poniedziałek, 11 czerwca 2018

Garnier Botanic Therapy Green Tea i Olive!

W ostatnim czasie firmy kosmetyczne upodobały sobie słowo „botanic”;) Jest to wyraźne zwłaszcza wśród marek drogeryjnych. Mamy już chociażby serię Garnier Botanic Therapy jak i Bielenda Botanic SPA Rituals. Coś jest na rzeczy, prawda?;) Ile w tym natury, a ile jedynie ideologii – nie oceniałam i postanowiłam po prostu sprawdzić na sobie ich działanie:) Zaczęłam od 3 produktów do włosów Garnier Botanic Therapy, które trafiły do mnie w lutym;) Mamy czerwiec i dopiero teraz mam dla Was wpis:) Odkąd mam już pseudo-długie włosy, czyli takie dłuższe, ale nie spektakularnie długie, kosmetyków do włosów schodzi mi zdecydowanie więcej niż dawniej. Pojawiły się więc u mnie piśmiennicze zaległości;) Ale nie ważne – bierzemy na tapetę owy garnierowy wytwór;)
zdjęcie szamponu i odżywki Garnier Botanic Therapy Green Tea

Garnier Botanic Therapy


W linii do włosów Garnier Botanic Therapy mamy do wyboru kilka serii przeznaczonych do różnych typów włosów. Ja postanowiłam wypróbować szampon i odżywkę Green Tea oraz maskę Olive. Garnier Botanic Therapy Green Tea przeznaczona jest do włosów normalnych z tendencją do przetłuszczania się. Natomiast Garnier Botanic Therapy Olive do włosów suchych i zniszczonych. Dziwny miks? Nie dla mnie:) Przeciwnie – bardzo dobrze przeze mnie przemyślany;) A jak trio spisało się u mnie w praktyce?

Garnier Botanic Therapy Green Tea


zdjęcie szamponu Garnier Botanic Therapy Green Tea

Zacznijmy od szamponu bo bez niego nie ma nic;) To znaczy wiem, że niektórzy myją włosy odżywką albo popłuczynami po szamponie, ale nie ze mną te numery;) Ja myję włosy i skórę głowy nie dość, że tradycyjnie szamponem to jeszcze dwukrotnie;) Zawsze pierwsze i drugie mycie;) Robię tak od lat tak robię jakby to powiedział bohater Dnia Świra;) Szampon mieści się w ładnej (według mnie) przezroczystej zielonej butelce o przyjemnej, chciałoby się rzec – botanicznej szacie graficznej;) Do wyboru mamy dwie pojemności 200 i 400ml – moja miała 200ml. Szampon posiada zapach zielonej herbaty, który jak wiecie lubię:) Jest on jednak inny niż zapach zielonej herbaty znany mi np. z Innisfree. Prawda jest bowiem taka, że każda marka ma swoją odmianę zielonej herbaty;) I fajnie bo inaczej byłoby nudno. Szampon Garnier Botanic Therapy Green Tea posiada świeży i przyjemny zapaszek. W sam raz dla włosów skłonnych do przetłuszczania. Moje niestety mają tę skłonność. Zwłaszcza teraz gdy są już nieco dłuższe;) Konsystencja szamponu jest żelowa, a barwa przezroczysta. Kosmetyk dobrze się pieni i nie plącze włosów. Dobrze je oczyszcza, nie podrażnia skóry głowy i rzeczywiście posiada właściwości odświeżające. Ja zawsze myję włosy co drugi dzień, więc zależało mi żeby również tego drugiego dnia nie prezentowały się źle;) I tak było pod warunkiem, że nie naszło mnie na ciągłe ich macanie czy też wielokrotne czesanie w ciągu dnia;) Myślę, że jeszcze kiedyś do niego wrócę.
zdjęcie odżywki Garnier Botanic Therapy Green Tea

Kolejnym krokiem jest odżywka. Odżywka Garnier Botanic Therapy Green Tea posiada zgrabne 200ml opakowanie z wygodnym otwarciem od dołu. Jej barwa jest jasna, lekko zielonkawa, a zapach dokładnie taki sam jak w przypadku szamponu. Delikatnie utrzymuje się on na włosach nawet kolejnego dnia po zastosowaniu. Konsystencja odżywki jest rzadka i lejąca, przez co nie należy ona do wydajnych i kończy się zdecydowanie szybciej niż szampon. Ma ona jednak swoje plusy, gdyż dzięki swej lekkości jest idealna do włosów z tendencją do przetłuszczania. Nawilża je i wygładza, ale jej formuła jest zupełnie nieobciążająca dla włosów:) Nie ma również problemów z dokładnym jej spłukaniem. Doskonale nadaje się do częstego stosowania.

Garnier Botanic Therapy Olive


zdjęcie maski Garnier Botanic Therapy Olive

Z linii Olive wypróbowałam maskę. Moje włosy są skłonne do przetłuszczania i takiego oklapnięcia, ale jednocześnie potrafią się trochę podsuszyć na długości. Są również skłonne do falowania, więc niekiedy potrzebują albo zdyscyplinowania albo mocniejszego podkręcenia. Choć nie raz brakuje mi do nich sił i pozostawiam takimi jakie są;) Tak to z nimi jest, że jak już „sobie zaplanują” niesfornie się wywinąć albo rozpłaszczyć to czasami i tak z nimi nie wygram;) Maska w przeciwieństwie do kosmetyków z linii Green Tea miała za zadanie zapewnić moim włosom bardziej intensywną pielęgnację. Maska Garnier Botanic Therapy Olive zapakowana została w pękaty plastikowy słoiczek o pojemności 300ml. Jest on wygodny w użyciu, nie miałam szczególnych zastrzeżeń. Chociaż pamiętam jak kiedyś gdzieś wyczytałam, że ktoś nie lubi słoiczków bo nalewa się do nich woda pod prysznicem. Nie wiem jak to jest, że mnie się nigdy nic nie nalewa?:D Zapach maski jest przyjemny. Powinien być chyba oliwkowy, ale powiedziałabym, że nie do końca tak jest. Jest on po prostu typowo kosmetyczny. Konsystencja jest z kolei naprawdę treściwa. Pomyślałam sobie nawet, że… trochę jak masło;) Trzeba więc uważać z nakładaną ilością bo maska jest naprawdę odżywcza i zastosowana w nadmiarze obciąży włosy. Z uwagi na formułę nieco więcej czasu trzeba poświęcić również na jej spłukanie. Nałożona w rozsądnych ilościach świetnie wygładza włosy i jest to odczuwalne już podczas spłukiwania. Po tym za zwyczaj poznaję dobrze odżywiający kosmetyk do włosów. Mocno regeneruje i nawilża. To fajna maska, ale trzeba uważać żeby nie przedobrzyć:)


Kosmetyki Botanic Therapy zrobiły na mnie dobre wrażnie. Dlatego też postanowiłam dać dalszą szansę Garnierowi i wypróbować również te najnowsze z linii Hair Food. 


Znacie kosmetyki do włosów Garnier Botanic Therapy?
Czytaj dalej »

piątek, 8 czerwca 2018

Neogen oczyszczająca pianka do twarzy Blueberry!

Jakiś czas temu pisałam o świetnym peelingu do twarzy w płatkach marki Neogen:) Od dawna jednak ciekawiły mnie ich pianki do mycia twarzy, więc było jedynie kwestią czasu aż któraś wyląduje na mojej umywalce i zostanie poddana ocenie;) Wybór padł na Neogen Real Fresh Foam Cleanser Blueberry. Jak się u mnie spisała?


Neogen Real Fresh Foam Cleanser Blueberry

Neogen Real Fresh Foam Cleanser Blueberry – oczyszczająca pianka do twarzy


Marka Neogen posiada w swej ofercie 4 rodzaje pianek do mycia twarzy – Blueberry, Cranberry, Careal oraz Green Tea. Po bardzo udanym spotkaniu z płatkami peelingującymi Green Tea miałam chęć na piankę z tej samej linii. Niestety dostępność nie szła w parze z chęcią, więc postanowiłam dać szansę wersji Blueberry, która akurat była dostępna;) W swoim składzie zawiera ona sfermentowane owoce borówki, które mają zapewnić odpowiednie nawilżenie i łagodne oczyszczenie. Jest ona rekomendowana zwłaszcza jako drugi krok 2-etapowego oczyszczania cery. Pianka dedykowana jest przede wszystkim do skóry wrażliwej. Powinna się więc sprawdzić przy każdym typie cery.
zdjęcie pianki do mycia twarzy Neogen

Piankę otrzymujemy w wygodnym opakowaniu z pompką, które jest dodatkowo ściśle zabezpieczone folią, więc małe szanse, że coś nam się rozleje w transporcie. Nawet jeśli leci do nas z daleka;) Pojemność opakowania wynosi 160g lecz w rzeczywistości jest to 120g, gdyż na dnie mamy owoce borówki, które oddzielone zostały za pomocą sitka tj. rurka nie dochodzi do końca butelki:) Myślę, że to dość sensowne, ponieważ dzięki temu boróweczki nie latają po całej buteleczce tylko grzecznie osiadają na dnie, nie utrudniając dozowania pianki;) Choć oczywiście biorąc pod uwagę aspekt ekonomiczny, trochę produktu tracimy. PAO wynosi tutaj 8 miesięcy. Pompka działa bez zarzutu i dość swobodnie możemy dostosować sobie ilość niezbędną do jednorazowego użycia;) Nic się nie zacina ani nie chlapie. Mamy też dodatkową osłonkę, więc spokojnie można zabrać ten produkt w podróż;) Wizualnie opakowanie również prezentuje się przyjemnie i estetycznie. Osobiście lubię design Neogen;)
zdjęcie pianki Neogen

Konsystencja pianki jest kremowa i delikatna, a dzięki pompce nie trzeba niczego spieniać, czyli jest tak jak w wielu naszych polskich piankach. Zapach jest bardzo subtelny, niemalże niewyczuwalny. W tym przypadku to dobrze bo przyznam, że nie jestem fanką jagodowych zapaszków w kosmetykach;) Lubię te owoce, ale w kosmetykach najczęściej pachną mi drętwo albo sztucznie. Także delikatny zapach i brak borówkowej nuty oceniam tutaj na plus:) Pianka jest przeznaczona do cery wrażliwej i rzeczywiście jest ona bardzo delikatna oraz przyjemna w użyciu. Bardzo dobrze dogaduje się również ze szczoteczką Foreo Luna.  Pianka z powodzeniem sprawdza się zarówno w 2-etapowym oczyszczaniu skóry jak i jako jedyny produkt myjący, czyli w pielęgnacji porannej. Świetnie oczyszcza i odświeża, a zarazem nie wysusza, nie ściąga i nie podrażnia skóry. Nie pojawia się uczucie dyskomfortu nawet jeśli nie zostanie od razu zastosowana dalsza pielęgnacja. Co prawda nigdy tak nie robię z premedytacją, ale zdarzyło mi się w sytuacjach nagłych np. gdy zadzwonił telefon i moja skóra nie ucierpiała nawet po dłuższej pogawędce;) Nie wypowiem się co do tego czy szczypie w oczy, ponieważ nigdy nie zmywam oczu piankami ani żelami:) Minusem może być bardzo długi skład zawierający naprawdę mnogość przeróżnych ekstraktów oraz cena;) Choć na Jolse pianki można zamówić taniej oraz z bezpłatną międzynarodową przesyłką. 


Z pianki jestem bardzo zadowolona i w przyszłości chętnie sięgnę po tą wymarzoną wersję Green Tea;) Znam oczywiście tańsze pianki, które również dobrze się sprawdzają, ale mimo wszystko uważam, że jest to ciekawa propozycja dla osób, które mocno "siedzą" w kosmetykach i lubią nietypowe rozwiązania w stylu sfermentowanych owocków etc;) Wypisz wymaluj idealna rzecz dla Eweliny;)


Znacie pianki Neogen albo inne ich produkty?
Czytaj dalej »

wtorek, 5 czerwca 2018

Cosrx BHA Blackhead Power Liquid!

Do marki Cosrx zawsze podchodziłam raczej ostrożnie i z dystansem, gdyż wiele ich produktów ukierunkowanych jest na zwalczanie różnego typu niedoskonałości. Co za tym idzie, część z nich wydaje mi się niekoniecznie odpowiednia na co dzień dla mojej mieszanej, ale wrażliwej jednak cery;)  Miałam zresztą do czynienia z jednym z ich kremów i niekoniecznie zyskał moje uznanie, ponieważ wolę kremy nadające się do codziennego używania. W asortymencie tej marki są jednak produkty, które mnie zainteresowały, a należy do nich chociażby Cosrx BHA Blackhead Power Liquid. Kosmetyk ten cieszy się dobrymi opiniami na blogach i również na Jolse posiada znacznik Recommended, na który ja zwykłam zwracać uwagę podczas wyboru kosmetyków;) Wychodzę bowiem z założenia, że klient prawdę Ci powie:D A jeśli chodzi o Blackhead to kojarzy mi się z Riverdale;)

zdjęcie Cosrx BHA Blackhead Power Liquid

Cosrx BHA Blackhead Power Liquid


Jest to płyn przeciw zaskórnikom i niedoskonałościom, który w swoim składzie posiada 4% BHA, czyli beta-hydroksykwasu. Polecany jest on głównie przy cerach tłustych i mieszanych, ale może być stosowany również u osób posiadających cerę suchą z niedoskonałościami, ponieważ nie powoduje przesuszenia. Skład płynu jest prosty, a oprócz BHA znajdziemy w nim również ekstrakt z wierzby białej i kwas hialuronowy.     


Kosmetyk zapakowany został w tekturowe opakowanie, które właściwie od razu wyrzuciłam. Wewnątrz znajdziemy zgrabną 100ml butelkę z mlecznego plastiku, która prezentuje się dość surowo, ale elegancko;) Przywodzi na myśl kosmetyki apteczne. Butelka zawiera pomkę wyposażoną w naprawdę niewielki otwór, więc możemy dozować produkt wyjątkowo precyzyjnie i oszczędnie. Dodam zresztą, że jest on niebywale wydajny, a naprawdę rzadko używam tego słowa:) PAO wynosi 12 miesięcy.
zdjęcie płynu Cosrx BHA Blackhead Power Liquid

Kosmetyk jest według mnie bezzapachowy. Chyba, że mocno się wczujemy – wtedy mamy szansę wyczuć subtelnie alkoholową woń przez ułamek sekundy;) Jego konsystencja jest lejąca i lekka. Produkt zaleca się wylewać na wacik, a następnie przecierać nim twarz lub rozprowadzić bezpośrednio palcami. Ja jestem wacikowa, ale akurat w tym przypadku przewrotnie zdarza mi się nakładać też palcami. Zwłaszcza jeśli chcę użyć miejscowo. Produkt aplikuję najczęściej po zastosowaniu toniku, ale można też np. na lekką esencję lub serum. Jeśli Wasza skóra nie należy do typowo problematycznych, a jedynie raz na jakiś czas tworzą się drobne zaskórniki lub niedoskonałości to wystarczy stosować go miejscowo. Szczerze mówiąc, mi dermatolog powiedział, że moja cera ani nie jest zanieczyszczona ani nie posiada zaskórników;) Ale jak na moje oko drobne zaskórniki pojawiają mi się na nosie. Do tego raz na jakiś czas potrafią zawitać do mnie drobne niedoskonałości. Drobne pod warunkiem, że nie zdecyduję się ich wyciskać lub rozdrapywać (do czego mam skłonności) bo wtedy zaczyna się zabawa i pomagają mi już jedynie preparaty na receptę;)  

Jest to produkt, którego nie stosuje się codziennie, a najlepiej najpierw raz w tygodniu, a potem 2-3 razy w tygodniu zależnie od potrzeb i reakcji skóry. Co za tym idzie mimo kilkutygodniowego używania opinię określiłabym na razie jako pierwsze wrażenie, gdyż z końcowym trzeba poczekać do całkowitego zużycia.  A w przypadku tak dużej wydajności i braku konieczności stosowania na całą twarz może to trochę zająć;) Choć przyznaję, że ja akurat od razu zaczęłam stosować 3 razy w tygodniu;) Teraz jednak zamierzam sobie zrobić od niego przerwę na okres letni. Jak dotąd udało mi się zauważyć, że płyn wspomaga usuwanie niedoskonałości, ładnie oczyszcza skórę, dobrze dogaduje się z innymi produktami np. jako jeden z elementów pielęgnacji wieloetapowej, jest niebywale wydajny (a wiecie jakim jestem papraczem), nie wysusza, nie podrażnia i nie powoduje zaczerwienienia skóry, a wręcz daje poczucie nawilżenia i ukojenia, nie działa agresywnie, szybko się wchłania choć przez chwilę może się trochę lepić. Mam nadzieję, że po skończonej buteleczce zauważę efekt wow;) Póki co Cosrx BHA Blackhead Power Liquid robi na mnie dobre wrażenie:)


Znacie kosmetyki Cosrx? Polecacie jakieś konkretne?
Czytaj dalej »

niedziela, 3 czerwca 2018

Promocja w Rossmannie 2+2 gratis czerwiec 2018 – produkty do stóp i depilacji!

Już za kilka dni kolejna promocja w Rossmannie skierowana do członków Klubu Rossmann. Czerwcowa promocja w Rossmannie brzmi – Odsłoń nogi na lato! Obejmuje ona produkty do stóp i paznokci oraz do depilacji. Znów mamy odgrzewane kotlety, gdyż rok temu była już taka akcja. Ale ta pewna cykliczność i przewidywalność ma też swoje plusy;)

zdjęcie informujące o promocji 2 plus 2 w Rossmannie czerwiec 2018

Rossmann 2+2 gratis na produkty do stóp i depilacji – czerwiec 2018


Akcja promocyjna obejmująca produkty do pielęgnacji stóp i paznokci oraz do depilacji trwać będzie w dniach od 9 do 19 czerwca 2018 lub do wyczerpania zapasów. 


Żeby skorzystać z promocji należy kupić 4 różne produkty tj. różniące się kodem kreskowym. Dwa tańsze otrzymujemy gratis. 


Promocja skierowana jest do posiadaczy karty Klubu Rossmann. 


Z czerwcowej promocji w Rossmannie można skorzystać tylko raz tj. jedna karta = jedne zakupy.


Dokładny spis produktów objętych promocją jak zwykle pojawi się w regulaminie na stronie Rossmann krótko przed rozpoczęciem promocji.

Czy skorzystam w czerwcowej promocji?



Zdecydowanie nie bo nie będę osłaniać nóg:P A tak serio nie, ponieważ mam jeszcze zapasy ostrzy do maszynek Gilette z ubiegłorocznej akcji kiedy to kupiłam ich sporo;)

Co polecam? Co warto kupić?


Na pewno polecam maszynki systemowe Gilette Venus i Gilette Venus Breeze (te drugie bardziej). Pianek do golenia rzadko używam, innych wynalazków też niekoniecznie. Choć lubiłam kiedyś kremy do depilacji Veet i sprawdzały się u mnie. Ze stopami nie mam szczególnych problemów, więc u mnie dobrze zdawały egzamin Rossmannowskie Fusswohl, sporo niezłych produktów do stóp ma też Delia, niezły jest też krem Lirene. 


Zamierzacie skorzystać z czerwcowej promocji 2+2 w Rossmannie?

Zobacz: majowe nowości
Czytaj dalej »

sobota, 2 czerwca 2018

Majowe nowości i przykrości;)

Maj był dziwny... A to ktoś oferował "blogowe usługi" w moim imieniu, a to się pode mnie podszywał, a to fuksem skorzystał z mojej karty klubu Rossmann. Czasami już naprawdę nie wiem o co chodzi i chyba nie chcę wiedzieć:P W bloku cały czas hałas, smrodek i podejrzane odgłosy robotników, ponieważ przez kilka tygodni trwa wymiana windy na nową;) Całe szczęście bo poprzednia codziennie się już psuła, a ja mieszkam na 11 piętrze;) Dobrze, że wieżowiec jest tak skonstruowany, że można sobie zjechać windą w kolejnej klatce;) Tym bardziej, że na jednym z pięter mieszka dość osobliwy gość, więc raczej nie uśmiecha mi się schodzić po schodach;) Jeśli chodzi o bilans strat to raczyłam w tym miesiącu rozwalić roletę;) Szczęście w nieszczęściu było takie, że akurat dzień wcześniej zamówiłam nowe. Ale póki co muszę się zadowolić mega fuszerką, którą pokazywałam Wam na Insta Story;) Było też parę innych dziwnych atrakcji, które już pozwolę sobie przemilczeć;) No i jeszcze to zakichane RODO, które bombarduje już ze wszystkich stron:D Żeby nie było, że taka totalna seria niefortunnych zdarzeń to w maju udało mi się puścić "rekordową" ilość wpisów poza-kosmetycznych, z czego jestem zadowolona;) Ciągle tak obiecywałam i odkładałam aż w końcu wyskoczyły:P Kolejne w drodze choć jak znam życie to też będą przepychane na później:D A teraz czas na nowości i na koniec także skromne zakupy z cyklu - Rossmann zmusił mnie, a ja nie opierałam się;) 

nowości Joico
Zacznę może od nowości, które przywędrowały do mnie od JOICO. Jeśli czytacie mnie od dawna to na pewno wiecie, że jest to marka dobrze mi znana, która nieraz już pojawiała się na blogu. Tym razem trafiły do mnie dwa produkty do pielęgnacji włosów, czyli Joico K-PAK Color Therapy Luster Lock, z którym miałam już kiedyś do czynienia. Jest to zaawansowana maska do włosów farbowanych. Ja już dwa lata nie farbowałam, ale ostatnio mnie podkusiło pofarbować. Choć niestety nie wyszło tak jak oczekiwałam. Z kolei spray z tej samej linii jest kosmetykiem, którego wcześniej nie znałam, ponieważ to nowość. Jest też coś do układania włosów z serii Structure, czyli Transformer i Stylemaker. 

Pojawił się też u mnie zestaw naturalnych kosmetyków pod postacią oleju z nasion opuncji figowej, który stosuję na noc pod oczy oraz balsam do ciała z tej samej linii i mini olejek arganowy o zapachu grejpfruta.
nowości marki Dermedic

Moje nowości z Dermedic to tym razem trio do ciała. Żel pod prysznic z serii Linum Emolient, antyperspirant Antipersp C oraz koncentrat balsamu nawadniający skórę Hydrain 3 Hialuro. 
nowości z Bell Hypoallergenic
Nowości z Bell Hypoallergenic zawierały sporo ciekawych produktów takich jak pomadki, puder w płynie, korektory, bazy pod cienie i podkład, bronzery, tusz, konturówki etc. Do wyboru do koloru;) Ta firma wypuszcza naprawdę ogrom nowości.
plastry do depilacji Joanna
Przywędrowały też do mnie ulepszone plastry do depilacji Joanna Sensual. Dla siebie zachowałam jedną paczuszkę do ciała;) Ale jeszcze trzęsę gaciami przed ewentualnym użyciem:D
perfumy Marc Jacobs Daisy Eau So Fresh
Do zacnego grona moich zapachów dołączyło 150ml szczęścia, czyli Marc Jacobs Daisy Eau So Fresh, który od dawna mi się podobał i Guerlain Aqua Allegoria Mandarine Basilic, które kiedyś nie do końca mnie przekonywały, a teraz owszem. 
Oriflame tusz The One Eyes Wide Open
Nowości Oriflame to podobnie jak poprzednio zarówno kosmetyki jak i akcesoria. Z kosmetyków wybrałam dla siebie nowy tusz do rzęs The One Eyes Wide Open oraz serum do twarzy w kapsułkach z linii Royal Velvet. To z serii NovAge fajnie się u mnie sprawdziło, więc stwierdziłam, że Royal też może być spoko;) A jeśli chodzi o tusz to zachęciła mnie jego dość spektakularnie wyglądająca szczoteczka;)
Tusz Oriflame The One Eyes Wide Open

Zobacz: NovAge 

zdjęcie przedstawiające torebkę Oceanica Oriflame
Natomiast z akcesoriów wpadła mi w oko torebka-worek Oceanica oraz szal Oceanica zawierający 2 szt. w komplecie;) Szale jak najbardziej na plus. Nazwałam je chustkami w robaczki:P Przydadzą mi się zarówno do noszenia jak i do zdjęć. Są długie, a ich jakość nie budzi zastrzeżeń. 
zdjęcie przedstawiające szal Oceanica Oriflame
Jeśli natomiast chodzi o torebkę Oceanica z Oriflame to na żywo jednak nie przypadła mi do gustu. Ma swoje zalety takie jak regulowany pasek, ale gabarytowo jest dla mnie zbyt duża. Nie podoba mi się również materiał, z którego wykonana została granatowa część, ponieważ mocno zbiera paproszki i jest podatny na zabrudzenia.

zdjęcie z promocji 2 plus 2 w Rossmannie
Na koniec już tylko moje zakupy i oczywiście Rossmann bo postanowiłam nie opierać się pokusie:) Skusiłam się na serum przeciw zmarszczkom Bielenda Botanic Spa Rituals, całonocną maskę do twarzy Lab Therapy marki Lirene, nowy lotion bardzo lubianej przeze mnie marki Hada Labo Tokyo- tym razem o działaniu Anti-Aging oraz produkt, o którym usłyszałam gdy jeszcze nie był dostępny w Polsce, czyli L'Oreal Hydra Genius Aloe Water. Wahałam się nad wariantem, ale wybrałam wersję do cery suchej i wrażliwej mimo, że mam mieszaną. A to dlatego, że ta miała jakby najmniej perfidny skład. Kilka dni wcześniej kupiłam też antybakteryjną szczotkę do włosów For Your Beauty, której igły pokryte są jonami miedzi;)
Jednak moim największym hitem maja okazało się być lustro led z Biedry, które totalnie odmieniło moją toaletkę:D Nie umiem fajnie pokazać na zdjęciach, ale na żywo pasuje super:) Także mimo, że nie jest to profesjonalne lustro do wizażu to jak na tą cenę jestem bardzo zadowolona, że je przytuliłam;) Szkoda, że nie daje mocno światłem po oczach, ale co zrobić:D

Zobacz: Lustro Led z Biedronki
zdjęcie przedstawiające lustro led z biedronki
Już pod koniec maja przyszło mi go głowy żeby po 2 latach bez farbowania włosów jednak je zafarbować;) Miałam problemy z wyborem farby bo jakoś żadna mi nie podpowiadała wielkiego zadowolenia, ale w końcu bez większego przekonania zdecydowałam się na Garnier Olia brąz 5.0. 
zdjęcie efektu koloryzacji Garnier Olia 5.0 brąz
Chciałam jakiś brąz, który nie byłby ani za jasny ani za ciemny. Niestety efekt mnie rozczarował bo jakoś nie bardzo go dostrzegam:/ Wydaje mi się nawet, że mam teraz jaśniejsze zamiast ciemniejszych i wnerwiło mnie to. Zdecydowanie nie polecam tej farby. Niby bez amoniaku, a włosy po niej miałam mega klapnięte i wypadło mi ich naprawdę dużo:/ Meh! A może polecicie jakąś dobrą farbę brąz? Tylko już raczej takie mocniejsze z amoniakiem bo ta złapała mega słabo. 


I to już wszystkie moje majowe nowości;) Jak widać byłam grzeczna;) Coś tam miało jeszcze dolecieć, ale nie zdążyło;) Znacie coś z tych nowości? Jak minął Wam maj?
Czytaj dalej »