Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iossi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Iossi. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 stycznia 2017

Iossi - kosmetyki naturalne!

Cześć Dziewczyny!

Pod koniec października dotarło do mnie kilka kosmetyków polskiej marki Iossi. Wszystkie zużyłam i już jakiś czas temu chciałam się z Wami podzielić moją opinią na ich temat, ale niestety doba ma tylko 24h i nastąpił mały poślizg:) U Eweliny jednak nic nie ginie więc oto i są właśnie dziś! Będzie coś do ciała i coś do twarzyczki;)



Kosmetyki przywędrowały do mnie zapakowane totalnie w stylu eko:) Od razu pomyślałam, że rzeczywiście tworzy je pasjonatka:) A ja zawsze patrzę przychylnym okiem na ludzi z wizją. Poza tym jak doskonale wiecie kibicuję polskim markom:) Niestety paczka miała chyba za sobą niezbyt komfortową podróż gdyż pootwierały się wszystkie nakrętki od peelingów. Wszystkie produkty wybrałam sama, dzięki czemu nie musiałam testować produktów co do których miałabym wątpliwości czy będą odpowiednie dla mojej cery i twarzy.


Iossi peelingi do ciała: Energetyzująca trawa cytrynowa, Odświeżający Rozmaryn i Limonka, Aromatyczna mandarynka i pomarańcza


Iossi oferuje 3 zapachy peelingów do ciała. Są one dostępne pojedynczo w pojemności 250ml oraz w zestawie, w którym mamy wszystkie 3 peelingi – każdy z nich o pojemności 120ml. Postanowiłam wypróbować zestaw, ponieważ dzięki niemu można poznać wszystkie 3 rodzaje peelingów i zdecydować, który najbardziej nam odpowiada. Mamy wtedy łącznie 360ml peelingu tylko dla siebie;) Jeden peeling o pojemności 120ml to byłoby dla mnie stanowczo zbyt mało, ale co trzy peelingi to nie jeden, prawda?;) Poza tym ujęły mnie ich urocze opakowania. Każdy z nich został umieszczony w przyjemnym dla oka słoiczku z prostą i czytelną etykietą. Peeling należy zużyć w ciągu 4 miesięcy od momentu otwarcia. Jak wspominałam moja paczka miała chyba ciężki los w podróży gdyż nakrętki peelingów się pootwierały. Skoro więc peelingi postanowiły same się przede mną otworzyć to uznałam, że nie ma na co czekać tylko trzeba je jak najszybciej wdrożyć do swej pielęgnacji. Pierwsze użycie przypadło mi więc na początek listopada. Na pierwszy ogień poszła wersja Aromatyczna mandarynka i pomarańcza gdyż wizualnie wydała mi się najbardziej apetyczna i przyciągająca wzrok za sprawą swego soczystego koloru:) Jest to peeling cukrowy z olejkami cytrusowymi oraz polską solą kamienną. Muszę przyznać, że już przy pierwszym użyciu ujął mnie on swym soczystym intensywnie cytrusowym zapachem! To woń, która zdecydowanie dodaje energii i poprawia humor, a podczas listopadowych wieczorów co jakiś czas miewałam „czarne myśli” gdyż pomimo, że zostałam urodzona w listopadzie (dokładnie w Święto Zmarłych – smuteczek!) to zdecydowanie nie przepadam za tym miesiącem. Moje klimaty to zdecydowanie lato i tylko lato! Drugą wersją, po którą sięgnęłam po wypróbowaniu jakże sympatycznej mandarynki i pomarańczy była Energetyzująca trawa cytrynowa. W tym przypadku miałam wrażenie, że gdzieś już czułam ten zapach i wtedy przypomniałam sobie o scrubach Naturativ. Jednak używając go dalej stwierdziłam, że nie jest to ten sam zapach, a wzbogacony czymś jeszcze. Jak ja to mówię „autorska nuta zapachowa”. Ostatecznie doszłam do wniosku, że jest to zapach trawy cytrynowej przełamany grejpfrutem:) Jest on również z tych intensywnych i pobudzających do działania. Również jest on peelingiem cukrowym, a dodatkowo zawiera różową sól himalajską. Wersję Odświeżający Rozmaryn i Limonka zostawiłam sobie na koniec. Według mnie posiada ona bardziej odświeżającą i wyciszającą nutę zapachową. Zapach jest ziołowo-cytrusowy z mocno wyczuwalną nutą rozmarynu. Peeling o tym zapachu również jest cukrowy i zawiera sól epson. Jak więc widać każdy ze skrubów zawiera inny rodzaj soli. Wszystko po to żeby nie było nudno!
Peelingi Iossi zawierają sporo drobinek i są nieco sypkie więc polecam je nakładać małymi porcjami tak by nie lądowały w wannie zamiast na ciele:) Działanie każdego z peelingów przypadło mi do gustu ze względu na ciekawe i jednocześnie naturalne zapachy, a także pozytywny wpływ na skórę ciała. Każdy z nich posiadał średnią moc złuszczania więc nie był ani zbyt drażniący ani zbyt łagodny. Duża ilość drobinek sprawiała, że nie roztapiały się one zbyt szybko, a zawartość olejków pozwalała nawilżyć i natłuścić ciało. Większość osób po tego typu peelingach nie sięga już po dodatkowe smarowidła, ale ja używałam, ponieważ jak wiadomo jestem balsamomaniaczką i nie lubię odmawiać sobie przyjemności;) Jeśli miałabym wybrać tylko jeden to zdecydowanie byłby to ten pierwszy:)


Iossi Masło do ciała Mandarynka i Bergamotka


Skoro niejako naturalnie przeszliśmy już do tematu balsamowania to kolejnym produktem z rodzinki Iossi będzie masło do ciała mandarynka i bergamotka. Wybrałam je specjalnie po to by móc używać po peelingu Aromatyczna mandarynka i pomarańcza. Choć jak doskonale wiecie nie zawsze używam pielęgnacji ciała z tej samej linii. Wszystko zależy od tego co mi się „uroi”;) Tym razem jednak był duecik. Masło występuje w identycznym jak w przypadku peelingu przyciemnianym słoiczku. Różni je jedynie etykieta i oczywiście zawartość;) Pojemność także wynosi 120ml co w przypadku „jednostkowego” masła uważam za niewiele. Dużo jednak zależy od zapotrzebowania, ponieważ niektórzy męczą jedno masło przez parę miesięcy, a inni (tak jak ja) zużywają w tempie ekspresowym. Mała pojemność będzie więc idealna dla „maślanych ślimaków”, ale już mniej korzystna dla „maślanych pożeraczy”. Mi masło starczyło na naprawdę króciutko, mimo że stosowałam je jedynie na nogi. Jednak nie ujmuję tego jako wadę gdyż u mnie wszelkie nawilżacze szybko schodzą i taka kolej rzeczy jest dla mnie po prostu regułą;) 
Pierwsze co mnie pozytywnie zaskoczyło w tym maśle to konsystencja. Na oko wydawała się zbita, ale jak się okazało miała ona postać pianki! Pianki, która radośnie, cichutko skrzypiała podczas nabierania na dłoń, a w kontakcie ze skórą była bardzo plastyczna i natychmiast zmieniała się w odżywczy olejek. Ta konsystencja ujęła mnie na tyle, że masło znalazło się wśród kosmetycznych ulubieńców 2016 roku, a uwierzcie, że z racji tego iż zużywam multum nawilżaczy konkurencja była naprawdę duża! Masło potrzebowało kilku minut na wchłonięcie, ale odwdzięczało się skórą miękką jak aksamit:) Dogłębnie regenerowało i nawilżało moje nóżki:) Mam nadzieję, że w przyszłości pojawi się wersja o większej pojemności. Jeśli chodzi o zapach to był on zdecydowanie delikatniejszy niż peeling. Bardzo naturalny z subtelną nutą mandarynki i bergamotki.

Iossi Olejek do demakijażu Śliwka i Morela


Olejek do demakijażu występuje w niewielkiej przyciemnianej buteleczce o pojemności 50ml wyposażonej w wygodny atomizer. Należy go zużyć w ciągu 4 miesięcy od momentu otwarcia. Długo nie byłam przekonana do demakijażu olejkami. Przekonał mnie dopiero olejek Resibo i co za tym idzie, dzięki temu zaczęłam patrzeć przychylniej na tego typu produkty. W przypadku olejku Iossi od razu przypadła mi do gustu niewielka pojemność opakowania gdyż takie produkty są u mnie wydajne i dla przykładu olejek Resibo o dużo większej pojemności zużywałam przez wiele miesięcy. Doszłam więc do wniosku, że w tym przypadku mniej znaczy więcej:) Olejek nadaje się zarówno do demakijażu oczu jak i twarzy, ale ja z racji tego, że do powiek upodobałam sobie rękawicę do demakijażu to olejku używałam jedynie do twarzy. Na tym polu olejek radził sobie bardzo dobrze zmywając wszelkie ozdobniki typu puder, róż, rozświetlacz i nie obciążając przy tym mojej mieszanej, ale jednocześnie wrażliwej skóry. Nie używam jednak kosmetyków wodoodpornych więc w tej kwestii się nie wypowiem. Iossi posiada w swej ofercie 3 rodzaje olejków do demakijażu. Ja wybrałam wersję śliwka i morela, ponieważ wydała mi się najbardziej „smakowita”;) I rzeczywiście zapach okazał się być całkiem przyjemny gdyż olejek pachnie marcepanem. Przyznam, że kiedyś marcepanu nie lubiłam, a od jakiegoś czasu chętnie wcinam. Oczywiście marcepan, nie olejek;) 


Iossi Serum rozświetlające. Dzika róża, geranium, cyprys, witaminy E i C


Ostatnim produktem spod skrzydełek Iossi, o którym chciałam dziś wspomnieć jest serum rozświetlające. Jest ono dostępne zarówno w wersji pełnowymiarowej (30ml), jak i w formacie mini (10ml). Ja celowo zdecydowałam się na format mini, ponieważ uznałam, że będę go używała głównie na noc. Serum w formacie mini jest bardzo kompaktowe i prezentuje się przesłodko. Opakowanie wyposażone jest w pipetę i nie jest to moja ulubiona forma dozowania, ale zużyłam już tyle produktów z pipetami, że już pogodziłam się ze swym losem i je toleruję;) Serum również należy zużyć w ciągu 4 miesięcy od momentu otwarcia. Co ciekawe było ono wydajne gdyż starczyło na 1,5 miesiąca stosowania. Podczas gdy statystycznie na tyle wystarczają mi opakowania pełnowymiarowe:) Iossi w kategorii serum ma do wyboru aż 5 rodzajów tego typu specyfików. Muszę przyznać, że nie byłam pewna które z nich wybrać, a powodem tego stanu rzeczy były zapachy. Obawiałam się bowiem, że trafię na zbyt intensywnie pachnącą wersję, która będzie negatywnie wpływać na moje samopoczucie. W owym jesiennym czasie uznałam, że moja cera najbardziej ma ochotę na rozświetlenie więc zaczęłam czytać obietnice producenta w kwestii serum rozświetlającego. Tutaj jednak pojawiło się coś co mnie zaniepokoiło – dzika róża już na drugim miejscu w składzie. Nie jestem fanką zapachu róży w kosmetykach więc jakiś czas się wahałam, ale w końcu intuicja podpowiedziała mi, że powinnam zaryzykować. Zaryzykowałam i… zapach mnie nie zabił:) Okazał się być naturalny i całkiem znośny, żadne tam babcine różyczki:) Naprawdę odetchnęłam wtedy z ulgą:) Serum ma lekką oleistą konsystencję i żółto-pomarańczową barwę, która wskazuje, że rzeczywiście zawartość oleju z dzikiej róży jest wysoka:) Żadnej ściemy! Trzeba jednak uważać żeby nie pobrudzić tym olejkiem ubrań. Początkowo miałam zamiar używać go tylko na noc, ale szybko zauważyłam, że olejek ładnie się wchłania i często stosowałam go również na dzień pod makijaż. Oczywiście pod krem. Nie zauważyłam żeby negatywnie wpływał na jego trwałość. Produkt bezpośrednio po aplikacji jakby zażółca skórę więc należy go ładnie wklepać. Efekty zauważyłam szybko, a należała do nich przede wszystkim poprawa kolorytu cery. Miałam wrażenie, że kosmetyk jeszcze bardziej podkręcił ciepłe tony mojej skóry:) Mimo naturalnego składu nie zauważyłam żadnej niepożądanej reakcji skórnej. Cera była zdecydowanie bardziej odżywiona i uelastyczniona, a także chroniona przed utratą wilgoci. Serum spisało się u mnie naprawdę dobrze podczas ubiegłorocznej już jesieni;)


Wszystkie produkty dostępne są w sklepie Iossi gdzie znajdziecie bardzo dokładne opisy, zalecenia, a także składy. Ceny powiedziałabym, że są zbliżone do Organique więc według mnie akceptowalne;) Dodatkowo część z nich występuje w promocji. 


Znacie kosmetyki Iossi? Co polecacie?
Czytaj dalej »

środa, 4 stycznia 2017

Kosmetyczni ulubieńcy i odkrycia 2016 roku – pielęgnacja i zapachy, część trzecia!

Cześć Dziewczyny!

Pod koniec czerwca zaskoczyłam Was wpisem z kosmetycznymi ulubieńcami i odkryciami 2016 roku z zakresu pielęgnacji;) Wszystko dlatego, że tym razem postanowiłam podzielić ulubieńców roku na dwie części. Miało być 1 i 2 półrocze lecz w praktyce po drodze wpadli jeszcze ulubieńcy lata;) Co za tym idzie ostatnia część pielęgnacyjnych ulubieńców to okres od września do grudnia. Taaaak, musiałam wszystko jak zawsze objaśnić – szczegółowo aż do bólu. Żeby nie było wątpliwości czyj to wpis bo chyba nikt inny się aż tak nie patyczkuje;) Starałam się mocno zawęzić te najlepsze produkty z zakresu pielęgnacji, a dodatkowo wzbogaciłam też wpis o ulubiony zapach tego roku! Niestety zdjęcia są trochę niespójne i częściowo „archiwalne”, ponieważ jak wiadomo pielęgnacja szybko się zużywa (przynajmniej u mnie). Skoro już wiadomo co i jak to zaczynamy!


TWARZ


W kwestii pielęgnacji twarzy bardzo pozytywnie mnie zaskoczył duet polskiej marki Norel dr Wilsz. Mowa tutaj o produktach z linii MultiVitaminRozświetlający krem pod oczy oraz Energizujący sorbet witaminowy. Produkty te przez wiele miesięcy leżakowały u mnie w zapasach i im dłużej czekały nieotwarte tym bardziej traciłam ochotę żeby zacząć ich używać. Wręcz żałowałam, że je kupiłam. Myślałam nawet żeby je komuś sprezentować albo zrobić konkurs na blogu. Jednak ostatecznie stwierdziłam, że skoro są kosmetykami o najkrótszej dacie ważności ze wszystkich moich twarzowych zapasów to dam im szansę i wdrożę do swej pielęgnacji. Krem pod oczy otworzyłam w momencie gdy doznałam silnego wysuszenia strefy pod oczami (nie wiem czy to z racji choroby, jakaś alergia czy jeszcze coś innego) i już nic mi nie pomagało. Nawet drogie serum. Jakież było moje zdziwienie kiedy krem uporał się z moim problemem w ciągu dwóch dni! W dodatku jest lekki, szybko się wchłania, dobrze nawilża i lekko rozświetla skórę pod oczami. A do tego jest bezzapachowy co jest dość pożądane w przypadku kosmetyków pod oczy;) Energizujący sorbet witaminowy pachnie zaś dokładnie jak multiwitamina i ma bardzo przyjemną sorbetową konsystencję. Bardzo dobrze współgra z kremem pod oczy. To naprawdę zgrany duet. W zasadzie nie ma wad. Poza tym, że okazał się być mniej wydajny niż inne kremy. Niemniej i tak warto. Myślę, że ten duet sprawdzi się niemalże u każdego. Nie wiem czy uda mi się napisać osobną recenzję, ale mam nadzieję, że tak:)

Kolejnym produktem jest Glov on-the-go color edition. Ten produkt recenzowałam w czerwcu podając zarówno wady jak i zalety (czyli standard). Natomiast po jakimś czasie uświadomiłam sobie, że jednak… rękawica do demakijażu odmieniła moje życie! (dlatego pojawia się dopiero w tej części). Zaczęłam jej używać już tylko do demakijażu oczu i brwi i to jest właśnie to! Zawsze byłam fanką płynów dwufazowych, a teraz już od wielu miesięcy ani razu nie zmyłam oczu dwufazą:) Na razie nie zamierzam rezygnować z rękawic:) Wiem, że produkt budzi kontrowersje, ale według mnie są one z lekka nieuzasadnione:)

Klairs Freshly Juiced Vitamin Drop Serum to kosmetyk, który również miał już swą osobistą recenzję. Dodam więc jedynie, że nie jestem jakimś wielkim azjatykomaniakiem, ale to serum jest naprawdę perfidnie dobre! Jeśli Twoja skóra lubi witaminę C – warto wziąć je pod uwagę:)

The Body Shop maska Superfood Amazonian Acai. Mam dwie maski z serii Superfood (Amazonian Acai i Himalayan Charcoal) – obie lubię, ale najbardziej przypadła mi do gustu Amazonian Acai (różowa). Jej konsystencja i zapach przypominają jakieś konfitury, dzięki czemu maseczkowy seansik jest bardzo przyjemny. Maska dodaje cerze blasku i bardzo delikatnie ją złuszcza. Po użyciu skóra jest mięciutka:) Postaram się napisać o tych maskach za jakiś czas.

USTA


Może przemilczę ile balsamów do ust zużyłam w ciągu ostatnich miesięcy. Na dobrą sprawę sama tego nie wiem, ponieważ już dawno zaniechałam projektu denko;) Produktem, który chciałabym wyróżnić jest MAC Lip Conditioner, czyli pieszczotliwie mówiąc odżywka do ust;) Kupiłam go tak dla kaprysu, ponieważ czułam, że muszę wypróbować i muszę przyznać, że było warto. Balsam ma przyjemną konsystencję i zapach. Pozostawia na ustach lekki połysk. Jest wydajny nawet dla takiego „zjadacza” jak ja. Ma tylko jedną wadę – z racji tego, że jest w tubce zawsze dodatkowo muszę mieć jeszcze zamiennie drugi produkt w sztyfcie. Tak z czystego przyzwyczajenia, nie pytajcie;) Jeśli nie szkoda Wam kasy to polecam.

CIAŁO


Z higieną rzecz ma się podobnie jak z balsamami do ust – multum zużyć! Wyłoniłam jednak jedną totalną perełkę spod szyldu Rituals. Jej dokładna nazwa to Ritual of Sakura. Kilka miesięcy temu kupiłam całą serię produktów i muszę przyznać, że tym najlepszym okazała się pianka do mycia ciała. Jest inna niż zwykłe pianki. Ma kremową konsystencję, która po aplikacji „rośnie” zmieniając się w gęstą, białą pianę. Dodatkowo przyjemnie pachnie i jest delikatna dla skóry. Za jakiś czas napiszę o całym zestawie.

Nie inaczej jest z wszelkimi balsamami i masłami do ciała. Tego typu produkty średnio wystarczają mi na 1-2 tygodnie stosowania co generuje naprawdę pokaźne zużycia. Zużywam tego tyle, że nie jestem w stanie opisać każdego produktu, który zużyłam. Choć bardzo bym chciała. Nie przedłużając wyróżnię tutaj masło Iossi Mandarynka&Bergamotka. Marka Iossi w ogóle jest dla mnie sporym odkryciem i jako że mam zaległy wpis do napisania na temat produktów tej marki, które zużyłam już jakiś czas temu napiszę tylko, że wszystko będzie we wpisie! 

Drugim produktem jest masło Organique z linii Bloom Essence. Starałam się dać tylko jednego ulubieńca w danej kategorii, ale tu zrobiłam wyjątek. Ci, którzy czytają mnie od początku zapewne wiedzą, że marka Organique została przeze mnie prześwietlona dogłębnie i napisałam już mnóstwo na jej temat (etykiety na dole) więc nie powinno być zdziwienia, że chwalę masło Bloom Essence. Za co? W skrócie: piękny zapach, gęsta konsystencja i wspaniałe nawilżenie!


Nie ma żadnego peelingu, ponieważ wypróbowałam sporo dobrych, ale moje serce nadal najbardziej „należy” do BodyBoom, które były już w części 1:) 


WŁOSY


W tym roku zapuszczałam włosy co niejednokrotnie doprowadzało mnie do szału. Przerobiłam sporo dobrych, ale też trochę złych produktów. Najlepiej sprawdza się u mnie tzw. pielęgnacja profesjonalna. Do ulubionych marek należy Joico, L’Oreal Professionnel oraz Kerastase. I tutaj chciałabym wyróżnić maskę Kerastase Resistance. Podpatrzyłam ją kiedyś u siostry, raz użyłam i już wiedziałam, że „kiedyś” będę musiała ją mieć. W lutym postaram się napisać o niej więcej:)


PERFUMY


Nadal lubię wszystkie zapachy, które pojawiły się w ulubieńcach zeszłego roku oraz przy okazji innych „chwalebnych” wpisów, ale ponieważ znalazły się one w zeszłorocznym zestawieniu to nie spełniają już wymogów ulubieńców 2016 gdyż muszą to być produkty, które posiadłam w tym roku;) Taaak.. nie przedłużając wygrywa Chanel Chance Eau Vive. Zapach budzący kontrowersje i skrajne emocje, że niby jakiś taki mało „chanelowy”;) Mało mnie to obchodzi:) Jest on bowiem bardzo mój i na pewno w końcu doczeka się odrębnej recenzji! 


I to już wszystko jeśli chodzi o ostatnią część ulubieńców roku w kategorii pielęgnacji i zapachów:) Za rok pewnie opracuję jeszcze jakiś inny system:)


Znacie te produkty? Pochwalcie się swoimi pielęgnacyjno-zapachowymi hitami minionego już roku!
Czytaj dalej »

poniedziałek, 7 listopada 2016

Październikowe nowości!

Cześć Dziewczyny!

W październiku kupiłam praktycznie tylko dwa produkty. Nie skusiła mnie nawet promocja w Rossmannie (kupiłam tylko jedną szminkę, ale to było jeszcze we wrześniu) co jak na mnie jest sporym wyczynem, ponieważ zawsze wychodziłam stamtąd z pełną torbą;) Niemniej jednak dotarło do mnie całkiem niemało nowości. Dlatego też postanowiłam zrobić krótki przegląd;)

ZAKUPY


W październiku kupiłam tylko masło do ciała kokos Bielenda Vegan Friendly i żel pod prysznic Organique z nowej linii Rytuał Kaszmirowy:) Na zdjęciu jeszcze mydło w płynie Isana z limitowanej serii Forbidden Apple, ale mydło to tylko mydło;) Pokazuje tylko dlatego, że to seria limitowana i może kogoś zainteresuje;) 

Czytaj dalej »