wtorek, 20 listopada 2018

Huxley Toner Extract It oraz Healing Mask Keep Calm!

Jakiś czas temu zachwycił mnie krem Huxley Anti-Gravity. Naturalną koleją rzeczy było więc wypróbowanie następnych kosmetyków z ich oferty:) Początkowo miałam na oku kompletny zestaw pielęgnacyjny składający się z kilku produktów lecz „moje wróżby” wykazały, że jednak lepiej będzie połączyć je z kosmetykami Neogen i Cosrx:) Nie zawsze bowiem najlepszym wyborem jest ten w obrębie jednej marki. Czasem mix wydaje się być bardziej optymalny;) Ostatecznie padło więc na dwa produkty HuxleyToner Extract It oraz Healing Mask Keep Calm. Czy warto po nie sięgnąć?

Huxley kosmetyki


Huxley Toner Extract It


 Huxley Toner Extract It

Toner otrzymujemy w kartonowym opakowaniu kojarzącym się z pustynią, czyli tak jak na markę Huxley przystało. Pojemność to niestety jedynie 120ml, nad czym ubolewam. Szata graficzna jest wyjątkowo minimalistyczna, w dodatku sama butelka jest szklana. Mnie to akurat niemiło zaskoczyło, ale na szczęście butelka nigdy mi nie upadła. Minusem jest również niewielki otwór dozujący płyn. Ja jestem w gorącej wodzie kąpana więc lubię sobie skąpać wacik w tonerze naprawdę szybko, a tu masz... zadanie wymagające krzepy;) Ps. chyba nigdy nie zapomnę tego teleturnieju i twarzy jego bohatera;) Krzepy ostatnio nie miałam, więc już po pierwszym czy drugim użyciu postanowiłam zdemontować wewnętrzną osłonkę poszerzając tym samym otwór do maksimum;) 

Toner posiada wodnistą konsystencję, która natychmiast wnika w skórę i w żaden sposób się nie lepi. Zapach to ogromny atut tego produktu. Jest równie piękny jak w przypadku wspomnianego przeze mnie wcześniej kremu Anti-Gravity, czyli tak naprawdę wywołuje u mnie różne skojarzenia:) Szkoda, że nie można przesłać go przez monitor. Oj żałujcie;) W każdym razie ja go uwielbiam i mogłabym się w nim kąpać. Jest on jednak zdecydowanie delikatniejszy niż w przypadku kremu, co oznacza, że znika w parę minut od aplikacji.  Choć czytałam, że dla niektórych mimo wszystko jest zbyt intensywny. Zatem może to być kwestia indywidualna. Toner w 90% składa się ze składników naturalnych, w tym z ekstraktu z kaktusa. Jest łagodny i nie podrażnia skóry. W przypadku mojej skóry przyjemnie koi, odświeża oraz lekko nawilża przygotowując ją na dalszą pielęgnację. Jeden z przyjemniejszych koreańskich tonerów, z którymi miałam do czynienia. Choć szkoda, że pojemność nie jest bardziej standardowa. Mimo wszystko zdecydowanie polecam Huxley Toner Extract It.


Huxley Healing Mask Keep Calm


 Huxley Healing Mask Keep Calm

Maseczkę otrzymujemy w tubie podobnej do tych z Resibo:) Przyznam, że byłam tym nieco zaskoczona. Sam produkt został umieszczony w przezroczystej tubce o pojemności 120g. PAO wynosi 12 miesięcy. Huxley Healing Mask Keep Calm jak możecie się domyślać pachnie równie zachęcająco co toner i krem:) W tym przypadku woń ta jest wyczuwalna przede wszystkim w momencie aplikacji i chwilę po. Jest też zdecydowanie subtelniejsza w porównaniu z kremem. 

Maska posiada ciekawą konsystencję przypominającą galaretkę z drobinkami. Nie posiada ona jednak żadnych właściwości złuszczających. Producent rekomenduje ją bowiem jako maskę kojącą. Produkt nakładamy po uprzednim oczyszczeniu skóry na 5-10 minut. Po upływie tego czasu zmywamy wodą. 

Dzięki galaretkowej konsystencji aplikacja produktu jest niezwykle przyjemna i odprężająca (takie małe domowe SPA). A dodatkowo odczuwamy delikatne uczucie chłodzenia, a raczej orzeźwienia, bo zdecydowanie nie jest to efekt zamrożenia skóry:) Spokojnie;) Choć gdyby przed użyciem włożyć maskę do lodówki, mogłoby być ciekawie (np. latem;)).

Muszę przyznać, że o ile toner miałam w planach praktycznie od razu to nad maską musiałam dłużej się zastanowić. Spotkałam się bowiem z różnymi opiniami, które stawiały przede mną znak zapytania;) A zdecydowanie nie lubię posiadać produktu dla samego przetestowania. Ten produkt musi mi coś dać (jakiś oczekiwany efekt;)). Ostatecznie jednak stwierdziłam, że inni to nie ja i że w przypadku mojej skóry maska może stanowić całkiem niezłe uzupełnienie pielęgnacji. Poza tym moja cera nie należy do tych zaczerwienionych z natury (jej koloryt jest OK nawet bez makijażu), więc silnych właściwości łagodzących czy też przeciwdziałania zaczerwienieniom z reguły nie potrzebuję. Wiedziałam, że nie będzie to maska o działaniu mocno kojącym i nawilżającym, ponieważ tego spodziewałabym się raczej po kremowej konsystencji albo kremowo-żelowej (skończyłam zresztą wcześniej coś takiego z profesjonalnej linii Bielendy). Ale mimo wszystko czułam, że maska może ładnie wzbogacić moją pielęgnację. Według mnie jest to produkt do częstego stosowania (2-4 razy w tygodniu), ale jednocześnie można go użyć naprawdę ekspresowo. Te 5-10 minut dla siebie znajdzie prawie każdy. Ja żeby nie marnować czasu postawiłam na aplikację pod prysznicem. Podczas gdy jednocześnie mam nałożoną odżywkę na włosy:) Ewelina lubi różne wynalazki, ale ceni sobie łatwość i szybkość użycia;) Oczywiście stosowanie pod prysznicem mimo wszystko wymaga tego żeby jednocześnie woda nie lała się po twarzy;) Jednocześnie z moich doświadczeń wynika, że często aplikacja pod prysznicem wzmacnia działanie maski (choć nie w przypadku każdego produktu). Mimo dość lekkiej galaretkowo-żelowej konsystencji maska dobrze trzyma się twarzy nawet pod prysznicem. A zarazem spłukiwanie nie nastręcza żadnego kłopotu. Wystarczą dłonie lub słuchawka od prysznica (tak, serio tak robię;)). Zaraz po nałożeniu, dzięki lekko chłodzącej konsystencji daje poczucie natychmiastowego orzeźwienia. Natomiast po zmyciu skóra jest wygładzona, delikatnie nawilżona oraz ukojona w sposób dla mojej skóry wystarczający. Ale z pewnością zbyt mały dla cery w typie „buraczka”, tj. skłonnej do zaczerwienienia albo np. łuszczącej się etc. Maska nie obciąża skóry. Powiedziałabym nawet, że lekko zmniejsza wydzielanie sebum.  

Jeśli chcemy nieco wzmocnić efekt nawilżenia, warto przed aplikacją przetrzeć twarz tonerem (lub nawet wklepać odrobinkę esencji/serum). Można oczywiście spróbować tonera innej marki jeśli nie mamy Huxley. Nie jest to produkt, który zastąpi krem, ale stanowi całkiem przyjemne uzupełnienie pielęgnacji.  Poleciłabym ją przede wszystkim dla cery mieszanej oraz tłustej w ramach urozmaicenia pielęgnacji i relaksu:) 

Moim hitem z marki Huxley nadal pozostaje krem Anti-Gravity i bardzo go polecam jeśli nie przeszkadzają Wam treściwe konsystencje. Maska i toner nie działają już tak intensywnie, ale przyznaję, że i tak byłabym w stanie je kupić przy okazji jakiejś dobrej promocji:)


Znacie markę Huxley? Co sądzicie o tych produktach?

40 komentarzy:

  1. Maseczka wygląda fajnie, podoba mi się galaretkowata konsystencja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bym ten tonik chyba przelała do butelki z atomizerem. Nie przepadam za używaniem wacików do przecierania twarzy, a szklana butelka z okazji dużych uzdolnień gimnastycznych moich współlokatorów postałaby pewnie max 48h w niezmienionym stanie :P Co do maski, to brzmi ciekawie, ale szczerze to podziwiam, ja mam opory przed kładzeniem sobie glutowato- żelowatych masek na twarz. Niemniej przypomniałaś mi tę markę, a kiedyś trochę się koło niej kręciłam i przymierzałam do zakupów :D Pewnie teraz na coś się skuszę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie:) Ja tam zdecydowanie preferuję waciki niż pryskanie po twarzy:D Mi na szczęście nikt nie zwalił choć zachwycona tym szkiełkiem nie byłam:D A czemu opory?:D Milutka, pachnąca, galaretka:D

      Usuń
  3. Ta prostota w opakowaniach szalenie mi się podoba

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawią mnie kosmetyki tej marki, ale chyba jednak postawię na... krem. Tak na początek :P Z tych dwóch gagatków zainteresowała mnie maseczka :) Toner jakoś mniej, myślę, że za sprawą tego opakowania (nie lubię się bawić w modyfikacje :P) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wiem co oni mają z tymi małymi otworami:D Ale na szczęście modyfikacja była spora:D

      Usuń
  5. Też by mnie zaskoczyło szklane opakowanie, coś przyzwyczajeni wszyscy jesteśmy do plastiku :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, niemiła niespodzianka jak dla mnie:) Ale dla niektórych będzie dużą zaletą;)

      Usuń
  6. Moim ulubieńcem tej marki jak na razie pozostaje esencja :) teraz używam od nich cleansing water ;) jak byłam u kuzynki, to nawet ona, kosmetyczna ignorantka, zwróciła uwagę na zapach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jeszcze ją wypróbuję bo miałam na oku, ale bardzo chciałam też inne:D
      Ten zapach to jest to:D

      Usuń
  7. Bardzo lubię tonery i maseczki chętnie przyjrzę się bliżej tej marce, jako uzupełnienie pielęgnacji :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Marki nie znam, ale skoro te kosmetyki pachną tak pięknie, to już mi się podobają;).

    OdpowiedzUsuń
  9. Maseczka chyba bardziej mi się podoba, choć nie wiem, czy na tyle, aby ją kupić. Też często trzymam maseczki pod prysznicem jednocześnie z maską na włosach :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z maseczką, peelingiem albo innymi wynalazkami:D Żeby nie tracić czasu:D

      Usuń
  10. Ależ nam tu nowości serwujesz :) Nie znam niestety tej marki.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten toner to bardziej jak perfumy wygląda choć ciekawi mnie co to za zapach skoro mogłabys się w nim kąpać no i galaretkowa maska - fajnie, chcę ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie wiem, na perfumy trochę za zwykły flakon, ale zapach pierwsza klasa. Mogliby zrobić takie perfumy lub mgiełkę. Galareta przyjemna, choć szybko się kończy biorąc pod uwagę sporą pojemność. Ale lubię.

      Usuń
  12. Co do Ciebie wejdę to widzę wciąż nowe marki, które mam przed oczyma po raz pierwszy w swoim życiu :D o.O

    OdpowiedzUsuń
  13. Chyba pierwszy raz slyszalam o tej marce przy Twoich zakupach i to chyba na tyle, ale ja jestem ostatnio tak do tyłu, że co się dziwić 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona ogólnie rzadko spotykana na polskich blogach:D

      Usuń
  14. Bardzo ciekawe kosmetyki, pierwszy raz widzę i już mam na nie ochotę :)

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja właśnie miałam tą maskę zamawiać, uwielbiam takie galaretki :D.

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo ciekawy i inspirujący artykuł. Gdzie kupujecie swoje kosmetyki? Pytanie kierowane także do autorki tekstu :) Możliwość dotknięcia i wyboru w tradycyjnej drogerii są bardzo kuszące, ale dużo niższe ceny i wygoda zamawiania wygrywają moim zdaniem. Jeśli chcę kupić drogi kosmetyk, to najpierw go oglądam w stacjonarnym punkcie, a potem zamawiam w e-sklepie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja również się na niego czaję ;-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Coś nowego widzę :) wyglada to obiecująco :) chętnie wypróbuje :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie znam tej marki, ale taki toner bym chciała. ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze.

Jeśli jednak nie czytasz nie komentuj i nie pisz głupot;) Proszę nie zostawiaj linków, to nie jest miejsce na Twoją reklamę. Komentarze zawierające linki będą usuwane.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...