poniedziałek, 5 listopada 2018

Singles Day na iperfumy.pl!

Słyszeliście o Singles Day? Muszę przyznać, że ja chyba pół wieku pod lodem przespałam, bo zetknęłam się z tym terminem dopiero parę tygodni temu! Okazuje się, że jest to największy na świecie festiwal zakupów przypadający na 11.11, czyli notabene nasze święto narodowe;) Termin podobno nieprzypadkowy ze względu na cztery jedynki w nim występujące;) Następnego dnia w tym roku będzie dzień wolny od pracy, więc w przypadku nazbyt obfitych zakupów będzie czas żeby uporać się z ewentualnym "moralniakiem":D Chociaż ja akurat zakupowych wyrzutów sumienia nie mam nigdy (najwyżej "pretensje" o zbyt częste promocje;)). Moda na szaleństwo zakupowe w tym dniu podobno przybyła do nas za sprawą znanego wszystkim chińskiego giganta aukcyjnego z grupy Alibaba;) Kiedy się o tym dowiedziałam, przypomniałam sobie, że faktycznie rok temu słyszałam od znajomych o jakichś kuponach rabatowych;) Ale… o ile raz na jakiś czas zamówię garść śmiesznych gadżetów na tymże serwisie (teraz mam na oku np. deskorolkę dla papugi;)) to nigdy, ale to przenigdy nie zamówiłabym tam kosmetyków!  Po pierwsze łatwo tam trafić na podróbki, a po drugie oferowane tam kosmetyki często są niewiadomego pochodzenia albo np. są produkowane w nieodpowiednich warunkach i nie posiadają niezbędnych atestów. Kupując więc produkty, które mają mieć styczność z moją skórą zawsze dbam o to żeby były oryginalne i pochodziły ze sprawdzonego źródła, takiego jak np. iperfumy.pl. A z czym mi się kojarzy ten zakupowy dzień singla? Niekoniecznie z byciem singlem:) Zresztą nikt nam pod kołdrę zaglądać nie będzie;) Bardziej więc z możliwością sprawienia sobie tej małej, materialnej przyjemności. Chociażby w postaci jakiegoś pięknego zapachu:) I tutaj warto dodać, że przy zakupie wielu zapachów mamy nie tylko świetną cenę, ale i bezpłatną dostawę.


singles day 2018, singles day na iperfumy



Z tym zapachem nigdy nie było mi po drodze, ale ostatnio coś zaiskrzyło:) Zdaję sobie sprawę, że jest to zapach znany, lubiany i przez to oklepany;) Ale nie przeszkadza mi to. Jeśli coś mi się spodoba to nie widzę problemu. Mogę z przyjemnością używać nawet jeśli połowa łodzianek byłaby ubrana w ten zapach;) 


Giorgio Armani Si


Muszę przyznać, że nic mnie tak nie irytuje jak reklama Si:) Jednak rodzina zapachów Si jest niczemu sobie. Nie jestem co prawda jeszcze do końca przekonana czy mogłabym któryś z tych zapachów nosić na co dzień. Jednak całkiem niedawno kupiłam go mamie na prezent i zaczęłam myśleć o flakoniku również dla siebie. A może postawię na Si Passione? Wracając jednak do prezentów, dla mnie Singles Day równie dobrze może być okazją do zamówienia upominków dla bliskich. A to dlatego, że kupując prezenty czuję dokładnie taką samą przyjemność jak w momencie wybierania czegoś dla siebie:) Ale o prezentach będzie zresztą jeszcze w kolejnym wpisie;)




Z zapachów YSL bardzo lubię Black Opium. Jednak ostatnio przemówiły do mnie również Mon Paris, na które wcześniej nie zwracałam uwagi:) Z pewnością są na ścisłej liście zapachów, które zamierzam mieć w swojej kolekcji.


Paco Rabanne Olympea Aqua


Olympea to rodzina zapachów, których aura przyciąga mnie od dawna:) Długo nie mogłam zdecydować, która wersja przemawia do mnie najbardziej, ale kilka miesięcy temu uświadomiłam sobie, że niewątpliwie Aqua:) 


Planujecie sobie w jakiś sposób dogodzić zakupowo podczas Singles Day? A może marzy Wam się nowy flakonik perfum?
Czytaj dalej »

piątek, 2 listopada 2018

Festiwal październikowych nowości!

Październik nie był dla mnie zbyt łaskawy pod względem kondycji psychofizycznej, więc nie ukrywam, że wręcz czekałam na jego zakończenie;) Cały miesiąc byłam niczym Śpiąca Królewna bo jak się okazało tarczyca trochę się posypała;) Właściwie to najchętniej zapadłabym w sen zimowy i obudziła się nie wcześniej niż pod koniec marca:D Niemniej złe samopoczucie nie odbiło się na blogu ani na żadnej innej dziedzinie życia. Po prostu byłam przymulona i było mi ciężej, więc musiałam wkładać we wszystko 3x więcej wysiłku:D Mam nadzieję, że niedługo leki zaczną działać. A póki co i tak show must go on;) Jutro 5 urodziny bloga, a ja nadal czuję czaczę:P Przejdźmy jednak do nowości bo nie ukrywam, że będzie lekki tasiemiec;) Jakie nowości kosmetyczne zawitały do mnie w październiku? A takie...

monstera nails, paznokcie liście

Tonymoly Cat’s Purrfect Day Cream

Zaczniemy może od moich skromnych zakupów, które przedstawiają się na pierwszych 4 zdjęciach:) 1 października wybrałam się do kina na Kler, a że nieopodal była Sephora to postanowiłam odhaczyć coś z kolejnej insta wishlisty. Padło na Tonymoly Cat’s Purrfect Day Cream. Wahałam się między kremem, a maską całonocną, ale chwilę wcześniej skończył mi się produkt, który poprzednio pełnił u mnie funkcję kremu na dzień (Laneige Time Freeze), więc już nazajutrz kotek wkroczył do akcji;) Tak… kupiłam go bo był ładny:P Krem okazał się niewydajny, więc nawet już udało mi się puścić jego recenzję.

Kolejnymi rzeczami, które kupiłam były dwa produkty do brwi – kredka Wibo Feather Brow oraz pomada L’Oreal Paris Brow Artist Paradise Extatic Pomade. Nie musiałam ich kupować, ponieważ nie zużyłam jeszcze pomady Delia, ale w kwestii kolorówki niekiedy lubię mieć większy wybór. Poza tym pomada L’Oreal kusiła mnie już odkąd miała swoją premierę, czyli już jakiś czas temu. W skrócie z obu jestem zadowolona (choć nie są bez wad), a w rozwinięciu może za jakiś czas na blogu;) Dorzuciłam jeszcze odżywkę do rzęs 4 Long Lashes Oceanic. Nie mogę jej co prawda stosować zawsze regularnie, ale lubię mieć żeby raz na jakiś czas użyć. 
Vianek pomadki czy warto

Do magazynu Elle dodawane były 2 pomadki Vianek. Nie była to co prawda jakaś wielka okazja, ponieważ pomadki same w sobie nie są drogie. Ale kupuję je regularnie już od kilku miesięcy (często już nawet nie pokazując w nowościach), więc uznałam, że wezmę z tą gazetką;) Tym sposobem trafiła do mnie znana mi już wersja łagodząca oraz jedyna, której nie próbowałam wcześniej, czyli regenerująca. Pomadki Vianek bardzo polecam, choć akurat muszę przyznać, że wersja regenerująca jest najsłabszym ogniwem. A to dlatego, że ma najbardziej sztuczny zapach (choć jednocześnie najdelikatniejszy) i krócej utrzymuje się na ustach. Pielęgnuje delikatniej. Zbieram się żeby o nich napisać (skoro znam już wszystkie) i może kiedyś się uda.
Make Up Eraser

Przeglądając internetowy sklep Sephora trafiłam na promocję -50% na ściereczki Make Up Eraser. Tak się składa, że zmywam makijaż oczu mini ściereczką tej marki już od roku i bardzo sobie chwalę. Kolejna sztuka była zresztą na mojej wishliście, więc skusiłam się bez wahania. Nie mieli już co prawda tych w arbuzy, ale nie szkodzi bo czarna i tak jest super. Szkoda jedynie, że nie mieli tych mini bo są one dla mnie w pełni wystarczające. Swoją drogą Poczta trochę mnie rozjuszyła, gdyż paczka z Nadarzyna do Łodzi szła bity tydzień i konieczna była interwencja:D Nie ogarniam jak to jest, że ponad tydzień wcześniej paczka z Korei dotarła do mnie w 3 dni (fakt, że EMS), a w obrębie kraju Kurier Pocztex 48 idzie tydzień:P Załamka powiem Wam:D
Nivea płyn micelarny Urban Skin Detox

Przechodząc już do nie-zakupów, od Nivea trafił do mnie nowy płyn micelarny Urban Skin Detox z formułą 3w1. Miałam już kiedyś maseczkę z tej serii i byłam zadowolona. Jeśli zaś chodzi o płyn to w przypadku demakijażu twarzy nie mam zastrzeżeń, ale myślę, że do demakijażu oczu mógłby się nie sprawdzić. Sama co prawda nigdy nie zmywam makijażu oczu płynem micelarnym, ale używam rano do oczyszczenia okolic oczu po umalowaniu rzęs:P No i w tym przypadku trzeba uważać, ponieważ pojawia się takie uczucie ciepła i szczypie gdy płyn dostanie się do oczu. Producent zresztą zaleca używanie przy zamkniętych oczach, a to akurat przy tym moim oczyszczaniu z tuszu nie jest możliwe;)
Braun FaceSpa Pro 911

Jak się okazało Braun Team czytał moją wishlistę na blogu i w połowie października zawitał do mnie kurier z tajemniczą przesyłką w opakowaniu prezentowym:) Wewnątrz znalazłam karteczkę z informacją żebym już skreśliła jedną pozycję z wishlisty;) No nie powiem, byłam zaskoczona! Owym produktem było urządzenie Braun FaceSpa Pro 911, czyli taki system 3w1 do twarzy służący do oczyszczania, rewitalizacji i poprawy kolorytu oraz depilacji.

NUXE Prodigieuse Boost
Niespodziankę sprawiło mi też Nuxe przesyłając swoją nową linię do pielęgnacji twarzy. Była ona już co prawda prezentowana we wrześniu na spotkaniu prasowym, ale nie mogłam wziąć w nim udziału. NUXE Prodigieuse Boost to odpowiedź na potrzeby wymagającej skóry kobiet w wieku 25-39 lat. Kosmetyki te mają za zadanie w sposób kompleksowy korygować pierwsze oznaki starzenia. Na urodziny jak znalazł;) W sesji zdjęciowej postanowił wziąć udział mój ptak:P
Neogen nowości
Nie zabrakło też festiwalu nowości prosto z Korei:) Znów debatowałam (z samą sobą:D) co wybrać bo miałam na oku różne opcje, m.in Su:m37. Ale ostatecznie postawiłam na mix ukochanego Neogenu, a także Huxley i Cosrx. Nie mogłam sobie odmówić nowości Neogen, więc trafiły do mnie płatki Real Cica Pad (swoją drogą też z wishlisty:P A poza tym mam świra na puncie płatków Neogen), pianka do mycia twarzy Real Cica Foam, a także coś ze "starej gwardii", czyli Real Flower Cleansing Water Rose i White Truffle Serum In Oil Drop:) 
Z Cosrx postawiłam na to co było wysoko oceniane na Jolse, czyli Galactomyces 95 Tone Balancing Essence i Ultimate Nourishing Rice Overnight Spa Mask. A z marki Huxley, która wcześniej zachwyciła mnie swoim kremem Anti-Gravity, wybrałam Toner Extract It oraz maseczkę Healing Mask Keep Calm. O wszystkim systematycznie będę opowiadać bo trochę za dużo tego towaru żeby streścić to teraz;) Było też oczywiście prawie 40szt różnej maści próbek i dodatków.
Trzy kosmetyki Make Me Bio, czyli woda różana oraz dwa żele pod prysznic: Garden Roses i Orange Energy. Z marką miałam już do czynienia. Na blogu były 3 recenzje dłuższy czas temu. 
Z Oriflame wybrałam tym razem 3 akcesoria, czyli zestaw do manicure The One, który już kiedyś miałam, ale w nieco innym etui. Prawdę mówiąc nożyczki służą mi do dziś, a mają ze 12 lat;) Dalej długi naszyjnik Alice - nie lubię co prawda sztucznej biżuterii, ale ten wyjątkowo wpadł mi w oko. Jest też szal Odette, który można nosić według uznania jako szal albo jako ponczo. Jakość okazała się całkiem spoko bo ogólnie z tymi akcesoriami różnie bywa. Z kosmetyków zaś moją uwagę zwróciły dwie nowości z linii Swedish SPA masło i olejek pod prysznic, czyli produkty, które zużywam na potęgę. I o nich chyba coś napiszę niedługo;)
Prezent urodzinowy blog

Trafił też do mnie cudowny prezent urodzinowy od Anetki z bloga allicandoiswriteaboutit.pl. Kurier nikogo nie zastał, więc zostawił przesyłkę u sąsiadów:D Ale gdy już się do niej dobrałam, wewnątrz pachnącego kartonika znalazłam wymarzone kolczyki Skrzydła z Lilou, uroczą mini paletkę Zoeva Cocoa Blend, a także zestaw Rituals The Ritual Of Sakura, który już kiedyś miałam - recenzja. Jakby tu powiedzieć… wszystko to było na moich wishlistach:O Jeszcze raz dziękuję:* Twoje urodziny już za pół roku, więc nie znasz dnia i godziny:D 
Ania ma chyba taki sam problem jak ja:D Kupi coś na prezent dużo wcześniej, a potem nie może wytrzymać z wysyłką bo nie lubi tego kisić po szafkach:D Tym sposobem prezent gwiazdkowy od niej trafił do mnie jeszcze w październiku;) Ania wie, że uwielbiam płatki Neogen, więc podarowała mi jedyne, których jeszcze nie znałam, czyli te z winkiem - Bio Peel Wine. Pytaliście które płatki najlepsze i dam znać, ale dopiero za kilka miesięcy bo tych jeszcze nie otwierałam. Oprócz tego w prezencie zawitała też do mnie pianka pod prysznic Douglas, którą od dawna chciałam wypróbować i krem do rąk nieznanej mi dotąd marki Feel Free:) Dziękuję:*
Z Laboratorium Joanna dotarł do mnie ogromniasty płyn do kąpieli Joanna Naturia o zapachu melona. Szczerze mówiąc ja bardziej prysznicowa niż kąpielowa, ale mam nadzieję, że ten melon pachnie zachęcająco bo jeszcze nie otwierałam;D
I na koniec urodzinowy prezent od Agi Ines Beauty, która z przesyłką trafiła najbliżej terminu:D Bardziej już się nie dało bo 1.11 kurierzy nie pracują:D Aga sprezentowała mi Ritualsy, tonik Caudalie, masełko Indigo, peelingi do ciała z Clarins i Sephora, tusz YSL, żel Merci Handy, maseczkę Holika Holika, kosmetyczkę oraz swój planer Beauty Flower Of Life. Dziękuję:*


I to już chyba wszystkie październikowe nowości;) A jak tam Wasz październik? Humory dopisywały? Dużo nowości Wam przybyło? Słyszałam, że listopad dla wielu będzie miesiącem bez zakupów;) Piszecie się na to? Bo ja jeszcze nie wiem;)
Czytaj dalej »

wtorek, 30 października 2018

Tonymoly Cat’s Purrfect Day Cream – słodki wygląd, a jaka zawartość?

Któregoś wrześniowego dnia podczas wizyty w Sephorze moją uwagę zwróciła nowa kocia seria Tonymoly Cat’s Purrfect składająca się z maseczki całonocnej, kremu do twarzy i sztyftu pod oczy. Oczy mi się zaświeciły na ich widok, ale nie skusiłam się wtedy na żaden z produktów. Dość szybko jednak koci krem lub maska pojawiły się na mojej wishliście i już pierwszego dnia października po seansie w kinie nadrobiłam zaległości;) Kosmetyki Tonymoly mają dość nierówną jakość. Jedne są tylko ładne i bez większych fajerwerków, a inne zarówno ładne i skuteczne. A jak jest z kocim kremem na dzień? Czego można się po nim spodziewać?


Tonymoly Cat’s Purrfect Day Cream


Tonymoly Cat’s Purrfect Day Cream


Według producenta jest to kojąco-nawilżający krem na dzień, który ma zapewnić skórze super miękkość. Krem zawiera aminokwasy pozyskane z kokonów jedwabników. Mają one za zadanie wygładzać i odżywiać skórę twarzy.

Koci krem Tonymoly otrzymujemy w przezroczystym kartoniku. Wewnątrz znajdziemy przeurocze, słodkie aż do bólu opakowanie z milutkim białym kotkiem:) Z pewnością nie do każdego będzie przemawiać takie opakowanie, ale we mnie obudziło dziecięcą radość;) Pojemność to standardowe 50ml, PAO 12 miesięcy. Po odkręceniu kociej główki napotkamy na dodatkowe papierowe zabezpieczenie. Mamy więc pewność, że nikt nie otwierał produktu przed nami. 

Krem posiada konsystencję typu „memory shape”, czyli taką „inteligentną”, samo-wygładzającą się lub jak kto woli „pamiętającą” żeby wrócić do poprzedniego stanu. Podobny bajerek mamy np. w masce Hada Labo Tokyo. Lubię tego typu formuły, gdyż dzięki nim kosmetyk zawsze wygląda estetycznie. Sam krem jest lekki/mokry i szybko się wchłania. Warto jednak pamiętać żeby po rozsmarowaniu „przycisnąć” twarz dłońmi celem jeszcze lepszej absorpcji. U mnie fajnym patentem okazało się też stosowanie z urządzeniem do masażu twarzy. Dzięki swojej nieobciążającej formule, krem stanowi idealną bazę pod makijaż. Obojętnie czy to pod podkład czy jedynie sam puder:) 
Tonymoly Cat’s Purrfect Day Cream konsystencja
Zapach kremu jest bardzo delikatny i nie ma w sobie nic zachwycającego. Wydaje mi się jakbym skądś już go znała, choć nie jestem pewna skąd:) Po kilku dniach stosowania właściwie przestałam go czuć. To dla mnie nawet plus bo przynajmniej nie męczy;) Zresztą ja bardzo lubię pielęgnację twarzy o subtelnym zapachu. 
Tonymoly Cat’s Purrfect
Przejdźmy zatem do działania. Szczerze mówiąc nie miałam względem tego kremu wygórowanych oczekiwań. Kupiłam go bo był ładny i była promocja -20%. Akurat skończyła mi się wtedy esencja Laneige, więc postanowiłam zaryzykować i wypróbować;) Przyznaję, że Cat’s Purrfect z esencją Laneige równać się nie może, ale to też jakby nie patrzeć inny profil działania, więc nie ma sensu porównywać:) Prawdą jest, że rzeczywiście krem zapewnia skórze miękkość i gładkość, a przy regularnym stosowaniu (ja zawsze stosuję sumiennie, a nie tak jak niektórzy, że codziennie coś innego!) również odżywia. Parę razy miałam miejscowe przesuszenia na policzkach i o dziwo krem dość szybko to ogarnął. Nie jest to produkt do zadań specjalnych, ale jako pielęgnacja dzienna i baza pod makijaż sprawdza się naprawdę bez szczególnych zarzutów. Nadaje się również do zastosowania na noc w połączeniu z czymś więcej, np. serum (ja mam Neogen White Truffle). Dodatkowo kocia postać skutecznie uprzyjemnia ten mały poranny lub nawet wieczorny rytuał. Cena mogłaby być co prawda niższa jak na krem nawilżający, ale nie powiem żebym żałowała:) Choć trzeba jeszcze zaznaczyć, że nie należy on do wydajnych, gdyż używam od początku miesiąca, a niewiele mi już zostało (pokażę potem na Insta Story). Ale tak jak wspomniałam, stosowałam go codziennie rano, a dodatkowo po ok. 2 tygodniach włączyłam również do wieczornej pielęgnacji.


Znacie linię Tonymoly Cat’s Purrfect?


Czytaj dalej »

niedziela, 28 października 2018

Rituals The Ritual Of Happy Buddha - mgiełka oraz kosmetyki do pielęgnacji!

Pierwsze moje spotkanie z marką Rituals miało miejsce ponad 2 lata temu. Skusiłam się wtedy na zestaw The Ritual Of Sakura, który swoją drogą w tym miesiącu dotarł do mnie ponownie:) Ale dziś nie o nim! Weźmiemy na tapetę kilka kosmetyków Rituals The Ritual Of Happy Buddha. Jak się u mnie sprawdziły?
Rituals The Ritual Of Happy Buddha mgiełka


Rituals The Ritual Of Happy Buddha mgiełka do ciała i włosów


mgiełka Rituals The Ritual Of Happy Buddha

Mgiełkę otrzymujemy w radosnym pomarańczowym kartoniku, wewnątrz którego znajdziemy smukłą butelkę o pojemności 50ml. Do wyboru mamy dwa rodzaje mgiełek. Jedna jest do ciała i pościeli, a druga do ciała i włosów. Zdecydowałam się na tę drugą, ponieważ lubię sobie „wejść w mgiełkę zapachu”;) Poza tym podczas sprawdzania testera wydała mi się taka lekko nawilżająca, co potwierdziła też pani z Sephory. Nawiasem mówiąc, tego sierpniowego dnia nie miałam zamiaru nic kupować, ale zapach mgiełki mnie przycisnął i po chwili wróciłam sfinalizować transakcję kupna;) 
Jeśli chodzi o zapach to czułam, że mi się spodoba jeszcze na długo przed tym zanim go poznałam:) Zachwalała go kiedyś Marti, a ja jeszcze się nie zawiodłam na niczym z jej polecenia (mamy chyba dobrą synchronizację). Choć paradoksalnie nie ufam nikomu:D Na stronie Sephory wyczytamy, że zapach łączy w sobie pulsującą rześkość słodkiej pomarańczy z wigorem drzewa cedrowego. No cóż, lepiej bym tego nie ujęła:) Zapach jest wibrujący i energetyczny:) Energii od dłuższego czasu mi co prawda brak, ale latem gdy zaczęłam go używać działał na mnie naprawdę nieźle;) Wielbicielki cytrusowych zapachów powinny być zadowolone. Trwałość na początku była u mnie powalająca, gdyż potrafiłam czuć ten zapach przez cały dzień. Jednak teraz gdy zużyłam już ponad połowę buteleczki (mgiełka nie należy do wydajnych), zapach utrzymuje się u mnie dużo krócej. Możliwe, że się do niego po prostu zbyt mocno przyzwyczaiłam. Kwestia trwałości zapachów jest jednak czynnikiem mocno indywidualnym, więc nie jest powiedziane, że tak będzie u każdego. Mimo wszystko z mgiełki jestem bardzo zadowolona. Chociaż miałabym może jeszcze jedno zastrzeżenie. Podczas stosowania zaczęły mi się robić kołtuny we włosach. Zwłaszcza gdy mam zrobioną kitkę, a następnie rozpuszczam włosy. Obojętnie czy po nocy czy w ciągu dnia. Nie jestem jednak pewna czy to od mgiełki czy może olejek do włosów zaczął na mnie źle wpływać. Macie jakieś sposoby na zapobieganie kołtunom?:D


Rituals The Ritual Of Happy Buddha zestaw

Rituals The Ritual Of Happy Buddha zestaw

Mini zestaw do pielęgnacji ciała dostałam od Ani na urodziny. Niestety zdążyłam go wypaprać już jakiś czas temu;) Pokrótce jednak opowiem jak mi się używało:) Mini set zawiera piankę pod prysznic, peeling do ciała i krem do ciała. Wszystkie te produkty miałam już wcześniej lecz z serii Sakura;) Wspominam o tym, gdyż pomijając zapach, konsystencje i działanie są bardzo podobne. Zapach wszystkich produktów Happy Budhha jest rewelacyjny. Rzeczywiście taki „happy”:D Chyba tylko mojej mamy nie ujął gdy pewnego razu podczas wizyty w Sephorze powiedziałam jej – o, zobacz! Takie mam w domu!;) 
Rituals The Ritual Of Happy Buddha pianka

Zaczynając jednak od początku pianka pod prysznic ma formułę żelu, który po wyciśnięciu zmienia się w przyjemną, kremową piankę:) Przyjemność przy mini produkcie była wprawdzie krótka, ale konkretna! Z pewnością odkupię pełnowymiarową wersję. Poluję też na większe zestawy prezentowe. Póki co się nie pojawiają, ale liczę, że bliżej świąt będą bo chciałabym komuś podarować;) 
Rituals The Ritual Of Happy Buddha peeling

Peeling do ciała umieszczony został w małym słoiczku. Po otwarciu jest wrażenie jakby był on wypełniony tylko do połowy, ponieważ część cukrowa i oleista się „rozchodzą”, ale wystarczy wstrząsnąć i wszystko wraca do normy. Moc peelingu to od łagodnej do średniej. Zawiera on mnóstwo drobinek, ale nie podrażnia skóry. Całkiem przyjemnie nawilża, pozostawiając po sobie delikatną warstewkę oraz boski zapaszek. Ale nie jest to na tyle żeby nie móc użyć balsamu. Pojemność to 50ml.
Rituals The Ritual Of Happy Buddha krem

Krem do ciała występuje w 70ml tubce. Wiedziałam, że jak na moje łapczywe ciało to niewiele, więc zaszczytu jego stosowania dostąpiły jedynie nogi. Choć w sumie ekonomiczniej byłoby na górne partie:D Krem posiada średnio-gęstą konsystencję i trochę bieli podczas aplikacji, ale generalnie całkiem nieźle się wchłania. W momencie gdy go stosowałam byłam zadowolona z działania. Nogi były przyjemnie nawilżone. W dodatku zapach utrzymywał się naprawdę długo, więc czułam go jeszcze rano:) 


Kosmetyki Rituals od jakiegoś czasu bez problemu kupicie w Sephorze. 


Znacie The Ritual Of Happy Buddha lub inne kosmetyki Rituals? Lubicie? 

Zobacz też: KUP MISIA 2018

Czytaj dalej »

piątek, 26 października 2018

Kup misia 2018 piękna akcja fundacji TVN Nie jesteś sam!

Kochani, jak co roku spieszę z wiadomością, że już 1 grudnia 2018 kolejna - 13 edycja akcji Kup Misia, która jak zawsze organizowana jest przez fundację TVN Nie jesteś sam!

Podaruj Misia 2018
Fot. Fanpage Podaruj Misia. Miś Maja projektu Mai Ostaszewskiej i Łukasza Jemioła.

Jak zawsze w sprzedaży będą 4 misie. Będzie można je kupić w dwóch wersjach. Na Allegro w cenie 50zł i z bezpłatną przesyłką. Natomiast w drogeriach Rossmann dostępne będą misie z dodatkowym misiem breloczkiem w cenie 80zł. 
Kup Misia 2018 misie
Fot. Fanpage Podaruj Misia


Osobiście bardzo cenię tę akcję. Piszę o niej, co roku od samego początku powstania bloga i myślę, że warto pomagać! Moją kolekcję już rozdałam po znajomych, ale nadal chętnie kupuję misia na prezent:) Wpisy z poprzednich kilku edycji akcji Kup Misia znajdziecie w górnym panelu bloga w zakładce Inne - Kup Misia. Dokładnie TUTAJ.
Jakie misia w akcji kup misia 2018
Fot. Fanpage Podaruj Misia

 
Kup Misia 2018
Fot. Fanpage Podaruj Misia. Miś Kasia projektu Katarzyny Kolendy-Zaleskiej i Just Paul.
Na Fanpage Podaruj Misia pojawiły się już pierwsze przecieki i zdjęcia dotyczące tegorocznej akcji. Stamtąd też pochodzą wszystkie zdjęcia. 

Imiona Misiów w 2018 13 edycja - Miś Maja (Maja Ostaszewska i Łukasz Jemioł), Miś Piotruś (Piotr Kraśko i Tomasz Ossoliński), Miś Kasia (Katarzyna Kolenda-Zaleska i Just Paul), Miś Agnieszka (Agnieszka Woźniak-Starak i Bohoboco).
Kup misia 2018 akcja fundacji TVN Nie jesteś sam
Fot. Fanpage Podaruj Misia. Miś Piotruś projektu Piotra Kraśko i T. Ossolińskiego.

Kup Misia 13 edycja akcji
Fot. Fanpage Podaruj Misia. Miś Agnieszka projektu Agnieszki Woźniak-Starak i Bohoboco.




Jak Wam się pododają misie z 2018 roku? Lubicie akcję Kup Misia?
 
O KUP MISIA 2023 - TUTAJ
Czytaj dalej »