Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bronzer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bronzer. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 grudnia 2019

SIN SKIN kosmetyki do makijażu - co warto kupić?

Marka SIN SKIN jest dostępna w drogeriach Rossmann już od dłuższego czasu. Od momentu premiery miałam okazję poznać całkiem niemało asortymentu, ale jeszcze o żadnym z produktów nie udało mi się napisać;) Ciężko byłoby mi podzielić się wrażeniami ze stosowania każdego kosmetyku. Dlatego wybrałam dla Was przegląd tych najnowszych, a dokładnie tych, które zasiliły moją piękną toaletkę w maju:) Co okazało się warte uwagi i czy trafiłam z kolorami? Zapraszam do czytania:)

Sin Skin kosmetyki do makijażu blog

Kosmetyki SIN SKIN występują w czarnych kartonowych opakowaniach. Wewnątrz znajdziemy równie czarne tubki i puderniczki wyposażone w lusterka. Wszystkie prezentują się elegancko. Ogólne wrażenie tych w większości kwadratowych pudełeczek jest zachęcające. Choć niestety bardzo łatwo o nieestetyczne odciski palców na opakowaniach;) Ponadto wypiekane formuły zostawiają dość sporo bałaganu wewnątrz puderniczek i właściwie nie sposób precyzyjnie tego doczyścić. Stąd też trochę nieestetycznego "prochu" na opakowaniach, który osadził się wewnątrz nich już w transporcie;) Data ważności od otwarcia to w większości 12 i 18 miesięcy od otwarcia. Poza korektorem, który należy zużyć w ciągu 6 miesięcy. Zapachy przypominają mi te z serii Dr. Irena Eris ProVoke. 


SIN SKIN MUST HAVE BAKED POWDER N20 SAND i N30 PEACH


Spiekany mineralny puder do twarzy posiada przyjemną aksamitną konsystencję. Nadaje skórze naturalne satynowe wykończenie, delikatnie wyrównując jej kolor i ładnie się z nią stapiając. Można go stosować na podkład lub samodzielnie.

Jako fanka pudrowego makijażu wybrałam ten puder w celu używania go zamiast podkładu:) Przy cerze, która nie wymaga dużego krycia, czyli takiej jak moja – puder nadaje się do tego idealnie. Posiada komfortową aksamitną konsystencję, która gładko się rozprowadza i nie obciąża skóry. W dodatku wypiekana formuła zapewnia wysoką wydajność. Puder rzeczywiście nadaje cerze takie naturalne, satynowe wykończenie. Nie jest błyszczący ani też nadmiernie pudrowy. Trwałość jest bardzo dobra. Fajnie łączy się również z pudrem transparentnym (ja akurat lubię taki myk;)). Niestety nie do końca trafiłam z odcieniami. Za zwyczaj typuję dla siebie takie ciemniejsze albo średnio-ciemne kolory, więc moim pierwszym wyborem był N30 Peach. Ale tym razem to był dla mnie nie peach, a zwyczajny pech;) Po otwarciu kolor nie budził moich podejrzeń, ale niestety okazało się, że na twarzy ciemnieje. Z tego względu nawet u mnie wyglądał pomarańczowo. Nawet przy lekkiej opaleniźnie wydawał mi się jeszcze trochę za ciemny. Zaskoczyło mnie to, ponieważ u mnie zwykle występuje taka anomalia, że kosmetyki po nałożeniu mi jaśnieją albo różowieją. Pomyślałam więc, że skoro tak się sprawy mają to wypróbuję już ten dwa odcienie jaśniejszy, czyli N20 Sand. Ten z kolei okazał się bladziutki. Zbyt jasny zarówno na wiosnę, lato, jesień, jak i zimę;) Trzeba było pomyśleć o N25 Beige i może byłby w sam raz! Wielka szkoda, bo sama jakość produktu naprawdę bez zarzutów:) Kolory wybierałam przez internet i niestety tak średnio odwzorowywały stan faktyczny. 


SIN SKIN MUST HAVE ILLUMINATING CONCEALER


Rozświetlający korektor SIN SKIN doskonale się rozprowadza ukrywając oznaki zmęczenia takie jak cienie i zasinienia pod oczami. Lekka formuła wspomaga aplikację i nie zbiera się w załamaniach skóry. Dodatkowo korektor w składzie zawiera kwas hialuronowy.

Korektor rozświetlający SIN SIN otrzymujemy w niewielkim, poręcznym i oczywiście czarnym opakowaniu. Produkt posiada wygodny wbudowany aplikator w formie pędzelka. Dozujemy go poprzez wykręcanie. Trzeba jednak uważać żeby za bardzo się nie rozkręcić i nie wycisnąć zbyt dużej ilości. I mała uwaga – opakowanie ciężko się zamyka. Korektor ma przyjemną, kremową konsystencję i bardzo dobrze się rozprowadza, zostawiając po sobie takie naturalne, satynowe i gładkie wykończenie. Przyznaję, że nie spodziewałam się aż takiej dobrej jakości. Jeśli chodzi o krycie to jak na produkt w pędzelku, jest ono zaskakująco dobre. Korektor kryje całkiem nieźle i jednocześnie nie obciąża skóry. Nienajlepiej wygląda jedynie w okolicach górnej powieki po wewnętrznej stronie. Prezentuje się tam bardziej sucho. Dlatego w tym miejscu nakładam jak najmniej. Trwałość jest bez uwag, korektor dobrze się trzyma przez większość dnia. Jeśli oczywiście nie majstruje po oczach. To mój ulubiony korektor w tym roku:)


SIN SKIN MUST HAVE SMOOTHING & MATYFYING PRIMER


Matująco-wygładzająca baza pod makijaż ma za zadanie przedłużać trwałość makijażu i ułatwić rozprowadzanie podkładu. Dzięki sferycznym cząsteczkom matującym skutecznie absorbuje sebum. Jednocześnie baza zapobiega wysuszaniu cery.

Baza matująca marki SIN SKIN występuje w wygodnej czarnej tubce ze zwężoną końcówką ułatwiającą precyzyjną aplikację nawet niewielkiej ilości produktu. Baza pod makijaż nie jest dla mnie kosmetykiem niezbędnym, ale niekiedy jakiś konkretny produkt mnie zainteresuje i o dziwo baz w swojej toaletce mam kilka;) Niektóre potrafią zapewniać całkiem przyjemne efekty. Ta od SIN SKIN posiada jasną barwę i leciutką kremową konsystencję, która jak na bazę przystało świetnie się rozprowadza i szybko wchłania pozostawiając po sobie uczucie wygładzenia. Nie jest ono jednak aż tak spektakularne jak w przypadku niektórych baz. Efekt matujący był u mnie w tym przypadku praktycznie niezauważalny. Nie było dużej różnicy czy nałożyłam podkład lub puder na samą pielęgnację czy tylko na tą bazę. Produkt okazał się więc dla mnie przeciętny.


SIN SKIN MUST HAVE MINERAL LOOSE POWDER 01 TRANSLUCENT


Mineralny puder sypki o delikatnej jedwabistej konsystencji polecany jest do wykańczania zarówno makijażu dziennego jak i wieczorowego. Dopasowuje się do ocienia skóry zapewniając jej świeży i matowy wygląd.

Mineralny puder sypki marki SIN SKIN występuje dla odmiany w okrągłej puderniczce. Wewnątrz znajduje się milutki czarny puszek. Ja jednak nakładam puder pędzlem;) Wieczko pudru nie jest odkręcane, a jedynie otwierane, co według mnie powoduje trudności podczas dozowania. Trochę nie rozumiem fantazji producenta, ponieważ musiałabym przechylić zawartość tak żeby znalazła się na lusterku umieszczonym po wewnętrznej stronie wieczka. A to nieco karkołomne w wykonaniu, gdyż zawsze się coś rozsypie;) Tego nie lubię! Puder muszę więc wysypywać np. na chusteczkę;) To jednak byłoby na tyle jeśli chodzi o wady. Poza tym ideał. Lekki, milutki. Dobrze się rozprowadza i zapewnia skórze naturalny mat (taki nie za mocny, nie za słaby). Dobrze współpracuje zarówno z podkładami jak i pudrami, które zwykłam nakładać zamiast podkładów;) Jego kolor jest dość jasny i bałam się, że zrobi ze mnie trupka (sama typowałam ten drugi odcień, a trafił mi się jaśniejszy), ale nie zmienia koloru pudrów ani podkładów. W ogóle nie sprawia żadnych problemów (z wyjątkiem dozowania). 


SIN SKIN MUST HAVE MINERAL HIGHLIGHTER 043 JOYFULNESS


Rozświetlacz mineralny został wzbogacony o sferyczne drobinki rozświetlające, pozwalające wydobyć ze skóry blask. 

Rozświetlacz mineralny SIN SKIN posiada wypiekaną formułę i taką mozaikową fakturę o nietypowym kolorze. Na skórze wygląda ona jednak złociście i zdrowo. Trzeba jednak zaznaczyć, że drobinek jest w nim sporo i nie każdemu będzie odpowiadał na co dzień. Może też zbyt mocno się odcinać w przypadku bladej karnacji. Do mojej średniej i ciepłej pasuje idealnie. Z trwałością jest w porządku pod warunkiem, że nie dotykam zbyt często twarzy, ponieważ wtedy drobinki potrafią lekko migrować. 


SIN SKIN MUST HAVE MINERAL BRONZING POWDER 022 MAROCO


Mineralny bronzer SIN SKIN nadaje skórze efekt subtelnej opalenizny i rozświetlenia.

Bronzer nazwałabym bardziej złocistym rozświetlaczem z subtelnym efektem skóry muśniętej słońcem. Mimo, że zawiera sporo drobinek to jest jakby stworzony dla mnie. Wygląda u mnie cudownie i świetliście. Zwłaszcza latem! Efekt można łatwo stopniować wzmacniając tym samym intensywność koloru. Jedna warstwa jest u mnie taka niemal przejrzysta z lekko złocistą poświatą. Osoby wymagające konturowania oraz te o bardzo jasnej karnacji nie będą z niego zadowolone. Przy drobnych twarzach takich jak moja blask jest w pełni uzasadniony;) Bardzo go polubiłam.


SIN SKIN MUST HAVE MINERAL BLUSH POWDER 033 RESPECTED


Róż mineralny nadaje skórze subtelny kolor oraz blask. Nie tworzy plam i idealnie stapia się ze skórą.

Mineralny róż marki SIN SKIN 033 posiada dziewczęcy brzoskwiniowo-różowy, świeży odcień. Łatwo się go rozprowadza bez plam i smug. Intensywność można stopniować, ale nie należy do tych bardzo mocno napigmentowanych. Na jego powierzchni znajdują się delikatne złociste drobinki, ale nie są one tak rozświetlające jak w przypadku bronzera. Efekt jest więc satynowy z lekką dozą połysku.  


SIN SKIN LIP STICK 513 DESIRED


Wodoodporna matowa pomadka do ust w kredce pozwala na szybkie wykonanie profesjonalnego makijażu z trwałością do 6h bez efektu wysuszenia.

Pomadka do ust występuje w postaci kredki. Nie jest ona jednak wykręcana, a niestety trzeba ją temperować. W zestawie mamy dołączoną temperówkę i przyznaję, że zmroziło mi to krew w żyłach. Bardzo nie lubię bowiem bawić się w temperowanie. Odcień 513 Desired to intensywny róż, który na swatchu wydaje się wpadać w czerwień, ale na ustach ten róż jest chłodniejszy. Trwałość rzeczywiście jest bardzo dobra. Pomadka wręcz wgryza się w wargi niczym tint;) 
Sin Skin: rozświetlacz, róż, korektor, pomadka
Sin Skin: puder wypiekany N30, puder wypiekany N20, bronzer


Kosmetyki SIN SKIN dostępne są w wybranych drogeriach Rossmann. Pełny asortyment i lista sklepów znajduje się w drogerii online. 


Znasz kosmetyki SIN SKIN? Masz swoich ulubieńców wśród nich?


Czytaj dalej »

piątek, 31 maja 2019

Revolution PRO Nath by Natalia Siwiec paleta do konturowania!

Revolution PRO to kosmetyki produkowane przez markę Revolution. Mają one wyróżniać się wysoką jakością, przy jednoczesnym zachowaniu przystępnej ceny:) Kilka tygodni temu przeglądając dział nowości makijażowych na notino.pl, natknęłam się na paletkę do konturowania twarzy Revolution PRO Nath. Wizualnie od razu wpadła mi w oko, ale dopiero później połapałam się, że paletka powstała we współpracy z Natalią Siwiec. W pierwszym momencie nie wiedziałam, co kryje się za nazwą Nath:) Memu sercu bliższa jest polityka aniżeli show biznes, (choć czasami zdarza mi się wejść w jakiś clickbaitowy artykuł), więc musiało mi to umknąć;) Muszę jednak przyznać, że nie mam nic przeciwko produktom sygnowanym przez celebrytów. Byłabym w stanie kupić rzecz lansowaną przez „gwiazdę” nawet, jeśli nie byłabym szczególnie zainteresowana jej działalnością. W przypadku kolorówki wystarczy żeby produkt wydał mi się miły dla oka oraz dobrze rokujący pod względem jakości i odcieni. A tak właśnie wyglądała dla mnie paletka Revolution PRO Nath. Jeśli jesteście ciekawe jak się u mnie sprawdza, zapraszam na krótki przegląd:)
Paleta do konturowania Nath by Natalia Siwiec

Paleta do konturowania Nath by Natalia Siwiec przychodzi zapakowana w pudrowo-różowy kartonik, wewnątrz którego znajdziemy tak samo różowy produkt wykonany z mocnego kartonu. Mam nadzieję, że nie uda mi się go wybrudzić, bo chciałabym żeby pozostała ładna jak najdłużej:) Jak wiecie nie jestem fanką różu, a jednak wiele różowych przedmiotów mi się podoba. Już nie raz pisałam, że jestem pełna sprzeczności, więc wszystko się zgadza;) A ostatnio to już w ogóle miałam zatrzęsienie różowych kosmetyków;) Moim skromnym zdaniem paletka prezentuje się naprawdę przyjemnie. Ciekawostką jest to, że otwieramy ją podnosząc czerwoną wstążeczkę, która wystaje z opakowania. Dostrzegam tutaj jedynie dwa minusy. Po pierwsze - paletka nie jest kompaktowych rozmiarów (dla porównania trochę dłuższa od palety cieni Nabla). Po drugie - wieczko ma tendencję do samoistnego opadania, więc musimy je za każdym razem podnosić albo trochę mocniej odgiąć żeby trzymało odpowiednią pozycję podczas wykonywania makijażu;) 
Paleta do konturowania Nath by Natalia Siwiec

Pierwsze co zrobiłam to oczywiście powąchałam paletkę;) Możecie się śmiać, ale często to robię;) Paletka Maxineczki posiada np. taki swoisty zapach tanich pudrów. A tutaj produkty nie posiadają zapachu (za co plus). Wyczuwalny jest jedynie zapach samego kartonika;)
Paleta do konturowania Nath by Natalia Siwiec

Paleta do konturowania Nath by Natalia Siwiec co w środku?


Wewnątrz palety znajdziemy dwa bronzery – Desert i Paradise, róż do policzków – Darling, puder o żółtym odcieniu – Sweet oraz dwa rozświetlacze – Sweetheart i Admirer.

Nath by Natalia Siwiec

Desert – jest to bronzer o przyjemnej aksamitnej konsystencji i odcieniu mlecznej czekolady. Dobrze napigmentowany. Nie pyli i nie osypuje się. Jest bardzo wydajny. Wystarczy delikatnie musnąć go pędzlem.


Paradise – błyszczący bronzer o nieco bardziej zbitej konsystencji, ale również nie ma żadnych problemów z aplikacją. Daje subtelniejszy efekt niż Desert. 


Sweet – puder o żółtym zabarwieniu i jedwabistej konsystencji. Jest mocno żółty, a moja cera nie jest typowo żółta, więc używam go z rozwagą. Żółty odcień jest pomocny przy maskowaniu cieni pod oczami lub zaczerwienionej skóry. Oczywiście nie ma na nim tych "fal". Mój telefon coś nie lubi żółtych odcieni i lekko się zbuntował;)
Paleta do konturowania Nath by Natalia Siwiec swatche

Darling – niezbyt miarodajnie wyszedł mi na palcu, ale jest to bardzo oryginalny brzoskwiniowy odcień. Fajnie zgrywa się z moją cerą;)


Sweetheart – złocisty rozświetlacz o komfortowej, subtelnie wilgotnej formule. Daje uwielbiany przeze mnie efekt tafli. Mój faworyt:)


Admirer – rozświetlacz w chłodniejszej, różowawej tonacji. 
Paleta do konturowania Nath by Natalia Siwiec swatch

Przyznam, że jestem zadowolona z paletki. Produkty w niej zawarte aplikują się bez najmniejszych problemów. Nic się nie pyli i nie osypuje, a intensywność można w łatwy sposób stopniować. Muszę jedynie uważać przy nakładaniu bronzera Desert, ponieważ jest bardzo dobrze napigmentowany oraz przy pudrze Sweet ze względu na intensywnie żółty kolor:) Najbardziej przypadł mi do gustu rozświetlacz Sweetheart (bardzo mój kolor), rozświetlający róż Darling i połyskujący bronzer Paradiste. Cóż, lubię błyszczeć;) Po to trio sięgam zdecydowanie najczęściej. Jakość pozytywnie mnie zaskoczyła:) Nie czuć tutaj żadnej „taniości”, a jednak cena jest przystępna (trochę powyżej 50zł). Ciekawostką jest też to, że produkt jest wegański.

Jak Wam się podoba paleta do konturowania Revolution PRO Nath? Co sądzicie o kosmetykach celebrytek? Używacie produktów tej marki?
Czytaj dalej »

środa, 23 stycznia 2019

Jane Iredale – makijaż mineralny klasy premium!

Jane Iredale to marka, której historia sięga 1994 roku, kiedy to powstała firma Iredale Mineral Cosmetics. Celem marki było stworzenie wielofunkcyjnych produktów do makijażu, które nie tylko upiększają, ale i delikatnie pielęgnują. Punktem zapalnym do stworzenia takich kosmetyków były doświadczenia założycielki z aktorkami i modelkami, nierzadko zmagającymi się z negatywnym wpływem stosowania dużej ilości produktów do makijażu, w postaci nadwrażliwości, a nawet chorób skóry. Nie da się bowiem ukryć, że makijaż sceniczny jest mocno kryjący, ale zarazem ciężki i przy dłuższym stosowaniu może mieć negatywny wpływ na cerę. Przyznam, że takie podejście do makijażu od razu zyskało moją aprobatę. Sama bowiem od zawsze zwracam uwagę żeby mój makijaż nie był maską i unikam produktów mających zły wpływ na moją cerę. Z tego powodu nigdy nie gustowałam w tradycyjnych płynnych podkładach, uwielbianych przez tyle kobiet;) Nakładając je często miałam wrażenie, że wyglądam w nich sztucznie. A obserwując koleżanki, które używały ich regularnie, z pełnym przekonaniem mogłabym powiedzieć, że ich cery często wyglądały coraz gorzej i do ukrycia było jeszcze więcej. Po dziś dzień moje szczególne uznanie zdobył tylko jeden podkład płynny marki Bell. W pozostałych przypadkach do moich ulubieńców należą podkłady w pudrze i właśnie minerały, które mogę stosować, mając poczucie, że nie niszczę sobie cery;) Po przejrzeniu asortymentu Jane Iredale uznałam więc, że to może być coś dla mnie;) Zdecydowałam się na 3 produkty – puder prasowany mineralny, zestaw do konturowania i wielofunkcyjny pędzel do makijażu;)



Jane Iredale prasowany puder mineralny



Puder mineralny występuje w formie wkładu, więc tą elegancką puderniczkę trzeba dokupić osobno. Produkt dostępny jest w 12 odcieniach, z których po opisie karnacji polecono mi Golden Glow. Jest to średni, ciepły, ale dość żółty w moim odczuciu odcień. Na zimę się dopasowuje, ale wiosną zdecydowanie będzie za jasny. Ze względu na żółte tony muszę uważać by nie przesadzić z ilością, ponieważ kolor odcina się wtedy od mojej skóry, która ma wprawdzie żółte tony, ale jednak delikatniejsze i z domieszką ciepłego beżu. Wydaje mi się, że będzie idealny dla typowo żółtych twarzy;) Puder Jane Iredale jest lekki i beztłuszczowy, bez dodatku syntetycznych związków chemicznych. Może pełnić 4 funkcje – fluidu, pudru, korektora i ochrony słonecznej (zawiera filtr SPF20). Brzmiał, więc jak coś w sam raz dla mnie:) 

Puder posiada komfortową prasowaną formułę. Nie pyli zbyt mocno podczas aplikacji, więc można go nałożyć naprawdę sprawnie przy użyciu pędzla do pudru lub kabuki. Zapewnia on półmatowe wykończenie z kryciem, które można stopniować od delikatnego po średnie. Przy odpowiedniej pielęgnacji moja cera na ogół wygląda dobrze, więc najczęściej wystarcza mi jedna warstwa. Przy większej ilości można uzyskać mocniejsze krycie, ale tak jak wspominałam odcień nieco gorzej mi się wtedy stapia ze skórą.  Potrzebowałabym do tego ciemniejszego i mniej żółtego odcienia:) Pomijając tą kwestię jest to naprawdę dobrej jakości puder, który z powodzeniem mogę stosować tak jak lubię, czyli w roli podkładu. Jeśli chodzi o zastąpienie korektora to na twarz rzadko mam potrzebę stosować korektory. Używam ich najczęściej na skórę pod oczami, ale akurat w tej roli preferuję korektory płynne:) Niemniej puder z powodzeniem przykryje drobne niedoskonałości cery. Filtr również stanowi dla mnie zaletę i dla mnie jest wystarczający, ale ja nie mam obsesji na filtry;) Produkt jest bezzapachowy i nie pogarsza stanu cery, co jest dla mnie szczególnie ważne. Twarz po jego użyciu wygląda naturalnie, a skóra "oddycha";)


Jane Iredale zestaw do konturowania



Zestaw do konturowania Great Shape Contour Kit występuje w eleganckiej puderniczce wyposażonej w lusterko. Prezentuje się ona naprawdę pięknie będąc ozdobą toaletki. Jest także idealna do zabrania w podróż. Wewnątrz znajdziemy rozświetlacz, róż i bronzer. Produkt występuje w dwóch wersjach kolorystycznych – Warm i Cool. Ja wybrałam Warm, ponieważ takie odcienie bardziej do mnie pasują. 


Podobnie jak w przypadku pudru, trio jest bezzapachowe. Wszystkie pudry z zestawu są drobno zmielone i aksamitne w dotyku. Zapewniają naturalne satynowe wykończenie. Bronzer posiada mocną pigmentację, więc trzeba z nim uważać. Wystarczy omieść twarz minimalną ilością produktu i ładnie rozblendować. Zdecydowanie będzie za ciemny dla bladzioszków. Jednak bladolice i tak powinny sięgnąć po drugą wersję kolorystyczną, więc to bez znaczenia;) To trio jest odpowiednie dla średnich i nieco ciemniejszych karnacji. Róż posiada średnią pigmentację i świeży twarzowy kolor. Gładko się rozprowadza i nie robi plam. Rozświetlacz posiada dość jasny kolor i z nim niestety mam problem, ponieważ nie zapewnia mi żadnego efektu rozświetlenia. Ani tafli ani drobinek. Jest to więc bardziej puder rozjaśniający, który może być przydatny do konturowania. Ale ja akurat takich produktów rzadko używam. Liczyłam na tradycyjny rozświetlacz z efektem tafli;) Trwałość produktów jest bez zarzutów, utrzymują się przez większość dnia.
Jane Iredale puder Golden Glow, zestaw do konturowania Warm - rozświetlacz, róż, bronzer.


Jane Iredale pędzel wielofunkcyjny Dome



Pędzelek Dome został wykonany z wielką starannością, a jego włosie jest niesamowicie gładkie. Zoeva to przy nim drapak;) Został on wykonany z naturalnego włosia koziego. Posiada okrągłe zakończenie i można go używać do wszystkich produktów z wyjątkiem kremowych. W moim odczuciu najlepiej sprawdza się do aplikacji różu, rozświetlacza i bronzera. Można go także używać do precyzyjnej aplikacji pudru. Jakość tego pędzla jest bardzo wysoka. Włosie nie wypada i się nie odkształca. To najprzyjemniejszy w dotyku pędzel w mojej kolekcji:)


Lubicie makijaż mineralny? Znacie kosmetyki Jane Iredale?
Czytaj dalej »

wtorek, 18 grudnia 2018

Najlepsze kosmetyki do makijażu 2018!

Przyszła pora na ulubieńców 2018 roku w obrębie makijażu:) No może mogłabym się jeszcze wstrzymać, ale już dobrze wiem co polubiłam najbardziej, więc po co to przeciągać;) Kolorówka ma zresztą to do siebie, że szybciej można dostrzec jej potencjał;) Nie będę jednak ukrywać, że część z tych produktów mam od wielu miesięcy. Pod względem makijażu 2018 był dobrym rokiem, choć zdarzyło mi się również trafić na gorsze produkty. Ich wadliwość polegała jednak głównie na tym, że były dla mnie zbyt jasne;) Może nawet pojawi się wpis o rozczarowaniach tego roku. Coś tam się znajdzie, jeśli czas pozwoli;) Na razie skupmy się jednak na tym, co pozytywnie mnie zaskoczyło, czyli na moich top kosmetykach z kolorówki:)

ulubione kosmetyki w 2018 roku

Zacznijmy od makijażu oczu:) Już w ubiegłym roku chwaliłam markę Nabla, a 2018 tylko mnie utwierdził w zachwytach;) Z tego, co zaobserwowałam, w ostatnim czasie marka mocno zyskuje na popularności. Nic w tym dziwnego, ponieważ wypuszcza naprawdę świetne produkty. Bardzo polubiłam paletkę Nabla Dreamy, ale Nabla Posion Garden, którą mam od drugiej połowy listopada wydaje mi się jeszcze lepsza i bardziej napigmentowana. 


Jeśli już jesteśmy przy cieniach to przyda się dobra baza pod nie;) Na miano ulubieńca w tym zakresie zasługuje Smashbox 24 Hour Photo Finish Shadow Primer. To małe oszustwo, ponieważ tą bazę miałam okazję poznać już wcześniej, ale można powiedzieć, że to było dawno i nieprawda. Aktualną tubkę mam od marca i zużyłam coś poniżej połowy, więc jest wydajna. Bardzo dobrze utrzymuje cienie na swoim miejscu nawet na moich tłustych powiekach. Recenzja jeszcze się nie pojawiła, ale jest zaplanowana:)


Najlepszym korektorem na cienie pod oczami w tym roku został Maybelline Instant Anti-Age Eraser Concealer, który miał już swoją recenzję. A jakże:)


A najlepszy tusz do rzęs to już wiecie z niedawnego wpisu Oriflame The One Wonderlash 5w1 XXL. Wyszukana nazwa, ale warto:)
najlepsze kosmetyki do makijażu 2018, Ulubieńcy 2018 roku makijaż

Przejdziemy teraz do twarzyczki i tutaj sytuacja jest nieco bardziej złożona:) Szczerze nienawidzę podkładów, ale w tym roku zdarzył się cud i w końcu trafiłam na coś porządnego, czyli Bell Nude Liquid Powder. Niedrogi, a potrafi dogodzić nawet anty-podkładowej Ewelinie:) Teraz co prawda go nie używam, ponieważ zimą wolę pudry i minerały z uwagi na to, że pozostawiają mniej śladów na tych wszystkich kurtkach i szalikach. Ale z pewnością wrócę do niego wiosną:) Skoro to jedyny podkład, który lubię to chyba mówi samo za siebie;) 

A co zatem z pudrów i minerałów, pełniących u mnie również funkcję podkładów?;) Bardzo dobrze sprawdził się u mnie Oriflame Giordani Gold, którego upodobałam sobie również na krótkie wyjazdy, ponieważ kompaktowa puderniczka nie zajmuje wiele miejsca. Listopad przyniósł natomiast pozytywne zaskoczenie odnośnie pudru Jane Iredale. Wpis na temat 3 produktów tej marki na pewno się pojawi, więc zapraszam ponownie za jakiś czas po więcej informacji;)  

Too Faced Sweetie Pie to takie kombo:) Tak naprawdę może być dla mnie zarówno różem, bronzerem jak i lekkim rozświetlaczem:) W dodatku ładnie pachnie i ma przyjemną formułę;) Tak bardzo tak! 

To małe brązowe ze srebrnym środkiem wyglądające jak jakieś Ufo to nic innego jak rozświetlacz Becca Opal;) Mam go krótko, bo jakoś od drugiej połowy listopada, ale świeci? Świeci… i to jak! Może będzie jakiś wpis, zobaczymy;) 

unicorn nails, zdobienia paznokci, paznokcie jednorożce

chmurki na paznokciach, think blink neonail, lilou pierścionek piórko
Jeśli miałabym napisać coś o paznokciach to latem powróciłam do hybryd i od tego czasu noszę je bez przerwy. Upodobałam sobie przeróżne zdobienia i przekonałam się do długich paznokci, a nawet do zupełnie innego kształtu. Zdjęcia manicure co jakiś czas publikuję na Instagramie. Najbardziej lubię w rękawie:P

Sorki za ten rozmaz gdzieniegdzie na zdjęciach, ale robiłam je w totalnych ciemnościach, a nie mam żadnych lamp, blend i innych wynalazków:D Produkty w przypadku których pojawiły się recenzje są podlinkowane, więc można przeczytać o nich więcej.


I to by było na tyle, jeśli chodzi o makijażowych ulubieńców 2018 roku. A Was co szczególnie ujęło? 

Czytaj dalej »

sobota, 15 grudnia 2018

Too Faced Sweetie Pie!

Nie jestem fanką konturowania. Zresztą przy mojej szczupłej twarzy tego typu zabiegi są zbędne, bo nie bardzo jest co dodatkowo wyszczuplać. Ale drobna twarz ma też swoje plusy. Jakby nie patrzeć, często słyszę, że mam ładnie wyrzeźbione kości policzkowe. Nawet gdy niczym ich nie potraktuję;) Mogę sobie pozwolić również na te rozświetlające bronzery, których wiele osób unika. Jednak mimo braku wielkiej potrzeby zawsze przyciągały mnie bronzery, róże i paletki do konturowania;) Pewnie dlatego, że są ładne. Co sprawia, że z chęcią po nie sięgam;) W marcu za sprawą Interendo trafił do mnie bronzer Too Faced Sweetie Pie i o ile na balsam Czarszki musiałam ponarzekać to między mną, a tą słodką brzoskwinką jest miłość aż do teraz;)



Too Faced Sweetie Pie



Według producenta Sweetie Pie to zestaw 4 odcieni, które idealnie wtapiają się w skórę. Mają one za zadanie podkreślić, wyrzeźbić, a także rozświetlić cerę, nadając jej promienny wygląd. Dodatkową przyjemność stosowania ma stanowić zapach brzoskwini połączony ze śmietanką figową;)

Sweetie Pie otrzymujemy w kartoniku typowym dla brzoskwiniowej serii Too Faced. Jest więc słodko i uroczo. Zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz;) Puderniczka jest porządnie wykonana. Od wiosny nic złego się z nią nie stało mimo użytkowania zarówno w domowej toaletce jak i w podróży. Ale nie ukrywam, że ja o swoje kosmetyki dbam i raczej nie są porozrzucane gdzie popadnie;) 

Puder posiada przyjemną konsystencję. Ani zbyt twardą ani za miękką. Nie osypuje się i nie kruszy. Zapach początkowo mnie rozczarował, bo liczyłam na typową brzoskwinkę. Taką jak np. w brzoskwiniowym balsamie do ust z Tonymoly (soczystą i orzeźwiającą). A dostałam taki bardziej jogurt/serek brzoskwiniowy… Jednak biorąc pod uwagę, że producent deklaruje brzoskwinkę wraz ze śmietanką figową, można stwierdzić, że rzeczywiście tak jest. I choć nie jestem szczególną entuzjastką aromatyzowanych kosmetyków do makijażu to nie ukrywam, że w tym przypadku zapach umila aplikację. Paradoksalnie dzięki temu zapachowi używam go wyjątkowo chętnie;) Sweetie Pie to tak naprawdę mix odcieni brązu, różu, subtelnego złota i jasnego rozświetlacza. Według mnie odpowiednio aplikowany, powinien się sprawdzić przy większości karnacji. Nie określiłabym go jako ciemny ani pomarańczowy. Ale szczególnie ładnie komponuje się z cieplejszą cerą;) Pięknie podkreśla opaleniznę latem i lekko ociepla cerę również, gdy jest już nieco jaśniejsza. W moim przypadku potrafi z powodzeniem zastąpić 3 produkty - bronzer, róż, a nawet delikatny rozświetlacz, ponieważ po jego użyciu twarz nie jest płaska. Jest wręcz promienna, ale bez nachalnych drobinek. Najczęściej jednak stosuję go jako róż mieszając ze sobą wszystkie jego odcienie. Pasuje do mojej cery idealnie. Do tego stopnia, że zdetronizował ulubiony róż Sisley;) Sprawdza się zarówno na co dzień gdy delikatnie muskam nim skórę jak i na większe okazje:) Jestem z niego niezwykle zadowolona;) Jeśli chodzi o efekt na skórze to ciężko mi go uchwycić telefonem, ale miałam go na sobie na kilku zdjęciach na Instagramie. Może uda się jeszcze dodać jakieś bardziej miarodajne w przyszłości.


Lubicie Too Faced? Znacie bronzer Sweetie Pie?
Czytaj dalej »

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Kupiłam bo było ładne! 11 kosmetycznych pokus, którym uległam!

Czy zdarzyło Wam się kupić kosmetyk w dużej mierze dlatego, że jego opakowanie lub nietypowe właściwości budziły natychmiastową żądzę posiadania oraz myśl pt: jakie to piękne? Mi tak i to wiele razy! Dziś właśnie o kosmetykach, które kupiłam (lub ewentualnie wybrałam do wypróbowania) bo były ładne! 


Nabla Dreamy paletka cieni do powiek

zdjęcie przedstawiające Nabla Dreamy paletka cieni do powiek

O tej paletce pisałam całkiem niedawno;) Nie ma co ukrywać, że głównym motorem do zakupu był "nagły zryw" oraz aspekty wizualne;) W moim przypadku zarówno wnętrze jak i „zewnętrze”;) Okładka jest według mnie przepiękna! Zakup jak najbardziej trafiony! Od 3 maja w sprzedaży ma pojawić się nowa paletka cieni Nabla Soul Blooming. Jeszcze nie wiem czy skończy się to zakupem, ale nigdy nie mów nigdy;)

Zobacz - Nabla Dreamy


Becca Ocean Jewels paletka cieni do powiek

zdjęcie przedstawiające Becca Ocean Jewels paletka cieni do powiek

Znów paletka cieni bo ostatnio mam na nie jakąś zajawkę;) Paletka zawiera 7 cieni do powiek, które są bardzo dobrej jakości. Mam ją dopiero od ponad tygodnia, ale wstępnie jestem zadowolona. Pokazywałam nawet na Instagramie makijaż wykonany cieniami z tej paletki, ale niestety zupełnie nie udało się uchwycić efektu. Niemniej bardzo dobrze jest to pokazane na modelkach w sklepie Sephory online;) Identyczny rezultat osiągnęłam:D W tej paletce spodobało mi się ułożenie cieni. Nie wiem dlaczego, ale zawołała do mnie i już. Jest piękna, porządnie wykonana i wyposażona w duże, dobrej jakości lusterko. Świetna propozycja na lato, a nazwa idealnie opisuje zawartość! Kupiłam ją właściwie nawet bez oglądania. Po prostu poprosiłam o odłożenie, rzuciłam okiem i OK - poproszę;) Ewelina to klient idealny;)

Kat von D Alchemist Holographic Palette


zdjęcie przedstawiające Kat von D Alchemist Holographic Palette

Paletka rozświetlaczy do twarzy i oczu nazywana przeze mnie po prostu trójkątem;) Ze względu na specyficzne efekty jakie można dzięki niej uzyskać jest to raczej ekstrawagancki wybór i absolutnie żaden must have. Ale nie mogłam się oprzeć jej urokowi;) Plusy i minusy nakreślę w osobnej recenzji i wtedy też pokażę Wam ją z bliska!

L’Oreal Color Riche Shine Bae 905



zdjęcie przedstawiające L’Oreal Color Riche Shine Bae 905
Pozostając w temacie holo, ale już w nieco przystępniejszej cenie:) Propozycja marki L’Oreal, czyli odżywcza pomadka nawilżająco-nabłyszczająca o komfortowej konsystencji zapewniającej efekt holo z różowymi drobinkami (w żadnym wypadku nie barwi ust na biało:D). L’Oreal Color Riche Shine Bae 905 to prawdopodobnie najbardziej komfortowy produkt do ust tej marki z jakim miałam do czynienia.  I rzecz jasna opakowanie oraz nietypowy kolor sztyftu zdecydowanie skłoniły mnie do zakupu! Wkrótce pokażę ją z bliska w osobnym wpisie.

Too Faced Sweetie Pie

zdjęcie przedstawiające

Marka Too Faced słynie z niebanalnych i radosnych opakowań oraz wodzących na pokuszenie zapachów takich jak np. czekolada albo brzoskwinka. Nie jestem kolekcjonerką i moje zakupy są bardziej wynikiem impulsu niż zamysłu kolekcjonowania, ale zdarza się, że coś mnie skusi:) Ten egzemplarz Sweetie Pie jest co prawda prezentem od Interendo, ale jak już wspominałam, wyszło na tyle śmiesznie, że w tym samym czasie zdążyłam go sobie kupić (co tylko potwierdza trafność prezentu:D) Chodziła za mną też paletka cieni Too Faced Just Peachy Matte Eye Palette i niewykluczone, że zasili moją toaletkę, ale nie była ona pragnieniem pierwszorzędnym, ponieważ lepsze cienie zdecydowanie ma Nabla:) A bronzer? Sama słodycz! Szkoda tylko, że tłoczenie nie zostaje na zawsze;)

Sisley L’Orchidee


zdjęcie przedstawiające Sisley L’Orchidee

Orchidea Sisley, czyli mój ukochany róż:) Pomimo upływu czasu, nadal cieszy moje oczy! Tym bardziej, że jest bardzo wydajny, więc tłoczenie jeszcze się nie wytarło (cały czas używam górnej części żeby dolna pozostawała ładna:P). W jego cenie mogłam mieć pierdylion różów, ale musiałam mieć ten;) 

Zobacz: Sisley L'Orchidee róż do policzków

Lovely – Banana Chocolate, Creamy Chocolate, Glow Junky


zdjęcie przedstawiające Lovely  Banana Chocolate, Creamy Chocolate, Glow Junky

Na moim celowniku był właściwie jedynie Lovely Banana Chocolate, ale że Creamy Chocolate i Glow Junky też były ładne i dostępne, a nawet tanie… to złapałam je jak Pokemony:P Przynajmniej raz moje uwielbienie do piękna nie potrząsnęło za portfel:D Bananek mimo, że żółty, w moim przypadku ma niestety tendencję do bielenia, więc muszę się z nim obchodzić delikatnie:D Radosne opakowania to coś co lubię!:D 

Zobacz: Mój haul z promocji w Rossmannie


Huda Beauty Lip Tin zestaw do konturowania


zdjęcie przedstawiające zestaw Huda Beauty Lip Tin Bombshell&Ritzy
Kiedy jakiś czas temu do perfumerii Sephora wkroczyła marka Huda Beauty, nie zainteresowała mnie ona ani trochę, a już na pewno nie zamierzałam kupić czegokolwiek z jej asortymentu. Jednak pewnego kwietniowego dnia, w którym wstąpiłam do Sephory celem zakupu prezentu, moim oczom ukazały się usta, czyli zestaw do konturowania ust Huda Beauty Lip Tin Bombshell&Ritzy. Bajeranckie pudełko było mi już wcześniej znane z Instagrama, ale dopiero na żywo nieśmiało do mnie zawołało;) Odłożyłam jednak potulnie usta na półkę kierując się do kasy jedynie z owym prezentem. A potem co ja paczę wieczorem na Insta? Interendo z usteczkami:P Jeszcze tego samego dnia usta były moje bo stwierdziłam, że potem mi wykupią i będę narzekać. Nawiasem mówiąc gdy czekałam na tramwaj, wyświetliła się tablica z kierunkiem Kochanówka. Jak pewnie niektóre z Was wiedzą to dawna nazwa szpitala psychiatrycznego w Łodzi, więc pomyślałam, że MKP chyba mi sugeruje właściwy kierunek, tj. psychiatryk zamiast Sephory:P Jak myślicie?

Guerlain Meteorites Compact


zdjęcie przedstawiające Guerlain Meteorites Compact

Dawno temu podążając za rekomendacjami innych skusiłam się na słynne Meteoryty w kulkach. Produkt jednak zupełnie mi nie podszedł (zwłaszcza, że miałam zbyt jasny odcień – Medium) i puściłam zawartość w świat, sobie zostawiając jedynie uroczą puszeczkę;) Meteoryty w kompakcie kusiły mnie dobrych parę lat. Wołała do mnie urocza puderniczka i kolorowe wnętrze, ale obawiałam się, że znów ciężko będzie z zadowoleniem. Finalnie jednak pojawiła się okazja żeby je wypróbować, więc nauczona złymi doświadczeniami wybrałam już odcień najciemniejszy – Dore/Golden. Nie ma jednak co ukrywać, że opakowanie grało pierwsze skrzypce przy wyborze:D 


To tylko kilka przykładów typowo makijażowych bo jeśli miałabym wziąć pod uwagę inne dziedziny i szersze ramy czasowe to byłby niezły tasiemiec:D Jak pewnie zauważyłyście, większość z nich to kosmetyki z nieco wyższej półki. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Jeśli już mam wydać na jakiś produkt więcej to wymagam od niego pewnej estetyki tudzież nietuzinkowości;) Nie mam sprecyzowane jakiej, ale musi być to coś co do mnie "przemówi";) Przy średniej półce mogę nieco przymknąć oko;) Z kolei ta niższa rzadko mnie kusi, więc jeśli mam się na coś zdecydować to też dobrze by było żeby opakowania nie były szpetne;) Cały ten tekst potraktujcie z przymrużeniem oka - wygląd oczywiście nie był jedynym kryterium wyboru:) Często jednak taką pierwszą przesłanką, impulsem;) Kto jak kto, ale ja potrafię połączyć przyjemne z pożytecznym. W tym wypadku - wygląd i działanie:)


A jak jest u Was? Zdarza Wam się kupować kosmetyki oczami czy jednak jesteście nieczułe na tego typu atrakcje wizualne?;)
Czytaj dalej »