Pokazywanie postów oznaczonych etykietą puder. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą puder. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 grudnia 2019

Makijaż nie za miliony monet! Najlepsze kosmetyki do makijażu 2019!

Pora na makijażowych ulubieńców 2019 roku! W tym roku udało mi się trafić na kilka perełek, które o dziwo można kupić w cenach niebijących po portfelu! Zwłaszcza w promocji, a bywają obniżki rzędu -55%;)

Makijaż nie za miliony monet - ulubieńcy 2019!


Kosmetyczni ulubieńcy makijaż 2019

Christian Laurent Matujący mineralny podkład-serum (39,99zł)


W życiu Romana bym go nie kupiła, bo zacznijmy od tego, że sama z siebie w ogóle nie kupuję podkładów. Kiedy więc w jednej z paczek PR znalazłam podkład Christian Laurent, pomyślałam sobie - meh, po co mie to?:P  Ale gdy któregoś dnia na Instagramie Alineczki wyczytałam, że jest taki lekki i przyjemny to stwierdziłam – a dobra tam, otwieram;) Najwyżej się wkurzę;) No i faktycznie! Lekki, delikatny, ładnie pachnie (choć wolałabym bezzapachowy), dobrze się trzyma. A najciemniejszy kolor jest dla mnie OK na jesień-zimę. Aplikacja nie sprawia problemu. Zwłaszcza z gąbeczką KillyS, która przeszła u mnie wiele sesji w mikrofali i nadal nie wymięka:D Dla mnie w sam raz, bo nie mam wiele do ukrycia i lubię lekkie produkty do makijażu, ale poszukiwaczkom dużego krycia nie będzie odpowiadał;) Jedynie jeśli chodzi o właściwości pielęgnacyjne to muszę się nie zgodzić, ale od tego mam kosmetyki do pielęgnacji, więc nie wymagam tyle od podkładu. Z tego co wiem, skład nie jest też tak „mineralny” jak mogłoby się oczekiwać;) Niemniej w działaniu dla mnie nieoczekiwanie nr. 1:D 


Eveline Cosmetics Mascara False Definition 4D Extension Volume Push Up Volume and Curl (11,99zł)


Zawsze z dystansem podchodziłam do tuszów Eveline, ponieważ wydawały mi się zbyt tanie żeby mogły być dobre, ale skusiłam się podczas wiosennej promocji w Rossmannie na 3 rodzaje i ten żółty zdecydowanie się wyróżnia! Ma fajną łukowatą szczoteczkę, dobrze wydłuża i podkręca rzęsy, jest trwały i wydajny. Zdecydowanie skuszę się na niego ponownie!

AA Wings Of Color serum powiększające usta (22,99zł)


Ten produkt tak naprawdę mogłabym umieścić także w pielęgnacyjnych ulubieńcach, ale że pochodzi z szafy kolorówki to jest tutaj! Ładnie nabłyszcza usta, a do tego solidnie je pielęgnuje.



NYX Glitter Primer (39zł)


Mała rzecz, a cieszy! Zdecydowanie pomocny zarówno przy aplikacji błyszczących cieni jak i normalnych. Bardzo wydajny.


Zobacz wpis: NYX Glitter Primer


Sin Skin korektor rozświetlający (68,99zł)


No może trochę nadszarpuje budżet w porównaniu z resztą kosmetyków, ale w promocji cena jest już zdecydowanie przyjemna. Sama byłam zaskoczona, że tak mi przypadł do gustu:)




Oriflame Giordani Gold kredka do brwi (29,90zł)


To małe czarne coś to resztki mojej drugiej sztuki kredki do brwi z Oriflame. Giordani Gold to taka lepsza seria i naprawdę można znaleźć perełki! Ta jest łatwa w użyciu i bardzo ją polubiłam. Minus tylko za konieczność temperowania.




Bell Bon Bon Beauty-licious Powder (13,99zł) 


Bell Bon Bon Beauty-licious Powder
Niestety była to edycja limitowana, więc nie będę się rozpisywać, ale puder jest świetny! Choć teraz nie jest już taki ładny, bo wydłubałam w nim dziurkę pędzelkiem;)

Zobacz wpis: Bell Bon Bon 

AA Wings of Color puder Dust Matt (34,99zł)


AA Wings of Color puder Dust Matt (34,99zł)
W kategorii pudrów sypkich zwycięża propozycja marki AA Wings of Color i puder Dust Matt. Znajdziecie go w Rossmannie, a czasami nawet jako dodatek do prasy kobiecej;) 

Zobacz wpis: AA Dust Matt

My Secret paleta czterech wypiekanych rozświetlaczy (54,99zł)


My Secret paleta czterech wypiekanych rozświetlaczy
Mam wrażenie, że w tym roku używałam jakoś mniej rozświetlaczy niż w latach ubiegłych, ale nie jest tak żebym nie trafiła na nic fajnego! Wręcz przeciwnie, upolowałam świetnej jakości paletę rozświetlaczy już w styczniu:) Niestety po dziś dzień nie ukazała się żadna recenzja, ale z produktu jestem bardzo zadowolona. Może wydawać się nie taki tani lecz moja pokrętna matematyka każe mi dzielić cenę przez 4 (skoro są 4 rozświetlacze, a nie 1:P). Po drugie ja go kupiłam w promocji za 32zł, a po trzecie teraz jest nawet w promocji po 22,99zł. Także dzieląc przez 4 to już ogóle bajka!:P Rozświetlacze są bardzo wydajne i może nie każdy pasuje mi bezpośrednio na twarz, ale każdy z kolorów wykorzystuję. Nie gwarantuję tylko sukcesu u bladziochów, ponieważ podobno na bardzo jasnych cerach część kolorów jest zbyt ciemna do stosowania na twarz. Może tak być, bo np. dla mnie jeden z kolorów jest tutaj zbyt blady do stosowania powyżej policzków. 

Jakie kosmetyki do makijażu polubiłaś w 2019 roku najbardziej? Masz takich niedrogich ulubieńców? 

Zobacz też: 



Czytaj dalej »

sobota, 14 grudnia 2019

Lily Lolo naturalny kremowy podkład w kompakcie – moja opinia!

Jesienią marka Lily Lolo wypuściła ciekawą nowość pod postacią naturalnego kremowego podkładu w kompakcie:) Moje relacje z podkładami nadal są dość chłodne, ale takiego kompaktowego podkładu w kremie jeszcze nie miałam, więc postanowiłam sprawdzić z czym to się je;) 
Lily Lolo naturalny kremowy podkład w kompakcie

Lily Lolo kremowy podkład w kompakcie


Podkład w kompakcie marki Lily Lolo występuje w 10 odcieniach. Został on wzbogacony odżywczymi składnikami takimi jak olej jojoba i olej arganowy. Jest on szczególnie polecany dla osób z cerą normalną i suchą. Podkład nie podrażnia skóry ani nie zapycha porów.
Lily Lolo naturalny kremowy podkład w kompakcie Bamboo

Jak na Lily Lolo przystało, kremowy podkład otrzymujemy w minimalistycznej, ale bardzo funkcjonalnej i wygodnej puderniczce. W tym przypadku jest ona niezwykle płaska i kompaktowa, dzięki czemu nie zajmuje wiele miejsca w toaletce. Nie wiem jak Ty, ale ja zawsze to doceniam:) Pojemność to zaledwie 7g. Malutko w porównaniu do podkładów w płynie, ale naturalny kremowy podkład w kompakcie jest niezwykle wydajny i wystarczy naprawdę odrobina na pojedynczy makijaż;) Podkład zaleca się zużyć w ciągu 12 miesięcy od otwarcia.
Lily Lolo naturalny kremowy podkład w kompakcie Lace

Zapach jest według mnie naturalny, taki lekko olejkowy. Jak ktoś dobrze zna produkty Lily Lolo to powinien nawet z zamkniętymi oczami odgadnąć, że to ich kosmetyk;) Podkład jest ładnie wygładzony w opakowaniu, ale jeden z moich odcieni lekko pękł na powierzchni podczas transportu. 
Lily Lolo naturalny kremowy podkład w kompakcie blog

Formuła kremowego podkładu Lily Lolo jest zaskakująca. Przejeżdżając palcem po powierzchni mam wrażenie, że produkt jest niczym tłusty zwarty kremik. Jednak produkt łatwo „rozpływa się” pod wpływem ciepła palców, maksymalnie ułatwiając wtopienie się w skórę. Po aplikacji nie ma żadnego uczucia tłustości, ponieważ już na twarzy staje się suchy w dotyku! Początkowo jest matowy, z czasem staje się bardziej satynowy, naturalny. Moja cera jest mieszana, a podkład polecany jest do cery normalnej i suchej, ale uważam, że nadaje się nawet takiej cery jak moja. Byłam zaskoczona, że mimo nietypowej formuły tak łatwo się go nakłada;) Zwłaszcza, że nie mam w tym wielkiej wprawy, gdyż najbardziej preferuję pudry prasowane lub podkłady mineralne;) Nieco gorzej jest jedynie w przypadku nosa. Tam muszę go aplikować bardziej starannie i jeszcze oszczędniej, ponieważ raz mi się zwarzył i ten widok mnie nie zachwycił;) Co ciekawe, całkiem fajnie sprawdza się jako korektor na cienie pod oczami, wystarczy odrobinka. Krycie zależne jest od grubości lub ilości warstw jaką nakładamy na skórę. Ja nie mam wiele do ukrycia i nie jestem fanką srogiej tapety, więc staram się aplikować jedną cieniuteńką warstwę;) Taką naprawdę mini mini:D Mimo tego podkład jest raczej z tych konkretnie kryjących. Jeśli nałożymy dwie warstwy lekkiego płynnego podkładu to i tak nawet jedna warstwa tego podkładu w kompakcie zapewni większe krycie. Dlatego też dla mnie jest on bardziej na jakieś większe okazje niż na co dzień:) Choć muszę przyznać, że umalowana nim nie czuję na twarzy dyskomfortu w postaci mocno wyczuwalnej tapety, a to jest dla mnie kluczowe. Na pewno warto mieć taki produkt w zanadrzu. 
Podkład można nakładać na 3 sposoby – palcami, gąbeczką lub pędzelkiem;) Przyznam, że nigdy nie aplikowałam kremowego produktu pędzlem, bo jakoś mnie to brzydzi;) W grę wchodziły więc palce lub gąbeczka. Najszybciej jest oczywiście palcami, ale przy aplikacji mokrą gąbeczką efekt jest delikatniejszy i bardziej mnie satysfakcjonuje!:)
Lily Lolo naturalny kremowy podkład w kompakcie swatch Lace i Bamboo

Lily Lolo naturalny kremowy podkład w kompakcie Lace i Bamboo swatch
Jeśli chodzi o odcienie kremowego podkładu w kompakcie Lily Lolo to muszę przyznać, że miałam w głowie mętlik tak wielki jak bohaterowie brazylijskich telenowel z lat 90’;) Zupełnie nie mam ręki do podkładów i nie mogłam się zdecydować. Ostatecznie padło więc na to co mi doradzono po krótkim wywiadzie, czyli jaśniejszy odcień Lace i ciemniejszy Bamboo. Kiedy otworzyłam ciemniejszy (Bamboo) to już wiedziałam, że przesadziłam;) Kolor ten w opakowaniu wygląda bowiem naprawdę ciemno i niezbyt naturalnie. Wizualnie nie kojarzy się zbyt dobrze. Po wewnętrznej stronie dłoni i na palcach prezentuje się dość konkretnie, ale trzeba pamiętać, że do zdjęć nałożyłam większą ilość w obawie, że odcienie będą słabo widoczne;) Nałożony cienką warstwą na twarz wygląda już sporo delikatniej, ale nadal jest troszkę za ciemny i nieco się odcina. Myślę, że na wiosnę/lato będzie jak znalazł. Jesienią używałam trochę kwasów, więc cera znacząco mi pojaśniała. Z kolei odcień Lace jest dość jasny. Oczywiście w moim odczuciu, ponieważ dla bladziochów i tak będzie zbyt ciemny. Ale nie ma co się martwić, bo w ofercie jest także jaśniuteńki odcień! Ja liczyłam, że Lace będzie trochę ciemniejszy i cieplejszy. Aktualnie najlepiej sprawdza się więc u mnie mieszanie obu kolorów ze sobą, co powoduje nieco więcej roboty podczas stosowania:) Wydaje mi się, że wśród całej gamy 10 odcieni nie ma takiego jednego idealnego dla mnie. Liczę jednak, że za parę miesięcy odpowiedni będzie Bamboo:)
Lily Lolo Flawless Silk opinie

Podkład posiada dobrą trwałość, ściera się dość równomiernie. Choć oczywiście szybciej z okolic nosa, ponieważ mam skłonności do dotykania go, a także noszę okulary do czytania i pisania plus na zewnątrz przeciwsłoneczne nawet zimą. Nałożony cienką warstwą nie wyświeca się zbyt szybko, ale oczywiście warto go czymś utrwalić. Dla świeżego, naturalnego efektu polecam puder Lily Lolo Flawless Silk, który nie obciąży nadmiernie skóry.

Wraz z nowymi kremowymi podkładami w kompakcie Lily Lolo trafiły też do mnie stare dobre podkłady mineralne w tradycyjnej sypkiej formie:) Tym razem zdecydowałam się na odcienie Cookie i Coffee Bean z myślą już o wiośnie i lecie:) Muszę jednak przyznać, że ładnie wtapiają się w moją skórę nawet teraz. Także różnie to z tymi odcieniami bywa i może to też fakt, że moja karnacja jest specyficzna. Dlatego wcale nie tak łatwo coś do niej dopasować:) Więcej szczegółów technicznych na temat podkładu mineralnego znajdziecie w moim starym wpisie – TUTAJ
Lily Lolo podkład mineralny Cookie i Coffee Bean odcienie

Lily Lolo podkład mineralny Cookie i Coffee Bean swatch
Wszystkie kosmetyki Lily Lolo znajdziecie w Costasy. Aktualnie są również dostępne eleganckie zestawy prezentowe i karty podarunkowe:) Wysyłka jest zawsze szybka, więc można zdążyć jeszcze przed świętami.


Znasz już nowy kremowy podkład w kompakcie z Lily Lolo? Myślisz, że mogłabyś go polubić? Lubisz kosmetyki mineralne?
Czytaj dalej »

sobota, 7 grudnia 2019

SIN SKIN kosmetyki do makijażu - co warto kupić?

Marka SIN SKIN jest dostępna w drogeriach Rossmann już od dłuższego czasu. Od momentu premiery miałam okazję poznać całkiem niemało asortymentu, ale jeszcze o żadnym z produktów nie udało mi się napisać;) Ciężko byłoby mi podzielić się wrażeniami ze stosowania każdego kosmetyku. Dlatego wybrałam dla Was przegląd tych najnowszych, a dokładnie tych, które zasiliły moją piękną toaletkę w maju:) Co okazało się warte uwagi i czy trafiłam z kolorami? Zapraszam do czytania:)

Sin Skin kosmetyki do makijażu blog

Kosmetyki SIN SKIN występują w czarnych kartonowych opakowaniach. Wewnątrz znajdziemy równie czarne tubki i puderniczki wyposażone w lusterka. Wszystkie prezentują się elegancko. Ogólne wrażenie tych w większości kwadratowych pudełeczek jest zachęcające. Choć niestety bardzo łatwo o nieestetyczne odciski palców na opakowaniach;) Ponadto wypiekane formuły zostawiają dość sporo bałaganu wewnątrz puderniczek i właściwie nie sposób precyzyjnie tego doczyścić. Stąd też trochę nieestetycznego "prochu" na opakowaniach, który osadził się wewnątrz nich już w transporcie;) Data ważności od otwarcia to w większości 12 i 18 miesięcy od otwarcia. Poza korektorem, który należy zużyć w ciągu 6 miesięcy. Zapachy przypominają mi te z serii Dr. Irena Eris ProVoke. 


SIN SKIN MUST HAVE BAKED POWDER N20 SAND i N30 PEACH


Spiekany mineralny puder do twarzy posiada przyjemną aksamitną konsystencję. Nadaje skórze naturalne satynowe wykończenie, delikatnie wyrównując jej kolor i ładnie się z nią stapiając. Można go stosować na podkład lub samodzielnie.

Jako fanka pudrowego makijażu wybrałam ten puder w celu używania go zamiast podkładu:) Przy cerze, która nie wymaga dużego krycia, czyli takiej jak moja – puder nadaje się do tego idealnie. Posiada komfortową aksamitną konsystencję, która gładko się rozprowadza i nie obciąża skóry. W dodatku wypiekana formuła zapewnia wysoką wydajność. Puder rzeczywiście nadaje cerze takie naturalne, satynowe wykończenie. Nie jest błyszczący ani też nadmiernie pudrowy. Trwałość jest bardzo dobra. Fajnie łączy się również z pudrem transparentnym (ja akurat lubię taki myk;)). Niestety nie do końca trafiłam z odcieniami. Za zwyczaj typuję dla siebie takie ciemniejsze albo średnio-ciemne kolory, więc moim pierwszym wyborem był N30 Peach. Ale tym razem to był dla mnie nie peach, a zwyczajny pech;) Po otwarciu kolor nie budził moich podejrzeń, ale niestety okazało się, że na twarzy ciemnieje. Z tego względu nawet u mnie wyglądał pomarańczowo. Nawet przy lekkiej opaleniźnie wydawał mi się jeszcze trochę za ciemny. Zaskoczyło mnie to, ponieważ u mnie zwykle występuje taka anomalia, że kosmetyki po nałożeniu mi jaśnieją albo różowieją. Pomyślałam więc, że skoro tak się sprawy mają to wypróbuję już ten dwa odcienie jaśniejszy, czyli N20 Sand. Ten z kolei okazał się bladziutki. Zbyt jasny zarówno na wiosnę, lato, jesień, jak i zimę;) Trzeba było pomyśleć o N25 Beige i może byłby w sam raz! Wielka szkoda, bo sama jakość produktu naprawdę bez zarzutów:) Kolory wybierałam przez internet i niestety tak średnio odwzorowywały stan faktyczny. 


SIN SKIN MUST HAVE ILLUMINATING CONCEALER


Rozświetlający korektor SIN SKIN doskonale się rozprowadza ukrywając oznaki zmęczenia takie jak cienie i zasinienia pod oczami. Lekka formuła wspomaga aplikację i nie zbiera się w załamaniach skóry. Dodatkowo korektor w składzie zawiera kwas hialuronowy.

Korektor rozświetlający SIN SIN otrzymujemy w niewielkim, poręcznym i oczywiście czarnym opakowaniu. Produkt posiada wygodny wbudowany aplikator w formie pędzelka. Dozujemy go poprzez wykręcanie. Trzeba jednak uważać żeby za bardzo się nie rozkręcić i nie wycisnąć zbyt dużej ilości. I mała uwaga – opakowanie ciężko się zamyka. Korektor ma przyjemną, kremową konsystencję i bardzo dobrze się rozprowadza, zostawiając po sobie takie naturalne, satynowe i gładkie wykończenie. Przyznaję, że nie spodziewałam się aż takiej dobrej jakości. Jeśli chodzi o krycie to jak na produkt w pędzelku, jest ono zaskakująco dobre. Korektor kryje całkiem nieźle i jednocześnie nie obciąża skóry. Nienajlepiej wygląda jedynie w okolicach górnej powieki po wewnętrznej stronie. Prezentuje się tam bardziej sucho. Dlatego w tym miejscu nakładam jak najmniej. Trwałość jest bez uwag, korektor dobrze się trzyma przez większość dnia. Jeśli oczywiście nie majstruje po oczach. To mój ulubiony korektor w tym roku:)


SIN SKIN MUST HAVE SMOOTHING & MATYFYING PRIMER


Matująco-wygładzająca baza pod makijaż ma za zadanie przedłużać trwałość makijażu i ułatwić rozprowadzanie podkładu. Dzięki sferycznym cząsteczkom matującym skutecznie absorbuje sebum. Jednocześnie baza zapobiega wysuszaniu cery.

Baza matująca marki SIN SKIN występuje w wygodnej czarnej tubce ze zwężoną końcówką ułatwiającą precyzyjną aplikację nawet niewielkiej ilości produktu. Baza pod makijaż nie jest dla mnie kosmetykiem niezbędnym, ale niekiedy jakiś konkretny produkt mnie zainteresuje i o dziwo baz w swojej toaletce mam kilka;) Niektóre potrafią zapewniać całkiem przyjemne efekty. Ta od SIN SKIN posiada jasną barwę i leciutką kremową konsystencję, która jak na bazę przystało świetnie się rozprowadza i szybko wchłania pozostawiając po sobie uczucie wygładzenia. Nie jest ono jednak aż tak spektakularne jak w przypadku niektórych baz. Efekt matujący był u mnie w tym przypadku praktycznie niezauważalny. Nie było dużej różnicy czy nałożyłam podkład lub puder na samą pielęgnację czy tylko na tą bazę. Produkt okazał się więc dla mnie przeciętny.


SIN SKIN MUST HAVE MINERAL LOOSE POWDER 01 TRANSLUCENT


Mineralny puder sypki o delikatnej jedwabistej konsystencji polecany jest do wykańczania zarówno makijażu dziennego jak i wieczorowego. Dopasowuje się do ocienia skóry zapewniając jej świeży i matowy wygląd.

Mineralny puder sypki marki SIN SKIN występuje dla odmiany w okrągłej puderniczce. Wewnątrz znajduje się milutki czarny puszek. Ja jednak nakładam puder pędzlem;) Wieczko pudru nie jest odkręcane, a jedynie otwierane, co według mnie powoduje trudności podczas dozowania. Trochę nie rozumiem fantazji producenta, ponieważ musiałabym przechylić zawartość tak żeby znalazła się na lusterku umieszczonym po wewnętrznej stronie wieczka. A to nieco karkołomne w wykonaniu, gdyż zawsze się coś rozsypie;) Tego nie lubię! Puder muszę więc wysypywać np. na chusteczkę;) To jednak byłoby na tyle jeśli chodzi o wady. Poza tym ideał. Lekki, milutki. Dobrze się rozprowadza i zapewnia skórze naturalny mat (taki nie za mocny, nie za słaby). Dobrze współpracuje zarówno z podkładami jak i pudrami, które zwykłam nakładać zamiast podkładów;) Jego kolor jest dość jasny i bałam się, że zrobi ze mnie trupka (sama typowałam ten drugi odcień, a trafił mi się jaśniejszy), ale nie zmienia koloru pudrów ani podkładów. W ogóle nie sprawia żadnych problemów (z wyjątkiem dozowania). 


SIN SKIN MUST HAVE MINERAL HIGHLIGHTER 043 JOYFULNESS


Rozświetlacz mineralny został wzbogacony o sferyczne drobinki rozświetlające, pozwalające wydobyć ze skóry blask. 

Rozświetlacz mineralny SIN SKIN posiada wypiekaną formułę i taką mozaikową fakturę o nietypowym kolorze. Na skórze wygląda ona jednak złociście i zdrowo. Trzeba jednak zaznaczyć, że drobinek jest w nim sporo i nie każdemu będzie odpowiadał na co dzień. Może też zbyt mocno się odcinać w przypadku bladej karnacji. Do mojej średniej i ciepłej pasuje idealnie. Z trwałością jest w porządku pod warunkiem, że nie dotykam zbyt często twarzy, ponieważ wtedy drobinki potrafią lekko migrować. 


SIN SKIN MUST HAVE MINERAL BRONZING POWDER 022 MAROCO


Mineralny bronzer SIN SKIN nadaje skórze efekt subtelnej opalenizny i rozświetlenia.

Bronzer nazwałabym bardziej złocistym rozświetlaczem z subtelnym efektem skóry muśniętej słońcem. Mimo, że zawiera sporo drobinek to jest jakby stworzony dla mnie. Wygląda u mnie cudownie i świetliście. Zwłaszcza latem! Efekt można łatwo stopniować wzmacniając tym samym intensywność koloru. Jedna warstwa jest u mnie taka niemal przejrzysta z lekko złocistą poświatą. Osoby wymagające konturowania oraz te o bardzo jasnej karnacji nie będą z niego zadowolone. Przy drobnych twarzach takich jak moja blask jest w pełni uzasadniony;) Bardzo go polubiłam.


SIN SKIN MUST HAVE MINERAL BLUSH POWDER 033 RESPECTED


Róż mineralny nadaje skórze subtelny kolor oraz blask. Nie tworzy plam i idealnie stapia się ze skórą.

Mineralny róż marki SIN SKIN 033 posiada dziewczęcy brzoskwiniowo-różowy, świeży odcień. Łatwo się go rozprowadza bez plam i smug. Intensywność można stopniować, ale nie należy do tych bardzo mocno napigmentowanych. Na jego powierzchni znajdują się delikatne złociste drobinki, ale nie są one tak rozświetlające jak w przypadku bronzera. Efekt jest więc satynowy z lekką dozą połysku.  


SIN SKIN LIP STICK 513 DESIRED


Wodoodporna matowa pomadka do ust w kredce pozwala na szybkie wykonanie profesjonalnego makijażu z trwałością do 6h bez efektu wysuszenia.

Pomadka do ust występuje w postaci kredki. Nie jest ona jednak wykręcana, a niestety trzeba ją temperować. W zestawie mamy dołączoną temperówkę i przyznaję, że zmroziło mi to krew w żyłach. Bardzo nie lubię bowiem bawić się w temperowanie. Odcień 513 Desired to intensywny róż, który na swatchu wydaje się wpadać w czerwień, ale na ustach ten róż jest chłodniejszy. Trwałość rzeczywiście jest bardzo dobra. Pomadka wręcz wgryza się w wargi niczym tint;) 
Sin Skin: rozświetlacz, róż, korektor, pomadka
Sin Skin: puder wypiekany N30, puder wypiekany N20, bronzer


Kosmetyki SIN SKIN dostępne są w wybranych drogeriach Rossmann. Pełny asortyment i lista sklepów znajduje się w drogerii online. 


Znasz kosmetyki SIN SKIN? Masz swoich ulubieńców wśród nich?


Czytaj dalej »

czwartek, 29 sierpnia 2019

AA Wings of Color – pudry, tusz, mgiełka, maska całonocna do ust i serum powiększające usta! Co warto kupić?

AA Wings of Color oferuje bogaty wybór kosmetyków do makijażu i nie tylko:) Od wiosny wypróbowałam kilka z nich i dziś przychodzę z moimi wrażeniami. Pora odpowiednia, tym bardziej, że zbliża się jesień, a wraz z nią -55% zniżki na kolorówkę w Rossmannie. Czy warto zainwestować w polskie kosmetyki do makijażu? Pudry, tusz, maska całonocna do ust, a może powiększające serum do ust? Co spośród produktów AA Wings of Color chwyciło mnie za serduszko?;)

AA Wings of Color kosmetyki co warto kupić

AA Wings of Color Silky Smooth 



Jedwabisty puder występuje w skromnej, ale ładnej białej puderniczce wyposażonej w lusterko. Pojemność to 8,5g, więc całkiem w porządku. Do pudru dołączona jest również gąbeczka, ale ja nakładam pędzlem. Mojej uwadze nie umknęło także przyjemne dla oka tłoczenie. Dość szybko zniknęło na skutek użytkowania, ale miło, że tam było;) Puder według mnie nie posiada zapachu i uznaję to za plus, ponieważ zawsze lepszy jest dla mnie bezzapachowy niż np. woń starej pudernicy;) Kosmetyk posiada przyjemną jedwabistą konsystencję. Choć zawsze osiadają mi resztki na jego powierzchni, więc za zwyczaj muszę zdmuchnąć;) Nie pyli jednak zbyt mocno podczas nakładania. 
AA Wings of Color Silky Smooth puder opinie

Puder AA Wings of Color Silky Smooth występuje w 5 odcieniach do wyboru. Najjaśniejszy nr 90 jest transparentny, natomiast najciemniejszy nr 94 jest już przeznaczony do nieco ciemniejszej cery. Ja posiadam właśnie ten 94 Riviera i aktualnie jest dla mnie idealny:) Uprzedzam jednak, że zdecydowanie nie dla bladziochów. Niemniej nie jest to problemem, ponieważ pozostają jeszcze trzy inne odcienie plus jeden transparentny;) W kwestii działania nie mam do czego się przyczepić. Wszystko mi w nim odpowiada. Puder nadaje naturalne jedwabiste wykończenie. Ja stosuję go zamiast podkładu i jestem z niego zadowolona, ponieważ twarz wygląda naturalnie, a jednocześnie lepiej. Miałam lekkie wątpliwości, co do koloru, ponieważ wizualnie wydaje mi się on nieco „czerwony”. Bałam się więc efektu świnki, ale ładnie się dopasowuje do mojej ciepłej cery, nawet jeśli jest opalona tak jak np. ma to miejsce obecnie;) Wprawdzie nie jest to widoczne na moim najnowszym zdjęciu na Insta, ale w rzeczywistości aktualnie jestem niczym Mulatka;) Jeśli chcę zapewnić sobie trochę matu, to nakładam na niego puder sypki. Trwałość makijażu w połączeniu z tym pudrem jest bardzo dobra, ponieważ trzyma się on cały dzień. Jedynie z nosa trochę się ściera w ciągu dnia. Krycie według mnie jest średnie, ale dla mojej cery bez przebarwień i trądziku w pełni wystarczające. W dodatku puder nie wysusza i nie obciąża cery. Ze swojej strony polecam. 

Skład: Talc, Mica, Synthetic Fluorphlogopite, Nylon-12, Magnesium Myristate, Octyldodecyl Stearoyl Stearate, Diisostearyl Malate, Hydrogenated Polyisobutene, Methyl Methacrylate Crosspolymer, Kaolin, Phenoxyethanol, CI 77492, CI 77491, Caprylyl Glycol, CI 77499, Dimethicone, Hexylene Glycol, Sapphire.

AA Wings of Color Dust Matt Loose Powder



AA Wings of Color Dust Matt Loose Powder blog

Pora na utrwalający, matujący puder sypki wzbogacony o ekstrakt z owoców acai i wyciąg z aloesu. Nie da się ukryć, że puder to jeden z moich ulubionych kosmetyków kolorowych. Chętnie więc sięgam po kolejne w poszukiwaniu nowej jakości;) Kiedyś stawiałam wyłącznie na pudry marek selektywnych, ale zauważyłam, że te drogeryjne radzą sobie coraz lepiej! W porównaniu do tego co było dostępne kiedyś to jak dzień do nocy! Jestem fanką pudrów prasowanych. Tym bardziej, że lubię sobie rzucić sam puder na twarz (zamiast podkładu). Jednak nie pogardzę również dobrym pudrem sypkim. Wszak lubię nałożyć także odrobinę na puder prasowany (jeśli chcę np. zmatowić lub rozświetlić cerę, w zależności od właściwości produktu) lub gdy już ten płynny podkład dostąpi łaski. Co również się zdarza gdy trafię na coś przekonującego;) AA Wings of Color Dust Matt Loose Powder jest podobno polecany na YT. Muszę przyznać, że nie wiem, ponieważ rzadko oglądam kanały urodowe na YT. To już naprawdę potrzebuję mieć nadmiar czasu żeby znaleźć chwilę na tego typu twórczość;) Niemniej moja intuicja podpowiadała, że podobnie jak puder prasowany, może to być coś całkiem do rzeczy:) Puder otrzymujemy w dość standardowym białym opakowaniu o pojemności 10g. Dla mnie taka gramatura jest OK., ponieważ nie lubię pudrów w wielkich 30g opakowaniach;) Na swój użytek nie potrzebuję aż tyle. Zwłaszcza, że zwykle mam otwarty więcej niż 1 puder. Mój odcień to 20 Transparent. W opakowaniu jest on beżowy. Po nałożeniu na opaloną twarz wydaje się przez chwilę lekko zabielać, ale ten efekt zaraz mija i ładnie dopasowuje się nawet do mojej karnacji. Tak więc sądzę, że nikt nie powinien mieć z tym problemów:) Puder jest mięciutki, jedwabisty i bardzo drobno zmielony. Niczym pudrowa chmurka!;) Największą zaletą jest to, że po nałożeniu skóra nie wygląda sucho i ciężko (choć oczywiście ważne żeby zadbać także o pielęgnację przed makijażem). Super współgra z pudrem prasowanym, gdy chcę dodatkowo zmatowić cerę. Dobrze dogaduje się także z podkładem. Nie rozjaśnia go ani nie przyciemnia. Zaraz po aplikacji uzyskujemy mat. Natomiast po paru godzinach cera jest już bardziej satynowa, typowo naturalna. Nie jest to więc puder matujący na mur-beton, ale bardzo dobra opcja dla kobiet ceniących sobie naturalny wygląd skóry bez jej obciążenia i wysuszenia. Nałożony oszczędnie nadaje się również pod oczy. Jeśli chcemy zapewnić skórze matowy wygląd na dłużej, niezbędne będą bibułki matujące.
AA Wings of Color Dust Matt Loose Powder opinie

Skład: Talc, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Aqua, Magnesium Stearate, P-Anisic Acid, Euterpe Oleracea Fruit Oil, CI 77492, CI 77491, CI 77499, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder.

AA Wings of Color Night Repair Lip Mask


AA Wings of Color Night Repair Lip Mask czy warto

Jak wiecie bardzo lubię koreańskie całonocne maski do ust. Na polskim rynku nie ma jednak zbyt wielu odpowiedników. Dlatego maska do ust AA Wings of Color z miejsca mnie zainteresowała;) Maska została opakowana w ładną niebieską tubeczkę o pojemności 10ml;) Posiada ona ścięty aplikator, który w teorii powinien być wygodny. Muszę jednak przyznać, że tak nie jest. Często zdarza mi się wycisnąć zbyt dużo. Być może dlatego, że maska ma nieco nietypową konsystencję. Jest to coś w rodzaju białego kremu, ale takiego trochę rzadkiego, jakby rozwodnionego. Muszę przyznać, że ta maska zupełnie nie przypomina mi tych koreańskich. Dużym minusem jest to, że po nałożeniu zostawia ona po sobie widoczną białą warstwę na ustach. Jest to co prawda produkt do ust na noc, ale inne maski mogłam z powodzeniem nakładać również w ciągu dnia lub zaraz przed wyjściem, a tutaj nie bardzo. Producent deklaruje, że biała warstwa szybko się wchłania, ale nie do końca tak jest. Zajmuje to dobrych kilka minut. Przyznam, że wyjątkowo nie lubię patrzeć na swoje rozbielone usta:D Nietypowe jak na maskę całonocną do ust jest też to, że powoduje ona przejściowe uczucie ciepła i mrowienia. Tego typu efekty wolę raczej w błyszczykach niż w maskach do ust. Plusem jest na pewno zapach, który jest delikatny, lekko kremowy, prawie niewyczuwalny. Gdy już biały nalot odejdzie w niepamięć, na ustach zostaje delikatny połysk. Po nałożeniu grubszej warstwy maska zostaje na ustach aż do rana. Jeśli chodzi o efekty to pomijając lekką uciążliwość w stosowaniu, jest całkiem nieźle. Maska dobrze radzi sobie z nocną pielęgnacją ust. Skutecznie je regeneruje, wygładza i nawilża. 


AA Wings of Color Lip Push – Up Serum


AA Wings of Color Lip Push – Up Serum opinie

Czas na serum powiększające usta;) Tubka i pojemność są identyczne jak w przypadku maski, lecz mamy tu do czynienia ze słodkim różem;) W dodatku zapach samego serum przypomina mi właśnie pączka z różą;) Posiada także subtelnie słodki smak. Taki słodziak z niego. Konsystencja jest tutaj zdecydowanie bardziej komfortowa (przypomina żel) i również aplikacja przebiega sprawniej.  Produkt nie nadaje koloru, ale sprawia, że usta są ślicznie nabłyszczone i wyglądają na bardziej jędrne. Szczególnych właściwości powiększających nie zauważyłam. Jedynie takie jak przy każdym błyszczyku. Niemniej bardzo polubiłam ten produkt. Bardzo dobrze nawilża, regeneruje i wygładza usta, przez co z powodzeniem zastępuje balsam do ust. Warto zwrócić na nie uwagę. W starciu z maską wygrywa właśnie to serum!
AA Wings of Color produkty do ust


AA Wings of Color Hydro Fixer nawilżający


AA Wings of Color Hydro Fixer nawilżający opinie

Bezalkoholowa nawilżająca mgiełka do twarzy występuje w poręcznym 50ml opakowaniu, które bardzo mi się podoba:) Posiada ona atomizer, który niestety niekiedy trochę zbyt mocno dozuje produkt;) Zapach mgiełki jest przyjemny i delikatny. Taki letni. Fixer całkiem ładnie utrwala i odświeża makijaż znosząc jego pudrowość. Ale w moim odczuciu lepiej spisuje się jako nawilżająca baza pod makijaż:) Nie pozostawia po sobie lepkiej warstwy. 


AA Wings of Color tusz X-Treme Wear


AA Wings of Color tusz X-Treme Wear

Nie ma makijażu bez tuszu:) W serii kosmetyków AA Wings of Color znajdziemy kilka propozycji. Ja wypróbowałam wodoodporny pogrubiający tusz do rzęs, który dzięki technologii TUBE zamyka każdą z rzęs w wodoodpornej tubce;) Tusz posiada pojemność 10ml i dość standardowe czarne opakowanie. 
AA Wings of Color tusz X-Treme Wear opinie
Szczoteczka posiada dość tradycyjny kształt, jest ona silikonowa i bardzo giętka. W moim przypadku zapewnia on efekt wydłużenia oraz delikatnego pogrubienia. Zrobiłam zdjęcia, ale wyszły mi dość kosmicznie, więc na dniach spróbuję wykonać je jeszcze raz. Ciekawostką jest to, że mimo wodoodporności, tusz możemy zmyć ciepłą wodą. Ja za zwyczaj zmywam go ciepłą wodą w połączeniu ze ściereczką do demakijażu. Trwa to jednak niestety nieco dłużej niż w przypadku tuszu nie wodoodpornego. Co do trwałości nie mam zastrzeżeń, ale przyznaję, że sama z siebie za zwyczaj używam tych nie wodoodpornych, ponieważ nie mam problemów z ich trwałością ani też nie pływam etc. Rzadko też się wzruszam na tyle żeby się rozmazać:D Test wodoodporności polegał więc na pochlapaniu rzęs wodą;)


Znacie serię AA Wings of Color? Polecacie jakieś kosmetyki tej marki?

Czytaj dalej »

piątek, 31 maja 2019

Revolution PRO Nath by Natalia Siwiec paleta do konturowania!

Revolution PRO to kosmetyki produkowane przez markę Revolution. Mają one wyróżniać się wysoką jakością, przy jednoczesnym zachowaniu przystępnej ceny:) Kilka tygodni temu przeglądając dział nowości makijażowych na notino.pl, natknęłam się na paletkę do konturowania twarzy Revolution PRO Nath. Wizualnie od razu wpadła mi w oko, ale dopiero później połapałam się, że paletka powstała we współpracy z Natalią Siwiec. W pierwszym momencie nie wiedziałam, co kryje się za nazwą Nath:) Memu sercu bliższa jest polityka aniżeli show biznes, (choć czasami zdarza mi się wejść w jakiś clickbaitowy artykuł), więc musiało mi to umknąć;) Muszę jednak przyznać, że nie mam nic przeciwko produktom sygnowanym przez celebrytów. Byłabym w stanie kupić rzecz lansowaną przez „gwiazdę” nawet, jeśli nie byłabym szczególnie zainteresowana jej działalnością. W przypadku kolorówki wystarczy żeby produkt wydał mi się miły dla oka oraz dobrze rokujący pod względem jakości i odcieni. A tak właśnie wyglądała dla mnie paletka Revolution PRO Nath. Jeśli jesteście ciekawe jak się u mnie sprawdza, zapraszam na krótki przegląd:)
Paleta do konturowania Nath by Natalia Siwiec

Paleta do konturowania Nath by Natalia Siwiec przychodzi zapakowana w pudrowo-różowy kartonik, wewnątrz którego znajdziemy tak samo różowy produkt wykonany z mocnego kartonu. Mam nadzieję, że nie uda mi się go wybrudzić, bo chciałabym żeby pozostała ładna jak najdłużej:) Jak wiecie nie jestem fanką różu, a jednak wiele różowych przedmiotów mi się podoba. Już nie raz pisałam, że jestem pełna sprzeczności, więc wszystko się zgadza;) A ostatnio to już w ogóle miałam zatrzęsienie różowych kosmetyków;) Moim skromnym zdaniem paletka prezentuje się naprawdę przyjemnie. Ciekawostką jest to, że otwieramy ją podnosząc czerwoną wstążeczkę, która wystaje z opakowania. Dostrzegam tutaj jedynie dwa minusy. Po pierwsze - paletka nie jest kompaktowych rozmiarów (dla porównania trochę dłuższa od palety cieni Nabla). Po drugie - wieczko ma tendencję do samoistnego opadania, więc musimy je za każdym razem podnosić albo trochę mocniej odgiąć żeby trzymało odpowiednią pozycję podczas wykonywania makijażu;) 
Paleta do konturowania Nath by Natalia Siwiec

Pierwsze co zrobiłam to oczywiście powąchałam paletkę;) Możecie się śmiać, ale często to robię;) Paletka Maxineczki posiada np. taki swoisty zapach tanich pudrów. A tutaj produkty nie posiadają zapachu (za co plus). Wyczuwalny jest jedynie zapach samego kartonika;)
Paleta do konturowania Nath by Natalia Siwiec

Paleta do konturowania Nath by Natalia Siwiec co w środku?


Wewnątrz palety znajdziemy dwa bronzeryDesert i Paradise, róż do policzkówDarling, puder o żółtym odcieniuSweet oraz dwa rozświetlaczeSweetheart i Admirer.

Nath by Natalia Siwiec

Desert – jest to bronzer o przyjemnej aksamitnej konsystencji i odcieniu mlecznej czekolady. Dobrze napigmentowany. Nie pyli i nie osypuje się. Jest bardzo wydajny. Wystarczy delikatnie musnąć go pędzlem.


Paradise – błyszczący bronzer o nieco bardziej zbitej konsystencji, ale również nie ma żadnych problemów z aplikacją. Daje subtelniejszy efekt niż Desert. 


Sweet – puder o żółtym zabarwieniu i jedwabistej konsystencji. Jest mocno żółty, a moja cera nie jest typowo żółta, więc używam go z rozwagą. Żółty odcień jest pomocny przy maskowaniu cieni pod oczami lub zaczerwienionej skóry. Oczywiście nie ma na nim tych "fal". Mój telefon coś nie lubi żółtych odcieni i lekko się zbuntował;)
Paleta do konturowania Nath by Natalia Siwiec swatche

Darling – niezbyt miarodajnie wyszedł mi na palcu, ale jest to bardzo oryginalny brzoskwiniowy odcień. Fajnie zgrywa się z moją cerą;)


Sweetheart – złocisty rozświetlacz o komfortowej, subtelnie wilgotnej formule. Daje uwielbiany przeze mnie efekt tafli. Mój faworyt:)


Admirer – rozświetlacz w chłodniejszej, różowawej tonacji. 
Paleta do konturowania Nath by Natalia Siwiec swatch

Przyznam, że jestem zadowolona z paletki. Produkty w niej zawarte aplikują się bez najmniejszych problemów. Nic się nie pyli i nie osypuje, a intensywność można w łatwy sposób stopniować. Muszę jedynie uważać przy nakładaniu bronzera Desert, ponieważ jest bardzo dobrze napigmentowany oraz przy pudrze Sweet ze względu na intensywnie żółty kolor:) Najbardziej przypadł mi do gustu rozświetlacz Sweetheart (bardzo mój kolor), rozświetlający róż Darling i połyskujący bronzer Paradiste. Cóż, lubię błyszczeć;) Po to trio sięgam zdecydowanie najczęściej. Jakość pozytywnie mnie zaskoczyła:) Nie czuć tutaj żadnej „taniości”, a jednak cena jest przystępna (trochę powyżej 50zł). Ciekawostką jest też to, że produkt jest wegański.

Jak Wam się podoba paleta do konturowania Revolution PRO Nath? Co sądzicie o kosmetykach celebrytek? Używacie produktów tej marki?
Czytaj dalej »