wtorek, 14 maja 2019

Pielęgnacja skóry suchej - co wybrałam ze sklepu topestetic.pl?

Maj pogodowo nadal nie rozpieszcza, ale w tym tygodniu możemy zgonić to na „zimnych ogrodników” i „zimną Zośkę”:D Mam nadzieję, że jeszcze w tym miesiącu uda mi się zrzucić kurtałkę, bo przecież to rozpacz;) A tymczasem mam dla Was coś bardziej radosnego, czyli kilka słów o czarnym jak smoła żelu do kąpieli Lab One Black Honey z węglem aktywnym i ekstraktem z miodu oraz o maśle do twarzy i ciała Dottore Sacha Butter Glam.

Topestetic

Lab One Black Honey żel do kąpieli z aktywnym węglem i ekstraktem z miodu


Lab One Black Honey żel do kąpieli z aktywnym węglem i ekstraktem z miodu

Żel ten aż w 99,7% bazuje na naturalnych składnikach oraz delikatnych substancjach oczyszczających. Węgiel aktywny dokładnie oczyszcza skórę oraz wspomaga naturalne procesy regeneracyjne skóry. Natomiast ekstrakt z miodu odżywia i dodaje skórze blasku. Żel odpowiedni jest do każdego rodzaju skóry, w tym suchej i wrażliwej.


Skład: Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Glycerin, Inulin, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Charcoal Powder, Mel Extract, Propanediol, Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Parfum.
Lab One Black Honey żel do kąpieli

Żel Lab One Black Honey opakowany został w przezroczystą 400ml butelkę wyposażoną w pompkę. Dodatkowo posiada czarną etykietę, więc całość prezentuje się mrocznie. Ale muszę przyznać, że ten nietypowy czarny żel od razu wpadł mi w oko i zapragnęłam go wypróbować. 

Żel dzięki zawartości węgla aktywnego jest czarny jak smoła;) Jego konsystencję określiłabym jako kremowo-żelową. Pieni się delikatnie i rzecz jasna nie zostawia czarnych śladów na ciele;) Najlepiej nakładać go na dobrze zwilżoną skórę, ponieważ najładniej się wtedy rozprowadza. Na jedynie lekko zwilżonym ciele potrafi się trochę mazać. Produkt posiada subtelny, ale bardzo przyjemny miodowy zapach. Mnie on się kojarzy z łagodnością i bezpieczeństwem. Jest to wyjątkowo trafne skojarzenie wszak żel jest naprawdę ultra-łagodny dla skóry. Oczyszcza dokładnie, ale nie podrażnia ani nie wysusza. Wręcz przeciwnie, delikatnie nawilża i odżywia skórę. Po prysznicu z żelem Lab One skóra jest przyjemnie miękka i gładka oraz subtelnie pachnąca. Muszę też przyznać, że chyba nigdy nie miałam żelu z tak krótkim składem! Myślę, że świetnie sprawdzi się również w przypadku skóry atopowej i skłonnej do podrażnień. Moje suche ciałko bardzo go polubiło.

Dottore Sacha Butter Glam masło do twarzy i ciała

Dottore Sacha Butter Glam masło do twarzy i ciała

Masło zawiera olejki roślinne, które zmiękczają i odżywiają skórę twarzy i ciała. Kosmetyk jest szczególnie polecany do skóry bardzo suchej oraz z naruszoną barierą ochronną. Skład produktu oparty został na oleju Sacha Inchi bogatym w kwasy Omega 3,6 i 9. Masło jest niekomedogenne, więc można je stosować również w przypadku cery mieszanej i tłustej. 


Skład: Caprylic/capric Triglyceride, Isoamyl Cocoate, Aqua, Acacia, Decurrens/jojoba/sunflower Seed Wax Polyglyceryl-3 Esters, Squalane,, Rose Damascena Flower Water, Prunus Amygdalus Dulcis (sweet Almond) Oil,, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Glyceryl Stearate, Gliceryl Dibehenate, Plukenetia Volubilis Seed Oil, Isostearyl Isostearate, Hydrogenated Castor Oil, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Benzyl Alcohol*, Dehydroacetic Acid*, Parfum.


Dottore Sacha Butter Glam masło konsystencja

Dottore Sacha Butter Glam to masełko przeznaczone do twarzy i ciała, opakowane w niewielki 50ml słoiczek. Produkt posiada jasną barwę i zbitą konsystencję, przypominającą masło shea. Formuła jest jednak gładka i nie zawiera grudek. Mimo twardej konsystencji masło nie sprawia problemów podczas aplikacji. Odrywamy porcję, a produkt szybko mięknie i rozpuszcza się pod wpływem ciepła opuszków palców.

Zapach masełka jest przyjemny i powiedziałabym, że dość wyszukany. Nie wiem do czego mogłabym go porównać, ale nuty zaliczyłabym do kwiatowych. Nie wyczuwam w nim takiej typowo olejkowej woni. Jest elegancki i delikatny, ale dość długo utrzymuje się na skórze. 

Masełko możemy stosować zarówno w pielęgnacji ciała jak i twarzy. Moja pielęgnacja twarzy jest na ogół wieloetapowa i w ostatnich tygodniach miała już „pełną obstawę”, więc masło stosowałam w pielęgnacji ciała, które w moim przypadku zawsze jest spragnione nawilżenia;) Do twarzy masełko byłoby też dla mnie nieco zbyt bogate na co dzień, ale zważywszy na jego mocno odżywcze właściwości byłabym w stanie używać go w sytuacjach podbramkowych, czyli np. w wyniku silnego przesuszenia albo podrażnienia skóry twarzy. Powinno się również dobrze sprawdzić jako produkt łagodzący po niektórych inwazyjnych zabiegach kosmetycznych. Ja z uwagi na to, że bardzo szybko zużywam produkty do ciała, postanowiłam stosować masełko na bardziej wymagające miejsca. W szczególności sprawdziło mi się w pielęgnacji skórek wokół paznokci, które mają w moim przypadku sporą tendencję do przesuszenia. O ile w przypadku samych dłoni jestem zadowolona naprawdę z wielu kremów to na skórki większość z nich działa niewystarczająco. Masełko Dottore nawilża i odżywia je fenomenalnie! Trzeba jedynie pamiętać o systematyczności, czyli przynajmniej raz dziennie;) U mnie jak wiecie jest to standardowy wieczorny rytuał w postaci produktu nawilżającego i bawełnianych rękawiczek nakładanych na kilka minut. To mit, że trzeba robić całonocny „kompres”;) Byłoby to zbyt duże poświęcenie:D Masło posiada oczywiście także właściwości natłuszczające, więc na wchłonięcie potrzebujemy paru minut. Polecam zwłaszcza w przypadku suchej skóry wymagającej szybkiej regeneracji. Warto też dodać, że masło Dottore Sacha Butter Glam otrzymało nagrodę Glammies;)
Topestetic prezenty do zamówienia

Zarówno markę Dottore i Lab One (a także wiele innych) znajdziecie w sklepie topestetic.pl, w którym jakość obsługi jest naprawdę wysoka. To miejsce w sieci znam już od dawna i tym co go wyróżnia są prezenty i próbki do każdego (nawet najmniejszego) zamówienia, bezpłatne konsultacje kosmetologiczne (za pośrednictwem czatu, telefonicznie lub mailowo) i co najważniejsze – zawsze bezpłatna wysyłka i zwrot. Każde zamówienie jest bardzo bezpiecznie, starannie i estetycznie zapakowane. Tak ładnie, że można je od razu wręczyć innej osobie, jeśli np. kupujemy na prezent;) 


Znacie kosmetyki Lab One i Dottore?
Czytaj dalej »

sobota, 11 maja 2019

Jane Iredale mineralny róż do policzków, zestaw do brwi i mgiełka nawilżająca!

Na początku roku przybliżyłam Wam filozofię i trzy produkty marki kosmetyków mineralnych Jane Iredale. Pierwsze spotkanie z tą firmą wywarło na mnie bardzo dobre wrażenie i wkrótce potem trafiły do mnie kolejne produkty, które sprawdzałam przez ostatnich kilka tygodni. Tym razem na tapecie woda nawilżająca w spray’u, róż mineralny oraz zestaw do brwi;)



Jane Iredale Pure Pressed Brush


Jane Iredale Pure Pressed Brush

Mineralny róż do policzków występuje w 10 odcieniach, więc wierzcie mi, że miałam niemały kłopot podczas wyboru tego jedynego:) Nie ułatwiała mi też tego konieczność wyboru online:) Postanowiłam, więc przejrzeć swatche potencjalnie interesujących mnie odcieni i tym sposobem trafiłam na jeden z francuskich blogów, na którym znalazłam odcień idealny dla mnie – Sheer Honey. Choć oczywiście pozostawała jeszcze kwestia „przekłamania” koloru na zdjęciu;) A jak wiecie, mam naprawdę niewielkie zaufanie do odcieni oglądanych na dłoniach. Na twarzach zresztą też, ponieważ zależnie od typu urody, karnacji etc ten sam odcień i tak nigdy nie będzie wyglądał identycznie u każdego. Zależało mi też na tym żeby odcień nie był taki sam jak w przypadku paletki do konturowania, ponieważ nie chciałam ich powielać:) Na szczęście okazał się być zupełnie inny i bardzo w moim typie, czyli spójny z moim typem urody. Muszę jednak ostrzec, że odcień w opakowaniu dość trudno miarodajnie pokazać na zdjęciach. W rzeczywistości jest jakby bardziej stonowany, a na twarzy wypada jeszcze trochę inaczej;) Określiłabym go jako brzoskwiniowo-różowy. Według mnie pasuje idealnie do ciepłych średnich i ciemniejszych karnacji. 
Jane Iredale Pure Pressed Brush

Okrągła puderniczka zawiera 3,7g różu oraz lusterko. Produkt ważny jest 24 miesiące od otwarcia. Opakowanie bardzo przypadło mi do gustu ze względu na swoją elegancką i jednocześnie kompaktową oraz ultra-lekką puderniczkę:) Zmieści się nawet do najmniejszej kosmetyczki świata;) Uwielbiam takie rozwiązania. 
Jane Iredale Pure Pressed Brush Sheer Honey

Mój róż w odcieniu Sheer Honey posiada naturalne lekko satynowe wykończenie. Aplikacja nie przysparza żadnych problemów zarówno przy użyciu dedykowanego pędzelka Dome jak i innych pędzli, które posiadam. Róż nie robi plam, a jego intensywność można łatwo stopniować poczynając od lekkiej mgiełki koloru aż po intensywny rumieniec. Jeśli nie majstruję przy twarzy (pocieranie, dotykanie, podpieranie się;)) to trzyma się u mnie bez zarzutów aż do wieczornego demakijażu. Nie zauważyłam też negatywnego wpływu na skórę, ale przy minerałach to tak naprawdę niemalże oczywiste:) 
Jane Iredale Pure Pressed Brush Sheer Honey

Skład: Mica, Boron Nitride, Dimethicone, Pinus Strobus (Pine) Bark Extract, Punica Granatum (Pomegranate) Extract. [+/- (May Contain) Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxides (CI 77489, CI 77491, CI 77492, CI 77499), Carmine (CI 75470), Manganese Violet (CI 77742), Ultramarines (CI 77007)].
Jane Iredale Great Shape Eyebrow Kit Ash Blonde


Jane Iredale Great Shape Eyebrow Kit


Jane Iredale Great Shape Eyebrow Kit Ash

Zestaw do brwi Jane Iredale występuje chyba w najładniejszym opakowaniu, jakie do tej pory miałam przy tego typu kosmetykach. W przypadku tej marki ładna oprawa to standard:) Wewnątrz tego złotego cuda znajdziemy 2,5g produktu składającego się z wosku, cienia do brwi oraz podwójnego pędzelka służącego do przeczesywania brwi oraz aplikacji. PAO wynosi 12 miesięcy. 
Jane Iredale Great Shape Eyebrow Kit Ash Blonde

Great Shape Eyebrow Kit od Jane Iredale występuje w 3 wariantach do wyboru, więc każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Ja pokusiłam się o wersję Ash Blonde, ponieważ chciałam mieć jeden zestaw do takiego delikatniejszego podkreślania brwi. Zazwyczaj bowiem wybieram odcienie o nazwie bronze. I tutaj muszę przyznać, że trochę poniosła mnie wyobraźnia z tą subtelnością, ponieważ odcień jest dla mnie za jasny i bardziej polecałabym go blondynkom:) Pigmentacja jest dużo delikatniejsza niż przy większości produktów, które znałam wcześniej, więc lepszym wyborem byłby dla mnie odcień ciemniejszy. Udawało mi się co prawda osiągnąć pożądany efekt przy użyciu tego duo, ale ze względu na odcień w tym celu musiałam położyć kilka warstw cienia. Ostatecznie duo trafiło, więc do mojej siostry, dla której kolor okazał się bardziej odpowiedni. Co do samego produktu nie mam żadnych zastrzeżeń. Aplikacja jest dziecinnie prosta, a cień nie sypie się przy nakładaniu tak jak ten z Golden Rose. Pędzelek spełnia swe zadanie i jest przyjemny w dotyku, a wosk ładnie wygładza i dyscyplinuje włoski. Z pewnością byłabym bardzo zadowolona z odcienia Brunette. 
Jane Iredale Great Shape Eyebrow Kit Ash Blonde

Skład:

Brow Powder Mica, Zinc Stearate, Titanium Dioxide (CI 77891), Dimethicone, Pinus Strobus (Pine) Bark Extract, Punica Granatum (Pomegranate) Extract

May Contain:
Iron Oxides (CI 77489, CI 77491, CI 77492, CI 77499), Chromium Oxide Greens (CI 77288)

Brow Wax
Isopropyl Jojobate, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Isostearyl Neopentanoate, Cera Alba (Beeswax), Mica, Stearic Acid, Tribehenin, Titanium Dioxide (CI 77891)

Jane Iredale swatch
Cień do brwi Ash Blonde, róż mineralny Sheer Honey, róż z paletki do konturowania.

Jane Iredale Pommisst Hydration Spray


Jane Iredale Pommisst

Na koniec coś, czego z zasady nie lubię, czyli mgiełka do twarzy;) Nie przepadam, bowiem za kosmetykami w spray’u aplikowanymi prosto na twarz. Cóż… szlachta średnio znosi ten zimny strumień płynu na swym licu;) A nie daj Bóg żeby prysło w oczko:D Ale mgiełki Jane Iredale kusiły mnie już od zeszłego roku, a mam taką zasadę, że gdy coś szczególnie mnie zainteresuje to ostatecznie wypróbuję nawet jeśli sama bym siebie o to nie podejrzewała;) Jane Iredale posiada w ofercie trzy typy spray’ów do twarzy i przyznam, że każdy miał w sobie coś przekonującego;) Ostatecznie jednak postawiłam na najbardziej uniwersalną wersję Pommisst, czyli nawilżającą wodę w spray’u o działaniu ochronnym. 
Jane Iredale Pommisst

Woda nawilżająca Pommisst w swoim składzie posiada ekstrakt z granatu, który jest silnym antyutleniaczem, działa antyrodnikowo, a także chroni przed promieniowaniem UV. Warto też dodać, że produkt posiada certyfikat Ecocert. Kosmetyk jest w 100% naturalny i w 31,83% organiczny.

Mgiełka posiada przyjemny, orzeźwiający zapach grantu, który jest łagodny, ale dość długo pozostaje na skórze poprawiając tym samym nastrój. Wodę możemy wykorzystać na kilka sposobów – przy nakładaniu bazy mineralnej, zmniejszając tym samym widoczność porów i drobnych zmarszczek, na zakończenie rytuału pielęgnacji, do odświeżenia skóry w ciągu dnia (przydatne zwłaszcza podczas upałów, na które póki co bezskutecznie czekam), a także po wykonaniu makijażu celem zmniejszenia jego pudrowości etc. Kosmetyk pozostawia po sobie taki delikatny orzeźwiająco-nawilżający woal:) Bardzo fajny produkt. 


Skład: Aqua/Water/Eau, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder*, Punica Granatum (Pomegranate) Extract*, Camellia Sinensis (White Tea) Leaf Extract*, Laminaria Digitata (Algae) Extract*, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract*, Olea Europaea (Olive) Leaf Extract*, Raphanus Sativus (Radish) Root Extract, Punica Granatum (Pomegranate) Seed Oil*, Alcohol.


Kosmetyki mineralne oraz akcesoria Jane Iredale znajdziecie w sklepie e-fontanna.com.pl.
Czytaj dalej »

środa, 8 maja 2019

Oriflame The One Lip Spa – pielęgnacja ust!

Produkty do pielęgnacji ust Oriflame z serii The One Lip Spa interesowały mnie od bardzo dawna, ale obawiałam się, że nie przypadnie mi do gustu ich zapach lub będą miały nieakceptowany dla mnie, nieprzyjemny posmak;) Po latach w końcu jednak postanowiłam wypróbować i tak oto trafił do mnie Błyszczyk powiększający usta The One Lip Spa oraz nowość balsam do ust The One Lip Spa Intense. Jak u mnie wypadły?



Oriflame The One Lip Spa Intense

 
Balsam do ust Oriflame The One Lip Spa Intense

Jest to balsam do ust zawierający filtr SPF 20 oraz technologię dual care z olejkiem z maruli. Ma za zdanie chronić i nawilżać usta przez cały rok bez względu na warunki pogodowe.
Balsam do ust Oriflame The One Lip Spa Intense

Balsam do ust umieszczony został w smukłym opakowaniu o naprawdę niewielkiej pojemności 1,7g. Jak na moje zużycia to naprawdę mało, więc przeznaczyłam go przede wszystkim do noszenia w torebce żeby mieć go pod ręką poza domem. Sam sztyft balsamu jest biały z różowym środkiem;) Jego zapach na szczęście okazał się delikatny. Rzekłabym, że z taką Oriflame’ową nutką;) Szczególnie produkty do ust z filtrem potrafią posiadać nieprzyjemne zapachy lub posmaki, a mi ciężko wtedy takich używać, więc było to dla mnie ważne;) Według mnie smaku ten balsam nie posiada. Konsystencja balsamu jest lekka, ale sam produkt nie znika z ust zbyt szybko. Przeciwnie, chroni je dość długo pozostawiając na nich komfortową nielepką warstewkę. Działanie również przypadło mi do gustu. Kosmetyk dobrze nawilża delikatną skórę ust pozostawiając ją miękką i gładką. 


Oriflame The One Lip Spa błyszczyk powiększający usta


Błyszczyk powiększający usta Oriflame  The One Lip Spa

Błyszczyk z technologią Plumping rozgrzewa poprawiając mikrokrążenie i tym samym zapewnia efekt pełniejszych ust oraz nawilżenie.
Błyszczyk powiększający usta The One Lip Spa


Opakowanie jest bardzo podobne jak w przypadku balsamu, z tą różnicą, że srebrne. Sam sztyft także jest dwukolorowy;) Zapach niemalże identyczny, ale ze względu na swoje właściwości błyszczyk najpierw daje poczucie mrowienia, a następnie takiego orzeźwienia. Jest to więc odpowiedni produkt zwłaszcza na lato. Choć ja potrafię sięgać po te błyszczyki nawet zimą. Błyszczyk The One ładnie wygładza i daje efekt nieco pełniejszych ust. Nawilżenie też jest na całkiem dobrym poziomie, choć balsam z tej serii robi to intensywniej:) Wady dostrzegam dwie. Pierwsza jest taka, że kosmetyk ten nie nadaje takiego lustrzanego blasku jak np. Dior Lip Maximizer, (co jest związane z jego sztyftową formułą), a druga, że po jego użyciu mam mocniej uwydatniony kontur ust, który w moim przypadku i tak sam w sobie jest innego koloru niż reszta ust;) Nad tym błyszczykiem wahałam się ładnych kilka lat, ponieważ obawiałam się takiego nieznośnego uczucia pieczenia lub podrażnienia. Ale muszę przyznać, że mrowienie jest tutaj dla mnie na poziomie akceptowalnym.


Znacie produkty do ust Oriflame z serii The One Lip Spa?
Czytaj dalej »

niedziela, 5 maja 2019

Maybelline Snapscara! Warta uwagi nowość wśród tuszów?

Ostatnio był u mnie korektor marki Maybelline, więc żeby nie było zbyt różnorodnie (co jak co, ale lubię pewną dozę monotematyczności;)) to dzisiaj Snapscara od Maybelline;) Od początku roku nie udawało mi się trafić na taki tusz, z którego byłabym w pełni zadowolona. Otworzyłam jeden z tuszów Oriflame, Max Factor oraz YSL i nie powiem – poza tym ostatnim, z którym w ogóle mi nie zaiskrzyło, było spoko;) Ale potrzebowałam większego wydłużenia, więc zaczęłam przeczesywać sieć w poszukiwaniu jakiejś nówki sztuki;) Postawiłam na jedną znaną pozycję oraz zupełną nowość Maybelline Snapscara. Wybór przebiegł dość beztrosko. Spojrzałam na wygiętą szczoteczkę, która jest w moim guście, przystępną cenę i wysoką średnią ocen na forum wizaż. To wystarczyło żebym dokonała szybkiego zakupu;) Dopiero później przejrzałam parę z tych opinii i doszło do mnie, że te pochwały to za sprawą testowania;) A już nie raz zauważyłam, że po akcjach testerskich na tej stronie ciężko uświadczyć rzetelne opinie;) Ale stwierdziłam, że przecież i tak rzadko kieruję się opiniami innych, więc tak naprawdę nic nie jest przesądzone. Tym bardziej na fali zadowolenia z korektorów tej marki;)

Maybelline Snapscara blog czy warto

Maybelline Snapscara


Według producenta tusz do rzęs Snapscara stanowi technologiczny przełom zarówno w noszeniu jak i zmywaniu. Zarówno aplikacja jak i usuwanie tuszu mają się kojarzyć tylko i wyłącznie z wygodą. Tusz ma zapewnić długie, pogrubione i wyraziste rzęsy już za jednym pociągnięciem szczoteczki. Żeby zmyć mascarę wystarczy ciepła woda.


Snapscarę otrzymujemy w prostym, ale nowoczesnym opakowaniu. Pojemność tuszu wynosi 9,5ml, czyli całkiem sporo. Przyznaję, że raczej nie zużywam tuszów do końca. Prędzej mi się znudzi albo zaschnie;) Zwłaszcza, że często lubię mieć w użyciu np. dwa na raz. Z kolorówką nie ograniczam się tak jak z pielęgnacją i mało co trzymam na zapas. Snapscara w dużej mierze przyciągnęła mnie swoją nazwą, która kojarzy mi się ze Snapchatem. Choć swoją drogą nigdy nie zarejestrowałam się na tym ustrojstwie;) 
Maybelline Snapscara opinie

Wybrałam dla siebie odcień 01 Pitch Black. Czerń jest intensywna i ładnie podkreśla rzęsy. Konsystencję określiłabym raczej jako nie-problematyczną. Nie jest ani zbyt gęsta ani za rzadka (w moim odczuciu). Kosmetyk jest zmywalny wodą, więc ewentualna korekta pobrudzonych podczas malowania powiek (ja brudzę zawsze i każdym tuszem) idzie gładko nawet przy użyciu patyczka nasączonego wodą;) Szczoteczka od razu przypadła mi do gustu, ponieważ lubię takie wygięte. Wadą jest jedynie jej „ostrość”, potrafi drapnąć w powiekę. Sam efekt właściwie od pierwszego użycia przypadł mi do gustu, ponieważ szybko zauważyłam różnicę miedzy tuszem Snapscara, a moim poprzednim;) Przede wszystkim zyskałam większe wydłużenie oraz podkręcenie, a na tym zawsze zależy mi najbardziej (nakładam jedną warstwę). Snapscara obiecuje też pogrubienie i tu już mniej spektakularnie, ale moje rzęsy są cienkie i żaden tusz nie pogrubia ich mocno. Poza tym na pogrubieniu akurat najmniej mi zależy:) Ciekawa może być dla Was kwestia zmywania samą ciepłą wodą;) Dla mnie to akurat żadna nowość, ponieważ już od paru lat usuwam tusze do rzęs za pomocą ściereczki do demakijażu i wody;) Mam więc tutaj udogodnienie polegające na tym, że ściereczki już nie potrzeba. Ale byłam do niej na tyle przyzwyczajona, że na ogół i tak używałam:) Mogę jednak potwierdzić, że wystarczy ciepła woda. Odbywa się to na takiej zasadzie, że pod wpływem wody tusz stopniowo się kruszy i jak ja to mówię „niteczkuje”;) Minus jest taki, że czasem taka dłuższa niteczka z tuszu wpadnie do oka i trzeba ją wyławiać ręcznie;) Przyznać jednak trzeba, że zmywanie tuszu ciepłą wodą nie jest jakąś szczególnie wyższą technologią, ponieważ miałam już tego typu produkt z Clinique spokojnie dekadę temu;) Ale zapewne nie każdy o tym słyszał. Poza tym według mnie, fajny i godny wypróbowania tusz za niewielką cenę. W moim odczuciu wydłużająco-podkręcający, czyli tak jak oczekiwałam. Spróbuję potem pokazać efekt na Insta.


Lubicie tusze Maybelline? Znacie tusz Snapscara?
Czytaj dalej »

czwartek, 2 maja 2019

Maybelline korektor Fit Me! Warto kupić?

Znalezienie idealnego korektora pod oczy przy moich cieniach jest raczej mało realne. Na szczęście wcale nie tak rzadko zdarza mi się trafić na coś, z czego jestem bardziej lub mniej, ale jednak zadowolona:) Normalnie nie myślałabym na poważnie o korektorach marki Maybelline, ale w zeszłym roku miałam bliskie spotkanie z Instant Anti Age Eraser Concealer, które wypadło na tyle dobrze, że został on ulubieńcem roku. I w związku z tym, kiedy tylko usłyszałam, że korektor Maybelline Fit Me to też godny poznania zawodnik, postanowiłam zamówić go i sprawdzić:) To miało miejsce w styczniu, mamy maj i w końcu dojrzałam żeby napisać o nim słówko;)

Maybelline korektor Fit Me!

Maybelline Fit Me! Odcień 20


Według producenta korektor Fit Me! nie zawiera w swoim składzie substancji zatykających pory, więc może być stosowany nie tylko na obszary pod oczami, ale także do zatuszowania niedoskonałości twarzy. Po jego użyciu skóra ma pozostawać świeża i nie obciążona. 
Maybelline korektor Fit Me! 20

Maybelline Fit Me! odcienie


Korektor Fit Me występuje w 6 odcieniach, z czego w Polsce znajdziemy 3. W każdym razie tak sytuacja wyglądała zimą, kiedy to szukałam odcienia, który nie byłby dla mnie zbyt blady. Najciemniejszym dostępnym odcieniem był wtedy 20, więc mimo wątpliwości skusiłam się właśnie na niego. Z kolorami korektorów muszę uważać, ponieważ nawet jeśli przez opakowanie wydają się OK., to potem naprawdę często po nałożeniu na twarz w magiczny, (bliżej nieokreślony) sposób mi jaśnieją lub wręcz sinieją. Wiem, że zwykle jest odwrotnie, tj. korektory ciemnieją. Ale… nie u mnie. Ot, taka anomalia;) Serio, jak pragnę zdrowia;)
Maybelline korektor Fit Me! 20 swatch
Od góry korektor Maybelline Instant Anti Age Eraser Concealer 02 Nude, niżej korektor Maybelline Fit Me! 20.

Korektor Maybelline Fit Me! występuje w prostym 6,8ml podłużnym opakowaniu przypominającym błyszczyk. Wizualnie nie ma więc niczego szczególnego do zaoferowania, ale muszę przyznać, że ta „gąbeczka na patyku” jest całkiem wygodna w użyciu. W dodatku aplikator wyławia akurat tyle produktu ile potrzebuję nałożyć pod jednym okiem;) Tak więc jedno „wynurzenie” na jedno oko i jedno na drugie;) Jeśli chodzi o wady to zauważyłam, że napisy lekko się ścierają mimo, że przechowuję korektor  odpowiednim namaszczeniem, czyli w szufladzie toaletki;) Jeśli zaś chodzi o plusy to opakowanie jest przezroczyste, więc możemy na bieżąco obserwować zużycie. A skoro już jesteśmy przy tym to PAO wynosi tutaj 6 miesięcy. Początkowo biorąc pod uwagę pojemność sądziłam, że zużycie w terminie będzie nierealne, ale korektor dość ładnie się zużywa. Może mi to co prawda zająć trochę dłużej niż pół roku, ale od stycznia już widzę całkiem spore zużycie. Osobiście mnie to cieszy, ponieważ często trafiałam na niekończące się korektory, a te z Maybelline rzeczywiście się zużywają. I fajnie. 
Maybelline korektor Fit Me! i Instant Anti Age porównanie odcieni

Korektor posiada delikatny, „kosmetyczny” zapach i przyjemną w użyciu kremową konsystencję. Początkowo było mi trochę dziwnie „przesiąść się” na niego z jego brata Instant Anti Age, ale dość szybko przywykłam. Gąbeczkowy aplikator może wydawać się mało higieniczny, ale używam go sama i przede wszystkim na strefę pod oczami, więc tak naprawdę nie wzruszyło mnie to;) Wielu rzeczy się brzydzę, ale dla odmiany – siebie nie;) 


Przechodząc do mojego odcienia korektora Fit Me – 20, przyznam, że różnie z nim bywa. Bałam się, że będzie za jasny i początkowo trochę narzekałam, ponieważ widziałam ten rozjaśniający efekt pod oczami. A mnie nie zależy na rozbieleniu skóry pod oczami, ponieważ wcale nie wygląda to u mnie korzystnie (a raczej tak jakbym ciemne cienie zamieniła na jasne). Oczekuję tylko i wyłącznie krycia, ale kolorem zbliżonym do mojej cery, czyli ani zbyt jasnym ani przesadnie ciemnym. Chcę żeby wyglądało to naturalnie. Sam odcień posiada żółto-beżową tonację, która mi odpowiada. Wracając jednak do moich dziwnych przypadków, zimą regularnie stosowałam Glow Tonic z Pixi, który tak jak już wspominałam – dość znacznie rozjaśnił mi cerę. Uznawałam to raczej za wadę, ponieważ wolę siebie ciemniejszą. Ale w jednym mi pomógł i było to właśnie dopasowanie odcienia korektora;) Dodam jeszcze, że korektor Fit Me 20 jest jaśniejszy od Instant Anti Age 02 Nude i np. na lekko opaloną skórę w moim wydaniu będzie zbyt blady.


Jeśli chodzi o działanie to na początku miałam takie poczucie, że krycie mogłoby być lepsze. Ale kiedy któregoś razu najpierw pokryłam korektorem strefę pod prawym okiem i spojrzałam na lewe stwierdziłam, że chyba za dużo wymagam, bo porównując z gołym okiem efekt jest jednak spektakularny. Najlepiej gdybym to pokazała na zdjęciach, lecz ciężko o aż taką miarodajność przy moich zdjęciach z telefonu. Niemniej to był ten moment, kiedy poczułam, że to naprawdę dobry produkt w przystępnej cenie. Trzeba tylko pamiętać o trzech kwestiach. Po pierwsze odpowiednie przygotowanie skóry kremem pod oczy, po drugie delikatne wklepanie korektora i po trzecie przypudrowanie. Kiedyś często przypudrowywałam skórę pod oczami dopiero na koniec makijażu. Teraz staram się to robić niemal od razu i widzę różnicę (mniejsze osadzanie w zmarszczkach etc). Najlepiej w tej roli sprawdza się u mnie wykańczający puder Bell z edycji limitowanej. 

Podsumowując do kwestii krycia nie mam szczególnych zastrzeżeń. Jest ono średnie, ale przy sporych cieniach naprawdę widać różnicę między użyłam/nie użyłam:) 

Jeśli chodzi o wady to często trafiałam na opinie, że w ciągu dnia poziom krycia zdaje się mimo wszystko się zmniejszać. I rzeczywiście zauważyłam coś takiego. Choć muszę przyznać, że w połączeniu z pudrem Bell zdarza się to wolniej i jest mniej widoczne niż jak np. nakładałam inny puder. Opisałam zgodnie ze swoimi odczuciami i biorąc pod uwagę własne preferencje, a wybór należy do Was. Moim zdaniem jak najbardziej warto go kupić. A korektorów miałam już naprawdę wiele i z różnych półek cenowych:)


Znacie korektor Fit Me od Maybelline? Co o nim sądzicie?
Czytaj dalej »