poniedziałek, 24 października 2016

Bourjois Volume Reveal

Cześć Dziewczyny!

Dużo dobrego słyszałam o tuszach marki Bourjois, ale jakoś nigdy nie miałam okazji wypróbować. Do czasu aż za sprawą Ofeminin trafiła do mnie nowość Bourjois Volume Reveal. Reklama tego tuszu w TV robi wrażenie więc byłam niezwykle ciekawa jak się u mnie sprawdzi i czy zyskam choć w połowie tak dobry efekt? Dziś przygotowałam dla Was moje pierwsze wrażenie dotyczące tego produktu.




Opis producenta

Nowa maskara Bourjois Volume Reveal pozwoli ci na wydobycie pełnego potencjału twoich rzęs. Inteligentna i wygodna w użyciu, pokrywa wszystkie rzęsy. To pierwsza na rynku maskara ze zintegrowanym lusterkiem z 3-krotnym zoomem, dzięki któremu dostrzec można nawet te rzęsy, które zwykle są niewidoczne dla oka! A wszystko to po to by aplikacja była jeszcze bardziej precyzyjna. Inteligentna szczoteczka o podwójnym rzędzie włosków o 2 długościach pozwala pomalować każdą rzęsę od nasady aż do końca. Delikatna, elastyczna formuła efektywnie pokrywa wszystkie rzęsy nawet te najkrótsze. Ergonomiczny kształt maskary o podstawie trójkąta sprawia, że łatwo i stabilnie się nią trzyma w ręce. Maskara dostępna jest w 2 wersjach czarnej i wodoodpornej.

Moja opinia

Opakowanie

Jest czarne i prezentuje się dość elegancko. Wyróżnia je nietypowy kształt oraz to, że zostało wyposażone w 3-krotnie powiększające lusterko. Takie lusterko nie jest oczywiście niczym niezbędnym w przypadku tuszu gdyż jak mniemam większość kobiet podobnie jak ja maluje się w łazience tudzież przy innym większym lusterku;) Jednak nigdy nie wiadomo co i kiedy może się przydać więc obecność lusterka oceniam na plus. Pochwalam nowoczesne rozwiązania więc jak najbardziej fajnie, że się tam znajduje. Podejrzewam, że lusterko najbardziej przyda się dziewczynom, które malują się dopiero w pracy/szkole. Mnie się to nigdy nie zdarzyło, ale uwierzcie – znam takie przypadki:) 
Opakowanie zawiera 7,5ml tuszu i należy je zużyć w ciągu 6 miesięcy od otwarcia.

Konsystencja i zapach

Tusz posiada raczej standardowy zapach, a jego konsystencja jest ok., choć osobiście wolałabym trochę rzadszą. 


Działanie

Według mnie tusz posiada dość prostą i nieskomplikowaną szczoteczkę, a ja jak wiecie preferuję raczej takie bardziej wyszukane i udziwnione;) Z drugiej strony nie jest to jednak dla mnie jakimś szczególnym problemem. Zauważyłam jednak, że trzeba się trochę „namachać” tą szczoteczką żeby umalować rzęsy. Być może dlatego, że szczoteczka nabiera trochę zbyt mało tuszu, a może dlatego, że konsystencja nie jest (jak dla mnie) wystarczająco rzadka. Plusem jest jednak to, że podczas aplikacji tego tuszu niemalże nie brudzę sobie powiek. Co w moim przypadku jest dość niespotykane;) Mascara jest intensywnie czarna i trwała. Nie rozmazuje się i nie kruszy, ale czasem potrafi zostawić na nich jakieś mini „odnóża” albo lekko splątać. Tusz lekko unosi rzęsy, wywija i bardziej je pogrubia aniżeli wydłuża. Mam na myśli to, że patrząc na efekt wiem, że nie jest to moje maksimum długości. Wydaje mi się, że tusze Delia, które pokazywałam jakiś czas temu dają u mnie lepszy efekt rozdzielenia, wydłużenia i podkręcenia niż Volume Reveal od Bourjois (albo tak tylko mi się wydaje;)). Być może Bourjois potrzebuje jeszcze trochę czasu żeby się rozkręcić;) Jak myślicie? Dam znać za jakiś czas!

O produkcie przeczytacie również na portalu Idealna.


Znacie nowy tusz Bourjois Volume Reveal? Co o nim sądzicie?
Czytaj dalej »

sobota, 22 października 2016

Paese Box jesień 2016

Cześć Dziewczyny!

W poniedziałek dotarł do mnie Paese Box, czyli pudełeczko wypełnione 6 pełnowymiarowymi produktami marki Paese o wartości 150zł. W każdym zestawie znajdziemy gwarantowany korektor Clair, kredkę do oczu, lakier oraz podkład z linii Lush plus dodatkowo 2 losowo dobrane produkty. Jeśli jesteście ciekawe co znalazłam w swoim boxie i jak oceniam tą zawartość zapraszam do dalszej części wpisu;)



Kosmetyki otrzymujemy w niewielkim czarnym pudełeczku, które pod względem wizualnym jest bardzo spójne z wizerunkiem marki. Takie pudełka zawsze mi się przydają do przechowywania drobiazgów, zapakowania prezentu lub po prostu do przechowywania kosmetycznych zapasów więc na pewno go nie wyrzucę;) Jeśli chodzi o samo pudełko to tekturka jest bardziej miękka niż np. w przypadku Shinyboxa. Mnie to jednak nie przeszkadza gdyż lubię różnorodność. W ubiegłych latach zdarzało mi się trafić na opinie, że niektóre osoby otrzymały uszkodzone pudełka lub testery zamiast pełnowartościowych produktów. Jednak prawdopodobnie tym razem wszystko było ok. gdyż póki co nie trafiłam na żadną tego typu opinię. Moje pudełko było dobrze zabezpieczone, a każdy kosmetyk nowy, pełnowartościowy i nieużywany.



Paese Box zawartość


Paese Witaminowy podkład rozświetlający Lush Satin, 39zł/50ml - jak wiecie nie jestem fanką płynnych fluidów, ale odkąd mam nowy podkład Catrice (który pomijając nie do końca "mój" kolor jest naprawdę dobry) i wspaniały Beauty Blender zaczęłam patrzeć na nie nieco łaskawszym okiem;) Odcienie podkładów dobierane były losowo i mnie przypadł najjaśniejszy odcień 30 porcelana. W mojej ocenie jest on bardzo blady, a ja akurat do bladziochów nie należę więc nawet go nie otwierałam;) Podejrzewam jednak, że firma chciała dobrze wysyłając mi akurat ten odcień gdyż jak wiadomo blogerki najczęściej narzekają na zbyt ciemne odcienie, a że ja akurat mam odwrotnie to już inna sprawa;) Nie ma jednak tragedii gdyż na instagramie wymieniłam się z inną dziewczyną na odcień 33 złoty beż, który prawdopodobnie będzie w sam raz;) Pojemność jest bardzo duża więc podzielę się z mamą.


Paese Clair korektor rozświetlający, 29zł/6ml – korektor przypadł mi w odcieniu 5 jasny róż, ponieważ moja karnacja jest typowo ciepła i żółta bez krzty różowych tonów będę się musiała zastanowić czy i jak go wykorzystać. Jeśli macie jakieś pomysły chętnie się dowiem.


Paese Puder ryżowy, 45zł/15g – lubię pudry, puder zawsze się przyda więc jestem zadowolona z jego obecności. Z tego co pamiętam na ogół jest on chwalony. 


Paese Linea automatic eyeliner, 27zł – kredek do powiek używam na co dzień więc w mojej ocenie produkt na plus. Trafił mi się odcień Black Glam, czyli klasyka;) Miałam już kiedyś brązową kredkę tej marki i byłam całkiem zadowolona (choć nie jestem pewna czy była z tej samej serii). 


Paese Art Lipgloss, 21,90zł/3,4ml – lubię błyszczyki więc ma u mnie szanse. Jest to wersja rozświetlająca z drobinkami. Trafił do mnie odcień 416. Wydaje mi się on dość odważnym kolorem, ale zamierzam go używać dopasowując ilość tak abym czuła się komfortowo mając go na ustach.


Paese lakier do paznokci, 15,90zł/9ml – jakiś czas temu wyrzuciłam mnóstwo lakierów więc zostało mi ich naprawdę niewiele. W tym przypadku trafił do mnie odcień 114, czyli czerwień. Ciekawa jestem jego trwałości. 


Łączna wartość kosmetyków w cenach regularnych wyniosła w tym przypadku 177,80zł, czyli nawet więcej niż deklarowane przez producenta 150zł. Box kosztuje 49zł, a wysyłka jest bezpłatna. Czy zakup Paese Boxa jest opłacalny? Według mnie wszystko zależy od naszych potrzeb i preferencji. Warto jednak dodać, że w tym pudełku znalazły produkty, z których większość kobiet korzysta na co dzień i które w dużej mierze pomogą nam w stworzeniu takiego codziennego looku. W mojej wersji pojawiły się też dość klasyczne odcienie takie jak czerwień, czerń czy róż.  Ryzyko stanowi jednak to, że odcienie dobierane są losowo więc np. kobieta o bardzo jasnej karnacji może w swoim pudełku znaleźć najciemniejszy podkład, a ta o nieco ciemniejszej może z kolei trafić na najjaśniejszy;) Pomijając tą jedną kwestię w mojej ocenie zawartość jest całkiem ciekawa i zdecydowanie lepsza niż w ubiegłych latach:)


Paese Box można zamówić TUTAJ. Na stronie znajdziecie również pełna ofertę produktową wraz z opisami. Nie wiem jak dokładnie wygląda kwestia szybkości wysyłki gdyż na stronie widnieje informacja, że w związku z ogromnym zainteresowaniem pudełkiem czas wysyłki może się wydłużyć do kilku dni. W moim przypadku wysyłka była szybka gdyż w piątek przekazałam swoje dane firmie, a w poniedziałek rano pudełko już było u mnie.


Słyszałyście o Paese Boxie? Podoba Wam się taka idea boxu z kolorówką czy wolicie pudełka z pielęgnacją? Co sądzicie o zawartości?
Czytaj dalej »

piątek, 21 października 2016

Veera przeciwżylakowe rajstopy i pończochy

Cześć Dziewczyny!

Kiedy pod koniec sierpnia odczytałam maila z propozycją przetestowania rajstop, z lekka się załamałam!;) Naprawdę mam pisać o rajstopach na blogu? Pamiętam, że po chwili napisałam do siostry na FB: „Wiesz co, proponują mi przetestowanie rajstop przeciwżylakowych. To się chyba nie nadaje na bloga, no nie?”. A siostra na to: „No, ale jak to? Prowadzisz bloga urodowego, a żylaki są nieestetyczne. Myślę, że propozycja ok, takie rajstopy są podobno bardzo dobre”. Wtedy też szybko doszłam do wniosku, że właściwie ma racje. Nie wspominając już o tym, że większość kobiet w mojej rodzinie ma żylaki kwalifikujące się już tylko do operacji. Ja sama żylaków jeszcze nie mam, ale mam widoczne pajączki więc liczę się z tym, że w przyszłości i mnie ten problem może dotyczyć, a jak wiadomo lepiej zapobiegać niż leczyć;) Kolejnym powodem jaki mogę podciągnąć pod tą decyzję jest też oczywiście moje zainteresowanie szeroko pojętym tematem zdrowia. Prawda jest taka, że obok tych wszystkich kosmetyków bardzo chętnie dyskutuję na tematy zdrowia i chorób;) I tak oto zostałam „twarzą rajstop” (jak to kiedyś ujęto w pewnym niezbyt lotnym serialu;)). Spośród całego asortymentu przeciwżylakowych rajstop Veera do testów wybrałam rastopy i pończochy. Jak się u mnie spisały?



Veera rajstopy czarne 140 DEN


Przed wyborem odpowiednich dla siebie rajstop otrzymałam od marki poradnik, który ułatwił mi podjęcie decyzji. Za zwyczaj ilość DEN sygnalizuje grubość rajstop. Natomiast w tym przypadku nie ma to znaczenia gdyż dzięki przewiewnemu splotowi rajstopy 140 DEN można nosić nawet latem. Plus zatem za uniwersalność. Choć ciekawa jestem jak będą sobie radzić z ogrzewaniem moich nóżek zimą;)
Wracając do ilości DEN do wyboru mamy 40 DEN, które stanowią ucisk typowo profilaktyczny, 70 DEN – ucisk profilaktyczny, ale o silniejszym natężeniu oraz wybrane przeze mnie 140 DEN stanowiące 1 klasę ucisku, którą stosuje się przy pierwszych zmianach żylnych, popękanych naczynkach i pajączkach oraz bolących i spuchniętych nogach. Nie wszystkie te objawy u mnie występują, ale intuicyjnie uznałam, że ta wersja sprawdzi się u mnie najlepiej.
Zdjęcia trochę bez sensu gdyż nie bardzo wiedziałam jak mam sobie samej zrobić zdjęcia nóg;)
Wybrałam klasyczne czarne rajstopy z zakrytymi palcami, rozmiar 1/S bo jakżeby inaczej. Rajstopy były ładnie opakowane w pudełko. Po wyjęciu z opakowania nie wzbudzały moich podejrzeń więc uznałam, że wcisnę je bez problemów. Okazało się jednak, że nie było to takie łatwe:) Pierwszy raz zakładałam je przez dobre 15 minut! Jestem dość nerwowa i już myślałam, że coś mnie trafi, ale czego się nie robi dla zdrowia? Dałam więc radę! Choć musiałam mocno naciągać gdyż sprawiały wrażenie nieco zbyt krótkich. Psikus jest  bowiem tego typu, że mimo „niezbyt pokaźnego wzrostu” moje nogi dosyć przydługie i np. w przypadku spodni wybieram większą długość niż wyższa ode mnie mama i siostra;) Po założeniu rajstop odczucie uczcisku było natychmiastowe. To zupełnie inne uczucie niż w przypadku zwykłych rajstop. Jednocześnie odczuwalny jest ucisk oraz niesamowita lekkość, a i sylwetka wygląda w tych rajstopach lepiej. Zwłaszcza pośladki sprawiają wrażenie bardziej podniesionych. Ja co prawda jako osoba z natury szczupła nie mam problemów z jędrnością i nie potrzebuję akcesoriów optycznie modelujących sylwetkę (przynajmniej do momentu gdy nie wymyślą jakichś pogrubiających;)), ale nawet ja zauważyłam, że efekt jest zupełnie inny niż w przypadku standardowych rajstop. Jest on porównywalny do tego jaki zapewniają leginsy push-up;) Co ciekawe po zdjęciu rajstop skóra jest przyjemnie gładka i miła w dotyku, a nogi zrelaksowane:) 


Veera pończochy czarne 40 DEN


Jako drugi produkt wybrałam pończochy, ponieważ nigdy czegoś takiego nie miałam. W tym przypadku wybrałam 40 DEN, ponieważ jak już wspomniałam jestem bardzo szczupła, a w poradniku producenta było zaznaczone, że rozmiar 1/S w przypadku 40 DEN będzie odpowiedni dla kobiet o wadze 40-55kg, a w przypadku 70 i 140 DEN były już podane trochę wyższe przedziały wagowe, co w praktyce oznaczało, że na pewno będą na mnie za duże. Zgodnie z tabelką wybrałam więc 1/S 40 DEN. 
Tutaj jednak spotkała mnie niespodzianka. Otóż o ile sama „część rajstopowa” była na mnie dobra to część koronkowa okazała się zbyt luźna i niestety zsuwała się z moich chudziutkich nóżek podczas chodzenia;) Byłam zaskoczona, ponieważ o ile miewam problemy z doborem różnych części garderoby to w przypadku tym podobnych produktów (choć samych pończoch nigdy nie miałam) zawsze brałam S i było ok. Nie mam jednak pretensji do producenta gdyż moje nogi są naprawdę bardzo szczupłe więc rzeczywiście można było nie przewidzieć takiego przypadku jak mój;) Właściwie problem stanowi jedynie zbyt luźna część koronkowa więc myślę, że gdybym wybrała podkolanówki nie byłoby problemów;) Pończochy okazały się być łatwiejsze do założenia. Być może z uwagi na mniejszą klasę ucisku albo być może dlatego, że przymierzałam je już po rajstopach więc miałam już wprawę;) Praktyka czyni mistrza;) 
Focus na zbyt luźną koronkę;)
Z uwagi na zbyt luźną część koronkową pończochy jedynie przymierzyłam i nigdzie w nich nie wyszłam, ponieważ mógłby być ubaw gdyby mi spadły np. w miejscu publicznym;) Nie martwcie się jednak bo dla większości takich bardziej statystycznych kobiet noszących rozmiar XS/S pończochy powinny być ok. Z moich skorzystała siostra:) 

Warto też dodać, że zarówno pończochy jak i rajstopy mimo, że przeciwżylakowe wyglądają całkiem normalnie. Na pewno nikt się nie zorientuje, że jest to stricte wyrób medyczny. Co więcej pończochy prezentują się całkiem sexy;) Gdybym miała większe udko na pewno od czasu do czasu bym je założyła;)


O rajstopach Veera oraz problemie żylaków, który jest nie tylko problemem estetycznym, ale przede wszystkim dużym zagrożeniem dla zdrowia przeczytacie TUTAJ. Rajstopy można zamówić TUTAJ. Na stronie można też zamówić produkty marki. Oprócz tego dostępne są one również w aptekach. Jedną z najpopularniejszych będzie doz.pl, w której produkty można zamówić z odbiorem osobistym w wielu miastach. Ale warto też oczywiście poszukać w innych bo być może oferta cenowa będzie korzystniejsza. 


Korzystałyście kiedyś z produktów przeciwżylakowych? A może wasi bliscy zmagają się z problemem pajączków, żylaków tudzież zmęczonych nóg?
Czytaj dalej »

czwartek, 20 października 2016

Klairs Silnie nawilżające mydło do twarzy

Cześć Dziewczyny!

Rzadko sięgam po mydła przeznaczone typowo do oczyszczania twarzy więc kiedy obok wybranego przez siebie serum Freshly Juiced Vitamin Drop znalazłam The Rich Moist Facial Soap, czyli silnie nawilżające mydło do twarzy byłam lekko zaskoczona i odczuwałam pewną dozę niepewności czy aby moja skóra dobrze na tym wyjdzie. Uznałam jednak, że jeśli nie spróbuję to się nie przekonam, a jeśli mydło nie przypadnie mi do gustu to szybko je odstawię i tym sposobem jeszcze tego samego dnia produkt trafił prosto do mojej łazienki;) Jeśli jesteście ciekawe co z tego wszystkiego wynikło to zapraszam do dalszej części wpisu.



Opis producenta

Silnie nawilżające mydło do twarzy na bazie Kalaminy zapewnia ukojenie dla skóry wrażliwej ze skłonnościami do podrażnień. Bogata w witaminy i polifenole Yerba Matte jest źródłem przeciwutleniaczy, a olejek arganowy chorni skórę przed nadmiernym przesuszeniem.

Moja opinia

Opakowanie

Mydło otrzymujemy w papierowym opakowaniu, które na pozór jest zwyczajne, a jednak zwraca uwagę dość oryginalną szatą graficzną. Wewnątrz znajdziemy kwadratową kostkę z kilkoma mniejszymi „nacięciami” oraz logo marki. Gramatura mydła wynosi 120g, czyli trochę więcej niż np. standardowa kostka do mycia rąk. 


Konsystencja i zapach

Z obawy przed ewentualnym rozpływaniem się mydła podczas użytkowania postanowiłam przekroić mydło na dwie części. Nie było to zbyt łatwe, ponieważ mydło jest dość twarde, ale dałam radę;) Jak się potem okazało moje wysiłki były nieco zbędne gdyż z uwagi na twardą konsystencję mydło to nie ma dużej tendencji do rozmiękczania się tudzież łamania. Zapach jest z tych z gatunku naturalnych. Przywodzi na myśl woń lawendy z czymś bliżej nieokreślonym. Jest on jednak łagodny. Po zmyciu nie utrzymuje się na twarzy. 

Działanie

Muszę przyznać, że nie mam dużego doświadczenia jeśli chodzi o mydła przeznaczone do oczyszczania twarzy. Ostatnim tego typu produktem, którego używałam było mydło Aleppo, które nieszczególnie przypadło mi do gustu. Z tego względu o ile często intuicyjnie czuję, że produkt się u mnie sprawdzi to tutaj miałam wątpliwości czy mydło Klairs okaże się być dla mnie odpowiednie. Kto jednak nie ryzykuje ten nie pije szampana więc jedynym wyjściem było podjęcie wyzwania;) Jako że moja skóra nie jest przyzwyczajona do oczyszczania przy użyciu mydeł to uznałam, że wdrożę mydło Klairs nie tyle do codziennej rutyny, a do tzw. pielęgnacji uzupełniającej. Stosowałam je więc nie codziennie, a co 2-3 dni gdy miałam ochotę na bardziej dogłębne oczyszczanie cery. Przede wszystkim dlatego, że mydło Klairs mimo, że należy do tych z gatunku nawilżających to jednocześnie oczyszcza bardzo dokładnie. Skóra po jego użyciu jest przyjemnie wygładzona, ale zarazem aż „piszczy” z czystości;) Drugim powodem było też oczywiście przyzwyczajenie do tradycyjnych żeli i pianek. Mydełko nie wyrządziło krzywdy mojej skórze i dobrze współgrało z resztą mojej pielęgnacji, czyli z kremami i serum. Bez problemu stosowałam je również w połączeniu ze szczoteczką soniczną. 


The Rich Moist Facial Soap oraz inne kosmetyki Klairs znajdziecie w kmcosmetics.pl. Na stronie znajdziecie również skład produktu.


Korzystacie z mydeł przeznaczonych do pielęgnacji twarzy? Znacie inne mydła Klairs?
Czytaj dalej »