środa, 19 sierpnia 2020

Germaine de Capuccini Global Cream Wrinkles Soft hiszpański krem o lekkiej konsystencji – Topestetic!

Germaine de Capuccini to hiszpańska marka posiadająca w swej ofercie kosmetyki profesjonalne, które zostały opracowane z myślą o pielęgnowaniu piękna skóry oraz zaspakajaniu jej potrzeb. Firma powstała już w 1964 roku, a ja po raz pierwszy dowiedziałam się o niej dopiero rok temu;) Jak to mówią lepiej późno niż wcale. Bogaty wybór kosmetyków tej marki znalazłam na Topestetic i po trudnych wyborach czy wybrać coś z tej firmy czy może jednak z innej, zaryzykowałam i postawiłam na Germaine de Capuccini Global Cream Wrinkles Soft, czyli krem przeciwzmarszczkowy o lekkiej konsystencji:) Czy to był dobry wybór? 
 

Germaine de Capuccini Global Cream Wrinkles Soft


Germaine de Capuccini Global Cream Wrinkles Soft krem

Jest to krem przeciwzmarszczkowy o lekkiej konsystencji, który ma redukować drobne zmarszczki i linie mimiczne poprzez zmniejszanie ich widoczności. Produkt posiada również właściwości ujędrniające skórę. Formuła zawiera kompleksy peptydowe BTX-tripeptine oraz Tissulage Tech. Jest to tzw. krem z „efektem botoksu”.
Germaine de Capuccini krem przeciwzmarszczkowy o lekkiej konsystencji blog

Germaine de Capuccini Global Cream Wrinkles Soft opakowany został w piękny, połyskujący różowy kartonik. Sam produkt mieszka w dość masywnym eleganckim słoiczku o pojemności 50ml. Minusem może być brak dodatkowego plastikowego zabezpieczenia pod zakrętką. Do takiego kremu pasowałaby też jakaś firmowa szpatułka, ale to tylko detale;) 
Germaine de Capuccini krem przeciwzmarszczkowy o lekkiej konsystencji opinie recenzja

Przeciwzmarszczkowy krem o lekkiej konsystencji marki Germaine de Capuccini rzeczywiście posiada ultra-komfortową, lekką formułę. Może niekoniecznie jest to dostrzegalne na zdjęciu, ale zapewniam, że kosmetyk jest delikatny jak chmurka! Kojarzy mi się z subtelną pianką w jakimś letnim deserze:) Wchłania się błyskawicznie! Nawet, jeśli nałożymy przed nim produkt, który zostawia wyczuwalną warstwę – on to uczucie szybko niweluje. Pozostawia po sobie wręcz wrażenie odświeżenia. Gdybym miała określić ten krem jednym słowem to byłaby to właśnie – ŚWIEŻOŚĆ. Idealnie więc z nim trafiłam w porze letniej, kiedy to moja mieszana cera ma większą tendencję do przetłuszczania. 
Germaine de Capuccini krem konsystencja

Zapach kremu Germaine de Capuccini od razu skojarzył mi się z kosmetykami Jowae. Świeży, kwiatowy, aromatyczny:) Taka bardzo optymistyczna i zarazem kobieca kompozycja zapachowa. Choć niestety dla mnie jego zapach jest nieco zbyt długotrwały. Czasami więc gdy już wyczuwałam migrenową aurę, wolałam sięgnąć po coś innego. Krem do twarzy traktuję zawsze, jako kropkę nad i w mojej pielęgnacji. Raczej nie zdarza mi się nie użyć. Zwłaszcza na noc, bo w dzień niektóre kremy można już zastąpić po prostu produktem z filtrem;) 
Germaine de Capuccini kosmetyki

Krem polecany jest do cery normalnej oraz mieszanej i z tym w pełni mogę się zgodzić. Do cery suchej lub dojrzałej dostępny jest krem w wersji „bogatej”. Ten mógłby nie być wystarczający (chyba, że w połączeniu z mocno odżywczym serum). Ale dla mojej mieszanej cery jak znalazł. Tym bardziej w porze letniej:) Nie odciąża skóry, wchłania się niemal całkowicie, bez żadnego błyszczenia. Nie zauważyłam też podrażnienia ani wysypu niedoskonałości. Produkt zapewnia przede wszystkim świeżość, nawilżenie oraz wygładzenie. Dba także o jędrność i elastyczność skóry, dzięki czemu wygląda ona na bardziej promienną i wypoczętą, a drobne linie są mniej widoczne:) Do tego dobrze współpracuje z każdym kosmetykiem, nic się nie roluje (czego szczerze nienawidzę). Hiszpański krem równie dobry jak hiszpański serial rodem z Netflixa;)


Moje pierwsze spotkanie z Germaine de Capuccini zaliczam do udanych i na pewno przyjrzę się jeszcze ich ofercie podczas buszowania na Topestetic;) 


Czy latem zmieniasz kremy na te o lekkich formułach? Miałaś już styczność z produktami hiszpańskiej marki Germaine de Capuccini?
Czytaj dalej »

sobota, 15 sierpnia 2020

BasicLab pomadki do ust - nawilżająca i ochronna!

Gdybym miała wybrać jeden kosmetyk, bez którego ciężko mi sobie wyobrazić choć jeden dzień to zdecydowanie byłby to balsam do ust! Nie ma dnia żebym nie użyła go przynajmniej kilka razy;) Obsesję ochrony nawilżenia ust mam już od czasów nastoletnich;) Przez lata zdążyłam poznać wiele produktów i również moje preferencje z wiekiem się zmieniały:) W tym roku nie eksperymentowałam zbyt wiele, a gdy już kupiłam coś nowego to często niekoniecznie rzucało na kolana:) Pewnego dnia zawitały do mnie jednak balsamy do ust BasicLab w obu dostępnych wersjach, czyli Nawilżająca pomadka do ust i Ochronna pomadka do ust. Nie byłabym sobą gdybym od razu ich nie wypróbowała, więc pierwszy raz użyłam natychmiast po rozpakowaniu;)
Basiclab pomadki do ust opinie recenzja blog

BasicLab Ochronna pomadka do ust


BasicLab Ochronna pomadka do ust opinie
Ochronna pomadka do ust BasicLab ma za zadanie koić oraz wygładzać przesuszone i spierzchnięte usta. Szczególnie polecana jest dla osób narażonych na działanie czynników zewnętrznych, wrażliwych, podrażnionych, spierzchniętych i z tendencją do szybkiego przesuszania się. Takich, które potrzebują codziennego nawilżenia i ochrony. W swoim składzie zawiera olejek rycynowy, wosk pszczeli oraz witaminę E.
Ochronna pomadka do ust została zapakowana w kartonowe opakowanie, które oczywiście niezdarnie rozerwałam;) Wewnątrz znalazłam zgrabną klasyczną, wysuwaną pomadkę o pojemności 4g, które należy zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia. Oczywiście u mnie żaden balsam tak długo miejsca nie zagrzeje. Tego typu produkty zużywam ekspresowo. Ta wersja pomadki zwróciła moją uwagę, jako pierwsza właśnie ze względu na piękny kolor opakowania;) 

Sam sztyft jest jasnej barwy i odpowiedniej miękkości, czyli taki nie za miękki, nie za twardy. Nie roztapia się podczas smarowania. Choć przyznaję, że zaraz po odpakowaniu jej z kartonika była trochę mokra (panowała wtedy wysoka temperatura), więc włożyłam obie pomadki na jakiś czas do lodówki;) Pierwsze czego się obawiam otwierając nowy balsam do ust to zapach. Od zapachów i „posmaków” niektórych pomadek boli mnie wręcz gardło. W przypadku BasicLab ucieszyłam się z przyjemnego zapachu gumy balonowej, który jest delikatny i niezbyt długotrwały. Przykrego posmaku zaś brak, gdyż pomadka niczym nie smakuje:) Skoro wszystkie detale mi odpowiadały, wystarczyło już tylko skupić się na obserwacji działania:) Sam produkt pozostawia po sobie subtelny połysk oraz wyczuwalną, ale nie lepką warstewkę. Osobiście lubię czuć na ustach tą ochronną warstwę balsamu. Nie lubię pomadek, które natychmiast znikają z ust, ponieważ często razem z nimi znika także złudne uczucie nawilżenia;) Połysk (nawet lekki) też jest dla mnie ważny, gdyż nie lubię balsamów z matowym wykończeniem:) Po balsamy do ust sięgam regularnie z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że zwyczajnie lubię to uczucie na ustach i nawet samą czynność aplikacji. Drugi zaś bardziej przyziemny - moje usta są wrażliwe i szybko się przesuszają gdy nie dbam o nie należycie. Zawsze muszę mieć więc pod ręką coś porządnego:) Na szczęście ochronna pomadka BasicLab sprostała moim oczekiwaniom. Dzięki niej usta szybko stają się miękkie, gładkie i ukojone. Po prostu w dobrej kondycji:)

BasicLab Nawilżająca pomadka do ust


BasicLab Nawilżająca pomadka do ust opinie
Nawilżająca pomadka BasicLab ma za zadanie koić i nawilżać przesuszone i spierzchnięte usta. Dzięki czemu stają się one odżywione, miękkie i wygładzone. W składzie znajdziemy rokitnik, olej rycynowy oraz wosk pszczeli. Pomadka polecana jest do ust wrażliwych z tendencją do szybkiego wysuszania się. A także podrażnionych, spierzchniętych i wymagających codziennej ochrony oraz nawilżenia:)

Nawilżająca pomadka BasicLab występuje w takim samym opakowaniu tyle, że żółtym. Pojemność to również 4g zdatne do użycia w ciągu roku. Nadmienię jeszcze, że opakowania pomadek BasicLab są wytrzymałe. Zanim doszło do jakichkolwiek zdjęć, pomadki zdążyły mi już upaść to tu, to tam (dziurawe ręce czy coś:D). Ale nic się nie stało;) Ani zawartość ani opakowania nie ucierpiały;) Zapach według mnie jest praktycznie taki sam, czyli guma balonowa, która nie jest ani długotrwała ani męcząca. Smaku również brak:) Jedyną różnicą w kwestii detali jest kolor sztyftu. W przypadku wersji nawilżającej jest żółty:) Samo stosowanie jest bardzo podobne. Pomadka gładko się rozprowadza pozostawiając po sobie subtelny połysk. Jest tutaj dużo podobieństw i przyznam, że obie wersje bardzo mi odpowiadają:) Wersja żółta, czyli nawilżająca szybko koi i regeneruje moje wrażliwe usta. Dzięki czemu są miękkie, dobrze nawilżone i gładkie. Obie pomadki są godne polecenia, ale wersję żółtą polubiłam jeszcze mocniej niż tą pierwszą:)
basiclab pomadki
Jak jest u Ciebie w kwestii pielęgnacji ust? Są wymagające czy jednak nie możesz na nie narzekać? Stosowałaś już pomadki do ust polskiej marki BasicLab?:)
Czytaj dalej »

wtorek, 11 sierpnia 2020

Nuxe Reve de Miel Ultrabogaty żel do mycia twarzy i ciała – delikatne oczyszczenie i pielęgnacja!

Niewiele jest produktów nadających się zarówno do twarzy i ciała, których nie można skwitować tekstem: „jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego”. Naprawdę niewiele, ale istnieją! W kategorii produktów do oczyszczania na szybko przychodzą mi do głowy tylko dwa:) O jednym było już jakiś czas temu, a drugim z nich jest Nuxe Reve de Miel Ultrabogaty żel do mycia twarzy i ciała. Jest to kosmetyk, który znam od dawna. A w tym roku miałam kolejną buteleczkę i tak sobie pomyślałam, że warto napisać o nim kilka słów:)

Nuxe Reve de Miel Ultrabogaty żel do mycia twarzy i ciała


Nuxe Reve de Miel Ultrabogaty żel do mycia twarzy i ciała

Oleisty bogaty żel do twarzy polecany jest do pielęgnacji delikatnej i suchej skóry. Oczyszcza twarz i ciało nie wysuszając skóry, a przy tym dba o ochronę jej płaszcza hydrolipidowego. Żel otula skórę niczym kokon zapewniając jej prawdziwy komfort pod prysznicem. Dodatkowo posiada smakowity miodowy zapach.
Nuxe Reve de Miel żel do mycia twarzy i ciała opinie blog

Ultrabogaty żel do mycia twarzy i ciała marki Nuxe opakowany został w smukłą 400ml butelkę wyposażoną w pompkę, która nie sprawia kłopotów podczas dozowania. Czasami można trafić również na miniatury w formie tubek (idealna okazja do wstępnego przetestowania;)). 
Nuxe Reve de Miel żel do mycia twarzy i ciała recenzja

Zapach jest typowy dla gamy Reve de Miel, czyli pobudzający zmysły, lekko orzeźwiający miodek! Yummy! Osobiście bardzo lubię zapachy kosmetyków z tej linii i ten również nie zawodzi:) Trochę zaskoczyło mnie, że producent określił konsystencję, jako oleistą, bo sama nie wiem czy tak bym to nazwała:) Mam lekki problem z precyzyjnym określeniem formuły, ponieważ jest specyficzna. Ale w moim odczuciu jest to bogaty żel, który jednocześnie kojarzy mi się z miodkiem:) Jest bardzo komfortowy w użyciu. W kontakcie ze zwilżoną skórą jego formuła staje się nieco kremowa, a zastosowany na mocno wilgotną skórę całkiem nieźle się pieni. U mnie zazwyczaj stał pod prysznicem pełniąc rolę żelu pod prysznic. Jednak z powodzeniem można przy okazji umyć nim również twarz. Jest on polecany przede wszystkim dla cery suchej i bardzo suchej, więc właśnie taka zyska najwięcej na codziennym stosowaniu. W przypadku cer mieszanych i normalnych polecam po niego sięgnąć w przypadku wysuszenia, podrażnień, uczucia ściągnięcia etc. Wtedy, kiedy potrzebujesz potraktować swoją cerę naprawdę delikatnie. Zaś, jako żel do mycia ciała powinien sprawdzić się u każdego. Nie wysusza, a wręcz łagodzi, delikatnie nawilża i wygładza. Do tego pozostawia po sobie subtelny miodowy zapach:) To świetnej jakości produkt, który nie tylko oczyszcza, ale i relaksuje:)


Znasz może Ultrabogaty żel do mycia twarzy? Lubisz gamę Reve de Miel od Nuxe?
Czytaj dalej »

piątek, 7 sierpnia 2020

Włosing z kosmetykami Anwen!

Czy są tu jakieś włosomaniaczki? Sama zdecydowanie do nich nie należę:) Wiem, co i jak, ale w pielęgnacji włosów najczęściej stawiam na szybkie efekty, a te mogą mi zapewnić kosmetyki marek profesjonalnych takich jak Kerastase, L’Oreal Professionnel czy Joico:) Jednak jakiś czas temu przypadkiem natknęłam się na filmik, w którym dziewczyna pokazała jak samą świadomą pielęgnacją zmieniła swoje włosy w twarzowe loczki! Moje włosy są falowane i choć przez ostatnie lata częściej stawiałam na ich ugładzanie oraz ujarzmienie niż podkreślenie skrętu to mają w sobie ten potencjał;) Olśniło mnie, więc, że skoro ona tak może to ja też! Nie chciałam się jednak od razu rzucać na głęboką wodę, ponieważ przyznaję, że w tym przypadku potrzebuję pokonać swoje włosowe lenistwo i może powolutku rozbudzę w sobie włosomaniaczą bestię:D Pomyślałam, że dobrym wyborem na początek będą kosmetyki Anwen. Zbierają one co prawda skrajne opinie, ale mają zachęcające opakowania, przyjemne zapachy, a także fajnie skomponowane zestawy! Wszystko to może pomóc w walce z moim słomianym zapałem:) Duży wybór produktów Anwen bez problemu znalazłam na Hairstore.pl, więc wszystko, co mnie zainteresowało mogłam zamówić w jednym miejscu:) Bez biegania po sklepach i cudowania;)

Anwen kosmetyki opinie

Jakie są moje włosy?


Swego czasu miałam zagwozdkę z określeniem ich porowatości, ponieważ posiadają cechy zarówno włosów średnioporowatych i niskoporowatych, w mniejszej mierze wysokoporowatych. Test na stronie Anwen wskazał włosy średnioporowate. W ocenie mojej fryzjerki „normalne zdrowe włosy, które się nie puszą”. Średniopory często określane są mianem „normalnych”, więc chyba mogę się zgodzić z wynikiem testu biorąc pod uwagę komentarz fryzjerki;) Choć w moim odczuciu nie są one takie do końca normalne i bezproblemowe. Być może z uwagi na ich posiadaczkę:D A tak serio są falowane i przy odpowiednim podejściu podatne na kręcenie. W pielęgnacji swoich włosów stawiam przede wszystkim na nawilżenie włosów oraz równowagę skóry głowy, ponieważ ma ona tendencję do przetłuszczania. Moje włosy mają również skłonność do targania (na moim osiedlu wciąż wieje:P). Miewałam też incydenty z plątaniem i drobnymi kołtunami, ale sporo pomogła mi wymiana gumki na jedwabną oraz stosowanie odpowiednich produktów. Pielęgnacja moich włosów za zwyczaj była minimalistyczna, ale z użyciem dobrych jakościowo kosmetyków. Gdy opisywałam duet Kerastase Genesis, miałam wówczas w użyciu jedynie te produkty plus dodatkowo ulubiony szampon przeciwłupieżowy Isany, który zawsze mam w łazience (włosy myję zawsze dwa razy - najpierw jednym szamponem, a potem drugim) oraz taki śmieszny peeling do skóry głowy. Na tamten moment to było tyle! Przyznasz, więc, że wdrożenie tylu produktów Anwen było sporym odchyleniem od normy:) Znana jestem jednak z osobowości pełnej sprzeczności i nagłych zmian o 180 stopni, więc u mnie wszystko jest możliwe:) Wystarczył drobny impuls i pojechałam z tym włosingiem!

Kosmetyki Anwen – czy może polubić je nie-włosomaniaczka? Moje pierwsze wrażenia!


Anwen kosmetyki czy warto

Kosmetyki Anwen wybrałam bardzo intuicyjnie. Bez zagłębiania się w wielkie obietnice i czytania miliona recenzji;) Postawiłam na kilka produktów, które wydały mi się mieć największy potencjał dla moich włosów:) Jest ich na tyle dużo, że na ten moment ciężko o precyzyjną recenzję każdego z nich. Dlatego postanowiłam określić to, jako „pierwsze wrażenia”. Te ostateczne będę mogła wyodrębnić po całkowitym zużyciu każdego z nich;)

Anwen Olej z pestek moreli


Anwen Olej z pestek moreli

Olej z pestek moreli został zapakowany w szklaną 30ml butelkę z mocnego (sprawdziłam to, bo już pierwszego dnia stoczył mi się z biurka) ciemnego szkła;) Butelka została wyposażona w pipetę, która dozuje produkt bez problemu. Kosmetyk ma typowo oleistą konsystencję i według mnie marcepanowy zapach. Wolałabym owocowy, ale nie jest on męczący;) 
Anwen Olej z pestek moreli opinie

Anwen Olej z pestek moreli przeznaczony jest do włosów średnioporowatych. Ma za zadanie nabłyszczać, chronić przed utratą wody oraz zabezpieczać przed negatywnym wpływem środowiska;) Możemy go używać na wilgotnych lub suchych włosach nakładając go od połowy długości. Mokre włosy owijamy czepkiem i ręcznikiem lub turbanem. Suche zaś pozostawiamy luzem. Ja olejuję włosy na podkład z produktu na bazie aloesu lub mgiełki albo właśnie na sucho:) Póki co zauważyłam, ze olej ładnie odżywia i wspomaga nabłyszczenie włosów. Nie ma większych problemów z jego spłukiwaniem. Po umyciu można też nałożyć 1-2 krople na końcówki, ale akurat do tych celów wolę lżejsze olejki jak np. L’Oreal Professionnel Mythic Oil.

Anwen Wegański zestaw 3 odżywek do średniej porowatości (Zielona herbata, Irys, Bez)


Anwen Wegański zestaw 3 odżywek do średniej porowatości (Zielona herbata, Irys, Bez)

Świetną rzeczą są zestawy Anwen przeznaczone do konkretnej porowatości włosów. Idealne, jeśli chcemy zadbać o tzw. równowagę PEH, czyli odpowiednie proporcje humektantów, emolientów i protein w codziennej pielęgnacji włosów. To najlepsze rozwiązanie również wtedy, gdy nie wiemy, co polubią nasze włosy i chcemy zrobić rozeznanie. Trzy tubki po 100ml są w sam raz na wypróbowanie:) Nawet, jeśli dwie będą do bani to może, chociaż trzecia będzie cudna?;) Dla siebie wybrałam Anwen Wegański zestaw 3 odżywek do średniej porowatości i to wcale nie tak w ciemno, ponieważ miałam wcześniej próbki;) Wiele miesięcy minęło zanim zdecydowałam się je wypróbować, ale gdy już to zrobiłam uznałam, że jest potencjał;) Wszystkie 3 odżywki zapakowane zostały w ładne, wygodne tubki z botanicznym motywem;) Ich zapachy również są przyjemne i naturalne, odpowiednio wyważone i niemęczące. Obstawiam, że najwięcej osób zachwyci zapach odżywki Nawilżający Bez:) Każda z nich posiada przyjemną kremową formułę. Można je również stosować do zemulgowania oleju. I co ważne – wiele naturalnych odżywek plącze mi włosy, ale nie te! Ku mojemu zaskoczeniu włosy są po nich całkiem przyjemne. Ostateczny werdykt wydam wtedy, gdy zużyję je wszystkie, ale na razie jest nieźle;)

Anwen Wake It Up enzymatyczny szampon kawowy


Anwen Wake It Up enzymatyczny szampon kawowy

Początkowo moje myśli krążyły wokół szamponu Anwen w piance. Czułam jednak jakieś „podświadome nie”. Wtedy coś mnie tknęło i wyjątkowo przejrzałam opinie. Nie były zbyt zachęcające. Uznałam to, więc za znak i zmieniłam wybór na Anwen Wake It Up enzymatyczny szampon kawowy. Miałam nosa! I to dosłownie, bo szampon pięknie pachnie energetyzującą kawą (ta prawdziwa mnie usypia, więc pozostaje mi „kosmetyczna”;)). Niestety zapach nie utrzymuje się na moich włosach po użyciu, a w tym przypadku szkoda! Szampon umieszczony został w przyjemnym dla oka, wygodnym opakowaniu wyposażonym w pompkę. Jego pojemność to 200ml, ale zaleca się go używać jedynie raz w tygodniu:) Szampon rozprowadzamy po mokrej skórze głowy, a następnie spieniamy i pozostawiamy na kilka minut. Ma rzadką konsystencję i zadziwiająco dobrze się pieni jak na produkt naturalny. Nie ma żadnego problemu ze spłukaniem, ponieważ pod względem sposobu użycia niczym nie różni się od normalnych szamponów. Nie posiada drobinek. Szampon oczyszcza włosy i skórę głowy za sprawą enzymu i działającego keratolitycznie mocznika. Oba te składniki pomagają usunąć nadmiar zrogowaciałego naskórka. Przyczynia się to do lepszego wchłaniania wszelkich zastosowanych po nim kuracji. Dodatkowo kofeina poprawia ukrwienie skóry głowy i stymuluje wzrost włosów, a ekstrakt z zielonej herbaty działa antyoksydacyjnie. Pochodna lukrecji zaś działa nawilżająco, łagodząco oraz zapobiega nadmiernemu wydzielaniu sebum. Ten szampon spodobał mi się od pierwszego użycia:) Po zastosowaniu włosy są śliskie i odbite od nasady, a jednocześnie skóra głowy jest nawilżona. Nie plącze włosów podczas zmywania, a po jego zastosowaniu nakładam odżywkę lub maskę. Na razie nie zauważyłam wydłużenia świeżości włosów, ale będę to jeszcze obserwować:)

Anwen Sleeping Beauty maska do włosów o wysokiej porowatości


Anwen Sleeping Beauty maska do włosów o wysokiej porowatości

Nocna maska Anwen urzekła mnie swoją piękną gwiezdną 200ml tubką. Bardzo w moim guście! Dla odmiany maskę wybrałam w wersji do włosów o wysokiej porowatości. Uznałam, że spełni u mnie rolę najbardziej intensywnej dawki pielęgnacji skoro już tak sobie cuduję:) Przez sekundkę zawahałam się czy dodanie maski do tej radosnej gromady to już nie będzie zbyt wiele szczęścia na raz. Ale raz się żyje! Skoro już miałam troszkę powłosomaniaczyć to, czemu nie;) Maska posiada kremową konsystencję oraz w moim odczuciu przyjemny, lekko cytrusowy zapach, który nie utrzymuje się na moich włosach po użyciu. Nie jest to taka zwykła maska, wszak można jej używać na 3 sposoby:)


- Jako maska całonocna – nakładamy maskę na suche włosy, a następnie spinamy lub zabezpieczamy materiałowym czepkiem. Rano normalnie myjemy włosy szamponem i w razie potrzeby nakładamy jeszcze odżywkę.

- Jako pierwsze O w metodzie OMO – nakładamy maskę na suche lub zwilżone włosy i zostawiamy na 3 do 30 minut. Następnie myjemy skórę głowy szamponem. W razie potrzeby nakładamy dodatkowo odżywkę.   

- Jako maska tradycyjna – nakładamy maskę na umyte wilgotne włosy i pozostawiamy od 3 do 30 minut. 


Podoba mi się ta wielofunkcyjność, ponieważ gdybym miała używać tylko na noc to nie zawsze mogłabym z niej skorzystać. A tak mogę stosować tak jak mi wygodnie;) 


Nie będę kłamać – nie używałam jej jeszcze na całą noc (wszystko przede mną:D). Ale w przypadku dwóch innych zastosowań moje wrażenia są jak dotąd pozytywne. To właśnie Anwen Sleeping Beauty wysuwa się na prowadzenie;) Pielęgnuje najmocniej i czuć to już podczas spłukiwania. Włosy są po niej gładkie w dotyku i ładnie nawilżone, a przy tym nieobciążone. Podobno stanowi dobry, naturalny zamiennik dla kosmetyków z silikonami, więc być może dlatego efekty są tak pozytywne.

Anwen Wrap It Up turban do włosów

Anwen turban do włosów


Może Cię to zdziwi, ale nigdy nie miałam turbanu do włosów:) W ogóle to do mnie nie przemawiało i nawet po umyciu włosów zawijałam je w ręcznik jedynie do momentu aż posmarowałam się balsamem do ciała;) Tym razem jednak postanowiłam się zabawić na całego i dorzuciłam sobie Turban do włosów Anwen do kompletu. Turban jest wykonany z takiego materiału jak niektóre legginsy. Jego kolor jest czarny i przyznam, że osobiście wolałabym jakiś inny, bo na czarnym widać każdy paproszek;) Przyznam, że ładnie się trzyma nawet na mojej drobnej głowie. Gumowa pętelka dobrze chroni turban przed rozwiązaniem;) Mam nadzieję, że nie zniszczy się zbyt szybko. 
Kosmetyki Anwen blog

Jestem pozytywnie zaskoczona, ponieważ kosmetyki Anwen póki co robią na mnie zaskakująco dobre wrażenie. Bywało, że po użyciu niektórych naturalnych kosmetyków moje włosy nie chciały się rozczesywać, były matowe i ciągle się plątały. Tu tego problemu nie ma. Może dlatego, że jak twierdzi Anwen – czerpią zarówno z natury jak i z innowacyjnych rozwiązań prosto z laboratoriów. Być może w tym tkwi sekret?


Niezależnie od tego czy jesteś włosomaniaczką czy nie, mam dla Ciebie 10% na zakupy w Hairstore.pl


KOD: SECRET10


Rabat ważny tylko do 21.08.2020 r.


Rabat także na produkty przecenione. Promocja nie obejmuje mebli i produktów wielkogabarytowych.


Znasz już kosmetyki Anwen? Twoja pielęgnacja włosów jest zazwyczaj rozbudowana czy minimalistyczna?
Czytaj dalej »