wtorek, 10 lipca 2018

Nivea Soft Mix Me!

Wstyd przyznać, ale pamiętam jak dziś pierwszą reklamę kremu Nivea Soft, w której padało stwierdzenie „jak ciepły letni deszcz”;) Pamiętam nawet, że ten pierwszy raz zobaczyłam ją w bloku reklamowym poprzedzającym serial „Przyjaciele”;) A były to lata 90’;) Dziś już nie lubię Przyjaciół", ponieważ odcinki zbyt często były powtarzane, a na domiar złego, kiedy odwiedza mnie moja siostra to akurat nierzadko zmienia kanał żeby po raz enty obejrzeć ten serial. Tak, więc pewne rzeczy się zmieniają, ale nie wszystkie. Nadal, bowiem lubię Nivea Soft, a teraz Nivea Soft Mix Me! Nie sądziłam, że poświęcę im osobny wpis, a jednak! 

zdjęcie obrazujące kremy Nivea Soft Mix Me
Nivea Soft Mix Me to uniwersalne kremy nawilżające (można zastosować zarówno na twarz jak i ciało, choć bardziej polecałabym ciało), występujące w trzech wariantach zapachowych - I am The Berry Charming One, I am The Chilled Oasis One, I am The Happy Exotic One. Innowacją jest tutaj to, że kremy można stosować oddzielnie lub dowolnie ze sobą mieszać tworząc „swoją” kompozycję zapachową;) Każdy z nich został opakowany w plastikowy pojemniczek o innym kolorze. Do mnie trafiły wszystkie trzy kremiki (każdy o pojemności 50ml), a dodatkowo dokupiłam jeszcze jeden o pojemności 200ml. Wszystkie 4 już zużyłam, więc pomyślałam, że pokuszę się o opinię:)


Nivea Soft Mix Me I am The Chilled Oasis One


zdjęcie przedstawiające Nivea Soft Mix Me I am The Chilled Oasis One

Zielony to mój faworyt! Podświadomie wyczuwałam to jeszcze zanim do mnie dotarło trio kremików i jak możecie się domyślić to właśnie jego odkupiłam i zużyłam również w większym formacie:) Jak pachnie I am The Chilled Oasis One? Dla mnie wspaniale! Jego zapach jest świeży i zielony! Taki „mohitowy”. Wyczuwam w nim miętę, limonkę oraz nutkę aloesu. Pozostawia po sobie uczucie orzeźwienia. Idealny na lato:) Przypadnie do gustu również wielu panom:)


Nivea Soft Mix Me I am The Happy Exotic One


zdjęcie przedstawiające Nivea Soft Mix Me I am The Happy Exotic One

Żółty “sofcik” pachnie według mnie przede wszystkim ananasem z lekką nutką kokosa. To taki tropikalny słodziaczek:)


Nivea Soft Mix Me I am The Berry Charming One


zdjęcie przedstawiające Nivea Soft Mix Me I am The Berry Charming One

Różowy według producenta posiada zmysłowy zapach świeżo zebranych czerwonych owoców. Ja w nim najmocniej wyczuwałam wiśnie z malinami. To również zapach słodki i taki leśny;)
zdjęcie kremu Nivea Soft Mix Me

Jak już wspomniałam każdy z tych kremów można ze sobą mixować zyskując jak najlepiej dopasowane do nas kompozycje zapachowe. Ale według mnie naprawdę fajnie pachną również solo:) Zwłaszcza zielony! Jeśli cenicie sobie delikatne zapachy to każdy z nich można zmiksować również z klasycznym kremem Nvea Soft. 
Przechodząc już do samego produktu to oczywiście zdeklarowani eko-maniacy" nie mają czego w nim szukać, gdyż jest to krem na parafinie i nie znajdziemy w nim typowo naturalnych składników;) Pewne rzeczy dla niektórych są nie do przejścia i na siłę nikogo nie uszczęśliwimy:) Niemniej jak możecie się domyślać, dla mnie akurat nie jest to dyskwalifikujące;) Klasyczny Nivea Soft lubiłam i kremy Nivea Soft Mix Me również przypadły mi do gustu. Do twarzy ich co prawda nigdy nie próbowałam (ani klasycznego ani Mix Me), ale do ciała sprawdziły się u mnie bardzo fajnie. Kremiki ładnie się rozprowadzają, nie marzą się i nie bielą. W przypadku mojej skóry wchłaniają się szybko pozostawiając po sobie nawilżenie i miękkość przez większość dnia (ja latem często smaruję ciało zarówno rano jak i wieczorem). Na pewno wrócę jeszcze kolejny raz do ulubionej wersji I am The Chilled Oasis One. Jedynym minusem były dla mnie małe pojemności (50ml), ponieważ moje zużycia w kwestii balsamów są ogromne;) Dlatego część z nich zużyłam jako kremy do rąk i potrzebowałam jeszcze co najmniej jednej wersji pełnowymiarowej:) Jeśli jednak wolicie mniejsze pojemności lub chcecie sobie je zmiksować to na iperfumy.pl znajdziecie zestaw 3 kremów Nivea Soft Mix Me taki w sam raz na wypróbowanie wszystkich wariantów:)
 

Znacie Nivea Soft Mix Me? Który zapach najbardziej przypadł Wam do gustu?
Czytaj dalej »

sobota, 7 lipca 2018

Garnier Fructis Hair Food – Banana Hair Food i Papaya Hair Food!

Pod koniec maja usłyszałam o nowych maskach do włosów Garnier Fructis Hair Food. Od razu mnie zaintrygowały i zaraz na początku czerwca postanowiłam się zaopatrzyć w dwie wersje – Banana i Papaya. Właściwie to zależało mi głównie na bananie, ale stwierdziłam, że a niech będą dwie;) Dostałam sporo pytań odnośnie tej serii, więc stwierdziłam, że pokrótce opiszę swoje wrażenia. Czy warto przekonać się do Hair Food?

Garnier Fructis Banana Hair Food


zdjęcie maski Garnier Fructis Banana Hair Food

Maseczkę otrzymujemy w plastikowym żółtym słoiczku o bardzo pozytywnej szacie graficznej i dużej pojemności, bo aż 390ml. Muszę przyznać, że przez tą pojemność wahałam się czy przygarnąć aż dwie wersje. Ale stwierdziłam, że po pierwsze się z kimś podzielę, a po drugie włosy mam coraz dłuższe, więc potrzebuję więcej tego typu produktów;) Tym bardziej, że chcąc trochę wypłukać kolor myłam włosy nieco częściej niż zwykle. Po trzecie, dobrze wspominam serię Botanic Therapy, więc liczyłam, że się nie zawiodę;) Wybór był więc prosty;) Przez tak dużą pojemność opakowanie jest nieco toporne, ale nie utrudnia wydobywania produktu etc. 
zdjęcie maski Garnier Fructis Banana Hair Food
Pewnie zastanawiacie się skąd chęć na banana? Maska posiada właściwości odżywcze i przeznaczona jest do włosów bardzo suchych, więc niekoniecznie do moich, ale ja nie przywiązuję aż takiej wagi do zaleceń producenta;) A na banana zdecydowałam się, ponieważ jakiś czas temu wyszła bananowa seria do ciała The Body Shop, a że po pierwsze nie dostałam na nią zniżki, a po drugie nie chciało mi się tam jechać to pomyślałam, że póki co zdecyduję się na garnierowego banana do włosów;) Poza tym odczyniłam 2 farbowania w ciągu tygodnia, więc uznałam, że przyda się ten pokarm dla włosów;) Maska posiada jasną barwę i kremową konsystencję. Choć jest ona lżejsza niż ta z serii Botanic Therapy. Pewnie dlatego, że można ją stosować na 3 sposoby – jako maskę, odżywkę lub jako pielęgnację bez spłukiwania:) Skoro więc produkt ma być typu 3w1 to nie powinien być zbyt gęsty;) 
Najbardziej pewnie ciekawi Was zapach? Otóż nie jest on aż tak bardzo naturalny jak świeżo obrany banan. Ale zdecydowanie posiada bananową nutę, jest słodki i bardzo przyjemny. Utrzymuje się przez jakiś czas na włosach, ale nie jest duszący ani dokuczliwy (przynajmniej w moim przypadku). Jeśli chodzi o działanie to ja postawiłam na stosowanie jako odżywka lub ewentualnie maska. Głównie dlatego, że nie lubię zbyt długo czekać z produktem nałożonym na włosy;) Moje włosy są skłonne do przetłuszczania u nasady, zwłaszcza latem, więc ważne było u mnie dostosowanie ilości i nie używanie od nasady:) Przy odpowiedniej ilości Garnier Fructis Banana Hair Food nie obciąża włosów:) Po użyciu włosy ładnie się rozczesują, są nawilżone i bardziej elastyczne, delikatnie pachną, a przy tym mam wrażenie, że mniej się wywijają;) Plusem może być też skład, który jest całkiem niezły jak na niedrogi produkt z drogeryjnej półki. Warto wypróbować nie tylko na suchych włosach:)

 Garnier Fructis Papaya Hair Food


zdjęcie maski Garnier Fructis Papaya Hair Food

Maseczka Garnier Fructis Papaya Hair Food podobnie jak jej bananowa koleżanka umieszczona została w plastikowym słoiczku o pojemności 390ml;) Takie ekonomiczne opakowanie idealne do podziału;) Kwestie wizualne również nastrajają pozytywnie. Mam nawet wrażenie, że seria Hair Food wypada bardzo kolorowo w porównaniu z innymi drogeryjnymi produktami do włosów:)
zdjęcie maseczki  Garnier Fructis Papaya Hair Food
Konsystencja jest identyczna jak w przypadku banana, czyli kremowa, ale nie ciężka. Taka w sam raz. Nie przeleci przez palce, ale też nie jest tłusta jak smalec;) Włosy bardzo dobrze ją chłoną. Zapach jest bardzo przyjemny. Taki egzotyczny! Niczym drinki z palemkami;) Jest to papaya, ale ja wyczuwam również ananasa i subtelnego kokosa;) Świetnie skomponowana woń! Również utrzymuje się przez jakiś czas na włosach:) Podobnie jak w przypadku wersji banana, tą także możemy stosować jako odżywkę, maskę, lub bez spłukiwania np. na końcówki. Ja znowu stosowałam typowo jako maskę lub odżywkę, ponieważ bez spłukiwania mam olejek;) Papaya Hair Food to maska regenerująca przeznaczona do włosów zniszczonych;) Moje może nie są szczególnie zniszczone. Ale... 2 koloryzacje w krótkim odstępie, a zwłaszcza ta pierwsza nie wyszła im na zdrowie i sporo włosów mi wtedy wypadło. Produkt regenerujący był więc jak najbardziej odpowiedni:) Choć muszę przyznać, że za linią Fructis to ja nigdy nie przepadałam. Dopiero seria Hair Food otrzymała ode mnie wysokie noty;) Ta wersja również bardzo dobrze się u mnie spisała, może nawet o pół punkta lepiej:) Produkt nawilża, zmiękcza, wygładza, regeneruje i przyjemnie nabłyszcza włosy. Nałożony w rozsądnych ilościach nie powoduje obciążenia. Obie wersje są zdecydowanie warte polecenia:)


Znacie kosmetyki Garnier Fructis Hair Food? Postawiłybyście na banana czy papayę?
Czytaj dalej »

środa, 4 lipca 2018

Czerwcowy tasiemiec z nowościami!

Czerwiec rozpieszczał mnie nie tylko ładną pogodą, ale także ciekawymi nowościami;) Najlepszą rzeczą jaką posiadłam w ubiegłym miesiącu okazały się być rolety dzień-noc. Wprost nie posiadam się z radości, że wymieniłam zwykłe jaskrawo-żółte na tak funkcjonalne:P Ale dziś nie o tym! Poniższy tasiemiec traktuje głównie o kosmetycznych nowościach ubiegłego miesiąca;) 

zdjęcie kolekcji Bell Hawaiian Ocean
Pod koniec maja przyczepiło się do mnie jakieś bliżej nieokreślone choróbsko powodujące ból brzucha, mięśni i ogólne rozbicie;) 1 czerwca spędziłam w łóżku, ale już wtedy trafiły do mnie dwa sety nowości. Pierwszym z nich była limitowana edycja Bell Hawaiian Ocean dostępna oczywiście w znienawidzonej przeze mnie Biedronce:D Wizualnie produkty przypadły mi do gustu, a ich nazwa również budzi we mnie pozytywne skojarzenia;) Lakierów tradycyjnych jak wiecie od dawna nie używam, więc poszły w inne ręce. Podobnie było z chłodnymi rozświetlaczami, po które jakby nie patrzeć sięgam mniej chętnie niż po te ciepłe i z dwiema szminkami:) Tak czy inaczej kolekcja wpada w oko i wypada całkiem spoko;)
kosmetyki do włosów Mila
Tą drugą nowością prosto na Dzień Dziecka były kosmetyki do włosów Mila Hair. Marka ta jeszcze do niedawna była możliwa do kupienia tylko w salonach i hurtowniach fryzjerskich, ale jakiś czas temu wkroczyła do drogerii Rossmann stając się lepiej dostępną:) Trafił do mnie szampon Hair Loss z placentą przeciw wypadaniu włosów, odżywka Volume oraz serum Anti Age i parę gadżetów;) Ich hasło przewodnie to jak widać - czeszę się życiem;) 
zdjęcie przedstawiające Kosmetyki z Doliny Róż
Poznałam również sklep Kosmetyki z Doliny Róż, który zajmuje się sprzedażą produktów z Róży Damasceńskiej:) W ich ofercie znajdziemy nie tylko kosmetyki do pielęgnacji i zestawy prezentowe, ale także smaczne i zdrowe przekąski. Mnie np. zaciekawiły konfitury i miody. Z kosmetyków dostępnych w sklepie wybrałam naturalną wodę różaną, wodę micelarną oraz peeling do twarzy i ciała z pestkami moreli i białą glinką.
zdjęcie kosmetyków Nuxe Aquabella
Z kolei przesyłką, która nie była niespodzianką, gdyż została ze mną uzgodniona jeszcze w maju, była nowa linia do pielęgnacji cery mieszanej Aquabella od NUXE zawierająca żel mikrozłuszczający, tonik-esencję oraz emulsję matującą. I mimo, że produktów się spodziewałam to była jednak pewna doza zaskoczenia w postaci ogromnej paczki, z której wyskoczył niebieski balonik w kształcie serca. Przyznaję, że udało im się mnie zaskoczyć;) Co jak co, ale balonika dziecko się nie spodziewało:D W sumie to byłam w szoku, że balon dotarł cały bo w niedługim odstępie czasu poczta zniszczyła mi dwa produkty w przesyłkach;) Niedługo opowiem o nich więcej bo od razu na początku czerwca wzięłam je w obroty w ramach pielęgnacji na dzień;)
zdjęcie nowości Innisfree
Z nowości koreańskich mam 3 produkty Innisfree z linii Tangerine Vita C, która interesowała mnie już od dłuższego czasu;) Z Innisfree jest także My Lip Balm #Ruby Grapefruit oraz My Drop o właściwościach matujących. Z pozostałych marek Tonymoly Tako Pore Bubble Pore Pack, Mamonde Enriched Nutri Eye Cream i dwie sztuki Laneige Stained Glasstick, które również od dłuższego czasu za mną chodziły;) Zapoznaliśmy się i niebawem pierwsze wpisy:)
zdjęcie paletki Beauty Legacy
Ten kto śledzi mnie na Instagramie i przelatuje czasem moje Insta Story na pewno wie w jakim stanie dotarła do mnie paletka cieni Beauty Legacy by Maxineczka, którą zamówiłam dla siostry… Dla siebie właściwie też chciałam, ale bardzo szybko się wyprzedały. Interendo zapłakała nad mym losem i postanowiła mi wysłać Maxi w ramach prezentu imieninowego i „dzieciowego”, gdyż akurat posiadała całe dwie;)
zdjęcie torebki Wojewodzic
Oprócz Beauty Legacy z Makeup Revolution w przesyłce znalazłam jeszcze coś co jest wybitnie w moim guście i pasuje mi idealnie, czyli maleńką kobaltową torebkę Wojewodzic (na zdjęciu może nie wygląda na małą, ale jest mini-mini). Było też sporo miniaturek i rozświetlacz Too Faced Rainbow Highlighter, który niestety roztrzaskał się w transporcie i zrobiłam z niego swoją własną tęczę:P Jeszcze raz bardzo dziękuję:)
Mam również dwie nowości mineralne Lily Lolo - róż Life's a Peach i błyszczyk Bitten Pink oraz probiotyczna maseczka Nourish:) 
zdjęcie Nivea Soft Mix Me
Nivea przysłała mi wesołego okrąglaczka z trzema mini kremami Nivea Soft Mix Me, każdy o pojemności 50ml;) Każdy z nich można używać solo lub dowolnie mixować z innymi:) Różowy i żółty posiadają dość słodkie zapachy. Natomiast zielony bardziej orzeźwiający (mój faworyt).
A także Notino Summer Box, którego zawartość pokazałam już na blogu. Po komentarzach wnoszę, że nawet Wam się podobał.
zdjęcie Joanna Pastel Color i Fluo Color
Zawitała też do mnie feria barw od Joanny, czyli produkty do koloryzacji Pastel Color i Fluo Color, które mają utrzymywać się do 10-15 myć w zależności od wersji. Moje włosy są teraz ciemne, więc nic by z tego nie wyszło. Poza tym muszę przyznać, że zawsze były oporne na farby do takiej półtrwałej koloryzacji;) Ale wiem, że niektórym chwyta wszystko;)
zdjęcie kimona Peachica Oriflame
Z Oriflame mam tym razem zestaw ręczników Nothern Beauty. Pewnie jeszcze się nie przyznawałam, ale jestem fanką ręczników;) Jak ktoś nie wie co mi kupić to z pewnością ucieszą mnie te w odcieniach niebieskiego;) Z rzeczy poza-kosmetycznych wybrałam również Kimono Peachica bo zawsze chciałam mieć takie coś;) Jest kolorowe i radosne. Na minus brak przyszytych pętelek, więc trzeba pamiętać gdzie porzucamy pasek albo sobie doszyć;) Mi służy jako letni szlafrok, ale może się przydać również na plaży;) Rozmiar niestety uniwersalny, ale dzięki paskowi nie jest źle;) Jakość jest w porządku. Są też produkty do stóp, które wybrałam z myślą o mamie, ponieważ zawsze narzeka na tę strefę;) A także baza pod makijaż NovAge Pore and Line, która jakby nie ze wszystkimi produktami się dogaduje. Nałożyłam ją np. wybierając się na See Bloggers i po kilku godzinach moja skóra wyglądała jakoś mocno pudrowo, a w tym samym zestawieniu bez bazy było lepiej;) Albo po prostu dałam za dużo pudru wykończeniowego.
W tym roku See Bloggers nieoczekiwanie odbyło się w Łodzi, więc jako że jestem na miejscu to postanowiłam skierować swoje leniwe nogi w stronę EC1;) Jeśli chodzi o poziom organizacji to jak najbardziej na plus. Zwłaszcza, że miejscówka jest klimatyczna, nowoczesna i wyjątkowa:) W kwestii merytorycznej przyznam szczerze, że nie dowiedziałam się niczego nowego ani tym bardziej odkrywczego;) Dlatego zawsze zadziwia mnie gdy inni piszą,  że tyyyyle nowej wiedzy posiedli;) Ja już niestety ją miałam:D Niemniej bardzo pozytywnie oceniam wywiad z Nosowską i ten z Ulą Chincz. Ten drugi był co prawda dość chaotyczny i niewiele wyjaśniał, ale osobowość prelegentki jak najbardziej na plus:) Ku mojemu zaskoczeniu sporo osób pytało mnie o "dary losu" (jak ja nie znoszę tego określenia:D). Miałam tego nie pokazywać, ale skoro pragniecie to dodaję... Najciekawsze pod względem mnogości asortymentu było stoisko Skingarden. W prezencie od nich były maseczki w płachcie. Reszta to mix produktów, które w dużej mierze były mi znane - krem, pomadka i tusz Delia, Batiste, maseczki Lirene. Natomiast z produktów, których wcześniej nie znałam kosmetyki 4 Less Age i Blizny Duo Oceanic, a także marka Nutka (ja wybrałam emulsję do higieny intymnej) i szampon Petal Fresh. Było też milion próbek, planner, prasa i garść przekąsek;) Marek było naprawdę mnóstwo, ale nie do każdej podchodziłam. Tłok był spory, więc wielu osób, które kojarzę nie namierzyłam lub nie rozpoznałam:D

Teraz moje osobiste zakupy;) 
L’Oreal Recital Preference Intensywny chłodny ciemny brąz
Koloryzacja farbą Garnier Olia mnie wręcz załamała, gdyż po paru myciach u nasady wybił mi perfidny żółty blond (farba była brąz). Wkurzyłam się i kupiłam mocniejszą farbę, czyli L’Oreal Recital Preference w odcieniu Intensywny chłodny ciemny brąz;) Kolor wyszedł dokładnie taki jak nazwa wskazuje, czyli naprawdę ciemny. Początkowo prawie czarny. Może i niekoniecznie planowałam aż tak ciemne, ale odczułam dużą ulgę, ponieważ po stokroć wolę taki niż tamto żółte nie wiadomo co;) U mnie farby mają tendencję do wypłukiwania się i poprzedni kolor, który mieliście okazję oglądać na Insta również de facto uzyskałam z wyjściowo ciemnego brązu;) Po kilku myciach kolor stał się taki jak chciałam, czyli ciemniejszy niż wcześniej, ale nie tak ciemny jak zaraz po farbowaniu. Na razie zostaję przy tym kolorze. Farba jest OK.
zdjęcie masek do włosów Garnier Hair Food
Żeby trochę wypłukać kolor postanowiłam się zaopatrzyć w szampon przeciwłupieżowy. Uznałam, że trochę sobie przyskąpię i kupię polecany przez My Lovely Fuchsia szampon przeciwłupieżowy Isana. Muszę przyznać, że dziewczyna miała rację:) To całkiem przyjemny szampon, który nie plącze włosów i fajnie chłodzi skórę głowy. Do tego jest tani jak barszcz. Nieoczekiwany hit;) Bardzo fajnie sprawdziły się u mnie kosmetyki do włosów Garnier Botanic Therapy, więc gdy tylko usłyszałam o nowej linii Hair Food, bez wahania wrzuciłam do koszyka;) Skusiłam się na odżywczą maskę Banana Hair Food oraz regenerującą maskę Papaya Hair Food;) Z tym bananem to było tak, że właściwie to miałam chęć na nową bananową serię The Body Shop, ale niestety mimo przynależności do newslettera nie docierały do mnie zniżki (zaczęły dopiero jak poprosiłam o usunięcie mnie z bazy i zapisałam się ponownie), a po drugie rzadko jest mi po drodze do Manu;) Niemniej obie fajne, wpis wkrótce;) Bardzo spodobał mi się zapach zielonego kremu Nivea Soft Mix Me I am The Chilled Oasis One, więc jeszcze tego samego dnia gdy dotarła do mnie przesyłka od Nivea kupiłam sobie pełnowymiarowy (bo mini to dla mnie na raz;)). Bawełniane ręczniki kosmetyczne Tami są tutaj dla jaj bo zawsze mnie rozwala jak ktoś np. pokazuje w denku waciki i inne patyczki:P Tzn. śmieszy mnie to wtedy gdy w denku jest mało kosmetyków plus waciki i patyczki żeby było, że niby duże denko:P
zdjęcie limitowanych żeli pod prysznic Balea
zdjęcie balsamu Balea Cosmo Cat
zdjęcie limitowanych żeli pod prysznic Elkos
Od paru miesięcy zbierałam się żeby zamówić coś z Balea i Elkos, ponieważ znam sprawdzony sklep internetowy, w którym nie ma zbyt dużej przebitki cenowej;) W końcu nadszedł ten moment i wrzuciłam do koszyka parę uroczo wyglądających produktów;)To były zakupy z cyklu "kupiłam bo było ładne";) Z marki Balea zamówiłam 3 żele pod prysznic - kokos i ananas, karambola i melon, malina i liczi, balsam do ciała Cosmo Cat o zapachu granatu (strasznie słodki i długotrwały zapach - nie polecam. Dusił mnie nawet gdy posmarowałam tylko stopy) oraz mydło kokos i ananas. Z Elkos dwa żele pod prysznic;) Ten z jednorożcem jak to napisali w sklepie "o zapachu niebiańskiej tęczy", a według producenta jest z grejpfrutem (mnie niestety nie porwał szczególnie;)) Natomiast ten z Ulicą Sezamkową to żel pod prysznic i szampon 2w1 o zapachu ananasa i moreli;)
zdjęcie podkładu Bell Nude Liquid Powder 04
No i rzecz niesłychana... Nie ma dla mnie bardziej obrzydliwego kosmetyku niż podkład:D A mimo to kupiłam Bell Nude Liquid Powder;) A było tak, że kwietniu dostałam paczkę PR od Bell, w której znalazły się te podkłady w odcieniach 01, 02 i 03. Pierwsze dwa od razu rozdałam dla osób o jaśniejszych cerach, gdyż były naprawdę bladziutkie. Zostawiłam sobie jednak 03 na wypadek gdybym miała ochotę wypróbować;) Miesiąc później podkład nawet dostąpił zaszczytu i stwierdziłam, że niezły. Pewnie dlatego, że to jak twierdzi producent - puder w płynie, czyli nie taki typowy podkładzik;) Odcień 03 wydał mi się jednak ciut za jasny i wpadający nie do końca w moją tonację po nałożeniu. Nr 04 ciężko uświadczyć w sklepach, ale bez problemu zamówiłam w sklepie Bell;)

I to już chyba wszystkie moje czerwcowe nowości. Dajcie znać co wpadło Wam w oko i co ciekawego do Was dotarło w czerwcu;)
 
Czytaj dalej »

poniedziałek, 2 lipca 2018

Rossmann promocja 2+2 gratis na produkty niezbędne na wyjazd! Lipiec 2018!

Jak co miesiąc nowa „większa” promocja w Rossmannie. W lipcu w Klubie Rossmann szykują się kolejne okazje;) Promocja SPAKUJ OCHRONĘ NA WAKACJE trwać będzie od 10 do 19 lipca 2018. Akcja jest, więc znów bardzo podobna jak rok temu;)

zdjęcie informujące o promocji w Rossmannie 2+2 w lipcu 2018

Rossmann 2+2 na produkty niezbędne na wyjazd lipiec 2018 – zasady


Promocja przeznaczona jest dla członków Klubu Rossmann.


Akcja promocyjna trwać będzie w dniach 10.07-19.07.2018 lub do wyczerpania zapasów. Zarówno stacjonarnie jak i online.


Promocja 2+2 obejmuje kosmetyki do opalania, po opalaniu, produkty odstraszające owady oraz kosmetyczki.


Aby skorzystać z promocji należy kupić 4 różne produkty, tj. różniące się kodem kreskowym.


Zakupów promocyjnych można dokonać tylko raz = jeden zakup na jedną kartę.


Pełna lista produktów dostępna będzie przed rozpoczęciem promocji w regulaminie na stronie Rossmanna.


Rossmann spakuj ochronę na wakacje – co warto kupić?


Niewiele pisałam o tego typu produktach, ale coś się znajdzie.






Sama tym razem odpuszczam, a Wy planujecie zakupy w Rossmannie?
Czytaj dalej »

niedziela, 1 lipca 2018

Black Friday w środku lata?

Black Friday staje się coraz popularniejszy również w Polsce. Niektórzy przez cały rok z utęsknieniem czekają na specjalne okazje i rabaty, które przypadają na ostatni piątek miesiąca po Święcie Dziękczynienia;) A gdyby tak nie czekać do listopada? Notino pomyślało o tym samym i postawiło na Black Friday w środku lata! Muszę przyznać, że ten pomysł od razu przypadł mi do gustu. A to dlatego, że Ewelina lubi robić na przekór! Taki czarny piątek w środku lata jest więc w sam raz! 

Summer Black Friday na iperfumy by Notino


Akcja rabatowa będzie trwać w dniach 9.07-15.07.2018. W tych dniach możemy skorzystać z 20% zniżki na marki: 
Katy Perry, David Beckham, Armaf, Caron, DW Home, Yankee Candle, Avene, L’Oreal Paris, Makeup Revolution, Max Factor, Bourjois, Dermacol, Klorane, Korika, Spiritime, Nivea, Weleda, Eveline Cosmetics, Johnson’s Baby, Avon, Mary Kay, Brushart, Remington. 

Wystarczy podczas zamówienia wpisać kod zniżkowy – SUMMER20PL


Jak widzicie marek objętych promocją jest całkiem sporo:) Mi wpadało w oko kilka produktów:)

Makijaż z marką L’Oreal Paris

zdjęcie przedstawiające Summer Black Friday

L’Oreal Paris Color Riche Shine


Mam już jedną pomadkę z tej serii w odcieniu 905 Bae i jestem zadowolona. Chętnie skusiłabym się na jakiś kolor, np. 112 Only in Paris:) Podoba mi się w tych szminkach zarówno zapach jak i komfort stosowania.   


L’Oreal Paris Paradise Extatic


To z kolei tusz, który pokazywałam Wam na blogu kilka miesięcy temu. Dobrze go wspominam i możliwe, że jeszcze u mnie zawita:) 


L’Oreal Paris Brow Artist Paradise Extatic Pomade


Pomada do brwi spod szyldu L’Oreal chodzi za mną już od kilku miesięcy. Myślę, że znalazłabym wśród nich odpowiedni odcień dla siebie. Podoba mi się opakowanie, które wygląda na wygodne i funkcjonalne.  

L’Oreal Paris Infaillible baza matująca pod podkład


Po bazy pod makijaż nie sięgam zbyt często, ponieważ nie są to dla mnie kosmetyki typu „must have”, ale ta kusi mnie już od dłuższego czasu. Niewielka pojemność przemawia na plus. W sam raz do okazyjnego stosowania;) 

zdjęcie przedstawiające Notino Summer Black Friday 2018




Mam już swoją ulubioną suszarkę i nie jestem fanką stylu retro. Ale… musicie przyznać, że design tej suszarki naprawdę wpada w oko i przywodzi na myśl modele, które były dostępne lata temu (moja babcia miała podobną;)). 


Remington Straight Brush


Mam już lokówkę, prostownicę i fajną suszarkę. Ale nadal jeszcze nie miałam do czynienia ze szczotką termiczną do włosów! Może akurat byśmy się polubiły?


L’Oreal Paris Magic Shampoo


Nie jestem fanką suchych szamponów i używam ich niezwykle rzadko, ponieważ często wyczesanie pozostałości białego proszku z włosów niestety zajmuje trochę czasu.  Ten jednak reklamowany jest, jako pierwszy niewidzialny suchy szampon. Producent deklaruje, że nie pozostawia białych śladów nawet przy ciemnych włosach, które aktualnie posiadam. Ciekawe jak sprawdza się w praktyce? 


L’Oreal Paris Pure Clay maseczka przeciw zaskórnikom


Miałam już maseczki z tej serii i byłam zadowolona. A ta nowa jest niebieska, więc same rozumiecie;)


Avene Cleanance Solarie SPF 30


Lato to czas kiedy powinniśmy zwracać szczególną uwagę na ochronę przeciw promieniowaniu UV. Wiele z nas niechętnie używa filtrów, ponieważ niektóre z nich posiadają zbyt ciężkie formuły. Ciekawa jestem czy produkt marki Avene byłby odpowiedni dla mojej mieszanej cery.


Co sądzicie o takim Summer Black Friday?
Czytaj dalej »