Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tony Moly. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tony Moly. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 sierpnia 2016

Tonymoly – pielęgnacja czy zabawa?;)

Cześć Dziewczyny!

Kosmetyki marki Tonymoly zwróciły moją uwagę jeszcze zanim pojawiły się w Polsce. Wtedy jednak dałam sobie z nimi spokój, ponieważ sądziłam, że nie ogarnę ebay’a;) Pod tym względem byłam w błędzie gdyż okazało się, że korzystanie z tego serwisu jest całkowicie bezproblemowe. Jedyny minus jaki dostrzegam to konieczność wcześniejszego przelania pieniędzy na konto PayPal. Jednak jednocześnie ma to swoje zalety, ponieważ gdy już pieniądze są na naszym koncie zapłata za nasze zamówienie trwa dosłownie chwilę;) Swoją przygodę z TonyMoly zaczęłam jednak nie na ebay’u, a w Sephorze, gdzie kupiłam bananowy krem do rąk, o którym już pisałam. Powodem mojego zainteresowania tą marką nie było nic innego jak urocze, zdziecinniałe opakowania ich kosmetyków;) Wiem, że niektórym one się zupełnie nie podobają i w pełni to rozumiem, ale ja byłam podatna na ich urok więc kupiłam to i owo;) Dzisiejszy wpis będzie podsumowaniem moich przemyśleń o kilku produktach z mojej rodzinki TonyMoly i o tym czy wygląd idzie w parze z działaniem;)


BANANY


Tonymoly Magic Food Banana Hand Milk – bananowy krem do rąk


Bananowy krem do rąk już opisywałam: KLIK! To typowy gadżet. Nie jest bublem, ale nie wykazuje intensywnego działania pielęgnacyjnego, a jego zapach jest przyjemny lecz niesamowicie ulotny (mnie przypomina zapach gumy balonowej Orbit dla dzieci). Już go zużyłam, ale zostawiłam sobie opakowanie na pamiątkę (całkiem nieźle zachowały się jego "zwłoki";)) Pojemność wynosi 45ml, a jego cena w perfumeriach Sephora 35zł. 

Tonymoly Delight Dalcom Banana Pongdang lip balm – bananowy balsam do ust


Bananka do ust kupiłam u Koreańczyka na ebay’u. Kosztował ok. 16zł/7g, a wysyłka była bezpłatna więc wyszedł niemalże połowę taniej niż w perfumerii. To produkt, który posiadam od drugiej połowy lipca. Balsam do ust pachnie identycznie jak krem do rąk i jego zapach ulatnia się równie szybko;) Jest wyczuwalny właściwie tylko w momencie aplikacji. Jednak w przypadku produktu do ust oceniam to na plus. Już wolę delikatny i krótkotrwały zapach niż np. zbyt intensywny powodujący uczucie jakbym go zjadała;) Balsam ma białą barwę i kremową konsystencję. Przyjemnie się rozprowadza, jest praktycznie bezbarwny i pozostawia na ustach bardzo subtelny połysk. Nawilżenie jest całkiem przyjemne choć balsam swoim działaniem nie przebija np. mojej ulubionej pomadki peelingującej Sylveco oraz pomadki rumiankowej Alterra. Mimo wszystko pod względem działania wypada lepiej niż krem do rąk. Banan dodatkowo wyposażony jest w przywieszkę, dzięki której możemy sobie go np. przypiąć w torebce (choć ja tego nie robię;)). Te 16zł był wart, natomiast cena w Polsce wg. mnie już trochę zawyżona.

KRÓLICZKI


Tonymoly Pocket Bunny Moist Mist – mgiełka do twarzy


Mgiełka króliczek również pochodzi z ebay’a;) O ile mnie pamięć nie myli kosztowała 28zł z wysyłką (w Polsce 49zł). Pojemność mgiełki wynosi 60ml, a całość prezentuje się sympatycznie i zabawnie (oczywiście wg. mnie). Opakowanie jest wygodne i raczej nie otworzy się samoistnie w torebce. Jest to wersja nawilżająca, ale z tego co wiem do wyboru jest również rozświetlająca;) Mgiełka pachnie słodko i przyjemnie. Dla mnie są to nuty brzoskwiń, truskawek oraz waty cukrowej;) Jeśli chodzi o działanie, delikatnie odświeża cerę. Nawilżenia nie zauważyłam;) Zatem bardziej gadżet niż kosmetyk. 

Tonymoly Petit Bunny Gloss Bar – błyszczyk do ust


Królika do ust dostałam od Intrendo. Również prezentuje się zabawnie, choć wg. mnie króliczek ma nieco złośliwy wyraz twarzy;) Błyszczyk ten występuje w formie sztyftu/kredki. Kolor sztyftu wydaje się być całkiem intensywny. Jednak w rzeczywistości jest to coś w rodzaju balsamu do ust wzmacniającego naturalny koloryt (ale nie pielęgnującego). U mnie zostawia taką czerwoną poświatę i według mnie prezentuje się całkiem nieźle. Zapach przypomina owoce, ale nie jest szczególnie naturalny. Woń ta zmierza w kierunku wiśni. Gdy jeszcze nie posiadałam tego produktu przeczytałam na jego temat w sieci całkiem sporo nieprzychylnych opinii. Zarzuty dotyczyły przede wszystkim tego, że królik wysusza usta. Wysuszenie ust to dla mnie największa zbrodnia, ponieważ mam wrażliwe usta i gdy już do tego dojdzie nie tak łatwo przywrócić im dobrą formę. Stwierdziłam więc, że nie będę ryzykować i postanowiłam przechytrzyć tego cwaniaczka;) Zamiast na gołe usta nakładam go na bezbarwny nawilżający błyszczyk Dr Irena Eris Provoke i wtedy wszystko jest ok. tzn. usta nabierają ładnego, lekkiego kolorytu, ładnie błyszczą i nie są wysuszone. Stosowanie solo sobie daruję;) W perfumeriach królik do ust kosztuje 29zł, a na ebay’u tradycyjnie nawet połowę taniej.

PANDY


Tonymoly Panda’s Dream, So Cool Eye Stick – sztyft pod oczy


Sztyft pod oczy w formie pandy kupiłam z kolei na promocji w Sephorze. Jego cena regularna wynosi 49zł. Patrząc na pandę pod oczy nachodzi mnie myśl: czy te oczy mogą kłamać?;) Oj, chyba mogą;) Przyznam jednak, że zanim go kupiłam zapoznałam się z opiniami na jego temat więc nie liczyłam na cuda;) Tych cudów rzeczywiście nie ma. Produkt ma bardzo delikatny zapach, który jest wyczuwalny jedynie w opakowaniu (więc nikomu nie powinien przeszkadzać) oraz formę sztyftu o całkiem przyjemnej barwie. Jak sięgnę pamięcią sztyfty nigdy nie dawały u mnie spektakularnych efektów i tutaj jest podobnie. Sztyft jest przyjemny w użyciu dzięki swojemu opakowaniu, ale jego działanie to jedynie lekkie chłodzenie i orzeźwienie skóry pod oczami. Nie zastąpi kremu pod oczy, ale nie kłóci się z kremami ani z serum więc można go łączyć do woli z każdym produktem. Jego działanie samo w sobie może być wystarczające jedynie dla bardzo młodych osób o bezproblemowej skórze pod oczami. Dla pozostałych będzie uroczym gadżetem;) Nie będę jednak wielce na niego narzekać, ponieważ z tego co pamiętam producent też wiele nie obiecywał. Sztyft jest dość wydajny, ponieważ od czerwca zużyłam 1/3 opakowania.
Jeśli chodzi o widoczne na zdjęciach wyżej próbki kremu do rąk Panda's Dream White Hand Cream to w lipcu zamówiłam pełnowymiarowe opakowanie, ponieważ stwierdziłam, że dam mu szansę. A tak serio - jestem stuknięta i chciałam mieć kolejną pandę do kolekcji bo w kwestii działania zważywszy na pozostałe produkty tej marki cudów nie oczekiwałam. Tłuściutka "pandzioszka" prezentuje się wyjątkowo słodko;) Krem ma delikatny i przyjemny zapach. Według mnie jest to subtelna winogronowo-żelkowa nuta. Produkt ma białą barwę i dość zwartą lecz nietłustą konsystencję. Nie wchłania się w sekundę, ale też nie godzinami. Ciężko mi stwierdzić, czy rzeczywiście posiada właściwości wybielające, ponieważ ja ich nie potrzebowałam więc nie zwracałam na to uwagi. Krem nawilża i wygładza dłonie lecz niestety nie jest to efekt długotrwały. Krem wyniósł mnie bodajże 25zł z wysyłką. Warto też nadmienić, że pojemność opakowania wynosi zaledwie 30g.

I to już wszystkie kosmetyki Tonymoly, na które się skusiłam. Jeśli przebrnęłyście przez tekst na pewno wiecie jaka jest odpowiedź na tytułowe pytanie. 


Znacie produkty Tonymoly? Macie o nich podobne zdanie? 
Czytaj dalej »

wtorek, 5 lipca 2016

Lato w mieście!

Cześć Dziewczyny!

Pomysł na ten wpis przyszedł mi do głowy jeszcze w czerwcu i wtedy też wykonałam poniższe foteczki;) Jestem zdecydowanie osobą ciepłolubną. Całkiem poważnie mogę rzec, że późną jesienią i zimą „umieram” niemal każdego jednego dnia;) Dopiero wiosną powoli budzę się do życia, a latem jestem zawsze w szczytowej formie. Cokolwiek by nie było nigdy czas letni nie był dla mnie stracony. Nawet jeśli nigdzie nie wyjechałam;) Nie ważne gdzie jestem – latem zawsze jest lepiej! I stąd też pomysł na mój dzisiejszy wpis. Oczywiście nie będzie tu pomysłów na spędzanie wakacji w mieście. Wszystko pozostaje jedynie w kontekście kosmetycznym. Choć przyznam, że od czasu do czasu rozważam czy nie przemycić tu odrobiny lifestylowych postów;) Póki co problem polega jednak na tym, że wpisy o kosmetykach zajmują mi 100% jak ja to mówię „czasu antenowego” na blogu;) Ale nie wykluczam, że powoli coś zacznie się pojawiać! O czym więc jest dzisiejszy wpis? O tzw. letnich kosmetycznych umilaczach;) Naturalnie nie ma tu wszystkich kosmetyków, których używam, a jedynie wybrane. Takie, które kojarzą mi się z latem, choć nie wszystkie są wspaniałe. Dlatego warto czytać dokładnie;) Obiecuję jednak, że będzie to jedynie krótki przegląd. Na recenzje przyjdzie pora, a w niektórych przypadkach recenzja już była (wtedy nazwa jest podlinkowana). Znajdują się tu jedynie kosmetyki pielęgnacyjne, ale bardzo prawdopodobne, że w drugiej części znajdzie się kolorówka;)


Chyba nikogo szczególnie nie zdziwi, że pielęgnacja ust jest dla mnie bardzo ważna. Pomadka peelingująca Sylveco to mój absolutny hit! Nie zliczę ile opakowań zużyłam i co ciekawe mam wrażenie, że lubię ją coraz bardziej! Nawilża, wygładza, natłuszcza i złuszcza! Póki co nie znalazłam czegoś równie skutecznego w tak wygodnej formie. Jedyne czego bym sobie życzyła tak z perspektywy czasu to bardziej gustownego opakowania i może więcej zapachów do wyboru? Drogie Sylveco przemyśl to;) To mógłby być hit!:) Znalazł się tu też nieustannie wychwalany przeze mnie błyszczyk Dior Lip Maximizer. Właściwie powinien być w zestawieniu z kolorówką, ale że nawilża, wygładza, jest praktycznie bezbarwny i przyjemnie chłodzi (latem lubię go jeszcze bardziej!) postanowiłam umieścić go tutaj:) Lubię go tak bardzo, że nawet trochę oszczędzam by nie skończył się przedwcześnie;) Kolejnym produktem jest sztyft pod oczy TonyMoly w formie Pandy. I tutaj ciekawostka: Panda jest po prostu pandą. Ładnie wygląda, lekko chłodzi i odświeża skórę. To byłoby na tyle. Nie zastąpi kremu, ale niestety musiałam ją mieć;) Mgiełkę Merci Handy Chill Out kupiłam z ciekawości w Sephorze;) Jest bardzo poręczna! Jej pojemność wynosi jedynie 30ml, ale ja uważam, że małe jest piękne! Moja wersja zawiera nuty mięty i zielonej herbaty. Ja wyczuwam w niej głównie zapach zielonej herbaty, który jest według mnie bardzo przyjemny lecz nie nachalny:) Mgiełka bardzo dobrze odświeża i lekko nawilża cerę. Szczególnie przydatna podczas upałów:) Można stosować również na makijaż:) Ta zielona galareta to maska limonkowa marki Mizon:) Kupiłam ją z polecenia Interendo, a drugą sztukę dostałam od niej w prezencie więc maseczkowania będzie co nie miara;) Przyznam, że nieszczególnie miałam przekonanie czy ją kupić, ale kupiłam i się nie zawiodłam;) Pachnie bardzo przyjemnie limonkowo, jest łatwa w stosowaniu, a po użyciu cera jest przede wszystkim wygładzona i rozświetlona. Nabiera takiego zdrowego blasku;) Dodatkowo lekko nawilża, odświeża i relaksuje:) Z kolei maseczka Dr Irena Eris Algorithm to maseczka przeznaczona dla pań 40+, ale ja chciałam jej używać więc kupiłam:) Pachnie bardzo przyjemnie i delikatnie. Mnie ten zapach kojarzy się z latem. Jest kremowa, świetnie nawilża cerę! Dzięki niej skóra staje się bardziej napięta, zregenerowana, a oznaki zmęczenia są mniej widoczne:) 

Produktem, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył jest Jaśminowy olejek do opalania SPF30 marki Lirene. Miałam wątpliwości czy ten zapach mnie nie zabije, ale nie zabił, a nawet bardzo mi się spodobał! Typowe nawilżacze do ciała pominęłam. Nie dlatego, że latem ich nie używam, a dlatego, że używam i to bardzo nadgorliwie;) Co za tym idzie ciągle coś zużywam i otwieram nowe! Chciałabym jednak wspomnieć o balsamie z masłem shea o zapachu mango marki Organique. Gdyż aktualnie jest to produkt, którego używam tak dla urozmaicenia i wręcz napawam się nim:) Balsamy z masłem shea Organique są mi dobrze znane. Do tej pory moją ulubioną wersją była truskawka&guawa. Natomiast obecnie dzieli zaszczytne pierwsze miejsce razem z mango, które w wydaniu Organique pachnie fantastycznie i mogłabym je zjeść! To takie tłuścioszki, ale z powodzeniem można stosować miejscowo, w mniejszej ilości. Z produktami pod prysznic rzecz ma się podobnie;) Idą jak woda! Bardzo dobrze wspominam żel pod prysznic TBS Grejpfrut, ale że już zużyty to chciałabym wspomnieć o piance pod prysznic Balea. Ta marka zawsze kojarzy mi się z latem. Pewnie przez swoje kolorowe opakowania i ładne zapachy:) W przypadku pianki Balea Fresh&Fruity mamy tu soczysty zapach limetki i grejpfruta. Bardzo energetyczny;) Nie mogło też zabraknąć peelingów Body Boom, które ciągle chwalę, ale absolutnie zasłużenie! Grejpfrut już zużyty, ale pozostał mi jeszcze kokos:) Obiecuję, że w końcu pojawi się recenzja bo chwalę już tak od maja!;) Nabłyszczający spray do włosów Klorane magnolia kupiłam bo chciałam mieć jeszcze bardziej błyszczące włosy, a bardzo dawno nie używałam tego typu produktu. Zapach ma nieco specyficzny, ale robi co ma robić czyli ładnie nabłyszcza i nie obciąża włosów. Można go stosować na mokre włosy lub już po wymodelowaniu;) 

Wbrew pozorom skóra twarzy latem również potrzebuje szczególnej uwagi. Lipidowe serum Passiflora marki FEMI ma konsystencję olejku, pachnie ziołowo, potrzebuje chwilę czasu na wchłonięcie, ale odwdzięcza się wygładzoną i zregenerowaną skórą twarzy. To przydatne zwłaszcza po opalaniu. Więcej o nim niebawem! Na recenzję kremu odżywczego marki Resibo przyjdzie jeszcze pora. Dziś napiszę enigmatycznie, że ja bym mu zmieniła nazwę na super-wygładzający! Po miniaturkę kremu Bioderma Sebium Pore Refiner sięgam w sytuacjach ekstremalnych gdy żar leje się z nieba, a chcę mieć maksimum pewności, że mój makijaż się nie rozpłynie:) Ten krem bardzo dobrze matuje, ale sam w sobie na co dzień zapewniałby zbyt małą dawkę nawilżenia. Nie sposób nie wspomnieć o wspaniałych żelach antybakteryjnych Bath&Body Works. Na zdjęciu wersja Island Pink Pomelo, która pachnie naprawdę fantastycznie i jest idealna na lato! O żelach BBW już kiedyś pisałam. Moim zdaniem nic lepszego w tej kategorii nie istnieje! Niestety produkty BBW zarezerwowane tylko dla „Warszawki” nad czym ubolewam;( Jednak gdy tylko jest okazja molestuję kogoś o zakup;) 
Sunozon Apres spray do ciała po opalaniu to produkt, który posiadam dopiero od kilku dni. Nie jest to jednak kosmetyk z wielkimi obietnicami więc myślę, że mogę o nim wspomnieć (tym bardziej, że nie jest to recenzja). Muszę przyznać, że zabrałam się za niego od razu i znalazł zastosowanie w mojej pielęgnacji:) Dzięki wodnistej konsystencji nie trzeba czekać aż się wchłonie bo natychmiast wnika w skórę:) Jest zatem w sam raz do stosowania rano:) Dzięki kokosowemu zapachowi dodaje energii i poprawia nastrój. Pachnie dość długo więc użyty w większych ilościach zastąpi mgiełkę do ciała. Nie zapewnia tak dogłębnego nawilżenia jak odżywcze masło, ale dobrze uzupełnia pielęgnację. Na zdjęciu widoczny jest również Sunozon ampułki po opalaniu, czyli coś w rodzaju kilkudniowej kuracji dla naszej cery (w opakowaniu znajdziemy 7szt). Ampułki mają piękny kolor, po aplikacji skóra przez chwilę jest lepka, ale to uczucie szybko ustaje. Zapach jest łagodny i ulotny:) Mamy też pewne ułatwienie w postaci otwieracza, czyli coś dla ampułkowych boi-dudków;) Produkt subtelnie chłodzi i nawilża skórę. Jest w sam raz na dni kiedy nie chcemy obciążać swojej skóry. W przypadku obu tych produktów jestem na tak! Załapał się też króliczek TonyMoly, czyli Pocket Bunny Moist Mist. Niewąpliwie będzie mi towarzyszył tego lata jak tylko zużyję mgiełkę do twarzy Merci Handy. Biorąc pod uwagę pozostałe znane mi produkty tej marki nie mam wobec niego wielkich oczekiwań, ale nie miałam serca go nie kupić;) Będzie jeszcze osobny wpis kosmetykach TonyMoly, ale na razie mogę zdradzić, że mgiełka ładnie pachnie. Coś w rodzaju brzoskwini z nutką waty cukrowej;) 

We wstępie pisałam, że będzie krótko, ale... kłamałam;) A tak serio jak ja już się rozpiszę to koniec:) 


Znacie coś z wymienionych przeze mnie produktów? Jakie produkty znalazłyby się w Waszym zestawieniu?
Czytaj dalej »

czwartek, 9 czerwca 2016

Tony Moly bananowy krem do rąk

Cześć Dziewczyny!

Nie jestem jakąś wielką „azjato-maniaczką”, ale z całą pewnością mogę przyznać, że uwielbiam różnorodność i nigdy nie skupiam się na jednej kategorii cenowej czy też grupie produktów. Jestem też straszną gadżeciarą. Z tego względu gdy tylko się dowiedziałam, że marka Tony Moly będzie dostępna w perfumeriach Sephora wiedziałam, że coś wpadnie w moje ręce;) Jako maniaczka produktów do ust ostrzyłam sobie zęby na „króliczy” błyszczyk do ust. Jednak po przeczytaniu mało pochlebnych opinii o nim, a zwłaszcza takich, że wysusza usta zrezygnowałam i postanowiłam wypróbować krem do rąk w kształcie banana – Magic Food Banana Hand Milk;) Czy działa równie dobrze jak wygląda?


Opis producenta

Nawilżający krem do rąk zmiękcza i głęboko odżywia skórę dzięki ekstraktom z masła Karité i mlecznym proteinom. Delikatny bananowy zapach daje skórze smakowicie przyjemne odczucia.

Moja opinia

Opakowanie

Opakowanie bananowego kremu do rąk niewątpliwie jest gwoździem programu;) Ładne i z fantazją. Trafia w ramy mego pokrętnego gustu;) Jest kompaktowe i naprawdę sprytne. Po odkręceniu bananka naszym oczom ukazuje się bardzo precyzyjny dozownik, dzięki któremu zaaplikujemy krem nawet w minimalnej ilości, a po zamknięciu na pewno nic się nie rozleje. Nawet jeśli nosicie krem w torebce;) Pojemność wynosi zaledwie 45ml więc nie starcza na długo, a za opakowanie musimy zapłacić 35zł.

Konsystencja i zapach

Konsystencja jest lekka, a zarazem treściwa. Krem pozostawia na dłoniach delikatną warstewkę ochronną. Zapach teoretycznie bananowy, ale mnie bardziej przypomina woń gumy Orbit dla dzieci. Mnie się podoba:) Zapach znika niemal od razu po rozsmarowaniu kremu więc miłośniczki aromatycznej pielęgnacji mogą być zawiedzione. Ja lubię raczej delikatne aromaty, ale ten zapach znikał tak szybko, że nawet ja wolałabym żeby trwał dłużej. Co tu dużo mówić, ulatnia się skandalicznie szybko!

Działanie

Milion razy już wspominałam, że nie posiadam nawyku kremowania rąk w ciągu dnia. Robię to jedynie na noc i dodatkowo na parę minut nakładam rękawiczki by po paru minutach je zrzucić i beztrosko zasnąć;) Co za tym idzie od kremu wymagam naprawdę intensywnego działania. 
Czy banan Tony Moly zapewnił moim dłoniom głębokie nawilżenie i odżywienie? Otóż nie! Krem przyjemnie pachnie i dobrze się rozprowadza. Wchłania się szybko lecz pozostawia po sobie lekką, ochronną warstewkę. Rano dłonie są ładnie nawilżone, ale wraz z upływem czasu poziom nawilżenia i ochrony rąk maleje. Nie jest to więc krem zapewniający 24h nawilżenie. Zdecydowanie lepiej sprawdzi się u osób, które mają wyrobiony zwyczaj częstego sięgania po krem do rąk. Ale tak z ręką na sercu… U takich osób większość kremów do rąk się sprawdza, a już na pewno więcej niż u takich jak ja! Zatem nie sztuką jest znaleźć dobry krem do częstego stosowania. Sztuką jest znaleźć krem, który zapewni komfort naszym dłoniom na dłużej, bez ciągłego sięgania po niego. Czyż nie?;) Bananowy krem Tony Moly z pewnością nie zalicza się do produktów działających długofalowo. To fajny gadżet do kupienia... by cieszyć oczy albo odrobinę poprawić sobie humor czy też kogoś zaskoczyć;) Opakowanie sobie zostawię - nie zniszczyło się więc posłuży mi do zdjęć, ale produktu kolejny raz raczej nie kupię. Po prostu poznałam już tyle produktów, że moje wymagania są wysokie. Jednak z ciekawości wypróbuję jeszcze bananowy balsam do ust. Może będzie lepszy?


Znacie produkty Tony Moly? Jesteście w stanie szczerze mi coś polecić z asortymentu tej marki? Często lecicie na urocze opakowania?;)

 

Czytaj dalej »