wtorek, 24 listopada 2015

Trzy naturalne pomadki do ust: John Masters Organics, Make Me Bio, Stenders

Cześć Dziewczyny!

Nie od dziś wiadomo, że mam wymagające usta i zużywam dużo pomadek pielęgnacyjnych. Używałam już różnych od tych typowo drogeryjnych z przeciętnym składem aż po te bardziej naturalne. Ze względu na szybkość zużycia często nie jestem w stanie zrecenzować każdej wykończonej przeze mnie pomadki. Wpadłam więc na pomysł żeby w tym wpisie przedstawić Wam trzy pomadki bazujące na naturalnych składnikach. Czy naturalne i droższe zawsze działa lepiej? Od razu zaznaczę, że nie używałam wszystkich na raz jak niestety często myślicie;)
John Masters Organics balsam do ust

Opis producenta

Ten balsam jest najlepszą rzeczą jaką mogą spotkać Twoje usta! Produkt ten idealnie wygładza, nawilża i odżywia skórę ust pozostawiając niepowtarzalny smak i zapach, którego nie da się opisać. Zrobiony z najlepszych organicznych składników balsam nie tylko chroni usta przez szkodliwymi warunkami atmosferycznymi, ale także odmładza je w widoczny sposób.

Olea Europaea (Olive) Oil, Carthamus Tinctorius (Sunflower) Oil, Beeswax, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Oil, Linum Usitatissimum (Flax Seed) Oil, Borago Officinalis (Borage) Oil, Rosa Mosqueta (Rosehip) Oil, Citrus Reticulata (Tangerine) Peel Oil, Citrus Medica Limonium (Lemon) Peel Oil, Citrus Aurantifolia (Lime) Oil.

Moja opinia

Tego balsamu do ust używałam już ponad rok temu. Skusił mnie opis producenta według którego ten balsam to najlepsza rzecz jaka może spotkać moje usta. Och! Jakżeby się nie skusić? Cena wynosząca 30zł/4g nie zachęcała, ale pomyślałam, że za taki super eko produkt trzeba zapłacić więcej więc radośnie dodałam go do wirtualnego koszyka w sklepie internetowym. Produkt umieszczony został w prostym wykręcanym opakowaniu. Osobiście wolę sztyfty wysuwane, ale akurat każdy z dzisiejszych bohaterów był wykręcany. Balsam pachniał bardzo przyjemnie cytrusowo. Nie była to jednak żadna łazienkowa nuta tylko bardzo naturalna.  Jego posmak też był całkiem przyjemny i subtelny. Barwa sztyftu była żółta, a konsystencja śliska i delikatna. Jeśli chodzi o właściwości to miałam wrażenie, że działał jak chciał. Raz usta były przyjemnie gładkie, a raz sypały się z nich wiórki;) Zatem potrzeb moich wymagających ust nie spełnił. Najgorsze było jednak to, że pomadka była bardzo łamliwa. Łamała się i rozwarstwiała nieustannie i to jeszcze bardzo nierównomiernie. Doprowadzało mnie to do szału. Zwłaszcza gdy chciałam z niej skorzystać w miejscu publicznym i nagle odłamek pomadki przyklejał mi się do ust albo smętnie opadał na podłogę. Naturalne pomadki nie posiadają jakiś silnych utwardzaczy, ale bez przesady żeby produkt łamał się niemal przy każdym użyciu. Opinie w internecie były pozytywne więc pomyślałam, że trafiłam na felerny egzemplarz. Napisałam więc w tej sprawie do marki, ale w odpowiedzi otrzymałam informację, że naturalne pomadki mogą się łamać;) Nigdy więcej jej nie kupiłam. Zbyt wysoka cena jak na produkt, po którym poziom mojej irytacji niebezpiecznie wzrastał;) Na plus zasługiwał tylko ładny zapach i delikatny połysk na ustach. Zrobicie jak chcecie, ale ja odradzam.

Make Me Bio Kiss Me pomadka z masłem mango

Opis producenta

Pomadka KISS ME to bezzapachowy balsam do ust, idealny dla osób z wrażliwą skórą. Doskonale chroni usta przed działaniem czynników zewnętrznych, pierzchnięciem, pękaniem i przesuszeniem. Zawiera masło mango i olej makadamia, które delikatnie natłuszczają i nawilżają wymagającą skórę ust i chronią ją przed utratą wilgoci. Skwalen pochodzący z oliwy z oliwek zmiękcza skórę i ją wygładza, a oleje ze słodkich migdałów i jojoba wykazują działanie odżywcze i regeneracyjne.

Mango (Mangifera Indica) seed butter, glycine, soy wax, golden jojoba (Simmondsia Chinensis) seed oil, organic macadamia nut (Macadamia Ternifilia) oil, cold-pressed sweet almond (Prunus Amygdalus Dulcis) oil, Brazilian palm (Copernicia Cerifera) wax, olive squalene, vitamin E (Tocopherol).

Moja opinia

Tę pomadkę również kupiłam w sklepie internetowym. Miało to miejsce na samym początku września tego roku. Do wyboru były trzy rodzaje, ja zdecydowałam się na wersję bezzapachową. Pomadka umieszczona została w takim nietypowym kartoniku i przewiązana sznurkiem. Jej opakowanie również było wykręcane. Napisy okazały się być słabej jakości, mocno wyblakły mimo, że długo tego produktu nie męczyłam (z tego co pamiętam poniżej 2 tygodni). Możliwe, że posłużył by mi dłużej gdyby nie to, że również okazał się złamasem;) Korzystanie z takiego balsamu jest naprawdę męczące więc również był to mój pierwszy i ostatni egzemplarz. Efekty stosowania były przeciętne. Niestety dobry skład nie szedł tutaj w parze z cudownym działaniem. Z przykrością stwierdzam, że o wiele lepiej nawilża kokosowe masełko do ust Nivea. W moim odczuciu wydatek rzędu 19zł/5g balsamu, który nie spełnia oczekiwań mija się z celem. Producent deklaruje, że balsam jest bezzapachowy. Ja jednak wyczuwałam w nim lekko cytrusową nutę. Podobną do tej z balsamu JMO jednak o wiele subtelniejszą. O to akurat nie miałam pretensji gdyż zapach był całkiem przyjemny i ulotny. Podobnie jak JMO balsam również miał żółtawą barwę, ale nieco bardziej grudkową konsystencję.

Stenders kawowo - śmietankowy balsam do ust

Opis producenta

Ten ochronny balsam zapewni długotrwałe nawilżenie twoich ust. Wypełniony naturalnym masłem shea i olejkiem kawowym sprawi, że poczujesz jak twoje usta są kusząco miękkie i gładkie oraz pachnące intrygująco łagodną, kremową kawą.

Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Beeswax Synthetic, Hydrogenated Polyisobutene, Cetearyl Alcohol, Decyl Isostearate, Isostearyl Isostearate, Isoamyl Laurate, Coffea Arabica (Coffee) Seed Oil, Parfum (Fragrance), Glyceryl Caprylate, Polyglyceryl-3 Ricinoleate, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter Unsaponifiables, Soybean Glycerides, PCA Glyceryl Oleate, Glycerin, Aqua (Water), Lecithin, Ascorbyl Palmitate, BHT, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Tocopherol, Citric Acid

Moja opina

Ten balsam kupiłam na początku października gdy tylko dowiedziałam się, że Stenders wypuścił balsamy w sztyfcie. Wcześniej miałam już kawowo-śmietankowe masło do ust w słoiczkowej formie więc kupiłam bez wahania. Do wyboru były 4 rodzaje. Ja jednak zdecydowałam się na znany i akceptowany już przeze mnie kawowo-śmietankowy zapaszek. Zapach jest identyczny jak w przypadku masła. Jest przyjemny, kremowy, ale nie jest zbyt intensywny i męczący. Dla mnie w sam raz. Kiedy odeszłam od kasy w sklepie Stenders trochę pożałowałam, ponieważ przypomniałam sobie wcześniejsze przygody z wykręcanymi, naturalnymi balsamami opisanymi wyżej. Bałam się, że znowu trafię na łamliwy balsam. Na szczęście ten nie funduje takich atrakcji. Może dlatego, że jego konsystencja jest inna niż w przypadku dwóch pozostałych. A może dlatego, że w przypadku tego balsamu skład jest jednak dłuższy i mniej naturalny w porównaniu z Make Me Bio i JMO.  Ten balsam ma kremową barwę i przyjemniejszą w odbiorze konsystencję bez mikro grudek, choć mógłby być nieco bardziej twardy (sądzę, że latem mógłby się jednak łamać). Na tej jednej pomadce się nie przejechałam. Działa równie dobrze jak wersja w słoiczku, a jest łatwiejsza w użyciu. Radzi sobie z moimi wymagającymi ustami nawilżając i regenerując. Usta szybko stają się miękkie i gładkie. Nie mam zastrzeżeń co do działania.  Mam chęć jeszcze na wersję żurawinową, ale nie jestem przekonana czy zapach będzie mi odpowiadał;) Oczywiście żeby nie było tak miło za sztyft musimy zapłacić 19,99/4,8g. Na szczęście tym razem nie były to pieniądze wyrzucone w błoto. Pomadkę należy zużyć w ciągu 6 miesięcy od momentu otwarcia, ale u mnie jeszcze żaden balsam tyle nie wytrzymał;) 

Podsumowując w moim przypadku naturalne niestety nie zawsze oznacza lepsze.


Sięgacie po naturalne pomadki do ust? Jakie macie o nich zdanie?

98 komentarzy:

  1. Steders bym przygarnęła :D Ja lubię Sylveco, fajną miałam też z Badger balm :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Sylveco ma dobre pomadki choć zapachy mają średnie:) Tej drugiej nie znam :)

      Usuń
  2. ojej, z tymi złamasami to niefajnie, ale z kolei ja mam tą peelingującą od Sylveco i choć działą cudownie to po jakimś czasie zaczyna się jakby rozpływać. Ciekawią mnie też nowe pomadki z Diazo dostępne w sklepie kalina, miałaś może,albo też się na nie czaisz? Myślę że wypróbowałabym ten Standers , u mnie to wygląda tak że usta nie dosć że wymagające to jeszcze musze zmieniać pomadkę co tydzień i wracać do niej po jakimś czasie bo inaczej zaczynają kaprysić ,jakby się mega szybko do jednego produktu przyzwyczajały :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pierwszy raz słyszę tą nazwę Diazo;) Ale spojrzałam i mają czekoladową, może kiedyś kupię;)

      Usuń
  3. Nie używałam jej ;)Ale dobrze wiedzieć coś o niej:):

    OdpowiedzUsuń
  4. Stenders mnie kusi a najbardziej chciałabym wypróbować burt's bees :) I bananowego lip smackersa - nie mogę go nigdzie znaleźć :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lip Smackersy jak dla mnie średnio pielęgnują, burt's bees dobrze wspominam ;)

      Usuń
  5. Bardzo fajne, zwłaszcza, że to sama natura! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tjaaa... Zwłaszcza, że fajna była tylko jedna.

      Usuń
  6. Ja z naturalnych mam pomadkę-peeling z Sylveco i rumiankową Alterry. Sylveco lubię, Alterrę męczę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Alerra mi podśmierduje. Ale jakiś czas temu dałam jej szansę i używam na usta:P Spisuje się lepiej niż te dwie pierwsze.

      Usuń
  7. Kawowy mnie kusi ;p Ja mam masełko kokosowe z nivea i pomadkę z neutrogeny fajnie się sprawdza <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Takie "złamasy" też mnie irytują. Moje ulubione smarowidełka do ust to masełka Nivea - świetna jakość za niską cenę ;) Marka Stenders bardzo mnie interesuje, a nie miałam jeszcze okazji używać ich produktów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No złamasy perfidne. Na moje oko jak ktoś nie umie robić pomadek to nie powinien ich robić... Z Nivea lubię to kokosowe, sprawdza się:)

      Usuń
  9. Szkoda,że dwie nie sprawdziły się, a jeszcze ile trzeba za nie zapłacić.
    Ja bardzo lubię Alterrę rumiankową, mam jeszcze z granatem, ale jeszcze jej nie otwierałam, więc nie wiem jak z jej działaniem. Bardzo lubię pomadki Badger, kosztuje niewiele mniej bo jakoś 17 czy 18 zł, mi bardzo odpowiadają. Sztyft się nie łamie i bardzo nie paćka. Wersji jest 7 więc jest w czym wybierać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapiszę sobie te Badger bo jeszcze nie miałam:)

      Usuń
  10. Żadnej z tych nie miałam bo poki co przepadam za peelingiem z sylveco i alterra rumiankową.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja uwielbiam takie naturalne pomadki. Po Twojej recenzji chyba skuszę się na Stenders mimo jej dość wysokiej ceny. Czy Stenders ma też sklep stacjonarny? Nigdy się z nim nie spotkałam dlatego zaintrygowałaś mnie gdy napisałaś, że "odeszłaś od kasy" ;) Ja zwykle korzystam z ich internetowego sklepu, ale tej pomadki akurat nigdy nie miałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No z tych trzech tylko ta Stenders mnie nie wnerwiła:/
      Tak, są sklepy stacjonarne, ale jest ich niewiele w Polsce. Na stronie są podane lokalizacje:)

      Usuń
    2. To muszę spojrzeć na stronie i sprawdzić czy w moim mieście gdzieś znajdę stacjonarny sklep :)

      Usuń
    3. No może akurat:) w Łodzi aą aż dwa, szał;) zawsze lepiej sobie powąchać etc na żywo;)

      Usuń
    4. Akurat najbliższa to Poznań więc świetnie :) Przy najbliższej wizycie w Poznaniu na pewno się wybiorę :)

      Usuń
    5. :) jakby co to dziś dostałam maila z newslettera z kodem na darmową wysyłkę do 29.11, kod DOSTAWA2015. Tylko nie wiem czy są jakieś progi minimalnego zamówienia.

      Usuń
  12. ja zawsze zapominam o pomadkach do ust, tak samo jak i kremach do rąk.. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u mnie nie da się zapomnieć bo zaraz dają o sobie znać suche usta :D widocznie nie masz mocno wymagających i nie potrzebujesz :)

      Usuń
  13. Jeszcze nigdy nie używałam naturalnych pomadek do ust. Najczęściej używam carmex, ale tylko rano gdy mam zamiar nałożyć później matową pomadkę.

    OdpowiedzUsuń
  14. Czyli tylko tej ostatniej warto spróbować... (choć u mnie na pewno nie tego zapachu :P) Ja najbardziej teraz lubię pomadkę Caudalie, nawet eksperymentów mi się odechciało, ale wcześniej, czy później pewnie i tak będę testować nowe, taka natura :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tylko ona mnie nie wnerwiła. A w końcu skoro używałam już całej masy pomadek i chyba tylko te dwie się łamały (no ostatnio jeszcze jakieś serum Eveline było "chwiejne) to chyba nie moja wina, że złamasy z nich:D Ja teraz używam Alterry rumiankowej, którą znasz. Ogólnie miałam opory bo zapach no cóż nie nastraja pozytywnie, ale mogę powiedzieć, że przykładowo spisuje się lepiej niż JMO i MMB, a i się nie łamie. Ze Stenders wtedy miałam kupić żurawinową, ale trochę się bałam, że może taki zapach na ustach będzie mnie jednak trochę wnerwiał więc postawiłam na sprawdzony kawowy zapach. Kawy mogę nie pić, ale produkty o tym zapachu dla mnie jak najbardziej;)

      Usuń
  15. Żadnej z nich nie miałam. Może na ostatnią się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie miałam nigdy naturalnych pomadek i jestem zdziwiona, że są aż tak łamliwe i nieprzyjemne w stosowaniu. Kawowy sztyft mnie ciekawi, bo lubię ten zapach w kosmetykach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłam zaskoczona bo to się rzadko zdarza jakby nie patrzeć ;)

      Usuń
  17. Nie miałam do czynienia z tymi zupełnie naturalnymi. Buziak Kochana na spokojny dzień :*

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja jak na razie najbardziej lubię pomadkę z Sylveco ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja od pewnego czasu sięgam głownie po produkty Kiehl'sa do ust. A co do tej lamiacej sie pomadki to szczerze mówiąc uważam ze odpowiedz firmy była słaba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No żebyś widziała moją minę jak to przeczytałam;) Naturalne, bez konserwantów, ale bez przesady żeby się nie nadawała do normalnego użycia;)
      Kiehl's chętnie bym spróbowała :)

      Usuń
  20. Uwielbiam Pomadki ! lecz zdecydowanie mam już ich za dużo , a Ty mnie Kochana kusisz ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Jak widać nie zawsze to co naturalne ma świetne działanie. Ten ostatni mnie zaciekawił , szczególnie jego zapach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, a często panuje takie złudne przeświadczenie. Jak widać nie zawsze to się zgadza ;)

      Usuń
  22. brakuje mi tu eosa, z niego byłabyś zadowolona na pewno. kosmetyki Stenders są cudowne, miałam ale tylko do ciała

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana zbyt duży byłby to tasiemiec dlatego pojawiły się trzy;) Eosy znam od dawna i planuję o nich napisać bo jeszcze niedoczekały się osobnej recenzji;) Ale może w nowym roku się uda opisać :D

      Usuń
  23. uwielbiam naturalne kosmetyki więc te pomadki to coś dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie znam tych produktów ale jeżeli już to zdecydowała bym się na Kiss me :)

    OdpowiedzUsuń
  25. nie znam żadnego :) ale nazwy brzmia tak smakowicie! ten smietankowy to zdecydowanie mój gust zapachowy :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ewelina, napisałaś bardzo ciekawy post. Zainteresowałaś mnie ostatnią pomadką zważywszy na fakt, że ma kawowo-śmietankowy zapach:).
    Ja kończę aktualnie cynamonowo-kokosową pomadkę i przydałoby się coś innego.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe widzę, że chociaż Ty przeczytałaś;) tam jeszcze mają parę innych zapachów, ale wcześniej znałam kawową wersję w słoiczku więc uznałam, że wybiorę ten sam zapach bo przynajmniej miałam pewność, że nie będzie mnie drażnił;) Największe nadzieje w sumie pokładałam w dwóch pierwszych, ale niestety mocno zepsuły mi nerwy mimo, że np JMO miała dobre opinie w internecie:/

      Usuń
    2. Trudno było, bo tekstu nie poskąpiłaś, ale się udało:):)
      Tę ze Stendersa już zapisałam. :)
      Szkoda, że poprzednie się nie sprawdziły. Zawsze to kasa, tak jak napisałaś, ,,wyrzucona w błoto":/

      Usuń
    3. No niestety jak ja już się napiszę to koniec;) Liczyłam na coś więcej, ale cóż przejechałam się. Choć ogólnie nie mogę narzekać bo dość rzadko trafiam na słabe produkty.
      Chciałam odp na komentarz u Ciebie, ale oczywiście znowu mi się pokazuje "udowodnij, że nie jesteś automatem", nie wiem co ten blogger ostatnio tak szaleje:/ W każdym razie faktycznie to chyba średni pomysł żeby nałożyć punktowo na całą noc;) mogłabym się obudzić z czerwonymi plamkami;D

      Usuń
    4. Może być odpowiedź u Ciebie:). Ja kiedyś przesadziłam z olejkiem eterycznym z drzewa herbacianego (stosowałam go punktowo w nadmiernej ilości na wypryski) i miałam już po kilkunastu minutach okropne, duże, brązowe strupy:/. Podejrzewam, że po nocy z tą maską miałabyś to samo:/

      Usuń
  27. Mango to jedno słowo mi wystarczy *.*

    OdpowiedzUsuń
  28. szkoda, ze na trzy produkty dwa okazaly sie klapa, 3 pomadka uratowala sytuacje... :D
    ja uzywam pomadek nivea od kad pamietam, nie zmiennie :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Miałam JMO i mile wspominam. Mi się nie łamał, ale fakt, był bardzo miękki. Narobiłaś mi za to ochoty na sztyft Stenders :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pamiętam właśnie! Ja to jednak mam peszka!

      Usuń
  30. Szczerze mówiąc nigdy ich nie miałam..

    OdpowiedzUsuń
  31. Nadchodzi zima więc takie balsamiki/pomadki na usta obowiązkowo :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Szkoda, ze John Masters sie nie sprawdzil :( Szczerze, to oczekiwalabym wiecej po tej marce. Zapisalam sobie sztyft Stenders, moze kiedys sie skusze. Teraz mam sztyft z Yves Rocher, ktory dostalam za darmo do zakupow i jest ok - ale mnie akurat w tym temacie latwo zadowolic ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No po jego opisie nastawiałam się na szał, zwłaszcza, że opinie na wizazu były dobre, ale znowu się przejechałam:D Tą darmoszkę z YR kiedyś miałam. Chyba była ok, ale bez rewelacji. Tylko, że ja jestem wydziwiaczem w tej kwestii:D

      Usuń
    2. Hihi, nie jestes dziwna, tylko jestes ekspertem :D Ja chyba ze wszystkich sztyftow pielegnacyjnych bylam zadowolona... Jedynie ten z Alterry uwazam slabo nawliza dlatego ja go uzywalam tylko na rzesy/brwi, ale to juz Ci kiedys pisalam :)

      Usuń
    3. Ja temu Alterry dałam ostatnio szanse, choć zapach nie zachęca i szczerze to mogę powiedzieć, że nawilża lepiej niż te dwie pierwsze choć też jakimś super ideałem nie jest:) w sumie to fajnie być ze wszystkiego zadowolonym bo przynajmniej nie ma problemów z wyborem :)

      Usuń
  33. Nie miałam żadnej z powyższych, teraz będę się w końcu czaić na peelingującą pomadkę z Sylveco :-)

    OdpowiedzUsuń
  34. I tu sie zgadzam! Pomadki naturalne czesto sa felerne, jak i równiez szybko robia sie dziwne. Tzn. tak jakby szybko tracily na waznosci mimo ze daty nie przekroczyly!
    Z Twoich propozycji nie mialam zadnej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie jakieś takie miękkie się robią, sama nie wiem, ale liczyłam na coś lepszego.

      Usuń
  35. Niestety nie miałam styczności z żadnym z nich, choć z racji zbliżającej się zimy muszę zaopatrzyć się w coś konkretnego do regeneracji i nawilżenia swoich ust. Swego czasu miałam wielką ochotę na odżywczy balsam z Clarins, jeśli gdzieś go dopadnę to chyba jednak postawię na niego - co do składów to pewnie wiesz, że nie przywiązuję do nich zbyt dużej uwagi - niedobra ja :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten Clarins w niebieskiej tubce jest bardzo dobry!

      Usuń
    2. Kochana! Właśnie miałam na myśli ten w tym kolorowym, kartonowym opakowaniu (Daily Energizer czy jakoś tak) i przecież ja go u Ciebie widziałam i u Ines! Oświeciło mnie! Boję się, że stacjonarnie nie dostanę go w żadnej z perfumerii :-/

      Usuń
    3. A to myślałam, że chodzi Ci o ten najsłynniejszy!:) Ten w kropeczki bardzo lubię i daje trochę koloru więc dla mnie to taki pół balsam, pól kolorówka:D Na początku były duże produkty z dostępem, ale pózniej widziałam normalnie w Sephorze i na Dolce.pl :) To może jeszcze są:) W każdym razie mam nadzieję bo chciałabym sobie jeszcze ją kiedyś odkupić...

      Usuń
    4. Na stronach Sephory i Douglas'a niestety go nie ma, mam nadzieję, że gdzieś go znajdę stacjonarnie w Łodzi. Na początku grudnia wybieram się na oficjalne buszowanie po sklepach także może się trafi tak przypadkiem :-) Właśnie mam na niego chęć między innymi dlatego, że nadaje też lekkiego koloru naszym ustom! A przy tym dobrze nawilża - przynajmniej tylko na takie opinie trafiałam :-)

      Usuń
    5. W Douglasie to ich nigdy nie było. Douglas ma z Clarinsa kolorówkę, a pielęgnację, pod którą podpada ten balsam ma Sephora:) Ja je widziałam w galerii łódzkiej i w tulipanie, ale to było już dobrych parę miesięcy temu. Nie wiem jak jest teraz. On daje kolor zależny od naturalnego koloru ust więc u każdego wyglada inaczej, ale np u mnie mi się podoba :D nawilża też spoko:)

      Usuń
  36. Dobrze, że chociaż Stenders się sprawdził:) Ja mam pomadkę w sztyfcie wysuwanym NUXE i bardzo ją polecam, bo usta są zadbane, gładkie i natłuszczone, a sztyft jest twardy, mimo to idealnie się rozsmarowuje, To świetny kosmetyk. Ja go skończę to kupię Stenders, bo widzę, że warto:)***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nuxe miałam zarówno w słoiczku jak i sztyft, ale też tak średnio. Ze mną to wiesz, duże wymagania:D

      Usuń
  37. Nie miałam żadnej i nie będę mieć - nie mój przedział cenowy ;)

    OdpowiedzUsuń
  38. Mam pomadkę z Sylveco i Alterry :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Nie miałam żadnej z tych pomadek. Używam Balea. :)

    OdpowiedzUsuń
  40. dwa złamasy a pierwszy to po prostu jakiś koszmarek.... dobrze że chociaż trójka sprawiła że masz ochotę na inne wersje:)

    OdpowiedzUsuń
  41. żadnej z tych pomadek nie miałam. strasznie podoba mi się sposób przywiązania pomadki kiss me do tekturki!:)

    OdpowiedzUsuń
  42. Mimo że słabo wypadł, to i tak bym się skusiła na Make me bio :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może u Ciebie lepiej się sprawdzi bo ja mam wymagające usta;) choć myślę, że łamanie każdego by wkurzyło :)

      Usuń
  43. Śmietankowa pomadka - brzmi kusząco, zwłaszcza, że to Stenders ;)

    OdpowiedzUsuń
  44. Kawowo - śmietankowy balsam do ust to coś w co chętnie się zaopatrzę :)

    OdpowiedzUsuń
  45. A ja bym zaryzykowała i wypróbowała Make me bio. Jak wiesz lubię takie składy, najwyżej zużyłabym na noc. Kawowa też kusi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No może u Ciebie lepiej się spisze:)

      Usuń
  46. Faktycznie niezle je zuzywasz ;) John Masters poczatkowo ze wzgledu na sklad mnie mocno zainteresowala, ale skutecznie mnie do niego zniechecilas ;) Ogolnie zadnego z nich nie znalam wczesniej. U mnie rowniez czasami sprawdza sie zasada, ze mniej naturalne dziala lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze to mam jeszcze pakiecik trzech innych pomadek, które już dawno zużyłam, ale nie było jeszcze okazji opublikować no i w ogóle sporo innych, ale nie dam rady o wszystkim napisać;)
      No właśnie jest przeświadczenie, ze naturalne jest lepsze, a niestety nie zawsze;)

      Usuń
  47. Kurcze, ja nie wiem jak Ty to robisz, że tak szybko zużywasz te wszystkie balsamy do ust. U mnie one zdają się nie mieć końca.

    OdpowiedzUsuń
  48. Bardzo ciekawią mnie te balsamy Stenders i dla siebie wybrałabym pewnie żurawinę :) Do tej pory z naturalnych balsamów miałam brzozową i rokitnikową pomadkę z Sylveco, ale zapachy obu były dla mnie dość trudne. Próbowałam również dostępnej w Rossmannie Alterry i było podobnie, chociaż pewnie jeszcze raz spróbuję. Aktualnie używam Bee Natural z woskiem pszczelim. O ile latem dosłownie rozpływała się na ustach, tak teraz wyczuwalne są w niej grudki, co trochę mnie wkurza.
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
  49. Bardzo lubię Twoje recenzje balsamow do ust, bo mało jest takich recenzji w internecie, tez mam własnie wymagające usta :( Ja od siebie polecam balsamy Hurraw, szczegolnie wersję na noc bo jest mocno odzywcza i pachnie delikatnie rumianko-wanilią :) Na te się chyba nie skuszę, chyba ze by były jakoś w promocji

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się:) sama muszę wypróbować te Hurraw bo już trochę o nich słyszałam:)

      Usuń
  50. W moim przypadku też naturalne nie zawsze znaczy lepsze :) Akurat żadnej z tych pomadek nie miałam, nawet dobrze ich nie kojarzę :)

    OdpowiedzUsuń
  51. Mam raczej negatywne skojarzenia z takimi pomadkami, tym bardziej, że moje usta są naprawdę BARDZO wymagające. Jak widać, dwie z trzech się u Ciebie nie sprawdziły, co daje do myślenia. Na chwilę obecną testuję od dwóch dni olejek z Clarinsa, na który polowałam miesiąc(!). Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

    OdpowiedzUsuń
  52. U mnie też czasami lepiej się sprawdzają te mniej naturalne składy. Pomadkę Stenders bym chętnie wypróbowała u siebie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze.

Jeśli jednak nie czytasz nie komentuj i nie pisz głupot;) Proszę nie zostawiaj linków, to nie jest miejsce na Twoją reklamę. Komentarze zawierające linki będą usuwane.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...