Pielęgnacja
ciała jest dla mnie tak naturalna jak mycie zębów. Te parę
chwil dziennie, które poświęcam swojej skórze sprawia, że staje się ona miękka
i gładka, a ja czuję się w niej bardziej komfortowo. Ale to także czas dla
mnie, chwila refleksji i odpoczynku po całym dniu albo coś na dobry jego
początek w zależności od czasu i ochoty:) Pacierza i pielęgnacji nie
odmawiam!;) Stosuję ją systematycznie, niezależnie od pory roku. Jestem w pełni
świadoma wszystkich korzyści, jakie z niej płyną, więc nie trzeba mnie przekonywać:) A ile to razy usłyszałam: ale Ty masz gładką skórę, czego używasz?!
Częściej to ja przekonuję innych, ponieważ z moich obserwacji wynika, że kobiety
bardzo chętnie się malują, ale już z pielęgnacją nadal często są na bakier:) W
pielęgnacji ciała stawiam przede wszystkim na skuteczne działanie i piękne, ale
niemęczące zapachy. Potrafię pójść na kompromis w kwestii formuły i niestraszne
mi nawet te bardziej treściwe. Ale nie zimą… Chcę żeby moja skóra była w dobrej
kondycji przez cały rok, lecz w okresie jesienno-zimowym, jako typowy zmarzluch
po wyjściu spod prysznica marzę już tylko o tym żeby jak najszybciej wbić się w
którąś z moich radosnych „piżdzamek” i niebieski szlafroczek! Dlatego tej zimy
postawiłam na nowości Miya Cosmetics:)
peelingi myMAGICscrub i mySOSscrub
oraz balsam GLOWme pielęgnują i upiększają w kilka minut, a ja nie muszę
marznąć w łazience!
Marce MIYA towarzyszę właściwie od samego początku, kiedy to w swej
ofercie mieli jedynie 4 kremy myWONDERBALM.
Gdy na rynku kosmetycznym pojawia się nowy gracz, zaliczając „mocne wejście”
często zastanawiamy się jak długo potrwa taka dobra passa. Czy firma będzie
inwestować w badania i nadal się rozwijać dotrzymując kroku coraz bardziej
wymagającym konsumentom? Czasami obserwujemy szybki start i równie spektakularny
upadek, ale nie w tym przypadku. Wystarczy wejść na profile społecznościowe
marki i poczytać opinie klientek;) Bywało, że w chwili premiery nowego produktu w sklepie firmowym padały serwery, takie było zainteresowanie! Wspomniałam już, że nieraz zdarzało mi się
zachęcać kogoś do regularnej pielęgnacji. Ale nie dlatego, że Polki nie są jej
świadome. Najczęstszymi odpowiedziami na pytanie, dlaczego nie używasz balsamu
i peelingu były: bo są tłuste, długo się wchłaniają, więc nie mam na to czasu,
efekty są niewspółmierne do włożonego w to wysiłku, a po peelingach trzeba jeszcze myć wannę. Problem w tym, że nie;) Wystarczy
postawić na lżejsze balsamy i łatwe w użyciu peelingi. Często słyszę: masz taką
ładną skórę… Ale Ty też możesz i wcale nie musisz spędzać połowy dnia w
łazience albo w SPA. Ja w SPA nie byłam nigdy i raczej się nie zanosi żebym się zdecydowała na jakieś zabiegi na ciało. Jeśli już to na twarz;)
MIYA mySOSscrub Ekspresowy peeling glinkowy do ciała
To peeling, który kupiłam
jak tylko się pojawił. A wszystko to z sentymentu do olejku mySUPERskin. Liczyłam bowiem, że będzie pachniał w podobnej
nucie:) I nie zawiodłam się. Zapach jest dokładnie taki jak sobie wymarzyłam.
Owocowy, przypominający mi zarówno olejek jak i krem Hello Yellow oraz z taką subtelnie malinową nutką. Dla mnie piękny! Jego aromat i działanie
poniosły mnie tak bardzo, że stosowałam go na całe ciało co drugi dzień. Mimo,
że spokojnie wystarczyłoby 2x w tygodniu;) Niestety nie mogłam się powstrzymać
i tym samym z pierwszym opakowaniem pożegnałam się dość szybko;)
Zacznijmy jednak od początku,
czyli od opakowania. Czerwony 200g słoiczek ekspresowego peelingu glinkowego
MIYA jest plastikowy, dzięki czemu zapewnia nam wygodę i bezpieczeństwo
stosowania. Niejeden raz bowiem widziałam oczyma wyobraźni ten upadający na
stopę szklany słoiczek, powodujący nieprzyjemne obrażenia;) Moją uwagę zwróciła
także nalepka zabezpieczająca produkt przed otwarciem. To ważne zwłaszcza, gdy
kupujemy kosmetyk stacjonarnie.
Peeling ten został
skomponowany na bazie czerwonej glinki oraz oleju kokosowego, makadamia i z
nasion z malin, a także z kryształków cukru i soli. Zainteresowała mnie
obecność czerwonej glinki, ponieważ z reguły nie występuje ona w peelingach do
ciała:) Częściej spotkamy ją w maseczkach do twarzy. Posiada ona naturalne
właściwości oczyszczające, które pozwalają na skuteczną absorpcję
zanieczyszczeń skóry. Nadaje się ona również do skóry wrażliwej i naczynkowej,
ponieważ zapobiega rozszerzaniu się naczynek i jednocześnie jest łagodniejsza
niż glinka zielona. Dzięki zawartości glinki czerwonej skóra zyskuje naturalny
blask oraz pozostaje świeża na dłużej. Jest to peeling cukrowo-solny, a jak
wiemy sól potrafi szczypać skórę. Zwłaszcza, jeśli mamy jakieś mikro-ranki. Na
szczęście skład jest tak wyważony, że moja sucha i wrażliwa skóra nie odczuwała
żadnego dyskomfortu:) Przeciwnie, stała się bardziej jędrna i gładka. Peeling
ma również za zadanie wspomagać redukcję cellulitu i rozstępów. W tym aspekcie
się nie wypowiem, ponieważ jak wiecie – szczęśliwie ich nie posiadam. Jednak
przezorny zawsze ubezpieczony i z pewnością nie zaszkodzi stosować
zapobiegawczo. Nawiasem mówiąc po użyciu peelingu najbardziej spektakularną
gładkość czułam właśnie w okolicach ud, pośladków oraz brzucha:) Scrub posiada
gęstą, ale jednocześnie nieco sypką konsystencję. Polecam, więc go nakładać
małymi porcjami na poszczególne partie ciała. Tak żeby całe dobro zawsze
trafiało na naszą skórę, a nie na dno wanny:) Po użyciu ciało jest gładkie i
bardziej jędrne. Złuszczone jak należy, ale niepodrażnione. Dodatkowo pozostaje
po nim lekka, ale nietłusta warstewka nawilżająca oraz delikatny zapach. Jeśli
nie chcemy już używać balsamu, susza nas nie spotka. Jeśli jednak jesteśmy
fankami kompletnej pielęgnacji (tak – to ja) to spokojnie możemy nałożyć
porcyjkę lekkiego balsamu (ale o tym za chwilę). Pewnie interesuje Was jeszcze
czy dużo bałaganu pozostawia po sobie ten Jegomość? Otóż nigdy nie musiałam
dodatkowo szorować wanny po kąpieli z jego udziałem. Drobinki sprawnie się
rozpuszczają, więc wystarczy tylko opłukać wannę. U mnie pozostałości znikały
samoistnie podczas zmywania maski do twarzy, ponieważ obowiązuje u mnie pewna
kolejność wykonywanych zabiegów:D
MIYA myMAGICscrub Ekspresowy peeling do ciała
Trochę się rozpisałam, a
tu jeszcze przed nami magia (uwielbiam te nazwy:)). Parametry dotyczące
opakowania mamy takie same, czyli plastikowy 200g słoiczek. Ta wersja z miejsca
jednak przyciąga miętowym kolorem pojemniczka. To taka wdzięczna barwa. W każdym
razie mnie od razu poprawia nastrój:)
Konsystencję również mamy
podobną. Zdecydowanie różni je jednak zapach. Jeśli znacie myBEAUTYESSENCE w wersji kokosowej to mój nos wyczuwa praktycznie
ten sam zapach. Może jedynie trochę bardziej słodki. Jego woń jest bardziej
intensywna w porównaniu do czerwonego kolegi i dłużej utrzymuje się na skórze
po użyciu. Zwłaszcza, jeśli dodatkowo wykonamy nim peeling dłoni. A nadaje się
do tego idealnie, gdyż mam wrażenie, że pielęgnuje nawet skórki wokół paznokci.
Gdy chcemy zatrzymać zapach na jeszcze dłużej, warto użyć również maseczki oraz
esencji;)
W składzie myMAGICscrub
znajdziemy kryształki cukru i soli, olej kokosowy, z dzikiej róży i ze słodkich
migdałów, a także glinkę, ale tym razem różową;) Glinka różowa stanowi
połączenie glinki czerwonej i białej, zachowując tym samym właściwości obu tych
glinek. Jest odpowiednia do stosowania w przypadku skóry delikatnej i
wrażliwej, a nawet ze skłonnościami do alergii i podrażnień. Poprawia stan
skóry, koi i odpręża, pozytywnie wpływając na jej witalność. Moc peelingu jest
średnia. Nie podrażnia, ale też nie pozostawia uczucia niedosytu. Według mnie
jest optymalna, gdyż pomaga zachować balsans między nawilżeniem, a
złuszczeniem:) Peeling będzie mocniejszy jeśli zastosujemy go na suchą skórę.
Ja jednak preferuję na zwilżoną. Bardziej mnie to relaksuje, a przecież
pielęgnacja to również przyjemność:) Jeśli mamy ochotę, oba peelingi możemy
dowolnie ze sobą łączyć. W przypadku problematycznych partii ciała warto
postawić na dokładny masaż, a nawet pozostawić peeling na skórze na dodatkowe 2
minuty. Zadziała wtedy jak maska. Skóra będzie jeszcze bardziej nawilżona i
lepiej napięta.
MIYA GLOWme Rozświetlająco-nawilżający balsam do ciała i dekoltu
Zapewne każdy już wie, że
jestem nieanonimowym balsamo-holikiem. Przy mojej wrażliwej i skłonnej do
przesuszenia skórze nawilżenie to podstawa. Nie ma takiej siły żeby w mojej
łazience zabrakło balsamu. Rzadko jednak można spotkać u mnie produkt, który
łączy w sobie właściwości nawilżająco-ujędrniające i rozświetlające. Dzieje się
tak dlatego, że jeśli balsam jest rozświetlający to zazwyczaj konkret. W
wolnym tłumaczeniu odznacza to, że brokatowe drobiny dostrzeżemy z daleka.
Nawet mając astygmatyzm i krótkowzroczność;) Jeśli więc stosowałam takie
balsamy to raczej latem, jako akcent na opaloną skórę, tj. na niektóre
partie ciała, takie jak np. łydki, ręce czy dekolt. Przyznam, że bywało to dla
mnie męczące, ponieważ wolę, jeśli produkt z powodzeniem można stosować na całe
ciało i nie tylko latem, ale i całorocznie;)
Dziewczyny z MIYA chyba
pomyślały podobnie serwując nam wygodną 200ml tubkę zawierającą produkt
pielęgnujący, ale i rozświetlający. Z tą różnicą, że w odpowiednio wyważony
sposób. Bez nachalnych drobinek, które zdają się być potem wszędzie;) Dzięki
miękkiej tubce produkt aplikujemy bez wysiłku, bo musicie wiedzieć, że Ewelina
ma siłę (nie wiesz jak wielką;)), ale tylko tą wewnętrzną;) Plus jest też taki,
że pod koniec tubkę możemy rozciąć, zużywając produkt do ostatniej kropli. Ja
niestety szybko zużywam balsamy, więc te dobre zawsze rozcinam;) Balsam posiada
przyjemną kremową konsystencję, która gładko się rozprowadza. Najbardziej
jednak zaskoczył mnie jego subtelny znajomy zapach:) Przypomina mi on Euphorię
CK, czyli perfumy, które dekadę temu szalenie mi się podobały, ale nie mogłam
ich nosić, ponieważ powodowały u mnie migreny. Teraz mogłam na sobie poczuć
podobną woń, ale bez dodatkowych atrakcji;) Balsam jest lekki i szybko się
wchłania, co jak wspominałam, zimą jest dla mnie szczególnie ważne. Regularnie
stosowany balsam (u mnie = codziennie) sprawia, że skóra
staje się bardziej gładka, jędrna, a także optymalnie nawilżona. Znika uczucie
szorstkości i ściągnięcia. Efekt rozświetlenia i blasku uzyskamy dzięki
zawartości złotej miki, a także olejku ze słodkiej pomarańczy. Natomiast za
nawilżenie, wygładzenie i poprawę sprężystości skóry odpowiadają witamina E i
prowitamina B5, sok z aloesu, olej ze słodkich migdałów, masło shea i masło
mango. Z uwagi na właściwości rozświetlające skóra jest nie tylko
wypielęgnowana, ale wygląda na zdrowszą, bardziej promienną. Złociste drobinki ładnie podkreślają moją karnację nawet zimą.
MIYA Cosmetics znajdziecie na miyacosmetics.com oraz w popularnych drogeriach - Hebe, Super-Pharm, Kontigo, Pigment i w wybranych drogeriach Rossmann.
Znacie już nowości do pielęgnacji ciała MIYA?
MIYA Cosmetics znajdziecie na miyacosmetics.com oraz w popularnych drogeriach - Hebe, Super-Pharm, Kontigo, Pigment i w wybranych drogeriach Rossmann.
Znacie już nowości do pielęgnacji ciała MIYA?





















