poniedziałek, 21 maja 2018

Barbara Kwiatkowska - Pielęgnacja skóry przez cztery pory roku. Azjatyckie Inspiracje

Niedawno ukazała się nowa książka autorstwa Barbary Kwiatkowskiej - Pielęgnacja skóry przez cztery pory roku. Azjatyckie Inspiracje, mająca być niejako kontynuacją pierwszej tj. Skóra: azjatycka pielęgnacja po polsku, z którą niestety nie miałam okazji się zaznajomić. Ale zawsze można nadrobić:) Co znajdziemy w najnowszej pozycji autorki?

zdjęcie przedstawiające książkę Barbary Kwiatkowskiej Pielęgnacja skóry przez cztery pory roku. Azjatyckie Inspiracje

Poradnik jest ładnie wydany. Podoba mi się jego format, okładka ze względu na połączenie kolorów, a także czytelna czcionka, tabele i ilustracje, które urozmaicają treść. Książka posiada 271 stron łącznie z bibliografią. Materiał, który w niej znajdziemy został bardzo przejrzyście i logicznie rozdzielony. Lubię gdy dane są uporządkowane i ładnie wyeksponowane! Jeśli chodzi o samą autorkę to od razu wyczułam, że jest to kobieta, która twardo stąpa po ziemi i nie boi się wyrażać swojego zdania oraz obalać mitów. Gdy coś jej się nie podoba albo uważa za mało skuteczne, pisze o tym wprost. Podoba mi się to, ponieważ lubię osoby zdecydowane i pewne swego.  Sama zresztą mam bardzo podobnie. Coś się komuś nie podoba? Trudno. I tak powiem co zechcę.

Co znajdziemy w poradniku?



Wiele praktycznych informacji jak np., różnica między olejkami myjącymi, a OCM. Azjatki stosują przede wszystkim olejki myjące, czyli takie, które w swoim składzie zawierają emulgatory. Sama autorka również zdecydowanie poleca tę formę oczyszczania zamiast metody OCM. I zgadzam się z tym również ja. Do wyrażenia swojego zdania została tutaj wywołana autorka bloga Kociamber w podróży, według której olejki azjatyckie są przyjemne w użyciu lecz słabe jakościowo ze względu na skład, w którym często brakuje naturalnych olejów. Zamiast nich bardziej poleca ona olejki polskich marek takich jak Vianek, GoCranberry, czy Miya Cosmetics. Ten ostatni sama również polecam:) 

Książka została podzielona również według pór roku – wiosna, lato, jesień, zima, w których znajdziemy porady dotyczące tego jak pielęgnować cerę zależnie od pory roku oraz warunków atmosferycznych i potrzeb. 


Latem nasza cera potrzebuje lżejszych, ale jednocześnie dobrze nawilżających formuł, ponieważ „chce pić” podobnie jak nasz organizm. 


Wiosna jest bardzo dobrym czasem na wszelkie kuracje rozświetlające np. przy użyciu kosmetyków z witaminą C. 


Zimą ubieramy się na cebulkę, więc również nasza cera potrzebuje nieco „cieplejszej” ochronnej kołderki;) Zwłaszcza, że jesteśmy wtedy narażeni na ciągłe zmiany temperatur. Od mrozu na zewnątrz po ogrzewane pomieszczenia, więc nasza skóra i naczynia muszą pracować na podwyższonych obrotach, co często może powodować uczucie dyskomfortu.  

Jesień jest natomiast idealnym czasem na walkę z przebarwieniami, kuracje złuszczające, wprowadzenie kwasów i retinolu. Tym bardziej, że jesienią często więcej czasu spędzamy w domowych pieleszach, więc mamy większą ochotę na dogadzanie swojej skórze poprzez różne pielęgnacyjne rytuały. Często po lecie można zauważyć, że piegi i przebarwienia są bardziej widoczne lub powstały nowe. Autorka wyjaśnia proces powstawania przebarwień, który niekiedy trwa latami, więc jeśli nie dorobiliśmy się przebarwień po lecie lub w związku z niedostateczną lub żadną ochroną UV to niestety nie oznacza to, że widoczna zmiana nie pojawi się dopiero za kilka lat. Dlatego też Barbara Kwiatkowska mocno rekomenduje stosowanie preparatów z filtrami UV przez cały rok. Według niej każda ochrona (nawet taka w postaci pudru) jest lepsza niż brak ochrony. Zwłaszcza, że nawet najwyższe dostępne faktory nie gwarantują w pełni stabilnej ochrony. Po części jest to związane z tym, że należałoby nakładać na twarz aż ¼ łyżeczki kremu z filtrem. Przy prawidłowej aplikacji krem z filtrem o pojemności 50ml powinien wystarczyć na 40-50 dni stosowania (m.in. dlatego często dziwi mnie kiedy ktoś twierdzi, że krem wystarcza mu na pół roku:D). W przypadku kremów z filtrem nakładanie takich ilości może być jednak problematyczne, ponieważ często mają one cięższą konsystencję, są tłuste lub bielą. A gdy nakładamy mniej to automatycznie zmniejsza się poziom ochrony i tak oto z np. przy użyciu SPF 50 uzyskujemy ochronę UVA na poziomie ok. 16. Jednak autorka pociesza, że nawet jeśli nakładamy mniej to i tak mamy plusa za to, że w ogóle je stosujemy. Lżejszymi konsystencjami mogą poszczycić się azjatyckie kremy z filtrami. Jednak na zimę autorka radzi wybrać filtry europejskie ze względu na to, że te azjatyckie są dostosowane do ciepłego i wilgotnego klimatu, a nie do zimowej polskiej aury. W dużej mierze przez to, że posiadają płynne formuły i wysoką zawartość alkoholu. Azjatyckie filtry mogą być jednak niezłym rozwiązaniem dla posiadaczy cer tłustych, choć i w tym przypadku podano, że można znaleźć odpowiednik na europejskim rynku w postaci matującej emulsji Vichy, która jest ulubionym filtrem Kociambra. 

W wielu miejscach znajdziemy przykłady konkretnych kosmetyków. Zarówno tych rodzimych producentów (w większości) a także koreańskich (według mnie tych podano trochę mniej). Są także przykłady planów pielęgnacyjnych na różne pory roku z uwzględnieniem konkretnych składników. Opis działania poszczególnych olejków czy maseł, a także kilka wskazówek dotyczących INCI.

W książce znajdziemy również rozdziały poświęcone masażowi twarzy, historii maseczek wraz z przykładami wykonania poszczególnych maseczek np. na bazie glinek. W tym również ciekawostkę zdradzającą, że już wkrótce marka Foreo wypuści swój nowy innowacyjny produkt o wdzięcznej nazwie UFO;) Trochę o zmarszczkach, a także o tym, że trzeba poświęcić zdecydowanie więcej uwagi na pielęgnację szyi i traktować ją z takim samym uczuciem jak skórę twarzy. A przede wszystkim dbać o jej odpowiednie nawilżenie i jędrność. Nie włączając jednak do pielęgnacji szyi takich produktów jak silnie oczyszczające maseczki mogące ją podrażnić. Odpowiednia pielęgnacja szyi jest obecnie szczególnie ważna gdyż mamy w zwyczaju wielogodzinne wpatrywanie się w ekrany naszych smartfonów przyjmując przy tym niezbyt komfortową pozycję zarówno dla kręgosłupa jak i skóry. Powoduje to szybsze starzenie się tej strefy. Jest także co nieco o zmarszczkach, a także zachęta do tego żeby korzystać poszewek z jedwabiu, gdyż nie odciskają się one na twarzy tak jak te bawełniane. Znajdziemy też chociażby różnicę między kosmetykami rozświetlającymi i rozjaśniającymi, a także odrobinę azjatyckich ciekawostek, czyli tych tytułowych azjatyckich inspiracji. Nie jest to jednak typowa książka o azjatyckiej pielęgnacji. Jest dużo takich wskazówek jak wykorzystać to co mamy dostępne w Polsce:)

Czy dowiedziałam się czegoś nowego z książki Barbary Kwiatkowskiej?



Przydadzą mi się niektóre wskazówki dotyczące INCI na wypadek gdym chciała wprowadzić do swojej pielęgnacji produkty zawierające konkretne składniki. A to dlatego, że jak wiecie nie jestem osobą radykalną w kwestii składów, więc nie poświęcam dużo czasu na analizę. Co za tym idzie, nie mam wszystkich oznaczeń w pamięci. 

Poza tym przyznaję, że nie dowiedziałam się niczego czego bym nie wiedziała. Jednak jest to dla mnie pozytywne, ponieważ oznacza, że swoje wiem:) A dzięki książce mogłam usystematyzować wiedzę i niejednokrotnie wypowiedzieć w myślach – a i owszem, zgadza się:) Nie wszystkie zawarte w książce pomysły wykorzystam, ponieważ np. nie jestem zwolenniczką pielęgnacyjnego DIY i częściej stawiam na gotowe produkty. Niemniej ta część może być inspiracją dla osób, które kręci „zrób to sam”;) 


Najbardziej jednak spodobało mi się obalanie mitów i cieszę się, że w końcu ktoś to zrobił jasno i dobitnie, ponieważ nóż mi się w kieszeni otwiera gdy słyszę takie „mądrości” jak to, że „skóra się rozleniwia” jeśli zbyt wcześnie sięgnie się po silniej działające kosmetyki np. przeciwzmarszczkowe. Powiedzmy, że 30-latka używa kremów z oznaczeniem 50+ na opakowaniu. Takie oznaczenie nic nie znaczy, ponieważ kremy powinno się dobierać do typu cery i potrzeb, a przecież mało prawdopodobne żeby każda osoba 50+ miała takie same wymagania. Podobnie jest w przypadku jedzenia. W restauracjach nie ma przecież osobnego menu dla 30+, 40+ etc. Autorka podkreśla, że tak naprawdę dorosła córka może używać tego samego kremu co jej dojrzała matka (jeśli jest on dopasowany do potrzeb obu). U córki może on stanowić formę prewencji przeciwzmarszczkowej. Skóra się nie rozleniwi, ponieważ kosmetyki nie penetrują jej na tyle głęboko. Poza tym przyswoi ona tylko tyle ile potrzebuje. Z reszty najwyżej nie skorzysta i nie przyzwyczai się. Mama natomiast może stosować w formie kuracji na istniejące już zmiany. Pani Barbara dostała pytanie w stylu czego mam używać w wieku 50 lat skoro już w wieku 30 używam np., kremów z retinolem. I odpowiedź brzmiała nadal kremów z retinolem;) Z wiekiem zmniejsza się skuteczność, ale nie jest to związane z rozleniwieniem skóry związanym z przyzwyczajeniem do silnych substancji w kosmetykach, a z tym, że z wiekiem dochodzi do spowolnienia naturalnych procesów regeneracji, które zachodzą u każdego. Dlatego ważna jest profilaktyka. Lepiej sięgnąć po takie kosmetyki wcześniej niż później. Sama to wszystko wiedziałam, ale nadal często spotykam się z takimi stwierdzeniami, więc jeśli ktoś nie ma przekonania żeby uwierzyć mi to może da się przekonać autorce poradnika;) 

Co mi się nie spodobało w tej pozycji?



Dość częste nawiązania do poprzedniej książki typu „ale to już wiecie ze Skóry”. Nie ma w tym nic złego, ponieważ jest wyraźnie napisane, że nowy poradnik jest czymś w rodzaju rozszerzenia, ale czułam się nieco zmęczona kilkukrotnie czytając o nawiązaniach. Zwłaszcza, że pierwszej książki nie czytałam. Nie zgodzę się też ze stwierdzeniem, że w Polsce jest nie do wyobrażenia żeby nie użyć toniku. Wręcz przeciwnie, ponieważ wiele pytań od moich Czytelników dotyczyło wątpliwości związanych ze stosowaniem toników. Często kobiety nie widzą sensu używania ani efektów więc bywa, że wydaje im się zbędny. Osobiście zawsze używam i rzeczywiście nie wyobrażam sobie inaczej, ale nie zgodzę się, że dotyczy to wszystkich z automatu;)

Czy polecam?



Owszem. W tej książce nie znajdziecie bezsensownych porad. Warto przeczytać w dwóch przypadkach: jeśli jesteście zagubieni w temacie pielęgnacji lub jeśli chcecie sprawdzić ile wiecie tudzież usystematyzować swoją wiedzę i skonfrontować z różnymi punktami widzenia. Poradnik jest bardzo przystępnie napisany, czyta się go naprawdę szybko. Mnie to zajęło jakieś 2h.


Pani Barbara bardzo rzetelnie podeszła do tematu pielęgnacji. Nie ma tutaj bezkrytycznego i bezrefleksyjnego polecania wszystkich azjatyckich inspiracji. Przeciwnie - dużo jest podane na chłodno. Książka zachęca do tego żeby dobrze poznać swoją skórę, a z azjatyckich metod dbania o nią wybrać to co najlepsze dla NAS. Nie musi to być koniecznie wszystkie 10 kroków. Osobiście podobało mi się również wspomnienie o wielu polskich kosmetykach, które znam i lubię. Jak np. olejek Miya albo Miejski krem ochronny Resibo.


Co sądzicie o najnowszej książce Barbary Kwiatkowskiej? Mieliście okazję już ją przeczytać?

41 komentarzy:

  1. Takich książek nigdy za wiele - zawsze można coś nowego się dowiedzieć!
    pozdrawiam serdecznie znad filiżanki kawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie książki bardzo lekko się czyta, a przy okazji można skonfrontować ze swoim punktem widzenia;)

      Usuń
  2. Może jak kiedyś wpadnie mi w ręce to przeczytam, na razie nie znam żadnej z jej książek ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. jak to dobrze, że już ją zamówiłam, już mi się spodobała! "Skórę" już przeczytałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że dobrze będzie Ci się ją czytało:)

      Usuń
  4. chciałabym mieć tą książkę w swoich zbiorach, wszystko co związane z pielęgnacją mnie interesuje, zależny mi aby moja skóra była zdrowa i wyglądała młodo jak najdłużej

    OdpowiedzUsuń
  5. Zdecydowanie zaciekawiłas i zachecilas mnie ta opinia teraz już na pewno muszę kupić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wstępnie Cię zainteresowała :)

      Usuń
  6. Podoba mi się takie podejście do koreańskiej pielęgnacji, przeniesienie jej na polski grunt. Osobiście wolę kupić kosmetyk polski, choćby dlatego, że prędzej znajdę go stacjonarnie i może natrafię na tester, no i poczytam sobie co tam producent na opakowaniu napisał, bo tych koreańskich już nie odszyfruję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejście autorki jest bardzo rzetelne bo przemyciła trochę ciekawostek i obaliła parę mitów, a jednocześnie nie nakazuje ślepo gonić za tym co koreańskie etc:)
      Jeśli chodzi o mnie to obecnie jestem już dość dobrze rozeznana w kwestii tego co z koreańskich kosmetyków będzie mi pasować, a co raczej nie:) I nie mam problemu żeby zamówić coś z odległych rejonów, ale zawsze dobrze mieć wybór. A polski przemysł kosmetyczny ma do zaoferowania naprawdę wiele w kwestii pielęgnacji:)

      Usuń
  7. Z chęcią bym przeczytała, z tego co widzę jest ciekawie i fajnie napisana i trochę krytyczna, a to dobrze świadczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bardzo mi się spodobała ta nutka krytycyzmu bo sama również nie podchodzę do tego bezkrytycznie.

      Usuń
  8. Nie miałam jeszcze okazji czytać tej książki, ale pewnie w najbliższym czasie się to zmieni ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Też mam i uważam, że to dobra pozycja dla każdego. Ładnie wydana i sensowna :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jakos nie przykladam szczegolnej uwsgi do pielegnacji ppd pory roku ale jesli ksiazka mi się gdzieś nawinie to poczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też niekoniecznie dostosowuję się do pory roku, ale i tak z wieloma rzeczami się tutaj zgadzam;)

      Usuń
  11. Dojazdów na i chętnie bym po nią wzięła Chociażby z tego względu aby sprawdzić swoją wiedzę :) Jeżeli chodzi o mnie to ja uwielbiam i zawsze doceniam fakt że ktoś tworzy kosmetyki DIY które dodatku nie tylko są naturalne ale jeszcze działają. Też nie jestem jakimś specjalistą i chemikiem jeżeli chodzi o INCI ale cały czas się uczę i chciałabym dojść do takiej perfekcji że patrząc na kosmetyk nie muszę robić ich analizy. Natomiast teraz bardzo dużo Marek które są wprowadzane na nasz rynek pisze w dwóch językach skład i właśnie między innymi po polsku dzięki czemu analiza nie jest już wtedy potrzebna. Ogólnie myślę że książka mogłaby mi się spodobać chociaż Przypuszczam że podobnie jak u ciebie większość będę wiedziała I będzie To takie bardziej dopełnienie mojej wiedzy. W kwestii stosowania kosmetyków co do wieku.. też mnie śmieszy kiedy ktoś na zdjęciu zobaczy 30+ a ma 25 lat i mówi jestem jeszcze za młoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miało być "i ja" a wyszło dojazdów.. kocham T9 😁 szkoda że się nie da edytować komentarza :D

      Usuń
    2. Ach ten Twój telefon:D

      Usuń
  12. bardzo lubię beauty poradniki, o ile tworzenie kosmetyków jakoś średnio mnie interesuje, to jednak taki przewodnik po pielęgnacji ukierunkowanej na konkretne pory roku bardzo mnie ciekawi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jakoś nie szaleję za diy:D

      Usuń
  13. Lubię czytać takie książki. Zawsze można dowiedzieć się czegoś nowego i ciekawego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem pewnie by Cię zainteresowała;)

      Usuń
  14. Jak sama wiesz kupiłam ją przez Ciebie :P. Jeszcze nie zaczęłam bo kończę inną ale jestem bardzo ciekawa co ja o niej będę sądzić. Pierwsza książka mi się bardzo podobała i myślę, że tutaj mamy taką kontynuację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ładnie:P Ciekawa jestem jak wypadnie w Twoich oczach:) Ja niestety nie mam porównania do tej pierwszej:)

      Usuń
  15. Nie sięgam po takie ksiązki, jeśli chodzi o pielęgnację uwielbiam własne eksperymenty i zdobywanie wiedzy na podstawie doświadczeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka książka niekoniecznie musi służyć zdobywaniu wiedzy;) Ja np. praktycznie wszystko wiedziałam, więc była dla mnie jedynie potwierdzeniem tej wiedzy;)

      Usuń
  16. Chętnie przeczytam jak wpadnie mi w ręce :)

    OdpowiedzUsuń
  17. podoba mi się tak książka, chętnie bym poczytała i znalazła ważne dla mnie treści ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Wygląda na naprawdę dobrą książkę, fajnie, że polecasz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest rzetelnie napisana, to napewno:)

      Usuń
  19. Mnie ostatnio coś wzięło na kosmetyki DIY Wiec ta cześć książki mnie najbardziej ciekawi:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Mam straszną chrapke na ta książkę 😁

    OdpowiedzUsuń
  21. Moźe sobie sprawie taki poradnik :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze.

Jeśli jednak nie czytasz nie komentuj i nie pisz głupot;) Proszę nie zostawiaj linków, to nie jest miejsce na Twoją reklamę. Komentarze zawierające linki będą usuwane.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...