poniedziałek, 22 maja 2017

Klub Rossmann – czy warto?

Cześć Dziewczyny!
Dziś chciałabym się z Wami podzielić swoimi wrażeniami odnośnie Klubu Rossmann, dostępnego w aplikacji mobilnej Rossmann PL. Ponad 2 lata temu uraczyłam Was wpisem Karty stałego klienta – zysk czy strata i bodajże już wtedy ubolewałam, że karty stałego klienta nie posiada sieć Rossmann. Drogeria ta dość długo kazała nam czekać na program lojalnościowy, ale w końcu się udało i od jakiegoś czasu można już korzystać z przywilejów w Klubie Rossmann przy użyciu wirtualnej karty. Mimo, że dostrzegam zarówno wady jak i zalety wszystkich programów partnerskich to i tak posiadam sporą ilość kart. Przezorny zawsze ubezpieczony i nigdy nie wiadomo kiedy akurat się przyda, więc warto mieć taką kartę w portfelu lub w telefonie jak ma to miejsce w przypadku Rossmanna. Jako stała bywalczyni tejże drogerii nie byłabym sobą gdybym o tym nie napisała;)



zdjęcie ukazujące aplikację klub rossmann

Klub Rossmann – jak zostać członkiem?


Pierwsze przecieki o mającym wejść w życie klubie Rossmann znalazłam jak zwykle w internecie;) Podana była informacja, że 10 kwietnia pojawi się aplikacja mobilna Klub Rossmann. Jak się jednak później okazało informacja nie była do końca precyzyjna, ponieważ wpisywałam w App Store „klub Rossmann” i nic nie wyskakiwało;) Zajrzałam więc do aplikacji mobilnej Rossmann PL i okazało się, że Klub Rossmann to nie żadna nowa odrębna aplikacja, a wirtualna karta działająca w obrębie aplikacji Rossmann PL. Wystarczyło więc, że wypełniłam formularz i moim oczom ukazała się wirtualna karta Rossmann. Proste prawda? Zależnie od telefonu, z którego korzystacie, aplikację Rossmann PL możecie pobrać w App Store, Google Play lub Windows. Nie pokazuję tutaj żadnego krok po kroku jak założyć kartę, ponieważ apka jest tak intuicyjna, że po wejściu w nią z całą pewnością każdy będzie wiedział jak z niej skorzystać:)


Jak korzystać z karty Klub Rossmann?


Klub Rossmann jest systemem w pełni wirtualnym. Nie mamy więc żadnej plastikowej karty. Wystarczy mieć zawsze ze sobą telefon;) Będąc przy kasie otwieramy aplikację, kasjerka skanuje kod kreskowy z naszej karty i gotowe. Muszę przyznać, że początkowo poczułam z tego powodu zawód no bo jak to? Sama aplikacja bez żadnej karty? Szybko jednak się przekonałam i jedyne co mi przeszkadza to fakt, że wyjmowanie telefonu z torebki podczas gdy trzymam np. drobne zakupy i portfel jest trochę niewygodne;) Początkowo nie pamiętałam też o swojej karcie, ale akurat panie przy kasie zawsze pytały czy posiadam;) Ostatecznie stwierdziłam, że może faktycznie pomysł z wirtualną kartą nie jest taki zły. W tym przekonaniu utwierdziłam się jeszcze bardziej gdy podczas przeglądania Instagrama trafiłam na reklamę aplikacji mobilnej Stocard (screen poniżej). Rzadko klikam w reklamy, ale tym razem coś mnie tknęło i wtedy właśnie mnie olśniło, że prawdopodobnie coraz więcej sklepów będzie wprowadzać wirtualne karty stałego klienta. Wspomniana aplikacja okazała się być całkiem ciekawym pomysłem, ponieważ wystarczy, że zeskanujemy kody ze swoich kart np. Douglas, Sephora, Club Card etc i możemy je mieć w jednym miejscu, czyli właśnie w aplikacji Stocard. Nie wiem czy będę z tego regularnie korzystać, ponieważ zawsze mam najczęściej używane karty w portfelu, ale zainstalowałam i zeskanowałam swoje karty na wypadek gdybym zapomniała którejś zabrać na zakupy. Muszę jeszcze poszukać karty Ikea, która niestety gdzieś mi zaginęła w akcji:P Paradoksalnie właśnie aplikacja Stocard zainspirowała mnie do napisania o klubie Rossmann;) 

Korzyści


Swoją wirtualną kartę założyłam przed kwietniową promocją na kolorówkę, ponieważ z aplikacją miało być nie -49%, a -55% zniżki. Jak już wspomniałam, poczułam się zniesmaczona z uwagi na brak tradycyjnej karty, ale cóż miałam zrobić? Często zaglądam do Rossmanna. Nawet jeśli nie po kosmetyki to po chemię domową, środki czystości, przekąski dla psa etc. W myśl zasady „a nuż się przyda”, uznałam więc, że lepsza taka karta niż żadna i potulnie zostałam członkiem sekty rosskowych klubowiczów;) Do podstawowych korzyści bycia członkiem klubu Rossmann można zaliczyć przede wszystkim lepsze oferty promocyjne dla klubowiczów, takie jak większy rabat jak w przypadku promocji na kolorówkę lub więcej gratisów w przypadku promocji 2+2 (w przypadku braku karty jedynie 2+1). Dodatkowo otrzymujemy -20% na wydruk zdjęć natychmiastowych, co akurat dla mnie wydaje się mało przydatne. A także otrzymujemy specjalne rabaty dopasowane do swoich potrzeb. Wystarczy po wejściu w aplikację przejść do sekcji „Dla Ciebie”. Również na półkach drogerii pojawiły się specjalne etykietki z adnotacją „cena w klubie Rossmann” co oznacza, że klubowicze niektóre produkty mogą kupić taniej. Są też dodatkowe korzyści dla osób będących w programie Rossnę. Ja jednak „nie rossnę”, w moim brzuchu też nic nie rośnie, więc nie zagłębiałam się w kwestię programu Rossnę;) Chociaż czasem kupuję Bobo Fruita i pytają wtedy czy posiadam:P Korzystając z karty Rossmann wspieramy również lokalne organizacje charytatywne. Dodatkowo w aplikacji Rossmann PL można zrobić zakupy, przejrzeć nowości oraz promocje.

Czego wciąż mi brak?


Zbierania punktów i możliwości wymiany ich na nagrody. Może rabat urodzinowy? Coś ekstra? Klub Rossmann jest jednak jeszcze młodym tworem, więc może z czasem pojawią się dodatkowe korzyści dla klubowiczów?  
Edit. od 2.01.2018r zostaje wprowadzony nowy regulamin klubu Rossmann i za każdą wydaną złotówkę przyznany zostaje 1 punkt. Więcej szczegółów na końcu wpisu. Myślę, że to pozytywna zmiana. Zgodna z moimi oczekiwaniami. 
Edit. 25.10.2018r - punkty można wykorzystać na kupony do 31.12.2018r. Ale można je też przeznaczyć na organizacje charytatywne do czego zachęcam! Wystarczy wejść w aplikację i wybrać opcję Tak, pomagam:) Punkty na organizacje można przeznaczyć tylko do 31.10.2018!


Czy wszystko działa jak natura chciała?


Osobiście nie miałam jeszcze problemów ze swoją kartą. Korzystam z niej nawet przy najmniejszych zakupach. Skorzystałam również podczas promocji na kolorówkę, promocji 2+2 na pielęgnację, a także zdarzyło mi się kupić produkty w specjalnej cenie dla klubowiczów. Doszły mnie jednak słuchy, że niektóre z Was miały problemy z rejestracją, a także przy finalizacji transakcji bo np. padł system. Z tego co widziałam w App Store – swoją opinię oraz ewentualne problemy z aplikacją można zgłosić pisząc na adres aplikacja_mobilna@rossmann.com.pl. Gdybym miała problemy to na pewno napisałabym stosownego maila. Zauważyłam też, że Rossmann dość sprawnie odpowiada na pytania na Instagramie. Ostatnio miałam wątpliwości w kwestii trwającej właśnie promocji i odpowiedź na zadane pytanie uzyskałam w kilka minut;) Kto pyta nie błądzi:)

Pozostając jeszcze w temacie aplikacji, pod względem kosmetyków przydatna może być apka Cosmetic Scan. Wystarczy skanować kod kosmetyku by otrzymać werdykt;) Wadą jest jednak to, że niektóre  kosmetyki nie znajdują się w bazie, więc nie wszystko można sprawdzić. Przykład powyżej na podstawie mojego niedawnego zakupu;) Ja traktuję to z przymrużeniem oka, ponieważ nie kupuję wyłącznie kosmetyków o krystalicznie czystym składzie;) Jednak podejrzewam, że dla wielu osób aplikacja może być pomocna podczas zakupów;)


Korzystacie z klubu Rossmann? Jakie są Wasze wrażenia? Wszystko gra czy wręcz przeciwnie? Znacie pozostałe wspomniane przeze mnie aplikacje? 

Aktualizacja styczeń 2018

Co nowego w Klubie Rossmann?

Punkty za zakupy w Klubie Rossmann!  


Od 2 stycznia 2018r w Klubie Rossmann przyznawane są punkty za zakupy. Dotyczy to zarówno sklepów stacjonarnych jak i zamówień w sklepie online. Za każdą wydaną złotówkę otrzymujemy 1 punkt w Klubie Rossmann. Punkty nie będą jednak naliczane za zakup kart podarunkowych, produktów leczniczych i medycznych, alkoholu, produktów żywieniowych dla niemowląt, a także przedmiotów służących do ich karmienia. 

Punkty w Klubie Rossmann będzie można wymienić na specjalne kody z promocjami, ale informacji odnośnie szczegółów będzie można się spodziewać dopiero pod koniec marca. Punkty będzie można wymieniać w okresie od kwietnia do grudnia 2018r. 
zdjęcie przedstawiające kartę w aplikacji klub rossmann

Jak sprawdzić stan punktów w Klubie Rossmann?


Wystarczy wejść w aplikację. Jeśli nic się nie wyświetla może to oznaczać, że aplikacja wymaga aktualizacji. Jeśli stan punktów się nie zgadza to możliwe, że punkty nie zostały jeszcze zaksięgowane. Za zwyczaj pojawiają się na drugi dzień po dokonaniu zakupów, ale drogeria ma na to 7 dni;) 

Aktualizacja kwiecień 2018 - co nowego w Klubie Rossmann? 

Członkowie Klubu Rossmann, którzy korzystając z aplikacji byli najaktywniejsi w kategorii makijaż już od dziś tj. 3.04.2018 mogą skorzystać z promocji -55% na kosmetyki do makijażu

Ponadto w aplikacji zaczęły się pojawiać dodatkowe kupony do wykorzystania w drogeriach stacjonarnych i online np. promocja na pianki pod prysznic i dezodoranty w sprayu. Informacja znajduje się w sekcji dla Ciebie. Co jeszcze będzie można mieć za punkty Rossmann, na co je wymienić? Czas pokaże. Aktualnie w zakładce "Dla Ciebie" w aplikacji Klub Rossmann pojawił się kupon - Drugi 50% taniej na produkty do koloryzacji trwałej i szampony do włosów farbowanej. Jeśli aktywujemy kupon to  z naszego salda ubędzie 250 punktów. Jeśli zaś kupon nam nie odpowiada to czekamy z wymianą do kolejnej okazji;) 

Co nowego w Klubie Rossmann 2019? 


Klub Rossmann 2019 punkty na organizacje charytatywne


Klub Rossmann 2019 punkty

Rossmann pomagamy jak umiemy!

W 2019 roku podobnie jak w poprzednim, uzbierane w aplikacji punkty możemy przeznaczyć na różne organizacje. Tym razem sami możemy podjąć decyzję na jaką instytucję chcemy przeznaczyć punkty. Tym samym możemy wesprzeć np. bliskie naszemu sercu organizacje pożytku publicznego działające w naszym rejonie, np. fundacje, domy dziecka, schroniska dla zwierząt etc:) Wyboru należy jednak dokonać w dniach 15-28 marca 2019. Szczegóły na załączonej grafice. To nic nas nie kosztuje, a robimy coś dobrego i możemy zadziałać lokalnie, mając wpływ na polepszenie sytuacji w najbliższej okolicy:) Dzięki nam wytypowana przez nas organizacja otrzymuje realną pomoc w takiej formie w jakiej potrzebuje (bowiem specyfika i potrzeby każdej placówki są inne). Jak przeznaczyć swoje punkty w Klubie Rossmann na organizacje pożytku publicznego - szczegóły: www.rossmann.pl/pomagamy.



Czytaj dalej »

niedziela, 21 maja 2017

Dr Irena Eris SPA Resort Fiji!

Cześć Dziewczyny!
Dr Irena Eris SPA Resort to seria luksusowych kosmetyków przeznaczonych do pielęgnacji ciała, dostępnych wyłącznie w perfumeriach Douglas. Raz na kilka miesięcy marka wypuszcza nową linię kosmetyków, zabierając nas w najodleglejsze, egzotyczne zakątki świata! Tego lata lecimy na Fiji! Przyznam, że SPA Resort to jedna z moich ulubionych linii tej marki i zawsze z zaciekawieniem wypatruję nowości:) SPA Resort Fiji miałam już okazję wypróbować w kwietniu podczas zakupów w Douglasie, ale skusiłam się wówczas na balsam Hawaii:)


Dr Irena Eris SPA Resort Fiji Wygładzający peeling do ciała


„Pobudź zmysły wygładzającym peelingiem, dzięki któremu poczujesz doskonałą gładkość i cudowną miękkość skóry. Zawarte w peelingu drobinki oczyszczą skórę, a kojąca moc ekstraktu z urzekającego kwiatu „Królowa Raju”, dostarczy jej niezbędnego nawilżenia. Pozwól, aby tropikalny zabieg oczyszczania pozostawił na dłużej uczucie energetyzującego odświeżenia”.

Wygładzający peeling do ciała Fiji otrzymujemy w barwnym, kartonowym opakowaniu. Sam produkt umieszczony został w wygodnej 200ml zakręcanej tubce. Muszę przyznać, że szata graficzna zrobiła na mnie spektakularne wrażenie już od pierwszego wejrzenia;) Oceaniczny błękit, granat, zieleń, złoto… To są kolory lata i moje kolory! Takie połączenie barw to dla mnie zawsze +10 do dobrego samopoczucia;) Nawet z oprawą bloga ładnie się komponują. Mamy więc 100% dopasowanie;)

Zapach produktu jest świeży, czysty i błogi… W doskonały sposób uprzyjemnia chwile spędzone pod prysznicem:) Nie jest on długotrwały, ale od utrwalenia zapachu mamy balsam-nektar z tej samej linii;)

Peeling posiada białą barwę i kremową konsystencję, w której zanurzone zostały ciemniejsze drobinki. Nie jest to peeling intensywnie złuszczający. Jego moc zaliczyłabym do delikatnej w kierunku średniej. Będzie więc idealny dla posiadaczek skóry wrażliwej:) Po zabiegu złuszczającym skóra jest miękka i wygładzona oraz dobrze przygotowana na kolejny etap pielęgnacyjny, czyli odżywczy balsam-nektar:)


Dr Irena Eris SPA Resort Fiji Odżywczy balsam-nektar


„Odżywczy Balsam-nektar to niezapomniana uczta dla skóry i zmysłów. Balsam, dzięki zawartości ekstraktu z urzekającego kwiatu „Królowa Raju” sprawia, że skóra odzyskuje zmysłową gładkość, miękkość i sprężystość. Ekstrakt posiada unikalne właściwości, które wspomagają detoksykację skóry, zapobiegając w ten sposób przedwczesnemu jej starzeniu się. Optymalny kompleks dobroczynnych wosków odżywia i nawilża skórę. Balsam jest komfortowy w użyciu, łatwo się aplikuje i szybko wchłania. Już po pierwszym użyciu skóra staje się gładka, miękka i delikatna”.

Odżywczy balsam-nektar z linii Fiji opakowany został w białe kartonowe pudełko z kolorową nakładką;) Wewnątrz znajdziemy elegancki, ale nie ciężki słoiczek o równie pięknej, wakacyjnej szacie graficznej co wspomniany wyżej peeling:) To jeden z tych produktów, po które aż miło sięgać;) 

Co kryje się pod określeniem odżywczy balsam-nektar? Jest to biały krem, który ma bardziej odżywczą konsystencję niż jego „koledzy” z serii Mauritius i Tahiti, ale równocześnie formuła ta jest daleka od np. naturalnego masła shea. Nie ma więc absolutnie żadnych problemów z rozprowadzaniem produktu. Wchłanianie też idzie gładko. Przynajmniej w przypadku mojej skłonnej do wysuszenia skóry ciała;) Zapach jest równie kojący i świeży jak w przypadku peelingu. Utrzymuje się na ciele przez parę godzin, ale nie należy do intensywnych. Jest idealnie wyważony z subtelną kwiatową nutą. Właściwości pielęgnacyjne są na dobrym poziomie, ponieważ balsam zapewnia optymalny poziom nawilżenia suchej skóry przez cały dzień, zapewniając jej dodatkowo miękkość i gładkość oraz delikatny zapach:) Tak naprawdę jego nawilżającą moc poczułam już podczas wizyty w perfumerii kiedy to konsultantka posmarowała mi nim dłonie. Pamiętam, że balsam zapewnił im wtedy nawilżenie przez wiele godzin:)


Znacie serię SPA Resort marki Dr Irena Eris? Mieliście już do czynienia z najnowszą linią Fiji?:)


Czytaj dalej »

piątek, 19 maja 2017

Lirene Olejek pod prysznic Inca Inchi. Polej olej!;)

Cześć Dziewczyny!
Człowiek uczy się całe życie:) Ja np. dopiero w marcu dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak olejek Inca Inchi;) Nie wiem czy jest to powód do wstydu, ale takie są fakty;) Tym razem garść nowej wiedzy posiadłam dzięki marce Lirene, która wypuściła olejek pod prysznic Inca Inchi. Upłynniłam go już jakiś czas temu (hmmm "dwa żele temu"?), więc myślę, że nie zaszkodzi podzielić się krótką opinią;)




„Olejek dokładnie oczyszcza oraz intensywnie odżywia i zmiękcza skórę. Dzięki zawartości oleju inca inchi, bogatego w kwasy Omega-3 i Omega-6, produkt wzmacnia barierę hydrolipidową naskórka, zapobiega utracie wody, dodatkowo poprawiając kondycję skóry. Olej jojoba i sojowy intensywnie odżywiają i zapobiegają przesuszeniu skóry. Ciało po kąpieli staje się miękkie, gładkie i doskonale nawilżone”.


Glycine Soja Oil, Laureth-4, Mipa-Laureth Sulfate, Ricinus Communis Seed Oil, Cocamide Dea, Plukenetia Volubilis Seed Oil, Propyl Gallate, Phenoxyethanol, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Tocopheryl Acetate, BHT, Parfum, Tocopherol, Coumarin, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool.


Olejek pod prysznic Lirene Inca Inchi otrzymujemy w buteleczce, która jest niejako znakiem (kształtem?) rozpoznawczym marki Lirene, gdyż bardzo często w takich opakowaniach umieszczane są ich toniki, płyny micelarne, żele pod prysznic, a także żele do mycia twarzy;) Według mnie butelki te są wygodne i pozwalają na wydobycie produktu praktycznie do samego końca. Pojemność olejku to w tym przypadku 200ml, czyli w granicach normy;) 

Olejek posiada dość rzadką, olejkową konsystencję o żółtawym zabarwieniu. Nie pieni się, ale ładnie się rozprowadza po mocno zwilżonej skórze. Wtedy barwa zmienia się w białą, a konsystencja staje się bardziej kremowa/emulsyjna. Zapach w opakowaniu jest dość ciepły, otulający i zarazem męski, ale podczas mycia łagodnieje i staje się bardziej oleisty;) Nie ma więc takiego efektu zapachowego jak np. przy olejkach Rituals, ale najważniejsze, że produkt nie posiada swoistej „rybiej nuty”;) Właściwości oczyszczające były dla mnie bez zarzutów. Myję się codziennie, więc nie ma wiele brudu do zmycia:D Jeśli zaś chodzi o właściwości pielęgnacyjne to podczas stosowania zauważyłam lekkie nawilżenie i zmiękczenie skóry. Nie zastąpił mi on balsamu, ale nie wymagam takich cudów od produktów myjących:) Podrażnienia, krostek i innych nieprzyjemności nie odnotowałam. Zużyłam go do samego końca;) Wydajność oczywiście nie była powalająca, ale to też nie było dla mnie zaskoczeniem. Skład jak na produkt z drogerii wydaje mi się całkiem przyzwoity, choć nie jestem znawczynią w tej materii;) Dlatego to już każdy sam musi ocenić (dobrze pamiętam, że niektóre z Was są bardzo wybredne;)). Wiem, że tego typu olejków można również używać do czyszczenia pędzli, ale szczerze mówiąc było mi szkoda chłopaka;)


Znacie olejek pod prysznic Lirene Inca Inchi? Stosujecie tego typu produkty? Może coś polecicie? 
Czytaj dalej »

środa, 17 maja 2017

Lily Lolo zestaw do brwi Eyebrow Duo Dark

Cześć Dziewczyny!
Brwi to dla mnie trudny temat, ponieważ moje w obrębie wyznaczonego łuku są rzadkie i wyblakłe, a z kolei pod łukiem rosną jak na drożdżach i nie nadążam z ich regulowaniem;) Przez wiele miesięcy byłam wierna tuszom do brwi L’Oreal, ale po ich zużyciu poczułam się już zmęczona ich używaniem i postanowiłam powrócić do cieni oraz wosku;) Tego typu zestawy ma w swej ofercie marka Lily Lolo i dziś właśnie kilka słów na temat zestawu do brwi Eyebrow Duo Dark.

„W skład Ciemnego zestawu wchodzi cień w chłodnym odcieniu brązu oraz wosk. Cieniem precyzyjnie wypełnisz wszystkie luki między brwiami, woskiem natomiast nadasz brwiom pożądany kształt. To idealny produkt, dzięki któremu Twoje brwi będą perfekcyjnie podkreślone, przez co sam makijaż będzie bardziej dopracowany i pięknie wykończony”.

Zestaw do brwi Lily Lolo Eyebrow Duo znajduje się w maleńkim kartonowym opakowaniu. Wewnątrz znajdziemy równie małe i urocze opakowano wyposażone w cień do brwi oraz wosk, a także lusterko. Cały zestaw zawiera łącznie 2g produktu. Chyba nie muszę mówić, że bardzo podoba mi się kompaktowość tego produktu?:) Zajmuje niewiele miejsca w moim magicznym pudełku, w którym przechowuję najczęściej używane kosmetyki;)
Zapach produktu jest lekko pudrowy, prawie nie wyczuwalny. Raczej nikomu nie podpadnie;) 
Do wyboru mamy 3 odcienie – light, medium oraz dark. Light nie brałam pod uwagę, ponieważ tego typu odcienie według mnie są zarezerwowane dla jasnych blondynek, a w dodatku bywają rudawe. Wahałam się między medium, a dark. Moje brwi nie są ciemne (jak już wspominałam nazywam je „wyblakłymi szaraczkami”;)), ale odcienie typu medium często miewają ciepłą tonację, a moja oprawa oczu w przeciwieństwie do cery jest w tonacji zimnej. Z kolei dark niekiedy bywają prawie czarne... Przejrzałam więc opinie w internecie i kiedy trafiłam na "pradawny wpis" Siouxie, która ma bardzo jasną oprawę oczu, a mimo tego była swego czasu zadowolona z wersji dark, uznałam że w takim razie najlepszym wyborem dla mnie również będzie dark:) Wiedziałam oczywiście, że u mnie efekt będzie zupełnie inny ze względu na inny wyjściowy kolor brwi, ale miałam już wyraźny sygnał, że to wersja dark będzie jedynym słusznym wyborem;) Z satysfakcją mogę stwierdzić, że się nie pomyliłam;) W zestawie dark znajduje się cień w chłodnym odcieniu brązu, czyli w sam raz dla mnie.
Cienie są bardzo łatwe w aplikacji. Choć przydałby mi się trochę cieńszy pędzlek, ponieważ mój obecny jest trochę za szeroki, a niestety nie posiadam dedykowanego do tego zestawu pędzla Lily Lolo. Pomijając więc małe pędzlowe niedogodności, przez które zdarza mi się trochę wyjechać poza łuk, aplikacja jest bardzo prosta. Nawet dla tak roztargnionej osoby jak ja, która prawdę mówiąc nigdy nie maluje dokładnie co do milimetra;) Wosk również jest przyjemny w użyciu oraz wydajny. Makijaż brwi wykonany przy użyciu zestawu Lily Lolo jest trwały i nie rozmazuje się. Obojętnie czy słońce czy deszcz;) Pisząc to przypomina mi się jak moja siostra kiedyś ubrudziła psa swoją brwią;) A Lily Lolo psa nie brudzi:D Dodam, że pies jest biały, więc od razu byłoby widać;)


W ramach święta mam nawet dla Was zdjęcie. Zostało ono już moim profilowym, więc "mleko się rozlało";) A, że miałam akurat brwi pokryte tymże zestawem to postanowiłam je wykorzystać;)
Oczywiście warto również dodać, że efekt można stopniować dokładając kolejne warstwy i uzyskując mocniejsze wypełnienie. Ja jednak staram się używać z umiarem i zależy mi przede wszystkim na dodaniu niemrawym brwiom koloru przy jednoczesnym zachowaniu naturalności. Mam nadzieję, że rozumiecie co mam na myśli;)

Jeśli zainteresował Was zestaw Lily Lolo Eyebrow Duo to jest on dostępny w sklepie Costasy. Pojawiła się również nowość – podwójna kredka do brwi;)


Znacie Lily Lolo Eyebrow Duo? Czym aktualnie traktujecie swoje brewki? A może stosowanie takich produktów jest wbrew Waszej naturze?:)
Czytaj dalej »

poniedziałek, 15 maja 2017

Pharmaceris N Capilar-Tone CC, krem tonujący SPF 30

Cześć Dziewczyny!

Podkłady, kremy BB i CC należą do produktów, które od zawsze darzę bardzo chłodnym uczuciem;) Ciężko mi trafić na takie, które nie tylko przypadną mi do gustu, ale i zagrzeją u mnie miejsce na dłużej. Jeszcze nigdy nie zużyłam tego typu produktu do samego końca. Jak pragnę zdrowia – serio! To zresztą u mnie rodzinne, ponieważ siostra nie używa takich kosmetyków wcale, a mama zaczęła używać podkładów dopiero w okolicach 55r.ż:) Daję więc sobie 20lat z hakiem na oswojenie się z podkładami i znalezienie ideału;) Nie próbuję jednak desperacko wszystkiego jak leci, a daję zielone światło tylko tym produktom, które „wysyłają do mnie sygnał”, że nie powinnam wyjść źle na ich wypróbowaniu. Jedną z nowości, którą zdecydowałam się sprawdzić jest Pharmaceris N Capilar-Tone CC,  czyli krem tonujący z filtrem SPF 30. Jest to kosmetyk z linii N, czyli przeznaczonej do cery naczynkowej i wrażliwej. Moja cera jest mieszana, wrażliwa i częściowo naczynkowa, ponieważ problem dotyczy głównie nosa oraz delikatnie jego okolic. Jako że ostatnio trochę bardziej zadbałam o naczynka, stosując kurację wzmacniającą z witaminą K to stwierdziłam, że wypróbuję również krem CC decydowany tego typu cerze. Czy produkt ten zagrzeje u mnie miejsce na dłużej na razie ciężko stwierdzić, ponieważ póki co mam dla Was pierwsze wrażenie dotyczące tej nowości;)





„Polecany dla każdego typu skóry wrażliwej, w szczególności naczynkowej, wymagającej skutecznej ochrony przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych (słońce, wiatr, zimno). Wskazany dla skóry z tendencją do zaczerwienień i rumienia (trwały, napadowy), powstałych pod wpływem czynników zewnętrznych, stresu, emocji, spożywania alkoholu, gorących dań lub ostrych przypraw. Rekomendowany także dla osób z cieniami i obrzękami pod oczami oraz ze skórą naczynkową i trądzikiem różowatym w trakcie farmakoterapii. Receptura w formie lekkiego, tonującego CC-kremu, wzbogacona o zielony pigment mineralny, znany z właściwości skutecznie korygujących zaczerwienienia oraz niwelowania widocznych naczynek, efektywnie wyrównuje koloryt skóry. Krem oparty na fotostabilnych filtrach UVA i UVB, zapewnia wysoką ochronę przeciwsłoneczną, chroniąc skórę przed nadreaktywnością na czynniki zewnętrzne. Tioprolina z wyciągiem z ostropestu, działa antyoksydacyjnie, efektywnie neutralizując wolne rodniki.Redukuje syntezę mediatorów podrażnień, wzmacniając naczynka oraz skutecznie zapobiegając powstawaniu zaczerwienień i rumienia, a także zmniejszając ich widoczność. Wysokocząsteczkowy kwas hialuronowy, wygładza skórę, poprawiając jej jędrność i elastyczność oraz nawilża i regeneruje skórę. Formuła dostosowuje się do odcienia skóry, równomiernie ją pokrywając, bez efektu maski”.

Pharmaceris N Capilar-Tone CC otrzymujemy w prostym kartonowym opakowaniu o typowej dla linii N szacie graficznej, czyli z czerwonymi akcentami, kojarzącymi się z popękanymi naczynkami (przynajmniej mnie się tak kojarzą;)). Sama tubka kremu CC przypomina bardziej opakowanie tradycyjnego kremu. Pewnie dlatego, że jest to kosmetyk z pogranicza pielęgnacji i makijażu;) Nakrętka jest odkręcana, ale w zamian mamy zwężoną końcówkę pozwalającą na precyzyjne dozowanie produktu, bez niekontrolowanego wypływu;) 

Zapach lekko mnie zaskoczył, ponieważ spodziewałam się „woni niczego”, a zastałam jakby delikatne kwiatuszki. Na twarzy zapach ten jest już jednak niewyczuwalny. Konsystencja jest kremowa, ale na twarzy dość szybko zastyga, więc lepiej nie ociągać się z aplikacją;) Poziom krycia jest tutaj od lekkiego do średniego, zależnie od zastosowanej ilości. Nie osiągniemy mocnego krycia bo w końcu jest to tonujący krem CC, a nie ciężki podkład. Kosmetyk ten w dużej mierze przypomina mi krem tonujący Pharmaceris, który miałam kilka lat temu (ale chyba został on już wycofany). Jest to lekki produkt dla osób, który może być pomocny dla osób, które nie lubią tradycyjnych podkładów ani efektu maski. Duży plus stanowi również filtr na poziomie SPF 30. 
Minusem może być jednak kolor, ponieważ krem CC Pharmaceris występuje tylko w jednym, uniwersalnym odcieniu. Ja bym go określiła jako średni beż z żółtymi pigmentami, ale bez "efektu żółtaczki";) Dla mojej cery jest on nieco za jasny więc muszę dobrze dobierać ilość lub wyrównywać ewentualne różnice przy użyciu pudru. Jeśli rozważacie zakup tego produktu, najlepszym rozwiązaniem będzie poproszenie o próbkę w aptece lub sprawdzenie na testerze. Wszak dobranie odcienia to nie lada wyczyn:)


Używacie kremów CC? Znacie nowość Pharmaceris? 

Czytaj dalej »