jest Olej ze słodkich migdałów Optima Plus. W moim przypadku
świetny do olejowania, ale można go wykorzystać na wiele innych sposobów jak to
olej;) Na zdjęcie załapał się też Intensywnie
nawilżający krem do stóp Fuss Wohl zawierający 10% mocznika. Krem kosztuje grosze
(zwłaszcza w promocji) i jest najlepszym kremem do stóp jaki miałam w życiu. Od
razu zaznaczę, że nie mam szczególnych problemów ze stopami, ale gdy posmaruję
je tym kremem są tak niesamowicie gładkie jak po niczym innym;)
Pielęgnacja
ciała
Z
wyborem produktów do pielęgnacji ciała był największy problem, ponieważ zużyłam
ich naprawdę mnóstwo. Jeśli przeglądacie moje denka to zapewne wiecie, że nie
żartuję.
Zużyłam
tak dużo żeli pod prysznic zarówno tańszych jak i tych bardziej wymyślnych, że
naprawdę trudno mi wskazać najlepszy, ale w końcu mnie olśniło. Najlepszym
produktem okazała się Pianka pod prysznic KA-HA czyli produkt Mineralnej Kasi. To
takie moje spełnione kosmetyczne marzenie. Jak wiecie lubię cuda pod prysznicem
i np. pianki Organique, ale Organique nie było na tyle łaskawe aby wprowadzić
do sprzedaży piankę o zapachu czekolady (albo np. kawy też bym chciała).
Zrobiła to więc dla mnie Kasia.
Jeśli
chodzi o peelingi do ciała nadal kocham, uwielbiam i polecam peelingi cukrowe Organique. Jednak o ich dobroczynnym działaniu
wiedziałam już w latach ubiegłych. W tym roku poznałam kolejne zapachy, ale
działaniem wszystkie są podobne. Uznałam zatem, że nie znajdą się tutaj mimo, że ręczę za nie:) Wybrałam więc
coś typowo z tego roku. Niestety znowu jest to Bielenda. Można by rzec, że
wstyd tyle produktów jednej marki w tym samym zestawieniu, ale już kiedyś
napisałam co sądzę o wstydzie (ktoś pamięta?;)). Poza tym co poradzę, że
peeling z serii Golden Oils naprawdę mi pasował. Jak na drogeryjny ma
całkiem dobry skład i zapach też mi odpowiadał;) A jeśli chodzi o mocniejsze
zdzieranie to gorąco polecam też peeling Wellness&Beauty! Dobrym rozwiązaniem jest też peeling GoCranberry - zwłaszcza do suchej skóry.
W
kategorii balsamów do ciała gdybym nie prowadziła bloga na zawsze już (albo
przynajmniej na długo) zostałabym z Cetaphilem MD;) Swym zapachem i
przyjemnym działaniem obezwładniał mnie Melonowy mus do ciała Organique;)
Bardzo dobrze też wspominam zapach i działanie Sorbetu ujędrniającego Tołpa Dąb Paragwajski. Moje serce skradła również linia Virgin Mojito The Body Shop:)
Jeśli olejek to Malinowy Go Argan+, a jeśli dodatkowo w dobrej cenie to Wellness&Beauty:)
Jeśli olejek to Malinowy Go Argan+, a jeśli dodatkowo w dobrej cenie to Wellness&Beauty:)
Jeśli
chodzi o balsamy do ust w ciągu roku zużyłam ich tyle, że naprawdę brak słów;)
Z tych, które poznałam w tym roku to chyba najlepiej wspominam kawowo-śmietankowe masło do ust Stenders – teraz są również w sztyfcie i też dobre. Z
takich hitów, ale już poznanych dobrych kilka lat wcześniej to na pewno Clarins w niebieskiej tubce, który był w ulubieńcach grudnia.
B O N U S !
Pielęgnacyjny
hit życia
Zdecydowałam
się na tę kategorię, ponieważ jest taki produkt, który odmienił moje życie.
Zestaw do manicure japońskiego, o którym pisałam w jednym z pierwszych wpisów
na blogu czyli jeszcze pod koniec 2013r. Wydatek się opłacał, ponieważ mimo
regularnego stosowania po dziś dzień nie zużyłam tego zestawu:) Od przeszło
dwóch lat w moim słowniku nie istnieje coś takiego jak odżywka do paznokci. Muszę
przyznać, że nawet jak koleżanki wspominają o odżywkach pusty śmiech mnie
ogarnia na samą myśl, że miałabym ich używać podczas gdy mam taką perełkę w
domu;) Nie mam żadnego problemu z płytką paznokcia. Wszystko robi niesamowicie
prosty w obsłudze zestaw do manicure japońskiego. Paznokcie są
błyszczące, gładkie, mocne. Dla mnie rewelacja:) Wszystko można przeczytać w
recenzji. Jedyne co się nie zgadza to końcówka gdzie napisałam, że lakier
szybko odpryskuje jeśli nałożę go na manicure japoński. Po czasie okazało się,
że winę za taki stan rzeczy ponosiła baza Eveline. Przy innych produktach
wszystko jest ok.;) Choć obecnie np. nie maluję paznokci zbyt często, ponieważ
nie mam chęć;)
Kremów do rąk używam jedynie na noc, ale mimo tego w ubiegłym roku zużyłam ich sporo. Jedne były fajne, inne przeciętne i ostatecznie zaświtała mi w głowie myśl żeby polecić coś co poznałam jeszcze w 2014r. Coś co powinno się sprawdzić nawet u najbardziej wymagających osób - Hudosil Hud Salva. Sama nie mam ogromnych problemów ze skórą dłoni, ale Hudosil zdążyłam polecić już wielu znajomym i osobom, które miały naprawdę poważne problemy. W tym również mamie i siostrze, mama poleciła również koleżance i wszyscy są absolutnie zachwyceni. To jest taki krem ostatniej deski ratunku. Jeśli nic nie działa wystarczająco warto sięgnąć po Hudosil Hud Salva. Można go też używać na inne mocno przesuszone partie ciała. Wadą jest cena ok 33zł/100ml i dostępność. Można go zamówić w sklepie producenta, ale np. w moim otoczeniu za zwyczaj poluje się na niego na doz.pl (gdzie też niestety często jest wykupiony, a stacjonarnie nie mają. Dlatego zwykle zamawiamy i odbieramy na miejscu).
Hit wszech czasów do pielęgnacji dłoni
Kremów do rąk używam jedynie na noc, ale mimo tego w ubiegłym roku zużyłam ich sporo. Jedne były fajne, inne przeciętne i ostatecznie zaświtała mi w głowie myśl żeby polecić coś co poznałam jeszcze w 2014r. Coś co powinno się sprawdzić nawet u najbardziej wymagających osób - Hudosil Hud Salva. Sama nie mam ogromnych problemów ze skórą dłoni, ale Hudosil zdążyłam polecić już wielu znajomym i osobom, które miały naprawdę poważne problemy. W tym również mamie i siostrze, mama poleciła również koleżance i wszyscy są absolutnie zachwyceni. To jest taki krem ostatniej deski ratunku. Jeśli nic nie działa wystarczająco warto sięgnąć po Hudosil Hud Salva. Można go też używać na inne mocno przesuszone partie ciała. Wadą jest cena ok 33zł/100ml i dostępność. Można go zamówić w sklepie producenta, ale np. w moim otoczeniu za zwyczaj poluje się na niego na doz.pl (gdzie też niestety często jest wykupiony, a stacjonarnie nie mają. Dlatego zwykle zamawiamy i odbieramy na miejscu).
Pewnie
coś pominęłam, ale wpis jest już tak długi, że same rozumiecie;) No niestety
ten człowiek (ja) nie potrafi napisać wystarczająco krótko. Musi być krew, pot i łzy:D Poza tym kto dużo zużywa, ten ma też dużo do powiedzenia;)
A wiecie co w tym wszystkim było najgorsze? To, że od jakiegoś czasu nie działa wyszukiwarka na blogu. Widziałam, że na wielu innych blogach też nie działa, wie ktoś jak to naprawić? Szukanie w etykietach jest cięższe zwłaszcza gdy pisałam o wielu produktach tej samej marki albo z tej samej kategorii. Archiwum niestety też nie działa już jak należy.
A wiecie co w tym wszystkim było najgorsze? To, że od jakiegoś czasu nie działa wyszukiwarka na blogu. Widziałam, że na wielu innych blogach też nie działa, wie ktoś jak to naprawić? Szukanie w etykietach jest cięższe zwłaszcza gdy pisałam o wielu produktach tej samej marki albo z tej samej kategorii. Archiwum niestety też nie działa już jak należy.
Znacie te produkty? A co Wy szczególnie wspominacie
w kategorii pielęgnacji i gadżetów?;)


