Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brwi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brwi. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 września 2020

Maybelline Brow Satin – dwustronna kredka do brwi!

Próbowałam już różnych metod podkreślenia brwi, ale finalnie najczęściej powracam do korzeni, czyli łatwych i szybkich w obsłudze kredek do brwi:) Od czasu do czasu podpatruję, co segment kosmetyczny ma mi do zaoferowania w tej sferze i latem zużyłam pierwsze opakowanie kredki do brwi Maybelline Brow Satin, na której zakup zdecydowałam się późną wiosną. Czy jest warta uwagi? Jak się u mnie spisała kredka Maybelline? Pora na werdykt!

Maybelline Brow Satin kredka do brwi recenzja

Maybelline Brow Satin


Dwustronna kredka do brwi pozwala na podkreślenie brwi w łatwy i szybki sposób. Zapewnia brwiom doskonałe wypełnienie i podkreślenie nawet, gdy są rzadkie i cienkie. A efekt utrzymuje się cały dzień. Kredka jest dwustronna. Jedna zawiera automatyczną, precyzyjną kredkę, a druga gąbkowy aplikator z matowym pudrem. Dzięki takiemu połączeniu makijaż brwi można wykonać w kilka minut.
Maybelline Brow Satin kredka do brwi blog opinie

Kredka jak to kredka wizualnie nie wyróżnia się szczególnie. Prezentuje się jednak dość estetycznie, nie zacina się i jest wygodna w użyciu. Do wyboru są 3 odcienie – 01 Dark Blond, 02 Medium Brown, 03 Dark Brown. Często mam problem z wyborem, ponieważ moje brwi nie są klasycznie ciemne, ale z kolei odcienie najjaśniejsze i średnie wypadają u mnie zbyt jasno, za ciepło albo porudawo. A ja preferuję taki naturalny nieco chłodniejszy, ale nie za chłodny brąz. Ostatecznie wybrałam, więc dla siebie najciemniejszy Dark Brown, ponieważ ciemne zwykle da się jakoś okiełznać stosując nieco delikatny nacisk. Choć muszę przyznać, że ja mam skłonności do mocniejszego dociskania. Taki charakter. Długopisem też zawsze piszę bardzo mocno:D W przypadku tej kredki najlepiej chyba odpowiadałoby mi coś pośredniego między Medium Brown, a Dark Brown;)
Maybelline Brow Satin kredka do brwi dark brown swatch

Automatyczna kredka rzeczywiście pozwala na precyzyjne podkreślenie brwi. Nie jest za miękka ani za twarda. Choć czasami podczas malowania zdarzało mi się, że podczas silniejszego nacisku odpadł kawałek;) Nie wypadały mi po niej brwi, a podczas stosowania niektórych kredek autentycznie ma to u mnie miejsce. Gąbeczka z wbudowanym matowym pudrem jest fajnie pomyślana, ponieważ pozwala na wypełnienie ewentualnych ubytków i dodatkowe podkreślenie brwi. Kredka nie ma tendencji do rozmazywania się czy też blaknięcia w ciągu dnia. Utrzymuje się aż do demakijażu. Minus jest jedynie taki, że wystarczyła mi na stosunkowo krótko. Mimo tego, że nie używałam jej codziennie. Niemniej byłabym skłonna kupić ponownie kredkę Maybelline Brow Satin. Kolor nie do końca miarodajnie udało mi się uchwycić, więc jest tu jedynie +/- podglądowo.

Czego używasz do makijażu brwi? Znasz kredki Maybelline Brow Satin?
Czytaj dalej »

wtorek, 13 sierpnia 2019

Kredki do brwi – przegląd kredek Wibo, Oriflame, Bell, Christian Laurent!

Kredki do brwi to według mnie najszybszy i najprostszy sposób na ich podkreślenie:) Najlepszy efekt uzyskuję za pomocą pomady, ale przez kilka ostatnich miesięcy rzadko chciało mi się w to bawić. Dlatego najczęściej sięgałam po kredkę do brwi. Jak za starych, no może niekoniecznie dobrych czasów:D W kredkach cenię sobie przede wszystkim szybkość i wygodę stosowania oraz precyzję;) Możemy łatwo wypełnić wymagające tego miejsca i nie trzeba potem myć pędzelków. Otwieram, maluję, zamykam i do widzenia!;) Na rynku kosmetycznym dostępnych jest mnóstwo kredek. W ciągu półtora roku wypróbowałam kilka, a niektóre mam już po raz kolejny. Jest też mała innowacja, którą przewrotnie postanowiłam tu umieścić. Mianowicie pisak do brwi;) Zapraszam na krótki przegląd kredek do brwi – co się sprawdziło lepiej, a co gorzej? 
Kredki do brwi z drogerii
Zacznę może od tego, że jakiś czas temu dość skutecznie zapuściłam brwi i nie są już tak wyliniałe jak jeszcze parę lat temu;) Zmiany nastąpiły także w technice malowania. Dawniej wiele osób malowało kredką wyłącznie po włoskach i również ja długo popełniałam ten błąd;) Teraz już wiem, że kredką można nie tylko podkreślić brwi, ale i zamaskować pewne ubytki i mankamenty;) 



Kredki do brwi – przegląd produktów z drogerii


Kredki do brwi co kupić, najlepsza kredka do brwi

Kiedyś często kupowałam kredki do brwi marek selektywnych. Dziś natomiast najczęściej wybieram spośród marek drogeryjnych lub katalogowych. Przekonałam się, że wiele z nich nie odbiega jakością od tych pierwszych. Każda ma co prawda jakąś wadę, ale również te drogie nie były bez wad;)

Wibo Feather Brow Creator



Wibo Feather Brow Creator opinie


 Jest to precyzyjna kredka do brwi służąca do wykonywania makijażu metodą piórkową.

Kredkę Wibo Feather Brow po raz pierwszy kupiłam na promocji -55% w Rossmannie jeszcze w zeszłym roku. Mój kolor to Dark Brown, czyli dość chłodny naturalny brąz, który nie jest przesadnie ciemny. Kredka jest zapakowana w zaklejony kartonik, więc są duże szanse, że nie trafimy na „macaną”;) Jest ona wysuwana, a dodatkowym atutem jest to, że na drugim końcu kredki mamy szczoteczkę służącą do przeczesania brwi. Po otwarciu kredka sprawia naprawdę dziwne wrażenie… Kolor nie bardzo przypomina ciemny brąz. W dodatku widoczny jest na niej jasny nalot. Zupełnie jak długo leżąca w lodówce czekolada;) Nie wywiera to dobrego pierwszego wrażenia i gdybym zobaczyła tester to pewnie bym jej nie kupiła;) Jednak zdecydowałam się użyć i kolor na brwiach wygląda już tak jak powinien:) Bardzo przypasował mi ten kolor i mam już drugie opakowanie kredki Wibo. Jest ona bardzo precyzyjna, ale i twarda, więc komfort malowania pozostawia trochę do życzenia. Najgorsze jest jednak to, że podczas malowania zawsze wypadnie mi kilka włosków. Myślę, że to właśnie przez to, że jest twarda. Może mam zbyt słabe włoski do takiej twardej kredki;) Z tego powodu mimo precyzji i idealnego koloru, nie kupię już trzeciej sztuki.  


Cena: 16,79 Rossmann 


Oriflame Giordani Gold kredka do brwi ze szczoteczką

Oriflame Giordani Gold kredka do brwi ze szczoteczką

Kremowa formuła w połączeniu z witaminą E po wyschnięciu nadaje naturalne pudrowe wykończenie.
Oriflame Giordani Gold kredka do brwi opinie


Kredka opakowana jest w oddzielny kartonik. Sama kredka jest dość długa (choć na zdjęciu już po parokrotnym temperowaniu). Jest ona też dwustronna – po jednej stronie kredka, a po drugiej szczoteczka, która przydaje się do przeczesania brwi. Cenię sobie takie rozwiązania. Dużą wadą jest jednak to, że kredka nie jest wysuwana, więc trzeba ją temperować;) Wiedziałam jednak, że Giordani Gold to porządna seria, więc mimo wszystko chciałam ją wypróbować. Kredka przypadła mi do gustu już po pierwszym użyciu. A właściwie to gdy tylko ją powąchałam;) Potrafię wyczuć dobrej jakości kredkę już po zapachu:D Z pierwszą sztuką przytrafiło mi się jednak coś dziwnego. Kiedy przyszło do temperowania, za Chiny nie mogłam tego zrobić i w efekcie nie nadawała się już do użytku. Pomyślałam, że być może to wina mojej przedpotopowej temperówki. Chciałam kupić jakąś w drogerii, ale żadna nie wyglądała mi na dobrą;) Dlatego następnym razem zdecydowałam się na kredkę Giordani Gold łącznie z temperówką Dual również z Oriflame. Ten duet okazał się być zgrany i z kolejną sztuką nie mam już żadnych problemów. Kredka ma odpowiednią – pośrednią miękkość, nie łamie się i nie kruszy. Nie wypadają mi po niej włoski. Jest trwała, a jednocześnie łatwo ją skorygować, jeśli za bardzo wyjadę;) Jedyny minus jest taki, że nie namalujemy nią takich bardzo cieniutkich kreseczek jakie możemy wykonać przy użyciu automatycznych kredek z cieniutkimi rysikami. Kredki Giordani Gold występują w dwóch odcieniach – Blonde i Brown. Mój to Brown i jest to naturalny, dość chłodny odcień brązu. 


Cena: 29,90zł Oriflame


Bell Hypoallergenic Precise Brow Pencil

Bell Hypoallergenic Precise Brow Pencil

Jest to precyzyjna automatyczna kredka do brwi o cieniutkim sztyfcie, który pozwala na idealne wymodelowanie i korekcję kształtu brwi. Miękka konsystencja zapewnia łatwą aplikację oraz długotrwały efekt. 
Bell Hypoallergenic Precise Brow Pencil blog

Kredki Bell opakowane są w kartoniki. Same kredki są dość krótkie i poręczne. Mamy tutaj mechanizm automatyczny, więc nie trzeba ich temperować. Występują w 3 odcieniach. Swoją pierwszą nr 03 kupiłam na promocji w Rossmannie, a potem jeszcze trafiły do mnie pozostałe odcienie od marki. W porównaniu do Wibo i Oriflame, odcienie tych kredek są cieplejsze, ale nie wypadają rudo;) Kredka do brwi Bell Hypoallergenic jest przyjemnie miękka i miło się nią maluje, ale niestety ma tendencję do kruszenia się podczas malowania. A nie lubię gdy szczątki kredki wpadają mi do oka albo opadają na policzek;) W porównaniu do innych, łatwiej też z nią przesadzić, ponieważ duża miękkość powoduje, że zdarzy mi się rozprowadzić zbyt dużo produktu. Używam koloru 02 i 03, ale 02 mógłby być ciemniejszy, a 03 nieco jaśniejszy. Sporym minusem jest brak szczoteczki. Poza tym kredka jest mega precyzyjna i ma dobrą trwałość.


Cena: 16,99 Rossmann


Christian Laurent pisak do brwi

Christian Laurent pisak do brwi  blog

Liquid Brow Pen od marki Christian Laurent ma zapewniać efekt Microblading bez wizyty w salonie;) Aplikator w formie 4 cienkich końcówek ma za zadanie imitować włoski oraz przyciemnić i zagęścić brwi.
Christian Laurent pisak do brwi opinie

Pisak do brwi marki Christian Laurent otrzymujemy w takim większym kartonowym opakowaniu. Do wyboru mamy dwa odcienie brązu – ciepły i chłodny (dla siebie zostawiłam ten drugi). Sam produkt wyróżnia się na tle pozostałych białym opakowaniem;) Ale nie tylko… Nie jest on bowiem klasyczną kredką, a pisakiem zakończonym „widełkami”;) Kiedy użyłam go po raz pierwszy, nie mogłam wyjść z podziwu! Wow! Mam brwi jak po permanentnym! To naprawdę działa! Z tego zachwytu trochę się zagapiłam i finalnie brwi wyszły zbyt sztuczne. Szybko doszłam, więc do wniosku, że fajne, ale trzeba z tym uważać! Poużywałam go i naprawdę polubiłam. Jednak po jakimś czasie częściej zaczęłam sięgać po inny produkt, więc ten poleżał potem trochę zamknięty w toaletce. Jakież było moje zdziwienie, gdy w końcu wyjęłam go, zaczęłam malować i nie widziałam żadnego efektu… Pisak po prostu wysechł, a przerwa w użytkowaniu mogła trwać góra miesiąc. Szkoda, bo potencjał był duży,  a jednak trwałość jest kluczowa;) Produkt w swoim założeniu świetny, ale niedopracowany pod względem trwałości. Zdjęcia robiłam już po wyschnięciu i ledwo udało mi się wydobyć z niego jakikolwiek kolor. Dlatego na swatchu nie widać efektu, czyli tych kreseczek i pierwotnego odcienia, a jedynie takie popłuczyny po pisaku;)


Cena: 24,99zł Rossmann

Kredki do brwi Wibo, Oriflame, Bell, Christian Laurent swatche
Od góry: Wibo, Bell 02 i 03, Oriflame, Christian Laurent.

Używacie kredek lub pisaków do brwi? Znacie te wymienione przeze mnie?
Czytaj dalej »

sobota, 11 maja 2019

Jane Iredale mineralny róż do policzków, zestaw do brwi i mgiełka nawilżająca!

Na początku roku przybliżyłam Wam filozofię i trzy produkty marki kosmetyków mineralnych Jane Iredale. Pierwsze spotkanie z tą firmą wywarło na mnie bardzo dobre wrażenie i wkrótce potem trafiły do mnie kolejne produkty, które sprawdzałam przez ostatnich kilka tygodni. Tym razem na tapecie woda nawilżająca w spray’u, róż mineralny oraz zestaw do brwi;)



Jane Iredale Pure Pressed Brush


Jane Iredale Pure Pressed Brush

Mineralny róż do policzków występuje w 10 odcieniach, więc wierzcie mi, że miałam niemały kłopot podczas wyboru tego jedynego:) Nie ułatwiała mi też tego konieczność wyboru online:) Postanowiłam, więc przejrzeć swatche potencjalnie interesujących mnie odcieni i tym sposobem trafiłam na jeden z francuskich blogów, na którym znalazłam odcień idealny dla mnie – Sheer Honey. Choć oczywiście pozostawała jeszcze kwestia „przekłamania” koloru na zdjęciu;) A jak wiecie, mam naprawdę niewielkie zaufanie do odcieni oglądanych na dłoniach. Na twarzach zresztą też, ponieważ zależnie od typu urody, karnacji etc ten sam odcień i tak nigdy nie będzie wyglądał identycznie u każdego. Zależało mi też na tym żeby odcień nie był taki sam jak w przypadku paletki do konturowania, ponieważ nie chciałam ich powielać:) Na szczęście okazał się być zupełnie inny i bardzo w moim typie, czyli spójny z moim typem urody. Muszę jednak ostrzec, że odcień w opakowaniu dość trudno miarodajnie pokazać na zdjęciach. W rzeczywistości jest jakby bardziej stonowany, a na twarzy wypada jeszcze trochę inaczej;) Określiłabym go jako brzoskwiniowo-różowy. Według mnie pasuje idealnie do ciepłych średnich i ciemniejszych karnacji. 
Jane Iredale Pure Pressed Brush

Okrągła puderniczka zawiera 3,7g różu oraz lusterko. Produkt ważny jest 24 miesiące od otwarcia. Opakowanie bardzo przypadło mi do gustu ze względu na swoją elegancką i jednocześnie kompaktową oraz ultra-lekką puderniczkę:) Zmieści się nawet do najmniejszej kosmetyczki świata;) Uwielbiam takie rozwiązania. 
Jane Iredale Pure Pressed Brush Sheer Honey

Mój róż w odcieniu Sheer Honey posiada naturalne lekko satynowe wykończenie. Aplikacja nie przysparza żadnych problemów zarówno przy użyciu dedykowanego pędzelka Dome jak i innych pędzli, które posiadam. Róż nie robi plam, a jego intensywność można łatwo stopniować poczynając od lekkiej mgiełki koloru aż po intensywny rumieniec. Jeśli nie majstruję przy twarzy (pocieranie, dotykanie, podpieranie się;)) to trzyma się u mnie bez zarzutów aż do wieczornego demakijażu. Nie zauważyłam też negatywnego wpływu na skórę, ale przy minerałach to tak naprawdę niemalże oczywiste:) 
Jane Iredale Pure Pressed Brush Sheer Honey

Skład: Mica, Boron Nitride, Dimethicone, Pinus Strobus (Pine) Bark Extract, Punica Granatum (Pomegranate) Extract. [+/- (May Contain) Titanium Dioxide (CI 77891), Iron Oxides (CI 77489, CI 77491, CI 77492, CI 77499), Carmine (CI 75470), Manganese Violet (CI 77742), Ultramarines (CI 77007)].
Jane Iredale Great Shape Eyebrow Kit Ash Blonde


Jane Iredale Great Shape Eyebrow Kit


Jane Iredale Great Shape Eyebrow Kit Ash

Zestaw do brwi Jane Iredale występuje chyba w najładniejszym opakowaniu, jakie do tej pory miałam przy tego typu kosmetykach. W przypadku tej marki ładna oprawa to standard:) Wewnątrz tego złotego cuda znajdziemy 2,5g produktu składającego się z wosku, cienia do brwi oraz podwójnego pędzelka służącego do przeczesywania brwi oraz aplikacji. PAO wynosi 12 miesięcy. 
Jane Iredale Great Shape Eyebrow Kit Ash Blonde

Great Shape Eyebrow Kit od Jane Iredale występuje w 3 wariantach do wyboru, więc każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Ja pokusiłam się o wersję Ash Blonde, ponieważ chciałam mieć jeden zestaw do takiego delikatniejszego podkreślania brwi. Zazwyczaj bowiem wybieram odcienie o nazwie bronze. I tutaj muszę przyznać, że trochę poniosła mnie wyobraźnia z tą subtelnością, ponieważ odcień jest dla mnie za jasny i bardziej polecałabym go blondynkom:) Pigmentacja jest dużo delikatniejsza niż przy większości produktów, które znałam wcześniej, więc lepszym wyborem byłby dla mnie odcień ciemniejszy. Udawało mi się co prawda osiągnąć pożądany efekt przy użyciu tego duo, ale ze względu na odcień w tym celu musiałam położyć kilka warstw cienia. Ostatecznie duo trafiło, więc do mojej siostry, dla której kolor okazał się bardziej odpowiedni. Co do samego produktu nie mam żadnych zastrzeżeń. Aplikacja jest dziecinnie prosta, a cień nie sypie się przy nakładaniu tak jak ten z Golden Rose. Pędzelek spełnia swe zadanie i jest przyjemny w dotyku, a wosk ładnie wygładza i dyscyplinuje włoski. Z pewnością byłabym bardzo zadowolona z odcienia Brunette. 
Jane Iredale Great Shape Eyebrow Kit Ash Blonde

Skład:

Brow Powder Mica, Zinc Stearate, Titanium Dioxide (CI 77891), Dimethicone, Pinus Strobus (Pine) Bark Extract, Punica Granatum (Pomegranate) Extract

May Contain:
Iron Oxides (CI 77489, CI 77491, CI 77492, CI 77499), Chromium Oxide Greens (CI 77288)

Brow Wax
Isopropyl Jojobate, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Isostearyl Neopentanoate, Cera Alba (Beeswax), Mica, Stearic Acid, Tribehenin, Titanium Dioxide (CI 77891)

Jane Iredale swatch
Cień do brwi Ash Blonde, róż mineralny Sheer Honey, róż z paletki do konturowania.

Jane Iredale Pommisst Hydration Spray


Jane Iredale Pommisst

Na koniec coś, czego z zasady nie lubię, czyli mgiełka do twarzy;) Nie przepadam, bowiem za kosmetykami w spray’u aplikowanymi prosto na twarz. Cóż… szlachta średnio znosi ten zimny strumień płynu na swym licu;) A nie daj Bóg żeby prysło w oczko:D Ale mgiełki Jane Iredale kusiły mnie już od zeszłego roku, a mam taką zasadę, że gdy coś szczególnie mnie zainteresuje to ostatecznie wypróbuję nawet jeśli sama bym siebie o to nie podejrzewała;) Jane Iredale posiada w ofercie trzy typy spray’ów do twarzy i przyznam, że każdy miał w sobie coś przekonującego;) Ostatecznie jednak postawiłam na najbardziej uniwersalną wersję Pommisst, czyli nawilżającą wodę w spray’u o działaniu ochronnym. 
Jane Iredale Pommisst

Woda nawilżająca Pommisst w swoim składzie posiada ekstrakt z granatu, który jest silnym antyutleniaczem, działa antyrodnikowo, a także chroni przed promieniowaniem UV. Warto też dodać, że produkt posiada certyfikat Ecocert. Kosmetyk jest w 100% naturalny i w 31,83% organiczny.

Mgiełka posiada przyjemny, orzeźwiający zapach grantu, który jest łagodny, ale dość długo pozostaje na skórze poprawiając tym samym nastrój. Wodę możemy wykorzystać na kilka sposobów – przy nakładaniu bazy mineralnej, zmniejszając tym samym widoczność porów i drobnych zmarszczek, na zakończenie rytuału pielęgnacji, do odświeżenia skóry w ciągu dnia (przydatne zwłaszcza podczas upałów, na które póki co bezskutecznie czekam), a także po wykonaniu makijażu celem zmniejszenia jego pudrowości etc. Kosmetyk pozostawia po sobie taki delikatny orzeźwiająco-nawilżający woal:) Bardzo fajny produkt. 


Skład: Aqua/Water/Eau, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder*, Punica Granatum (Pomegranate) Extract*, Camellia Sinensis (White Tea) Leaf Extract*, Laminaria Digitata (Algae) Extract*, Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract*, Olea Europaea (Olive) Leaf Extract*, Raphanus Sativus (Radish) Root Extract, Punica Granatum (Pomegranate) Seed Oil*, Alcohol.


Kosmetyki mineralne oraz akcesoria Jane Iredale znajdziecie w sklepie e-fontanna.com.pl.
Czytaj dalej »

niedziela, 17 lutego 2019

L’Oreal Paris pomada do brwi – czy warto?

Ostatnio było o pomadzie Delia, a dziś jak ja to mówię – to samo tylko, że inne;) Tak jak już wspomniałam chcąc mieć porównanie w kwestii pomad, po kilku miesiącach ciągłego stosowania produktu Delia, we wrześniu skusiłam się na L’Oreal Paris Brow Artist Paradise Extatic Pomade, czyli po naszemu pomadę do brwi koncernu L’Oreal Paris, którego część z Was nie lubi, a ja akurat od czasu do czasu mam chęć na jakiś ich produkt (najczęściej właśnie z kolorówki albo do włosów).

Loreal Paris pomada do brwi blog

Pomada marki L’Oreal Paris występuje w trzech odcieniach – 102 Warm Blonde, 103 Chatain i 104 Brunette. Moje brwi nie należą do tych blond, ale nie są też ciemne, więc początkowo nastawiałam się na odcień pośredni, czyli 103. Gdy jednak obejrzałam zdjęcia w akcji na jednym z blogów, którego autorka ma dość jasne brwi, stwierdziłam, że to jednak nie będzie dobry wybór, ponieważ nawet moje gołe brwi są ciemniejsze niż ten odcień;) 
Loreal Paris pomada do brwi 104 brunette
Postawiłam więc na odcień 104 Brunette, który jest chłodnym i dość ciemnym brązem. Mógłby być odrobinę jaśniejszy, ale jeśli nie przesadzę z ilością to jest OK. 
pomada do brwi loreal czy warto blog

Zacznijmy jednak od początku:) Pomada L’Oreal została umieszczona w bardzo fajnym, funkcjonalnym opakowaniu. Na górze mamy wyjmowany pędzelek, a odkręcając dolną partię naszym oczom ukazuje się niewielki słoiczek. Opakowanie zawiera 3g pomady, czyli naprawdę niewiele, ale według mnie jak na tego typu produkt to i tak dużo. Chyba, że dla makijażystów to wtedy mało;) Dla mnie jednak wystarczająco. Zwłaszcza, że produkt jest bardzo dość kryjący, więc nie potrzeba go nakładać zbyt wiele. Co za tym idzie, wydajność również jest wysoka.
loreal paris pomada do brwi opinie

Pomada według mnie nie posiada zapachu. Konsystencja produktu jest dość sucha, zupełnie inna niż w przypadku Delii. Dzięki takiej konsystencji możemy osiągnąć efekt jak po pudrowej hennie brwi, ale z drugiej strony produkt wymaga więcej wprawy i ostrożności. Dlatego jeśli nie mam czasu to wolę sięgnąć po kredkę lub pomadę Delia. Minusem jest też to, że pomada potrafi się osypywać podczas aplikacji. A takie okruszki opadające na policzki podczas malowania nie są zbyt sympatyczne;) Tego typu pomada może zaschnąć też w opakowaniu zdecydowanie szybciej niż taka kremowa. Wtedy pozostaje nam skrobanie wierzchniej warstwy lub dodanie kropelki specjalnego preparatu, który regeneruje kosmetyki w takich sytuacjach;) Tak więc pomada L’Oreal w porównaniu do Delii to już trochę wyższa szkoła wtajemniczenia;) Z tego powodu cieszę się, że poznałam ją jako drugą, gdy już byłam nieco oblatana w temacie;) Choć nie będę ukrywać – nadal nie jestem wielkim brow ekspertem;) Jeśli chodzi o pędzelek dołączony do opakowania to z tego co wiem większość osób go nie używa. Ja jednak aplikuję produkt tylko nim i uważam, że jest w porządku. Poza tym jest zawsze na miejscu;) Przy użyciu pomady L’Oreal można uzyskać naprawdę kryjący, matowy i pudrowy efekt bez konieczności nakładania dużej ilości produktu. Polecam więc rozwagę w stosowaniu, zwłaszcza gdy w grę wchodzi najciemniejszy odcień:) Pomada wymaga nieco więcej wprawy, ale lubię ją i jestem z niej zadowolona. Przydaje się zwłaszcza wtedy gdy chcę mocniej podkreślić brwi.


Znacie pomadę do brwi L’Oreal?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Delia pomada do brwi za grosze!

Długo czułam się bardzo niepewnie w temacie makijażu brwi. Jeszcze nie tak dawno w mojej rodzinie mawiało się, że brwi malują tylko stare pudernice albo tapeciary;) A mnie samą „instabrwi” przyprawiały o zawroty głowy i niedowierzanie jak można się tak malować?;) Brwi oczywiście malowałam, ale jak się potem okazało - niepoprawnie:D Po części dlatego, że skoro brwi miałam źle wyregulowane to i malowałam je źle;) Przyznaję jednak, że typowo dla mego charakteru pełnego sprzeczności, pewnego dnia uznałam, że jednak czas zacząć malować brwi mocniej i sięgnąć po coś, co może zapewnić różne efekty, czyli pomadę do brwi:) Już szykowałam się do zakupu osławionej pomady Wibo, a tu akurat zapukał do mnie kurier z pokaźnym przekrojem produktów do brwi marki Delia Cosmetics. Kosmetyków było co nie miara, różne formuły i odcienie. Zostawiłam sobie z tego naprawdę niewielką część, ponieważ nie każdy produkt był dla mnie odpowiedni czy to pod względem rodzaju, formuły czy koloru;) Jednak wśród tych wszystkich wynalazków znalazła się jedna perełka w świetnej cenie. Mowa właśnie o pomadzie do brwi:) Po jakichś 10 miesiącach odkąd ją mam, przyszła w końcu pora na kilka słów o niej:)

Delia Stylist Brow Pomade, pomada delia opinie

Delia Stylist Brow Pomade została zapakowana w papierowy kartonik, wewnątrz którego znajdziemy pomadę w niewielkim plastikowym opakowaniu przypominającym pojedynczy cień do powiek oraz dwustronny aplikator wyposażony w skośny pędzelek i szczoteczkę do przeczesywania brwi. Większość osób nie korzysta z akcesoriów dołączonych przez producenta, ale moim zdaniem owy przyrząd jest całkiem w porządku i spełnia swe zadanie. Poza tym przyznaję, że nie miałam nic szczególnie lepszego pod ręką;) 
pomada delia opinie, pomada delia blog
Pomada do brwi Delia występuje w 3 kolorach, więc możliwe, że nie każdy znajdzie odpowiedni dla siebie, ale dla mnie odcień Dark Brown okazał się w sam raz:) 
Odcienie produktów do brwi porównanie
Od paznokcia - Wibo Feather Brow Dark Brown, L'Oreal Brow Artist Paradise Extatic Pomade Brunette, Delia Stylist Brow Pomade Dark Brown.

Konsystencja produktu jest taka jakby woskowa. Była to moja pierwsza pomada, więc przyznaję, że nie wzbudziło to moich podejrzeń. Później przeczytałam parę opinii, że przez tą konsystencję pomada Delia nie do końca przypomina tradycyjną pomadę. Czy to źle? Myślę, że są plusy i minusy. Po kilku miesiącach stosowania dokupiłam pomadę L’Oreal żeby sprawdzić taką bardziej tradycyjną pomadę i rzeczywiście różnica w formule zauważalna jest od razu. Uważam jednak, że pomada Delia jest idealna na początek, a jej woskowa konsystencja sprawia, że produkt rozprowadza się bardzo komfortowo. Po jej życiu brwi są miłe w dotyku i takie subtelnie lśniące. Przy jej użyciu nie osiągniemy takiego typowego pudrowego efektu. Zatem to czy produkt przypadnie Wam do gustu w dużej mierze zależeć będzie od Waszych oczekiwań.

Czy się rozmazuje? Przyznaję, że zdarzyło się raz podczas ogromnych upałów. Ale biorąc pod uwagę, że często używałam jej w tych warunkach, (ponieważ jak wiecie latem ostro zapuszczałam brwi) to uznaję, że był to wypadek przy pracy;)
Delia pomada dark brown efekty, delia pomada na twarzy
Przykładowe zdjęcie z czasów gdy praktycznie połowa mojego łuku była domalowana pomadą Delia:D Jestem na nich umalowana jedynie pomadą oraz lekko tuszem do rzęs. I ubrana w szeroki uśmiech, ale stwierdziłam, że to się wytnie:D
Jakie efekty możemy uzyskać przy użyciu pomady Delia? Naprawdę przeróżne. Udało mi się to przetestować, ponieważ najpierw stosowałam ją na tym moim nieszczęsnym, źle wyregulowanym łuku brwiowym, malując głównie po włoskach, a potem już zupełnie inaczej. Zarówno uzupełniając ubytki, czyli rysując fikcyjną linię brwi jak i na „odbudowanych” już niemal brwiach;) Przy użyciu tej pomady można uzyskać zarówno delikatny efekt, przy którym widoczne są niemalże pojedyncze włoski jak i mocno kryjący;) Przyznaję, że nie zawsze mi się udawało ładnie podkreślić brwi. Czasami uzyskiwałam efekt idealny, a czasem zdarzało mi się trochę przesadzić robiąc takie naprawdę mocne krechy:) Niemniej to tylko dowodzi o możliwościach tego produktu:) Pomada jest bardzo wydajna. Zdjęcia zrobiłam we wrześniu, czyli już po kilku miesiącach użytkowania (mam ją od kwietnia).


Znacie pomady Delia? Jakie pomady polecacie?
Czytaj dalej »

piątek, 29 grudnia 2017

Kosmetyczni ulubieńcy i odkrycia 2017 roku – makijaż i paznokcie!

Cześć Dziewczyny!
Święta, święta i po świętach! Nie wiem jak Wy, ale ja ogromnie się cieszę, że już po!:) W tym roku ten świąteczny czas wyjątkowo, wręcz nieprzeciętnie mnie rozleniwił. Do tego stopnia, że przez 3 dni nie włączałam komputera i nie wiedziałam czy w końcu zmobilizuję się do powstania tego wpisu. A jeśli ja (JA!) nie wiedziałam czy przygotuję wpis to zapewniam Was, że było ciężko! Wszak znana jestem z tego, że choćby się waliło i paliło to nie ma opcji żeby nie powstał nowy materiał na bloga;) Dlatego nie ma to jak zwyczajny, przyzwoity dzień powszedni… A wraz z nim całkiem odświętny wpis, na który przyszło czekać cały rok! Kosmetyczni ulubieńcy i odkrycia 2017 roku w dziedzinie makijażu i paznokci! W całej „karierze” tego bloga napisałam już parę tego typu podsumowań, ale tym razem dokonałam bardzo ścisłej selekcji i w ramach ulubieńców oraz odkryć roku pojawiło się jedynie 9 produktów!

zdjęcie przedstawiające kosmetycznych ulubieńców 2017 roku

Kosmetyczne odkrycie 2017 roku – naklejki termiczne na paznokcie Manirouge!

zdjęcie przedstawiające kosmetyczne odkrycie 2017 roku, czyli naklejki termiczne Manirouge

Z satysfakcją mogę stwierdzić, że w tej kategorii nie miałam nawet najmniejszego problemu z wyborem:) A dodatkowo jestem dumna, że Manirouge to nasza polska marka! Mam nadzieję, że w 2018 roku będzie się prężnie rozwijać i jeszcze nie raz zaskoczy fantazyjnym wzornictwem oraz nietypowymi rozwiązaniami na miarę naszych czasów. Czasów postępu, ale i… permanentnego pośpiechu bo Manirouge jest idealnym rozwiązaniem dla kobiet, którym marzy się oryginalny manicure, ale nie mają wystarczającej ilości czasu lub zdolności żeby namalować misterne wzory! Rok temu zachwyciłam się tym, że mogę we własnym domowym zaciszu stworzyć manicure hybrydowy i nadal cieszę się z tej możliwości. Jednak w tym roku to Manirouge sprawiło mi dużo więcej radości. Zwłaszcza, że usunięcie ozdób termicznych nie wymaga użycia acetonu:) Zresztą Manirouge jest tworem na tyle elastycznym i nowoczesnym, że można je połączyć z manicure hybrydowym. A tradycyjne lakiery? To już dla mnie prehistoria. O tym co to jest Manirouge, jak nakładać i usuwać przeczytacie TUTAJ. Natomiast prezentację paru wzorów z kolekcji świąteczno-zimowej, która aktualnie jest w promocji znajdziecie TUTAJ. Dla mnie wielki hit, po który sięgam z przyjemnością!

Kosmetyczni ulubieńcy 2017 roku - makijaż twarzy


zdjęcie ukazujące kosmetycznych ulubieńców 2017 roku z makijażu twarzy

Z produktów do makijażu twarzy wybrałam tylko 2 kosmetyki! Nie lubię tradycyjnych płynnych podkładów, więc na próżno ich szukać wśród moich ulubieńców;) W tym roku nadal byłam wierna formułom sypkim, czyli minerałom, a także podkładowi w pudrze z Givenchy. Dlatego na tym polu nie ma nic nowego:) Po prostu byłam wierna temu co poznałam wcześniej:) Lubię jednak dobre wykończenie makijażu, a także róże, bronzery i rozświetlacze. Dlatego postanowiłam wybrać coś z tej kategorii i tutaj trafiłam na sporo godnych produktów:) Wśród pudrów wykończeniowych zwyciężył matujący ryżowy puder prasowany marki Ecocera, do którego podchodziłam sceptycznie, ponieważ jego cena jest strasznie niska, a opakowanie delikatnie mówiąc mało wyrafinowane. Okazało się jednak, że jego wnętrze jest naprawdę bogate, a dzięki temu, że jest prasowany, zajmuje mniej miejsca i sprawia, że mogę go użyć naprawdę szybko:) Pachnie delikatnie, dobrze matuje i wygładza skórę. Drugi produkt dla odmiany kosztował miliony monet, ale nie żałuję, ponieważ nie dość, że jest bardzo wydajny to jeszcze wielofunkcyjny. Służy mi jako róż, bronzer, a nawet delikatny rozświetlacz. Dodatkowo jego opakowanie cieszy oko. Taki właśnie jest Sisley L’Orchidee


Kosmetyczni ulubieńcy 2017 roku - makijaż oczu


zdjęcie ukazujące kosmetycznych ulubieńców 2017 roku z makijażu oczu

W przypadku makijażu oczu i okolic, stawiam na proste i trwałe rozwiązania. W kwestii brwi taki efekt zapewnia mi zestaw do brwi Lily Lolo Eyebrow Duo Dark! Dzięki niemu mogę w szybki sposób podrasować swoje marne z natury brwi bez krzty przerysowania, a makijaż utrzymuje się bez skazy aż do momentu jego usunięcia. Przechodząc już do oczu, nie ma makijażu bez tuszu. W tej dziedzinie najlepiej sprawdziła się u mnie jedna z nowości L’Oreal, czyli Paradiste Extatic. Wolałabym może nieco bardziej finezyjną szczoteczkę, ale z efektów jestem naprawdę zadowolona. Dla mnie to najlepszy tusz tego roku. Fajnie nadać swoim powiekom nieco koloru, a żeby odcień był trwały i głęboki, warto użyć dobrej bazy. I tutaj mamy mały psikus, ponieważ ulubieńcem w tej dziedzinie została baza pod cienie Bell Hypoallergenic, która jakiś czas temu w całkiem niewyjaśnionych okolicznościach zaginęła w akcji;) Miałam jednak w zanadrzu bazę z najnowszej limitki tej samej marki – Bell Glitter Eyeshadow Base, która okazała się inna pod względem technicznym (rzadsza i nieco połyskująca), ale finalnie równie dobra! Z czystym sumieniem mogę polecić obie! No i cienie do powiek. Można mieć niezliczoną ilość paletek cieni do powiek, ale moim absolutnym sztosem okazał się niepozornie wyglądający cień do powiek Nabla w odcieniu Absinthe. Przebija każdą moją paletkę cieni do powiek, a uwierzcie, że nie mam byle jakich:) Czym przebija te wszystkie moje paletki? Ano tym, że jest to cień samowystarczalny. Jeden cień daje taki efekt jakbym nałożyła 3 i muszę powiedzieć, że kiedy mam go na powiekach to wiele osób nie wierzy, że naprawdę użyłam tylko jednego jedynego cienia;) A jednak! Jego mocy niestety nie widać w pełni w recenzji (a jest naprawdę dobrze napigmentowany), ale coś tam widać;) Możliwe, że w przyszłym roku powiększę rodzinę cieni Nabla:) Jeśli każdy jest tak dobry jak odcień Absinthe to naprawdę warto.


Kosmetyczni ulubieńcy 2017 roku - makijaż ust

zdjęcie ukazujące kosmetycznych ulubieńców 2017 roku z makijażu ust

Na koniec makijaż ust. Jak wiadomo nie od dziś, moje usta są skłonne do wysuszenia, więc nie nakładam na nie co popadnie;) Bardzo polubiłam pomadkę Innisfree Glow Tint Lip Balm #Garden Balsam, która jednocześnie nadaje kolor i chroni skórę warg. Bardzo ładnie podbija czerwień ust i wiem, że miałam uzupełnić wpis o zdjęcie na ustach, ale niestety jeszcze tego nie zrobiłam (nadrobię!). Drugim zwycięskim produktem do ust jest Nabla Dreamy Matt Liquid w odcieniu Grand Amore. Nie jest to co prawda pomadka, której używam na co dzień, ale jestem z niej naprawdę bardzo zadowolona. Dobrze się czuję w tym kolorze, ładnie pachnie, nie wysusza i jest trwała!


I to już wszyscy ulubieńcy i odkrycia 2017 roku w dziedzinie makijażu i paznokci. Linki do osobnych recenzji znajdują się w tekście;) Książka, którą widzicie w tle to Face Paint. Historia makijażu. Jest bardzo ładnie wydana i fajnie napisana:)
 

Napiszcie czy znacie któreś z tych kosmetyków? Chętnie się też dowiem co należy do Waszych makijażowo-paznokciowych hitów tego roku. Zdradźcie choć jeden ulubiony produkt! 

Czytaj dalej »