Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lily Lolo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lily Lolo. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 grudnia 2019

Lily Lolo naturalny kremowy podkład w kompakcie – moja opinia!

Jesienią marka Lily Lolo wypuściła ciekawą nowość pod postacią naturalnego kremowego podkładu w kompakcie:) Moje relacje z podkładami nadal są dość chłodne, ale takiego kompaktowego podkładu w kremie jeszcze nie miałam, więc postanowiłam sprawdzić z czym to się je;) 
Lily Lolo naturalny kremowy podkład w kompakcie

Lily Lolo kremowy podkład w kompakcie


Podkład w kompakcie marki Lily Lolo występuje w 10 odcieniach. Został on wzbogacony odżywczymi składnikami takimi jak olej jojoba i olej arganowy. Jest on szczególnie polecany dla osób z cerą normalną i suchą. Podkład nie podrażnia skóry ani nie zapycha porów.
Lily Lolo naturalny kremowy podkład w kompakcie Bamboo

Jak na Lily Lolo przystało, kremowy podkład otrzymujemy w minimalistycznej, ale bardzo funkcjonalnej i wygodnej puderniczce. W tym przypadku jest ona niezwykle płaska i kompaktowa, dzięki czemu nie zajmuje wiele miejsca w toaletce. Nie wiem jak Ty, ale ja zawsze to doceniam:) Pojemność to zaledwie 7g. Malutko w porównaniu do podkładów w płynie, ale naturalny kremowy podkład w kompakcie jest niezwykle wydajny i wystarczy naprawdę odrobina na pojedynczy makijaż;) Podkład zaleca się zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia.
Lily Lolo naturalny kremowy podkład w kompakcie Lace

Zapach jest według mnie naturalny, taki lekko olejkowy. Jak ktoś dobrze zna produkty Lily Lolo to powinien nawet z zamkniętymi oczami odgadnąć, że to ich kosmetyk;) Podkład jest ładnie wygładzony w opakowaniu, ale jeden z moich odcieni lekko pękł na powierzchni podczas transportu. 
Lily Lolo naturalny kremowy podkład w kompakcie blog

Formuła kremowego podkładu Lily Lolo jest zaskakująca. Przejeżdżając palcem po powierzchni mam wrażenie, że produkt jest niczym tłusty zwarty kremik. Jednak produkt łatwo „rozpływa się” pod wpływem ciepła palców, maksymalnie ułatwiając wtopienie się w skórę. Po aplikacji nie ma żadnego uczucia tłustości, ponieważ już na twarzy staje się suchy w dotyku! Początkowo jest matowy, z czasem staje się bardziej satynowy, naturalny. Moja cera jest mieszana, a podkład polecany jest do cery normalnej i suchej, ale uważam, że nadaje się nawet takiej cery jak moja. Byłam zaskoczona, że mimo nietypowej formuły tak łatwo się go nakłada;) Zwłaszcza, że nie mam w tym wielkiej wprawy, gdyż najbardziej preferuję pudry prasowane lub podkłady mineralne;) Nieco gorzej jest jedynie w przypadku nosa. Tam muszę go aplikować bardziej starannie i jeszcze oszczędniej, ponieważ raz mi się zwarzył i ten widok mnie nie zachwycił;) Co ciekawe, całkiem fajnie sprawdza się jako korektor na cienie pod oczami, wystarczy odrobinka. Krycie zależne jest od grubości lub ilości warstw jaką nakładamy na skórę. Ja nie mam wiele do ukrycia i nie jestem fanką srogiej tapety, więc staram się aplikować jedną cieniuteńką warstwę;) Taką naprawdę mini mini:D Mimo tego podkład jest raczej z tych konkretnie kryjących. Jeśli nałożymy dwie warstwy lekkiego płynnego podkładu to i tak nawet jedna warstwa tego podkładu w kompakcie zapewni większe krycie. Dlatego też dla mnie jest on bardziej na jakieś większe okazje niż na co dzień:) Choć muszę przyznać, że umalowana nim nie czuję na twarzy dyskomfortu w postaci mocno wyczuwalnej tapety, a to jest dla mnie kluczowe. Na pewno warto mieć taki produkt w zanadrzu. 
Podkład można nakładać na 3 sposoby – palcami, gąbeczką lub pędzelkiem;) Przyznam, że nigdy nie aplikowałam kremowego produktu pędzlem, bo jakoś mnie to brzydzi;) W grę wchodziły więc palce lub gąbeczka. Najszybciej jest oczywiście palcami, ale przy aplikacji mokrą gąbeczką efekt jest delikatniejszy i bardziej mnie satysfakcjonuje!:)
Lily Lolo naturalny kremowy podkład w kompakcie swatch Lace i Bamboo

Lily Lolo naturalny kremowy podkład w kompakcie Lace i Bamboo swatch
Jeśli chodzi o odcienie kremowego podkładu w kompakcie Lily Lolo to muszę przyznać, że miałam w głowie mętlik tak wielki jak bohaterowie brazylijskich telenowel z lat 90’;) Zupełnie nie mam ręki do podkładów i nie mogłam się zdecydować. Ostatecznie padło więc na to co mi doradzono po krótkim wywiadzie, czyli jaśniejszy odcień Lace i ciemniejszy Bamboo. Kiedy otworzyłam ciemniejszy (Bamboo) to już wiedziałam, że przesadziłam;) Kolor ten w opakowaniu wygląda bowiem naprawdę ciemno i niezbyt naturalnie. Wizualnie nie kojarzy się zbyt dobrze. Po wewnętrznej stronie dłoni i na palcach prezentuje się dość konkretnie, ale trzeba pamiętać, że do zdjęć nałożyłam większą ilość w obawie, że odcienie będą słabo widoczne;) Nałożony cienką warstwą na twarz wygląda już sporo delikatniej, ale nadal jest troszkę za ciemny i nieco się odcina. Myślę, że na wiosnę/lato będzie jak znalazł. Jesienią używałam trochę kwasów, więc cera znacząco mi pojaśniała. Z kolei odcień Lace jest dość jasny. Oczywiście w moim odczuciu, ponieważ dla bladziochów i tak będzie zbyt ciemny. Ale nie ma co się martwić, bo w ofercie jest także jaśniuteńki odcień! Ja liczyłam, że Lace będzie trochę ciemniejszy i cieplejszy. Aktualnie najlepiej sprawdza się więc u mnie mieszanie obu kolorów ze sobą, co powoduje nieco więcej roboty podczas stosowania:) Wydaje mi się, że wśród całej gamy 10 odcieni nie ma takiego jednego idealnego dla mnie. Liczę jednak, że za parę miesięcy odpowiedni będzie Bamboo:)
Lily Lolo Flawless Silk opinie

Podkład posiada dobrą trwałość, ściera się dość równomiernie. Choć oczywiście szybciej z okolic nosa, ponieważ mam skłonności do dotykania go, a także noszę okulary do czytania i pisania plus na zewnątrz przeciwsłoneczne nawet zimą. Nałożony cienką warstwą nie wyświeca się zbyt szybko, ale oczywiście warto go czymś utrwalić. Dla świeżego, naturalnego efektu polecam puder Lily Lolo Flawless Silk, który nie obciąży nadmiernie skóry.

Wraz z nowymi kremowymi podkładami w kompakcie Lily Lolo trafiły też do mnie stare dobre podkłady mineralne w tradycyjnej sypkiej formie:) Tym razem zdecydowałam się na odcienie Cookie i Coffee Bean z myślą już o wiośnie i lecie:) Muszę jednak przyznać, że ładnie wtapiają się w moją skórę nawet teraz. Także różnie to z tymi odcieniami bywa i może to też fakt, że moja karnacja jest specyficzna. Dlatego wcale nie tak łatwo coś do niej dopasować:) Więcej szczegółów technicznych na temat podkładu mineralnego znajdziecie w moim starym wpisie – TUTAJ
Lily Lolo podkład mineralny Cookie i Coffee Bean odcienie

Lily Lolo podkład mineralny Cookie i Coffee Bean swatch
Wszystkie kosmetyki Lily Lolo znajdziecie w Costasy. Aktualnie są również dostępne eleganckie zestawy prezentowe i karty podarunkowe:) Wysyłka jest zawsze szybka, więc można zdążyć jeszcze przed świętami.


Znasz już nowy kremowy podkład w kompakcie z Lily Lolo? Myślisz, że mogłabyś go polubić? Lubisz kosmetyki mineralne?
Czytaj dalej »

środa, 25 lipca 2018

Lily Lolo róż Life’s a Peach i błyszczyk Bitten Pink!

Kosmetyki Lily Lolo znam bardzo dobrze gdyż niejedno już wypróbowałam:) W czerwcu zdecydowałam się poznać kolejne produkty, które nie były dla mnie takimi zupełnymi nowościami, ponieważ miałam już kosmetyki z obu kategorii, ale w innych odcieniach:) W takich sytuacjach zwykłam mówić, że to jest to samo tylko, że inne;) 

zdjęcie Lily Lolo róż Life’s a Peach i błyszczyk Bitten Pink


Lily Lolo róż Life’s a Peach

zdjęcie różu Lily Lolo Life’s a Peach

Róż do policzków Lily Lolo tradycyjnie znajdziemy w białym kartoniku oraz okrąglutkiej spłaszczonej puderniczce o niewielkich rozmiarach. Całość została wyposażona w lusterko. Pojemność wynosi 4g, a PAO 12 miesięcy. 

Do wyboru mamy 8 kolorów. Wcześniej miałam Just Peachy, a teraz wypróbowałam Life’s a Peach, którego odcień według producenta został utrzymany w kolorze dojrzałej brzoskwini:) Według mnie jest bardzo twarzowy i pasuje do tych cieplejszych cer. Przy chłodniejszych pewnie lepiej sprawdziłoby się coś bardziej różowego? Mieliście okazję go już oglądać we wpisie na temat Innisfree;) Róż ten jak to na Lily Lolo przystało posiada łagodną formułę, nie zawiera substancji zapachowych ani talku, a wręcz przeciwnie – posiada naturalne ekstrakty o właściwościach nawilżających i odżywczych. Róż jest przyjemny w aplikacji i nie nastręcza trudności. Choć jak wiecie ja zwykłam malować się na hura-bura i często zdarzają mi się pewne niedociągnięcia w makijażu;) Oczywiście zwykle dostrzegam je dopiero na zdjęciach albo po całym dniu noszenia:D Niemniej jeśli chodzi o ten róż to uważam, że efekt jaki zapewnia jest świeży i naturalny. Można go stopniować, ale na pewno nie musimy się obawiać, że już jedna warstwa zapewni nam lico niczym u Matrioszki;) Co ciekawe przy poprzednim egzemplarzu wyczuwałam swoisty zapach, tutaj natomiast prawie go nie czuję. Możliwe jednak, że jestem już po prostu za bardzo przyzwyczajona do minerałów. Jeśli chodzi o trwałość to moim zdaniem bez zarzutów. Trzyma się na twarzy przez większość dnia tudzież wieczoru, pod warunkiem, że nie majstruję przy twarzy;) A staram się tego nie robić;) Osobiście nie widzę różnicy między trwałością różu mineralnego, a np. różów marek selektywnych;)

Lily Lolo błyszczyk Bitten Pink


zdjęcie błyszczyka Lily Lolo Bitten Pink

Błyszczyk otrzymujemy w smukłym plastikowym opakowaniu z czarną nakrętką. Pojemność to 4ml, a PAO aż 24 miesiące. Do wyboru mamy 9 odcieni. Miałam kiedyś High Flyer, a teraz zdecydowałam się na Bitten Pink. Błyszczyk posiada przyjemny czekoladowy zapach. W swoim składzie zawiera witaminę E oraz olejek Jojoba. Odcień opisywany jest jako soczysty różowo-czerwony błyszczyk z mieniącymi się drobinkami. Przyznam, że przed wyborem tego koloru przejrzałam na blogach jak prezentuje się u innych, ale nie sugerowałam się tym zbyt mocno, gdyż jeszcze nigdy się nie zdarzyło, żeby ten sam odcień wyglądał u mnie tak samo jak u kogoś innego;) Z tego właśnie powodu zawsze twierdzę, że zdjęcia efektów wcale nie są takie przydatne jak mogłoby się wydawać:) Po kolorze w opakowaniu spodziewałam się mocniejszego różowo-czerwonego koloru, a otrzymałam bardzo delikatny odcień, idealny do noszenia na co dzień. Nie przeszkadza mi jednak to, gdyż lubię takie odcienie. Są niezobowiązujące i można ich używać niezależnie od okazji;) Na pewno nikt nie powie - uuu, ale się dziś wymalowałaś! Co może się np. zdarzyć przy czerwieni;) 
Błyszczyk nie podrażnia i nie wysusza ust. Utrzymuję się u mnie 2-3 godziny, czyli dość standardowo. Muszę bowiem zaznaczyć, że mam tendencję do częstego pocierania o siebie wargami;) Podsumowując – łagodna formuła i subtelny kolor w sam raz do lekkiego makijażu dziennego lub do mocniej podkreślonych oczu jeśli nie chcemy czuć się zbyt „zmalowane”;) Na zdjęciach w takim właśnie lekkim wydaniu (choć do zdjęć nałożyłam więcej niż za zwyczaj bo telefon zjada kolory;)) I jak widać jednak "mam czym oddychać":D
zdjęcie różu Lily Lolo Life'a a Peach i błyszczyka Bitten Pink na twarzy


Oba produkty znajdziecie na Costasy


Znacie róże lub błyszczyki Lily Lolo? Lubicie delikatne odcienie w makijażu?
Czytaj dalej »

środa, 20 czerwca 2018

Lily Lolo pędzle do powiek oraz prasowany korektor Lemon Drop!

Korektory pod oczy to dość pożądane przeze mnie kosmetyki z uwagi na to, iż jestem posiadaczką naprawdę spektakularnych cieni:( Powiem szczerze, że staram się nie przypatrywać im zbyt mocno w lustrze bo zaraz mnie krew zalewa od tego widoku:D Z kolei pędzle do cieni do powiek to znienawidzone przeze mnie akcesoria, gdyż o ile lubię pędzle do twarzy to z tymi do makijażu oczu jakoś ciężko mi się dogadać. Dostałam kiedyś naprawdę duży zestaw pędzli do makijażu oczu i względnie przypadł mi go gustu tylko jeden pędzelek! Mało tego – kupiłam kiedyś wychwalany zestaw pędzli Real Techniques i był dla mnie bublem jakich mało;) To samo z innymi pojedynczymi egzemplarzami dostępnymi w drogeriach. Po tylu porażkach odpuściłam więc sobie poszukiwania pędzli do makijażu powiek i nakładałam cienie palcami;) Niektóre z Was to zdziwiło, ale naprawdę tak robiłam i nadal mi się czasem zdarza odruchowo nałożyć palcami jeśli nie silę się na nic szczególnego (czyli np. nakładam 1-2 kolory;)). Niemniej jakiś czas temu po wielu pozytywnych wrażeniach związanych z pędzlami do twarzy marki Lily Lolo z małą dozą niepewności postanowiłam wypróbować parę egzemplarzy do moich wybrednych oczu;) Choć od razu zaznaczam, że jest to z perspektywy amatora. Z moim makijażem bywa bowiem różnie, tzn. zdarza mi się zmalować coś co potrafi mnie nie zawsze pozytywnie zaskoczyć;)



Lily Lolo pędzle do makijażu powiek


Pędzle do cieni od Lily Lolo prezentują się estetycznie jak na tę markę przystało. Jakość włosia jest właściwie taka sama jak w przypadku tych do twarzy. Co oznacza, że są miłe w dotyku i nie kłują w oczy;) No chyba, że swym przyjemnym dla oka wyglądem;) Dość istotną dla mnie kwestią jest nie tyle długość trzonków co wielkość samych pędzelków. Zdarzało mi się bowiem trafić na gigantyczne egzemplarze, których używanie mnie naprawdę załamywało;) Tutaj na szczęście rozmiary są w sam raz i o to mi właśnie chodziło;) Jeśli chodzi o ich czyszczenie to nie ma żadnego problemu. Ja używam specjalnej płytki oraz szamponu do mycia pędzli i nie zauważyłam żeby któryś się odkształcał. A przyznaję, że nie jestem najdelikatniejsza na świecie w kwestii mycia;) Największą zaletą pędzelków Lily Lolo jest dla mnie ich miękkość oraz optymalne rozmiary.

Lily Lolo Eye Shadow Brush


Jest to pędzelek do nakładania cieni mineralnych, sypkich oraz prasowanych. Posiada mięciutkie, gęste i sprężyste włosie. Nie kłuje w powieki. Dość precyzyjnie i szybko można dzięki niemu nałożyć cienie na powieki;) Używam go nie tylko do cieni mineralnych, ale także do zwykłych i powiedziałabym, że jest bardzo uniwersalny. Długość trzonka jest ok. choć przyznaję, że nie zwracam na to większej uwagi:) Najważniejsze, że jest miękki i nie jest przesadnie duży bo tego nie znoszę;)

Lily Lolo Tapered Eye Brush


Ten pędzelek polecany jest do rozcierania ostrzejszych krawędzi oraz do precyzyjnej aplikacji intensywnych kolorów cieni w załamaniu powieki;) Wybrałam go z uwagi na ciekawy kształt i niewielki rozmiar;) A także ze względu na to, że był nowością w ofercie Costasy. I od razu przyznam, że jest moim ulubieńcem. Właśnie dlatego, że jest tak wąski i precyzyjny, a mnie się zawsze wydaje, że mam dziwny kształt powieki i niestety nie z każdym pędzlem sobie radzę;) Często używam go też do malowania i rozcierania kresek nad lub pod powiekami. Choć oczywiście nie są one wtedy takie cieniutkie jak w przypadku np. pędzli do eyelinerów w słoiczkach (ale akurat z tymi drugimi mi nie po drodze).

Lily Lolo Tapered Blending Brush


Jest to pędzelek w kształcie stożka umożliwiający precyzyjną aplikację cieni do powiek. Dobrze nadaje się do delikatnego rozmywania jaśniejszych cieni. Jest szybki i łatwy w użyciu, a przy tym miękki i sprężysty. Jego włosie jest nieco dłuższe, ale na szczęście sam w sobie nie jest szeroki:)

Lily Lolo naturalny prasowany korektor Lemon Drop oraz Brown Concealer Brush


Jest to jasnożółty korektor mający pomóc w maskowaniu intensywnych cieni pod oczami. Miałam już do czynienia z wersją sypką – PeepO, więc ucieszyłam się gdy do oferty weszła wersja prasowana. Dla mnie zawsze bowiem wygodniejsze w użyciu jest wszystko co prasowane:) Korektor występuje w 4g pudełeczku wyposażonym w lusterko. Jego rozmiar jest bardzo kompaktowy, co zdecydowanie mi odpowiada. Korektor jest bezzapachowy oraz posiada delikatną, pudrową formułę. 
Najlepiej nakładać go przy użyciu pędzelka Brown Concealer Brush. Pędzelek ten początkowo wydał mi się dość duży, ale ostatecznie do pokrycia okolic pod oczami jest w sam raz. Aplikacja korektora przy jego użyciu nie powoduje większych problemów. Szkoda, że nie miałam go wcześniej. Czasami zdarza mi się nim nałożyć również korektor w płynie;) 
Przy użyciu korektora Lemon Drop ważne jest naprawdę dobre nawilżenie okolic oczu, ponieważ w przeciwnym razie może pojawić się skorupka;) Z tego powodu korektor niezbyt dobrze dogadywał się z serum The Ordinary, które samo w sobie nie nawilża, a czasem nawet lekko przesusza okolice oczu. Jednak serum praktycznie zawsze używałam w duecie z kremem, więc nie było problemu. Trzeba również pamiętać żeby krem dobrze się wchłonął;) Korektor Lemon Drop posiada intensywnie żółty i jasny odcień. Nakładam więc najczęściej jedną warstwę, ponieważ przy większej ilości jest dla mnie zbyt jasny. Zwłaszcza teraz gdy słońce mimowolnie mnie już trochę złapało. Jeśli mam trochę więcej czasu, zdarza mi się go nałożyć na cienką warstwę korektora w płynie. Wtedy odcień nie jest tak intensywny:) Prasowany korektor od Lily Lolo dość dobrze neutralizuje cienie. Choć oczywiście nie w 100% bo moje cienie to naprawdę twarde zawodniki! Myślę jednak, że z mniejszymi mógłby sobie poradzić dość spektakularnie. Zwłaszcza jeśli cenicie sobie makijaż mineralny:)


Wszystkie produkty dostępne są oczywiście w Costasy


Znacie pędzle do makijażu powiek lub korektor mineralny Lily Lolo?
Czytaj dalej »

wtorek, 20 marca 2018

Lily Lolo Pure Indulgence paletka prasowanych mineralnych cieni do powiek. Jak się spisuje?

Bardzo lubię paletki cieni do powiek zawierające odcienie idealne na co dzień, a jednocześnie mieszczące się w kompaktowych opakowaniach, ponieważ te większe niekiedy zniechęcają mnie do używania. Choć bywają również wyjątki;) Cienie do powiek w płaskich i poręcznych opakowaniach swojej ofercie posiada m.in. marka Lily Lolo i dziś o jednej z tych paletek - Pure Indulgence.


Lily Lolo Pure Indulgence


Paletka cieni do powiek Lily Lolo Pure Indulgence znajduje się w płaskim opakowaniu wyposażonym w lusterko. Bardzo cenię sobie jego poręczność i kompaktowość. Pojemność cieni wynosi 8g. W paletce znajdziemy 5 cieni z połyskiem oraz 3 matowe. Odcienie są dość ciepłe i klasyczne. Powiedziałabym, że stonowane, więc kolorystycznie powinny pasować do wielu typów urodowych;) Odcienie, które sprawdzą się przede wszystkim w makijażu dziennym lub dla kobiet ceniących delikatny look;) Mi wszystkie pasują, jedynie czarnego raczej nie używam;)

Cienie są aksamitne i przyjemnie się je aplikuje, ponieważ nie mają zbytniej tendencji do osypywania się. Ich pigmentacja jest średnia i bez uprzedniego zastosowania bazy pod cienie krótko utrzymują się na moich powiekach. Baza jest więc absolutnie konieczna. Nie jest to dla mnie wielkim problemem, ponieważ i tak zawsze ją stosuję;) Spotykałam się z opiniami, że cienie mają słabą trwałość, a u siebie nic takiego nie zaobserwowałam. I chyba wiem dlaczego… Większość osób nakłada cienie pędzlami lub pacynką, a ja z kolei jedynie palcami. Wydaje mi się, że właśnie to powoduje, że cienie trzymają się u mnie lepiej;) Nie nakładam pędzlami przede wszystkim dlatego, że nie znalazłam jeszcze zestawu pędzli do powiek, z którego byłabym zadowolona;) Nie robiłam swatchy, ale znajdziecie je np. tutaj

Paletki cieni do powiek Lily Lolo znajdzie w Costasy.


Znacie paletki cieni prasowanych Lily Lolo? Używacie cieni mineralnych?
Czytaj dalej »

niedziela, 31 grudnia 2017

Korektor mineralny na cienie pod oczami – jaki odcień wybrać, jak aplikować i o czym warto pamiętać? Lily Lolo PeepO oraz Cream Soda!

Cześć Dziewczyny!
Na ogół nie mam większych problemów z cerą, takich jak trądzik, przebarwienia czy piegi (to ostatnie oczywiście zdaniem niektórych dowodzi o uroku posiadaczki, ale dla mnie byłoby problemem, więc oddycham z ulgą, że mnie nie dotyczy). Jest jednak jedna rzecz, która spędza mi sen z powiek i to odkąd pamiętam bo już od dzieciństwa. Tak… to cienie pod oczami. Paskudne cienie pod oczami. Może przesadzam. Wszak znam takich co mają gorsze, ale prawda jest taka, że nie patrzę na cudze wady – patrzę na swoje! A wśród nich bez dwóch zdań jawią się całkiem dorodne cienie. Moja cera naprawdę nie wymaga nakładania podkładów. Wystarcza mi puder lub cienka warstwa minerałów. Ale korektor pod oczy to już inna sprawa:) I o ile nie lubię płynnych formuł to w przypadku korektorów nie wyobrażałam sobie tych pudrowych, tym bardziej sypkich. Obawiałam się ich mocno i podchodziłam do nich nieśmiało, z ogromną rezerwą. Aż w końcu podjęłam ryzyko i sprawdziłam potencjał Lily Lolo tkwiący w mineralnym korektorze PeepO oraz mineralnym cieniu Cream Soda

zdjęcie ukazujące korektor Lily Lolo PeepO

Korektor mineralny na cienie pod oczami. Jaki odcień wybrać?



Wybór odpowiedniego odcienia korektora nie jest łatwym zdaniem. Przekonałam się o tym nie raz. Tym bardziej, że w przeciwieństwie do większości kobiet, nie należę do osób o jasnej i chłodnej karnacji. Moja karnacja jest średnia w kierunku nieco ciemniejszej, ciepła, z żółtymi, a nawet lekko pomarańczowymi tonami… Wiele popularnych korektorów wygląda na mnie tak jakbym wysmarowała się czymś białym:) Rozświetlenie i lekkie rozjaśnienie cery jest zawsze w cenie, ale nie aż takie żeby odbierało mi naturalny wygląd, stylizując mnie na ćwierć Królewnę Śnieżkę;) Nic nie brzydzi mnie tak jak nadmierne przerysowanie i sztuczność. Nawet to stworzone pod pozorem uzyskania perfekcyjnego wyglądu. Poza tym ja lubię naturalny odcień swojej cery;) No może z wyjątkiem owych cieni:)

Jaki więc odcień wybrać?


zdjęcie przedstawiające Lily Lolo Cream Soda

Jeśli nasze cienie nie są zbyt spektakularne, ale zależy nam na delikatnej korekcie niedoskonałości i jednocześnie bardzo naturalnym wyglądzie, warto postawić na cień mineralny Lily Lolo Cream Soda.
Używanie cienia do powiek w roli korektora pod oczy może zaskakiwać. Mnie również lekko zadziwiła ta możliwość, ale minerały mają to do siebie, że dają spore pole do popisu. Dodatkowo zyskujemy bardzo uniwersalny produkt, który możemy wykorzystać tradycyjnie jako cień, jako cień bazowy i właśnie jako korektor. Formuła Cream Soda jest satynowa, a jego odcień kremowo-waniliowy. To taki delikatny uniwersalny kolor. Nie zakryje w pełni mocnych cieni, ale poradzi sobie z tymi lżejszymi oraz w sytuacjach gdy stawiamy na lekki makijaż make-up no make-up. Ja chętnie wykorzystuję go na co dzień. Jest raczej jasny, ale po lekkim przypudrowaniu lub w połączeniu z podkładem mineralnym kolor ładnie się wtapia nawet u mnie. 
zdjęcie przedstawiające Lily Lolo Cream Soda swatch
Lily Lolo Cream Soda

Jeśli natomiast mamy znaczne cienie pod oczami, wręcz sińce, które niekiedy wpadają nawet w fiolet albo brąz, warto postawić na żółty mocno napigmentowany korektor np. Lily Lolo PeepO
zdjęcie przedstawiające Lily Lolo korektor PeepO
Intensywnie żółte korektory są wręcz stworzone do makijażu kamuflującego, w tym rozległych cieni pod oczami. PeepO jest dość jasny lecz posiada intensywny odcień. Lekko obawiałam się tego odcienia bo mimo iż moja cera posiada żółte tony to w perfumeriach zawsze polecano mi żeby wybierać żółte, ale nie przesadnie żółte odcienie gdyż w przeciwnym wypadku mogą się zbyt mocno odcinać. Jednak przy dobraniu odpowiedniej ilości (1 lub max. 2 cienkie warstwy) i połączeniu z pudrem kolor się nie odcina, a uzyskuję ładne rozjaśnienie okolic oczu. Ten korektor jest dużo bardziej kryjący niż Cream Soda. Dlatego jest w sam raz dla kobiet, które borykają się z problemem cieni. Czasami nakładam również odrobinę na tradycyjny korektor. Dzięki mocnej pigmentacji wystarczy naprawdę odrobina korektora PeepO. Ciekawostką jest to, że niektóre kobiety o typowo żółtym podtonie skóry stosują PeepO na całą twarz, zamiast podkładu mineralnego. Jeśli odcień pasuje idealnie to cienka warstwa korektora mineralnego zamiast podkładu będzie naprawdę świetnym rozwiązaniem, a małe opakowanie sprawi, że super sprawdzi się podczas wyjazdów. W moim przypadku stosowanie na całą twarz nie jest aż tak dobrym pomysłem, ponieważ moja cera taka znowu czysto-żółta nie jest:) PeepO pozostawiam więc sobie typowo na cienie pod oczami.
zdjęcie przedstawiające Lily Lolo korektor PeepO swatch
Lily Lolo korektor PeepO


Korektor mineralny – jak przygotować skórę przed aplikacją?



Zasada jest praktycznie taka sama jak przy podkładach mineralnych. Korektor mineralny nakładamy na odpowiednio oczyszczoną i dobrze nawilżoną skórę. Ważne żeby poczekać na pełne wchłonięcie się kremu pod oczy. W przeciwnym wypadku korektor może nam brzydko osiąść w załamaniach skóry. Najlepiej postawić na lekkie i szybko wchłaniające się kremy pod oczy. Z korektorami pod oczy fajnie współpracuje np. krem pod oczy Organique Terapia Odmładzająca. Wszak natura za zwyczaj dobrze koresponduje z minerałami;)


Jak nakładać korektor mineralny?



Korektor można nakładać przed albo po nałożeniu podkładu. W przypadku korektorów mineralnych najbardziej optymalnie jest nałożyć cieniutką warstwę podkładu mineralnego, następnie korektor i na koniec znów odrobinę podkładu. Warto jednak przetestować różne warianty i znaleźć sposób najlepiej dopasowany do indywidualnych potrzeb.


Korektor mineralny najlepiej aplikować przy użyciu pędzla lub specjalnej mini gąbeczki. Lily Lolo posiada w ofercie pędzel dedykowany korektorom mineralnym – Brown Concealer Blush. Ja akurat tego konkretnego nie posiadam, ale bez problemów poradziłam sobie korzystając z innego. Wypróbowałam także metodę nakładania korektora przy użyciu mini jajeczka i muszę przyznać, że oba te sposoby zdają u mnie egzamin i nie sprawiają większych problemów:)


W jaki sposób aplikować korektor mineralny na okolice oczu?


Zasada jest prosta – pokrywamy okolice pod oczami tworząc kształt trójkąta. Ta metoda długo budziła moje wątpliwości gdyż wydawała mi się przesadna, ale rzeczywiście nakładając korektor tworząc półkola, tylko wyraźniej podkreślamy granicę między cieniami, a dalszymi partiami twarzy. Natomiast „namalowanie trójkątów” powoduje, że produkt lepiej wtapia się w skórę i zacieramy granice:) Jeśli potrzebujemy mocniejszego krycia, nakładamy dodatkową cienką warstwę. Polecam jednak zachować umiar by twarz wyglądała naturalnie:) Niewielka ilość korektora mineralnego pozwala na całkiem dobry kamuflaż bez osadzania się produktu w załamaniach skóry. 

Wady korektorów mineralnych

Sypka formuła korektorów mineralnych powoduje, że najpierw musimy wyspać odrobinę produktu na wieczko, a następnie zanurzyć w nim pędzel, lekko otrzepać o brzegi i dopiero aplikować. W przypadku tradycyjnych płynnych lub kremowych korektorów proces ten przebiega nieco szybciej gdyż często wystarczy wycisnąć odpowiednią ilość produktu z tubki i rozprowadzić opuszkami palców. Nie jest to jednak kolosalna różnica w czasie. Zajmuje mi to po prostu kilkanaście sekund dłużej;) Druga wada jest taka, że łatwiej o niekontrolowany wypływ produktu. Korektor może nam się rozsypać (oczywiście nie sam tylko w wyniku chwili nieuwagi;)). Jednak opakowania Lily Lolo posiadają wygodne i funkcjonalne osłonki. Wystarczy zatem pamiętać by po użyciu zasunąć zawartość;) Ja często myślę o niebieskich migdałach, a jeszcze żaden minerał mi się nie rozsypał (z wyjątkiem cienia Lorigine, ale to już była wina kiepskiego opakowania). Poza tym nie dostrzegam wielkich wad. Korektor mineralny okazał się być dla mnie całkiem przystępnym, "życiowym" produktem do makijażu:) Nie było się czego obawiać.


Korektory mineralne Lily Lolo przeznaczone do maskowania różnych niedoskonałości skóry (nie tylko cieni) znajdziecie w Costasy


Stosujecie korektory mineralne? Czy również budziły Wasze obawy? Borykacie się z cieniami pod oczami czy może dokuczają Wam inne niedoskonałości? 


Ps. Szczęśliwego Nowego Roku!:*
Czytaj dalej »

wtorek, 26 grudnia 2017

Lily Lolo Rose Illuminator – różany rozświetlacz dla każdego?

Cześć Dziewczyny!
Kiedy kilka miesięcy temu wśród nowości marki Lily Lolo dostrzegłam Rose Illuminator, poczułam rozczarowanie pt. znowu coś dla bladziochów, a nie dla mnie! Nie lubię różowych rozświetlaczy i zawsze automatycznie je dyskwalifikuję. Jednak któregoś razu natrafiłam na swatch roztartego produktu na ręce i stwierdziłam, że ten od Lily Lolo wygląda całkiem przyzwoicie. Wróciłam do opisu producenta na stronie Costasy i tam widniało – do każdego typu karnacji. Nie do końca ufam takim zapewnieniom, ponieważ różnie z tym bywa w praktyce. Ale muszę przyznać, że inny rozświetlacz tej marki – Champagne Illuminator, również posiadał taką adnotację i rzeczywiście dobrze się u mnie prezentował, więc uznałam, że w przypadku różanego rozświetlacza to również może być prawda:) Dlatego postanowiłam się zmierzyć z czymś potencjalnie nielubianym. Co z tego wynikło?

Zdjęcie przedstawiające rozświetlacz  Lily Lolo Rose Illuminator

Lily Lolo Rose Illuminator



„Do kolekcji prasowanych rozświetlaczy Lily Lolo, obok Champagne Illuminator i Bronzed Illuminator, dołączył nowy ocień. Oto Rosé Illuminator, który został stworzony, by dodać Twojemu makijażowi świetliste, lekko chłodne wykończenie. Formuła wzbogacona olejkami arganowym i z pestek granatu sprawia, że skóra momentalnie zyskuje naturalną świeżość i rozświetlenie.  Rosé Illuminator jest odpowiedni do wszystkich typów karnacji. Ponadto jego eleganckie opakowanie z lusterkiem sprawia, że to kosmetyk idealny do podręcznej kosmetyczki”.
Zdjęcie przedstawiające rozświetlacz  Lily Lolo Rose Illuminator

Rose Illuminator od Lily Lolo swym wyglądem niczym nie odbiega od pozostałych pojedynczych rozświetlaczy oraz bronzerów tej marki. Mamy więc estetyczny biały kartonik, a wewnątrz płaską puderniczkę wyposażoną w lusterko. Pojemność to już standardowo 9g, które zaleca się zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia. 
Zdjęcie przedstawiające rozświetlacz  Lily Lolo Rose Illuminator
Zapach wydaje mi się z kolei nieco inny niż w przypadku pozostałych produktów Lily Lolo – delikatniejszy, ale być może to tylko złudzenie. 
Zdjęcie przedstawiające kolor rozświetlacza Lily Lolo Rose Illuminator
Jest to produkt prasowany, ale jego konsystencja jest wręcz jedwabista, bardzo przyjemna i plastyczna. Dzięki temu z łatwością zaaplikujemy go przy użyciu pędzla. Wystarczy parę zwinnych ruchów i gotowe:)
Odcień rozświetlacza jest chłodny, ale rzeczywiście dość uniwersalny i w odpowiednich proporcjach będzie wyglądał dobrze zarówno w przypadku chłodnych jak i cieplejszych karnacji. Choć oczywiście chłodne będą miały większe pole do popisu, gdyż mogą bardziej pofolgować z ilością produktu. A przy wyjątkowo jasnej cerze zastosować go jako bardzo subtelny świetlisty róż. Przy cieplejszej karnacji takiej jak moja warto zachować umiar – rozświetlacz odwdzięczy się wtedy nieco chłodnym lecz jednocześnie eleganckim, szampańskim odcieniem z nutą rozbielonego różu. Subtelnie dodaje blasku bez efektu przerysowania, więc jest idealny na co dzień. Lily Lolo po raz kolejny udowodniło, że stworzenie uniwersalnego produktu jednak jest możliwe. Do zdjęć (zwłaszcza do pierwszego) nałożyłam większą ilość bo jak wiadomo dość ciężko uchwycić odcień, a tym bardziej blask.


Pełną gamę produktów Lily Lolo, w tym Rose Illuminator znajdziecie na Costasy.


Znacie Rose Illuminator lub inne rozświetlacze Lily Lolo? Co sądzicie o takim odcieniu? 

Czytaj dalej »

wtorek, 10 października 2017

Lily Lolo bronzer Honolulu!

Cześć Dziewczyny!
Prasowane bronzery marki Lily Lolo pojawiły się w ofercie już dłuższy czas temu, ale dopiero niedawno zdecydowałam się wypróbować jeden z nich. Wcześniej miałam do czynienia z tymi w wersji duo i byłam zadowolona. Postanowiłam więc dać szansę wersji w okrągłym opakowaniu. Mój wybór padł na Lily Lolo Honolulu, ponieważ opisany został jako satynowy bronzer o średnim odcieniu, a ja akurat miałam ochotę na coś niezbyt ciemnego;) Jak wypadł w praktyce?
zdjęcie przedstawiające bronzer Lily Lolo

Lily Lolo Honolulu



„Honolulu to satynowy, prasowany, chłodny bronzer o średniej pigmentacji i średnim odcieniu. Prasowane bronzery od Lily Lolo idealnie sprawdzą się, gdy będziesz chciała nadać swojej cerze tego niezwykłego blasku, który skóra zyskuje wraz z nadejściem cieplejszych dni. Ich delikatna formuła i możliwość budowania intensywności koloru pozwolą Ci przepięknie podkreślić swoją opaleniznę”.
zdjęcie przedstawiające bronzer Lily Lolo Honolulu

Bronzer Lily Lolo Honolulu tradycyjnie został opakowany w biały logowany kartonik. Wewnątrz znajdziemy zgrabną płaską puderniczkę, zwierającą 9g produktu, który najlepiej byłoby zużyć w ciągu roku od otwarcia. Czy to dużo czy mało? Według mnie gramatura jest spora. Zwłaszcza biorąc pod uwagę wydajność produktu. No chyba, że ktoś uskutecznia makijaże rodem z Instagrama, czyli ¼ opakowania na jedno użycie;) Jak to mówią: punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia;) Ja preferuję raczej delikatny makijaż aniżeli zastosowanie wszelkich najnowszych makijażowych trendów… na raz;) Ale co kto lubi! 
zdjęcie przedstawiające odcień bronzera Lily Lolo Honolulu
Bronzer posiada naturalny zapach typowy dla kosmetyków mineralnych tej marki. Jego konsystencja jest aksamitna, dzięki czemu kosmetyk rozprowadzimy bardzo sprawnie, bez pylenia. 
Jeśli chodzi o odcień to patrząc na nazwę Honolulu trochę się obawiałam, ponieważ dokładnie tak samo nazywał się bronzer innej marki, na który się kiedyś skusiłam i z którego byłam wybitnie niezadowolona. Trochę niepokoiło mnie też słowo chłodny, ponieważ jestem ciepłym typem i w zbyt chłodnych odcieniach wyglądam jakbym była brudna:) Jednak po przejrzeniu zdjęć w sieci stwierdziłam, że nie wygląda on na chłodny w sposób niedopuszczalny i postanowiłam wypróbować właśnie jego;) Jak bym oceniła ten kolor? W opakowaniu jest dość ciemny, ale na skórze odcień rzeczywiście jest średni i to bardziej w kierunku jasnego niż ciemnego (przynajmniej w moim przypadku). Nie jest też typowo chłodny, bardziej określiłabym go mianem uniwersalnego. Przyznam, że mnie to akurat bardzo ucieszyło:) 
zdjęcie ukazujące puderniczkę bronzera Lily Lolo
Wykończenie jakie oferuje bronzer Honolulu jest satynowe, więc na twarzy produkt wygląda świeżo i delikatnie. Moja szczupła twarz praktycznie nie potrzebuje konturowania, więc nie muszę mieć produktu typowo matowego i maksymalnie chłodnego:) Wolę właśnie takie pośrednie, ponieważ zapewniają naturalny efekt. Jeśli chodzi o trwałość to na mojej mieszanej cerze w połączeniu z pudrem wykończeniowym produkt ten utrzymuje się przez większość dnia.

Bronzer można zamówić na Costasy.pl. Oprócz Honolulu, w ofercie jest jeszcze Montengo Bay i Miami Beach.  Podoba mi się jeszcze ten ostatni, ale na mojej cerze byłby zupełnie niewidoczny, więc pewnie musiałabym celować w Montengo Bay:) A szkoda bo nazwa Miami Beach wybitnie do mnie trafia;)


Znacie prasowane bronzery Lily Lolo? Który z odcieni Wam odpowiada najbardziej?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Lily Lolo Flawless Silk i Flawless Matte – 2 rodzaje wykończenia!

Cześć Dziewczyny!
Miłością do płynnych podkładów nie pałam, a latem to już w ogóle nie wyobrażam sobie użyć fluidu tudzież kremu BB. Absolutnie! Nie mogę wręcz „wyjść z podziwu” gdy kobiety latem używają ciężkich, kryjących fluidów. Ale jeśli potrzebują to OK., nie będę drążyć tematu;) Moja cera na szczęście nie wymaga wielkiego krycia. Zawsze jednak w swoim makijażu używam pudru albo sypkiego podkładu mineralnego – solo lub w połączeniu z odpowiednim produktem wykończeniowym. Zależnie od oczekiwanego efektu lub humoru jest to kosmetyk matujący, rozświetlający albo utrwalający. Dziś przedstawiam Wam kolejnych dwóch zawodników spod szyldu Lily Lolo. Są to wykończeniowe pudry sypkie - Flawless Matte i Flawless Silk.
Zdjęcie mineralnych pudrów sypkich Lily Lolo

Lily Lolo Flawless Matte


„Flawless Matte to wyjątkowy kosmetyk matujący. Doskonale sprawdza się jako naturalna baza pod podkład lub też jako nieskazitelne wykończenie makijażu. Ten puder o właściwościach absorbujących sebum zabezpiecza skórę twarzy przed nadmiernym świeceniem. Świetnie sprawdza się również jako mineralna baza pod cienie”.
Zdjęcie pudru Lily Lolo Flawless Matte

Lily Lolo Flawless Matte otrzymujemy w klasycznym białym kartoniku z logo marki. Wewnątrz znajdziemy dobrej jakości opakowanie pudru o pojemności 7g. Plusem jest to, że pudry i podkłady tej marki posiadają specjalną zasuwkę, dzięki której możemy dobrze zabezpieczyć zawartość przed rozsypaniem. Na pewno nic się nie wysypie (sprawdzone już wiele razy). Muszę jednak przyznać, że tym razem przeszłam samą siebie, gdyż zapomniałam o wspomnianej zasłonce i przez pierwsze dni zaklejałam produkt fabryczną naklejką. Aż przypomniałam sobie, że nie tak to się robi. Brawo ja! Poziom rozkojarzenia 10;) 


Puder jest  drobno zmielony i prosty w aplikacji przy użyciu pędzla. Dobrą wiadomością jest to, że jest bezzapachowy i nie posiada żadnych zbędnych składników w tym tlenochlorku bizmutu, który mi prawdopodobnie nie służy, ponieważ miałam kiedyś niemiłą historię z minerałami innej marki. 


Flawless Matte jak sama nazwa wskazuje jest pudrem matującym mającym ograniczyć świecenie się skóry. Najlepiej sprawdzi się więc w przypadku cery tłustej i mieszanej. Choć i posiadaczki innych typów cery miewają od czasu do czasu miejscowe problemy ze świeceniem. Moja jest mieszana i dobrze jest ją trochę utrzymać w ryzach. Producent zaleca oszczędne użycie i naprawdę jest to w pełni wystarczające. Pudru można używać nie tylko do wykończenia makijażu, ale także jako bazę pod cienie do powiek i bazę pod podkład. Można go również wymieszać z kremem nawilżającym aby uzyskać bazę ograniczającą wydzielanie sebum. Sprytne, prawda? Ja stosuję przede wszystkim jako puder zapewniający matowe wykończenie minerałów lub pudru w kompakcie;) Ale w te najbardziej upalne dni, zdarzało mi się użyć odrobinę również pod puder. Nie jest to produkt zapewniający płaski mat. Ten puder jest odpowiedni dla posiadaczek cer tłustych, mieszanych i normalnych, ale takich, które cenią sobie naturalne wykończenie:) Matujące, ale bez przeciągania struny, czyli w wolnym tłumaczeniu bez „przesadyzmu”:) Idealne rozwiązanie na co dzień. Tym bardziej, że nie pogarsza stanu cery.
Zdjęcie pudrów sypkich Lily Lolo


Lily Lolo Flawless Silk


„Jasny, brzoskwiniowo-różowy mineralny puder o jedwabistej konsystencji, który dzięki zawartości rozpraszającej światło miki, optycznie redukuje widoczność drobnych zmarszczek oraz niedoskonałości”.
Zdjęcie pudru Lily Lolo Flawless Silk

Lily Lolo Flawless Silk otrzymujemy w identycznym kartonowym opakowaniu i pojemniczku. Z tą różnicą, że mamy tutaj 4,5g produktu. Nie uznawałabym tego jednak za wadę, gdyż niewiele go trzeba na jednorazową aplikację. Co za tym idzie, jest wydajny. 


Puder ten również jest bezzapachowy i drobno zmielony. Nie zawiera też dziwnych składników;) Jego skład brzmi dokładnie tak: MICA [+/- CI 77491 (IRON OXIDE), CI 77492 (IRON OXIDE)]. 


Puder w przeciwieństwie do wersji matującej, posiada brzoskwiniowo-różowawy odcień. Producent zapewnia, że jest on uniwersalny do wszystkich typów karnacji. Mnie to delikatnie zastanawiało, ponieważ patrząc na niego miałam wrażenie, że odcień jest nieco podobny do niektórych odcieni podkładów mineralnych. Okazało się jednak, że mogę go spokojnie stosować. I tutaj niespodzianka, ponieważ próbowałam stosować zarówno na puder lub podkład mineralny albo solo;) Solo wtedy gdy nie chciałam wiele nakładać na swą twarz:) Dzięki zawartości miki, Flawless Silk ładnie odbija światło, nadając cerze świetliste aczkolwiek nie brokatowe tylko eleganckie satynowe wykończenie. W dodatku po jego zastosowaniu cera jest gładziutka w dotyku:)


Obie wersje pudrów sypkich Lily Lolo dostępne są w sklepie Costasy


Stawiacie na zmatowienie czy rozświetlenie (?) bo ja uważam, że kobieta zmienną jest;) Mieliście do czynienia z pudrami Lily Lolo?
Czytaj dalej »